Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Javier Polaco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Javier Polaco. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 stycznia 2018

Od Kayna CD Javiera

Kiedy Javier zaczął uderzać mnie poduszką, zacząłem szybko rozglądać się za czymś, czym mógłbym się obronić od chłosty, ale najbliższa poducha była na łóżku mojego współlokatora. Cóż, teoretycznie mógłbym mu przywalić lampą, szufladą, lub czymkolwiek innym, co miałbym pod ręką, ale z drugiej strony nie chcę mu zrobić krzywdy. Oczywiście, nadal jestem trochę… Zestresowany? Roztrzęsiony? Zaskoczony? Jakkolwiek by tego nie nazwać, to uczucie towarzyszyło mi bez przerwy od momentu, w którym obudziłem się w swoim łóżku. Nie, właściwie to od momentu, w którym się „obudziłem w swoim łóżku”, a raczej od momentu, w którym się zorientowałem, że nie jestem w nim sam.
Mimo wszystko, w obliczu „zagrożenia” momentalnie zapomniałem o tym, że chłopak, który właśnie atakuje mnie poduszką, jest dziwnym zbokiem.
Kiedy udało mi się uniknąć jednego z ciosów, wpadłem na genialny, nieco chaotyczny plan, który mógłby mi pozwolić na dostanie się do jego poduszki. Zacząłem blokować uderzenia swoim przedramieniem, po czym zbliżyłem się minimalnie do swojego łóżka.
Mój plan był taki, że szybko ściągnę kołdrę, rzucę ją na Javiera, a zanim on zdąży ją z siebie zrzucić, podczołgam się do jego łóżka, zabiorę mu poduszkę i wyrównam swoje szanse w walce.
Plan zdawał mi się idealny. Ściągnij kołdrę, rzuć, złap poduszkę. Ściągnij kołdrę, rzuć, złap poduszkę. Nic prostszego.
W pewnym momencie Javier stanął na nogach (notabene stał na moim łóżku), w tamtym momencie wiedziałem.
Wiedziałem.
Things.Get.INTENSE.
To był ten moment. Złapałem skrawek kołdry i z całej siły pociągnąłem. Wspominałem kiedyś, że w szóstej klasie miałem dwóję z fizyki? Nie? Teraz już wiecie.
Nie przewidziałem jednego. A mianowicie tego, że stojący w pionie Javier, stojący na kołdrze, po jej pociągnięciu upadnie.
Szczególnie nie przewidziałem, że upadnie NA MNIE.
A dokładnie to się stało. Javier spadł z łóżka i wylądował na mnie. Jak w jakimś yaoi. Jego twarz była jakieś 10 centymetrów od mojej. Jak w jakimś yaoi. Zarówno ja, jak i on, zrobiliśmy się czerwoni jak… Coś czerwonego. Jak w jakimś yaoi.
Leżał tak przez chwilę na mnie (Szatanie błagam dopomóż) w kompletnej ciszy. Ja tylko gapiłem się na niego w milczeniu. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe.
-KAYN? NIE WSPOMINAŁEŚ ŻE JESTEŚ POSTACIĄ Z ANIME!-Wykrzyknął nagle, podnosząc się lekko.
-C-co?-Wydukałem tylko, wciąż zszokowany tą jakże r o m a n t y c z n ą sytuacją.
-Wiesz, postaciom z anime zawsze leci krew z nosa kiedy są-nagle ściszył ton, a właściwie wyszeptał ostatnie słowo-podniecone.
-Że co?-Wymamrotałem, przejeżdżając brzegiem dłoni o nos. Zauważyłem krew. Zamrugałem parę razy, wycierając ciecz rękawem bluzy.
-Kayn, nie przejmuj się. Każdemu się zdarza, szczególnie w takiej sytuacji-odezwał się Jav i rękawem swojej bluzy starł mi odrobinkę krwi z policzka-rozumiem, mnie też ta sytuacja podnieciła, to nic złego.
Odsunąłem się od niego i warknąłem:
-To skok ciśnienia, a nie… Zboku.
<Javier? Chciałbym mieć tyle odwagi żeby pisać na matmie XDD>

Od Javiera CD Kayn

Było mi tak dobrze, tak cieplutko i przyjemnie. Nie chciało mi się wstawać. Na pewno nie teraz...
A najlepiej to nigdy.
Nie było mi pisane jednak to szczęście...
Moja pobudka była bardzo bolesna. I na pewno na nią nie zasłużyłem.
Dostałem kopniaka. Takiego mocnego, prosto w brzuch.
Aua. Będzie siniec.
Podczas gdy ja, tak niesprawiedliwie potraktowane biedactwo, kuliłem się, przyciskając dłonie do brzucha.
- Za co... - jęknąłem w odpowiedzi na okrzyk mojego nowego współlokatora. No taaaak, nowy, uroczy chłoptaś.
Hmmm, czyżbym pomylił łóżka? Możliwe, możliwe.... W końcu wcześniej było mi obojętne, do którego trafiłem. Mogłem spać wszędzie, byleby było wygodnie.
A tu było mi tak dobrze...
- Czemu to zrobiłeś? - spojrzałem na niego wzrokiem spaniela. - Przecież było tak wygodnie, i miło, i ciepło... Nie mogliśmy sobie pospać, skoro już jest weekend? - wymamrotałem, stawiając nogi na podłodze i masując brzuch. Au, au, au.
- ‎Coś ty robił w moim łóżku?! - wypalił. Uroczo, ale zawstydzony, hehe. Prawiczek na sto procent.
- ‎No zabłądziłem.... Ale to przecież nie powód by mnie atakować! Co ja ci zrobiłem, co? - hmm, ciekawa sytuacja, i pozycja. Tak patrząc na niego z góry mogę stwierdzić, że naprawdę ma ładną buźkę. Podoba mi się.
Gdyby tylko tak mocno nie kopał... To zdecydowanie niszczy zabawę. Powinien zachowywać się tak, żeby pasowało do niego. Czyli słodko, uroczo i grzecznie. Jak misio.
Gdy się obudził powinien się tak mocno zarumienić, skulić i cichutko i grzecznie mnie obudzić... Aaaaaa, to by było takie słodkie! Czemu nie może być taki......
Wciąż na niego patrzyłem, oczekując jakiejś reakcji...
Przez kilka chwil tylko się na mnie gapił, chyba nie wiedząc co ma powiedzieć. Czekałem, czekałem...
- Z... - usłyszałem nagle. Zaraz potem się jednak jakoś zaciął, czy co....
- ‎He? Co? - nie miałem pojęcia, co dokładnie chciał powiedzieć. Jakieś słowo na 'z'? A może chodziło mu o coś 'z' czymś? Hmmm, pewnie zaraz się dowiem.
- ‎...Zboczeniec! - wyrzucił z siebie. O nie nie nie, wypraszam sobie. Ja nie jestem zboczeńcem. Jestem prawilną osobą!
- ‎Wcale nie! - zaprotestowałem. - Przecież nic ci nie zrobiłem! Jak możesz tak mówić! Jesteś okrutny! - ta zniewaga krwi wymaga. Walić ból brzucha, chociaż za to też się zemszczę.
Chwyciłem jego własną poduszkę. Nie do końca świadomie, czy tam celowo, ale akuratnie była pod ręką, więc spoko.
Zacząłem go napierdzielać.... Nie za mocno, no. Nie chcę go uszkodzić... Szkoda takiego karate-kotecka
< Motywacja na pisanie na matmie kiedy wszyscy inni robią coś pożytecznego? lvl 5000 XD >

