Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Near Niisto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Near Niisto. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 grudnia 2017

Od Joshuy cd Neara

Mile mnie zaskoczył prosząc o grę, akurat tego się po nim nie spodziewałem. Kiedy dotarliśmy do pokoju na twarzy pojawił mi się nostalgiczny uśmiech, dawno nie grałem. Tym bardziej nigdy dla kogoś. Zacząłem szukać w umyśle jakiejś dobrze znanej mi melodii, na próżno; dlatego zacząłem grać ulubioną sekwencję mojego brata, grał mi ją kiedyś, a na nic lepszego nie wpadłem. Melodia zaczynała się od oktawy czterokreślnej, aby w kilka chwil przejść do oktawy kontra. Kończyła ją oktawa mała i c5 w wolnym tempie, zatrzymałem się kiedy chłopak zaczął dogrywać do tej pustej melodii, jednak po chwili do niego dołączyłem. Pierwszy raz nie miałem wrażenia, że koniec jest pusty i nostalgiczny, uśmiechnąłem się niewyraźnie. Nie przepadałem za graniem tej melodii ze wzgledu na jej koniec, tym razem w sumie mi się spodobała końcówka i pierwszy raz nie miałem wrażenia pustki kończąc grę.
-Przepraszam – powiedział cicho.
-Co? Za co niby? Nie ważne. – powiedziałem patrząc przez okno. – Robi się późno, a zapewne nie wziąłeś sobie ubrań?
-Umm, no nie. - odparł.
-Więc chodźmy do mnie do pokoju, weźmiesz wybierzesz sobie coś dla siebie.
Ruszyliśmy do mojego pokoju aby wziął sobie jakieś ubrania, doprawdy nie rozumiałem za co przepraszał, zawsze zastanawiałem się, czemu tę melodię mój brat kończył tak pusto. Teraz to jakoś do mnie dotarło, że potrzebował kogoś do zagrania jej. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Z czego się cieszysz? - mruknął Near.
- Z niczego. - odparłem nadal się ciesząc jak dziecko.
Chłopak pokiwał głową z politowaniem. Dałem mu ubrania a sam udałem się na moment do łazienki.
- Zwykle śpię bez koszuli ale jako, że jesteś moim tutaj gościem to ją założę. - zaśmiałem się wchodząc do pokoju.
- Już chcesz iść spać?
- Lepiej żebyś się wyspał, bo jutro czeka Cię ciężki dzień że mną. - Uśmiechnąłem się złośliwie.
Zdjąłem koszulkę przed szafą aby ubrać inną.
- Co ty masz na plecach? - zapytał chłopak uważnie mi się przyglądając.
- To nic takiego. - odparłem z nadzwyczajnym spokojem w głosie.
- Tatuażysta był chyba wstawiony. - mruknął.
- Efekt był zamierzony. - odparłem i założyłem czarną koszulkę.
Chłopak już przebrany jak się okazało, leżał na moim łóżku Z przymkniętymi powiekami.
- Zaraz wracam. - odparłem.
Wróciłem do salonu, gdzie zamknąłem najpierw drzwi wejściowe na klucz, aby po chwili wrócić do sypialni.
- Chodź na kolację. - mruknąłem, po czym wyszedłem do kuchni.
Kiedy kończyłem przygotowywać posiłek, w progu stanął nikt inny jak Near. Ubrania jakie mu dałem byle z lekka duże jednak chłopakowi nie za bardzo to przeszkadzało. Usiadł przy stole z założonymi rękami i czekał na mnie, po chwili również usiadłem.
- Masz już coś zaplanowane na jutro? - zapytał.
- Jeśli tak to co? - odparłem.
- To zacznę myśleć, że to wszystko dałeś zaplanowane już wcześniej. - odparł z lekkiej śmiechem.
- Jest taka opcja. - zaśmiałem się.
Po jedzeniu ogarnąłem szybko kuchnię, podczas kiedy mój towarzysz wybył do mojego pokoju. W momencie kiedy wszedłem nawet nie drgnął z łóżka, walnąłem się na materac obok niego, przez co lekko się wystraszył. Chciał się podnieść co skutecznie udaremniłem przytrzymując to i przykrywając kołdrą.
- Co ty robisz? - warknął.
- Cicho tam. Spać idę. Nie widać.
- Mam spać z Tobą?! Zapomnij! Jeszcze mi coś zrobisz! - wybuchł śmiechem.
- Nie marudź. Śpisz ze mną i koniec. - mruknąłem z zamkniętymi oczami.
- Dlaczego? - jęknął zmieszany.
- Bo tak mi się podoba. Jakby coś się działo w nocy czy coś to mnie obudź.
- Puść mnie. Nie chce z Tobą spać. - zaczął się wyrywać.
- Im bardziej się szarpiesz tym gorzej dla Ciebie. - Mocniej go przytrzymałem do momentu aż przestał się szarpać. - Tak trudno było? - zapytałem. W odpowiedzi dostałem niezadowolony pomruk. - Dobranoc.
Długo nie zajęło zanim chłopak całkiem się uspokoił, mimo tego nie widziało mi się to puszczać. Teoretycznie łóżko jest prawie czteroosobowe, mimo tego dalej trzymałem dzieciaka. Zluźniłem uścisk jednak nadal będąc do niego przytulony zasnąłem. Obudził mnie huk. Zerwałem się do pozycji siedzącej. Osobnikiem odpowiedzialnym za hałas był Near.
- Co ty robisz na ziemi? - zapytałem, wciągając go z powrotem na łóżko.
- Puść mnie. - jęknął cicho.
- Nie chce. - odparłem tonem pięcioletniego dziecka.
Mimo, że było ciemno czułem na sobie zdziwiony wzrok chłopaka. Na łóżko wszedł Dero, kładąc się obok Neara.
- Idź spać i nie marudź. - mruknąłem, tuląc go jak pluszaka.
Usłyszałem przeciągłe miałknięcie kotki, która ułożyła się nad głową chłopaka wtulając łepek w jego włosy.
- Przegrałeś. - powiedziałem z lekkim śmiechem, uśmiechając się szczerze...
Obudził mnie mój kochany budzik w postaci kulki sierści, miałczący niewyobrażalnie nad moim uchem.
- Libra wstaje wstaje. - mruknąłem, chowają głowę w puszyste włosy.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że przytulam się do tego dzieciaka, który został u mnie wczoraj. Z tym faktem chciałem wstać i potem do za to przeprosić, bo znając życie trzymałem to tak całą noc, jednak nawet nie drgnąłem że swojego miejsca. Było mi cholernie ciepło i wygodnie, a do tego ciało odmówiło współpracy.
- Josh. - mruknęło to małe coś, do którego się przytulałem.
- Słucham?
- Puść mnie wreszcie idioto! - krzyknął jednak z nutą śmiechu w głosie.
- Oj nie marudź. - odparłem, przeciągając się leniwie do momentu, w którym usłyszałem trzask kręgosłupa.
- Nie strzelaj kośćmi!
- Jak tego rano nie zrobie to później mnie wszystko boli. - jęknąłem niczym dziecko.
Podniosłem się do pozycji siedzącej, kolejny raz przyciągnąłem po czym wstałem.
- Nigdy więcej nie zgadzam się u Ciebie zostać! - mruknął, również wstając.
- Czyli zamierzałeś się zgodzić kolejny raz? - zapytałem, patrząc mu w oczy z uśmieszkiem.
W odpowiedzi burknął coś i ruszył w stronę drzwi.
- Jak chcesz to zanim wyjdziemy możemy pójść do akademika, chyba, że nie chcesz to wyjdziesz na miasto w moich ubraniach. - powiedziałem mieszając się na chłopaku.
- Przejdziemy się do akademika. - mruknął w odpowiedzi.
- Okej. Ale wiesz, że jak Cię zobaczą to muszą Cię abyś szedł na lekcje?
I takim oto sposobem skończyło się na tym, że wchodziliśmy do akademika przez dach. Uczniowie są na lekcjach, więc spokojnie przeszliśmy korytarze. Wchodziliśmy przez dach że względu na to, że przed budynkiem ktoś mógłby nas zauważyć. Dotarliśmy do pokoju, z jakiegoś powodu Libra poszła z nami. Near przebrał się i włączył telefon.
- Nieodpowiedzialnie jest wyłączać komórkę, kiedy zostaje się u kogoś na noc, kiedy jeszcze nikt o tym nie wie. - powiedziałem trzymając na rękach kotkę.
Chłopak wzruszył tylko ramionami. Telefon rozbrzmiał donośnym dzwonkiem, chłopak odebrał i zaczął rozmawiać że swoim bratem. Usłyszałem po głosie, że to był on. Zabrałem komórkę z ręki chłopaka i mimo jego sprzeciwów odezwałem się.
- Near nie przyjdzie dzisiaj do szkoły. Porywa to na caalutki dzień. Podstawie to dopiero wieczorem. Albo jutro rano. Niczego nie gwarantuje. Miłego dnia. - rozłączyłem się.
