Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanami. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 grudnia 2017
wtorek, 20 czerwca 2017
Od Michaela CD Nanami
-Wiesz, basen i hala sportowa z natury mają pobudzać ludzi- wytknęła mi
pół-żartem, a jej głos przybrał wreszcie nieco weselszy ton.- Chyba nie
chcesz iść za mną.
Przekrzywiłem nieco głowę, przypatrując się dziewczynie. Na dobrą sprawę, jutro nie planowałem niczego szczególnego, a lubiłem poznawać nowe osoby. Postawiłem tacę z jedzeniem naprzeciwko krzesła dziewczyny i usiadłem, nawijając na widelec nieco makaronu.Kawałek mięsa, trącony sztućcem, spadł z "górki" i potoczył się na brzeg talerza.
- Dlaczego nie chcę?- zapytałem, po czym wziąłem kęs do ust, prędko przeżuwając kolejne porcje - po zastrzykach adrenaliny zawsze byłem strasznie głodny.- Jeśli by ci to nie przeszkadzało, to chętnie się wybiorę. Po ilu jutro kończysz?
Nanami spojrzała na mnie z konsternacją, a ja dopiero po chwili uświadomiłem sobie swój błąd. No tak, dopiero co tu przyjechała. Ja też przez pierwsze tygodnie latałem po całej szkole z planem, mapą i numerem każdej sali, w których odbywały się zajęcia, a i tak często musiałem pytać o drogę. Wyciągnąłem z kieszeni zwitek papieru i długopisem nabazgrałem swój numer telefonu, pod spodem dopisując swoje imię i nazwisko, po czym przysunąłem go pod rękę dziewczyny opartą o blat.
- Jak będziesz miała chwilę i chęci na moje wnerwiające towarzystwo, daj znać- wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu, po czym wziąłem duży haust ciepłej herbaty, którą wcześniej obficie posłodziłem.
Nanami w odpowiedzi pokiwała głową i wsunęła kartkę do kieszeni spodni.
- Dzięki- mruknęła, zgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho. Rozgardiasz panujący w stołówce - głośne śmiechy, rozmowy i brzdęk odkładanych sztućców niemal zagłuszyły jej kolejne zdanie.- Pewnie dam znać jakoś godzinę po obiedzie.
- Będę miał telefon przy sobie- obiecałem.- Jesteś może członkiem SKS?
- Nie- pokręciła głową, przegryzając leciuteńko wargę.- Klubu Miłośników Sztuki. A jak z tobą?
- O, no to może spotkamy się na zajęciach, też tam chodzę. Ja na SKS zaglądam tylko z czasu, jak mnie najdzie na kosza, zazwyczaj jakoś we wtorki.
- Hm, jeszcze tam nie byłam- przyznała z cichym westchnięciem, trącając co jakiś czas widelcem makaron, jakby sprawdzała, czy żyje.
- O, to koniecznie musisz się wybrać! Teraz pewnie jesteś zmęczona, ale jeśli będziesz chciała, to możemy choćby jutro tam zajść, poznasz wszystkich. Z IIC jesteś, tak?
Potwierdziła skinieniem głowy, patrząc nieobecnym wzrokiem gdzieś przed siebie.
- Hm, chyba nie ma nikogo z twoje klasy, ale się zobaczy. Co ogółem głównie lubisz malować?
- Pejzaże- odparła niemal natychmiast.
- Mogłem się w sumie spodziewać- dziewczyna spojrzała na mnie pytającym, pełnym zaskoczenia wzrokiem.- W jakiś sposób, sztuka i sposób, w jaki maluje, odzwierciedla człowieka. Ja na przykład kocham impresjonizm.
- Nie wiem, czy bym zgadła.
Zamachnąłem się widelcem w stronę dziewczyny niczym szabelką.
- I tu ma waszmość rację. W sumie wzięło mi się to stąd, że malarstwa uczyłem się od dziadzia, a on kocha ten styl. Jest niesamowity, stąd wzięło mi się zamiłowanie do tego stylu.
