Może
nie dało się tego po mnie poznać, jednak w głębi duszy cieszyłem się,
że to już ostatnie zadanie, z którym przyjdzie nam się mierzyć. Nie
chodziło tu o towarzystwo Yeol, pomimo początkowej niechęci i nieco
napiętej atmosfery okazała się całkiem interesująca, inteligentniejsza,
niż reszta kobiet, z którymi codziennie miałem do czynienia. Może
właśnie dlatego rozmawiałem z nią normalnie, a rzucanie wyzwiskami co
drugie słowo wydawało się nie na miejscu, wręcz nie chciało przejść
przez gardło. Niecodzienne i nieprzyjemne doświadczenie, które bardzo
łatwo mogło zrujnować moją, budowaną latami, reputację obojętnego dupka.
Nie mogłem sobie pozwolić, żeby zanikła, czy uległa jakiejkolwiek
zmianie, skutecznie by mnie to zniszczyło.
Targany zabójczymi myślami nie zauważyłem, że zostawiłem liliowowłosą
daleko w tyle, a jej przyciszone krzyki odbijały się ode mnie, nie
docierając do mózgu. Wsunąłem ręce do kieszeni, spoglądając w niebo.
Cały ten dzień był jakiś dziwny, przepełniony akcją i licznymi zmianami.
Kiedy ostatni raz byłem dla kogoś tak uprzejmy? Czy w ogóle
kiedykolwiek byłem?
-Akashi! Głuchy jesteś?- Yel w końcu zrównała kroku, dysząc ze zmęczenia- Nie zamierzam po raz kolejny za tobą ganiać!
-Czemu nie odezwałaś się wcześniej?- nie zaszczyciłem jej spojrzeniem, beznamiętnie wzruszając ramionami
-Cały czas cię wołałam!- naburmuszyła się, krzyżując ręce piersiach- Nie moja wina, że masz problemy ze słuchem.
-Mniejsza z tym, niedługo będziemy na strychu. Postaraj się nic nie popsuć.- machnąłem ręką, otwierając główne wrota akademii
-O to się nie martw.- odwróciła głowę, szybko wchodząc do środka- Żebyś
przypadkiem nie zarył w coś głową.- dodała pod nosem, jednak ton jej
głosu był wystarczający, by wszystko do mnie dotarło
Prychnąłem pod nosem, podążając tuż za nią, by po chwili zrównać kroku.
Pomimo chęci wycofania i zostania w cieniu, zmuszony zostałem do
prowadzenia naszego duetu. Dziewczyna może i była inteligentna, jednak o
szkole wiedziała niewiele, a kolejne zgubienie się nie było czymś,
czego szczególnie pragnąłem. Szybko przejąłem dowodzenie, sprawnie
pokonując kolejną klatkę schodową. Co jakiś czas upewniałem się, czy
Yeol wciąż jest niedaleko. Ostatnim czego potrzebowałem było szukanie
jej po akademii.
Po kilkunastu minutach wreszcie dotarliśmy do celu. Ciemne, nie
wyglądające szczególnie zachęcająco wrota, zza których już tutaj czuć
było silny odór kurzu i starości. Pomimo ogromnej niechęci, w końcu
podszedłem nieco bliżej, rozwierając przed nami tajemne wrota,
prowadzące do prawdziwej komnaty tajemnic. Ogrom pergaminów, ksiąg i
starych mebli wydał się nieco przytłaczający, a panujący wokół półmrok
nie poprawiał całej sytuacji. Wyjąłem z kieszeni telefon, a wbudowana w
niego latarka rzuciła nieco światła na ową zagadkę, którą musieliśmy
rozwiązać.
-Jakieś pomysły, czego w ogóle musimy tu szukać?- Koreanka przykucnęła,
przeglądając jeden z tomów starej encyklopedii- Ten strych jest większy,
niż myślałam.
-Szczerze mówiąc wszystko może być tropem. Myślę, że znowu powinniśmy po
prostu poszukać czegoś, co kompletnie nie pasuje do otoczenia.-
podrapałem się po karku, ciężko wzdychając
-Brawo, Sherlocku.- podsumowała, podśmiechując się pod nosem
-Sama nic lepszego nie wymyśliłaś, Watsonie.- odparłem, a na moją twarz
wpełzł niepewny uśmieszek, który szybko odrzuciłem, przyjmując kamienny
wyraz twarzy
****
Zaczynałem mieć dość, a podrażniająca nozdrza woń kurzu wydawała się
irytować coraz bardziej. Sam nie wiem ile tu spędziliśmy, ani jak wiele
nam jeszcze zostało, jednak w obecnej chwili nie marzyłem o niczym
innym, jak tylko o szybkim ulotnieniu się i zaszyciu gdzieś w akademiku.
-ChoIera, masz coś?- warknąłem, rzucając w kąt kolejną książkę, która nie była dla nas zbyt użyteczna
-Ostrożniej z tym.- zmarszczyła brwi, z dezaprobatą spoglądając w
kierunku rozrzuconych po kątach lekturach- Nic tu nie ma....może źle
odczytaliśmy zagadkę?
-To niemożliwe. Gdzie indziej moglibyśmy pójść?- próbowałem ją uspokoić, panika na nic się tu zda
-Niby racja, jednak przeszukaliśmy już chyba wszystko!- zrezygnowana osunęła się na ziemię, bezcelowo lustrując pomieszczenie
-Najwidoczniej jeszcze nie.- westchnąłem, wstając z lodowatej posadzki, na której spędziłem spory kawał czasu
Mięśnie wydawały się odmawiać posłuszeństwa, a obolałe kolana wyraźnie
dawały o sobie znać. Syknąłem cicho, próbując rozruszać rozleniwione
kończyny.
-Daj mi chwilę. Muszę to rozchodzić.- rzuciłem, przechadzając się po
pokoju, widząc w tym idealną okazję, by w końcu opuścić tą zakurzoną
dziurę
Z każdą chwilą przybliżałem się do wyjścia, jednak potworna ciemność
sprawiła, że nieumyślnie w coś uderzyłem, a przed oczami pojawiły się
kolorowe plamy, ograniczające pole widzenia.
-ChoIerny żyrandol....- warknąłem, rozcierając obolałe czoło- Po co tu wisi, skoro i tak nie działa?!
-Akashi! Udało się!- do moich uszu dotarł uradowany krzyk Yeol, która żwawo podpełzła do czegoś na podłodze- Znalazłeś!
Zdezorientowany całą sytuacją zdołałem jedynie przekrzywić głowę,
próbując zrozumieć o co chodzi jasnowłosej. Widząc moją reakcję złapała
się za głowę, mrucząc coś pod nosem, by po chwili pomachać mi przed
oczami liliową karteczką, którą zapewne przed chwilą podniosła.
-Spadło zaraz po tym, jak uderzyłeś w lampę...-wytłumaczyła, rozkładając
owy zwitek- Mówiłam, żebyś uważał na głowę.- zaśmiała się, pokazując
język
Rozbawiony pokręciłem głową, wciąż próbując dojść do siebie. Nie mam
pojęcia, z czego wykonano ten cholerny żyrandol, jednak obrzęk, jaki po
sobie pozostawił był niesamowicie bolesny.
-Jest aż tak źle?- zagadnęła, odrywając się na chwilę od jaskrawej karteczki- Może powinieneś to jakoś opatrzyć?
-To nic takiego...zaraz minie.- machnąłem ręką, nie chcąc, by ktokolwiek się nade mną użalał
Yeol zmierzyła mnie wzrokiem, najprawdopodobniej nad czymś myśląc, jednak nie postanowiła podzielić się tym publicznie.
-To faktycznie ostatnie zadanie. Powinniśmy chyba iść to oddać...im
szybciej, tym lepiej.- podsumowała, wsuwając karteczkę do jednej z
przednich kieszeni- Zresztą chyba nie chcesz przesiedzieć całego dnia w
tym brudzie?
-Zapomnij.- odparłem, wychodząc na jasny i czysty korytarz
****
-Jesteście ostatnią grupą, trochę wam
zeszło.- zaśmiał się nastolatek, odbierając od nas wszystkie karteczki,
by po chwili zapisać coś na niedbałej liście, dzierżonej w jednej z
dłoni
-Kiedy ogłosisz wyniki?- zapytałem zniecierpliwiony, zakrywając dłonią
dość sporego siniaka, którego fioletowawy odcień wyraźnie odznaczał się
na tle bladej cery
-Aż tak ci się spieszy, Akashi-kun?- ponownie się roześmiał, poprawiając
włosy- Muszę jedynie podliczyć punkty i wszystkiego się dowiecie!
Przewróciłem oczami, opierając się o pobliski murek. Odgarnąłem z czoła
kilka kosmyków, a dziwna wilgoć, którą poczułem na palcach wyraźnie mnie
zaskoczyła. Uważnie przyjrzałem się własnej dłoni, po której mozolnie
spływała szkarłatna substancja. Przekląłem pod nosem.
-Naprawdę powinieneś coś z tym zrobić. Chociaż przemyć.- Yeol zmierzyła
mnie wzrokiem, jednak w jej głosie dało się wyczuć delikatną troskę
-Tak, tak...zrobię to, jak tylko wrócę do pokoju.- pokręciłem głową,
ponownie zakrywając sine miejsce, przyozdobione, prawdopodobnie dość
sporą, raną.
Nie musieliśmy czekać długo, bowiem już po chwili wszyscy uczniowie
zaczęli zbierać się w jednym miejscu, co dość mocno sugerowało, że czas
na ogłoszenie wyników. Posłałem jasnowłosej znaczące spojrzenie, by już
po chwili stanąć na uboczu, tak by swobodnie móc wszystko zobaczyć.
-Dzisiejsze zabawy dobiegły końca. Mam nadzieję, że miło spędziliście
czas oraz nawiązaliście wspaniałe znajomości!- rozpoczął swą przemowę,
poprawiając błękitną koszulę- Czas na wybranie zwycięzcy!- odkaszlnął,
przejeżdżając wzrokiem po zebranym tłumie- Nora i Adam! Zapraszam was do
mnie.
Spojrzałem w kierunku dwójki uczniów, którzy powolnym krokiem
przybliżali się do prowadzącego. Nie miałem pojęcia, kim była owa
nastolatka, jednak Adama znałem dość dobrze, chodziliśmy razem na
treningi. Lubiłem go, miał własne zdanie, którego nie bał się wygłaszać
oraz tak samo jak ja nie przepadał za ludźmi.
Ukradkiem spojrzałem w kierunku Yeol, która niespecjalnie przejęła się przegraną, wciąż szeroko się uśmiechając.
-Widzę, że wcale to na ciebie nie wpłynęło.- skomentowałem, delikatnie czochrając jej włosy
- To było dość oczywiste, że tego nie wygramy.- pokręciła głową- No cóż, może jeszcze kiedyś się uda!- klasnęła w dłonie
****
Porozmawiałem z nią jeszcze przez chwilę, zanim każde z nas rozeszło się
w swoją stronę. Zniknęła w korytarzu, a stukot jej oficerek jeszcze
przez chwilę rozbrzmiewał mi w głowie. Mimowolnie spojrzałem w miejsce, w
którym widziałem ją po raz ostatni. Czy jeszcze kiedyś porozmawiamy?
Czy w ogóle na siebie trafimy?
**Tydzień później**
Przymknąłem oczy, a ciepłe promienie słońca oświetlały moją sylwetkę.
Cichy i przyjemnie kojący szum fal uspokajał zmysły, pozwalając
zapomnieć o dręczących mnie ostatnio problemach. Te siedem dni okazało
się niezwykle stresujące, pełne smutku i złości, wywołanej pogarszającą
się w domu sytuacją. Rodzice kłócili się non stop, a moje relacje z nimi
stawały się z każdym dniem coraz bardziej napięte. To okropne, jak
bardzo odlegli mogą być dla siebie członkowie rodziny. Westchnąłem
ciężko, niepewnie otwierając oczy. Cieszyłem się, że dane mi było
odpocząć, wyjechać z dala od nich i całego tego szkolnego syfu, z którym
musiałem sobie radzić. Kiedy kapitan wyszedł z inicjatywą wyjazdu,
zgodziłem się niemal natychmiastowo. Nie byliśmy tu dla odpoczynku, to
fakt, jednak treningi nad morzem same w sobie wydawały się kojące i dużo
przyjemniejsze, niż te w zamkniętych czterech ścianach.
-Manu, cały dzień będziesz tak stać?- Kazuma klepnął mnie w plecy,
uśmiechając się promiennie- Może chciałbyś pójść po coś do picia?
Umieramy z pragnienia.- spojrzał mi prosto w oczy, przyjmując błagalny
ton głosu
-I tak nie mam nic lepszego do roboty.- przewróciłem oczami, przyjmując od niego kilka błyszczących monet
Powolnym krokiem zmierzałem w kierunku niewielkiego barku, który
zbudowano tuż przy wejściu na plażę. Uważałem to za całkiem dobry
pomysł, na którym sprzedawca zapewne sporo zarobi, o tej porze roku
morze praktycznie przez cały czas oblegają tłumy.
Odważnie wszedłem do środka, nachylając się, by nie uderzyć czołem w
próg. Wystarczyła mi jedna blizna, która wytworzyła się przez feralne
uderzenie w żyrandol podczas nerwowych poszukiwań wraz z Yeol. W tym
samym momencie w mojej głowie pojawiła się jej niewielka postura, która
gorączkowo biegała z miejsca na miejsce, poszukując kolejnych kartek,
jej rozzłoszczona twarzyczka, kiedy wyrwała mi z rąk paczkę papierosów.
Westchnąłem, poprawiając włosy. Nie widzieliśmy się od tamtego czasu,
zupełnie jakby wyparowała, nie pozostawiając po sobie najmniejszego
śladu.
Pogrążony w myślach nie zwróciłem uwagi na otoczenie, by po chwili
poczuć uderzenie w okolicach klatki piersiowej. Już bardziej świadomy
spojrzałem w dół, a liliowa czupryna wywołała mimowolny uśmiech, który
postarałem się jak najszybciej okiełznać.
-No proszę...wciąż nie nauczyłaś się chodzić, co?- zagadnąłem, pomagając dziewczynie wstać
-A ty wciąż kompletnie nie zwracasz uwagi na otoczenie?- odgryzła się,
otrzepując ubrania z niewidocznych pyłków- Nie spodziewałam się, że cię
tu spotkam. Co właściwie robisz?
-Mógłbym zapytać dokładnie o to samo.- podszedłem do jednej z lodówek, wyciągając z nich kilka butelek zimnej wody
-Byłam pierwsza.- oparła ręce na biodrach, a na jej twarzyczce pojawił się zwycięski uśmieszek
-Kapitan stwierdził, że nadmorska miejscowość to idealne miejsce na
treningi.- wzruszyłem ramionami- Nie jestem tu dla przyjemności. A ty?
<Yeol? Przepraszam, że to takie słabe >///< >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yeol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yeol. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 maja 2017
sobota, 29 kwietnia 2017
Od Yeol CD Akashiego
Ruszyłam biegiem za Akashim, który dzięki swoim długim nogom, pokonywał o
wiele większe odległości w stosunku do mnie. Wiedziałam jedynie, że
ścigamy kogoś, zapewne dziewczynę. Akashi po chwili przyspieszył, ale ja
nie zostałam mu dłużna. Szybko dogoniłam, pędzącego jak gazela
czarnowłosego. Biegnąca przede mną różowo-włosa dziewczyna, zwolniła
nieco zmęczona. Wykorzystałam sytuację i skoczyłam jej na plecy. Siła
ciężkości pociągnęła nas w dół. Upadłyśmy z głośnym hukiem na trawę.
Usiadłam okrakiem na wyższej ode mnie dziewczynie i załapałam książkę.
To oto chodziło Akashiemu.
Między mną, a dziewczyną pojawiła się agresja. Mocniej ścisnęła dłoń na przedmiocie i próbowała mi go wyrwać. Ja jednak nie poddałam się i analogicznie pociągnęłam do siebie. Przez chwilę walka była wyrównana, lecz już po niecałej minucie, różowo-włosa widocznie osłabła. Zacisnęłam zęby i z całych sił wyrwałam jej skradziony przedmiot. Co to to nie.
Wstałam cała ubrudzona ze świeżej ziemi i zielonej trawy. Wkurzona zaistniałą sytuacją, chciałam komuś przyłożyć ale w ostatniej chwili cała złość wyparowała.
Otworzyłam księgę i znalazłam tam fioletową kopertę. To dlatego Akashi tak bardzo chciał ją złapać. W między czasie dziewczyna podniosła się i pobiegła, zostawiając nas samych.
Podniosłam papierek do góry i pomachałam nim energicznie przed nosem kolegi.
- Czyli po to tak się rzuciłam na dziewczynę?- zaśmiałam się i otworzyłam liliowy papier.
W środku oczywiście znajdowała się kolejna zagadka.
- Skrzypiąca podłoga, najwyższy poziom, a to wszystko owiane tajemnicą - przeczytałam na głos.
- To musi być strych szkolny! - prawie krzyknął Akashi, ale prędko wrócił do swojego ulubionego stanu, udawania obojętnego.
- Chodźmy tam szybko, mam przeczucie, że będzie to ostatnie zadanie. I tym razem poprowadź nas, a nie żebym musiała prosić bezbronnego kotka.
Hyin automatycznie zmaterializował się przy moich nogach. Otarł się o nie z nadzieją, na małe co nie co.
- Nie teraz - pogłaskałam białego Hyina po grzbiecie - Jak znajdziemy wszystko, wtedy dostaniesz swoją nagrodę.
- Dobra idziemy Yeol - mruknął chłopak i nie czekając na mają odpowiedź, pomknął w kierunku szkoły.
- Hej! Czekaj na mnie! - krzyknęłam głośno ale nie zareagował.
Szybko postanowiłam dogonić czarnowłosego, który oddalał się w zastraszająco szybkim tempie.
<Akashi? Przepraszam, kompletny brak weny :c>
Między mną, a dziewczyną pojawiła się agresja. Mocniej ścisnęła dłoń na przedmiocie i próbowała mi go wyrwać. Ja jednak nie poddałam się i analogicznie pociągnęłam do siebie. Przez chwilę walka była wyrównana, lecz już po niecałej minucie, różowo-włosa widocznie osłabła. Zacisnęłam zęby i z całych sił wyrwałam jej skradziony przedmiot. Co to to nie.
Wstałam cała ubrudzona ze świeżej ziemi i zielonej trawy. Wkurzona zaistniałą sytuacją, chciałam komuś przyłożyć ale w ostatniej chwili cała złość wyparowała.
Otworzyłam księgę i znalazłam tam fioletową kopertę. To dlatego Akashi tak bardzo chciał ją złapać. W między czasie dziewczyna podniosła się i pobiegła, zostawiając nas samych.
Podniosłam papierek do góry i pomachałam nim energicznie przed nosem kolegi.
- Czyli po to tak się rzuciłam na dziewczynę?- zaśmiałam się i otworzyłam liliowy papier.
W środku oczywiście znajdowała się kolejna zagadka.
- Skrzypiąca podłoga, najwyższy poziom, a to wszystko owiane tajemnicą - przeczytałam na głos.
- To musi być strych szkolny! - prawie krzyknął Akashi, ale prędko wrócił do swojego ulubionego stanu, udawania obojętnego.
- Chodźmy tam szybko, mam przeczucie, że będzie to ostatnie zadanie. I tym razem poprowadź nas, a nie żebym musiała prosić bezbronnego kotka.
Hyin automatycznie zmaterializował się przy moich nogach. Otarł się o nie z nadzieją, na małe co nie co.
- Nie teraz - pogłaskałam białego Hyina po grzbiecie - Jak znajdziemy wszystko, wtedy dostaniesz swoją nagrodę.
- Dobra idziemy Yeol - mruknął chłopak i nie czekając na mają odpowiedź, pomknął w kierunku szkoły.
- Hej! Czekaj na mnie! - krzyknęłam głośno ale nie zareagował.
Szybko postanowiłam dogonić czarnowłosego, który oddalał się w zastraszająco szybkim tempie.
