Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Insomnia Polańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriela Insomnia Polańska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

Odchodzi

Gabriela Insomnia Polańska

czwartek, 1 lutego 2018

Od Alistair'a CD Gabrieli

Dała się odprowadzić do domu. Dobrze się toczyło.
- Więęęc.. - zacząłem. - ...Powiesz mi o sobie coś więcej? - obserwowałem ją, idąc krok za nią.
- Hm, cóż ja ci mogę opowiedzieć.. Dokładniej, jestem Gabriela Insomnia Polańska i pochodzę z Polski. Przyleciałam tutaj niedawno i chodzę do Akademii Green Heels. Twoja kolej. - zerknęła na mnie kątem oka. Posłałem jej lekki uśmiech.
- ‎Polka, tak? Cóż, w takim razie nie dziwię się, że jesteś taka urodziwa. - przyspieszyłem odrobinkę, by się z nią zrównać. - Alistair Sinnott, Walijczyk. Również chodzę do Akademii, do czwartej "B". A ty, moja droga?
- ‎Drugiej "C". - odpowiedziała krótko, patrząc pod nogi.
- ‎Oh, kamień z serca. Czyli jednak raczej nie kupiłem ci tego drinka niezgodnie z prawem, hmm? Wiem, że kobiet się o wiek nie pyta, ale pomińmy ten mały szczegół~ Ile masz latek? Ja dwadzieścia.
- ‎Osiemnaście. - odparła. Hmm, a czy jej nie jest tak przypadkiem zimno?
Będę dżentelmenem~
Złapałem dziewczynę za ramię, zatrzymując ją.
- Poczekaj moment... Pewnie marźniesz, jeszcze się pochorujesz i na mnie będzie. - mrugnąłem do niej i zdjąłem kurtkę. Była dość długa, a do tego rozgrzana, więc powinna starczyć.
Przyklęknąłem przy niej na jedno kolano, po czym zręcznie owiązałem jej rękawy w pasie. Kurtka zasłaniała jej nogi dalej niż spódnica, więc chyba pomogło.
Gdy znów spojrzałem na jej twarz, oblała się delikatnym rumieńcem.
Hehe, dziewczyny upijające się na słodko są takie urocze..
Ruszyliśmy dalej. Znów posunąłem się krok dalej, obejmując ją w pasie z wymówką, że tak też ją ogrzeje..
- Opowiedz mi coś jeszcze, coś uroczeeego, typowego dla ciebie~ - poprosiłem, delikatnie przebierając palcami po jej boku.
- ‎...Boje się pająków... I burzy... - odparła w zamyśleniu. Uśmiechnąłem się szeroko. Strach przed pająkami to chyba coś normalnego u kobiet... A przed burzą...
Muszę się upewnić, że kiedyś będę przy niej podczas burzy.
- Wiesz, w mojej sypialni nie ma ani jednego pająka... A poduszki mam puchowe, a łóżko miekkie i cieplutkie, więc żadna burza tam niestraszna. - już po raz drugi rzuciłem jej zaproszenie. Spojrzała na mnie nagannie, ale z błyskiem w oku. - No dobrze, dobrze, wiem. Najpierw się poznajmy, a potem będziemy wspólnie testować moje łóżko. 
Szliśmy tak dalej, wymieniając się informacjami o sobie. Oczywiście uważałem, by nie zdradzić jej żadnej z moich tajemnic. Przyznaje, naprawdę miło się rozmawiało.
Odprowadziłem ją na miejsce... Oczywiście oczekując czegoś w zamian
< Dawaj Dziuba x3 >

niedziela, 28 stycznia 2018

Od Gabreli CD Alistaira

Nim mój mózg zdążył zareagować, policzki zaatakowane zostały przez czerwień. Nie byłam pewna czy to przez alkohol, czy przez zachowanie Alistair'a. Choć, może to jedno i drugie..? Dosłownie sekundę później odsunęłam się od chłopaka i, posyłając mu wcześniej niepewny uśmiech, zasłoniłam usta dłonią.
– W-wybacz.. – wyjąkałam. – Nie byłam na to przygotowana..
Ciemnowłosy w odpowiedzi parsknął i oparł głowę na dłoni. Boże.. Ile to wino ma procent!? Chyba więcej, niż moje wyniki na gimnazjalnym.. Przeprosiłam go na chwilę i zapewniłam, że wrócę za kilka chwil. Przez moment dostrzegłam na jego twarzy wyraz niezadowolenia, ale skinął głową. No, w sumie, to nie miał wyboru..
Będąc w łazience, skorzystałam z panującej w niej pustki. Ochlapałam policzki chłodną wodą, delikatnie, by nie rozmazać kreski na oczach. Wzięłam jeszcze dwa głębokie wdechy i sprawdziłam godzinę w telefonie. No.. Wypadałoby powoli wracać, bo jeszcze mnie do akademika nie wpuszczą.
Z powrotem zajęłam miejsce obok Alistair'a. Na początku chyba tego nie zarejestrował, bo gdy odwrócił się w moją stronę, dojrzałam w jego oczach zaskoczenie. Dopiero później na usta wkradł się uśmieszek. Oczywiście, odwzajemniłam ten gest. Mając jednak gdzieś w podświadomości późną godzinę, nie siliłam się na dalszą rozmowę. Sięgnęłam po serwetkę leżącą przede mną i porwałam szminkę, którąś jakaś pannica zostawiła na barze.
– Zadzwoń do mnie jutro, gdy będę w normalnym stanie. Jestem trochę.. Inna na trzeźwo – wymamrotałam, podsuwając chłopakowi serwetkę, na której zapisałam swój numer.
– Już uciekasz, kopciuszku? Przecież jeszcze nie ma północy – stwierdził, marszcząc brwi.
– Dla mnie ta godzina to prawie, jak północ. Mogą mnie nie wpuścić do mojej karocy, jeśli wrócę zbyt późno.
– Wiesz.. Mam łóżko w domu.. – wymruczał, uśmiechając się znacząco.
– Hola, hola, królewiczu. Pierwsze się lepiej poznajmy. Wtedy może się zastanowię, czy będę chciała je przetestować. – ucięłam, posyłając mu najpiękniejszy uśmiech, na jaki tylko pozwalał mój stan.
– Nie godzi się puszczać dziewki samej w miasto o tak późnej porze. Odprowadzę cię – zaproponował, zbierając swoje rzeczy z baru.
– Ale później będziesz musiał wracać sam – zaprotestowałam. Nie chciałam, żeby miał przeze mnie jakieś problemy.
– Oj tam, oj tam. Nie pierwszy i nie ostatni raz – odparł, schodząc ze stołka.
Nie chcąc się z nim dłużej sprzeczać, poszłam na ugodę i skinęłam głową. W końcu to on chciał mnie odprowadzić, a ja nie naciskałam.
Chwilę później opuściliśmy klub. Szłam dosłownie kilka centymetrów przed nim, w pewnym sensie wskazując mu właściwą drogę. Chłód wieczoru dał się we znaki. Zwłaszcza w odsłonięte nogi. Nie chciałam jednak iść na autobus. Wolałam się nacieszyć towarzystwem chłopaka.
– Więęęc.. – zaczął – powiesz mi o sobie coś więcej?
– Hm, cóż ja ci mogę opowiedzieć.. Dokładniej, jestem Gabriela Insomnia Polańska i pochodzę z Polski. Przyleciałam tutaj niedawno i chodzę do Akademii Green Heels. Twoja kolej.

