Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miwa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 września 2017

Odchodzą

Miwa Kotoe
ksywka: Jalo, Miw
Wiek: 17 wiosen
klasa:IC
Powód: Decyzja właściciela
_________
 
  Isil Saila Einardóttir
 Ksywka: Isiek. Możesz jakąś wymyślić.
Wiek: 18 lat
Klasa: II B
Powód: Decyzja właściciela 

niedziela, 9 lipca 2017

Od Michaela CD Miwy

Pogoda piękna, słoneczna - można by rzec, podręcznikowy przykład letniego dnia. Biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy głównie panował deszczowy, ponury nastrój, stwierdziłem, że to idealna pora na mały spacer do parku. Immi również zdawała się przejawiać chęci do zaczerpnięcia świeżego powietrza, więc już po kilku minutach szedłem z kotką na rękach przez korytarze akademika. Pupilka miała już na sobie obróżkę - prezent od Mariś - i smycz, którą to osobiście wybrała swoim królewskim noskiem w małym sklepie zoologicznym. Początkowo miałem obawy, czy to aby dobry pomysł, ale siostra w spółce z wujkiem przekonali mnie do tego w jednym z listów. Kiedy jeszcze mieszkałem na wsi, kotka często wychodziła samopas na zewnątrz, ale teraz, rzecz jasna, jej wyjścia zostały zdecydowanie ograniczone. Z tego też powodu spacery ostatecznie okazały się być dobrą alternatywą, nawet jeśli minęło trochę czasu, zanim oboje do tego przywykliśmy. Immi musiała się nauczyć, że nie każdy większy kot czy pies to śmiertelny wróg, a po tutejszych drzewach wspinać się nie wolno (kostka bolała przez bite dwa dni). Ja natomiast nauczyłem się znajdować co przynajmniej dwa dni czas na około godzinne spacery i tego, że gdy jest się z kotem, zdecydowanie należy unikać dróg, których się nie zna - a szczególnie zaułków. No i udoskonaliłem sztukę wspinania się po drzewach.
Dzisiejszego dnia, spacer mijał raczej dość spokojnie - Immi wolnym ,dostojnym krokiem prowadziła, fukając na mnie, gdy tylko chciałem ją wyprzedzić. Przyznaję, że momentami to tempo doprowadzało mnie do szaleństwa. Teraz jednak, ze słuchawkami w uszach, z których aktualnie leciał jakiś fragment muzyki klasycznej, rozmyślałem nad tym, co napisać w liście do Mariś - wyobrażając sobie słowa, które skieruję do siostry czy też jej twarzyczkę, gdy takowy list odbierze, czas niemalże pędził.
Po chwili, gdy dotarliśmy już do parku, postanowiłem przysiąść na chwilę. Zająłem ławkę obok dziewczyny, którą skądś kojarzyłem - biorąc pod uwagę jej wygląd, zapewne kojarzyłem ją ze szkoły. Zapewne pobierała nauki w pierwszej klasie. Pochłonięta książką, zdawała się ledwo rejestrować moją obecność, o co zresztą nie miałem do niej pretensji. Drobna, niziutka - przypominała nieco lalkę z tą swoją porcelanową cerą i delikatną aparycją, którą zdawała się jakby chować pod luźnymi ubraniami. Srebrne kosmyki włosów nieznajomej opadały na jej twarz, gdy nachylała się nad lekturą. Immi miauknęła na mnie, ale tamta zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Dopiero po chwili odwróciła głowę, patrząc na mnie z czymś w rodzaju konsternacji.
- Hej!- zagadałem więc, kierowany zainteresowaniem: w końcu lubiłem poznawać nowych ludzi.- Miło mi poznać. Michael Rosenthal jestem, z IIb. Też jesteś z Akademii, mam rację?
- Ano- przyznała, znowu na mnie spoglądając.- IC.
- O, znam kilka osób od ciebie!- przypomniałem sobie twarz koleżanki, z którą projektowałem stronę, Miyako.- A jak się nazywasz?
- Miwa Kotoe, miło mi.
- Mi też!- wyciągnąłem dłoń, którą tu już znajoma uścisnęła.
- Szkoda, że tak mało ludzi dzisiaj wyszło, prawda?- zagadałem, spoglądając na niemal pusty park.- Razem z Immi... o właśnie, to moja kotka, Immi- pupilka miauknęła z oburzeniem, zapewne wywołanym tym, że stwierdziłem, iż jest "moja".- Znaczy, bardziej to ona pozwala się trzymać. Ale ogółem, to jest naprawdę urocza! A że tutaj jest miasto i wolę jej samopas nie puszczać, to tak sobie razem wychodzimy. Co czytasz, tak w ogóle?