<Akashi? Przepraszam, kompletny brak weny :c>
czwartek, 27 kwietnia 2017
Od Michaela CD Yeol
Zajrzałem do stajni, rozglądając się uważnie po jasnym, nowoczesnym
wnętrzu. Przede mną rozpościerała się duża, oświetlona, głównie przed
sporej wielkości lampy zwieszające z sufitu pomalowanego na biało, a
podtrzymywanego przez solidne, drewniane belki. Naprzeciwko mnie
rozciągał się długi, wyłożony kostką korytarz, a po bokach - szerokie
boksy, zza których patrzyło na mnie kilkanaście dużych, ciemnych,
końskich oczu. Przyjemny, znany mi od maleńkości zapach słomy, którego
tak brakowało mi w Irlandii, wypełniał całe pomieszczenie. Nigdy
właściwie nie byłem jakoś bardzo wmieszany w całe to rolnicze życie -
kiedy trzeba było, jeździłem na pole i pomagałem przy gospodarce, ale
nie miałem z tym większego obycia i nie wiązałem z tym przyszłości, co
początkowo dziadek przyjął z pewnym rozczarowaniem, jednak wtedy z
jeszcze większą energią uczył mnie malarstwa, do czego absolutnie się
zapaliłem. Chciwie łowiłem każde jego słowo i śledziłem pociągnięcia
pędzlem, zaś w dniu dzisiejszym, szczególnie podczas po bytu w siedzibie
klubu sztuki, wpojone przez niego nauki często odbijały się echem w
mojej głowie. Warstwa farby na taki a taki kolor, by uzyskać taki z taki
efekt, przy malowaniu zachodów...
Rżenie konia tuż przy moim uchu wyrwało mnie z otępienia. Odruchowo położyłem dłoń na chrapach zwierzęcia. Nie miałem nigdy z nimi za wiele doświadczenia, u nas mieliśmy je podajże wtedy, gdy miałem jakieś pięć-sześć lat, a potem zastąpiły je krowy, kozy i podobna ferajna. Od tej pory mogłem pojeździć tylko tedy, gdy przyjeżdżałem do cioci mieszkającej niemal na drugim końcu kraju.
Zastanawiałem się, w jaki sposób właściwie mogę zabrać wierzchowca ze sobą. Wolno ot tak wyprowadzać ze sobą jakiegoś, bez uprzedniego pytania o zgodę jakiegoś opiekuna? Rozejrzałem się po okolicy, ale to była pora, kiedy większość, nawet nauczyciele, odpoczywała w budynku szkoły, zaś cały potrzebny ekwipunek był obok. Cóż, raz się żyje, a konik raczej nie będzie miał mi za złe, jak zabiorę go na przejażdżkę.
- Prawda, kolego?- przejechałem delikatnie po grzywie gniadosza, a ten w odpowiedzi zarżał przyjaźnie. Chyba trafiłem na wyjątkowo spokojnego i ufnego osobnika. Usiłując przypomnieć sobie wszystkie nauki, jakimi raczyła mnie ciocia Helga, po chwili wyprowadziłem konia tam, gdzie, jak przypuszczałem, czekała Yelliś razem ze swoim koniem, Hadesem. Daliśmy im chwilę na zapoznanie się, po czym zabraliśmy się za dokładne czyszczenie.
Musze przyznać, że gdyby nie dziewczyna, tkwiłbym w miejscu chyba do północy, bo zanim nie ogarnąłem, jak należy porządnie czyścić zwierzę i założyć prawidłowo ekwipunek, byłem o krok od popełniania szeregu błędu, zapewne banalnie łatwych do wyłowienia nawet przez początkujących jeźdźców.
Całe szczęście, udało mi się wejść na grzbiet mojego nowego przyjaciela bez wywrotek. Ciocia byłaby dumna, biorąc pod uwagę, jak często załamywały się jej ręce, kiedy mnie uczyła tego, co sama wiedziała.
- To jak?- zapytałem, kiedy względnie pewnie siedziałem już w siodle.- Ruszamy?
< Yelliś? >
Rżenie konia tuż przy moim uchu wyrwało mnie z otępienia. Odruchowo położyłem dłoń na chrapach zwierzęcia. Nie miałem nigdy z nimi za wiele doświadczenia, u nas mieliśmy je podajże wtedy, gdy miałem jakieś pięć-sześć lat, a potem zastąpiły je krowy, kozy i podobna ferajna. Od tej pory mogłem pojeździć tylko tedy, gdy przyjeżdżałem do cioci mieszkającej niemal na drugim końcu kraju.
Zastanawiałem się, w jaki sposób właściwie mogę zabrać wierzchowca ze sobą. Wolno ot tak wyprowadzać ze sobą jakiegoś, bez uprzedniego pytania o zgodę jakiegoś opiekuna? Rozejrzałem się po okolicy, ale to była pora, kiedy większość, nawet nauczyciele, odpoczywała w budynku szkoły, zaś cały potrzebny ekwipunek był obok. Cóż, raz się żyje, a konik raczej nie będzie miał mi za złe, jak zabiorę go na przejażdżkę.
- Prawda, kolego?- przejechałem delikatnie po grzywie gniadosza, a ten w odpowiedzi zarżał przyjaźnie. Chyba trafiłem na wyjątkowo spokojnego i ufnego osobnika. Usiłując przypomnieć sobie wszystkie nauki, jakimi raczyła mnie ciocia Helga, po chwili wyprowadziłem konia tam, gdzie, jak przypuszczałem, czekała Yelliś razem ze swoim koniem, Hadesem. Daliśmy im chwilę na zapoznanie się, po czym zabraliśmy się za dokładne czyszczenie.
Musze przyznać, że gdyby nie dziewczyna, tkwiłbym w miejscu chyba do północy, bo zanim nie ogarnąłem, jak należy porządnie czyścić zwierzę i założyć prawidłowo ekwipunek, byłem o krok od popełniania szeregu błędu, zapewne banalnie łatwych do wyłowienia nawet przez początkujących jeźdźców.
Całe szczęście, udało mi się wejść na grzbiet mojego nowego przyjaciela bez wywrotek. Ciocia byłaby dumna, biorąc pod uwagę, jak często załamywały się jej ręce, kiedy mnie uczyła tego, co sama wiedziała.
- To jak?- zapytałem, kiedy względnie pewnie siedziałem już w siodle.- Ruszamy?
< Yelliś? >
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Od Yeol CD Michaela
- I jak?- zapytał mnie Michael kierując wzrok gdzieś na liście jabłoni
jakby nie chciał usłyszeć mojej odpowiedzi - Odnajdujesz jakieś
podobieństwo?
Moje oczy powędrowały do kartki, która falowała lekko. Ujrzałam doskonałe odwzorowanie siebie samej, z każdym detalem uchwyconym przez jasnowłosego chłopaka. Przejechałam palcami delikatnie po powierzchni pracy, jakby gładząc najdroższe dzieło na świecie.
- Doskonałe Misiu - szepnęłam, wciąż delikatnie obrysowując kształt twarzy, oczu i ust.
- Jesteś niesamowity - spojrzałam na karmelowookiego - Jak... jak ty to narysowałeś w tak krótkim czasie i tak perfekcyjnie?
Na policzkach Michaela pojawił się drobny rumieniec, a na ustach zakwitł szczery uśmiech.
- Dziękuję Yelliś, wiele to dla mnie znaczy - pokazał białe zęby - Chciałbym jednak jeszcze dodać trochę kolorów.
- Ah oczywiście - odsunęłam się od niego - Dzisiaj po lekcjach chciałam wybrać się konno na przejażdżkę... może chcesz dołączyć?
Na krótką chwilę Miś zanurzył się w myślach, zapewne przemyśleć za i przeciw. Ostatecznie skinął głową i najwidoczniej bardzo spodobał mu się mój pomysł, bo cały się rozpromienił niczym słońce w lecie.
Osobiście również ja ucieszyłam się bardzo, Michael zna tą szkołę, więc będzie mógł pokazać jakieś ciekawe obejrzenia szlaki.
- O 16:00 przy stajni. Oporządzimy konie i pojedziemy - posłałam uśmiech.
- Oczywiście - potwierdził - To do potem!
Pomachał ręką, zabrał teczkę z pracą i luźnym krokiem oddalił się ode mnie.
Ja również musiałam wrócić na lekcję (znowu ta biologia). Nie żebym tym się nie interesowała, po prostu mam swoje ulubione tematy, a reszta zajęć mnie nudzi.
Westchnęłam. Słońce paliło tak niemiłosiernie, że musiałam zasłonić dłonią oczy. Szybkim krokiem ruszyłam na zajęcia lekcyjne.
Lekcję biologii prowadzi Pani Cecille Brooks, chociaż są one ciekawe, nie zbyt do końca potrafi mnie zainteresować. Lekcja mimo tego, że do najciekawszych nie należała, to i tak czas minął szybko, a wręcz zaskakująco. Chwyciłam czarny plecak i pobiegłam schodami na górę, gdzie znajdowały się szkolne szafki. Otworzyłam ją (moja ma numer 8) i wrzuciłam do niej wszystko za jednym zamachem. Nie miałam zamiaru tracić czasu na składanie książek. Zgrabnym ruchem ręki zatrzasnęłam szafkę i pobiegłem w miejsce spotkania.
Po drodze spotkałam dyrektorkę, która jak na swój wiek potrafiła szybciej chodzić niż nie jeden uczeń tej zacnej akademii.
- Młoda panno proszę nie biegać po szkolnych korytarzach - zaczęła kazanie i załamała ręce na piersiach - Czy nie uważasz, że to bardzo nie rozsądne z twojej strony? Możesz przecież wpaść na kogoś i zrobić mu krzywdę...
Schyliłam głowę.
- Tak jest pani profesor - odpowiedziałam, żeby tylko jak najszybciej odczepiła się ode mnie.
- Nie mogę sobie wyobrazić jak to jest, że moi uczniowie nie przetrzegają regulaminu szkoły...
- Przepraszam pani profesor.
- Następnym razem nie będzie przepraszam, tyko szlaban po zajęciach - dodała na koniec i odeszła w stronę swojego gabinetu.
Tym razem mi się upiekło, nikt nie zdoła zniszczyć mojego dzisiejszego dnia.
Szybko omiotłam spojrzeniem teren dookoła mnie i ruszyłam dalej.
Do stajni dotarłam trochę spóźniona, a Michael już tam był, stał oparty o wejście do stajni.
- Przepraszam - zdyszana oparłam się o boks - Wpadłam na dyrektorkę, a ta zaczęła mi tłumaczyć, o tym że nie powinnam biegać.
Miś zaśmiał się melodyjnym głosem.
- Nic się nie stało, to co czyścimy zanim wyruszymy? - spytał i wskazał na stajnię pełną koni. Każdy uczeń miał własnego konia, który pomieszkiwał w stajni.
- Tak jasne. Bierz swojego konia na zewnątrz. Dzisiaj jest ładna pogoda, więc będzie nam wygodniej.
Podeszłam do prawie ostatniego boksu i wyciągnęłam z pobliskiego worka, marchewki.
- Cześć Hades - przywitałam się z białym koniem i podałam mu przekąskę - Najpierw czyszczenie potem bieganie.
Ogier na to zarżał radośnie i machnął długim czarnym ogonem.
Otworzyłam zamek boksu i weszłam do środka. Nałożyłam mu na tę chwilę liliowy kantar i wyprowadziłam. Hades był siwym arabem czystej krwi o ciemnym przenikliwym spojrzeniu i grzywą oraz ogonem czarnymi jak węgiel. Był koniem żywiołowym o piekielnie dobrych zdolnościach do skoków. Jednak okropnie boi on się ognia, to chyba jego trauma z życia u wcześniejszego gospodarza. Hadesa uratowałam, gdy właściciel chciał go uderzyć palcatem. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni.
Poklepałam go lekko po grzbiecie.
- Dzisiaj poznasz swojego kolegę albo koleżankę - oznajmiłam, na co potrącił mnie łbem wesoły.
Wyszłam z nim na trawę obok padoku i czekałam, aż przyłączy się jasnowłosy ze swoim przyjacielem.
<Michael? Kto jest twoim konikiem :v?>
Moje oczy powędrowały do kartki, która falowała lekko. Ujrzałam doskonałe odwzorowanie siebie samej, z każdym detalem uchwyconym przez jasnowłosego chłopaka. Przejechałam palcami delikatnie po powierzchni pracy, jakby gładząc najdroższe dzieło na świecie.
- Doskonałe Misiu - szepnęłam, wciąż delikatnie obrysowując kształt twarzy, oczu i ust.
- Jesteś niesamowity - spojrzałam na karmelowookiego - Jak... jak ty to narysowałeś w tak krótkim czasie i tak perfekcyjnie?
Na policzkach Michaela pojawił się drobny rumieniec, a na ustach zakwitł szczery uśmiech.
- Dziękuję Yelliś, wiele to dla mnie znaczy - pokazał białe zęby - Chciałbym jednak jeszcze dodać trochę kolorów.
- Ah oczywiście - odsunęłam się od niego - Dzisiaj po lekcjach chciałam wybrać się konno na przejażdżkę... może chcesz dołączyć?
Na krótką chwilę Miś zanurzył się w myślach, zapewne przemyśleć za i przeciw. Ostatecznie skinął głową i najwidoczniej bardzo spodobał mu się mój pomysł, bo cały się rozpromienił niczym słońce w lecie.
Osobiście również ja ucieszyłam się bardzo, Michael zna tą szkołę, więc będzie mógł pokazać jakieś ciekawe obejrzenia szlaki.
- O 16:00 przy stajni. Oporządzimy konie i pojedziemy - posłałam uśmiech.
- Oczywiście - potwierdził - To do potem!
Pomachał ręką, zabrał teczkę z pracą i luźnym krokiem oddalił się ode mnie.
Ja również musiałam wrócić na lekcję (znowu ta biologia). Nie żebym tym się nie interesowała, po prostu mam swoje ulubione tematy, a reszta zajęć mnie nudzi.
Westchnęłam. Słońce paliło tak niemiłosiernie, że musiałam zasłonić dłonią oczy. Szybkim krokiem ruszyłam na zajęcia lekcyjne.
Lekcję biologii prowadzi Pani Cecille Brooks, chociaż są one ciekawe, nie zbyt do końca potrafi mnie zainteresować. Lekcja mimo tego, że do najciekawszych nie należała, to i tak czas minął szybko, a wręcz zaskakująco. Chwyciłam czarny plecak i pobiegłam schodami na górę, gdzie znajdowały się szkolne szafki. Otworzyłam ją (moja ma numer 8) i wrzuciłam do niej wszystko za jednym zamachem. Nie miałam zamiaru tracić czasu na składanie książek. Zgrabnym ruchem ręki zatrzasnęłam szafkę i pobiegłem w miejsce spotkania.
Po drodze spotkałam dyrektorkę, która jak na swój wiek potrafiła szybciej chodzić niż nie jeden uczeń tej zacnej akademii.
- Młoda panno proszę nie biegać po szkolnych korytarzach - zaczęła kazanie i załamała ręce na piersiach - Czy nie uważasz, że to bardzo nie rozsądne z twojej strony? Możesz przecież wpaść na kogoś i zrobić mu krzywdę...
Schyliłam głowę.
- Tak jest pani profesor - odpowiedziałam, żeby tylko jak najszybciej odczepiła się ode mnie.
- Nie mogę sobie wyobrazić jak to jest, że moi uczniowie nie przetrzegają regulaminu szkoły...
- Przepraszam pani profesor.
- Następnym razem nie będzie przepraszam, tyko szlaban po zajęciach - dodała na koniec i odeszła w stronę swojego gabinetu.
Tym razem mi się upiekło, nikt nie zdoła zniszczyć mojego dzisiejszego dnia.
Szybko omiotłam spojrzeniem teren dookoła mnie i ruszyłam dalej.
Do stajni dotarłam trochę spóźniona, a Michael już tam był, stał oparty o wejście do stajni.
- Przepraszam - zdyszana oparłam się o boks - Wpadłam na dyrektorkę, a ta zaczęła mi tłumaczyć, o tym że nie powinnam biegać.
Miś zaśmiał się melodyjnym głosem.
- Nic się nie stało, to co czyścimy zanim wyruszymy? - spytał i wskazał na stajnię pełną koni. Każdy uczeń miał własnego konia, który pomieszkiwał w stajni.
- Tak jasne. Bierz swojego konia na zewnątrz. Dzisiaj jest ładna pogoda, więc będzie nam wygodniej.
Podeszłam do prawie ostatniego boksu i wyciągnęłam z pobliskiego worka, marchewki.
- Cześć Hades - przywitałam się z białym koniem i podałam mu przekąskę - Najpierw czyszczenie potem bieganie.
Ogier na to zarżał radośnie i machnął długim czarnym ogonem.
Otworzyłam zamek boksu i weszłam do środka. Nałożyłam mu na tę chwilę liliowy kantar i wyprowadziłam. Hades był siwym arabem czystej krwi o ciemnym przenikliwym spojrzeniu i grzywą oraz ogonem czarnymi jak węgiel. Był koniem żywiołowym o piekielnie dobrych zdolnościach do skoków. Jednak okropnie boi on się ognia, to chyba jego trauma z życia u wcześniejszego gospodarza. Hadesa uratowałam, gdy właściciel chciał go uderzyć palcatem. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni.
Poklepałam go lekko po grzbiecie.
- Dzisiaj poznasz swojego kolegę albo koleżankę - oznajmiłam, na co potrącił mnie łbem wesoły.
Wyszłam z nim na trawę obok padoku i czekałam, aż przyłączy się jasnowłosy ze swoim przyjacielem.
<Michael? Kto jest twoim konikiem :v?>
niedziela, 23 kwietnia 2017
Od Michaela CD Yeol
Nakładałem cienie na rysunek, co chwilę podnosząc spojrzenie na
dziewczynę, najwyraźniej już nieco obolałą od siedzenia w tej samej
pozycji przez dobre kilkadziesiąt minut. Z boku kartki, gdzie zostało mi
jeszcze trochę miejsca, dorysowałem chowającą się za głową Yelliś gałąź
uginającą się pod ciężarem kwiecia.
- I jak wyszło?- zapytała, kiedy obwieściłem zakończenie pracy.
- Jak modelka ładna, to i rysunek ładny- krytycznym okiem przyjrzałem się swojej pracy i kilkoma szybkimi pociągnięciami dorysowałem jeszcze pukiel włosów targanych przez wiatr.- Nie no, powiedzmy, że nie jest źle, czasu tylko trochę mało, bo bym tło jeszcze jakieś porządne dorobił. Zabiorę ten rysunek, to kiedyś nadrobię wszystko farbami, obiecuję!
- Nie musisz, starczy ołówkiem- zaśmiała się Yelliś.
- Daj spokój, Księżnej przyda się lekcja pokory, żeby nie było, że tylko jej portrety można malować!- zaprotestowałem żywo.- Poza tym, muszę poćwiczyć malowanie ludzi, wiesz, proporcje i te sprawy.
- W porządku. A teraz... mogę w końcu zobaczyć siebie?- pochyliła się nieco, jakby chcąc podejrzeć rysunek. Z szerokim uśmiechem zabrałem kartkę nieco dalej, poza zasięg wzroku dziewczyny. Rzuciła mi pełne wyrzutu spojrzenie. Przypominał mi się wzrok Immi, kiedy coś chciała. Nigdy nie umiałem wtedy odmówić. Podałem jej swoją pracę, przejeżdżając dłonią po karku, nieco jednak zakłopotany. Ktoś mógłby powiedzieć, że ile lat siedzę już w malarstwie, powinienem przyzwyczaić się do krytyk i oceniania tego, co stworzyłem, ale zdawało mi się, że to było jedno z tych niemożliwych zadań - i że sprawa oddawania swoich spraw pod oko innych jest rzeczą dość kłopotliwą nie tylko dla mnie, ale większości tych podążających drogą sztuki. Czułem wtedy, jakbym był poddawany wiwisekcji, jakby ktoś oglądał fragment mojej duszy pod mikroskopem. Choćby się malowało coś wziętego kompletnie z kosmosu i oddalonego o tysiące galaktyk, niedotyczącego nas w najmniejszym stopniu, przy stworzeniu tego tworzyła się więź z danym obiektem. Malarz, przelewając w to cząstkę swojej duszy, składał niewidzialny podpis swoich uczuć. Podobnie było, dajmy na to, z przedstawianiem wydarzeń z przeszłości. Matejko mógł tylko uczyć się o bitwie pod Grunwaldem, ale przedstawiając na płótnie jej losy, stał się kimś na kształt żołnierza biorącym udział w walce, również stając się jej uczestnikiem.
