Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ursula Daniela Young. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ursula Daniela Young. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2018

Od Finney'a CD Ursuli

Odrobinę miałem wyrzuty sumienia, w końcu nawet nie potrafię zabawiać gości i to zadanie zostawiam sierściuchowi, którego widzę może trzeci raz w życiu? Ursuli to nie przeszkadza, więc dlaczego tak bardzo się męczę z myślami, które jak mantra powracają do moich kiepskich umiejętności komunikacji ze społeczeństwem? Chociaż jak tak na nią spojrzę. Chyba nie poczuwa się jako część społeczeństwa, jest bardziej aspołeczna czy coś, wydaje mi się, że ludzi unika jak ognia i stroni od jakichkolwiek kontaktów z resztą klasy. Odstrasza ich od siebie, kreując siebie w taki, a nie inny sposób... No, chyba że się mylę, co jest bardzo prawdopodobne. Szczerze mówiąc, w dalszym ciągu nic o niej nie wiem. Nie no, gardzi psami i kocha kotki, a i możliwe, że ma jeszcze wieczną ochotę na czekoladę, znaczy na coś słodkiego. Regał ze słodyczami wciąż tkwi w mojej głowie.
Zacząłem się brać za te naleśniki, robiąc sobie miejsce na szafce i przygotowując patelnię. Gdzie ona to trzymała? Sięgnąłem do szafki, która wisiała tuż nad moją głową. Sukces. Znalazłem coś, na czym będę mógł przygotować posiłek. Trochę mi nie pasuje, no ale najwyżej zrobię naleśniki nieco grubsze niż te zwykłe, ale mniej puszyste od tych... puszystych.
– Finney – odezwała się, zatrzymując się w drzwiach do kuchni. Nie skłamię, jeśli powiem, że na początku nie usłyszałem jej wołania. Męczenie się z własnymi myślami i próba udawania kuchcika zbyt mocno mnie wciągnęły. Odchrząknęła. – Finn.
– Tak? – Odwróciłem się w jej stronę odrobinę speszony. – Przepraszam, że nie słyszałem wcześniej.
– Nie szkodzi... Miałeś go nakarmić, ale od razu zająłeś się naleśnikami... Gdzie twoja znajoma trzyma żarcie dla kota?
Podrapałem się w tył głowy. Nie wiem, czy w ogóle wiedziałem, gdzie ono jest, ale istnieje możliwość, że po prostu wyleciało mi to z głowy. Oderwałem się od tworzenia ciasta naleśnikowego i podszedłem do szafki, która stała w kącie, tak daleko od tego wszystkiego. Wyglądała na samotną, taka biedna szafeczka. Otwarłem ją i przykucnąłem, aby móc zajrzeć do niej głębiej. W połowie odległości do tylnej ścianki stały puszki z ładnym kotkiem na opakowaniu. Całkiem urocze, ciekawe czy ściemniają z ilością mięsa, tak jak to czasami jest z psią karmą. Sięgnąłem po jedną puszkę i wyciągnąłem ją na blat. Ursula podeszła nieco bliżej. Ostrożnie mnie wyminęła i wzięła do ręki konserwę, uważnie sprawdzając dane zawarte na jej etykiecie. Kątem oka zauważyłem, jak kiwa do siebie głową, czyli mamy tutaj coś w miarę dobrego.
– Dostanę nóż? – zapytała. Podnosząc się z kucków, spojrzałem na nią, ponieważ nie dosłyszałem pytania. – Albo daj inną puszkę, bo w tej zawleczka się urwała.
Podrapałem się po głowie i powolnym krokiem ruszyłem do szuflady. Zacząłem szukać jakiegoś noża, który by się nadał do otwierania, a może znajdę otwieracz do puszek? Podałem średniego rozmiaru nóż do rączki Ursuli. Dziewczyna postawiła opakowanie na wolnym blacie. Wymierzyła i po chwili wbiła go prosto w wieczko i zaczynała się z nim siłować... Kiedy skończyła, odłożyła narzędzie i z otwartym już jedzeniem ruszyła w stronę miski kotka. Wrzuciła do niej zawartość konserwy i zawołała kitku, który posłusznie przyszedł sobie ucztować. Ja w tej chwili skończyłem smażyć pierwsze naleśniki.
– Chyba o to jeszcze nie pytałem. A ty masz kota? – Pokręciła głową. – Ale chciałabyś mieć, prawda?
– Mhm.
– To dlaczego sobie jakiegoś nie załatwisz?