sobota, 30 grudnia 2017

Od Kayn'a CD Javiera

Następnego ranka zbudziła mnie nadzwyczaj wysoka temperatura w pokoju. Co więcej, miałem wrażenie, że kołdra wyjątkowo mocno się wokół mnie owinęła. Dość często miewałem ten problem, strasznie się wiercę podczas snu, ale tym razem czułem się wręcz... Podduszony. Podduszony kołdrą. O, zgrozo.
Ze względu na brak soczewek byłem w stanie niewiele zobaczyć, więc odkryłem się tylko troszkę spod cieplutkiej kołdry, chcąc się delikatnie ochłodzić.
Byłem jeszcze połowicznie przytomny, więc ignorowałem większość czynników zewnętrznych. W pewnym momencie błogi stan pół-snu przerwała głośna muzyka, zwiastująca, że mój budzik właśnie się włączył.
Po całym pokoju rozbrzmiało "Wake me up, before you go, go", a ja momentalnie rzuciłem się w stronę telefonu, wyłączając budzik. W innych okolicznościach pewnie powoli bym wstał i spokojnie wyłączył piosenkę, która doszłaby już do połowy. Tak zwykłem to robić jeszcze parę dni temu. Tym razem jednak nie chciałem obudzić mojego nowego współlokatora.
- Uh, co to było? Budzik?-Usłyszałem zaspany głos chłopaka, który prawdopodobnie nie był jeszcze w pełni wybudzony. W głowie już układałem formułkę przeprosin, którą miałbym w stresie wypowiedzieć.
- Tak, sorki, zapomniałem wyłączyć go na weekend-wyjaśniłem, po czym odwróciłem się, chcąc zerknąć na Javiera. Spodziewałem się ujrzeć chłopaka leżącego na swoim łóżku. Rzeczywistość była jednak nieco inna.
Zaraz... Zaraz, ZARAZ... Czemu on jest na moim łóżku, do cholery?!
Chłopak leżał centralnie obok mnie, obejmując mnie ramionami, a jego klatka piersiowa przylegała do moich pleców.
- C-co, cocococococo!?!-Wyjąkałem tylko, ale, o zgrozo, mój współlokator już zasnął z powrotem. Przyciągnął mnie do siebie i mruknął coś przez sen. Momentalnie rzuciłem się w przeciwnym kierunku. Przypadkowo zrobiłem fikołka do tyłu, co skutkowało spadnięciem z łóżka i przypadkowym uderzeniem Javiera w brzuch nogą. Zakręciło mi się w głowie do tego stopnia, że przeleżałem jakieś dziesięć sekund gapiąc się w sufit. Serce waliło mi jak oszalałe. W końcu mój błędnik przestał szaleć, a ja zamrugałem kilka razy.
Leżałem teraz na podłodze, patrząc z zaskoczeniem na współlokatora, który, po prawdopodobnie dość bolesnym kopniaku, zdążył już się ponownie obudzić. Nic dziwnego; moje kopnięcie było na tyle mocne, że sam Chuck Norris i Strażniczki Gwiazd by się takowego nie powstydziły.
- Co jest?! Co ty tu...-Wykrzyknąłem, stosunkowo głośno jak na samego siebie.

<Javier?>

środa, 27 grudnia 2017

Od Javier'a CD Kayn

- Wcaaale nie jest dziwne... To tak bardzo ci pasuje, że nie ma możliwości, żeby było dziwne~ - zachichotałem, znów wracając na swoje łóżko. - Pewnie jesteś zmęczony, jutro jest niedziela, więc można trochę poleżeć, ale i tak powinieneś trochę się tu rozłożyć, wskoczyć pod prysznic i uderzyć w kimono. Dam ci chwilę spokoju, i przy okazji rozgrzeje łazienkę. - wstałem znów, spod swojej poduszki wyciągając obcisłe, wściekle pomarańczowe bokserki i identycznie przylegającą i wściekłą, ale zieloną koszulkę. Żartobliwie pomachałem chłopakowi i zamknąłem się w łazience.
Zrzuciłem z siebie ubrania, rzucając je do kosza na brudy. Od razu wszedłem do kabiny, włączając gorącą wodę. Buchnęła para, a mi zrobiło się tak fajnie... Uwielbiam gorące prysznice.
Sterczałem tak kilka minut, zanim zacząłem szukać na oślep żelu do mycia. Gdy wreszcie go znalazłem, po prostu wylałem sobie trochę na głowie. Zrobiło się mnóstwo piany, którą zacząłem się szorować.
Odprężony, czysty i pachnący waniliową miętą naciągnąłem na siebie moją wywołującą raka oczu piżamę i wyszedłem z łazienki, otoczony kłębami pary. Przemknąłem do łóżka, żeby tylko nie stracić tego przyjemnego ciepełka i zanurkowałem pod kołderkę.
- Jak skończysz, zgaś światło. Dobranoc - mruknąłem zadowolony, owijając się tak, że wystawały tylko wciąż mokre włosy i zamknąłem oczy. Teraz mogłem spać~