Zerknąłem ponownie na powoli pustoszejącą stołówkę. Niemal wszyscy uczniowie zdążyli już odnieść swoje porcje i wrócić do siebie, zaraz pewnie będą zamykać.
- Ajaj, zagadaliśmy się, trzeba powoli uciekać. Dokończymy to jutro, co?
< Nanami? >
Przekrzywiłem nieco głowę, przypatrując się dziewczynie. Na dobrą sprawę, jutro nie planowałem niczego szczególnego, a lubiłem poznawać nowe osoby. Postawiłem tacę z jedzeniem naprzeciwko krzesła dziewczyny i usiadłem, nawijając na widelec nieco makaronu.Kawałek mięsa, trącony sztućcem, spadł z "górki" i potoczył się na brzeg talerza.
- Dlaczego nie chcę?- zapytałem, po czym wziąłem kęs do ust, prędko przeżuwając kolejne porcje - po zastrzykach adrenaliny zawsze byłem strasznie głodny.- Jeśli by ci to nie przeszkadzało, to chętnie się wybiorę. Po ilu jutro kończysz?
Nanami spojrzała na mnie z konsternacją, a ja dopiero po chwili uświadomiłem sobie swój błąd. No tak, dopiero co tu przyjechała. Ja też przez pierwsze tygodnie latałem po całej szkole z planem, mapą i numerem każdej sali, w których odbywały się zajęcia, a i tak często musiałem pytać o drogę. Wyciągnąłem z kieszeni zwitek papieru i długopisem nabazgrałem swój numer telefonu, pod spodem dopisując swoje imię i nazwisko, po czym przysunąłem go pod rękę dziewczyny opartą o blat.
- Jak będziesz miała chwilę i chęci na moje wnerwiające towarzystwo, daj znać- wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu, po czym wziąłem duży haust ciepłej herbaty, którą wcześniej obficie posłodziłem.
Nanami w odpowiedzi pokiwała głową i wsunęła kartkę do kieszeni spodni.
- Dzięki- mruknęła, zgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho. Rozgardiasz panujący w stołówce - głośne śmiechy, rozmowy i brzdęk odkładanych sztućców niemal zagłuszyły jej kolejne zdanie.- Pewnie dam znać jakoś godzinę po obiedzie.
- Będę miał telefon przy sobie- obiecałem.- Jesteś może członkiem SKS?
- Nie- pokręciła głową, przegryzając leciuteńko wargę.- Klubu Miłośników Sztuki. A jak z tobą?
- O, no to może spotkamy się na zajęciach, też tam chodzę. Ja na SKS zaglądam tylko z czasu, jak mnie najdzie na kosza, zazwyczaj jakoś we wtorki.
- Hm, jeszcze tam nie byłam- przyznała z cichym westchnięciem, trącając co jakiś czas widelcem makaron, jakby sprawdzała, czy żyje.
- O, to koniecznie musisz się wybrać! Teraz pewnie jesteś zmęczona, ale jeśli będziesz chciała, to możemy choćby jutro tam zajść, poznasz wszystkich. Z IIC jesteś, tak?
Potwierdziła skinieniem głowy, patrząc nieobecnym wzrokiem gdzieś przed siebie.
- Hm, chyba nie ma nikogo z twoje klasy, ale się zobaczy. Co ogółem głównie lubisz malować?
- Pejzaże- odparła niemal natychmiast.
- Mogłem się w sumie spodziewać- dziewczyna spojrzała na mnie pytającym, pełnym zaskoczenia wzrokiem.- W jakiś sposób, sztuka i sposób, w jaki maluje, odzwierciedla człowieka. Ja na przykład kocham impresjonizm.
- Nie wiem, czy bym zgadła.
Zamachnąłem się widelcem w stronę dziewczyny niczym szabelką.
- I tu ma waszmość rację. W sumie wzięło mi się to stąd, że malarstwa uczyłem się od dziadzia, a on kocha ten styl. Jest niesamowity, stąd wzięło mi się zamiłowanie do tego stylu.
Zerknąłem ponownie na powoli pustoszejącą stołówkę. Niemal wszyscy uczniowie zdążyli już odnieść swoje porcje i wrócić do siebie, zaraz pewnie będą zamykać.
- Ajaj, zagadaliśmy się, trzeba powoli uciekać. Dokończymy to jutro, co?
< Nanami? >
sobota, 17 czerwca 2017
Od Nanami CD Michaela
Chłopak przez chwilę zatonął w swoim świecie. Zupełnie nie przejmował
się tym, czy jakiś nauczyciel za chwilkę nie wparuje tutaj i nie wydali
nas ze szkoły. Podeszłam bliżej, chcąc się upewnić, czy chłopak dalej
żyje.
- Niesamowicie tu, prawda?- Rzekł szeptem.- Nawet jeśli nie jest to jakieś legowisko smoka ani wieża śpiącej królewny.
Rozejrzałam się. Miejsce faktycznie było niesamowite. Przez chwilę zapomniałam, iż u mojego boku stoi obcy mi mężczyzna, nawet jeśli znam jego imię i jest z równoległej klasy. Moim mózgiem zaczęła władać znajoma panika przyprawiając moje serce o szybsze bicie. Spojrzałam na Michaela nie utrzymując kontaktu wzrokowego.
-Nie powinno nas tutaj być.- Szepnęłam swoim dziecięcym głosem.
Skinął lekko głową.
-Mimo tego, warto było.- Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech.
Poszłam przodem. Dźwięk moich kroków odbijał się echem noszonym przez puste, betonowe przestrzenie. W mojej głowie rodziło się wiele pytań- Dlaczego to skrzydło jest zamknięte?, Poszedł ze mną z grzeczności, czy lubi mieć kłopoty? Czy mogą wydalić ze szkoły pierwszego dnia? Oczywiście, że mogą. Moje nogi natychmiast stają dęba, kiedy słyszę czyjś niski głos mamroczący niezrozumiałe słowa. Cofnęłam się kilka stopni w górę, zapominając całkowicie o istnieniu Michaela. Oczywiście, we znaki daje się, kiedy w akcie paniki, stąpam swoim bucikiem na jego stopę. Z jego gardła wydobywa się delikatny krzyk który natychmiastowo ucisza. Niemo przepraszam blondyna stojącego za mną. Kiwa mi głową.
-Następnym razem nie myl mnie ze schodami.- Prosi szeptem.
Krew w moich policzkach natychmiastowo się zagotowała, barwiąc moją twarz w kolor czystego szkarłatu. Ponownie pokiwałam głową z aprobatą.
Kiedy kroki z korytarza się nasilały, okropnie spanikowałam. Jednak gdy czyjś cień powiadamia nas, iż osoba schodzi w dół, poczułam ogromną ulgę. Spojrzałam więc w jasny wyświetlacz mojego telefonu, aby być pewną, iż zdążę do klasy. Wyświetlacz pokazywał godzinę 12:58. Mieliśmy przechlapane.
Nie patrząc czy po korytarzu kroczą jacyś nauczyciele, zbiegliśmy na dół po schodach. Żółto-biała tasiemka pokazująca brak przejścia, nie była dla nas przeszkodą. Przed dzwonkiem, Michael rzekł
-Masz niecodzienny sposób poznawania ludzi.- Mrugnął do mnie jednym okiem.
Posłałam chłopakowi jeden ze swoich uśmiechów i weszłam do swojej klasy. Reszta dnia przebiegła spokojnie.
Właściwie jedyny mój posiłek to była kolacja. Była to zwykła, akademicka kolacja. Nic szałowego. Szałowe było jedynie to, że dostałam kostki lodu, więc miałam szanse wypić moją ukochaną, mrożoną herbatkę. Obok mnie standardowo leżała książka- Duma i Uprzedzenie. Przeczytałam ją miliony razy ale wciąż mnie wzrusza. Podążałam wzrokiem za słowami które tworzą zdania, myśląc, że nic mnie nie wyrwie z mojego transu. A jednak. Z mojego transu wyrwał mnie nie kto inny jak Michael.
-No więc, jaką szaloną wycieczkę masz w planach jutro?-Zapytał z uśmiechem.
