Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evans. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 września 2017

Od Martyny CD Evansa

Sama nie wiedziałam, czemu aż tak spanikowałam, jak nie poczułam ruchu mojego ramienia. Nie raz przecież tak się u mnie działo i jak już, to spokojnie się wyłaniałam, opierając o drabinki, po czym wychodząc z wody. To był mój znak, że wystarczy ruchu na dany dzień. A teraz? Panika, jak się patrzy! Gdy tylko uspokoiłam swój kaszel, wypluwając przy tym resztki chlorowanej wody, kątem oka spojrzałam na kapitana, wzrok kierując w zupełnie przeciwną stronę. Nie chciałam sprawiać mu kłopotu, a ten i tak wskoczył zaraz do basenu i mnie wyciągnął, łapiąc za nadgarstek. Zamknęłam oczy, gdy usłyszałam jego zdanie. Nie chciałam za żadne skarby, by do tego doszło. W życiu. Jednak teraz… trzeba powiedzieć prawdę. Głęboko odetchnęłam, próbując spojrzeć Evansowi w jego złotawe oczy.
- To nic takiego – odpowiedziałam. Nie musiałam się zajmować moim ramieniem, naprawdę. Znowu posłał mi surowe spojrzenie spod mokrych włosów.
- Tak? A co się stało przed chwilą? - zapytał.
- Spanikowałam. Tak, przyznaję się do tego, ale to naprawdę nic – odpowiedziałam, a moja barwa głosu co zdanie była trochę głośniejsza.
- Możesz sobie zrobić krzywdę – ponownie próbował mnie przekonać. No zaraz nie wytrzymam. - Zastanów się nad tym – dodał jeszcze. Zmarszczyłam brwi.
- Czy ty mnie słuchasz w ogóle?! To nic! - zaczęłam krzyczeć, na początku wyrzucając ręce w górę. Delikatnie skrzywiłam się na bolące ramię, w którym momentalnie wróciło mi czucie, jednak nic sobie z tym nie zrobiłam. - Mój ojciec ma tak samo! Są dni, gdy doskwiera, oraz są takie, gdy nie! Czasem przestaje, a czasem jest zbyt uciążliwe! - dokończyłam, a na mojej twarzy łatwo można było dostrzec zdenerwowanie. Irytowały mnie takie osoby, choć nie zawsze to okazywałam publicznie. Widziałam za to lekkie zszokowanie na twarzy kapitana.
- Mam dosyć… - szepnęłam, podnosząc się z krawędzi basenu. Odwróciłam się tyłem do wody i zmierzyłam w stronę ławek, by zabrać swoje rzeczy stamtąd. Gdy kierowałam się już do damskiej szatni, wstrząsnęły mną wyrzuty sumienia, że podniosłam głos na chłopaka z niebieskimi włosami. Przecież nie zrobił nic takiego złego… Mógł po prostu martwić się o mnie. Choć to może być ogólnie wymagane u kapitana drużyny pływackiej. Nie powinnam się dziwić. Chciał dobrze…

Evans?
Postaram się za bardzo go nie winić… I nie musisz przepraszać. Pamiętam, jak dostałam kiedyś odpis o Wigilii w marcu, także ten… to nic w porównaniu z tamtym xd

poniedziałek, 11 września 2017

Cynthia CD Evans

Przez kilka chwil patrzyłam na niego bez słowa, zagryzając wargę. Zaraz potem westchnęłam.
- Niech ci będzie. Ale uwierz mi, nie interesuje mnie to, co o mnie mówią - znów wyciągnęłam telefon. - Już dawno przyzwyczaiłam się do czegoś takiego. - odblokowałam telefon i znów mu go podałam. Zerknęłam przy okazji na swoją listę kontaktów, żałośnie pustą. Numer do szkoły, do lekarza... No i tyle.
Evans wpisał mi swój numer, po czym oddał mi komórkę.
- Napisz mi coś, albo zadzwoń, to też sobie zapiszę.
- Uhum. - mruknęłam i wyszukałam opcje wysyłania SMS-ów. Nie wiedziałam nawet gdzie jest... Ale wreszcie jakoś wybrałam go z listy kontaktów i zabrałam się za tekst wiadomości. Najpierw spróbowałam wysłać kropkę, ale nie poszło. Minimum dziesięć znaków...
Wystukałam "Cześć, żyrafo" i wysłałam. Prawie od razu odezwał się dzwonek jego telefonu. Wyciągnął go i spojrzał na ekran, po czym się uśmiechnął. Zaraz potem nadeszła odpowiedź.
"Cześć, moja modelko"
Spojrzałam na niego i uniosłam brew. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Szczerzysz się jak dzieciak. - skomentowałam, znów ruszając. Uśmiechałam się jednak lekko, a ton mojego głosu był zdecydowanie milszy niż wcześniej. No cóż, w końcu był całkiem miły, no i mi pomagał..