Ursula? Atak kotka zostawiam tobie jakbyś chciała.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Ursuli CD Finneya

I tak resztę stania w tym sklepie przemilczałam. Zrezygnowałam z przeklętych czekoladowych chrupek, kiedy Finney zapytał, czy czegoś potrzebuję. Nie chciałam, aby coś mi kupował. Przecież robił już dla mnie naleśniki i zabiera do miejsca gdzie jest kot. Dosyć tych cholernych przyjemności Ursula.
Dziwnie się poczułam, że się zapytałam, wolałam już nawet nic nie mówić i nigdzie się nie rozglądać.
Po prostu stałam cicho, z rękami w kieszeni kurtki i wpatrywałam się w swoje glany, czasami w buty chłopaka lub po prostu w podłogę sklepową.
Zazwyczaj stałam tak, kiedy byłam sama na zakupach z matką. Tylko ja spuszczałam głowę w ten sposób, aby moje włosy ukryły uszy, w których miałam słuchawki. Nie lubiłam słuchać matki, nadaje niczym katarynka, że nikt cierpliwy nie wstrzymałby tego. Czasami zastanawiałam się jakim cudem mój ojciec tyle z nią wytrzymał.
Podobno małżeństwa polegają na wzajemnym wkurwianiu się i pytaniu drugiej osoby co chciałaby zjeść…tak do śmierci albo rozwodu. Tak, nawet lubię memy, mimo że większość mało mnie śmieszy. Znajdą się takie perełki, które mnie rozbawią do płaczu.
Ciekawe czy Finney lubi memy. Może o to zapytam, kiedy zaczniemy jakąś sztywną rozmowę podczas tych naleśników?
Jestem zdesperowana i nie potrafię gadać z ludźmi. Tak, wiem. Chyba to od kilku znajomych z Internetu słyszałam.
Warto ułożyć sobie pytania teraz, aby potem nie siedzieć w ciszy. Znaczy mi osobiście cisza nie przeszkadza, mogę bardzo długo czekać, aż druga osoba wreszcie zdobędzie się na odwagę i coś wyduka. Jednakże stwierdzam, że w dupę będzie to spotkanie, jeśli chociaż będziemy wymieniać między sobą parę zdań.
Zadawanie banalnych, nic niewznoszących do obrazu człowieka pytań może tak naprawdę ładnie zapełnić czas. Wydaje nam się, że tak obficie sobie pogadaliśmy z inną osobą, chodź w rzeczywistości gadaliśmy tylko o zwykłych głupotach.
Cisza towarzyszyła nam w drodze do domu koleżanki Finneya. Żadne nie miało odwagi się odezwać. Ja, bo wciąż czułam się nieco speszona a on…wydawało mi się, że jest zdezorientowany, chociaż osobiście miałam wrażenie, że on często taki jest. Może źle go postrzegam, ale mało mogę się dowiedzieć po jego mimikach i gestach.
Czuję, że oboje pokazujemy sobie nawzajem fałszywe karty swojej osobowości. Mogę się mylić co do niego oczywiście, to wciąż przecież wrażenie. Jestem istotą ludzką. Znaczy wolałabym być szczerze demonem no ale bywa, jestem niestety istotą ludzką i mam prawo się mylić…chociaż…
Jak tak bardziej się zastanowić to wszystko jest zdolne do błędów, nie tylko ludzie…
Właściwie, o czym ja prowadzę tę dyskusję ze swoim wewnętrznym głosem?
To był właśnie ten minus. Mało mówię, co myślę i zbiera się syf w mojej głowie, który powoli zaczyna się wysypywać i proszę bardzo, mamy tego efekt.
Na całe szczęście mozolne wysypywanie się syfu z mojej szafy zwanej umysłem zostało przerwane. Ktoś chwycił drzwi i mocno je domknął.
Słysząc miauczenie kota…wow, pobudziłam się i to bardzo. To było podekscytowanie, tak. Nawet chyba poczułam, że rumienię się nieco po twarzy i nie wyglądam już chyba jak trup.
KOT. To teraz było wszystko o czym mogłam wstanie myśleć.
Finney ledwo otworzył drzwi a ja wparowałam do środka i spojrzałam na tego przeuroczego, miauczącego futrzaka.
Ludzie, demony i inne stworzenia. Patrzcie. Toż to rozkosz.
Bardzo łatwo zdobyłam jego zaufanie. POLUBIŁ MNIE! Moje głaskanie musiało mu się spodobać. Wzięłam go na ręce i miziałam jego cudne, puszyste futerko bez opamiętania. Przez moment nawet nie słyszałam co chłopak do mnie mówi. Głaskałam to cudo matki natury i bawiłam się z nim.
Dopiero po chwili dostałam realizacji, że Finny Boy coś przecież do mnie mówi i się pyta.
Spojrzałam na niego, wciąż pozwalając Kotowi gryźć oraz drapać moją chudą dłoń.
- Um… - spojrzałam na kota, a następnie na Finneya.
Chłopak delikatnie się uśmiechnął.
- Ano tak. W takim razie będę w kuchni jak by coś – mruknął i skierował się właśnie w tym kierunku.
Może później. Najpierw muszę pobawić się z tą rozkoszną kreaturą.
(Finney? Wybacz, że znów tak słabo...)