W środku nocy poczułem, że mój pęcherz nie ma zamiaru utrzymać więcej płynów. Wciąż częściowo śpiąc podreptałem do łazienki. Nie chciało mi się nawet koncentrować, więc po prostu usiadłem na lodowatym siedzeniu, wzdrygając się. Zrobiłem co musiałem, umyłem rączki i znów lulu.
Oh, tak cieplutko. Kto by pomyślał, że ta nowa kołdra tak dobrze trzyma ciepło...
Od kiedy mam takiego fajnego misia? Taki milutki do przytulenia...
Tak to mogę spać~

< Koci pluszaku? On się szybko nie obudzi... ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

wtorek, 12 grudnia 2017

Od Kayna CD Javiera

Szczerze mówiąc, Javier trochę mnie onieśmielił. Jego pewność siebie i specyficzne poczucie humoru sprawiały, że nie czułem się zbytnio pewnie. I jeszcze ten pseudonim… „Kotek” brzmi wręcz pieszczotliwie. Za kogo on się ma?
Javier wyszedł z pokoju, a ja siedziałem sztywno na swoim łóżku. Po krótkiej chwili położyłem się plecami na łóżku, patrząc w sufit. Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze nosem.
Teraz wystarczy, że przyłożę się do nauki i już nic nie zakłóci mojego spokojnego, prostego życia. Szkoła, sen, jedzenie, granie. Nie mogło być łatwiej.
Mam tylko nadzieję, że Javier nie będzie próbował zaburzyć mojej idyllicznej egzystencji… A niestety, on zdecydowanie wygląda na typ osoby, która chętnie będzie zaburzać mój spokój swoim niekończącym się entuzjazmem i chęcią życia.
Po jakichś dwóch minutach mój współlokator powrócił do pokoju. Szybko zebrał confetti na szufelkę i wyrzucił je do kosza na śmieci. Odłożył szufelkę i zmiotkę obok swojego łóżka i oświadczył:
- Dobra wiadomość jest taka, że pozwolono nam zatrzymać to dla siebie-powiedział, ruchem głowy wskazując na narzędzia.
- Super-odpowiedziałem, w połowie ironicznie.
- Oj, Kotek, powinieneś się cieszyć-stwierdził, prawdopodobnie tylko po to, żeby nazwać mnie „kotkiem”.
- Nie nazywaj mnie tak-poprosiłem krótko.
- Ojojoj, a to czemu?-zapytał, układając usta w dzióbek.
- Bo to dziwne-burknąłem.