No a przynajmniej ja to w ten sposób odbierałem. Może były to po prostu jakieś głupoty. Ale istota malowania dla każdego artysty, nawet tego dopiero dążącego do godności noszenia owego tytułu (jak chociażby ja), była sprawą naprawdę intymną. Nie chodzi o to, że teraz miałem jakiś wielki problem z pokazaniem Yelliś jej portretu. Ale gdybym miał swoje obrazy zaprezentować swoje obrazy, zapewne chodziłbym jak na szpilkach. Odczucia jednej osoby łatwo było odczytać, dokładnie zbadać, odpytując chociażby. Kiedy jednak chodziło o wrażenia tłumu, sprawa znacznie się komplikowała, rzadko kiedy można było zapytać każdego z osobna o szczegółową opinię, tym bardziej, że zazwyczaj kończyła się ona na "Hm...jest w porządku, oby tak dalej", a kiedy próbowało się drążyć temat, głośne, nieco może zakłopotane chrząknięcie drugiej strony temat definitywnie kończyło.
Spojrzałem uważnie na dziewczynę, uważnie studiującą swój portret. Usiłowałem odczytać z jej wyrazu twarzy jakieś pierwsze odczucia, cokolwiek, ale ostatecznie odwróciłem wzrok na kwiecie jabłoni, by zająć czymś wzrok.
- I jak?- zapytałem w końcu.- Odnajdujesz jakieś podobieństwo?
< Yelliś? Wybacz, że opko takie nijakie, wena już zasypia >
- I jak wyszło?- zapytała, kiedy obwieściłem zakończenie pracy.
- Jak modelka ładna, to i rysunek ładny- krytycznym okiem przyjrzałem się swojej pracy i kilkoma szybkimi pociągnięciami dorysowałem jeszcze pukiel włosów targanych przez wiatr.- Nie no, powiedzmy, że nie jest źle, czasu tylko trochę mało, bo bym tło jeszcze jakieś porządne dorobił. Zabiorę ten rysunek, to kiedyś nadrobię wszystko farbami, obiecuję!
- Nie musisz, starczy ołówkiem- zaśmiała się Yelliś.
- Daj spokój, Księżnej przyda się lekcja pokory, żeby nie było, że tylko jej portrety można malować!- zaprotestowałem żywo.- Poza tym, muszę poćwiczyć malowanie ludzi, wiesz, proporcje i te sprawy.
- W porządku. A teraz... mogę w końcu zobaczyć siebie?- pochyliła się nieco, jakby chcąc podejrzeć rysunek. Z szerokim uśmiechem zabrałem kartkę nieco dalej, poza zasięg wzroku dziewczyny. Rzuciła mi pełne wyrzutu spojrzenie. Przypominał mi się wzrok Immi, kiedy coś chciała. Nigdy nie umiałem wtedy odmówić. Podałem jej swoją pracę, przejeżdżając dłonią po karku, nieco jednak zakłopotany. Ktoś mógłby powiedzieć, że ile lat siedzę już w malarstwie, powinienem przyzwyczaić się do krytyk i oceniania tego, co stworzyłem, ale zdawało mi się, że to było jedno z tych niemożliwych zadań - i że sprawa oddawania swoich spraw pod oko innych jest rzeczą dość kłopotliwą nie tylko dla mnie, ale większości tych podążających drogą sztuki. Czułem wtedy, jakbym był poddawany wiwisekcji, jakby ktoś oglądał fragment mojej duszy pod mikroskopem. Choćby się malowało coś wziętego kompletnie z kosmosu i oddalonego o tysiące galaktyk, niedotyczącego nas w najmniejszym stopniu, przy stworzeniu tego tworzyła się więź z danym obiektem. Malarz, przelewając w to cząstkę swojej duszy, składał niewidzialny podpis swoich uczuć. Podobnie było, dajmy na to, z przedstawianiem wydarzeń z przeszłości. Matejko mógł tylko uczyć się o bitwie pod Grunwaldem, ale przedstawiając na płótnie jej losy, stał się kimś na kształt żołnierza biorącym udział w walce, również stając się jej uczestnikiem.
No a przynajmniej ja to w ten sposób odbierałem. Może były to po prostu jakieś głupoty. Ale istota malowania dla każdego artysty, nawet tego dopiero dążącego do godności noszenia owego tytułu (jak chociażby ja), była sprawą naprawdę intymną. Nie chodzi o to, że teraz miałem jakiś wielki problem z pokazaniem Yelliś jej portretu. Ale gdybym miał swoje obrazy zaprezentować swoje obrazy, zapewne chodziłbym jak na szpilkach. Odczucia jednej osoby łatwo było odczytać, dokładnie zbadać, odpytując chociażby. Kiedy jednak chodziło o wrażenia tłumu, sprawa znacznie się komplikowała, rzadko kiedy można było zapytać każdego z osobna o szczegółową opinię, tym bardziej, że zazwyczaj kończyła się ona na "Hm...jest w porządku, oby tak dalej", a kiedy próbowało się drążyć temat, głośne, nieco może zakłopotane chrząknięcie drugiej strony temat definitywnie kończyło.
Spojrzałem uważnie na dziewczynę, uważnie studiującą swój portret. Usiłowałem odczytać z jej wyrazu twarzy jakieś pierwsze odczucia, cokolwiek, ale ostatecznie odwróciłem wzrok na kwiecie jabłoni, by zająć czymś wzrok.
- I jak?- zapytałem w końcu.- Odnajdujesz jakieś podobieństwo?
< Yelliś? Wybacz, że opko takie nijakie, wena już zasypia >
Od Akashiego CD Yeol
Morderczy maraton wreszcie dobiegł końca, a ja mogłem w spokoju
odetchnąć, pozbywając się, zdobytych po drodze, liści i gałęzi, którymi
aktualnie byłem wręcz oblepiony. Właśnie w takich sytuacjach
przeklinałem swój wzrost, uważając go za jedną z najgorszych rzeczy,
jakimi zostałem obdarzony. Przydawał się, to fakt, jednak niezwykle
utrudniał poruszanie się, przez co nieraz wpadałem we wszelkiego rodzaju
konstrukcje. Kiedy wreszcie zrzuciłem z siebie zbędny balast,
spojrzałem w kierunku Yeol, która wyglądała weselej, niż kiedykolwiek
wcześniej. Najwidoczniej nie natrafiła po drodze na żadne trudności…
szczęściara.
Narzekania w końcu dobiegły końca, a ja zbliżyłem się do jasnowłosej, której palce, z niezwykłą subtelnością, wędrowały po ciele owego pupila, który uczepił się nas, jak rzep psiego ogona, nie mając zamiaru odpuścić. Po chwili uciekł, jakby wystraszony, próbując za wszelką cenę wspiąć się na sporych rozmiarów stolik, będący najpewniej częścią czytelni.
-Jak mogłaś nazwać kota Hyin?- zagadnąłem, mierząc wzrokiem ową białą kulkę
-Skąd to nagłe zainteresowanie zboczeńcu?- zapytała, a na jej twarzy pojawił się zaczepny uśmieszek, prowokujący do dalszej wymiany zdań- Zresztą, to urocze imię, pasuje do niej, nie sądzisz?
-Skoro tak twierdzisz.- wzruszyłem ramionami, opierając się o jeden z regałów- Nie mam głowy do takich rzeczy.
-Nigdy nie miałeś zwierzątka?- westchnęła, nieco zaskoczona moją ignorancją
-Miałem… nazywały się Uno i Tres.- wyszczerzyłem zęby w łobuzerskim uśmiechu, przymykając oczy
Yeol westchnęła po raz kolejny, ignorując moją, mało znaczącą, wypowiedź. Wyciągnęła z kieszeni znajomą kartkę papieru, uważnie lustrując ją wzrokiem. Wydawała się, jakby zahipnotyzowana, próbująca wyciągnąć ze zwitku o wiele więcej, niż dotychczas wiedzieliśmy. Po chwili uniosła, zawiedzione i jakby wyprane z emocji, oczy znad kartki, nawiązując kontakt wzrokowy.
-Nie ma tu żadnej podpowiedzi, Akashi, nie mamy pojęcia co dalej robić. To będzie jak szukanie igły w stogu siana.- rozłożyła ręce, czując narastające uczucie bezsilności
-Tak szybko się poddajesz?- zagadnąłem, odpychając się od owego regału- Wcześniej też nikt nie powiedział nam wprost, co mamy zrobić, a jednak daliśmy radę. Brakuje ci ducha walki Yeol.- pstryknąłem ją w czoło, znikając między krętymi alejkami
-Ej, nie rób tak!- zawołała, rozmasowując nieco obolałe miejsce- Poza tym, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będziesz musiał mnie uspokajać.
-Pozory mylą maluszku.- zaśmiałem się pod nosem, nie będąc pewnym, czy w ogóle mnie usłyszała- Radziłbym zabrać się do roboty, jeśli chcemy wyjść stąd do jutra.
-Jakiś pomysł od czego zacząć?- ledwo słyszalny pomruk z trudem dotarł do moich uszu, zmuszając do zgadywania, co tak właściwie miała na myśli
-Sprawdzę lewą część, ty możesz zająć się prawą. Szukaj wszystkiego, co jakkolwiek się wyróżnia, albo wygląda podejrzanie.- podsumowałem, pogrążając się w otrzymanym zadaniu
Z początku pełen zapału, po chwili jakby kompletnie z niego wyprany, przytłoczony ilością starych ksiąg, których większość od zawsze wydawała mi się niezwykle monotonna i mało interesująca. Przechadzałem się kolejnymi alejkami, pobieżnie sprawdzając mijane zbiory, które z każdą kolejną chwilą wydawały mi się dokładnie takie same. Renesans, oświecenie, pozytywizm...musiałem trafić na dział literacko-historyczny, to dobrze wróżyło. Pomimo ścisłego umysłu uwielbiałem ową tematykę, która od zawsze wydawała mi się barwna i mało nużąca, znacznie wzbogacająca wiedzę młodych ludzi. Nie mając lepszych zajęć, zażarcie się jej uczyłem, potrafiąc z pamięci wyrecytować najważniejsze bitwy minionego stulecia. To dość ciekawe, zważając na to, jak leniwym typem człowieka jestem. Po wielu minutach bezowocnej tułaczki, w końcu natrafiłem na coś, co przykuło moją uwagę.
-„Fitopatologia”- odczytałem, przekrzywiając głowę- Co książka przyrodnicza robi w dziale historycznym?
Nie zwlekając zbyt długo, podszedłem bliżej, sięgając po owe znalezisko, wyglądające na znacznie nowsze, niż pozostałe okazy. Błyszcząca okładka wręcz namawiała, by zajrzeć do środka, kusząc nawet tak beznamiętne osoby, jak ja. Bez zbędnych przygotowań przekartkowałem znalezisko, uważnie lustrując każdą z mijanych stron.
-Diagnostyka, patogeneza, etiologia…- mruczałem pod nosem, licząc, że w jakimś stopniu pomoże mi to skupić myśli
Powoli traciłem nadzieję, będąc bliskim porzucenia lektury, jednak liliowy zwitek, ukryty w koronie kwiatu o podobnym odcieniu, sprawił że wbrew własnej woli uśmiechnąłem się, pragnąc jak najszybciej znaleźć Yeol. Trzymając papierek w dłoni, ruszyłem przed siebie, nie zwracając uwagi na otaczający mnie świat, wręcz zapominając o jego istnieniu. Na ziemię sprowadziło mnie uderzenie w okolicy klatki piersiowej, podobne do tego, jakim obdarzyła mnie liliowo-włosa, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Spuściłem wzrok, a moim oczom ukazały się owe bliźniaczki, które miałem okazję poznać w trakcie drugiego zadania.

Zmierzyłem je wzrokiem, próbując najzwyczajniej w świecie odejść, jednak zablokowały mi drogę, nie pozwalając na odejście w swoją stronę.
-Możecie łaskawie się odsunąć? Mam co robić.- warknąłem, wbijając w nie wzrok godny zabójcy
Nie odpowiedziały, jedynie śmiejąc się pod nosem. Ponowiłem próbę, jednak po raz kolejny zastawiły przejście. Westchnąłem ciężko, nie mając zamiaru przebijać się siłą, pomimo nieprzyjemnej natury nie słynąłem z krzywdzenia istot słabszych od siebie.
-Możesz się kur*wa przesunąć?- czułem, jak puszczają mi nerwy, kiedy po raz kolejny usłyszałem ich przesłodzony śmiech, przepełniony ironią i jadem
-Nie.- w końcu jedna z nich odważyła się odezwać, opierając dłonie na biodrach- Jesteś naszym rywalem, nie możesz wygrać, ani ty, ani tamta dziewczyna w oficerkach.
-Trzymanie mnie tutaj raczej wam nie pomoże, to nie zadanie czasowe. Następnym razem radziłbym pomyśleć- odpowiedziałem im równie złośliwym uśmiechem- Mogę wreszcie stąd pójść? Męczy mnie wasze towarzystwo.
Wtem poczułem, dziwne ukłucie w okolicy lewego przedramienia, by po chwili dostrzec drugą z sióstr, oddalającą się z ową książką, która była mi obecnie niezbędna. Puściłem pod nosem dość nieprzyjemną wiązankę przekleństw, puszczając się pędem za ową kobietą. Byłem zmęczony i niezwykle zirytowany, czując, że skończy się to źle dla nas obu, jeśli cokolwiek stanie się ze skradzioną wskazówką.
Wybiegłem z alejki, szukając wzrokiem różowowłosej. Pomachała mi wesoło, opuszczając bibliotekę. Była dużo szybsza, niż myślałem, cholera to zły znak. W tym samym momencie pojawiła się Yeol, której zawiedziony wzrok spotkał się z moim. Nie miałem czasu na wyjaśnienia, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie i wybiegłem z pomieszczenia, pragnąc za wszelką cenę odzyskać zgubę.
<Yeol? Jak to się skończy ;w; >
Narzekania w końcu dobiegły końca, a ja zbliżyłem się do jasnowłosej, której palce, z niezwykłą subtelnością, wędrowały po ciele owego pupila, który uczepił się nas, jak rzep psiego ogona, nie mając zamiaru odpuścić. Po chwili uciekł, jakby wystraszony, próbując za wszelką cenę wspiąć się na sporych rozmiarów stolik, będący najpewniej częścią czytelni.
-Jak mogłaś nazwać kota Hyin?- zagadnąłem, mierząc wzrokiem ową białą kulkę
-Skąd to nagłe zainteresowanie zboczeńcu?- zapytała, a na jej twarzy pojawił się zaczepny uśmieszek, prowokujący do dalszej wymiany zdań- Zresztą, to urocze imię, pasuje do niej, nie sądzisz?
-Skoro tak twierdzisz.- wzruszyłem ramionami, opierając się o jeden z regałów- Nie mam głowy do takich rzeczy.
-Nigdy nie miałeś zwierzątka?- westchnęła, nieco zaskoczona moją ignorancją
-Miałem… nazywały się Uno i Tres.- wyszczerzyłem zęby w łobuzerskim uśmiechu, przymykając oczy
Yeol westchnęła po raz kolejny, ignorując moją, mało znaczącą, wypowiedź. Wyciągnęła z kieszeni znajomą kartkę papieru, uważnie lustrując ją wzrokiem. Wydawała się, jakby zahipnotyzowana, próbująca wyciągnąć ze zwitku o wiele więcej, niż dotychczas wiedzieliśmy. Po chwili uniosła, zawiedzione i jakby wyprane z emocji, oczy znad kartki, nawiązując kontakt wzrokowy.
-Nie ma tu żadnej podpowiedzi, Akashi, nie mamy pojęcia co dalej robić. To będzie jak szukanie igły w stogu siana.- rozłożyła ręce, czując narastające uczucie bezsilności
-Tak szybko się poddajesz?- zagadnąłem, odpychając się od owego regału- Wcześniej też nikt nie powiedział nam wprost, co mamy zrobić, a jednak daliśmy radę. Brakuje ci ducha walki Yeol.- pstryknąłem ją w czoło, znikając między krętymi alejkami
-Ej, nie rób tak!- zawołała, rozmasowując nieco obolałe miejsce- Poza tym, nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będziesz musiał mnie uspokajać.
-Pozory mylą maluszku.- zaśmiałem się pod nosem, nie będąc pewnym, czy w ogóle mnie usłyszała- Radziłbym zabrać się do roboty, jeśli chcemy wyjść stąd do jutra.
-Jakiś pomysł od czego zacząć?- ledwo słyszalny pomruk z trudem dotarł do moich uszu, zmuszając do zgadywania, co tak właściwie miała na myśli
-Sprawdzę lewą część, ty możesz zająć się prawą. Szukaj wszystkiego, co jakkolwiek się wyróżnia, albo wygląda podejrzanie.- podsumowałem, pogrążając się w otrzymanym zadaniu
Z początku pełen zapału, po chwili jakby kompletnie z niego wyprany, przytłoczony ilością starych ksiąg, których większość od zawsze wydawała mi się niezwykle monotonna i mało interesująca. Przechadzałem się kolejnymi alejkami, pobieżnie sprawdzając mijane zbiory, które z każdą kolejną chwilą wydawały mi się dokładnie takie same. Renesans, oświecenie, pozytywizm...musiałem trafić na dział literacko-historyczny, to dobrze wróżyło. Pomimo ścisłego umysłu uwielbiałem ową tematykę, która od zawsze wydawała mi się barwna i mało nużąca, znacznie wzbogacająca wiedzę młodych ludzi. Nie mając lepszych zajęć, zażarcie się jej uczyłem, potrafiąc z pamięci wyrecytować najważniejsze bitwy minionego stulecia. To dość ciekawe, zważając na to, jak leniwym typem człowieka jestem. Po wielu minutach bezowocnej tułaczki, w końcu natrafiłem na coś, co przykuło moją uwagę.
-„Fitopatologia”- odczytałem, przekrzywiając głowę- Co książka przyrodnicza robi w dziale historycznym?
Nie zwlekając zbyt długo, podszedłem bliżej, sięgając po owe znalezisko, wyglądające na znacznie nowsze, niż pozostałe okazy. Błyszcząca okładka wręcz namawiała, by zajrzeć do środka, kusząc nawet tak beznamiętne osoby, jak ja. Bez zbędnych przygotowań przekartkowałem znalezisko, uważnie lustrując każdą z mijanych stron.
-Diagnostyka, patogeneza, etiologia…- mruczałem pod nosem, licząc, że w jakimś stopniu pomoże mi to skupić myśli
Powoli traciłem nadzieję, będąc bliskim porzucenia lektury, jednak liliowy zwitek, ukryty w koronie kwiatu o podobnym odcieniu, sprawił że wbrew własnej woli uśmiechnąłem się, pragnąc jak najszybciej znaleźć Yeol. Trzymając papierek w dłoni, ruszyłem przed siebie, nie zwracając uwagi na otaczający mnie świat, wręcz zapominając o jego istnieniu. Na ziemię sprowadziło mnie uderzenie w okolicy klatki piersiowej, podobne do tego, jakim obdarzyła mnie liliowo-włosa, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Spuściłem wzrok, a moim oczom ukazały się owe bliźniaczki, które miałem okazję poznać w trakcie drugiego zadania.

Zmierzyłem je wzrokiem, próbując najzwyczajniej w świecie odejść, jednak zablokowały mi drogę, nie pozwalając na odejście w swoją stronę.
-Możecie łaskawie się odsunąć? Mam co robić.- warknąłem, wbijając w nie wzrok godny zabójcy
Nie odpowiedziały, jedynie śmiejąc się pod nosem. Ponowiłem próbę, jednak po raz kolejny zastawiły przejście. Westchnąłem ciężko, nie mając zamiaru przebijać się siłą, pomimo nieprzyjemnej natury nie słynąłem z krzywdzenia istot słabszych od siebie.
-Możesz się kur*wa przesunąć?- czułem, jak puszczają mi nerwy, kiedy po raz kolejny usłyszałem ich przesłodzony śmiech, przepełniony ironią i jadem
-Nie.- w końcu jedna z nich odważyła się odezwać, opierając dłonie na biodrach- Jesteś naszym rywalem, nie możesz wygrać, ani ty, ani tamta dziewczyna w oficerkach.
-Trzymanie mnie tutaj raczej wam nie pomoże, to nie zadanie czasowe. Następnym razem radziłbym pomyśleć- odpowiedziałem im równie złośliwym uśmiechem- Mogę wreszcie stąd pójść? Męczy mnie wasze towarzystwo.
Wtem poczułem, dziwne ukłucie w okolicy lewego przedramienia, by po chwili dostrzec drugą z sióstr, oddalającą się z ową książką, która była mi obecnie niezbędna. Puściłem pod nosem dość nieprzyjemną wiązankę przekleństw, puszczając się pędem za ową kobietą. Byłem zmęczony i niezwykle zirytowany, czując, że skończy się to źle dla nas obu, jeśli cokolwiek stanie się ze skradzioną wskazówką.