wtorek, 20 marca 2018

Od Finneya CD Ursuli

Nie uciekła, więc jest dobrze. Nie ma się czym martwić, najgorsze masz już za sobą. Nie może stać się nic złego. Nie lubi psów, ale do kotów nie ma awersji, no i przeżyła fakt, że zjemy w czyimś mieszkaniu... To brzmi idiotycznie, ale po co mam się rozdrabniać, skoro za jednym podejściem mogę spełnić prośbę znajomej i zaserwować coś pysznego do zjedzenia? Kątem oka spojrzałem na Ulę, która powoli kroczyła za mną, a w pewnym momencie postanowiła się zatrzymać. Odrobinę mnie to zdziwiłem, ale uznałem, że po prostu nie chce się jej błądzić po całym sklepie i poczeka tutaj do czasu, aż skończę wybierać potrzebne produkty. Nie, pomyliłem się. Dziewczyna po prostu wzrokiem wracała do... regału ze słodyczami i najzwyczajniej świecie się zagapiła. Podrapałem się po policzku, nie wiedząc co dokładnie zrobić. Powinienem zapytać, czy coś potrzebuje? Ale czy to już nie będzie przypominać zakupów z matką, która co krok pyta, czy czegoś potrzebujesz, a następnie stwierdza, że nie ci czegoś nie kupi, bo szkoda pieniędzy. Zerknąłem do koszyka, w którym pojawiło się już mleko i trzy dżemy, brakuje tylko kremu czekoladowego i cukru z wanilią. Nie jest źle... Podszedłem do dziewczyny i dopiero teraz zauważyłem, że przez większość czasu wpatruje się w... czekoladowe chrupki? Nie ma przy sobie pieniędzy? Ach no tak, raczej nie spodziewała się tego, że będzie ich potrzebować. Czułem, że to poniekąd moja wina. Gdyby nie ja, żyłaby sobie swoim życiem i nie musiałaby cierpieć z powodu słodkości. Sięgnąłem po cukier i krem z półki, wkładając je do koszyka. Odsunąłem się odrobinę, a Ursula swym mało żywym krokiem, w dodatku odrobinę smętnym, ruszyła w kierunku kasy. Ech, gdyby naprawdę tego chciała, poprosiłaby, prawda? Dlaczego robisz takie problemy, czy coś złego ci zrobiłem? Nie licząc posiadania psa rzecz jasna...
– Potrzebujesz czegoś?
Słysząc mój głos, zatrzymała się w pół kroku i odwróciła niepewnie. Spoglądała, a to na mnie, a to na czekoladowe chrupki. Pokręciła głową, mówiąc, że obejdzie się bez. Zrozumiałem, że odrobinę się speszyła i już nie chciała patrzeć na moją twarz, a więc bez czekania postanowiła opuścić sklep. Westchnąłem ciężko i spokojnie podreptałem w stronę kolejki. Chciałbym również móc wyjść tak po prostu, ale cóż... Posądzą mnie o kradzież i będę mieć problemy, a tego nie chcemy, prawda?
Miałem wrażenie, że zabiłem możliwość rozmowy podczas drogi powrotnej. Nie, żeby cisza mi przeszkadzała, ale nie wiedziałem, co mam sobie myśleć o Ulce. Wyglądała, jakby chciała zamordować połowę świata, ale chyba zawsze tak wygląda... Mam nadzieję, że nie pogłębiłem tego uczucia, czy coś... Zacząłem szukać kluczy po kieszeniach, a kiedy udało mi się je wygrzebać, już było słychać głośne miauczenie pod drzwiami. Odrobinę to denerwuje. Wracasz do domku i nie masz chwili wytchnienia, bo jakiś futrzak pragnie miłości, zabawy... Nie no przepraszam, to całkiem miłe uczucie, wiedząc, że ktoś pragnie twojego towarzystwa. Nie Ula? Zaprosiłem ją do środka i omal się o nią nie zabiłem. Przykucnęła przy kocie, aby móc obdarować go głaskaniem.
– Bo jego właścicielka będzie zazdrosna – zaśmiałem się cichutko. – Chcesz mi pomóc przy naleśnikach, czy wolisz zabawę z kotem?