<Javier? Brak weny bardzo>

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Od Javiera CD Kayn

Przyszedł, przyszedł, przyszedł~
I aaaaaa, takie trafienie! Takie to malutkie, i urocze, i słodkie!
Jeszcze raz, nie przystawiam się do każdego, ale takiego misiaczka trudno nie utulić!
Chociaż dziś już dość go nastraszyłem, więc na razie dam mu spokój...
Przedstawiłem mu się dwa razy, on mi też dwa.
Obserwowałem go, gdy się rozglądał i rzucał torbę na łóżko.
Też mogę mu mówić jak chcę, taaaaak....?
Huhuhu, dam mu spokój, ale tak nie do końca, hehe.
- Hmm, to będę cię nazywał.... - postukałem się w brodę - ...Kotek! Taki ty malutki, i strachliwy, a oczy ci zasłania jak tym takim futrzastym kociakom~ - zaśmiałem się i podszedłem bliżej. - ...Ale mimo wszystko mógłbyś coś z tym zrobić. - wydąłem wargi i znów chwyciłem jego grzywkę w palce, tym razem ją podnosząc. Ale czerwone policzki hehehe~ Ale i tak ma śliczną mordkę.
Kayn był widocznie zażenowany, więc osiągnąłem swój cel. Dziś będę spał spokojnie.
Rzuciłem się na swoje łóżko, przez kilka chwil odbijając się na materacu, po czym zgrabnie wyłożyłem się na brzuchu, podpierając się na łokciach i zawijając kostki w powietrzu. Czas przedstawić mu schemat życia tutaj.
- Tam jest twoja połowa szafy, mojej lepiej na razie nie otwieraj, bo pakowałem tam dziś wszystko na szybko i przy otworzeniu ktoś może zginąć pod lawiną. Tam jest łazienka, są chyba trzy wolne szafki, więc tam możesz się porozstawiać gdzie chcesz. Ogarnąłem też dwa wolne miejsca na ręczniki. Jak coś ci tam będzie przeszkadzać, to po prostu rzuć w kąt, to później gdzieś to upchne. Eeeee, co jeszcze.... Ano, z tym rzucaniem w kąt, to odnosi się to wszystkich moich rzeczy, muszę się przyzwyczaić do mieszkania z kimś, więc na razie mogę robić trochę bałaganu. I jeszcze zazwyczaj otwieram okna na noc, więc jak będzie ci zimno, to po prostu zamknij. A jeśli zdarzy mi się w nocy chrapać albo gadać to po prosty przywal mi kapciem. Masz kapcie, nie? Bo podłogi są zimne, a od stóp się najłatwiej pochorować, więc przynajmniej skarpety noś. A jak nie masz kapcia, to zawsze możesz butem ciepnąć. Jakby cokolwiek się działo albo jakbyś miał jakieś pytania, to po prostu mów, chętnie pomogę. Wiem że za dużo gadam, więc jak cię zacznie to denerwować to po prostu mnie ucisz. - wziąłem pierwszy głębszy wdech od chwili kiedy zacząłem mówić. Uff, moje płuca. Brak tlenu prawie! - A teraz zostawię cię tu na chwilę, pójdę po miotłę i ogarnę to konfetti, zanim rozniesie się po całym świecie. Zaraz wracam~ - podniosłem się i nie czekając na jego reakcje poszedłem skołować jakieś coś do sprzątania... No cóż, w pokoju czegoś takiego nie mam... Połamałem.
A chłopak przynajmniej będzie miał czas przetrawić moje gadanie.... Hehe, naprawdę jest uroczy~