- Coś ty zrobił idioto?! - krzyknął wkurzony.
- Załatwiłem ci dzień spokoju. - Uśmiechnąłem się. - zaćmy zanim twój brat mnie ubije. - zaśmiałem się i pociagnąłem chłopaka za rękę do wyjścia.
Zamknął drzwi po czym wyszliśmy tak jak weszliśmy - dachem. Ruszyłem w tylko sobie znanym kierunku, a Near ruszył za mną o nic nie pytając. Wróciliśmy do mojego domu, zmierzając w stronę garażu. Otworzyłem go, po czym spojrzałem na chłopaka.
- Zdałeś testy na prawo jazdy? No brawo. - rzucił.
- Owszem zdałem. - otworzyłem drzwi z miejsca pasażera.
- Spodziewałbym się raczej po tobie innego samochodu.
- Księżniczka czeka na zaproszenie? - zapytałem że śmiechem. - Wsiadaj albo wciągnę Cię siłą. - dodałem.
- Pf. Dawaj. - powiedział stanowczo z wyzywający spojrzeniem.
Podszedłem do niego spokojnie i stanąłem naprzeciw niego kilka centymetrów. Wzdrygnął się kiedy złapałem to za nadgarstek i pociągnąłem w swoją stronę. Podniosłem to na księżniczkę, nic mu nie dawało działanie się, usadziłem go na miejscu i zapiąłem mu pasy.
- Ze mną nie wygrasz kotku.- zamknąłem drzwi.
Wsiadłem z miejsca kierowcy i włączyłem silnik, zauważając, że Near się odpina i zamierza wysiąść zablokowała drzwi.
- Chciałeś żebym zapewnił ci rozrywkę. Więc nie marudź teraz i siedź grzecznie dopóki nie dojedziemy. - wyjechałem z garażu i otworzyłem automatyczną bramę.
- Nie dam się gdzieś wywieźć!
- Zgadzając się wczoraj iść do mojego domu, zgodziłeś się na wszystko. W tamtym momencie straciłeś prawo liberum veto. - powiedziałem spokojnie.
Chłopak nie odezwał się ani razu do pierwszego postoju, dopiero kiedy kotka wlazła mu na kolana zorientował się, że z nami jedzie.
- Nic mi nie zrobi? - mruknął naburmuszony.
- Nie powinna. - Uśmiechnąłem się. - Nie próbuj uciekać. I tak sam nie wrócisz do Green Heels.
- Wywiozłeś mnie z miasta?!
Poszedłem do sklepu zostawiając chłopaka bez odpowiedzi, nie rozumiem co on się tak dziwi. Chciał rozrywkę, to mu ją zapewnie. Near, jeszcze będziesz żałować, że mnie spotkałeś.
Przeniosłem chłopakowi jakieś przekąski i ciepłe kakao. Naburmuszony wziął ode mnie rzeczy dalej trzymając kotkę na kolanach. Po chwili znów ruszyliśmy.
- Powiesz mi chociaż, jak daleko masz zamiar mnie wywieźć? - zapytał, patrząc przez okno.
- Daleko. Tam gdzie nikt nie usłyszy jak krzyczysz. - Uśmiechnąłem się. Będziesz krzyczeć...
- Zaczynam się bać. - mruknął, patrząc na mnie lustrująco.
- Chciałbym powiedzieć, że nie masz czego... Ale nie mogę.
Resztę drogi Near nie odzywał się, tylko nerwowo patrzył przez okno.
- Czemu tutaj nie ma zasięgu? - zapytał, patrząc w telefon.
Głos lekko mu drżał. Bał się? W sumie nie dziwię mu się. W końcu zatrzymałem się przy jakimś urwisku. Wysiadłem i otworzyłem drzwi chłopakowi, który niepewnie wyszedł trzymając na rękach kotkę.
- Chodź. - mruknąłem ruszając. Chłopak nawet nie drgnął. - Mam cię wziąść na siłę? Resztę drogi musimy przejść. - zamknąłem samochód kluczykami na odległość.
Near powoli i niepewnie ruszył za mną, nie odzywał się bacznie obserwując każdy mój ruch. W końcu dotarliśmy do grupki ludzi.
- Chcę wracać. - powiedział i odwrócił się na pięcie.
- Teraz nie ma odwrotu kotku. - złapałem to za nadgarstek i pociągnąłem w stronę ludzi. - To Jak, zaczynamy? - zapytałem z uśmiechem i satysfakcją patrząc na przerażonego chłopaka.
- Twój przyjaciel wygląda jakby miał zaraz stracić przytomność, jesteś pewien, że dobrze się czuje? - zapytał facet, który dziś będzie odpowiadał za to czy przeżyjemy.
- Jest lekko wystraszony, ale nic mu nie będzie. Spodoba mu się. - poklepałem go po głowie niczym zwierzątko, na co jeszcze bardziej się spiął. - Dzisiejszego dnia nie zapomnisz do końca życia. Gwarantuje ci to. - mruknąłem mu do ucha.
Dwóch mężczyzn zaczęło przygotowywać nas, Near był w takim szoku, że nawet się nie ruszał.
- Myślisz, że zrobi to sam? - zaśmiała się do mnie mój znajomy, który to wszystko ogarnął.
- Nie martw się, z nim pójdę. - Uśmiechnąłem się.
Po kilkunastu minutach w końcu skończyli zakładać sprzęt, pewnie gdyby nie moja znajomość z Jurkiem to nici by było z tego naszego wypadu.
- Chciałeś rozrywkę, więc zamierzam ci jej dostarczyć. - Uśmiechnąłem się kiedy prowadzili nas na daleko wysunięty klif.
- Nie martw się. Jesteś z profesjonalistami. Nic ci się nie stanie. - zaśmiał się Jurek. - Wszystko umocowane. Możecie lecieć. - dodał po chwili.
Złapałem chłopaka za rękę i pociągnąłem na sam kraniec urwiska. Wcześniej zabrałem mu futrzaka i dałem ją Jurkowi.
- Co ty robisz?! - krzyknął.
- Zaufaj mi. - zaśmiałem się i pociągnąłem chłopaka za sobą w dół.
Near, tego skoku nie zapomnisz do końca życia!
Chłopak krzyczał kiedy spadaliśmy i mocno się mnie trzymał. Mnie się tam podobało. W pewnym momencie lina naprężyła się i zatrzymywała powoli nasz lot.
Kiedy nas zdjęli chłopak ledwo stał na nogach, bałem się, że naprawdę straci przytomność. Wracaliśmy powoli do samochodu.
- Dzięki za szybkie ogarnięcie tego wszystkiego. - powiedziałem do Jurka. - No i wybacz, że tak na ostatnią chwilę. - Wziąłem kotkę od chłopaka.
- Nie ma sprawy. Lepiej uważaj na tego dzieciaka, bo jakoś słabo wygląda. - zaśmiał się.
Pożegnałem się z chłopakiem i ruszyłem z Nearem w stronę auta.
- I jak? Podobało się? - zapytałem z wrednym uśmieszkiem.
Widząc jednak stan w jakim chłopak się znalazł uśmiech szybko mi zszedł z twarzy.
- Kotku. - mruknąłem kładąc mu rękę na głowie i roztrzepując włosy.
- Nie mów tak do mnie. - warknął.
- Nie podobało Ci się? Chciałeś rozrywki wi..
- Rozrywki a nie zrzucenia z urwiska!
Zaśmiałem się lekko.
- Nie wkurzaj się noo. Myślałem, że ci się spodoba.
- To nie myśl! Bo na dobre ci to nie wychodzi. - warknął i wziął ode mnie kotkę.
Trzymając się jej kurczowo, chwiejnym krokiem wszedł do auta. Podążyłem w jego ślady i również wsiadłem, tyle, że od strony kierowcy.
- Jeśli chcesz wrócimy do Green Heels. - mruknąłem zamykając drzwi.
- A co. Dalej chciałeś gdzieś mnie wywieźć?
- Owszem. Mówiłem Ci chyba, że zapewnie ci rozrywkę.
- Jeśli taką jak przed chwilą to ja dziękuję.
- A jeśli nie taką to ze mną pojedziesz? - zapytałem z nadzieją patrząc na niego.
- Zapomnij. Chory jesteś. Lecz się i nie zrzucają ludzi z urwisk!
- Przecież żyjesz. Nie skoczyłbym z Tobą gdybym nie miał pewności, że jest bezpiecznie. - powiedziałem, włączając silnik.
- Zastanowię się czy jechać jeśli powiesz mi jak dalej idzie trasa. - mruknął.
- Nie będzie wtedy niespodzianki. - powiedziałem naburmuszony. - Zamierzałem jechać teraz z Tobą do oceanarium, jednego z największych w Irlandii. Później zamierzałem jechać gdzieś z Tobą na obiad, dalej trasa leci przez wesołe miasteczko, które zatrzymało się akurat niedaleko Donaghadee Harbour, gdzie zamierzałem również Cię zabrać. Dzień kończyć ma wycieczka promem, zależy jak z czasem byśmy się wyrobili, to moglibyśmy zjeść coś w drodze powrotnej. - mruknąłem.
Nie dostałem żadnej odpowiedzi, dlatego ruszyłem w kierunku Green Heels.
- W tamtą stronę do tego oceanarium? - mruknął, patrząc w okno.
Uśmiechnąłem się i zawróciłem aby jechać do oceanarium, ciesząc się jak dziecko, że jednak zgodził się jechać dalej.


