Ziewając co chwilę, razem z drepczącym wesoło po mojej prawej Chesem,
szliśmy na lekcję - kiedy mijaliśmy jakiś zegar z motywem irlandzkiej
dzikiej przyrody, kątem oka spojrzałem na godzinę. Mieliśmy zapas całych
sześciu minut, na spokojnie zdążymy dotrzeć pod odpowiednią klasę:
dzisiaj dzień mieliśmy zacząć od matematyki. Dzięki notatkom
przyjaciela, lepiej ogarniałem tematy, które obecnie przerabialiśmy,
więc w miarę dziarskim krokiem, pomimo zmęczenia, pokonywałem kolejne
schody i korytarze. W myślach powtarzałem kolejne ważne informacje,
zaczynając od sposobów rozwiązywania równań logarytmicznych.
- Oby tylko dzisiaj żadnej kartkówki nie było - wypowiedziałem swoje pobożne życzenie.
- Nadal nie ogarniasz tych nierówności?
- Brat, jak coś, liczę na ciebie - mruknąłem, nieco jednak zrezygnowany.
- Wczoraj zadania nie szły ci tak źle - pocieszająco poklepał mnie po
plecach. - I jest koniec tygodnia. Raczej nie zrobi niczego...
***
- Mam dla was mały test - obwieściła na wstępnie pani Clover, stukając
kredą o swoje biurko. - Wyciągnijcie kartki, rozpiszę wam zadania na
tablicy. Macie piętnaście minut na rozwiązanie ich.
Po klasie rozległ się szmer z każdą chwilę zyskujący na głośności:
najpierw w ruch poszło szarpanie się kartkami, potem prośba o
pożyczenie, a nawet kilka przyciszonych lamentów: przeważały jednak
odgłosy szybkiego kartkowania podręczników i zeszytów. Sam zerknąłem
szybko do notatek, usiłując zapamiętać jak najwięcej informacji.
- Bracie, w tobie pokładam nadzieję - szepnąłem jeszcze, chowając książki.
- Ja też! - uśmiechnął się, wyciągając długopis. Minutę później klasa
pogrążyła się w ciszy, przerywanej tylko szuraniem nóg krzeseł czy
długopisów. Co jakiś czas komuś też coś spadło. Z ciężko bijącym sercem
zabrałem się za rozwiązywanie zadań, ale, wbrew moim obawom, pani Clover
ponownie przygotowała raczej proste zagadnienia.
***
Wyszedłem z klasy jako jeden z ostatnich, rzucając jeszcze okiem na
nauczycielkę starannie chowającą nasze kartkówki do wściekle czerwonej
teczki, która dość mocno kontrastowała ze stonowanymi barwami, w jakich
zdawała się gustować.
- Jakiś problem, chłopcy? - zapytała, rzucając nam badawcze spojrzenie. -
Michael, jeśli chcesz zapytać o swoją poprawę, to dostałeś bardzo
dobry, wpisałam już do dziennika.
- Dobrze, dziękuję - lekko skinąłem głową. - Do widzenia.
- Do widzenia - zawołał zaraz przyjaciel i obaj opuściliśmy klasę, starannie zamykając za sobą drzwi.
- Wiszę ci colę za tę poprawkę - uśmiechnąłem się, przybijając z przyjacielem żółwika. - Sam bym ich nie ogarnął.
- Nie dramatyzuj aż tak. Chociaż troszkę byś nad podręcznikiem pewnie poślęczał.
- Nie załapałem dwóch spraw - przyznałem. - Dobra, ja tylko pod automat podejdę, bo mnie suszy. Zaraz wracam.
- Możesz mi od razu wziąć colę!
- No wiem przecież!
Ruszyłem szybkim krokiem na koniec korytarza, gdzie IIC najwyraźniej
miała przed chwilą lekcję. Po chwili, nieco z boku, dostrzegłem też i
Reinę. Podszedłem do dziewczyny, siadając obok niej.
- Hejo! Co teraz mieliście?
< Reina? >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reina. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 sierpnia 2017
piątek, 4 sierpnia 2017
Od Reiny CD Michaela
Przebiegłam wzrokiem po kartce papieru wręczonej mi przez chłopaka.
- No, nieźle. Nieźle. Nawet mnie to przypomina.
Michael uśmiechnął się.
- Dzięki.
Wzruszyłam ramionami. Pozwoliłam sobie na ledwo widoczny uśmiech.
- Wow, od kiedy ty się uśmiechasz?
Oderwałam wzrok od szkicu.
- Nie przyzwyczajaj się.
I znów ten śmiech. Tak jakby świat był piękniejszy niż jest. Nigdy tego nie zrozumiem. Wyciągnęłam przed siebie rękę z kartką podając ją Michael'owi. Ten jednak jej nie wziął.
- Weź.
- Po co mi to? Ty to narysowałeś.
- Ale to ciebie przedstawia szkic.
Ludzie, czy on musi być tak natrętny?! Westchnęłam ciężko i złożyłam kartkę na pół. Schowałam mangę i kartkę do plecaka. Może ją też przypomnę sobie jak rysować? Od daaaawna tego nie robiłam. Popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie. Już osiemnasta.
- Dobra ja spadam - rzuciłam wstając od stolika.
W odpowiedzi usłyszałam krótkie "Cześć". Wyszłam z kawiarni i skierowałam się w stronę akademika.
~|~
Obudziłam się o 7. Jak na mnie, robię spore postępy. Wzięłam z szafki nocnej komórkę i włączyłam ekran. Piątek. Miałam pół godziny na wciśnięcie się w jakieś ciuchy i zrobienie tony rzeczy, które muszę zrobić. Wstałam z miękkiego łóżka. Ubrałam jeans'y, t-shirt i bluzę z kapturem, po czym ruszyłam w stronę sali.
<Michael?>
- No, nieźle. Nieźle. Nawet mnie to przypomina.
Michael uśmiechnął się.
- Dzięki.
Wzruszyłam ramionami. Pozwoliłam sobie na ledwo widoczny uśmiech.
- Wow, od kiedy ty się uśmiechasz?
Oderwałam wzrok od szkicu.
- Nie przyzwyczajaj się.
I znów ten śmiech. Tak jakby świat był piękniejszy niż jest. Nigdy tego nie zrozumiem. Wyciągnęłam przed siebie rękę z kartką podając ją Michael'owi. Ten jednak jej nie wziął.
- Weź.
- Po co mi to? Ty to narysowałeś.
- Ale to ciebie przedstawia szkic.
Ludzie, czy on musi być tak natrętny?! Westchnęłam ciężko i złożyłam kartkę na pół. Schowałam mangę i kartkę do plecaka. Może ją też przypomnę sobie jak rysować? Od daaaawna tego nie robiłam. Popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie. Już osiemnasta.
- Dobra ja spadam - rzuciłam wstając od stolika.
W odpowiedzi usłyszałam krótkie "Cześć". Wyszłam z kawiarni i skierowałam się w stronę akademika.
~|~
Obudziłam się o 7. Jak na mnie, robię spore postępy. Wzięłam z szafki nocnej komórkę i włączyłam ekran. Piątek. Miałam pół godziny na wciśnięcie się w jakieś ciuchy i zrobienie tony rzeczy, które muszę zrobić. Wstałam z miękkiego łóżka. Ubrałam jeans'y, t-shirt i bluzę z kapturem, po czym ruszyłam w stronę sali.
<Michael?>
sobota, 29 lipca 2017
Od Michaela CD Reiny
Czułem wyrzuty sumienia z powodu mojego poprzedniego wybuchu - na dobrą
sprawę, stwierdziłem, że jednak Reina czytająca mangę może całkiem
ciekawie wyglądać, przelana na papier. Lubiłem rysować ludzi skupionych
na czymś - dużo frajdy dawało mi wtedy oddawanie ich wzroku, utkwionego w
jednym, szczególnym punkcie, jakby tylko on jeden istniał na świecie.
- Właściwie- powiedziałem zatem, wskazując ruchem głowy na dziewczynę. - To może wzięłabyś znowu mangę? Ciekawie to wygląda...
- Nie chce mi się tego czytać - burknęła, podpierając dłonią podbródek. - Jak tak bardzo chcesz, to znajdź sobie innego modela.
- No wiesz co, nie ma mowy, już zacząłem! - zaprotestowałem, machając ołówkiem niczym szabelką. - Dobra, więc zostań, jak jesteś. Postaram się w miarę szybko to skończyć, żebyś tu nie skamieniała.
- Zrobię co w mojej mocy - odparła, wzdychając ciężko, ale siedziała rzeczywiście w miarę nieruchomo, obserwując jakiś punkt z oknem: po chwili obserwacji dostrzegłem, że obiektem jej zainteresowania był jakiś mały, bury ptaszek, który najwyraźniej postanowił schronić się tu przed deszczem. Pospiesznie nakreśliłem sylwetkę Reiny i zarys jej włosów, wyznaczyłem proporcje i szczegółowo zacząłem rysować jej oczy, na wypadek gdyby maleńka istotka z parapetu postanowiła odlecieć. Na rysunku jednak umiejscowiłem go nieco bliżej - tak, by tor spojrzenia się zgadzał, ale równocześnie tak, by nie musieć oddawać całej kawiarenki, bo wtedy siedzielibyśmy tu pewnie do wieczora. Postanowiłem w najbliższym czasie zaplanować sobie wolny dzień tak, by rzeczywiście naszkicować to wnętrze, które, swoją drogą, naprawdę lubiłem. Może Ches też da się namówić?
Potem na ogień poszła dłoń dziewczyny podpierająca podbródek - najpierw uważnie przestudiowałem ułożenie palców dziewczyny, a następnie zająłem się przerysowywaniem ich - kciuk na linii pomiędzy szyją a czaszką, wskazujący ułożony mniej więcej równolegle, ale tworzący kąt mniej więcej dwudziestu stopni ze środkowym, który z kolei stykał się z serdecznym. Na koniec mały, dotykający policzka nosowego.
***
- Długo jeszcze? - mruknęła Reina, stukając drugą ręką, schowaną pod stolikiem, o jego blat.
- Chwilka - odparłem, ścierając krzywo narysowany lok. - Kończę włosy, potem jeszcze mała poprawka brwi, tło i tyle.
- Rysowanie tła zajmie ci godzinę co najmniej, patrząc na tempo - warknęła, odwracając nieznacznie głowę.
- Stój! - wyciągnąłem dłoń, nim doszło do tragedii. - To nie zajmie długo, obiecuję. Po prostu utemperuję nieco ołówka i rozprowadzę go po wolnej przestrzeni, to ma być coś w rodzaju portretu.
- Niech będzie więc...
Kiwnąłem głową i wznowiłem przerwaną pracę. Po dwudziestu minutach podpisałem się jeszcze w dolnym rogu i oceniłem szybko efekt pracy.
- Skończyłem! - obwieściłem, trzepiąc lekko kartką, by pozbyć się niechcianych okruszków czy kawałków grafitu.
Podałem szkic dziewczynie, by mogła się przyjrzeć. Ujęła rysunek w dwa palce i zaczęła studiować pracę.
- Zazwyczaj wolę malować - odparłem, pocierając dłonią kark. - Ale w plenerze zdecydowanie lepiej sprawdza się ołówek. Jeśli chcesz, możesz wziąć tę.
< Reina? >
- Właściwie- powiedziałem zatem, wskazując ruchem głowy na dziewczynę. - To może wzięłabyś znowu mangę? Ciekawie to wygląda...
- Nie chce mi się tego czytać - burknęła, podpierając dłonią podbródek. - Jak tak bardzo chcesz, to znajdź sobie innego modela.
- No wiesz co, nie ma mowy, już zacząłem! - zaprotestowałem, machając ołówkiem niczym szabelką. - Dobra, więc zostań, jak jesteś. Postaram się w miarę szybko to skończyć, żebyś tu nie skamieniała.
- Zrobię co w mojej mocy - odparła, wzdychając ciężko, ale siedziała rzeczywiście w miarę nieruchomo, obserwując jakiś punkt z oknem: po chwili obserwacji dostrzegłem, że obiektem jej zainteresowania był jakiś mały, bury ptaszek, który najwyraźniej postanowił schronić się tu przed deszczem. Pospiesznie nakreśliłem sylwetkę Reiny i zarys jej włosów, wyznaczyłem proporcje i szczegółowo zacząłem rysować jej oczy, na wypadek gdyby maleńka istotka z parapetu postanowiła odlecieć. Na rysunku jednak umiejscowiłem go nieco bliżej - tak, by tor spojrzenia się zgadzał, ale równocześnie tak, by nie musieć oddawać całej kawiarenki, bo wtedy siedzielibyśmy tu pewnie do wieczora. Postanowiłem w najbliższym czasie zaplanować sobie wolny dzień tak, by rzeczywiście naszkicować to wnętrze, które, swoją drogą, naprawdę lubiłem. Może Ches też da się namówić?
Potem na ogień poszła dłoń dziewczyny podpierająca podbródek - najpierw uważnie przestudiowałem ułożenie palców dziewczyny, a następnie zająłem się przerysowywaniem ich - kciuk na linii pomiędzy szyją a czaszką, wskazujący ułożony mniej więcej równolegle, ale tworzący kąt mniej więcej dwudziestu stopni ze środkowym, który z kolei stykał się z serdecznym. Na koniec mały, dotykający policzka nosowego.
***
- Długo jeszcze? - mruknęła Reina, stukając drugą ręką, schowaną pod stolikiem, o jego blat.
- Chwilka - odparłem, ścierając krzywo narysowany lok. - Kończę włosy, potem jeszcze mała poprawka brwi, tło i tyle.
- Rysowanie tła zajmie ci godzinę co najmniej, patrząc na tempo - warknęła, odwracając nieznacznie głowę.
- Stój! - wyciągnąłem dłoń, nim doszło do tragedii. - To nie zajmie długo, obiecuję. Po prostu utemperuję nieco ołówka i rozprowadzę go po wolnej przestrzeni, to ma być coś w rodzaju portretu.
- Niech będzie więc...
Kiwnąłem głową i wznowiłem przerwaną pracę. Po dwudziestu minutach podpisałem się jeszcze w dolnym rogu i oceniłem szybko efekt pracy.
- Skończyłem! - obwieściłem, trzepiąc lekko kartką, by pozbyć się niechcianych okruszków czy kawałków grafitu.
Podałem szkic dziewczynie, by mogła się przyjrzeć. Ujęła rysunek w dwa palce i zaczęła studiować pracę.
- Zazwyczaj wolę malować - odparłem, pocierając dłonią kark. - Ale w plenerze zdecydowanie lepiej sprawdza się ołówek. Jeśli chcesz, możesz wziąć tę.
< Reina? >
środa, 26 lipca 2017
Od Reiny CD Michael
Popatrzyłam na chłopaka. Westchnęłam cicho.
- Rób co chcesz.
Ten ucieszył się jak dziecko. Zaczął patrzyć się na mnie, pewnie myśląc co jest nie tak w moim wyglądzie, a ja zastanawiałam się dlaczego nie mógł sobie znaleźć modela, który zna się na pozowaniu. Wróciłam do japońskiego komiksu, którego czytanie przerwałam parę minut temu. Co to za nie powiem co, mój ty Boże, po co ja to jeszcze czytam?! Jaki normalny człowiek stoi, rozmawia, potem nagle sieda na ułek sekundy i znów wstaje?! Ech... Zamknęłam mangę i podparłam dłonią podbródek. Od razu spotkało się to z wielką i głośną krytyką Michael'a.
- Co ty robisz?! Muszę ścierać pół strony! -wydarł się na mnie.
Mruknęłam pod nosem przekleństwo i zabrałam rękę.
- Nie bulwersuj się tak...
- Czekaj... Skoro i tak muszę wszystko zetrzeć, to tym razem może uda ci się normalnie zapozować. Chwilę. Zabieraj tą rękę - rzucił.
Odwrócił kartkę szkicownika i odłożył go na bok i gestem dłoni pokazał bym zabrała rękę ze stołu.
<Michael? Sorry że krótkie mam kryzys ostatnio ;-;>
- Rób co chcesz.
