Cieszyłem się bardzo że przyjęła zaproszenie, wyszykowałem się i
przygotowałem elegancko. Szczerze nie miałem mocnych planów, robiłem
większość rzeczy na spontana. Na dodatek muszę stwierdzić że dziewczyna
również wyglądała cudnie jak zawsze. Nie rozumiałem tego że jeszcze nie
znalazła miłości życia... może to ja nim jestem? Heh... przekonamy się w
dalszej przyszłości. Nigdy nie należy się poddawać... marzenia się
spełniają. Wróciłem do dziewczyny z wodą, tak jak prosiła. Następnie
kontynuowaliśmy przeróżne rozmowy. Troszku przesadziłem z winem... i po
chwili nie ogarniałem co się dzieje. Podszedłem do dziewczyny która po
chwili usiadła na sofie, zbliżyłem się do niej.
-Ogólnie jak się bawisz? - spytałem romantycznie.
-Całkiem całkiem - rzekła kulturalnie.
-Superowo.. a może być jeszcze lepiej... - zamruczałem po czym zbliżyłem usta do jej szyi po czym polizałem po skórze.
-Ej co ty robisz.. - spytała nieco oburzona.
-Spokojnie... - szepnąłem po czym ręką dotknąłem jej piersi.
-Przestań - wkurzyła się po czym zaczęła mnie odpychać. Schwytałem za
nadgarstki i pocałowałem w usta, ta mnie ugryzła po czym odepchnęła
nogami.
-Jesteś powalony! - krzyknęła po czym z hukiem wyszła.
-O co ci chodzi? - opadły mi ręce. - Wracaj szybko - krzyknąłem po czym z
niecierpliwością czekałem aż usnąłem. Przebudziłem się w pozycji
odwrotnej... kręciło mi się w głowie i to ostro. Widziałem rozwalone
rzeczy.... po chwili ogarnąłem co zrobiłem, wszystko się przypomniało,
pierwsze co przyszło do głowy to to że muszę pogadać z Lisabeth.
-Jezu co ja zrobiłem... - schwytałem się za głowę... Szybko ogarnąłem i
wyszedłem z mieszkania, po drodze napotkały mnie ludzkie przeszkody.
Stanąłem pod drzwiami dziewczyny, zacząłem pukać zaniepokojony, ale była
tylko głucha cisza.
-Lisa? Ej to ja... proszę cię musimy pogadać... - prosiłem zrozpaczony.
Nadal głucha cisza... pomyślałem po chwili że jednak jej tam nie ma. W
jedynym miejscu gdzie mogła się znajdywać było boisko treningowe. I tak
jak myślałem, była tam ćwicząc na kukle.
-Lisa! - krzyknąłem za kratą. Ona gdy tylko mnie zobaczyła, przewróciła
oczami i chciała po prostu wyjść albo olać mnie jak najdalej.
-Poczekaj.. - podbiegłem do wejścia. Zatrzymałem się tuż przed nią...
-Chciałem cię przeprosić... - rzekłem najpierw, ta ominęła mnie odpychając po czym leciała dalej do przodu.
-Ej czekaj proszę... Lis.. - złapałem ją za ramie.
-Wysłuchaj mnie... naprawdę chce cie przeprosić. - rzekłem jakby przez łzy.
-Zostaw mnie w spokoju. - zdenerwowała się. Padłem przed nią na kolana...
-Błagam cię... daj mi się wytłumaczyć. Proszę... - prosiłem jak żebrak albo szczeniak... nie chciałem jej stracić.
Lisabeth?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dementor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dementor. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 czerwca 2017
sobota, 10 czerwca 2017
Od Martyny CD Dementora
Jest niedobrze. Strasznie niedobrze. Serce waliło mi jak oszalałe, aż
się dziwiłam, że on tego nie słyszy. Po tym, jak wcześniej podciągnął
swoją koszulkę do góry, by wytrzeć pot z czoła, przy okazji pokazując
swój umięśniony brzuch, nie chciało przestać. Dodatkowo oczy mi się
lekko kleiły, przez co nie mogłam skupić myśli. Przez ten wczorajszy
pocałunek nie mogłam zasnąć, bo jak tylko zamykałam oczy, to ta scena mi
się pojawiała. Pominę już fakt, że to był mój pierwszy raz, gdy kogoś
całowałam. Ciągle nawet czułam ślad po jego wczorajszym dotyku na moich
plecach.
- Wiesz… Nie bez powodu siedzę tutaj przez większość lekcji – zaczęłam, spoglądając gdzieś na bok. Usłyszałam zdezorientowany głos Dementora. - Ja dzisiaj nie ćwiczę – nieśmiało powiedziałam.
- Nie…? - spytał podejrzliwie. Pokręciłam przecząco głową.
- Może i jestem ubrana tak, jakbym ćwiczyła, ale tak nie jest – wytłumaczyłam mu. Mówiłam o tym, że miałam na sobie długą czarną bluzkę z pyszczkiem tygrysa, na nogach czarne legginsy, a na stopach adidasy w tym samym kolorze z różowymi dodatkami. Jednak z powodu okresu, który postanowił zaatakować mnie rano, nie zamierzałam się ruszać. Mój brzuch przy najmniejszym wysiłku zaczynał wariować. Zmieniłam swoją pozycję, kładąc się na materacach, jednak głowę usadawiając na nogach chłopaka.
- Zejdź, jestem spocony – powiedział oskarżycielskim tonem. Pokręciłam przecząco głową. Nigdy nie przeszkadzał mi smród potu, moim zdaniem był to tylko wymysł ludzi, a niebieskooki w tym momencie wydawał się tak samo wygodny, jak moje łóżko. Już zaczęłam przymykać oczy, gdy usłyszałam donośny głos nauczyciela, byśmy w końcu skończyli randkować. Natychmiastowo się ożywiłam, podnosząc do pionu i czując, jak się lekko rumienię. Gdy spojrzałam na Dementora, jego twarz również ozdabiał czerwony kolor. Pora się zbierać. Podniosłam się z materaców, powoli ruszając w stronę wyjścia z sali.
- Martyna, czekaj! - usłyszałam za sobą jego głos. Odwróciłam się do niego. - To, co będzie z tym zaproszeniem? - spytał. Widziałam na jego twarzy przejęcie, musiało to być dla niego ważne. Odwróciłam od niego spojrzenie, znowu robiąc się buraczkiem.
- Niestety nie mogę… - odpowiedziałam. Gdy jednym szybkim ruchem na niego popatrzyłam, wydawał się jakby zły. - Jednak możemy iść do kina… Ostatnio wszedł taki film, który z całego serca chciałabym obejrzeć, ale on jest trochę straszny i wolałabym nie iść na niego sama… „Death Note”, może słyszałeś… To jak, Diament? - ciągnęłam dalej, wpatrując się znowu w jego błyszczące oczy, nawet nie wiedząc, jak go nazwałam.
- Diament? - spytał, tym samym mnie uświadamiając. Zamachałam dłońmi w geście obronnym.
- B-bo twoje oczy je przypominają – natychmiast wyjaśniłam, czując, jak ciepło rozpływa się po całej mojej twarzy.
Diament..?
- Wiesz… Nie bez powodu siedzę tutaj przez większość lekcji – zaczęłam, spoglądając gdzieś na bok. Usłyszałam zdezorientowany głos Dementora. - Ja dzisiaj nie ćwiczę – nieśmiało powiedziałam.
- Nie…? - spytał podejrzliwie. Pokręciłam przecząco głową.
- Może i jestem ubrana tak, jakbym ćwiczyła, ale tak nie jest – wytłumaczyłam mu. Mówiłam o tym, że miałam na sobie długą czarną bluzkę z pyszczkiem tygrysa, na nogach czarne legginsy, a na stopach adidasy w tym samym kolorze z różowymi dodatkami. Jednak z powodu okresu, który postanowił zaatakować mnie rano, nie zamierzałam się ruszać. Mój brzuch przy najmniejszym wysiłku zaczynał wariować. Zmieniłam swoją pozycję, kładąc się na materacach, jednak głowę usadawiając na nogach chłopaka.
- Zejdź, jestem spocony – powiedział oskarżycielskim tonem. Pokręciłam przecząco głową. Nigdy nie przeszkadzał mi smród potu, moim zdaniem był to tylko wymysł ludzi, a niebieskooki w tym momencie wydawał się tak samo wygodny, jak moje łóżko. Już zaczęłam przymykać oczy, gdy usłyszałam donośny głos nauczyciela, byśmy w końcu skończyli randkować. Natychmiastowo się ożywiłam, podnosząc do pionu i czując, jak się lekko rumienię. Gdy spojrzałam na Dementora, jego twarz również ozdabiał czerwony kolor. Pora się zbierać. Podniosłam się z materaców, powoli ruszając w stronę wyjścia z sali.
- Martyna, czekaj! - usłyszałam za sobą jego głos. Odwróciłam się do niego. - To, co będzie z tym zaproszeniem? - spytał. Widziałam na jego twarzy przejęcie, musiało to być dla niego ważne. Odwróciłam od niego spojrzenie, znowu robiąc się buraczkiem.
- Niestety nie mogę… - odpowiedziałam. Gdy jednym szybkim ruchem na niego popatrzyłam, wydawał się jakby zły. - Jednak możemy iść do kina… Ostatnio wszedł taki film, który z całego serca chciałabym obejrzeć, ale on jest trochę straszny i wolałabym nie iść na niego sama… „Death Note”, może słyszałeś… To jak, Diament? - ciągnęłam dalej, wpatrując się znowu w jego błyszczące oczy, nawet nie wiedząc, jak go nazwałam.
- Diament? - spytał, tym samym mnie uświadamiając. Zamachałam dłońmi w geście obronnym.
- B-bo twoje oczy je przypominają – natychmiast wyjaśniłam, czując, jak ciepło rozpływa się po całej mojej twarzy.
Diament..?
wtorek, 6 czerwca 2017
Od Dementora CD Martyny
Nie spodziewałem się że po tym jak widziała we mnie potwora, jeszcze
zechce mnie ujrzeć. Nie widziałem w niej tego strachu, przełamała się,
jakby w dopiero co próbowała i zaufała. Sam nie wierzyłem co zrobiłem,
uczucie kierowało aż zło przegoniło. Ten nieznany ból który nękał moją
dusze, dzisiaj prysł gdy nasze usta tyknęły po raz pierwszy. miałem
przymrużony oczy podczas tego wyczynu co zdążyłem zauważyć u niej mocne
zdziwienie, zdziwiło mnie gdy Martyna poruszyła ustami jakby chciała
odwzajemnić, pogłębiło to nasz pocałunek. Nie mogłem i nie chciałem się
od niej odczepić. Jedną dłoń którą położyłem powoli i delikatnie na jej
biodrze, przesunęła się na plecy pod bluzę i koszulkę, czułem delikatną
skórę dziewczyny. Po chwili jednak ktoś nam przerwał...
-No przepraszam do cholery! - zniecierpliwiony mężczyzna podniósł ton, wtedy odkleiliśmy się od siebie spoglądając na faceta które po chwili mógł przejść. Gdy zniknął nam z oczu, nasz wzrok znów się zetknął a na moim ryju pojawił się rumieniec, aż sam nie wiedziałem co powiedzieć a rzadko... oj RZADKO! to sie zdarza.
-No to ten... ekhem.. - podrapałem się po karku jednocześnie łapiąc za niego. Dziewczyna jakby zamurowało, wystraszyła mnie tym.
-To do jutra... jesteś super- dodałem otwierając swoje drzwi.. szybko je za sobą zamknąłem i uderzyłem w czoło lekko uśmiechając.
-Woaw.. - naprawdę uważałem że było cudnie, choć nie znałem jej do końca już miałem ochotę zostać przy niej wiecznie. Potem noc przeminęła jak zwykle, wykąpałem się i usnąłem nie mogąc doczekać się nowego dnia gdzie znów spotkam Martynę.