Near?

środa, 20 grudnia 2017

Od Ami CD Near’a

-No widzisz? Jak chcesz, potrafisz powiedzieć cokolwiek o sobie.-rzekłam, lekko się uśmiechając.-A i… Dzięki za tą lemoniadę.
Po tych słowach wzięłam do dłoni szklankę, a słomkę przystawiłam do ust. Wessałam trochę napoju, a potem aż mi się uszy zatrzęsły i musiałam się odczepić od pysznego napoju. Słodki, ale też lekko kwaśny. Bez zawiesiny, której tak bardzo nie lubię. Cudo…
-Co ty gadasz?! Ale to pyszne~!-powiedziałam, uśmiechając się szeroko.
-Mhm… Widzę, że ci smakuje.-rzekł ze sztucznym uśmieszkiem.
Nie podobało mi się to. Przymrużyłam oczy i wstałam z krzesła. Nachyliłam się lekko do blondyna, chwyciłam kciukami oba kąciki ust chłopaka, a następnie uformowałam z nich delikatny uśmiech. Sama zachichotałam, a widząc niezadowolenie i wściekłość w jego oczach, przegryzłam wargę i wróciłam na miejsce.
-Przepraszam, po prostu… Mówiłam, że nie lubię kłamców. Widzę, że uśmiechasz się sztucznie i jak nie chcesz tego robić, to nie uśmiechaj się. Wolę widzieć twoją naburmuszoną twarz niż ten sztuczny uśmiech.-powiedziałam szczerze, zakładając dłonie na piersi.
Jednak nie mogłam długo tak wysiedzieć, patrząc wyłącznie na blondaska. Wzięłam do łapki ciastko i ugryzłam kawałek. Pyszna. Delikatnie uśmiechnęłam się do słodkiego wypieku, a potem z zawstydzeniem skierowałam spojrzenie na nabuzowanego Near’a. Czułam, że źle zrobiłam, ale… Czy to źle, że chciałam spróbować też pomóc? Chyba nie, ale to zależy od typu osoby. Ten chłopak jest typem, który rzadko spotykam. Lekko podrapałam się po karku.
-Może… Po kawiarni pójdziesz się ze mną przejść? Czy nie masz czasu?-zapytałam widocznie skrępowana.
-Może mam czas, może go nie mam. Nie wiem też z drugiej strony, dlaczego mam z tobą iść. Przecież dowiedziałaś się tego co chciałaś.-rzekł oschle blondyn.
Nie powiem, że to co powiedział, było nieco… Przykre, bo to, że wiem o nim zaledwie nic to nie znaczy, że nie chcę go poznać bardziej. Miałam zamiar już coś odpowiedzieć dla chłopaka, ale nagle idąca obok kelnerka potknęła się o własne nogi i wylała prawdopodobnie dwie ciecze. Jedna była gorąca, a druga zimna. No i oczywiście… Na moich plecach i na ramieniu wylądował wrzątek, a na stół wylała się lemoniada lub jakiś sok. Krzyknęłam bardzo głośno podskakując na krześle.
-Boże, przepraszam panią bardzo. To moja wina. Zaraz pani przyniosę coś do wytarcia.-powiedziała spanikowana pracownica kawiarni i pobiegła w stronę zaplecza.
Myślałam, że zaraz się rozpłaczę i to też się stało. Zalałam się łzami i pobiegłam do łazienki, zostawiając torbę na krześle. Nadal wylewając łzy, starałam się ochłodzić ramię zimną wodą. Czy to naprawdę musi się dziać?

<Near? Całkowita załamka…>

niedziela, 17 grudnia 2017

Od Neara CD Ami

Przyglądałem się chwilę dziewczynie, zastanawiając się, czemu chce ze mną gdzieś iść, a co dopiero słuchać mojego monologu.
-Chcieć, czy nie chcieć. Nie bardzo mam co o sobie opowiadać. Jesteśmy w tej samej klasie, jak i klubie, więc zainteresowania już moje znasz. Mam także psa, który jest dość podobny do twojego. – Wymieniłem, kierując się już w stronę kawiarni, o którą poprosiła niebieskooka.
-Aleś ty wylewny – prychnęła. – Wiesz, ja cię nie zmuszam do tej wycieczki – powiedziała słodkim głosem, jednak była w tym jakaś niebezpieczna nutka.
- Skoro już tu jestem, to nie zrezygnuję – stwierdziłem sucho. – Ale skoro tak lubisz rozmawiać, to sugeruję żebyś ty opowiedziała mi coś o sobie.
-Coś za coś, ja opowiem nieco więcej, ale i ty dodasz coś do tych swoich informacje – stwierdziła uśmiechając się szeroko, na co jedynie wzruszyłem ramionami.
-Jak chcesz, ale jak coś… To tutaj jest kawiarnia – powiedziałem wskazując brodą na budynek.
Po chwili podszedłem do drzwi, otwierając je przed nią. Ami uśmiechnęła się triumfalnie, wesoło wchodząc do środka. Zajęliśmy stolik w najdalszym kącie kawiarni, czekając na kelnerkę która właśnie kierowała się w naszą stronę.
-Co podać? – spytała uprzejmie dziewczyna niewiele starsza od nas.
-Ja poproszę colę – stwierdziłem szybko.
-A ja… - przyłożyła palec do policzka – to ciastko poproszę – wskazała na babeczkę owocową.
-To wszystko?
-Jeśli można, to jeszcze lemoniada – dopowiedziałem.
-Dobrze, zaraz przyniosę zamówienie.
-A więc, może zacznę. Ami Baker-Yoshioka, wpół Japonka, wpół Angielka. Należę także do klubu miłośników sztuki. Interesuję się parkourem, strzelaniem z łuku, gitarą i śpiewem, a co za tym idzie swoim zespołem, no i mogę powiedzieć, że uwielbiam motocykle – powiedziała lekko się rumieniąc. – oraz kocham pluszaki , lilie i inne kwiaty, noc, zwierzaki, kulturę japońską i koszykówkę. Za to nie znoszę kłamców, materialistów oraz dwójki rodzeństwa.
-Jakie masz rodzeństwo? – dopytałem.
- Trojaczki Marinette, Adele, Hyuga oraz Kagami- adoptowany – wymieniła spokojnie.
- I kogo nie znosisz?
-Hyugi i Kagamiego.
-Braci? – spytałem rozbawiony.
-Siostry i brata… Hyuga to dziewczyna, tylko imię ma męskie, a Kagami… jest moim bratem, ale adoptowanym.
-Och… wybacz, nie spodziewałem się tego.
-W porządku, ale teraz twoja kolej – powiedziała wesoło, na co zrobiłem minę cierpiętnika
-Oto wasze zamówienie – wybawiła mnie kelnerka, podając zamówione rzeczy na stół. Przesunąłem babeczkę i lemoniadę do dziewczyny.
-Dziękujemy – powiedzieliśmy równocześnie, a gdy kelnerka odeszła spojrzałem na Ami. – Wierz mi, lemoniada tutejsza to coś wspaniałego, więc nie pytaj dlaczego Ci to daję – powiedziałem, widząc, że dziewczyna już chciała pytać, czemu dałem obie rzeczy na jej stronę stolika.
-Ehh, no dziękuję, ale i tak masz mi powiedzieć coś więcej.
-No więc Near Niisto. Jesten z Finlandii. W skrócie lubię zwierzęta, motocykle, logiczne myślenie, ciszę i noc. Ciekawi mnie skąd się lubujesz w nocy i motocyklach, no ale to zostawię sobie do przemyślenia na później – stwierdziłem uśmiechając się lekko sztucznie. – Interesuję się grami, strzelaniem, ale raczej z broni palnej, chociaż łucznictwo konne też jest ciekawe. Czego nie lubię, to głupoty, sprzeciwu oraz mojej siostry, która swoją drogą też  jest adoptowana.

Sorki, że tak długo.

Od Neara CD Joshuy

Słuchając wypowiedzi chłopaka, głaskałem leniwie głowę Dero, czując się, jakby te słowa dokładnie ilustrowały moje życie.
-Cóż, może nie nudne, ale znam to aż za dobrze – stwierdziłem cicho. – A co do bezmózgich istot… Myślę, że lepszym wyborem będzie spędzanie czasu z jedną osobą, która zaniża IQ, a nie całą hordą, – powiedziałem wyniosłym tonem głosu, jednak rozbawiony spojrzałem na chłopaka – ale mam nadzieję, że znajdziesz mi jakieś ciekawe zajęcie – dokończyłem ze złośliwym uśmieszkiem.
-Ojj, o to się nie martw. Zapewnię Ci tyle rozrywki, że aż będziesz nią rzygać – stwierdził mój towarzysz z triumfalnym wyrazem twarzy. – A teraz… Powiedz mi, co lubisz robić w wolnym czasie?
-Huh… Trudne pytanie. Właściwie nie wiem co lubię, zazwyczaj gram na komputerze, ćwiczę lub siedzę ze zwierzętami. A ty? – spytałem niepewnie, czując się jakby Joshua przeszywał wszystkie moje myśli na wskroś.
-Hmm, skoro już musisz wiedzieć… - odchylił głowę do tyłu, opierając ją o zagłówek – Fizyka, ale to chyba już wiesz… Ćwiczenia fizyczne, grę na fortepianie i to chyba tyle z tego co powinieneś wiedzieć.
Przypatrywałem się chłopakowi zdziwiony, jednak po chwili wbiłem wzrok w swoje dłonie.
-Skoro to wszystko, co powinienem wiedzieć to może zagrasz mi coś? – spytałem zażenowany. Miałem to za głupią prośbę, jednak lubiłem słuchać gry na fortepianie, a osoby które grają wyrażają samych siebie.
-Hmm… -mruknął Joshuya, prawdopodobnie bacznie mi się przyglądając – Ten jeden raz pójdę Ci na rękę.
Poczułem jak chłopak wstaje, zostawiając kota na kanapie, po czym sam niepewnie wstałem i widząc, że chłopak idzie do innego pomieszczenia, podążyłem za nim. Po chwili weszliśmy do pokoju, w centrum którego znajdował się porządny, czarny fortepian. Chłopak usiadł przed nim, a ja niepewnie dosiadłem się obok, nie mając specjalnie innej możliwości do ulokowania się, prócz podłogi.
Joshua wziął dwa głębokie oddechy, zaczynając grać spokojną melodię. Niewiele czasu trzeba było, żeby dźwięk przeszedł w skomplikowaną sekwencję różnorodnych nut, jednak końcówka ‘pokazu’  wróciła do powolnego tępa. Słysząc tę ostatnią część, miałem dziwne wrażenie pustki, i nie mogąc się powstrzymać, moja prawa ręka dołączyła do wygrywania muzyki, na co chłopak tylko na moment się zawahał, szybko wracając do swojej części. Możliwe, że tylko moim zdaniem, ale melodia wzbogacona o kilka moich dźwięków zdawała się być kompletna.
Po krótkiej chwili muzyka ucichła, a chłopak nie wykonywał żadnych ruchów, przez co sam nie wiedziałem co powiedzieć.
-Przepraszam – wydukałem cicho.
-Co? Za co niby? Nie ważne. – powiedział patrząc przez okno. – Robi się późno, a zapewne nie wziąłeś sobie ubrań?
-Umm, no nie.
-Więc chodźmy do mnie do pokoju, weźmiesz wybierzesz sobie coś dla siebie – zdecydował wstając i kierując się najpewniej do sypialni, a ja ruszyłem tuż za nim.