Ten ucieszył się jak dziecko. Zaczął patrzyć się na mnie, pewnie myśląc co jest nie tak w moim wyglądzie, a ja zastanawiałam się dlaczego nie mógł sobie znaleźć modela, który zna się na pozowaniu. Wróciłam do japońskiego komiksu, którego czytanie przerwałam parę minut temu. Co to za nie powiem co, mój ty Boże, po co ja to jeszcze czytam?! Jaki normalny człowiek stoi, rozmawia, potem nagle sieda na ułek sekundy i znów wstaje?! Ech... Zamknęłam mangę i podparłam dłonią podbródek. Od razu spotkało się to z wielką i głośną krytyką Michael'a.
- Co ty robisz?! Muszę ścierać pół strony! -wydarł się na mnie.
Mruknęłam pod nosem przekleństwo i zabrałam rękę.
- Nie bulwersuj się tak...
- Czekaj... Skoro i tak muszę wszystko zetrzeć, to tym razem może uda ci się normalnie zapozować. Chwilę. Zabieraj tą rękę - rzucił.
Odwrócił kartkę szkicownika i odłożył go na bok i gestem dłoni pokazał bym zabrała rękę ze stołu.
<Michael? Sorry że krótkie mam kryzys ostatnio ;-;>
wtorek, 25 lipca 2017
Od Michaela CD Reiny
Pewnie, można byłoby uznać mnie za natręta, szczególnie patrząc z
perspektywy Reiny - najpierw prawie zmusiłem ją do pikniku, zaczynałem
rozmowę przy każdej sposobności, a teraz jeszcze na dokładkę,
przysiadłem się bez pozwolenia do jej stolika w kawiarence, uprzednio
zamówiwszy przy ladzie lemoniadę cytrynową. Cierpliwie czekałem, tym
razem już cicho, podczas gdy dziewczyna siorbała powoli swoją parującą
herbatę i czytała mangę. Na widok owego komiksu japońskiego, uśmiech sam
wpełznął mi na twarz - Mariś je uwielbiała, w domu nawet miała swoją
maleńką kolekcję. Sam natomiast oglądałem z nią kilka odcinków anime i,
za jej namową, przedstawialiśmy jakieś scenki z życia jego bohaterów.
Jako "początkująca aktorka", siostra bardzo gustowała w tego rodzaju
zabawach.
- Michael?
Głos znajomej, nieco skonsternowany, wyrwał mnie z zamyślenia. Oderwałem wzrok od okładki mangi i spojrzałem na twarz dziewczyny, usiłując odczytać z niej emocje. Brwi zmarszczone i ściągnięte, niemal stykające się na środku czoła. Nieco przymrużone powieki, spod których patrzyły na mnie szare oczy. Usta zaciśnięte w wąską linię, płatki nosa delikatnie rozsunięte. Najwyraźniej była zaskoczona... i niezbyt zadowolona z mojego pojawienia się.
- Hej- powiedziałem zatem, unosząc z zakłopotaniem kącik ust w górę.- Co tam?
- Masz jakąś sprawę?- zapytała, po czym zamieszała łyżeczką napój.
- Tak, chciałem zapytać, co słychać!
- Nic.
- Lubisz herbatę?- skinąłem głową w stronę jej filiżanki.- U mnie w domu siostra zawsze sobie taką robi w deszczowe dni, takie jak dzisiaj. A potem bierze kocyk, książkę i przez najbliższe trzy godziny jakby jej nie było. Mówię ci, kiedyś jak byliśmy u babci i burza przyszła, to młoda zagrzebała się jakoś na strychu i bitą godzinę i latałem i jej szukałem. A jak z tobą? Masz rodzeństwo?
- Jestem jedynaczką- pokręciła głową.
Zgarnęła nieposłuszny kosmyk włosów za ucho, po czym wzięła kolejny łyk herbaty. Za oknem natomiast deszcz zaczął zacinać o szyby, jakby stukając w rytm sobie tylko znanej melodii. Po kawiarence rozległy się szmery, a kobiety z zapałem zaczęły przeszukiwać swoje torebki w poszukiwaniu parasolek, podczas gdy chłopcy zakładali kaptury, a mężczyźni czekali na swoje partnerki lub siedzieli już nad często pustymi filiżankami ,czekając, aż ulewa minie. Dobrze, że wziąłem bluzę z kapturem.
- A skąd jesteś?
- Z Hiszpanii.
- Aj, ciepło tam chyba strasznie. Ja to Niemiec, dla mnie by tam chyba było za gorąco. Należysz może do jakiegoś klubu?
Westchnęła ciężko.
- Piszesz moją biografię?
- A kto wie, kto wie!- zapaliłem się.- Chociaż ja osobiście wolę malować. Właśnie, jak chcesz, to cię narysuję! I tak tu trochę pewnie posiedzimy, bo coś mi mówi, że jeszcze trochę popada.
Zacząłem grzebać w plecaku, szukając bloku rysunkowego i ołówków. Po chwili wyciągnąłem potrzebne przybory i rozłożyłem je na stoliku, stawiając z boku lemoniadę.
- To jak, zgadasz się?- zapytałem, uderzając lekko grafitem w białą kartkę.
< Reina?
- Michael?
Głos znajomej, nieco skonsternowany, wyrwał mnie z zamyślenia. Oderwałem wzrok od okładki mangi i spojrzałem na twarz dziewczyny, usiłując odczytać z niej emocje. Brwi zmarszczone i ściągnięte, niemal stykające się na środku czoła. Nieco przymrużone powieki, spod których patrzyły na mnie szare oczy. Usta zaciśnięte w wąską linię, płatki nosa delikatnie rozsunięte. Najwyraźniej była zaskoczona... i niezbyt zadowolona z mojego pojawienia się.
- Hej- powiedziałem zatem, unosząc z zakłopotaniem kącik ust w górę.- Co tam?
- Masz jakąś sprawę?- zapytała, po czym zamieszała łyżeczką napój.
- Tak, chciałem zapytać, co słychać!
- Nic.
- Lubisz herbatę?- skinąłem głową w stronę jej filiżanki.- U mnie w domu siostra zawsze sobie taką robi w deszczowe dni, takie jak dzisiaj. A potem bierze kocyk, książkę i przez najbliższe trzy godziny jakby jej nie było. Mówię ci, kiedyś jak byliśmy u babci i burza przyszła, to młoda zagrzebała się jakoś na strychu i bitą godzinę i latałem i jej szukałem. A jak z tobą? Masz rodzeństwo?
- Jestem jedynaczką- pokręciła głową.
Zgarnęła nieposłuszny kosmyk włosów za ucho, po czym wzięła kolejny łyk herbaty. Za oknem natomiast deszcz zaczął zacinać o szyby, jakby stukając w rytm sobie tylko znanej melodii. Po kawiarence rozległy się szmery, a kobiety z zapałem zaczęły przeszukiwać swoje torebki w poszukiwaniu parasolek, podczas gdy chłopcy zakładali kaptury, a mężczyźni czekali na swoje partnerki lub siedzieli już nad często pustymi filiżankami ,czekając, aż ulewa minie. Dobrze, że wziąłem bluzę z kapturem.
- A skąd jesteś?
- Z Hiszpanii.
- Aj, ciepło tam chyba strasznie. Ja to Niemiec, dla mnie by tam chyba było za gorąco. Należysz może do jakiegoś klubu?
Westchnęła ciężko.
- Piszesz moją biografię?
- A kto wie, kto wie!- zapaliłem się.- Chociaż ja osobiście wolę malować. Właśnie, jak chcesz, to cię narysuję! I tak tu trochę pewnie posiedzimy, bo coś mi mówi, że jeszcze trochę popada.
Zacząłem grzebać w plecaku, szukając bloku rysunkowego i ołówków. Po chwili wyciągnąłem potrzebne przybory i rozłożyłem je na stoliku, stawiając z boku lemoniadę.
- To jak, zgadasz się?- zapytałem, uderzając lekko grafitem w białą kartkę.
< Reina?
czwartek, 13 lipca 2017
Od Reiny CD Michael
Westchnęłam ciężko. Próbowałam go ignorować, lecz po prostu się nie dało.
-Czego chcesz? -warknęłam w nawet jak na mnie, ostry sposób.
Chłopak tylko się uśmiechnął.
-Czy ten piknik nadal aktualny?
Wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na niego z dezaprobatą.
-Baaaardzo mnie to obchodzi, wiesz?
-To świetnie -odparował. -Do zobaczenia w piątek.
Michael odszedł machając ręką. Patrzyłam jeszcze chwilę jak odchodzi. Da się być bardziej natrętnym? Odeszłam na lekcje. Dzwonek zadzwonił kiedy byłam jeszcze na korytarzu. Przeklęłam w wyjątkowo nie cenzuralny sposób. Na szczęście nikt tego nie słyszał. Gdy dobiegłam do sali byłam spóźniona 5 minut. Otworzyłam drzwi i bez słowa powlokłam się na koniec sali. Na swoje miejsce.
-Nic nie powiesz, panno Soler?
Na dźwięk mojego nazwiska i głosu nauczycielki odwróciłam się gwałtownie. Spojrzałam na profesor Brooks, z którą miałam lekcje.
-Pytam: nic nie powiesz?
-Przepraszam za spóźnienie...
Kobieta gestem kazała mi usiąść na miejsce i więcej się nie odzywać. Z resztą... Po co? Spełniłam jej polecenie i pogrążyłam się w myślach. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziła mnie jakaś blondynka. Przetarłam oczy i podniosłam się. Nie patrzyłam na jej twarz. Lekcja się skończyła, a ja większość przespałam. Wyszłam z sali. Dziś miałam już wolne. Postanowiłam przejść się po mieście. Wyjęłam komórkę i włączyłam mapę. Zauważyłam małą Kawiarnie Winoroślaną, około 5 minut drogi stąd. Ruszyłam tam szybkim krokiem. Weszłam. Usiadłam samotnie przy stoliku. Wyjęłam mangę i zaczęłam czytać. Po chwili podszedł do mnie kelner. Zamówiłam herbatę. Zwykłą czarną z cytryną. Wypiłam spory łyk. Gdy oderwałam się od czarno-białych rysunków i liter zobaczyłam chłopaka siedzącego przede mną.
-Michael?
Michael?
-Czego chcesz? -warknęłam w nawet jak na mnie, ostry sposób.
Chłopak tylko się uśmiechnął.
-Czy ten piknik nadal aktualny?
Wzruszyłam ramionami i popatrzyłam na niego z dezaprobatą.
-Baaaardzo mnie to obchodzi, wiesz?
-To świetnie -odparował. -Do zobaczenia w piątek.
Michael odszedł machając ręką. Patrzyłam jeszcze chwilę jak odchodzi. Da się być bardziej natrętnym? Odeszłam na lekcje. Dzwonek zadzwonił kiedy byłam jeszcze na korytarzu. Przeklęłam w wyjątkowo nie cenzuralny sposób. Na szczęście nikt tego nie słyszał. Gdy dobiegłam do sali byłam spóźniona 5 minut. Otworzyłam drzwi i bez słowa powlokłam się na koniec sali. Na swoje miejsce.
-Nic nie powiesz, panno Soler?
Na dźwięk mojego nazwiska i głosu nauczycielki odwróciłam się gwałtownie. Spojrzałam na profesor Brooks, z którą miałam lekcje.
-Pytam: nic nie powiesz?
-Przepraszam za spóźnienie...
Kobieta gestem kazała mi usiąść na miejsce i więcej się nie odzywać. Z resztą... Po co? Spełniłam jej polecenie i pogrążyłam się w myślach. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziła mnie jakaś blondynka. Przetarłam oczy i podniosłam się. Nie patrzyłam na jej twarz. Lekcja się skończyła, a ja większość przespałam. Wyszłam z sali. Dziś miałam już wolne. Postanowiłam przejść się po mieście. Wyjęłam komórkę i włączyłam mapę. Zauważyłam małą Kawiarnie Winoroślaną, około 5 minut drogi stąd. Ruszyłam tam szybkim krokiem. Weszłam. Usiadłam samotnie przy stoliku. Wyjęłam mangę i zaczęłam czytać. Po chwili podszedł do mnie kelner. Zamówiłam herbatę. Zwykłą czarną z cytryną. Wypiłam spory łyk. Gdy oderwałam się od czarno-białych rysunków i liter zobaczyłam chłopaka siedzącego przede mną.
-Michael?
Michael?
piątek, 7 lipca 2017
Od Michaela CD Reiny
Już z samego tonu dziewczyny i jej postawy ewidentnie było widać, że
miała raczej kiepski humor. Za punkt honoru obrałem sobie nawiązanie z
nią jakiegoś kontaktu. Obserwowałem ją od jakiegoś czasu i często
zdawała się być jakaś taka przygnębiona
- Dlaczego jesteś taka ponura?- zapytałem, spoglądając czujnie na dziewczynę. Może po prostu dzisiaj była nie w sosie? Na dobrą sprawę, istniało też prawdopodobieństwo, że uznała mnie za irytującego natręta, który na siłę usiłuje wcisnąć ją do swojej grupy. Cóż, na dobrą sprawę, częściowo miała racja: często widywałem Reinę błąkającą się po korytarzach i stwierdziłam, że właściwie miło byłoby ją jakoś bliżej poznać.
- A dlaczego ty jesteś taki wesoły?- odcięła się, wracając do swojej kanapki.
- Dzisiaj? Moja siostra wyszła na plac zabaw, pierwszy raz od dłuższego czasu, bo miała złamaną nogę, przyjaciel wymigał się z kłopotów- zacząłem wyliczać, zaginając co jakiś czas palec u ręki- widziałem jeża i stokrotki, a kotka wreszcie zjadła całą miskę karmy. Aha, no i udało mi się poznać pewną nową osóbkę, chociaż ta z jakiegoś powodu nie wydaje się być równie zadowolona, co ja.
- Miałam skakać z radości?- burknęła, patrząc na mnie złowrogo.
Wyszczerzyłem się szeroko.
- Czytamy sobie w myślach!- zauważyłem, strzykając kośćmi palców.- No, to skoro tak, co powiesz na mały piknik, by uczcić zawiązanie naszej przyjaźni?
Reina spojrzała na mnie z konsternacją, a po chwili odłożyła na talerz drugą, ledwo napoczętą kanapkę. Przez sekundę obawiałem się, że dziewczyna wstanie i odejdzie od stolika, ale ta tylko głęboko westchnęła, jakby ze zrezygnowaniem.
- Piątek ci może pasuje?- kontynuowałem, kompletnie niezrażony.- Tak w ogóle, to do której chodzisz klasy?
- IIC- mruknęła.
- O, no to moja równoległa, ja z IIB. Czyli masz w klasie między innymi Anję, no nie?
Potaknęła, a ja potarłem wierzchem dłoni czoło. Właściwie, to dawno nie miałem z nią kontaktu, zadzwonię jakoś za niedługo. Ciekawe, jak się miewa kotka, tak na dobrą sprawę.
Kątem oka zauważyłem, że uczniowie powoli zaczynali kierować się w stronę wyjście ze stołówki - zaraz pewnie też trzeba będzie stąd iść. Ziewnąłem i wstałem, biorąc w ręce swoją porcję.
- No, to ja już będę na dziś uciekał, dzięki za towarzystwo. Do następnego!
- Cześć- odparła. Sama podniosła się kilkanaście sekund później, kiedy już sam oddałem swoje naczynia na stos innych brudnych talerzy i sztućców.
***
Kolejny dzień, kolejne lekcje, kolejne pomysły Czesia. Myślałem już, że nigdy nie wytłumaczymy się z tej probówki i coli.
Innymi słowy, było genialnie.
Szybko przemierzałem korytarz, co jakiś czas machając do znajomych twarzy czy też przystając, by pogadać chwilę ze znajomymi. Następna miała być biologia, ale zanim mogłem pójść pod odpowiednią salę, musiałem pójść do biblioteki, by odszukać kilka haseł, potrzebnych do dzisiejszego tematu. Wtem jednak, przy jednym z okiem, dostrzegłem sylwetkę, którą skądś kojarzyłem - kiedy przyjrzałem się nieco bliżej, dostrzegłem, że to Reina we własnej osobie.
- Hej!- zagadałem, podchodząc do dziewczyny.- Co tam?
< Reina? Wybacz za jakoś opka - wena najwyraźniej przechodzi kryzys >
- Dlaczego jesteś taka ponura?- zapytałem, spoglądając czujnie na dziewczynę. Może po prostu dzisiaj była nie w sosie? Na dobrą sprawę, istniało też prawdopodobieństwo, że uznała mnie za irytującego natręta, który na siłę usiłuje wcisnąć ją do swojej grupy. Cóż, na dobrą sprawę, częściowo miała racja: często widywałem Reinę błąkającą się po korytarzach i stwierdziłam, że właściwie miło byłoby ją jakoś bliżej poznać.
- A dlaczego ty jesteś taki wesoły?- odcięła się, wracając do swojej kanapki.
- Dzisiaj? Moja siostra wyszła na plac zabaw, pierwszy raz od dłuższego czasu, bo miała złamaną nogę, przyjaciel wymigał się z kłopotów- zacząłem wyliczać, zaginając co jakiś czas palec u ręki- widziałem jeża i stokrotki, a kotka wreszcie zjadła całą miskę karmy. Aha, no i udało mi się poznać pewną nową osóbkę, chociaż ta z jakiegoś powodu nie wydaje się być równie zadowolona, co ja.
- Miałam skakać z radości?- burknęła, patrząc na mnie złowrogo.
Wyszczerzyłem się szeroko.
- Czytamy sobie w myślach!- zauważyłem, strzykając kośćmi palców.- No, to skoro tak, co powiesz na mały piknik, by uczcić zawiązanie naszej przyjaźni?
Reina spojrzała na mnie z konsternacją, a po chwili odłożyła na talerz drugą, ledwo napoczętą kanapkę. Przez sekundę obawiałem się, że dziewczyna wstanie i odejdzie od stolika, ale ta tylko głęboko westchnęła, jakby ze zrezygnowaniem.
- Piątek ci może pasuje?- kontynuowałem, kompletnie niezrażony.- Tak w ogóle, to do której chodzisz klasy?
- IIC- mruknęła.
- O, no to moja równoległa, ja z IIB. Czyli masz w klasie między innymi Anję, no nie?
Potaknęła, a ja potarłem wierzchem dłoni czoło. Właściwie, to dawno nie miałem z nią kontaktu, zadzwonię jakoś za niedługo. Ciekawe, jak się miewa kotka, tak na dobrą sprawę.
Kątem oka zauważyłem, że uczniowie powoli zaczynali kierować się w stronę wyjście ze stołówki - zaraz pewnie też trzeba będzie stąd iść. Ziewnąłem i wstałem, biorąc w ręce swoją porcję.
- No, to ja już będę na dziś uciekał, dzięki za towarzystwo. Do następnego!
- Cześć- odparła. Sama podniosła się kilkanaście sekund później, kiedy już sam oddałem swoje naczynia na stos innych brudnych talerzy i sztućców.
***
Kolejny dzień, kolejne lekcje, kolejne pomysły Czesia. Myślałem już, że nigdy nie wytłumaczymy się z tej probówki i coli.
Innymi słowy, było genialnie.
Szybko przemierzałem korytarz, co jakiś czas machając do znajomych twarzy czy też przystając, by pogadać chwilę ze znajomymi. Następna miała być biologia, ale zanim mogłem pójść pod odpowiednią salę, musiałem pójść do biblioteki, by odszukać kilka haseł, potrzebnych do dzisiejszego tematu. Wtem jednak, przy jednym z okiem, dostrzegłem sylwetkę, którą skądś kojarzyłem - kiedy przyjrzałem się nieco bliżej, dostrzegłem, że to Reina we własnej osobie.
- Hej!- zagadałem, podchodząc do dziewczyny.- Co tam?
< Reina? Wybacz za jakoś opka - wena najwyraźniej przechodzi kryzys >
piątek, 30 czerwca 2017
Od Sayuri CD Reiny
Widziałam obok siebie jakąś dziewczynę. Uśmiechnęłam się do
niej, kiedy przedstawiłam się. Szczerze? Wydawała się dość niemiła… Zaczęłam
bawić się palcami, gdy zapytała gdzie możemy się przejść. Na co ja to
proponowałam, skoro sama nie wiem co gdzie jest… Westchnęłam i szybko schowałam
szkicownik wraz z ołówkiem do torby i wyciągnęłam mój telefon. Odblokowałam
ekran, gdy ujrzałam to, że dostałam SMS-a. To od taty. Prosił o telefon.
Wstałam i lekko się ukłoniłam do dziewczyny.
-Wybacz, ale muszę niestety iść. Mam coś do załatwienia. Do
zobaczenia!
Powiedziałam i ruszyłam szybkim krokiem Alejką do Akademika.
Nie mogłam biec. Bałam się, że się wywalę. Może i umiem chodzić na obcasach,
ale z bieganiem nie będę ryzykować. Po chwili byłam już w Akademiku, a potem
jak najszybciej zadzwoniłam do taty, kiedy tylko weszłam do mojego pokoju.
---
Tata tylko na szczęście przypomniał mi o urodzinach ciotki
Ariany. A już się bałam, że się coś stało… Nie mógł mi tego napisać w
wiadomości. Trzeba było mnie martwić. Cały mój tatuś. Teraz już było dobrze.
Byłam po wszelkich zajęciach i na spokojnie szłam korytarzem. W jednej Sali ujrzałam
czyjś zeszyt. Weszłam i się rozejrzałam. Pusto. Czyli ktoś go zapomniał.
Wzięłam go do ręki. Nicolay Vincent z IIA. Jak ja go znajdę… Może po prostu popytam
kogoś o tego ucznia. Szłam bardzo szybko korytarzem, po drodze pytając
niektórych uczniów o właściciela zeszytu. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.
Zamrugałam parę razy i spojrzałam w górę.
-Em… Jesteś może Nicolay Vincent? Szukam właściciela tego
zeszytu z historii…
Powiedziałam cicho i nieśmiało. Założyłam kosmyk włosów za
ucho i lekko się uśmiechnęłam. Widziałam przed sobą chłopaka, który wydawał się
trochę… dziwny i przerażający. Miał na głowie kaptur, a ja naprawdę nie
wiedziałam jak mogę się zachować. Patrzyłam moimi niebieskimi oczami na
ciemnowłosego z dalszą niepewnością…
<Nicolay?>
środa, 28 czerwca 2017
Od Reiny CD Sayuri
Biegłam powoli przez park. Słońce, delikatny wiatr, trele ptaków i ledwo
wyczuwalna woń kwiatów. Po chwili kompletnie się zdyszałam.
Postanowiłam odpocząć. Usiadłam na ławce. Obok mnie siedziała dziewczyna
o blond włosach. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu. W
końcu dziewczyna się odezwała.
-Jestem Sayuri. Sayuri Sonia Novoselic.
Uśmiechnęła się pogodnie.
-Reina Soler.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy. Zauważyłam w jej rękach szkicownik.
-Zajmujesz się rysunkiem?
-Mhm. Jeśli nie mam co robić.
Wyjęłam z czarnego plecaka mangę i zaczęłam czytać.
-Czytasz mangę?
-Nie widać? -mruknęłam. -Tak.
-Uwielbiam kulturę japońską.
Wzruszyłam ramionami. Sayuri patrzyła mi przez ramię. Była chyba dość szczęśliwa.
-Przejdziemy się gdzieś? -zapytała.
Kiwnęłam głową.
-Gdzie?
Sayuri?
-Jestem Sayuri. Sayuri Sonia Novoselic.
Uśmiechnęła się pogodnie.
-Reina Soler.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy. Zauważyłam w jej rękach szkicownik.
-Zajmujesz się rysunkiem?
-Mhm. Jeśli nie mam co robić.
Wyjęłam z czarnego plecaka mangę i zaczęłam czytać.
-Czytasz mangę?
-Nie widać? -mruknęłam. -Tak.
-Uwielbiam kulturę japońską.
Wzruszyłam ramionami. Sayuri patrzyła mi przez ramię. Była chyba dość szczęśliwa.
-Przejdziemy się gdzieś? -zapytała.
Kiwnęłam głową.
-Gdzie?
Sayuri?
Od Reiny CD Coral
Szłam po korytarzu. Szukałam sali matematycznej. Nie wiem czemu zatrzymałam się przed jedną z nich. W otwartych drzwiach zobaczyłam profesor Brooks rozmawiającą z jedną z uczennic. Ta ostatnia wydawała się być lekko zakłopotana. Słyszałam ich rozmowę.
-Z Reiną. Reiną Soler. Chodzi do klasy II c. Pomoże ci.
Na dźwięk swojego imienia podeszłam bliżej. Wzrok profesor Brooks zatrzymał się na mojej twarzy.
-Panno Soler, proszę bliżej.
Westchnęłam ciężko i już po chwili byłam przy nich.
-Tak, pani profesor? Coś się stało?
Mój ton był niewinny. Dziewczyna o miętowych włosach spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie.
-Zrobisz projekt z Coral -nauczycielka wskazała na nowo przeze mnie poznaną. -Myślę, że się dogadacie. Obie spóźniacie się tak samo często.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy.
-Reina -powiedziałam.
-Coral, miło mi.
Profesor Brooks odeszła od nas. Nie lubię rozmawiać z ludźmi.
-Chodź -mruknęłam.
Zaczęłam iść. Coral ruszyła za mną. Weszłyśmy do mojego pokoju.
-Jaki temat projektu?
Coral?
-Z Reiną. Reiną Soler. Chodzi do klasy II c. Pomoże ci.
Na dźwięk swojego imienia podeszłam bliżej. Wzrok profesor Brooks zatrzymał się na mojej twarzy.
-Panno Soler, proszę bliżej.
Westchnęłam ciężko i już po chwili byłam przy nich.
-Tak, pani profesor? Coś się stało?
Mój ton był niewinny. Dziewczyna o miętowych włosach spojrzała na mnie i uśmiechnęła się delikatnie.
-Zrobisz projekt z Coral -nauczycielka wskazała na nowo przeze mnie poznaną. -Myślę, że się dogadacie. Obie spóźniacie się tak samo często.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy.
-Reina -powiedziałam.
-Coral, miło mi.
Profesor Brooks odeszła od nas. Nie lubię rozmawiać z ludźmi.
-Chodź -mruknęłam.
Zaczęłam iść. Coral ruszyła za mną. Weszłyśmy do mojego pokoju.
-Jaki temat projektu?
Coral?
wtorek, 27 czerwca 2017
Od Reiny CD Michaela
Otworzyłam oczy. Słońce delikatnie wpadało do pokoju przez zasłony.
Westchnęłam. Kolejny dzień w tych ziemskich męczarniach. Podniosłam się i
podeszłam do szafki. Wyjęłam czarne jeansy i ciemno-fioletową bluzę z
kapturem. Weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Mój
szkicownik leżał na podłodze obok łóżka. Bo jak się rysuje o 2 w nocy,
to nie ma szans znaleźć tego cudownego zeszytu i ołówków gdzieś nie na
podłodze. Schyliłam się i podniosłam czarny brulion. Jak zwykle ołówków
obok niego nie było. Odłożyłam szkicownik na szafkę. Potem ich poszukam.
Włożyłam ręce do kieszeni bluzy i podeszłam do drzwi. Już miałam
wychodzić, gdy zobaczyłam w lustrze swoją "przecudowną" fryzurę.
Westchnęłam ciężko. Trudno. Nasunęło mi się pytanie: gdzie iść? Tego nie
wiedziałam. Wyszłam po prostu na korytarz. Stało tam parę grup uczniów.
Rozmawiali, śmiali się... Najwyraźniej tutaj inni lubią swoje
towarzystwo. Stanęłam jak głupia na środku korytarza. Czułam się jakby
moja bluza była jeszcze bardziej za duża. Jakiś chłopak o blond włosach
popatrzył na mnie przez ramię. Uśmiechał się i gestem zachęcił, bym
podeszła. Po może dwóch sekundach się ogarnęłam. Czemu nie? Ponownie
włożyłam ręce do kieszeni bluzy i podeszłam bliżej.
-Jestem Michael -powiedział gdy byłam na tyle blisko, że nie musiał krzyczeć. -Michael Walter Rosenthal. A ty?
-Reina.
Ograniczyłam się do wypowiedzenia jedynie imienia. Miałam mętlik w głowie. Praktyczne nigdy nie przebywam w towarzystwie. To dziwne uczucie. Jedyne czego chciałam, to odejść, usiąść gdzieś z boku, ukryć się pod kapturem. Obok mnie rozmowa toczyła się jakby mnie nie było. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie.
-A ty co myślisz?
Zamurowało mnie. Mówiłam, że nie radzę sobie z życiem towarzyskim? Nie? To w każdym razie uprzejmie informuję.
-Ja... Muszę iść.
Odeszłam szybkim krokiem. Postanowiłam iść na śniadanie. Zwykle nie zajadam stresu, ale dziś zrobię wyjątek. Usiadłam przy stoliku. Zaczęłam jeść kanapkę z Nutellą. Przez głowę przemknął mi cytat: "Nie możesz uszczęśliwić wszystkich. Nie jesteś słoikiem Nutelli". Ech, cała prawda. Byłam zmęczona. Najchętniej przespałabym cały dzień.
-A co tak wcześniej uciekłaś?
To był Michael. Jeszcze jego tu brakowało. Nie odpowiedziałam. Liczyłam, że sam raczy się stąd usunąć, lecz on nie dawał za wygraną.
-Dlaczego jesteś taka ponura?
-A dlaczego ty jesteś taki wesoły?!
Miśku?
-Jestem Michael -powiedział gdy byłam na tyle blisko, że nie musiał krzyczeć. -Michael Walter Rosenthal. A ty?
-Reina.
Ograniczyłam się do wypowiedzenia jedynie imienia. Miałam mętlik w głowie. Praktyczne nigdy nie przebywam w towarzystwie. To dziwne uczucie. Jedyne czego chciałam, to odejść, usiąść gdzieś z boku, ukryć się pod kapturem. Obok mnie rozmowa toczyła się jakby mnie nie było. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie.
-A ty co myślisz?
Zamurowało mnie. Mówiłam, że nie radzę sobie z życiem towarzyskim? Nie? To w każdym razie uprzejmie informuję.
-Ja... Muszę iść.
Odeszłam szybkim krokiem. Postanowiłam iść na śniadanie. Zwykle nie zajadam stresu, ale dziś zrobię wyjątek. Usiadłam przy stoliku. Zaczęłam jeść kanapkę z Nutellą. Przez głowę przemknął mi cytat: "Nie możesz uszczęśliwić wszystkich. Nie jesteś słoikiem Nutelli". Ech, cała prawda. Byłam zmęczona. Najchętniej przespałabym cały dzień.
-A co tak wcześniej uciekłaś?
To był Michael. Jeszcze jego tu brakowało. Nie odpowiedziałam. Liczyłam, że sam raczy się stąd usunąć, lecz on nie dawał za wygraną.
-Dlaczego jesteś taka ponura?
-A dlaczego ty jesteś taki wesoły?!
Miśku?
niedziela, 18 czerwca 2017
Od Lucasa CD Reiny
-Jak dowiesz się dla czego, to daj znać. Ja jeszcze mam na dziś trochę
zaplanowane. Zobaczymy się w klasie. -zebrałem wszystko do kupy i
wstałem.
-Dobrze...do zobaczenia.
Udając się na poszukiwania Taigi, w myślach prześwitywała mi tylko jedna myśl. „Głupota, głupota, głupota. Dee, to nie dla mnie”. Relacje takie, jak ta, to strata czasu. Nie widzę w tym nic ciekawego. Może jednak za szybko się z tym poddaję? Dee mówiła, że to długotrwały proces... Chyba, że wskoczy się od razu na głęboką wodę. Miło było zagrać z Niki, mimo iż protestowała tuż po zaczęciu. Efekt końcowy podobał mi się najbardziej. Tylko pytanie, czy Niki kogoś ma?
~~•••~~
Mam, mam, znalazłem.
-Tai! -krzyknąłem przez cały korytarz.
Dziewczyna i Xavier, z którym rozmawiała, zerknęli na mnie, po czym kontynuowali rozmowę. Nie chciałem im przeszkadzać, więc też nie szedłem szybkim krokiem. Skończyli rozmowę, jak już stanąłem koło nich, więc nie wiem czego ich rozmowa dotyczyła, ale wyglądali na zajętych.
-Co tam Luca? -zapytała pogodnie Taiga.
-Mam dla was kartę klubową do podpisania. Dobrze was widzieć razem, nie będę miał tyle chodzenia. -wyciągnąłem kartkę i długopis.
Powierzchownie na nią spoglądali, więc postanowiłem odpowiedzieć na ewentualne pytania.