「 Stair? ^‿^ 」

środa, 24 stycznia 2018

Od Alistair'a CD Gabrieli

Gabriela, Gabriela... Muszę zapamiętać to imię. Dziewczyna naprawdę wyglądała na ciekawą.
Zwróciła jednak uwagę na moje oczy. Drażliwy temat, tak samo jak rękawiczki.
Bo podczas gdy na skórze dłoni były jedynie białe plamy, na razie na tyle małe, by wystarczyły właśnie rękawiczki bez palców, to drugi, chociaż zazwyczaj przez nikogo nie zauważany objaw choroby to właśnie kolor moich oczu. Kiedyś były niebieskie...
Ale pigment nikł, a tęczówka stawała się coraz bledsza, aż prawie przezroczysta. I jeszcze przez czerwone tkanki zmieniły kolor...
A każde dziecko chyba wie, że czerwony i niebieski to fioletowy.
Irytowało mnie to. I to bardzo. Cała ta przypadłość mnie irytowała, ale nie mogłem tego pokazać... Ani na codzień, ani tym bardziej na podryw. Szczególnie że dziewczyna naprawdę była fajna.
- Cóż... Może i niespotykane, ale mają swoją moc... Wszędzie zauważę kobietę tak piękną jak ty. A co do wina... Trzeba było, trzeba. Nie kupić kobiecie wina to jak nie nakarmić tygrysicy... To grzech - oparłem się o bar, unosząc swojego drinka.
- ‎Zdrowie pięknej pani. - uśmiechnąłem się szeroko. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i delikatnie stuknęła kieliszkiem w moją szklankę.
Upiłem łyk, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Z gracją trzymała kieliszek, przechylając go przy ustach. Po piciu oblizała wargi.
Jeszcze przez kilka chwil patrzyłem na nią w ciszy.
Chociaż, cisza to złe słowo, biorąc pod uwagę głośną muzykę dobiegającą z obu stron. Po prostu patrzyliśmy na siebie, ja na nią, ona na mnie, a co kilka sekund któreś z nas upijało zawartości swojego szkła.
Po krótkim czasie wstałem wyciągając do niej dłoń.
- Zatańczysz ze mną, Gabrielo? - patrzyłem na nią z szerokim uśmiechem. Dziewczyna na moment spojrzała na moje rękawice, lecz wreszcie podała mi dłoń. Pociągnąłem ją na parkiet.
Zaczęliśmy tańczyć. Najpierw zatrzymując pewną odległość, nie chciałem jej przecież przestraszyć, zrazić czy cokolwiek. Zbyt dobrze szła ta znajomość, by teraz wszystko zniszczyć.
Z czasem jednak przysuwałem się coraz bliżej. Widziałem też, że dziewczyna widocznie się rozluźnia, a oczy zaczynają jej lśnić. Widocznie miała słabą głowę...
Cóż, mi to nie przeszkadza. Przynajmniej załamują się bariery.
Byliśmy już bardzo blisko, patrzyłem na nią w dół... Była taka drobna i urocza, i malutka. 
Im później było, tym więcej osób pojawiało się w lokalu. Na parkiecie robiło się tłoczno.
Rozejrzałem się, szukając jakiegoś przytulnego miejsca.
Znalazłem wolny kącik na samym końcu baru. Słabiej oświetlone, ale zdecydowanie mi pasowało.
Złapałem dziewczynę w chwili, gdy odwróciła się do mnie tyłem. Pochyliłem się i mruknąłem jej do ucha:
- Mało tu miejsca... Chodź, usiądziemy sobie. - złapałem ją w pasie, lekko ją unosząc i szybko porywając w upatrzone wcześniej miejsce.
Posadziłem ją przy ścianie, a sam usiadłem na stołku obok, odwracając się plecami do tłumu. Spojrzałem na jej twarz, lekko zarumienioną, uśmiechniętą.
Bez pytania zamówiłem nam jeszcze po napoju. Sobie coś lekkiego, jej jeszcze wina. Niech się dziewczyna zabawi...
Nachyliłem się ku niej, blisko. Łokieć oparłem o lade i delikatnie chwyciłem kosmyk jej włosów. Zakręciłem go na palcu.
- Mam nadzieję, że nie zanudzam cię swoją obecnością, moja droga... - przybliżyłem się jeszcze...
W tym momencie otrzymaliśmy nasze napoje. Niecierpliwie wyłowiłem z kieszeni jakiś pogięty banknot i podałem barmanowi. Starczy i na napiwek.
Chwyciłem swoją szklankę i wypiłem zawartość na raz. Potem wziąłem jej kielich i podałem go jej.
Napiła się bez sprzeciwu.
Gdy odstawiła naczynie i ponownie oblizała wargi mogłem wreszcie spróbować czegoś więcej.
Nie zwlekając wsunąłem dłoń na jej policzek i przechyliłem jej twarz do góry. Nie czekałem na przyzwolenie, po prostu szybko, lecz delikatnie, na próbę ją pocałowałem. 
< Śliczna pani? Jaka twoja reakcja? >