No nie wiem, czy chciałeś mieć fortepian w domu, ale masz :D

piątek, 15 grudnia 2017

Od Joshuy cd Neara

Chłopak poszedł za mną do salonu, w ułamku sekundy do domu wbiegł Dero. Near widząc to zjerzył się trochę.
- Hah, lepiej bać się kotki niż jego. - uśmiechnąłem się. - Coś do picia?
W odpowiedzi dostałem mruknięcie oznaczające potwierdzenie. Chłopak usiadł na kanapie a Dero jak to on przylazł do niego i położył łeb na kolanach. Udałem się do kuchni, wyjąłem dwa kubki i wstawiłem wodę w czajniku.
- Kawa, herbata? - zapytałem z kuchni.
- Może być kawa. - odparł.
Uśmiechnąłem się pod nosem i wsypałem kawę do obu kubków, zalawszywodą i dodawszy mleka podążyłem z kubkami do salonu gdzie czekał mój towarzysz.
- Widzę Dero już Cię polubił. - Powiedziałem, stawiając dwa kubki na niskim stole.
- Ta kotka to pewnie Libra jak mniemam. - westchnął.
- Owszem, a Co? Spodziewałeś się, że jakaś istotą ludzką wytrzyma ze mną pod jednym dachem? - zaśmiałem się.
- Nie, coś takiego byłoby niemożliwe. - mruknął w odpowiedzi.
- Masz rację. - wziąłem łyk napoju. - Możesz czuć się zaszczycony bo jesteś jedyną osobą, której psem nie poszczułem na powitanie. - uśmiechnąłem się wrednie.
- Więc wolałbym nie być twoim sąsiadem. - uśmiechnął się lekko.
- Widzę jednak, że nie taki z Ciebie ponurak jak z początku.
Podniosłem się z kanapy i ruszyłem w stronę barku.
- Aż tak nie lubisz ludzi? - zapytał.
- Przypomnij mi ile masz lat?
- Zignorowałeś moje pytanie. - mruknął.
- Jutro piątek. Chyba nic się nie stanie jak zrobisz sobie jeden dzień wolnego. Prawda? - spojrzałem na niego. Był dziwnie zaniepokojony moim stwierdzeniem. - Nieletni jesteś, co? - westchnąłem.
- Kombinujesz coś? - zapytał.
- Może. - uśmiechnąłem się, przez co chłopak stał się czujniejszy. - Zastanawiam się czy kupić Cię tutaj czy na mieście. - dodałem pewnie, wpatrując sie w chłopaka.
- Chciałbyś. - warknął i podniósł się z kanapy.
- Oj kotek znowu przeciwko mnie? - zrobiłem smutną minę. - Dobra dobra. Tylko żartuje, jakiś ty nerwowy. - mruknąłem i wyciągnąłem z barku butelkę niemieckiego wina i kieliszki.
- Mówiłem. Z Tobą nie pije. - warknął.
Postawiłem to na stoliku i nalałem do kieliszków, wziąłem jeden i siadają z powrotem upiłem łyk.
- Nie marudź kotku, pozwól sobie na raz. Przecież kieliszkiem Cię nie upije. A poza tym tylko żartowałem, nawet jakbym Cię upił to mógłbym to wykorzystać tylko poprzez zaprowadzanie Cię do akademika. Ale nie chciałbym aby cię stamtąd wyrzucili więc nie zrobiłbym tego. - zakończyłem, biorąc kolejnego łyka.
Złapałem chłopaka za nadgarstek, czego się nie spodziewał, co wykorzystałem i posadziłem go na kanapie. Wręczyłem drugi kieliszek i włączyłem telewizor aby coś leciało.
- Mówiłem już n-
- Ja również. Zresztą co mi da upicie Cię? - mruknąłem. - Jakbym chciał coś ci zrobić to wolałbym abyś to pamiętał. - dodałem beznamiętnie.
- Nie wiem czy to miało mnie pocieszyć czy zdołować, ale dzięki. - mruknął i kupił łyk wina.
- I Co? Dobre? - zapytałem.
- Yha. - wymruczał coś. - Twój pies nie pakuje się na łóżka ani kanapy? - zapytał.
Dopiero teraz zezerknąłem na psa.
- Wchodzi jeśli mu pozwolę. No i jeśli jest suchy. - uśmiechnąłem się, gwizdnąłem cicho.
Pies momentalnie zareagował i wskoczył na kanapę, by po chwili znów położyć łeb na kolanach chłopaka.
- Ah, nie o to mi chodziło. - mruknął jakby lekko zażenowany.
- Ciesz się że kotka jeszcze ci nic nie zrobiła. O wilku mowa. - kotka wlazła mi najpierw na kolana a potem wtuliła w ręce. - Jest bardziej wredna ode mnie.
- Tak się da w ogóle? - zaśmiał się lekko. - Wierze na słowo.
Kotka w końcu zasnęła kiedy ją głaskałem, zorientowałem się, że chłopak zerkam to na mnie, to na Librę i to na Dero.
- To Jak?
- Hę? - zapytał zbity z tropu Near.
- Robisz sobie jutro wolne?
- Ze szkoły mnie wyrzucą.
- Czyli rozumiem, że mam zamknąć Cię tu na klucz i powiedzieć, że Cię porwali? Okey. - uśmiechnąłem się.
- Co?! Nie!
- Haha, żartuje przecież. Chociaż wiesz. Jeżeli o to chodzi to do usług. Nie trudno mi będzie udać, że Cię ktoś porwie. - uśmiechnąłem się triumfalnie. - Tylko dobrze się zastanów czy na pewno chcesz abym to ja Cię porwał. Wtedy nie obiecuję, że Cię wypuszcze. - Zawzięcie wpatrywałem się w oczy chłopaka.
- Dzięki. Nie będzie trzeba. - mruknął. - Dlacego ciągle rzucasz takie dziwne aluzje. No i nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie.
- Jakie?
- Aż tak nie lubisz ludzi? - zapytał pewnie.
No nic. Musiałem mu odpowiedzieć chociaż na jedno z tych pytań, bo unikanie odpowiedzi na wiele by się nie zdało. Odchylilem głowę i wpatrywałem się w sufit zastanawiając się na co odpowiedzieć.
- To nie tak, że nie lubię ludzi. - przymknąłem oczy. - Po prostu są głupi. Nie dość, że głupi to jeszcze nudni. A jako, że nie lubię ani jednego to również nie lubię ludzi. Na szczęście są jeszcze na tym świecie osoby odchodzące od systemu. - powróciłem wzrokiem do chłopaka. - Pewnie Cię zanudzam. - Uśmiechnąłem się słabo. - To Jak? Zostajesz jutro ze mną czy idziesz użerać się z tymi bezmózgimi istotami?


Near? Nie no spoko xdd mnie nieraz też nie ma. Czasami na całe miesiące więc spoko (znam ten ból z Internetem;-; )

