- Jesteście głodne? – mruknęłam, sięgając po duże opakowanie kociej karmy.
Oba kociaki gdy tylko usłyszały szelest, migiem pognały do swoich miseczek. Pomimo, iż Griffe i Neige są ze mną dopiero od trzech dni, już zdążyłam pokochać te sierściuchy. Przez kilka minut z uśmiechem na ustach przyglądałam się obojgu jak ze smakiem pałaszują swoje ulubione rybne łakocie. Na pożegnanie pogładziłam Griffe po grzbiecie i na palcach udałam się do kuchni. Z szafki wyjęłam torebkę mojej ulubionej lawendowej herbaty i włożyłam ją do ceramicznej filiżanki z kwiatowym motywem. Następnie zalałam wszystko biały wrzątkiem i zaczęłam rozkoszować się łagodnym, słodkim zapachem.

- Widzę, że moja mała Kruszynka już wstała. Jeśli się pośpieszysz podwiozę Cię do szkoły, bo jadę koło ósmej na uczelnię. Nie wypada spóźnić się pierwszego dnia, nieprawdaż?
Oliver wszedł do kuchni, odkładając do zlewu brudne talarze po wczorajszych crepes.
- Strasznie się o mnie troszczysz, braciszku. – uśmiechnęłam się delikatne w stronę brata.
- Masz piętnaście minut, czekam na Ciebie w samochodzie.
Po jego słowach podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę łazienki. Nie miałam ochoty na kolejną kłótnie pomiędzy nami. Płeć przeciwna nie jest w stanie pojąć, że w przeciwieństwie do nich nam nie wystarczy dwa razy przeczesać grzebieniem włosy i ubrać na siebie byle jaki T-shirt. Po wejściu do łazienki pośpiesznie umyłam zęby, pomalowałam rzęsy , uczesałam się i spięłam przednie pasma włosów delikatną, jaśminową wsuwką. W te pędy udałam się do pokoju i stanęłam przed szafą. Chwyciłam w dłoń pierwszą lepszą tiulową sukienkę i gołębie zakolanówki.
Dwadzieścia minut później stałam przed drzwiami naszego rodzinnego Peugeot’a.
- Dłużej się nie dało? – brat burknął nerwowo w moją stronę, przyciszając muzykę.
- Przepraszam – odpowiedziałam cicho, siadając obok niego na przednim siedzeniu.
Całą drogę przesiedzieliśmy w milczeniu, wsłuchując się w muzykę. Od kilku miesięcy Olik denerwował się bez powodu. Główną winę zrzucał na studnia i stresującą dorywczą pracę. Z jednej strony wcale się mu nie dziwię, praktycznie nie ma wolnego czasu dla siebie i swoje dziewczyny.
- Jesteśmy na miejscu, pamiętaj, żeby zbytnio nie nałamać serc. – spojrzał w moją stronę i szturchnął mnie w lewy bok. Poczułam, że moje policzki zalewa fala gorąca.
- Postaram się, powodzenia z esejem!
Delikatnie uchyliłam drzwi samochodu i założyłam torbę na jedno ramię. Stanęłam na pokaźnych rozmiarów placu przed budynkiem szkoły. Serce zaczęło bić mi kilka razy szybciej i poczułam na sobie spojrzenia innych uczniów. Z nerwów ścisnęłam w dłoni pasek od torby i wyciągnęłam z kieszeni telefon. Zanim przekroczyłam szkolne mury, upewniłam się czy na pewno zaczynam dzisiaj lekcje od matematyki w sali numer siedem. Po wejściu do środka ku mojemu niezadowoleniu zorientowałam się, że klasy nie są ułożone po kolei i właśnie stoję przed klasą o dwucyfrowym numerze. Po usłyszeniu dzwonka stanęłam na palcach i w tłumie nerwowo zaczęłam rozglądać się dookoła.
- Coś się stało? Wyglądasz na nieźle wystraszoną. Spokojnie, w naszej szkole nikt Cię nie zje.
Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i gwałtownie odwróciłam się w tył.
< Ktoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz