Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 października 2017

Od Akane Do Martyny

Dzisiejszego dnia miałam wolne od szkoły i tym samym od Anthony'ego. Musiał się zająć nadrabianiem kilku lekcji no i w dodatku zajęciami w swoim klubie. Przez czas jaki go w nim nie było przez pewne problemy, musiał się zająć nadrabianiem.
Po zjedzeniu śniadania i posprzątaniu wybrałam się na mały spacer. Wzięłam słuchawki oraz telefon i zaczęłam słuchać piosenek. Dzisiejszy dzień należał co prawda do tych chłodnych, mało przyjemnych dni. Jednak bardzo kolorowych. Słońce przeniosło szare chmury na niebie swoimi promieniami, a ptaki wesoło sobie ćwierkały. Byłam w parku, tam usiadłam sobie na ławce chcąc chwilę sobie pomyśleć. Chwilę spokoju na rozmyślanie i słuchanie piosenek przerwało mi coś co zaczęło wąchać moją nogę. Jak się okazało był to mały szczeniaczek. Oderwałam się od swoich czynności, a swój wzrok przeniosłam na niego. Był nieziemski uroczy jak każdy inny mały zwierzak. Wzięłam go na ręce. Nigdzie nie widziałam aby miał obrożę z imieniem i adresem właściciela.
- Chyba się zgubiłeś maluszku, co nie? -pogłaskałam go po główce, a on zaczął wesoło merdać ogonkiem.
- Poszukamy twojej pani lub twojego pana - wstałam z ławki, biorąc go tym samym na ręce. Przykryłam go swoim szalem i zaczęłam się rozglądać do okoła. Zauważyłam, że w parku była tylko jedna dziewczyna. Podeszłam do niej.
- Przepraszam czy jest to może twój szczeniaczek? - zapytałam się a ona odwróciła się w moją stronę.

<Martyna?>

środa, 13 września 2017

Od Martyny CD Evansa

Sama nie wiedziałam, czemu aż tak spanikowałam, jak nie poczułam ruchu mojego ramienia. Nie raz przecież tak się u mnie działo i jak już, to spokojnie się wyłaniałam, opierając o drabinki, po czym wychodząc z wody. To był mój znak, że wystarczy ruchu na dany dzień. A teraz? Panika, jak się patrzy! Gdy tylko uspokoiłam swój kaszel, wypluwając przy tym resztki chlorowanej wody, kątem oka spojrzałam na kapitana, wzrok kierując w zupełnie przeciwną stronę. Nie chciałam sprawiać mu kłopotu, a ten i tak wskoczył zaraz do basenu i mnie wyciągnął, łapiąc za nadgarstek. Zamknęłam oczy, gdy usłyszałam jego zdanie. Nie chciałam za żadne skarby, by do tego doszło. W życiu. Jednak teraz… trzeba powiedzieć prawdę. Głęboko odetchnęłam, próbując spojrzeć Evansowi w jego złotawe oczy.
- To nic takiego – odpowiedziałam. Nie musiałam się zajmować moim ramieniem, naprawdę. Znowu posłał mi surowe spojrzenie spod mokrych włosów.
- Tak? A co się stało przed chwilą? - zapytał.
- Spanikowałam. Tak, przyznaję się do tego, ale to naprawdę nic – odpowiedziałam, a moja barwa głosu co zdanie była trochę głośniejsza.
- Możesz sobie zrobić krzywdę – ponownie próbował mnie przekonać. No zaraz nie wytrzymam. - Zastanów się nad tym – dodał jeszcze. Zmarszczyłam brwi.
- Czy ty mnie słuchasz w ogóle?! To nic! - zaczęłam krzyczeć, na początku wyrzucając ręce w górę. Delikatnie skrzywiłam się na bolące ramię, w którym momentalnie wróciło mi czucie, jednak nic sobie z tym nie zrobiłam. - Mój ojciec ma tak samo! Są dni, gdy doskwiera, oraz są takie, gdy nie! Czasem przestaje, a czasem jest zbyt uciążliwe! - dokończyłam, a na mojej twarzy łatwo można było dostrzec zdenerwowanie. Irytowały mnie takie osoby, choć nie zawsze to okazywałam publicznie. Widziałam za to lekkie zszokowanie na twarzy kapitana.
- Mam dosyć… - szepnęłam, podnosząc się z krawędzi basenu. Odwróciłam się tyłem do wody i zmierzyłam w stronę ławek, by zabrać swoje rzeczy stamtąd. Gdy kierowałam się już do damskiej szatni, wstrząsnęły mną wyrzuty sumienia, że podniosłam głos na chłopaka z niebieskimi włosami. Przecież nie zrobił nic takiego złego… Mógł po prostu martwić się o mnie. Choć to może być ogólnie wymagane u kapitana drużyny pływackiej. Nie powinnam się dziwić. Chciał dobrze…

Evans?
Postaram się za bardzo go nie winić… I nie musisz przepraszać. Pamiętam, jak dostałam kiedyś odpis o Wigilii w marcu, także ten… to nic w porównaniu z tamtym xd

sobota, 9 września 2017

Od Evansa CD Martyny

- A byłaś z tym u lekarza? - zapytałem, lekko zmartwiony. Może sobie zrobić niezłą krzywdę, jeśli będzie przeciążać rękę obarczoną kontuzją.
- To nie jest jakiś wielki problem - wzruszyła ramionami, lekko się przy tym krzywiąc, po czym przykucnęła na krawędzi basenu i zsunęła się do wody.
Wypuściłem powietrze z irytacją, ale nie ruszyłem za nią. W końcu nie jesteśmy ze sobą na tyle blisko żebym mógł jej czegoś zakazywać i być pewnym, że mnie posłucha.
Zamiast tego wolnym krokiem okrążyłem basen, cały czas zerkając w stronę pływającej dziewczyny, i przysiadłem się do ratownika z zamiarem ostrzeżenia go oraz i dotrzymania mu towarzystwa przez jakiś czas a także upewnienia się, że Martyna nie zrobi sobie jakiejś poważnej krzywdy.
Szczerze powiedziawszy już skończyłem swoją porcję ćwiczeń - przed basenem biegając przez dwie godziny - i mogłem już pójść do swojego pokoju, ale wolałem zaczekać aż Martyna skończy pływać i potem namówić ją do zadbania o siebie. Chociażby nawet poprzez skonsultowaniem się ze specjalistą.
Wykorzystanie autorytetu kapitana drużyny wystarczy, nie? A jak nie wystarczy to zawsze zostają tradycyjne sposoby perswazji, na przykład takie ciacho lub związanie i zaniesienie do przychodni techniką na worek kartofli... jakby trzeba było.
W pewnym momencie z pokoiku przy basenie rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Stephen - ratownik - przerwał rozmowę i przeprosił mnie na chwilę i udał się w tamtym kierunku, natomiast ja oparłem się o śliską ścianę, wodząc trochę nieobecnym wzrokiem po tafli wody. Nagle po basenie rozległ się plusk znacznie głośniejszy niż to naturalne, powodując, że natychmiast wyprostowałem się, szukając jego źródła. Nie było to trudne zadanie, gdyż w tej chwili na całym basenie (wyłączając mnie i Stephena) były tylko trzy osoby. I jedna z nich była w tym momencie kierowana paniką.
Nie minęła sekunda, zanim znalazłem się w wodzie i chwilę później wynurzyłem się obok Martyny. Szybko chwyciłem ją za nadgarstek ręki, którą wymachiwała, krztusząc się wodą, i pociągnąłem ją do siebie, żeby unieść ją bardziej nad wodę, w czasie gdy pociągnąłem ją na brzeg, aby mogła się uspokoić i pozbyć resztki wody z układu oddechowego.
Posadziłem ją na krawędzi basenu, samemu zostając w wodzi, żeby utrzymać kontakt wzrokowy i kiedy uspokoiła ataki kaszlu, posłałem jej surowe spojrzenie.
- No to teraz chyba się tym zajmiesz, prawda?

Martyna ;-;?
Tak bardzo przepraszam ;-;
Za tak długi brak odpowiedzi i taki obrót spraw o tutaj... wiń za to Czesa, to jego pomysł xD

środa, 26 lipca 2017

Od Martyny CD Evansa

Złapałam za kucyka, związując go w prowizorycznego koka. Sięgnęłam po czepek i nałożyłam go na głowę, próbując schować pod nim wszystkie niesforne kosmyki, które przez cały dzień zdążyły wyjść ze związanych włosów aż dwiema gumkami. Jedna ich nie trzyma, są za grube i za ciężkie. Założyłam okulary do nurkowania na głowę, chwyciłam za niebieski ręcznik z wyrytymi misiami oraz mniejszym wizerunkiem biegnącego konia, podobnego do tego z bajki „Mustang z Dzikiej Doliny”. Od dziecka go miałam i od dziecka tak nazywałam tego konika gdzieś mniej więcej w rogu. Trzasnęłam szafką, w której leżały moje rzeczy, po czym ruszyłam na halę basenową. Już na starcie zobaczyłam kogoś pływającego na torze. Gdy się przyjrzałam, dostrzegłam niebieskie włosy, a jak ten ktoś się wynurzył, można było ujrzeć jasnozielone punkciki tam, gdzie powinny znajdować się oczy. Evans już przyszedł? Jest weekend, myślałam, że oprócz mnie od razu po śniadaniu, nikogo więcej nie przywieje popływać. A tu proszę, myliłam się. Nie, żebym była zła z tego powodu, czy jak, po prostu… Lubię pływać w samotności. Choć mało mam na to szans. Zostawiłam swoje rzeczy na jednej z ławek. Tym razem zawinęłam również wodę w bidonie w ręcznik, bym jej nie zapomniała. Często po pływaniu suszyło mnie w gardle, a czasem nawet mnie bolało. Dlatego też zawsze noszę w plecaku tabletki… W międzyczasie usłyszałam, jak ktoś za mną raczej wychodzi z wody. Kątem oka dostrzegłam uśmiechniętego Evansa, na co od razu się spięłam, momentalnie się prostując. Odwróciłam się w jego stronę.
- Witamy naszą członkinię już drugiego dnia – przywitał mnie. Dosyć niepewnie skinęłam głową, patrząc gdzieś na bok i łapiąc się prawą dłonią za lewe ramię. Gdy odchyliłam je do tyłu, coś mnie w nim zabolało, a ja mimowolnie zmrużyłam oczy. Znowu? Serio? Ugh, jak ja tego nienawidzę.
- Coś się stało? - usłyszałam pytanie ze strony kapitana. Pokręciłam głową, zniżając głowę i patrząc na niego, podnosząc w górę tylko swój wzrok.
- Czasami się zdarza, że mnie boli. To nic takiego – odpowiedziałam, trochę bardziej ciszej, niż planowałam. Ruszyłam z miejsca, mijając jasnookiego i kierując się w stronę drabinek w basenie. Rozruszam się i przestanie mnie boleć. Ewentualnie nie przestanie i przy najmniejszym ruchu będzie mi doskwierać. Tradycja.

Evans?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Evansa CD Martyny

Widząc że odwróciła się do mnie ponownie zmarszczyłem lekko brwi.
- Czemu nie założyłaś ich od razu..? To chyba trochę niebezpieczne..?
Pamiętam jak raz zwinąłem Xavierowi jego okulary. Wyrąbał się po pięciu krokach, bo nie zauważył niskiego płotka i z tego powodu już nigdy więcej ich nie tknąłem.
- Nie zauważyłam - odpowiedziała szybko dziewczyna, a ja uniosłem brew, czego nie widziała bo akurat odwróciła się by patrzeć na to gdzie idzie.
- Czyli masz małą wadę? - kontynuowałem. Głównie dla podtrzymania konwersacji, ale też z ciekawości.
Pokiwała głową i dalej szliśmy w ciszy.
Rozdzieliliśmy się dopiero przy wejściu do akademików, gdyż ona zmierzała do damskich, a ja do męskich.
- Do zobaczenia - z uśmiechem uniosłem rękę na pożegnanie, zanim poszedłem do siebie żeby zostawić torbę itd, po czym ruszyłem w stronę, gdzie mogłem znaleźć pokój Xaviera.

Martyna? Masz jakiś pomysł na kolejne spotkanie >.>?

Od Martyny CD Evansa

Wzięłam głowę w górę, widząc przed sobą Evansa. Zaraz jednak odwróciłam od niego wzrok, lekko speszona. Minęłam go, jednak poczekałam, aż się ruszy, by powiedzieć mu o tym, wracając do akademika.
- Powiedział, że nad tym pomyśli… - wyznałam, poprawiając sobie włosy, które wyszły mi z kucyka. Upierdliwe są. I mokre. Usłyszałam potwierdzenie chłopaka w wersji cichego „mhm” pod nosem. Choć czy ja wiem, czy cichego, skoro ja to też słyszałam.
- Ja bym nie miał nic przeciwko, gdybyś wzięła w nich udział – odpowiedział po jakiejś chwili. Ale ty to ty. A trener to trener. Idąc przed siebie, ledwo co ominęłam lampę, którą zauważyłam w ostatniej chwili. Jak? Co? Gdzie? Skąd ona…? Zaraz… Ogólny rozmazany widok może być odpowiedzią.
- Wszystko gra? - usłyszałam pytanie ze strony kapitana klubu pływackiego. Skinęłam głową, sięgając do torby. Chwyciłam za zamek, odsunęłam go i zaczęłam poszukiwania w celu znalezienia mojego etui z okularami. Soczewki zdjęłam i schowałam, ale o okularach już zapomniałam. Brawo ja. Znalazłam je, po czym założyłam. Zasunęłam plecak, założyłam go na drugie ramię i spojrzałam na jasnookiego, który stał przede mną, jakby na coś czekał. Podejrzliwie mi się przyglądał, a gdy dostrzegł, że się do niego odwróciłam, zmarszczył brwi.
- Nosisz okulary? - spytał. Dosyć niepewnie skinęłam głową, wymijając go. Tak, teraz o wiele lepiej widzę. I lampy uliczne nie są już mi straszne. Delikatnie się uśmiechnęłam, rumieniąc i czując, jak ktoś wlepia mi wzrok w plecy. Odwróciłam się, widząc Evansa, prosto wpatrującego się we mnie. To dość… krępujące.

Evans? Nic się nie stało xd

niedziela, 23 lipca 2017

Od Evansa CD Martyny


Dwadzieścia basenów to mimo wszystko dość dużo - czasu jeśli pokonuje się je spokojnym tempem lub wysiłku jeśli chce się je zrobić w jak najkrótszym czasie. Toteż kiedy wynurzyłem się w końcu z wody miałem raczej nieregularny oddech.
Uwiesiłem się na krawędzi basenu i rzuciłem leniwe spojrzenie w stronę zbierających się do wyjścia chłopaków. No tak, odbębnili już swoje ćwiczenia, więc mogli teraz iść poodrabiać zaległe zadania domowe i tym podobne.
Odmachnąłem Leo, kiedy wraz z Ree odwrócił się do mnie, po czym ponownie się zanurzyłem z zamiarem pokonania kilku ostatnich długości basenów. Znając Kazumę, ten będzie pływał do zamknięcia basenu, a zanim wróciłem pod powierzchnię, Martyna jeszcze siedziała w wodzie. Gdybym nie chciał jeszcze zajrzeć do Xaviera przed dziesiątą, sam zostałbym na basenie do końca, ale teraz musiałem wyjść z wody po trzech dodatkowych powolnych długościach.
Ociekając wodą ruszyłem w stronę szatni. Idąc, wykręciłem wodę z włosów i machnąłem na pożegnanie trenerowi, który siedział w rogu i odwalał pracę ratownika. Kazuma był pochłonięty pływaniem, a Martyny już na basenie nie widziałem, więc musiała wyjść chwilę temu.
Przebranie się w suche ciuchy zajęło mi chwilkę, włosy tylko rozpuściłem z kitka i przeczesałem, ale zostawiłem je mokre (oparte na ręczniku zarzuconym na ramiona żeby nie zamoczyły mi za bardzo bluzy) bo na zewnątrz było już ciepło.
Kiedy byłem już przy szklanych drzwiach prowadzących na zewnątrz, odwróciłem się i zauważyłem że z damskiej szatni wychodzi Martyna, więc zaczekałem aż zrównała się ze mną.
- I jak? Trener nie ma nic przeciwko zawodom? - zapytałem z lekkim uśmiechem, kiedy była wystarczająco bliska.

Martynko? Bosz, jak ja cię przepraszam za te długie braki w odpisach ;-;

sobota, 1 lipca 2017

Od Martyny CD Evansa

Rozbawiła mnie sytuacja, gdy trener rzucał piankowymi kostkami w chłopaka tylko dlatego, że ze mną teraz rozmawiał. Choć w sumie… powód mógłby być też inny… Zostanę przy tej pierwszej wersji.
- Martyna, chodź tu na chwilkę – usłyszałam nad sobą głos trenera. Wzięłam głowę w górę na starszego mężczyznę, opierając się rękami o brzeg basenu. Delikatnie machałam nogami, uderzając nimi w ścianę.
- Dobierał się do ciebie? - spytał. Odchyliłam głowę do tyłu, mrugając kilka razy oczami z zaskoczenia. D-dobierał? Momentalnie spłonęłam, patrząc gdzieś na bok. - Czyli tak? - kontynuował.
- Nie! - zawołałam, robiąc się pewnie jeszcze bardziej czerwona. Dorosły jakby odetchnął z ulgą, gdy usłyszał moją stanowczą odpowiedź. Co mu przyszło do głowy, by tak myśleć…? Chociaż nie, wolałabym raczej nie wiedzieć.
- To o czym rozmawialiście? - znowu zapytał.
- O wyścigach międzyszkolnych… - zaczęłam, nieśmiało spoglądając na twarz trenera. Ciekawe, jak bardzo głupio zabrzmi to, że chcę wziąć w nich udział. Przecież dopiero co dołączyłam do tego klubu, nawet nie wspominając o tym, że to pierwszy taki mój raz, gdy pływam z kimś. Oczywiście nie licząc małych dzieci, przy których zwykle trenowałam, ale co poradzić, skoro basen szkolny i pływałam u najzwyklejszego na świecie ratownika.
- Czyli jednak nie o głupotach… - szepnął pod nosem. - I co w związku z tym? - spytał. Dam radę, to tylko pięć słów.
- Chcę wziąć w nich udział – odpowiedziałam, uśmiechając się odważniej. Mężczyzna jakby się właśnie zastanawiał, złapał się dłonią za podbródek, mrucząc coś znowu przy swojej osobie. Powoli robiło mi się zimno z powodu braku ruchu, jednak starałam się to zignorować. Mimo wszystko zaraz zaczęłam pocierać dłońmi swoje uda, na których wyskoczyła mi gęsia skórka.
- Pomyślę nad tym. A ty za ten czas możesz się trochę przepłynąć, jak chcesz. Dopiero jutro zaczniesz ostrzejszy trening – odpowiedział po jakiejś minucie, po czym odszedł w swoją stronę. Jeszcze spojrzałam za odchodzącym trenerem, który po kilku krokach poślizgnął się na swoich klapkach i o mało co nie przewrócił. Jednakże utrzymał równowagę, a ja się schowałam w wodzie, cicho się śmiejąc. Może jeszcze z dwa baseny delfinem lub kraulem… Ukradkiem spojrzałam na dwa tory dalej, na Evansa, który wykonywał swoją karę. Płynął właśnie na plecach. Znowu się zaczerwieniłam, po czym odepchnęłam nogami od ściany.

Evans? Spoczko

niedziela, 25 czerwca 2017

Od Evansa CD Martyny

- Evans.. A jakie to zawody..? Szczerze mówiąc, to... - mówiąc to, majstrowała przy swoim czepku, a ja spokojnie czekałem aż kontynuuje, jednocześnie stwierdzając, że jest niezwykle urocza - Chciałabym wziąć w nich udział... czy coś...
- Na razie są międzyszkolne - odpowiedziałem, kiedy uśmiechnęła się do mnie - My bierzemy udział w drużynowych, więc mamy dostęp do wszystkich konkurencji, ale są też konkurencje dla pojedynczych uczestników bez drużyny poniżej dziewiętnastego roku życia. Załapiesz się na nie, prawda?
Martyna rozpromieniła się na moje słowa.
- Owszem. A... jak mogę się do nich przygotować..?
- My chodzimy na treningi i biegamy, żeby nabyć kondycji, ale raczej powinnaś poprosić trenera o pomoc w ustaleniu planu ćwiczeń. Nie znam się zbytnio na możliwościach fizycznych płci pięknej - mówiąc to, posłałem jej zadziorny uśmiech, który mimo nagrodzenia mnie widokiem czerwieni wypływającej na twarz dziewczyny, zszedł mi z twarzy kiedy coś zdzieliło mnie po głowie.
- Co do-
- Evans! Dwadzieścia basenów! - na brzegu basenu stał trener, który w uniesionej ręce trzymał pływającą kostkę.
Czyli to tym we mnie cisnął - zrozumiałem, kiedy znalazłem drugą dryfującą na wodzie.
Mój tor myśli przerwała druga kostka, która trafiła mnie w lewą brew.
- Nie każ mi się powtarzać!
Wywróciłem oczami i posławszy Martynie rozbawiony uśmiech, wróciłem na swój tor by odbębnić daną mi karę. Kiedy nurkowałem, usłyszałem rechot Leonarda.