Kolejnego dnia budzik zadzwonił , czas do szkoły. Moim nieszczęściem było że w tej samej klasie nie wylądowaliśmy ale mieliśmy z nimi wspólny W-F. Przebrałem się w bojowe ciuchy i przygotowałem do następnej tury, podczas meczu koszykówki popisywałem się gdy ujrzałem jej wzrok na sobie. Pokazałem.. że jestem atrakcyjny jakby wczorajszych morderstw w ogóle nie było. Po skończonym W-F ie gdy wszyscy z sali wyszli, podszedłem do Martyny która siedziała sama na materacach. Dotrzymałem towarzystwa, delikatnie uśmiech podesłała.
-Chciałem cię przeprosić za wczoraj.. i podziękować. - zacząłem temat.
-Nic takiego... uznałam że tak trzeba. - oznajmiła spoglądając na swe ręce chodziło pewnie o to że mnie nie zdradziła.
-Widze spodobała ci się moja bluza? - zaśmiałem się. Odpowiedziała tylko cichym śmiechem.
-Wiesz.. chciałbym cię lepiej poznać... Może dasz zaprosić się dzisiaj po szkole na... hm... na basen na przykład? Wiem że ponoć lubisz pływać, a ja chciałbym co nieco się podszkolić... To jak? - spytałem uroczym głosem opierając się rekami z tyłu, tuląc ramie do dziewczyny.
Martyna?
-No przepraszam do cholery! - zniecierpliwiony mężczyzna podniósł ton, wtedy odkleiliśmy się od siebie spoglądając na faceta które po chwili mógł przejść. Gdy zniknął nam z oczu, nasz wzrok znów się zetknął a na moim ryju pojawił się rumieniec, aż sam nie wiedziałem co powiedzieć a rzadko... oj RZADKO! to sie zdarza.
-No to ten... ekhem.. - podrapałem się po karku jednocześnie łapiąc za niego. Dziewczyna jakby zamurowało, wystraszyła mnie tym.
-To do jutra... jesteś super- dodałem otwierając swoje drzwi.. szybko je za sobą zamknąłem i uderzyłem w czoło lekko uśmiechając.
-Woaw.. - naprawdę uważałem że było cudnie, choć nie znałem jej do końca już miałem ochotę zostać przy niej wiecznie. Potem noc przeminęła jak zwykle, wykąpałem się i usnąłem nie mogąc doczekać się nowego dnia gdzie znów spotkam Martynę.
Kolejnego dnia budzik zadzwonił , czas do szkoły. Moim nieszczęściem było że w tej samej klasie nie wylądowaliśmy ale mieliśmy z nimi wspólny W-F. Przebrałem się w bojowe ciuchy i przygotowałem do następnej tury, podczas meczu koszykówki popisywałem się gdy ujrzałem jej wzrok na sobie. Pokazałem.. że jestem atrakcyjny jakby wczorajszych morderstw w ogóle nie było. Po skończonym W-F ie gdy wszyscy z sali wyszli, podszedłem do Martyny która siedziała sama na materacach. Dotrzymałem towarzystwa, delikatnie uśmiech podesłała.
-Chciałem cię przeprosić za wczoraj.. i podziękować. - zacząłem temat.
-Nic takiego... uznałam że tak trzeba. - oznajmiła spoglądając na swe ręce chodziło pewnie o to że mnie nie zdradziła.
-Widze spodobała ci się moja bluza? - zaśmiałem się. Odpowiedziała tylko cichym śmiechem.
-Wiesz.. chciałbym cię lepiej poznać... Może dasz zaprosić się dzisiaj po szkole na... hm... na basen na przykład? Wiem że ponoć lubisz pływać, a ja chciałbym co nieco się podszkolić... To jak? - spytałem uroczym głosem opierając się rekami z tyłu, tuląc ramie do dziewczyny.
Martyna?
niedziela, 4 czerwca 2017
Od Martyny CD Dementora
Byłam roztrzęsiona. Nie tylko dlatego, że ci faceci mnie dotykali i w
ogóle… To, co zrobił Dementor… Nie mogłam w to uwierzyć. Niemo
wpatrywałam się w martwe ludzkie ciała. Czując ciągle, jak nogi mi się
trzęsą oraz słysząc syreny policyjne, spojrzałam na chłopaka. Nie
wyglądał, jakby był zadowolony ze swojej roboty. Po chwili jednak ruszył
w stronę akademii.
- Czekaj!! - odruchowo za nim zawołałam. Niebieskooki odwrócił się w moją stronę. Spuściłam głowę w dół. Słowa utkwiły mi w gardle. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Bałam się. Czego? Że znowu wpadnie w szał i mógłby mnie też zaatakować? Raczej tak... Na szybko wytarłam łzy spod szkieł nowych okularów. Gdy znowu na niego spojrzałam, miał wystawioną dłoń w moim kierunku. Przeniosłam wzrok na jego twarz, na której miał zachęcający uśmiech. Serce podpowiadało mi, bym chwyciła jego rękę, jednak mózg był temu przeciwny. Ostatecznie wybrałam to pierwsze. Syreny były już coraz bliżej. Położyłam na dłoni Dementora swoją, a ten od razu ją ścisnął, po czym zaczął mnie ciągnąć. Zaczęliśmy biec w stronę Akademii Green Hills, tylko ja trochę nas spowalniałam. Nie miałam zbytnio sił i czasu, by mu powiedzieć, że niezbyt nadążam. Szczerze to nie czułam już nawet nóg. Nienawidzę biegać…
- D-Dem-Dementor – wysapałam, gdy widziałam już przed nami bramę do szkoły. Ten odwrócił się do mnie, a gdy zobaczył pewnie moją twarz, na której wyraźnie miałam wymalowane zmęczenie, w końcu zwolnił. Zupełnie zatrzymaliśmy się dopiero kilka metrów od wejścia na teren akademii. Złapałam się za kolana, głęboko oddychając. Nie mogłam złapać pełnego wdechu, nie wspominając o tym, że serce biło mi jak oszalałe.
- Chyba nie masz doświadczenia w bieganiu, co? - usłyszałam z jego strony. Pokręciłam przecząco głową. Po jakiejś minucie w końcu się uspokoiłam, prostując się.
- Tylko w pływaniu. Jednak nawet mimo tego, nie wydaje mi się, bym miała większą pojemność płuc – wyjaśniłam. Chłopak cicho się zaśmiał, a ja poszłam w jego ślady. Po chwili już oboje szliśmy w ciszy obok siebie w stronę akademików. W pewnym momencie poczułam, jak jego dłoń dotyka moją. Natychmiastowo poczułam ciepło na twarzy i zabrałam rękę, przytrzymując ją drugą. Jednak zaraz powiał zimny wiatr, przez który przeszedł dreszcz po całym moim ciele. Niby lato się zbliża, ale noce jeszcze są zimne.
- Zimno ci? - usłyszałam pytanie ze strony niebieskookiego. Przelotnie spojrzałam na jego wyraźnie zmartwioną twarz. Nieśmiało skinęłam głową. Po niecałej minucie coś poczułam na swoich ramionach. Sięgnęłam tam ręką, jednocześnie patrząc. Bluza? Spojrzałam na Dementora, który miło się do mnie uśmiechał. Znowu poczułam ciepło na twarzy, jednak nie odwróciłam wzroku od chłopaka. Poprawiłam sobie tylko materiał, wkładając ręce w rękawy, które były o wiele na mnie za duże, ale cała bluza ogólnie była ciepła. W końcu oderwałam od niego oczy, biorąc głowę w dół. Powąchałam dany mi materiał. Pachniał…chłopakiem. Nie mam zielonego pojęcia, co to jest i nie będę próbowała zgadywać. Wiedziałam tylko jedno – ten zapach mi się podobał. Po kolejnych minutach spędzonych w ciszy, w końcu znaleźliśmy się w akademiku, a dokładniej to na części damskiej. Staliśmy naprzeciwko siebie, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie chciałam oddawać tej bluzy. Było mi w niej ewidentnie za ciepło oraz za ładnie dla mnie pachniała. Podniosłam głowę w górę. Znowu wpatrzyłam się w jego zimnie wyglądające oczy. One też były za ładne. To dziwne… Nawet nie znam go cały dzień, a tak się przy nim dziwnie czułam. O rzeczach, które mówiłam w głowie, nie wspomnę nawet. Jestem żałosna…
- To ten… Dobranoc – powiedział Dementor. Czyli to on postanowił zacząć…
- Dobranoc… - powtórzyłam. Już miałam złapać za materiał, by oddać mu jego własność, jednak ten zrobił jakiś nieznany mi ruch ręką.
- Zatrzymaj ją. Pasuje ci – wyznał. I znowu to ciepło… Skinęłam głową. Już miałam zrobić ten krok i pójść w swoją stronę, gdy nagle stało się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Usta Dementora znajdywały się na moich. Szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia.
- Przepraszam!! - usłyszałam za sobą czyjś głos. Niezbyt pewnie, ale i niechcący ruszyłam wargami, przez co chyba nawet pogłębiłam nasz pocałunek. W co ja się wplątałam… I co ja zrobiłam?!
Dementor? Jestem z siebie ewidentnie dumna T-T
- Czekaj!! - odruchowo za nim zawołałam. Niebieskooki odwrócił się w moją stronę. Spuściłam głowę w dół. Słowa utkwiły mi w gardle. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Bałam się. Czego? Że znowu wpadnie w szał i mógłby mnie też zaatakować? Raczej tak... Na szybko wytarłam łzy spod szkieł nowych okularów. Gdy znowu na niego spojrzałam, miał wystawioną dłoń w moim kierunku. Przeniosłam wzrok na jego twarz, na której miał zachęcający uśmiech. Serce podpowiadało mi, bym chwyciła jego rękę, jednak mózg był temu przeciwny. Ostatecznie wybrałam to pierwsze. Syreny były już coraz bliżej. Położyłam na dłoni Dementora swoją, a ten od razu ją ścisnął, po czym zaczął mnie ciągnąć. Zaczęliśmy biec w stronę Akademii Green Hills, tylko ja trochę nas spowalniałam. Nie miałam zbytnio sił i czasu, by mu powiedzieć, że niezbyt nadążam. Szczerze to nie czułam już nawet nóg. Nienawidzę biegać…
- D-Dem-Dementor – wysapałam, gdy widziałam już przed nami bramę do szkoły. Ten odwrócił się do mnie, a gdy zobaczył pewnie moją twarz, na której wyraźnie miałam wymalowane zmęczenie, w końcu zwolnił. Zupełnie zatrzymaliśmy się dopiero kilka metrów od wejścia na teren akademii. Złapałam się za kolana, głęboko oddychając. Nie mogłam złapać pełnego wdechu, nie wspominając o tym, że serce biło mi jak oszalałe.
- Chyba nie masz doświadczenia w bieganiu, co? - usłyszałam z jego strony. Pokręciłam przecząco głową. Po jakiejś minucie w końcu się uspokoiłam, prostując się.
- Tylko w pływaniu. Jednak nawet mimo tego, nie wydaje mi się, bym miała większą pojemność płuc – wyjaśniłam. Chłopak cicho się zaśmiał, a ja poszłam w jego ślady. Po chwili już oboje szliśmy w ciszy obok siebie w stronę akademików. W pewnym momencie poczułam, jak jego dłoń dotyka moją. Natychmiastowo poczułam ciepło na twarzy i zabrałam rękę, przytrzymując ją drugą. Jednak zaraz powiał zimny wiatr, przez który przeszedł dreszcz po całym moim ciele. Niby lato się zbliża, ale noce jeszcze są zimne.
