Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Callendier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anthony Callendier. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 grudnia 2017

Od Akane CD Anthony'ego

A-chan wyszedł z domu. Pomimo, że po cichu to to usłyszałam. W moich oczach pojawiły się łzy na samą myśl, że nie wróci już więcej do mnie. Nie będę mogła go więcej przytuli, pocałować go w jego usta, poczuć jego ciepła... Mając czarne myśli, uspokoiłam się, gdy usłyszałam jak ktoś wszedł do domu. Po kilkunastu minutach Anthony przyszedł do mnie wraz z ciepłą herbatą, termometrem i lekarstwami. Nie byłam zła już na niego, wręcz przeciwnie. Chciałam go pocałować, przytulić się do niego, poczuć jego zapach. Okłamałam go, wciąż udawałam, że jestem zła na niego. Odszedł ode mnie bez żadnych słów. Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Słońce zaczęło świtać. Owinęłam się kocem, wstałam z łóżka i poszłam do Anthony'ego. On siedział na parapecie, a w dłoni trzymał papierosa. Miał przestać jednak jak widać nie udało się mu. Po krótkiej, a zarazem ciężkiej rozmowie poszłam do kuchni. Nie wzięłam lekarstw. Biorąc lekarstwa czułam się słaba, a nie chciałam. Zrobiłam kanapki oraz zaparzyłam kawę. Wzięłam talerz z kanapkami oraz kubek z kawą. Poszłam do A-chana. Wiedziałam, że skłamał i nie jadł nic. Może kłamanie dało mu prosto, ale ja przyzwyczaiłam się do tego. Chłopak siedział na schodach. Usiadłam obok niego. Talerz z kanapkami oraz kubek odłożyłam na bok. Przykryłam chłopak kocem, którym byłam owinięta. Podałam mu do ręki kanapki oraz kubek.
- Powinieneś nauczyć się lepiej kłamać - powiedziałam cicho. Nie dostałam żadnej odpowiedzi czy pytania, chłopak siedział cicho. - Przepraszam, że byłam zła, chociaż nie było żadnych powodów. Naprawdę mi przykro. Wiem, że zawsze ciebie przepraszam. Kocham ciebie - przytuliłam się do jego ramienia, całując go w policzek. - To ty powinieneś denerwować się na mnie, a nie ja na ciebie... Jestem naprawdę beznadziejną dziewczyną dla ciebie - dodałam po chwili. W moich oczach zebrały się łzy, które zaczęły spływać po policzkach. - Ja naprawdę jestem beznadziejna, ale ja nie potrafię opanować swojej zazdrości do ciebie... Gdy wyszedłeś, bałam się, że już nigdy ciebie nie zobaczę, myślałam... myślała że nie chcesz mnie już znać - nie potrafiłam przestać płakać. - Tak bardzo się bałam...

<Anthony?> Akane ciebie kocha, i to tak bardzo <3

piątek, 22 grudnia 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Akane była widocznie nadal zła i do tego przeziębiona, już po samym głosie było to wręcz wyczuwalne. Z moją znajomą porozmawiałem tylko chwilę, po czym w sumie stwierdziła, że musi się zmywać. Wprowadziłem ją do drzwi i pożegnałem się. Kiedy wyszła w środku zapanowała ciężka atmosfera. Chciałem pójść do Akane, jednak wolałem przemilczeć dzisiejszy już dzień. Wyszedłem z domku cicho i ruszyłem do apteki. Nakupowałem leków, po czym wróciłem do domu. Zaparzyłem herbaty ziołowej i dostałem dawkę leków, wszystko zaniosłem dziewczynie z termometrem. Nie sprawdzałem dłonią jej temperatury ze względu na to, że zawsze mam zimne ręce i za wiele to nie da. Podałem jej termometr, mimo niechęci dziewczyna posłusznie go ułożyła. Zamknąłem okno w pokoju i przykryłam ją dodatkową kołdrą, po czym wyszedłem. Zgasiłem wszędzie światła i otwierając jedno okno w salonie, usiadłem na parapecie z papierosem w ustach.
- A miałeś rzucić. - mruknąłem do siebie.
Westchnąłem i zaciągnąłem się dymem. Byłem zmęczony, oparłem głowę o framugę i przestałem czuć swoje tętno jak i ssłyszeć oddech. Zacząłem się zastanawiać czy moje serce nadal bije i czy w ogóle oddycham. Nie chciałem się nawet ruszać z miejsca dlatego nie sprawdziłem tego. Siedziałem tak dość długi czas, nie wiem ile, ale zdążyłem wypalić całą paczkę, zbierałem się za kolejną kiedy zorientowałem się, że zaczyna świtać. Odpaliłem papierosa i włożyłem to sobie do ust. Chociaż ty ułatwi mi i innym los i zabij mnie, podobno papierosy zabijają, czekam na to. Gdyż narkotyki jakoś nie chcą się mnie pozbyć z tego świata. Jeśli nie ty papierosie to pozostanie mi tylko skoczyć z dachu jakiegoś wieżowca. Zebrałem się po jakimś bliżej nieokreślonym czasie i przygotowałem dla dziewczyny śniadanie. Zaniosłem je jej tak aby jej nie obudzić i wróciłem do koczowania na parapecie z papierosami. Znów nawiedziły mnie depresyjne myśli, których nawet nie próbowałem odgonić. Wręcz przeciwnie, wiedziałem, że to prawda. Niszcze życie tej dziewczynie, powinienem stąd jak najszybciej zniknąć i uwolnić w końcu innych od moich problemów. Co jednak poradzę na to, że każdego kto by się do niej zbliżył najchętniej bym zastrzelił i wypatroszył. Westchnąłem paląc kolejnego za kolejnym. Spaliłem trzy paczki zanim dziewczyna weszła do salonu.
- Co ty robisz? - zapytała.
Zszedłem z parapetu i zamknąłem okno, wyszedłem i usiadłem na schodach przed drzwiami wejściowymi. Spaliłem kolejnego, spuściłem dym z ust ze świstem.
- Jadłeś Już? - zapytała dziewczyna wychodząc do mnie.
- Wracaj do środka bo się bardziej rozchorujesz, w kuchni masz dawkę leków. Weź ją. - mruknąłem. - Ta. Jadłem. - skłamałem w tak perfidny sposób, a jednak zrobiłem to tak swobodnie, tak jak zawsze. Bez problemu i tak, że brzmiało to przekonująco i szczerze. Tak jak zawsze...
Dziewczyna wróciła do środka i poszła zapewne po tabletki, ja siedziałem że spuszczoną głową odpalając kolejnego papierosa.

