Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cher Myrtille. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cher Myrtille. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 czerwca 2018

Od Cher

Szum z dworu towarzyszył mi przy czytaniu kolejnego romansidła. Zegarek na szafce nocnej pokazywał godzinę 18:59. W moim pokoju unosił się charakterystyczny zapach mokrej gleby. Przez otwarte okno naleciało już sporo deszczu na parapet, ale nie zamierzałam nic z tym zrobić. Początek czerwca zwiastował upalne dni, ale towarzyszył im często deszcz, co niewiarygodnie mnie cieszyło. Kątem oka dostrzegłam jasny błysk w oknie, po czym rozbrzmiał głośny grzmot. Jeszcze lepiej. Burze to zjawiska, które podziwiałam z powodu ich majestatu, mroku i tajemniczości. Myślę, że mogłyby stanowić ciekawą filozoficzną przenośnię co do współgrania dobra i zła na świecie. Uwielbiałam piątkowe wieczory, gdy jedyne o co musiałam się martwić, to czy główna bohaterka wybierze życie z przystojnym brunetem, czy zdecyduje się wyjechać na prestiżowe studia. Popijając herbatę doczytałam ostatnie słowa na stronie. Rozdział później, gdy znów chciałam upić łyk owocowego naparu, uświadomiłam sobie, że już nie miałam czego pić, bo żółty kubek z kwiatkiem był zupełnie pusty.
Wygramoliłam się spod kołdry i wsunęłam stopy w szare kapcie. Kompletnie wyparłam z myśli fakt, że ktoś może błądzić po akademickich korytarzach po dziewiętnastej w piątek. Przelotnie zerknęłam w lustro przy drzwiach. Miałam na sobie krótkie spodenki, teoretycznie do ćwiczeń, ale w życiu ćwiczyłam w nich może ze cztery razy oraz podkoszulek z jakimś tandetnym barankiem. Przejechałam dłonią po rozpuszczonych włosach. To tylko spacer po herbatę. Co może się stać?
Tuż przed wyjściem zamknęłam okno i odstawiłam książkę grzbietem do góry.
Przeszłam przez oświetlony korytarz w stronę schodów na jego końcu. Kiedy zeszłam na dół, ujrzałam automat z gorącymi napojami. Wybrałam wrzątek i włożyłam torebkę z herbatą do kubka. Automat bardzo wolno działał, a mnie zaczynało się nudzić. Czas nieubłaganie mijał, a wrzątku dalej nie przybyło. Może automat się popsuł? Kiedy chciałam sprawdzić, czy wszystkie kable są podłączone, rozbrzmiał głośny grzmot i zgasło światło. Zmroziło mnie, ponieważ tuż po pająkach i clownach, najbardziej boję się ciemności. Nie panikuj, powtarzałam sobie, ale zbytnio nie pomagało.
- Jest tu ktoś? - usłyszałam męski głos z drugiego końca pokoju.
- Ja jestem - odpowiedziałam cicho, próbując przypomnieć sobie, kto był ze mną w tym pomieszczeniu. Byłam pewna, że samotnie spędziłam ostatnie minuty przed zgaśnięciem świateł.
- Jak masz na imię? - spytałam nieznajomego.
(ktosiu?)