< Kotecku~? >

Od Kayna CD Javiera

Tuż po otworzeniu drzwi do mojego nowego pokoju, zostałem zaatakowany przez mojego nowego współlokatora. Szczerze powiedziawszy, dawno się tak nie wystraszyłem. Moje serce zaczęło dużo szybciej bić, a mi odebrało dech na ułamek sekundy. Mój współlokator chyba uznał, że najlepszym sposobem na rozpoczęcie znajomości, jest sprawienie, aby „obiekt” dostał zawału serca.
Co do wyglądu mojego nowego „kolegi”… Nawet nie byłem w stanie go w pełni zobaczyć. Mój wzrok ograniczał się do jego klatki piersiowej, ze względu na różnicę wzrostu, oraz ze względu na moją grzywkę.
Patrzyłem przez chwilę przed siebie w bezruchu, po czym nagle, nieoczekiwanie odskoczyłem do tyłu i zakryłem twarz dłońmi.
- Jeny, mały, nie chciałem Cię przestraszyć-wyjaśnił, jakby zawstydzony.
- Um, nie ma problemu-odpowiedziałem szybko.
- Jestem Javier, miło poznać-powiedział i szybko złapał mnie za rękę, potrząsając nią lekko.
- Emm, Kayn-przedstawiłem się nieśmiało. Czułem na sobie wzrok chłopaka, który nagle odezwał się głośno:
- Hej, ty w ogóle coś widzisz przez tą grzywkę? Nawet nie widać twojej twarzy…
Po tych słowach szybko uniósł dłoń w kierunku mojego czoła, zgarnął moją grzywkę z oczu i ruchem dłoni przesunął ją na bok, ukazując całą moją twarz. Po sekundzie nachylił się troszkę w moim kierunku i zbliżył swoją facjatę do mojej. Zapiekły mnie policzki, więc odwróciłem wzrok na bok, nie odzywając się.
- Tak Ci lepiej-stwierdził, uśmiechając się. Odsunąłem się do tyłu, ścisnąłem mocniej rączkę torby i wszedłem do pokoju. Rozejrzałem się po pokoju i odetchnąłem z ulgą.
- Uh, może poznajmy się lepiej. Jak już mówiłem, jestem Javier, ale możesz mówić mi Jave, Jav, Daddy, czy jak tam chcesz-uśmiechnął się głupio, a ja rzuciłem swoją torbę na łóżko.
- Umm, jestem Kayn Kobayashi, jak już mówiłem. Ty też możesz mi mówić jak chcesz-odparłem.

<Javieerrr?>

Od Javiera Do Kayna

Nie dane mi było cieszyć się mieszkaniem samemu zbyt długo...
No ale cóż, musiałem przyznać, że coś w tym było. Mieszkanie samemu w podwójnym pokoju byłoby chyba zbyt piękne by trwać wiecznie.
Gdy przyszli mi oświadczyć, że mam dwa wybory, trochę mnie zatkało. Albo miałem zrobić miejsce dla współlokatora, albo musiałem spakować wszystkie swoje rzeczy i przenieść się do mniejszego, jednoosobowego pokoju.
W chwili, gdy postawiono mi to ultimatum rozejrzałem się po tych wszystkich duperelach porozrzucanych po całym pokoju... Na myśl, że musiałbym to wszystko ogarnąć i przenieść, aż się wzdrygnąłem. Już wolałem współlokatora.
Z drugiej strony, przecież mogło być ciekawie. Nie żebym przystawiał się do każdego, nie o to mi chodzi. Po prostu będzie miło, mieszkać z kimś, mieć do kogo mordę otworzyć.
A jeśli osóbka będzie urocza, to będzie to kolejny plus.
Zabrałem się za sprzątanie połowy pokoju. Najpierw zgarnąłem wszystko z drugiego łóżka, które jak dotąd służyło mi jako zapasowa szafa.
Wszystkiemu szukałem innego miejsca, szło ciężko, ale jakoś szło. Kilka razy ciuchy wypadły mi na głowę z szafy, ale wreeeeszcie, wreszcie mi się udało. Pozostawało tylko troszkę jeszcze ogarnąć, i gotowe.

Czekałem na nowego kolege, leżąc na łóżku. Nie mogłem znaleźć sobie wygodnej pozycji, więc wreszcie wylądowałem z głową zwieszającą się z krawędzi materaca i z nogami na ścianie. Kiedy on przyjdzie?!
Czas mijał, a dalej nikogo nie było. No kurde no....

Czekanie bezczynnie było nudne. A przecież...
Hmmmm, huhuhu...
Poleciałem do sklepu, w poszukiwaniu czegoś, co pozwoli na stworzenie wspaniałego powitania.
Armata z konfetti! Taaaak!

Szybko wróciłem do pokoju. Przygotowałem wszystko i warowałem pod drzwiami, aż wreszcie....
Drzwi się otworzyły, i stanęła w nich drobniutka, malutka osóbka. Armatka wybuchła z hukiem, obsypując wszystko konfetti.
- WITAJ W DOOOOOMUUUUUU!

< Kayn? ×3 >

No jeszcze, co do miejsca zamieszkania, pokój 69 ^^
Theme by Bełt