< Evans? Ocieplmy trochę atmosferę x3 >

niedziela, 10 września 2017

Od Evansa Cd Cynthii

Kompletnie nie zdziwiło mnie, że grupka dziewczyn, która zbliżyła się do nas żeby pognębić Cynthię to były nasze wspaniałe cheerleaderki z Chloe an czele. Co ciekawe, nawet nie zwróciły uwagi na fakt, że dziewczyna nie była sama... chyba że chciały ją upokorzyć przede mną.
Nie zdziwiłbym się.
Kiedy jedna z przybocznych blondie otworzyła usta, żeby rzucić jakąś kolejną obelgą, położyłem Cynthii dłoń na ramieniu i bez słowa przyciągnąłem ją bliżej do siebie, co skutecznie zatrzymało cokolwiek ta paniusia miała do powiedzenia.
Minęliśmy je w ciszy.
Przez cały ten czas dziewczyna u mojego boku była wyczuwalnie spięta - nie wiem czy bardziej ze strachu, że gang znów się odezwie, czy z faktu poczynionej przeze mnie akcji. I kiedy zniknęliśmy z oczu tym harpiom tylko chwilę dłużej przetrzymałem kontakt w obawie, że tym gestem podpadłem Cynthii. Znowu.
Mam nadzieję, że nie będą jej z tego powodu jeszcze bardziej dręczyć.
Jednocześnie kiedy znaleźliśmy się poza zasięgiem wzroku cheerleaderek, oboje przystanęliśmy. Nadal w, teraz już niezręcznej, ciszy.
W końcu, po chwili braku jakiejkolwiek reakcji ze strony kogokolwiek z nas, odchrząknąłem.
- Dobry pomysł... z tym wymienieniem się telefonami - mruknąłem - Nie tylko do naszego planu ale też jakbyś potrzebowała pomocy z-
- Dlaczego to zrobiłeś? - dziewczyna przerwała moją wypowiedź, a ja westchnąłem.
- Ciężko to wyjaśnić - jej spojrzenie mówiło jasno "ZŁA ODPOWIEDŹ", więc szybko się poprawiłem - Chciałem żeby się zamknęły.
- Czemu?
- Bo sprawiały ci przykrość.
- Ale-
- Taki już jestem, okay? - przejechałem dłonią po twarzy, próbując uporządkować myśli - Nie umiem znieść takich ludzi, szczególnie kiedy chcą się wyżyć na osobach, które lubię. I już przerabialiśmy ten temat - dodałem szybko, widząc, że znów otwiera usta.
- I bardzo cię proszę, jeżeli przez to, co właśnie zrobiłem będą cię bardziej prześladowały, powiedz mi o tym.

Cynth?
Tak jakoś... wyszło...
I sorry, że nie wcześniej :v

sobota, 9 września 2017

Od Evansa CD Martyny

- A byłaś z tym u lekarza? - zapytałem, lekko zmartwiony. Może sobie zrobić niezłą krzywdę, jeśli będzie przeciążać rękę obarczoną kontuzją.
- To nie jest jakiś wielki problem - wzruszyła ramionami, lekko się przy tym krzywiąc, po czym przykucnęła na krawędzi basenu i zsunęła się do wody.
Wypuściłem powietrze z irytacją, ale nie ruszyłem za nią. W końcu nie jesteśmy ze sobą na tyle blisko żebym mógł jej czegoś zakazywać i być pewnym, że mnie posłucha.
Zamiast tego wolnym krokiem okrążyłem basen, cały czas zerkając w stronę pływającej dziewczyny, i przysiadłem się do ratownika z zamiarem ostrzeżenia go oraz i dotrzymania mu towarzystwa przez jakiś czas a także upewnienia się, że Martyna nie zrobi sobie jakiejś poważnej krzywdy.
Szczerze powiedziawszy już skończyłem swoją porcję ćwiczeń - przed basenem biegając przez dwie godziny - i mogłem już pójść do swojego pokoju, ale wolałem zaczekać aż Martyna skończy pływać i potem namówić ją do zadbania o siebie. Chociażby nawet poprzez skonsultowaniem się ze specjalistą.
Wykorzystanie autorytetu kapitana drużyny wystarczy, nie? A jak nie wystarczy to zawsze zostają tradycyjne sposoby perswazji, na przykład takie ciacho lub związanie i zaniesienie do przychodni techniką na worek kartofli... jakby trzeba było.
W pewnym momencie z pokoiku przy basenie rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Stephen - ratownik - przerwał rozmowę i przeprosił mnie na chwilę i udał się w tamtym kierunku, natomiast ja oparłem się o śliską ścianę, wodząc trochę nieobecnym wzrokiem po tafli wody. Nagle po basenie rozległ się plusk znacznie głośniejszy niż to naturalne, powodując, że natychmiast wyprostowałem się, szukając jego źródła. Nie było to trudne zadanie, gdyż w tej chwili na całym basenie (wyłączając mnie i Stephena) były tylko trzy osoby. I jedna z nich była w tym momencie kierowana paniką.
Nie minęła sekunda, zanim znalazłem się w wodzie i chwilę później wynurzyłem się obok Martyny. Szybko chwyciłem ją za nadgarstek ręki, którą wymachiwała, krztusząc się wodą, i pociągnąłem ją do siebie, żeby unieść ją bardziej nad wodę, w czasie gdy pociągnąłem ją na brzeg, aby mogła się uspokoić i pozbyć resztki wody z układu oddechowego.
Posadziłem ją na krawędzi basenu, samemu zostając w wodzi, żeby utrzymać kontakt wzrokowy i kiedy uspokoiła ataki kaszlu, posłałem jej surowe spojrzenie.
- No to teraz chyba się tym zajmiesz, prawda?

Martyna ;-;?
Tak bardzo przepraszam ;-;
Za tak długi brak odpowiedzi i taki obrót spraw o tutaj... wiń za to Czesa, to jego pomysł xD

