Przez całą rozmowę spoglądałem na dziewczynę, słuchając, ale bardziej skupiając się na dokładnym przeanalizowaniu jej wyglądu. Rozmyślałem, ile ma lat, wciąż głowiąc się, czy na pewno warto próbować. Przecież jeśli miałem znaleźć sobie kogoś tylko na chwilę, to mogłem sięgnąć po kogoś sprawdzonego.
Jednocześnie miałem ochotę na coś nowego. Po prostu na jakikolwiek dreszczyk adrenaliny...
Chociaż to już mnie raczej nie czeka. Widziałem już wszystko.
Nie mogłem się zdecydować.
Dziewczyny niedoświadczone, urocze i niewinne są co prawda ciekawymi kochankami, no ale no...
Za dużo z tym roboty. Chyba na razie się wycofam, bo ta szopka robi sie męcząca. Ostatnie miłe słowa i spadam.
- W takim razie... Pozwól że cię odprowadzę. - wstałem i szybko się z nią zrównałem. Jeszcze chwilę się jej poprzyglądam.
Szliśmy w ciszy. Obserwowałem jej mimikę, jej kroki. Wydawała się interesująca, lecz mimo wszystko nie miałem ochoty starać się atencje. Potrzebowałem czegoś na szybko.
Odprowadziłem ją, i zniknęła mi z oczu. Mogłem zawrócić i załatwić swoje sprawy.
Idąc zerkałem to na telefon, który trzymałem w dłoni, to na drogę przede mną. Hmmm, do kogo by tu zadzwonić...
Przeglądałem kontakty, w myślach robiąc notatki co do każdego imienia na liście.
Trudny wybór. Tyle smakowitych kąsków, tyle wyobrażeń wspaniale spędzonych nocy...
Dotarłem do domu, osiągając też wreszcie koniec listy.
I wtedy w ułamku sekundy się zdecydowałem. Czemu po prostu nie zacząłem od końca...
No ale zawsze tak jest, że to czego się szuka znajduje się na samym końcu.
Napisałem tylko jednego smsa do pewnej dziewuszki, którą znałem już od kilku lat. Wiedziałem, że tyle starczy, by przyleciała jak na skrzydłach. Obojętnie, jak daleko by była.
Odpowiedź na wiadomość dostałem od razu. Pozostawało czekać, może ogarnąć coś w domu... No, albo po prostu polenić się na kanapie.
Taaaak, tym razem nie będę z sobą walczył. Jak mózg chce, żeby ciało leżało, to tak będzie. Z mózgiem się kłócić nie będę.
Poczekamy na koleżankę. Jak przyjdzie, to nie wszystko będzie chciało leżeć...
Kolejnego dnia obudziłem się w dobrym humorze. W szampańskim, można powiedzieć. Noc przyjemna, łóżko ciepłe, a śniadanie czeka. Czy może być lepiej?
Po jakimś czasie odprawiłem dziewczynę... Przy okazji zachciało mi się spaceru. Powietrze było mroźne i przyjemne, idealnie.
Przechadzałem się..
< May? Tak bardzo, bardzo nie wiedziałam co pisać... >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mayumi Ueda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mayumi Ueda. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 stycznia 2018
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Od Michaela CD Mayumi
Walnąłem zdecydowanie za wysoko linię horyzontu.
- Teraz już raczej tego nie poprawisz, nie? - Ana pochyliła się lekko nad obrazem, a jej płowe kosmyki musnęły delikatnie kubeczek z farbami.
- Będzie ciężko - ocenił Anthony, szturchając mnie lekko w ramię. - A ostrzegałem, nie?
- Huh, trochę za późno się zorientowałem - westchnąłem ciężko, przejeżdżając dłonią po twarzy. - I cała praca zmarnowana.
- Dramatyzujesz - nasza cicha przewodnicząca podniosła głowę znad swojego obrazu w drugim rogu sali. - Może na konkurs będziesz musiał zacząć od nowa, ale zawsze można coś wykombinować.
- Właśnie, to pobudza inwencję twórczą - uśmiechnęła się Ana. - Na pewno coś wykombinujesz!
- Na razie pójdzie do półki "na później" - stwierdziłem, biorąc płótno. - Ech, a trzeba było się za to wcześniej brać.
- Zawsze to powtarzasz - zauważyła przewodnicząca, nie odrywając oczu od swojego niedokończonego pejzażu.
- Systematyczność nie jest moją mocną stroną - wzruszyłem ramionami ze słabym uśmiechem. - Mam czas do piątku.
- Dziś jest środa...
- Widzisz, mam cały czwartek - machnąłem beztrosko ręką, wstając. - Dobra, idę po trochę weny, ludzie, powodzenia wam!
- Idź, idź, tylko pamiętaj, żeby to ogarnąć.
- Jasne, jasne - wyszczerzyłem się. Dzięki za troskę, Lind. Bądźcie grzeczni, pa!
Z tymi słowami zamknąłem za sobą drzwi, ruszając do pokoju 207,5. Możliwie cicho otworzyłem drzwi, by nie obudzić Immi czy Cześka - jak się jednak okazało, brat się gdzieś zmył, a Immi siedziała wygodnie na parapecie, kątem okna obserwując płatki śniegu, z wolna opadające na ziemię. Dolałem kotce nieco wody, zabrałem kurtkę i wyszedłem z pokoju, starannie zamykając za sobą drzwi.
- No, czas zaczerpnąć nieco świeżego powietrza - uznałem, dziarskim krokiem ruszając w stronę parku ze szkicownikiem pod pachą.
*
Zapuściłem się trochę dalej, niż normalnie - zimowy świat zauroczył mnie jednak na tyle, że, pochłonięty całkowicie pięknem śnieżnych krajobrazów, sunąłem wolno gdzie mnie stopy poniosły. W końcu zawędrowałem w okolice niewielkiego lasku - poszycie zakryła warstwa fantazyjnych wzorów szronu, a korony wysokich drzew tuliły do swoich gałęzi grube kołdry śniegu. Usiadłem tak, by mieć dobry widok na las, po czym zabrałem się za szkicowanie...
Dopóki mojej uwagi nie zwrócił tętent kopyt. Uniosłem głowę, a mój wzrok napotkał galopującego, srokatego konia z jeźdźcem na grzbiecie, który wykrzykiwał jakieś komendy. Och, tak, tak.
- Gdybym mógł tylko zatrzymać czas - wymruczałem, robiąc im zdjęcie na tle lasku.
Wtedy też jednak dotarło do mnie, że dosiadający biegnącego wierzchowca wręcz wywrzaskuje te komendy, zdecydowanie za szybko i mocno trzyma się konia - zrozumiałe przy takiej prędkości, ale wydawał się być wręcz... spanikowany?
- Scheisse, co tam się wyprawia? - mruknąłem, wstając szybko. Ruszyłem biegiem w ich stronę. - Hej, słyszysz mnie tam? Ty tam na koniu?!
Jeździec zdawał się mnie nie słyszeć, więc spróbowałem zbliżyć się jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę możliwości moje i te galopującego konia, wypadałem... cóż, dość blado. Fartem, srokacz nagle zwolnił, prychając i unosząc wysoko kopyta, dzięki czemu, brnąc na skos przez mokry, śliski teren, mogłem ich dogonić.
- No... nareszcie - mruknąłem, z trudem łapiąc oddech. - Dość dziwnie wyglądała ta wasza przejażdżka, wszystko dobrze?
< May? Poniedziałek nie służy wenie, przepraszam >
- Teraz już raczej tego nie poprawisz, nie? - Ana pochyliła się lekko nad obrazem, a jej płowe kosmyki musnęły delikatnie kubeczek z farbami.
- Będzie ciężko - ocenił Anthony, szturchając mnie lekko w ramię. - A ostrzegałem, nie?
- Huh, trochę za późno się zorientowałem - westchnąłem ciężko, przejeżdżając dłonią po twarzy. - I cała praca zmarnowana.
- Dramatyzujesz - nasza cicha przewodnicząca podniosła głowę znad swojego obrazu w drugim rogu sali. - Może na konkurs będziesz musiał zacząć od nowa, ale zawsze można coś wykombinować.
- Właśnie, to pobudza inwencję twórczą - uśmiechnęła się Ana. - Na pewno coś wykombinujesz!
- Na razie pójdzie do półki "na później" - stwierdziłem, biorąc płótno. - Ech, a trzeba było się za to wcześniej brać.
- Zawsze to powtarzasz - zauważyła przewodnicząca, nie odrywając oczu od swojego niedokończonego pejzażu.
- Systematyczność nie jest moją mocną stroną - wzruszyłem ramionami ze słabym uśmiechem. - Mam czas do piątku.
- Dziś jest środa...
- Widzisz, mam cały czwartek - machnąłem beztrosko ręką, wstając. - Dobra, idę po trochę weny, ludzie, powodzenia wam!
- Idź, idź, tylko pamiętaj, żeby to ogarnąć.
- Jasne, jasne - wyszczerzyłem się. Dzięki za troskę, Lind. Bądźcie grzeczni, pa!
Z tymi słowami zamknąłem za sobą drzwi, ruszając do pokoju 207,5. Możliwie cicho otworzyłem drzwi, by nie obudzić Immi czy Cześka - jak się jednak okazało, brat się gdzieś zmył, a Immi siedziała wygodnie na parapecie, kątem okna obserwując płatki śniegu, z wolna opadające na ziemię. Dolałem kotce nieco wody, zabrałem kurtkę i wyszedłem z pokoju, starannie zamykając za sobą drzwi.
- No, czas zaczerpnąć nieco świeżego powietrza - uznałem, dziarskim krokiem ruszając w stronę parku ze szkicownikiem pod pachą.
*
Zapuściłem się trochę dalej, niż normalnie - zimowy świat zauroczył mnie jednak na tyle, że, pochłonięty całkowicie pięknem śnieżnych krajobrazów, sunąłem wolno gdzie mnie stopy poniosły. W końcu zawędrowałem w okolice niewielkiego lasku - poszycie zakryła warstwa fantazyjnych wzorów szronu, a korony wysokich drzew tuliły do swoich gałęzi grube kołdry śniegu. Usiadłem tak, by mieć dobry widok na las, po czym zabrałem się za szkicowanie...
Dopóki mojej uwagi nie zwrócił tętent kopyt. Uniosłem głowę, a mój wzrok napotkał galopującego, srokatego konia z jeźdźcem na grzbiecie, który wykrzykiwał jakieś komendy. Och, tak, tak.