niedziela, 21 stycznia 2018

Od Gabrieli CD Alistaira

W dniu dzisiejszym odpuściłam sobie zajęcia. Musiałam dopełnić wszystkie formlaności, związane z przeprowadzką do akademika. Ustaliłyśmy z mamą, że lepszym pomysłem będzie mieszkanie z innymi uczniami, przynajmniej na początku. Poza tym wiedziałam, że woli, by ktoś miał nade mną kontrolę. Do wieczora wypakowywałam popierdółki z kartonowych pudeł, znajdując im odpowiednie miejsce w pokoju. Na szczęście nie miałam tendencji do kolekcjonowania ozdóbek, roślin i innych, podobnych im rzeczy.
Po wstępnym uporządkowaniu bałaganu, opadłam na łóżko. Ech, czemu przeprowadzki muszą być tak męczące? Zostało mi jeszcze pół kartonów, a ja już byłam wyczerpana! Miałam tylko nadzieję, że żadnego z mieszkańców nie irytowało szuranie i inne, dziwne hałasy. Oczywiście, starałam się robić to jak najciszej, ale czasem, niestety, się nie da. Postanowiłam więc odpocząć, ale w trochę inny sposób, niż zwykle. Udałam się do łazienki i ogarnęłam się, by choć trochę przypominać człowieka. Następnie zmieniłam dresowe spodenki i podkoszulek na ciemnoczerwoną spódnicę i czarną bokserkę. A co! Do tego ciemne rajstopy, czarny płaszcz i botki. Zdążyłam jeszcze podkreślić oko eyeliner'em, po czym zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i opuściłam pokój, zamykając go na klucz.
Godzina nie była późna. Mimo to, na zewnątrz było już ciemno. Efekt spotęgowały także chmury, skutecznie zakrywające nocne niebo. Wydawałoby się, że lada chwila zacznie sypać śnieg. Nie przejmowałam się tym zbytnio, siedząc w prawie pustym autobusie. Czułam na sobie wzrok dwóch starszych kobiet, które dyskutowały między sobą przyciszonymi głosami. Zaraz.. Czy one trzymały w rękach różańce..? Skrywając kpiący uśmiech, odwróciłam się do szyby. Na ulicy nie było ani krzty śniegu, w przeciwieństwie do chodników. Widocznie ludzie woleli chodzić alejkami oddalonymi od ruchu ulicznego. W sumie, nie dziwiłam im się. Pewnie sama wybrałabym tę drogę, gdyby nie komunikacja miejska. Całe szczęście, że przystanek jest nieopodal akademika..
Po kilkunastu minutach wysiadłam niedaleko centrum Green Heels. Od razu skierowałam się w stronę lokalu, poleconego mi przez pewną osobę. Podobno była tam dobra atmosfera. I dobre wino. Omijając przechodniów, którzy z uporem przepychali się między sobą na chodniku, udało mi się dotrzeć do klubu. Do moich uszu od razu dobiegła głośna, skoczna muzyka. Nie przyszłam tam jednak tańczyć. Przeszłam obok parunastu osób, które były już dość zawiane i zajęłam miejsce przy barze. Założywszy nogę na nogę spokojnie czekałam, aż barman obsłuży grupę przede mną. Miałam czas, aż zanadto. Jednak, nim to nastąpiło, miejsce obok mnie zajęła pewna osoba. Przez moment przyglądałam się chłopakowi, przyznaję. Ale był odwrócony do mnie tyłem. Dopiero później mnie zauważył.
– Dobry wieczór, śliczna. Siedzisz tutaj sama, jak widzę. Pozwól, że zaoferuje ci drinka. Bez żadnych nielegalnych dodatków, oczywiście. Przygotowanego na twoich oczach – zaczął, i zamówił mi wino. Przez chwilę byłam w takim szoku, że nie mogłam z siebie wydusić słowa. – Jestem Alistair. Zdradzisz mi swoje imię?
– Gabriela. Miło mi – odpowiedziałam, posyłając mu skromny uśmiech.
Moją uwagę zwróciły jego oczy, kolorem przypominające fioletowe astry. Jednak nie wyglądało na to, by miał soczewki.
– Mam.. Mam coś na twarzy? – zapytał po chwili, marszcząc brwi.
– Wyjątkowo niespotykane oczy. I dziękuję za wino. Nie trzeba było – odparłam, gdy barman postawił przede mną kieliszek.
「Panie Stair? 」

Od Alistair'a DO Gabrieli

Piątkowe wieczory nie zawsze należą do ciekawych. Co prawda, był to początek weekendu, i wreszcie można było zająć się czymś innym niż zajęciami, ale najpierw trzeba by było znaleźć sobie coś do roboty.
W ten piątek miałem właśnie ten problem.
Najpierw przez jakiś czas siedziałem w domu, rozmyślając nad wszystkimi możliwościami. Przeglądałem swoje kontakty, ale nie miałem ochoty na spotkanie z żadną z osób z listy.
Miałem ochotę na odrobinkę zabawy, na coś świeżego.
Nie wpadłem na nic. Masakra.
Jedyne co mi pozostawało, to wyjście do klubu. Pooglądam sobie ludzi, może znajdę kogoś, kto będzie mi odpowiadał. Przy okazji wypiję sobie coś dobrego i pośmieje się z tych pustych laluni.

Wybrałem się dość późno, bo po prostu nie chciało mi się szukać rękawiczek... Rzuciłem je gdzieś, a teraz nie mogłem ich znaleźć. Powinienem mieć jeszcze dwie zapasowe pary, ale ich też jakoś nigdzie nie widziałem....
Wreszcie je znalazłem. Za szafką, gdzie nie miały prawa wpaść. Chyba rzuciłem je naprawdę mocno.
Potem nie mogłem znaleźć kluczy. Zazwyczaj nosiłem je na łańcuchu przy spodniach, ale, jak się okazało urwała się szlufka. To chyba nie jest mój dzień.
Ponad godzine ich szukałem, wyklinając się w myślach, że wciąż odkładam zrobienie zapasowych.
Na szczęście je znalazłem....
Po zewnętrznej stronie drzwi, zaczepione o klamkę. Przynajmniej nikt ich nie ukradł...
Wreszcie mogłem wyjść.... Jak tylko zszyłem spodnie.
To chyba nie jest mój dzień.