<Ursula?>

niedziela, 11 marca 2018

Od Ursuli CD Finneya

Kiedy opuszczaliśmy akademik ani nie pisnęłam słówkiem, co prawda byłam zdziwiona, ale nie zalałam go niepotrzebnymi pytaniami. Skoro zaproponował mi to mini spotkanie koleżeńskie to daje mu wolną rękę. Tak chyba powinno się robić?
Szczerze nie miałam pojęcia. Wspominałam wcześniej, że dawno nigdzie nie wychodziłam z ludźmi, bo nikt nie miał na tyle odwagi, aby się w ogóle do mnie odezwać. Zazwyczaj inni odetchnęli z ulga, kiedy mieli za sobą współpracę ze mną.
Tymczasem Finney próbował się zaprzyjaźnić. Nie mam pojęcia czy jest aż tak zdesperowany, czy uparty, ale…szczerze to doceniam.
To było nawet miłe uczucie, że ktoś próbuje cię poznać. Jednak wciąż jestem przygotowana. Nie mam zamiaru popełnić tego samego błędu co w przeszłości. Wspominanie a co dopiero mówienie komuś o tym wywoływało u mnie smutek. W ten jednak sposób nauczyłam się, że nikomu nie powinno się ufać bezgranicznie. Jesteś tylko ty. Sam, ze sobą.
Może trochę przygnębiający pogląd, z którym wiele osób się nie zgodzi. Jednak ja wiem swoje. Dlatego to, co Finney będzie o mnie wiedzieć, to zaledwie garstka. Nie będę jednak wrogo do niego nastawiona. Właściwie to mogę go nienawidzić mniej niż innych ludzi. Kiedyś słyszałam od mojego znajomego z Internetu, że to wprost zaszczyt. Tak. Ula nienawidzi cię mniej niż resztę populacji, czuj się dowartościowany.
Przyglądałam się chłopakowi beznamiętnie, kiedy zaczął temat o sklepie. Jednak kiedy wspomniał o kocie to myślałam, że się nawet uśmiechnę. Tak bardzo kochałam kotki. Nie mogłam jednak żadnego mieć, bo moja matka była uczulona na sierść. Jedyne zwierzątko, jakie miałam to był aksolotl meksykański. Fajna sprawa, ciekawe zwierzątko. Mój był biały i dzierżył dumne imię Napoleon.
Właściwie to lubię wiele zwierzątek. OPRÓCZ PSÓW.
Finney. Dlaczego?
Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy tak kochali te stworzenia. Przecież to śliniło, cały czas się ruszało, wydawało z siebie irytujące i głośne dźwięki a co najważniejsze…było agresywne! Tak wiele słyszałam o przypadku gdzie pies kogoś pogryzł. To mnie utrzymywało w przekonaniu, że te futrzaki wcale nie są najlepszymi przyjaciółmi człowieka.
Jednak nie miałam zamiaru potępiać biednego Finney’a bo ma takiego pieseczka. Po prostu…jeśli ta dziwaczna relacja nie umrze gdzieś po dwóch dniach to z pewnością nigdy, przenigdy nie dam się zaprosić do jego mieszkania.
- Wow – mruknęłam, kiedy weszliśmy do środka rzekomego spożywczaka. Zerknęłam kątem oka na Finney’a i stwierdziłam, że wchodząc tu także spodziewał się czegoś innego.
Właściwie to nawet taki plus, bo przebywanie w mniejszych budynkach bywa dla mnie stresujące.
Z rękami w kieszeni stałam i rozglądałam się po wnętrzu spożywczaka. Ciekawe tu nawet mieli towar. Gdybym miała przy sobie kasę w tym momencie to kupiłabym pięć paczek tych dziwnych czekoladowych kuleczek, które tak sobie niewinne leżały na regale ze słodyczami. Aż mi się przykro z tego powodu się zrobiło. Przecież nie wyżebrzęod Finney’a pieniędzy.
Patrzyłam na te czekoladowe chrupki jak ten chłopczyk, który wpatrywał się z pasją w ketchup. Mem może nie śmieszył mnie zbyt wybitnie, ale wzrok tego chłopca był idealny, aby opisać ową sytuację.
Nie do tego, że będę tutaj będę musiała trochę postać (bo niż Finney powybiera potrzebne produkty) to na dodatek nie mogłam sobie kupić tych czekoladowych chrupek.
Zasugerowałam nawet chłopakowi, bez przegródek, że mogłam zostać w tym akademiku i na niego grzecznie poczekać. Może wtedy bym nie odczuwała takich rozterek?
Ula, zlituj się. To tylko chrupki.
No dobra. Jednak jak smakowicie wyglądające chrupki!
Wciąż stałam i co chwilę zerkałam w kierunku chrupków, ale tak ukradkiem, żeby sobie nie pomyślał, że wywieram na nim presję. Bo nie chciałam tego. Jakoś nie chciałam JAK NA RAZIE być całkowicie sobą przy nim.
No i nagle Finney Boy wywalił z tekstem i…tak. Byłam zaskoczona, nawet tego nie ukrywałam.
Siedzieć w domu osoby, której nawet nie znam, aby zjeść z kolegą z klasy naleśniki?
To brzmi dziwnie, ale bardzo zachęcająco! Takie małe urozmaicenie dnia. Tak, takie coś jest w stanie urozmaicić dzień. Mam bardzo smutne życie nieprawdaż?
- Ta koleżanka nie ma żadnego psa? – zapytałam i spojrzałam na niego mrużąc lekko oczy.
- Nie. Ma kota. To właśnie dlatego kupuję kocią karmę – wyjaśnił i patrzył na mnie. Wprost wyczekiwał na moją decyzję. Zerknęłam na krótki moment w bok, bo ten kontakt wzrokowy zaczął mnie stresować.
Kot. Naleśniki. Ula, przecież to raj dla ciebie!
Odchrząknęłam cicho, zakrywając usta ręką.
- Ta. Idę…- mruknęłam. 
Finney? Przepraszam, że tak słabo. Starałam się jak mogłam...

