Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucie Isabelle la Mettrie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucie Isabelle la Mettrie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Od Aksela CD Lucie

Przyglądałem się dziewczynie, pomagając jej złapać stały grunt pod stopami. Ładniutka, naprawdę. I do tego francuska dama, tego byłem prawie pewny. Widać i słychać. No i jeszcze ten pies. Wszystko aż krzyczało "Żabie udka na śniadanie!"
Jej pupilek najpierw obserwował mnie równie uważnie jak ja jego panią, a potem mnie obszczekał. Hah, uroczy. Mała bestyjka
Zauważyłem, że dziewczyna mocniej ścisnęła smycz psa. Hmm, czyżby się lekko podenerwowała? Mam nadzieję, że to przeze mnie~
- Nie ugryzie, spokojnie. - zapewniła mnie. Uśmiechnąłem się.
- Nie boję się psów. A te urocze stworzonka do agresywnych i niebezpiecznych raczej nie należą. - przykucnąłem, by pogłaskać psa. Uparcie obwąchiwał moją dłoń. Starłem mu śnieg z pyska. - Jak się nazywa? - znów podniosłem na nią wzrok.
- Pomme. - odpowiedziała. Ciekawiło mnie, czy patrzyła na mnie, czy jednak na psa.. Ciężko było to stwierdzić.
- Pomme, hmm... Chyba Pomme de Terre. Pasuje idealnie. - zaśmiałem się cicho i znów wyprostowałem.
Dziewczyna wydęła wargi. Ten pies to chyba jej maluszek... Widać też po kubraczku.
Pies był cały przemoczony od śniegu. A gdy spojrzałem na dziewczynę, zrozumiałem, że ona była równie mokra, jak nie bardziej. Biedactwo. Chyba nie była do końca przygotowana do tej pogody.
- Cała przemokłaś... Na pewno marzniesz. Co powiesz na kawę? Albo herbatę? Powinnaś się jak najszybciej ogrzać, bo jeszcze złapiesz jakiegoś bakcyla. - uśmiechnąłem się do niej zachęcająco. Nie wyglądała na przekonaną... Rozsądna dziewczyna.
- Obiecuje, nie mam żadnych złych zamiarów! Po prostu chcę pomóc małemu, słodkiemu pieskowi... A jako że jego właścicielką jest taka urocza dama w potrzebie, to bardzo chętnie się zapoznam. Mało znam tu ludzi~ - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. - Oh, zapomniałem. Nazywam się Aksel. Więc? Dasz się namówić?