- Zimno ci? - usłyszałam pytanie ze strony niebieskookiego. Przelotnie spojrzałam na jego wyraźnie zmartwioną twarz. Nieśmiało skinęłam głową. Po niecałej minucie coś poczułam na swoich ramionach. Sięgnęłam tam ręką, jednocześnie patrząc. Bluza? Spojrzałam na Dementora, który miło się do mnie uśmiechał. Znowu poczułam ciepło na twarzy, jednak nie odwróciłam wzroku od chłopaka. Poprawiłam sobie tylko materiał, wkładając ręce w rękawy, które były o wiele na mnie za duże, ale cała bluza ogólnie była ciepła. W końcu oderwałam od niego oczy, biorąc głowę w dół. Powąchałam dany mi materiał. Pachniał…chłopakiem. Nie mam zielonego pojęcia, co to jest i nie będę próbowała zgadywać. Wiedziałam tylko jedno – ten zapach mi się podobał. Po kolejnych minutach spędzonych w ciszy, w końcu znaleźliśmy się w akademiku, a dokładniej to na części damskiej. Staliśmy naprzeciwko siebie, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie chciałam oddawać tej bluzy. Było mi w niej ewidentnie za ciepło oraz za ładnie dla mnie pachniała. Podniosłam głowę w górę. Znowu wpatrzyłam się w jego zimnie wyglądające oczy. One też były za ładne. To dziwne… Nawet nie znam go cały dzień, a tak się przy nim dziwnie czułam. O rzeczach, które mówiłam w głowie, nie wspomnę nawet. Jestem żałosna…
- To ten… Dobranoc – powiedział Dementor. Czyli to on postanowił zacząć…
- Dobranoc… - powtórzyłam. Już miałam złapać za materiał, by oddać mu jego własność, jednak ten zrobił jakiś nieznany mi ruch ręką.
- Zatrzymaj ją. Pasuje ci – wyznał. I znowu to ciepło… Skinęłam głową. Już miałam zrobić ten krok i pójść w swoją stronę, gdy nagle stało się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Usta Dementora znajdywały się na moich. Szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia.
- Przepraszam!! - usłyszałam za sobą czyjś głos. Niezbyt pewnie, ale i niechcący ruszyłam wargami, przez co chyba nawet pogłębiłam nasz pocałunek. W co ja się wplątałam… I co ja zrobiłam?!
Dementor? Jestem z siebie ewidentnie dumna T-T
Od Dementora CD Martyny
I tak nie miałem nic do roboty, wydawała się ciekawą dziewczyną.. ale
musiał bym ją bardziej poznać. Mam nadzieje że się uda. Zagapiłem się
trochę na jej pośladki.. (nie pytajcie...) Po chwili ogarnąłem się i
dorównałem jej kroku. Szliśmy w ciszy przez parę minut, rozgadaliśmy się
z przedstawicielem sklepu. Niezły ubaw z tym gościem. Po paro godzinach
w końcu wyszliśmy. Zrobiło się ciemno już na dworze, ale było wszystko
ładnie oświetlone, dookoła żadnej żywej duszy.
-Uwielbiam gościa. - oznajmiłem rozbawiony, dziewczyna przewróciła oczami i założyła nowe okulary.
-No to odprowadzić cię? - spytałem chętny.
-Wiesz... może lepiej nie. Dam se rade. - rzekła nieśmiało odwracając wzrok.
-Ou.. no dobrze.. - oznajmiłem po czym dziewczyna już ruszyła w swoją stronę. - ..To do .. jutra... - cichutko rzekłem nieco smutny westchnąłem, po czym odwróciłem się i włożyłem dłonie w kieszenie. Usłyszałem gruby głos, szybko spojrzałem na dziewczyne która była z kazdej strony otoczona jakimiś starszymi facetami.
-Się zabawimy panowie dzisiaj. - usłyszałem śmiechy. Martyna nie zbyt dobrze to znosiła, przytuliłą się do ściany. Ci zaczeli ją dotykać..
-Zostawcie ją! - podbiegłem i stanąłem pare metrów od nich. odwrócili się i spojrzeli z kpiną.
-Jesteś sam, a nas jest piątka. Lepiej się w to nie wtrącaj gówniarzu puki jeszcze ci pozwalam oddychać! - oznajmił agresywnie.
-Jak ją zostawicie, to sobie pójdę. - postawiłem ultimatum.
-Warunki mi stawiasz?! Słyszeliście gościa? Daje ci ostatnią szanse, spadaj gówniarzu! Bo się rozmyśle. - rzucił fajkę w moją stronę. Zacisnąłem dłonie w pięści, mięśnie się napinały, oczy zniknęły zza włosami, spuściłem głowę zaciskając zęby w podłym uśmiechu, po cichu zacząłem się śmiać, głos mój z chwili na chwile podnosił się o ton, a głowa podnosiła. Czułem jak źrenice zmieniają kształt a ja.. traciłem panowanie. Rzuciłem się na jednego z nich uderzając w twarz po czym złapałem i rzuciłem o ścianę. Drugi przyszedł na ratunek, złapałem za twarz, wtedy czas jakby stanął na chwile w miejscu tylko po to by mógł ostatni raz ujrzeć me oczy. Szybko odwróciłem się ciągnąć jego głowę do ziemi rozwalając czachę. Wstałem po czym rzuciło się dwóch, jednego kopnąłem w klate drugiemu przejechałem moim survivalowym nożem po krtani sprawiając że krew tryskała na wszystkie strony brzydząc moją twarz jak i ubrania. Ostatni ocalali uciekli w popłochu... Stanąłem w miejscu, mój oddech przyspieszył i wyraźnie ukazywał to w swym wyglądem, klatka piersiowa widocznie się podnosiła i opadała. Dziewczyna podniosła się spoglądając na mnie niepewnie. Odwróciłem szybko głowę spoglądając na nią z boku z agresywnym uśmiechem. Mocniej zacisnąłem nóż w dłoni po czym wykonałem szybki ruch wbijając go w ścianę tu przy szyi dziewczyny. Widziałem w jej oczach panikę co podobało mi się, ale po chwili jej oczy zaczęły się szklić... Wtedy coś we mnie pękło. Sprawiło że łakomstwo krwi i śmierci przeminęło... przywróciło mi kontrole. Potrząsłem trochę głową, puściłem nóż który tak mocno wbił się w ścianę że nie chciał spaść. Rozejrzałem się dookoła, znów to widzę... znów kogoś zabiłem. Nie.... Spojrzałem również na swe zakrwawione ręce, następnie na dziewczynę.
-Martyna... - cicho szepnąłem bojąc się że zostałem spalony... że już się do mnie nie odezwie. Ta lekko pokiwała przecząco głową. Usiadłem na ziemi chwytając się za głowę...
-Dlaczego... - cicho pytałem sam siebie, po chwili słyszałem syreny a niedaleko widziałem kolory policyjne. Szybko wstałem, ujrzałem znów przerażoną dziewczynę, po czym bałem się że mnie wyda, jest jednym z świadków. Zmuszony bylem by uciec do akademii...
Martyna?
-Uwielbiam gościa. - oznajmiłem rozbawiony, dziewczyna przewróciła oczami i założyła nowe okulary.
-No to odprowadzić cię? - spytałem chętny.
-Wiesz... może lepiej nie. Dam se rade. - rzekła nieśmiało odwracając wzrok.
-Ou.. no dobrze.. - oznajmiłem po czym dziewczyna już ruszyła w swoją stronę. - ..To do .. jutra... - cichutko rzekłem nieco smutny westchnąłem, po czym odwróciłem się i włożyłem dłonie w kieszenie. Usłyszałem gruby głos, szybko spojrzałem na dziewczyne która była z kazdej strony otoczona jakimiś starszymi facetami.
-Się zabawimy panowie dzisiaj. - usłyszałem śmiechy. Martyna nie zbyt dobrze to znosiła, przytuliłą się do ściany. Ci zaczeli ją dotykać..
-Zostawcie ją! - podbiegłem i stanąłem pare metrów od nich. odwrócili się i spojrzeli z kpiną.
-Jesteś sam, a nas jest piątka. Lepiej się w to nie wtrącaj gówniarzu puki jeszcze ci pozwalam oddychać! - oznajmił agresywnie.
-Jak ją zostawicie, to sobie pójdę. - postawiłem ultimatum.
-Warunki mi stawiasz?! Słyszeliście gościa? Daje ci ostatnią szanse, spadaj gówniarzu! Bo się rozmyśle. - rzucił fajkę w moją stronę. Zacisnąłem dłonie w pięści, mięśnie się napinały, oczy zniknęły zza włosami, spuściłem głowę zaciskając zęby w podłym uśmiechu, po cichu zacząłem się śmiać, głos mój z chwili na chwile podnosił się o ton, a głowa podnosiła. Czułem jak źrenice zmieniają kształt a ja.. traciłem panowanie. Rzuciłem się na jednego z nich uderzając w twarz po czym złapałem i rzuciłem o ścianę. Drugi przyszedł na ratunek, złapałem za twarz, wtedy czas jakby stanął na chwile w miejscu tylko po to by mógł ostatni raz ujrzeć me oczy. Szybko odwróciłem się ciągnąć jego głowę do ziemi rozwalając czachę. Wstałem po czym rzuciło się dwóch, jednego kopnąłem w klate drugiemu przejechałem moim survivalowym nożem po krtani sprawiając że krew tryskała na wszystkie strony brzydząc moją twarz jak i ubrania. Ostatni ocalali uciekli w popłochu... Stanąłem w miejscu, mój oddech przyspieszył i wyraźnie ukazywał to w swym wyglądem, klatka piersiowa widocznie się podnosiła i opadała. Dziewczyna podniosła się spoglądając na mnie niepewnie. Odwróciłem szybko głowę spoglądając na nią z boku z agresywnym uśmiechem. Mocniej zacisnąłem nóż w dłoni po czym wykonałem szybki ruch wbijając go w ścianę tu przy szyi dziewczyny. Widziałem w jej oczach panikę co podobało mi się, ale po chwili jej oczy zaczęły się szklić... Wtedy coś we mnie pękło. Sprawiło że łakomstwo krwi i śmierci przeminęło... przywróciło mi kontrole. Potrząsłem trochę głową, puściłem nóż który tak mocno wbił się w ścianę że nie chciał spaść. Rozejrzałem się dookoła, znów to widzę... znów kogoś zabiłem. Nie.... Spojrzałem również na swe zakrwawione ręce, następnie na dziewczynę.
-Martyna... - cicho szepnąłem bojąc się że zostałem spalony... że już się do mnie nie odezwie. Ta lekko pokiwała przecząco głową. Usiadłem na ziemi chwytając się za głowę...
-Dlaczego... - cicho pytałem sam siebie, po chwili słyszałem syreny a niedaleko widziałem kolory policyjne. Szybko wstałem, ujrzałem znów przerażoną dziewczynę, po czym bałem się że mnie wyda, jest jednym z świadków. Zmuszony bylem by uciec do akademii...
Martyna?
Od Lisabeth CD Dementora
Uśmiechnęłam się uwodzicielsko, powoli zbliżając się do jasnowłosego.
Chwyciłam go za koszulkę i delikatnym ruchem przejechałam palcami po
jego torsie. Rzuciłam mu zalotne spojrzenie, na co ten wygiął usta w
nieokreślonym grymasie radości i ekscytacji. Stanęłam na palcach,
podciągając się na jego ramionach, a on zniżył lekko głowę, aby ułatwić
mi zadanie. Ułatwił. Niespodziewanie zamachnęłam się ręką i z całej siły
dałam zszokowanemu chłopakowi z liścia, przez co ten aż przechylił
twarz na drugą stronę. Zaskoczony przyłożył dłoń do obolałego policzka,
podczas gdy ja z dumną miną zwycięstwa wyjęłam swój portfel z tylnej
kieszeni jego spodni.
- Ze mną nie ma tak łatwo... - prychnęłam, odwracając się na pięcie.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos Dementora. - Przepraszam... A... Kolacja nadal aktualna? - zapytał z nadzieją.
- No nie wiem, nie wiem... - powiedziałam zadziornie, jednak zaraz przewróciłam oczyma. - Tylko żartuję. Oczywiście, przyjdę na dwudziestą - rzuciłam, po czym ruszyłam w stronę swojego pokoju.
Kolejne kilka godzin spędziłam na bezowocnym robieniu najróżniejszych pierdół, związanych z moimi zainteresowaniami. Mniej więcej godzinę przed planowanym wyjściem, zaczęłam przygotowania. Wzięłam prysznic, nałożyłam na twarz delikatny makijaż, natomiast ubrałam się w nieco bardziej eleganckie ubrania. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Nie jest tak źle... - mruknęłam sama do siebie.
Chwyciłam swoją torebkę, po czym wyszłam z pokoju. Przebycie drogi do mieszkania Dementora zajęło mi około dziesięciu minut, dzięki czemu niemalże równo o ustalonej godzinie stanęłam przed drzwiami wejściowymi. Niepewnie nacisnęłam dzwonek, aby już po chwili ujrzeć uśmiechniętą twarz jasnowłosego mężczyzny. Po krótkim przywitaniu, zostałam zaproszona do środka. W jadalni czekał posiłek, przyrządzony własnoręcznie przez chłopaka. Usiadłam na jednym z krzeseł. Zabraliśmy się za spożywanie przygotowanej kolacji - spaghetti bolognese.
- Świetne - przyznałam, biorąc do ust kolejną porcję makaronu.
- Dziękuję. Winka? - zaproponował Demek, zbliżając butelkę do mojego kieliszka.
- Nie, dzięki. Nie piję - powiedziałam wymijająco, kręcąc przecząco głową. - Poproszę wody, jeśli można - dodałam, siląc się na przesadnie kulturalny ton.
- Już się robi, panno Lisabeth - odparł, również w zabawnie grzeczny sposób, po czym wyszedł do kuchni.
< Demek? Masz wolną rękę C: >
- Ze mną nie ma tak łatwo... - prychnęłam, odwracając się na pięcie.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos Dementora. - Przepraszam... A... Kolacja nadal aktualna? - zapytał z nadzieją.
- No nie wiem, nie wiem... - powiedziałam zadziornie, jednak zaraz przewróciłam oczyma. - Tylko żartuję. Oczywiście, przyjdę na dwudziestą - rzuciłam, po czym ruszyłam w stronę swojego pokoju.
Kolejne kilka godzin spędziłam na bezowocnym robieniu najróżniejszych pierdół, związanych z moimi zainteresowaniami. Mniej więcej godzinę przed planowanym wyjściem, zaczęłam przygotowania. Wzięłam prysznic, nałożyłam na twarz delikatny makijaż, natomiast ubrałam się w nieco bardziej eleganckie ubrania. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
- Nie jest tak źle... - mruknęłam sama do siebie.
Chwyciłam swoją torebkę, po czym wyszłam z pokoju. Przebycie drogi do mieszkania Dementora zajęło mi około dziesięciu minut, dzięki czemu niemalże równo o ustalonej godzinie stanęłam przed drzwiami wejściowymi. Niepewnie nacisnęłam dzwonek, aby już po chwili ujrzeć uśmiechniętą twarz jasnowłosego mężczyzny. Po krótkim przywitaniu, zostałam zaproszona do środka. W jadalni czekał posiłek, przyrządzony własnoręcznie przez chłopaka. Usiadłam na jednym z krzeseł. Zabraliśmy się za spożywanie przygotowanej kolacji - spaghetti bolognese.
- Świetne - przyznałam, biorąc do ust kolejną porcję makaronu.
- Dziękuję. Winka? - zaproponował Demek, zbliżając butelkę do mojego kieliszka.
- Nie, dzięki. Nie piję - powiedziałam wymijająco, kręcąc przecząco głową. - Poproszę wody, jeśli można - dodałam, siląc się na przesadnie kulturalny ton.
- Już się robi, panno Lisabeth - odparł, również w zabawnie grzeczny sposób, po czym wyszedł do kuchni.
< Demek? Masz wolną rękę C: >
Od Dementora CD Lisabeth
Szczerze powiem że bardzo ciekawie i spokojnie rozmawiało mi się z tą
dziewczyną. Ale jak usłyszałem że niedługo zmienia położenie
zamieszkania, jakoś posmutniałem, no ale trzeba łapać chwile a nie
myśleć co będzie jutro. Przemyślałem chwile swoją odpowiedź, a po chwili
wypowiedziałem.
-Ja.. bardzo często jestem wręcz zmuszony do zmiany zamieszkania. - oznajmiłem - Więc w sumie różnie to bywa. - dodałem
-Czemu? - spytała zaciekawiona zmieniając pozycję.
-Widzisz... Jestem tak troszku niezbyt "dopasowany społecznie" - wyjaśniłem tak by nie ogarnęła zbytnio o co mi chodzi. Nie chciałem również jej stracić gdy dowie się że mam parę morderstw na sumieniu.
-Nie rozumiem, przecież to nie ludzie powinni decydować- oznajmiła myśląc że byłem kiedyś tym samym chłoptasiem jak teraz.
-Ehh.. widzisz.. czasem mnie "ponosi" ale.. możemy tą rozmowę przenieść na kiedy indziej? Wole teraz nie poruszać tego tematu. - oznajmiłem dość smutnym tonem spoglądając na nią. Dziewczyna chwile siedziała nieruchomo po czym skinęła lekko głową.
-Obiecuje że ci powiem - dodałem po chwili.
-Dobrze - uniosła jedną brew. Dokończała swoje lody, nastała mała cisza, wyjąłem chłodną jeszcze butelkę wody, po czym nalałem sobie troszku na rękę i palcami "strzelałem" w nią zimną wodą.
-Co to kapie.. - cicho rzekła po czym spojrzała na mnie, udałem że wszystko jest w porządku.
-To nie ja.. - uśmiechnąłem się.
-Demek, daj to. - domyśliła się,
-Nie - rozbawiony zrobiłem to znowu, ta rzuciła się próbując zabrać butelkę, gdy wyrwała mi ją z ręki zaczęła wylewać na mnie strumykami.
-Dość dość ja tak nie robiłem. - zacząłem uciekać, dogoniła mnie, złapała i sprawiła że musiałem się schylić po czym wylała całą wodę na kark i włosy.
-Poddaje się - podniosłem ręce rozbawiony.
-No - rzekła zadowolona z siebie. Po czym wróciła po rzeczy na ławce. Podszedłem do niej.
-Hey słuchaj... Może wpadniesz dzisiaj wieczorek do mnie? Pogadamy sobie, napijemy się czegoś. Albo może jakaś kolacja? Chce sprawdzić swoje zdolności kulinarnie. - oznajmiłem spokojnie z romantycznym głosem.
-A umiesz gotować? - spytała spoglądając na mnie z zdziwieniem.
-Nie próbowałem.. - podrapałem się po karku. Prychnęła delikatnie z uśmiechem po czym zaczęła czegoś szukać.
-Ej.. gdzie mój portfel - nerwowo i łapczywie chwytała za to i owo, otwierała sakiewki w plecaku.
-Hm... powiem ci gdzię on jest... - schowałem za plecami do tylnej kieszeni gdy nie patrzyła.
-Ale za buziaka. - oznajmiłem pewny siebie.
-Ej no... - położyła ręce na swych biodrach.
-Oj tylko jednego.. - posmutniałem.
-Ehh w policzek? - westchnęła.
-W usta - pokazałem paluszkiem.
-A myłeś zęby? - zakpiła.
-trzy razy... a więc? - dopytałem z dumą. Oczywiście gdyby to zrobiła mogło by mnie ponieść i sprawić by pocałunek się przedłużył. Ciekawe jak się potoczy...
Lis?
-Ja.. bardzo często jestem wręcz zmuszony do zmiany zamieszkania. - oznajmiłem - Więc w sumie różnie to bywa. - dodałem
-Czemu? - spytała zaciekawiona zmieniając pozycję.
-Widzisz... Jestem tak troszku niezbyt "dopasowany społecznie" - wyjaśniłem tak by nie ogarnęła zbytnio o co mi chodzi. Nie chciałem również jej stracić gdy dowie się że mam parę morderstw na sumieniu.
-Nie rozumiem, przecież to nie ludzie powinni decydować- oznajmiła myśląc że byłem kiedyś tym samym chłoptasiem jak teraz.
-Ehh.. widzisz.. czasem mnie "ponosi" ale.. możemy tą rozmowę przenieść na kiedy indziej? Wole teraz nie poruszać tego tematu. - oznajmiłem dość smutnym tonem spoglądając na nią. Dziewczyna chwile siedziała nieruchomo po czym skinęła lekko głową.
-Obiecuje że ci powiem - dodałem po chwili.
-Dobrze - uniosła jedną brew. Dokończała swoje lody, nastała mała cisza, wyjąłem chłodną jeszcze butelkę wody, po czym nalałem sobie troszku na rękę i palcami "strzelałem" w nią zimną wodą.
-Co to kapie.. - cicho rzekła po czym spojrzała na mnie, udałem że wszystko jest w porządku.
-To nie ja.. - uśmiechnąłem się.
-Demek, daj to. - domyśliła się,
-Nie - rozbawiony zrobiłem to znowu, ta rzuciła się próbując zabrać butelkę, gdy wyrwała mi ją z ręki zaczęła wylewać na mnie strumykami.
-Dość dość ja tak nie robiłem. - zacząłem uciekać, dogoniła mnie, złapała i sprawiła że musiałem się schylić po czym wylała całą wodę na kark i włosy.
-Poddaje się - podniosłem ręce rozbawiony.
-No - rzekła zadowolona z siebie. Po czym wróciła po rzeczy na ławce. Podszedłem do niej.
-Hey słuchaj... Może wpadniesz dzisiaj wieczorek do mnie? Pogadamy sobie, napijemy się czegoś. Albo może jakaś kolacja? Chce sprawdzić swoje zdolności kulinarnie. - oznajmiłem spokojnie z romantycznym głosem.
-A umiesz gotować? - spytała spoglądając na mnie z zdziwieniem.
-Nie próbowałem.. - podrapałem się po karku. Prychnęła delikatnie z uśmiechem po czym zaczęła czegoś szukać.
-Ej.. gdzie mój portfel - nerwowo i łapczywie chwytała za to i owo, otwierała sakiewki w plecaku.
-Hm... powiem ci gdzię on jest... - schowałem za plecami do tylnej kieszeni gdy nie patrzyła.
-Ale za buziaka. - oznajmiłem pewny siebie.
-Ej no... - położyła ręce na swych biodrach.
-Oj tylko jednego.. - posmutniałem.
-Ehh w policzek? - westchnęła.
-W usta - pokazałem paluszkiem.
-A myłeś zęby? - zakpiła.
-trzy razy... a więc? - dopytałem z dumą. Oczywiście gdyby to zrobiła mogło by mnie ponieść i sprawić by pocałunek się przedłużył. Ciekawe jak się potoczy...
Lis?
Od Martyny CD Dementora
Na pytanie chłopaka spuściłam głowę w dół, przyglądając się swojej
kartce. Czułam jego wzrok na sobie, przez co trochę się stresowałam.
Miałam plany na narysowanie człowieka, który w dłoniach trzyma pysk psa,
gdzie ten patrzy w jego oczy. Zaczęłam od ludzkiej postaci i w jakiś
sposób przypominał mi Dementora, jednak ten chyba tego nie zauważył.
Tyle dobrego… Wzięłam głęboki wdech.