Akane? Deprecha max :|

niedziela, 17 grudnia 2017

Akane Cd Anthony'ego

Jako pożegnanie dostałam tylko buziaka w czoło. On jak gdyby nigdy nic sobie najzwyczajniej w świecie wyszedł z domu. Ja tylko spojrzałam się na niego ostatni raz przez okno na niego. Byłam samiutka, całkowicie sama. Nie wiedząc co mam robić wzięłam się od sprzątania. Po dwóch godzinach sprzątania, zmęczyłam się, ale tylko o drobine. Moja złość mi nie przeszła na chłopaka. Miałam mu tym razem tak łatwo nie odpuścić. Zadzwoniłam do taty i powiedziałam, że podczas przerwy świątecznej będę w domku, ale nikt nie ma przyjeżdżać. Tata posłuchał się mnie, a przynajmniej ja miałam taką nadzieję.
Zadzwoniłam po szofera który służył tacie, ale ja go sobie pożyczyłam. Po kilkunastu minutach przyjechał. Znałam Riku bardzo dobrze, więc poprosiłam go o towarzystwo przy robieniu zakupów.
Miło spędziliśmy czas, a złotą kartą kredytowa taty, bardzo mi się przydała. Kupiłam dekoracje do domku, nowe ubrania dla siebie jak i dla Anthony'ego oraz jedzenie. Kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy jakie chciałam. Wróciłam do domu, a z Riku pożegnałam się uprzednio mu dziękując za wszystko co dla mnie dzisiaj zrobił. Była już osiemnasta, a Anthony'ego jak nie było tak nie było. Zabrałam się za dekorowanie domu. Skończyłam przed północą. Przypomniało mi się, że nic jeszcze dzisiaj nie jadłam, ale położyłam się po prostu do łóżka.
Przewróciłam się na drugą stronę. Po wyczuciu, że nikogo nie ma, nie miałam zamiaru wstawać. Usłyszałam jak ktoś wszedł do środka, ale ta osoba nie była sama. Był to na pewno głos Anthony'ego, ale też i jakiejś dziewczyny. Założyłam na siebie pierwsze lepsze ubrania. Zeszłam na dół a moim oczom pokazał się A-chan z jakąś dziewczyną.
- Cześć kotku! - usłyszałam.
- Anthony lepiej idź się najpierw wykąp, ubrania masz w szafce. A ta dziewczyna niech się rozgości, jednak nikt z was nie ma wchodzić do mnie do pokoju - powiedziałam stojąc na schodach. - Anthony zajmij się koleżanką, a nie mną - dodałam próbując nie wybuchnąć. Weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w piżamę i wturlałam się pod kołdrę. Było mi zimno, a w dodatku głowa mi pękła.
- No super Akane. Wczorajszy wypad po kąpieli na taras przyniósł ci tylko przeziębienie - powiedziałam sama do siebie pod nosem.
Przykryłam się kołdrą oraz kocem, który leżał obok. Zamknęłam oczy i nie wiedząc kiedy zasnęłam.

<Anthony?> zła Akane i w dodatku chora ^^

piątek, 15 grudnia 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Widziałem tę złość dziewczyny, jednak nie zamierzałem na razie robić nic z tymże faktem. Musiałem się skupić na innych rzeczach, a dzięki temu, że dziewczyna była naburmuszona miałem pewność, iż nie wpakuje się w kłopoty z moimi "znajomymi". Zjedliśmy śniadanie, a raczej ja zjadłem bo Akane niewiele co ruszyła. Ogarnąłem się szybko i przytuliłem dziewczynę. Pocałowałem w czoło na pożegnanie mimo jej niechęci i wybyłem z domku. Czemu wszyscy widzą w tym związku mój podstęp? Rzeczywiście z początku miała to być zwykła akcja, w sumie zdziwiłem się, że tak szybko poszło mi z nią. Jednak każdy widzi nawet teraz w tym zwykłe zabezpieczenie dla mnie. No w sumie nie ma się co dziwić, będąc z Akane mam z obu stron bezpieczeństwo. Drakon mnie nie ruszy bo ześle sam na siebie najbardziej wpływowego człowieka, ojciec Akane również nic mi nie zrobi bo jego córeczka mnie kocha. Ja tego tak nie traktuje, najważniejsze jednak aby Akane w to nie uwierzyła.

//Time skip - koniec rozczulonego Antosia// (Nie pamiętam co był za dzień więc zrobię już piątek) //

Czekałem spokojnie w sklepie na moich dostawców. Usłyszałem dzwonek drzwi oznaczający, że ktoś wszedł do sklepu.
- Dostawa lodów. - mruknął facet i wyszedł.
Po chwili do sklepu wyjechały duże beczki z "lodami", po zabraniu tego na zaplecze otworzyłem jedną z nich. Wszystko się zgadzało, zapłaciłem facetowi pokaźną sumę po czym zadzwoniłem po ciężarówkę, która miała to stąd zabrać. Wszystko poszło gładko. No prawie. Kiedy już skończyliśmy do sklepu weszła dziewczyna, długie blond włosy wplecione w warkocz, drobna i miła.
- Co ty tu robisz- mruknąłem przypatrując się dokładnie odjezdzającemu pojazdowi.
- A-chan? A Ty co tutaj robisz?
Myślałem, że Drakon wybrał dość mało uczęszczany sklep tak aby uniknąć takich sytuacji.
- Dobra. Nieważne. Zmywamy się.
Złapałem ja za rękę i zabrałem daleko od sklepu.
- Czemu wyszliśmy tak szybko?
- Po skończonej akcji trzeba jak najszybciej kłótni się z miejsca zdarzenia po dokładnym przekonaniu, że nie zostawiło się niczego co może do Ciebie doprowadzić.
- Aha. Czyli to tu odbyła się dostawa. - mruknęła oburzona.
- Nie gniewaj się już. Takie są zasady. Akcja za akcję. Nic na to nie poradzę.