< Śliczna? :3 >

wtorek, 28 sierpnia 2018

Od Lucie CD Aksela

Poprawiłam po raz dziesiąty sweterek w bałwanki, który bez przerwy zsuwał się z mojego szkraba, odsłaniając zdecydowanie zbyt dużo wrażliwej, pomarszczonej skóry na szyi.
- Pomme, tak nie wyjdziemy, nie ma mowy - powtarzałam, całując go lekko w wilgotny nosek. - Przeziębisz się, wiesz? Chcesz zachorować już, jak w zeszłym roku? Masz ładne, ciepłe ubranko, więc będziesz zdrów jak ryba, tak? Żaden śnieg nas nie zaskoczy, nie ma mowy!
Psiak radośnie zamerdał krótkim ogonem, uderzając o szafki.
- Bo coś sobie urwiesz, kochanie! Urwiesz i co będzie? Pomme bez ogona, co wtedy, co?
Podniosłam się z kucek, cały czas obserwując kątem oka pupila, który teraz zajął się swoimi zabawkami - ganiał po całym pokoju piłeczkę, a ta piszczała i turlała się dalej, ilekroć skakał na nią i naciskał ją krótkimi łapkami. Zaczęłam myszkować w szafie, szukając czegoś, co mogłabym na siebie narzucić - biorąc pod uwagę, że założyłam już jasne dżinsy i kilka warstw bluzek, z czego na samym wierzchu gruby, wełniany sweter, uznałam, że nie muszę wkładać grubej, ciężkiej kurtki, jaką kupiłam na szybko zaraz po przyjeździe do Szkocji - była ciepła i wygodna, ale i nie mogłam się do niej do końca przekonać, pomyślałam zatem, że wystarczy mi kamizelka. Starczyło jednak jedno dodatkowe zerknięcie przez okno - w nocy napadało sporo śniegu, a termometr za szybą dalej wskazywał sporo poniżej zera - westchnęłam cicho i zdjęłam z siebie dwie bluzki, zostawiając cienki podkoszulek i sweter. Kamizelkę ledwo zdjęłam z wieszaka, zaraz odwiesiłam z powrotem i zdecydowałam się na kurtkę. Cóż, nie mam nic do khaki, stwierdziłam, wsuwając dłonie w rękawy podszyte puszkiem, podobnie jak przy kapturze. Przynajmniej będzie mi ciepło, a do kurtki powoli się coraz bardziej przekonywałam - tu zapewne będzie moją wierną towarzyszką. Żal mi było tylko wychodzić z Pomme - buldogi francuskie to rasa wrażliwa na temperatury, czyż nie? Całe szczęście miał swoje ubranko, które dostał ode mnie na urodziny - wyjdziemy zresztą tylko na kilka minut. Pochyliłam się nad rozbrykanym psiakiem, przyczepiając mu cienką smycz do obroży.
- Możemy ruszać, malutki - uśmiechnęłam się, zamykając za sobą ostrożnie drzwi. Wzięłam pupila na ręce, kiedy schodziliśmy ze schodów - mieszkałam, co prawda, na parterze, ale i tak musiałam pokonać parę oblodzonych stopni prowadzących na dziedziniec - mogłyby stanowić dość spore wyzwanie dla mojego nieporadnego malca.
Ostrożnie szłam chodnikiem, po drodze mamrocząc nieprzychylne komentarze pod adresem zimy. Tutaj najwyraźniej jeszcze nie zdążyli posypać chodników piaskiem ani niczym, więc naprawdę łatwo było o upadek - Pomme radził sobie, ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, nieźle, czasem tylko zdarzało mu się lekko poślizgnąć, zwłaszcza gdy wywąchał innego psa i chciał koniecznie podejść - ciągnął wtedy za smycz i koniecznie chciał poznać towarzysza, do którego wiedzie go nos, czy to dla zabawy, czy w celu zlokalizowania zagrożenia - różnie reagował na inne zwierzęta, zwłaszcza swojego gatunku, więc w takich chwilach lekko ciągnęłam go za smycz, przywołując przyjaciela do porządku.
- Noga, Pomme - pogroziłam mu palcem schowanym w rękawiczce.
Niestety, w którymś momencie i ja straciłam równowagę - chciałam cofnąć się o krok, by lepiej złapać równowagę - psiakowi było to jednak nie w smak, zwłaszcza że akurat próbował złapać śnieg. Nim zdążyłam się zorientować, obcasem poślizgnęłam się na śliskim chodniku i zaczęłam lecieć do tyłu. Zamknęłam oczy, gotowa na twarde zderzenie z oblodzoną ziemią, wylądowałam jednak w zaspie - pewna ulga, która jednak szybko okazała się chwilowa - po całym moim ciele przebiegł lodowaty dreszcz,  gdy grudki śniegu dostały się za kołnierz. Próbowałam nieporadnie wstać, ciągle jednak traciłam równowagę na niepewnym oparciu - dopóki czyjeś silne ręce nie złapały mnie za ramiona i niepodniosły w górę.
Spojrzałam na twarz nieznajomego - był wyższy ode mnie o dobre trzydzieści centymetrów, więc musiałam poderwać głowę w górę, by móc to zrobić - wtedy jednak dostrzegłam łagodną, sympatyczną twarz, okoloną aureolą białych jak śnieg włosów i... oh mon Dieu, różnokolorowe oczy? Tak, zielone i niebieskie, wpatrywały się we mnie z uwagą.
- Nic ci nie jest? - zapytał. Głos miał głęboki, mocny, ale i bardzo miły.
Minęła dobra chwila, nim zdążyłam się wysłowić:
- Wszystko w porządku, merci - skinęłam lekko głową. - Poślizgnęłam się, to wszystko.
Pomme w tym czasie zdążył obtoczyć cały pysk w śniegu - teraz i on wyszedł z zaspy, z ciekawością wpatrując się w nieznajomego. Szczeknął raz, potem drugi. Chłopak uniósł lekko brwi, a jego pełne wargi uniosły się w lekkim uśmiechu.
- Nie ugryzie, spokojnie - dodałam, zaciskając nieco mocniej dłonie na smyczy.