wtorek, 17 kwietnia 2018

Od Cher CD Michaela

Pytanie chłopaka przypomniało mi, że nie zabrałam żadnego okrycia wierzchniego. Poczułam gęsią skórkę na ramionach.
- Nie przeszkadza mi lekki chłód - odrzekłam z uśmiechem. Wskazałam ruchem głowy na płótno pod pachą Michaela - nad czym pracujesz?
- Sam jeszcze nie wiem. Ma to być rysunek o tematyce wiosennej.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem, bo wiem, że czasem ciężko jest złapać wenę. Chłopak rozejrzał się dookoła, przejeżdżając przy tym dłonią po jego rudych włosach.
- Chcesz się przejść? - zapytał.
- Jasne - wstałam z ławki i poprawiłam już trochę pomiętą koszulę.
Pozwoliłam Michaelowi wybrać trasę, gdyż nie znałam jeszcze okolicy. Spacer był przyjemny i mogłam nacieszyć się widokiem przeróżnych gatunków kwiatów, drzew i krzewów. W trakcie podziwiałam rozbudzającą się naturę. Widziałam jak mała wiewiórka, obgryzała orzech. Obserwowałam jak dwa motyle wirowały wokół siebie niczym w tańcu. Podleciała do nas pszczoła i przywitała swoim brzęczeniem.
- Pięknie tu - powiedziałam cicho.
- Też tak uważam - usłyszałam - ten park to idealne miejsce dla relaksu.
- Zapamiętam sobie - uśmiechnęłam się. Cieszę się, że akademię otacza taki piękny park. Uwielbiam przebywać wśród zieleni, traktuję ją jak moją małą świątynię. Co jakiś czas zerkałam na chłopaka. Z początku wydawał się być czymś przygnębiony, chociaż i tak dobrze to ukrywał, ale teraz biło od niego taką samą pozytywną energią co dzisiaj rano. Wyglądał, jakby w jego głowie błądził jakiś pomysł. W pewnym momencie zatrzymał się i otwartą dłonią wskazał obiekt przed nami.
Przed moimi oczami ukazało się majestatyczne drzewo. Było ogromne i stabilne.
- Wspinamy się? - spytałam.
- Na to pytanie czekałem - powiedział radośnie. Chłopak pomógł mi wspiąć się na pierwszą gałąź, po czym do mnie dołączył bez problemu, gdyż znacznie ułatwiał mu wzrost i siła jaką posiadał.
- Ćwiczysz coś? - spytałam z ciekawości. Wspinaczka nie wydawała się mu szczególnie trudna.
- Od czasu do czasu zagram w koszykówkę.
- Lubię sporty, ale akurat ten nie jest dla mnie stworzony. Jestem najzwyczajniej beznadziejna. Za to lubię pływać.
Weszliśmy wyżej i usiedliśmy na grubej, stabilnej gałęzi, aby odpocząć. Wciągnęłam powietrze i poczułam delikatny zapach kory i liści drzew. Stąd widziałam potężny gmach Akademii Green Heels.