- Ja również bardzo lubię zwierzęta, ale głównie rysuję pieski… Ludzi w ostateczności, gdy mam mocny zarys ich twarzy w głowie – powiedziałam, niezbyt pewnie zwracając się w stronę jego twarzy. Ten jednak był odwrócony ode mnie, a gdy znowu miał na mnie spojrzeć, sama się od niego oderwałam, jednocześnie czując na policzkach ciepło.
- To co mówiłaś? - spytał od razu. Westchnęłam, przewracając oczami. Naprawdę nie mógł się skupić na dwóch rzeczach naraz? No cóż… Popatrzyłam na niego, nieśmiało się uśmiechając.
- Mówiłam, że też najczęściej rysuję zwierzęta – wyznałam, przymykając dodatkowo oczy. Gdy je otworzyłam, zaczęły mnie boleć. Jeśli tak będę mieć cały czas z soczewkami, to bez okularów nie przeżyję. Zwróciłam twarz w stronę rozpoczętego rysunku. Wątpię, bym jeszcze kiedyś go dokończyła, jak teraz przerwę, ale cóż… Okulary moim zdaniem są ważniejsze. Zaczęłam pakować swój blok, w którym zazwyczaj rysowałam oraz mój ulubiony ołówek, który kiedyś połamałem, ale aktualnie był sklejony różową taśmą z ptaszkami i serduszkami. Zasunęłam plecak, wstając z ławki i zarzucając go na plecy. Wzięłam jeszcze torbę na prawe ramie. Muszę w końcu ją wypakować i rozwiesić strój z ręcznikiem w łazience. Nie będę przecież z nią chodzić po mieście, po to, by tylko pójść do okulisty i kupić odpowiednie okulary.
- Czekaj, Martyna – poczułam, jak chłopak łapie mnie za ramię. Równocześnie serce zabiło mi szybciej, jednak się nie ruszałam, czekałam na to, co on chciał zrobić. - Gdzie idziesz? - spytał, stając przede mną. Gdy wzięłam wzrok w górę, by spojrzeć na jego twarz, zauważyłam, jak miło się uśmiecha. Natychmiastowo spojrzałam w bok, nie chcąc zapatrzyć się w jego jasne oczy, które już mnie wzywały. Ruszyłam tylko torbą na moim ramieniu.
- Rozwiesić basen w pokoju, a potem na miasto kupić sobie nowe okulary… – powiedziałam. Próbowałam go minąć, jednak ten się przesunął. Gdy chciałam spróbować z lewej strony, również zagrodził mi drogę. Zamrugałam kilka razy oczami, chcąc wiedzieć, co on takiego kombinuje.
- Dotrzymam ci towarzystwa. Wiesz… Ja nie mam co robić a samemu to tak trochę smutno po mieście łazić – mówił, ciągle miło się uśmiechając. Zapatrzyłam się w jego usta, które raz po raz się ruszały, by wymówić jakieś słowa. Mógłby mieć ten uśmiech już na zawsze… Natychmiastowo potrząsnęłam głową na boki, wyrzucając tę myśl z mojego mózgu. Znowu wzięłam głowę bardziej w dół.
- Jak chcesz… - szepnęłam tylko pod nosem. Tym razem pozwolił mi siebie minąć, jednak ciągle słyszałam jego krok, jak i czułam jego obecność za sobą oraz wzrok, który trzymał… Na pewno nie na moich plecach, bo bym to wiedziała. Chociaż…przecież często mi się wydaje, że ktoś na mnie patrzy, a to nieprawda. Muszę się w końcu ogarnąć…
Dementor?
- Ja również bardzo lubię zwierzęta, ale głównie rysuję pieski… Ludzi w ostateczności, gdy mam mocny zarys ich twarzy w głowie – powiedziałam, niezbyt pewnie zwracając się w stronę jego twarzy. Ten jednak był odwrócony ode mnie, a gdy znowu miał na mnie spojrzeć, sama się od niego oderwałam, jednocześnie czując na policzkach ciepło.
- To co mówiłaś? - spytał od razu. Westchnęłam, przewracając oczami. Naprawdę nie mógł się skupić na dwóch rzeczach naraz? No cóż… Popatrzyłam na niego, nieśmiało się uśmiechając.
- Mówiłam, że też najczęściej rysuję zwierzęta – wyznałam, przymykając dodatkowo oczy. Gdy je otworzyłam, zaczęły mnie boleć. Jeśli tak będę mieć cały czas z soczewkami, to bez okularów nie przeżyję. Zwróciłam twarz w stronę rozpoczętego rysunku. Wątpię, bym jeszcze kiedyś go dokończyła, jak teraz przerwę, ale cóż… Okulary moim zdaniem są ważniejsze. Zaczęłam pakować swój blok, w którym zazwyczaj rysowałam oraz mój ulubiony ołówek, który kiedyś połamałem, ale aktualnie był sklejony różową taśmą z ptaszkami i serduszkami. Zasunęłam plecak, wstając z ławki i zarzucając go na plecy. Wzięłam jeszcze torbę na prawe ramie. Muszę w końcu ją wypakować i rozwiesić strój z ręcznikiem w łazience. Nie będę przecież z nią chodzić po mieście, po to, by tylko pójść do okulisty i kupić odpowiednie okulary.
- Czekaj, Martyna – poczułam, jak chłopak łapie mnie za ramię. Równocześnie serce zabiło mi szybciej, jednak się nie ruszałam, czekałam na to, co on chciał zrobić. - Gdzie idziesz? - spytał, stając przede mną. Gdy wzięłam wzrok w górę, by spojrzeć na jego twarz, zauważyłam, jak miło się uśmiecha. Natychmiastowo spojrzałam w bok, nie chcąc zapatrzyć się w jego jasne oczy, które już mnie wzywały. Ruszyłam tylko torbą na moim ramieniu.
- Rozwiesić basen w pokoju, a potem na miasto kupić sobie nowe okulary… – powiedziałam. Próbowałam go minąć, jednak ten się przesunął. Gdy chciałam spróbować z lewej strony, również zagrodził mi drogę. Zamrugałam kilka razy oczami, chcąc wiedzieć, co on takiego kombinuje.
- Dotrzymam ci towarzystwa. Wiesz… Ja nie mam co robić a samemu to tak trochę smutno po mieście łazić – mówił, ciągle miło się uśmiechając. Zapatrzyłam się w jego usta, które raz po raz się ruszały, by wymówić jakieś słowa. Mógłby mieć ten uśmiech już na zawsze… Natychmiastowo potrząsnęłam głową na boki, wyrzucając tę myśl z mojego mózgu. Znowu wzięłam głowę bardziej w dół.
- Jak chcesz… - szepnęłam tylko pod nosem. Tym razem pozwolił mi siebie minąć, jednak ciągle słyszałam jego krok, jak i czułam jego obecność za sobą oraz wzrok, który trzymał… Na pewno nie na moich plecach, bo bym to wiedziała. Chociaż…przecież często mi się wydaje, że ktoś na mnie patrzy, a to nieprawda. Muszę się w końcu ogarnąć…
Dementor?
sobota, 3 czerwca 2017
Od Dementora CD Martyny
Dziewczyna wydała się dziwna ale to tylko nasyciło mój apetyt. Wiem że
jest nieśmiała ale to da się zwalczyć na pewno. Nie odpuszczę tym
bardziej. Wróciłem do akademio, ale zamiast wejść to ujrzałem dziewczynę
która siedzi w zaciemnionej ławce, trzymała jakąś książkę albo kartki.
Postanowiłem nie marnować czasu i podejść zagadać.
-Witaj, mogę się dosiąść? - spytałem przyjaźnie Dziewczyna gdy tylko mnie ujrzała spuściła głowę nieśmiało.
-Hey.. czy coś się stało? - zmartwiłem się ciupkę, musiałem ją nieco poznać aby przekonać się o jej cechach. Wtedy ujrzałem co trzyma w rękach.
-Wow pięknie rysujesz. - rzekłem od razu przybliżając się.
-Dziękuję.. - cichutko powiedziała, nieśmiało bardziej zacisnęła się do siebie.
-Heh również kocham rysować, zwłaszcza kociaki. - wyciągnąłem zeszycik z mojej torby. Otworzyłem rysownik i ukazałem z lekkim strachem jedno z mych dzieł.

-Ja bardziej kocham rysować zwierzątka, nigdy nie potrafiłem tworzyć postaci ludzkich. - oznajmiłem od razu próbując wzbudzić w niej odrobiny ciekawości z mej strony. Chciałem pokazać że może się przy mnie otworzyć i nie bać się mrocznej strony. Jestem taki że nie poddaje się jednak miło by było jakby krócej to trwało niż musiało.
-A co ty głównie rysujesz? - spytałem, zauważyłem że opaska na ręce mi się ześlizgnęła, odwróciłem się i od razu szybko z powrotem ją zalepiłem.
-To co mówiłaś? - spytałem po chwili znów.
Martyna? Było by o wiele dłuższe gdyby howrse nie skasowało mi wiadomości
-Witaj, mogę się dosiąść? - spytałem przyjaźnie Dziewczyna gdy tylko mnie ujrzała spuściła głowę nieśmiało.
-Hey.. czy coś się stało? - zmartwiłem się ciupkę, musiałem ją nieco poznać aby przekonać się o jej cechach. Wtedy ujrzałem co trzyma w rękach.
-Wow pięknie rysujesz. - rzekłem od razu przybliżając się.
-Dziękuję.. - cichutko powiedziała, nieśmiało bardziej zacisnęła się do siebie.
-Heh również kocham rysować, zwłaszcza kociaki. - wyciągnąłem zeszycik z mojej torby. Otworzyłem rysownik i ukazałem z lekkim strachem jedno z mych dzieł.
-Ja bardziej kocham rysować zwierzątka, nigdy nie potrafiłem tworzyć postaci ludzkich. - oznajmiłem od razu próbując wzbudzić w niej odrobiny ciekawości z mej strony. Chciałem pokazać że może się przy mnie otworzyć i nie bać się mrocznej strony. Jestem taki że nie poddaje się jednak miło by było jakby krócej to trwało niż musiało.
-A co ty głównie rysujesz? - spytałem, zauważyłem że opaska na ręce mi się ześlizgnęła, odwróciłem się i od razu szybko z powrotem ją zalepiłem.
-To co mówiłaś? - spytałem po chwili znów.
Martyna? Było by o wiele dłuższe gdyby howrse nie skasowało mi wiadomości
piątek, 2 czerwca 2017
Od Martyny CD Dementora
Szlag by to. Dlaczego, gdy to powiedział, po moim ciele przeszedł
dreszcz? Dobra to w sumie teraz nieważne. Teraz ważne było to, że
zdecydowanie nade mną górował. Czułam, jak nogi mi się lekko trzęsą,
czego szczerze nie lubiłam. Jeśli zaraz nie ucieknę przed nim, to będzie
cud. Spuściłam głowę w dół, biorąc niezbyt pewnie w dłonie moje
okulary. A ja się dziwiłam, że słabo widzę. Przynajmniej miałam soczewki
w torbie. Podniosłam je na wysokość moich uszu, po czym westchnęłam.
- Mogłeś przynajmniej zauważyć, że są pęknięte – powiedziałam, odstawiając torbę na ziemię, a biorąc przed siebie plecak w poszukiwaniu etui na nie. Nie dość, że oprawki pękły to jeszcze szkiełka… Nie no, świetnie. Z dosyć mocnym hukiem zamknęłam brązowe pudełko, z powrotem wrzucając je do torby. Znowu wzięłam głowę w górę, spoglądając na twarz nieznajomego. Nieświadomie wpatrzyłam się w jego oczy, z czego wybił mnie dopiero jego głos, którego na początku w sumie nie usłyszałam.
- Słucham? - spytałam, otrząsając się. Zdecydowanie niebieski mu pasuje i nie chodzi tu tylko o oczy. Ten delikatnie się uśmiechnął, biorąc dłoń w moją stronę.
- Dementor – powiedział. Spojrzałam na jego rękę gotową do uściśnięcia. To jego imię..? Trochę dziwne, trzeba przyznać. Niezbyt pewnie za nią złapałam, odwracając głowę gdzieś w bok.
- Martyna – rzekłam, na końcu biorąc wzrok trochę bardziej w górę. Ten znowu miło się uśmiechnął, a ja poczułam ciepło na moich policzkach. Wręcz wyrwałam dłoń z jego uścisku, schodząc na sam dół schodków. Nie zwracałam uwagi na jego pytania z udziałem mojego imienia. Po prostu znowu zaczęłam biec, by tym razem jak najprędzej znaleźć się w swoim pokoju. Po prostu nie chciałam, by usłyszał bicie mojego serca, które ciche na pewno nie było. W tym jeszcze to dziwne uczucie w środku, jakby coś tam żyło i się ruszało. Mam dosyć…
Dementor?
- Mogłeś przynajmniej zauważyć, że są pęknięte – powiedziałam, odstawiając torbę na ziemię, a biorąc przed siebie plecak w poszukiwaniu etui na nie. Nie dość, że oprawki pękły to jeszcze szkiełka… Nie no, świetnie. Z dosyć mocnym hukiem zamknęłam brązowe pudełko, z powrotem wrzucając je do torby. Znowu wzięłam głowę w górę, spoglądając na twarz nieznajomego. Nieświadomie wpatrzyłam się w jego oczy, z czego wybił mnie dopiero jego głos, którego na początku w sumie nie usłyszałam.
- Słucham? - spytałam, otrząsając się. Zdecydowanie niebieski mu pasuje i nie chodzi tu tylko o oczy. Ten delikatnie się uśmiechnął, biorąc dłoń w moją stronę.
- Dementor – powiedział. Spojrzałam na jego rękę gotową do uściśnięcia. To jego imię..? Trochę dziwne, trzeba przyznać. Niezbyt pewnie za nią złapałam, odwracając głowę gdzieś w bok.
- Martyna – rzekłam, na końcu biorąc wzrok trochę bardziej w górę. Ten znowu miło się uśmiechnął, a ja poczułam ciepło na moich policzkach. Wręcz wyrwałam dłoń z jego uścisku, schodząc na sam dół schodków. Nie zwracałam uwagi na jego pytania z udziałem mojego imienia. Po prostu znowu zaczęłam biec, by tym razem jak najprędzej znaleźć się w swoim pokoju. Po prostu nie chciałam, by usłyszał bicie mojego serca, które ciche na pewno nie było. W tym jeszcze to dziwne uczucie w środku, jakby coś tam żyło i się ruszało. Mam dosyć…
Dementor?
Od Lisabeth CD Dementora
Wzruszyłam obojętnie ramionami, spoglądając przed siebie.
- Szczerze mówiąc, od dziecka zarówno sztuki walki, jak i gimnastyka akrobatyczna były moją największą pasją - przyznałam, robiąc krótką przerwę aby skosztować lodowego deseru. - Trenuję od małego, więc doszłam już niemalże do perfekcji.
- Gimnastyka akrobatyczna? - powtórzył chłopak, zerkając na mnie z ukosa. - Mogłaś zapisać się przecież do klubu cheerleaderek - zauważył.
- Do tych wrednych, pustych lalek, co tylko cyckami machają i stroszą się jak pawie? - prychnęłam z ironicznym zdziwieniem w głosie. - Nie, dzięki. Nie mam zamiaru stać się zadufaną w sobie, sztuczną tapeciarą tylko po to, żeby zawrócić chłopakom w głowie, a potem złamać im serce.
- Widzę, że nie przepadasz za nimi, prawda? - zaśmiał się Dem, czując narastającą bulwersację w moim głosie. - Jest ku temu jakiś konkretniejszy powód?
- Eh, chociażby ostatnio jedna taka szmata owinęła sobie mojego brata wokół palca, a potem go bezczelnie rzuciła. Biedak do tej pory nie może się pozbierać. No ale dobrze, mniejsza z tym. Chodźmy sobie usiąść w Parku Green Heels, bo stamtąd będzie blisko do Akademii. Poza tym, to urocze miejsce - dodałam.
Jasnowłosy mężczyzna skinął głową na znak zgody, tym samym przystając na moją propozycję, toteż razem ruszyliśmy w stronę wspomnianego miejsca. Gdy tylko przekroczyliśmy parkowe 'bramy', odetchnęłam z poczuciem błogiej beztroski. W powietrzu unosił się cudowny zapach polnych kwiatów, które wychylały swoje płatki do słońca. Kojący szum wiatru w koronach drzew wraz ze świergotem ptaków tworzył niezwykłą symfonię, wypełniającą cały park. Usiedliśmy na jednej z ławek. Odchyliłam głowę do tyłu, przymykając delikatnie oczy. Mimowolnie uśmiechnęłam się promiennie, kiedy wspomnienia z wczesnego dzieciństwa postanowiły zawitać w mojej głowie. Ja, mój brat oraz moja mama. W parku, do złudzenia przypominającym ten. Wspaniałe czasy. Zerknęłam kątem oka na Dementora. Chłopak kończył już wafelek swojego loda, podczas gdy ja dopiero zaczynałam drugą gałkę.
- Mieszkasz w akademiku? - zapytał, najwyraźniej wyłapując moje spojrzenie.
- Tak. Obecnie wciąż szukam mieszkania, które byłoby dla mnie odpowiednie. Kiedy tylko uda mi się coś znaleźć, przeprowadzę się na Osiedle Tombstown, gdyż właśnie tam mam zamiar znaleźć jakiś kącik - stwierdziłam. - A ty?
< Dem? >
- Szczerze mówiąc, od dziecka zarówno sztuki walki, jak i gimnastyka akrobatyczna były moją największą pasją - przyznałam, robiąc krótką przerwę aby skosztować lodowego deseru. - Trenuję od małego, więc doszłam już niemalże do perfekcji.
- Gimnastyka akrobatyczna? - powtórzył chłopak, zerkając na mnie z ukosa. - Mogłaś zapisać się przecież do klubu cheerleaderek - zauważył.
- Do tych wrednych, pustych lalek, co tylko cyckami machają i stroszą się jak pawie? - prychnęłam z ironicznym zdziwieniem w głosie. - Nie, dzięki. Nie mam zamiaru stać się zadufaną w sobie, sztuczną tapeciarą tylko po to, żeby zawrócić chłopakom w głowie, a potem złamać im serce.
- Widzę, że nie przepadasz za nimi, prawda? - zaśmiał się Dem, czując narastającą bulwersację w moim głosie. - Jest ku temu jakiś konkretniejszy powód?
- Eh, chociażby ostatnio jedna taka szmata owinęła sobie mojego brata wokół palca, a potem go bezczelnie rzuciła. Biedak do tej pory nie może się pozbierać. No ale dobrze, mniejsza z tym. Chodźmy sobie usiąść w Parku Green Heels, bo stamtąd będzie blisko do Akademii. Poza tym, to urocze miejsce - dodałam.
Jasnowłosy mężczyzna skinął głową na znak zgody, tym samym przystając na moją propozycję, toteż razem ruszyliśmy w stronę wspomnianego miejsca. Gdy tylko przekroczyliśmy parkowe 'bramy', odetchnęłam z poczuciem błogiej beztroski. W powietrzu unosił się cudowny zapach polnych kwiatów, które wychylały swoje płatki do słońca. Kojący szum wiatru w koronach drzew wraz ze świergotem ptaków tworzył niezwykłą symfonię, wypełniającą cały park. Usiedliśmy na jednej z ławek. Odchyliłam głowę do tyłu, przymykając delikatnie oczy. Mimowolnie uśmiechnęłam się promiennie, kiedy wspomnienia z wczesnego dzieciństwa postanowiły zawitać w mojej głowie. Ja, mój brat oraz moja mama. W parku, do złudzenia przypominającym ten. Wspaniałe czasy. Zerknęłam kątem oka na Dementora. Chłopak kończył już wafelek swojego loda, podczas gdy ja dopiero zaczynałam drugą gałkę.
- Mieszkasz w akademiku? - zapytał, najwyraźniej wyłapując moje spojrzenie.
- Tak. Obecnie wciąż szukam mieszkania, które byłoby dla mnie odpowiednie. Kiedy tylko uda mi się coś znaleźć, przeprowadzę się na Osiedle Tombstown, gdyż właśnie tam mam zamiar znaleźć jakiś kącik - stwierdziłam. - A ty?
< Dem? >
Od Dementora CD Lisabeth
Oberwałem dość mocno, ale bardziej odwaliło mnie niespodziewanie. Jestem
naprawdę zaskoczony że taka dziewczyna ma kopa, nie doceniłem jej co
było moim ogromnym błędem, również kocham boks ale to chyba inna sztuka.
Podniosłem się, wtedy kolejny raz czułem smak krwi, nienawidziłem tego.
Zawsze gdy go czułem budziłem się potworem. Modliłem się by do tego nie
doszło, spokojnie oddychałem, a dotyk dziewczyny mi w tym pomagał. Nie
dawałem poznać po sobie walkę jaka we mnie drzemie.. wiem jestem chory
psychicznie. Zaproponowałem na szczęście coś na ochłodę.
Czekając na dziewczynę sam również nieco się doprowadziłem do porządku, ubrałem fajną czarną koszulkę z napisem pomarańczowym z zieloną oblamówką "Sweet Diablo" Fryzurę poprawiłem, szczękę naprostowałem i miodzio lodzio, gdzieś tam jeszcze psiknąłem dezodorantem.
-No stary masz szanse, czas się powoli wykazywać. - oznajmiłem cicho sam do siebie, po paru minutach dziewczyna była gotowa. Potem jak wiecie odbyła się rozmowa na temat mojego imienia, co prawda sam słyszałem o stworach z Harrego bo było to dość popularne. Zabawne wydało mi się to iż tak ciekawie skrócała me imię że nawet nie pomyślałem o mrocznej stronie.
-Może Domek? hehe nie no.. w sumie nie zastanawiałem się, niektórzy wołali Mentor. Ale to też nie zbyt sympatycznie. - schowałem ręce w kieszenie na pośladkach.
-Rozumiem, a więc Demek - rzekła z lekkim uśmiechem.
-W porządku. - kiwnąłem głową przyjaźnie. Gdy oderwała ode mnie wzrok by spojrzeć przed siebie ja nieco dłużej wolałem na nią popatrzeć. Cicho westchnąłem a następnie wychwyciłem wzrokiem budkę z lodami.
-O jest, powiedź jakiego chcesz? - spytałem ustawiając się w kolejce która swoją drogą mieściła z 4 typa.
-Hm... - spokojnie popatrzała na dostępne smaki.
-Na ceny nie patrz, ja stawiam. - od razu rzekłem.
-Nie no co ty - cicho mruknęła z uniesionym kącikiem ust.
-Poważnie mowie. - zaśmiałem się.
-Dobra może winogronowe - wskazała palcem. Po czym wyciągnęła portfel gdy pan spytał się nas o smaki.
-Dobrze, poproszę dwie kulki winogronowych a drugi będzie... - zastanowiłem się. - Również dwie kulki, miętowe i czekoladowe. - Oznajmiłem.
- 10 zł - oznajmił sprzedawca, dziewczyna już otwierała zamek od portfela.\
-Czekaj.. daj mi na chwilkę. - oznajmiłem po czym wziąłem i schowałem jej portfelik w tylną kieszeń a sam zapłaciłem papierkiem.
-No wiesz co. - podniosła brew.
-Mówiłem że ja płace, - oznajmiłem - Dzięki - rzekłem do sprzedawcy po czym odeszliśmy od budki.
-Trzymaj - podałem jej loda, po czym oddałem portfel.
-Powiedź, długo trenowałaś nad tym co potrafisz teraz? było to może czymś spowodowane że zainteresowało cię to? - spytałem zaczynając spokojny temat.
Lisa?
Czekając na dziewczynę sam również nieco się doprowadziłem do porządku, ubrałem fajną czarną koszulkę z napisem pomarańczowym z zieloną oblamówką "Sweet Diablo" Fryzurę poprawiłem, szczękę naprostowałem i miodzio lodzio, gdzieś tam jeszcze psiknąłem dezodorantem.
-No stary masz szanse, czas się powoli wykazywać. - oznajmiłem cicho sam do siebie, po paru minutach dziewczyna była gotowa. Potem jak wiecie odbyła się rozmowa na temat mojego imienia, co prawda sam słyszałem o stworach z Harrego bo było to dość popularne. Zabawne wydało mi się to iż tak ciekawie skrócała me imię że nawet nie pomyślałem o mrocznej stronie.
-Może Domek? hehe nie no.. w sumie nie zastanawiałem się, niektórzy wołali Mentor. Ale to też nie zbyt sympatycznie. - schowałem ręce w kieszenie na pośladkach.
-Rozumiem, a więc Demek - rzekła z lekkim uśmiechem.
-W porządku. - kiwnąłem głową przyjaźnie. Gdy oderwała ode mnie wzrok by spojrzeć przed siebie ja nieco dłużej wolałem na nią popatrzeć. Cicho westchnąłem a następnie wychwyciłem wzrokiem budkę z lodami.
-O jest, powiedź jakiego chcesz? - spytałem ustawiając się w kolejce która swoją drogą mieściła z 4 typa.
-Hm... - spokojnie popatrzała na dostępne smaki.
-Na ceny nie patrz, ja stawiam. - od razu rzekłem.
-Nie no co ty - cicho mruknęła z uniesionym kącikiem ust.
-Poważnie mowie. - zaśmiałem się.
-Dobra może winogronowe - wskazała palcem. Po czym wyciągnęła portfel gdy pan spytał się nas o smaki.
-Dobrze, poproszę dwie kulki winogronowych a drugi będzie... - zastanowiłem się. - Również dwie kulki, miętowe i czekoladowe. - Oznajmiłem.
- 10 zł - oznajmił sprzedawca, dziewczyna już otwierała zamek od portfela.\
-Czekaj.. daj mi na chwilkę. - oznajmiłem po czym wziąłem i schowałem jej portfelik w tylną kieszeń a sam zapłaciłem papierkiem.
-No wiesz co. - podniosła brew.
-Mówiłem że ja płace, - oznajmiłem - Dzięki - rzekłem do sprzedawcy po czym odeszliśmy od budki.
-Trzymaj - podałem jej loda, po czym oddałem portfel.
-Powiedź, długo trenowałaś nad tym co potrafisz teraz? było to może czymś spowodowane że zainteresowało cię to? - spytałem zaczynając spokojny temat.
Lisa?
czwartek, 1 czerwca 2017
Od Dementora CD Martyny
Dzisiaj dość nudny zapowiadał się dzień, nikogo jeszcze nie znałem.
Znalazłem w swoich rzeczach kartę jeździecką i w sumie czemu by się nie
zapisać. Przypomniały mi się dawne chwile z moim przyjacielem który
trenował ze mną od źrebaka. Zdechł gdy miałem 15 lat, taki wiek...
Wyruszyłem więc nie marnując swego czasu na łóżku, chce w końcu dać coś
od siebie jak pragnąłem tego kiedyś.. jak zapewne chciała również moja
matka. Podczas zamykania drzwi napotkałem problem, zamek odmawiał
posłuszeństwa i mimo przymykania, otwierania , szarpania nic nie
pomagało, byłem już na skraju nerwowego. Ukazałem już swe zęby z
uniesionymi wargami z wzrokiem szatana, powieki otworzone na maksa. Gdy
zamknęły się w ostatniej chwili we mnie już niestety buzowała naturalna
niezrozumiałość. Wyjąłem szybko kluczyk i rzuciłem nim o ścianę
wykonując pół obrotu. Nie obyło się bez kopania i zgniatania jak szczura
biednego, metalowego kluczyka. Opanowałem się gdy zawleczka z numerem
pękła. Oparłem głowę o ścianę i uspokoiłem oddech a mięśnie powoli
opadały przywracając mi równowagę nad ciałem.
-Okey spokojnie... - szepnąłem sięgając po kluczyk. Włożyłem do tylnej kieszeni, następnie wyruszyłem do klubu jeździeckiego zapoznać się z trenerem jak i moim nowym przyjacielem, mam nadzieje że nie wyczuje co we mnie siedzi i polubi mnie dość szybko.
Udało mi się zapoznać z ładną czarno-bordowa klaczą z białym diamencikiem na pośladku. Na początku nie ufnie na mnie spoglądała, ukazałem że jednak nie potrafił bym zrobić jej krzywdy świadomie. Oddała mi przewagę, bardzo zgrabna lecz młoda dziewczynka. Będzie dużo roboty ale widząc jej potencjał, nie będzie źle. Podczas zabawy, zauważyłem dziewczynę która akurat upadała. Od razu podbiegłem z zdziwienia co się stało.. ktoś w nią czymś rzucił? A może z ciśnienia... wiele powodów mógł być jednak jak ktoś upada i przez chwile nie wstaje nie jest dobrym znakiem. Klęknąłem przy niej obracając ją na plecy, chwyciłem delikatnie za ramiona.
-Hey.. słyszysz mnie? - spytałem zaciekawiony, skupiłem się na jej wyglądzie i przyznać muszę... kurdeczka dupeczka nie z tego kraju. Od razu pojawił się dziki uśmiech, ale po chwili czułem jak się rusza. Spojrzałem w jej oczy chcąc się ładnie przywitać, zamiast tego obiła mi czoło, odrzuciło mnie momentalnie, upadłem na cztery litery opierając się jedną rekom a drugą masując obolałe miejsce. Aż zagwoździło mi coś w uszach. Po tym jak również się wymasowała, wstała szybko jednak przez to znów prawie padła, zdążyłem podskoczyć i chwycić ją znów.
-Spokojnie.. nie bój się. - odparłem. Nie wiedziałem gdzie tak pędzi ale widząc jej stan zdrowia raczej nie chciałem jej pozwolić.
-Nie boje się... jestem spóźniona - szybko rzekła po czym odzyskała siły , odbiegając zabrała swe rzeczy. Wstałem na proste nogi, pomachałem delikatnie spoglądając na jej ciało podczas biegu. Mrrrraśnie... Wbiła to budynku z dziką nazwą z znakami wodnymi... Pewnie ćwiczyła basen. Odwróciłem się po czym poczułem że na coś nadepnąłem, zerknąłem od razu, podniosłem okulary.. zapewne dziewczyny. No nic, musiałem czekać aż stamtąd wyjdzie. Podszedłem do schodów i usiadłem, po chwili bolała mnie jednak kość ogonowa więc postanowiłem się przejść, oparłem się o ścianę. Po 2 do 3 h dziewczyna wyszła, nie zbyt zadowolona albo zmęczona... ciężko rozpoznać.
-Hey - krzyknąłem nawołując spokojnie. Dziewica odwróciła się spoglądając na znajomego zapewne człowieka.
-ou.. hey.. słuchaj przepr... - nie dałem dokończyć.
-Nic się nie stało - z uśmiechem dotknąłem jej ręki i podałem okulary. - Chyba to należy do ciebie. - rzekłem słodkim głosem.
Martyna?
-Okey spokojnie... - szepnąłem sięgając po kluczyk. Włożyłem do tylnej kieszeni, następnie wyruszyłem do klubu jeździeckiego zapoznać się z trenerem jak i moim nowym przyjacielem, mam nadzieje że nie wyczuje co we mnie siedzi i polubi mnie dość szybko.
Udało mi się zapoznać z ładną czarno-bordowa klaczą z białym diamencikiem na pośladku. Na początku nie ufnie na mnie spoglądała, ukazałem że jednak nie potrafił bym zrobić jej krzywdy świadomie. Oddała mi przewagę, bardzo zgrabna lecz młoda dziewczynka. Będzie dużo roboty ale widząc jej potencjał, nie będzie źle. Podczas zabawy, zauważyłem dziewczynę która akurat upadała. Od razu podbiegłem z zdziwienia co się stało.. ktoś w nią czymś rzucił? A może z ciśnienia... wiele powodów mógł być jednak jak ktoś upada i przez chwile nie wstaje nie jest dobrym znakiem. Klęknąłem przy niej obracając ją na plecy, chwyciłem delikatnie za ramiona.
-Hey.. słyszysz mnie? - spytałem zaciekawiony, skupiłem się na jej wyglądzie i przyznać muszę... kurdeczka dupeczka nie z tego kraju. Od razu pojawił się dziki uśmiech, ale po chwili czułem jak się rusza. Spojrzałem w jej oczy chcąc się ładnie przywitać, zamiast tego obiła mi czoło, odrzuciło mnie momentalnie, upadłem na cztery litery opierając się jedną rekom a drugą masując obolałe miejsce. Aż zagwoździło mi coś w uszach. Po tym jak również się wymasowała, wstała szybko jednak przez to znów prawie padła, zdążyłem podskoczyć i chwycić ją znów.
-Spokojnie.. nie bój się. - odparłem. Nie wiedziałem gdzie tak pędzi ale widząc jej stan zdrowia raczej nie chciałem jej pozwolić.
-Nie boje się... jestem spóźniona - szybko rzekła po czym odzyskała siły , odbiegając zabrała swe rzeczy. Wstałem na proste nogi, pomachałem delikatnie spoglądając na jej ciało podczas biegu. Mrrrraśnie... Wbiła to budynku z dziką nazwą z znakami wodnymi... Pewnie ćwiczyła basen. Odwróciłem się po czym poczułem że na coś nadepnąłem, zerknąłem od razu, podniosłem okulary.. zapewne dziewczyny. No nic, musiałem czekać aż stamtąd wyjdzie. Podszedłem do schodów i usiadłem, po chwili bolała mnie jednak kość ogonowa więc postanowiłem się przejść, oparłem się o ścianę. Po 2 do 3 h dziewczyna wyszła, nie zbyt zadowolona albo zmęczona... ciężko rozpoznać.
-Hey - krzyknąłem nawołując spokojnie. Dziewica odwróciła się spoglądając na znajomego zapewne człowieka.
-ou.. hey.. słuchaj przepr... - nie dałem dokończyć.
-Nic się nie stało - z uśmiechem dotknąłem jej ręki i podałem okulary. - Chyba to należy do ciebie. - rzekłem słodkim głosem.
Martyna?
Od Lisabeth CD Dementora
Mimowolnie uniosłam kąciki ust w nieco złośliwym uśmiechu. Wiele osób
nie docenia moich umiejętności w tej dziedzinie, dopóki nie ujrzą mnie w
akcji. Przyjęłam odpowiednią pozycję, koncentrując swoją uwagę na
jasnowłosym chłopaku. Początkowo wykonałam kilka prostych ciosów dla
zmyłki, aby uśpić czujność mojego przeciwnika, który z łatwością
zablokował moje ruchy. Wówczas niespodziewanie wykonałam idealny wykop z
półobrotu oraz wyskoku, trafiając Dementora w twarz. Mężczyzna upadł na
ziemię, zdezorientowany rozglądając się dookoła. Z nosa ciekła mu
cienka stróżka krwi.
- Wybacz, trochę przesadziłam - stwierdziłam, kucając obok 'poszkodowanego'. - Jest bardzo źle?
Chłopak potrząsnął przecząco głową, pocierając ręką obolały policzek. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, oferując pomoc przy wstaniu.
- No, powiem szczerze, nie spodziewałem się tego - przyznał, ujmując moją dłoń i podnosząc się z ziemi.