W klubie było sporo osób. Wiele twarzy było mi znanych, więc gdy tylko ktoś znajomy stanął na mojej drodze zmieniałem trasę. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać.
Zrobiłem kilka rund po zapełnionej sali, przyglądając się ładnym twarzom i zgrabnym tyłeczekom. Nic ciekawego, niestety.
Dotarłem do barku. Skoro chyba nie znajdę sobie towarzystwa... To po co się wysilać?
Usiadłem na wysokim stołku, od razu zamawiając drinka.
Dopiero po kilku chwilach spojrzałem na dziewczynę siedzącą obok mnie.
Hmmm, wcześniej albo jej nie widziałem, albo nie zwracałem na nią uwagi. W każdym razie... Ładna. I siedzi tu sama. Nie zagadać, to by był grzech.
Odwróciłem się do niej na siedzeniu.
- Dobry wieczór, śliczna... Siedzisz tutaj sama, jak widzę.. Pozwól, że zaoferuje ci drinka. Bez żadnych nielegalnych dodatków, oczywiście. Przygotowanego na twoich oczach. - dziewczyna wyglądała na poważną, więc stawiałem na wino. Zamówiłem je dla niej.
- ‎Jestem Alistair. Zdradzisz mi swoje imię?

< Gabiś? >

wtorek, 26 grudnia 2017

Od Gabrieli CD Collin'a

- Królową Cieni, autorstwa Maas – mruknęłam. – Boże, Collin, ale ty pięknie pachniesz..
- Bo musiałem umyć się jakimś kwiatowym żelem pod prysznic! – zawołał, wielce zbulwersowany.
Zamknęłam książkę, uprzednio zaznaczając stronę zakładką i odwróciłam się w jego stronę z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
- Przecież mydło było na umywalce.. – wymamrotałam, zasłaniając usta dłonią. Nie chciałam, żeby zobaczył mój prześmiewczy uśmieszek.
- Nie było go tam!
- A mam zajść i pokazać, że było? – odparłam, pokazując chłopakowi język. Tak, zdecydowanie wybrałam najładniejszy zapach, jaki był w drogerii..
Coll jedynie pokręcił głową z dezaprobatą i, siadając obok mnie, skrzyżował ręce. Wyglądał, jak obrażona pięciolatka, ot co. Prychnęłam cicho, niczym zdenerwowana kotka, odłożyłam książkę na stolik i wstałam z kanapy, z zamiarem przyszykowania jakiegoś legowiska dla chłopaka.
- Gdzie cię niesie? – zawołał za mną, gdy byłam już przy schodach.
- A wiesz, idę się po swoim domu przespacerować! – krzyknęłam do niego i weszłam na pierwsze (i zarazem ostatnie) piętro.
Ten poziom składał się tylko z sypialni, łazienki i obszernego korytarza, więc Coll raczej by się tu nie zgubił. Raczej. Wbiłam do pierwszego z wcześniej wymienionych przeze mnie pomieszczeń i otworzyłam obszerną szafę, naprzeciw garderoby. Chwilę później usłyszałam kroki na schodach. Nim zdążyłam się odwrócić, Collin stał już w drzwiach, obdarzając mnie szerokim uśmiechem.
- I co? Czego tu szukasz, Conner? – syknęłam, z naciskiem na ostatnie słowo.
- Au, to zabolało.. – mruknął, teatralnie chwytając się za pierś.
- I o to chodziło – odparłam, posyłając mu jeden z moich najsłodszych uśmiechów i jednocześnie rzucając do niego najgrubszym kocem, jaki zdołałam znaleźć.
Refleks jasnowłosego nie należał do najgorszych, to muszę przyznać.
- Co ja mam z tym zrobić?
- Przykryć się, gdy będzie ci zimno. Nie wiesz, jak działają koce? – zapytałam, podchodząc do niego i dźgając go palcem w bok. Ku mojemu zaskoczeniu, olbrzym się pochylił i cicho parsknął, odpychając lekko moją rękę.
- Ty.. Ty masz łaskotki?
- Nie, nIE MAM ŁASKOTEK, ODEJDŹ
- Kiedyś to wykorzystam. – zagroziłam i jadowicie się do niego uśmiechnęłam. – A teraz najważniejsze. Gdzie wolisz spać? Na kanapie czy na szez..
- Na łóżku, przecież. Najwygodniej – odparł, wzruszając ramionami.
- Nie jestem pewna, czy bym cię z niego nie wykopała w nocy. Poza tym, odważnie byś uczynił zwłaszcza, że wiem, gdzie jest twój czuły punkt – wysyczałam, tykając palcem boki Coll'a.

[ Collin? Hehehe ]

Od Collin'a CD Gabrieli

Wzruszyłem wymijająco ramionami, jednak natknąwszy się na wyczekujące spojrzenie ciemnowłosej, postanowiłem przybliżyć jej nieco przebieg wydarzeń sprzed kilkunastu minut.
- Robiłem sobie herbatę - rzuciłem beztroskim tonem, upijając odrobinę trunku z kieliszka.
- I dlatego nie możesz przebywać we własnym mieszkaniu? - dziewczyna uniosła znacząco brwi.
- No dobra... Moooże niechcący rozwaliłem kran, przez co zalało mieszkanie, wywaliło korki, a co za tym idzie ogrzewanie i... Chyba sama rozumiesz - wymamrotałem, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Gabriela wywróciła teatralnie oczyma, kręcąc z politowaniem głową.
- No ej! Zawsze udawało mi się zaparzyć wodę na herbatę! - burknąłem z udawanym oburzeniem. - Poza tym, póki mieszkanie nie wyleci w powietrze, nic takiego się nie dzieje. A nawet gdyby tak się stało, wiem gdzie mam zagwarantowany nocleg i świetne wino - wyszczerzyłem zęby w zadziornym uśmiechu.
- Akurat! - fuknęła ciemnowłosa, zakładając ręce na piersi. - Spałbyś na chodniku w kartonie.
- Rysia... No przecież byś mi tego nie zrobiła, cooo? - jęknąłem, kładąc brodę na złączonych dłoniach.
Dziewczyna w odpowiedzi jedynie prychnęła cicho, zaś ja, uznawszy swoją wygraną, uczciłem zwycięstwo kolejnym łykiem chłodnego napoju. Muszę przyznać, dawno nie piłem tak wyśmienitego trunku. Intensywny aromat, aksamitny smak dojrzałego, trzydziestoletniego wina w odcieniu ciemnego bursztynu, idealnie wkomponowały się w klimat dzisiejszego mroźnego, zimowego wieczoru. Dopiłem resztkę boskiego nektaru, odstawiając następnie kieliszek na stolik do kawy. Opadłem na miękkie oparcie kanapy, zakładając ręce pod głowę.
- Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym poszedł wziąć prysznic? - zapytałem po chwili milczenia.
- Nie ma problemu, w szafce powinny być jakieś czyste ręczniki - odparła Gabriela. - O ile nie przeszkadzają ci damskie kosmetyki - dodała, zerkając na mnie z ukosa.
Skinąłem w podzięce głową, po czym udałem się do pomieszczenia na piętrze. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś mydła, jednakże pośród sterty kremów, balsamów, odżywek, szamponów, peelingów i bóg wie czego jeszcze, znalazłem tylko kobiecy żel pod prysznic. Będę roztaczał wokół woń wiosennych kwiatów i orzeszków arachidowych z miodem. Super.
Po doprowadzeniu swojej higieny do względnej normy, zszedłem na dół, gdzie zastałem ciemnowłosą pogrążoną w lekturze.
- Co tam czytasz? - zagaiłem, zaglądając dziewczynie przez ramię do książki.