- Gdybym mógł tylko zatrzymać czas - wymruczałem, robiąc im zdjęcie na tle lasku.
Wtedy też jednak dotarło do mnie, że dosiadający biegnącego wierzchowca wręcz wywrzaskuje te komendy, zdecydowanie za szybko i mocno trzyma się konia - zrozumiałe przy takiej prędkości, ale wydawał się być wręcz... spanikowany?
- Scheisse, co tam się wyprawia? - mruknąłem, wstając szybko. Ruszyłem biegiem w ich stronę. - Hej, słyszysz mnie tam? Ty tam na koniu?!
Jeździec zdawał się mnie nie słyszeć, więc spróbowałem zbliżyć się jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę możliwości moje i te galopującego konia, wypadałem... cóż, dość blado. Fartem, srokacz nagle zwolnił, prychając i unosząc wysoko kopyta, dzięki czemu, brnąc na skos przez mokry, śliski teren, mogłem ich dogonić.
- No... nareszcie - mruknąłem, z trudem łapiąc oddech. - Dość dziwnie wyglądała ta wasza przejażdżka, wszystko dobrze?
< May? Poniedziałek nie służy wenie, przepraszam >
piątek, 29 grudnia 2017
Od Mayumi DO Michaela
Znacie te dni kiedy nic wam kompletnie nie wychodzi, nie macie na nich ochoty, humoru i nawet kiedy przychodzi wam zjeść śniadanie i otwieracie lodówkę po 5 minutach patrzenia na jej wypełnione po brzegi wnętrze, trzaskacie jej drzwiami nie mogąc się zdecydować na co macie ochotę, bo na coś macie tylko nie możecie sobie uświadomić czym jest to coś. Dokładnie coś takiego dosięgnęło mnie i nie zapowiadało się by ten dzień należał do jednego z tych bardziej produktywnych. Czułam się jak kompletna kupa, której nic nie chciało i w dodatku była rozbita niczym mięso na schabowe. Udało mi się jakoś przeżyć i ten dzień i wszystkie jemu towarzyszące lekcje. Nie było tak żle ale i cieszyłam się jak głupia mogąc z siebie zrzucić te wszystkie ciuchy i przebrać się w znacznie wygodniejsze jak to się zwykło popularnie mówić dresy. W moim przypadku była to zwykła koszulka, na nią założony sweter oraz ciepły pola, na nogach zaś wygodne, rozciągliwe spodnie w szarym kolorze, które były wykonane z nieco grubszego materiału by zapewnić utrzymanie temperatury ciała. Szybko wepchnęłam w siebie jakaś kanapkę z szynką by zapchać brzuch, wciągnęłam na nogi nieco ubrudzone, czarne kozaki, do kieszeni bluzy wpychając rękawiczki, a na ramie zarzucając wielką torbę po brzegi wypełnioną najróżniejszym sprzętem, który za chwilę miał mi się przydać i tak uzbroją wyszłam.
Po chwili dotarłam do stajni gdzie znajdowała się moja całkiem miła i śliczna klacz. Nazwałam ją Krówka i tak jak jej nazwo mówiła wygląda dokładnie jak to mleczne zwierzę. Całe jej ciało było pokryte większymi i mniejszymi plackami czerni. Wiem że mogłam się postarać o lepsze imię ale dajcie spokój Krówka przywędrowała do mnie jak miałam 7 lat, więc nie ma się co czepiać. Poza tym to jest urocze imię i sama zainteresowana nie ma nic przeciwko temu, zwłaszcza że pewnie i by to jakoś zasygnalizowała gdyby tak było. Djmy na to w takich sytuacjach jak teraz czyli kiedy podchodziłam do jej boksu wołając ją po imieniu by pogłaskać ją po łbie kiedy ta wystawiła go widocznie zainteresowana.
-Ty już pewnie wiesz co cię czeka moja piękności – uśmiechnęłam się do niej. Zaraz zakładając jej na pysk uwiąż i wyprowadzając z stajni na korytarz by tam przywiązać ją i wyczyścić by pod siodłem nic jej się nie obtarło ani nie uwierało. W ruch poszła więc kopystka w akompaniamencie zgrzebeł i szczotek by usunąć cały bród, pozbyć się wszystkich zaklejek i wyczyścić strzałki. Zaraz po tym zabrałam się za osiodłaniem konia, położeniu na swoje towarzyszce czapraka oraz siodła i podpięcie popręgu. Wszystko szło całkiem sprawnie i w czasie tego wszystkiego nie zabrakło sporej ilości pochwał i czułości chociaż nie powiem Krówka dzisiaj chyba czuła że jestem nie do końca w sosie i dogryzała mi nieco bardziej sama też chodząc i nie mogąc ustać w miejscu.
W końcu jednak udało nam się wyjechać z stajni, a na dzisiejszy cel mojej zimowej, konnej wyprawy wybrałam zwyczajną przejażdżkę w teren. Nic specjalnego i wymagającego, gdyż w zimie trzeba było na wszystko uważać. Konie tak i jak my ludzie mogły zachorować lecz z tym było pól biedy. Tym co najgorszego mogło się przydarzyć było poślizgnięcie się i zranienie kopyta lub w najgorszym przypadku złamanie go. A jak każdy jeździec doskonale wiedział, koń który nie może galopować lub poruszać się jest koniem nieszczęśliwy, można by to porównać do człowieka leżącego niczym warzywo w szpitalu. Straszne prawda ?