-Jeśli chodzi o instruktora na stałe, to jest to kwestia dogadania. Już dzwoniłem do nich i mówili, że się dogadają z dyrektorkom. Mówili, że chętnie młodzież z naszej szkoły wezmą pod swoje skrzydła i liczą na zainteresowanie, więc pytam, czy i wy byli byście chętni, jeśli klub wypali?
-Jeszcze nad tym pomyślimy, a tym czasem życzymy powodzenia. -oddali kartę z podpisami.
-Rozumiem. Później wam powiem, co na to pani Potts. Na razie.
-Cześć.
-Pa.
Była to pora po obiadowa, więc mogłem już nie złapać dyrektorki, lecz gdy zapukałem, usłyszałem jej melodyjnie zapraszający głos. Przeprosiłem za najście i wyjaśniłem, że przeszkadzam tylko na chwilkę w sprawie założenia nietypowego kółka. Starałem się jak najlepiej przedstawić swoją propozycję, że jest to ciekawe i przede wszystkim bezpieczne kółko prowadzone przez instruktorów. Mam nadzieję, że tak prestiżowa szkoła nie posiada w swych murach psychopatów, bo jeśli chodzi o przestrzeganie zasad, to sam miałem okazję przekonać się na skórze, że wystarczy jeden sms i cały pokój w akademiku potrafi wypełnić się nielegalnymi imigrantami.
Odpowiedź pani Potts, była podobna do Taigi i Xaviera, tylko bez tej końcówki życzącej powodzenia. Nie traciłem jednak nadziei. Wiem, że cała odpowiedzialność jest w jej rękach i też domagałbym się chwili, by nad tym pomyśleć. Spojrzałem szybko na zegarek, bo zrobiłem się głodny. Za chwilę miała być kolacja. Patrząc na zaplanowaną robotę na dziś, odezwał się żołądek i gdyby znał nasz język, to powiedziałby coś w stylu: „Zostaw to”. Najwyżej zrobię to przy kolacji, lub na wieczór. Nie lubię przekładać rzeczy na później, ale na głodnego kiepsko się pracuje.
~~•••~~
Dobrze zrobiłem tu przychodząc. Dzisiaj do wyboru spaghetti, albo pizza. Z racji na to, że lubiłem obie potrawy, wziąłem połowę tego i tamtego. Kiedy miałem zatopić swoje zęby w ciągnącym się serze pizzy, ktoś się przysiadł mówiąc: „Smacznego”.
Ktoś? Najlepiej głodny
-Dobrze...do zobaczenia.
Udając się na poszukiwania Taigi, w myślach prześwitywała mi tylko jedna myśl. „Głupota, głupota, głupota. Dee, to nie dla mnie”. Relacje takie, jak ta, to strata czasu. Nie widzę w tym nic ciekawego. Może jednak za szybko się z tym poddaję? Dee mówiła, że to długotrwały proces... Chyba, że wskoczy się od razu na głęboką wodę. Miło było zagrać z Niki, mimo iż protestowała tuż po zaczęciu. Efekt końcowy podobał mi się najbardziej. Tylko pytanie, czy Niki kogoś ma?
~~•••~~
Mam, mam, znalazłem.
-Tai! -krzyknąłem przez cały korytarz.
Dziewczyna i Xavier, z którym rozmawiała, zerknęli na mnie, po czym kontynuowali rozmowę. Nie chciałem im przeszkadzać, więc też nie szedłem szybkim krokiem. Skończyli rozmowę, jak już stanąłem koło nich, więc nie wiem czego ich rozmowa dotyczyła, ale wyglądali na zajętych.
-Co tam Luca? -zapytała pogodnie Taiga.
-Mam dla was kartę klubową do podpisania. Dobrze was widzieć razem, nie będę miał tyle chodzenia. -wyciągnąłem kartkę i długopis.
Powierzchownie na nią spoglądali, więc postanowiłem odpowiedzieć na ewentualne pytania.
-Jeśli chodzi o instruktora na stałe, to jest to kwestia dogadania. Już dzwoniłem do nich i mówili, że się dogadają z dyrektorkom. Mówili, że chętnie młodzież z naszej szkoły wezmą pod swoje skrzydła i liczą na zainteresowanie, więc pytam, czy i wy byli byście chętni, jeśli klub wypali?
-Jeszcze nad tym pomyślimy, a tym czasem życzymy powodzenia. -oddali kartę z podpisami.
-Rozumiem. Później wam powiem, co na to pani Potts. Na razie.
-Cześć.
-Pa.
Była to pora po obiadowa, więc mogłem już nie złapać dyrektorki, lecz gdy zapukałem, usłyszałem jej melodyjnie zapraszający głos. Przeprosiłem za najście i wyjaśniłem, że przeszkadzam tylko na chwilkę w sprawie założenia nietypowego kółka. Starałem się jak najlepiej przedstawić swoją propozycję, że jest to ciekawe i przede wszystkim bezpieczne kółko prowadzone przez instruktorów. Mam nadzieję, że tak prestiżowa szkoła nie posiada w swych murach psychopatów, bo jeśli chodzi o przestrzeganie zasad, to sam miałem okazję przekonać się na skórze, że wystarczy jeden sms i cały pokój w akademiku potrafi wypełnić się nielegalnymi imigrantami.
Odpowiedź pani Potts, była podobna do Taigi i Xaviera, tylko bez tej końcówki życzącej powodzenia. Nie traciłem jednak nadziei. Wiem, że cała odpowiedzialność jest w jej rękach i też domagałbym się chwili, by nad tym pomyśleć. Spojrzałem szybko na zegarek, bo zrobiłem się głodny. Za chwilę miała być kolacja. Patrząc na zaplanowaną robotę na dziś, odezwał się żołądek i gdyby znał nasz język, to powiedziałby coś w stylu: „Zostaw to”. Najwyżej zrobię to przy kolacji, lub na wieczór. Nie lubię przekładać rzeczy na później, ale na głodnego kiepsko się pracuje.
~~•••~~
Dobrze zrobiłem tu przychodząc. Dzisiaj do wyboru spaghetti, albo pizza. Z racji na to, że lubiłem obie potrawy, wziąłem połowę tego i tamtego. Kiedy miałem zatopić swoje zęby w ciągnącym się serze pizzy, ktoś się przysiadł mówiąc: „Smacznego”.
Ktoś? Najlepiej głodny
sobota, 17 czerwca 2017
Od Reiny CD Lucasa
Popatrzyłam na chłopaka. Na jego pogodny uśmiech. Uśmiechał się tak, jakby życie było piękniejsze niż jest.
-Klub strzelecki? -starałam się nie okazywać uczuć. -Życzę powodzenia.
Tym akcentem zakończyłam temat.
-A... Co tam masz? -chłopak wydawał się zainteresowany moimi rysunkami.
-A co cię to obchodzi!? -warknęłam.
Lucas zaśmiał się cicho, najwyraźniej rozbawiony moją reakcją.
-Z tych fragmentów, które zauważyłem to rysowanie wychodzi ci całkiem nieźle.
-I?
Chłopak wzuszył ramionami. Zamknęłam szkicownik i przycisnęłam do piersi. Nienawidzę gdy ktoś patrzy na moje szkice. Lucas znów zajął się swoimi papierami. Klub strzelecki. Może mu się uda.
-Rei... A dlaczego ty tak nie lubisz, gdy ktoś przegląda ten zeszyt?
Przez chwilę nie odpowiadałam. Zastanawiałam się nad odpowiedzią. No właśnie, dlaczego?
-Po prostu. Moje rysunki to moje rysunki.
-Ma to sens?
-No... Nie -z niechęcią przyznałam mu rację.
Lucas?
-Klub strzelecki? -starałam się nie okazywać uczuć. -Życzę powodzenia.
Tym akcentem zakończyłam temat.
-A... Co tam masz? -chłopak wydawał się zainteresowany moimi rysunkami.
-A co cię to obchodzi!? -warknęłam.
Lucas zaśmiał się cicho, najwyraźniej rozbawiony moją reakcją.
-Z tych fragmentów, które zauważyłem to rysowanie wychodzi ci całkiem nieźle.
-I?
Chłopak wzuszył ramionami. Zamknęłam szkicownik i przycisnęłam do piersi. Nienawidzę gdy ktoś patrzy na moje szkice. Lucas znów zajął się swoimi papierami. Klub strzelecki. Może mu się uda.
-Rei... A dlaczego ty tak nie lubisz, gdy ktoś przegląda ten zeszyt?
