Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora Paresky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nora Paresky. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Od Daevy CD Nory/Czeslava

- Oh, ale przyznaj, że lubisz tam przychodzic... Jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś przychodził tam tak cżesto w tak krótkim czasie jak ty! Mogłabym nawet załatwić ci kartę zniżkową! - huhuh, co za towarzystwo.... Nigdy bym nie pomyślała... - No i czemu miałoby to być miejsce nieodpowiednie? Mamy pokoje prywatne, z karaoke, konsolami... Załatwię też jedzenie. Będzie fajnie, zobaczycie! - ignorowałam ich z lekka zdziwione spojrzenia. Wszyscy patrzyli, jakbym gadała w innym języku... No cóż, trudno. Nikt się przecież nie odezwał~
- No to postanowione~! - klasnęłam w dłonie. - Ja się wszystkim zajmę! Misiek, napiszę ci potem o której się spotkamy, przekażesz im! Ja lecę! - nakręciłam się jak zabawka na kluczyk. Sprężystym krokiem ruszyła, do drzwi, zabierając jedynie potrzebne rzeczy a reszte, jak zwykle, zostawiając tutaj.

Nie skupiałam sie dzisiaj zbytnio na lekcjach. Obmyślałam i zapisywałam wszystko, co było nam potrzebne na nasze małe spotkanie. Gdy tylko miałam wolną chwilę zadzwoniłam do szefa, prosząc go, by wszystko przygotował. Nie było problemu...

Po lekcjach szybko ruszyłam do klubu, by wyrobić jeszcze swoją zmianę. Byłam w wyjątkowo dobrym humorze. Już dawno nie dostałam tylu napiwków....
Skończyłam zaledwie pięć minut przed ustalonym terminem. Szybko poleciałam pod prysznic, lecz jeszcze gdy stałam pod strumieniami wody jedna ze współpracownic zajrzała do łazienki by przekazać mi, że moi "specjalni goście" już dotarli.... No świetnie!
Zdążyłam jedynie podsuszyć włosy i już biegłam do nich, starając się jakoś ogarnąć.
Tak jak rano wbiegłam do pokoju, ale tym razem odsuwane drzwi otworzyły się jeszcze zanim ich dotknęłam. Wobec tego nie zdążyłam wyhamować... Wpadając na Miśka.
Z rozpędu. A może i byłam sporo od niego mniejsza, ale właśnie ten pęd zrobił swoje.
Tuż za drzwiami był mały schodek, i po raz pierwszy się cieszyłam, że te pokoje mają baaaardzo miękką, piankową podłogę. Zazwyczaj wkurzałam się, bo obcasy sie zapadały, ale teraz, biorąc pod uwagę to, że Misiek leciał na plecy, a ja na niego... No i tak trochę wyżej poleciałam. No, trochę bardziej. Tak.. Nie do końca normalnie, booo... Biustem na twarz. Rozmowa Chesa i Nory natychmiast ucichła... Ups?

<Hm, kto teraz? >

Od Czeslava CD Nory i Daevy

- ZABIJĘ CIĘ! - warknąłem łapiąc za dłonie Michaela i próbując je oderwać od swoich włosów - JESTEŚ JUŻ MARTWY!
- Jak na razie jeszcze żyję - uśmiechnął się perfidnie
- Ty kurwo ty - zacisnąłem mocno powieki, gdy szarpnął niespodziewanie na przód
- Nie wyrywaj się, i tak nic Ci to nie da - zaśmiał się
- Jeszcze zobaczymy - syknąłem i wbiłem mocno paznokcie w jego skórę
- AŁ! To zabolało!
- I miało zaboleć - próbowałem go kopnąć w nogę, ale ten tak mocno pociągnął mnie w górę, że aż musiałem stanąć na palcach
- Uspokój się Czesiek, a nic złego Ci się nie stanie - powiedział spokojnie
Obdarzyłem go zabójczym spojrzeniem i przeklinając w duchu ruszyłem powoli. Naprawdę on się prosi o jakąś śmierć. Nie dość, że wyciąga mnie tak brutalnie z łóżka, po zaledwie godzinie, może dwóch snu. To jeszcze wyciąga mnie w piżamie i na bosaka na dwór. Niech go chuj w końcu strzeli, bo ja już nie wytrzymam. Sakra trzeba było brać ten osobny pokój! Uniosłem głowę lekko do góry, żeby zobaczyć, gdzie ten skurwesyn mnie prowadzi.
- CHYBA CIĘ POJEBAŁO! - warknąłem zatrzymując się w miejscu
- Co? - spytał zdziwiony
- Jeszcze się pytasz? Prowadzisz mnie do szkoły!
- I tak musisz iść na lekcje...
- Zaczynam dopiero o 9! Jak mogłeś mi to zrobić...
- Oj już już, luzuj gacie bro. Jest ósma, zdążysz jeszcze wrócić do akademiku
- Nie ma mowy.
- To będziesz cały dzień w piżamie? - zmarszczył brwi
- Tak - uśmiechnąłem się - I będę cały czas za Tobą chodził
- Debil
- Idiota

___________________

- Sak... - znowu prawie się wywaliłem - Sakra! Ty mendo jedna! - warknąłem powracając do wyprostowanej pozycji - Może byś trochę uważał na tych schodach, co? I może w reszcie byś mnie puścił? Przecież nigdzie Ci nie ucieknę...
- Nie ma mowy - odpowiedział - I tak jesteśmy już prawie na miejscu
- Aha? Co czyżby jakieś tajemnicze spotkanie ciepłolubnych?
- Zamknij się
- Oj w końcu byś się przyznał - uśmiechnąłem się
Nagle chłopak pchnął mnie z całej siły w otwarte drzwi.
- Sakurwa! Normalnie Cię uduszę! - wrzasnąłem odwracając się w jego stronę
- Oj no już, bro. Bo ci żyłka pęknie - wyszczerzył się szeroko
- Żeby zaraz Tobie coś nie pękło, ty szwabski pomiocie! - zacisnąłem mocno pięści i zrobiłem krok na przód.
- Um... chłopcy...? - odwróciłem głowę w kierunku, z którego nadeszły te słowa
- Oh! Nori! - Misiek mnie minął i uścisnął mocno Norę. Pieprzony ignorant -  Widzę, że już poznałaś się z Daevą.
Nagle Nora zwróciła się do mnie.
– Wywalił cię z łóżka, prawda?
Skrzyżowałem ramiona i posłałem temu pijackiemu nasieniu zabójcze spojrzenie.
- Owszem, a ty, co tutaj robisz?
- Właściwie sama nie wiem... - dziewczyna potarła kciukiem skroń - Mam być jakimś sekretarzem, czy czymś...
- Hę? - uniosłem brwi - Co?
- Dokładnie tak - uśmiechnął się Misiek
- Co ty brałeś padalcu? - uniosłem jedną brew
- Zachowuj się - mruknął - Jesteśmy na zebraniu samorządu szkolnego.
- Co? - parsknąłem śmiechem - I co ja niby tutaj robię?
- Zaraz się dowiesz... Dziewczyny. Pierwsza i najważniejsza zasada - wycelował palcem prosto we mnie - Nigdy, przenigdy nie dajemy przepustki temu osobnikowi
- CO?! - prawie zakrztusiłem się własną śliną
- To co słyszałeś bro - uśmiechnął się - dobrze wiem, że wykorzystałbyś ją na nielegalne przebywanie w części żeńskiej, albo poszedłbyś sobie na nocne penetrowanie.
- Taaa jakby brak przepustki mnie przed czymś powstrzymywał - przewróciłem oczami
- Dlaczego, akurat on? - zapytała nieznajoma mi dziewczyna
- Bo to największy lowelas jaki nosiła ta ziemia i lepiej go powstrzymać
Wbiłem wzrok w tę niewysoką dziewczynę i momentalnie zbladłem, gdy rozpoznałem znajomą twarz. Co prawda wyglądała teraz inaczej niż zazwyczaj, a jej strój to już kompletnie odmiana. Nie spodziewałem się, że spotkam ją w akademii... a już zwłaszcza na zebraniu samorządu szkolnego.
- Ale wracając - kontynuował Misiek - Jak zapewne wiecie, po przeniesieniu zostałem Przewodniczącym Samorządu...
- ... dupolizem - przerwałem
- Zamknij się. I zostałem poproszony o przydzielenie osób na dwa pozostałe stanowiska.
- Dlaczego, akurat ty? - uniosłem brew
- Bo tak się składa, że ja znam najlepiej osoby, które tutaj się przeniosły, bo Dea jeszcze ich nie zna.
,,Dea'' a więc tak ma na imię...
- Dobraaaa.... to co ja tutaj robię? - zapytałem
- Jest potrzebny ktoś na stanowisko skarbnika i pomyślałem...
- HAHAHAHAHAHA To źle pomyślałeś - parsknąłem śmiechem - Nie mam zamiaru pchać się do samorządu.
- Miałbyś przepustkę...
- Nie, nie i jeszcze raz nie - pokręciłem głową - Nie liczcie na mnie w tych sprawach.
- A ty Nora? - zwrócił się do dziewczyny - Zostaniesz sekretarzem?
- Co miałabym robić? - zapytała
- Tak naprawdę to tylko sporządzać raporty na temat spotkań, spisywać to co robiliśmy na zebraniu, to co obmówiliśmy i ustaliliśmy.
- Mmm no może być...
- Świetnie! - powiedział uradowany i zapisał coś na kartce - Ches... no weź, będzie tylko trzymał kasę w pokoju...
- Nie ma mowy - pokręciłem głową - Po moim trupie. Co najwyżej mogę wpadać rzucać wam pomysłami, ale do zarządu nie dołączę. Z resztą jakbyś usadził mnie na stanowisku to dyrekcja, by Cię zdetronizował. Na tysiąc procent znają moje zasługi z Irlandii.
- Taaa, ale no...
- Nie. Zdania nie zmienię.
- Bro...
- Nie.
- Jak nie chce to go nie męcz - odezwała się Dea - Znajdzie się kogoś innego.
- Skoro tak mówisz - westchnął Michael
- To co? Może wieczorem wybierzemy się na jakieś spotkanie integracyjne?
- Uuuu brzmi ciekawie. Dokąd?
- Możemy jechać do Lewiston i wstąpić do Lexusa - odrzekła - nie musielibyście nic płacić.
- Lexusa? - nie sądziłem, że jest aż tak bezpośrednia
- Owszem - uśmiechnęła się do mnie - Nie podoba Ci się to miejsce? Przecież często tam wpadasz.
- Nie przesadzajmy - przełknąłem ślinę - Nic do niego nie mam... ale to dosyć nietypowe miejsce na spotkanie samorządu szkolnego...

Dea?