[ Rysia? :> ]

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Od Gabrieli CD Collina

- Tak, mamo. Zdjęłam już go z gazu. Zaopiekuj się tam ciocią i kup mi pamiątkę z Bułgarii. A, i pozdrów ją. Całuski – wymruczałam, wpatrując się uparcie w kuchenne okno.
Rodzicielka postanowiła spędzić wigilię z siostrą w cieplejszej części Europy. W końcu na święta będzie z kimś innym, niż ja. Na moje usta wkradł się lekki uśmieszek, gdy zdejmowałam garnuszek z barszczem z ognia. Pachniał, jak ten w domu. Przelotnie zerknęłam na małą choinkę w kącie pomieszczenia, przystrojoną w kolorach czerni i czerwieni. W końcu znalazłam te piękne, matowe bombki!
Przelałam część zupy do miseczki i ukroiłam kawałek piernika. Taka wigilia jest idealna.. Zwłaszcza, gdy w lodówce chłodzi się trzydziestoletni Graham, przysłany jako prezent przez mamę. Aż żal otwierać taki trunek.. Rozkoszując się smakiem ciasta (bo tego samego o buraczanej zupie nie mogłam powiedzieć) raz jeszcze wyjrzałam przez okno. Moją uwagę zwróciła dziwnie znajoma postać, kierująca się wprost w stronę mojej skromnej posiadłości. Chwilę później usłyszałam dźwięk dzwonka. Odłożyłam niechętnie talerz z wyciekiem i ruszyłam w stronę drzwi, by po chwili je otworzyć.
- Collin? Co ty tu robisz? - zapytałam, szczerze zdziwiona. Spodziewałam się kogokolwiek, ale nie jego.. Chłopak nerwowo potarł kark i odpowiedział:
- Uznajmy, że... Mam małą awarię w mieszkaniu i chwilowo... Trochę brakuje mi dachu nad głową. Chyba nie każesz biednemu, zbłąkanemu wędrowcowi spać na dworze w wigilię, co?
Wlepiłam wzrok w jasne oczy blondyna, mrużąc przy okazji swoje.
- Mam nadzieję, że nic nie kombinujesz – odparłam, gestem zapraszając chłopaka do środka.
- Jemioła? – padło pytanie retoryczne zaraz po jego wejściu.
- Tradycja – wyjaśniłam w jednym słowie, wzruszając ramionami. Odpowiedział mi jedynie jego chwilowy śmiech. – Jeśli chcesz się ogarnąć, to na górze jest łazienka. Pierwsze drzwi po prawej. Poza tym, nie mam za bardzo czym cię poczęstować, bo nie robiłam zbyt wiele żarcia.
- Hola, hola! Nie przyszedłem tu jeść! – zaprotestował, unosząc ręce w górę.
- Kultura wymaga zaproponowania czegoś do jedzenia lub picia. Więc.. Barszczyk, piernik, krokiet z kapustą i grzybami.. Czy może coś do picia? – zapytałam, stając przy kuchennych szafkach.
- Aaa co masz? – odparł, stając kawałek za mną.
- Eee.. No... Mogę ci dać.. hm.. Herbatkiii, kawkii albo, jeśli lubisz, wina.
- A jakiegooo?
W odpowiedzi podeszłam do lodówki i z najniższej półki wyjęłam ciemnoczerwony trunek, na którego etykiecie dumnie widniała nazwa "Graham's 30 Years Old Tawny Port". Wolałam nie wiedzieć, ile mama za nie dała..
- Takiegoo. Słodkie, czerwone. Więcej nie wiem, bo nie próbowałam – odparłam, odwracając butelkę, by zobaczyć drugą stronę, na której był opis wina. Czyli w sumie to, co zawsze.
- Hm.. No, możesz polać, jak już proponujesz – stwierdził Collin i uśmiechnął się szeroko.
- Kej. To idź sobie usiąść do dużego pokoju, ja skądś skombinuję kieliszki – wymamrotałam, otwierając drugą półkę. No gdzie ja przesiałam te cholerstwa, co?
Gdy w końcu znalazłam przeklęte kieliszki, włożyłam do nich zamrożone winogrona, żeby trunek zachował swój chłód, po czym nalałam nam po lampce.
- To.. Coś ty narobił u siebie w domu, hm? – zapytałam, siadając na fotelu naprzeciw jasnowłosego.
[Coll? <: ]