<Aksel? >

Od Aksela CD Lucie

Obudziłem się gdy było jeszcze całkiem ciemno. Sam nie wiem czemu... Przecież poszedłem późno spać, a do tego mamy weekend. Powinienem jeszcze kimać!
Przez kilka chwil leżałem, patrząc na ledwo widoczny sufit. Właściwie mógłbym zapalić światło, ale to by było morderstwo dla moich oczu.
Przeciągnąłem się, tłumiąc senny pomruk. Kości mi strzelały.
Usiadłem wreszcie. Na ślepo sięgnąłem po telefon....
...Pół do dziesiątej? Jakim cudem, skoro jest tak ciemno??
Podnioslem się z łóżka. Powędrowałem do okna, by zobaczyć... Śnieg. I śnieg. I jeszcze trochę śniegu. I jeszcze więcej białego puchu, który po prostu zasłonił całe okno... Parapety na zewnątrz to zło.
Ale kto by pomyślał... Przecież wczoraj było tak ciepło, bez kurtki można było wyjść. Zero śniegu... A teraz? Normalnie zasypało.
Musiałem wreszcie włączyć światło, bo ta ciemność była irytująca. Moje biedne oczy
Wróciłem do mojego jakże wygodnego i dziwnego łóżka... Dwie warstwy szlifowanych palet, na tym kolejne trzy warstwy, tym razem materacy. Poukładane raz tak, raz tak, tworzyły imponującą i niezwykle miękką budowle o wymiarach 2,5 na 3 metry. W ten sposób mogłem się zawsze wygodnie ułożyć~
Włączyłem telewizor. Skakałem po kanałach, zbyt leniwy by rozpocząć już dzień. Zacząłem planować wszystko, co miałem dzisiaj zrobić. Wybrać się do sklepu, pobiegać. I... Tyle. A właściwie można zrobić to na raz.
Spokojny dzień się zapowiada, hmm... Nareszcie
Wstalem. Porozciągałem się trochę, czekając, aż zagotuje się woda na kawę.
...hmm. Zapomniałem kupić. Niech będzie herbata. A kawe dopiszę do listy zakupów.
Ubrany w sportowe rzeczy, trochę cieplejsze niż zazwyczaj, ruszyłem na zakupy. Biegłem powoli, oddychając głęboko. Nie marzłem, przynajmniej na razie. Już po kilku chwilach stwierdziłem, że założenie na buty pasów przeciwpoślizgowych było dobrym pomysłem. Nieliczni ludzie, którzy przechadzali się po chodnikach, często tracili równowagę.
Zrobiłem zakupy. Wszystko zmieściło się do plecaka. Truchtem wracałem do domu.
I pewnie szybko bym się tam znalazł, gdyby nie to, że nagle usłyszałem coś jak pisk...
Rozejrzałem się. Mocno się zdziwiłem, widząc, że jakaś dziewuszka mocno poślizgnęła się na oblodzonych kamieniach... I wylądowała w zaspie.
Zachichotałem cichutko i zatrzymałem się tuż przy niej. Złapałem ją delikatnie za ramiona i podniosłem, stawiając mniej więcej pewnie na nogach. Ładniutka...
- Nic ci nie jest? - zapytałem słodko.
< Czekam~ >
Theme by Bełt