Od Nory CD Daevy

„Jutro pójdę spać wcześniej”
Ile razy już to sobie obiecywałam i ile razy te plany szły hen, hen daleko na bok? Zbyt często. Wynik ja zawsze 1:1.
Położyłam przedramiona na stoliku, przy którym siedziałam od dobrych dziesięciu minut i podparłam brodę na dłoniach, przymykając tym samym oczy. A mogłam wyjść z pokoju jak najpóźniej, by na spotkanie przyjść na ostatnią chwilę. Tak byłoby chyba najlepiej. Przynajmniej nie zasypiałabym na siedząco w oczekiwaniu na wszystkich. I pomyśleć, że przede mną jeszcze sześć godzin wytężania mózgu. Zasnę... po prostu zasnę...
„Już zasypiasz” – odezwała się podświadomość, wzdychając głośno z niesmakiem. Ewidentnie była zawiedziona moim podejściem do snu. I szczerze powiedziawszy wcale jej się nie dziwiłam.
Zmusiłam się do otwarcia oczu, co przyszło mi z ciężkim trudem, więc ostatecznie jedynie je uchyliłam i zerknęłam na godzinę w telefonie. Powoli dochodziła siódma czterdzieści, a nikt jeszcze nie przyszedł. Odblokowałam telefon i weszłam na pocztę. Po zaktualizowaniu nie pojawiła się żadna nowa wiadomość. To samo na messengerze i w innych miejscach.
Nudyyy...
Gdzie są wszyscy? Oparłam czoło o blat stolika i jęknęłam przeciągle. A co jeśli pomyliłam dni? Może wcale nie chodziło im o ten poniedziałek? Może chcieli się spotkać w przerwie na lunch? A może zupełnie po lekcjach?
Jedna negatywna myśl podziałała jak palec tykający pierwszą kostkę domina. Mój mózg zaczął wymyślać coraz to kolejne i kolejne, mniej lub bardziej absurdalne, zmyślne, a ja przez zmęczenie i narastające obawy coraz to bardziej się w tym wszystkim pogrążałam.
„Chcę umrzeć...” – pomyślałam, uporczywie wbijając czoło w to cholerne biurko. – „Błagam, niech ten dzień skończy się jak najszybciej...”
Mruknęłam cicho, układając się wygodniej, jednak kiedy tylko usłyszałam szczęk otwieranych drzwi, od razu zerwałam się, siadając do pionu. Zrobiłam to tak szybko, że aż zrobiło mi się czarno przed oczami. Dosłownie wszystko, co jeszcze przed chwilą widziałam, spowiła ciemność. Mimo beznadziejnego stanu wstałam ostrożnie, mrugając, by pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia.
– Nowa sekretarka, tak? Ja jestem Daeva, Vice. Mów mi Dei. – przedstawiła się i kontynuowała:
– Misiek, przewodniczący, pewnie gdzieś się szwenda...
Początkowo nic nie było w stanie do mnie dotrzeć. Jaka sekretarka? Jaka Dei? Jaki Misiek? Co to była za dziewczyna? Co tu robiła? Po co tu przyszła?
I kolejna fala pytać doprowadziła mnie do chwilowego, tak bardzo znienawidzonego przeze mnie laga mózgu. Jedyne, co byłam w stanie zakodować, to fakt, że stałam przed jakąś uczennicą z prawdopodobnie wielką czerwoną plamą na czole.
„Chcę umrzeć jeszcze bardziej...”
Potarłam niesfornie czoło, jakby odcisk biurka miałby zetrzeć się niczym plama brudu i mruknęłam cicho, chcąc odpowiedzieć... ale właściwie to co? Czy w ogóle z ust nieznajomej padło jakiekolwiek pytanie?
„Ogarnij się dziewczyno” – warknęła ostro podświadomość.
No tak, już się wybudzam. Już... Nie śpię.
Przetarłam szybko oczy i dopiero zauważając wyciągnięta rękę w moją stronę, od razu ja uścisnęłam.
– Nora – wybełkotałam niewyraźnie. – Miło mi.
– Mnie również i mam nadzieje, że...
– Sak... Sakra! Ty mendo jedna!
Zamrugałam kilka razy, nie rozumiejąc, co się stało. Szatynka zrobiła dokładnie to samo, z tym że ona dodatkowo zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, aż w końcu spojrzała w stronę uchylonych drzwi.
– Też to słyszałaś?
– Nie dało się nie...
Jak ja dobrze znałam ten poirytowany głos.
Chwilę po najróżniejszych czeskich przekleństwach w drzwiach do pokoju samorządu stanął Michael z garścią rudych włosów w ręce. Dlaczego ten widok kompletnie mnie nie zdziwił? Uniosłam wysoko brwi, zastanawiając się tylko, co tym razem Czesiek musiał przeskrobać, że Michael aż przytargał go tu za włosy. Włożyłam dłonie do kieszeni bluzy i zerknęłam kątem oka na zdezorientowaną dziewczynę, która z szeroko otwartymi oczami stanęła obok mnie. Następnie spojrzałam na blondyna. W momencie, w którym brutalnie wrzucił rudego do środka, odsunęłam się na bok, by uniknąć zderzenia.
– Sakurwa! Normalnie cię uduszę!
– Oj no już, bro. Bo ci żyłka pęknie.
– Żeby zaraz tobie coś nie pękło, ty szwabski pomiocie!
Nim się obejrzałam, nieznajoma znowu stanęła obok mnie, nachylając się nieco w moją stronę.
– Kto to? – dyskretnie wskazała palcem na Cześka.
– Jeden wielki huragan.
Widząc, jak Czesiek szykuje się do skoku na Michaela, zwróciłam na siebie ich uwagę:
– Um... chłopcy...? – choć powiedziałam to cicho i po raz kolejny niewyraźnie, efekt był taki, jaki zamierzałam. Chociaż trzy pary oczu wpatrujące się we mnie to zdecydowanie za dużo.
– Oh! Nori! – Misiek uśmiechnął się szeroko i rozwarł ręce do uścisku. Śmiało podeszłam i z lekkim uśmiechem przytuliłam go mocno, po czym odskoczyłam do tyłu. – Widzę, że już poznałaś się z Daevą.
Pokiwałam tylko głową w odpowiedzi i w międzyczasie jak chłopak witał się z dziewczyną, spojrzałam na Cześka. Jego włosy jak zwykle sterczały w każdą stronę, ale bardziej niż normalnie. Do tego pomięta koszulka i jakieś materiałowe, krótkie spodenki. Podstawowe trzy dowody na świeżo obudzonego Cześka.
– Wywalił cię z łóżka, prawda? – spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź. Stanęłam obok niego, obserwując, jak marszczy brwi i ze skrzyżowanymi ramionami mierzy wzrokiem swojego współlokatora. Oh, gdyby jego wzrok mógł zabijać, z pewnością byłoby tu już o jedną osobę mniej.




Czes? Dae?

wtorek, 28 sierpnia 2018

Od Daevy CD Nory

Już od wczoraj miałam urwanie  głowy. Najpierw przedłużyła mi się zmiana, potem nie mogłam zasnąć...
A dzisiaj poniedziałek. Jak zwykle wsiadłam na motor i ruszyłam do szkoły.
Jedyną dobrą rzeczą było to, że było wyjątkowo ciepło. Ubrana krótkie spodenki i lekką bluzke, jak i porządny kask, jechałam tuż przy granicy maksymalnej prędkości, by jak zwykle dotrzeć na miejsce minimum pół godziny wcześniej. Po pierwsze, by dopilnować swoich obowiązków... No i przez Nich. Przy odrobinie szczęścia zobaczę oboje...
Gdy tylko zaparkowałam i weszłam do budynku skierowałam się do pokoju samorządu.
Wiedziałam, że pewnie nie będę miała nic do zrobienia. Już w piątek zrobiłam wszystko, co mogłam, by pomóc Miśkowi. Ten tydzień powinien być spokojny...
Aaaa, prawie zapomniałam! Przecież dzisiaj nowy sekretarz się miał pojawić!
Nareszcie kogoś wybrali... Mam nadzieję że kogoś, kto potrafi dokładnie uporządkować sprawy...
Wpadłam do pomieszczenia. Miałam nadzieję, że będę pierwsza, żeby zdążyć przygotować coś na powitanie....
No ale nie zdąrzyłam. Gdy stanęłam w drzwiach z kaskiem pod jedną pachą i torbą pod drugą zobaczyłam siedzącą na krześle drobną dziewczynę, której imienia na pewno nie znałam... Jasne włosy i zielone oczy...
Spojrzała na mnie i wstała. Hmmmm, drobna... Ale na pewno jest mojego wzrostu.
Podeszłam do niej z szerokim uśmiechem, odkładając swoje rzeczy na stolik i wyciągając do niej dłoń.
- Nowa sekretarka, tak? Ja jestem Daeva, Vice. Mów mi Dei. Misiek, przewodniczący, pewnie gdzieś się szwęda...
< Przywitaj się miło! >

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Od Nory CD Czeslava

Patrzyłam się z uśmiechem na ustach, jak pokojowe drzwi zamykają się z cichym szczekiem. Siedziałam tak na skraju łóżka jeszcze przez chwilę, cały czas trzymając wzrok w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał Czesiek, z nadzieją, że znowu się tam pojawi. Minuty jednak mijały, a po moim rudzielcu śladu nie było widać.
Westchnęłam głośno i odchyliłam się do tyłu, bezwładnie padając na plecy w miękką pościel. Zaraz po zamknięciu oczu poczułam się jak na prawdziwej karuzeli. Takiej jak są w wesołych miasteczkach - duże i podwieszane. Skrzywiłam się mocno i zmusiłam się do otwarcia ślepi. Przekręciłam się na bok, od razu zgarniając całą kołdrę w coś chyba podobnego do rulonu i przytuliłam ją rękami i nogami. Kolejna próba zamknięcia patrzałek zakończyła się porażką. Tym razem walczyłam z uczuciem obracania się wokół własnej osi.
– Gdzie jest mój Ches? – mruknęłam markotnie. Gdyby był tu w tej chwili, czułabym się i niebo lepiej. No i mogłabym zrzucić winę na niego, że to on zawrócił mi w głowie.