Dlatego pierwsze moje i Krówki kroki to był powolny stęp po odśnieżonej ścieżce w kierunku padoku, gdzie pochodziliśmy sobie spokojnie bez większych szaleństw odbijając kopyta na śniegu, by w końcu trochę pogalopować i w końcu ponownie zwolnić i tak kilka razy, by w końcu opuścić teren padoku i skierować się z stronę lasku i tu czekał mnie małe zaskoczenie. Bo nie wiem co się stało Krówce, czego się wystraszyła ale wystrzeliła spod siodła niczym piorun, ponosząc mnie najpierw w kierunku lasku by zawrócić i pognać przez stajnie w stronę wzgórz i akademii. Nie pomogły przy tym moje wolanie prrr stój hej bo Krówka się wystraszyła i sama musiała zwolnić i stanąć, a j na niej utrzymać i nie spaść by mi nie uciekła nigdzie, co nie było niczym łatwym.
*Misiek?*
Po chwili dotarłam do stajni gdzie znajdowała się moja całkiem miła i śliczna klacz. Nazwałam ją Krówka i tak jak jej nazwo mówiła wygląda dokładnie jak to mleczne zwierzę. Całe jej ciało było pokryte większymi i mniejszymi plackami czerni. Wiem że mogłam się postarać o lepsze imię ale dajcie spokój Krówka przywędrowała do mnie jak miałam 7 lat, więc nie ma się co czepiać. Poza tym to jest urocze imię i sama zainteresowana nie ma nic przeciwko temu, zwłaszcza że pewnie i by to jakoś zasygnalizowała gdyby tak było. Djmy na to w takich sytuacjach jak teraz czyli kiedy podchodziłam do jej boksu wołając ją po imieniu by pogłaskać ją po łbie kiedy ta wystawiła go widocznie zainteresowana.
-Ty już pewnie wiesz co cię czeka moja piękności – uśmiechnęłam się do niej. Zaraz zakładając jej na pysk uwiąż i wyprowadzając z stajni na korytarz by tam przywiązać ją i wyczyścić by pod siodłem nic jej się nie obtarło ani nie uwierało. W ruch poszła więc kopystka w akompaniamencie zgrzebeł i szczotek by usunąć cały bród, pozbyć się wszystkich zaklejek i wyczyścić strzałki. Zaraz po tym zabrałam się za osiodłaniem konia, położeniu na swoje towarzyszce czapraka oraz siodła i podpięcie popręgu. Wszystko szło całkiem sprawnie i w czasie tego wszystkiego nie zabrakło sporej ilości pochwał i czułości chociaż nie powiem Krówka dzisiaj chyba czuła że jestem nie do końca w sosie i dogryzała mi nieco bardziej sama też chodząc i nie mogąc ustać w miejscu.
W końcu jednak udało nam się wyjechać z stajni, a na dzisiejszy cel mojej zimowej, konnej wyprawy wybrałam zwyczajną przejażdżkę w teren. Nic specjalnego i wymagającego, gdyż w zimie trzeba było na wszystko uważać. Konie tak i jak my ludzie mogły zachorować lecz z tym było pól biedy. Tym co najgorszego mogło się przydarzyć było poślizgnięcie się i zranienie kopyta lub w najgorszym przypadku złamanie go. A jak każdy jeździec doskonale wiedział, koń który nie może galopować lub poruszać się jest koniem nieszczęśliwy, można by to porównać do człowieka leżącego niczym warzywo w szpitalu. Straszne prawda ?
Dlatego pierwsze moje i Krówki kroki to był powolny stęp po odśnieżonej ścieżce w kierunku padoku, gdzie pochodziliśmy sobie spokojnie bez większych szaleństw odbijając kopyta na śniegu, by w końcu trochę pogalopować i w końcu ponownie zwolnić i tak kilka razy, by w końcu opuścić teren padoku i skierować się z stronę lasku i tu czekał mnie małe zaskoczenie. Bo nie wiem co się stało Krówce, czego się wystraszyła ale wystrzeliła spod siodła niczym piorun, ponosząc mnie najpierw w kierunku lasku by zawrócić i pognać przez stajnie w stronę wzgórz i akademii. Nie pomogły przy tym moje wolanie prrr stój hej bo Krówka się wystraszyła i sama musiała zwolnić i stanąć, a j na niej utrzymać i nie spaść by mi nie uciekła nigdzie, co nie było niczym łatwym.
*Misiek?*
czwartek, 28 grudnia 2017
Od May CD Alistair'a
Patrzyłam jeszcze chwilkę na niego w głowę zachodząc czy miałam już okazję gdzieś w szkole go widzieć. Hmmmm… nie przypomniałam sobie bym kiedykolwiek widziała kogoś takiego ale w tej szkole przewijało się tyle różnych osób, że nie sposób było wszystkich zapamiętać.
- W której klasie się uczysz ? – spytałam, skoro ten postanowił sobie jeszcze przez dłuższa chwilcie pomilczeć. Przynajmniej się do wiem nieco więcej o nim samy i pryz okazji poznam jego potencjalny wiek, dobre i tyle, a siedzenie w ciągłej ciszy było dosyć niezręczne i głupie.