sobota, 24 lutego 2018

Od Finney'a CD Ursuli

Zdziwiłem się, kiedy dziewczyna postanowiła porozmawiać. Rozumiem, że to ja pragnąłem jej towarzystwa w tej chwili, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby ot tak zacząć dyskusję. Jej obecność w zupełności mi wystarcza, jednak muszę coś wymyślić. Postarała się i zarzuciła plan, więc byłoby niegrzecznie ją zignorować. Podrapałem się po brodzie, próbując znaleźć w miarę ciekawy temat. Miałem mały problem, z którym spotyka się każdy na początku relacji. Nie wiedziałem, czym interesuje się moja koleżanka i trudno było mi trafić w coś, co by zaciekawiło naszą dwójkę. Spojrzałem na nią, czekając na ratunek. W sumie myślałem, że to ona ją rozpocznie czy coś, w końcu sama chciała pogadać... Znęca się nade mną, ewidentnie się nade mną znęca. Ciekawe, czy istnieje dobra osóbka, która prowadziłaby warsztaty dotyczące prowadzenia rozmów. Byłoby cudownie... Ursula kręciła głową, rozglądając się po otoczeniu. Odrobinę się zdziwiła, gdy opuściliśmy teren akademii i skierowaliśmy się w stronę miasta. Och, powinienem jej powiedzieć na początku, że w pokoju nie mam za bardzo jak przygotowywać naleśników... Szkolna kuchnia również odpada. Ciągle tam ktoś się krząta i swoim wzrokiem próbuje zabić każdego, kto podejdzie aż nazbyt blisko. O nie, kolejny kłopot. Co ja teraz zrobię? Olśnienie. Przypomniałem sobie o kocie mojej znajomej, którym miałem się zająć podczas jej nieobecności. Myślę, że się nie obrazi, jak zaproszę do tego mieszkania znajomą z klasy. Wraca już za dwa dni, więc zrobię też parę dla niej.
– Przepraszam, że mówią o tym dopiero teraz, ale możemy na chwilę wstąpić do sklepu? Potrzebuję składników, poza tym muszę jeszcze kupić kocią karmę.
– Kocią karmę? Masz kota? – zapytała.
– Nie. – Uśmiechnąłem się delikatnie, wspominając uroczy pyszczek, który witał mnie codziennie o poranku. – Mam psa.
No i niefart. Ursula widocznie się skrzywiła, kiedy usłyszała o moim Fafiku, a następnie podzieliła się informacją, że nie lubi tych czworonogów. Nie wiedziałem, czy mam o to dopytywać, czy może zapytać o inne zwierzę. Nie, bo jeszcze się okaże, że nie lubi wszystkich zwierząt. Hm, ale dlaczego nie lubi akurat psów? Och, słyszałem kiedyś tłumaczenia innej koleżanki. Psy są dla niej... zbyt żywe, cokolwiek to znaczy. Może Ula też tak uważała? Nic więcej o tym nie mówiła, więc dobrze, nie będę drążyć tego tematu.
– Możemy iść do tego sklepu – powiedziała.
Pokiwałem głową. Całe szczęście nie wydarła się na mnie, że skoro zamierzałem jej zaserwować jakieś jedzenie, to wszystko, co potrzebne mam już zakupione. Dziękuję ci Ulko, że nie jesteś tak bardzo wredna, a przynajmniej nie dajesz mi na razie tego odczuć w mocny sposób. Mam nadzieję, że zbytnio się ze mną nie męczysz, a nawet jeśli... Trudno.
Przepuściłem ją w drzwiach, zastanawiając się, czy to, co właśnie zobaczyliśmy, aby na pewno jest zwykłym spożywczakiem. Nazwa wisząca na tabliczce nad wejściem do budynku kłamała. Temu bliżej do supermarketu, niżeli zwykłego sklepu na rogu.
– Tak teraz myślę, mogłam zostać w akademiku. Gdybyś zrobił zakupy, przyszedłbyś po mnie.
– Nie wspomniałem o mieszkaniu koleżanki? – Zdezorientowane spojrzenie dziewczyny wyrażało więcej niż tysiąc słów. – Przepraszam, zrozumiem, jeśli teraz będziesz chciała wrócić, jednak naprawdę zależy mi na tym, byś spróbowała tych naleśniczków, tym bardziej że już się zgodziłaś.

Ula?