Zaśmiałam się po kilku porządnych minutach, zdając sobie sprawę, co pomyślała moja głowa.
„Zawróóócił oj tak” – zaczęłam nucić pod nieznaną mi melodię – „Tak bardzo tak… Aż tak?”
– Co ja wyprawiam? – spytałam sama siebie z wyrzutem. Ścisnęłam mocniej zwiniętą kołdrę i schowałam twarz w grubych fałdach. – Ogarnij się, głupia…
Starałam się jakoś uspokoić podpity umysł, ale ten był silniejszy. Na same wspomnienia o tym, co między mną a Cześkiem miało tej nocy miejsce, robiło mi się cieplej; i zamiast po prostu przestać o tym myśleć, dalej w to brnęłam. W klubie, gdy tylko mnie wyciągnął na parkiet, do tych wszystkich ludzi… tego potwornego tłumu chciałam jak najszybciej uciec w miejsce, gdzie bylibyśmy tylko we dwoje. Nie sądziłam jednak, że wystarczyła tylko powolna muzyka i on, by wszystko, co działo się wokół, straciło na znaczeniu. Nadal czułam jego ciepłe ciało kurczowo przylegające do mojego, dłonie we włosach, delikatny oddech na szyi i twarzy, kiedy jego usta były tak cholernie blisko moich. To wszystko… mi się podobało… ale co mi po tym? Zwykłe, pijackie zachowania… Czesiek pewnie nawet tego nie będzie pamiętać.
Westchnęłam głęboko przez nos i bardziej schowałam prawdopodobnie już zburaczałą twarz w pościeli. Posmutniałam od razu.
„Jesteś zbyt łatwa po alkoholu” – skarciła mnie podświadomość. Bez bicia przyznałam jej rację.
*
Nigdy nie sądziłam, że ze snu mogą mnie wyrwać takie dźwięki jak szelest trocin, picie z poidełka i najzwyklejszy szczebiot. Przewróciłam się na drugi bok i zakryłam uszy dłońmi. Coś okropnego. Niby takie ciche odgłosy, ale po takiej nocy znacznie głośniejsze i bardziej irytujące niż zazwyczaj.
– Który to tak nakurwia w poidełko? – poderwałam się gwałtownie i spojrzałam w kierunku klatki. Wszystkie dźwięki nagle ustały, a obie myszy spojrzały się na mnie swoimi błyszczącymi oczkami, jakby nie wiedziały, o co tyle krzyku.
Winnym tych hałasów był Nitro. No tak, mogłam się tego spodziewać. Taki mały, a tyle szumu. Zmrużyłam oczy, mierząc go wzrokiem od stojących uszu po ogon, a następnie w ciemne oczka. Myszor ze spokojem i nieprzerwanie patrzył na mnie, ruszając noskiem, po czym dalej patrząc mi w oczy, zaczął ponownie telepać języczkiem w kulkę.
– Nosz prze… – urwałam nagle, zauważając, że właściwie rudzielec pochłania ostatnie krople. – Oh… Nitro…
Padłam twarzą w poduszkę i jęknęłam głośno. Kończyło im się picie… Trzeba wstać, podnieść tyłek z ciepłego i mięciutkiego miejsca…
– Niech was szlag… – westchnęłam, słysząc, jak rudy dalej hałasuje. No, ale siła wyższa. Nie mogę przecież zaniedbać moich podopiecznych. W końcu to tak jakby byli moimi synkami. Czesiek to by mnie chyba udusił, gdyby coś im się stało z mojej winy.
Podniosłam się niechętnie na łokciach i ziewnęłam przeciągłe. Rozciągnęłam jeszcze kręgosłup i byłam gotowa to wstania. Przyszło mi to z o wiele większą łatwością, niż sądziłam. Do łazienki dzieliło mnie kilka kroków i to pokonanych nadzwyczaj szybko. Nim się zorientowałam, już zakładałam na klatkę pełne poidełko ze świeżą wodą. Mruknęłam w pewnym momencie niezadowolona, siłując się z drucikami.
– Czy każdy gryzoń musi obgryzać takie pierdółki? – spytałam się, nie wiem, czy sama siebie, czy młodych. Odpowiedzi i tak nie otrzymałam.
– No, gotowe – otrzepałam teatralnie ręce – Mam tylko na… – przerwałam w połowie zdania, słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości na messengerze.
A któż to o tej porze może chcieć coś od mej osoby?
Padłam bezwładnie na łóżko, zakopując się w ciepłej kołdrze i chwyciłam telefon, od razu odblokowując ekran. Szybko otworzyłam aplikację.
> Noriii
Brzmiała treść pierwszej wiadomości.
Uśmiechnęłam się, widząc, jak po stronie Cześka pokazuje się znaczek dalszego pisania, ale banan z twarzy zniknął od razu, gdy przypomniałam sobie, co wczoraj wyprawialiśmy.
> Co tam słychać? Rurka bardzo suszy?
< Hejka, Chesy
< Właściwie to niedawno wstałam i tak sobie leżę i nieee XD jest ok
> Oo
> No no, to tak samo jak ja
> Leżę i się nudzę
< Bardzo interesujące zajęcie ^^’
> Jeśli chcesz możemy ponudzić się razem
> Ta niemiecka szuja właśnie wyjeżdża, więc no
> Wbijaj śmiało jak się ogarniesz
< No pewnie, w sumie też nie mam co robić
> No to się widzimy
Odłożyłam telefon na bok i spojrzałam w sufit z głupio… naprawdę głupio szerokim uśmiechem.
„Oj już się tak nie ciesz!” – warknęłam podświadomość. Nie posłuchałam się jej. W końcu poczułam się inaczej niż zwykle. Nic właściwie się nie stało, a czułam radość. Tą głupkowatą, dziecinną radość.
*
Zapukałam dwa razy do drzwi ze znajomym numerem i odeszłam na krok do tyłu, splatając dłonie za plecami. Chwilę czekałam, aż ktoś mi otworzy. Chwilę… Sprawdziłam godzinę na ekranie telefonu; w tym samym momencie jedna z cyfr symbolizujących minuty zmieniła się na wyższą. Schowałam telefon do kieszeni spodni i po raz drugi zapukałam, jednak tym razem głośniej. Czując się z tym dziwnie, cofnęłam się, niemal prawie wpadając na drzwi z naprzeciwka. Nie chciałam być aż tak nachalna… może chłopak ma teraz ważniejsze sprawy? Może przyszłam za wcześnie? Może...
Podniosłam głowę, słysząc szczęk otwieranego zamka. Już miałam się szeroko uśmiechnąć na widok tego małego rudego kurwika, ale nie. W drzwiach stanął Michael. Zaskoczył mnie jego widok… i to chyba wzajemnie.
– Nora...?
– Misiek...?
Patrzyliśmy się tak na siebie zdezorientowani i nieco zmieszani. To była zdecydowanie ta typowa niezręczna sytuacja rodem z serialu. I to nawet nie takiego śmiesznego…
– Ee… Wejdź, śmiało. – Michael gestem dłoni zaprosił mnie do środka. Podziękowałam z miernym uśmiechem i przekroczyłam próg. I och! Dlaczego mnie to nie zdziwiło, gdy zobaczyłam półnagiego Cześka, rozwalonego na łóżku i pogrążonego w głębokim śnie.
Szybko odwróciłam wzrok. Kurwa, przecież on leży w samych gaciach!
– Przepraszam cię za bałagan – blondyn zaśmiał się nerwowo i zaczął rozkraczać się nad walizką z rozrzuconymi wokół niej rzeczami, by dostać się do Czesiowego łóżka. – I za niego… – odchrząknął cicho, narzucając na niego kołdrę.
– Heh… – spuściłam wzrok, przyglądając się pokojowymi bałaganowi, dopóki Michael znowu się nie odezwał.
– Co cię do nas sprowadza, Nori? – zapytał, odchodząc od łóżka z trupem. Obserwowałam, jak powoli pochyla się, by podnieść jedną z koszulek.
– Jakby to powiedzieć...
– Prosto z mostu, Nori.
– Noo… Właściwie to on wskazałam kciukiem na truchło pod kołdrą.
Misiek jakby zatrzymał się w czasie. Patrzył się na mnie ze zmarszczonym czołem, jakby nie wiedział, o czym mówię. Ba, na pewno nie wiedział. Postanowiłam więc szybko wyjaśnić, niż dłużej trwać w tej niezręcznej ciszy po raz kolejny, patrząc się na siebie.
– Ee...
– Boo... napisał do mnie niedawno. Mówił, że wyjeżdżasz…
– Że cooo?? – otworzył szeroko oczy.
– Noo…
– Czeslav! – blondyn wydarł się na całe gardło i rzucił trzymaną w ręku koszulką w stronę dalej śpiącego na łóżku Cześka. Ja za to wzdrygnęłam się na ten niespodziewany hałas i gest. Nim zdążyłam się otrząsnąć, Michael trzymał w ręku poduszkę. Zamachnął się i rzucił w to samo miejsce, tylko celując znacznie wyżej.
„Czy ja tu w ogóle powinnam być...?” – spytałam się w myślach.
Kiedy poduszka uderzyła z głośnym hukiem w głowę Cześka, ten ruszył się leniwie i mruknął głośno, zrzucając z siebie całą kołdrę.
– Ty pieprzona ruda gnido!
– I czego drzesz ryja…? Warknął słabo, wtulając ryjek w poduszkę.
– Nawet nie zdążyłem wyjechać ze szkoły, a ty już sprowadzasz panienki?! – rozłożył ręce w poszukiwaniu jeszcze czegoś, czym mógłby rzucić – oczywiście bez urazy, Nori – zwrócił się do mnie o wiele, wiele ciszej. Zdążyłam się tylko bezproblemowo uśmiechnąć i machnąć ręką. To nic takiego.
– Co ty pierdolisz? – Czesiek podniósł się na łokciach i odwrócił głowę w naszą stronę. Jego rozczochrane włosy sterczały w każdym kierunku i jedynie po stronie, na której spał, przylegały do czoła. Do tego mocno przymrużone oczy i zmarszczone czoło. Typowa dezorientacja, która wyglądała ilu niego tak cudownie...
Hej! Bogowie, co ja wygaduję?! Nie… nie, nieee, tobie zmierza w tym kierunku, w którym powinno. To tylko kolega. Bardzo bliski kolega. Bardzo…