wtorek, 12 grudnia 2017

Od Neara CD Joshuy

Zamyślony wpatrywałem się w szafę, żeby po chwili wrzucić na siebie ciemną koszulę i spojrzeć na Joshuę.
-Hm… żadnego kotka tutaj nie ma – prychnąłem, patrząc się na niego zawzięcie.
Chłopak zapewne domyślił się, że nie otrzyma ode mnie potwierdzenia w postaci „Tak”, „Jasne”, czy innego potwierdzenia chęci, wstając z łóżka, by po chwili oprzeć się o framugę i popatrzeć na mnie wyczekująco.
Westchnąłem niczym męczennik, jednak żwawo wyszedłem z pokoju zamykając za nami drzwi. Szedłem krok za chłopakiem, zastanawiając się, czemu nagle zamilkł, jednak rozmyślania zostawiłem na później, zauważając, że wychodzimy z terenu Akademii.
-Nie mieszkasz w akademiku? - spytałem zaskoczony, chociaż po chwili zastanowienia nie wydawało mi się to już takie dziwne.
-Co? Nie – odparł, odwracając się w moją stronę na ułamek sekundy.
-Mhm – przytaknąłem, uświadamiając sobie, że wszyscy, z którymi się do tej pory zadawałem, mieszkali na terenie akademii.

~~~
Joshua szedł spokojnie przed siebie, aż tu nagle bez słowa się zatrzymał, przez co nie pierwszy raz w życiu, na niego wpadłem.
-Kur… Sorki… Weź mów, jak zwalniasz – powiedziałem zażenowany, widząc, że patrzy się na mnie z rozbawieniem. - I co się cieszysz?
-Nie no nic. Po prostu wyjątkowo niezgrabny z ciebie kotek.
-Pff, dzięki.
Chłopak otworzył furtkę i poszedł szybko do drzwi frontowych. Ruszyłem za nim, zamykając za sobą oba ograniczenia wstępu, po czym będąc już na przedpokoju zdjąłem buty i rozglądnąłem się niepewnie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to kot, który właśnie zszedł z parapetu, żeby przywitać się z właścicielem. Już po chwili kłębek sierści ocierał się o nogi Joshuy, który zaczął go głaskać, wywołując donośne mruczenie. Patrzyłem się rozczulony na mruczusia, ale nie odważyłem się go pogłaskać.
-Zazdrosny? - spytał Joshua uśmiechając się tajemniczo.
-Huh? - spytałem zbity z tropu, jednak nie dane mi było powiedzieć nic więcej, ponieważ już po chwili moje włosy zostały bestialsko rozmierzwione, a po skończonej torturze, chłopak najwyraźniej wybitnie zadowolony ze swojego dzieła ruszył w głąb domu. Zdezorientowany zaczesałem splątane włosy do tyłu i niepewnie podążyłem za gospodarzem.

Przepraszam, że tak długo >,< Problemy z netem atakują .-.

wtorek, 5 grudnia 2017

Od Joshuy cd Neara

Jego braciszek był w sumie okej, widziałem zirytowanie Neara co mnie w jakiś sposób bawiło. Najbardziej jednak zabawne było to, kiedy próbował się ode mnie uwolnić ledwo utrzymując równowagę. Ruszyłem za nim do pokoju, nie pytając o zgodę wpadłem do pomieszczenia. Podroczyć się lubię, tego nie zaprzecze. Zdziwił mnie jednak fakt, że po mimo moich aluzji chłopak jakoś nie przejął się moją obecnością i zdjął bluzkę. Uśmiechnąłem się tajemniczo i podszedłem do chłopaka, po raz kolejny naruszając jego przestrzeń osobistą.
- Co ty odwalasz? - mruknął.
- Wiesz, powinieneś uważać przy kim się rozbierasz. - Powiedziałem cicho patrząc mu w oczy.
Widziałem w nich złość, lekkie przerażenie i coś jeszcze, czego nie potrafiłem zdefiniować. Zaśmiałem się lekko i odsunąłem, podążałem z powrotem w stronę łóżka.
- Nie bój się głupku. Nic ci nie zrobię. - położyłem się na miękkim materacu, pokrytym kołdrą. - Mogę Cię skrzywdzić na wiele sposobów. Co jak co, ale nigdy nie w taki sposób. - przyjąłem kamienną minę i podniosłem się do pozycji siedzącej. - Zapamiętaj to.
- Ta. Dobra. - mruknął i podszedł do szafy, zdziwiony moim nagłym spoważnieniu.
Przebrał się i usiadł przy biurku, wyjął jakiś zeszyt i zaczął w nim coś pisać. Podszedłem i zawisłem nad chłopakiem.
- Co robisz?
- Lekcje odrabiam. Nie widzisz? - mruknął.
W sumie siedział nad zeszytem i bazgrał coś na marginesie.
- Fizyka jest prosta. - zaśmiałem się orientując, że nad nią siedzi.
- Thia..
- Jeżeli chcesz mogę Ci z tym pomóc. - spojrzał się na mnie jak na idiotę. - Wiesz może nie wyglądam, ale fizykę mam planowaną do perfekcji. - uśmiechnąłem się jakoś normalnie, cokolwiek to znaczy.
Zabrałem chłopakowi z ręki długopis i napisałem wynik pod treścią zadania.
- Tego nie wykujesz. "Umiem wzory - Umiem fizyke" to tak nie działa. Kiedy na prawdę to zrozumiesz i polubisz zadania będziesz obliczać w pamięci. - mruknąłem wracając na łóżko.
- Masz dziwny charakter pisma. - podsumował.
- Doprawdy? Sześć lat kaligrafii daje się we znaki.
- Po co aż tyle?
- Coś ty się tak nagle moim życiem zainteresował? - zaśmiałem się. - Kazali to chodziłem. - dodałem dużo ciszej.
Chłopak z powrotem odwrócił się w stronę biurka, w pokoju było bardzo ciepło - jednym słowem świetnie. Przymknąłem oczy, wiedziałem, że prędzej czy później zasnę.
Jak powiedziałem tak się stało- przysnąłem. Obudziły mnie dopiero głosy - Neara i jego brata. Podniosłem się i przyciągnąłem, spojrzałem na zegarek - 17:32. To sobie pospałem, nie spodziewałem się, że dzieciak nie zemścić się za to na boisku. W końcu brat kocura poszedł a on sam dostrzegł, że się obudziłem.
- Śpiąca królewna się obudziła. - mruknął.
- Masz wygodne łóżko. - uśmiechnąłem się słabo.
O dziwo nadal miałem dobry humor, zwykle budząc się jest on roztrzaskany. Wstałem z łóżka, niedługo będę musiał się zbierać do domu.
- Czemu mnie nie obudziłeś? - zapytałem stając naprzeciwko chłopaka.
- Długo zamierzasz okupować moje łóżko i pokój? - zignorował moje pytanie.
- Aż tak Ci tu przeszkadzam? - uśmiechnąłem się. - Nie martw się, już się zbieram. Dero i Libra na mnie czekają.
- Kto?
- Jeżeli chcesz wiedzieć to chodź. Przejdziesz się ze mną. - zaproponowałem. - Nie ma haczyka. Wyspałem się i mam dobry humor. Powiedzmy; dzień dobroci dla zwierząt. Co ty na to kotku?
Dziś już nie zamierzałem się nad nim psychicznie znęcać ani wkurzać. Mogłem powiedzieć, że nawet polubiłem ten jego charakterek. Wiedziałem, że to będzie ciężka znajomość.

Near? Nie martw się nie porwie Cię XD Demon uspany, zaczekaj aż się obudzi ^^

sobota, 2 grudnia 2017

Od Neara CD Joshuy

Spojrzałem na brata jakbym był męczennikiem, starając się strącić natręta z moich ramion, niestety bezskutecznie. Przyczepił się jak rzep psiego ogona.
-To nikt – parsknąłem dobitnie. – Nie znam tego człowieka – mówiąc to celowałem nogą w goleń szkodnika, jednak o mało się przy tym nie przewróciłem, słysząc śmiesz tuż za sobą.
-Nie wygląda na nikogo – powiedział rozbawiony Nath, lustrując wzrokiem chłopaka. – A wręcz przeciwnie. Nie wiedziałem, że masz takich rozrywkowych kumpli – uśmiechnął się, wiedząc, że nie przepadam za taką bliskością.
Wbiłem w brata mordercze spojrzenie, na co zaśmiał się rozbawiony i puścił mi oczko.
-Tak więc, nie będę wam już przeszkadzał kotki – zaznaczył ostatnie słowo, aż nazbyt wyraźnie, i ruszył w swoją stronę, zapewne wymyślając sobie jakieś insynuacje. A co do psa, pewnie i tak wszystkie zwierzaki śpią, więc podrzuci mi go wieczorem, albo jutro.
-Będziemy się świetnie bawić – odpowiedział Joshua mojemu bratu, na co ja prawie się zjeżyłem.
Przez chwilę miałem ochotę zawołać brata, nie chcąc zostawać sam z tym człowiekiem, jednak koniec końców, nie odezwałem się, ruszając do akademika. Nawet nie spojrzałem za siebie, jednak byłem boleśnie świadomy, że mam towarzystwo.
-Fajny ten twój brat – usłyszałem za sobą, jednak zostawiłem to bez odpowiedzi. – Ocho, udajemy obrażonego kotka?
Fuknąłem słysząc to słowo po raz enty tego dnia, jednak kontynuowałem swoją wyprawę do pokoju, nie zwracając uwagi na otoczenie. Po minucie byłem pod drzwiami i już wchodziłem do pokoju, zamykając drzwi, gdy ten dziad zatrzymał je bez problemu i spojrzał na mnie rozbawiony.
-To nawet mnie nie zaprosisz? – nie czekał na pozwolenie, tylko wszedł pewnie, nie zważając na  moje protesty.
Westchnąłem, zamykając za nim drzwi, po czym ruszyłem do łazienki, żeby umyć ręce i twarz. Szybko jeszcze zebrałem miski Seta, myjąc je i napełniając jedną wodą, a drugą suchą karmą.