Martyna? sorry, że dopiero teraz i że tak krótko >.>

środa, 14 czerwca 2017

Od Martyny CD Evansa

Dotykając końcowej ściany basenu, zatrzymałam się. Szybko oddychałam, jednak nie czułam zbyt wielkiego zmęczenia, które towarzyszy mi zwykle podczas pływania wolniejszym tempie. Jak ja strasznie nie rozumiem swojego ciała… Gdy spojrzałam w bok, dostrzegłam Evansa, który tak jak ja, ciężej brał powietrze przez usta. Po jakimś czasie również zwrócił wzrok w moją stronę, szeroko się uśmiechając. Wyprostował się, podpływając i wyciągając dłoń w moją stronę.
- Brawo, Martyna – pogratulował mi. Przekrzywiłam głowę na bok w geście niezrozumienia.
- Przecież przegrałam… - powiedziałam, przy okazji mrugając oczami. Zaśmiałam się, kręcąc głową.
- Wiem, ale jestem starszy i zapewne dłużej pływam od ciebie. Jednak muszę pochwalić cię, bo byłaś, tak czy siak, dosyć szybka. Trochę popracujemy nad tym i może nawet zdobędziesz któreś miejsce na zawodach, jeśli się przyłożysz – wyznał, zabierając dłoń do siebie. Poczułam, jak robię się czerwona, przez co natychmiastowo odwróciłam od niego wzrok.
- D-dziękuje – szepnęłam. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś mnie tak pochwalił… Nie wspominając o tym, że nawet tata nigdy nie chciał patrzeć, jak pływam. Twierdził… że nie nadaję się do tego sportu. Nawet mimo tego, jak się przy nim cieszyłam, że nowy rekord czasowy… Ten nic nie mówił. Wredny gość.
- Evans… A jakie to zawody? Szczerze mówiąc, to… - zaczęłam, poprawiając przy okazji czepek, spod którego wyślizgnęły się moje brązowe włosy. - Chciałabym wziąć w nich udział… Czy coś… - wyznałam, prostując się i szeroko się uśmiechając.

Evans?

wtorek, 13 czerwca 2017

Od Evansa CD Martyny

Posłałem chłopakom szeroki uśmiech i płynnie zsunąłem się do wody, gdzie chwilę później do nas dołączyli.
- Jak chcesz możesz się dołączyć do ogólnego treningu, ale nie musisz, bo przygotowujemy się do zawodów międzyszkolnych - powiedziałem dziewczynie, zanim zwróciłem się do chłopaków.
- Dwadzieścia długości basenu, potem poszlifujcie technikę w wolnym tempie. Mam nadzieję, że ćwiczycie też poza basenem. - uniosłem brwi, na co Leo wywrócił oczami, a Kazuma skinął głową - No to jazda. A ty wiesz, co robić - zwróciłem się do Byeong-Ho, który posłał mi jeden z tych swoich anielskich uśmiechów i przeszedł do drugiej części treningu.
Jako że tak jak ja chodzi na basen codziennie (czego nie mógłbym powiedzieć o Leo i Kazumie, choć temu drugiemu po prostu potrzebny był wycisk, nie musiał się rozgrzewać.
Kiedy ruszyli w kierunku pustych torów, na nowo odwróciłem się do Martyny
- Jakbyś chciała o coś zapytać, czy coś w tym stylu, nie krępuj się - zachęciłem z uśmiechem, zanim (po tym jak kiwnęła głową) sam zanurkowałem pod liną torową.
Taka zimna woda była swoją drogą najlepszą terapią przy zmęczonym umyśle, a po długim dniu i wcześniejszych utargach w związku z którąśsetną rocznicą założenia Green Heels. Dyrektorka oczywiście zażądała wkładu naszego szkolnego zespołu, więc miałem mnóstwo papierów do wypełnienia wraz z Xavem, nie wspominając już o lataniu po urzędach i wzmożonej częstotliwości naszych prób.
Może i sam nie potrzebowałem rozgrzewki, ale i tak nie płynąłem wolnym tempem, wiedząc, że i tak już bardziej perfekcyjny w tym jak pływam. Teraz tak naprawdę liczyło się utrzymanie się w jak najlepszej sprawności, by pozostać w formie i w tym roku może również zgarnąć złoto na międzynarodowych. Byłoby świetnie, gdyż wtedy tym bardziej nie miałbym problemu ze znalezieniem trenera chętnego do współpracy, niezwiązanego ze szkołą.
Skończywszy dziesiątą długość, zwolniłem, jednocześnie przekręcając się na plecy, by zmienić pracujące mięśnie. Płynąc jednak w stronę brzegu, na którym siedziała Martyna (najwyraźniej chwilowo delektując się spokojem, albo się nudząc... ciężko było stwierdzić co takiego mówiła jej mina), stwierdziłem, że nie ładnie tak zostawiać samej sobie naszej najnowszej członkini.
Gdy byłem dość blisko niej, zsunęła się spowrotem do wody i oparła ręce na lince torowej, nie opierając na niej swojego ciężaru.
- To co takiego cię ciągnie do wody? - zapytałem, kiedy stanąłem przed nią, na co przekrzywiła lekko głowę.
- Tata.
- Pływa zawodowo?
Skinęła głową.
- A ciebie? - zapytała po chwili ciszy.
Uśmiechnąłem się do niej lekko.
- To mój sposób na odpoczynek - odparłem - Mogę przestać myśleć, a po tym lepiej się śpi.
- Więc wracasz tu wieczorem? - podchwyciła, na co przewróciłem oczami.
- Wtedy basen jest już zamknięty - westchnąłem - chcesz się pościgać, albo coś w ten deseń? - zmieniłem temat, raczej niekoniecznie oczekując zgody, ale kiedy zobaczyłem spojrzenie Martyny, już znałem jej odpowiedź.
- Tylko nie dawaj jej forów - usłyszałem za sobą głos Leo (zanim zdążyła odpowiedzieć na głos), któremu natychmiast posłałem karcące spojrzenie - No co? - rozłożył ręce na boki - Daj jej się pościgać z mistrzem na równi.
Z westchnieniem odwróciłem się do Martyny.
- To jak?
- Chętnie.
- No to na trzy - ponownie wtrącił się Leo - Raz... dwa... trzy.
Oczywiście, że nie zrobiliśmy typowego wyścigu z zawodów ze skakaniem do wody, niemniej wystarczyła sama ścianka basenu na płyciźnie żeby mieć ładny start.
Tak jak obiecałem, nie dałem forów Martynie, ale w momentach wynurzenia, musiałem zauważyć że jest dość szybka.Chociaż do mistrzyni świata raczej sporo jej brakowało.

Martyna :v?
taki kuniec bo nwm jak to opisać na końcu xD ale wiedz, że Eve ją pochwali :v

sobota, 10 czerwca 2017

Od Martyny CD Dementora

Jest niedobrze. Strasznie niedobrze. Serce waliło mi jak oszalałe, aż się dziwiłam, że on tego nie słyszy. Po tym, jak wcześniej podciągnął swoją koszulkę do góry, by wytrzeć pot z czoła, przy okazji pokazując swój umięśniony brzuch, nie chciało przestać. Dodatkowo oczy mi się lekko kleiły, przez co nie mogłam skupić myśli. Przez ten wczorajszy pocałunek nie mogłam zasnąć, bo jak tylko zamykałam oczy, to ta scena mi się pojawiała. Pominę już fakt, że to był mój pierwszy raz, gdy kogoś całowałam. Ciągle nawet czułam ślad po jego wczorajszym dotyku na moich plecach.
- Wiesz… Nie bez powodu siedzę tutaj przez większość lekcji – zaczęłam, spoglądając gdzieś na bok. Usłyszałam zdezorientowany głos Dementora. - Ja dzisiaj nie ćwiczę – nieśmiało powiedziałam.
- Nie…? - spytał podejrzliwie. Pokręciłam przecząco głową.
- Może i jestem ubrana tak, jakbym ćwiczyła, ale tak nie jest – wytłumaczyłam mu. Mówiłam o tym, że miałam na sobie długą czarną bluzkę z pyszczkiem tygrysa, na nogach czarne legginsy, a na stopach adidasy w tym samym kolorze z różowymi dodatkami. Jednak z powodu okresu, który postanowił zaatakować mnie rano, nie zamierzałam się ruszać. Mój brzuch przy najmniejszym wysiłku zaczynał wariować. Zmieniłam swoją pozycję, kładąc się na materacach, jednak głowę usadawiając na nogach chłopaka.
- Zejdź, jestem spocony – powiedział oskarżycielskim tonem. Pokręciłam przecząco głową. Nigdy nie przeszkadzał mi smród potu, moim zdaniem był to tylko wymysł ludzi, a niebieskooki w tym momencie wydawał się tak samo wygodny, jak moje łóżko. Już zaczęłam przymykać oczy, gdy usłyszałam donośny głos nauczyciela, byśmy w końcu skończyli randkować. Natychmiastowo się ożywiłam, podnosząc do pionu i czując, jak się lekko rumienię. Gdy spojrzałam na Dementora, jego twarz również ozdabiał czerwony kolor. Pora się zbierać. Podniosłam się z materaców, powoli ruszając w stronę wyjścia z sali.
- Martyna, czekaj! - usłyszałam za sobą jego głos. Odwróciłam się do niego. - To, co będzie z tym zaproszeniem? - spytał. Widziałam na jego twarzy przejęcie, musiało to być dla niego ważne. Odwróciłam od niego spojrzenie, znowu robiąc się buraczkiem.
- Niestety nie mogę… - odpowiedziałam. Gdy jednym szybkim ruchem na niego popatrzyłam, wydawał się jakby zły. - Jednak możemy iść do kina… Ostatnio wszedł taki film, który z całego serca chciałabym obejrzeć, ale on jest trochę straszny i wolałabym nie iść na niego sama… „Death Note”, może słyszałeś… To jak, Diament? - ciągnęłam dalej, wpatrując się znowu w jego błyszczące oczy, nawet nie wiedząc, jak go nazwałam.
- Diament? - spytał, tym samym mnie uświadamiając. Zamachałam dłońmi w geście obronnym.
- B-bo twoje oczy je przypominają – natychmiast wyjaśniłam, czując, jak ciepło rozpływa się po całej mojej twarzy.

Diament..?

Od Martyny CD Evansa

Nieśmiało podniosłam wzrok do góry, dosyć niepewnie ujmując dłoń kapitana. Wpatrzyłam się w jego zielone oczy. Evans był o wiele wyższy ode mnie, nie wspominając, że jednym ruchem mógłby mnie powalić na ziemię. Połknęłam ślinę, próbując opanować trzęsące mi się nogi.
- Martyna Demon… - szepnęłam, znowu spuszczając oczy w dół.
- To wy się zapoznajcie z Martyną, a ja pozałatwiam kilka spraw – powiedział trener, po czym zaczął odchodzić. Niemo wzywałam, by tu wrócił, gdyż zostałam otoczona przez czterech chłopaków. Po wszystkich przeleciałam spojrzeniem. Wszyscy byli wyżsi ode mnie, ale co się dziwić, nawet niektóre dziewczyny takie są. Czułam się niepewnie, tak stojąc przed wszystkimi członkami w jednoczęściowym stroju kąpielowym, nie tylko dlatego, że reszta była w samych kąpielówkach i mogłam śmiało patrzeć na ich dosyć umięśnione torsy.
- To tak – zaczął kapitan, klaszcząc raz w dłonie. Automatycznie na niego spojrzałam. - Ten po lewej to Kazuma Shuuya Ishinomori – powiedział, wskazując na niego dłonią. Kazuma był chłopakiem i drugą najniższą osobą, posiadał białe niczym śnieg włosy i brązowe oczy. - Dalej jest Leonard Fernández, nasz spec od żabki – opowiadał dalej. Ten z kolei był drugim najwyższym z brązową czupryną i granatowymi oczami. W jakiś sposób wydawał mi się groźny, ale to pewnie tylko moje wyobrażenie. - Ostatnim jest Byeong-Ho Rhee – rzekł. A ten to mógłby śmiało zostać modelem w gazecie dla nastolatek. Pominę to, że wydawał mi się bardzo słodki. Jego czekoladowa fryzura zaczęła mi się strasznie podobać, a tej samej barwy oczka wcale nie ułatwiały mi oderwania od niego wzroku. Z trudem to zrobiłam, biorąc głowę w dół i witając się z nimi skinięciem głowy. Zaraz zrobiłam krok do przodu, by jakoś wyjść z tego kółka wzajemnej adoracji. Zostawiłam klapki razem z ręcznikiem na pobliskiej ławce, podchodząc do brzegu basenu. Usiadłam na nim, spuszczając nogi do wody i nimi machając. Przez to, że trochę minęło od mojego prysznicu, woda wydawała mi się strasznie zimna. Będę musiała się trochę bardziej rozruszać. Założyłam czepek, który ciągle trzymałam w dłoniach oraz nasunęłam na oczy z soczewkami okulary do pływania. Odpychając się dłońmi od ściany na dole, wskoczyłam do wody. Zaraz się wynurzyłam, patrząc na chłopaków, którzy ciągle stali na brzegu. Przez to, że się znajdowałam już w basenie, czułam się bardziej odważna.
- No chodźcie! - zawołałam do nich, szeroko się uśmiechając. Zaraz znowu się zanurzyłam, mając dłonie przy ciele i machając nogami, jakbym była syrenką.

Evans? No spoczko

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Dementora CD Martyny

Nie spodziewałem się że po tym jak widziała we mnie potwora, jeszcze zechce mnie ujrzeć. Nie widziałem w niej tego strachu, przełamała się, jakby w dopiero co próbowała i zaufała. Sam nie wierzyłem co zrobiłem, uczucie kierowało aż zło przegoniło. Ten nieznany ból który nękał moją dusze, dzisiaj prysł gdy nasze usta tyknęły po raz pierwszy. miałem przymrużony oczy podczas tego wyczynu co zdążyłem zauważyć u niej mocne zdziwienie, zdziwiło mnie gdy Martyna poruszyła ustami jakby chciała odwzajemnić, pogłębiło to nasz pocałunek. Nie mogłem i nie chciałem się od niej odczepić. Jedną dłoń którą położyłem powoli i delikatnie na jej biodrze, przesunęła się na plecy pod bluzę i koszulkę, czułem delikatną skórę dziewczyny. Po chwili jednak ktoś nam przerwał...
-No przepraszam do cholery! - zniecierpliwiony mężczyzna podniósł ton, wtedy odkleiliśmy się od siebie spoglądając na faceta które po chwili mógł przejść. Gdy zniknął nam z oczu, nasz wzrok znów się zetknął a na moim ryju pojawił się rumieniec, aż sam nie wiedziałem co powiedzieć a rzadko... oj RZADKO! to sie zdarza.
-No to ten... ekhem.. - podrapałem się po karku jednocześnie łapiąc za niego. Dziewczyna jakby zamurowało, wystraszyła mnie tym.
-To do jutra... jesteś super- dodałem otwierając swoje drzwi.. szybko je za sobą zamknąłem i uderzyłem w czoło lekko uśmiechając.
-Woaw.. - naprawdę uważałem że było cudnie, choć nie znałem jej do końca już miałem ochotę zostać przy niej wiecznie. Potem noc przeminęła jak zwykle, wykąpałem się i usnąłem nie mogąc doczekać się nowego dnia gdzie znów spotkam Martynę.
Kolejnego dnia budzik zadzwonił , czas do szkoły. Moim nieszczęściem było że w tej samej klasie nie wylądowaliśmy ale mieliśmy z nimi wspólny W-F. Przebrałem się w bojowe ciuchy i przygotowałem do następnej tury, podczas meczu koszykówki popisywałem się gdy ujrzałem jej wzrok na sobie. Pokazałem.. że jestem atrakcyjny jakby wczorajszych morderstw w ogóle nie było. Po skończonym W-F ie gdy wszyscy z sali wyszli, podszedłem do Martyny która siedziała sama na materacach. Dotrzymałem towarzystwa, delikatnie uśmiech podesłała.
-Chciałem cię przeprosić za wczoraj.. i podziękować. - zacząłem temat.
-Nic takiego... uznałam że tak trzeba. - oznajmiła spoglądając na swe ręce chodziło pewnie o to że mnie nie zdradziła.
-Widze spodobała ci się moja bluza? - zaśmiałem się. Odpowiedziała tylko cichym śmiechem.
-Wiesz.. chciałbym cię lepiej poznać... Może dasz zaprosić się dzisiaj po szkole na... hm... na basen na przykład? Wiem że ponoć lubisz pływać, a ja chciałbym co nieco się podszkolić... To jak? - spytałem uroczym głosem opierając się rekami z tyłu, tuląc ramie do dziewczyny.
Martyna?

Od Evansa Do Martyny

Było jeszcze jakieś dziesięć minut do chwili, kiedy zwykle zaczyna się schodzić drużyna, więc postanowiłem zrobić kilka długości basenu w wolnym tempie dla rozgrzewki. Jak zwykle zresztą.
Dzisiaj wyjątkowo nie było nikogo w wodzie, mimo że było już długo po lekcjach. Zazwyczaj przesiadywali tu uczniowie chcący się między sobą popisać (lub nas poobserwować w czasie treningu) ale tym razem zdaje się mieli lepsze rzeczy do roboty. Tym lepiej, przynajmniej było cicho i można było potaplać się w spokoju.
Kiedy usłyszałem pierwsze głosy ze strony wyjścia z szatni, leniwie zmieniłem kierunek, w którym płynąłem i niewiele później wynurzyłem się z wody po drugiej stronie basenu i podniosłem się z niej, wskakując na mokre kafelki.
- I jak? Woda dobra, czy przez deficyt ludzi niekoniecznie..? - spytał Leo, obok którego stanąłem
- Jest znacznie lepsza - stwierdziłem, wykręcając kitek, żeby chwilowo mnie nie obciążał - Zimna, ale czysta.
Hiszpan zaśmiał się cicho na moje słowa, po czym zmienił temat.
- A tak przy okazji, trener wspominał, że mamy nowego członka. Nie uwierzysz kogo.
Uniosłem brwi, ale zanim zdążyłem zapytać o co mu chodzi obok nas stanął Byeong-Ho z wyraźnym zamiarem wymiany pozdrowień, a tuż za nim przydreptał Kazuma.
Westchnąłem.
- Dobrze wam minął dzień? - spytałem zamiast drążyć temat i przez chwilę rozmawialiśmy, aż na basenie zjawił się trener, po którym z żeńskiej części szatni wyszła brązowowłosa, drobniutka dziewczyna w stroju kąpielowym.
Pomyślał bym, że przyszła po prostu popływać, ale właśnie wtedy trener uśmiechnął się szeroko i zwrócił się do nas.
- No chłopcy, powitajcie pierwszego, od zeszłego roku szkolnego, żeńskiego członka klubu pływackiego.
Uśmiechnąłem się przyjaźnie do dziewczyny, w czasie gdy chłopcom (z wyłączeniem Leo) opadły szczęki.
- Evans Craig, kapitan - przedstawiłem jej się, podając jej rękę na powitanie.

Martyna? wiem żeś nie nowa, ale kiedyś musiało powstać to opowiadanie heh

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Martyny CD Dementora

Byłam roztrzęsiona. Nie tylko dlatego, że ci faceci mnie dotykali i w ogóle… To, co zrobił Dementor… Nie mogłam w to uwierzyć. Niemo wpatrywałam się w martwe ludzkie ciała. Czując ciągle, jak nogi mi się trzęsą oraz słysząc syreny policyjne, spojrzałam na chłopaka. Nie wyglądał, jakby był zadowolony ze swojej roboty. Po chwili jednak ruszył w stronę akademii.
- Czekaj!! - odruchowo za nim zawołałam. Niebieskooki odwrócił się w moją stronę. Spuściłam głowę w dół. Słowa utkwiły mi w gardle. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Bałam się. Czego? Że znowu wpadnie w szał i mógłby mnie też zaatakować? Raczej tak... Na szybko wytarłam łzy spod szkieł nowych okularów. Gdy znowu na niego spojrzałam, miał wystawioną dłoń w moim kierunku. Przeniosłam wzrok na jego twarz, na której miał zachęcający uśmiech. Serce podpowiadało mi, bym chwyciła jego rękę, jednak mózg był temu przeciwny. Ostatecznie wybrałam to pierwsze. Syreny były już coraz bliżej. Położyłam na dłoni Dementora swoją, a ten od razu ją ścisnął, po czym zaczął mnie ciągnąć. Zaczęliśmy biec w stronę Akademii Green Hills, tylko ja trochę nas spowalniałam. Nie miałam zbytnio sił i czasu, by mu powiedzieć, że niezbyt nadążam. Szczerze to nie czułam już nawet nóg. Nienawidzę biegać…
- D-Dem-Dementor – wysapałam, gdy widziałam już przed nami bramę do szkoły. Ten odwrócił się do mnie, a gdy zobaczył pewnie moją twarz, na której wyraźnie miałam wymalowane zmęczenie, w końcu zwolnił. Zupełnie zatrzymaliśmy się dopiero kilka metrów od wejścia na teren akademii. Złapałam się za kolana, głęboko oddychając. Nie mogłam złapać pełnego wdechu, nie wspominając o tym, że serce biło mi jak oszalałe.
- Chyba nie masz doświadczenia w bieganiu, co? - usłyszałam z jego strony. Pokręciłam przecząco głową. Po jakiejś minucie w końcu się uspokoiłam, prostując się.
- Tylko w pływaniu. Jednak nawet mimo tego, nie wydaje mi się, bym miała większą pojemność płuc – wyjaśniłam. Chłopak cicho się zaśmiał, a ja poszłam w jego ślady. Po chwili już oboje szliśmy w ciszy obok siebie w stronę akademików. W pewnym momencie poczułam, jak jego dłoń dotyka moją. Natychmiastowo poczułam ciepło na twarzy i zabrałam rękę, przytrzymując ją drugą. Jednak zaraz powiał zimny wiatr, przez który przeszedł dreszcz po całym moim ciele. Niby lato się zbliża, ale noce jeszcze są zimne.
- Zimno ci? - usłyszałam pytanie ze strony niebieskookiego. Przelotnie spojrzałam na jego wyraźnie zmartwioną twarz. Nieśmiało skinęłam głową. Po niecałej minucie coś poczułam na swoich ramionach. Sięgnęłam tam ręką, jednocześnie patrząc. Bluza? Spojrzałam na Dementora, który miło się do mnie uśmiechał. Znowu poczułam ciepło na twarzy, jednak nie odwróciłam wzroku od chłopaka. Poprawiłam sobie tylko materiał, wkładając ręce w rękawy, które były o wiele na mnie za duże, ale cała bluza ogólnie była ciepła. W końcu oderwałam od niego oczy, biorąc głowę w dół. Powąchałam dany mi materiał. Pachniał…chłopakiem. Nie mam zielonego pojęcia, co to jest i nie będę próbowała zgadywać. Wiedziałam tylko jedno – ten zapach mi się podobał. Po kolejnych minutach spędzonych w ciszy, w końcu znaleźliśmy się w akademiku, a dokładniej to na części damskiej. Staliśmy naprzeciwko siebie, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie chciałam oddawać tej bluzy. Było mi w niej ewidentnie za ciepło oraz za ładnie dla mnie pachniała. Podniosłam głowę w górę. Znowu wpatrzyłam się w jego zimnie wyglądające oczy. One też były za ładne. To dziwne… Nawet nie znam go cały dzień, a tak się przy nim dziwnie czułam. O rzeczach, które mówiłam w głowie, nie wspomnę nawet. Jestem żałosna…
- To ten… Dobranoc – powiedział Dementor. Czyli to on postanowił zacząć…
- Dobranoc… - powtórzyłam. Już miałam złapać za materiał, by oddać mu jego własność, jednak ten zrobił jakiś nieznany mi ruch ręką.
- Zatrzymaj ją. Pasuje ci – wyznał. I znowu to ciepło… Skinęłam głową. Już miałam zrobić ten krok i pójść w swoją stronę, gdy nagle stało się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Usta Dementora znajdywały się na moich. Szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia.
- Przepraszam!! - usłyszałam za sobą czyjś głos. Niezbyt pewnie, ale i niechcący ruszyłam wargami, przez co chyba nawet pogłębiłam nasz pocałunek. W co ja się wplątałam… I co ja zrobiłam?!

Dementor? Jestem z siebie ewidentnie dumna T-T

Od Dementora CD Martyny

I tak nie miałem nic do roboty, wydawała się ciekawą dziewczyną.. ale musiał bym ją bardziej poznać. Mam nadzieje że się uda. Zagapiłem się trochę na jej pośladki.. (nie pytajcie...) Po chwili ogarnąłem się i dorównałem jej kroku. Szliśmy w ciszy przez parę minut, rozgadaliśmy się z przedstawicielem sklepu. Niezły ubaw z tym gościem. Po paro godzinach w końcu wyszliśmy. Zrobiło się ciemno już na dworze, ale było wszystko ładnie oświetlone, dookoła żadnej żywej duszy.
-Uwielbiam gościa. - oznajmiłem rozbawiony, dziewczyna przewróciła oczami i założyła nowe okulary.
-No to odprowadzić cię? - spytałem chętny.
-Wiesz... może lepiej nie. Dam se rade. - rzekła nieśmiało odwracając wzrok.
-Ou.. no dobrze.. - oznajmiłem po czym dziewczyna już ruszyła w swoją stronę. - ..To do .. jutra... - cichutko rzekłem nieco smutny westchnąłem, po czym odwróciłem się i włożyłem dłonie w kieszenie. Usłyszałem gruby głos, szybko spojrzałem na dziewczyne która była z kazdej strony otoczona jakimiś starszymi facetami.
-Się zabawimy panowie dzisiaj. - usłyszałem śmiechy. Martyna nie zbyt dobrze to znosiła, przytuliłą się do ściany. Ci zaczeli ją dotykać..
-Zostawcie ją! - podbiegłem i stanąłem pare metrów od nich. odwrócili się i spojrzeli z kpiną.
-Jesteś sam, a nas jest piątka. Lepiej się w to nie wtrącaj gówniarzu puki jeszcze ci pozwalam oddychać! - oznajmił agresywnie.
-Jak ją zostawicie, to sobie pójdę. - postawiłem ultimatum.
-Warunki mi stawiasz?! Słyszeliście gościa? Daje ci ostatnią szanse, spadaj gówniarzu! Bo się rozmyśle. - rzucił fajkę w moją stronę. Zacisnąłem dłonie w pięści, mięśnie się napinały, oczy zniknęły zza włosami, spuściłem głowę zaciskając zęby w podłym uśmiechu, po cichu zacząłem się śmiać, głos mój z chwili na chwile podnosił się o ton, a głowa podnosiła. Czułem jak źrenice zmieniają kształt a ja.. traciłem panowanie. Rzuciłem się na jednego z nich uderzając w twarz po czym złapałem i rzuciłem o ścianę. Drugi przyszedł na ratunek, złapałem za twarz, wtedy czas jakby stanął na chwile w miejscu tylko po to by mógł ostatni raz ujrzeć me oczy. Szybko odwróciłem się ciągnąć jego głowę do ziemi rozwalając czachę. Wstałem po czym rzuciło się dwóch, jednego kopnąłem w klate drugiemu przejechałem moim survivalowym nożem po krtani sprawiając że krew tryskała na wszystkie strony brzydząc moją twarz jak i ubrania. Ostatni ocalali uciekli w popłochu... Stanąłem w miejscu, mój oddech przyspieszył i wyraźnie ukazywał to w swym wyglądem, klatka piersiowa widocznie się podnosiła i opadała. Dziewczyna podniosła się spoglądając na mnie niepewnie. Odwróciłem szybko głowę spoglądając na nią z boku z agresywnym uśmiechem. Mocniej zacisnąłem nóż w dłoni po czym wykonałem szybki ruch wbijając go w ścianę tu przy szyi dziewczyny. Widziałem w jej oczach panikę co podobało mi się, ale po chwili jej oczy zaczęły się szklić... Wtedy coś we mnie pękło. Sprawiło że łakomstwo krwi i śmierci przeminęło... przywróciło mi kontrole. Potrząsłem trochę głową, puściłem nóż który tak mocno wbił się w ścianę że nie chciał spaść. Rozejrzałem się dookoła, znów to widzę... znów kogoś zabiłem. Nie.... Spojrzałem również na swe zakrwawione ręce, następnie na dziewczynę.
-Martyna... - cicho szepnąłem bojąc się że zostałem spalony... że już się do mnie nie odezwie. Ta lekko pokiwała przecząco głową. Usiadłem na ziemi chwytając się za głowę...
-Dlaczego... - cicho pytałem sam siebie, po chwili słyszałem syreny a niedaleko widziałem kolory policyjne. Szybko wstałem, ujrzałem znów przerażoną dziewczynę, po czym bałem się że mnie wyda, jest jednym z świadków. Zmuszony bylem by uciec do akademii...
Martyna?