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Evans

Na początku totalnie mnie zatkało.
Ja, taki pospolity mikrus, modelką?
Ehhh, no...
Musiałam przyznać... Ta propozycja była miła, i poczułam się...
Nawet nie wiedziałam jak to określić. Doceniona? Mile zaskoczona?
Spojrzałam na Evansa. Musiałam upewnić się, czy mówi serio, czy to jego kolejny żart.
Wyglądał całkiem poważnie.
- ...Więc coś tak małego jak ja miałoby być modelką, tak? - zapytałam powoli. Chłopak przytaknął.
- A zdajesz sobie z tego sprawę, że totalnie nie wiem, co, i jak, i o co chodzi w modelingu? Nie znam się na pozowaniu, robieniu zdjęć, dobrym świetle, ustawieniu czy cokolwiek by to miało być?
- Ale to nic trudnego, pokaże ci, co i jak. A robieniem zdjęć i całą resztą przejmować się nie musisz, bo przecież to ja robię zdjęcia. Oczywiście, jeśli nie chcesz, nie musisz...
- Jeszcze nic nawet nie powiedziałam - westchnęłam, wciąż rozmyślając.
Właściwie, to nie miałam żadnego sensownego argumentu, by odrzucić tą propozycje. A nawet sporo mogło być z tego korzyści...
Jakkolwiek irytujący był na samym początku tej krótkiej, ale już dziwnej znajomości, jeśli można to tak wogóle nazwać, teraz był NAWET miły.
A ja powinnam przestać być takim dzikiem i zacząć rozmawiać z ludźmi. Ciężko jest żyć tak samemu, nie mając do kogo gęby otworzyć, a co najwyżej musieć uciekać przed kimś kto cię nie lubi. Miałam już troszkę tego dość....
...Najwyżej schowam się gdzieś, gdzie on nie wlezie i poczekam, aż sobie pójdzie. Zawsze jest jakieś wyjście, nie?
- ...Niech ci będzie. Rób co chcesz. Ale nie jest pewne, że ze mną wytrzymasz przez jakiś dłuższy czas. Nie ręczę za jakiekolwiek urazy psychiczne - mruknęłam. Sięgnęłam do zamykanej kieszeni po telefon i wyciągnęłam go
- Nie jestem zbyt często na dworze, więc trudno mnie tak złapać. Możesz sobie wziąć mój numer, czy zapisać swój, czy cokolwiek tam chcesz... - zanim powiedziałam coś jeszcze, zauważyłam mała grupkę osób niedaleko przed nami.
I na nieszczęście, te kilka dziewczyn zauważyło mnie.
Wcisnęłam głowę w ramiona, szybko chowając telefon do kieszeni. Chłopak spojrzał na mnie pytająco, po czym zerknął na zbliżającą się grupę
- ...Nie dają mi spokoju - powiedziałam cicho. Pewnie znowu się przyczepią... Eh
Tak jak myślałam, już z odległości kilku metrów zaczęło się naśmiewanie
- No proszę, nasz mały szczur tu lezie... - zaśmiała się jedna z dziewczyn. Ignorowałam to, nawet nie zwalniając...

< Evans? Pisałam to cztery godziny, więc zachowaj się jak należy! XD .

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Evansa CD Cynthii

- Sorry - westchnąłem, odkładając stukając łyżeczką w filiżankę. Pewnie wyjdzie na to, że nie dopiję tej kawy, bo za zimną nie przepadam.
- Za co? - zdziwiła się, a ja odłożyłem łyżeczkę na spodeczek zanim odpowiedziałem.
- Za to, że wcale z tym nie pomagałem. Tylko dolewałem oliwy do ognia nazywając cię malutką i tak dalej... chociaż trzeba przyznać, że jest z ciebie mikrusik - dodałem uśmiechając się wrednie. Jej mordercze spojrzenie było cudowne.
- Serio, wredny jesteś - burknęła, kiedy się uspokoiła.
- A ty zbyt łatwo się denerwujesz - zanuciłem - nie moja wina, że robisz to w tak bardzo uroczy sposób.
Jej policzki, które napełniła powietrzem, ponownie nabrały koloru, tym razem jednak ze zdeczka innego powodu.
- Nie uważasz tak.
- Uważam. Mówiłem ci, że nigdy nie kłamię, kiedy komplementuję kobiety.
Westchnęła na to, ale na jej twarzy pojawił się też lekki uśmiech, więc chyba w końcu udało mi się ją przekonać.
Dokończyliśmy jedzenie i picie w ciszy (chociaż po jednym małym łyczku nie tknąłem już więcej swojej kawy) i po kilku minutach szliśmy do wyjścia z kafejki. Po drodze pożegnaliśmy się jeszcze z personelem, a po tym jak przepuściłem w drzwiach Cynthię, zatrzymaliśmy się przed wejściem.
- Do akademika, prawda? - zapytałem, na co ona skinęła głową bez słowa.
Jeszcze chwilę szliśmy w ciszy, zanim nagle wpadłem na pomysł, którym musiałem podzielić się z dziewczyną - w końcu jej dotyczył.
- Czy nie zechciałabyś zostać moją modelką? - zapytałem, a kiedy posłała mi zdziwione i jednoczenie pytające spojrzenie, rozwinąłem myśl - Lubię robić zdjęcia i od dawna nie miałem okazji pracować z kimś fotogenicznym, no i tak teraz sobie pomyślałem... - podrapałem się po karku.

Cynth :v? Może być taki pomysł xD?