Nie ukrywam- na początku się przestraszyłam.
-P..planowałam iść sprawdzić basen i halę sportową.- Rzekłam powoli i cicho.
-Nie brzmi to jak zapas adrenaliny.-Odparł dziwnym tonem, nie jestem pewna czy żartuje, czy mówi poważnie.
-Wiesz, basen i hala sportowa z natury mają pobudzać ludzi- Kontratakuje pół żartem.- Chyba nie chcesz iść za mną.- Dopowiadam.
Przez moją głowę przecisnęła się myśl, niczym myszka biegnąca po trawie, a co jeśli ten chłopak tylko udawał, że próbuje się ze mną zadawać i wyśmiewał mnie za plecami z kolegami?
<Majkelu? ^ ^ >
- Niesamowicie tu, prawda?- Rzekł szeptem.- Nawet jeśli nie jest to jakieś legowisko smoka ani wieża śpiącej królewny.
Rozejrzałam się. Miejsce faktycznie było niesamowite. Przez chwilę zapomniałam, iż u mojego boku stoi obcy mi mężczyzna, nawet jeśli znam jego imię i jest z równoległej klasy. Moim mózgiem zaczęła władać znajoma panika przyprawiając moje serce o szybsze bicie. Spojrzałam na Michaela nie utrzymując kontaktu wzrokowego.
-Nie powinno nas tutaj być.- Szepnęłam swoim dziecięcym głosem.
Skinął lekko głową.
-Mimo tego, warto było.- Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech.
Poszłam przodem. Dźwięk moich kroków odbijał się echem noszonym przez puste, betonowe przestrzenie. W mojej głowie rodziło się wiele pytań- Dlaczego to skrzydło jest zamknięte?, Poszedł ze mną z grzeczności, czy lubi mieć kłopoty? Czy mogą wydalić ze szkoły pierwszego dnia? Oczywiście, że mogą. Moje nogi natychmiast stają dęba, kiedy słyszę czyjś niski głos mamroczący niezrozumiałe słowa. Cofnęłam się kilka stopni w górę, zapominając całkowicie o istnieniu Michaela. Oczywiście, we znaki daje się, kiedy w akcie paniki, stąpam swoim bucikiem na jego stopę. Z jego gardła wydobywa się delikatny krzyk który natychmiastowo ucisza. Niemo przepraszam blondyna stojącego za mną. Kiwa mi głową.
-Następnym razem nie myl mnie ze schodami.- Prosi szeptem.
Krew w moich policzkach natychmiastowo się zagotowała, barwiąc moją twarz w kolor czystego szkarłatu. Ponownie pokiwałam głową z aprobatą.
Kiedy kroki z korytarza się nasilały, okropnie spanikowałam. Jednak gdy czyjś cień powiadamia nas, iż osoba schodzi w dół, poczułam ogromną ulgę. Spojrzałam więc w jasny wyświetlacz mojego telefonu, aby być pewną, iż zdążę do klasy. Wyświetlacz pokazywał godzinę 12:58. Mieliśmy przechlapane.
Nie patrząc czy po korytarzu kroczą jacyś nauczyciele, zbiegliśmy na dół po schodach. Żółto-biała tasiemka pokazująca brak przejścia, nie była dla nas przeszkodą. Przed dzwonkiem, Michael rzekł
-Masz niecodzienny sposób poznawania ludzi.- Mrugnął do mnie jednym okiem.
Posłałam chłopakowi jeden ze swoich uśmiechów i weszłam do swojej klasy. Reszta dnia przebiegła spokojnie.
Właściwie jedyny mój posiłek to była kolacja. Była to zwykła, akademicka kolacja. Nic szałowego. Szałowe było jedynie to, że dostałam kostki lodu, więc miałam szanse wypić moją ukochaną, mrożoną herbatkę. Obok mnie standardowo leżała książka- Duma i Uprzedzenie. Przeczytałam ją miliony razy ale wciąż mnie wzrusza. Podążałam wzrokiem za słowami które tworzą zdania, myśląc, że nic mnie nie wyrwie z mojego transu. A jednak. Z mojego transu wyrwał mnie nie kto inny jak Michael.