Od Martyny CD Dementora

Na pytanie chłopaka spuściłam głowę w dół, przyglądając się swojej kartce. Czułam jego wzrok na sobie, przez co trochę się stresowałam. Miałam plany na narysowanie człowieka, który w dłoniach trzyma pysk psa, gdzie ten patrzy w jego oczy. Zaczęłam od ludzkiej postaci i w jakiś sposób przypominał mi Dementora, jednak ten chyba tego nie zauważył. Tyle dobrego… Wzięłam głęboki wdech.
- Ja również bardzo lubię zwierzęta, ale głównie rysuję pieski… Ludzi w ostateczności, gdy mam mocny zarys ich twarzy w głowie – powiedziałam, niezbyt pewnie zwracając się w stronę jego twarzy. Ten jednak był odwrócony ode mnie, a gdy znowu miał na mnie spojrzeć, sama się od niego oderwałam, jednocześnie czując na policzkach ciepło.
- To co mówiłaś? - spytał od razu. Westchnęłam, przewracając oczami. Naprawdę nie mógł się skupić na dwóch rzeczach naraz? No cóż… Popatrzyłam na niego, nieśmiało się uśmiechając.
- Mówiłam, że też najczęściej rysuję zwierzęta – wyznałam, przymykając dodatkowo oczy. Gdy je otworzyłam, zaczęły mnie boleć. Jeśli tak będę mieć cały czas z soczewkami, to bez okularów nie przeżyję. Zwróciłam twarz w stronę rozpoczętego rysunku. Wątpię, bym jeszcze kiedyś go dokończyła, jak teraz przerwę, ale cóż… Okulary moim zdaniem są ważniejsze. Zaczęłam pakować swój blok, w którym zazwyczaj rysowałam oraz mój ulubiony ołówek, który kiedyś połamałem, ale aktualnie był sklejony różową taśmą z ptaszkami i serduszkami. Zasunęłam plecak, wstając z ławki i zarzucając go na plecy. Wzięłam jeszcze torbę na prawe ramie. Muszę w końcu ją wypakować i rozwiesić strój z ręcznikiem w łazience. Nie będę przecież z nią chodzić po mieście, po to, by tylko pójść do okulisty i kupić odpowiednie okulary.
- Czekaj, Martyna – poczułam, jak chłopak łapie mnie za ramię. Równocześnie serce zabiło mi szybciej, jednak się nie ruszałam, czekałam na to, co on chciał zrobić. - Gdzie idziesz? - spytał, stając przede mną. Gdy wzięłam wzrok w górę, by spojrzeć na jego twarz, zauważyłam, jak miło się uśmiecha. Natychmiastowo spojrzałam w bok, nie chcąc zapatrzyć się w jego jasne oczy, które już mnie wzywały. Ruszyłam tylko torbą na moim ramieniu.
- Rozwiesić basen w pokoju, a potem na miasto kupić sobie nowe okulary… – powiedziałam. Próbowałam go minąć, jednak ten się przesunął. Gdy chciałam spróbować z lewej strony, również zagrodził mi drogę. Zamrugałam kilka razy oczami, chcąc wiedzieć, co on takiego kombinuje.
- Dotrzymam ci towarzystwa. Wiesz… Ja nie mam co robić a samemu to tak trochę smutno po mieście łazić – mówił, ciągle miło się uśmiechając. Zapatrzyłam się w jego usta, które raz po raz się ruszały, by wymówić jakieś słowa. Mógłby mieć ten uśmiech już na zawsze… Natychmiastowo potrząsnęłam głową na boki, wyrzucając tę myśl z mojego mózgu. Znowu wzięłam głowę bardziej w dół.
- Jak chcesz… - szepnęłam tylko pod nosem. Tym razem pozwolił mi siebie minąć, jednak ciągle słyszałam jego krok, jak i czułam jego obecność za sobą oraz wzrok, który trzymał… Na pewno nie na moich plecach, bo bym to wiedziała. Chociaż…przecież często mi się wydaje, że ktoś na mnie patrzy, a to nieprawda. Muszę się w końcu ogarnąć…

Dementor?

sobota, 3 czerwca 2017

Od Dementora CD Martyny

Dziewczyna wydała się dziwna ale to tylko nasyciło mój apetyt. Wiem że jest nieśmiała ale to da się zwalczyć na pewno. Nie odpuszczę tym bardziej. Wróciłem do akademio, ale zamiast wejść to ujrzałem dziewczynę która siedzi w zaciemnionej ławce, trzymała jakąś książkę albo kartki. Postanowiłem nie marnować czasu i podejść zagadać.
-Witaj, mogę się dosiąść? - spytałem przyjaźnie Dziewczyna gdy tylko mnie ujrzała spuściła głowę nieśmiało.
-Hey.. czy coś się stało? - zmartwiłem się ciupkę, musiałem ją nieco poznać aby przekonać się o jej cechach. Wtedy ujrzałem co trzyma w rękach.
-Wow pięknie rysujesz. - rzekłem od razu przybliżając się.
-Dziękuję.. - cichutko powiedziała, nieśmiało bardziej zacisnęła się do siebie.
-Heh również kocham rysować, zwłaszcza kociaki. - wyciągnąłem zeszycik z mojej torby. Otworzyłem rysownik i ukazałem z lekkim strachem jedno z mych dzieł.
http://pu.i.wp.pl/%3Fk=NDEzMDcyMzEsNjY4NzIy&f=kicia.jpg
-Ja bardziej kocham rysować zwierzątka, nigdy nie potrafiłem tworzyć postaci ludzkich. - oznajmiłem od razu próbując wzbudzić w niej odrobiny ciekawości z mej strony. Chciałem pokazać że może się przy mnie otworzyć i nie bać się mrocznej strony. Jestem taki że nie poddaje się jednak miło by było jakby krócej to trwało niż musiało.
-A co ty głównie rysujesz? - spytałem, zauważyłem że opaska na ręce mi się ześlizgnęła, odwróciłem się i od razu szybko z powrotem ją zalepiłem.
-To co mówiłaś? - spytałem po chwili znów.

Martyna? Było by o wiele dłuższe gdyby howrse nie skasowało mi wiadomości

piątek, 2 czerwca 2017

Od Martyny CD Dementora

Szlag by to. Dlaczego, gdy to powiedział, po moim ciele przeszedł dreszcz? Dobra to w sumie teraz nieważne. Teraz ważne było to, że zdecydowanie nade mną górował. Czułam, jak nogi mi się lekko trzęsą, czego szczerze nie lubiłam. Jeśli zaraz nie ucieknę przed nim, to będzie cud. Spuściłam głowę w dół, biorąc niezbyt pewnie w dłonie moje okulary. A ja się dziwiłam, że słabo widzę. Przynajmniej miałam soczewki w torbie. Podniosłam je na wysokość moich uszu, po czym westchnęłam.
- Mogłeś przynajmniej zauważyć, że są pęknięte – powiedziałam, odstawiając torbę na ziemię, a biorąc przed siebie plecak w poszukiwaniu etui na nie. Nie dość, że oprawki pękły to jeszcze szkiełka… Nie no, świetnie. Z dosyć mocnym hukiem zamknęłam brązowe pudełko, z powrotem wrzucając je do torby. Znowu wzięłam głowę w górę, spoglądając na twarz nieznajomego. Nieświadomie wpatrzyłam się w jego oczy, z czego wybił mnie dopiero jego głos, którego na początku w sumie nie usłyszałam.
- Słucham? - spytałam, otrząsając się. Zdecydowanie niebieski mu pasuje i nie chodzi tu tylko o oczy. Ten delikatnie się uśmiechnął, biorąc dłoń w moją stronę.
- Dementor – powiedział. Spojrzałam na jego rękę gotową do uściśnięcia. To jego imię..? Trochę dziwne, trzeba przyznać. Niezbyt pewnie za nią złapałam, odwracając głowę gdzieś w bok.
- Martyna – rzekłam, na końcu biorąc wzrok trochę bardziej w górę. Ten znowu miło się uśmiechnął, a ja poczułam ciepło na moich policzkach. Wręcz wyrwałam dłoń z jego uścisku, schodząc na sam dół schodków. Nie zwracałam uwagi na jego pytania z udziałem mojego imienia. Po prostu znowu zaczęłam biec, by tym razem jak najprędzej znaleźć się w swoim pokoju. Po prostu nie chciałam, by usłyszał bicie mojego serca, które ciche na pewno nie było. W tym jeszcze to dziwne uczucie w środku, jakby coś tam żyło i się ruszało. Mam dosyć…

Dementor?
Theme by Bełt