Akane? Nadal nie wiem co możnaby jeszcze wymyślić w tej historii;-;

czwartek, 7 grudnia 2017

Od Akane CD Anthony'ego

Znowu zaczął się powtarzać, więc i ja się powtórzyłam. Sama nie wiem kiedy to zasneliśmy. Wiem tylko tyle że usnęłam w jego ramionach. Śniło mi się coś, jednak nie pamiętam dokładnie co. Obudziłam się, gdy Anthony włączył telewizję a tuż po chwili zadzwonił do niego telefon. Słyszałam wszystko wyraźnie i dokładnie.
- A jednak nie udało mi się - powiedziałam sama do siebie w myślach.
Obecnie czułam się zupełnie tak jakby koło które zmieniło się przez ostatni czas znów zaczęło powracać.  Ponownie strach przed tym, że coś się stanie Anthony'emu zaczął się ujawniać.
- Rozumiem - powiedziałam mało zadowolona z tego co odpowiedział A-chan. Jak dla mnie to za bardzo siebie przeceniał. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Miałam zamiar się wykąpać i chociaż przez chwilę nie myśleć o tym co powiedział no i w jakiś sposób uspokoić się. Jak tylko weszłam pod prysznic nic mi to nie pomogło. Nawet po ciepłej kąpieli, nic mi nie pomogło. Ubrałam jakieś ubrania na siebie co znalazłam w szafie. Wytarłam lekko włosy, tak aby nie były za mokre. Nim skierowałam się do kuchni, aby zrobić śniadanie wyszłam na taras. Miałam nadzieję, że zimna pogoda chociaż pomoże mi trochę ochłonąć. Oparłam się o zimne barierki. Usiadłam sobie na podłogę. Chłodny wiatr zaczął lekko powiewać. Spojrzałam się na niego. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się na jakiś ładny.
- Nie powinnaś tutaj siedzieć, tak cienko ubrana. W dodatku z mokrymi włosami - usłyszałam głos A-chana.
- Yhym... - mruknęła pod nosem. Wstałam na równe nogi, wróciłam do środka.
Przygotowałam śniadanie, nie zwracając uwagi na chłopaka. W odpowiedzi ode mnie otrzymywał ciche pomrukiwanie. Jakoś nie miała ochoty z nim rozmawiać. Podałam mu talerz ze śniadaniem. Usiadłam naprzeciwko niego, jednak po spojrzeniu się na talerz, moja ochota zniknęła.
Nie rozumiałam już samej siebie. Byłam zła, ale nie wiedziałam czy na Anthony'ego czy bardziej sama na siebie. Dlaczego zawsze gdy już się nadarzy okazja, aby spędzić chwilę czasu ze sobą nawzajem to coś musi pójść nie tak?! Czas jaki spędziliśmy ze sobą ostatnio coraz to bardziej można było zliczyć na palcach u jednej dłoni.

<Anthony?> naburmuszona Akane mało kiedy spotykane ^^

wtorek, 5 grudnia 2017

Od Anthony'ego cd Akane

- Nie mów tak. - mruknąłem. - To ty pokochałaś największego dupka na świecie. - westchnąłem. - Nie dość, że dupka to jeszcze narkomana.
- A-chan...
- Mogłabyś mieć każdego a wybrałaś jakiegoś ćpuna. - Powiedziałem całkiem poważnie.
- To ty tak nie mów. - wtuliła się jeszcze bardziej.
- Rozumiem, że chcesz mnie chronić. Nie odpuszczę jednak temu facetowi za to co zrobił mojej siostrze.
- Można to załatwić w inny sposób.
- Nie. Nie można. Nic nie da mi takiej satysfakcji jak jego śmierć...

Usnęliśmy. Następnego dnia włączyłem rano telewizję aby posłuchać co tam w świecie. Zamarłem kiedy usłyszałem nazwisko tego faceta i to, że dzisiejszej nocy zginął. Podobno popełnił samobójstwo - nachlał się i skoczył z wieżowca. Nic a nic w to nie wierzyłem. Tacy ludzie nie zabijają się od tak. Zresztą niedługo zajmie im powiązanie tego z resztą tego typu sprawami. Co on chciał uzyskać zabijając to? Na prawdę mój szef potrafił mnie jeszcze zaskoczyć, chwilę później zadzwonił.
- Halo?
- Halo? Anthony? I co? Sprzątneliśmy typa, więc jesteś coś mi dłużny. Akcja za akcję.
- Czego chcesz?
- Niewiele, odbierzesz towar od dostawcy. Dostawa lodów do sklepu, czysta kokaina. Personalia wyśle SMS'em. Dostawa w ten piątek. Tylko tyle od co nie chcę. Wiem, że oczekujesz czegoś więcej więc swoją działkę kasy też dostaniesz. Po zleceniu. Połowę dostałeś w nocy.
Rozłączylem się. Tyle mogę zrobić, w końcu uwolnił mnie od brudnej roboty dając mi satysfakcję z śmierci faceta.
- Anthony, nie pójdziesz na to. Prawda? - usłyszałem Akane.
- Pomógł mi, więc ja pomogę jemu. Prosta zasada. Zresztą i tak niewiele oczekuje za zabicie kogoś. Nikt nie wpadnie na jego trop więc nie mam się o co martwić. Mnie też nie dopadną.
- A jeżeli złapią Cię podczas odbierania towaru?
- Robiłem to że sto razy. Nie złapią. - uśmiechnąłem się delikatnie. - Zaufaj mi.