-No więc, jaką szaloną wycieczkę masz w planach jutro?-Zapytał z uśmiechem.
Nie ukrywam- na początku się przestraszyłam.
-P..planowałam iść sprawdzić basen i halę sportową.- Rzekłam powoli i cicho.
-Nie brzmi to jak zapas adrenaliny.-Odparł dziwnym tonem, nie jestem pewna czy żartuje, czy mówi poważnie.
-Wiesz, basen i hala sportowa z natury mają pobudzać ludzi- Kontratakuje pół żartem.- Chyba nie chcesz iść za mną.- Dopowiadam.
Przez moją głowę przecisnęła się myśl, niczym myszka biegnąca po trawie, a co jeśli ten chłopak tylko udawał, że próbuje się ze mną zadawać i wyśmiewał mnie za plecami z kolegami?
<Majkelu? ^ ^ >
Od Michaela CD Nanami
Kolejny dzień - w sumie, to mogłem zapisać go zdecydowanie na plus.
Przyszedł list od Mariś, gdzie wyczytałem, że siostrzyczka wreszcie
wyleczyła swoją nogę, a wujek Hans postanowił kupić konia - młoda już
nie mogła doczekać się "ekscytujących przejażdżek na rączym rumaku w
stronę światła zachodzącego słońca", jak pisała, zapewne będąc krótko po
jakimś ckliwym serialu. Wszyscy w domu czuli się dobrze, co wystarczyło
mi do szczęścia, a Ches jakimś cudem uniknął większej kary za oblanie
sufitu, ściany i części szafek colą. Mi samemu natomiast udało się
wreszcie skończyć obraz Immi patrzącej czujnie na zawieszkę lecących
ptaków, leniwie obracającą się na lampie.
- Wstęp wzbroniony, czytaj znaki- odezwałem się głośno, dostrzegając sylwetkę dziewczyny przy zachodnim skrzydle.
- Przepraszam, byłam ciekawa co tam jest- wytłumaczyła cichutko, rozglądając się dookoła jakby z lękiem.
Podszedłem w stronę, skąd dobiegał nieznajomy mi głos owej ciekawskiej niewiasty. Niziutka, o jasnobrązowych włosach, w których jakby złote nicie tańczyły promyki czerwieniącego się słońca, które niedługo miało schować się za horyzont i dużych, cynamonowych oczach, które, szeroko otwarte, chłonęły każdy detal w zasięgu wzroku.
- Spoko- wzruszyłem ramionami, przeskakując kolejne trzy stopnie, by stanąć obok dziewczyny.- Zawsze chciałem to powiedzieć i poczuć się jak jakiś strażnik.
- Rozumiem- szepnęła cichutko, nerwowo splatając dłonie za plecami.
- W sumie, sam nigdy tam nie byłem- trąciłem butem żółtą taśmę w czarne pasy. Odwróciłem się, patrząc na dziewczynę z szerokim uśmiechem.- Idziemy? Tak w ogóle, jak się nazywasz? Jesteś może nowa?
- Tak, dopiero co przyjechałam- wzięła głęboki wdech, jakby zbierając siły.- Nanami Koizumi jestem.
- O, czyżby Japonia? A z której klasy jesteś?
- Ano... Druga c...
- Yaj, to moja równoległa! Michael Rosenthal, IIb, miło mi, panienko!- wykonałem dworski ukłon i wyciągnąłem dłoń w stronę nowo poznanej, którą to nieśmiało uścisnęła.- To jak, wchodzimy!
Osatnie zdanie, mimo że z założenia miało być pytaniem, raczej wypowiedziałem jako słowa startu. Chwyciłem dziewczynę za przegub i podprowadziłem w stronę schodów, uprzednio rozglądając się, czy aby w pobliżu nie grasują nauczyciele - dość często któryś tu zaglądał, by sprawdzić, czy jacyś wagarowicze bądź też amatorzy fajek nie postanowili urządzić tu swojej bazy. teraz jednak teren był czysty.