Chwilę później wszedłem z powrotem to pokoju i nalałem sobie i chłopakowi szklankę wody. W końcu, gdy w miarę ogarnąłem stolik, położyłem szklankę na szklanej podstawce. Joshua, który do tej pory leżał na moim łóżku, podniósł się do pozycji siedzącej i uśmiechnął nonszalancko.
-Jaki milutki kotek, dziękuję z całego serduszka.
-Po co tu przyszedłeś? – spytałem z irytacją, jednak starałem się jeszcze panować nad sobą.
-Żeby urozmaicić  sobie czas – powiedział utrzymując ten działający mi na nerwy uśmieszek.
-Ach tak… Genialnie. Nie masz nic innego do roboty? – dopytałem, ale już nie oczekiwałem odpowiedzi.
Podszedłem do kosza na pranie i zdjąłem z siebie wilgotną koszulkę, mierzwiąc przy okazji włosy, które miałem mokre dzięki pewnemu osobnikowi, który znajdywał się właśnie w tym samym pomieszczeniu co ja.
-Widzę striptiz dla ubogich – powiedział z aprobatą Joshua.
-Pff. Skoro na lepszy cię nie stać – prychnąłem, mimo wszystko lekko rozbawiony.
-Nie boisz się tak przy mnie paradować półnago? – popatrzyłem na niego zaskoczony, nie rozumiejąc, co może mieć w tym momencie na myśli.


Joshuua? Near chwilowo opanował nerwy, więc może trzeba się pobawić z kotkiem.

Od Ami CD Near’a

Chłopak zaczął mi coś gadać o regulaminie. Oczywiście, że go czytałam, ale czy zasad nie ma po to, aby je łamać? Z resztą, ufam Aresowi jak żadnemu innemu koniowi, a wiem też to, że nie skrzywdziłby mnie. Zeszłam ze grzbietu ogiera, który niezadowolony zarżał. Popatrzyłam na odchodzącego blondyna. Przegryzłam wargę, a potem popatrzyłam w brązowe oczka konia. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do jego łba, nadal głaszcząc dłonią jego szyję. Kochane zwierzę… Wiem jednak, że gdyby był tutaj Tetsu, z pewnością nie pozwoliłby tak długo głaskać mi Aresa.
---
Postanowiłam wziąć udział w treningu z chłopakiem. Miał rację, że powinnam porozmawiać z trenerem, skoro chcę uczestniczyć w klubie. Miałam na sobie cały potrzebny mi ekwipunek, więc byłam gotowa. Mój kochany ogier był też gotowy jak nigdy. Zadowolony słuchał poleceń, choć widziałam, że wolał jeździć bez siodła. Stanęłam obok blondyna, który również był przygotowany do treningu. Słuchałam uważnie słów trenera i choć zapamiętałam najważniejsze rzeczy, to nie powtórzyłabym tego za nic. Po tym, wyruszyliśmy po kolei na tor przeszkód. Przyglądałam się, jak jechał blondyn, a potem sama ruszyłam na tor. Z uśmiechem na twarzy ostrożnie przeszłam z Aresem między i nad przeszkodami. Byłam dumna sama z siebie i z mojego kochanego, białego ogiera.
---
Po treningu wyszłam razem z chłopakiem. Dłonie miałam ułożone za sobą, ale starałam się nie patrzeć na towarzysza. Zaraz by było, że się zakochałam czy coś. Tsh… Jestem jakoś dziwnie nastawiona na tą miłość i tym podobnymi pierdołkami. Uśmiechnęłam się jednak i poprawiłam swoje dwa koczki, imitujące uszy pandy. Potem się przeciągnęłam, podbiegłam i stanęłam przed Near’em.
-Hej, koleżko, pójdziemy może na spacer lub na kawę? Chcę ciebie poznać.- powiedziałam z uśmiechem i pokazałam mu język.
Chłopak niechętnie westchnął, ale pokiwał głową twierdząco. Odwróciłam się do niego plecami i wolniejszym krokiem ruszyłam do domu, aby zabrać ze sobą mojego pieska. Nie miałam zamiaru iść jakoś… Szybko. Przecież chcę spędzić trochę czasu z tym blondaskiem. Uśmiechnęłam się pod nosem i przegryzłam wargę. Na moją twarz wstąpił ledwo widoczny rumieniec.
---
Wleciałam do domu. Usłyszałam szczeknięcie Tetsu z góry. Zamknęłam drzwi, kiedy Near wszedł do pomieszczenia. Uśmiechnęłam się widząc pieska, który ostrożnie kładł łapkę za łapką schodząc po schodach. Potem z przedostatniego stopnia zeskoczył i popatrzył na mnie tymi swoimi przeuroczymi, niebieskimi oczętami. Jego ogonek ruszał się w prawo i w lewo, ale spojrzenie nie odrywało się ode mnie.
-Tetsu! Moje ty mała kuleczko!-pisnęłam, na co szczeniak zaszczekał.
Ukucnęłam, wzięłam go na ręce. Potem uśmiechnęłam się, wzięłam obrożę i smycz. To pierwsze nałożyłam psiakowi na szyję, a obroża wylądowała w torbie. Popatrzyłam na blondyna, a potem odwróciłam spojrzenie.
-Możemy iść.-mruknęłam pod nosem.
Otworzyłam drzwi, a chłopak przez nie przeszedł. Poszłam jego krokami, zamknęłam dom, a potem puściłam Tetsu, który pobiegł przed siebie. Wiedziałam, że nie oddali się za daleko, więc spokojnie rozejrzałam się, umieszczając swoje dłonie za sobą i splatając je. Szczeniak zatrzymał się przy kupce trawy wystającej z chodnika i ją wąchał, nadal machając swoim puchatym, czarnym ogonkiem.
-A więc blondwłosy koleżko… Może chciałbyś mi coś o sobie powiedzieć? I czy możemy iść do kawiarni?-zapytałam lekko złośliwie, ale też z umiarem.

<Near?>

Od Neara CD Ami

Galopowałem właśnie w kierunku powalonego pnia,  skupiając się aby Sauron utrzymał swoją uwagę na przeszkodzie, gdy nagle ostro zahamował, o mało nie wyrzucając mnie ze swojego grzbietu.
-Kurde Sauri, jestem bez siodła, a ty mi takie coś odwalasz – prychnąłem na czworonoga sfrustrowany.
Spojrzałem dookoła, dostrzegając co było powodem jego zachowania.  Kilka metrów od nas jakaś dziewczyna na ogierku lekko się cofała.
-Przepraszam – powiedziała grzecznie. – Jestem Ami.
-Spoko… Zdarza się – powiedziałem lustrując dziewczynę wzrokiem. – Ja jestem Near. Wydaje mi się, czy chodzimy razem do klasy? – spytałem bawiąc się cordeo na szyi Saurona, żeby przestał mi już tak tupać.
-Chyba tak – przytaknęła niepewnie. – Em… Należysz do klubu jeździeckiego?
-Yhm – potwierdziłem mruknięciem, jednocześnie ruszając wierzchowca do kłusu, aby po chwili przejść do piaffu. – Zgaduję, że ty też – spytałem z uśmiechem.
-Tak, no i do miłośników sztuki – dodała sama ruszając swojego konia z miejsca.
-Cóż, nie przepadam za sztuką – stwierdziłem ponuro, bo nigdy to do mnie nie przemawiało. – Wiesz co, klub jeździecki pozwala nam na dostęp do stajni i temu podobne, ale za pół godziny mamy zajęcia z trenerem. Znaczy... Według grafiku miałem mieć indywidualne, ale może chcesz się dołączyć? Poznasz trenera i się wdrożysz w tutejszy system. Ewentualnie coś Ci powiem, jeśli będziesz miała pytania.
Wbiłem w dziewczynę wzrok, aczkolwiek nie dało się z mojego wyrazu twarzy wiele wyczytać. Właściwie mówiłem tyle, tylko dlatego, że byłem w towarzystwie Saurona. Zastanawia mnie jedynie, czy to lepiej, czy może gorzej dla niej. Cóż, nie będę specjalnie przejęty, jak się na mnie zawiedzie. Będzie nie pierwszą i zapewne nie ostatnią taką osobą.
-Nie chcę Ci przeszkadzać w treningu – Ami przerwała moje przemyślenia. – Ale miło by było gdybyś mi pomóc złapać instruktora.
-Nie będziesz przeszkadzać. W sensie… Może Sauron będzie odwalał, ale musi się nauczyć towarzystwa innych koni, bo na zawodach nie będzie mieć taryfy ulgowej. A żebyś natknęła się na trenera, kiedy nie prowadzi zajęć, musiałabyś być prawdziwą szczęściarą. A czas nas goni, więc wracajmy już – mówiąc ostatnie słowo, Sauron już zrywał się do galopu, wyczuwając lekki impuls, którym było ledwie widoczne przyłożenie łydek do boku.
Po kilku sekundach odwróciłem się za siebie, widząc, że Ami i biały ogierek pędzą tuż za nami. Musiałem przyznać, że kolor włosów idealnie pasował do jej urody, a prezentował się jeszcze lepiej, gdy pasma błękitu i różu powiewały na wietrze.  Dostrzegając, że nie ma toczka, czy kasku lekko się zirytowałem, odwracając się przodem do kierunku jazdy. Na miejscu będę musiał przedstawić jej, jak się ma taka jazda do jej bezpieczeństwa.

***

Dziesięć minut przed jazdą dotarliśmy do stajni. Jedyne co miałem do zrobienia, to ubrać Sauronowi sprzęt, jednak to kwestia dwóch minut, tak więc zsiadłem z Saurona i odwróciłem się w stronę dziewczyny.
-Ami, nie chcę nic mówić, ale czytałaś regulamin? Musisz mieć zawsze toczek, jak jesteś w pobliżu koni, a przede wszystkim jak jeździsz. Nie mówiąc już, że pojechałaś na padok, sama i bez odpowiedniej ochrony. Gdyby coś Ci się stało, to trochę by minęło zanim ktoś by cię znalazł. I nie chcę podważać twoich umiejętności, ale mogłabyś chociażby zasłabnąć, a kask zmniejszyłby ryzyko urazów – kończąc monolog zaczynało mi brakować powietrza w płucach, co mnie rozbawiło, jednak nie dałem tego po sobie poznać, ruszając do szatni po ekwipunek.