- Wiesz czekałam, aż zjawi się książę na białym koniu i porwie mnie na wspaniałą przejażdżkę. – uśmiechnęłam się do niego puszczając oczko w jego kierunku.
– A tak po prawdzie to lubię sobie czasami tutaj posiedzieć i napić się czegoś dobrego. – przechyliłam kubeczek i ostatnie krople nieco już wychłodzonej czekolady spłynęły do mojego gardła.
-A właśnie skoro o tym mowa, to ja się będę powoli zwijać bo łapki mi jeszcze zamarzną, a już się przewietrzyłam. – stwierdziłam powoli wstając i obracając się w kierunku wejścia do budynku.
<Alistaira?>
- W której klasie się uczysz ? – spytałam, skoro ten postanowił sobie jeszcze przez dłuższa chwilcie pomilczeć. Przynajmniej się do wiem nieco więcej o nim samy i pryz okazji poznam jego potencjalny wiek, dobre i tyle, a siedzenie w ciągłej ciszy było dosyć niezręczne i głupie.
- Wiesz czekałam, aż zjawi się książę na białym koniu i porwie mnie na wspaniałą przejażdżkę. – uśmiechnęłam się do niego puszczając oczko w jego kierunku.
– A tak po prawdzie to lubię sobie czasami tutaj posiedzieć i napić się czegoś dobrego. – przechyliłam kubeczek i ostatnie krople nieco już wychłodzonej czekolady spłynęły do mojego gardła.
-A właśnie skoro o tym mowa, to ja się będę powoli zwijać bo łapki mi jeszcze zamarzną, a już się przewietrzyłam. – stwierdziłam powoli wstając i obracając się w kierunku wejścia do budynku.
<Alistaira?>
Od Alistair'a CD Mayumi
Szybko zorientowałem się, że dziewczyna nie wierzy w ten przesąd, a to, że ją to rozbawiło świadczyło o jej poczuciu humoru. Ciekawie.
Może jednak nie była taką niewinną owieczką na jaką wyglądała na początku. Żadna pusta mózgownica.
Ciekawe czy podziałałaby bezpośredniość...
Nie, na razie nie trzeba odkrywać wszystkich kart. Samo polowanie, zdobywanie też było ciekawe.
Szybko obrałem odpowiednią strategię. Zaczniemy powolutku. Sprawdzi się, jaki dziewuszka ma charakterek, i czy się do czegoś nadaje. Będzie zabawnie, ale i trudno. Ile można udawać miłego kolesia?
Miałem tylko nadzieję, że mi się opłaci. Robienie z siebie idioty i nie dostanie za to niczego nie jest czymś, co przyjmuję lekko.
- Powiedz mi, co robisz tutaj sama? Nie lepiej siedzieć gdzieś, gdzie jest ciepło i miło? Takiej drobnej osóbce jak ty pewnie jest bardzo zimno, jeszcze z odkrytą głową... Uszy ci odmarzną. - uniosłem dłoń i pozornie niewinnym ruchem trąciłem jej włosy tuż obok ucha. Czekałem na jej reakcje.
< May? >
Może jednak nie była taką niewinną owieczką na jaką wyglądała na początku. Żadna pusta mózgownica.
Ciekawe czy podziałałaby bezpośredniość...
Nie, na razie nie trzeba odkrywać wszystkich kart. Samo polowanie, zdobywanie też było ciekawe.
Szybko obrałem odpowiednią strategię. Zaczniemy powolutku. Sprawdzi się, jaki dziewuszka ma charakterek, i czy się do czegoś nadaje. Będzie zabawnie, ale i trudno. Ile można udawać miłego kolesia?
Miałem tylko nadzieję, że mi się opłaci. Robienie z siebie idioty i nie dostanie za to niczego nie jest czymś, co przyjmuję lekko.
- Powiedz mi, co robisz tutaj sama? Nie lepiej siedzieć gdzieś, gdzie jest ciepło i miło? Takiej drobnej osóbce jak ty pewnie jest bardzo zimno, jeszcze z odkrytą głową... Uszy ci odmarzną. - uniosłem dłoń i pozornie niewinnym ruchem trąciłem jej włosy tuż obok ucha. Czekałem na jej reakcje.
< May? >
Od May CD Alistaira
Spodziewał się tego czy też nie dziewczyna zaprosiłam go by jego cztery litery spoczęły na ławeczce tuż obok mnie i tak się właśnie stało. Jegomość przysiadł się do mnie, a ja mogłam przez chwilę się nieco bliżej i dokładniej przyjrzeć jego buzi oraz posturze, po chwili oferując mu łyk ciepłego ale i jakże pysznego napoju. Ten bez wahania się zgodził i chwycił mój kubek upijając z niego łyk.
- I jak ? Pyszne i grzej od środka prawd ? – skierowałam swoje spojrzenie jak i pytanie do niego, bo dokładnie tym był dla mnie ten napój chociaż to jedynie było moje zdanie, a jak dobrze wiemy każdy miał prawo do własnego zdania przynajmniej teoretycznie, więc poczekałam chwilę by i chłopak podzielił się ze mną swoją opinią. Ta była podobna do mojej, aa kubek szybko się znalazł w moich rękach.