Kiedy już dałem susa przez taśmę i zaczekałem na Nanami, zacząłem piąć się w górę po schodach. Panował tu zupełnie inny klimat niż w nowej części szkoły. Wszędzie unosił się zapach typowy dla starych, zapomnianych miejsc - mi osobiście zawsze kojarzył się z szafą babcinych ubrań i lawendą. Jedynym źródłem światła było to słoneczne, które wpadało przez duże okna. Wszędzie tańczyły drobinki kurzu, jakby maleńkie duszyczki świetlików. Kochałem takie miejsca, podobnie jak dziadek Hans, którego pokój mama, zawołana gospodyni, zwykła nazywać "jedną wielką graciarnią" - trzymał w nim mnóstwo swoich starych rzeczy jeszcze sprzed wojny. Ba, niektóre nawet były pamiątkami rodzinnymi przekazywanymi w pokolenia na pokolenie. Grzecznie siedziały za szklaną szybką na drewnianym regale, który wykonał pradziadek stolarz, a ja i Mariś uwielbialiśmy tam chodzić, by podziwiać wszystkie te cuda, które jakby nabierały kolorów i dawnej świetności, kiedy dziadek zaczynał snuć swoje historie - w szczególności często powtarzał tę z chusteczką, która wypadła babci, kiedy się jeszcze nie znali. Ta, haftowana w kwieciste wzory, tkwiła niczym szczęśliwy amulet, była tuż obok dziadzinego łóżka - nieraz, kiedy przychodziłem go budzić na śniadanie, zastawałem go leżącego z tą chustką w dłoniach i słabym uśmiechem na wargach. Doskonale pamiętałem, jak tuż przed śmiercią babci karmił ją rosołem i żartował czule, jakby oboje byli nowożeńcami. Albo gdy w dzień jej pogrzebu siedział na starym, bujanym fotelu ze świeżo wyprasowanym garniturem w dłoniach: "Uszyła mi go moja Procia, bo zawsze narzekała, że chodzę jak jakiś obdartus. I niech ma!".
- Niesamowicie tu, prawda?- szepnąłem.- Nawet jeśli nie jest to jakieś legowisko smoka ani wieża śpiącej królewny.
< Nanami? >
- Wstęp wzbroniony, czytaj znaki- odezwałem się głośno, dostrzegając sylwetkę dziewczyny przy zachodnim skrzydle.
- Przepraszam, byłam ciekawa co tam jest- wytłumaczyła cichutko, rozglądając się dookoła jakby z lękiem.
Podszedłem w stronę, skąd dobiegał nieznajomy mi głos owej ciekawskiej niewiasty. Niziutka, o jasnobrązowych włosach, w których jakby złote nicie tańczyły promyki czerwieniącego się słońca, które niedługo miało schować się za horyzont i dużych, cynamonowych oczach, które, szeroko otwarte, chłonęły każdy detal w zasięgu wzroku.
- Spoko- wzruszyłem ramionami, przeskakując kolejne trzy stopnie, by stanąć obok dziewczyny.- Zawsze chciałem to powiedzieć i poczuć się jak jakiś strażnik.
- Rozumiem- szepnęła cichutko, nerwowo splatając dłonie za plecami.
- W sumie, sam nigdy tam nie byłem- trąciłem butem żółtą taśmę w czarne pasy. Odwróciłem się, patrząc na dziewczynę z szerokim uśmiechem.- Idziemy? Tak w ogóle, jak się nazywasz? Jesteś może nowa?
- Tak, dopiero co przyjechałam- wzięła głęboki wdech, jakby zbierając siły.- Nanami Koizumi jestem.
- O, czyżby Japonia? A z której klasy jesteś?
- Ano... Druga c...
- Yaj, to moja równoległa! Michael Rosenthal, IIb, miło mi, panienko!- wykonałem dworski ukłon i wyciągnąłem dłoń w stronę nowo poznanej, którą to nieśmiało uścisnęła.- To jak, wchodzimy!