Wybiegłem z alejki, szukając wzrokiem różowowłosej. Pomachała mi wesoło, opuszczając bibliotekę. Była dużo szybsza, niż myślałem, cholera to zły znak. W tym samym momencie pojawiła się Yeol, której zawiedziony wzrok spotkał się z moim. Nie miałem czasu na wyjaśnienia, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie i wybiegłem z pomieszczenia, pragnąc za wszelką cenę odzyskać zgubę.
<Yeol? Jak to się skończy ;w; >
Od Yeol CD Michael
Dzwonek głośno zabrzmiał w całej szkole, przypominając wszystkim o porze
odpoczynku. Odsunęłam się cicho na krześle i wstałam z krzesła. Szybkim
krokiem i z nadzieją w głowie, podążyłam w stronę swojego ulubionego
miejsca odpoczynku - na dziedziniec. Znajdowały się tam dębowe ławki z
metalowymi okuciami, brukowany chodnik dla uczniów akademii i ścieżka
konna dla klubu jeździeckiego, do którego należałam ja. Jeszcze
dokładnie nie obejrzałam, gdzie one prowadzą i jak daleko sięgają, ale
zrobię to po lekcjach, teraz mam szansę na mały relaks dla moich palców.
Całą lekcję biologi pisaliśmy różnicę między amebą, a pantofelkiem. Na
to wspomnienie poruszyłam palcami u prawej ręki, jakby chcąc upewnić się
czy jeszcze aby na pewno nie odpadła, po takich okrutnych katuszach.
Szybko wyrwałam się jednak z zamyślenia, nie chcąc stracić miejsca na
rzecz innych kolegów i koleżanek, przyspieszyłam tempo. Dzięki temu
dotarłam na dziedziniec niemal pierwsza. Pod jabłonią, na szczęście
jeszcze nikogo nie było. Uradowana podeszłam bliżej i położyłam się pod
nią. Przymknęłam oczy i w miarę płytko zaczęłam oddychać, chcąc
uregulować oddech. Błoga cisza i lekki wiaterek owinęły mnie niczym
miękki kocyk, nie pozwalając nikomu do mnie dotrzeć. Słyszałam ptaki
(chyba skowronki ), których melodię niósł wiatr. Głodna, wyciągnęłam z
plecaka trochę sałatki i powoli konsumowałam ją, wciąż nie otwierając
powiek. Delektowałam się dopóki nie usłyszałam znajomego głosu.
- -Hej, Yelliś!- powitał mnie wesoło Michael, siadając obok mnie - Smacznego, co tam masz?
- Cześć - na mojej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech - Dzięki, dzisiaj akurat sałatkę. Chcesz trochę?
- Pełny jestem, za dużo spaghetti. Tak w ogóle, masz może czas?- podniósł w górę kilka kartek - Wiosna przyszła, przyszła wena. Mogę Cię narysować?
Spaliłam buraka na te słowa i spojrzałam na Misia.
- Jesteś pewny? Bo nie wydaje mi się, żebym była dobrym materiałem do rysowania - zaśmiałam się.
- Jesteś w sam raz - pokiwał głową i pokręcił ołówkiem w palcach - To co ty na to?
- Jeśli ci tak bardzo na tym zależy to czemu by nie spróbować - odparłam - Jakaś specjalna poza?

- Usiądź wygodnie na trawie, ta jabłonka jest idealna - zauważył.
W tym czasie ja wygodnie siadłam, a gdy tylko to zrobiłam Michael kilkakrotnie zmieniał położenie głowy i kręcił nią.
- Spójrz wprost w moją stronę - pomachał do mnie ręką - doskonale. Możesz tak wytrzymać?
Skinęłam twierdząco głową. Misiu również usiadł, tylko po turecku i zaczął nanosić ołówkiem pierwsze kreski. Wkładał w to wiele skupienia i wysiłku. Jego wzrok ślizgał się cały czas po mojej twarzy i włosach, chcąc oddać jak najdokładniejszy kształt. Jego ręka delikatnie niczym płatki róż przesuwały się po kartce papieru, kreśląc czarne linie.
Wiatr rozwiewał Michaelowi jasne włosy, ale on nie zwracał uwagi na to co się działo dookoła niego. Jego karmelowe oczy patrzyły się raz na szkic, a raz na mnie.
Po pewnym czasie, mój kark zesztywniał. Dzięki Bogu Miś był na wykończeniu swojej pracy. Nanosił zapewne jeszcze poprawki, których nie musiał dodawać, jest przecież w klubie artystycznym. Każdy kto tam był, musiał posiadać jakiś niesamowity i niepowtarzalny styl.
Wreszcie, gdy karmelowooki ukończył swoje arcydzieło, wstał i posłał mi szczery uśmiech zadowolenia.
- I jak wyszło? - spytałam wstając z ziemi i otrzepałam się z brudu.
<Michael? Co ty tam naszkicowałeś? :3>
- -Hej, Yelliś!- powitał mnie wesoło Michael, siadając obok mnie - Smacznego, co tam masz?
- Cześć - na mojej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech - Dzięki, dzisiaj akurat sałatkę. Chcesz trochę?
- Pełny jestem, za dużo spaghetti. Tak w ogóle, masz może czas?- podniósł w górę kilka kartek - Wiosna przyszła, przyszła wena. Mogę Cię narysować?
Spaliłam buraka na te słowa i spojrzałam na Misia.
- Jesteś pewny? Bo nie wydaje mi się, żebym była dobrym materiałem do rysowania - zaśmiałam się.
- Jesteś w sam raz - pokiwał głową i pokręcił ołówkiem w palcach - To co ty na to?
- Jeśli ci tak bardzo na tym zależy to czemu by nie spróbować - odparłam - Jakaś specjalna poza?
- Usiądź wygodnie na trawie, ta jabłonka jest idealna - zauważył.
W tym czasie ja wygodnie siadłam, a gdy tylko to zrobiłam Michael kilkakrotnie zmieniał położenie głowy i kręcił nią.
- Spójrz wprost w moją stronę - pomachał do mnie ręką - doskonale. Możesz tak wytrzymać?
Skinęłam twierdząco głową. Misiu również usiadł, tylko po turecku i zaczął nanosić ołówkiem pierwsze kreski. Wkładał w to wiele skupienia i wysiłku. Jego wzrok ślizgał się cały czas po mojej twarzy i włosach, chcąc oddać jak najdokładniejszy kształt. Jego ręka delikatnie niczym płatki róż przesuwały się po kartce papieru, kreśląc czarne linie.
Wiatr rozwiewał Michaelowi jasne włosy, ale on nie zwracał uwagi na to co się działo dookoła niego. Jego karmelowe oczy patrzyły się raz na szkic, a raz na mnie.
Po pewnym czasie, mój kark zesztywniał. Dzięki Bogu Miś był na wykończeniu swojej pracy. Nanosił zapewne jeszcze poprawki, których nie musiał dodawać, jest przecież w klubie artystycznym. Każdy kto tam był, musiał posiadać jakiś niesamowity i niepowtarzalny styl.
Wreszcie, gdy karmelowooki ukończył swoje arcydzieło, wstał i posłał mi szczery uśmiech zadowolenia.
- I jak wyszło? - spytałam wstając z ziemi i otrzepałam się z brudu.
<Michael? Co ty tam naszkicowałeś? :3>
sobota, 22 kwietnia 2017
Od Michaela do Yeol
Niebo miało śliczny kolor. Niemalże lazurowy, jakby odbijał fale Morza
Śródziemnego. Czysta definicja piękna. Dopełniając ten obraz kolejną
porcją doskonałości, kwiaty jabłoni niedawno rozkwitły, wychylając się
nieśmiało z zielonych pąków. Pas przy wschodniej ścianie szkoły zaroił
się od białego kwiecia, drgającego żwawo w takt wiosennego wietrzyku.
Szmaragdowa trawa, nosząca jeszcze na sobie ślady kryształowej rosy,
skrzyła się w złotych promieniach słońca. Już nie mogłem się doczekać,
kiedy razem z zestawem ołówków i plikiem kartek legnę pomiędzy
aksamitnymi, łaskoczącymi po twarzy źdźbłami, by naszkicować, jak
promienie przeskakują pomiędzy białymi płatkami. Przeczuwałem, że czeka
mnie ciekawy wieczór - miałem w planach namalowanie w pokoju tego, co
uda mi się uwiecznić na rysunku w wersji impresjonistycznej. A potem
przedstawienie tego w wersji nocnej. Księżyc wchodził w fazę pełni, a
niebo ostatnio było upstrzone gwiazdami. Idealne warunki, tylko zanurzyć
pędzel w maleńkim pojemniczku i zaczynać. Uśmiech sam wpełznął mi na
twarz, kiedy w mojej głowie rozległ się cichy szmer włosia po
chropowatym płótnie.
Tyle właśnie wyniosłem z dzisiejszej lekcji angielskiego. Znaczy, nie chodzi o to, że była nudna albo coś w tym sensie, żywo interesowałem się tym językiem. Sposób prowadzenia lekcji przez nauczycielkę też był świetny. Przyjemnie było słuchać ledwo wyczuwalnego zachodniego akcentu pani Brooks. Udało mi się jednak dostać miejsce tuż przy oknie, a kiedy tylko mój wzrok spoczął na białym kwieciu, wiedziałem, że oto odnalazłem inspirację, której za nic nie odpuszczę. Temat zawsze mogłem przerobić w zaciszu pokoju, z weną już tak łatwo nie będzie.
Tym razem, moją uwagę przykuła niewielka kulka upierzona brązowo-białymi plamami i czarnymi, błyszczącymi oczkami, a przekrzywiony nieco w prawo, maleńki łebek, najwyraźniej intensywnie myślał, czy na tym drzewie znajdzie coś do jedzenia. Na próbę skubnął dziobkiem płatek kwiatu jabłoni, ale najwyraźniej mu nie zasmakował, gdyż ruszył w poszukiwaniu innych łakoci. Uśmiechnąłem się, opierając podbródek na wewnętrznej stronie dłoni. Łokieć, usadowiony na drewnianym blacie ławki, prawie zepchnął piórnik na podłogę.
- Powodzenia, mały tłuściochu- mruknąłem, obserwując starania szkraba. Machinalnie między palcami obracałem ołówek, który, nie wiadomo kiedy, zaczął szkicować wróbla chadzającego po konarze. Jego również chciałem umieścić na obrazie. Ujął mnie swoimi krótkimi skokami z miejsca na miejsce.
- ...który Michael nam zaraz odczyta- usłyszałem nagle głos nauczycielki, nagle zmaterializowanej tuż przy mojej ławce.
Podniosłem głowę, odrywając się z krainy marzeń. Zapewne chodziło o jakiś tekst. Z niemą prośba o pomoc spojrzałem na kolegę z ławki, a ten w odpowiedzi parsknął śmiechem i palcem wskazał na jakiś urywek w tekście, szczęśliwie na stronie, którą akurat miałem otworzoną przed sobą. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem czytać, dopóki pani Brooks nie wyznaczyła następnej osoby. Uratowany!
- Dzięki- szepnąłem do chłopaka.- Masz u mnie bułkę z szynką.
Wszyscy w klasie wiedzieli, że nasz Panda je kocha, a jeśli chciało się od niego jakąś szczególną przysługę, można go było przekupić właśnie takowymi bułkami z szynką, sprzedawanymi w szkolnym sklepiku.
- Żaden problem, tylko przestań wreszcie bujać w obłokach, jutro klasówka- odparł równie cicho, poprawiając okulary w czarnych oprawkach. Nadawały mu wygląd pandy, której to zawdzięczał swoją ksywkę. Ale chyba był z niej całkiem zadowolony.
Głośny, świdrujący dźwięk dzwonka obwieścił koniec lekcji. Niedbale upchałem książki w torbę i umieściłem bezpiecznie szkic w teczce, by się nie pogniótł, po czym sprintem ruszyłem w kierunku wyjścia na dziedziniec, by jak najlepiej wykorzystać kilkadziesiąt minut długiej przerwy, rzecz jasna, na rysowaniu mojej jabłoni.
Kiedy jednak dotarłem na miejsce, spotkałem tam jasnowłosą dziewczynę, którą już znałem z wycieczki szkolnej. Oparta o pień drzewa, z na wpółprzymkniętymi powiekami, wsłuchiwała się w śpiew ptaków i powoli jadła drugie śniadanie z pudełka. Ostrożnie podszedłem w jej stronę. Zmieniłem plany, promienie przelatujące przez kwiaty narysuję później.
- Hej, Yelliś!- powitałem wesoło znajomą, siadając obok niej. Smacznego, co tam masz?
- Cześć- na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.- Dzięki, dzisiaj akurat sałatkę. Chcesz trochę?
- Pełny jestem, za dużo spaghetti. Tak w ogóle, masz może czas?- uniosłem plik kartek i swoje ołówki.- Wiosna przyszła, przyszła wena. Mogę Cię narysować?
< Yelliś? >
Tyle właśnie wyniosłem z dzisiejszej lekcji angielskiego. Znaczy, nie chodzi o to, że była nudna albo coś w tym sensie, żywo interesowałem się tym językiem. Sposób prowadzenia lekcji przez nauczycielkę też był świetny. Przyjemnie było słuchać ledwo wyczuwalnego zachodniego akcentu pani Brooks. Udało mi się jednak dostać miejsce tuż przy oknie, a kiedy tylko mój wzrok spoczął na białym kwieciu, wiedziałem, że oto odnalazłem inspirację, której za nic nie odpuszczę. Temat zawsze mogłem przerobić w zaciszu pokoju, z weną już tak łatwo nie będzie.
Tym razem, moją uwagę przykuła niewielka kulka upierzona brązowo-białymi plamami i czarnymi, błyszczącymi oczkami, a przekrzywiony nieco w prawo, maleńki łebek, najwyraźniej intensywnie myślał, czy na tym drzewie znajdzie coś do jedzenia. Na próbę skubnął dziobkiem płatek kwiatu jabłoni, ale najwyraźniej mu nie zasmakował, gdyż ruszył w poszukiwaniu innych łakoci. Uśmiechnąłem się, opierając podbródek na wewnętrznej stronie dłoni. Łokieć, usadowiony na drewnianym blacie ławki, prawie zepchnął piórnik na podłogę.
- Powodzenia, mały tłuściochu- mruknąłem, obserwując starania szkraba. Machinalnie między palcami obracałem ołówek, który, nie wiadomo kiedy, zaczął szkicować wróbla chadzającego po konarze. Jego również chciałem umieścić na obrazie. Ujął mnie swoimi krótkimi skokami z miejsca na miejsce.
- ...który Michael nam zaraz odczyta- usłyszałem nagle głos nauczycielki, nagle zmaterializowanej tuż przy mojej ławce.
Podniosłem głowę, odrywając się z krainy marzeń. Zapewne chodziło o jakiś tekst. Z niemą prośba o pomoc spojrzałem na kolegę z ławki, a ten w odpowiedzi parsknął śmiechem i palcem wskazał na jakiś urywek w tekście, szczęśliwie na stronie, którą akurat miałem otworzoną przed sobą. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem czytać, dopóki pani Brooks nie wyznaczyła następnej osoby. Uratowany!
- Dzięki- szepnąłem do chłopaka.- Masz u mnie bułkę z szynką.
Wszyscy w klasie wiedzieli, że nasz Panda je kocha, a jeśli chciało się od niego jakąś szczególną przysługę, można go było przekupić właśnie takowymi bułkami z szynką, sprzedawanymi w szkolnym sklepiku.
- Żaden problem, tylko przestań wreszcie bujać w obłokach, jutro klasówka- odparł równie cicho, poprawiając okulary w czarnych oprawkach. Nadawały mu wygląd pandy, której to zawdzięczał swoją ksywkę. Ale chyba był z niej całkiem zadowolony.
Głośny, świdrujący dźwięk dzwonka obwieścił koniec lekcji. Niedbale upchałem książki w torbę i umieściłem bezpiecznie szkic w teczce, by się nie pogniótł, po czym sprintem ruszyłem w kierunku wyjścia na dziedziniec, by jak najlepiej wykorzystać kilkadziesiąt minut długiej przerwy, rzecz jasna, na rysowaniu mojej jabłoni.
Kiedy jednak dotarłem na miejsce, spotkałem tam jasnowłosą dziewczynę, którą już znałem z wycieczki szkolnej. Oparta o pień drzewa, z na wpółprzymkniętymi powiekami, wsłuchiwała się w śpiew ptaków i powoli jadła drugie śniadanie z pudełka. Ostrożnie podszedłem w jej stronę. Zmieniłem plany, promienie przelatujące przez kwiaty narysuję później.
- Hej, Yelliś!- powitałem wesoło znajomą, siadając obok niej. Smacznego, co tam masz?
- Cześć- na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.- Dzięki, dzisiaj akurat sałatkę. Chcesz trochę?
- Pełny jestem, za dużo spaghetti. Tak w ogóle, masz może czas?- uniosłem plik kartek i swoje ołówki.- Wiosna przyszła, przyszła wena. Mogę Cię narysować?
< Yelliś? >
Od Akashiego CD Kozume, Yeol, Michael, Akari, Chris
Rozdzielanie pokoi, które okazało się dużo cięższym zadaniem, niż
mogłoby się wydawać, dobiegło końca, a każde z nas wydawało się
zadowolone. Szczerze mówiąc było mi wszystko jedno, gdzie spędzę kilka
następnych nocy, byleby móc w spokoju się wyspać. Westchnąłem ciężko,
przejeżdżając wzrokiem po moich tymczasowych lokatorach. Kilku z nich
miałem okazję spotkać na szkolnych korytarzach, jednak nie łączyła nas
żadna bliższa reakcja, czego nie zamierzałem zmieniać. Odgarnąłem z
czoła kilka hebanowych kosmyków, które z ogromną zawziętością opadały na
oczy.
Błogą ciszę przerwało pytanie białowłosej dziewczyny, o której kilkukrotnie słyszałem od Alexandra. Jej ledwo słyszalny szept z trudem dotarł do moich uszu, jednak gdy ponowiła pytanie, postanowiłam zadziałać natychmiastowo, nie dając innym dojść do słowa.
-Uważam, że powinniśmy rozdzielić obowiązki.- mruknąłem, wprawiając innych w niemałe zaskoczenie- Nie myślcie sobie, że zamierzam żyć w syfie.
Reszta, najwidoczniej wciąż oszołomiona faktem, że potrafię mówić, jedynie pokiwała głowami, jednak żadne nie wyszło z inicjatywą, czy jakąkolwiek chęcią pomocy. Przewróciłem oczami, przykładając dłoń do czoła. Co w ogóle strzeliło mi do głowy, żeby wybierać się na klasową wycieczkę?
-Skoro tak stawiacie sprawę...- zbliżyłem się do reszty grupy, wbijając w nich, może aż nazbyt oziębły, wzrok- Tak swoją drogą mam na imię Akashi, nie miałem jeszcze okazji się przedstawić.- odsłoniłem zęby w cwaniackim uśmiechu, wsuwając dłonie do kieszeni czarnych dresów- Nie mam pojęcie ile umiecie, ale z posprzątaniem po sobie i pościeleniem łóżka powinniście sobie poradzić.- przejechałem wzrokiem po każdym z osobna- Pasuje?
W odpowiedzi otrzymałem jedynie skinienie głową i cichy pomruk, który okazał się jedynym dźwiękiem, jaki byli w stanie z siebie wydać. Nienaganna znajomość savoir-vivre, czy może strach, wywołany przez widok mej, mało przyjaznej, osoby? Odkaszlnąłem, przechadzając się po pokoju. Czy to aby na pewno wystarczy? Czy nie pominąłem przypadkiem niczego ważnego, przez co później moglibyśmy się rozczarować? Przekrzywiłem głowę, przygryzając wargę- to swojego rodzaju odruch, objawiający się za każdym razem, kiedy gorliwie nad czymś myślałem. Z zadumy wyrwał mnie głos nadpobudliwego blondyna, prawdopodobnie Michaela, który aż nazbyt tryskał energią.
-Co z wyżywieniem? Ośrodek nam go nie zapewnia.- zapytał przejęty, przerzucając wzrok między mną, a resztą gromady
Mimowolnie uderzyłem się w czoło, przeklinając swój brak organizacji. Nie wierzyłem, że niemal zapomniałem o najważniejszym aspekcie, przez który moglibyśmy mieć poważne kłopoty. Po raz kolejny odgarnąłem włosy, ukradkiem spoglądając w kierunku przesuwanych drzwi, prowadzących do kuchni.