- Ochh, no nie mów mi że wierzysz w takie rzeczy i bierzesz to na poważnie ? – zaśmiałam się i pokręciła głową. Niestety takie rzeczy jak pośredni pocałunek nie miały dla mnie najmniejszego znaczenia i nie liczyły się w najmniejszym stopniu dla mnie. Kiedyś jak miałam jakieś 10 lat może i się tym jarałam, kiedy udało mi się napić wody z tej samej butelki z której chwilę wcześniej pił kolega, w którym wcześniej się podkochiwałam. Teraz nie miało dla mniej najmniejszego znaczenia i nie przywiązywałam do tego wagi co nie znaczyło, że skoro chłopak o tym przypomniał nie mogłam sobie z tego tematu troszkę pośmieszkować. Upiłam więc kolejny łyk napoju z kubka i spojrzałam na niego.
- Poczułeś to? Właśnie cię pocałowała. – stwierdziłam z poważną miną patrząc prosto w jego oczy, utrzymując powagę na twarzy. Ten stan jednak nie trwał zbyt długo, gdyż po chwili wybuchłam śmiechem, przy okazji szczerząc się do niego i pokazując szereg moich białych ząbków. Może i żart był kiepski ale mnie tam śmieszył, a uspokoiłam się kiedy nieznajomy zgodnie z etykietą się przedstawił, więc i ja nie omieszkałam uczynić tego samego starając się w swojej głowie zapisać jego imię.
<Alistair?>
- I jak ? Pyszne i grzej od środka prawd ? – skierowałam swoje spojrzenie jak i pytanie do niego, bo dokładnie tym był dla mnie ten napój chociaż to jedynie było moje zdanie, a jak dobrze wiemy każdy miał prawo do własnego zdania przynajmniej teoretycznie, więc poczekałam chwilę by i chłopak podzielił się ze mną swoją opinią. Ta była podobna do mojej, aa kubek szybko się znalazł w moich rękach.
- Ochh, no nie mów mi że wierzysz w takie rzeczy i bierzesz to na poważnie ? – zaśmiałam się i pokręciła głową. Niestety takie rzeczy jak pośredni pocałunek nie miały dla mnie najmniejszego znaczenia i nie liczyły się w najmniejszym stopniu dla mnie. Kiedyś jak miałam jakieś 10 lat może i się tym jarałam, kiedy udało mi się napić wody z tej samej butelki z której chwilę wcześniej pił kolega, w którym wcześniej się podkochiwałam. Teraz nie miało dla mniej najmniejszego znaczenia i nie przywiązywałam do tego wagi co nie znaczyło, że skoro chłopak o tym przypomniał nie mogłam sobie z tego tematu troszkę pośmieszkować. Upiłam więc kolejny łyk napoju z kubka i spojrzałam na niego.
- Poczułeś to? Właśnie cię pocałowała. – stwierdziłam z poważną miną patrząc prosto w jego oczy, utrzymując powagę na twarzy. Ten stan jednak nie trwał zbyt długo, gdyż po chwili wybuchłam śmiechem, przy okazji szczerząc się do niego i pokazując szereg moich białych ząbków. Może i żart był kiepski ale mnie tam śmieszył, a uspokoiłam się kiedy nieznajomy zgodnie z etykietą się przedstawił, więc i ja nie omieszkałam uczynić tego samego starając się w swojej głowie zapisać jego imię.
<Alistair?>
wtorek, 26 grudnia 2017
Od Alistair'a CD Mayumi
Ooooh, tego to się wogóle nie spodziewałem....
Albo dziewczyna jest baaardzo, bardzo naiwna, albo robi to specjalnie...
Cóż, nie narzekam.
Oblizałem wargi i zgrabnych ruchem ująłem kubek, leniwie przeciągając opuszkami palców po jej knykciach. Nie nosiła rękawiczek, a mimo że kubek był gorący, to wierzch jej dłoni wciąż był chłodny.
- Dziękuję za miłą propozycje, chętnie skorzystam~ - upiłem łyk ciepłego napoju. Przez cały czas utrzymywałem z dziewczyną kontakt wzrokowy.
Przełknąłem i znów oblizałem wargi. Zwróciłem kubek dziewczynie.
- Rozgrzewające... Szczególnie że teoretycznie właśnie dałeś buzi nieznajonemu. - prowokacyjnie zagryzłem wargę. - Może szybciutko to naprawimy i się sobie przedstawimy, hmm? Jestem Alistair Sinnott, możesz mi mówić Stair. Miło poznać - patrzyłem na nią uważnie, dokładnie zapisując w pamięci jej wygląd.
Naprawdę była ładna. Ładne oczy, urzekające rysy twarzy, kształtne usta... Włosy, mimo że dość dziwne, pasowały jej.
Nie miałem problemu, by wyobrazić ją sobie w pościeli. Z czerwonymi policzkami, błyszczącymi oczami i rozchylonymi ustami. Nie miałbym nic przeciwko, naprawdę...
Chociaż przydałoby się chociaż dowiedzieć, ile ma lat. Tyle się widzi tych dzieciar wyglądających jak stare lachociągi, że nigdy nic nie wiadomo
- Mogę cię prosić o imię? - na razie pozostanę miły...