<Michael?>

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Michaela CD Cher

I pomyśleć, że to dopiero poniedziałek. Ludzie, sam początek, toż to sam początek!
Ze zrezygnowaniem oparłem głowę o chropowate, wciąż puste płótno. Zaraz po lekcjach dosłownie wpadłem do pokoju klubowego, rozstawiłem sztalugi tuż przed oknem, wybrałem farby - padło na akwarele - po czym usiadłem z mocnym postanowieniem ogarnięcia czegokolwiek na zbliżający się wielkimi krokami konkurs. "Wiosna w sercu i na wierzchu", na litość, kto wymyśla takie tytuły?
Westchnąłem przeciągle i bez przekonania machnąłem pędzlem w powietrzu. Terminy mnie goniły, a im więcej dni przemijało, tym szybciej moje chęci malały - jak kostki lodu w gorącej herbacie.
Na dobrą sprawę, co mógłbym namalować? Sad z kwitnącymi drzewami? Tylko co wtedy z tą wiosną w sercach? Dodać grupkę roześmianych dzieciaków? Na którymś pniu dorobić wyryte inicjały obrysowane koślawym sercem?
Nagle usłyszałem charakterystyczny dźwięk przychodzącej wiadomości. Wyjąłem telefon z kieszeni - pisał nie kto inny, jak Czesiek z pytaniem, gdzie się podziewam, bo Immi go molestuje wzrokiem. "Będę dzisiaj później", naskrobałem szybko. Po chwili namysłu dodałem też prośbę, żeby nakarmił kotkę, co spotkało się z serię bluzgów ze strony rudzielca.
- Cóż, może się nie pozabijają - mruknąłem, wyciszając telefon. Spojrzałem na puste płótno. - Tylko ja i ty, mój drogi. Zaczniemy współpracować?
Nie doczekałem się odpowiedzi - może to i lepiej. Z drugiej strony, nie czułem żadnej więzi z przyszłym obrazem, co było zdecydowanie złym znakiem. Jak tak dalej pójdzie, to nawet jeśli coś namaluję, będę mógł użyć tego co najwyżej jako zastępstwo deski snowboardowej w ekstremalnych warunkach. Pracy nie zrobię zdecydowanie.
Wymamrotałem pod nosem parę niecenzuralnych obelg pod adresem terminów, po czym sprzątnąłem wszystko i ruszyłem w stronę pokoju. Czesiek siedział na łóżku z nosem w książce, choć, rzecz jasna, telefon leżał w zasięgu jego ręki. Gdy tylko zapikał, rudzielec od razu przylepił się do ekranu, szybko stukając jakąś wiadomość. Minęła dobra chwila, nim mnie zauważył.
- Siema, kurduplu - machnąłem mu ręką. - Ja tylko na chwilę, zaraz uciekam.
Pogłaskałem Immi, i nachyliłem się nad miseczkami - puste. Westchnąłem ze zrezygnowaniem, patrząc spod przymrużonych powiek na rudzielca i wsypałem trochę karmy oraz dolałem mleka. Zabrałem też szybko szkicownik. Może na zewnątrz prędzej coś ustrzelę, trochę świeżego powietrza dobrze mi zrobi - a już na pewno nie zaszkodzi.
- Zabrałbyś tego kota - burknął Czech - patrzy się na mnie!
Normalnie tego typu komentarz - powtarzający się wszak dość często - zbyłbym pewnie uśmiechem, może jakimś złośliwym docinkiem. Dzisiaj mnie jednak wyjątkowo zirytował - Immi siedziała sobie spokojnie na parapecie i obserwowała uważnie ptaki na gałęzi bezlistnej wiśni i miała nas obu w poważaniu.
- Będziesz musiał sobie jakoś poradzić, bardzo mi przykro - warknąłem, powstrzymując się z całych sił, by nie wygarnąć czegoś więcej. Zamiast tego, wsadziłem sobie szkicownik pod pachę, a ołówki poupychałem po kieszeniach.
Szybko wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi - o ile nie podeszło to już pod trzaśnięcie. Skierowałem się na zewnątrz, po kilku krokach jednak mocno zaswędział mnie nos - kiedy jednak uniosłem dłoń, by dokładnie podrapać skórę, na jej wewnętrznej stronie dostrzegłem ślady czarnego tuszu. Przez chwilę myślałem, że musiałem pobrudzić się farbą, jednak smugi układały się w nic innego, jak ciąg liczb.
No tak. Stołówka. Schabowy. Cher. Tak, teraz już pamiętam. Właściwie to... czemu nie? Przy kimś zawsze łatwiej o wenę, a dziewczyna miała naprawdę sympatyczną aurę, trochę jak Mariś - na samą myśl o młodszej siostrzyce opuściły mnie nerwy, nadal jednak nie miałem zbytniej ochoty wracać do pokoju. Zamiast tego, wyjąłem telefon i wystukałem SMSa do nowej znajomej z pytaniem, czy jest wolna. Odpowiedź przyszła zaskakująco szybka - była, a i owszem, w chwili obecnej siedziała sobie w parku. Gdy zapytałem, czy mogę dołączyć, też się zgodziła, tam zatem się też udałem.
Znalazłem ją szybko - o tej porze większość uczniów siedziała nad lekcjami albo w pracy, tym bardziej, że na zewnątrz nadal nie było zbyt ciepło.
- I jak tam? - zagadałem, podchodząc. - Męczący dzień? Nie za zimno ci aby?
< Cher? Przepraszam, że dopiero odpisuję >