sobota, 10 lutego 2018

Od Ursuli CD Finney'a

Przyznaję, że obawiałam się tego projektu. Bałam się, że w parze będę mieć osobę gadatliwą i irytującą.
Możliwe, że zostałabym zmuszona do powtórki ze podstawówki, znów chwycić krzesło i zrobić swoje.
Jednakże zostałam pozytywnie zaskoczona. Finney okazał się być w miarę dobrym współpracownikiem. Nie gadał. Był cicho. Tak właściwie to nie wymieniliśmy między sobą ani jednego słowa. Komunikowaliśmy się jedynie po przez gesty i o dziwo rozumieliśmy się.
Im częściej spoglądałam na zbiór tych wszystkich liter, tym bardziej robiłam się senna. Jednakże chciałam jak najszybciej wrócić do siebie. Mimo, iż Finney nic nie mówił, wciąż tutaj był. Siedział obok, kręcąc się na krześle i sobie oddychał, ewentualnie patrzył na mnie. Czego miałabym się doczepić?
No właśnie niczego. Jednakże nie chciałam go tutaj. Mam bardzo często momenty kiedy chcę być zupełnie sama, zamknięta w czterech ścianach, słuchając przy tym muzyki lub czytając książkę.
Lubię mieć w tych momentach pewność, że nikogo przy mnie nie ma. Chcę mieć po prostu czas tylko i wyłącznie dla siebie. Jak by na świecie byłam tylko ja i nikt inny.
Kiedy nie mam możliwości odcięcia się od ludzi zaczynam być wściekła na każdego. Irytuje mnie praktycznie każdy, nawet osoby, do których poczułam nutkę sympatii.
Finney miał pecha. Miałam ochotę po prostu zamknąć się w pokoju i być sama z sobą.
W głębi duszy było mi go jednak żal. No tak. Nie narzucał się, po prostu grzecznie siedział i chciał ze mną współpracować. Ja tutaj miałam problem. Wyrzutów sumienia z tego powodu nie miałam. Co mam zrobić, że mam taki charakter i potrzeby? Bywa.
Spakowałam się szybko. Dałam mu zadanie do wykonania i to tyle. Czego chcieć więcej?
No właśnie koleżka Finney czegoś chciał.
Doprawdy byłam zaskoczona, że podjął jakąś skromną próbę aby ze mną się zapoznać. To było…dziwne, jednakże ciekawe. Nie pamiętam właściwie kiedy ktoś ostatnio zaproponował mi zapoznanie się. Co prawda z początku byłam na nie, jeżeli o to chodzi. Po prostu kierowałam się chęcią wrócenia do siebie i zamknięcia się przed całym światem.
Ursula…ale czemu właściwie? Co prawda masz potrzebę samotności ale przecież jedzenie!
Bo jak dłużej się tak zastanowić to gdybym wróciła, zrobiłabym się głodna i musiałabym jakoś kombinować…a tak to mam okazję coś zjeść. Męczenie się jeszcze chwilę nie brzmi raczej mądrze. Na dodatek kłócę się sama ze sobą. Jednak tylko zjem, powiem co mam powiedzieć, podziękuję i wyjdę stąd szybciej niż chciałam wcześniej. Można? Można. Nie wiedzę przeszkód.
Westchnęłam głośno i przewróciłam oczyma:
- W porządku…- powiedziałam cicho i zerknęłam na chłopaka, tak na moment. Wydawało mi się, że się delikatnie uśmiecha.
A miałam być wredna i chłodna…Bywa? Bywa.
- W takim razie…eh…- spojrzałam w bok, nie chcąc nawiązywać zbyt długiego kontaktu wzrokowego – pogadajmy…

poniedziałek, 5 lutego 2018

Od Finney'a DO Ursuli

Gimnastyka na krześle wcale nie jest taka zła, wystarczy uważać, żeby przypadkiem zbyt mocno się nie przechylić, a przeżyjemy i w dodatku nieco sobie ulżymy. Już miałem dość tych niewygodnych oparć i ciągłe wyszukiwanie informacji w tekście. Naprawdę, jedna łatwa definicja potrafi być rozciągnięta na kilka stron, bo autorzy książek po prostu kochają utrudniać uczniom życie. Westchnąłem zmęczony i spojrzałem na Ursulę, która pewnie też już miała tego dość. Zawsze wyglądała na znużoną, ale teraz pobiła samą siebie, szczególnie wtedy, kiedy próbowała zakryć dłonią usta podczas ziewania. Nie znam jej za dobrze, ba, prawie w ogóle. Właściwie nie zamieniłem z nią jeszcze słowa, ciągle trwamy w ciszy, udając, że współpracujemy przy tym projekcie na następne zajęcia. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Dziewczyna uniosła książkę do góry w taki sposób, że od razu zwróciłem na nią uwagę. Pokazała dwa palce, a następnie gestem ręki dała mi znać, żebym się ruszył po tom, który jest jej teraz potrzebny. Bez zbędnej zwłoki ruszyłem w stronę alejki, gdzie mógłbym znaleźć to, co mnie interesuje i czym prędzej wrócić do koleżanki. Jak na złość, przeszukałem wszystkie półki i nigdzie nie mogłem tego znaleźć. Ktoś nas wyprzedził i wypożyczył sobie do domu czy coś. Zrezygnowany usiadłem znowu przy biurku i zasygnalizowałem Ulce, że musimy tego poszukać gdzie indziej. Pokiwała głową, a następnie przewertowała kilka kartek.
– Przygotuj parę informacji z tego na następne spotkanie.
Nawet nie czekała na żadną reakcję, natychmiast podniosła się i zaczęła pakować własne rzeczy. Nawet nie powiedziała, na, kiedy się umawiamy. Ja wiem, że złapanie siebie na korytarzu w szkole czy w akademiku wcale nie jest takie trudne, ale jednak już sobie to zaplanować od razu, niż żeby później wyszła jakaś nieprzyjemna niespodzianka. W sumie chciałbym jeszcze odrobinę z nią zostać, wypadałoby lepiej poznać swoją koleżankę z klasy, chociaż już z tego miejsca mogę stwierdzić, że moje towarzystwo jest dla niej udręką, mimo że nie odzywam się ani jednym słowem i wcale tak bardzo się nie narzucam. Poprawiłem sweter i zarzuciwszy plecak na ramię, podszedłem do niej i poprosiłem ją o to, aby zjadła ze mną obiad, no jakiś deserek, bo na obiad już było trochę za późno. Od razu widziałem, jak na jej twarz wkrada się grymas zdradzający odrazę do mojej osoby i niechęć do wspólnego spędzania czasu. Nie wiedziałem dokładnie, za czym przepada, a więc przekonanie jej co do rodzaju jedzenia byłoby trudne. Pieniędzmi też za bardzo nie trzaskam, żeby zobowiązać się do tego, aby zapłacić za wszystko. Mam wrażenie, że próbowałaby mnie i mój portfel dobić, gdybym zasygnalizował, że nie musi się martwić o pieniądze... W sumie...
– Może chcesz spróbować moich naleśników?