< May? >
Albo dziewczyna jest baaardzo, bardzo naiwna, albo robi to specjalnie...
Cóż, nie narzekam.
Oblizałem wargi i zgrabnych ruchem ująłem kubek, leniwie przeciągając opuszkami palców po jej knykciach. Nie nosiła rękawiczek, a mimo że kubek był gorący, to wierzch jej dłoni wciąż był chłodny.
- Dziękuję za miłą propozycje, chętnie skorzystam~ - upiłem łyk ciepłego napoju. Przez cały czas utrzymywałem z dziewczyną kontakt wzrokowy.
Przełknąłem i znów oblizałem wargi. Zwróciłem kubek dziewczynie.
- Rozgrzewające... Szczególnie że teoretycznie właśnie dałeś buzi nieznajonemu. - prowokacyjnie zagryzłem wargę. - Może szybciutko to naprawimy i się sobie przedstawimy, hmm? Jestem Alistair Sinnott, możesz mi mówić Stair. Miło poznać - patrzyłem na nią uważnie, dokładnie zapisując w pamięci jej wygląd.
Naprawdę była ładna. Ładne oczy, urzekające rysy twarzy, kształtne usta... Włosy, mimo że dość dziwne, pasowały jej.
Nie miałem problemu, by wyobrazić ją sobie w pościeli. Z czerwonymi policzkami, błyszczącymi oczami i rozchylonymi ustami. Nie miałbym nic przeciwko, naprawdę...
Chociaż przydałoby się chociaż dowiedzieć, ile ma lat. Tyle się widzi tych dzieciar wyglądających jak stare lachociągi, że nigdy nic nie wiadomo
- Mogę cię prosić o imię? - na razie pozostanę miły...
< May? >
Od May CD Alistaira
Siedzenie tak sobie i przyglądanie się przechodzącym i kręcącym obok akademii ludziom było nawet całkiem absorbujące . Dało się dostrzec jak ludzie chodzili ubrani w swoje płaszczyki, kozaczki, grube kurteczki, owinięci w grube i długie szaliki. Niektórzy z nich bronili się przez zimą i zimnem jakby od tego miało zależeć ich życie oraz byt na tym świecie. No cóż niektórzy byli zmarzluchami i bali się grypy i przeziębień ale ja sama wcale nie byłam lepsza od nich. Lubiłam również szczelnie się opatulić ale nie mogłam nosić ani czapek, ani szalików czy też rękawiczek. Dla mnie te trzy elementy zimowej garderoby były nie do założenia i denerwowały mnie strasznie kiedy temperatura spadała srogo poniżej zera i trzeba było po nie sięgnąć, wyciągając je z odmętów garderoby, gdzie wieki temu zostały zakopane i zapomniane. Najlepiej grzało mi się ręce trzymając w nich spory kubek z ciepłym napojem w tym wypadku z ciepła czekoladą, z której unosiła cieplutka para, a ja mogłam cieszyć się jej rozgrzewającymi i smakowymi zaletami. Nawet nie zauważyłam kiedy obok mnie znalazł się pewien wysoki jak brzoza chłopak, o kruczoczarnych włosach i białej niczym śnieg cerze. Można by pomyśleć, że śpiąca królewna postanowiła mi szepnąć kilka miłych słówek. Odwróciłam, więc się w kierunku mojego rozmówcy i racząc go miłym uśmiechem, gestem dłoni zaprosiłam by się do mnie przysiadł, co uczynił. Moje oczy spostrzegły jedną wyróżniająca się cechę, którą był wzrost chłopaka. Dawni nie widziałam nikogo tak wysokiego niczym wieża .
-Witaj i dzięki za miłe słówka. – odezwałam się. - Chcesz łyka gorącej czekolady, poki jeszcze nie wystygła? Czy się boisz, że moja ślina cię zabije? – zaproponowałam wyciągając w jego kierunku kubek z napojem. Jeśli będzie chciał, to po niego sięgnie, a jeśli nie, to ja się z niego napiję.
<Alistair?>
-Witaj i dzięki za miłe słówka. – odezwałam się. - Chcesz łyka gorącej czekolady, poki jeszcze nie wystygła? Czy się boisz, że moja ślina cię zabije? – zaproponowałam wyciągając w jego kierunku kubek z napojem. Jeśli będzie chciał, to po niego sięgnie, a jeśli nie, to ja się z niego napiję.
<Alistair?>
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Od Alistaira CD Mayumi
..Szkoła. Specjalny Zakład Karno-Opiekuńczy Łączący Analfabetów. Jak ja lubię to określenie.
To był jeden z tych dni, gdy totalnie nic mi się nie chciało. Ani rano wstać, ani się ubrać, nie mówiąc już o wyjściu gdziekolwiek. Najchętniej zostałbym w swoim przytulnym mieszkanku z mieszaniną jakichś czipsów, colą i żelkami. Magia śniegu, to białe coś robi ze mnie kanapowca bez życia.
Mimo wszystko jakoś zebrałem resztki swojej motywacji i wyruszyłem w tą jakże ciężką drogę.
Nie było mi zimno. W domu nie było co prawda jakichś wielkich zim, ale za dzieciaka i tak uciekało się na dwór bez kurtek i pływało w lodowatej wodzie, chociażby po to, by wkurzyć niańkę. Przydało się.