Ami?

Od Joshuy cd Neara

Nie chciałem mu zrobić krzywdy, nastraszyć ewentualnie. Nie wiem czy wziął to na poważnie czy nie, zresztą, co mnie to. Podążałem za nim wzrokiem z kamienną miną. Kiedy wychodził rzucił mi spojrzenie pełne wściekłości i pogardy. Uśmiechnąłem się delikatnie na to, wbrew wszystkiemu było to słodkie. W ogóle nie rozmawialiśmy, tak normalnie, a widziałem w jego wzroku to jak mnie już zdążył nienawidzić ale jednocześnie nie dać za wygraną. Był typem osoby, których od zawsze nienawidziłem. Cholernie przypominał mi mnie i tego najbardziej w tym nienawidziłem. Wybuchowy i arogancki charakter, tak cholernie ciężki. Widziałem w nim swoją pewność siebie i ignorancję, ten pieprzony wyzywający wzrok i głos przesączony jadem. Z jednej strony współczuję każdemu kto spotkał mnie na swojej drodze, a z drugiej mam cholerny ubaw z pionków. Skończyłem model po czym wyruszyłem na pozostałe lekcje. Przesiedziawszy na tych cholernych lekcjach wybyłem na spacer po boiskach. Zauważyłem tego dzieciaka, leżał. Podszedłem i zawisłem nad chłopakiem, oddychał spokojnie.
- Śpi? - uśmiechnąłem się lekko.
Zacząłem się zastanawiać czy nie przerwać mu tego spokoju, jakoś kiedy spał nie wyglądał jakby chciał wszystkich wytępić. Po chwili zorientowałem się, że już dość długo mu się przyglądam. Szkoda mi było przerywać jego spokojny sen tylko że względu na to, że wyglądał całkiem uroczo; wziąłem butelkę wody i ją odkręciłem. Lać czy nie? Przechyliłem delikatnie butelkę nad jego głową. Uleciało kilka niewielkich kropelek, wysłałem w końcu więcej wody. Chłopak jak opatrzony zerwał się do siadu.
- Witaj kotku. Nie śpij na słońcu bo sobie coś zrobisz. - Powiedziałem uśmiechając się.
Teraz to już na pewno nie dam mu spokoju.
- Nie mów tak do mnie świrze. - warknął.
- To jak mam mówić? - zapytałem przechylając z lekka głowę w prawą stronę.
- W ogóle nie mów! Głupi czy co?!
Jeśli nie powiesz mi jak się nazywać to dalej będę tak mówić. Chciałem go zmusić aby sam wpadł aby podać mi swoje imię, chociaż nie zapowiadało się aby chciał ze mną rozmawiać.
- Joshua. - mruknąłem.
- Co? - warknąłem wybierając się.
- Joshua Eric Brookeborough. Tak się nazywam.
Jego wzrok mówił "Co mnie to obchodzi?" ale chciałem aby znał imię chłopaka, od którego nie uwolni się przez najbliższy miesiąc. Chyba nie zrozumiał, iż oczekuje, że powie jak się nazywa. Najwidoczniej zamierzał mnie opuścić, gdyż ruszył szybkim krokiem w stronę szkoły. Podążałem za nim cały czas, nagle gwałtownie się zatrzymał i odwrócił.
- Będziesz tak za mną łazić?! Czego chcesz?
- Ja? Ależ niczego. - uśmiechnąłem się.
Czekałem przyjemność z tego, że się tak zdenerwował jak tylko za nim chodzę.
- To łaskawie przestań za mną łazić!
- Ha? Dlaczego?
- Nie zadawaj głupich pytań. Najpierw wpadam na Ciebie na korytarzu, potem dajesz dziwną propozycję w klasie, oblewasz mnie wodą i za mną łazisz. Uczep się kogoś innego!
- Wolę Ciebie. - Powiedziałem to tak swobodnie, że aż sam się tym zdziwiłem.
Chłopak patrzył na mnie jak na zakończonego idiotę. Dzieciaku, ciesz się póki mam dobry humor! Kot nie odpowiadając poszedł dalej wyraźnie poirytowany. Westchnąłem ciężko.
- Skoro wzdychasz to czemu nie odpuścisz? - zapytał.
- Wzdycham z innego powodu.
- Z jakiego w takim razie?
- A co? Interesuje Cię to? - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Ha! Chciałbyś!
A żebyś wiedział. Szedłem dalej za chłopakiem, w pewnym momencie podszedł do niego jakiś typ.
- Mógłbyś mnie chociaż poinformować kiedy zostawiasz swojego psa u mnie. - mruknął.
- A to kto? - zapytałem, opierając się o niższego.
- Nie opieram się o mnie. - warknął.
- Jestem bratem Neara. A Ty to kto?
- Więc jesteś bratem kota? - uśmiechnąłem się. Brat dzieciaka słysząc moje słowa był mocno zdziwiony. - Nazywam się Joshua.
- Mówiłem Ci idioto, że masz tak do mnie nie mówić!
Wkurzał się, a był to dopiero początek. Bawiło mnie to jak się wkurzał przez głupie słowo. Słowa to słowa, niewiele znaczą.
- Near, wytłumaczysz mi kto to? - chłopak spojrzał na Neara.
Dziś już się ode mnie nie uwolni, wpadłeś we wnyki kocie. Dopiero co zacząłem a ten już tak się wkurzał, chciałem wiedzieć co będzie dalej. Przynamniej poznałem jego imię.


Near? Może się dogadają, ma jeszcze dobry humor więc przygotuj się na większe uprzykrzanie życia ^^

piątek, 1 grudnia 2017

Od Ami Do Near’a

Było już po zajęciach, a ja wróciłam do domu, aby się przebrać w coś wygodniejszego do klubu jeździeckiego. Myślałam, że zdążę wyprowadzić Tetsu na spacer, ale psiak miał inne plany. Kiedy ubierałam skarpetę, mój pies sobie złapał drugą z pary i poleciał w swoją stronę. Nie miałam wyboru, więc zmuszona byłam latać za stworzonkiem. Najgorsze jest to, że skarpeta potem może być mokra, a nie chcę już potem szukać kolejnej pary, która jest gdzieś zakopana w mojej szafie.
-Tetsu! Oddaj mi tą skarpetkę!-pisnęłam, gdy mój kochany psiak biegał po domu z moją ulubioną skarpetą w pyszczku.
Uroczy szczeniak biegał w tą i z powrotem, aż wreszcie zmęczony natrafił na piłkę do koszykówki. Wskoczył na nią i położył się na niej. Szybko złapałam za skarpetkę i nałożyłam ją na stopę. Na szczęście nie była zaśliniona. Pokręciłam głową. Tak dawno nie grałam, a ta piłka działa jako miejsce do spania dla mojego psiaka. Ostatnie co robiłam, to parkour niecały miesiąc temu. Kiedy byłam gotowa, musiałam jak wiatr gnać na zajęcia w klubie jeździeckim. Na sobie, miałam pudrowofioletową koszulkę, jasne, dekatyzowane jeansy z wysokim stanem oraz najwygodniejsze buty jakie miałam. Na szczęście, wszelkie rzeczy, które potrzebowałam do jazdy miałam w mieście. Wyleciałam z domu jak oparzona i biegiem ruszyłam ku szkole, aby na czas dotrzeć na zajęcia.
---
Na czas weszłam na teren klubu jeździeckiego. Zrezygnowałam z kasku, gdyż miałam zamiar jechać na Aresie, dla którego ufam bezgranicznie. Wyprowadziłam mojego ukochanego, białego ogiera na padok. Prawdę mówiąc, tylko tam lubiłam przebywać z Aresem. On również czuł się tam swobodnie. Zarżał, a potem ruszył galopem wzdłuż bramek. Z uśmiechem na twarzy pozwalałam, aby koń sam mnie prowadził. Wiatr tak przyjemnie mnie muskał po twarzy, a ja zamknęłam oczy. Moje kolorowe włosy spokojnie powiewały, a kolory błękitu i różu tak pięknie się łączyły w całość. Gdy tak jechałam, poczułam nagle, że koń gwałtownie zahamował. Otworzyłam oczy i zamrugałam z niedowierzaniem. Widziałam tego chłopaka, którego lubiłam. Near. Pierwszy raz ujrzałam go w klasie i wtedy coś mnie trąciło. Nigdy jakoś tego nie czułam, a jakoś wyszło, że… Nie. Na pewno się nie zakocham w kimś, kogo widzę po raz drugi w życiu. Cicho prychnęłam pod nosem i wycofałam swojego ogiera. Blondyn siedział na koniu, który był bardzo piękny. Jego maść była zachwycająca. Przegryzłam wargę i wyminęłam przeszkodę.
-Przepraszam.-powiedziałam z kulturą.-Jestem Ami.-przedstawiłam się.
<Near?>

Od Neara CD Joshuy

Siedziałem na korytarzu, przepisując jakieś zadanie, gdy podeszła do mnie pani Clover.
-Widzę, że wróciłeś Near. Miło cię ponownie widzieć, ale mam prośbę. Mógłbyś mi przynieść przybory na następną lekcję do sali matematycznej?
Podniosłem głowę zaskoczony.
-O, dzień dobry. W sumie - przeciągnąłem się, żeby rozluźnić mięśnie - to mogę pójść.
-Byłabym wdzięczna - powiedziała ruszając już w stronę sali.
Niechętnie się podniosłem i ruszyłem biegiem, jak to miałem w zwyczaju, w kierunku pracowni astronomicznej. Po krótkim czasie wpadłem przez drzwi do klasy o mało nie wpadając na jakiś model i wzdrygając się na odgłos trzaśnięcia drzwi o ścianę, w której pewnie odbił się ślad nagłego wtargnięcia. Pierwsze co zrobiłem, to przeczesanie wzrokiem pomieszczenia, jednak po chwili dostrzegłem pewną osobę...