-O ile nie będziecie mi przeszkadzać i nazbyt denerwować, myślę że będę w stanie was wszystkich wyżywić.- wzruszyłem ramionami, siląc się na uśmiech- Mam nadzieję, że się rozumiemy.
- Potrafisz gotować?- białowłosa istotka niepewnie podniosła głos, uważnie mi się przyglądając, jakby nie wierząc we wszystko, co powiedziałem
-Oczywiście...powiedzmy, że miałem okazję się nauczyć.- starałem się zabrzmieć najspokojniej, jak tylko umiałem, jednak nawracające wspomnienia sprawiały, że byłem bliski wybuchu- Idę się przejść, choIera wie kiedy wrócę- warknąłem, próbując jak najszybciej oddalić się do reszty grupy
Wyszedłem spokoju, nie dając im nawet szansy na jakąkolwiek reakcję. Miałem sobie za złe, że uciekłem, jak zwykły tchórz, nie potrafiąc opanować własnych emocji, ulegając słabością, nawet nie stając do walki. Nietrzeźwo myśląc, uderzyłem w ścianę, pozostawiając po sobie lekkie wgłębienie. Swoją wędrówkę zakończyłem dopiero na tarasie, bez namysłu zagłębiając się w odmęty ciemności. Oparłem się o drewnianą barierkę, rozkoszując się przyjemnie chłodnym wiatrem, pomagającym w ukojeniu zszarpanych nerwów. Spuściłem głowę, oddychając głęboko. Mimo wszystko czułem cholerną ulgę, że nieumyślnie nie skrzywdziłem żadnego z towarzyszy, wbrew pozorom nie szukałem zbędnych kłopotów, a nawet, w pewnym stopniu, czułem się odpowiedzialny za tą bandę dzieciaków, której brakowało zdrowego rozsądku.
Po raz kolejny wyrwano mnie z zadumy, jednak tym razem, nieco zdezorientowany, nawet nie zareagowałem, jedynie spoglądając w kierunku, z którego dochodził, dziwnie regularny, odgłos męskich kroków. Wtem z ciemności wyłonił się całkiem wysoki, ubrany w kruczą czerń mężczyzna, dzierżący w dłoniach mały zwitek papieru. Zmierzyłem go wzrokiem, nie będąc pewnym jego zamiarów. Nie musiałem długo czekać, bowiem już po chwili podszedł do mnie, delikatnie szturchając palcem.
-Cześć...szukam grupy ósmej, wiesz może gdzie ich znajdę?- zapytał, wskazując palcem na ową karteczkę
-Jestem w grupie ósmej, czego chcesz?- odparłem, prostując się i wbijając wzrok w czarnowłosego
-Mam do was dołączyć...moja grupa została rozwiązana i przydzielono mnie właśnie do was.- pomimo przenikliwej ciemności mogę przysiąc, że na jego twarzy pojawił się blady uśmiech- Mów mi Chris.- dodał, wyciągając rękę
-Akashi...- odwróciłem się, kompletnie ignorując owy gest- W takim razie chodź za mną.- wzruszyłem ramionami, znikając w plątaninie korytarzy
Nieznajomy zrównał się ze mną, nie odzywając się nawet słowem. To dobrze, nawet nie wiedziałbym o czym z nim rozmawiać. Wędrówka nie trwała długo, bowiem już po kilku minutach naszym oczom ukazały się drzwi, na których dumnie widniała nazwa naszego zgrupowania.
-Harem?- zapytał, śmiejąc się pod nosem
-Owszem, to całkiem normalna nazwa...tak myślę.- wyminąłem Chrisa, wchodząc do środka
Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, jednak kompletna cisza i brak żywej duszy nie wydawały się dobrym omenem. Kaszlnąłem znacząco, próbując w ten sposób oznajmić, że w końcu wróciłem. Drużyna najwidoczniej zrozumiała sygnał, bowiem już po chwili, jakby spod ziemi, wyrósł przede mną jasnowłosy Michael, a tuż za nim, równie niespodziewanie, pojawiła się reszta kompanów.
-Kto to?- zapytał Kozume, wskazując palcem czarnowłosego przybysza
-Jego grupa się rozpadła, od dzisiaj należy do nas.- wyjaśniłem, wycofując się w cień- Przedstawcie się...cokolwiek- machnąłem ręką, narzucając na ramiona jedną z leżących pod ręką bluz
<Chris, Kozume, Michael, Yeol, Akari?>
Błogą ciszę przerwało pytanie białowłosej dziewczyny, o której kilkukrotnie słyszałem od Alexandra. Jej ledwo słyszalny szept z trudem dotarł do moich uszu, jednak gdy ponowiła pytanie, postanowiłam zadziałać natychmiastowo, nie dając innym dojść do słowa.
-Uważam, że powinniśmy rozdzielić obowiązki.- mruknąłem, wprawiając innych w niemałe zaskoczenie- Nie myślcie sobie, że zamierzam żyć w syfie.
Reszta, najwidoczniej wciąż oszołomiona faktem, że potrafię mówić, jedynie pokiwała głowami, jednak żadne nie wyszło z inicjatywą, czy jakąkolwiek chęcią pomocy. Przewróciłem oczami, przykładając dłoń do czoła. Co w ogóle strzeliło mi do głowy, żeby wybierać się na klasową wycieczkę?
-Skoro tak stawiacie sprawę...- zbliżyłem się do reszty grupy, wbijając w nich, może aż nazbyt oziębły, wzrok- Tak swoją drogą mam na imię Akashi, nie miałem jeszcze okazji się przedstawić.- odsłoniłem zęby w cwaniackim uśmiechu, wsuwając dłonie do kieszeni czarnych dresów- Nie mam pojęcie ile umiecie, ale z posprzątaniem po sobie i pościeleniem łóżka powinniście sobie poradzić.- przejechałem wzrokiem po każdym z osobna- Pasuje?
W odpowiedzi otrzymałem jedynie skinienie głową i cichy pomruk, który okazał się jedynym dźwiękiem, jaki byli w stanie z siebie wydać. Nienaganna znajomość savoir-vivre, czy może strach, wywołany przez widok mej, mało przyjaznej, osoby? Odkaszlnąłem, przechadzając się po pokoju. Czy to aby na pewno wystarczy? Czy nie pominąłem przypadkiem niczego ważnego, przez co później moglibyśmy się rozczarować? Przekrzywiłem głowę, przygryzając wargę- to swojego rodzaju odruch, objawiający się za każdym razem, kiedy gorliwie nad czymś myślałem. Z zadumy wyrwał mnie głos nadpobudliwego blondyna, prawdopodobnie Michaela, który aż nazbyt tryskał energią.
-Co z wyżywieniem? Ośrodek nam go nie zapewnia.- zapytał przejęty, przerzucając wzrok między mną, a resztą gromady
Mimowolnie uderzyłem się w czoło, przeklinając swój brak organizacji. Nie wierzyłem, że niemal zapomniałem o najważniejszym aspekcie, przez który moglibyśmy mieć poważne kłopoty. Po raz kolejny odgarnąłem włosy, ukradkiem spoglądając w kierunku przesuwanych drzwi, prowadzących do kuchni.
-O ile nie będziecie mi przeszkadzać i nazbyt denerwować, myślę że będę w stanie was wszystkich wyżywić.- wzruszyłem ramionami, siląc się na uśmiech- Mam nadzieję, że się rozumiemy.
- Potrafisz gotować?- białowłosa istotka niepewnie podniosła głos, uważnie mi się przyglądając, jakby nie wierząc we wszystko, co powiedziałem
-Oczywiście...powiedzmy, że miałem okazję się nauczyć.- starałem się zabrzmieć najspokojniej, jak tylko umiałem, jednak nawracające wspomnienia sprawiały, że byłem bliski wybuchu- Idę się przejść, choIera wie kiedy wrócę- warknąłem, próbując jak najszybciej oddalić się do reszty grupy
Wyszedłem spokoju, nie dając im nawet szansy na jakąkolwiek reakcję. Miałem sobie za złe, że uciekłem, jak zwykły tchórz, nie potrafiąc opanować własnych emocji, ulegając słabością, nawet nie stając do walki. Nietrzeźwo myśląc, uderzyłem w ścianę, pozostawiając po sobie lekkie wgłębienie. Swoją wędrówkę zakończyłem dopiero na tarasie, bez namysłu zagłębiając się w odmęty ciemności. Oparłem się o drewnianą barierkę, rozkoszując się przyjemnie chłodnym wiatrem, pomagającym w ukojeniu zszarpanych nerwów. Spuściłem głowę, oddychając głęboko. Mimo wszystko czułem cholerną ulgę, że nieumyślnie nie skrzywdziłem żadnego z towarzyszy, wbrew pozorom nie szukałem zbędnych kłopotów, a nawet, w pewnym stopniu, czułem się odpowiedzialny za tą bandę dzieciaków, której brakowało zdrowego rozsądku.
Po raz kolejny wyrwano mnie z zadumy, jednak tym razem, nieco zdezorientowany, nawet nie zareagowałem, jedynie spoglądając w kierunku, z którego dochodził, dziwnie regularny, odgłos męskich kroków. Wtem z ciemności wyłonił się całkiem wysoki, ubrany w kruczą czerń mężczyzna, dzierżący w dłoniach mały zwitek papieru. Zmierzyłem go wzrokiem, nie będąc pewnym jego zamiarów. Nie musiałem długo czekać, bowiem już po chwili podszedł do mnie, delikatnie szturchając palcem.
-Cześć...szukam grupy ósmej, wiesz może gdzie ich znajdę?- zapytał, wskazując palcem na ową karteczkę
-Jestem w grupie ósmej, czego chcesz?- odparłem, prostując się i wbijając wzrok w czarnowłosego
-Mam do was dołączyć...moja grupa została rozwiązana i przydzielono mnie właśnie do was.- pomimo przenikliwej ciemności mogę przysiąc, że na jego twarzy pojawił się blady uśmiech- Mów mi Chris.- dodał, wyciągając rękę
-Akashi...- odwróciłem się, kompletnie ignorując owy gest- W takim razie chodź za mną.- wzruszyłem ramionami, znikając w plątaninie korytarzy
Nieznajomy zrównał się ze mną, nie odzywając się nawet słowem. To dobrze, nawet nie wiedziałbym o czym z nim rozmawiać. Wędrówka nie trwała długo, bowiem już po kilku minutach naszym oczom ukazały się drzwi, na których dumnie widniała nazwa naszego zgrupowania.
-Harem?- zapytał, śmiejąc się pod nosem
-Owszem, to całkiem normalna nazwa...tak myślę.- wyminąłem Chrisa, wchodząc do środka
Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, jednak kompletna cisza i brak żywej duszy nie wydawały się dobrym omenem. Kaszlnąłem znacząco, próbując w ten sposób oznajmić, że w końcu wróciłem. Drużyna najwidoczniej zrozumiała sygnał, bowiem już po chwili, jakby spod ziemi, wyrósł przede mną jasnowłosy Michael, a tuż za nim, równie niespodziewanie, pojawiła się reszta kompanów.
-Kto to?- zapytał Kozume, wskazując palcem czarnowłosego przybysza
-Jego grupa się rozpadła, od dzisiaj należy do nas.- wyjaśniłem, wycofując się w cień- Przedstawcie się...cokolwiek- machnąłem ręką, narzucając na ramiona jedną z leżących pod ręką bluz
<Chris, Kozume, Michael, Yeol, Akari?>
środa, 19 kwietnia 2017
Od Kozume CD Akari, Michael, Akashi, Yeol
Rozejrzałem się w ciszy po pokoju. Urządzony w stylu silnie wzorowanym
na japońskim, wręcz przesadnie. Umeblowanie i wystrój kojarzyły mi się z
okresem Edo, a dokładniej jego końcówką. Wszyscy, zwartą grupą
weszliśmy do pokoju, który spokojnie pomieściłby co najmniej piętnaście
osób. Pokój podzielony był na dwie części, oddzielone tylko ścianą i
japońskimi "drzwiami" przesuwnymi, podobnymi do tych przy wejściu. Na
środku pokoju dostrzegłem kotatsu, czyli stolik z przymocowanym dookoła
kocem, oraz grzałką pod spodem. Otoczone było czterema poduszkami.
Oznaczało to, że jedna osoba będzie musiała ściskać się z inną, ale w
tamtym momencie nie myślałem o tym.
Spodobały mi się też duże okna, które również dało się zasłonić przesuwnymi ściankami, bądź jak kto woli - drzwiami.
-W Japonii śpi się na takich materacach, futonach, czy jakoś tak, co nie?-Zapytał Michael, jasnowłosy chłopak.
-Tak-przytaknąłem krótko-wbrew pozorom są bardzo wygodne.
Zerknąłem jeszcze tylko za ściankę, ale nie chciałem tak wchodzić. W drugim pokoju co prawda nie było kotatsu, a pokój był mniejszy, ale znajdowały się w nim łóżka, których w większym pokoju nie było.
-Pokój jest podzielony w pewnym sensie na dwie części, może niech dziewczyny śpią w tej bez tego stolika z kołdrą?-Zaproponowała Yeol, a ja kiwnąłem głową, pochwalając w pełni jej pomysł. Uznałem, że "stolik z kołdrą" to kotatsu, co było wyjątkowo trafnym opisem.
-Popieram-mruknął ktoś z tyłu, a zawtórowało tym słowom kilka kolejnych przytaknięć. Ostatni odezwał się ten wysoki czarnowłosy chłopak, który burknął tylko krótkie "niech będzie".
-No to... Co dalej?-Zapytała białowłosa dziewczyna, która wcześniej nie odzywała się zbytnio.
<Akari? Michael? Yeol? Akashi?>
Spodobały mi się też duże okna, które również dało się zasłonić przesuwnymi ściankami, bądź jak kto woli - drzwiami.
-W Japonii śpi się na takich materacach, futonach, czy jakoś tak, co nie?-Zapytał Michael, jasnowłosy chłopak.
-Tak-przytaknąłem krótko-wbrew pozorom są bardzo wygodne.
Zerknąłem jeszcze tylko za ściankę, ale nie chciałem tak wchodzić. W drugim pokoju co prawda nie było kotatsu, a pokój był mniejszy, ale znajdowały się w nim łóżka, których w większym pokoju nie było.
-Pokój jest podzielony w pewnym sensie na dwie części, może niech dziewczyny śpią w tej bez tego stolika z kołdrą?-Zaproponowała Yeol, a ja kiwnąłem głową, pochwalając w pełni jej pomysł. Uznałem, że "stolik z kołdrą" to kotatsu, co było wyjątkowo trafnym opisem.
-Popieram-mruknął ktoś z tyłu, a zawtórowało tym słowom kilka kolejnych przytaknięć. Ostatni odezwał się ten wysoki czarnowłosy chłopak, który burknął tylko krótkie "niech będzie".
-No to... Co dalej?-Zapytała białowłosa dziewczyna, która wcześniej nie odzywała się zbytnio.
<Akari? Michael? Yeol? Akashi?>
od Yeol CD Akari, Kozume, Akashi, Michael
- Ma ktoś jakieś pomysły? - spytała białowłosa dziewczyna z kosmykami włosów między palcami.
Ja! - krzyknął jakiś głos i w górze pojawił się uniesiony kciuk. Proponuję Harem!~! A jak z Waszymi pomysłami?
Jasno włosy widocznie bardzo chciał wcielić swój pomysł w życie, co nie przeszkadzało mi, a nawet pomagało, bo ja sama nie miałam żadnego lepszego pomysłu. Również bardzo ciekawiła mnie sama nazwa, która musiała mieć jakiś ukryty podtekst ale tego dowiem się w trakcie.
- Podoba mi się twój pomysł ee... - spojrzałam na jasnowłosego z pretekstem do powiedzenia mi swojego imienia.
- Michael - oznajmił i posłał wszystkim uśmiech - Miło mi was poznać.
Uśmiechnęłam się ciepło.
- Tak więc podoba mi się twój pomysł z nazwą - dokończyłam wcześniejsze zdanie - A jak wam pasuje? I mi również miło was poznać. Jestem Yeol.
Pierwsza odezwała się niska białowłosa dziewczyna, która wcześniej bawiła się swoimi włosami.
- Akari, również bardzo się cieszę, że mogę was poznać i oczywiście jak najbardziej przypadł mi do gustu pomysł Michaela.
Kolejny był złotooki, niski chłopak. Jego oczy przypominały kocie, moim zdaniem bardzo ładne.
- Cześć, Kozume jestem - przywitał się i po chwili jakby sobie przypomniał sedno sprawy, dodał - Jestem za nazwą Harem
Obróciłam głowę na czarnowłosego. Ten jednak tylko wzruszył ramionami.
- Przegłosowane - rzekł beznamiętnie.
Nim zdążyliśmy się wypowiedzieć na ten temat, pani Clover postanowiła przemówić.
- Jeżeli już skończyliście, proszę aby udać się do pokoi, w których będziecie przez cały okres trwania wycieczki integracyjnej, spać. O godzinie 18:30 odbędzie się kolacja na stołówce. Waszym drugim zadaniem będzie znalezienie pokoi i stołówki, a uprzedzam, nie jest to tak łatwe, jak uważacie.
Chwyciłam za drużynową tabliczkę i wbiłam palce w nią.
- Chodźmy znaleźć nasze miejsce noclegowe - złapałam Akari za dłoń i pociągnęłam ją. Reszta osób nie zastanawiając się długo, podążyła za nami.
Wraz z białowłosą szłam dość szerokim korytarzem, wystrój domu wypoczynkowego japońskiego. Osobiście bardzo mi się podobało, lubię takie klimaty. Korytarz miał wiele rozwidleń prowadzących do różnych pomieszczeń. Na ścianach powieszone były tradycyjne japońskie obrazy, wachlarze i półki, na których stały książki.
- Sprawdźmy może ten na wprost? - spytał Kozume i tak jak zaproponował, tak podeszliśmy pod drzwi. Były one rozsuwane, a na jeden stronie wisiała kartka z numerem 8.
<Akari? Kozume? Akashi? Michael?>
Ja! - krzyknął jakiś głos i w górze pojawił się uniesiony kciuk. Proponuję Harem!~! A jak z Waszymi pomysłami?
Jasno włosy widocznie bardzo chciał wcielić swój pomysł w życie, co nie przeszkadzało mi, a nawet pomagało, bo ja sama nie miałam żadnego lepszego pomysłu. Również bardzo ciekawiła mnie sama nazwa, która musiała mieć jakiś ukryty podtekst ale tego dowiem się w trakcie.
- Podoba mi się twój pomysł ee... - spojrzałam na jasnowłosego z pretekstem do powiedzenia mi swojego imienia.
- Michael - oznajmił i posłał wszystkim uśmiech - Miło mi was poznać.
Uśmiechnęłam się ciepło.
- Tak więc podoba mi się twój pomysł z nazwą - dokończyłam wcześniejsze zdanie - A jak wam pasuje? I mi również miło was poznać. Jestem Yeol.
Pierwsza odezwała się niska białowłosa dziewczyna, która wcześniej bawiła się swoimi włosami.
- Akari, również bardzo się cieszę, że mogę was poznać i oczywiście jak najbardziej przypadł mi do gustu pomysł Michaela.
Kolejny był złotooki, niski chłopak. Jego oczy przypominały kocie, moim zdaniem bardzo ładne.
- Cześć, Kozume jestem - przywitał się i po chwili jakby sobie przypomniał sedno sprawy, dodał - Jestem za nazwą Harem
Obróciłam głowę na czarnowłosego. Ten jednak tylko wzruszył ramionami.
- Przegłosowane - rzekł beznamiętnie.
Nim zdążyliśmy się wypowiedzieć na ten temat, pani Clover postanowiła przemówić.
- Jeżeli już skończyliście, proszę aby udać się do pokoi, w których będziecie przez cały okres trwania wycieczki integracyjnej, spać. O godzinie 18:30 odbędzie się kolacja na stołówce. Waszym drugim zadaniem będzie znalezienie pokoi i stołówki, a uprzedzam, nie jest to tak łatwe, jak uważacie.
Chwyciłam za drużynową tabliczkę i wbiłam palce w nią.
- Chodźmy znaleźć nasze miejsce noclegowe - złapałam Akari za dłoń i pociągnęłam ją. Reszta osób nie zastanawiając się długo, podążyła za nami.
Wraz z białowłosą szłam dość szerokim korytarzem, wystrój domu wypoczynkowego japońskiego. Osobiście bardzo mi się podobało, lubię takie klimaty. Korytarz miał wiele rozwidleń prowadzących do różnych pomieszczeń. Na ścianach powieszone były tradycyjne japońskie obrazy, wachlarze i półki, na których stały książki.