< Miwa? >

poniedziałek, 3 lipca 2017

Od Miwy CD Michaela

Siedziałam u siebie w pokoju i bez większej potrzeby wgapiałam się w okno. Dlaczego? Na parapecie, za oknem jakiś mały ptak zaczął sobie wić gniazdo. Chciałam wiedzieć jakiż to ptak i przyglądałam mu się uważnie. Po krótkiej obserwacji zauważyłam iż jest to wróbel, A już myślałam, że to jakiś ciekawy ptak. No nic. Westchnęłam cicho i wstałam z łóżka, na którym siedziała pod czas obserwacji. Skoro już to mam z głowy mogę sobie połazić. Również bez celu. A nuż widelec kogoś nowego spotkam? Wyruszyłam zatem. Moim celem był park. Mało oryginalnie, wiem, ale nie miałam lepszego pomysłu. Gdy tak sobie do niego szłam spotkałam sporo znajomych twarzy. Tylko z widzenia. Jakoś nie chciało mi się mówić im cześć. Nie wiem, czemu.
Gdy byłam już na miejscu prawie nikogo nie było, aż dziwnie. W końcu jest taka fajna pogoda na spacer. Są gusta i guściki. Usiadłam sobie na ławce, pod drzewem. Jak zwykle miałam ze sobą swój plecak w kształcie głowy białego tygrysa. Wyciągnęłam z niego książkę i poczęłam ją czytać. Niebawem ktoś się do mnie dosiadł. Z początku nie zauważyłam tego osobnika, bo aż tak się zaczytałam, ale w pewnym momencie przestałam czytać i stało się. Zauważyłam jakiś ruch kątem oka. Nie umiałam wygrać z ciekawością i odwróciłam głowę w tą stronę. Moim oczom ukazał się jakiś blondyn.

Michael? Jak na złość w samym centrum pisania zgasła mi wena, dlatego takie krótkie ;-;

środa, 28 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

Wzruszyłam ramionami, nadal obrażona.
- I tak to boli.- zakończyłam dyskusję. Nie chciałam już gadać na ten temat. Wystarczy mi to, że niektórzy ludzie uważają biseksualizm za puszczalstwo. Nienawidzę takich ludzi. Czasami mam ochotę się na nich rzucić i zacząć wytykać ile sławnych ludzi było innej orientacji. Nie koniecznie bi. Po prostu innej. Przecież orientacja jest nie ważna... Ważne jest to co ma się w głowie. Przez resztę wycieczki nie odzywałam się do póki nie wsiedliśmy do diabelskiego młynu. W sumie to nie były słowa, a westchnienie. Było dosyć ciężkie i można było je wziąć za znudzenie, ale nim nie było. Po prostu czułam się źle po tej rozmowie i wydawało mi się, że nasza znajomość może na tym ucierpieć, jeżeli w ogóle nie ucierpiała w trakcie tej dyskusji. Usiadłam na swoim miejscu, a Lu obok mnie. Odsunęłam się nieco, żeby zrobić mu więcej miejsca. Po za tym gdybyśmy zostali tak przylepieni ramionami do siebie wyglądało by to jakbyśmy byli na randce. A na takowej nie jesteśmy. Z tego co wiem. Kiedy Młyn diabelski ruszył, unosząc nas do góry, mimo wszystko dostałam przypływu adrenaliny. W sumie nie wiem kto by takowej nie dostał. W końcu jest wysoko i nie wiadomo co się stanie na samym szczycie.
- Co tak cicho siedzisz?- zagaił do mnie chłopak. Najwidoczniej zauważył w pewnym sensie zapięcie w atmosferze. Ja za to, w odpowiedzi, jedynie wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Co będzie na miejscu, a co nie Po raz pierwszy w mojej towarzyskiej karierze mam do czynienia z takową sytuacją. Lucas jedynie westchnął cicho i zamyślił się. Może myślał jak mnie zgadać? Sama nie wiem, bo trochę odpłynęłam. Nie, nie zemdlałam, czy coś podobnego. To było coś jak amok... Coś głębszego od zamyślenia się. Teraz myślałam tylko o sobie i o tym jak wysoko jestem nad ziemią. W końcu jestem dość niska, a teraz, na reszcie, mam okazję popatrzeć na kogoś z góry. Po chwili zobaczyłam jak przed moimi oczami przelatuje czyjaś ręka. Raz i następny. Pokręciłam głową, aby otrząsnąć się z mojego stanu. Spojrzałam na Lu. To była jego dłoń.
- Nareszcie... To odpowiesz mi na pytanie?- najwidoczniej Ptaszek się mnie o coś pytał, a ja go nie słyszałam... Trochę żenujące, bo odległość między nami jest minimalna, ale chyba wiemy czemu go nie słyszałam.
- Hę? Jeszce raz.- dopytałam.
- Pytam czy ci się podoba widok.- wywrócił oczami, podirytowany.
- Taki sobie. W Japonii jest ładniej.- odpowiedziałam, opierając podbródek na dłoni, opartej o barierkę.
- czemu tak sądzisz?
- Bo tam nie jest tak szaro.
- Jak to? Przecież w Japonii są ogromne miasta...
- Mówię o wiśniach, baka.
- B... Co?
- Głupek po japońsku.

Lucas? Będziesz Baka Tori

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

Ups… Miwa chyba poczuła się ugryziona. Powinienem jej sprostować moje zdanie.
-Może tak? W końcu słowo „mutant” nie znaczy tego, że będziesz miała dodatkową rękę. Jest to po prostu określenie zjawiska, które w naturze nie występuje naturalnie. To jak z kolorem oczu, nie masz na to wpływu, ale dwukolorowa tęczówka nie jest widziana dosyć często. Ja nie przepadam za TĄ anomalią, bo jej egzystencji nie rozumiem. Tak jak pojęcia miłości.
-To, że nie rozumiesz, nie znaczy, że jest to dziwne! –zaciągnęła się sorbetem.
-Miwa, nie gadajmy może o tym. Nie chce wiedzieć, jak można czuć pociąg do obu płci. Ja sobie nie wyobrażam bycia w bliskiej relacji z facetem. –napiłem się swojego napoju.
-Czemu nie?
Przez chwilę wyobraziłem sobie Czelava w moim łóżku. Wyplułem całą zawartość sorbetu, który trzymałem w buzi. Zrobiło mi się niedobrze.
-Nie podnieca, a obrzydza. Jaki bałagan trzeba mieć w głowie, by tak myśleć?
-Mam się znowu poczuć urażona?
-Ja sobie tego nie wyobrażam. Mam do tego wstręt. Może lepiej mi z tym, że nie rozumiem.
Kolejka powoli szła do przodu. Napoje za to znikały zaskakująco szybko, jak na swój rozmiar.
-To, że ty tego nie widzisz Ptaszku, nie znaczy, że inni patrzą na to tak samo. Czy to od razu musi być przez ciebie negowane?
Może ma rację? Ale nie wytrzymałbym widoku dwóch liżących się facetów.
-Miwa, ty wydajesz się w porządku. I masz rację, że tolerancja przede wszystkim. Nie powinno interesować mnie twoje życie prywatne i nie powinny mi przeszkadzać twoje upodobania, dopóki… -wzdrygnąłem się. –Zostawmy ten temat. Zaraz wsiadamy. Chodź, bo blokujemy kolejkę.
Zauważyłem, że zrobiła się przed nami przerwa, a kolejka za nami była lekko przestraszona naszym tematem i nie byli chętni nas poprosić o ruszenie się, a tym bardziej ominięciem nas. Może myśleli, że kogoś pogryziemy. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno rozmawiamy.
-Nie przeszkadza mi, jak nie widzę. Dla mnie możesz być i kotem, o ile przy mnie będziesz taka jak do teraz. –chciałem miło zakończyć temat o związkach. Raz, nie mam żadnego doświadczenia, a po drugie, może nie w wesołym miasteczku takie tematy. To czego nie widzę, raczej mnie nie za boli, a Miwa, tym w moich oczach nie straci.

Miwa?

sobota, 24 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

- Chcę cytrynowe!- wykrzyknęłam, zadowolona. Uwielbiam cytryny. W lodach i nie tylko.
- Nie wiem czy takie będą, ale okej.- i tyle go widziałam. Poszedł po sorbet. Przez chwilę nawet chciałam za nim iść żeby dać mu swoje pieniądze, aby nie płacił swoimi za mnie, ale pomyślałam co tam. Najwyżej mu oddam jak wróci. W końcu ile może kosztować taki sorbet? Maksymalnie dychę, albo mniej. Czekałam w kolejce, która stopniowa malała. Stałam tak sobie rozmyślając i oglądając ludzi gdy przyszedł Ptaszek. Niósł mi duży sorbet cytrynowy. Aż podskoczyłam zadowolona i odebrałam od niego deser.
- Ile kosztował?- zapytałam niemal od razu.
- Dziesięć...- odpowiedział. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył bo wepchnęłam mu dolar w czoło. -Heh?- dodał zaskoczony.
- Oddaje pieniądze.- wytłumaczyłam się, wciskając mu papierek w dłoń.
- Daj spokojnie, nie trzeba...
- Trzeba, nie jesteśmy na randce, tylko na spotkaniu przyjacielskim.- chłopak westchnął i wziął ode mnie pieniądze.
- Niech ci będzie...- dodał. Mimo, że dostałam coś przyjemnego nie zamierzałam rezygnować z mojego planu. W sumie mogłam mu powiedzieć to w tej chwili i tak też zrobiłam.
- Pamiętasz jak mi o sobie opowiadałeś?- zagaiłam, delikatnie zbliżając do tematu.
- No tak, a o co konkretnie chodzi?
- Chodzi o ten moment gdy powiedziałeś, że nie lubisz osób biseksualnych.- chłopak spojrzał mi o oczy, tym wzrokiem, jakby mówił: "No tak, i co z tym?"- Ja jestem bi.- powiedziałam wywracając oczami, w tej chwili miałam zamiar udawać oschłą i wyrachowaną damę. O ile mi się to uda...
Lucas spojrzał na mnie, jakby zaskoczony.
- Dopiero teraz sobie o tym przypomniałaś?
- Rany, wiesz o co mi chodzi.- wywróciłam oczami ponownie. Czułam, że jak tak dłużej pójdzie to wejdzie mi to w nawyk i zacznę na każdym razem gdy ktoś zadam mi jakieś głupie pytanie wywracać oczyma. Wpatrywałam się w chłopaka surową miną
- Masz mi coś do powiedzenia? Może, że jestem mutantem? W końcu to twoim zdaniem błąd DNA.- dodałam po nie długiej chwili milczenia. Chciałam mu dać coś w rodzaju nauczki, ale nie jestem pewna czy to będzie dobry pomysł... W końcu nikomu na siłę nie zmienię poglądu co do orientacji, koloru skóry i tak dalej. Rozumie, że o tym nie wiedział, ale mógł to ubrać nieco ładniej. Nie wiem jak, ale mógłby to powiedzieć delikatniej. A nie "Błąd DNA". Orientacji nie jest błędem. Rodzimy się z nią, to tak jakby rude włosy byłyby anomalią, bo większość ludzi ich nie ma. Bez sensu. Teraz to mi się zrobił lekki mętlik w głowie. Z jednej strony bez sensu, a z drugiej to w końcu jego zdanie. Ugh. Nienawidzę mojego mózgu.

Lucas?

piątek, 23 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

-Tak, możemy iść. Jeszcze w drodze sobie pooddycham.
Poszliśmy beztrosko przed siebie do centrum. Od mojej przeprowadzki nie miałem czasu pozwiedzać, to też nie wiedziałem gdzie iść i czy są tu jakieś ciekawe atrakcje. I miałem jak na zawołanie swoją atrakcję. W oddali zza budynków wyłaniał się diabelski młyn. Nie przepadałem za wesołymi miasteczkami, ale po za nim nie było niczego godnego uwagi. Trzeba było szybko coś wymyślić, by nie iść w tamtą stronę. Kiepsko to mi wychodziło, bo jak postanowiłem skręcić w lewo, następny zakręt Miwa robiła w przeciwną stronę, co ja. Tak więc lekko z ukosa zmierzaliśmy prosto do miejsca, które nie za bardzo mi pasowało. Zawsze wesołe miasteczka kojarzyły mi się z ogromnymi tłumami i sporą ilością hałasu. Nie przywykłem do mieszkania w dużych aglomeracjach, a każda wydawała się duża, kiedy to mieszka się w Norwegi, gdzie po za miastami domki postawione są co kilkaset metrów, a nie jak tutaj, blok przytulony do kolejnego.
-Miwa, nie wiesz może, czy gdzieś w okolicy nie ma jakiegoś parku?
-Nie mieliśmy przypadkiem iść do centrum? Z resztą, jestem tu pierwszy raz, tak jak ty. Mieliśmy się błąkać, pamiętasz?
-Ale wciąż idziemy na to pie******* miasteczko!
-Jakie miasteczko? –Miwa zaczęła się rozglądać. –Staram się iść prosto. Nie zgubimy się tak łatwo.
-Nie mów mi, że od początku nie widziałaś tego wielkiego koła. –spokojnie złapałem za jej głowę i pokierowałem w stronę wesołego miasteczka.
-Nie… Ale fajnie będzie tam pójść. Z góry wszystko będzie lepiej widać. –uśmiechnęła się.
-W sumie, to jest dobry pomysł. –ochłonąłem, z racji na nieumyślne działanie Miwy.
-To jak? Pofruwamy w chmurkach Ptaszku?
-Zgoda.
Poszliśmy prosto kierując się na diabelski młyn. Wydawało mi się, że wesołe miasteczko jest znacznie dalej niż w rzeczywistości było. Po prostu karuzela okazała się być ogromna. Dalej mam wątpliwości, czy Miwa nie planowała tego od samego początku, by tu przyjść. To koło jest nie do przeoczenia, no chyba, że się cały czas gapi w podłogę.
Nie było to zbyt wielkie wesołe miastecko. Kilka mniejszych atrakcji i stoisk. Główną atrakcją był młyn i choć nie było zbyt wiele ludzi, musieliśmy czekać w kolejce. To było prawie samo południe. Słońce jeszcze mocno prażyło. Zapytałem się, czy dziewczyna sama nie postoi chwilę w kolejce, to ja skoczę po sorbety. Mijaliśmy w drodze takie stoisko.
-To jaki smak chcesz?

Miwa? Mam nadzieję, że mnie nie wypchniesz z gondoli. NIE LATAM!

środa, 21 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

Spałam sobie do jedenastej. Gdy się obudziłam byłam co najmniej zła na samą siebie. I na budzik, który nie był ustawiony na dobrą porę. Wstałam z łóżka, co wyglądało trochę jak utopiec wynurzający się z głębin, nigdy nie przebytych mokradeł. westchnęłam głęboko i leniwym ruchem wyłączyłam irytujący dzwonek w telefonie, informujący mnie, że to już pora wstawać. Nie miałam czasu na grę... Musiałam się umyć, umalować, wyszczotkować włosy, zęby, ubrać się... Eh. W godzinę powinnam się wyrobić. Wszystkie czynności wykonałam bez problemu, była w tedy godzina 12:13. Jeszcze przed zejściem na moje śniadanie, a obiad reszty uczniów zdążyłam ogarnąć mój pokój. Hehe. Ogarnąć... Złożyłam na odwal się pościel i poukładałam książki w ładną wieżyczkę. Tyle chyba wystarczyło, aby pokój wyglądał chodź w najmniejszym stopniu przyzwoicie, w końcu nie przyjmuję tu żadnej cesarzowej.
Zeszłam sobie do stołówki świńskim truchtem. Serwowali tego dnia jakże przepyszne kluski. Wzięłam dużo jadła, jak zwykle z resztą, ale i tak potem brałam dokładkę. Wszystko zjadłam zadziwiająco szybko, bo gdy spojrzałam na zegar w telefonie była 12:30. Wstałam od stoły, zabierając swoją tacę z talerzami i sztućcami. Odłożyłam je w okienko z brudnymi naczyniami i wyszłam z budynku szkoły. Pomyślałam, że poczekam na niego przed budynkiem. W końcu tam musimy się minąć, a mnie jest nie sposób nie zauważyć. Nie długo czekałam na Lu. Przybiegł dosłownie chwilę później, cały zdyszany i poczochrany. Wyglądał jakby przeszło po nim tornado albo... Został zgwałcony.
- Wszytko okej?- przekrzywiłam głowę na bok, przyglądając mu się uważnie. Lucas jedynie skinął głową, chwytając łapczywie powietrze w usta. - Jest jeszcze przed trzynastą, za bardzo się pośpieszyłeś.- dodałam, chichocząc cichutko.
- A ty to co?- powiedział, już mniej zdyszany.
- Ja jestem z Japonii i tam zawsze przychodzimy przed czasem, żeby się nie spóźnić. Chyba wiesz,że w moim kraju maksymalnie metro może się spóźnić o kilka minut?- dodałam, przewracając oczami. - Zanim pójdziemy odpoczniesz mi tu chwilę, bo zaraz zemdlejesz, Tori.
- ...Tori?
- Tori.- kiwnęłam głową.
- Co to znaczy?
- Ptaszek, bo ranny z ciebie ptaszek.- powiedziałam, a raczej wyśpiewałam to zdanie, machając dłońmi na wzór ptasich skrzydeł. - No to co? Odpocząłeś?- zapytałam po krótkiej chwili, nie mogłam doczekać się spotkania. Miałam nadzieję, że będę się na nim dobrze bawić gdy nagle coś sobie przypomniałam. To coś było z naszej wczorajszej rozmowy, gdy Ptaszek mi o sobie opowiadał. Teraz zacytuję jego słowa: "Nie posiadam za dużej tolerancji do Bi. Uważam, że jest to pewna usterka DNA. Nie tak nas natura stworzyła." - koniec cytatu. Ja przecież jestem orientacji biseksualnej. Nie wiedziałam co mam w tej chwili czuć, nie wiedziałam czemu wcześniej nie zwróciłam uwagi na te słowa. Byłam wściekła, a za razem było mi przykro. Ale przecież nie będę płakać. Jestem już prawie kobietą, a te mają klasę, nie jestem małą dziewczynką. Nie będę też się na niego drzeć, to też przecież nie wypada. Jednak mnie olśniło. Tak mniej-więcej w samym centrum spotkania wyjawię mu moją orientację i dyskretnie, kulturalnie dostanie ode mnie ochrzan za to co powiedział na stołówce.

Lucas? Zaraz dostaniesz za swoje, Ptaszku xd

wtorek, 20 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

Usiadłem wygodnie i zacząłem opowiadać.
-Urodziny szóstego lutego. Ulubiony kolor, niebieski. Uwielbiam jazdę konną i broń palną. Dużo czasu spędziłem na polowaniach z tatą, łącząc oba moje zainteresowania. Bardziej przedmiotowe przedmioty, które lubię, to biologia i matematyka. Jak byś miała problemy z tymi przedmiotami, to zawsze możesz mnie poprosić o wyjaśnienie. –dziewczyna wielokrotnie chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem zaczynałem nowe zdanie. Miwa lubi dużo rozmawiać, ale chyba ma problem ze słuchaniem. –Nie lubię za to chodzić na imprezy. Wolę prowadzić spokojniejszy tryb życia. Dym papierosowy powoduje u mnie nadmierną agresję. –chyba trochę przesadzam z tym opowiadaniem o sobie. –Hetero. Nie posiadam za dużej tolerancji do Bi. Uważam, że jest to pewna usterka DNA. Nie tak nas natura stworzyła. Prawda? –to nie retoryczne pytanie. Proszę oddaję ci głos.
Miwa zaczęła się śmiać. Powiedziałem coś głupiego?
-Zabawny jesteś. Nie powiedziałeś jeszcze o sobie, że jesteś szczery i wylewny.
Wylewny, ja? Pierwsze słyszę. Sama chciała się czegoś dowiedzieć, to powiedziałem jej najważniejsze informacje o sobie.
-Gdzieś ty się urodził Lu.
-Już powiedziałem, że w Norwegii.
Dziewczyna prawie z krzesła nie spadła. Zaczęliśmy zwracać na siebie coraz więcej uwagi, co nie było mi na rękę siadając samemu z boku. Dee pomocy, nie rozumiem dziewczyn…
-Już cie lubię. –Miwa zerknęła na zegarek. –Ojejuniu, to już ta godzina? Przepraszam muszę lecieć. Zobaczymy się juto. –wstała i pobiegła.
O tacy też zapomniała. Kiedy zbierałem nasz posiłek i wszystko wsadziłem na jedną tacę, kątem oka zobaczyłem jak stolik obok zerka na mnie i coś plotkuje. Super… Już mam wyrobione zdanie na swój temat. Odniosłem tacę nie zwracając uwagi na innych i w trybie natychmiastowym opuściłem stołówkę, udając się spać.
W nocy odwiedziła mnie Dee wciskając się między sceny snu. Wyglądała ślicznie w szarej sukience i splecionych w dwa warkoczyki włosach.
-Dee, ja nie umiem gadać z innymi. Udało mi się też wyrobić sobie zdanie na swój temat, którego nawet nie znam. –usiadłem zażenowany.
-O czym ty mówisz? –zapytała zdziwiona.
-O dzisiejszej rozmowie z Miwą w stołówce.
-Głuptas. Tyle wiesz, a nic nie wiesz. Zawsze się tak negatywnie nastawiasz? –złapała mnie za ramiona.
-Negatywnie?
-Oczywiście, że tak. Ta dziewczyna, z którą gadałeś, sama ci powiedziała, że cie lubi, a uwierz mi, ciężki z ciebie przypadek jeśli chodzi o rozmowy towarzyskie. A jeśli chodzi, o to „wyrobione zdanie”, to pomyśl. Widząc co się stało, o czym mogli inni mówić?
-Nie wiem. Oświeć mnie.
-Że jesteś miłym i zabawnym facetem… Ehhh -westchnęła. –Wpadaj szybciej, bo jak zwykle za mało czasu mamy dla siebie. Tu inaczej przemijają godziny. –wstała i odwróciła się plecami do mnie. –Powinieneś już wstawać, jeśli nie chcesz się spóźnić. Zapomniałeś budzika nastawić na sobotę.
-Ale ja nie umiem tak na życzenie się obudzić.
-Lu…
-Tak?
-W takim razie wybieraj. Baseball, czy buziak?
-Baseball? –nie wiedziałem o co jej chodzi.
-No trudno. –zawiedziona odwróciła się trzymając kij.
-Nie, nie, nie!!! Czekaj!
Przywaliła mi prosto w głowę. Leżąc obok łóżka, sprawdziłem, czy mam głowę w jednym kawałku… Całe szczęście, że to sen, a Dee nie istnieje w tym świecie. Miałbym przerąbane z taką dziewczyną. Spojrzałem na zegarek. Dziewczyna miała rację. Budzika nie nastawiłem, bo bym wstał wcześniej, jak 12:20!!!

Miwa, już biegnę!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

- Ale ja nie chcę się zgubić.- zrobiłam wielkie oczy, które zaczęły się szklić. Nie lubię się gubić. Zwłaszcza w mieście. Dużym mieście. Lucas wywróciło oczyma i westchnął.
- Tak tylko się mówi... Nie zgubimy się. Chyba...- ostatnie słowo wypowiedział tak abym go nie usłyszała, ale usłyszałam. Pokiwałam głową.
- O której się umówimy?- usiadłam na krześle po japońsku. Czytaj z obydwoma nogami pod zadkiem.
- Może być coś około trzynastej?- zapytał. Zastanawiałam się przez parę krótkich sekund. W tym czasie rozmyślałam nad bardzo ważną sprawą; jeżeli wstanę o mniej-więcej godzinie szóstej i zacznę grać na komputerze do rozpoczęcia śniadania to ile mi to zajmie razem z ubraniem się i innymi codziennymi pierdołami? No co? Matematyka to nie jest moja mocna strona.
- Chyba się wyrobię.- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Będziesz brała jeszcze dokładkę?
- Nie, bo zgrubnę.- odpowiedziałam nadymając policzki.
- Jak ty to robisz?- zapytał mnie, przechylając głowę na prawy bok.
- Co co robię?- odpowiedziałam pytaniem, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- No, że nie tyjesz, a tyle jesz...- sprecyzował. Maił minę jakbym miała się tym obrazić. Nic bardziej mylnego. W Japonii dużo razy zwracano mi uwagę z tego powodu, a jak dobrze wiemy chudziutkie dziewczęta są tam bardzo pożądanym widokiem.
- A no bo wiesz... Mam nieoficjalne ADHD, dużo się ruszam no i mam szybką przemianę materii... Jest jeszcze na to więcej symptomów, ale nie wiem czy chcesz słychać o takich głupotach. W każdym razie te trzy rzeczy najbardziej wpływają na moją sylwetkę.
- A... Rozumiem.- pokiwał głową na utwierdzenie tego faktu.
- A teraz ty mi coś o sobie powiedz, bo ja już nie wiem o czym mam ci opowiedzieć.- huehue. Kolejne kłamstwo z mojej strony. Nakręciłam aż tak, że mogłabym mu opowiedzieć moją całą historię chodzenia do przedszkola, podstawówki i gimnazjum... A nawet kilka rzeczy z mojego życia, gdy byłam jeszcze płodem w łonie mej matki. Jeny, w tym momencie naprawdę bym mogła gadać przez cały dzień, ale wydawało mi się, że takie ciągłe gderanie o sobie będzie co najmniej nie grzeczne bo w końcu rozmawiam z nowo poznaną osobą, która nic mi o sobie właściwie nie opowiedziała. Tak w sumie... Jeżeli w ogóle gada się tylko osobie jest trochę chamskie. No ale nic. W tej chwili patrzyłam się w chłopaka jak w obrazek. czekałam na coś interesującego.
- Ale co byś chciała o mnie wiedzieć?- odpowiedział zmieszany. Nie dziwię się, gdybym miała gadać sama ze sobą też bym nie wiedziała od czego mam zacząć, więc uznałam, że sprecyzuję.
- No wiesz... takie podstawowe rzeczy możesz mi opowiedzieć. Na przykład kiedy masz urodziny...- i w tym momencie nie mogłam się powstrzymać i przerwałam sama sobie.- W ogóle ja się urodziłam w prymaprylis. nie źle co nie? Jak mój tata powiedział swoim znajomym z pracy, że urodziła mu się córka, nikt nie chciał mu wierzyć. W sumie ja też bym nie wierzyła. Czasami też zastanawiam się, czy gdy lekarze zadzwonili do mojego taty powiedzieć mu, że mama rodzi to czy on w to uwierzył, a ty jak myślisz? No wieź coś o sobie opowiedz... Proszę!- złożyłam dłonie jak do modlitwy z uroczym uśmiechem.

Lucas?

Od Lucasa CD Miwy

-Musisz się w takim razie kiedyś wybrać do Norwegii. Tam to imię jest bardzo popularne.
-Jesteś z Norwegii?
-Tak. A ty?
-Japonia.
-Szmat drogi. -powiedziałem ucinając wątek.
Dziewczyna emanowała niesamowitymi pokładami energii i radości. Z jednej strony było to przerażające, lecz dało się przywyknąć, jak do tego, że jest ogromnym łakomczuchem. Aż dziw, że nie wyrosła...wszerz, czy w wzwyż. Tylko pogratulować przemiany materii. Pewnie wszystko spala na swój uśmiech.
-Jak się nazywasz?
-Zapomniałam...
-Imienia?
-Przedstawić się głuptasie. -wstała i lekko się ukłoniwszy, powiedziała -Miwa Kotoe.
-Miwa, wyjaśnij mi jedną rzecz.
-Tak?
-Witasz się tak oficjalnie, a przy stole mówisz z pełną buzią.
-Taki nawyk kulturowy. -skrzywiła się i usiadła.
-Mnie to nie przeszkadza, o ile nie plujesz. Po prostu zastanawiał mnie ten paradoks. -uśmiechnąłem się.
Dziewczynie zniknęła już krzywa mina i postanowiła dokończyć jedzenie.
-Masz plany na sobotę?
Miwa przełknęła to, co miała w buzi i zapytała.
-W jakim sensie?
-Nie chciała byś pozwiedzać miasta? Ja osobiście nie miałem jeszcze okazji pozwiedzać okolic.
-Ja też nie....
-To będzie w takim razie świetna okazja trochę się pobłąkać. Co ty na to?
Miło będzie z kimś tak pogodnym i prawdziwym się powłóczyć. Przynajmniej złą pogodę odpędzi swym uśmiechem.

Miwa?

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Miwy CD Collina

- Oki doki.- powiedziałam, lekko podnosząc głos, aby chłopak lepiej mnie usłyszał. Uśmiechnął się.
- To chodź.- odpowiedział idąc przed siebie, potruchtałam za nim, lekko podskakując. Szliśmy do słowie parę sekund, a ja już miałam ochotę obsypać go miliardem pytań na jego temat. No co zaciekawił mnie. Tak jak wszyscy gdy się ze mną przywitają.
- Ej, ej Collin!- zawołałam, zadzierając głowę do góry.
- Słucham?
- Skąd jesteeeeś?- zapytałam z tą nutką dziecięcej ciekawości, która zawsze mi towarzyszy przy zadawaniu podobnych pytań. Nie wiem sama czemu się o to zapytałam. Po prostu nie wiedziałam jak przełamać pierwsze lody. W tym momencie wydawało mi się, że to dobry pomysł zadać takie pytanie i w sumie nie myliłam się.
- Z Anglii, Londynu, a ty?- odpowiedział, spoglądając na mnie, schylając lekko głowę w dół. Heh. Szkoda, że jestem taka niska. Prawie każdy facet musi się nade mną pochylać, żeby zajrzeć mi w oczy. A ja muszę zadzierać głowę do góry. Niby mało uciążliwe, ale kiedy masz już kontakt z dużą ilością ludzi o dużym wzroście zaczyna cię szyja boleć. I to jest w tym najgorsze.
- Z Japonii, z Kobe!- odpowiedziałam dumna. Zgaduję, że Collin nie wie gdzie dokładniej leży Kobe, ale trudno. - A jak mogę na ciebie wołać? No wiesz, ta w skrócie.- dodałam, po nie długiej chwili.
- Możesz mówić mi Coll.- uśmiechnął się lekko. Zastanowiłam się przez chwilę.
- To brzmi głupio. - nadęłam policzki, nie zadowolona. To brzmiało... No po prostu źle. Trochę jak "fajny" z angielskiego. Nie podoba mi się takie określenie i tyle. Wolę coś sama dla niego wymyślić.
- A wymyślisz coś lepszego? - zapytał, zaśmiawszy się cicho.
- Oczywiście, że tak!- krzyknęłam z dumą w głosie.- Tylko daj mi trochę czasu.- chłopak skiną głową i zrobił minę gdyby sobie o czymś przypomniał.
- Zgaduję, że jesteś z pierwszych klas.
- Nom, bo jestem.- podskoczyłam lekko. W między czasie zdążyliśmy już dojść w nieco cichsze miejsce jakim teraz był park. Nie było tu jakoś dużo ludzi. Pewnie dla tego, że był środek tygodnia i niektórzy nie skończyli jeszcze pracy.

Collin?

Od Collina CD Miwy

Zarzuciłem torbę na ramię, szybkim krokiem przeciskając się przez tłumy uczniów. Dzisiejszy trening koszykówki zaczął się jakieś piętnaście minut temu, a ja spóźniłem się przez durnego sierściucha, zwanego przeze mnie 'kotem'. Silver jak zwykle postanowił utrudnić mi życie. Tym razem zgubił się gdzieś w mieście, przez co poświęciłem ze dwie godziny na szukanie go. Westchnąłem głęboko, po czym stanąłem w miejscu, zastanawiając się, czy nie lepiej odpuścić sobie dzisiejsze zajęcia. Wtem poczułem mocne uderzenie. Zaskoczony opuściłem głowę, aby ujrzeć pod sobą jakąś dziewczynę.
- Ojej, przepraszam - powiedziałem, pomagając jej wstać.
- Nie, spokojnie, nic nie szkodzi - odparła z uśmiechem, spoglądając do góry.
,,Czy wszystkie dziewczyny w tej szkole są takie niskie?" - przeszło mi przez myśl, gdy zauważyłem różnicę między naszym wzrostem. Nieznajoma była niższa ode mnie o jakieś czterdzieści centymetrów. Co prawda starałem się przywyknąć do faktu, iż znacznie wyróżniam się pod tym względem wśród reszty uczniów, ale ostatnio to drobne przegięcie.
- Jestem Miwa - usłyszałem damski głos, który skutecznie wyrwał mnie z zamyślenia.
- Collin, miło mi - przedstawiłem się, usiłując jakoś usunąć się z drogi hordy rozkrzyczanych uczniów. - Może chodźmy w jakieś spokojniejsze miejsce, co? Strasznie tu tłoczno... - mruknąłem.

[ Miwa? ]

Od Miwy CD Lucasa

Ten dzień był dość ciekawy. Niby na lekcjach wszystko było tak samo, ale jednak. Chodzi mi o to, że jestem nowa i zachwycałam się wielkością tej szkoły. Parę razy nawet się zgubiłam w niej, a przez to spóźniłam na zajęcia. Wiem, jest to trochę głupie, ale każdemu zdarza się stracić orientacje w terenie. Zwłaszcza gdy ten teren jest stosunkowo dla danej osoby nowy.Teraz Siedziałam sobie w stołówce, na przeciw blond włosowego blondyna. Na moim talerzu leżały, aż cztery kawałki pizzy. Wiedziałam ile sobie w tedy nakładam i doskonale wiedziałam, że dam radę to wszystko zjeść. Szybko tracę energię po moich odwałach, a to sprawia, że jestem szybko głodna. No, ale trudno. W ogóle dziwne, że tak nic nie myśląc powiedziałam cokolwiek do nieznajomego mi chłopaka. W końcu nie zwykłam zaczynać rozmów jako pierwsza. Chłopak spojrzał na mnie, odsuwając kawałek pizzy od swych ust.
- Sma-czne-goo. - powtórzyłam z wielkim uśmiechem na ustach, ukazując swoje białe zęby. Hehe, znowu to samo. Kolejny przypływ energii. To znaczyło tylko jedno - zjem więcej niż tylko cztery kawałki tego placka z serem i innymi warzywnymi dodatkami. Chłopak skinął mi głową w odpowiedzi i dodał
- Wzajemnie.- po czym wrócił do posiłku. Krótko mu podziękowałam i również zaczęłam jeść. Po krótkiej chwili na talerzu już nie było mojego posiłku, lecz nadal byłam głodna. Wiedziałam, że tak będzie.
- Zaraz wrócę.- oznajmiłam z nadętymi policzkami jak małe dziecko. Poszłam po następną dokładkę. Tym razem wzięłam na talerz dużą porcję makaronu. W końcu nie będę jadła tylko pizzy skoro mam do wybory aż dwie potrawy. Wróciłam do stolika i usiadłam na swoje miejsce.
- Już.- powiedziałam. Tak na wszelki wypadek, gdyby nie zauważył. - Tak w ogóle to jak na ciebie wołają?- zagaiłam, chcąc znaleźć jakieś ujście dla mojej energii. Tym razem miała być to rozmowa.
- Lucas.- odpowiedział. Chwilę się zastanawiałam.
- Nie znam żadnego Lucasa.- przekrzywiłam lekko głowę na prawy bok, trochę jak zaciekawiony szczeniak. Gdy wypowiadałam to zdanie miałam pełne usta. Wiem. Mogła na tym ucierpieć nasza znajomość, w końcu damie nie przystoi tak się zachowywać... Ale co tam. Raz kozie śmierć. Nie pierwszy raz poznaję nową osobę i nie ostatni raz dostaję ochrzan za złe maniery przy stole.

Lucas?

środa, 14 czerwca 2017

Od Miwy do Ktosia

Siedziałam sobie na dziecińcu szkołą. Na kolanach trzymałam mój ukochany plecak stylizowany na głowę białego tygrysa. W rękach trzymałam nie zbyt grubą książkę, właśnie się w nią zaczytywałam. Nie pamiętam jej tytułu, ale wiem, że nie była jakoś bardzo interesująca. Została mi polecona przez znajomą z klasy. Mój Boże... Jakaż to była oklepana fabuła. Coś w stylu Percyego Jacksona, czy jak on tam miał, tylko gorsze. Chociaż jak teraz na to patrze, to może to nawet był PJ. No, ale nie chcę się rozpisywać na temat tej książki. Ważniejsze jest to co działo się ze mną, nie lekturą. Tak więc wracając; siedziałam sobie spokojnie, miętoląc ucho plecaka (jak to brzmi...) w jednej ręce, a w drugiej zaczytując się w księdze. nagle, nie spodziewanie poczułam TO. Tym czymś był nagły przypływ nudy, a równocześnie ogromnych pokładów energii. Schowałam pośpiesznie książkę do plecaka, który po chwili założyłam na jedno, prawe ramię. Teraz czułam, że muszę iść w jakieś bardzo zaludnione miejsce, aby kogoś poznać. Kogoś nowego i ciekawego. Nie tracąc czasu niezwłocznie ruszyłam do Green Hills. Nie martwiłam się w tedy szkołą bo było już w tedy po lekcjach i było coś około popołudnia. Była to może piętnasta trzydzieści.
Gdy dotarłam na miejsce zobaczyłam, jak prawie zawsze, tłumy. Kurcze, przy tak dużej ilości osób nie da się znaleźć tej jedynej do zagadania. No ale trudno. Trzeba spróbować i z tego powodu zaczęłam się intensywnie rozglądać, nie kiedy na kogoś wpadając.

Ktoś?

Nowa uczennica!

Miwa Kotoe 
ksywka: Jalo, Miw
Wiek: 17 wiosen
klasa: 1c

Theme by Bełt