Ursula?

wtorek, 30 stycznia 2018

Od Nicolay'a CD Ursuli

Przechadzałem się właśnie korytarzem w poszukiwaniu czegoś do roboty. Pewnie jak zawsze skończy się na spotkaniu z Sajgonką. Nie żeby mi to przeszkadzało. Bardzo lubię z nią spędzać czas ale czasem trzeba mieć też chwilę dla siebie. Postanowiłem udać się na dziedziniec. Jednak plany przerwała mi nieznajoma mi osoba, która zderzyła się z moją klatką piersiową. Wydała z siebie cichy jęk zaskoczenia pomieszanego z bólem.
- Uważaj. – powiedziałem beznamiętnie.
Dziewczyna rozmasowywała właśnie czoło, po czym uniosła na mnie swoje gniewne spojrzenie.
- Nie, ty uważaj! Nie widzisz jak ludzie chodzą?
- Mógłbym zadać Ci to samo pytanie.
- A zresztą. Kogo to obchodzi. – przewróciła oczami. – Wracaj lepiej do swoich zajęć.
Pomaszerowałem więc przed siebie ze stoickim spokojem. Nie będę się wdawać w dyskusję, mam lepsze rzeczy do roboty. Szkoda marnować energii. Usłyszałem za sobą mruknięcie niezadowolenia.
- Słuchaj panie duży. – zatrzymała mnie swoim głosem.
Łypnąłem okiem w jej stronę nie odwracając się. Wpatrywała się w podłogę z niezadowoleniem.
- Zanim pójdziesz, wskażesz mi jeszcze drogę do sali muzycznej? Nie mam ochoty szukać jej na własną rękę. Może okażesz się przydatny.
Patrzyłem na nią jeszcze chwilę kątem oka. Po chwili kiwnąłem głową.
- Chodź. – rzuciłem i pomaszerowałem w przeciwna stronę wymijając dziewczynę.
Obróciła się i poszła za mną. Czułem jak jej cień szedł za mną krok w krok. Jej oddech na moich plecach ciągnął się przez całą ‘’podróż’’. Jednak mimo, że się nie obracałem, czułem jak lekko rozkojarzona rozgląda się na wszystkie strony. W sumie, biła od niej aura jakiejś istoty z nie z tego świata. Taka mroczna i zarazem tajemnicza. Zupełnie różniła się od aury jaką roznosi za sobą Sonia. To dosyć dziwne doznanie jak cały swój czas przeznaczasz na kontakt z osobą tak radosną i promienną, a później wpadasz w zupełnie przeciwstawne towarzystwo.
- Daleko jeszcze? – spytała niecierpliwie.
- Nie. – odpowiedziałem.
Kilka kroków później zatrzymałem się gwałtownie przed salą, której szukaliśmy. Dziewczyna wpadła na mnie ponownie.
- Rety, koleś znowu? – rozmasowywała nos.
- To tutaj.
Obróciłem się i począłem odchodzić.
- Czekaj! Już? Tak po prostu sobie teraz pójdziesz?
- Prosiłaś mnie tylko, żebym pokazał Ci salę muzyczną.
- Niby tak ale… zresztą, a kysz. Poradzę sobie sama. – machnęła na mnie ręką.