- Sprawdźmy może ten na wprost? - spytał Kozume i tak jak zaproponował, tak podeszliśmy pod drzwi. Były one rozsuwane, a na jeden stronie wisiała kartka z numerem 8.
<Akari? Kozume? Akashi? Michael?>
Od Yeol CD Akashiego
- Jest tam gdzieś może napisane jak to cholerstwo wygląda? Jakieś cechy
szczególne? W takiej scenerii wszystko wygląda jak walony kamień -
rzucił czarnowłosy zginając się i szukając tajemniczej skrzyneczki.
Spojrzałam raz jeszcze na skrawek papieru, na którym zamieszczone były informacje, próbując nie zwracać uwagę na Akashiego w pół nagiego, zanurzonego do połowy w wodzie. Przeszukałam wzrokiem całą treść, lecz nie znalazłam ani jednej wskazówki. Z małą nadzieją odwróciłam papier. Puste. Nic.
Potarłam palcem powierzchnię kartki jakby myśląc, że może jednak coś przeoczyłam. Nic jednak się nie stało. Przegryzłam wargę i spojrzałam na wysokiego chłopaka, albo raczej zadarłam głowę tak wysoko, aby jego zobaczyć.
- Niestety, nie ma nic o tym jak wygląda skrzynka - kucnęłam nad wodą i machnęłam palcem po lustrze wodnym, próbując ukryć moje zakłopotanie, tym, że nadal był bez koszulki na sobie - Zapewne będzie o niewielkiej kubaturze i metalowe.
Akashi znowu spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Zobacz czy tam coś jest - wskazałam ręką drugi koniec zbiornika wodnego - Wydaje mi się, że tam może się ukrywać.
Chłopak posłusznie przeszedł na drugą stronę i po raz kolejny zanurzył swoje umięśnione ręce.
~
Akashi zmęczony już wykonywaniem swojej pracy wyszedł zziębnięty i podszedł do mnie. Automatycznie spojrzałam w inną stronę i wyciągnęłam dłoń z jego koszulką.
- Dzięki - chwycił ją i sprawnym ruchem założył na siebie - Chodź sprawdzimy teren dookoła wody.
- Dobra - mruknęłam i wstałam, otrzepując się z pyłu i ziemi.
- Yeol co to jest? - klepnął mnie w ramię i obrócił. Nachyliłam się i spostrzegłam to czego cały czas szukaliśmy. Tym skarbem była drewniana skrzyneczka z zamkiem.
- Popatrz! Znalazłeś jedna... - nie dokończyłam, bo napotkałam wlepiony we mnie wzrok czarnowłosego.
- Yeol! Siedziałaś na tym cały czas! Mogłaś mi powiedzieć - spojrzał z wyrzutami.
- Ee... no mogłam, ale to ty zacząłeś - odparłam na atak chłopaka.
- Ja? Niby w jaki sposób? - stawiał się, a na jego twarzy znowu zagościł niewzruszony wyraz twarzy.
- Zdjąłeś przy mnie specjalnie koszulkę - bąknęłam pod nosem - Mam Cię uważać za zboczeńca czy co?
- Patrzyłaś na mnie? - poruszył brwiami i uśmiechnął się - Aż tak bardzo chciałaś zobaczyć...
Cisnęłam w niego drewnianym pudełkiem zanim zdążył dopowiedzieć resztę. Czułam dziwne uczucie, które szybko odrzuciłam na bok.
- Hej, a to za co? - wyszczerzył swoje białe zęby w moim kierunku.
-Otwieraj, jestem ciekawa kolejnej zagadki - i skoczyłam wysoko, próbując dojrzeć treści karteczki z ametystową wstążką, która powiewała lekko na wietrze.
Stanełam na palcach, jednak i ta metoda nic nie pomogła. Posłusznie, więc zaczekałam, aż czarnooki przeczyta mi ją.
- mądrość, ilość, świata wiedza - przeczytał - a to oznacza, że musimy udać się...
- Do Biblioteki - wypaliłam szybko, nie dając mu dojść do słowa.

Posłałam mu uśmiech i złapałam go za dłoń, nie bacząc na jego sprzeciw, ale po kilku krokach się zatrzymałam. Przecież ja nie wiem gdzie ona się mieści. Obróciłam się przez plecy.
- Gdzie jest biblioteka drogi kolego? - spytałam śmiało, lecz sądząc po jego wyrazie twarzy (obojętność jak zwykle) nie miał zamiaru mi powiedzieć.
Już chciałam go prosić na kolanach, ale poczułam, że coś ociera się o moje nogi. Stał przy nich nasz puszysty kotek. Poczułam szczęście i błogość, gdy go ujrzałam. Schyliłam się i podniosłam go, układając go przy tym na rękach. Pogłaskałam go delikatnie po uszkach, które radośnie poruszyły się.
- Cześć Hyin - powiedziałam do kotki, a ta przytuliła się do mnie łebkiem - Może ty wiesz gdzie znajdę bibliotekę szkolną?
Kotka zamiauczała głośno i skoczyła na ziemię, lądując przy tym lekko na swych łapkach i skierowała się w stronę szkolnych murów. Ruszyłam za nią, a Akashi za mną. Już po chwili zrównał się ze mną tempem. Spojrzałam w jego kierunku i pokazałam język i niczym zawodowy lekkoatleta pobiegłam za oddalającą się kotką. Chłopak dołączył do mnie i już po chwili znaleźliśmy się w ogromnej bibliotece.
Odetchnęłam z ulgą i nim zdążyłam coś powiedzieć, odezwał się Akashi.
- Jak mogłaś kota nazwać Hyin?
<Akashi? Nie zaczepiaj Yeol~>
Spojrzałam raz jeszcze na skrawek papieru, na którym zamieszczone były informacje, próbując nie zwracać uwagę na Akashiego w pół nagiego, zanurzonego do połowy w wodzie. Przeszukałam wzrokiem całą treść, lecz nie znalazłam ani jednej wskazówki. Z małą nadzieją odwróciłam papier. Puste. Nic.
Potarłam palcem powierzchnię kartki jakby myśląc, że może jednak coś przeoczyłam. Nic jednak się nie stało. Przegryzłam wargę i spojrzałam na wysokiego chłopaka, albo raczej zadarłam głowę tak wysoko, aby jego zobaczyć.
- Niestety, nie ma nic o tym jak wygląda skrzynka - kucnęłam nad wodą i machnęłam palcem po lustrze wodnym, próbując ukryć moje zakłopotanie, tym, że nadal był bez koszulki na sobie - Zapewne będzie o niewielkiej kubaturze i metalowe.
Akashi znowu spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Zobacz czy tam coś jest - wskazałam ręką drugi koniec zbiornika wodnego - Wydaje mi się, że tam może się ukrywać.
Chłopak posłusznie przeszedł na drugą stronę i po raz kolejny zanurzył swoje umięśnione ręce.
~
Akashi zmęczony już wykonywaniem swojej pracy wyszedł zziębnięty i podszedł do mnie. Automatycznie spojrzałam w inną stronę i wyciągnęłam dłoń z jego koszulką.
- Dzięki - chwycił ją i sprawnym ruchem założył na siebie - Chodź sprawdzimy teren dookoła wody.
- Dobra - mruknęłam i wstałam, otrzepując się z pyłu i ziemi.
- Yeol co to jest? - klepnął mnie w ramię i obrócił. Nachyliłam się i spostrzegłam to czego cały czas szukaliśmy. Tym skarbem była drewniana skrzyneczka z zamkiem.
- Popatrz! Znalazłeś jedna... - nie dokończyłam, bo napotkałam wlepiony we mnie wzrok czarnowłosego.
- Yeol! Siedziałaś na tym cały czas! Mogłaś mi powiedzieć - spojrzał z wyrzutami.
- Ee... no mogłam, ale to ty zacząłeś - odparłam na atak chłopaka.
- Ja? Niby w jaki sposób? - stawiał się, a na jego twarzy znowu zagościł niewzruszony wyraz twarzy.
- Zdjąłeś przy mnie specjalnie koszulkę - bąknęłam pod nosem - Mam Cię uważać za zboczeńca czy co?
- Patrzyłaś na mnie? - poruszył brwiami i uśmiechnął się - Aż tak bardzo chciałaś zobaczyć...
Cisnęłam w niego drewnianym pudełkiem zanim zdążył dopowiedzieć resztę. Czułam dziwne uczucie, które szybko odrzuciłam na bok.
- Hej, a to za co? - wyszczerzył swoje białe zęby w moim kierunku.
-Otwieraj, jestem ciekawa kolejnej zagadki - i skoczyłam wysoko, próbując dojrzeć treści karteczki z ametystową wstążką, która powiewała lekko na wietrze.
Stanełam na palcach, jednak i ta metoda nic nie pomogła. Posłusznie, więc zaczekałam, aż czarnooki przeczyta mi ją.
- mądrość, ilość, świata wiedza - przeczytał - a to oznacza, że musimy udać się...
- Do Biblioteki - wypaliłam szybko, nie dając mu dojść do słowa.

Posłałam mu uśmiech i złapałam go za dłoń, nie bacząc na jego sprzeciw, ale po kilku krokach się zatrzymałam. Przecież ja nie wiem gdzie ona się mieści. Obróciłam się przez plecy.
- Gdzie jest biblioteka drogi kolego? - spytałam śmiało, lecz sądząc po jego wyrazie twarzy (obojętność jak zwykle) nie miał zamiaru mi powiedzieć.
Już chciałam go prosić na kolanach, ale poczułam, że coś ociera się o moje nogi. Stał przy nich nasz puszysty kotek. Poczułam szczęście i błogość, gdy go ujrzałam. Schyliłam się i podniosłam go, układając go przy tym na rękach. Pogłaskałam go delikatnie po uszkach, które radośnie poruszyły się.
- Cześć Hyin - powiedziałam do kotki, a ta przytuliła się do mnie łebkiem - Może ty wiesz gdzie znajdę bibliotekę szkolną?
Kotka zamiauczała głośno i skoczyła na ziemię, lądując przy tym lekko na swych łapkach i skierowała się w stronę szkolnych murów. Ruszyłam za nią, a Akashi za mną. Już po chwili zrównał się ze mną tempem. Spojrzałam w jego kierunku i pokazałam język i niczym zawodowy lekkoatleta pobiegłam za oddalającą się kotką. Chłopak dołączył do mnie i już po chwili znaleźliśmy się w ogromnej bibliotece.
Odetchnęłam z ulgą i nim zdążyłam coś powiedzieć, odezwał się Akashi.
- Jak mogłaś kota nazwać Hyin?
<Akashi? Nie zaczepiaj Yeol~>
wtorek, 18 kwietnia 2017
Od Michaela CD Akari, Yeol, Akashi'ego i Kozume
Wylosowałem ósemkę.
Lubiłem tę liczbę, więc w sumie nie miałem co narzekać. Ale nie miałem nic przeciwko innym liczbom, więc gdybym miał chociażby czwórkę czy pięćdziesiątkę trójkę, byłbym zadowolony, jak zresztą miałaby się sprawa z dowolną inną wartością. Zastanawiałem się raczej, jacy będą ludzie, którzy również wyciągnęli z ręcznie plecionego, małego koszyka małą karteczkę złożoną na cztery z wykaligrafowaną eleganckim pismem ósemkę z dolnym brzuszkiem nieco większym, niż górny i małym zawijasem z boku. Rozpoznawałem w tym pismo pani Marii Clover, w identyczny, wytworny sposób zapisywała kartkówki, nieśpiesznie skrobiąc piórem po papierach. Z tego, co słyszałem, to ona zajmowała się w głównej mierze organizacją przygotowania uczniów do bieżącego wydarzenia, nie było więc w tym nic dziwnego. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić, jak spędza mnóstwo czasu na zapisywaniu kolejnych liczb swoim starannym pismem, gdzie każda litera czy cyfra wyglądała jakby wychodziła spod linijki.
Zerknąłem przez ramię dziewczyny stojącej obok - niziutkiej, o liliowych włosach pannie, która przypominała nieco lalkę. Prawdopodobieństwo, że na jej karteczce również zobaczę ósemkę była doprawdy znikoma - byliśmy podzieleni na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, pięcioosobowych grup, ale życzliwy los się do mnie uśmiechnął.
- Yaj!- wyrwało mi się z gardła, nim zdążyłem przemyśleć sprawę. Wiedziony impulsem szczęścia, objąłem szyję dziewczyny ramieniem, machając jej przed nosem własną karteczką.- Jesteśmy w jednej drużynie!
Odsunąłem się i zacząłem się rozglądać, czy w pobliżu nie dostrzegę aby innych ósemek, ale obok zgromadziły się głównie dwunastki. Dobrze byłoby znaleźć resztę.
- Hm, rzeczywiście!- potwierdziła.- Widziałeś jeszcze kogoś od nas?
- Tylko Ciebie!- dotknąłem palcem wskazującym koniuszka nosa dziewczyny.- Oj tam, na pewno zaraz się znajdą. Z tego, co słyszałem, grupy będą się ustawiać po kolei, a tu są dwunastki, z drugiej strony mamy...- obejrzałem się w stronę wysokiego, czarnowłosego chłopaka, którego skądś kojarzyłem, a który akurat rozmawiał o czymś wesoło z niziutką blondynką- ...jedenastki! Nasi zapewne są zaraz obok, biegniemy!
W rzeczywistości, zrobiliśmy jakieś cztery kroki, aby obejść grupę czy dwie obok. Rzeczywiście, w pobliżu kręciły się dwie osoby, dziewczyna i chłopak. Ta pierwsza, o niespotykanym, białym kolorze włosów tupała nieco poddenerwowana w podłogę, rozglądając się dookoła, zaś nasz drugi potencjalny kompan okazał się być jeszcze wyższy, niż poprzednio chłopak o czarnych włosach opadających w grubych puklach na czoło i wyraźnie znudzonej twarzy. Mógłby grać w kinie akcji, dobrze sprawdziłby się też pewnie w roli seryjnego mordercy. Moglibyśmy dostać zadanie z kręceniem jakiegoś filmu, mielibyśmy przynajmniej obsadę.
Po chwili do grupki podszedł też drobny chłopak, zapewne z pierwszej klasy, ściskając w delikatnych palcach swoją kartkę. Szatyn spojrzał na niego z góry, taksując go wzrokiem. Zdecydowanie nadawałby się jak ulał do roli zbrodniarza, chyba że okaże się być kochanym uwielbiającym słodycze słodziakiem. Ale wtedy można by dać mu po prostu jakąś milczącą rolę.
- No, to chyba oni, brakuje im akurat dwójki- uznałem, ciągnąć dziewczynę za sobą. Rzeczywiście, okazali się być drużyną ósmą. Jeszcze trochę i zrobimy ekranizację przygód drużyny 8 z Naruto.~
- Ósemki?- upewniłem się. Reszta kiwnęła głowami.
- Skoro wszyscy już się ustawili względnie jak należy- popłynął z głośników mocny głos pana Edmunda Collinsa- to zaczniemy od nudnych formalności, zanim przejdziemy do poważnych spraw, młodziki. Na stołach, po jednym dla każdej grupy, macie brystole i mazaki, napiszcie nazwę swojej grupy, co tam chcecie, ale bez zbędnych wymysłów, bardzo proszę.
Rozległ się szmer, kiedy każdy udał się w wyznaczone miejsce - całe szczęście, numery stołów były dobrze widoczne, więc długo to nie zajęło.
- Ma ktoś jakieś pomysły?- zapytała białowłosa, miętoląc między palcami swoje długie kosmyki.
- Ja!- wystrzeliłem palcem w górę jak uczeń w klasie- Proponuję "Harem!~"! A jak z Waszymi pomysłami?
< Yeol? Akari? Kozume? Akashi? Zakładamy harem?~ >
Lubiłem tę liczbę, więc w sumie nie miałem co narzekać. Ale nie miałem nic przeciwko innym liczbom, więc gdybym miał chociażby czwórkę czy pięćdziesiątkę trójkę, byłbym zadowolony, jak zresztą miałaby się sprawa z dowolną inną wartością. Zastanawiałem się raczej, jacy będą ludzie, którzy również wyciągnęli z ręcznie plecionego, małego koszyka małą karteczkę złożoną na cztery z wykaligrafowaną eleganckim pismem ósemkę z dolnym brzuszkiem nieco większym, niż górny i małym zawijasem z boku. Rozpoznawałem w tym pismo pani Marii Clover, w identyczny, wytworny sposób zapisywała kartkówki, nieśpiesznie skrobiąc piórem po papierach. Z tego, co słyszałem, to ona zajmowała się w głównej mierze organizacją przygotowania uczniów do bieżącego wydarzenia, nie było więc w tym nic dziwnego. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić, jak spędza mnóstwo czasu na zapisywaniu kolejnych liczb swoim starannym pismem, gdzie każda litera czy cyfra wyglądała jakby wychodziła spod linijki.
Zerknąłem przez ramię dziewczyny stojącej obok - niziutkiej, o liliowych włosach pannie, która przypominała nieco lalkę. Prawdopodobieństwo, że na jej karteczce również zobaczę ósemkę była doprawdy znikoma - byliśmy podzieleni na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, pięcioosobowych grup, ale życzliwy los się do mnie uśmiechnął.
- Yaj!- wyrwało mi się z gardła, nim zdążyłem przemyśleć sprawę. Wiedziony impulsem szczęścia, objąłem szyję dziewczyny ramieniem, machając jej przed nosem własną karteczką.- Jesteśmy w jednej drużynie!
Odsunąłem się i zacząłem się rozglądać, czy w pobliżu nie dostrzegę aby innych ósemek, ale obok zgromadziły się głównie dwunastki. Dobrze byłoby znaleźć resztę.
- Hm, rzeczywiście!- potwierdziła.- Widziałeś jeszcze kogoś od nas?
- Tylko Ciebie!- dotknąłem palcem wskazującym koniuszka nosa dziewczyny.- Oj tam, na pewno zaraz się znajdą. Z tego, co słyszałem, grupy będą się ustawiać po kolei, a tu są dwunastki, z drugiej strony mamy...- obejrzałem się w stronę wysokiego, czarnowłosego chłopaka, którego skądś kojarzyłem, a który akurat rozmawiał o czymś wesoło z niziutką blondynką- ...jedenastki! Nasi zapewne są zaraz obok, biegniemy!
W rzeczywistości, zrobiliśmy jakieś cztery kroki, aby obejść grupę czy dwie obok. Rzeczywiście, w pobliżu kręciły się dwie osoby, dziewczyna i chłopak. Ta pierwsza, o niespotykanym, białym kolorze włosów tupała nieco poddenerwowana w podłogę, rozglądając się dookoła, zaś nasz drugi potencjalny kompan okazał się być jeszcze wyższy, niż poprzednio chłopak o czarnych włosach opadających w grubych puklach na czoło i wyraźnie znudzonej twarzy. Mógłby grać w kinie akcji, dobrze sprawdziłby się też pewnie w roli seryjnego mordercy. Moglibyśmy dostać zadanie z kręceniem jakiegoś filmu, mielibyśmy przynajmniej obsadę.
Po chwili do grupki podszedł też drobny chłopak, zapewne z pierwszej klasy, ściskając w delikatnych palcach swoją kartkę. Szatyn spojrzał na niego z góry, taksując go wzrokiem. Zdecydowanie nadawałby się jak ulał do roli zbrodniarza, chyba że okaże się być kochanym uwielbiającym słodycze słodziakiem. Ale wtedy można by dać mu po prostu jakąś milczącą rolę.
- No, to chyba oni, brakuje im akurat dwójki- uznałem, ciągnąć dziewczynę za sobą. Rzeczywiście, okazali się być drużyną ósmą. Jeszcze trochę i zrobimy ekranizację przygód drużyny 8 z Naruto.~
- Ósemki?- upewniłem się. Reszta kiwnęła głowami.
- Skoro wszyscy już się ustawili względnie jak należy- popłynął z głośników mocny głos pana Edmunda Collinsa- to zaczniemy od nudnych formalności, zanim przejdziemy do poważnych spraw, młodziki. Na stołach, po jednym dla każdej grupy, macie brystole i mazaki, napiszcie nazwę swojej grupy, co tam chcecie, ale bez zbędnych wymysłów, bardzo proszę.
Rozległ się szmer, kiedy każdy udał się w wyznaczone miejsce - całe szczęście, numery stołów były dobrze widoczne, więc długo to nie zajęło.
- Ma ktoś jakieś pomysły?- zapytała białowłosa, miętoląc między palcami swoje długie kosmyki.