Czes czes?

sobota, 30 czerwca 2018

Od Czeslava CD Nory


Bożeeee jaki cudny klub! Kroczyłem w głąb lokalu rozglądając się na boki. Muzyka grała głośno z głośników, a dyskotekowe światło migało w rytm aktualnego hitu. Czułem jak krew pulsowała mi w żyłach, gdy zbliżałem się do wolnego stolika, tuż obok baru.
- Nora, tu jest cudownie! – powiedziałem wprost w twarz dziewczyny – zostańmy tu trochę.
- Ches, ale…
- Proooooszę – spojrzałem na nią błagalnym wzrokiem – Chociaż z godzinkę, i tak masz wolne.
Dziewczyna pokręciła nosem i skinęła lekko głową.
- Super! – złapałem ją za dłoń – Jakiego chcesz drinka?
Spojrzała na mnie z niezrozumiałym spojrzeniem. Przygryzłem wargę i puściłem ją
- Wracam za chwilę! – zeskoczyłem z siedzenia i podszedłem do baru. Wbiłem wzrok w listę drinków wywieszoną za barem. Większość nazw niewiele mi mówiła, ale była jedna, którą znałem bardzo dobrze MAD DOG. Wyszczerzyłem się pod nosem i szybko złożyłem zamówienie. Barman od razu zajął się przygotowaniem drinków. Przyglądałem się jak powoli nalewa sosu tabasco, do każdego z dziesięciu kieliszków, a potem uzupełnia je wódką. O tak, to było to! Z uśmiechem odebrałem od niego zamówienie i wróciłem do stolika, gdzie zastałem dziewczynę ze wzrokiem wbitym w telefon. Scrollowała coś zawzięcie, więc bez słowa klapnąłem naprzeciwko niej. Z resztą pewnie i tak nic by nie usłyszała, bo muzyka grała naprawdę głośno. Podsunąłem jej pod nos tacę z drinkami. Ta uniosła wysoko brwi.
- Pięć dla mnie, pięć dla Ciebie – wyszczerzyłem się i wystawiłem kieliszki na stół
- Pogięło Cię Ches?!
- Jak najbardziej – puściłem oczko – To co, po maluchu?
Wyciągnąłem w jej stronę dłoń z kieliszkiem, wypełnionym dwoma palącymi przełyk płynami. Dziewczyna wykrzywiła twarz w lekkim grymasie i powoli odebrała ode mnie drink. Wziąłem drugi kieliszek i uniosłem lekko do góry, skinając przy tym głową, by zaraz po tym wypić go duszkiem. W gardle od razu poczułem znajome pieczenie i krótki ostry ból. O tak, to było to. Uśmiechnąłem się patrząc jak dziewczyna robi to samo. Po sekundzie skrzywiła się jeszcze bardziej, wstrząsnęła lekko głową i odłożyła pusty kieliszek.
- Huh, mocne
- I to jeszcze jak – wziąłem do ręki drugiego drinka – Na zdrowie!
Przechyliłem go jednym ruchem i parsknąłem krótko, gdy po raz kolejny w gardle zagościł mi żywy ogień. A przede mną stały jeszcze trzy kieliszki, czekające na opróżnienie. Zamrugałem kilka razy i uśmiechnąłem się pod nosem. Oblizałem wargi i podniosłem wzrok na dziewczynę. Delikatnie mieszała kolistym ruchem nadgarstka zawartość szkiełka. Sos tabasco niewzruszenie pozostawał na swoim miejscu i nie mieszał się z wódką. Chciałem jej powiedzieć, że pożałowałaby, gdyby te dwa płyny się zmieszały, ale na szczęście szybko go opróżniła w prawidłowej postaci. Dziewczyna podniosła wzrok i siedzieliśmy tak patrząc na siebie. Czułem jak powoli robi mi się gorąco. Wow… nie wiedziałem, czy to przez wódkę, czy przez te spojrzenie, ale jednego byłem pewien, pora pozbyć się tej bluzy. Szybkim ruchem pociągnąłem za kaptur i pozbyłem się zbędnego odzienia.
- Nie wiem jak Tobie, ale mi jest w čurak gorąco – chwyciłem za kołnierzyk koszulki i zawachlowałem kilka razy
- Może troszkę – przymrużyła oczy w uśmiechu
- A co byś powiedziała – następna zawartość kieliszka zniknęła w moim żołądku – gdybym powiedział, że jesteś gorąca?
Nora zakrztusiła się i spojrzała na mnie uważnie. Wyszczerzyłem się i podparłem na łokciu, wbijając jeszcze bardziej wzrok w jej twarz.
- Powiedziałabym, że jesteś pijany.
- Do tego jeszcze trochę – mruknąłem i się przeciągnąłem
Dziewczyna zanurzyła dłoń w miseczce z orzeszkami i po czym zjadła kilka.  Przekrzywiłem charakterystycznie twarz i uniosłem brwi, jednocześnie uśmiechając się. Norka spojrzała na mnie z ukosa lekko marszcząc brwi i dalej zajadając się orzeszkami. Wytknąłem jej lekko język po czym sięgnąłem po kieliszek.
- Ja ty tak możesz pić raz za razem – mruknęła zagryzając przekąskę
- Lata wprawy – machnąłem ręką
- Mój żołądek dawno by się zbuntował
- Mój już nawet się nie buntuje, tylko pogodził się ze swoim losem – zaśmiałem się i popchnąłem pusty kieliszek w jej stronę – Coś ciężko Ci wchodzą.
- Ja tak szybko nie piję – pokręciła lekko głową na boki – powolutku i z zagryzką.
- Typowa baba… a podobno nią nie jesteś!
- Phi!
Zaśmiałem się i posłałem jej zachęcający ruch głową. Przewróciła oczami i sięgnęła po kolejne orzeszki. Również przewróciłem oczami i wypiłem swojego ostatniego drinka. Ciepło rozeszło się od przełyku po żołądek i dalej po całym ciele. Mlasnąłem cicho i ponownie podparłem się na łokciu. Jejuuuuuu jaka ona jest krasna! Aż normalnie bym ją… ugh!
- Ches!
- Co?! – zamrugałem szybko i spojrzałem na dziewczynę
- Mówię do Ciebie, a ty mnie nie słuchasz.
- Wybacz, zamyśliłem się… to co mówiłaś? – uśmiechnąłem się lekko i wyprostowałem
- Pytałam, czy chcesz mojego drinka, bo ja już więcej nie wypije…
- No weeeeź, zostały Ci dwa, dasz radę – kiwnąłem głową
- Nie dam rady… chyba, że chcesz, żebym skończyła w kiblu, zwracając całą zawartość żołądka.
- Nie, no dobra dobra – wziąłem kieliszek i opróżniłem
Czułem jak alkohol powoli zaczyna wchodzić, a mi robiło się coraz goręcej i weselej. Przeciągnąłem się raz jeszcze i strzeliłem palcami rozprostowując je do tyłu. Patrzyłem jak ostatni mad dog znika w gardle Nory. Oblizałem suche wargi i zeskoczyłem na ziemię. Podszedłem do dziewczyny, złapałem za ręce i pociągnąłem.
- Co ty robisz! – Nora stanęła chwiejnie na podłodze i wbiła we mnie wzrok
- Wyciągam Cię na parkiet – uśmiechnąłem się ciągnąc dalej
- Ja nie tańczę
- Teraz nie, ale za chwilę owszem będziesz – byłem nieugięty
- Ja nie umiem tańczyć – powiedziała głośniej wyrywając dłoń
-Nie musisz umieć tańczyć – wyszczerzyłem się – Daj się ponieść muzyce
- No jakoś jej nie czuję… techno do mnie nie przemawia – skrzyżowała ramiona na piersi
- To nie techno tylko dubstep, i nie bądź taka sztywna jak Misiek – doskoczyłem do jej boku i pociągnąłem za ramię – Chodź, szybko zanim się skończy!
- Ches, proszę…
- Ja też Cię proszę – mruknąłem obejmując ją mocno w pasie i pchając dalej – Chociaż dwa tańce
- Ches…
- Dwa tańce
- Jeden
- Okej – wyszczerzyłem się i popchnąłem ją mocniej
Dziewczyna zachwiała się i objęła mnie mocno za szyję. Gdy nasze spojrzenia się spotkały wybuchnąłem takim śmiechem, że aż kilka osób się spojrzało na nas. Wyprostowałem się i z uśmiechem na twarzy wyciągnąłem do niej dłoń. Nora delikatnie ją chwyciła. Przyciągnąłem ją do siebie i wtedy dobiegł do mnie ten przerażony niepewny głosik
- Ches, ale ja nie umiem w takie szybkie tańce…
I  jak na zawołanie odezwał się DJ… NOSZ ZABIŁBYM GO GDYBYM TYLKO MÓGŁ!
- Kochani, kochani, pięknie trzymacie tempo, ale pora na coś wolniejszego – dobiegał głos zza konsoli – Dajmy odpocząć płucom, stopom… Pora na coś klimatycznego, have fun!
Z głośników dobiegła jakaś wolna muzyczka, a z sali dało się słyszeć kilka gwizdów i niezadowolonych głosów. Sam należałem do części niezadowolonej… Przed chwilą była taka zajebista nuta! A tu nagle jakieś smęty, ech… Spojrzałem na Norę, której oczy dosłownie się skrzyły
- Znasz to? – zapytałem
- No jasne – uśmiechnęła się – To Pilotsi!
- Mmmm…. – wykrzywiłem się lekko – To ten… zatańczymy?
Nora skinęła lekko głową z uśmiechem. Przybliżyłem się i objąłem ją kładąc jedną dłoń na plecach, a drugą splatając z jej dłonią. Dziewczyna zrobiła to samo i położyła swoją głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy powoli bujać się w rytm piosenki.
- Powoli – szepnęła mi prosto do ucha
Po całym ciele przeszły mnie ciarki i fala gorąca. Nabrałem powietrza głęboko w płuca i delikatnie wypuściłem. Zwolniłem kroku do powolnego dreptania w miejscu. Dziewczyna wbiła głowę bardziej w moje ramię i westchnęła cicho. Przełknąłem ślinę i wtuliłem polik w jej ucho. Poczułem jak zaciska palce na mojej dłoni i porusza lekko głową. Zjechałem dłonią niżej i usadowiłem ją na jej lędźwiach przyciągając dziewczynę mocniej do siebie. Czułem dokładniej każdy kawałek jej ciała przylegający do mnie. Nora puściła moją rękę i splotła dłonie na moim karku. Zesztywniałem lekko i przygryzłem wargę.
- Spokojnie, nic Ci nie zrobię – mruknęła cicho, a jej ciepły oddech wywołał kolejną falę dreszczy.
Mruknąłem w odpowiedzi i objąłem ją drugą ręką. Ponownie przełknąłem ślinę i spuściłem głowę, wbijając czoło w jej ramię. Wow… kto by pomyślał, że będę kiedyś tańczył przytulańca… i to jeszcze z TAKĄ dziewczyną! Przekrzywiłem głowę na bok i wtuliłem nos w jej szyję. Na tle spokojnej muzyczki, śpiewał chłopak o pięknej dziewczynie, marznącej wśród padającego śniegu, która beczała z jakiegoś powodu… Głębokie… Ścisnąłem Norkę mocniej. Tak bardzo chciałem, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Gdyby tylko ona wiedziała, co siedzi w mojej głowie… Heh, pewnie by uciekła jak najdalej stąd. Wryłem nos bardziej w jej szyję i zacisnąłem mocno powieki. Gdybyś tylko wiedziała, że Cię pokochałem, tak prawdziwie… Westchnąłem krótko i przeniosłem jedną dłoń na głowę Nory. Wbiłem palce w jej włosy i lekko podrapałem. Piosenka dobiegała już końca, i gdy rozbrzmiały ostatnie nuty dziewczyna powoli odkleiła się z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłem go i wyszczerzyłem się mocniej.
- A jednak umiesz tańczyć.
- To tylko zwykłe tuptanie w miejscu
- Ale jednak taniec – puściłem ją i odsunąłem się kawałek – Dziękuję za taniec, to… wracamy?
- Nie chcesz już tańczyć? – uniosła lekko brwi
- Miał być jeden taniec – podrapałem się po głowie i uśmiechnąłem – Był jeden.
Nie czekając na odpowiedź wróciłem do stolika i wskoczyłem na siedzenie. Heh… przeklęty DJ! Że też musiał puścić przytulańca w takim momencie… Nora podeszła do stolika i zgrabnie klapnęła naprzeciwko mnie. Jej dłoń od razu zanurkowała w orzeszkach. Podparłem się na łokciu i wbiłem wzrok w tańczących na parkiecie. Tym razem grała już zdecydowanie szybsza muzyka. Moją uwagę przykuł pewien chłopak, który wywijał na parkiecie jakby się na nim urodził. Miał tak płynne ruchy, że aż hipnotyzował. Nagle poczułem jak czyjeś palce wbijają się w moją czuprynę. Zastygłem w bezruchu i czekałem na ciąg dalszy. Paznokcie zaczęły skrobać, czubek mej łepetyny. Powoli odwróciłem głowę w lewo i ujrzałem uśmiechniętą Norkę.
- Lubię te Twoje kłaczki – powiedziała – Takie rude i puchate.
- Puchate? – zmarszczyłem brwi, unosząc jedną wyżej od drugiej
- I mięciutkie – uśmiechnęła się zaciskając palce na moich włosach
Puściła je i rozczochrała mocno. Mruknąłem cicho i zmrużyłem oczy. Ty lubisz moje włosy, a ja lubię, gdy mi tak robisz. Oblizałem wargi i złapałem za bluzę.
- Chodźmy stąd – powiedziałem
- Co, już? – Nora wyglądała na bardzo zdziwioną
- Zgłodniałem – odrzekłem – Skoczmy gdzieś na jakiegoś kebsa, czy coś
- Jak tam chcesz… - dziewczyna wstała i zgarnęła płaszcz. Zaczęła go powoli na siebie zakładać. Minąłem ją zgrabnie i otworzyłem drzwi, przytrzymując otwarte na oścież. W moje ciało momentalnie uderzył zimny podmuch wiatru. Zmrużyłem oczy zaciskając dłoń na bluzie. Gdy Nora znalazła się na zewnątrz, poszedłem w jej ślady, zamykając za sobą drzwi. Trzepnęło mną porządnie, gdy znowu zawiał wiatr.
- Załóż bluzę Ches – usłyszałem głos dziewczyny – Bo się rozchorujesz.
- E tam, to mi nie straszne – mruknąłem powoli wciągając na siebie kangurkę
- Dlaczego nie wziąłeś kurtki? – zapytała, gdy zrównałem z nią krok
- Nie lubię kurtek, jest mi w nich za gorąco – odpowiedziałem
- Nie możesz chodzić tylko w samej bluzie… kiedyś się porządnie rozchorujesz – spojrzała na mnie z ukosa
- A tam, nic mi nie będzie – wskoczyłem na niewielki murek. Zachwiałem się mocno i rozłożyłem ręce żeby złapać równowagę.
- Ostrożnie Ches!
- Nie bój nic Norka – wypiąłem dumnie pierś, gdy złapałem równowagę – A teraz kierunek kebab!
Ruszyłem powoli przed siebie, stawiając ostrożnie kroki. Co chwilę traciłem równowagę i musiałem ponownie wchodzić na murek. Gdy w końcu dotarłem do końca, zeskoczyłem z niego wprost na Norę i objąłem ją mocno.
- Norka! Czy ty widzisz te piękne niebo! – powiedziałem głośno wskazując palcem na niebo
- Są chmury Ches…
- I co z tego? Jest piękne! Całe pomarańczowe od lamp ulicznych
- Prawie jak Twoje włosy
- Tym bardziej piękne!
Dziewczyna zaśmiała się głośno i ruszyła naprzód. Mlasnąłem niezadowolony i ją wyprzedziłem. Szedłem tyłem, tak, żeby być zwrócony twarzą do Nory.
- Uważaj, bo się wywrócisz
- Oj już tak nie dramatyzuj mamo…
- Nie pyskuj!
Uniosłem wysoko brwi i się zatrzymałem. Dziewczyna też zatrzymała się jak wryta. Patrzyliśmy na siebie przez sekundę po czym, oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Głupek! – powiedziała i wyprzedziła mnie szybko
- Hej! To ty mi tu matkujesz! Matko!
- Głupek, głupek, głupek!
Przewróciłem oczami i podskakując ruszyłem w kierunku budki znajdującej się na końcu ulicy.

~~~

- Poproszę podwójnego kebaba dla mięsożerców bez cebuli z sosem łagodnym – zwróciłem się do sprzedawcy – I… Nora jakiego chcesz?
- Ja poproszę zwykłego rollo, również bez cebuli i z sosem łagodnym – powiedziała
- To wszystko?
- Tak – uśmiechnąłem się
- Osiemnaście pięćdziesiąt – podałem sprzedawcy pieniądze i klapnąłem na krzesło tuż obok lady
Nora poszła w moje ślady. Rozpięła powoli płaszcz i westchnęła.
- Oby tylko nie padał śnieg
- Dlaczego? – zapytałem – Nie lubisz śniegu?
- Mmm może być, ale nie lubię mieć go w jedzeniu
- Oj tam, to prawie jak lody – uśmiechnąłem się
- Podziękuję za takie lody – potarła szybko dłonią o dłoń
- Zimno? – zapytałem ziewając
- Troszkę – uśmiechnęła się lekko dalej trąc dłonią o dłoń
- Daj – wyciągnąłem rękę w jej stronę i złapałem za dłoń.
Otuliłem jej dłonie moimi dłońmi i ścisnąłem mocno.
- Lepiej?
- Uhum, ale masz ciepłe dłonie – mruknęła
- Już taki gorący ze mnie chłopak – wyszczerzyłem się
Nora parsknęła śmiechem i przymknęła oczy.  Patrzyłem na te oczy spowite powiekami i zastanawiałem się, czy tak samo wygląda, gdy śpi. Z zamyślenia wyrwał mnie głos sprzedawcy. Puściłem norę, zeskoczyłem z siedzenia i odebrałem zamówienie. Podałem dziewczynie jej rollo, a sam wziąłem się za mojego podwójnego mięsożercę. Gdy tylko wyszliśmy na zewnątrz, mroźny wiatr uderzył mnie prosto w twarz i przeszył aż do szpiku kości.
- Huh - wzdrygnąłem się – Ale zawiało!
- A jednak Ci zimno – zaśmiała się wgryzając w ciasto
- Nie zimno, tylko mówię, że zawiało – burknąłem odchylając mocniej bułkę i nabierając na widelec duży kawałek mięsa – Jezu tego mi było trzeba!
- I ty to wszystko zjesz? – uniosła lekko brwi
- Nie doceniasz Pana Nesladka! – zaśmiałem się wgryzając w bułę – Ja jeszcze będę głodny
- Ja to bym nawet połowy nie zjadła…
- Boś ty baba jest – mruknąłem
- Dzięki…
- Ej Nora!
- Co? Czemu krzyczysz? – zmarszczyła nos
- Prominte! Słuuuuchaj jesteśmy niedaleko tego pałacyku, o którym opowiadał Collins, pójdziemy go zobaczyć?
- Teraz? – zamrugała szybko – Ches jest zimno, ciemno i zimno
- No choooodź! – mruknąłem głośno – Jak nie teraz to kiedy? Na dniach będziesz lecieć do domu i zobaczymy się dopiero po Sylwestrze.
- Mmmmm, ale jest już późno…. – zajęczała
- Oj nie jęcz tylko chodź! – wyprzedziłem ją szybko i ruszyłem naprzód
- Ches! Ty mnie w ogóle nie słuchasz!
- Hey, hey, hey – zacząłem śpiewać idąc jeszcze szybciej - Ba de ya, say do you remember
- Ches…
- Ba de ya, dancing in September
- Ches!
- Ba de ya, never was a cloudy day
- CZESLAVIE NESLADKU!
- Ba duda, ba duda, ba duda, badu. Ba duda, badu, ba duda, badu. Ba duda, badu, ba dudaaaaaaaaaaa – śpiewałem dalej, gdy nagle poczułem mocne pacnięcie w głowę. – Ał!
Odwróciłem się i ujrzałem Norę stojącą tuż obok. Uśmiechnąłem się szybko.
- Ba de ya, say do you remember – kontynuowałem
- Ches błagam Cię – jęknęła – Wracajmy do domu…
- Oj noooo, proszę chodźmy. Chociaż na pięć minutek, nic nam się nie stanie przecież… Zobaczysz, to bardzo ładne miejsce…
- A skąd ty możesz o tym wiedzieć?
- Jak Pan Collins mówi, że ładne to musi być ładne – wyszczerzyłem się
- Głupek…
- To idziemy? – zapytałem radośnie
- Prowadź…
- Jeeeej! – wyprzedziłem ją szybko i kiwając się na boki zacząłem śpiewać – I’m to sexy for my love, I’m to sexy for my love
- Czeslavie co ty masz za hity w tym repertuarze
- I’m to sexy for my love – odwróciłem się do niej i zacmokałem – Najlepsze hity!
- Mmmm…. – dziewczyna pokręciła głową – Odwróć się, bo się wywrócisz
- I’m to sexy for your body, I’m to sexy for your body
Usłyszałem głośne przeciągłe westchnięcie. Wgryzłem się w kebsa i oblizując usta z nadmiaru sosu rozglądałem wokoło w poszukiwaniu tajemniczego pałacyku. Wkrótce po prawej pojawił się niewielki budyneczek, który był naszym celem. Wow… faktycznie był malutki. Myślałem, że Collins żartował z tą wielkością i tekstem ,,Ten pałacyk to Czeslav wśród pałacyków’’, ale no faktycznie był niewielki… Za to schodów to miał chyba z pierdyliard! Im bardziej się zbliżałem tym wydawało się ich więcej….
- Uroczy – powiedziała nagle Nora
- U/roczy? – spojrzałem na nią z ukosa
- Nuuu, taki malutki…
- Nie wnikam – pokręciłem głową – Chodź na górę!
- Co? Ches błagam Cię, nie każ mi tam wchodzić…
- Ja Ci nie każę – uśmiechnąłem się – Ja Cię gorąco zachęcam, abyś udała się ze mną na sam szczyt, tego jakże uroczego pałacyku, aby móc podziwiać w pełni jego piękno!
- Jesteś pijany
- Jak najbardziej! – zaśmiałem się głośno i wbiegłem po schodach prawie na samą górę
Odwróciłem się na palcach, żeby spojrzeć, czy dziewczyna idzie za mną. No tak, jakże by inaczej. Stała jak słup soli!
- Norkaaaaa rusz, że się! – zawołałem – Nie każ mi się siła wciągać na górę.
- Nie zrobiłbyś tego – mruknęła
- Tak? – zszedłem kilka schodów w dół – Zaraz się przekonamy
- Jej, dobra dobra już idę – pokręciła głową i weszła powoli na schodek – Ależ ty jesteś upierdliwy!
- Nie ma za co – wyszczerzyłem się i wbiegłem na szczyt. Od razu dopadł mnie podmuch wiatru. Wciągnąłem głęboko powietrze nosem i odetchnąłem mocno. Ach tego mi było trzeba! Odwróciłem się i spojrzałem na dziewczynę, która była w połowie długości schodów.
- Dawaj, dawaj, dawaj! – zacząłem ją zachęcać głosem i klaskać głośno – Dawaj Norka! Jeszcze trochę!
- Ches zamknij się – warknęła łapiąc z trudem oddech – Bo zaraz zawrócę i pójdę do domu
- Oj no już się nie obrażaj – przewróciłem oczami – Chodź tu do mnie!
Rozłożyłem szeroko ramiona i stałem tak patrząc jak  dziewczyna pokonuje schodek za schodkiem. Szło jej to powolnie, więc wziąłem się za jedzenie kebsa… Ale, gdy tylko znalazła się pięć schodków ode mnie, od razu z powrotem rozłożyłem ramiona.
- Welcome in rude land! – wyszczerzyłem się
- Jak już to ginger land – powiedziała łapiąc oddech
- Rude rude – zaśmiałem się i przytuliłem ją mocno
- Ches mam kebsa w dłoni – mruknęła tylko
- To mi go daj – odsunąłem się szybko i wyciągnąłem do niej dłoń
Dziewczyna podała mi jedzenie. Prężnym krokiem podszedłem do murka i położyłem na nim oba kebaby. Od razu zawróciłem i podbiegłem do dziewczyny mocno ją przytulając. Obkręciłem się z nią wokół własnej osi i przycisnąłem mocno do piersi.
- Woah! Ches! – dziewczyna pisnęła, gdy podniosłem ją do góry i obkręciłem jeszcze bardziej – Co ty robisz?
- Kręcę Tobą, tak jak ty mną – powiedziałem
- Co? – zaśmiała się
- A tak to – parsknąłem śmiechem i postawiłem ją na ziemi i zanuciłem – Oh miss beliver…
- Ches, czy ty śpiewasz Pilotsów? – zdumiała się
- Może – uśmiechnąłem się lekko i wtuliłem głowę w jej ramię – My pretty sleeper
- Your twisted mind is like snow on the road – zanuciła Nora
- Your shaking shoulders prove that it's colder – kontynuowałem
- Znasz tekst? – odchyliła głowę i spojrzała na mnie
- Nooo – odwróciłem wzrok
- Nie wyglądałeś jakbyś znał tę piosenkę, wręcz nie byłeś nią zachwycony – powiedziała mrużąc oczy
- Wtedy nie byłem zachwycony, bo przerwali mi Fat Rat’a dla tej piosenki – westchnąłem ponownie wbijając głowę w jej ramię - Inside your head than the winter of dead…
Zrobiłem lekko krok w bok. Nora bez protestu ruszyła w moje ślady. Przełknąłem ślinę i kontynuowałem
- I will tell you I love you – ścisnęło mi gardło, gdy wypowiadałem słowa tej zwrotki
- But the muffs on your ears will cater your fears – pociągnęła Nora - My nose and feet are running as we start. To travel through snow…
- … Together we go – uśmiechnąłem się pod nosem
- We get colder
- As we grow older – odchyliłem głowę I spojrzałem Norze prosto w oczy
- We will walk – uśmiechnęła się lekko
- So much slower – odwzajemniłem uśmiech - Oh, Ms. Believer, my pretty weeper…
- Your twisted thoughts are like snow on the rooftops
- Please, take my hand – poczułem jak palce Nory oplatają moją dłoń. Przełknąłem głośno ślinę, ale na szczęście dziewczyna pociągnęła
- we're in foreign land – zacisnęła mocniej dłoń na mojej - As we travel through snow
- Together we go – wyszeptałem
- Together we go – uśmiechnęła się tak pięknie, że aż zrobiło mi się ciepło na serduchu
- Together we go – odpowiedziałem i przybliżyłem się lekko
- Together we go – nie była mi dłużna i też się przysunęła
Byliśmy tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Dokładnie widziałem każdą jej rzęsę na powiece i płatki śniegu na nich…. Wowowowowow, kiedy zaczął padać śnieg? Zamrugałem kilka razy
- We get colder – mruknąłem
- As we grow older – Nora przysunęła się na tyle, że czubki naszych nosów spotkały się
- We will walk – wyszeptałem z trudem i otworzyłem szeroko oczy
- So much slower – jej oddech musnął delikatnie moje wargi i brodę
Przymknąłem lekko oczy i mruknąłem cicho. To jawa, czy sen? Otworzyłem oczy i ona nadal tam stała. Czyli jednak jawa… Westchnąłem cicho i oblizałem wargi. Dziewczyna podniosła wzrok i, gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, zalała mnie jeszcze większa fala gorąca. A gdy tylko poczułem ten ciepły oddech na moich ustach, miałem wielką ochotę ją pocałować. Ot tak, po prostu połączyć nasze usta. Przechyliłem lekko głowę na bok, zachęcony tym, że dziewczyna zrobiła to samo. Przybliżyłem się do niej tak bardzo, że nasze wargi dzieliły milimetry, a jej oddech podrażniał skórę na mojej twarzy. Przymknąłem oczy i objąłem ją lekko, po czym odchyliłem głowę w prawo i położyłem ją na ramieniu. Nie mogę tego zrobić. Nie po alkoholu… to i tak nic by nie znaczyło. Zwykłe pijackie zachowanie. A tego bym nie chciał… Niby za jej zgodą, ale wbrew woli… Nora wbiła palce lewej dłoni w moją czuprynę i zaczęła ugniatać i ciągnąć. Mruknąłem cicho i ścisnąłem ją mocniej, ech gdybyś tylko wiedziała, co do Ciebie czuję…
- Ches? – zapytała cicho
- Tak? – mruknąłem
- Czy możemy już wracać? Zimno mi….
- Jasne – kiwnąłem lekko głową i odkleiłem się od niej
Minąłem ją i ruszyłem w stronę murka, na którym leżały nasze kebsy. Dziewczyna szła tuż za mną. Złapałem jedno z zawiniątek i rozchyliłem. Wgryzłem się szybko w bułkę i westchnąłem.
- Będziesz jadł takie zimne? – uniosła brwi
- Uhum, zimne mięso to nadal mięso. Pysznościowe!
- Mmmm, ja podziękuję – pokręciła głową – Nie lubię takiego zimnego
- W porządeczku
Dziewczyna oparła się mocno o murek i wychyliła.
- O patrz Ches, nie jesteśmy sami
- Hmm? – podszedłem do niej i też się wychyliłem – Motocykliści?
- Na to wygląda – powiedziała – I chyba bajerują jakieś laski.
- Śmiesznie by było, gdyby nasrał im teraz jakiś ptak na głowę, hehe
- Nooo, szkoda, tylko, że żadnych nie ma o tej porze – mruknęła – Co najwyżej nietoperze
- Mmmm to trzeba im w tym pomóc – uśmiechnąłem się
- Co masz na myśli? – zapytała
- Zobaczysz – mruknąłem  i ściągnąłem folię z kebsa, która cała była od sosu
Wyciągnąłem ją jak najdalej za krawędź i ścisnąłem mocno. Biały płyn poleciał na dół i idealnie trafił w cel.
- Kurwa – siarczyste przeklnięcie jednego z facetów dał jasno do zrozumienia, że trafiłem
- Ale Cię gołąb osrał – parsknął śmiechem drugi
- Gr ugru sakra gr ugru – zarechotałem głośno
- Ta kurwa gołąb – warknął tamten – WYŁAŹ ŚMIECIU, ŚMIESZKÓW CI SIĘ ZACHCIAŁO!
- Adi uspokój się…
- Jakie kurwa uspokój! Już nie żyjesz gnoju! – motocyklista był co najmniej wściekły
- Nori… spierdalamy! – pociagnąlem ją mocno za rękę
To wystarczyło żeby dziewczyna się poderwała i ruszyła za mną. Do uszu doszedł mnie jeszcze słuch odpalanych silników. No to się porobiło…