Ursula?

niedziela, 28 stycznia 2018

Od Ursuli

Nie preferuję podróży w bardzo dalekie miejsca, na dodatek samotnie. Dlatego też nigdy nie chciałam jechać na żadną kolonię ani wycieczkę. Rodzice byli tego świadomi, mimo wszystko wysłali mnie na cholerną Europę, do cholernej Irlandii. Jak by chcieli mieć mnie na trochę z głowy a mi zrobić na złość. Proszę mi powiedzieć czy to normalne?
Przecież w Anchorage wcale nie ma takiej biedy. To duże miasto i są tu aż dwa bardzo popularne uniwersytety. Wbrew temu, moi kochani rodzice zdecydowali się na kraj Świętego Patryka i czterolistnej koniczyny.
Oczywiście, że z początku kategorycznie mówiłam nie. Oni jednak nie chcieli słyszeć ani jednego mojego słowa na ten temat. Chcieli i ja mam się z tym pogodzić.
Wciąż nie rozumiem dlaczego tak uparcie naciskali na mnie ale się im udało. Fakt, że poległam w tej walce boli bardzo.
Rodzice uśmiechnięci od ucha do ucha machali mi na lotnisku, ja tym czasem jak skazany na szubienicy szłam przed siebie zastanawiając się jak zareagują kiedy zacznę biegiem uciekać do domu.
Lot był okropny. Siedziałam w jednym miejscu a wokół mnie tyle głośnych i irytujących ludzi. Całe szczęście tą beznadziejną sytuację uratowały nieco słuchawki i telefon oraz książki.
16 bitych godzin i gdzieś tak może 25 minut siedzenia w jednym miejscu. Nienawidzę samolotów. W połowie drogi szczerze marzyłam, żeby coś się stało i spadliśmy. Nie narzekałam bym szczerze, może po mojej brutalnej śmierci rodzice zdali sobie sprawę jaki błąd popełnili.
Jednak nie wydarzyło się nic takiego, jedyną aferą było to, że brzuch pewnego starszego pana nie wytrzymał i postanowił zwrócić wszystkie te zjedzone orzeszki ziemne. Po za tym nic.
16 godzin minęło mimo, iż wydawało się, że czas wlecze się niczym żółw.
Pierwszy raz byłam szczęśliwa, że stoję na świeżym powietrzu a nie jakimś miejscu zamkniętym, zabudowanym. Bo to zazwyczaj takie najbardziej preferowałam.
Jazda pociągiem w porównaniu do lotu była jak pikuś. Później kawałek trasy musiałam przejść pieszo. Gdyby nie ciągnięcie tej cholernej walizki i trzymanie torby na ramieniu – ten krótki spacer byłby nawet przyjemny.
Rodzicie zgotowali mi prawdziwe piekło. Wszak Akademia Green Heels była tym czego najbardziej się obawiałam…
Wprost roiło się tam od ludzi, na których plułam z góry, którymi bardzo gardziłam. Pobyt tutaj będzie piekłem. Rodzice naprawdę mnie kochają….
Ale co mogę powiedzieć na dzisiejszy dzień? Że wciąż jest chujowo a ten tydzień był okropny i mam większą chęć odejść z tego świata jak najszybciej.
Ludzie tutaj…szkoda właściwie gadać ale jestem w pełni świadoma, że nikogo tutaj nie będę lubić.
Przez owy tydzień nie wymieniłam z nikim ani jednego słówka. Ktoś mi powiedział cześć? Zadowolił się ciszą z mojej strony. Ewentualnie osoby bardzo upierdliwe usłyszały od mnie soczyste i mocne ,,spierdalaj’’.
Nikomu nie dałam się podejść i nikomu tutaj nie dam. Miałam zamiar rozgrywać tutaj sztukę taką jak w poprzedniej szkole. Cicho, odzywając się tylko jeśli naprawdę zajdzie potrzeba.
Zazwyczaj siedziałam w swoim pokoju i nie miałam zamiaru wychodzić. Tego jednak dnia podczas lekcji doszły mnie słuchy, że mają tutaj coś takiego jak sala muzyczna i mają tam fortepian.
Nie przyznaję się do tego i nie mówię też o tym każdemu ale uwielbiam grać na fortepianie. Uczyłam się  od 1 klasy podstawówki bo tak mama chciała. Z biegiem czasu polubiłam to a nauka szła mi co raz lepiej i tak wyszło, że polubiłam grę na tym instrumencie.
W domu gram każdego dnia, jak by nałogowo. Tutaj nie grałam tydzień i zaczęłam czuć nie dosyt.
Tak, więc stwierdziłam, iż dla mojego dobra lepiej było by to sprawdzić. Zdaję sobie sprawę, że może mi to pogorszyć humor.
Z tego co się orientuję niektóre szkoły mają zazwyczaj klasy otwarte luzem i uczniowie sobie mogą wchodzić do środka podczas przerw. Zastanawiało mnie, więc czy tutaj także tak jest. Poszukałabym tej sali muzycznej, sprawdziłabym…a gdyby nie, cóż. Znajdę inny sposób.
Muzyczny niedosyt wypędził mnie z mojej nory, następnie kierował mną instynkt. Gdzie dokładnie znajdowała się…cóż, nie wiedziałam. Miałam jednak w planach się zapytać, byle kogo, ktoś to wyglądał na oczytanego i w miarę w porządku.
Ruszyłam przed siebie w spokoju, rozglądając się za potencjalną osobą, która może mi wskazać salę muzyczną.
Szło świetnie…do czasu aż nie wpadłam na osobę wyższą od mnie…dokładnie na chłopaka.

<ktoś?>

Nowa uczennica!

Ksywka: Hate lub Ula
Wiek: 19
Klasa: III A
Theme by Bełt