środa, 2 sierpnia 2017

Od Kazumy cd Evansa

Niedługo po tym jak wyszedł Evans do sali wszedł Antek, zdziwiło mnie to, pielęgniarki próbowały go wyrzucić, z marnym skutkiem. Nawet lekarz groził, że ochrona go wyrzuci ale zbył ich. Nie dawali za wygraną, a jednak mój "brat" ich totalnie ignorował. Rozśmieszyło mnie to, niestety nie na długo. Rozmawialiśmy jakiś czas, Antek zapewnił mnie, że przez najbliższy czas z pewnością tu zostanę, ponieważ nagadał ludziom z opieki takich rzeczy, że przez długie tygodnie będą się zastanawiać, czy to dobry pomysł abym wyjeżdżał. Przestraszyłem się lekko co on im nagadał, ale uspokoił mnie tym, że ich tylko postraszył rzeczami typu: że nikogo tam nie znam, oni nie wiedzą nawet co to za ludzie, że on jest moim jedynym bliskim z "rodziny" i tak dalej. Cieszyłem się z tego powodu. Uspokoił mnie również mówiąc, że jeszcze tylko rok i będę mógł zamieszkać gdzie chcę i z kim chcę. Ma w sumie rację, więc już teraz nie ma sensu aby ktoś mnie do siebie brał, skoro tylko rok i z pewnością bym odszedł w swoją stronę. Po długich kazaniach pielęgniarek Anthony wyszedł ze szpitala, pozostawiając mnie z dużo lepszym humorem. Tylko rok powiadasz?
Długo nie mogłem zasnąć, udało mi się to dopiero nad ranem, a niedługo po tym jak się obudziłem przyszedł Evans, chciałem mu przekazać wesołą, dla mnie na pewno, nowinę.
- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytał wchodząc do sali.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak świetnie. - uśmiechnąłem się.
Miałem ochotę skakać z radości przez to, że tu zostanę. Za nic na świecie bym nie chciał stąd wyjeżdżać, no chyba, że Evans, Miyako i Antek wyjadą ze mną. Inaczej nigdzie się stąd nie ruszę!
- Co się takiego stało, że aż tak dobry masz humor? - zaśmiał się chłopak.
- Zostaje! - powiedziałem krótko, przez co chłopak najwidoczniej nie zrozumiał o co mi chodzi. Patrzył bowiem na mnie wzrokiem i miną rozbawioną ale jednak pytającą. - Nie wyjeżdżam, przez najbliższe kilka tygodni z pewnością tutaj zostanę, a potem znów się coś wymyśli. - wytłumaczyłem, mówiąc praktycznie na jednym wydechu.
- Co się im odwidziało? - zapytał siadając obok łóżka.
- Antek im narobił dużych wątpliwości czy powinienem wyjeżdżać.
- Antek?
- Mój tak jakby brat. Nie byliśmy długo rodziną, ale na pewno jedyną z którą się dogadywałem. Chodzi do klasy pierwszej b. - objaśniłem pokrótce.
- Dlaczego byliście? - zapytał chyba ciekawy, dlaczego nie jesteśmy już rodziną.
- Prawnie nie jesteśmy już rodziną ponieważ z "rodziny", do której trafiłem został tylko on. - powiedziałem tym już nieprzejęty.
Wcześniej by mnie to ruszyło, ale wiedziałem, że Antkowi i tak są oni obojętni, nigdy się z nimi nie dogadywał. Ja w sumie głównie z nim rozmawiałem.
- Tu masz zeszyty, ktoś z twojej klasy prosił abym ci je dał. - powiedział, zmieniając temat, po czym wyciągnął kilka zeszytów.
- Dziękuję. - uśmiechnąłem się.
W tym momencie nic nie mogłoby opisać mojego szczęścia. Nie musiałem wyjeżdżać, a przynajmniej na razie. Teraz liczyła się każda chwila spędzona w tym miejscu, z osobami, na których mi zależy.
Dosyć długo jeszcze rozmawiałem z Evansem, o wszystkim w sumie, dopóki nie przyszła pielęgniarka aby powiedzieć, że "godziny odwiedzin się skończyły". Dlaczego każą wychodzić mimo, że pacjent tego nie chce? Nie było jeszcze tak późno...
Tak minęły mi kolejne trzy dni, aż w końcu mogłem wyjść ze szpitala. Przyjechał po mnie Antek z jakimś kolegą, nie pamiętam już jego imienia ale to właśnie on prowadził.
- No Anthony, pochwal się. - zaśmiał się kierowca.
- O co ci chodzi?
- Twój brat niedługo zamierza robić prawko, więc nie będę już jego szoferem. - zaśmiał się znów głośno.
Również się zaśmiałem.
- Antek? Ty przypadkiem nie masz teraz lekcji? - zapytałem.
- Jak raz je sobie odpuszczę to nic się nie stanie. - uśmiechnął się lekko.
W końcu dojechaliśmy do akademii, wyszliśmy z auta, które po chwili odjechało.
- Musisz potem iść do dyrektorki, jakieś formalności czy coś tam.
Kiwnąłem w odpowiedzi głową. Po tym jak dotarliśmy do mojego pokoju pożegnałem się z bratem i walnąłem od razu na łóżko. Jak mi brakowało tego miękkiego materaca, zaśmiałem się lekko po czym poszedłem do dyrekcji. Po załatwieniu wszystkiego poszedłem szukać Evansa.


Evans? Akcja zbyt długo działa się w szpitalu XDD Ja wystarczająco długo w szpitalu przeleżałam, więc nie będę do tego zmuszać moich postaci XDD

piątek, 28 lipca 2017

Od Cynth CD Evans

Westchnęłam
- Tak, rozumiem, i to bardzo dobrze. Ludzie zazwyczaj zaczynają swoje "Ojoooj" i "Biedactwo", eh... - pokręciłam głową. - Miło, że ci przykro, i wszystkim, ale ja mam to gdzieś. Całkiem gdzieś. Nie rusza mnie to. - oznajmiłam i wypiłam na raz resztę kawy. Głęboko odetchnęłam. Gestem przywołałam kelnera. Czekając aż przyjdzie, znów zaczęłam mówić
- Wiesz, przepraszam cię....
- Za co? - odpowiedział pytaniem. Ja w tym czasie zamówiłam kolejną kawę, tym razem zwykłą, mocną.
- ...Naskoczyłam na ciebie bez powodu. Przepraszam, zazwyczaj się tak nie zachowuję... Ale przy osobach wyższych od siebie, a do tego o tyle wyższych co ty czuję się niekomfortowo, taka przytłoczona. Wiesz, na Finlandii wszyscy są bardzo wysocy... I już jak miałam dwanaście lat zdarzali się ośmiolatkowie wyższi ode mnie, i trochę mnie to... Dobija

< Evans? :3 >

czwartek, 27 lipca 2017

Od Evansa CD Cynthii

No i co tu odpowiedzieć..? Nie chciałem być jak większość ludzi, z którymi mogłaby mieć styczność, a którzy pewnie powiedzieliby, że im przykro, co wyszłoby na pewno nieszczerze.
Oczywiście, że było mi przykro, ale wiedziałem, że bardzo często w takich sytuacjach współczucie u innych osób najzwyczajniej w świecie wkurza.
- No i? - zapytała w końcu, widocznie zirytowana.
- No i nic. Nie wiem co na to powiedzieć, żeby ci nie nadepnąć na odcisk - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Drgnęła jej powieka, na co westchnąłem.
- Czyli to było też złe... - mruknąłem do siebie - Przykro mi, że musiałaś przejść takie rzeczy, serio. Ale wiem, że mało kto lubi kiedy ktoś mu okazuje współczucie w takich sytuacjach, więc chyba rozumiesz...
Przygryzłem wnętrze policzka, czekając na jej reakcję i grzebiąc łyżeczką w jabłeczniku. Przez głowę tak znikąd przeszła mi myśl, że kawa już wystygła nam obojgu.

Cynth :/? nwm jaka byłaby jej reakcja więc zostawiam to tobie >.>

środa, 26 lipca 2017

Od Martyny CD Evansa

Złapałam za kucyka, związując go w prowizorycznego koka. Sięgnęłam po czepek i nałożyłam go na głowę, próbując schować pod nim wszystkie niesforne kosmyki, które przez cały dzień zdążyły wyjść ze związanych włosów aż dwiema gumkami. Jedna ich nie trzyma, są za grube i za ciężkie. Założyłam okulary do nurkowania na głowę, chwyciłam za niebieski ręcznik z wyrytymi misiami oraz mniejszym wizerunkiem biegnącego konia, podobnego do tego z bajki „Mustang z Dzikiej Doliny”. Od dziecka go miałam i od dziecka tak nazywałam tego konika gdzieś mniej więcej w rogu. Trzasnęłam szafką, w której leżały moje rzeczy, po czym ruszyłam na halę basenową. Już na starcie zobaczyłam kogoś pływającego na torze. Gdy się przyjrzałam, dostrzegłam niebieskie włosy, a jak ten ktoś się wynurzył, można było ujrzeć jasnozielone punkciki tam, gdzie powinny znajdować się oczy. Evans już przyszedł? Jest weekend, myślałam, że oprócz mnie od razu po śniadaniu, nikogo więcej nie przywieje popływać. A tu proszę, myliłam się. Nie, żebym była zła z tego powodu, czy jak, po prostu… Lubię pływać w samotności. Choć mało mam na to szans. Zostawiłam swoje rzeczy na jednej z ławek. Tym razem zawinęłam również wodę w bidonie w ręcznik, bym jej nie zapomniała. Często po pływaniu suszyło mnie w gardle, a czasem nawet mnie bolało. Dlatego też zawsze noszę w plecaku tabletki… W międzyczasie usłyszałam, jak ktoś za mną raczej wychodzi z wody. Kątem oka dostrzegłam uśmiechniętego Evansa, na co od razu się spięłam, momentalnie się prostując. Odwróciłam się w jego stronę.
- Witamy naszą członkinię już drugiego dnia – przywitał mnie. Dosyć niepewnie skinęłam głową, patrząc gdzieś na bok i łapiąc się prawą dłonią za lewe ramię. Gdy odchyliłam je do tyłu, coś mnie w nim zabolało, a ja mimowolnie zmrużyłam oczy. Znowu? Serio? Ugh, jak ja tego nienawidzę.
- Coś się stało? - usłyszałam pytanie ze strony kapitana. Pokręciłam głową, zniżając głowę i patrząc na niego, podnosząc w górę tylko swój wzrok.
- Czasami się zdarza, że mnie boli. To nic takiego – odpowiedziałam, trochę bardziej ciszej, niż planowałam. Ruszyłam z miejsca, mijając jasnookiego i kierując się w stronę drabinek w basenie. Rozruszam się i przestanie mnie boleć. Ewentualnie nie przestanie i przy najmniejszym ruchu będzie mi doskwierać. Tradycja.

Evans?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Cynth CD Evans

- Lubisz, tak? - mruknęłam, bezwiednie ciągnąc za swoją grzywkę i odwracając wzrok. Zawstydził mnie, ale teraz inaczej. Bez wściekłości. Po prostu nie byłam do czegoś takiego przyzwyczajona. Bardzo nie. - Nie możesz mnie lubić, bo nie znasz mnie nawet jednego dnia. Nie masz pojęcia kim jestem, więc nie możesz. To nielogiczne. - mruknęłam, wpychając do ust czekoladkę.
- To opowiedz mi coś o sobie. Wtedy cię poznam, nie?
- A może wcale nie chcesz mnie poznać, ale o tym nie wiesz?
- Nie dowiemy się, jeśli mi nie powiesz
- Zawsze jesteś taki uparty? - westchnęłam, biorąc ostatnią czekoladkę z paczki.
- Zazwyczaj, taaak
- I się nie poddasz, żyrafo? - wyciągnęłam kolejne pudełko i je otworzyłam, od razu biorąc kilka czekoladek.
- Nie poddam.
- No więc powiem ci, że wychowałam się w domu dziecka, z rodzin zastępczych odstawiali mnie jak psa do schroniska, tak zwany "starszy brat" chciał mnie utopić, i nie potrafię przebywać w większych grupach ludzi. Zadowolony?

< Evans? >

Od Evansa CD Cynthii

Jeszcze przez chwilę patrzyłem na nią ze zdziwieniem. Szczerze powiedziawszy czekałem na to żeby się roześmiała i powiedziała mi że właśnie udał jej się żart, ale gdy tego nie zrobiła zmarszczyłem brwi i odłożyłem łyżeczkę na talerz.
- Masz o sobie nieaktualne lub raczej zakłamane informacje - powiedziałem, a gdy spojrzała na mnie tymi pustymi oczami westchnąłem.
- Myśl sobie o mnie co chcesz, ale wiedz, że bardzo sobie cenię mówienie prawdy i nigdy nie pozwoliłbym sobie na skrzywdzenie dziewczyny... Czy jakiejkolwiek osoby poprzez mówienie im nieprawdziwych rzeczy o nich.
Tu poczyniłem pauzę, żeby upewnić się że mnie słucha, a widząc że mam jej uwagę, kontynuowałem.
- Jesteś naprawdę śliczną dziewczyną, naprawdę uważam że jesteś warta zachodu, natomiast takie wspólne picie kawy i jedzenie ciasta przy rozmowie absolutnie zalicza sie do kategorii randki. Przepraszam, jeśli cię uraziłem, ale zwykle jestem wredny dla osób, które lubię. Taki urok - uśmiechnąłem się przepraszająco.

Cynth? Proszę bardzo *kaszle*
mam problem z określeniem długości opka jak piszę na komórce, więc mam nadzieję że nie jest zbyt przykrótkie xD

Od Cynthii CD Evans

Zagryzłam wargę. To zaczęło robić się męczące...
Westchnęłam.
Chwyciłam widelec i zaczęłam bez słowa grzebać w cieście.
Czułam, że chłopak tym razem był zaskoczony, a przynajmniej takie było jego spojrzenie.
- Coś się stało? - zapytał
- ...Mógłbyś skończyć z tymi głupimi żartami? - poprosiłam cicho, wciąż grzebiąc w resztkach ciasta.
- Huuh? - teraz był już całkiem zbity z tropu. Spojrzałam na niego bez wyrazu.
- Typu "piękna dama", "randka". Mów sobie co chcesz, ale nie coś co nie jest prawdą - uniosłam do ust filiżankę z kawą. Pijąc trochę już chłodny napój przymknęłam oczy. Od roztopionej czekolady robił się coraz bardziej kremowy... Odstawiłam filiżankę i oblizałam wargę

< Evans? Czas na zmianę humoru x3 >

Od Evansa CD Martyny

Widząc że odwróciła się do mnie ponownie zmarszczyłem lekko brwi.
- Czemu nie założyłaś ich od razu..? To chyba trochę niebezpieczne..?
Pamiętam jak raz zwinąłem Xavierowi jego okulary. Wyrąbał się po pięciu krokach, bo nie zauważył niskiego płotka i z tego powodu już nigdy więcej ich nie tknąłem.
- Nie zauważyłam - odpowiedziała szybko dziewczyna, a ja uniosłem brew, czego nie widziała bo akurat odwróciła się by patrzeć na to gdzie idzie.
- Czyli masz małą wadę? - kontynuowałem. Głównie dla podtrzymania konwersacji, ale też z ciekawości.
Pokiwała głową i dalej szliśmy w ciszy.
Rozdzieliliśmy się dopiero przy wejściu do akademików, gdyż ona zmierzała do damskich, a ja do męskich.
- Do zobaczenia - z uśmiechem uniosłem rękę na pożegnanie, zanim poszedłem do siebie żeby zostawić torbę itd, po czym ruszyłem w stronę, gdzie mogłem znaleźć pokój Xaviera.

Martyna? Masz jakiś pomysł na kolejne spotkanie >.>?

Od Martyny CD Evansa

Wzięłam głowę w górę, widząc przed sobą Evansa. Zaraz jednak odwróciłam od niego wzrok, lekko speszona. Minęłam go, jednak poczekałam, aż się ruszy, by powiedzieć mu o tym, wracając do akademika.
- Powiedział, że nad tym pomyśli… - wyznałam, poprawiając sobie włosy, które wyszły mi z kucyka. Upierdliwe są. I mokre. Usłyszałam potwierdzenie chłopaka w wersji cichego „mhm” pod nosem. Choć czy ja wiem, czy cichego, skoro ja to też słyszałam.
- Ja bym nie miał nic przeciwko, gdybyś wzięła w nich udział – odpowiedział po jakiejś chwili. Ale ty to ty. A trener to trener. Idąc przed siebie, ledwo co ominęłam lampę, którą zauważyłam w ostatniej chwili. Jak? Co? Gdzie? Skąd ona…? Zaraz… Ogólny rozmazany widok może być odpowiedzią.
- Wszystko gra? - usłyszałam pytanie ze strony kapitana klubu pływackiego. Skinęłam głową, sięgając do torby. Chwyciłam za zamek, odsunęłam go i zaczęłam poszukiwania w celu znalezienia mojego etui z okularami. Soczewki zdjęłam i schowałam, ale o okularach już zapomniałam. Brawo ja. Znalazłam je, po czym założyłam. Zasunęłam plecak, założyłam go na drugie ramię i spojrzałam na jasnookiego, który stał przede mną, jakby na coś czekał. Podejrzliwie mi się przyglądał, a gdy dostrzegł, że się do niego odwróciłam, zmarszczył brwi.
- Nosisz okulary? - spytał. Dosyć niepewnie skinęłam głową, wymijając go. Tak, teraz o wiele lepiej widzę. I lampy uliczne nie są już mi straszne. Delikatnie się uśmiechnęłam, rumieniąc i czując, jak ktoś wlepia mi wzrok w plecy. Odwróciłam się, widząc Evansa, prosto wpatrującego się we mnie. To dość… krępujące.

Evans? Nic się nie stało xd

Od Evansa CD Cynthii

- W sensie? - uniosłem brew, a ona machnęła rękami wskazując na wszystko dookoła..?
- Czemu tak bardzo chciałeś mnie wyciągnąć na tę kawę?
Uśmiechnąłem się do niej.
- Trzeci raz to kawa.
- Serio? - posłała mi niedowierzające spojrzenie.
- Niepotrzebna mi była lepsza wymówka by spędzić czas z piękną damą. - Rozłożyłem ręce na boki, w czasie gdy moje słowa robiły swoje i na jej twarzy znów pojawił się rumieniec.
- Weź już przestań - burknęła, a przede mną stanął jabłecznik.
- Dziękuję - posłałem kelnerce szeroki uśmiech i zabrałem się za deser.
- Czemu mam przestać, jak tak wspaniale reagujesz? - zapytałem z zadziorną miną. Cynthia spojrzała na mnie w taki sposób że sprawiła wrażenie, jakby miała jej za chwilę żyłka pęknąć.
- Jesteś okropny - warknęła.
- Czasami.
- Czasami!? Cały czas!
Wywróciłem oczami i machnąłem dłonią w geście "uspokój się".
- Spokojnie, najeżony kocie. Poprostu masz szczęście - wyszczerzyłem się do niej, na co założyła ręce na piersi i wydęła usta w dziubek.
- Dupek.
- Dzięki, staram się.

Cynth? :'>

Od Cynthii CD Evans

Zaczęłam kasłać, zszokowana. Twarz miałam czerwoną jak burak.
Randka?! Jeszcze czego!
- Zaproś sobię tą lalunie jak chcesz randki - syknęłam, wstając raptownie.
- Ej ej ej, spokojnie, tylko żartowałem.. - chłopak uniósł dłonie, najwyraźniej się poddając. Miałam jednak wątpliwości, widząc, że wciąż się uśmiechał.
Mimo wszystko powoli usiadłam na swoim miejscu.
Zmierzyłam go wzrokiem. Szkoda, że to ciasto jest zbyt dobre żeby nim rzucić.
- ...Powiesz mi przynajmniej, co ci tak zależało na tej kawie?


< Evans? >

Od Evansa CD Cynthii

Im bardziej starała się pozbyć plamki z zielonkawego kremu, tym dalej od niej masowała się po twarzy. Raczej zabawne były te jej próby wyczyszczenia policzka, ale przecież nie mogłem się tak nią bawić w nieskończoność, więc w końcu złapałem za serwetkę i nachyliłem się w jej stronę nad stołem, by zwinnym ruchem wytrzeć jej policzek.
- I już - powiedziałem z uśmiechem, a na jej twarz ponownie wstąpił rumieniec.
- D-dałabym sobie radę sama! - zaprotestowała po czasie, a ja tylko machnąłem ręką.
- Może, ale za godzinę.
Kiedy posłała mi mordercze spojrzenie (które z tym rumieńcem tworzyło prześliczny obrazek), uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Przynajmniej możesz wrócić do jedzenia, mała - powstrzymałem się przed dodaniem "świnko" bo tak nie wypada nazywać damy, ale i tak moje słowa poskutkowały naburmuszoną minką z jej strony.
Zadowolony z siebie upiłem kolejny łyk kawy.
Wtem, dokładnie w tym momencie, przy naszym stoliku zatrzymała się jasnowłosa kelnerka (bo co prawda najwygodniej było składać zamówienia przy ladzie, domówienia mogły być też przy stoliku).
- A dla pana nic więcej nie będzie? - zapytała mnie trzepocąc rzęsami, więc posłałem jej połowiczny uśmiech.
- A co pani poleci? - podchwyciłem. Uśmiech blondynki pogłębił sie, kiedy nachyliła się nade mną z kartą, którą zręcznym ruchem podniosła ze stolika.
- Mamy świetny jabłecznik - pochwaliła się, a ja skinąłem głową.
- To niech będzie.
Kiedy poszła po moje ciasto, zwróciłem swoją uwagę ponownie w stronę Cynthii.
- No co? - zapytałem, widząc jej świdrujące spojrzenie i łyżeczkę z ciastem w połowie uniesioną w drodze do ust.
- Zaprosisz ją na randkę? - włożyła ciasto do buzi, a ja się roześmiałem.
- Na naszej randce? Nie ma mowy.
Zakrztusiła się.
Cóż, przyznam że specjalnie użyłem tego słowa żeby znów zobaczyć ten rumieniec.

Cynth? Mój mózg nie działa jednak o tej godzinie, przepraszam ;-;

Od Evansa CD Kazumy

Jeszcze trochę rozmawialiśmy, zanim pielęgniarka wygoniła mnie z pokoju ze słowami, że godziny przyjęć się skończyły.
Kiedy czekałem na windę, myślałem o tym, co powiedział mi Kazuma. Ktoś z Los Angeles chciał go adoptować..? To oznaczało wyjazd, który mu się bardzo wyraźnie nie uśmiechał, a ja szczerze powiedziawszy nie chciałem go widzieć takim wyprutym z radości. Nie wspominając już o tym, że na pewno by mi brakowało tej kupki nieszczęścia, którą naprawdę chciałem chronić.
A co, jeśli ta rodzina okazałaby się dla niego naprawdę dobra..? poczułby się u nich jak w domu, mimo swoich wcześniejszych uprzedzeń?
Nie mógłbym mu tego zabronić, prawda..?
Wszedłem do windy i wcisnąłem guzik parteru, po czym oparłem się o metalową ściankę, zakładając ramiona na piersi.
Równie dobrze mogę poprosić kuzyna żeby poszperał w aktach i dowiedział się czegoś o tych ludziach, a jeśli będą parą szuj, wtedy sam pójdę do tej instytucji..?
Ciężka sprawa, naprawdę...
Pożegnałem się z pielęgniarkami w recepcji, zanim wyszedłem z budynku, a gdy znalazłem się na schodach nagle zorientowałem się, że dotarcie na piechotę do akademika zajmie mi tyle czasu, że do pokoju wejdę w nocy, nie wspominając już o tym, że w ten sposób nie zjem kolacji, a to niezdrowo.
Jedno spojrzenie na komórkę później (w celu upewnienia się, że nie jest na to za późno) i już dzwoniłem do przyjaciela.
Jak można się było tego spodziewać odebrał po trzech sygnałach.
- "Co jest?"
- Masz czas, żeby podskoczyć samochodem do szpitala?
Ton Xaviera natychmiast przerodził się w zmartwiony, więc szybko uspokoiłem go, że to nie ja sobie zrobiłem krzywdę i tylko poszedłem w odwiedziny.
Siedemnaście minut po zakończeniu rozmowy na parking wjechał czarny ford, którego modelu nadal nie znałem, bo nigdy mnie to nie interesowało. Gdy stanął przed schodami, otworzyłem przednie drzwi pasażera, wgramoliłem się do środka i zapiąłem pasy, w czasie gdy Xavier przystanął na wyjeździe z parkingu by zaczekać na odpowiedni moment do włączenia się do ruchu.
- To co się dokładnie stało? - zapytał mnie przyjaciel, wyjeżdżając na główną - Wiem tylko tyle, że wczoraj kogoś zabrała karetka... nawet Op nie ma więcej informacji.
- Kazuma, pierwszak, jest w klubie pływackim i się przyjaźnimy, zasłabł - streściłem.
Chłopak skinął głową i dalej jechaliśmy już w ciszy.
Po dziesięciu minutach jazdy Xav zaparkował na swoim zwyczajowym miejscu na parkingu i oboje udaliśmy się na kolację, bo akurat się zaczęła. Taki przyjaciel z samochodem to istne zbawienie...
Po kolacji, krótkiej próbie w sali muzycznej i wspólnym spędzeniu ostatnich godzin wieczornych z zespołem na rozmowach udałem się do swojego pokoju w akademiku... jeśli miałbym zaadoptować Kazumę, musiałbym wynająć mieszkanie w Tombstown. Z tego co wiedziałem nie były drogie, ale też były trochę dalej od szkoły niż akademik.
Z westchnieniem padłem na twarz na łóżko. Byłem już rozebrany do slipków i luźnej koszulki - gotowy do snu - z tym że... coś ciężko mi było wyłączyć mózg po dzisiejszych rewelacjach.
Kilka godzin przewracałem się z boku na bok, w międzyczasie przeglądając strony internetowe, zanim w końcu udało mi się odlecieć o trzeciej.
Następnego dnia miałem problem ze wstaniem, więc z braku czasu nie poszedłem biegać, a tylko zrobiłem pięćdziesiąt pompek i udałem się na śniadanie, a następnie na zajęcia. Lekcje strasznie mi się dłużyły, ale ostatecznie się skończyły i mogłem resztę dnia spędzić w szpitalu. Zanim jednak wyruszyłem, zahaczył mnie jakiś pierwszak i powiedział, że ma dla Kazumy notatki z lekcji. Nie mam pojęcia skąd wiedział, że się do niego wybierałem, ale był to miły gest, za który podziękowałem i udałem się do szpitala.
Po krótkiej rozmowie z pielęgniarką salową i zapukaniu w drzwi, wszedłem do środka.
- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytałem chłopaka, siedzącego na szpitalnym łóżku. Wyglądał znacznie lepiej niż wczoraj, co wziąłem za dobry znak.

Kazuma?

poniedziałek, 24 lipca 2017

Od Cynth CD Evans

Zaskoczona drgnęłam, krztusząc się kawą i rumieniąc aż po uszy.
- Cccichaj! - wydusiłam z siebie, ocierając usta rękawem. Twarz miałam wciąż wciąż wściekle czerwoną, więc starałam się schować ją za grzywką.
A ten wielkolud tylko się śmiał...
Rumieniłam się coraz bardziej. Chyba go nie polubię.
- Miło to tak, śmiać się z mniejszych? - syknęłam głosem, który miał być szorstki, ale był jedynie cichy i z lekka piskliwy. Wciąż nie przestał chichotać, więc nie miałam jak opanować gorąca w twarzy, które powoli przełaziło mi na szyję.
- Więc przyznajesz się, że jesteś "mniejsza", maluszku? - widocznie dobrze się bawił. Ugh, co za zaraza.
Cisnęłam w niego jedną z paczuszek cukru leżących na stole. Spojrzał na mnie, zaskoczony, by znów wybuchnąć śmiechem.
Hmm, paczka czekolady cięższa, ale nie zmarnuje jej przecież...
Schowałam się za menu. Przy okazji przejrzałam desery..
Oooo.. Kakaowy biszkopt z kremem miętowym i cukrowanymi listkami mięty... I posypka czekoladowa... Wspaniale...
Specjalnie wstałam. Wiedziałam, że mnie obserwuje, więc sztywnym krokiem ruszyłam do lady by zamówić sobie to ciasto. Aż mnie ścierwa przechodziły.... Nie lubię, jak ludzie się tak na mnie patrzą.
Od razu zapłaciłam za deser i wróciłam do stolika gdzie wciąż naburmuszona ze smakiem zabrałam się za deser.
I znowu zaczął się śmiać. Tym razem nie wiedziałam o co chodzi, więc spojrzałam na niego pytająco. Wskazał na swój policzek... Umazalam się?!
Zaczęłam się wycierać, ale słyszałam tylko "Nie tu" i "Obok"... Ugh

< Evans? Rób. Co. Chcesz. >
Theme by Bełt