~~~

Wpadłem zdyszany za róg budynku i szybko przykleiłem się do ściany. Serce tak mi waliło, że spokojnie było słychać jego łomot z odległości kilometra. Kątem oka patrzyłem na dziewczynę, która podobnie jak ja była przyklejona do ściany. Jej klatka piersiowa w szybkim tempie unosiła się i opadała. Nie sądziłem, że tak to się skończy… Motocykliści byli nieugięci i cały czas nas ścigali. Odkleiłem się od ściany, złapałem ją za rękę i pociągnąłem w głąb uliczki. Dziewczyna bez protestu ruszyła za mną.
- Zgubiliśmy ich? – wydyszała
- Mam taką nadzieję – mruknąłem pocierając wierzchem dłoni oko
- To było głupie…
- Powtórzyłbym to jeszcze raz z przyjemnością – wyszczerzyłem się obracając głowę w jej stronę
Nasze spojrzenia się skrzyżowały i po sekundzie dziewczyna uśmiechnęła się kręcąc głową.
- Głupek – mruknęła
- I tak mnie lubisz – zaśmiałem się
- No lubię lubię, ale co Ci wpadło do głowy, żeby to robić!
- Hej, przepraszam bardzo, ale jakoś nie protestowałaś, gdy o tym mówiłem
- Bo nie sądziłam, że to zrobisz! – pokręciła energicznie głową
- Nie doceniasz mnie – zarechotałem
- Najwidoczniej nie…
- Ale musisz przyznać, że to było dobre – uśmiechnąłem się szelmowsko
- Nadal nie mam pojęcia jak na to wpadłeś…
- Halo, to aż samo się prosiło – zaśmiałem się – Gdy tylko zobaczyłem tych motocyklistów w skórzanych kurtkach, wystarczyło, że spojrzałem na sos i od razu wpadł mi do głowy pomysł, że można ciutkę na nich wylać i wkręcić ich, że ptak im narobił
- Ches… może i to by się udało – wbiła we mnie wzrok – gdyby nie to twoje ,,gru gru sakra, gru gru’’
- Wymsknęło mi się – podrapałem się po głowie – przynajmniej im uciekliśmy
- Prawie przez Ciebie wyplułam płuca…
Odwróciłem się do niej całym ciałem i zatrzymałem. Dziewczyna zrobiła to samo i patrzyła oczekując na ciąg dalszy. Ścisnąłem ją mocno i wbiłem brodę w jej obojczyk.
- Już ja je w Tobie zatrzymam – mruknąłem
Nagle do naszych uszu dotarł dźwięk silników motorów. Shit… w jednej sekundzie Nora złapała za kaptur od mojej bluzy i naciągnęła, go mocno na czubek głowy.
- Obejmij mnie mocno – wydyszałem i popchnąłem ją do przodu tak, że oparła się o ścianę. Szybko przytknąłem moje czoło do jej czoła.
- Co ty…
- Cicho – wysyczałem – Udawaj, że się całujemy, to może nas zignorują…
Przycisnąłem ją swoim ciałem jeszcze bardziej do ściany. Dziewczyna objęła mnie mocno dłońmi przyciągając do siebie. Dźwięk silników był coraz głośniejszy. Schowałem twarz w jej szyi, po sekundzie Nora zrobiła to samo i zaczęła jeździć dłońmi wzdłuż moich pleców. Wsadziłem jej nogę między uda i przycisnąłem jeszcze bardziej. Położyłem dłonie na jej pośladkach uśmiechając się wewnętrznie. Och yeah taka dupka w mych rękach! Gdyby nie Ci motocykliści… Nora klepnęła mnie mocno w plecy. Stałem sztywny jak kołek i nasłuchiwałem. W głębi duszy dziękowałem Bogu, że założyłem dzisiaj czarną niczym nie wyróżniającą się bluzę. Ktoś nad nami tam czuwa… Gdy tylko motocykle znalazły się na tej samej ulicy, co my, serce od razu podeszło mi do gardła. Przez ciało przeszły mnie wibracje, gdy przejechały tuż za naszymi plecami i czułem jak serce łomocze mi tak, że obija się o zęby. Kilka sekund później, gdy pojazdy oddaliły się na bezpieczną odległość, oderwałem się od dziewczyny. Złapałem ją za dłoń i pociągnąłem w przeciwnym kierunku
- Musimy jak najszybciej wsiąść do jakiegokolwiek autobusu – powiedziałem głośno
- Oby tylko coś jechało…
- Też mam taką nadzieję, ale czy trafimy na jakiś nocny, ugh…
Dobiegliśmy do najbliższego przystanku autobusowego. Nora wyciągnęła telefon i zaczęła sprawdzać, o której ma przyjechać pojazd.
- Za dwadzieścia trzy minuty… - mruknęła
- Mam nadzieję, że do tego czasu nie spotkamy się ze skórojazdami – westchnąłem
- To twoja wina! – pacnęła mnie w głowę
- Ej! – zrobiłem podkowę w dół i usiadłem na ławce
- No już – cmoknęła mnie w czubek głowy, a ja cały zesztywniałem
Co? Co co co co co?! CO TY KOBIETO NAJLEPSZEGO ZROBIŁAŚ?! Modliłem się, aby było wystarczająco ciemno, żeby tylko nie zobaczyła mojej zburaczonej twarzy. Nora dlaczego ty mi to robisz *wewnętrzny płacz* To jest znęcanie się nad zwierzętami… Ty to robisz z premedytacją!
- No już mi tak nie burkaj – kucnęła przede mną opierając dłonie o moje kolana
- Nie burkam – przełknąłem ślinę – Jest mi przykro, bo musiałem zostawić tam kebsa… a była jeszcze połowa!
- Głupek – przewróciła oczami i usiadła obok mnie, wtulając się w moje ramię
Objąłem ją mocno i wcisnąłem nos we włosy. Heh… a jutro wszystko wróci do rzeczywistości i koniec. Westchnąłem cicho i potarłem dłonią jej ramię.
- Noruś, a co byś powiedziała…
- NIE! – przerwała mi szybko
- Hej! Nie dałaś mi nawet dokończyć – powiedziałem urażony
- Na dzisiaj koniec pomysłów i chodzenia, gdziekolwiek – odpowiedziała – Teraz za cel mamy dotarcie do akademiku i pójścia spać. Ja u siebie, a ty…
- Ja też pójdę do siebie – mruknąłem
- A misiek? – spojrzała na mnie
- Pewnie siedzi w pokoju – wzruszyłem ramionami
- Pogodziliście się? – dopytywała
- No nie bardzo – mruknąłem – Ale wracam do pokoju i idę spać, pewnie się nie odezwie do mnie ani słowem.
- Oboje jesteście głupi – złapała mnie za dłoń, która jeszcze tak niedawno była uszkodzona i pogładziła lekko – Dwa worki ludzkiego ciała buzujące testosteronem. Dwa byczki!
- Byczki? – uniosłem brwi
- Tak, i jeden dla drugiego jest czerwoną płachtą – odwróciła moją dłoń wierzchem do dołu i splotła palce – Nadal nie wiem jakim cudem jeszcze się nie pozabijaliście i jakim cudem nadal jesteście tacy nierozłączni.
- Dziewczyny to pewnie dawno by się pomordowały, co? – mruknąłem
- Zapewne tak – kiwnęła głową
I od tej pory siedzieliśmy w całkowitej ciszy. Nora powoli przysypiała na moim ramieniu z dłonią dalej splecioną z moją, a ja obserwowałem płatki śniegu spadające na chodnik i niknące wśród miliona innych płatków, które opadły już wcześniej. Po głowie cały czas chodziły mi słowa piosenki ,,och ms believer’’ i nie mogłem się pozbyć dziwnego uczucia, że to wszystko jest snem i zaraz się obudzę w łóżku. Westchnąłem cicho na widok nadjeżdżającego autobusu
- Noraaaa – puknąłem lekko dziewczynę w ramię – wstajemy, autobus przyjechał
- Mmm? Och, okej – mruknęła i wstała powoli – Dojedziemy nim pod sam akademik?
- Nie bardzo, ale nie jest tak źle – uśmiechnąłem się lekko przepuszczając ją do środka
Zajęliśmy dwa siedzenia na samym końcu pojazdu. Dziewczyna od razu wtuliła się we mnie ze słowami ,,zimno’’. Objąłem ją mocno i wcisnąłem nos we włosy. Przymknąłem oczy i wsłuchałem się w cichą muzyczkę lecącą z głośników. Był to jakiś cover ,,lemon tree’’, fajna taka, delikatna… nastrojowa bym rzekł…
,, I wonder how
I wonder why
Yesterday you told me 'bout the blue blue sky
And all that I can see is just a yellow lemon-tree
I'm turning my head up and down
I'm turning turning turning turning turning around
And all that I can see is just another lemon-tree’’
Od tej spokojnej muzyki, aż szło usnąć. Przeciągnąłem się na siedzeniu i przytuliłem mocno Norę.
- Nie śpij – mruknąłem – zaraz będziemy wysiadać
- Uhum – mruknęła nie otwierając oczu
- Oj no weź – szturchnąłem ją – ja Cię nieść nie będę
- A mógłbyś – odburknęła – Słyszałam, że niosłeś już jedną dziewczynę na rękach
- Co? Od kogo to słyszałaś? – zmrużyłem oczy
- Teddy Bear Cię zdradził – uśmiechnęła się pod nosem – Taki uczynny Czesiu
- Pfff – burknąłem – Ten zawsze musi coś wypalić.
- Oj oj nie denerwuj już się – poczochrała mnie mocno – To przecież był dobry uczynek. Nie zostawiłeś koleżanki w potrzebie
- Niby tak… ale wiesz jak to jest – pokręciłem głową – Potem każdy gada i rozpowiada głupoty
- Nie przejmuj się tak – mruknęła – dobry chłopak z Ciebie po prostu
- Ja jestem rude… mam to wpisane w geny – zaśmiałem się
- Głupek – przewróciła oczami
- Dobra pora wysiadać – podniosłem się powoli z krzesła – Pięć minut drogi i będziemy na miejscu.
Wysiedliśmy na zimne rześkie powietrze. Norą momentalnie wstrząsnęło. Ech te laski wszystkie takie zmarzluchy… co do jednego!
- Chcesz moją bluzę? – zapytałem
- Pogięło Cię? – powiedział oburzona – Nawet nie waż mi się jej ściągać …. CHES!
- No co? – zaśmiałem się wyciągając drugą rękę z rękawa
- Czy ja mówię do ściany? Czy może w twoim słuchu występuje jakiś błąd i słyszysz tylko raz na minutę, albo to co chcesz słyszeć?
- Jestem błąd. Czeski błąd – zaśmiałem się i podałem jej bluzę – Wbijaj
- W życiu, już mi ją zakładaj z powrotem! – powiedziała ostro
- Nie ma mowy – pokręciłem głową – Bo wcisnę Ci ją siłą przez głowę
- Dlaczego ty musisz być taki uparty – westchnęła zakładając odzienie na siebie
- Good girl – zaśmiałem się
- Ja Ci dam good girl, ty rude boyu – mruknęła i objęła mnie mocno – Masz szczęście, że to tylko kawałek drogi
- I tak nic by mi nie było – uśmiechnąłem się, ale wewnętrznie telepałem się z zimna

~~~

- I masz mi od razu iść spać!
- Dobrze mamo – przewróciłem oczami i oparłem się o futrynę
- Nie przewracaj mi oczami, tylko naprawdę połóż się spać – Nora podeszła powoli do mnie – Zrób to dla mnie
- Jak dla Ciebie to zmienia postać rzeczy – uśmiechnąłem się
- Głupek – westchnęła i przytuliła mnie mocno – Dziękuję za dzisiaj
- Ależ nie ma za co – poklepałem ją po plecach – Też idź się ładnie połóż i odpocznij. Oby tylko chłopaki za bardzo Ci nie hałasowały
- O to się nie martw – mruknęła
- To dobranoc Nori
- Dobranoc Panie Czeslavie – uśmiechnęła się
Otworzyłem drzwi i wyszedłem powoli.
- Spokojnej nocy – rzuciłem na odchodne i zamknąłem drzwi
Powoli ruszyłem wzdłuż korytarza, tak dobrze mi znanego. Złapałem się poręczy przy schodach i powoli zszedłem na dół. Nie dbałem już o to, czy dorwie mnie strażnik teksasu, czy inny belfer, ale o to by nie wyjebać się na tych przeklętych schodach! Alko ponownie zaczęło uderzać mi do głowy i dawać o sobie znać. Zakręciło mi się porządnie i zatoczyłem się na drugą ścianę. Heh, będzie główka boleć z rana… to pewne na bank. Minąłem ostatni zakręt schodów z części women i ruszyłem w stronę części bez wo. W ustach miałem istny wiór… A przede mną jeszcze wizja dwóch pięter…

~~~

Zapukałem delikatnie do drzwi od naszego pokoju i czekałem. Oby tylko księżniczka shrekowa nie spała, bo się zajebię. Jak na zawołanie kliknął zamek w drzwiach i te otworzyły się. Momentalnie nasze spojrzenia spotkały się. Staliśmy tak w ciszy, aż w końcu niemiecka szkapa wypaliła
- To ty
- To ja – odpowiedziałem szybko
- Cóż to Cię sprowadza – mruknął krzyżując ramiona
- Posłanie i woda – powiedziałem mijając go
- Znowu piłeś? – wypalił
- Tylko mi nie matkuj – burknąłem – Byłem na imprezie to się napiłem
- Czyja ściana tym razem ucierpiała? – zapytał
- Niczyja, to było na mieście. Nie ma coli? – zapytałem wychylając się znad lodówki
- Nie bardzo – powiedział chłopak
- To nie dobrze – westchnąłem
- Mam pepsi, ale wątpię żeby Cię to urządzało…
- I bardzo dobrze wątpisz – mruknąłem – A sok jakiś?
- Pomarańczowy?
- Biere
Chłopak rzucił w moją stronę pół pusty karton soku. Szybko go odkręciłem i przyssałem się, aż do ostatniej kropli.
- Dzieki bro – powiedziałem
- Ooo to znowu jestem Twoim bro? – uniósł brwi
- Nie wydurniaj się patafianie – burknąłem – Zawsze nim będziesz tylko mnie nie denerwuj i zachowuj się jak bro, a nie jak ojciec, czy matka
- Ty za to mógłbyś przestać zachowywać się jak gówniarz – warknął
- I o tym mówię – padłem na łóżko
- Bo nie chcę, żeby stała Ci się krzywda Ches…
- Wiem, ale błagam Cię… nie ograniczaj mnie i nie wtrącaj się tak…
- Przy Tobie tak się nie da – pokręcił głową
- Pogadamy o tym później, a ten – spojrzałem na niego – Kiedy wyjeżdżasz do domu?
- Jakoś za kilka dni, a co?
- A nic, tak pytam… no to ten, dobranoc bro.