- Ja!- wystrzeliłem palcem w górę jak uczeń w klasie- Proponuję "Harem!~"! A jak z Waszymi pomysłami?
< Yeol? Akari? Kozume? Akashi? Zakładamy harem?~ >
Od Akashiego CD Yeol
Zaszklone oczy i pełna negatywnych odczuć twarzyczka były ostatnim
widokiem, jaki zapamiętałem, nim zniknęła mi z pola widzenia. Uciekła,
nie mając pojęcia dokąd. Pogrążony w niemałym zamyśleniu, stałem
zszokowany, nie reagując, kiedy jej niewielka postura zniknęła wśród
niezmierzonej, leśnej gmatwaniny. Wszystko dotarło do mnie jakby z
opóźnieniem, a zgnieciona paczka papierosów utwierdziła mnie w
przekonaniu, że cała sytuacja nie była jedynie wytworem mojej wyobraźni.
Z początku jedynie machnąłem ręką, tłumacząc sobie, że niedługo wróci,
że bieganie za nią to nie mój obowiązek, jednak minuty mijały, a Yeol
wciąż nie zawróciła. Poczułem dziwny dreszcz, rozchodzący się po całym
dziele, niemający zamiaru odpuścić. Co jeśli coś jej się stało? Owe
myśli uderzyły we mnie, niczym taran, wywołujący nieprzyjemny skręt w
żołądku. Podniosłem się, jak oparzony, z nutą zawahania nawołując jej
imię. Brak odpowiedzi zdenerwował mnie jeszcze bardziej, zmuszając do
ruszenia jej śladami prosto w głąb lasu.
~~
Nie mam pojęcia ile już tak chodziłem, jednak okazało się to kompletnie bezowocne. Stała sceneria, wywołująca wrażenie pętli, w której wciąż krążyłem, nie mogąc się wydostać. Kiedy powoli traciłem nadzieję, tuż przede mną ukazała się niewielka, szczupła istotka, o włosach tak charakterystycznych, że nie sposób je pomylić. Poczułem przedziwną ulgę, jakby ogromny ciężar spadł mi z serca, jednak szybko odrzuciłem wszelkie uczucia, przybierając tak przydatny, niewzruszony wyraz twarzy. Lubiłem go i uważałem za coś praktycznego, czym zawsze mogę się wykręcić. Nie ukazywałem wielu uczuć, uważając to za wyraz słabości, jednak momentami nawet ja nie byłem w stanie ich powstrzymać. Mimo tego, starałem się jak mogłem, by nie pokazać jej, że wbrew wszelkim pozorom, faktycznie się o nią martwiłem.
Podszedłem bliżej, najciszej jak tylko mogłem, kładąc rękę na jej ramieniu. Okazało się to największym błędem, jaki mogłem popełnić, bowiem już po chwili poczułem rozlewającą się falę agonii, której centrum mieściło się gdzieś w okolicach podbrzusza, a krzyk Yeol przerwał tę, wręcz przygnębiającą, ciszę. Trafienie w niezwykle czuły punkt, jak i wiecznie plączący się pod nogami kot sprawiły, że mimowolnie wylądowałem na ziemi. Syknąłem przeciągle, zasłaniając oczy przed rażącym błyskiem latarki, skierowanym prosto w moje oczy.
-Wyłącz to cholerstwo.- warknąłem, powoli podnosząc się do siadu
Nie posłuchała prośby, a jedynie skierowała blask w zupełnie inne miejsce, nieco niżej. Kolorowe plamy ograniczały moje pole widzenia, jednak jakimś cudem zdołałem się podnieść, podpierając o pobliskie drzewo. Odetchnąłem głęboko, nienaturalnie mrużąc oczy. Kiedy poczułem, że mój stan wraca do normy, spojrzałem w kierunku jasnowłosej, na której twarzy malowało się zdecydowanie za wiele uczuć.
-Takiego przywitania jeszcze nie miałem.- mruknąłem pod nosem, a na mojej twarzy pojawiło się coś na wzór bladego uśmiechu- Tak swoją drogą, nic ci nie jest? Bieganie samej po lesie nie jest zbyt bezpieczne.- wsunąłem ręce do kieszeni, starając się zachować niewzruszoną postawę
-Już jest w porządku… a ty? Też dość mocno oberwałeś…- zaśmiała się nerwowo, odwracając wzrok
-Jak widać żyję...- wzruszyłem ramionami- W każdym razie powinniśmy wrócić na trasę i poszukać wreszcie tych cholernych wstążek… gdziekolwiek się one znajdują.- rozejrzałem się, próbując znaleźć cokolwiek, co pomogłoby nam określić, gdzie tak właściwie się znajdujemy
W tym samym momencie oczy kobiety zajęły się migoczącymi iskrami, a ręka powędrowała do jednej z bocznych kieszeni. Z początku spojrzałem na nią z ukosa, nie bardzo rozumiejąc, co owy gest miał oznaczać, jednak kiedy wyjęła z niej niewielką wstążeczkę, do której przyczepiono zgiętą kartkę w identycznym kolorze, wszelkie wątpliwości zniknęły.
-Znalazłam ją gdzieś po drodze… to chyba niedaleko.- stwierdziła, podchodząc bliżej mnie
-Pamiętasz mniej więcej gdzie?- zapytałem, mając nadzieję, że wreszcie uda nam się poprawnie ukończyć jedno z zadań
Zamyśliła się, by po chwili przecząco pokręcić głową. Westchnąłem ciężko, powstrzymując się od kilku komentarzy.
-No nic…- zacząłem, próbując zabrzmieć choć trochę przyjaźnie- Co jest tam napisane?
Jasnowłosa przez chwilę mocowała się z ową wstążeczką, by po chwili rozwinąć, dość niepozornie wyglądającą rolkę papieru. Rozpoczęła lekturę, jednak po chwili mina jej zrzedła, a głowa nieco przekrzywiła.
-Akashi… to jakaś zagadka.- odparła, podsuwając mi pergamin przed twarz, a właściwie próbując to zrobić
Z początku niechętnie, jednak po chwili pochwyciłem owy zwitek, przejeżdżając wzrokiem po kolejnych, niedbało zapisanych wersach. Nigdy nie przepadałem za poezją, więc sposób, w jaki zapisano ową łamigłówkę nie był mi zbyt na rękę.
-Świetliki, spadające gwiazdy, lustrzane odbicie, puchacze…- wyczytałem słowa, które wydały mi się w tym wszystkim kluczowe- Jakieś pomysły?- posłałem jej pytające spojrzenie, mając nadzieję, że zrozumiała z tego wszystkiego nieco więcej, niż ja
-Macie tu jakiś zbiornik wodny?- zapytała nagle, jakby doznając oświecenia
-Jakiś jest, ale co to ma do rzeczy?- odparłem, by po chwili zażenowany uderzyć się w czoło- No tak, dlaczego na to nie wpadłem
Chwyciłem jej nadgarstek, ciągnąc kobietę za sobą. Kilkukrotnie wypowiedziała moje imię, a nawet próbowała się stawiać, jednak bezskutecznie, byłem zbyt skupiony, by zwracać uwagę na cokolwiek, co działo się wokół mnie. Omamiony wizją szybkiego dotarcia do celu, wymijałem kolejne alejki, czując, że to już naprawdę blisko. Zwolniłem dopiero w momencie, w którym poczułem przyjemną bryzę, a flora uległa nagłej zmianie. Poluzowałem uścisk, jednak wciąż prowadziłem, nie dając Yeol możliwości samodzielnego poruszania się.
-Prawdopodobnie o to miejsce chodziło.- odezwałem się wreszcie, spoglądając w stronę, nieco zmęczonej, kobiety- Tak, tak nie powinienem był cię tak ciągnąć, ale bałem się że nie nadążysz.
Przerzuciłem wzrok na rozpościerające się przed nami jezioro, nad którego taflą aż roiło się od przeróżnych pyłków i kolorowych owadów, nadających sytuacji pewnej niezwykłości, której nie sposób było przeoczyć.

Podszedłem bliżej zbiornika, zanurzając dłoń w jego, aż nienaturalnie czystej, tafli. Poczułem nawracającą falę wspomnień, z którymi wiązało się to miejsce. Pierwsze wagary, miejsce odpoczynku od męczącego życia codziennego, ucieczka od rodziców… te trzy rzeczy sprawiały, że nie potrafiłem zapomnieć, wracając tu za każdym razem, kiedy coś zaczynało się walić.
Mimowolnie się uśmiechnąłem, by po chwili zmienić owy gest w niezadowolony grymas, jaki widniał u mnie na co dzień. Z głuchym westchnięciem odwróciłem się w stronę jasnowłosej, wymownie spoglądając na liliowy skrawek papieru.
-No więc, co mamy tu zrobić?- zapytałem w końcu, wycierając mokrą dłoń o materiał bluzy
Dziewczyna po raz kolejny zajrzała do owych zapisków, by po chwili delikatnie się zaczerwienić, co jednak szybko ukryła, będąc przekonaną, że nic nie zauważyłem. Nie zamierzałem wyprowadzać jej z błędu, jednak przyznam, że było to całkiem rozkoszne.
-Coś nie tak?- zapytałem po raz kolejny, mając nadzieję, że tym razem uzyskam odpowiedź
-W wodzie jest skrzynka, trzeba ją wyłowić, żeby znaleźć wskazówkę…- wydusiła w końcu, wymownie spoglądając w moim kierunku
-I pewnie chcesz żebym ją wyłowił?- dokończyłem, nim zdążyła w ogóle otworzyć usta
-Tak… masz dłuższe ręce i nie zmoczysz się aż tak bardzo…- próbowała za wszelką cenę zrzucić na mnie całą robotę, sięgając nawet najgłupszych argumentów
-Skoro chcesz, wbrew pozorom jest całkiem czysta.- wzruszyłem ramionami, łapiąc za materiał koszulki
-Czekaj! Co ty robisz?- wyrzuciła nagle, jakby przeczuwając moje zamiary
Wyszczerzyłem zęby w głupim uśmiechu, by po chwili pozbyć się górnej części garderoby. Nie miałem pojęcia, czy odwróciła wzrok, czy może wciąż dzielnie spoglądała w moim kierunku, jednak sądząc po jej wcześniejszej reakcji szczerze wątpiłem w prawdziwość drugiej opcji. Zdążyłem jeszcze podwinąć dresy, nim do moich uszu dotarło stłumione pytanie jasnowłosej.
-Tak właściwie, po co w ogóle ją zdjąłeś?
-Szczerze? Nie mam pojęcia.- ukazałem rząd śnieżnobiałych zębów, ostrożnie wchodząc do wody- Powiedzmy, że mam dziwne przeczucia, że mógłbym ją zmoczyć.- puściłem jej oczko, jednak szybko powróciłem do swojego pierwotnego zajęcia- Jest tam gdzieś może napisane jak to cholerstwo wygląda? Jakieś cechy szczególne? W takiej scenerii wszystko wygląda jak walony kamień.
<Yeol? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
~~
Nie mam pojęcia ile już tak chodziłem, jednak okazało się to kompletnie bezowocne. Stała sceneria, wywołująca wrażenie pętli, w której wciąż krążyłem, nie mogąc się wydostać. Kiedy powoli traciłem nadzieję, tuż przede mną ukazała się niewielka, szczupła istotka, o włosach tak charakterystycznych, że nie sposób je pomylić. Poczułem przedziwną ulgę, jakby ogromny ciężar spadł mi z serca, jednak szybko odrzuciłem wszelkie uczucia, przybierając tak przydatny, niewzruszony wyraz twarzy. Lubiłem go i uważałem za coś praktycznego, czym zawsze mogę się wykręcić. Nie ukazywałem wielu uczuć, uważając to za wyraz słabości, jednak momentami nawet ja nie byłem w stanie ich powstrzymać. Mimo tego, starałem się jak mogłem, by nie pokazać jej, że wbrew wszelkim pozorom, faktycznie się o nią martwiłem.
Podszedłem bliżej, najciszej jak tylko mogłem, kładąc rękę na jej ramieniu. Okazało się to największym błędem, jaki mogłem popełnić, bowiem już po chwili poczułem rozlewającą się falę agonii, której centrum mieściło się gdzieś w okolicach podbrzusza, a krzyk Yeol przerwał tę, wręcz przygnębiającą, ciszę. Trafienie w niezwykle czuły punkt, jak i wiecznie plączący się pod nogami kot sprawiły, że mimowolnie wylądowałem na ziemi. Syknąłem przeciągle, zasłaniając oczy przed rażącym błyskiem latarki, skierowanym prosto w moje oczy.
-Wyłącz to cholerstwo.- warknąłem, powoli podnosząc się do siadu
Nie posłuchała prośby, a jedynie skierowała blask w zupełnie inne miejsce, nieco niżej. Kolorowe plamy ograniczały moje pole widzenia, jednak jakimś cudem zdołałem się podnieść, podpierając o pobliskie drzewo. Odetchnąłem głęboko, nienaturalnie mrużąc oczy. Kiedy poczułem, że mój stan wraca do normy, spojrzałem w kierunku jasnowłosej, na której twarzy malowało się zdecydowanie za wiele uczuć.
-Takiego przywitania jeszcze nie miałem.- mruknąłem pod nosem, a na mojej twarzy pojawiło się coś na wzór bladego uśmiechu- Tak swoją drogą, nic ci nie jest? Bieganie samej po lesie nie jest zbyt bezpieczne.- wsunąłem ręce do kieszeni, starając się zachować niewzruszoną postawę
-Już jest w porządku… a ty? Też dość mocno oberwałeś…- zaśmiała się nerwowo, odwracając wzrok
-Jak widać żyję...- wzruszyłem ramionami- W każdym razie powinniśmy wrócić na trasę i poszukać wreszcie tych cholernych wstążek… gdziekolwiek się one znajdują.- rozejrzałem się, próbując znaleźć cokolwiek, co pomogłoby nam określić, gdzie tak właściwie się znajdujemy
W tym samym momencie oczy kobiety zajęły się migoczącymi iskrami, a ręka powędrowała do jednej z bocznych kieszeni. Z początku spojrzałem na nią z ukosa, nie bardzo rozumiejąc, co owy gest miał oznaczać, jednak kiedy wyjęła z niej niewielką wstążeczkę, do której przyczepiono zgiętą kartkę w identycznym kolorze, wszelkie wątpliwości zniknęły.
-Znalazłam ją gdzieś po drodze… to chyba niedaleko.- stwierdziła, podchodząc bliżej mnie
-Pamiętasz mniej więcej gdzie?- zapytałem, mając nadzieję, że wreszcie uda nam się poprawnie ukończyć jedno z zadań
Zamyśliła się, by po chwili przecząco pokręcić głową. Westchnąłem ciężko, powstrzymując się od kilku komentarzy.
-No nic…- zacząłem, próbując zabrzmieć choć trochę przyjaźnie- Co jest tam napisane?
Jasnowłosa przez chwilę mocowała się z ową wstążeczką, by po chwili rozwinąć, dość niepozornie wyglądającą rolkę papieru. Rozpoczęła lekturę, jednak po chwili mina jej zrzedła, a głowa nieco przekrzywiła.
-Akashi… to jakaś zagadka.- odparła, podsuwając mi pergamin przed twarz, a właściwie próbując to zrobić
Z początku niechętnie, jednak po chwili pochwyciłem owy zwitek, przejeżdżając wzrokiem po kolejnych, niedbało zapisanych wersach. Nigdy nie przepadałem za poezją, więc sposób, w jaki zapisano ową łamigłówkę nie był mi zbyt na rękę.
-Świetliki, spadające gwiazdy, lustrzane odbicie, puchacze…- wyczytałem słowa, które wydały mi się w tym wszystkim kluczowe- Jakieś pomysły?- posłałem jej pytające spojrzenie, mając nadzieję, że zrozumiała z tego wszystkiego nieco więcej, niż ja
-Macie tu jakiś zbiornik wodny?- zapytała nagle, jakby doznając oświecenia
-Jakiś jest, ale co to ma do rzeczy?- odparłem, by po chwili zażenowany uderzyć się w czoło- No tak, dlaczego na to nie wpadłem
Chwyciłem jej nadgarstek, ciągnąc kobietę za sobą. Kilkukrotnie wypowiedziała moje imię, a nawet próbowała się stawiać, jednak bezskutecznie, byłem zbyt skupiony, by zwracać uwagę na cokolwiek, co działo się wokół mnie. Omamiony wizją szybkiego dotarcia do celu, wymijałem kolejne alejki, czując, że to już naprawdę blisko. Zwolniłem dopiero w momencie, w którym poczułem przyjemną bryzę, a flora uległa nagłej zmianie. Poluzowałem uścisk, jednak wciąż prowadziłem, nie dając Yeol możliwości samodzielnego poruszania się.
-Prawdopodobnie o to miejsce chodziło.- odezwałem się wreszcie, spoglądając w stronę, nieco zmęczonej, kobiety- Tak, tak nie powinienem był cię tak ciągnąć, ale bałem się że nie nadążysz.
Przerzuciłem wzrok na rozpościerające się przed nami jezioro, nad którego taflą aż roiło się od przeróżnych pyłków i kolorowych owadów, nadających sytuacji pewnej niezwykłości, której nie sposób było przeoczyć.

Podszedłem bliżej zbiornika, zanurzając dłoń w jego, aż nienaturalnie czystej, tafli. Poczułem nawracającą falę wspomnień, z którymi wiązało się to miejsce. Pierwsze wagary, miejsce odpoczynku od męczącego życia codziennego, ucieczka od rodziców… te trzy rzeczy sprawiały, że nie potrafiłem zapomnieć, wracając tu za każdym razem, kiedy coś zaczynało się walić.
Mimowolnie się uśmiechnąłem, by po chwili zmienić owy gest w niezadowolony grymas, jaki widniał u mnie na co dzień. Z głuchym westchnięciem odwróciłem się w stronę jasnowłosej, wymownie spoglądając na liliowy skrawek papieru.
-No więc, co mamy tu zrobić?- zapytałem w końcu, wycierając mokrą dłoń o materiał bluzy
Dziewczyna po raz kolejny zajrzała do owych zapisków, by po chwili delikatnie się zaczerwienić, co jednak szybko ukryła, będąc przekonaną, że nic nie zauważyłem. Nie zamierzałem wyprowadzać jej z błędu, jednak przyznam, że było to całkiem rozkoszne.
-Coś nie tak?- zapytałem po raz kolejny, mając nadzieję, że tym razem uzyskam odpowiedź
-W wodzie jest skrzynka, trzeba ją wyłowić, żeby znaleźć wskazówkę…- wydusiła w końcu, wymownie spoglądając w moim kierunku
-I pewnie chcesz żebym ją wyłowił?- dokończyłem, nim zdążyła w ogóle otworzyć usta
-Tak… masz dłuższe ręce i nie zmoczysz się aż tak bardzo…- próbowała za wszelką cenę zrzucić na mnie całą robotę, sięgając nawet najgłupszych argumentów
-Skoro chcesz, wbrew pozorom jest całkiem czysta.- wzruszyłem ramionami, łapiąc za materiał koszulki
-Czekaj! Co ty robisz?- wyrzuciła nagle, jakby przeczuwając moje zamiary
Wyszczerzyłem zęby w głupim uśmiechu, by po chwili pozbyć się górnej części garderoby. Nie miałem pojęcia, czy odwróciła wzrok, czy może wciąż dzielnie spoglądała w moim kierunku, jednak sądząc po jej wcześniejszej reakcji szczerze wątpiłem w prawdziwość drugiej opcji. Zdążyłem jeszcze podwinąć dresy, nim do moich uszu dotarło stłumione pytanie jasnowłosej.
-Tak właściwie, po co w ogóle ją zdjąłeś?
-Szczerze? Nie mam pojęcia.- ukazałem rząd śnieżnobiałych zębów, ostrożnie wchodząc do wody- Powiedzmy, że mam dziwne przeczucia, że mógłbym ją zmoczyć.- puściłem jej oczko, jednak szybko powróciłem do swojego pierwotnego zajęcia- Jest tam gdzieś może napisane jak to cholerstwo wygląda? Jakieś cechy szczególne? W takiej scenerii wszystko wygląda jak walony kamień.
<Yeol? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >
niedziela, 16 kwietnia 2017
Od Yeol CD Akashiego
Z tylnej kieszeni schowanej pod bluzką, Akashi wyciągnął małe pudełeczko, coś mi przypominające ze kształtu.
- Będziesz mieć mi za złe jak zapalę? - zapytał biorąc już w dłoń jednego papierosa oraz zapalniczkę z przedniej kieszeni - Spokojnie, odejdę kawałek, nie będziesz musiała tego wdychać - dodał, chyba czując mój świdrujący wzrok na sobie.