Przez chwilę nie odpowiadałam. Zastanawiałam się nad odpowiedzią. No właśnie, dlaczego?
-Po prostu. Moje rysunki to moje rysunki.
-Ma to sens?
-No... Nie -z niechęcią przyznałam mu rację.
Lucas?
Od Lucasa CD Reiny
Kiedy dziewczyna podniosła swój wzrok na mnie, zapytałem czy mogę się
dosiąść ze swoimi papierkami. Spojrzała na moje zaplecione ręce, w
których trzymałem stertę zeszytów i wolnych kartek.
-Dobrze. -przygryzła odruchowo dolną wargę i przyciągnęła bliżej siebie kolana.
Widocznie nie lubiła się dzielić swoimi szkicami, a przyznam, że dobrze jej szło rysowanie. Mi przypadła jej kreska. Usiadłem obok wyciągając zza ucha długopis i zacząłem rozwiązywać testy z matematyki. Nie odrywając wzroku od zadania podałem rękę dziewczynie i powiedziałem:
-Jestem Lucas, a ty?
-Reina... -uścisnęła rękę.
Wyciągnąłem telefon drugą ręką i sprawdziłem, jeszcze raz jak nazywa się ta nowa uczennica, która ma dołączyć do naszej klasy. Nie mam pamięci do imion. Okazało się jednak, że to ona.
-Reina Soler...miło mi cię poznać. -uśmiechnąłem się patrząc w jej stronę. -Będziemy chodzić do tej samej klasy. Dobrze zaprzyjaźnić się z kimś nowym, bo sam tu dopiero jestem od tygodnia. -starałem się być pogodny i szczery, jak doradzała mi znajoma...nie jestem w tym najlepszy.
Widocznie jeszcze umiałem się delikatnie uśmiechać, bo nie wystraszyłem jej na samym początku.
-Świetnie. Mogę swoją rękę odzyskać z powrotem?
Spojrzałem na jej gładką rękę. Nie powiem, że o tym zapomniałem, głupek...
-Tak od razu? Od rana cię szukałem, ale jeśli chcesz rysować, to nie ma sprawy.
Puściłem jej rękę powoli i zabrałem się za kolejne kartki. Reina chyba podobnie jak ja nie wiedziała, co dalej. Ja przynajmniej nie posiadałem dodatkowego obciążenia w postaci, tak zwanego „stresu”. Nie była to sytuacja naturalna dla mnie i czułem się mocno nie swojo, ale nie widziałem powodów do panikowania. Wyciągnąwszy na wierzch kartkę do założeniu klubu lekko westchnąłem. Nie udało mi się jeszcze złapać Taigi na osobności.
-Zakładasz nowy klub? -wyciągnęła głowę ze swojego rysownika. -Mówiłeś, że jesteś tu od tygodnia...
-Czy to w porządku tak zaglądać? A co jeśli to prywatna korespondencja? -popatrzyłem na nią pytająco.
-To ty mój szkicownik zgwałciłeś wzrokiem! -oburzono przyciągnęła zeszyt do piersi.
-To tylko szkicownik...
-A co jeśli rysowałabym tam prywatne rzeczy?
-Przepraszam...tak zakładam. Będzie to klub strzelecki, jeśli się uda. Zainteresowana, zbieram ochotników. Nie trzeba umieć strzelać, wystarczą chęci zasmakowania czegoś nowego... -dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak to zabrzmiało, więc tylko się uśmiechnąłem.
Reina?
-Dobrze. -przygryzła odruchowo dolną wargę i przyciągnęła bliżej siebie kolana.
Widocznie nie lubiła się dzielić swoimi szkicami, a przyznam, że dobrze jej szło rysowanie. Mi przypadła jej kreska. Usiadłem obok wyciągając zza ucha długopis i zacząłem rozwiązywać testy z matematyki. Nie odrywając wzroku od zadania podałem rękę dziewczynie i powiedziałem:
-Jestem Lucas, a ty?
-Reina... -uścisnęła rękę.
Wyciągnąłem telefon drugą ręką i sprawdziłem, jeszcze raz jak nazywa się ta nowa uczennica, która ma dołączyć do naszej klasy. Nie mam pamięci do imion. Okazało się jednak, że to ona.
-Reina Soler...miło mi cię poznać. -uśmiechnąłem się patrząc w jej stronę. -Będziemy chodzić do tej samej klasy. Dobrze zaprzyjaźnić się z kimś nowym, bo sam tu dopiero jestem od tygodnia. -starałem się być pogodny i szczery, jak doradzała mi znajoma...nie jestem w tym najlepszy.
Widocznie jeszcze umiałem się delikatnie uśmiechać, bo nie wystraszyłem jej na samym początku.
-Świetnie. Mogę swoją rękę odzyskać z powrotem?
Spojrzałem na jej gładką rękę. Nie powiem, że o tym zapomniałem, głupek...
-Tak od razu? Od rana cię szukałem, ale jeśli chcesz rysować, to nie ma sprawy.
Puściłem jej rękę powoli i zabrałem się za kolejne kartki. Reina chyba podobnie jak ja nie wiedziała, co dalej. Ja przynajmniej nie posiadałem dodatkowego obciążenia w postaci, tak zwanego „stresu”. Nie była to sytuacja naturalna dla mnie i czułem się mocno nie swojo, ale nie widziałem powodów do panikowania. Wyciągnąwszy na wierzch kartkę do założeniu klubu lekko westchnąłem. Nie udało mi się jeszcze złapać Taigi na osobności.
-Zakładasz nowy klub? -wyciągnęła głowę ze swojego rysownika. -Mówiłeś, że jesteś tu od tygodnia...
-Czy to w porządku tak zaglądać? A co jeśli to prywatna korespondencja? -popatrzyłem na nią pytająco.
-To ty mój szkicownik zgwałciłeś wzrokiem! -oburzono przyciągnęła zeszyt do piersi.
-To tylko szkicownik...
-A co jeśli rysowałabym tam prywatne rzeczy?
-Przepraszam...tak zakładam. Będzie to klub strzelecki, jeśli się uda. Zainteresowana, zbieram ochotników. Nie trzeba umieć strzelać, wystarczą chęci zasmakowania czegoś nowego... -dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak to zabrzmiało, więc tylko się uśmiechnąłem.
Reina?
Od Reiny
Chodziłam niespokojnie po pokoju. Tak, niby sama chciałam tu przyjechać,
ale... Pewnie będzie jak w każdej innej szkole. Znów dobre oceny i
kompletna samotność. Czy to aż takie trudne? Podejść, pogadać? Dla mnie
tak. Usiadłam na łóżku. Było miękkie i delikatne. Jak w domu. Przez
chwilę siedziałam tak rozmarzona. Ocknęłam się po paru sekundach.
Popatrzyłam na zegar. Po 14. Westchnęłam cicho. Przeniosłam wzrok na
drzwi. Może jednak wyjdę do ludzi? Kto wie... Może nie będzie tak źle?
Na wszelki wypadek wzięłam szkicownik. Mały, czarny zeszyt. Nic
szczególnego, zanim zobaczy się jego wnętrze. Otworzyłam drzwi. Na
korytarzu było chłodniej niż w pokoju. Stało tam kilka osób. Gadało,
śmiało się... Nie dla mnie zajęcie. Wolę w spokoju poczytać lub zacząć
rysować. Usiadłam na podłodze, pod ścianą. Otworzyłam swój szkicownik.
Przez chwilę przeglądałam stare rysunki. Zrobione jeszcze w domu...
Podczas podróży... Szczególnie długo przeglądałam się szkicowi lasu.
Narysowałam go jeszcze przed wyjazdem. Położyłam szkicownik na podłodze.
Wstałam i poszłam po ołówek i gumkę do ścierania. Nie wzięłam
szkicownika. Weszłam do pokoju i porwałam z łóżka ołówek. Wyszłam na
korytarz. Na szczęście zeszyt nadal tam leżał. Usiadłam i otworzyłam go.
Znacie ten dylemat, kiedy nie wiecie co narysować? Ja mam tak
codziennie. W końcu mój ołówek dotknął papieru. Byłam tak pochłonięta
szkicem, że nawet nie zauważyłam, że ktoś stoi nade mną i patrzy na mój
niedokończony rysunek.
Ktoś?
Ktoś?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