<Nora?>

wtorek, 19 czerwca 2018

Od Nory CD Czeslava

Spojrzałam na chłopaka pytająco w tym samym momencie, w którym obrócił się plecami i podszedł do klatki z myszami. Kolejny raz w ciągu tego samego dnia doświadczyłam dwóch skrajnie różnych zachowań jedno po drugim. Mimo że nie był to pierwszy raz, dałam się mocno zaskoczyć.
„Nie znasz mnie, więc nie mów takich rzeczy”
Westchnęłam cicho pod nosem na wspomnienie jego słów. Tak, Ches ma rację. Nie znam go… w ogóle go nie znam. Jest dla mnie kimś, kogo nie powinnam tak pochopnie oceniać.
Chwyciłam bilety leżące na stole i spojrzałam na nie. Po chwili przeniosłam wzrok na chłopaka. Siedział przed klatką z opuszczonym wejściem i obserwował myszory buszujące w środku. Podeszłam do niego, wachlując się kuponami i usiadłam na skraju łóżka.
– Będzie z nim wszystko w porządku? – spytałam, widząc jak Czesiek uważnie obserwuje rudą myszkę.
– Tak, jak najbardziej – odpowiedział krótko, nawet nie obracając się w moja stronę.
Skrzywiłam się lekko. Zacisnęłam wargi w wąską linię i zacisnęłam palce mocniej na kawałkach papieru. W końcu odważyłam się wyciągnąć rękę przed siebie i lekko pacnąć biletami w czubek rudej głowy. Niestety kiedy Ches zesztywniał, cała odwaga uciekła i z mojego ciała i z tego pokoju. Coś ścisnęło mnie nieprzyjemnie w żołądku, w ustach poczułam więcej śliny, serce przyspieszyło, a dłoń tak jak była, tak dalej została, zamrożona z biletami przy włosach chłopaka. Zaczęłam panikować, ba! Stres ogarnął moje drobne ciałko zanim w ogóle wpadłam na ten głupi pomysł.
„O  bogowie, przecież on mnie zabije…” – pomyślałam przez chwilę
Tak, gratuluję dolewania oliwy do ognia. Naprawdę ci gratuluję.
Kiedy chłopak odwracał swoje ciało w moją stronę, miałam wrażenie, jakby robił to w zwolnionym tempie. Czas jakby przestał istnieć i ten w rzeczywistości krótki i szybki gest tylko się dłużył… jakby trwał w nieskończoność. Kiedy skończył, rzucił mi tylko chłodne spojrzenie, pytające krótko „co chcesz?” Uśmiechnęłam się mimo strachu w sercu i pomachałam biletami, zasłaniając na koniec nimi usta jak wachlarzem.
– Nie mam nic na juuutrooo – przeciągnęłam samogłoski w ostatnim wyrazie, zastanawiając się w tym samym czasie, czy faktycznie żaden nauczyciel niczego nie zadał. – Więc mam wolny wieczór – powiedziałam, odsłaniając delikatny uśmiech.
Spojrzenie Cześka zmieniło się nieco. Zimno, które biło z cudownie niebieskich tęczówek złagodniało, jednak nadal było w nich to, co tak kuło w serduszko.
– Czyli możemy pójść do kina – oznajmiłam.
Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, widząc zmianę postawy chłopaka. Najlepsze było to, że było to niemal niezauważalne, a jednak tak bardzo cieszyło.
– Oo, no to fajnie.
I znowu to okropne kłucie w sercu, sprawiający ból, przez który masz ochotę nic tylko płakać. A jeszcze chwilę temu się cieszyłeś… jeszcze chwilę temu mogłam oglądać twoją radość w oczach i uśmiech, który tak często potrafił zarazić. Dlaczego więc nagle znowu  stałeś się taki… nijaki…?
– Więęęc…? –  zaśmiałam się lekko zakłopotana. – Jaki cudowny film ma pan ochotę obejrzeć?
– Hmmm – chłopak mruknął cicho po czym wstał na równe nogi z rudą myszką w dłoni. – Akceptuję wszystko poza horrorami – usiadł obok mnie na łóżku – i to w pierwszej kolejności oraz - musisz mi to wybaczyć, ale komedii romantycznych nawet nie jestem w stanie przetrawić.
Uniosłam wysoko brwi i prychnęłam z udawaną urazą.
– A skąd możesz wiedzieć, że lubię romansidła??
– Nooo… jesteś laską… nie lubicie ich przypadkiem?
– Może inne lubią sobie powzdychać do takich głupot, ale nie ja – zaprzeczyłam dodatkowo ruchem dłoni.
– Jak to? – chłopak uniósł brwi.
– Tak to. Każda komedia romantyczna, czy nawet zwykłe romansidło działa na tych samych schematach. Są nudne i do przewidzenia. Plus często mają beznadziejne poczucie humoru.
– Nora… ty nie jesteś kobietą… – powiedział przerażony.
– O cholera… – moje oczy również otworzyły się szeroko z przerażenia. – Chyba faktycznie nią nie jestem…
W pokoju przez chwilę zapanowała głucha cisza. Nie było słychać nawet Paxa nurkującego w trocinach. Patrzyliśmy się na siebie oboje w teatralnym przerażeniu rodem z obrazu Muncha, aż w końcu oboje zaśmialiśmy się cicho, dają upust uśmiechem cisnącym się na usta. No, przynajmniej w moim przypadku.
– Głupek… – powiedział.
– Sam jesteś głupek – prychnęłam.
– Dobra, to zbieramy się. – Czesiek wstał i odstawił Nitrrrrrrrrrrrrrro! (musiałam XD) do klatki. – Wybierzemy coś na miejscu.
– Tak jest, szefie!
***
Szliśmy powoli przez ciemny, wąski, obity włochatą, przypominającą wycieraczkę draperię korytarz, podświetlany przy suficie kolorowymi żaróweczkami. Przez prawie całą drogę dreptałam zaciekawiona z brodą uniesioną ku górze. Malutkie lampeczki wyglądały jak gwiazdy, tylko we wszystkich możliwych kolorach. Aż zapragnęłam mieć taki widok u siebie w pokoju. Mogłabym co wieczór po ciężkim, nie ciężkim dniu po prostu się położyć i popatrzeć w swoje osobiste, własne nocne niebo. Oh, a jakby tak kiedyś mieć własny dom z przeszklonym dachem w sypialni, albo w salonie. To byłby dopiero widok.
– Uważaj na próg – usłyszałam nagle głos Cześka. Szybko spojrzałam pod nogi, w tym samym momencie mijając niewysoką przeszkodę, o mały włos się o nie nie potykając. Zachwiałem się lekko, bardziej ze strachu niżby z utraty równowagi.
Poczułam jak chłopak łapie mnie asekuracyjnie za ramię.
– Nora… zabijesz się kiedyś, ciamajdo – zaśmiał się i puścił, gdy tuż przed nami pojawiły się masywne, podwójne czarne drzwi z wielkim, podświetlanym na czerwono napisem „SALA 07”
– Sam jesteś ciamajda… ja przynajmniej nie brudzę wszystkiego sosem od frytek.
Rudowłosy burknął głośno i pchnął drzwi, otwierając je z łatwością. Hmmm, a wyglądały naprawdę na ciężkie…
– To jaki film w końcu wybrałeś?
Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi. Chłopak po wejściu na salę od razu skręcił w prawo i zaczął wspinać się po podobnie podświetlanych schodach jak korytarz.
– Piąty… szósty… zobaczysz zaraz… ósmy i jesteśmy – zatrzymał się nagle, obracając na pięcie. Uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha i gestem dłoni zaprosił do przejścia ze schodów na rząd foteli. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo jego radość koiła to moje obolałe ze smutku serducho. – Miejsca dziewiąte i dziesiąte powinny być tak na środku.
– Dziękuję – skinęłam głową niczym dama i brechtając się pod nosem zaczęłam szukać wyznaczonych nam miejsc. Faktycznie, tak jak Czesiek mówił, były one na środku. Usiadłam wygodnie, a zaraz po mnie rudowłosy.
– Więc?
– Co więc?
– Co to za fiiilm?
– Oj, kobieto… zobaczysz zaraz…
Mruknęłam przeciągłe i rozpłaszczyłam się na fotelu.
– A będę mogła bilet na pamiątkę? – zerknęłam na chłopaka. Ten po raz kolejny wyszczerzył się szeroko i odpowiedział krótko:
– No pewnie.
***
Spojrzałam na ekran telefonu i aż westchnęłam ze zdumienia. Czy ja dobrze widziałam? Czy to znowu jakiś sen na jawie? Było już tak późno? Zanim wrócimy do akademika, zanim ogarnę się do spania… Przecież ja rano będę padnięta… normalnie nie dam rady wstać do tej przeklętej budy!
– Wow… jest wpół do jedenastej...
– Już?! – Ches niemal wykrzyknął na cały głos i zerknął na telefon, który dalej trzymałam przed sobą.
Wyszliśmy z galerii i po kilku przejściach przez pasy weszliśmy w jedną z bocznych uliczek, byś zbyciem dotrzeć na powrotny autobus.
– Mam nadzieję, że zdążymy, bo na nocny nie chcę mi się czekać… jest zim...
– Czekaj.
Czesiek przerwał mi w pół zdania i zatrzymał mnie, łapiąc pod łokieć - chyba - nasłuchując. Gdy również zaczęłam się przysłuchiwać, temu, co tak zwróciło uwagę chłopaka, usłyszałam jakąś muzykę, podobna do ruskiego techno. Mogłam się nawet założyć, że to faktycznie było ruskie techno.
– Przecież to Narkotik Kal!
– Że co? – spytałam, zdezorientowana.
– Ooo, Norka, lecimy tam! – wykrzyknął entuzjastycznie i szarpnął mnie, ciągnąć za sobą, dalej trzymając mnie pod rękę.
Im bliżej byliśmy miejsca z którego dochodziły te zabójcze basy, miałam coraz większe wątpliwości jeśli o to chodzi. Wokół nas było coraz więcej ludzi, tym samym było coraz głośniej. I przez muzykę, i przez rozmowy każdej osoby.
– Ches, zginiemy – powiedziałam do niego, gdy dotarliśmy na miejsce. To, co działo się w środku było jednym wielkim huraganem ludzi.

czeees?