poniedziałek, 5 marca 2018

Od Cher CD Michaela

- Jestem Cher Myrtille - uśmiechnęłam się, - chodzę do klasy drugiej a. Jeszcze nie miałam okazji z nikim pogadać, bo wszyscy wydawali się bardzo zajęci.
Gdy ja opowiadałam o sobie Michael zajadał się szkolnym obiadem. Kto by się spodziewał, że można jeść z taką prędkością? Ledwo co doszłam do połowy swojego posiłku, przed chłopakiem spoczywał już pusty talerz.
- Niewiarygodnie szybko jesz - powiedziałam zaskoczona, na co parsknął śmiechem. Kiedy już skończyłam jeść, wstaliśmy od stołu i odnieśliśmy tace. Michael był na tyle miły, że odprowadził mnie pod samą klasę, w której miałam mieć matematykę.
- Tu masz teraz zajęcia? - spytał, gdy staliśmy pod drzwiami sali.
- Tak, dziękuję, że mnie odprowadziłeś - posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił.
- To ja się będę zbierać, bo zaraz mam biologię.
Do głowy przyszedł mi jeden pomysł i musiałam szybko podjąć decyzję, czy zrealizować go.
Raz się żyje...
- Czekaj - zatrzymał się i odwrócił - podaj rękę.
Wyjęłam z torby czarny długopis i złapałam rękę chłopaka. Zerknęłam, by sprawdzić. reakcję Michaela, ale nie wydawał się być zniechęcony moim przedsięwzięciem, więc kontynuowałam czynność. Zapisałam na wewnętrznej stronie jego nadgarstka ciąg liczb, które w całości stanowiły numer mojego telefonu. Na pożegnanie pomachałam i szybko weszłam do klasy.
Drugą połowę dnia rozpoczęłam z o wiele lepszym samopoczuciem. Na zajęciach rozumiałam o czym mówią nauczyciele, a na przerwach powracałam do wspominania dzisiejszego spotkania. Zastanawiałam się czy rozwinie się ta znajomość.
Jak tylko weszłam do pokoju po zajęciach rzuciłam się na łóżko.
- Jak można zadać tyle pracy domowej? - westchnęłam. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać zdjęcia moich znajomych z Francji. Kilka zdjęć przedstawiało urocze krajobrazy z mojego miasteczka. Lubiłam tam chodzić na długie spacery i po prostu podziwiać naturę. Ale okolice akademii też wydają się malownicze, więc nie narzekam.
Niechętnie wstałam z wygodnego materaca i przysiadłam do matematyki. Zadania nie były jakoś bardzo trudne, ale przy moim zapale do pracy czas się okropnie dłużył. Wyjrzałam za okno - było nadal jasno, a atmosfera na zewnątrz kusiła, żeby wyjść i napawać się świeżym powietrzem.
- Przerwa od nauki na pewno dobrze mi zrobi.
Schowałam telefon do kieszeni, chwyciłam klucz i wyszłam z pokoju.
   Park przy akademii od razu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pomyślałam sobie, że będę tutaj częściej przychodzić poczytać książkę, czy też się pouczyć. Od początku mojego spaceru minęło już dobre piętnaście minut, a ja nadal nie czułam się znudzona.
   Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk, dochodzący z mojej kieszeni. Oznaczał, że dostałam wiadomość.

<Michael?>

wtorek, 27 lutego 2018

Od Michaela CD Cher

Dwie matematyki na dobry początek tygodnia - a co komu szkodzi! jedna dobra rzecz, że przynajmniej podstawa - gdyby to miało być rozszerzenie, chyba postarałbym się o zmianę klasy, nawet jeśli dla mnie, jako dla stypendysty, było to wręcz niemożliwe. Co prawda, lubię rozwiązywać przykłady,stanowiło to zawsze całkiem niezły sposób na skupienie myśli - zawsze wychodzi określony wynik, coś jest dobrze albo źle. Teoretycznie - nic prostszego. Od zawsze uważałem się jednak za humanistę, dziadzio kładł duży nacisk na sztukę - aja koniec końców postanowiłem pójść w stronę języków obcych. Co prawda, ścisłe jakimś większym problemem nie były, przynajmniej część, co nie zmieniało faktu, że nieraz musiałem naprawdę porządnie przysiąść do danego tematu, by go na początku spróbować choć ogarnąć - czasem były dla mnie dość... nielogiczne, o ironio, więcej sensu odnajdywałem w zawiłych wierszach - interpretacje stanowiły dla mnie zawsze pole do popisu, gdzie mogłem się spodziewać naprawdę wszystkiego. Na pozór kilka zwykłych linijek zapisanych w sposób żartobliwy, okazywały się kryć w sobie drugi, o wiele głębszy sens. Wyszukiwanie takiego czegoś było dla mnie naprawdę wielką frajdą.
- Długo jeszcze zamierzasz się modlić nad tym plecakiem? - zdecydowane klepnięcie w ramię przywróciło mnie do rzeczywistości. Nieco otumaniony, podniosłem wzrok, a moje oczy po sekundzie natrafiły na rozwichrzoną czuprynę małego Czecha.
- Facet, ja bym sobie dzisiaj został w domu - jęknąłem, opierając głowę o szafkę. - Wciśnij jakiś kit, że mnie grypa złapała czy coś...
- O nie, nie, nie - pokiwał energicznie głową, a rude kudły zatrzepotały wokół jego łba jak jakieś śrubki. - Sam się męczyć nie będę!
- Przynajmniej wcześnie kończymy - uznałem, wyciągając do przyjaciela rękę, by pomógł mi wstać. Ten złapał ją i zdecydowanie podciągnął mnie w górę. - Oby francuski, potem już górki, nie?
- Mmm - przytaknął, wrzucając do Juniora kilka podręczników. Klikał też coś szybko na telefonie z bananem na twarzy - czyli ani chybi mnie nawet nie słuchał, a jak już, to jednym uchem mu wlatywało, drugim wylatywało.
- A ty znowu romansujesz, sznyclu jeden? - zmieniłem Immi wodę, a na drugie ramię zarzucałem plecak. - Chodź już lepiej, bo się spóźnimy, a ja głodny jestem.
- Chwila, słuchawek szukam - przetrząsał szafki, marszcząc brwi. Westchnąłem ciężko.
- Ja je mam, rudzielcu jeden, na lodówce były. Oddam ci je na stołówce, raz, dwa, proszę mi już wychodzić! Jajecznica nie będzie wiecznie czekać!
***
Czesiek gdzieś wybył zaraz po francuskim - jak zwykle zresztą, nawijał coś przy okazji o jakichś papierach w związku z klubem siatkarskim. Wziąłem głęboki wdech, maszerując szybko przez korytarz pełny uczniów, którzy zgodnie kierowali się wartkim strumieniem w stronę stołówki. Cóż, długa przerwa, a większość o tej porze miała lekcje, więc to dość normalne - wszyscy chcieli zjeść coś porządnego, skoro mieli ku temu okazję.
Wziąłem tackę i grzecznie ustawiłem się do dość długiej kolejki - rozglądałem się przy okazji za znajomymi twarzami, ale wszyscy, których wypatrzyłem, byli akurat za daleko, aby zagadać. Pomachałem do Nitza i Niki, ale najwyraźniej nawet mnie nie zauważyli, pochłonięci rozmową tak bardzo, że wręcz świata nie widzieli. A może to kwestia schabowych? Też potrafiły nieźle zamącić w głowie! Ach, jakże mi tęskno było do domowej kuchni!
Nagle poczułem, jak tacka obija się o moje plecy - dość normalne, biorąc pod uwagę dzisiejszy rozgardiasz. Odwróciłem się, by sprawdzić, kto to taki - a nuż jakiś znajomy chciał się przywitać? Moim oczom ukazała się jednak zupełnie obca dziewczyna - średniego wzrostu, dość drobna brunetka. Od razu zwróciłem też uwagę na jej oczy - duże, całkiem ładne, ich cechą charakterystyczną był jednak kolor - fiolet, ściślej rzecz ujmując.
- Bardzo przepraszam - mruknęła, wyraźnie speszona.
Machnąłem wolną ręką.
- Spoko, ciężko tu kogoś nie walnąć, jak tak głośno. Swoją drogą, nie kojarzę cię, nowa jesteś?
- Tak - uśmiechnęła się, choć z nadal widocznym zażenowaniem. - To mój pierwszy dzień.
- Oj, to pewnie masz już dość, co? - parsknąłem śmiechem. - Ja na początku zupełnie nie mogłem ogarnąć co i jak, jak się nie zna szkoły, to to istny labirynt. Jak ogółem wrażenia? Żarcie mają dobre, zaraz się przekonasz! - tu przerwałem, bo właśnie nadeszła moja kolej.
Sympatyczna kobieta - pani Krysia, która zawsze dawała mnie i Cześkowi dodatkowe kanapki - uśmiechnęła się szeroko i nałożyła mi kopiastą porcję ryżu, wrzucając też kotleta. Podziękowałem i wziąłem od razu kompot, po czym zacząłem rozglądać się za wolnym miejscem - akurat tuż obok zwolnił się stolik, szybko zatem usiadłem i pomachałem do nowej dziewczyny, gdy ta odebrała i swoją porcję.
- Chodź śmiało! - zawołałem, a ta po chwili wahania dołączyła się. - Nie przedstawiłem się jeszcze ogółem, co nie? Michael Rosenthal z IIb, śmiało możesz mówić Misiek. A ty jak się nazywasz? No i opowiadaj, bo nie dałem ci dojść do słowa, jak wrażenia z pierwszego dnia w akademii? Która klasa, jak tam ludzie?
< Cher? >

poniedziałek, 5 lutego 2018

Od Cher DO Michaela

Zmiana otoczenia nigdy nie wydawała mi się prosta. Szczególnie, że nikogo nie znałam. W Sceaux - moim rodzinnym miasteczku, miałam wielu znajomych, ale rodzice nalegali na mój wyjazd, w celu poznania świata i zdobycia nowych doświadczeń. Tak oto znalazłam się tu, w północnej Irlandii.
Początek pierwszego dnia w nowej szkole zleciał mi bardzo szybko. Kiedy zadzwonił dzwonek, zwiastujący przerwę obiadową, jedyne na co miałam ochotę, to zostać w ławce i udawać, że dobrze się bawię, rozwiązując dodatkowe zadania z matematyki. Bałam się wstać i wyjść na korytarz, żeby uświadomić sobie, że byłam samotna. Przekartkowałam zbiór i znalazłam jakieś zadanie z gwiazdką.
- To się nada - mruknęłam cicho pod nosem.
Rozwiązanie jednak okazało się o wiele prostsze niż przewidywałam i skończyłam je po zaledwie paru minutach. Zostało mi jeszcze dużo czasu do dzwonka, więc wstałam od biurka i niepewnie skierowałam się do drzwi na korytarz z myślą, że i tak to mnie nie ominie. Kiedy się rozejrzałam, rozpoznałam z mojej klasy wysoką dziewczynę o krótkich włosach - Natashę, jeśli się nie mylę. Była pochłonięta rozmową z nieznaną mi blondynką. Poprawiłam torbę na ramieniu i skręciłam w kierunku stołówki. Po drodze mijałam osoby, ale wszystkie były dla mnie niczym nieznajome twarze, których ciekawskie oczy przelotnie na mnie zerkały, po czym powracały do poprzednich czynności. Zanim weszłam do stołówki, rozpoznałam jeszcze jedną postać - Akane. Widziałam ją dzień wcześniej, jak wchodziła do pokoju obok mojego. Nigdy nie zamieniłyśmy słowa, ale od razu wiedziałam, że to uprzejma osoba.
Stołówka była zapełniona tłumem głodnych uczniów. Niektórzy z nich siedzieli przy stołach i zajadali się obiadem, inni za to dalej czekali na obiad. Gwar i śmiech przepełniał salę. Powędrowałam do niekrótkiej kolejki, wypatrując przy tym jakiegoś wolnego miejsca. Los chciał, abym już pierwszego dnia zrobiła coś bardzo głupiego. Zapatrzona w tłum, nie zauważyłam człowieka przede mną i wpadłam prosto na jego plecy.
- Bardzo przepraszam - odrzekłam szybko...

ktoś?

sobota, 3 lutego 2018

Nowa uczennica!

Cher Myrtille

Ksywka: Cherry
Wiek: 18
Klasa: 2A
Theme by Bełt