niedziela, 24 grudnia 2017

Od Collina CD Gabrieli

Poczułem delikatne szturchnięcie w bok. Ospale uniosłem głowę z ławki, zerkając na swoją towarzyszkę, dzielącą ze mną dwuosobową ławkę.
- Co jest? - mruknąłem z niesmakiem.
- Śpisz przez wszystkie lekcje... Potem nie ogarniesz nawet najprostszego tematu! - szepnęła Gabriela, z nutą przejęcia w głosie.
- Po raz kolejny ci powtarzam, że ilość kofeiny w moim organizmie jest zdecydowanie zbyt mała - burknąłem, ponownie chowając twarz w miękkim rękawie bluzy.
Wreszcie rozbrzmiał ostatni dzwonek, który niósł się echem po szkole, jako radosna nowina, niesiona przez anielskie głosy - koniec szkolnej udręki. Wrzuciłem niedbale graty do torby, po czym podniosłem się z krzesła.
- To jak, teraz na kawę? - zapytałem z wyczekującym uśmiechem.
- Chyba nie mam wyboru... - westchnęła z rezygnacją ciemnowłosa.
- Nie masz - przytaknąłem, po czym tanecznym krokiem ruszyłem do wyjścia.

~~~ Magiczny 'time skip'. Wigilijny wieczór ~~~

Opadłem znudzony na swoją kanapę, wlepiając wzrok w migający ekran od telewizora. Nie ma to jak wigilia spędzona w samotności, co? Podszedłem do kuchennego zlewu, aby nalać wody do czajnika. Odkręciłem kran i... Otworzyłem puszkę pandory, która pociągnęła za sobą ciąg nieszczęśliwych wypadków. Jak można urwać kran, próbując zaparzyć sobie wodę na herbatę? Bardzo prosto. Wystarczy upuścić czajnik, niefortunnie pociągnąć i potop gotowy. Próby zahamowania pryskającej na wszystkie strony cieczy nie przyniosły większych rezultatów. Co gorsza, woda dostała się chyba do wszystkich możliwych urządzeń elektrycznych, dodając do tego również kontakty. Nie minęła chwila, a w całym mieszkaniu zapanowała ciemność. Wywaliło korki. Zajebiście. Wymamrotałem pod nosem piękną wiązankę niecenzuralnych określeń, wyklinających cały świat. Idealna wigilia, czyż nie? Stoję bezradny w zalanym mieszkaniu, bez prądu, ogrzewania, narażony na wszelkiego rodzaju pożary wywołane zwarciem czy też zamarznięcie. Jakkolwiek komicznie i niedorzecznie by to nie brzmiało, tak właśnie wyglądała moja obecna sytuacja. Po fachowca zadzwonię jutro... Nie mam serca ściągać nikogo od rodzinnej kolacji, tylko dlatego, że dzisiejszy dzień przesiąknięty jest pechem. Cóż... Chyba pozostawało mi tylko jedno wyjście. Na szybko wrzuciłem do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Włożyłem czarne, zimowe buty, narzuciłem na siebie kurtkę, a następnie wyszedłem z mieszkania. Wkrótce stanąłem przed znajomymi drzwiami i po dłuższej chwili wahania, wcisnąłem dzwonek. Nie musiałem czekać zbyt długo, gdyż zaledwie po paru sekundach w drzwiach ukazała się sylwetka ciemnowłosej dziewczyny.
- Collin? Co ty tu robisz? - zapytała Gabriela, nie kryjąc swojego zaskoczenia.
Potarłem nerwowo kark, uśmiechając się z zakłopotaniem.
- Uznajmy, że... Mam małą awarię w mieszkaniu i chwilowo... Trochę brakuje mi dachu nad głową - wymamrotałem. - Chyba nie każesz biednemu, zbłąkanemu wędrowcowi spać na dworze w wigilię, co? - spytałem, przywołując na twarz najbardziej słodki i zarazem nieco pretensjonalny obraz, jaki tylko byłem w stanie stworzyć.

[ Gabrielo? :') ]

sobota, 23 grudnia 2017

Od Gabrieli CD Collin'a

Spojrzeliśmy z Collinem po sobie, stojąc za progiem klasy. Poczułam na sobie spojrzenia reszty klasy, siedzącej już w ławkach. Odchrząknęłam cicho i pociągnęłam jasnowłosego za sobą, do jednego ze stolików na końcu. Nie poczuwszy żadnego oporu, zerknęłam na niego przelotnie i skinieniem głowy mu podziękowałam. Pani Stewart zaczęła sprawdzać obecność.
- Collin William Conner.. - zaczęła. Mój towarzysz uniósł rękę, a nauczycielka skinęła głową. – Może chciałbyś opowiedzieć coś o sobie?
- Oczywiście, dziękuję. Jestem Collin ale mówi się do mnie Coll. Mam 19 lat i pochodzę z Londynu. Uczęszczam do klubu sportowego, a w wolnych chwilach zaglądam do klubu miłośników sztuki. – przedstawił się z uśmiechem, po czym z powrotem opadł na krzesło.
Pani Stewart odwzajemniła gest, podziękowała i wróciła do sprawdzania obecności. Ja zaś poczułam, że moje serce zaczyna bić mocniej. Tak, oprócz pająków nienawidzę mówienia o sobie..
- Gabriela Insomnia Pola.. Polanyska..? Przepraszam, nie potrafię wymówić twojego nazwiska.. – zaśmiała się.
- Polańska. Nic nie szkodzi – odparłam z nadzieją, że nie każe mi się przedstawiać.
- Więc może powiesz nam coś o sobie?
Nosz kurde!
- Hm.. Mam na imię Gabriela, pochodzę z Polski, z Jaworzynka dokładniej. Mam 18 lat, interesuję się grafiką, astronomią, sztuką i grami komputerowymi. – wymamrotałam i z ulgą opadłam na krzesło.
- Dziękuję. To lecimy dalej.. – odparła wychowawczyni i kontynuowała sprawdzanie obecności.
- Polska, co? – usłyszałam szept po swojej prawej.
Odpowiedziałam Collin'owi krótkim skinieniem głowy, wyciągając w międzyczasie piórnik z torby.
- Trochę daleko masz do Irlandii.
- Ty też nie masz najbliżej – odszepnęłam, gdy znalazłam długopis. – Poza tym, wybacz, że zmusiłam cię do siedzenia ze mną, ale to tylko chwilowe. Później się od ciebie odczepię, nie martw się – wymamrotałam, lustrując salę.
Była dość duża.. i pusta. W drugie C chyba było mało uczniów.. Choć.. może są nieobecni, albo na jakiś olimpiadach..
- Dam ci się odczepić dopiero po kawie – burknął.
- Ziom, wrzuć na luz. Od kofeiny można się uzależnić – mruknęłam, zerkając na niego kątem oka. Prawie drzemał z głową oparą na splecionych rękach.
