Ucałowałem ją w czule w czoło. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnęliśmy.
~ ~ ~
Wokół mnie roztaczał się szary ogród pełen czerwonych róż. Z o dziwo fioletowego nieba spadały na mój kaptur krople chłodnego, jesiennego deszczu. Całe szczęście, że go miałem. Stałem obok niewielkiej, kamiennej fontanny w kształcie dwóch bawiących się delfinów. Nie leciała z niej nawet woda. Cisza roztaczająca się wokoło, dudniła w uszach. Jedynie co chwila słyszalne były z oddala huki błyskawic.
W pewnym momencie usłyszałem płacz dziecka. Dziwnie znajomy płacz…
Poszedłem w stronę dźwięku. Cel był bardzo blisko ale przysłaniały mi go szare krzaki. Przebiłem się przez przeszkodę i zobaczyłem… siebie. Siebie w dzieciństwie. Płakałem nad małym, nieżywym ptakiem. No tak, teraz pamiętam. W dzieciństwie, przesiadując na podwórku, z gniazda spadła mała Zięba. Widząc to podbiegłem do niej i zawołałem ojca. Pisklę wierciło się niemiłosiernie ze strachu, aż w końcu dostało zawału i zdechło. Ojciec nie przyszedł, a ja rozpłakałem się. Nie było przy mnie nikogo tak jak przy pisklaku.

Czułem się bezradny. Może to i głupie ale byłem wtedy jeszcze bardziej wrażliwym chłopcem niż jestem teraz.
W tym samym momencie z lasu obok, wyszła Sayuri. Pobiegła w stronę chłopca. Co ona tu robi?
- Sayuri! – zawołałem.
Spojrzałem na chłopca. Zaczął się kruszyć. Jakim cudem? Co tu się w ogóle dzieje? Ptak nagle odżył i rzucił mi demoniczne, palące spojrzenie niczym z piekła. Dziewczyna ciągle biegła w stronę chłopca. Zwierzę spojrzało na nią i zaczęło syczeć. Co chce jej zrobić? Nie pozwolę, żeby ją skrzywdził!
- Sayuri!
Powtórzyłem i rzuciłem się w stronę dziewczyny ale ziemia się pode mną zapadła i trafiłem do jakiejś pustej, czarnej przestrzeni. Obok mnie siedziała na kolanach blondynka. Nie patrzył na mnie. Jej wzrok zwrócony był w stronę podłogi.
- Sayuri…
Uklęknąłem przy dziewczynie. Zdawała się płakać. Położyłem jej dłoń na ramieniu. Wtedy spojrzała na mnie, a zamiast jej twarzy pojawiła się twarz dziewczyny z horroru, która zaczęła wrzeszczeć ale zamiast krzyku wydobył się przeciągły odgłos dzwonka.
~ ~ ~
Obudziłem się gwałtownie. Sonia pod wpływem ruchu mojego ciała sama się obudziła.
- Nico, wszystko dobrze? Ciężko oddychasz.
Ciężko? Hm, rzeczywiście, mój oddech był ciężki.
- Nieważne. Chodźmy na lekcje.
Blondynko? ;3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz