Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 września 2017

Odchodzi

Lucas Dellany(nieobecny)
 Ksywka: Lu
Wiek: 19
Klasa: IIC
Powód: Decyzja właściciela

niedziela, 2 lipca 2017

Od Anastazji Do Lucasa

Od zawsze lubiłam lekcje biologii, na każdych zajęciach siadałam w pierwszej ławce i z zaciekawieniem słuchałam wykładów Pani Cecille Brooks. W moje gusta najbardziej wpadały tematy związane z genetyką, zoologią i botaniką. Zamiłowaniem do botaniki zaraziła mnie mama, już od dziecka interesowałam się wszelakimi roślinami. W wieku dziesięciu lat znałam nazwy systematyczne wszystkich kwiatów rosnących w ogródku nieopodal domu rodzinnego.
- Na pracę domową każdy z was zrobi prezentację multimedialną na któryś z powyższych tematów.
Nauczycielka podeszła do tablicy i pośpiesznie zapisała trzy tematy drukowanymi literami.
‘’Czym jest różnorodność biologiczna?’’
‘’Motywy i koncepcje ochrony przyrody.’’
‘’Międzynarodowe formy ochrony przyrody.’’
- Na wykonanie prezentacji macie dwa tygodnie. Mam nadzieję, że nie ograniczycie się tylko do podręcznika i poszukacie więcej informacji na własną rękę w internecie.
Ku zadowoleniu wszystkich, kilka sekund później zabrzmiał donośny dźwięk dzwonka. Większość uczniów pędem ruszyła w stronę drzwi, z powodu dłuższej przerwy. Ja również byłam już przy wyjściu, gdy zaczepiła mnie nauczycielka.
- Anastazjo, mam do Ciebie ogromną prośbę. Mogłabyś zanieść zeszyt do biologii jednemu uczniowi z klasy 2C? Lucas Dellany, łatwo go rozpoznasz. Jest średniego wzrostu i ma krótkie blond włosy.
- Nie ma problemu, w której klasie teraz będą mieć lekcje?
Spytałam, biorąc hebanowy zeszyt z biurka nauczycielki.
- Obecnie będą mieć informatykę w sali komputerowej numer czterdzieści dwa.
Podziękowałam i szybkim tempem ruszyłam w stronę sali komputerowej, nerwowo rozglądając się po korytarzu za właścicielem zeszytu. Pod ową klasą zebrał się pokaźny tłum, ale po jasnowłosym chłopaku nie było jakiegokolwiek śladu. Z powodu dłużącego się czasu bezmyślnie zaczęłam przekartkować strony zeszytu. Na większości marginesów chłopak pozapisywał najważniejsze definicje kolorowymi cienkopisami.
http://bestanimations.com/Books/anime-flipping-pages-notebook-animated-gif.gif
Po chwili ze środka wypadła mała, niezdarnie pozaginana kartka.
- Ładnie to tak grzebać w czyiś osobistych rzeczach?
Gwałtownie podniosłam się z ławki i spojrzałam na chłopaka, który właśnie schylał się (po jak podejrzewałam) swoją zgubę.
Lucas?

środa, 28 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

Wzruszyłam ramionami, nadal obrażona.
- I tak to boli.- zakończyłam dyskusję. Nie chciałam już gadać na ten temat. Wystarczy mi to, że niektórzy ludzie uważają biseksualizm za puszczalstwo. Nienawidzę takich ludzi. Czasami mam ochotę się na nich rzucić i zacząć wytykać ile sławnych ludzi było innej orientacji. Nie koniecznie bi. Po prostu innej. Przecież orientacja jest nie ważna... Ważne jest to co ma się w głowie. Przez resztę wycieczki nie odzywałam się do póki nie wsiedliśmy do diabelskiego młynu. W sumie to nie były słowa, a westchnienie. Było dosyć ciężkie i można było je wziąć za znudzenie, ale nim nie było. Po prostu czułam się źle po tej rozmowie i wydawało mi się, że nasza znajomość może na tym ucierpieć, jeżeli w ogóle nie ucierpiała w trakcie tej dyskusji. Usiadłam na swoim miejscu, a Lu obok mnie. Odsunęłam się nieco, żeby zrobić mu więcej miejsca. Po za tym gdybyśmy zostali tak przylepieni ramionami do siebie wyglądało by to jakbyśmy byli na randce. A na takowej nie jesteśmy. Z tego co wiem. Kiedy Młyn diabelski ruszył, unosząc nas do góry, mimo wszystko dostałam przypływu adrenaliny. W sumie nie wiem kto by takowej nie dostał. W końcu jest wysoko i nie wiadomo co się stanie na samym szczycie.
- Co tak cicho siedzisz?- zagaił do mnie chłopak. Najwidoczniej zauważył w pewnym sensie zapięcie w atmosferze. Ja za to, w odpowiedzi, jedynie wzruszyłam ramionami. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Co będzie na miejscu, a co nie Po raz pierwszy w mojej towarzyskiej karierze mam do czynienia z takową sytuacją. Lucas jedynie westchnął cicho i zamyślił się. Może myślał jak mnie zgadać? Sama nie wiem, bo trochę odpłynęłam. Nie, nie zemdlałam, czy coś podobnego. To było coś jak amok... Coś głębszego od zamyślenia się. Teraz myślałam tylko o sobie i o tym jak wysoko jestem nad ziemią. W końcu jestem dość niska, a teraz, na reszcie, mam okazję popatrzeć na kogoś z góry. Po chwili zobaczyłam jak przed moimi oczami przelatuje czyjaś ręka. Raz i następny. Pokręciłam głową, aby otrząsnąć się z mojego stanu. Spojrzałam na Lu. To była jego dłoń.
- Nareszcie... To odpowiesz mi na pytanie?- najwidoczniej Ptaszek się mnie o coś pytał, a ja go nie słyszałam... Trochę żenujące, bo odległość między nami jest minimalna, ale chyba wiemy czemu go nie słyszałam.
- Hę? Jeszce raz.- dopytałam.
- Pytam czy ci się podoba widok.- wywrócił oczami, podirytowany.
- Taki sobie. W Japonii jest ładniej.- odpowiedziałam, opierając podbródek na dłoni, opartej o barierkę.
- czemu tak sądzisz?
- Bo tam nie jest tak szaro.
- Jak to? Przecież w Japonii są ogromne miasta...
- Mówię o wiśniach, baka.
- B... Co?
- Głupek po japońsku.

Lucas? Będziesz Baka Tori

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

Ups… Miwa chyba poczuła się ugryziona. Powinienem jej sprostować moje zdanie.
-Może tak? W końcu słowo „mutant” nie znaczy tego, że będziesz miała dodatkową rękę. Jest to po prostu określenie zjawiska, które w naturze nie występuje naturalnie. To jak z kolorem oczu, nie masz na to wpływu, ale dwukolorowa tęczówka nie jest widziana dosyć często. Ja nie przepadam za TĄ anomalią, bo jej egzystencji nie rozumiem. Tak jak pojęcia miłości.
-To, że nie rozumiesz, nie znaczy, że jest to dziwne! –zaciągnęła się sorbetem.
-Miwa, nie gadajmy może o tym. Nie chce wiedzieć, jak można czuć pociąg do obu płci. Ja sobie nie wyobrażam bycia w bliskiej relacji z facetem. –napiłem się swojego napoju.
-Czemu nie?
Przez chwilę wyobraziłem sobie Czelava w moim łóżku. Wyplułem całą zawartość sorbetu, który trzymałem w buzi. Zrobiło mi się niedobrze.
-Nie podnieca, a obrzydza. Jaki bałagan trzeba mieć w głowie, by tak myśleć?
-Mam się znowu poczuć urażona?
-Ja sobie tego nie wyobrażam. Mam do tego wstręt. Może lepiej mi z tym, że nie rozumiem.
Kolejka powoli szła do przodu. Napoje za to znikały zaskakująco szybko, jak na swój rozmiar.
-To, że ty tego nie widzisz Ptaszku, nie znaczy, że inni patrzą na to tak samo. Czy to od razu musi być przez ciebie negowane?
Może ma rację? Ale nie wytrzymałbym widoku dwóch liżących się facetów.
-Miwa, ty wydajesz się w porządku. I masz rację, że tolerancja przede wszystkim. Nie powinno interesować mnie twoje życie prywatne i nie powinny mi przeszkadzać twoje upodobania, dopóki… -wzdrygnąłem się. –Zostawmy ten temat. Zaraz wsiadamy. Chodź, bo blokujemy kolejkę.
Zauważyłem, że zrobiła się przed nami przerwa, a kolejka za nami była lekko przestraszona naszym tematem i nie byli chętni nas poprosić o ruszenie się, a tym bardziej ominięciem nas. Może myśleli, że kogoś pogryziemy. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno rozmawiamy.
-Nie przeszkadza mi, jak nie widzę. Dla mnie możesz być i kotem, o ile przy mnie będziesz taka jak do teraz. –chciałem miło zakończyć temat o związkach. Raz, nie mam żadnego doświadczenia, a po drugie, może nie w wesołym miasteczku takie tematy. To czego nie widzę, raczej mnie nie za boli, a Miwa, tym w moich oczach nie straci.

Miwa?

sobota, 24 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

- Chcę cytrynowe!- wykrzyknęłam, zadowolona. Uwielbiam cytryny. W lodach i nie tylko.
- Nie wiem czy takie będą, ale okej.- i tyle go widziałam. Poszedł po sorbet. Przez chwilę nawet chciałam za nim iść żeby dać mu swoje pieniądze, aby nie płacił swoimi za mnie, ale pomyślałam co tam. Najwyżej mu oddam jak wróci. W końcu ile może kosztować taki sorbet? Maksymalnie dychę, albo mniej. Czekałam w kolejce, która stopniowa malała. Stałam tak sobie rozmyślając i oglądając ludzi gdy przyszedł Ptaszek. Niósł mi duży sorbet cytrynowy. Aż podskoczyłam zadowolona i odebrałam od niego deser.
- Ile kosztował?- zapytałam niemal od razu.
- Dziesięć...- odpowiedział. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył bo wepchnęłam mu dolar w czoło. -Heh?- dodał zaskoczony.
- Oddaje pieniądze.- wytłumaczyłam się, wciskając mu papierek w dłoń.
- Daj spokojnie, nie trzeba...
- Trzeba, nie jesteśmy na randce, tylko na spotkaniu przyjacielskim.- chłopak westchnął i wziął ode mnie pieniądze.
- Niech ci będzie...- dodał. Mimo, że dostałam coś przyjemnego nie zamierzałam rezygnować z mojego planu. W sumie mogłam mu powiedzieć to w tej chwili i tak też zrobiłam.
- Pamiętasz jak mi o sobie opowiadałeś?- zagaiłam, delikatnie zbliżając do tematu.
- No tak, a o co konkretnie chodzi?
- Chodzi o ten moment gdy powiedziałeś, że nie lubisz osób biseksualnych.- chłopak spojrzał mi o oczy, tym wzrokiem, jakby mówił: "No tak, i co z tym?"- Ja jestem bi.- powiedziałam wywracając oczami, w tej chwili miałam zamiar udawać oschłą i wyrachowaną damę. O ile mi się to uda...
Lucas spojrzał na mnie, jakby zaskoczony.
- Dopiero teraz sobie o tym przypomniałaś?
- Rany, wiesz o co mi chodzi.- wywróciłam oczami ponownie. Czułam, że jak tak dłużej pójdzie to wejdzie mi to w nawyk i zacznę na każdym razem gdy ktoś zadam mi jakieś głupie pytanie wywracać oczyma. Wpatrywałam się w chłopaka surową miną
- Masz mi coś do powiedzenia? Może, że jestem mutantem? W końcu to twoim zdaniem błąd DNA.- dodałam po nie długiej chwili milczenia. Chciałam mu dać coś w rodzaju nauczki, ale nie jestem pewna czy to będzie dobry pomysł... W końcu nikomu na siłę nie zmienię poglądu co do orientacji, koloru skóry i tak dalej. Rozumie, że o tym nie wiedział, ale mógł to ubrać nieco ładniej. Nie wiem jak, ale mógłby to powiedzieć delikatniej. A nie "Błąd DNA". Orientacji nie jest błędem. Rodzimy się z nią, to tak jakby rude włosy byłyby anomalią, bo większość ludzi ich nie ma. Bez sensu. Teraz to mi się zrobił lekki mętlik w głowie. Z jednej strony bez sensu, a z drugiej to w końcu jego zdanie. Ugh. Nienawidzę mojego mózgu.

Lucas?

piątek, 23 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

-Tak, możemy iść. Jeszcze w drodze sobie pooddycham.
Poszliśmy beztrosko przed siebie do centrum. Od mojej przeprowadzki nie miałem czasu pozwiedzać, to też nie wiedziałem gdzie iść i czy są tu jakieś ciekawe atrakcje. I miałem jak na zawołanie swoją atrakcję. W oddali zza budynków wyłaniał się diabelski młyn. Nie przepadałem za wesołymi miasteczkami, ale po za nim nie było niczego godnego uwagi. Trzeba było szybko coś wymyślić, by nie iść w tamtą stronę. Kiepsko to mi wychodziło, bo jak postanowiłem skręcić w lewo, następny zakręt Miwa robiła w przeciwną stronę, co ja. Tak więc lekko z ukosa zmierzaliśmy prosto do miejsca, które nie za bardzo mi pasowało. Zawsze wesołe miasteczka kojarzyły mi się z ogromnymi tłumami i sporą ilością hałasu. Nie przywykłem do mieszkania w dużych aglomeracjach, a każda wydawała się duża, kiedy to mieszka się w Norwegi, gdzie po za miastami domki postawione są co kilkaset metrów, a nie jak tutaj, blok przytulony do kolejnego.
-Miwa, nie wiesz może, czy gdzieś w okolicy nie ma jakiegoś parku?
-Nie mieliśmy przypadkiem iść do centrum? Z resztą, jestem tu pierwszy raz, tak jak ty. Mieliśmy się błąkać, pamiętasz?
-Ale wciąż idziemy na to pie******* miasteczko!
-Jakie miasteczko? –Miwa zaczęła się rozglądać. –Staram się iść prosto. Nie zgubimy się tak łatwo.
-Nie mów mi, że od początku nie widziałaś tego wielkiego koła. –spokojnie złapałem za jej głowę i pokierowałem w stronę wesołego miasteczka.
-Nie… Ale fajnie będzie tam pójść. Z góry wszystko będzie lepiej widać. –uśmiechnęła się.
-W sumie, to jest dobry pomysł. –ochłonąłem, z racji na nieumyślne działanie Miwy.
-To jak? Pofruwamy w chmurkach Ptaszku?
-Zgoda.
Poszliśmy prosto kierując się na diabelski młyn. Wydawało mi się, że wesołe miasteczko jest znacznie dalej niż w rzeczywistości było. Po prostu karuzela okazała się być ogromna. Dalej mam wątpliwości, czy Miwa nie planowała tego od samego początku, by tu przyjść. To koło jest nie do przeoczenia, no chyba, że się cały czas gapi w podłogę.
Nie było to zbyt wielkie wesołe miastecko. Kilka mniejszych atrakcji i stoisk. Główną atrakcją był młyn i choć nie było zbyt wiele ludzi, musieliśmy czekać w kolejce. To było prawie samo południe. Słońce jeszcze mocno prażyło. Zapytałem się, czy dziewczyna sama nie postoi chwilę w kolejce, to ja skoczę po sorbety. Mijaliśmy w drodze takie stoisko.
-To jaki smak chcesz?

Miwa? Mam nadzieję, że mnie nie wypchniesz z gondoli. NIE LATAM!

środa, 21 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

Spałam sobie do jedenastej. Gdy się obudziłam byłam co najmniej zła na samą siebie. I na budzik, który nie był ustawiony na dobrą porę. Wstałam z łóżka, co wyglądało trochę jak utopiec wynurzający się z głębin, nigdy nie przebytych mokradeł. westchnęłam głęboko i leniwym ruchem wyłączyłam irytujący dzwonek w telefonie, informujący mnie, że to już pora wstawać. Nie miałam czasu na grę... Musiałam się umyć, umalować, wyszczotkować włosy, zęby, ubrać się... Eh. W godzinę powinnam się wyrobić. Wszystkie czynności wykonałam bez problemu, była w tedy godzina 12:13. Jeszcze przed zejściem na moje śniadanie, a obiad reszty uczniów zdążyłam ogarnąć mój pokój. Hehe. Ogarnąć... Złożyłam na odwal się pościel i poukładałam książki w ładną wieżyczkę. Tyle chyba wystarczyło, aby pokój wyglądał chodź w najmniejszym stopniu przyzwoicie, w końcu nie przyjmuję tu żadnej cesarzowej.
Zeszłam sobie do stołówki świńskim truchtem. Serwowali tego dnia jakże przepyszne kluski. Wzięłam dużo jadła, jak zwykle z resztą, ale i tak potem brałam dokładkę. Wszystko zjadłam zadziwiająco szybko, bo gdy spojrzałam na zegar w telefonie była 12:30. Wstałam od stoły, zabierając swoją tacę z talerzami i sztućcami. Odłożyłam je w okienko z brudnymi naczyniami i wyszłam z budynku szkoły. Pomyślałam, że poczekam na niego przed budynkiem. W końcu tam musimy się minąć, a mnie jest nie sposób nie zauważyć. Nie długo czekałam na Lu. Przybiegł dosłownie chwilę później, cały zdyszany i poczochrany. Wyglądał jakby przeszło po nim tornado albo... Został zgwałcony.
- Wszytko okej?- przekrzywiłam głowę na bok, przyglądając mu się uważnie. Lucas jedynie skinął głową, chwytając łapczywie powietrze w usta. - Jest jeszcze przed trzynastą, za bardzo się pośpieszyłeś.- dodałam, chichocząc cichutko.
- A ty to co?- powiedział, już mniej zdyszany.
- Ja jestem z Japonii i tam zawsze przychodzimy przed czasem, żeby się nie spóźnić. Chyba wiesz,że w moim kraju maksymalnie metro może się spóźnić o kilka minut?- dodałam, przewracając oczami. - Zanim pójdziemy odpoczniesz mi tu chwilę, bo zaraz zemdlejesz, Tori.
- ...Tori?
- Tori.- kiwnęłam głową.
- Co to znaczy?
- Ptaszek, bo ranny z ciebie ptaszek.- powiedziałam, a raczej wyśpiewałam to zdanie, machając dłońmi na wzór ptasich skrzydeł. - No to co? Odpocząłeś?- zapytałam po krótkiej chwili, nie mogłam doczekać się spotkania. Miałam nadzieję, że będę się na nim dobrze bawić gdy nagle coś sobie przypomniałam. To coś było z naszej wczorajszej rozmowy, gdy Ptaszek mi o sobie opowiadał. Teraz zacytuję jego słowa: "Nie posiadam za dużej tolerancji do Bi. Uważam, że jest to pewna usterka DNA. Nie tak nas natura stworzyła." - koniec cytatu. Ja przecież jestem orientacji biseksualnej. Nie wiedziałam co mam w tej chwili czuć, nie wiedziałam czemu wcześniej nie zwróciłam uwagi na te słowa. Byłam wściekła, a za razem było mi przykro. Ale przecież nie będę płakać. Jestem już prawie kobietą, a te mają klasę, nie jestem małą dziewczynką. Nie będę też się na niego drzeć, to też przecież nie wypada. Jednak mnie olśniło. Tak mniej-więcej w samym centrum spotkania wyjawię mu moją orientację i dyskretnie, kulturalnie dostanie ode mnie ochrzan za to co powiedział na stołówce.

Lucas? Zaraz dostaniesz za swoje, Ptaszku xd

wtorek, 20 czerwca 2017

Od Lucasa CD Miwy

Usiadłem wygodnie i zacząłem opowiadać.
-Urodziny szóstego lutego. Ulubiony kolor, niebieski. Uwielbiam jazdę konną i broń palną. Dużo czasu spędziłem na polowaniach z tatą, łącząc oba moje zainteresowania. Bardziej przedmiotowe przedmioty, które lubię, to biologia i matematyka. Jak byś miała problemy z tymi przedmiotami, to zawsze możesz mnie poprosić o wyjaśnienie. –dziewczyna wielokrotnie chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem zaczynałem nowe zdanie. Miwa lubi dużo rozmawiać, ale chyba ma problem ze słuchaniem. –Nie lubię za to chodzić na imprezy. Wolę prowadzić spokojniejszy tryb życia. Dym papierosowy powoduje u mnie nadmierną agresję. –chyba trochę przesadzam z tym opowiadaniem o sobie. –Hetero. Nie posiadam za dużej tolerancji do Bi. Uważam, że jest to pewna usterka DNA. Nie tak nas natura stworzyła. Prawda? –to nie retoryczne pytanie. Proszę oddaję ci głos.
Miwa zaczęła się śmiać. Powiedziałem coś głupiego?
-Zabawny jesteś. Nie powiedziałeś jeszcze o sobie, że jesteś szczery i wylewny.
Wylewny, ja? Pierwsze słyszę. Sama chciała się czegoś dowiedzieć, to powiedziałem jej najważniejsze informacje o sobie.
-Gdzieś ty się urodził Lu.
-Już powiedziałem, że w Norwegii.
Dziewczyna prawie z krzesła nie spadła. Zaczęliśmy zwracać na siebie coraz więcej uwagi, co nie było mi na rękę siadając samemu z boku. Dee pomocy, nie rozumiem dziewczyn…
-Już cie lubię. –Miwa zerknęła na zegarek. –Ojejuniu, to już ta godzina? Przepraszam muszę lecieć. Zobaczymy się juto. –wstała i pobiegła.
O tacy też zapomniała. Kiedy zbierałem nasz posiłek i wszystko wsadziłem na jedną tacę, kątem oka zobaczyłem jak stolik obok zerka na mnie i coś plotkuje. Super… Już mam wyrobione zdanie na swój temat. Odniosłem tacę nie zwracając uwagi na innych i w trybie natychmiastowym opuściłem stołówkę, udając się spać.
W nocy odwiedziła mnie Dee wciskając się między sceny snu. Wyglądała ślicznie w szarej sukience i splecionych w dwa warkoczyki włosach.
-Dee, ja nie umiem gadać z innymi. Udało mi się też wyrobić sobie zdanie na swój temat, którego nawet nie znam. –usiadłem zażenowany.
-O czym ty mówisz? –zapytała zdziwiona.
-O dzisiejszej rozmowie z Miwą w stołówce.
-Głuptas. Tyle wiesz, a nic nie wiesz. Zawsze się tak negatywnie nastawiasz? –złapała mnie za ramiona.
-Negatywnie?
-Oczywiście, że tak. Ta dziewczyna, z którą gadałeś, sama ci powiedziała, że cie lubi, a uwierz mi, ciężki z ciebie przypadek jeśli chodzi o rozmowy towarzyskie. A jeśli chodzi, o to „wyrobione zdanie”, to pomyśl. Widząc co się stało, o czym mogli inni mówić?
-Nie wiem. Oświeć mnie.
-Że jesteś miłym i zabawnym facetem… Ehhh -westchnęła. –Wpadaj szybciej, bo jak zwykle za mało czasu mamy dla siebie. Tu inaczej przemijają godziny. –wstała i odwróciła się plecami do mnie. –Powinieneś już wstawać, jeśli nie chcesz się spóźnić. Zapomniałeś budzika nastawić na sobotę.
-Ale ja nie umiem tak na życzenie się obudzić.
-Lu…
-Tak?
-W takim razie wybieraj. Baseball, czy buziak?
-Baseball? –nie wiedziałem o co jej chodzi.
-No trudno. –zawiedziona odwróciła się trzymając kij.
-Nie, nie, nie!!! Czekaj!
Przywaliła mi prosto w głowę. Leżąc obok łóżka, sprawdziłem, czy mam głowę w jednym kawałku… Całe szczęście, że to sen, a Dee nie istnieje w tym świecie. Miałbym przerąbane z taką dziewczyną. Spojrzałem na zegarek. Dziewczyna miała rację. Budzika nie nastawiłem, bo bym wstał wcześniej, jak 12:20!!!

Miwa, już biegnę!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

- Ale ja nie chcę się zgubić.- zrobiłam wielkie oczy, które zaczęły się szklić. Nie lubię się gubić. Zwłaszcza w mieście. Dużym mieście. Lucas wywróciło oczyma i westchnął.
- Tak tylko się mówi... Nie zgubimy się. Chyba...- ostatnie słowo wypowiedział tak abym go nie usłyszała, ale usłyszałam. Pokiwałam głową.
- O której się umówimy?- usiadłam na krześle po japońsku. Czytaj z obydwoma nogami pod zadkiem.
- Może być coś około trzynastej?- zapytał. Zastanawiałam się przez parę krótkich sekund. W tym czasie rozmyślałam nad bardzo ważną sprawą; jeżeli wstanę o mniej-więcej godzinie szóstej i zacznę grać na komputerze do rozpoczęcia śniadania to ile mi to zajmie razem z ubraniem się i innymi codziennymi pierdołami? No co? Matematyka to nie jest moja mocna strona.
- Chyba się wyrobię.- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Będziesz brała jeszcze dokładkę?
- Nie, bo zgrubnę.- odpowiedziałam nadymając policzki.
- Jak ty to robisz?- zapytał mnie, przechylając głowę na prawy bok.
- Co co robię?- odpowiedziałam pytaniem, nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- No, że nie tyjesz, a tyle jesz...- sprecyzował. Maił minę jakbym miała się tym obrazić. Nic bardziej mylnego. W Japonii dużo razy zwracano mi uwagę z tego powodu, a jak dobrze wiemy chudziutkie dziewczęta są tam bardzo pożądanym widokiem.
- A no bo wiesz... Mam nieoficjalne ADHD, dużo się ruszam no i mam szybką przemianę materii... Jest jeszcze na to więcej symptomów, ale nie wiem czy chcesz słychać o takich głupotach. W każdym razie te trzy rzeczy najbardziej wpływają na moją sylwetkę.
- A... Rozumiem.- pokiwał głową na utwierdzenie tego faktu.
- A teraz ty mi coś o sobie powiedz, bo ja już nie wiem o czym mam ci opowiedzieć.- huehue. Kolejne kłamstwo z mojej strony. Nakręciłam aż tak, że mogłabym mu opowiedzieć moją całą historię chodzenia do przedszkola, podstawówki i gimnazjum... A nawet kilka rzeczy z mojego życia, gdy byłam jeszcze płodem w łonie mej matki. Jeny, w tym momencie naprawdę bym mogła gadać przez cały dzień, ale wydawało mi się, że takie ciągłe gderanie o sobie będzie co najmniej nie grzeczne bo w końcu rozmawiam z nowo poznaną osobą, która nic mi o sobie właściwie nie opowiedziała. Tak w sumie... Jeżeli w ogóle gada się tylko osobie jest trochę chamskie. No ale nic. W tej chwili patrzyłam się w chłopaka jak w obrazek. czekałam na coś interesującego.
- Ale co byś chciała o mnie wiedzieć?- odpowiedział zmieszany. Nie dziwię się, gdybym miała gadać sama ze sobą też bym nie wiedziała od czego mam zacząć, więc uznałam, że sprecyzuję.
- No wiesz... takie podstawowe rzeczy możesz mi opowiedzieć. Na przykład kiedy masz urodziny...- i w tym momencie nie mogłam się powstrzymać i przerwałam sama sobie.- W ogóle ja się urodziłam w prymaprylis. nie źle co nie? Jak mój tata powiedział swoim znajomym z pracy, że urodziła mu się córka, nikt nie chciał mu wierzyć. W sumie ja też bym nie wierzyła. Czasami też zastanawiam się, czy gdy lekarze zadzwonili do mojego taty powiedzieć mu, że mama rodzi to czy on w to uwierzył, a ty jak myślisz? No wieź coś o sobie opowiedz... Proszę!- złożyłam dłonie jak do modlitwy z uroczym uśmiechem.

Lucas?

Od Lucasa CD Miwy

-Musisz się w takim razie kiedyś wybrać do Norwegii. Tam to imię jest bardzo popularne.
-Jesteś z Norwegii?
-Tak. A ty?
-Japonia.
-Szmat drogi. -powiedziałem ucinając wątek.
Dziewczyna emanowała niesamowitymi pokładami energii i radości. Z jednej strony było to przerażające, lecz dało się przywyknąć, jak do tego, że jest ogromnym łakomczuchem. Aż dziw, że nie wyrosła...wszerz, czy w wzwyż. Tylko pogratulować przemiany materii. Pewnie wszystko spala na swój uśmiech.
-Jak się nazywasz?
-Zapomniałam...
-Imienia?
-Przedstawić się głuptasie. -wstała i lekko się ukłoniwszy, powiedziała -Miwa Kotoe.
-Miwa, wyjaśnij mi jedną rzecz.
-Tak?
-Witasz się tak oficjalnie, a przy stole mówisz z pełną buzią.
-Taki nawyk kulturowy. -skrzywiła się i usiadła.
-Mnie to nie przeszkadza, o ile nie plujesz. Po prostu zastanawiał mnie ten paradoks. -uśmiechnąłem się.
Dziewczynie zniknęła już krzywa mina i postanowiła dokończyć jedzenie.
-Masz plany na sobotę?
Miwa przełknęła to, co miała w buzi i zapytała.
-W jakim sensie?
-Nie chciała byś pozwiedzać miasta? Ja osobiście nie miałem jeszcze okazji pozwiedzać okolic.
-Ja też nie....
-To będzie w takim razie świetna okazja trochę się pobłąkać. Co ty na to?
Miło będzie z kimś tak pogodnym i prawdziwym się powłóczyć. Przynajmniej złą pogodę odpędzi swym uśmiechem.

Miwa?

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Miwy CD Lucasa

Ten dzień był dość ciekawy. Niby na lekcjach wszystko było tak samo, ale jednak. Chodzi mi o to, że jestem nowa i zachwycałam się wielkością tej szkoły. Parę razy nawet się zgubiłam w niej, a przez to spóźniłam na zajęcia. Wiem, jest to trochę głupie, ale każdemu zdarza się stracić orientacje w terenie. Zwłaszcza gdy ten teren jest stosunkowo dla danej osoby nowy.Teraz Siedziałam sobie w stołówce, na przeciw blond włosowego blondyna. Na moim talerzu leżały, aż cztery kawałki pizzy. Wiedziałam ile sobie w tedy nakładam i doskonale wiedziałam, że dam radę to wszystko zjeść. Szybko tracę energię po moich odwałach, a to sprawia, że jestem szybko głodna. No, ale trudno. W ogóle dziwne, że tak nic nie myśląc powiedziałam cokolwiek do nieznajomego mi chłopaka. W końcu nie zwykłam zaczynać rozmów jako pierwsza. Chłopak spojrzał na mnie, odsuwając kawałek pizzy od swych ust.
- Sma-czne-goo. - powtórzyłam z wielkim uśmiechem na ustach, ukazując swoje białe zęby. Hehe, znowu to samo. Kolejny przypływ energii. To znaczyło tylko jedno - zjem więcej niż tylko cztery kawałki tego placka z serem i innymi warzywnymi dodatkami. Chłopak skinął mi głową w odpowiedzi i dodał
- Wzajemnie.- po czym wrócił do posiłku. Krótko mu podziękowałam i również zaczęłam jeść. Po krótkiej chwili na talerzu już nie było mojego posiłku, lecz nadal byłam głodna. Wiedziałam, że tak będzie.
- Zaraz wrócę.- oznajmiłam z nadętymi policzkami jak małe dziecko. Poszłam po następną dokładkę. Tym razem wzięłam na talerz dużą porcję makaronu. W końcu nie będę jadła tylko pizzy skoro mam do wybory aż dwie potrawy. Wróciłam do stolika i usiadłam na swoje miejsce.
- Już.- powiedziałam. Tak na wszelki wypadek, gdyby nie zauważył. - Tak w ogóle to jak na ciebie wołają?- zagaiłam, chcąc znaleźć jakieś ujście dla mojej energii. Tym razem miała być to rozmowa.
- Lucas.- odpowiedział. Chwilę się zastanawiałam.
- Nie znam żadnego Lucasa.- przekrzywiłam lekko głowę na prawy bok, trochę jak zaciekawiony szczeniak. Gdy wypowiadałam to zdanie miałam pełne usta. Wiem. Mogła na tym ucierpieć nasza znajomość, w końcu damie nie przystoi tak się zachowywać... Ale co tam. Raz kozie śmierć. Nie pierwszy raz poznaję nową osobę i nie ostatni raz dostaję ochrzan za złe maniery przy stole.

Lucas?

Od Lucasa CD Reiny

-Jak dowiesz się dla czego, to daj znać. Ja jeszcze mam na dziś trochę zaplanowane. Zobaczymy się w klasie. -zebrałem wszystko do kupy i wstałem.
-Dobrze...do zobaczenia.
Udając się na poszukiwania Taigi, w myślach prześwitywała mi tylko jedna myśl. „Głupota, głupota, głupota. Dee, to nie dla mnie”. Relacje takie, jak ta, to strata czasu. Nie widzę w tym nic ciekawego. Może jednak za szybko się z tym poddaję? Dee mówiła, że to długotrwały proces... Chyba, że wskoczy się od razu na głęboką wodę. Miło było zagrać z Niki, mimo iż protestowała tuż po zaczęciu. Efekt końcowy podobał mi się najbardziej. Tylko pytanie, czy Niki kogoś ma?
~~•••~~
Mam, mam, znalazłem.
-Tai! -krzyknąłem przez cały korytarz.
Dziewczyna i Xavier, z którym rozmawiała, zerknęli na mnie, po czym kontynuowali rozmowę. Nie chciałem im przeszkadzać, więc też nie szedłem szybkim krokiem. Skończyli rozmowę, jak już stanąłem koło nich, więc nie wiem czego ich rozmowa dotyczyła, ale wyglądali na zajętych.
-Co tam Luca? -zapytała pogodnie Taiga.
-Mam dla was kartę klubową do podpisania. Dobrze was widzieć razem, nie będę miał tyle chodzenia. -wyciągnąłem kartkę i długopis.
Powierzchownie na nią spoglądali, więc postanowiłem odpowiedzieć na ewentualne pytania.
-Jeśli chodzi o instruktora na stałe, to jest to kwestia dogadania. Już dzwoniłem do nich i mówili, że się dogadają z dyrektorkom. Mówili, że chętnie młodzież z naszej szkoły wezmą pod swoje skrzydła i liczą na zainteresowanie, więc pytam, czy i wy byli byście chętni, jeśli klub wypali?
-Jeszcze nad tym pomyślimy, a tym czasem życzymy powodzenia. -oddali kartę z podpisami.
-Rozumiem. Później wam powiem, co na to pani Potts. Na razie.
-Cześć.
-Pa.
Była to pora po obiadowa, więc mogłem już nie złapać dyrektorki, lecz gdy zapukałem, usłyszałem jej melodyjnie zapraszający głos. Przeprosiłem za najście i wyjaśniłem, że przeszkadzam tylko na chwilkę w sprawie założenia nietypowego kółka. Starałem się jak najlepiej przedstawić swoją propozycję, że jest to ciekawe i przede wszystkim bezpieczne kółko prowadzone przez instruktorów. Mam nadzieję, że tak prestiżowa szkoła nie posiada w swych murach psychopatów, bo jeśli chodzi o przestrzeganie zasad, to sam miałem okazję przekonać się na skórze, że wystarczy jeden sms i cały pokój w akademiku potrafi wypełnić się nielegalnymi imigrantami.
Odpowiedź pani Potts, była podobna do Taigi i Xaviera, tylko bez tej końcówki życzącej powodzenia. Nie traciłem jednak nadziei. Wiem, że cała odpowiedzialność jest w jej rękach i też domagałbym się chwili, by nad tym pomyśleć. Spojrzałem szybko na zegarek, bo zrobiłem się głodny. Za chwilę miała być kolacja. Patrząc na zaplanowaną robotę na dziś, odezwał się żołądek i gdyby znał nasz język, to powiedziałby coś w stylu: „Zostaw to”. Najwyżej zrobię to przy kolacji, lub na wieczór. Nie lubię przekładać rzeczy na później, ale na głodnego kiepsko się pracuje.

~~•••~~

Dobrze zrobiłem tu przychodząc. Dzisiaj do wyboru spaghetti, albo pizza. Z racji na to, że lubiłem obie potrawy, wziąłem połowę tego i tamtego. Kiedy miałem zatopić swoje zęby w ciągnącym się serze pizzy, ktoś się przysiadł mówiąc: „Smacznego”.

Ktoś? Najlepiej głodny default smiley xd

sobota, 17 czerwca 2017

Od Reiny CD Lucasa

Popatrzyłam na chłopaka. Na jego pogodny uśmiech. Uśmiechał się tak, jakby życie było piękniejsze niż jest.
-Klub strzelecki? -starałam się nie okazywać uczuć. -Życzę powodzenia.
Tym akcentem zakończyłam temat.
-A... Co tam masz? -chłopak wydawał się zainteresowany moimi rysunkami.
-A co cię to obchodzi!? -warknęłam.
Lucas zaśmiał się cicho, najwyraźniej rozbawiony moją reakcją.
-Z tych fragmentów, które zauważyłem to rysowanie wychodzi ci całkiem nieźle.
-I?
Chłopak wzuszył ramionami. Zamknęłam szkicownik i przycisnęłam do piersi. Nienawidzę gdy ktoś patrzy na moje szkice. Lucas znów zajął się swoimi papierami. Klub strzelecki. Może mu się uda.
-Rei... A dlaczego ty tak nie lubisz, gdy ktoś przegląda ten zeszyt?
Przez chwilę nie odpowiadałam. Zastanawiałam się nad odpowiedzią. No właśnie, dlaczego?
-Po prostu. Moje rysunki to moje rysunki.
-Ma to sens?
-No... Nie -z niechęcią przyznałam mu rację.

Lucas?

Od Lucasa CD Reiny

Kiedy dziewczyna podniosła swój wzrok na mnie, zapytałem czy mogę się dosiąść ze swoimi papierkami. Spojrzała na moje zaplecione ręce, w których trzymałem stertę zeszytów i wolnych kartek.
-Dobrze. -przygryzła odruchowo dolną wargę i przyciągnęła bliżej siebie kolana.
Widocznie nie lubiła się dzielić swoimi szkicami, a przyznam, że dobrze jej szło rysowanie. Mi przypadła jej kreska. Usiadłem obok wyciągając zza ucha długopis i zacząłem rozwiązywać testy z matematyki. Nie odrywając wzroku od zadania podałem rękę dziewczynie i powiedziałem:
-Jestem Lucas, a ty?
-Reina... -uścisnęła rękę.
Wyciągnąłem telefon drugą ręką i sprawdziłem, jeszcze raz jak nazywa się ta nowa uczennica, która ma dołączyć do naszej klasy. Nie mam pamięci do imion. Okazało się jednak, że to ona.
-Reina Soler...miło mi cię poznać. -uśmiechnąłem się patrząc w jej stronę. -Będziemy chodzić do tej samej klasy. Dobrze zaprzyjaźnić się z kimś nowym, bo sam tu dopiero jestem od tygodnia. -starałem się być pogodny i szczery, jak doradzała mi znajoma...nie jestem w tym najlepszy.
Widocznie jeszcze umiałem się delikatnie uśmiechać, bo nie wystraszyłem jej na samym początku.
-Świetnie. Mogę swoją rękę odzyskać z powrotem?
Spojrzałem na jej gładką rękę. Nie powiem, że o tym zapomniałem, głupek...
-Tak od razu? Od rana cię szukałem, ale jeśli chcesz rysować, to nie ma sprawy.
Puściłem jej rękę powoli i zabrałem się za kolejne kartki. Reina chyba podobnie jak ja nie wiedziała, co dalej. Ja przynajmniej nie posiadałem dodatkowego obciążenia w postaci, tak zwanego „stresu”. Nie była to sytuacja naturalna dla mnie i czułem się mocno nie swojo, ale nie widziałem powodów do panikowania. Wyciągnąwszy na wierzch kartkę do założeniu klubu lekko westchnąłem. Nie udało mi się jeszcze złapać Taigi na osobności.
-Zakładasz nowy klub? -wyciągnęła głowę ze swojego rysownika. -Mówiłeś, że jesteś tu od tygodnia...
-Czy to w porządku tak zaglądać? A co jeśli to prywatna korespondencja? -popatrzyłem na nią pytająco.
-To ty mój szkicownik zgwałciłeś wzrokiem! -oburzono przyciągnęła zeszyt do piersi.
-To tylko szkicownik...
-A co jeśli rysowałabym tam prywatne rzeczy?
-Przepraszam...tak zakładam. Będzie to klub strzelecki, jeśli się uda. Zainteresowana, zbieram ochotników. Nie trzeba umieć strzelać, wystarczą chęci zasmakowania czegoś nowego... -dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak to zabrzmiało, więc tylko się uśmiechnąłem.

Reina?

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Lucasa CD Judy

-Macie minutę by się stąd wynieść! –powiedziała Judy dosyć spokojnym tonem.
Spojrzeliśmy obaj na siebie i wstaliśmy z podłogi. Nie za bardzo wiedzieliśmy, co powiedzieć, więc ukłoniliśmy się w podzięce i wyszliśmy, upewniając się, że korytarz jest pusty.
-Na razie Judy. -odezwał się Czeslav.
-Jutro mi w podzięce możecie opowiedzieć, co wy żeście wykombinowali. -powiedziała wychylając się zza drzwi, zakładając skrzyżowane ręce na pierś.
-Nie będziemy jedyni, których możesz o to zapytać. -dodałem i poszliśmy.
Nie skradaliśmy się zbytnio. Szliśmy środkiem korytarza starając się jedynie cicho stawiać kroki. Po chwili Czeslav zapytał szeptem.
-Lucas, skąd nauczyciel wie o rozbieranym-pingpongu? -wyglądał na zmęczonego i pół przytomnego.
-Pewnie już tam był, jak przed chwilą u Judy. -odpowiedziałem spokojnie.
Kiedy ta informacja dotarła do chłopaka i połączył kropki, że tu mowa o jego pokoju, do którego szliśmy, nerwowo chwycił się mojej koszuli.
-Lucas! Ale ja nie mogę teraz tam wrócić! -podniósł ton, ale wciąż szeptał.
-Ciszej. Wszystko będzie dobrze. Jak już nam skórę uratowała Judy, grzechem by było to zaprzepaścić.
-A co jeśli dalej są tam wychowawcy?! -gorączkował się dalej.
-Hmmm, w tedy lepiej by było ominąć... -przerwał mi w połowie zdania.
-Przenocuj mnie!
-Co? -przetarłem oko ze zdziwienia.
-Normalnie, no. -stanął przede mną i mnie zatrzymał. – Proszę. Sam wiesz, źle się to skończy, jak tam wrócę. -odsłonił jedną stronę szlafroka, pokazując tym samym, że jest w samych gaciach.
-Dobra. -złapałem go za rękę i poszliśmy na górę, już w męskiej części akademika.
Zimno kalkulując, miał rację. Mimo iż był wstawiony bardziej jak ja, mówił z sensem. Wyobraziłem sobie, jak pod drzwiami stoi wychowawca, a on przychodzi i udaje, że nic nie wie o imprezie. Brakowałoby jeszcze tego, żeby wracał z browarami w rękach.
-Czeslav, ale nikomu ani słowa, bo będziesz trup. -powiedziałem spoglądając na niego przy otwieraniu drzwi.
Zatrzymałem się z otworzeniem ich na oścież, bo chłopak wyglądał, jakbym mu plan podboju świata przedstawił, ale po alkoholowym czasie reakcji kiwnął głową. O mało co się nie przewrócił. Westchnąłem tylko i wpuściłem go do środka.
-Fotel jest chyba rozkładany, a przynajmniej na taki wygląda. Jeszcze nie miałem potrzeby sprawdzać, czy taką funkcję posiada.
Podałem mu z szafy zapasowe prześcieradło, koc i poduszkę. Fotel okazał się być mało rozkładalny. Dopiero we dwójkę ogarnęliśmy, jak to cholerstwo działa. Kiedy fotel w pełni odbył swoją metamorfozę, Czeslav wrzucił na niego pościel i mówiąc zwięzłe „Dobranoc” położył się brzuchem do dołu. Uczyniłem podobnie. Byłem już zmęczony. Zdołałem jeszcze sprawdzić godzinę, za nim zamknąłem oczy ostatni raz przed snem.
~~~•••~~~
W rogu pokoju, przy drzwiach od balkonu, siedziała dziewczyna z długimi do pasa ciemnofioletowymi włosami. Od razu wiedziałem, że to ona. Usiadłem obok wyglądając przez balkon. Kątem oka zerknąłem na jej smutno/złą minę.
-Dee, co ci? -zapytałem.
-Piłeś, prawda? -w jej głosie słychać było oburzenie.
-Przecież wiesz, to po cholerę się pytasz. Tylko tro...
-Jak mogłeś tak beze mnie? -spojrzała na mnie.
-Ah Dee... Jak miałbym to niby zrobić?
Dziewczyna znów wyjrzała przez okno opierając swoją głowę o moje ramie.
-Nie lubisz już mnie Lu?
-Przestań głupoty opowiadać. -objąłem ją ręką.
-To mnie pocałuj.
-Czy to nie byłoby trochę dziwne?
-Czy ty zawsze musisz o wszystkim myśleć?! – oderwała się i usiadła prosto.
Odkąd pamiętam, zawsze miałem problem z kontaktami między rówieśnikami. Nawet mojej podświadomości to przeszkadza i nabija się ze mnie z tego powodu dosyć często. Nie miałem kiedy się tego nauczyć...
-Ale wiesz Lu, że to o czym myślisz, to też słyszę?
-Jesteś okropna. Mogłabyś chociaż udawać, że tak nie jest.
-Kiedy ty zrozumiesz, że tu nie ma się czego uczyć? To nie szkoła. Nie obraziłabym się nawet, jak byś kiedyś trochę zaszalał pod warunkiem, że o mnie nie zapomnisz. -Dee nachyliła się nade mną.
-Nie zapomnę, obiecuję. -odwróciłem się do niej przodem.
Poprawiła kołnierzyk mojej koszuli i oparła swoją głowę o moje czoło. Nie trudno było się domyślić, czego chciała.
-Skoro wiesz, to nie przedłużaj, nie licz na to, że dziewczyna pierwsza zacznie.
-Nienawidzę cię.
Zamknąłem oczy delikatni kładąc rękę na jej policzku i pocałowałem. Kiedy jednak otworzyłem oczy, na miejscu Dee był kurdupel.
-Dee ty pokręcona świnio!
Twarz chłopaka się uśmiechnęła od ucha do ucha i zachichotała damskim głosikiem. Miałem zamiar go uderzyć, to znaczy ją... Robiąc zamach, wyrwałem się z koszmaru. Usiadłem na łóżku i przetarłem twarz. Następnie spojrzałem na fotel. Leżał tam chłopak, który spał jak zabity. Nie ruszył się nawet na centymetr. Tak jak zasnął, tak spał. Odetchnąłem z ulgą i kiedy miałem się znów kłaść spać, ujrzałem Dee stojącą nad nim.
-Dalej śpię?
-A jak ci się wydaje? Tak szybko chciałeś mi uciec? Nie zdążyłam się zapytać o niego. -wskazała na nieprzytomnego chłopaka.
-Nasz kochany imprezowicz. Czeslav. I na tym kończymy temat... Czy ty mnie słuchasz? Zostaw ten marker!
Dee trzymała marker nad jego głową.
-Tylko kocie wąsy. -zrobiła proszącą minę.
-Nie! Przecież wiesz, że to moja wina będzie, a nie twoja.
Dee nie posłuchała i zaczęła mazać mu wąsy na jednej stronie twarzy, która była do góry. Zerwałem się i podszedłem do niej próbując zabrać jej mazak.
-Nie umiesz się bawić.
Dziewczyna pstryknęła palcami, a ja ocknąłem się trzymając marker nad głową. Chłopak przekręcił się i zapytał.
-Luca... co robisz?
-Nic, nic. Idź spać.
Zamknąłem marker i z powrotem wskoczyłem do łóżka...ja chyba dzisiaj nie zasnę.

Koniec wątku.

środa, 14 czerwca 2017

Od Judy CD Lucasa, Czeslava

Przewróciłam oczami, pchając chłopaków w stronę łazienki, która była zawsze otwarta. Lubiłam, gdy większość drzwi przy mnie była otwarta, wtedy miałam pewność, że nagle nikt ich nie otworzy i czułam się w pewien sposób bardziej bezpieczna. Zamknęłam cicho za nimi i natychmiastowo wyłączyłam światło w całym pokoju. Usłyszawszy kolejne pukanie nauczyciela, poczochrałam sobie jeszcze lekko włosy i wymiętoliłam bluzkę z tygryskiem, którą miałam na sobie, jednocześnie ściągając spódniczkę i rzucając ją pod szafę. Mam nadzieję, że zdołam ją stamtąd wyciągnąć. Była to moja ulubiona spódnica. Otworzyłam drzwi, przecierając oczy dłonią zwiniętą w piąstkę. Idealnie w momencie, gdy pan River ponownie chciał zapukać do mojego pokoju. Zrobił zdziwioną minę, jednak zaraz spoważniał, spoglądając w dół na moją posturę.
- Okami? - spytał, próbując zaglądnąć do środka. Skutecznie zmrużyłam oczami, mrugając nimi, by wzbudzić podejrzenie, że światło z korytarza zaczęło mnie razić po oczach.
- O, pan River. Coś się stało? - teraz się ożywiłam. Chyba jednak lekcje aktorstwa udzielane mi przez Lisę, która wtedy się tym interesowała, oprócz modelingiem, się przydały. Będę musiała jej podziękować w najbliższym czasie. Nauczyciel odsunął mnie z drzwi, wchodząc do mojej sypialni. Rozejrzał się uważnie po ciemnym pomieszczeniu, pokazując palcem na śpiącego Kazu.
- Czyj to pies? - od razu spytał oskarżycielskim tonem.
- Kazu to mój pudel. Jeśli chce pan go obudzić, to od razu odradzam. Śpi od dobrej godziny, obudzi się dopiero za jakieś sześć. Ma twardy sen – powiedziałam, wyciągając ręce w górę. Poczułam, jak jakaś kość mi przeskakuje, jednak nie dałam po sobie tego poznać. Jeśli zaraz nie wyjdzie, to się zacznę śmiać…
- No dobrze… Wybacz, Okami, że przeszkodziłem ci w spaniu. Po prostu jest już po ciszy nocnej, a uczniowie urządzili sobie tenisa stołowego z alkoholem. Dobranoc, śpij dobrze – rzekł, po czym natychmiastowo wyszedł, trzaskając drzwiami. Jednak mi uwierzył! Rozradowana podeszłam do drzwi od łazienki, wypuszczając z niej dwójkę nieproszonych gości. Gdy tylko to zrobiłam, oni zaraz zlecieli na podłogę. Spojrzałam na nich, kręcąc głową, zakładając ręce na piersiach i delikatnie się uśmiechając. Gdy tylko podnieśli swój wzrok na mnie, zamrugali zdziwieni oczami. Wtedy Czeslav, który pożyczył wcześniej ode mnie szlafrok, by zakryć swoje bokserki w pandy, chytrze się uśmiechnął, spoglądając na moje ciało.
- No, Judy… Nie wiedziałem, że też z nami grałaś w rozbieranego ping-ponga – wyznał. R-rozbieranego? Wtedy coś sobie uświadomiłam. Ściągając spódnicę i zostając w samym tygrysku, pod spodem miałam tylko majtki. I to nie byle jakie… moje ulubione w truskawki. Natychmiast pociągnęłam bluzkę bardziej w dół, by je zakryć. Jednocześnie poczułam, jak na moją twarz wpływają rumieńce.

Lucas? Ceslav? Chcieliście, macie. Zrobiłam to tylko dlatego, że miałam pomysł.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Od Lucasa CD Czeslava

-W damskiej części? Nie mam pojęcia.
-Nie ważne. – ruszył na poszukiwanie pokoju.
Poszedłem za nim, upewniając się, że nikogo na dworze nie ma. Czyżby szlafrok też był Judy? Kiedy zapytałem o niego, Czeslav opowiedział mi całą jego przygodę. Następnie on zaczepił mnie o moje ubranie.
-A ty? Nie grałeś jeszcze? -zmierzył mnie wzrokiem.
-A nie widać? Hmmm, może nie widać, ale w głowie porządnie mi szumi. Chcesz możesz zobaczyć Niki w bieliźnie. Ograłem ją do zera, co przyszło mi zapłacić wypiciem co nieco. Biedna. -wróciłem wspomnieniami kilka minut wstecz. -Chciała zrezygnować już po utracie skarpetek, ale tłum zaczął buczeć. Raz trafiła za drugim razem, ale później nie umiała już nic trafić. Mogłem z powrotem koszulkę założyć. Nie sądziłem, że to taka fajna zabawa. -uśmiechnąłem się do chłopaka.
Raczej już nikt ze mną nie zagra po powrocie. Spudłowałem tylko pierwsze dwa rzuty, a później wszystkie rzuty wyglądały tak samo, na jedno odbicie. Teraz, kiedy była okazja wrócić do swojego pokoju, nie miałem takiej ochoty. Chciałem jeszcze wróci i popatrzeć na efekty innych rozgrywek. Może ktoś jeszcze za skoczy nas swoim ubiorem, jak „pandy” Czesia i pod pasowana pod kolor, biała bielizna Niki. Taiga na widok jej ubioru, szepnęła mi na ucho, że jeśli dziewczyna ma pod kolor bieliznę, to znaczy, że chciała być widziana w takiej postaci. Ujęła to mniej więcej tak: „Niki chyba liczy na coś więcej, jak tylko gra wstępna”. Widocznie do Nikiyame też ta wiadomość dotarła, bo zrobiła się na twarzy różowa, a kiedy zobaczyła, że na nią patrzę, uciekła do kibla po ręcznik, by zakryć się od pasa w dół.
~~~***~~~
Judy mimo widocznego zaspania, przywitała nas drobnym uśmiechem. Czes w końcu mógł zwrócił klucze i szlafrok, ale nie byłby sobą, gdyby nie zaproponował dziewczynie zajrzenia do nas na chwilę. W sumie to nie była propozycja. Kiedy piwno-oka się namyślała, chłopak wyciągnął ją z pokoju za rękę. Spojrzała na mnie i zaczęła cicho protestować. Wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że ja tu tylko za obstawę robię. Widok ciągnących się niziołków korytarzem, o mało co nie wywołał u mnie wybuchu śmiechu. Zakryłem tylko twarz, starając się śmiać jak najciszej się da. Jeszcze te „pandy” i ta mina Judy, która mówiła sama za siebie: „POMOCY!”.
W tym momencie usłyszeliśmy, jak ktoś wchodził po schodach. Korytarz był długi i nie było miejsca, gdzie się schować. Spanikowani szybko postanowiliśmy schować się do pokoju Judy. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby stać na korytarzu i dać się złapać na nim, niż w pokoju. Chociaż to było bez znaczenia. „Pandy” Czeslava nie były do wytłumaczenia. Ubraliśmy go ponownie w szlafrok, licząc na to, że nauczyciel uwierzy nam, że tak chłopak chodzi normalnie spać. W takiej chwili jak ta przyszło mi tylko do głowy dać się ukarać, za bycie nie po tej części co trzeba i nie wspominać nic o imprezie i alkoholu.
-Judy, jak coś, to schowałaś nas tylko i wyłącznie z dobrego serca, a ty Czes nic nie mów. Od razu nas wsypiesz. Powiem, że lunatykowałeś i chciałem cię zgarnąć, ale stwierdziłem, że lunatyków się nie budzi.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi i głos jednego z nauczycieli.
-Proszę otworzyć drzwi. -jeszcze po głosie wszystkich nie kojarzyłem, ale wiedziałem, że to ktoś starszy, z którym już rozmawiałem.
Judy, Czes? Ktoś reflektuje?

piątek, 9 czerwca 2017

Od Lucasa CD Czeslava

To był idealny moment, by poznać nowe twarze. Po za Niki i Natanielem, oraz wspomnianą Taigą, wszystkich widzę pierwszy raz. Jeszcze Anje i Ophelie kojarzyć mogłem z klasy, ale nie znałem tam tak naprawdę nikogo. Porównując ich relacje z moimi, stwierdziłem, że zostałem wsadzony tu omyłkowo. Byłem tu trochę jak przysłowiowy kij w mrowisku. Czułem tylko jak obłażą mnie swoimi myślami i pytaniami, które posypią się później. Do tego czasu trzeba by było już zwiać, zanim stanę się daniem głównym na zabawie.
Nie mam potrzeby opowiadać o sobie nikomu i od nikogo tego nie oczekuję. Mam pamięć jak komputer. Raz wystarczy mi powiedzieć swoje imię, a będę je pamiętał. Tyle chyba w szkole wystarczy? Znać każdego z imienia i nazwiska, może kojarzyć klasę i zainteresowania. Ale na tym basta.
Wszyscy się nawzajem witali i uśmiechali się do siebie. Wszystko to odbywało się w ciszy ze względu na zaistniałe okoliczności, ale widocznie nie raz już taka schadzka się odbyła, bo każdy był obyty z zasadą przestrzegania ciszy nocnej, tym bardziej w niewłaściwej części akademika. Ja tymczasem przyglądałem się wszystkiemu z boku. Mój błogi spokój trwał jednak krócej, jak mogłem to sobie wyobrazić. Za nim otworzone zostały pierwsze paczki chrupków i chipsów, Czesiek złapał mnie za rękę i wciągając na środek pełnego od ludzi pokoju, powiedział szeptem:
-To jest Lucas, będzie od dzisiaj z nami uczęszczał do szkoły i chodził z nami na imprezki. -młody był pełen entuzjazmu, zwłaszcza przy drugiej części dotyczącej imprez.
Zebrane tam osoby udawały, że klaszczą i cicho gratulowały. To było bardzo miłe z ich strony. Po raz pierwszy w swoim życiu nie wiedziałem co powiedzieć, nie uciekając się do typowych słów, takich jak „super, miło mi itp.”, które nie za wiele znaczą. W poprzednich szkołach byłem znacznie bardziej niedostępny, więc nigdy nie stałem w tak licznym gronie po za szkołą. Pierwszy dzień w akademiku, a ja ląduję w pokoju dziewczyny, z którą karmiłem konie... Życie jest okropnie paskudne. Ciągle czymś zaskakuje i nie pozwala się przewidzieć. Nienawidzę go za to. To przypadek wziął kontrolę nad moją rodziną i w dużym stopniu też nade mną.
Czeslav widząc, że na mojej twarzy maluje się coś niepokojącego, popchnął mnie w tłum, posyłając słowami: „Przywitajcie się z nim”.
Nie musiałem się ruszać z miejsca, każdy podchodził po kolei, otaczając mnie jak woda kamień w strumieniu. Tam, gdzie logika zawodzi, górę biorą instynkty. Uśmiechałem się witając z każdym i starałem się zapamiętać wszystkich z twarzy i nazwiska.
Po tym ceremonialnym przyjęciu zaczęła się impreza. Mimo iż zainteresowanie moją osobą nie zmalało do zera, czułem się znacznie lepiej, gdy inni zaczęli się bawić z innymi, a mnie zaczepiano maksymalnie w kilka osób. Za wiele nie pamiętam co mówiłem, bo było tego za dużo, ale wiem, że odpowiadanie na wszystkie pytania nigdy nie robiło mi problemu. Najgorsze jednak były zaczepki i żarty. Nie skupiając dużej uwagi nad rozmówcą nie wiedziałem, czy poważnie pyta, czy tylko sobie kpi i mogło dojść do tego, że powiedziałem o sobie trochę za dużo. Kiedy wszyscy ciągle się uśmiechają, na prawdę ciężko powiedzieć, czy pyta poważnie... Zwłaszcza, że była to pora, w której normalnie już bym spał od jakiegoś czasu.
Nieoczekiwanie drzwi od pokoju się otworzyły. Wszyscy zamarli łapiąc się ścian. Chyba jako jedyny stałem tam gdzie stałem nie z przerażenia.
-Ahoj! -szepnęła entuzjastycznie Taiga i jej towarzyszka.
Obie wyglądały, jakby dopiero co włosy wysuszyły.

Tai, albo Anja?

czwartek, 8 czerwca 2017

Od Czeslava CD Lucasa i Nikiyame

Stałem na korytarzu przebierając z nogi na nogę. Nie ubieranie kapci, było jednak wielkim błędem. Zapukałem jeszcze raz
- Lucas?! - zawołałem cicho
Czyżbym się pomylił? Według Natha tutaj mieszkał ten chłopak. Miałem już iść, gdy drzwi nagle sie otworzyły. Stanął w nich wyższy ode mnie chłopak, o bardzo jasnych włosach. Stał bez słowa i patrzył na mnie.
- Hej! - przywitałem się z uśmiechem - Jesteś Lucas?
- Zależy kto pyta - powiedział mierząc mnie od stóp po głowę
- Czeslav jestem - uśmiechnąłem się - Podałbym Ci dłoń, ale jak widzisz nie ma szans. Mogę wejść?
Nie czekając na odpowiedź wszedłem do środka i rzuciłem trzymane przeze mnie butelki i paczki, na łóżko. Wyprostowałem się, aż strzyknęło mi w plecach. Odwróciłem się do chłopaka i wyciągnąłem dłoń.
- Czeslav
- Lucas - krótko uścisnął - Emm co robisz w moim pokoju, po ciszy nocnej i kim jesteś?
- Już mówiłem - uśmiechnąłem się - Jestem Czeslav. Nath mówił, że tutaj mieszkasz i mam po Ciebie przyjść.
- Jaki Nath? - chłopak spojrzał na mnie dość dziwnie
- Poznaliście się w stajni - powiedziałem - Stwierdził, że jesteś miły i porządny, dlatego tutaj jestem. Organizujemy dzisiaj nocną posiadówkę, wiesz męskie grono, trochę grania, oglądania filmów, dużo coli i chipsów. Żyć nie umierać!
- Emm nie znam nikogo z was - powiedział krzyżując ręce na piersi - Plus jest już po ciszy nocnej, a ja nie chcę mieć problemów.
- No wiesz - mruknąłem - Nath, mówił, że na pewno się zgodzisz...
- Jak widać nie - mruknął przerywając mi
- Spoko - powiedziałem - Przewidzieliśmy tę sytuację.
Zacząłem grzebać w kieszeniach spodni i po chwili wyciągnąłem telefon.
- Wystarczy jeden sygnał - powiedziałem - A wszyscy tutaj przyjdą.
- Czy ty mnie szantażujesz?
- Nie - uśmiechnąłem - Tylko informuję. Sorry, ale zostałeś już wybrany. Albo idziesz ze mną, albo cała impreza będzie u Ciebie.
Chłopak coś kalkulował w myślach i po chwili mruknął.
- Dobra na chwilę mogę iść.
- Świetnie - podskoczyłem i zacząłem zgarniać wszystko z czym przyszedłem - W takim razie chodźmy. Ale szybko, bo zaraz mi stopy odpadną.
Chłopak pokiwał głową, pochwycił klucze i wyszliśmy. Jeszcze tylko krótkie przekluczenie i już byliśmy w drodze do pokoju Chrisa.
- Dlaczego, akurat ja? - zapytał po chwili
- Mnie nie pytaj - wzruszyłem ramionami - Zostałeś wybrańcem i tyle, ale gwarantuję, że nie będziesz żałował.
Zaledwie minutę później byliśmy już pod pokojem Chrisa. Zapukałem i drzwi otworzył mi Nath. Kiedy nas zobaczył wyszczerzył się i krzyknął w głąb pokoju.
- Chłopaki udało mu się!
Ze środka dobiegł bliżej nieokreślony dźwięk radości. Nath przepuścił nas do środka. Cała czwórka siedziała na kanapie.
- A więc poznajcie Lucasa - powiedział Nath, pchając chłopaka w głąb pokoju - Cześka już znasz, lecimy od prawej - Chris, Misiek, Ayś i Akashi.
- Dlaczego, mnie tutaj ściągnęliście? - ponownie skrzyżował ręce na piersi
- Oj nie pytaj tyle - powiedziałem - Tylko baw się dobrze.
- Apropos zabawy - powiedział Chris podnosząc wzrok znad telefonu - Dziewczyny zapraszają nas do siebie. Idziemy?
W powietrzu rozniosło się jednogłośne tak.
- Czy ja mam coś do powiedzenia? - zapytał Lucas
- Niezbyt - uśmiechnął się Misiek - Do kogo wpadamy?
- Do Niki - powiedział Chrupek - Ma przyjść też Isil, Anja, Yell, Tai, Op, Kichi i Lis.
- Ulalal zacne grono - uśmiechnął się Akachi - No to idziemy.
Wszyscy podnieśli się z kanapy i ruszyliśmy w kierunku żeńskiej części. Na schodach szliśmy po cichu i na palcach. Nawet Lucas zaczął sie skradać. Już po chwili wylądowaliśmy w pokoju Niki. W środku było już kilka dziewczyn i na nasz widok, zapanowała ogólna radość. Szybko odebrano ode mnie napoje i chipsy.
- Wszyscy już są? - zapythał Nath
- Czekamy już tylko na Taigę i Anję - powiedziała Isil.

<Lucas? Niki?>

środa, 7 czerwca 2017

Od Lucasa CD Nikiyame

-Myślę, że możemy ją zostawić. Pobędę jeszcze trochę w okolicy, to znajdzie się klucz i ją odstawię. Możesz iść. -proste pytania, proste odpowiedzi.
Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, że nie chce tu zostawać. Z resztą, to ja ją w to wciągnąłem. Pewnie czasu nie ma. Ah, gdyby życie czasem dawało trudniejsze zagadki. Nie lubię się bawić etykietą i ubierać wszystkiego w ładne słówka. Szkoda, że inni tego nie rozumieją i trzeba z nimi chodzić dookoła.
-Dobrze, dziękuję. -wychodząc machnęła jeszcze ręką.
Gdybym zapytał, czy się śpieszy, czy też sam wzbudziłbym wątpliwość, co do taczki, zostałaby? Pewnie tak. Ale tylko na chwilę, by znaleźć sobie wyjście.
Nie miałem już dzisiaj niczego zaplanowanego, tylko rozgościć się w akademiku. Karta klubowa jest już wypełniona, a opiekun zawsze na strzelnicy się znajdzie. Trzeba tylko kogoś na stałe wynająć. Potrzeba jeszcze tylko podpisów rady i dyrektorki. Jestem ciekaw, czy to przejdzie, a może mój wyłam zostanie dopatrzony i natychmiastowo zażegnany odmową.
Niewiele miałem czasu na rozmyślaniu o przyszłości. Czas w stajni i na padoku szybko zleciał. Nie jaki Nataniel pojawił się z kluczami, by schować sprzęt po jeździe. Pięknie było wracać ze stajni o zachodzie. Wracałem wraz z Natem, bo był ostatni zamykając stajnię.
-Nathaniel Niinisto. -przedstawił się.
-Lucas Dellany. -podaliśmy sobie dłonie, nie przerywając chodu.
-Nowy?
-Aż tak to widać? – zrobiłem poważną minę, na co Nat wyszczerzył zęby.
-Nie, po prostu pierwszy raz cię tu widzę.
Po chwili namysłu powiedziałem.
-W sumie to nowy. Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć całego akademika.
-Chcesz, to oprowadzę.
-Po damskiej stronie też? -zażartowałem. -Bo męską już znam.
Nathaniel się roześmiał, ale nie był to do końca szczery zaciesz. Jego śmiech zaczął już na starcie gdzieś uciekać. Dosyć dziwne. Musiało być coś na rzeczy, ale nie za bardzo mnie to interesowało, więc temat szkoły zakończył się średniego gabarytu śmiechem. Reszta naszej rozmowy dotyczyła stajni i tego, czy znajdzie się dla mnie miejsce i oczywiście koń. Nie było dla mnie możliwości sprowadzenia moich z ranczo. Z resztą, ciężko by mi było wybierać.
W akademiku panowała już cisza nocna. I kiedy miałem zbierać się do spania, usłyszałem pukanie do drzwi. Z początku je zignorowałem i położyłem się do łóżka. Ktoś koniecznie chciał mnie teraz widzieć i kiedy zapukał kolejny raz dodając do tego uroczył głosem „Lucas”, zainteresowało mnie bardzo, kto to może być. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem niską osobę, która trzymała w rękach jakąś butelkę i paczkę podobną do tych sklepowych, w których są pakowane chrupki, lub chipsy.

Czester?
Theme by Bełt