sobota, 26 maja 2018

Od Czeslava CD Nory

Dziewczyna wbiła wzrok w stopy, tym samym zrywając całkowicie kontakt wzrokowy. Patrzyłem na nią jeszcze przez dosłownie sekundę, ale brak jakiejkolwiek intencji z jej strony, sprawił, że ostatecznie przeniosłem wzrok na drogę przed sobą. Mimo śmiechu, który wydobył się z niej dosłownie przed chwilą, miałem wrażenie, że... był udawany. Przygryzłem wargę kłem i przyspieszyłem. Nora automatycznie została z tyłu wydając dźwięk niezadowolenia
- Musisz tak pędzić? - jęknęła
- Owszem - wyszczerzyłem się szeroko odwracając twarzą do niej i idąc tyłem - Przebieraj szybciej łapkami!
- Łapkami? - jej oddech przyspieszył znacznie
- Yop, łapkami! - odwróciłem się i szedłem normalnie
- Czemu łapkami? - wydyszała
- Ponieważ nie łapami - przyspieszyłem jeszcze bardziej
- Ches błagam Cię, zwolnij - jęknęła
- Nie ma mowy - mruknąłem dodając tempa
Dziewczyna jeszcze coś tam mruknęła. Mocniej przygryzłem wargę i zacisnąłem dłoń w pięść. Ches. Do jasnej cholery, co ty robisz? Nie możesz się tak zachowywać. Zatrzymałem się w miejscu i poczekałem, aż dziewczyna dorówna mi kroku.
- Przepraszam - mruknąłem - Już zwalniam
Nora kiwnęła głową i powoli jej oddech zaczął się wyrównywać. Szliśmy o wiele wolniej. Wbiłem dłonie do kieszeni bluzy i zacząłem kopać napotkany na drodze kamyk. Praktycznie całą uwagę przeniosłem na niego i skupiałem się, aby kopnąć go idealnie na wprost siebie. Kiedyś potrafiłem tak kopać kamyki od momentu wyjścia z domu do dotarcia na miejsce docelowe. A potem wracając odprowadzałem go na pierwotną pozycję. Powróciłem myślami do aktualnej sytuacji i kątem oka dostrzegłem, że Nora obserwuje toczący się mini głaz. Kopnąłem go w jej kierunku, tak, że znalazł się centralnie przed nią. Ta jednak minęła go jak gdyby nigdy nic... A więc, tak kończy się historia kamyka... Westchnąłem cicho i jeszcze bardziej wbiłem dłonie do kieszeni. Podniosłem lekko głowę do góry i rozejrzałem się po okolicy. Jeszcze kawałek drogi przed nami... Gdyby szedł sam, to już dawno dotarłbym do celu, ale cóż, miałem ogon, który bardzo się wlókł. Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem, czy mam jakiekolwiek powiadomienia. Jak się można było spodziewać... ekran świecił pustkami. Schowałem go głęboko do kieszeni i zarzuciłem kaptur na głowę.
- Zimno Ci? - zapytała Nora
- Niezbyt - mruknąłem
I na tym skończyła się nasza rozmowa. To trochę bardzo przykre, gdy jesteś zmuszonym prowadzić całą konwersację. Może nawet samo to nie jest takie przykre, co fakt, że potrafisz z kimś gadać bez przerwy, dogadujecie się jak nikt, i zawsze macie o czym rozmawiać. Ale gdy przychodzi, co do czego i to druga osoba, ma przejąć konwersację i nagle nastaje cisza i okazuje się, że nie macie o czym rozmawiać... To jest dopiero przykre, gdy tak naprawdę jakąkolwiek interakcję wywołujesz ty sam. A jeszcze na domiar złego, nagle cisza między nami zaczęła dosłownie kuć w oczy... Przełknąłem ślinę i zerknąłem na Norę. Dziewczyna dalej była niezwykle zainteresowana swoimi butami. Spojrzałem na nie szukając wytłumaczenia, co jest w nich takiego hipnotyzującego, ale szybko się poddałem. Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk karetki. Podniosłem wzrok w poszukiwaniu ambulansu, ale nigdzie nie mogłem go zlokalizować.
- Eeee Czes, daleko jeszcze? - pytanie padło równie nagle tak jak pojawił się dźwięk karetki
- Niezbyt - odpowiedziałem - Jeszcze dwie ulice i będziemy przy BIT'cie.
Przyspieszyłem kroku widząc, że światła na przejściu zaczynają mrugać. Ostatnie metry pokonałem w lekkich podskokach, gdy włączyło się czerwone światło. Tuż przy moim boku po sekundzie pojawiła się Nora. Spojrzałem na nią z ukosa i wyprzedziłem. Przestań się tak przejmować idioto. Czemu nagle ciąży Ci tak ta cisza? Przecież to nic niezwykłego... ,,miej wyjebane, a będzie Ci dane''.
- Uważaj! - Nora nagle złapała mnie za ramię i pociągnęła do tyłu.
Chodnik tuż przede mną przeszył rozpędzony rowerzysta. Zamrugałem szybko i podążyłem wzrokiem za nim.
- Coś się stało? - zapytała po chwili
- Nie. Co miałoby się niby stać?
- Nie wiem - spuściła głowę - Ale jesteś inny, a już zwłaszcza inny niż chwilę po wyjściu z akademika.
- Wydaje Ci się - mruknąłem
- Skoro tak twierdzisz - westchnęła
- Ten niebieski budynek to BIT, tak kupisz bilety - powiedziałem wskazując brodą wspomniany budynek - Ja poczekam tutaj na ławce.
- Nie chcesz wejść do środka? - zapytała - Zmarźniesz...
- O mnie się nie martw, po za tym jest ciepło. Leć załatw swoje.
Dziewczyna kiwnęła głową i udała się do BIT'u. Odprowadziłem ją wzrokiem, i gdy tylko drzwi zamknęły się za nią, padłem na najbliższą ławkę. Nagle z kieszeni dobiegł dźwięk przychodzącej wiadomości. Niespiesznie wyciągnąłem telefon i odczytałem wiadomość od Chrupka.
> Ches, jesteś w pokoju?
< Nope, siedzę na mieście, o co cho?
> O której wracasz? Potrzebowałbym, żebyś mi wytłumaczył jedną rzecz ze stereometrii.
< No problemo Amigo, nie mam pojęcia, ale chyba jakoś na czasie.
> Jak wrócisz to napisz, przyjdę do Ciebie.
< Kiepski pomysł. Mogę wpaść do Ciebie?
> Mmm, w porządku. Znowu rozwaliliście pokój?
< Nieeee, długa historia. Wgl, mógłbym się u Ciebie kimnąć?
> Jesteś pewien, że nie rozwaliliście pokoju? I pewka, możesz.
< Dzięki wielkie, to opowiem Ci wszystko jak przyjdę.
> Luzik, Misiek kazał Ci przekazać, że zachowujesz się jak gówniarz, ale nie wiem o co mu konkretnie chodziło
< Wystarczy, że ja wiem. Dzięki, i powiedz mu, że jest idiotą
> Ambitna dyskusja... nawet nie wiem, czy chcę wiedzieć, o co tym razem się pożarliście
< Jak tam chcesz, kupić Ci coś po drodze?
> Nie dzięki
< Wezmę jakieś chipsy, chcesz jakiś konkretny smak?
> Paprykowe?
< Się robi, to do zo, a i nic nie mów temu niemcowi
> Luz
Chwilę jeszcze poklikałem na telefonie przeglądając skrzynkę mailową i zapoznając się z najnowszymi memami.  Jednak wewnętrznie ciągle coś nie dawało mi spokoju. Wbiłem wzrok w kostkę brukową między stopami i patrzyłem jak elegancko co kilka sekund ląduje tam płatek śniegu. Przymknąłem oczy i wsłuchiwałem się w dźwięki ulicy. Zdecydowanie to nie był mój dzień.
- Ches? - usłyszałem znajomy głos
- Mmmm? - mruknąłem nie otwierając oczu
- Kupiłam już bilety
- To dobrze - pokiwałem lekko głową
- To wszystko, możemy już iść
Bez słowa skinąłem głową. Nagle ni stąd ni z owąd poczułem lekkie pacnięcie w czerep. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że momentalnie sie zerwałem
- Ej! - warknąłem wbijając wzrok w Norę. Dziewczyna cofnęła się kilka kroków
- Przepraszam - powiedziała szybko
- Za co to? - mruknąłem masując czubek łepetyny
- Za... przepraszam
Wbiłem ponownie w nią wzrok i bacznie zlustrowałem.
- O co chodzi? - mruknąłem
- Mi? - uniosła brwi - Ches, to ty nagle się ofukałeś i zacząłeś dziwnie zachowywać. Pacnęłam Cię, żebyś przestał już myśleć, bo zmierzasz w złym kierunku.
Zamrugałem kilka razy i spojrzałem na nią już nieco łagodniej
- Prominte...
- Ja rozumiem, że może Ci być teraz ciężko i po głowie mogą Ci kręcić się jakieś ciemne myśli, ale proszę Cię, przestań.... Nie jesteś sobą.
- Nie jestem sobą? - uniosłem brwi - A skąd wiesz, że właśnie teraz przypadkiem nie jestem sobą, co?
- Bo... - zamilknęła
- Właśnie - mruknąłem - Nie znasz mnie, więc nie mów takich rzeczy.
- Masz rację, nie znam Cię. Przepraszam.
Ruszyła nagle przed siebie. Stałem jak wryty i patrzyłem na oddalającą się sylwetkę dziewczyny. Z jednej strony miałem ochotę stać tak dalej lub udać się w przeciwnym kierunku, a z drugiej, coś kazało mi ruszyć za nią. W sumie, dlaczego miałbym niby za nią iść? Nadal jest dla mnie nikim... Nadal? Ona zawsze będzie dla mnie nikim. Czym ty się w ogóle teraz zajmujesz Ches? Olej to i rób co chcesz. Nikt Ci nie będzie mówił, kim jesteś, i czy jesteś sobą, czy nie. Zawsze jesteś sobą. Zawsze. Nigdy nikogo nie udajesz, prawda? ... Dobra.....
- Nora! - zawołałem głośno i pobiegłem sprintem za dziewczyną. Ta przystanęła na chwilę i spojrzała na mnie, by po chwili z powrotem ruszyć przed siebie. Zwolniłem tempa, praktycznie się zatrzymując. Czy to znaczyło, że mam dać jej spokój? Ech... Stanąłem i patrzyłem prosto w jej plecy, które z sekundy na sekundę były coraz dalej, aż w końcu zniknęły za jakimś budynkiem.

~~~~

Kreśliłem długopisem na kartce najbardziej podstawowe bryły przestrzenne, a Chrupek męczył się z zadaniem domowym. Byłem właśnie w trakcie wykreślania wysokości stożka, gdy linijka przesunęła mi się i przez połowę szkicu przebiegła nieprawidłowa linia... Cisnąłem linijkę na bok i przyciskając z całej siły długopis do kartki zamazałem obiekt. Kartka szybko się poddała i krótko mówiąc podarła się. Chrupek podniósł wzrok znad zeszytu i spojrzał na mnie.
- Nawet nie wiem, czy mam pytać - powiedział spokojnie
- To nie pytaj - burknąłem
- Czyli jednak - westchnął - Jesteś głupim dzieciuchem.
- Powiedz mi coś czego nie wiem - wbiłem czoło w blat stołu
- Ches, serio nie wiem, co ty tam znowu rozkminiasz, ale mam nadzieję, że niee robisz nam powtórki sprzed roku.
- Spokojnie... nie zapowiada się na to
- To prawda, że się przeniosłeś do C?
- Prawda
- Największy hejter tej klasy, się tam przeniósł? - w jego głosie dało się wyczuć niedowierzanie
- Tak, dokładnie tak - mruknąłem
- Jeśli zrobiłeś to przez tę bójkę z Miśkiem, to wiesz, że to było dziecinne...
- Zrobiłem to, bo nie daję rady z materiałem na profilu lingwistycznym, jasne? - warknąłem podnosząc głowę
- Ches naprawdę Cię lubię i nie mam nic do Ciebie - zaczął
- Ok, rozumiem - mruknąłem - To ja już sie zbieram
Podniosłem się do góry i zacząłem zgarniać swoje rzeczy.
- Siadaj - westchnął - Nie o to mi chodziło, możesz się tu kimnąć. Tylko, że zobacz, zacząłeś się powoli mieszać w tym wszystkim i podejmować niezbyt odpowiedzialne decyzje, nie wiem jak to ująć... Ale może zrobiłbyś sobie wolne i pojechał do rodziny? Wyluzowałbyś się, wiesz, rodzina to jednak rodzina, a w domu to najlepiej....
Wybuchnąłem śmiechem przerywając mu wypowiedź
- Nie ma mowy, nie wrócę do domu. Zostaję tutaj.
- To nie wracaj do domu, ale spróbuj zmienić otoczenie, chociaż na trochę. Wyrwij się stąd, tak, żebyś nie musiał na okrągło o tym myśleć... Jakby nie patrzeć, wszędzie widzisz coś związanego z tematem szkoły.
- Dzięki za radę - pokiwałem głową - Ale raczej nie skorzystam.
- Ja tam chcesz - wzruszył ramionami - Tylko żebyś się potem nie zdziwił jak będzie za późno.
Spojrzałem na niego z ukosa. Co on tam może wiedzieć... Z powrotem wbiłem czoło w stół i przymknąłem oczy....
- Ja pierdolę, co ty robisz?! - zerwałem się, gdy nagle Chrupek mocno mnie objął - Co ty jesteś gejem?!
- Cicho bądź - mruknął chłopak - Ja próbuję Ci tutaj pomóc, a ty co?
- Co ty właśnie zrobiłeś? - zmarszczyłem brwi
- Przytuliłem Cię
- Po co...
Chłopak westchnął i pokręcił głową.
- Może gdybyś się tak nie wyrwał, to byś zrozumiał. Czasem naprawdę bliski kontakt z kimś innym pomaga.
- Ale.... dlaczego z Tobą... Wiesz też Cię lubię, ale no...
- Ches, tu nie chodzi o ,,TE KWESTIE'', ale bardziej o samą czynność.
- Za dużo czytasz tych wszystkich swoich psychologicznych pisemek...
- Nie gderaj tyle, tylko czasem mnie posłuchaj - pokręcił głową - Uwierz, że to działa, i jeśli nie chcesz, żebym to ja Cię przytulił, to idź do kogoś kto mógłby to zrobić....
- Jakoś nie widzę sensu w tym wszystkim - mruknąłem siadając
- Głupi jesteś i nie jesteś w stanie pojąć wielu rzeczy, ale no, wybaczam Ci dzieciaku. Kiedyś przyjdziesz na kolanach błagać o wybaczenie.
- Skoro tak mówisz...

~~~

Zapukałem lekko do drzwi pokoju numer 189. Po chwili do mych uszu dobiegł dźwięk przekręcanego zamka i w szparze między drzwiami pojawiła się Nora
- Hej - uśmiechnąłem się lekko - Przyniosłem chłopakom trochę jedzenia.
Drzwi otworzyły się trochę bardziej i wszedłem do środka.
- Grzeczni są? - zapytałem mijając dziewczynę
- Tak - powiedziała krótko
- To dobrze - pokiwałem lekko głową przygryzając wargę - Ale nie obrażaj się na mnie Nori....
- Ches, nie obrażam się - mruknęła - Ale nie tego się spodziewałam...
- Wiem - spuściłem głowę - Przepraszam. Ten... masz jakieś plany na wieczór?
- Niezbyt - powiedziała
- Poszłabyś ze mną do kina? - uśmiechnąłem się lekko i wyciągnąłem w jej stronę bilety - Możemy wybrać sobie dowolny film 3D, więc, jakbyś chciała, to...
Spuściłem głowę i położyłem bilety na stole.
- To ja się zajmę chłopakami...

<Nora?>
Theme by Bełt