Osatnie zdanie, mimo że z założenia miało być pytaniem, raczej wypowiedziałem jako słowa startu. Chwyciłem dziewczynę za przegub i podprowadziłem w stronę schodów, uprzednio rozglądając się, czy aby w pobliżu nie grasują nauczyciele - dość często któryś tu zaglądał, by sprawdzić, czy jacyś wagarowicze bądź też amatorzy fajek nie postanowili urządzić tu swojej bazy. teraz jednak teren był czysty.
Kiedy już dałem susa przez taśmę i zaczekałem na Nanami, zacząłem piąć się w górę po schodach. Panował tu zupełnie inny klimat niż w nowej części szkoły. Wszędzie unosił się zapach typowy dla starych, zapomnianych miejsc - mi osobiście zawsze kojarzył się z szafą babcinych ubrań i lawendą. Jedynym źródłem światła było to słoneczne, które wpadało przez duże okna. Wszędzie tańczyły drobinki kurzu, jakby maleńkie duszyczki świetlików. Kochałem takie miejsca, podobnie jak dziadek Hans, którego pokój mama, zawołana gospodyni, zwykła nazywać "jedną wielką graciarnią" - trzymał w nim mnóstwo swoich starych rzeczy jeszcze sprzed wojny. Ba, niektóre nawet były pamiątkami rodzinnymi przekazywanymi w pokolenia na pokolenie. Grzecznie siedziały za szklaną szybką na drewnianym regale, który wykonał pradziadek stolarz, a ja i Mariś uwielbialiśmy tam chodzić, by podziwiać wszystkie te cuda, które jakby nabierały kolorów i dawnej świetności, kiedy dziadek zaczynał snuć swoje historie - w szczególności często powtarzał tę z chusteczką, która wypadła babci, kiedy się jeszcze nie znali. Ta, haftowana w kwieciste wzory, tkwiła niczym szczęśliwy amulet, była tuż obok dziadzinego łóżka - nieraz, kiedy przychodziłem go budzić na śniadanie, zastawałem go leżącego z tą chustką w dłoniach i słabym uśmiechem na wargach. Doskonale pamiętałem, jak tuż przed śmiercią babci karmił ją rosołem i żartował czule, jakby oboje byli nowożeńcami. Albo gdy w dzień jej pogrzebu siedział na starym, bujanym fotelu ze świeżo wyprasowanym garniturem w dłoniach: "Uszyła mi go moja Procia, bo zawsze narzekała, że chodzę jak jakiś obdartus. I niech ma!".
- Niesamowicie tu, prawda?- szepnąłem.- Nawet jeśli nie jest to jakieś legowisko smoka ani wieża śpiącej królewny.
< Nanami? >
Od Nanami
Mimo iż moim pragnieniem było być jak normalna dziewczyna, panicznie
boje się poznać nowe osoby. Przyjęto mnie do klasy 11C, moim wychowawcą
ma być niejaka Maryenne Stewart. Stojąc przed klasą czuje napadającą
mnie panikę. Raz setny sprawdzam telefon. Mój brat wysłał mi milion
motywacyjnych esemesów. Mimo iż doceniam jego starania, nie sądzę aby to
pomagało.
Kiedy naciskam klamkę, drzwi odsuwają się. Klasa wygląda schludnie, podobna do tych w Japonii. Przy zielonkawej tablicy z kredą stoi dorosła kobieta. Jej czarne włosy idealnie pasują do jej wyglądu. Odwraca się do mnie.
-Witaj, czyżbyś była moją świeżynką?- Pyta z ledwo widocznym uśmieszkiem.
Znalazłam się w centrum uwagi. Cudownie. To żałosne jak bardzo moje policzki zaczynają się barwić na czerwono. Spuszczam swą głowę tak aby skupić wzrok na butach.
-Dz..dzień d..dobry...-Dukam powoli.
Nauczycielka kładzie swą dłoń na moim ramieniu zmuszając mnie abym podniosła wzrok. Następnie, skinieniem głowy wskazuje mi abym pokazała się uczniom. Z wielką niechęcią, odwracam się.
-N..nazywam się N...Nanami....Koizumi.- Ponownie dukam.
Nauczycielka kiwa głową.
-Miło Cię poznać Nanami, proszę, usiądź.- Wskazała mi wolną ławkę.