Kroczyłem tak sobie tą ośnieżoną drogą, w myślach naśmiewając się ze spojrzeń ludzi przerażonych tym, że mam na sobie tylko cienką, skórzana kurtkę. Marzną wam tyłki? Cóż, mi nie. Ha. Ha. Ha.
Nadeszła jednak chwila, gdy mogłem chociaż na moment wyprzeć z głowy te wszelakie zadania i po prostu obserwować ludzi. Rozglądałem się za ładnymi buźkami, bo o ładną figurę teraz trudno. Te wszystkie kożuchy, kurtki... Zapakowane jak prezenty na święta, ale odpakowywanie jest bardziej uciążliwe, bo nie można tak po prostu rozerwać...
Ale co to, co to. Bardzo interesujący kolorek, przyciągający wzrok. Jak taki cukiereczek...
...Oho, dziewuszka dość ładna. Widać już z daleka.
Cichutko, powolutku szedłem do niej od tyłu, nie chcąc zbyt wcześnie dać o sobie znać. Dopiero gdy podszedłem całkiem blisko... Jedyny plus śniegu, to wygłuszanie kroków
- Cóż za uroczą panienkę my tu mamy... - odezwałem się moim najbardziej aksamitnym tonem. Trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie, nie? - Mogę się dosiąść? Taki ładny stąd widok. - nie czekałem na pozwolenie, po prostu usiadłem obok.
< Mayumi? >
To był jeden z tych dni, gdy totalnie nic mi się nie chciało. Ani rano wstać, ani się ubrać, nie mówiąc już o wyjściu gdziekolwiek. Najchętniej zostałbym w swoim przytulnym mieszkanku z mieszaniną jakichś czipsów, colą i żelkami. Magia śniegu, to białe coś robi ze mnie kanapowca bez życia.
Mimo wszystko jakoś zebrałem resztki swojej motywacji i wyruszyłem w tą jakże ciężką drogę.
Nie było mi zimno. W domu nie było co prawda jakichś wielkich zim, ale za dzieciaka i tak uciekało się na dwór bez kurtek i pływało w lodowatej wodzie, chociażby po to, by wkurzyć niańkę. Przydało się.
Kroczyłem tak sobie tą ośnieżoną drogą, w myślach naśmiewając się ze spojrzeń ludzi przerażonych tym, że mam na sobie tylko cienką, skórzana kurtkę. Marzną wam tyłki? Cóż, mi nie. Ha. Ha. Ha.
Nadeszła jednak chwila, gdy mogłem chociaż na moment wyprzeć z głowy te wszelakie zadania i po prostu obserwować ludzi. Rozglądałem się za ładnymi buźkami, bo o ładną figurę teraz trudno. Te wszystkie kożuchy, kurtki... Zapakowane jak prezenty na święta, ale odpakowywanie jest bardziej uciążliwe, bo nie można tak po prostu rozerwać...
Ale co to, co to. Bardzo interesujący kolorek, przyciągający wzrok. Jak taki cukiereczek...
...Oho, dziewuszka dość ładna. Widać już z daleka.
Cichutko, powolutku szedłem do niej od tyłu, nie chcąc zbyt wcześnie dać o sobie znać. Dopiero gdy podszedłem całkiem blisko... Jedyny plus śniegu, to wygłuszanie kroków
- Cóż za uroczą panienkę my tu mamy... - odezwałem się moim najbardziej aksamitnym tonem. Trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie, nie? - Mogę się dosiąść? Taki ładny stąd widok. - nie czekałem na pozwolenie, po prostu usiadłem obok.
< Mayumi? >
niedziela, 24 grudnia 2017
Od Mayumi
No i nastała zima, chyba jedna z moich ulubionych pór roku, bo cały świat pokrywał biały i zimny puch, chowając całą pluchę oraz brud wywołany przez jesień. Biały kolor zaczynał panować nad światem, a ja mogłam się ubrać w cieplejsze płaszcze i kurtki, jednocześnie zabierając się za popijanie cieplejszych i słodszych napojów, które latem przyprawiłyby mnie zapewne od śmierć z gorąca. Korzystając więc z chwili wolności od wszelakich szkolnych zadań pochwyciłam wielgaśny kubek ciepłej czekolady ze stołówki, a następnie swój wełniany płaszcz i wyszłam tuż przed wejście do szkoły przysiadając na jednej z znajdujących się tam ławek, uprzednio zrzucając swoją dłonią cały zalegający na niej biły puch. Przez tą czynność moja dłoń lekko mi zmarzła robiąc się czerwona niczym ugotowany w wrzątku homar lecz zaraz rozgrzałam ją dotykając samego kubka i próbując przepysznej i aromatycznej, gorącej czekolady w nim zawartej. Pozwoliłam sobie dopiąć również mój płaszcz by na dobre nie stać się zimowym bałwanem oraz zarzucić nogę na nogę, od czasu, do czasu poruszając swoją stopą oraz ubranym na nią czerwonym, ślicznym półbucikiem z malutkim obcasikiem oraz wywiniętym, beżowym kożuszkiem. Nie omieszkałam również poprzyglądać się przechodzącym tutaj osobom na chwilę zawieszając raz n nich raz na otaczającym mnie miejscu swój wzrok.
<Ktoś chętny?>
<Ktoś chętny?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