- Krwawisz... - zauważyłam, czując nagle lekkie poczucie winy. - Trzeba to obmyć...
Wyjęłam z torby paczkę chusteczek higienicznych, zwilżyłam jedną z nich wodą, po czym podałam Dementorowi. Odeszliśmy razem nieco dalej, siadając na pobliskiej ławce. Chłopak pochylił głowę, przykładając 'opatrunek' do nosa. Krwawienie trwało zaledwie parę minut, dzięki czemu mogłam z czystym sumieniem odetchnąć z ulgą, nie martwiąc się o jego stan zdrowia.
- Jeszcze raz przepraszam... - mruknęłam, zerkając na mężczyznę z ukosa.
- Spoko, jestem wytrzymały. Nie da się mnie tak łatwo uszkodzić - zaśmiał się. - A tak poza tym, strasznie gorąco dzisiaj. Może pójdziemy do lodziarni, co? - zaproponował.
- Jasne, przyda się trochę ochłody - przytaknęłam z uśmiechem. - Tylko najpierw wezmę prysznic.
Zgarnęłam swoje rzeczy i pomaszerowałam do damskiej przebieralni, skąd wyjęłam swoje kosmetyki. Wkrótce później weszłam do jednej z kabin prysznicowych. Strumień gorącej wody spływał po moim ciele, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie ciepła. Najpewniej stałabym tam w bezruchu przez kolejne pół godziny, jednak w porę przypomniałam sobie o czekającym na mnie jasnowłosym chłopaku, toteż szybko dokończyłam swoją czynność. Gdy byłam gotowa, wyszłam na korytarz, gdzie zastałam Dementora.
- Już jestem - rzuciłam, podchodząc do mężczyzny.
- Więc chodźmy.
- A tak w ogóle... - zaczęłam, ruszając przed siebie. - Masz strasznie dziwne imię. Jak potworne i złe zjawy z Harrego Pottera, którego czytałam jak miałam dziesięć lat.
- Może ja jestem potworny i zły? - odparł cicho, jakby pytał o to sam siebie, lecz dla niepoznaki uniósł lekko jedną brew.
- Nie sądzę - stwierdziłam bez zastanowienia. - Przydałby ci się jakiś skrót. Może Demek? Demeś?
< Demek? >
- Wybacz, trochę przesadziłam - stwierdziłam, kucając obok 'poszkodowanego'. - Jest bardzo źle?
Chłopak potrząsnął przecząco głową, pocierając ręką obolały policzek. Wyciągnęłam rękę w jego stronę, oferując pomoc przy wstaniu.
- No, powiem szczerze, nie spodziewałem się tego - przyznał, ujmując moją dłoń i podnosząc się z ziemi.
- Krwawisz... - zauważyłam, czując nagle lekkie poczucie winy. - Trzeba to obmyć...
Wyjęłam z torby paczkę chusteczek higienicznych, zwilżyłam jedną z nich wodą, po czym podałam Dementorowi. Odeszliśmy razem nieco dalej, siadając na pobliskiej ławce. Chłopak pochylił głowę, przykładając 'opatrunek' do nosa. Krwawienie trwało zaledwie parę minut, dzięki czemu mogłam z czystym sumieniem odetchnąć z ulgą, nie martwiąc się o jego stan zdrowia.
- Jeszcze raz przepraszam... - mruknęłam, zerkając na mężczyznę z ukosa.
- Spoko, jestem wytrzymały. Nie da się mnie tak łatwo uszkodzić - zaśmiał się. - A tak poza tym, strasznie gorąco dzisiaj. Może pójdziemy do lodziarni, co? - zaproponował.
- Jasne, przyda się trochę ochłody - przytaknęłam z uśmiechem. - Tylko najpierw wezmę prysznic.
Zgarnęłam swoje rzeczy i pomaszerowałam do damskiej przebieralni, skąd wyjęłam swoje kosmetyki. Wkrótce później weszłam do jednej z kabin prysznicowych. Strumień gorącej wody spływał po moim ciele, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie ciepła. Najpewniej stałabym tam w bezruchu przez kolejne pół godziny, jednak w porę przypomniałam sobie o czekającym na mnie jasnowłosym chłopaku, toteż szybko dokończyłam swoją czynność. Gdy byłam gotowa, wyszłam na korytarz, gdzie zastałam Dementora.
- Już jestem - rzuciłam, podchodząc do mężczyzny.
- Więc chodźmy.
- A tak w ogóle... - zaczęłam, ruszając przed siebie. - Masz strasznie dziwne imię. Jak potworne i złe zjawy z Harrego Pottera, którego czytałam jak miałam dziesięć lat.
- Może ja jestem potworny i zły? - odparł cicho, jakby pytał o to sam siebie, lecz dla niepoznaki uniósł lekko jedną brew.
- Nie sądzę - stwierdziłam bez zastanowienia. - Przydałby ci się jakiś skrót. Może Demek? Demeś?
< Demek? >
Od Dementora
Moją historie mogę opisać w skrócie w niewielkich zdaniach mający na
celu przekazać najważniejsze skrypty mego dzieciństwa jak i powodu dla
którego jestem w owym miejscu. Po zachowaniu zwykle się ocenia
człowieka, czy jest jednak przegrany uznać trzeba przekwalifikowując
jego narodziny, wychowanie wielkie ma znaczenie, to co nauczyło utkwiło w
głowie. Każdy ma swą historie przez którą jest tym kim teraz. Moja
sprawiła że tkwi we mnie ścierwo, stworzenie gotowe przeistoczyć
najbliższe mi osoby niebo w najmroczniejsze piekło porównując od
spalenia żywcem do zadania fizycznych poważnych raz bronią biała. Od
wielu lat próbuję się z tym uporać, odkąd moja matka... straciła za mnie
życie. Przelewam masę łez co noc próbując wszystkich sztuczek
zwalczenia w sobie strachu i braku równowagi. Nie poddaje się, wiem że w
końcu to zwalczę... moja przemyślenia tak mocno zasyfiły mi głowę
podczas nowej wędrówki w nowe miejsce mego postoju, że nie widziałem nic
mimo iż spoglądałem wzrokiem w to i owo. Omijałem przeszkody które
stoją mi na drodze spokojnie targając torbę z najcenniejszymi rzeczami
jaki posiadałem. Wzrok wrócił do normy, odzyskując świadomość jak i
ostrość. Słyszałem dudniąca muzykę w mych uszach, słuchawki na fula
odpalone z mocnym basem tłumiły wszystkie niepotrzebne wybryki.
Zastanawiała mnie jeszcze ostateczna część... jak długo uda mi się tutaj
przetrwać.. czy sam ocieknę? Czy wygonią mnie jak ostatnie bagno.
Podczas wyprawki w me nowe pomieszczenie do spania, napotkałem
przeszkodę której nie uchwyciłem wzrokiem.
-Wybacz... - instynktownie odparłem uderzając ciałem o drobną nieco istotę. Kobitka zerknęła na mnie zaraz gdy również ogarnęła sprawę.
-Nie szkodzi - podniosła szybko kącik ust, po czym przepuściłem ją dalej odprowadzając ją wzrokiem aż zniknęła za rogiem korytarza.
-Woaw.... - westchnąłem zdziwaczały, jeżeli tutaj są takie dziewczyny to ja tu chce zostać na wieki... Otworzyłem drzwi do pokoju, zostawiając torbę po czym szybko wybiegłem uderzając jeszcze o próg... Trochę pomasowałem się i szybko usiłowałem zamknąć drzwi, przekręciłem zamek po czym znów popędziłem ale wróciłem szybciej niż myślałem bo zostawiłem kluczyk, odruchowo zabrałem chowając szybko w kieszeń.. Czułem się jak śliniący pies na suczki. Zastanawiałem się gdzie podąża dziewczyna. Wyszła na zewnątrz do ogródka, na niewielkie pole do ćwiczeń. Fajne boisko swoją drogą. Widziałem w niej już zapał jak usiłowała potrenować, już wiedziałem że jest nieugięta i waleczna. Zapewne jakieś tajne sztuki walki, zdaje mi się że gdzieś je już widziałem.
-Fajnie się ruszasz - rzekłem po chwili gdy stanąłem w kratowych drzwiach. Spojrzała na mnie zdziwiona, błysk w oku zdradził jej myśli.
-Dziękuje.. - przestała, obniżyła ręce do tułowia po czym jednym złapała się za biodro.
-Co tu robisz? - dopytała mało zaciekawiona.
-Rozrywki szukam, nowy jestem. Dementor się kłania. - kładąc rękę na piersi oraz chowając drugą za plecami przedstawiłem się.
-Słodko - słyszałem ten delikatny sarkazm w głosie - Lisabeth - rzekła podczas gdy schyliła się po butelkę z wodą w roku boiska.
-Trenujesz sztuki walki? - dopytałem jak głupi.
-Owszem, znasz je? - podniosła brwi po czym otworzyła napój popijając podczas czekania na mą odpowiedź.
-Za swego czasu trochę się tym ciekawiłem. Pokażesz mi parę ruchów? - spytałem ściągając bluzę występując przed nią w samym czarnym naramienniku oraz opaskami na rękach.
-Nie myśl że będę się litować. Może boleć - zaśmiała się.
-Przeżyje. - uśmiechnięty w odpowiedzi, pewny siebie czekałem na ruch.
< Lisabeth? >
-Wybacz... - instynktownie odparłem uderzając ciałem o drobną nieco istotę. Kobitka zerknęła na mnie zaraz gdy również ogarnęła sprawę.
-Nie szkodzi - podniosła szybko kącik ust, po czym przepuściłem ją dalej odprowadzając ją wzrokiem aż zniknęła za rogiem korytarza.
-Woaw.... - westchnąłem zdziwaczały, jeżeli tutaj są takie dziewczyny to ja tu chce zostać na wieki... Otworzyłem drzwi do pokoju, zostawiając torbę po czym szybko wybiegłem uderzając jeszcze o próg... Trochę pomasowałem się i szybko usiłowałem zamknąć drzwi, przekręciłem zamek po czym znów popędziłem ale wróciłem szybciej niż myślałem bo zostawiłem kluczyk, odruchowo zabrałem chowając szybko w kieszeń.. Czułem się jak śliniący pies na suczki. Zastanawiałem się gdzie podąża dziewczyna. Wyszła na zewnątrz do ogródka, na niewielkie pole do ćwiczeń. Fajne boisko swoją drogą. Widziałem w niej już zapał jak usiłowała potrenować, już wiedziałem że jest nieugięta i waleczna. Zapewne jakieś tajne sztuki walki, zdaje mi się że gdzieś je już widziałem.
-Fajnie się ruszasz - rzekłem po chwili gdy stanąłem w kratowych drzwiach. Spojrzała na mnie zdziwiona, błysk w oku zdradził jej myśli.
-Dziękuje.. - przestała, obniżyła ręce do tułowia po czym jednym złapała się za biodro.
-Co tu robisz? - dopytała mało zaciekawiona.
-Rozrywki szukam, nowy jestem. Dementor się kłania. - kładąc rękę na piersi oraz chowając drugą za plecami przedstawiłem się.
-Słodko - słyszałem ten delikatny sarkazm w głosie - Lisabeth - rzekła podczas gdy schyliła się po butelkę z wodą w roku boiska.
-Trenujesz sztuki walki? - dopytałem jak głupi.
-Owszem, znasz je? - podniosła brwi po czym otworzyła napój popijając podczas czekania na mą odpowiedź.
-Za swego czasu trochę się tym ciekawiłem. Pokażesz mi parę ruchów? - spytałem ściągając bluzę występując przed nią w samym czarnym naramienniku oraz opaskami na rękach.
-Nie myśl że będę się litować. Może boleć - zaśmiała się.
-Przeżyje. - uśmiechnięty w odpowiedzi, pewny siebie czekałem na ruch.
< Lisabeth? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)