Przez resztę lekcji skupiam się na obserwowaniu nauczycielki i notowaniu. Nie miałam ochoty spoglądać na moich nowych kolegów z klasy. Kiedy dzwonek obwieszcza nam słynny czas na lunch, postanawiam nie marnować czasu. Chciałabym zwiedzić szkołę, ale jako iż boję się zapytać, poradzę sobie sama. Przed moja samotną tułaczką, wysyłam esemesa do brata.
''Poza tym, że zrobiłam sobie niezły przypał, nie było tak źle : )''
Po wciśnięciu guzika ''wyślij'' udaję się na spacer po szkole.
W pół godziny widziałam sporo miejsc- sale muzyczną, sale językową, bibliotekę(to chyba moje ulubione miejsce) i stołówkę. Zostało mi jeszcze zasadniczo tylko zachodnie skrzydło.
Kiedy przymierzam się do przekroczenia zachodniego skrzydła- ktoś tarasuje mi drogę.
-Wstęp wzbroniony, czytaj znaki.-Głos mówi stanowczo.
Poczułam jak moja twarz przybiera kolor ostrego szkarłatu. Mój wzrok znów skupił się na moich butach. Nie byłam wstanie zidentyfikować płci osoby która obok mnie stała, więc cicho wymamrotałam:
-Przepraszam, byłam ciekawa co tam jest.
Głos nie odpowiedział, chociaż wciąż miałam pewność, że tam jest.
(Ktoś? ^ ^)
Kiedy naciskam klamkę, drzwi odsuwają się. Klasa wygląda schludnie, podobna do tych w Japonii. Przy zielonkawej tablicy z kredą stoi dorosła kobieta. Jej czarne włosy idealnie pasują do jej wyglądu. Odwraca się do mnie.
-Witaj, czyżbyś była moją świeżynką?- Pyta z ledwo widocznym uśmieszkiem.
Znalazłam się w centrum uwagi. Cudownie. To żałosne jak bardzo moje policzki zaczynają się barwić na czerwono. Spuszczam swą głowę tak aby skupić wzrok na butach.
-Dz..dzień d..dobry...-Dukam powoli.
Nauczycielka kładzie swą dłoń na moim ramieniu zmuszając mnie abym podniosła wzrok. Następnie, skinieniem głowy wskazuje mi abym pokazała się uczniom. Z wielką niechęcią, odwracam się.
-N..nazywam się N...Nanami....Koizumi.- Ponownie dukam.
Nauczycielka kiwa głową.
-Miło Cię poznać Nanami, proszę, usiądź.- Wskazała mi wolną ławkę.
Przez resztę lekcji skupiam się na obserwowaniu nauczycielki i notowaniu. Nie miałam ochoty spoglądać na moich nowych kolegów z klasy. Kiedy dzwonek obwieszcza nam słynny czas na lunch, postanawiam nie marnować czasu. Chciałabym zwiedzić szkołę, ale jako iż boję się zapytać, poradzę sobie sama. Przed moja samotną tułaczką, wysyłam esemesa do brata.
''Poza tym, że zrobiłam sobie niezły przypał, nie było tak źle : )''
Po wciśnięciu guzika ''wyślij'' udaję się na spacer po szkole.
W pół godziny widziałam sporo miejsc- sale muzyczną, sale językową, bibliotekę(to chyba moje ulubione miejsce) i stołówkę. Zostało mi jeszcze zasadniczo tylko zachodnie skrzydło.
Kiedy przymierzam się do przekroczenia zachodniego skrzydła- ktoś tarasuje mi drogę.
-Wstęp wzbroniony, czytaj znaki.-Głos mówi stanowczo.
Poczułam jak moja twarz przybiera kolor ostrego szkarłatu. Mój wzrok znów skupił się na moich butach. Nie byłam wstanie zidentyfikować płci osoby która obok mnie stała, więc cicho wymamrotałam:
-Przepraszam, byłam ciekawa co tam jest.
Głos nie odpowiedział, chociaż wciąż miałam pewność, że tam jest.
(Ktoś? ^ ^)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