- Taaak, tak. Mówisz, jak moja mama.. – wymamrotał, na chwilę odchylając się do tyłu. Pokazał mi język i wrócił do poprzedniej pozycji.
Przewróciwszy oczami wróciłam do słuchania nauczycielki. No, jeszcze tylko kilka godzin i do do.. ekhm, i na kawę. Będę musiała zapoznać się później z ludźmi z klasy..

Collina obudził dzwonek. Zerwał się nagle z krzesła i nieprzytomnym wzrokiem popatrzył na okno po mojej lewej, po czym na mnie.
- Gdzie ja jestem? – wyseplenił, przymykając chwilowo jedno oko.
- W sali do języka angielskiego. Choć, musimy poszukać następnej sali. Ale, tym razem, nie zapuszczając się znowu gdzieś tam – odparłam, dźgając go długopisem w bok. – Zbieraj się, chłopie.

[ Coll~? ]

Od Collin'a CD Gabrieli

Prychnąłem jedynie w odpowiedzi, stopniowo przechodząc w długi pomruk dezaprobaty. Włożyłem ręce do kieszeni bluzy i odchyliłem nieznacznie głowę do tyłu.
- No co jest? - zapytała ciemnowłosa, dorównawszy mi kroku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się dla ciebie poświęcam, rezygnując z porannej dawki kofeiny - jęknąłem z nutą rozpaczy w głosie. - Będę musiał zamówić podwójną porcję... Albo potrójną. Tak, to chyba jedyne wyjście.
Dziewczyna wywróciła z niekrytym rozbawieniem oczyma, zaś ja, z godną hollywoodzkiego aktora wiarygodnością, przywołałem na twarz minę obrażonej pięciolatki. Błądziliśmy po zatłoczonych korytarzach, pogrążonych w absolutnym chaosie. Z czasem jednak, kiedy podążaliśmy w jednym, określonym kierunku, tłum uczniów powoli zaczął się przerzedzać. W końcu wokół nas nie było żywej duszy, a wszechobecną ciszę mącił jedynie odbijany echem wśród pustych ścian stukot naszych kroków. Przed nami ukazały się ogromne drzwi. Sięgnąłem dłonią do masywnej, żelaznej klamki, gdy nagle usłyszałem za sobą stanowczy głos.
- Chyba wiecie, że wstęp do zachodniego skrzydła jest surowo zabroniony?
Jak na skinienie odwróciliśmy się, aby napotkać przed sobą szorstkie spojrzenie czarnowłosej dziewczyny.
- Przepraszamy... - odparła ze skruchą Gabriela. - Zgubiliśmy się...
- Jesteśmy nowi i szukaliśmy klasy, w której mamy lekcje - podjąłem szybko, również modyfikując barwę swojego głosu na nieco mniej pewną.
Twarz dziewczyny momentalnie złagodniała, przywdziawszy na siebie kojący uśmiech.
- Ah, no tak... Mogliście nie wiedzieć. Do której klasy należycie? - spytała, odgarniając za ucho niesforny kosmyk.
- Druga C.
- Z panią Stewart... Faktycznie. Chodźcie, zaprowadzę was.
Z czarnowłosą rozstaliśmy się pod salą nr 15, mieszczącą się we wschodnim skrzydle. Podziękowałem za pomoc, po czym, niemalże równo z dzwonkiem, wkroczyliśmy do klasy.
[ Ryśka? Nah, strasznie krótkie, ale zależało mi, aby jeszcze dziś odpisać :/ ]

piątek, 22 grudnia 2017

Od Gabrieli Cd. Collin'a

Zmrużyłam lekko oczy i dokładnie przyjrzałam się chłopakowi przede mną. On tak na poważnie? Collin uniósł brew, zapewne widząc wahanie na mojej twarzy.  - Oj, no nie daj się prosić..
- Nie moglibyśmy tego przełożyć? - zapytałam, posyłając mu niepewny uśmiech.
Serio, wolałam, żeby nauczyciele uważali mnie za porządną osobę. No, przynajmniej na początku.. Hej, zaraz! Czy właśnie dostrzegłam zawód w jego oczach?!
- A na kiedy? - odparł.
- Po szkole byłoby w sam raz. A z tego, co widzę, to zmierzamy do tego samego budynku.
- Zależy. W której jesteś klasie?
- II c.
Po mojej odpowiedzi twarz Collin'a rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.
- W takim razie, pasuje mi jak najbardziej. Ciekawe, czy w dzienniku będziesz za mną, czy przede mną.. - mruknął, drapiąc się po głowie.
- Mam rozumieć, że chodzę z tobą do klasy, tak?
- Zaiste.
Odpowiedziałam mu cichym parsknięciem i pokręceniem głową.
- To pewnie zrobiłam piękne pierwsze wrażenie, co?
- Grunt, że nie było ofiar śmiertelnych.
- Nie jestem aż tak silna, żeby zabić kogoś przez wpadnięcie na niego. No, chyba, że wypchnęłabym go z jakiejś góry..
Kątem oka dostrzegłam uśmiech na twarzy jasnowłowego i z trudem powtrzymałam swój. Ale wiecie, jakieś pozory trzeba stworzyć, nie?

Po ujrzeniu budynku szkoły, aż zaniemówiłam. W porównaniu ze szkołami, które widziałam u siebie, to.. W sumie, tu nawet nie było czego porównywać. Delikatnie oprószony gmach i drzewa nadawały akademii wręcz magicznego wyglądu.
- Dobra, tooo.. Co mamy pierwsze? - usłyszałam pytanie. Uniosłam palec w geście oczekiwania i wyjęłam telefon, w którym miałam zapisany plan lekcji.
- Język angielski - odparłam po chwili.
- Z wychowawczynią, co?
- Mhm - mruknęłam, potwierdzając, po czym wyłączyłam dźwięk w komórce. - Ciekawe, jaka będzie.
Collin jedynie wzruszył ramionami i lekko przyspieszył, idąc kawałek przede mną.
- Musimy jeszcze znaleźć salę, w której mamy lekcje. A zostało nam 10 minut..
- Tak czy siak chciałeś się spóźnić - parsknęłam, uśmiechając się lekko.

[ Coooollin~? ]

środa, 20 grudnia 2017

Od Collin'a CD Gabrieli