Akane <Nie wiem co pisać hah hah hah -śmierć> xddd

piątek, 1 grudnia 2017

Od Akane CD Anthony'ego

Jak tylko dotarliśmy do domku wakacyjnego poszłam do kuchni, sprawdzić mniej więcej jak wygląda sytuacja. Pokojówka zajmująca się domem była naprawdę doskonała. W lodówce znajdowało się kilka rzeczy i nie musiałam dzisiaj jeszcze jechać po jakieś zakupy, chociaż z głodu byśmy nie umarli. Byłam w kuchni, aż usłyszałam jak chłopcy siedzący w pokoju obok zaczęli dyskusję na jakiś temat. Posłuchałam ich, ale nic nie rozumiałam. Wyszłam więc z kuchni i zbliżyłam się do nich. Obawiałam się, że będą kłopoty i to bardzo dużo. Słysząc to co powiedział A-chan, nie wiedziałam co mam myśleć już o Oskarze i tym samym o nim. Czy ja naprawdę nie mogę chociaż raz spędzić miło czasu.
- Anthony czy ty uważasz, że mszczenie się na kimś za to co wydarzyło się w przyszłości pomoże ci, przyniesie ulgę, spokój... Jeżeli tak myślisz to jesteś w błędzie, kochanie! - spojrzałam się na niego. - Aż tak bardzo sprawia ci to ból? Zawsze możesz przenieść frustracje, ból, smutek, żal i cokolwiek będziesz chciał na mnie. Wreszcie to ja jestem twoją częścią, co nie? - podeszłam do niego. Położyłam swoje dwie dłonie na jego twarzy, uśmiechając się tym samym w jego kierunku. - Oskar wybacz za to co za zrobiłam - odeszłam do A-chana w zamian podeszłam do chłopaka stojącego bliżej mnie. Używając swojego chwytu, ogłuszyłam go. Położyłam delikatnie Oskara na ziemi, aby nic sobie nie zrobił.
Wzięłam Anthony'ego za rękę i poszłam z nim do pokoju obok. Pomogłam mu usiąść na kanapie, gdzie się położył a ja zaraz obok niego, ułożyłam się wygodnie. Wtuliłam się w niego. Nie wiem dlaczego, ale łzy same z siebie zaczęły mi lecieć po policzkach w dodatku zaczęło grzmieć. Burza była ostatnią rzeczą w dzisiejszym dniu, jakiej mogłam się spodziewać. Zakryła uszy, ale nic mi to nie pomogło, bałam się tylko coraz bardziej. Strach, lęk przed burzą zaczął się u mnie nasilać. Jednak przestało, gdy A-chan mnie przytulił, a jedna swoją dłoń położył na mojej głowie i zaczął głaskać.
- Jestem beznadziejna... Wybacz mi, że musisz być z kimś takim jak ja... przepraszam - wyszeptałam, jednak nie wiedziałam czy on to usłyszał.

<Anthony?> lepiej już mi nic na temat szkoły nie wspominaj...

czwartek, 30 listopada 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Zaciągnęli mnie do samochodu a potem do domku letniskowego, rozpoznałem chłopaka po głosie.
- Kiome, kuwra co ty tu robisz?! - warknąłem.
- Kojarzysz mnie? - zdziwił się.
- Nie udawaj greka! - warknąłem - Koniec zabawy w kotka i myszkę. - domruczałem.
- Nie rozumiem. - rzucił, spoglądając przelotnie w stronę drugiej osoby.
- Dobże wiesz o czym mówię! Spierdzieliłeś zostawiając niedokończone sprawy.
- Cal, uspokój się. Nie bedziemy chyba teraz rozmawiać. - szepnął, znów wracając wzrokiem do osoby.
Co on się przejmuje? Kogo sobie teraz sprowadził?! Baaka...
- Mam znowu czekać aż wyjedziesz bez słowa? Nie licz na to i lepiej gadaj co wiesz! Chyba za to właśnie ci płaciłem!? - warknąłem.
Obraz zlewał mi się trochę iw głowie się kołowało ale mimo tego podszedłem do niego pewnym i mocnym krokiem.
- Kto tu taki jest, że nie chcesz rozmawiać o interesach? Hę?
- Twoja dziewczyna deblu? - mruknął.
Spojrzałem na niego jak na idiotę, gdzieś coś dzwoniło ale po tak dużej dawce ciężko mi było cokolwiek skojarzyć.
- Gdzie on kuwra jest? Gadaj albo Cię zmuszę. Uwierz to będzie mniej przyjemne niż cokolwiek co Cię w życiu spotkało. - złapałem chłopaka za kołnierz i wręcz wysyczałem mu te słowa do ucha.
- Oskar, o czym on mówi? - zapytała dziewczyna, która była z nim.
Ten głos. Tak dobrze to znałem ale nie mogłem skojarzyc czyj jest. Ten melodyjny głos. Przecież tak często to słuchałem. Akane..
- Akane... - wymamrotałem jakby mnie olśniło.
Puściłem chłopaka i podszedłem do niej. Przecież obiecałem. Spojrzałem jej w oczy zamglonym wzrokiem. Obiecałem.
- O-Obiecałem. - wyszeptałem prawie niesłyszalnie. - Przepraszam. - odpowiedziałem tyćke głośniej.
Spuściłem wzrok i milczałem. Przecież obiecałem, że rzucę, że przestanę. Przepraszam, Akane...
- Facet mieszka niedaleko akademii. - powiedział Kiome. Spojrzałem na niego tępo. - Jest znanym biznesmenem, pracował dla Yakuzy a teraz jest również szefem CSI. Nie dasz rady tego załatwić. - odparł męczeńsko.
- Zabije go. Tak jak on zabił moją siostrę. - wycedziłem.
Akane spojrzała na mnie przerażona.
- A-chan. O czym ty mówisz?
Nie odpowiedziałem.
- Gdzie dokładnie?
- Dwie ulice od akademii. Dom numer 16. Duży, brązowy z białym dachem. W domu jest jego kochanka. Żona wyjechała w delegację. Na podwórku owczarek niemiecki i wodołas. Poza tym dom chroniony najlepszymi zabezpieczeniami.
Co jeśliby... Tak podpalić mu tę śliczną chatkę? Zresztą nie ważne. Zniszczeń go. Zabije. Zapłaci za śmierć mojej siostry. Nie daruje mu tego nigdy. Będzie mnie błagał abym to zakończył... Będzie błagał o śmierć... O litość. Zginie w męczarniach jak moja siostra.


Akane? A co tam xd jakoś miałam ochotę na zabicie kogoś dlatego takie op c: kocham moją szkołę (czujesz ten sarkazm? ^^ )

poniedziałek, 27 listopada 2017

Od Akane CD Anthony'ego

Miło się rozmawiało z chłopakiem, chociaż wiedziałam, że tematy na jakie obecnie rozmawiamy nie za bardzo pasowały do Anthony'ego. Zamyślił się co mnie nie zdziwiło. Ojciec co prawda od razu to skomentował, ale jakoś nie potrafiłam nic odpowiedzieć na to. A-chan wyszedł z domu i powiedział, że się ze mną zobaczy w szkole. Dwa dni miałam czekać, aby ponownie się przytulić do niego, czy też pocałować go. On to chyba chciał mi dać nauczkę. Odetchnęłam i wróciłam do ojca jak i Oskara.
- Papo dlaczego ty nie potrafisz się pogodzić z Anthony'm. Może i jest jaki jest, ale nie możesz patrzeć na jego źle stron. On ma tak samo dobre strony jak każdy z nas. Uważasz, że ty jesteś może święty, bo ja w to wątpię! Znam ciebie bardziej niż ci się może zdawać - usłyszałam jak oczernia Anthony'ego przed Oskarem dlatego nie wytrzymałam i wreszcie powiedziałam to co powinnam.
- Idę do swojego pokoju! - dodałam na sam koniec, wychodząc stamtąd.
Było dość późno, więc położyłam się na swoim łóżku pod kocem. Zasnęłam wciąż myśląc o tym, co się dzieje z moim chłopakiem.
***
Obudziłam się wraz ze wschodem słońca. Ciepłe promienie słoneczne dochodziły zza okna co było nawet przyjemne. Jednak jak tylko wstałam i zobaczyłam pogodę zza oknem, uśmiech mi zniknął. Wysłałam smsa do Anthony'ego, ale nie dostałam odpowiedzi.
- Pewnie jeszcze śpi - powiedziałam pod nosem, wreszcie on lubił sobie od czasu do czasu pospać dłużej, jak nie do popołudnia.
Przemyłam sobie twarz oraz przebrałam się. Będąc gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Oskar już był na dole.
- Dzień dobry! - przywitałam się z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Dobry - odparł, lekko zawstydzony zapewne.
- Śmiało jedź to co chcesz - zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Panienko Akane, nareszcie możemy panienkę zobaczyć - cała służba przyszłą w gronie tylko po to, aby się że mną przywitać. Wstałam z krzesła i oddałam się w ich ramiona. Po krótkich "pieszczotach" służba powróciła do swojej pracy, a ja do śniadania.
- Widzę, że wszyscy ciebie bardzo mocno kochają - usłyszałam mile słowa z ust Oskara.
- Witaj Oskarze, witaj córeczko! - przyszedł do nas ojciec.
- Tato chyba wiesz, że wciąż ci nie przebaczyłam tego wczorajszego! - podszedł do mnie bliżej.
- Przepraszam ciebie córeczko za wczoraj, naprawdę mi przykro! - zawsze tak robił, ale ja nie miałam mu zamiaru przebaczać. Pożegnał się z nami, gdyż miał ważne spotkanie
- Tak masz rację - odparłam. - Oskar mam małe pytanko? - wiedziałam już co będę dzisiaj robić.
- Pytaj śmiało - był odważny, to mogłam mu przyznać.
- Masz może prawo jazdy? - pokazałam mu złotą kartę mojego ojca, którą wyciągnęłam gdy tylko zbliżył się do mnie wraz z przeprosinami.
- Tak mam - odparł.
- No to czas jechać na zakupy - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Wzięłam kluczyki jednego z aut z garażu, po czym ruszyliśmy. Rozmawialiśmy na przeróżne tematy, a gdy dojechaliśmy do centrum, trochę zaszalałam. Kupiłam kilka świeczek, których to kochałam zapach, słodycze, oraz przeróżne inne dekoracje. Poza tym kupiłam kila ubrań dla Oskara. Na drogę wzięłam coś ciepłego oraz zimnego do picia oraz lunch gdyż zrobiło się dość późno. Jadąc spójnie sobie uliczkami miasta, przyjrzałam się dokładniej osobie, którą szła bez celu.
- Oskar, zatrzymaj się! - jak tylko auto stanęło, ja wyszłam i poszłam w stronę osoby dążącej do żadnego celu. Był to Anthony, którego poznać potrafiłam na kilometr.
- A-chan - podeszłam do niego zmartwiona. Był taki zimny oraz na pół przytomny. Wiedziałam, że znowu wziął coś czego nie powinien. Oskar pomógł mi go wziąć do auta. Pojechaliśmy wprost do domku gdzie raz na jakiś czas jeździłam tam na wakacje. Na szczęście był przystosowany do takiej pory roku.
- Spokojnie Akane, nic mu nie będzie! Pomogę ci z nim - pocieszył mnie Oskar.

<Anthony?> wakacje w domku + zbliżające się mikołajki ^^

niedziela, 26 listopada 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Nie pasowała mi sytuacja, w której się znaleźliśmy. Akane polubiła typa, to mnie wkurzało najbardziej. Zresztą, szybko potrafiła określić czy kogoś lubi czy nie. To nie było dobre przyzwyczajenie. Chłopak wbrew pozorom nabawił mi dużych problemów, a teraz ma zostać przyjacielem Akane? To jakiś żart? Przyjaciel twojej dziewczyny - niedługo chłopak twojej byłej. Prosta zasada. No chyba, że jest gejem. Wtedy to może z nią spać nawet w jednym łóżku! Ale dopóki mnie o takim fakcie nie przekona, nie zbliży się do niej, chyba, że najpierw zastrzeli mnie. A to łatwe nie jest.
- Nazywam się Oskar (Nowak kuźde) Kiome. - uśmiechnął się do dziewczyny.
Co za fałszywy i wrukwiający człowiek.
- Miło mi cię poznać. - odparł tatuś Akane.
Atmosfera stawała się nie do zniesienia. Cała trójka zaczęła rozmowę na jakiś nudny dla mnie temat. Zacząłem się zastanawiać czy to tak nie powinno wyglądać. Czułem, że to właśnie tak powinno wyglądać. Prawie idealnie, gdybym tylko jeszcze to ja siedział na miejscu Kiome i tak swobodnie rozmawiał na tak proste i oczywiste tematy. Przypatrywałem się temu obrazkowi wyciągniętemu jak z filmu i powoli oddalałem się myślami od życia. Zawsze w takich momentach widząc Akane wiem, że nie powinno mnie tu być. Mogłaby być szczęśliwa, jej ojciec byłby zadowolony i każdy inny chłopak, który byłby na moim poniekąd miejscu. Moim ze względu tylko na relacje z dziewczyną, Kiome ze względu na swobodę i dobry kontakt z ojcem jak i samą Akane. Jak zwykle w tego typu momentach moje myśli spływały na mroczniejsze tereny mojej pod i świadomości. Zacząłem zastanawiać się, dlaczego nigdy nie potrafiłem rozmawiać na tak płytkie tematy jak kolor ścian, książka czy następne święta. Zatapiając się w depresyjnych myślach nie słuchałem o czym była mowa, a z letargu wyrwało mnie pytanie Akane.
- A ty co myślisz? - zapytała.
- On nas nawet nie słuchał! Pewnie myślał o jakiś panienkach. - mruknął jej ojciec.
- Zamyśliłem się, o czym była mowa? - zapytałem trochę smutnym tonem.
- Wszystko w porządku A-chan?
- Chyba będę się już zbierać. - mruknąłem nieobecnym głosem, wstając z kanapy.
- Dlaczego? Coś się stało? - zapytała ze zmartwieniem.
- Niech idzie. - rzekł jej ojciec.
- Porozmawiamy w szkole.
- Dopiero za dwa dni? A-chan, co się stało?
Spojrzałem na nią wzrokiem przepełnionym goryczą, złością i zdecydowaniem.
- Wracaj do rozmówców. - westchnąłem męczeńsko i wyszedłem z jej domu.
Snułem się po mieście jak duch co najmniej; niszczę jej życie, zabieram wolność i gubię w swoim świecie. Wiem, że powinienem to zakończyć, ale nie potrafię. Nie widzę swojego życia bez tej pozytywnej istotki plączącej się zawsze pod nogami. Nie mogę jednak zatrzymać jej przy sobie, nie jestem w stanie jej obiecać przyszłości, tego, że ktoś z moich wrogów jej nie skrzywdzi, tego, że czegoś nie odwalę i nie zaćpie się. Niczego nie mogę jej obiecać. Tak rozmyślając szwendałem się do późnej nocy, dopiero po powrocie do akademika zdałem sobie sprawę, że zgubiłem klucze od pokoju. Chcąc nie chcąc zadzwoniłem do Filipa, był to pierwszy numer jaki wpadł mi do głowy. Dobra drugi, ale nie chciałem dzwonić do Akane. Poprosiłem go o towar na nockę, bez tego nie potrafię już zarwać nocki. Zresztą, w ogóle trudno mi nie spać bez narkotyków. Chwilę później był już pod budynkiem wręczając mi to o co prosiłem, zapłaciłem mu i pojechaliśmy na imprezę, weekend w końcu mamy. Pojechaliśmy do klubu naszego znajomego, dlatego wszystko mieliśmy za darmo, Filip trochę przesadził z alkoholem dlatego to ja później prowadziłem. Narkotyki nie przeszkadzały mi w prowadzeniu, wręcz przeciwnie, wyostrzały zmysły. Odwiozłem chłopaka do jego domu a sam ruszyłem w miasto, po jakimś czasie znowu wziąłem działkę, musiałem. Jak zwykle nie potrafiłem skończyć z tym raz na zawsze. Rzucanie ćpania jest proste, robiłem to ze sto razy. I mimo, że obiecywałem dziewczynie rzucić, to znowu nie dotrzymałem tego. Nad ranem jeszcze snułem się ulicami, dotarłszy do opuszczonego budynku wziąłem kolejny raz. Tak profilaktycznie. Amfetamina działała kojąco na nerwy, ale w połączeniu z alkoholem i innymi środkami pozwalała przeżyć noc i następujący po niej dzień. Śmiejąc się pod nosem ruszyłem miastem, nie wiedziałem gdzie, po prostu szedłem.


Akane? Nie zrzuciłam go z mostu jak planowałam ale naćpany za to jest xdd

Od Akane CD Anthony'ego

Nie wiedziałam co powiedzieć, chociaż znalazłabym kilka argumentów, aby to Anthony uciekł wraz ze mną. Ostatecznie poszłam wraz z nieznajomy, a raczej już znajomym. Zaprowadził mnie wprost pod same drzwi. Zaprosiłam go do środka, a on chociaż że się sprzeciwiał to go wręcz zaciągnełam siła do środka. Co prawda mój tato był zaskoczony całym tym zdarzeniem, ale opowiedziałam mu co i jak było się wydarzyło. Powiedziałam również, aby nie obwiniał Anthony'ego za to co się stało. Usłyszałam tylko od ojca:
- Dlaczego akurat ten chłopak zawrócił tobie w głowie? - ja się pod nosem uśmiechnęłam.
- Serce nie sługa - odparłam. Wzięłam nowo poznanego chłopaka za rękę i zaprowadziła go na górę.
- Weźmiesz prysznic albo wannę co jak wolisz. Ubrania na zmianę za chwilę ci przyniosę - weszliśmy do jednego z pokoi gościnnych.
- Dlaczego tak bardzo mi pomagasz? Nie zasłużyłem sobie na takie traktowanie - brunet wyglądał zupełnie na załamanego.
- To co było to już ma za sobą, a teraz jest teraz i wciąż możesz podejmować decyzje - poklepałam go po ramieniu co było najgorszą rzeczą. Zapomniałam o swoim ramieniu, ale poklepując chłopaka właśnie sobie o nim przypomniałam. - Ajć... - powiedziałam pod nosem.
- Twoje ramię, nie jest z nim najlepiej. Powinnaś pójść do szpitala - powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
- Rozgość się, a ja idę po czyste ubrania dla ciebie - nim brunet zdążył cokolwiek powiedzieć ja odeszłam.
Wzięłam czyste ubrania ze szafy brata i zaniosłam je do pokoju. Chłopak się kąpał, więc weszłam i położyłam na łóżku ubrania. Ja również poszłam się wykąpać jednak przed ten poprosiłam jedną ze służących, aby przyniosła mi apteczke. Po dostaniu apteczki w swoje ręce, zamknęłam się w pokoju. Wykąpałam się przy okazji trochę się odprężyłam i uspokoiłam. Jednak nie do końca ze względu na to, że kompletnie nie wiedziałam co się dzieje z A-chanem. Ubrałam to co miałam pod ręką, ale miałam pewien problem. Moja rana była na ramieniu, a jedna ręka mi się to nie uda. Wyjrzałam na korytarz i jedyna osoba jaką zobaczyłam był chłopak.
- Czy coś się stało? - zapytał, a ja się niezręcznie uśmiechnęłam.
- Masz może czas? Bo widzisz, mam pewien drobny problem - podszedł bliżej, a ja powiedziałam cicho o co chodzi.
- Oczywiście że ci pomogę - dodał. Wszedł do mojego pokoju gdzie mi pomógł z opatrunkiem. Poszło mu to nawet dość sprawnie, jeżeli mam być szczera.
- Dziękuję ci bardzo - uśmiechnęłam się, a w odpowiedzi dostałam (raczej zobaczyłam) jego uśmiech. - Powinieneś częściej się uśmiechać - dodałam. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc szybko zakładając bluzę skierowałam się do schodów. Jednak zatrzymałam się, aby Anthony nie poznał, że wyczułam iż to on przyszedł. Zeszłam powoli po schodach, ale właśnie gdy spojrzałam się na jego i usłyszałam to co powiedział, zarumieniłam się. Zwróciłam na pięcie i wróciłam szybko do góry na wzgląd tego, że przypomniało mi się o niechlujnym wyglądzie moich włosów. Szybko pobiegłam do łazienki, gdzie uczesałam swoje włosy i splotłam je w grubego warkocza. Wyjęłam kilka kosmyków włosów po bokach. Wyszłam z łazienki po drodze napotykając się na chłopaka.
- Idziesz ze mną na dół? - zapytałam, a on się lekko uśmiechnął co przyjęłam za pozytywną odpowiedź. Zeszliśmy we dwójkę na dół, gdzie czekał Anthony oraz tata.
- Oni to się chyba nigdy nie dogadają - powiedziałam pod nosem całkowicie zrezygnowana z tego, że chociaż w jakimś stopniu się kiedykolwiek dogadają.
- Nie może być aż tak źle. Chyba wiesz że ktoś się czubi ten się lubi - poklepał mnie po ramieniu.
- Obyś miał rację - odpowiedziałam. N A-chan dlaczego to tak długo trwało? - zapytałam się, zawisając jednocześnie na jego plecach.
- Przepraszam - odpowiedział, a ja spojrzałam się na tatę.
- Tato nad czym się tak zastanawiasz? - spojrzałam się na niego, podchodząc tym samym w jego stronę. Stanęłam naprzeciwko niego i lekko przechylając swoją głowę na prawo a ręce biorąc za siebie, zapytałam.
- Jesteś może głodna? - zapytał, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. - Poza tym to nie przedstawiłaś mi jeszcze tego chłopca, który na pewno jest lepszy od tamtego obok - jak tato wspomniał o przedstawieniu chłopaku, to zapaliła mi się lampka w głowie, że nie znam jego imienia.
- No właśnie, nie zdążyłam się przez to wszystko zapytać o twoje imię - usiedliśmy w salonie. Ja z Anthony'm usiedliśmy na sofie, tata naprzeciwko nas a po mojej lewej stronie na fotelu usiadł chłopak. - Przepraszam, że się nie przedstawiłam - spojrzałam się na chłopaka z lekkim zawstydzeniem. - Moje imię znasz, ale ja nie znam twojego.
- Po co chcesz znać jego imię? - spojrzałam się na A-chana.
- A-chan przestań - szturchnełam go z grymasem na twarzy.

<Anthony?>

wtorek, 21 listopada 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Oni nas zabiją, to koniec. Boże za jakie grzechy?!
- Akane. - mruknąłem.
- Tak?
- Idź do domu, nie wychodź dopóki nie napiszę, że jesteś bezpieczna. To nie prośba. Idź.
Dziewczyna nie wiedziała o co mi chodziło, patrzyła na mnie wystraszona.
- A-chan. Co ty chcesz zrobić?
- Idź do domu. - warknąłem. - Ty! - zwróciłem się do chłopaka. - Masz ją doprowadzić pod same drzwi albo inaczej porozmawiamy. - mruknąłem groźnie.
Dziewczyna chciała protestować ale najwidoczniej chłopak zdawał sobie sprawę z tego co nam grozi, przytuliłem ją szepcąc niemrawe "przepraszam" po czym zabrał ją do jej domu. Ruszyłem w stronę budynku, z którego wyszliśmy. Przez długie godziny rozmawiałem z facetami, udało mi się ich przekonać do siebie. Wsiadłem z nimi do samochodu i podjechaliśmy pod dom Drakona. Weszliśmy, szef nie był zadowolony.
- Idioto nie tak miałeś to zrobić! Jeden krok nas dzielił od wkręcenia się do wpływowej rodziny! - krzyczał. - Byliśmy prawie ustawieni! Ale musiałeś to spieprzyć! Dlaczego nie poszedłeś według planu?
Milczałem. Raz.
- Mówię coś do Ciebie! Odpowiadaj!
Pustym wzrokiem patrzyłem na szefa. Dwa.
- Dosyć tego! - wyciągnął broń i mierzył do mnie.
Stałem jak gdyby nigdy nic. Trzy.
- Anthony!
- Nie zastrzelisz mnie. - mruknąłem patrząc mu w oczy.
- Hę? Niby skąd ta pewność? Spieprzyłeś robotę więc nie jesteś mi już potrzebny!
- Jeśli mnie zastrzelisz dotrze ta informacja do dziewczyny, od niej do jej rodziców. Myślisz, że tak po prostu to wszystko oleją? Śmieszne. - uśmiechnąłem się triumfalnie.
- To o to ci cały czas chodziło? Załatwiłeś sobie nie dość, że pieniądze ode mnie to jeszcze ochronę dzięki tej małej? - opuścił broń - Jesteś lepszym krętaczem niż mogłoby się wydawać.
- Co teraz zrobisz? - zawsze trzeba mieć w rękawie jakiegoś asa.
- Najchętniej bym Cię zastrzelił. Wiem, że źle to się skończy dla mnie. Zapędziłeś mnie w ślepą uliczkę.
- Nie jesteś taki spostrzegawczy i niepokonany jak myślałeś, co?
- Czego chcesz? - warknął.
- Nie tym tonem kotku. - uśmiechnąłem się. - Nie jednego z twoich ludzi załatwiłem. Źle odbierasz osoby. - podpisałem znacząco głową. - Rafi szybko się usunàł jak to i owo mu powiedziałem.
- To przez Ciebie stchórzył?! Co żeś mu nagadał?!
- Wystarczyło mu powiedzieć, że na imprezie coś ciekawego się wydarzyło i tak się zastraszyć jak małe dziecko. Twoi dwaj agenci są po mojej stronie, nie wiedziałeś, że załatwiają mi towar co? - zaśmiałem się.
Przypatrywałem się zdziwieniu na twarzy mojego dotychczasowego szefa. Nie wiedział co ma w tej chwili zrobić.
- Ha! Nie martw się to jeszcze nie koniec. Nie zdałeś sobie sprawy z tego, że twój wspólnik oszukał Cię na każdy możliwy sposób. Nie zauważyłaś, że okradł Cię z bardzo wysokiej sumy.
- Co?! To niemozliwe! Zauważyłbym!
- Z braku gwoździa... podkowa została zgubiona. Przez brak podkowy, rumak był stracony. Bez rumaka... wiadomość nie została dostarczona. Z powodu niedostarczenia wiadomości... wojna została przegrana. - zacytowałem znane japońskie przysłowie. - Nic tu po mnie. Żegnam. - uśmiechnąłem się triumfalnie i ruszyłem w kierunku drzwi.
Zatrzymał mnie jakiś ochroniarz, złapał mnie za ramię od tyłu, intuicyjnie i odruchowo wykonałem akcję samoobrony, której nauczył mnie sensei podczas mojego pobytu w Japonii. Złapałem faceta za nadgarstek i przerzuciłem go szybkim ruchem przez plecy po czym upadł z głośnym hukiem na ziemię. Nie czekając za długo wykręciłem mu nadgarstek do momentu aż usłyszałem lekki trzask.
- Nie próbuj czegoś takiego więcej. - warknąłem do typa i odszedłem.
Znowu czułem to świetne uczucie, znowu bezkarnie mogłem komuś zrobić krzywdę. Nikt mi tu nic nie może zrobić. Wygrałem tę rundę. Co będzie jednak w rozdaniu następnej casty? Uśmiechnąłem się pod nosem i zarzuciłem kaptur na głowę, po czym ruszyłem przed siebie. Czułem się świetnie po złamaniu nadgarstka temu facetowi, kierowało mną dziwne uczucie. Jakbym to mi nie wystarczyło, przegryzłem wargę, chciałem więcej, to jest gorsze uczucie niż głód narkotykowy. Po półgodzinnym marszu dotarłem do domu mojej dziewczyny. Dziwnie to brzmi w mojej głowie, moja dziewczyna, na prawdę moja, nie jakaś pusta lalka poznają dzień wcześniej na imprezie, z którą spało pół miasta. Była moją dziewczyną, której nie dotknie żaden z moich kolegów, ani sama nie będzie się przystawiać do każdego typa. Dotarłem przed drzwi, miałem kiedyś do czynienia z ojcem Akane, zanim jeszcze się poznaliśmy. Ciekawi mnie jego reakcja na to, że kochana córusia pokochała dupka i narkomana. Zapukałem a po chwili ktoś otworzył drzwi.
- Akane. - Powiedziałem tylko i zostałem wpuszczony do środka.
Widocznie wiedzieli kim jestem i co tu robię, a przynajmniej myśleli, że wiedzą. Po schodach wchodziła właśnie dziewczyna w uroczym stroju i związanych niedbale włosach.
- Witaj kotku. Dawno się nie widzieliśmy. - Powiedziałem z lekkim uśmiechem, wpatrując się w nią uporczywie.
Dziewczyna zobaczywszy mnie zarumieniła się i uciekła na górę, z pewnością aby się "ogarnąć" - szkoda, wyglądała prześlicznie.
- Ty?! Co ty tu robisz Callendier?!
- Miło mi poznać tatusia mojej kotki. - uśmiechnąłem się wrednie do ojca Akane.
Ciekawie się zapowiada. Akane, twoi rodzice raczej mnie nie pokochają, ale wystarczy, że ty mnie kochasz... Z wzajemnością..

Akane? Na początku miała to być drama nad dramami ale jakoś kończąc to miałam dobry wyjątkowo humor ^^ 
Theme by Bełt