-Głośniej się kurwa nie da?! - warknął chłopak, na którego miałem nieprzyjemność wczoraj wpaść. - Człowieku pukać cię nie uczono? Zresztą te klasy są nieużywane, więc łaskawie spieprzaj mi stąd, bo coś robię - mówiąc to podszedł do mnie, przyszpilając mnie do ściany.
-No chyba, że chcesz się zabawić.
-Co ty pierdolisz?! - warknąłem, zadzierając głowę do góry i patrząc na niego wrogo.
-Jak nie to spierdalaj - mruknął wbijając we mnie wzrok.
-Nawet jak nie chcę się zabawić to mam coś tutaj do roboty - prychnąłem odpychając go od siebie i pochodząc w stronę składziku, skąd wziąłem linijkę i cyrkiel do tablicy. Wychodząc, cały czas czułem na sobie wzrok chłopaka, więc na pożegnanie rzuciłem mu wściekłe spojrzenie.

Lekcje grzecznie przesiedziałem ze słuchawkami w uszach. Dalej mnie rozwala to, że nauczyciele albo tego nie zauważają, albo mają to gdzieś, no ale dla mnie spoko. Po ostatnim dzwonku, stwierdziłem, że mam ochotę sobie pograć w kosza, więc wróciłem jedynie do pokoju po strój i zostawiłem torbę. Już miałem wychodzić, jednak widząc pyszczek Seta, stwierdziłem, że dam go do pokoju brata, gdzie będzie miał towarzystwo. Jak powiedziałem, tak zrobiłem, prowadząc jasną psinę do sąsiednich drzwi. Brata  nie było, więc nawet nie pytałem o pozwolenie, zostawiając zwierzę i kierując się do wyjścia. Po drodze zebrałem kanapkę i butelkę wody z jadalni, którą w drodze spożyłem.  Po piętnastu minutach, biegałem już w kółko rzucając osobiste, robiąc dwutakt, czy zatrzymania na jedno tempo. Co jakiś czas próbowałem dosięgnąć obręczy, ale ni cholery nie byłem w stanie doskoczyć, co tylko mnie frustrowało.

Po jakiejś godzinie ćwiczeń, wyłożyłem się na asfaltowej nawierzchni, chcąc złapać oddech, jednak skończyło się to tak, że zwyczajnie usnąłem w towarzystwie składającym się jedynie z piłki do kosza.



A co będzie, jak przestanie być potulny? 

czwartek, 30 listopada 2017

Od Joshuy cd Neara

Kiedy tak łaziłem po szkole zastanawiałem się nad sensem uczęszczania do niej, jedynym aspektem wydawała mi się fizyka i astronomia, nie pomijając również moich jakże świetnych zabaw z ofiarami. Moje pionki chodzą jak ja chcę, ja wydaje rozkazy i to ja rządzę na tej szachownicy. Z zamyśleń wyrwał mnie chłopak, który dosłownie we mnie wleciał.
- Kurwa! Co ty tu do cholery robisz?
Patrzyłem się na niższego chłopaka jak na debila jednocześnie go obserwując. Chciałem rzucić wredny tekst ale po chwili uciekł. Spieszył się gdzieś. Ruszyłem za blondynem, ten głos, interesujący był. Przesączony jadem i nienawiścią, i to mi się podoba. Może jednak nie będę tutaj skazany na nudnych i nieciekawych ludzi. Chłopak był ode mnie dużo niższy, w sumie trudno oświadczyć kogoś chociażby podobnego do mnie wzrostu. Niestety albo stery zgubiłem to, na prawdę musiał się spieszyć skoro tak szybko zniknął. Znudzony bezcelowym złożeniem po budynku wybrałem się na dwór, dużo boisk, każde do czego innego. Znalazłem piłkę do koszykówki, pewnie ja zostawili jak grali. Rozejrzałem się - nikogo w pobliżu. Odbiłem piłkę kilka razy od ziemi, przeliczyłem przybliżoną odległość od kosza, prawie całe boisko. Jednym sprawnym ruchem podskoczyłem i trafiłem do kosza. Dziwne że nikogo tutaj nie ma, szkoda, zaczyna mi się tu nudzić a nikt ciekawy się nie pojawia! A ten chłopak gdzieś zniknął więc pozostało mi albo to poszukać albo znaleźć sobie kogoś do "zabawy". Wróciłem do domu. Jedynymi istotami, których nie mam ochoty pognębić to Libra i Dero. Naprawiłem zwierzaki i resztę dnia nic, ale to kompletnie nic nie robiłem! No może oprócz gotowania, jeść w końcu trzeba.
Następnego dnia nie poszedłem na dwie pierwsze lekcje, siedziałem w nieużywane klasie od astronomii i zbudowałem z nudów model gwiazdy Kepler-90 i krążących wokół niej planet. Układ słoneczny jest zbyt nudny, lepiej wychodzić poza naszą galaktyke. Moje jakże czasochłonne zajęcie przerwała osoba wparowująca do pracowni i robiąc duży hałas.
- Głośniej się kurwa nie da?! - warknąłem poirytowany.
Istotą zakłucającą mój spokój okazał się chłopak, który wcześniej na mnie wpadł.
- Człowieku pukać Cię nie uczono? Zresztą te klasy są nieużywane więc łaskawie spieprzaj mi stąd bo coś robię. - mruknąłem.
O mało co modelu mi nie zniszczył!
Podszedłem do chłopaka tak, że plecami stykał się że ścianą. Jedną rękę oparłem o ścianę obok jego głowy a druga miałem w kieszeni spodni.
- No chyba, że chcesz się zabawić. - uśmiechnąłem się nieobliczalnie ukazując białe zęby.
- Co ty pierdolisz?! - warknął.
- Jak nie to spierdalaj. - mruknąłem patrząc mu w oczy.
Nie miałbym jakiś wyrzutów sumienia nawet gdyby nie uciekł. No chyba że jest nieletni, w sumie szkoda by było gdyby tak się okazało...

Near? Do odważnych świat należy, na razie jest jeszcze potulny więc masz czas na ucieczkę XD

środa, 29 listopada 2017

Od Neara CD Joshuy

Wyskoczyłem z czarnego audi, trzaskając drzwiami. Pędem ruszyłem w kierunku szkoły, będąc boleśnie świadomy, że jeśli nie zdążę to mogą mnie wywalić z tej budy.
Miałem niezapowiedziane wakacje, a szkoła co tydzień przesyłała mi zawiadomienia. Oczywiście mój ojciec mi tego nie załatwił, a ja byłem odcięty od świata, a jedyna informacja pochodziła
od nikogo innego, jak od ojczulka.
Tak czy inaczej, właśnie wparowałem do gabinetu dyrektora, mimo że za dwie minuty zacznie się cisza nocna. Co jak co, godziny pracy się skończyły, ale wicedyrektor zawsze przesiadywał dłużej.
-Dzień dobry, wró...- zacząłem się tłumaczyć.
-Dobry wieczór - przerwał mi poirytowany mężczyzna.
-Wróciłem właśnie i...
-Dobry wieczór - powtórzył dobitnie Elev. - To nie pora na 'Dzień dobry'.
-Aaa tak... Dobry wieczór - powiedziałem zbity z tropu. - W każdym razie wróciłem właśnie z nagłego wyjazdu i mam tutaj usprawiedliwienie od ojca. Zgodnie z treścią wiadomości, nie powinno
być już więcej problemów?
-Usprawiedliwienia wszystkiego nie załatwią - parsknął wyrywając mi karkę z ręki. - Ale teraz jesteś bezpieczny, żegnam.
-Do widzenia - powiedziałem kierując się do wyjścia, słysząc jeszcze coś w stylu 'Dłużej czekać się niedało'.
Wzruszyłem tylko ramionami i odszedłem od gabinetu dyrektora, szybko opuszczając budynek szkoły.

***

Jak ja nienawidzę tego budzika. Pierwszy dzień, a mnie już trafia. A co najzabawniejsze, lekcje zaczynają się o jedenastej, więc nie chcę myśleć nawet co będzie jutro, skoro muszę wstać na
siódmą... Otrząsnąłem się z rozmyśleń i po szybkim zebraniu poszedłem na śniadanie. Przed jadalnią straciłem apetyt, więc zamiast tego ruszyłem w kierunku stajni. Będąc już blisko budynku,
dostrzegłem jakiegoś wysokiego chłopaka o złotych włosach, jednak nie zdążyłem mu sie przyglądnąć, gdyż szybko odszedł w przeciwnym kierunku. W sumie nie powinno mnie to dziwić, bo trochę
mnie tu nie było, a do Akademii dość często przybywają nowi uczniowie.

Siedząc na matmie, jedyną myślą był skład śniadania Saurona, a zmnieniło się to dopiero po dzwonku, który zmienił je na sygnał "Do drzwi biegiem!". Ciało natychmiast zareagowało i jako
pierwszy znalazłem się poza klasą, biegnac do końca korytarza. Już chciałem się cieszyć, jednak wleciałem na jakiegoś typa, a ze względnu na siłę odrzutu, wpadłem na kąt ściany.
-Kurwa! - syknąłem z bólu - Co ty tu do cholery robisz? -spytałem podnosząc wzrok na chłopaka, który patrzył się na mnie z góry, nie odpowiadając.
Po krótkiej chwili zaczął iść w kierunku wyjścia ze szkoły, a ja wstałem próbując go dogonić, jednak po kilku krokach spojrzałem jedynie wrogo na jego plecy i smętnie ruszyłem do gabinetu
pielęgniarki, żeby wziąć jakieś prochy.

Przez resztę zajęć starałem się słuchać nauczycieli, jednak z marnym rezultatem. Skończyło się na tym, że idąc do stajni, nie pamiętałem nawet jednego zagadnienia, jednak siodłając
swojego wierzchowca, kompletnie odrzuciłem te myśli w niepamięć.

<< Może to odwaga, a może głupota c: >>
Theme by Bełt