Wcisnąłem mocniej głowę w poduszkę, marnymi wysiłkami usiłując zignorować drażniący dźwięk budzika. Bezlitosne urządzenie okazało się jednak być godnym przeciwnikiem, gdyż po długotrwałej walce z samym sobą, postanowiłem wreszcie wywlec się z ciepłego, mięciutkiego łóżeczka, aby zmierzyć się ze światem. Zegar na ekranie telefonu wskazywał godzinę 7:30. Lekcje zaczynały się za czterdzieści minut... Mnóstwo czasu. Narzuciłem na siebie czarną bluzę z kapturem, luźne jeansy i nieco cieplejsze buty. Po chwili wahania założyłem również kurtkę, co okazało się być niezwykle trafnym wyborem. Jasnoszare chmury kryły za sobą pierwsze promienie wschodzącego słońca, nijak nie pozwalając im przedostać się do zmarzniętej ziemi. Biały puch otulał uśpiony świat, który wciąż jeszcze zdawał się trwać w sennej zadumie. Pojedyncze śnieżynki zawirowały w powietrzu. Zdawałoby się, że przemierzałem te przecznice już setki razy... A przynajmniej dziesiątki. Lecz teraz wszystko było dla mnie nowe - odziane w biel tak czystą, że aż niepokojąco groźną. Żadnego chodnika pod stopami, żadnych ławek. Nic tylko biel, jakby ktoś opakował całe miasto w śnieg, na wzór świątecznego prezentu. Powietrze było ostre od mrozu i słodkiej wilgoci śniegu. Kolorowe lampki migotały radośnie w oknach budynków, zaś wokoło rozbrzmiewała niesiona wiatrem pieśń ulicznych grajków. Nagle poczułem mocne uderzenie. No, może nie na tyle, aby pozbawiło mnie ono równowagi.
- Przepraszam, moja wina... - stojąca przede mną ciemnowłosa uśmiechnęła się nerwowo, chowając komórkę do kieszeni płaszcza.
Obrzuciłem nieznajomą badawczym spojrzeniem, zaś na moją twarz wpełznął wyraźny grymas rozbawienia.
- Nie szkodzi - rzuciłem, dodając dla podkreślenia swojej wypowiedzi obojętne machnięcie dłonią. - Collin jestem - przedstawiłem się.
- Gabriela - dziewczyna odgarnęła z twarzy niesforny kosmyk włosów i nieznacznie uniosła wzrok.
- Miło poznać. Właśnie idę do kawiarni, aby zaspokoić swoją kofeinową rządzę. Może do mnie dołączysz? - zaproponowałem.
- Cóż... Spieszę się do szkoły i...
- I nic by się nie stało, gdybyś spóźniła się o parę minut - przerwałem jej, wzruszając ramionami w geście wyrażającym iście teatralną beztroskę.
- Wiesz, jestem nowa, więc... - mruknęła bez przekonania Gabriela, najwyraźniej nie mając zamiaru kończyć zdania.
- Serio? To tak jak ja! Wyrobimy sobie złą opinię razem! - wyszczerzyłem zęby w uroczym uśmieszku. - Zresztą, mamy jeszcze... - zerknąłem na zegarek. - Jakieś dwadzieścia minut. Przez ten czas zdążymy wypić dwie kawy.

[ Gabi? :3 ]

niedziela, 17 grudnia 2017

Od Gabrieli

- Czego dzwonisz do mnie tak wcześnie? – warknęłam w telefon. Usłyszałam, jak Kasia przewraca oczami.
- No przepraszam, księżniczko, ale raczej o tej godzinie nie powinnaś już spać – odpowiedziała.
- Wiesz, ty wstajesz o różnych godzinach. – wymamrotałam, z naciskiem na słowo różnych. Zapadła niezręczna cisza po drugiej stronie, która po chwili została przerwana krótkim odchrząknięciem.
- To tego.. Ekhm.. Zadzwoń, gdy wstaniesz. No i.. No, kończę. Całuski – zakończyła wypowiedź cmokając.
Odetchnąwszy, przymknęłam oczy. Przeciągnęłam się i spojrzałam na okno, niedbale zakryte zasłoną. Przez wąską szparę między ścianą a ciemnym materiałem sączyło się blade światło dnia. Stłumiłam ziewnięcie i niechętnie zwlokłam się z cieplutkiego, wygodnego łóżeczka. Zerknęłam krótko na zegarek, który wskazywał godzinę gruuubo po szóstej. Tak, to lepsza pobudka, niż kubeł zimnej wody. Przynajmniej dla mnie. Wpadłam do szafy i na chybił trafił wybrałam ciuchy. O dziwo, znalazłam nawet skarpetki! Szybkim krokiem ruszyłam do łazienki, by wstępnie się ogarnąć i okiełznać busz na mojej głowie. Kolejny sukces! Po dziesięciu minutach byłam zwarta i gotowa, by rozpocząć nową przygodę, jakby to nazwała moja rodzicielka. Chwyciwszy torbę, narzuciłam na siebie czarny płaszcz, założyłam trapery i wyszłam z domu.
Szybkim krokiem przeszłam parę przecznic, by w końcu dojść na Główną Aleję. Ku mojemu zaskoczeniu, prócz mnie było na niej dużo innych osób. Jednak większość z nich zdecydowanie nie mogła uczęszczać już do szkoły. Każdy spieszył się gdzie indziej, w inną stronę. Tylko nieliczni spacerowali dokądś spokojnym krokiem. Mimowolny uśmiech wkradł się na moją twarzyczkę, gdy dostrzegłam dwójkę dzieci, na oko mające z 9 lub 10 lat. Trzymały się za rączki i dumnie maszerowały w stronę przeciwną do tej, w którą szłam. Ten widok przypomniał mi o Kasi i Kamilu. Właśnie, Kasia! Obiecałam jej, że zadzwonię.. Przeszukawszy kieszenie i torbę, w końcu znalazłam telefon. Wybrałam jej numer i odczekałam chwilę, aż odbierze.
- No i co? Ogarnęło się już? – padło pytanie, zanim zdążyłam się nawet odezwać.
- Nooo. Dobrze, że dałaś znać, bo budzik przestał ze mną współpracować – mruknęłam, a w słuchawce odpowiedział mi jej cichy śmiech. – Tak więc, daję ci znak życia. Pozdrów tam Syrenki i nie zabij się gdzieś po drodze.
- Raczej ja powinnam powiedzieć ci tę ostatnią część – burknęła. Słyszałam jak nabiera powietrza, by zacząć jakiś monolog. Boru, a mogłam wziąć słuchawki..
- Kasiuuu, zanim zaczniesz, to daję ci znać, że nie czuję ręki..
- Trudno. Ale wiesz, co Kamil wczoraj zrobił..?
I reszty nie usłyszałam. Albowiem byłam tak zaaferowana tym, co zrobił jej chłopak, że nie zauważyłam postaci, która nagle pojawiła się przede mną. Jako, że hamulce w moich butach nie zadziałały, oczywiście na nią wpadłam.
- Przepraszam, moja wina.. – wymamrotałam, uśmiechając się niepewnie i rozłączając się z dziewczyną.

[ Ktoś chętny? ^.^ ]

Nowa Uczennica!

Gabriela Insomnia Polańska
Ksywka: Gabri, Ryśka lub Rysiek. Ale nie wzgardzi nowymi pseudonimami.
Wiek: Przeżyła 18 wiosen.
Klasa: II C
Theme by Bełt