Tym razem to ja przewróciłam oczami i zmarszczyłam brwi. Stanęłam obok niego i podskoczyłam łapiąc jego papierosa. Szybko obróciłam się na pięcie i z jego kieszeni wyłowiłam prawie calutką paczuszkę tego towaru. Nie ma mowy. Nie będzie mi tutaj palić, jest tyle chorób wywołanych przez tą używkę...
- Yeol oddaj mi je - zarządził Akashi, wystawiając w tej samej chwili swoją dużą dłoń i czekając na mój ruch.
Pokręciłam przecząco głową, na co czarnowłosy wykrzywił usta.
- O co ci chodzi? Czemu nie chcesz mi oddać? Odejdę kawa...
- Przestań - popatrzyłam na niego - Myślisz, że palenie papierosów jest okay? - spojrzałam na niego spod łba - Wiesz ile chorób może wywołać? Jak zniszczyć twoje zdrowie lub nawet życie?
Zadrżałam, ale nie z powodu chłodu panującego w ciemnym lesie, lecz ze względu na wspomnienie o moim zmarłym tacie. Na nic się zdały moje krzyki, chowanie paczek po różnych zakamarkach... on nadal robił swoje - palił. Aż pewnego dnia jego organizm nie wytrzymał i zmarł w swoim gabinecie, w moim domu. Od tamtej pory mam mały uraz, jeśli można to tak nazwać.
Otrząsnęłam się szybciutko z natłoku myśli i rzuciłam paczkę na ziemię. Podniosłam nogę i oficerką zdeptałam je, robiąc dziurę i niszcząc skręty.
Czułam jak do oczu napłynęły mi łzy. Otarłam je szybciutko wierzchem dłoni i spojrzałam na twarz Akashiego. Nie potrafiłam powiedzieć co się na niej maluje.
- Będziesz mieć mi za złe jak zapalę? - zapytał biorąc już w dłoń jednego papierosa oraz zapalniczkę z przedniej kieszeni - Spokojnie, odejdę kawałek, nie będziesz musiała tego wdychać - dodał, chyba czując mój świdrujący wzrok na sobie.
Tym razem to ja przewróciłam oczami i zmarszczyłam brwi. Stanęłam obok niego i podskoczyłam łapiąc jego papierosa. Szybko obróciłam się na pięcie i z jego kieszeni wyłowiłam prawie calutką paczuszkę tego towaru. Nie ma mowy. Nie będzie mi tutaj palić, jest tyle chorób wywołanych przez tą używkę...
- Yeol oddaj mi je - zarządził Akashi, wystawiając w tej samej chwili swoją dużą dłoń i czekając na mój ruch.
Pokręciłam przecząco głową, na co czarnowłosy wykrzywił usta.
- O co ci chodzi? Czemu nie chcesz mi oddać? Odejdę kawa...
- Przestań - popatrzyłam na niego - Myślisz, że palenie papierosów jest okay? - spojrzałam na niego spod łba - Wiesz ile chorób może wywołać? Jak zniszczyć twoje zdrowie lub nawet życie?
Zadrżałam, ale nie z powodu chłodu panującego w ciemnym lesie, lecz ze względu na wspomnienie o moim zmarłym tacie. Na nic się zdały moje krzyki, chowanie paczek po różnych zakamarkach... on nadal robił swoje - palił. Aż pewnego dnia jego organizm nie wytrzymał i zmarł w swoim gabinecie, w moim domu. Od tamtej pory mam mały uraz, jeśli można to tak nazwać.
Otrząsnęłam się szybciutko z natłoku myśli i rzuciłam paczkę na ziemię. Podniosłam nogę i oficerką zdeptałam je, robiąc dziurę i niszcząc skręty.
Czułam jak do oczu napłynęły mi łzy. Otarłam je szybciutko wierzchem dłoni i spojrzałam na twarz Akashiego. Nie potrafiłam powiedzieć co się na niej maluje.
Odwróciłam się w przeciwną stronę i ruszyłam w poszukiwaniu liliowych kopert. Wciąż czułam w sobie złość i gniew, która jednak szybko się ulotniła, gdy znalazłam pierwszą kopertę. Podskoczyłam najwyżej jak potrafiłam i strąciłam z suchej gałęzi zwisającej bezwładnie nad ziemią.
- Akashi mam pier... - kurczę zapomniałam, oddaliłam się od niego. Uderzyłam się w czoło i przyłożyłam ręce do ust.
- Akashi! Akashi, gdzie jesteś? - krzyknęłam głośno, ale odpowiedział mi tylko puchacz.
- Akashi! Halo!!! - krzyknęłam raz jeszcze ale głośniej.
Nadal nic.
Głęboka cisza przenikała w moje ciało. Czułam to w kościach.
Przechyliłam głowę i już chciałam wpaść w panikę, gdy poczułam coś na ramieniu.
Krzyknęłam przeraźliwie i zamachnęłam się nogą z pół obrotu. Usłyszałam trzask i upadające ciało. Z prędkością światła wyciągnęłam telefon i włączyłam latarkę. Oświeciłam miejsce zdarzenia i moim oczom ukazał się mój czarnowłosy partner, powalony na ziemi. Obok niego już kładła się biała kulka. Nie no ten kot ma genialne wyczucie. Już chciałam wznieść ręce do nieba, gdy moja pierwsza ofiara w tej szkole przemówiła.
<Akashi? O Boże żyj :v>
- Akashi mam pier... - kurczę zapomniałam, oddaliłam się od niego. Uderzyłam się w czoło i przyłożyłam ręce do ust.
- Akashi! Akashi, gdzie jesteś? - krzyknęłam głośno, ale odpowiedział mi tylko puchacz.
- Akashi! Halo!!! - krzyknęłam raz jeszcze ale głośniej.
Nadal nic.
Głęboka cisza przenikała w moje ciało. Czułam to w kościach.
Przechyliłam głowę i już chciałam wpaść w panikę, gdy poczułam coś na ramieniu.
Krzyknęłam przeraźliwie i zamachnęłam się nogą z pół obrotu. Usłyszałam trzask i upadające ciało. Z prędkością światła wyciągnęłam telefon i włączyłam latarkę. Oświeciłam miejsce zdarzenia i moim oczom ukazał się mój czarnowłosy partner, powalony na ziemi. Obok niego już kładła się biała kulka. Nie no ten kot ma genialne wyczucie. Już chciałam wznieść ręce do nieba, gdy moja pierwsza ofiara w tej szkole przemówiła.
<Akashi? O Boże żyj :v>
Od Akashiego CD Yeol
Posłałem jej morderczy wzrok, którego zimno najwidoczniej skutecznie na
nią wpłynęło, bowiem szeroki uśmiech nieco przygasł, a postura przybrała
formę obronną.
-To nie miało tak wyglądać… nie moja wina, że ten kot tak się ciebie uczepił.- podsumowała, wskazując śnieżnobiałą kulkę, spokojnie śpiącą na moim przedramieniu
Westchnąłem ciężko, delikatnie gładząc czubek jej głowy. Wydobyła z siebie jedynie cichy pomruk, prosząc o więcej pieszczot. Nie potrafiłem odmówić tym uroczym oczkom i puchatym łapkom, które nieporadnie błagały o atencję. Rozkoszne, a zarazem cholernie tajemnicze z nich istotki. Na mojej twarzy zagościło coś na wzór uśmiechu, kiedy przeciągnęła się, nieznacznie przy tym pomrukując.
-Nie zapomniałeś o czymś Akashi?- kaszlnięcie sprowadziło mnie na ziemię, a wyczekująca postawa Yeol dała mi do zrozumienia, że powinniśmy się spieszyć
-Przepraszam... mówił coś o następnym zadaniu?- zagadnąłem, próbując zabrzmieć, jakby faktycznie dręczyły mnie wyrzuty sumienia
-Jeszcze nie, ale powinniśmy ich dogonić jeśli chcemy jeszcze wyjść na prowadzenie.- posłała wymowne spojrzenie w kierunku oddalającej się grupy uczniów, która z każdą kolejną sekundą stawała się coraz mniejsza
-Zawsze można się zerwać.- wyszczerzyłem zęby w głupkowatym uśmiechu, jednak ponaglający wzrok jasnowłosej wybił mi z głowy owy pomysł- No dobrze, już idę, nie było tematu.
Ostatni raz przewróciłem oczami, powolnym krokiem przesuwając się do przodu. Szczerze mówiąc niespecjalnie przejmowałem się całym tym wydarzeniem, szczerze mówiąc miałem gdzieś ile punktów zdobędziemy, jednak idealistyczna osobowość sprawiała, że nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zgarnął nam wygraną sprzed nosa. Zawsze kochałem wygrywać i nie zamierzam przepuścić tak wspaniałej okazji, by pokazać innym, że nawet przy znikomym wysiłku biję ich na głowę. Ukradkiem spojrzałem w kierunku Yeol, która zapał miała wręcz wypisany na twarzy, to dobrze wróżyło, lubiłem ludzi, którzy wiedzieli czego chcą i nie zamierzali tak łatwo odpuścić. Nie najgorzej się złożyło, że to właśnie do niej mnie przydzielono, wbrew pozorom nie była taka zła, choć nad rozgarnięciem mogłaby trochę popracować, a nasze szanse z pewnością by wzrosły.
Przeciągnąłem się, prostując nieco obolałe po upadku kończyny. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że tak niewielka istotka, która obecnie spoczywała na mych ramionach, była w stanie przewrócić niemal dwumetrowego mężczyznę. Najwidoczniej nie doceniłem siły tych drobnych stworzonek. Wtem poczułem ukłucie w okolicy szyi, które z każdą kolejną chwilą wydawało się coraz dotkliwsze. Przejechałem opuszkami po obolałym miejscu, by po chwili zdać sobie sprawę, że owy kotek postanowił wgryźć się w mą skórę, niczym krwiożerczy wampir. Niemal natychmiast pochwyciłem go, unosząc przed sobą, może niezbyt odpowiednio.
-Myślałem, że już się pogodziliśmy.- wyszeptałem, wbijając w niego, może nieco oziębły, wzrok
Zwierzę nie zareagowało zbyt energicznie, a jedynie oparło chłodne łapki o moje policzki. Ciche miauknięcie, poprzedzone rozkosznym mruknięciem sprawiło, że nie byłem w stanie mieć mu niczego za złe. Uśmiechnąłem się blado, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy, przyciągając stworzenie bliżej siebie.

-Co w tym zabawnego?- oprzytomniałem, kiedy do moich uszu dotarł stłumiony chichot Yeol- Staram się je tylko uspokoić.
-Szybko zmieniasz nastawienie, czyżbyś był tsundere?- nawet nie starała się powstrzymywać, uśmiechając się szeroko
-Wcale nie, robię to dla własnego dobra… nawet nie lubię tego kota.- prychnąłem, odsuwając zwierzę od twarzy- Zapomnij, że cokolwiek widziałaś… zresztą chyba dotarliśmy na miejsce
Naszym ukazała się panorama okolicznego lasu, do którego nie raz, nie dwa zdarzało mi się uciekać na wagary. Więc jednak kadra nauczycielska nie uważa owego miejsca za zło, od którego należy trzymać się z daleko. To niezwykle interesujące, jak niespodziewanie potrafią zmienić zdanie. Pomijając aspekty bezpieczeństwa, z uwagą wysłuchałem, co miał nam do powiedzenia prowadzący, który za nic w świecie nie potrafił przejść do sedna sprawy.
-To już przedostatnie zadanie naszej małej rywalizacji. Nie chodzi w nim o szybkość, a dokładność, dlatego dokładnie skupcie się na swojej robocie.- poprawił zsuwające się z nosa okulary- Czekają was standardowe podchody, jakie znacie chociażby ze szkoły podstawowej. Każdemu z was przydzielimy kolor, będący wizytówką drużyny. W lesie czekają na was koperty oraz wskazówki, adekwatne do barwy, jaką wylosowaliście. Mam nadzieję, że będziecie dobrze się bawić!- uśmiechnął się szeroko, wyciągając zza pleców woreczek, najprawdopodobniej mający pomóc w podziale
Bez zbędnych ociągnięć ustawiłem się w kolejce, by uzyskać przepustkę do owego, jakże ekscytującego, zadania. Już po kilku minutach dzierżyłem w dłoni wstążkę, której barwa przypominała włosy mojej towarzyszki. Wróciłem do niej, energicznie wymachując kawałkiem materiału, by po chwili zawiązać go wokół nadgarstka kobiety.
-Co ty robisz?- zapytała, wyraźnie wybita z rytmu
-W ten sposób przynajmniej jej nie zgubimy… uważaj, potrzebujemy jej żeby w ogóle skończyć zadanie.- rzuciłem jej pełne powagi spojrzenie, ostrzegające, by lepiej nie zawieruszyła nigdzie tej niewielkiej ozdóbki
Kiedy załatwiliśmy wszystkie sprawy organizacyjne, weszliśmy do lasu, niemal od razu skręcają w oznaczone kolorami ścieżki. Już po chwili byliśmy zupełnie sami, pozbawieni towarzystwa niezbyt inteligentnych rówieśników. Wsunąłem ręce do kieszeni, rozkoszując się przyjemną ciszą, przerywaną jedynie miauczeniem kota oraz stukotem oficerek.
-Widzisz cokolwiek?- zapytałem, przerywając nieprzyjemną ciszę, która stawała się trochę uciążliwa
-Niespecjalnie, strasznie tu ciemno.- westchnęła, próbując rozświetlić drogę telefonem, jednak niewiele był w stanie zdziałać
Przechyliłem głowę, kręcąc nią z lekkim zażenowaniem, by po chwili powrócić do dalszego obserwowania trasy. Mijane drzewa wydawały się wyrastać znikąd, a krajobraz niczym nie różnił się od tego, który mieliśmy okazję zobaczyć kilka minut wcześniej.
-Nie minęliśmy jeszcze żadnej wstążki.- podsumowałem, może faktycznie lekko podenerwowany całą sytuacją- Strzelam, że się zgubiliśmy.
-Nawet tak nie mów, to nie możliwe!- zawołała, jakby przejęta możliwością zejścia z wyznaczonych szlaków- Przecież nigdzie nie skręcaliśmy…
-Sama mówiłaś, że ciemno tu w cholerę, pewnie nawet nie zauważyliśmy.- wzruszyłem ramionami, siadając na pobliskiej kłodzie
-Jak możesz być tak spokojny?- rzuciła po chwili ciszy, jakby mając mi za złe obecną sytuację
-Panikowanie nic nam nie da, powinniśmy obmyślić jakiś plan… spokój jest kluczem maluchu.- ukazałem szereg białych zębów, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów- Będziesz mieć mi za złe, jak zapalę? Spokojnie, odejdę kawałek, nie będziesz musiała tego wdychać.- dodałem, widząc brak przekonania w jej oczach
<Yeol? Uważaj na tego zboczeńca ‘-‘ >
-To nie miało tak wyglądać… nie moja wina, że ten kot tak się ciebie uczepił.- podsumowała, wskazując śnieżnobiałą kulkę, spokojnie śpiącą na moim przedramieniu
Westchnąłem ciężko, delikatnie gładząc czubek jej głowy. Wydobyła z siebie jedynie cichy pomruk, prosząc o więcej pieszczot. Nie potrafiłem odmówić tym uroczym oczkom i puchatym łapkom, które nieporadnie błagały o atencję. Rozkoszne, a zarazem cholernie tajemnicze z nich istotki. Na mojej twarzy zagościło coś na wzór uśmiechu, kiedy przeciągnęła się, nieznacznie przy tym pomrukując.
-Nie zapomniałeś o czymś Akashi?- kaszlnięcie sprowadziło mnie na ziemię, a wyczekująca postawa Yeol dała mi do zrozumienia, że powinniśmy się spieszyć
-Przepraszam... mówił coś o następnym zadaniu?- zagadnąłem, próbując zabrzmieć, jakby faktycznie dręczyły mnie wyrzuty sumienia
-Jeszcze nie, ale powinniśmy ich dogonić jeśli chcemy jeszcze wyjść na prowadzenie.- posłała wymowne spojrzenie w kierunku oddalającej się grupy uczniów, która z każdą kolejną sekundą stawała się coraz mniejsza
-Zawsze można się zerwać.- wyszczerzyłem zęby w głupkowatym uśmiechu, jednak ponaglający wzrok jasnowłosej wybił mi z głowy owy pomysł- No dobrze, już idę, nie było tematu.
Ostatni raz przewróciłem oczami, powolnym krokiem przesuwając się do przodu. Szczerze mówiąc niespecjalnie przejmowałem się całym tym wydarzeniem, szczerze mówiąc miałem gdzieś ile punktów zdobędziemy, jednak idealistyczna osobowość sprawiała, że nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zgarnął nam wygraną sprzed nosa. Zawsze kochałem wygrywać i nie zamierzam przepuścić tak wspaniałej okazji, by pokazać innym, że nawet przy znikomym wysiłku biję ich na głowę. Ukradkiem spojrzałem w kierunku Yeol, która zapał miała wręcz wypisany na twarzy, to dobrze wróżyło, lubiłem ludzi, którzy wiedzieli czego chcą i nie zamierzali tak łatwo odpuścić. Nie najgorzej się złożyło, że to właśnie do niej mnie przydzielono, wbrew pozorom nie była taka zła, choć nad rozgarnięciem mogłaby trochę popracować, a nasze szanse z pewnością by wzrosły.
Przeciągnąłem się, prostując nieco obolałe po upadku kończyny. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że tak niewielka istotka, która obecnie spoczywała na mych ramionach, była w stanie przewrócić niemal dwumetrowego mężczyznę. Najwidoczniej nie doceniłem siły tych drobnych stworzonek. Wtem poczułem ukłucie w okolicy szyi, które z każdą kolejną chwilą wydawało się coraz dotkliwsze. Przejechałem opuszkami po obolałym miejscu, by po chwili zdać sobie sprawę, że owy kotek postanowił wgryźć się w mą skórę, niczym krwiożerczy wampir. Niemal natychmiast pochwyciłem go, unosząc przed sobą, może niezbyt odpowiednio.
-Myślałem, że już się pogodziliśmy.- wyszeptałem, wbijając w niego, może nieco oziębły, wzrok
Zwierzę nie zareagowało zbyt energicznie, a jedynie oparło chłodne łapki o moje policzki. Ciche miauknięcie, poprzedzone rozkosznym mruknięciem sprawiło, że nie byłem w stanie mieć mu niczego za złe. Uśmiechnąłem się blado, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy, przyciągając stworzenie bliżej siebie.
-Co w tym zabawnego?- oprzytomniałem, kiedy do moich uszu dotarł stłumiony chichot Yeol- Staram się je tylko uspokoić.
-Szybko zmieniasz nastawienie, czyżbyś był tsundere?- nawet nie starała się powstrzymywać, uśmiechając się szeroko
-Wcale nie, robię to dla własnego dobra… nawet nie lubię tego kota.- prychnąłem, odsuwając zwierzę od twarzy- Zapomnij, że cokolwiek widziałaś… zresztą chyba dotarliśmy na miejsce
Naszym ukazała się panorama okolicznego lasu, do którego nie raz, nie dwa zdarzało mi się uciekać na wagary. Więc jednak kadra nauczycielska nie uważa owego miejsca za zło, od którego należy trzymać się z daleko. To niezwykle interesujące, jak niespodziewanie potrafią zmienić zdanie. Pomijając aspekty bezpieczeństwa, z uwagą wysłuchałem, co miał nam do powiedzenia prowadzący, który za nic w świecie nie potrafił przejść do sedna sprawy.
-To już przedostatnie zadanie naszej małej rywalizacji. Nie chodzi w nim o szybkość, a dokładność, dlatego dokładnie skupcie się na swojej robocie.- poprawił zsuwające się z nosa okulary- Czekają was standardowe podchody, jakie znacie chociażby ze szkoły podstawowej. Każdemu z was przydzielimy kolor, będący wizytówką drużyny. W lesie czekają na was koperty oraz wskazówki, adekwatne do barwy, jaką wylosowaliście. Mam nadzieję, że będziecie dobrze się bawić!- uśmiechnął się szeroko, wyciągając zza pleców woreczek, najprawdopodobniej mający pomóc w podziale
Bez zbędnych ociągnięć ustawiłem się w kolejce, by uzyskać przepustkę do owego, jakże ekscytującego, zadania. Już po kilku minutach dzierżyłem w dłoni wstążkę, której barwa przypominała włosy mojej towarzyszki. Wróciłem do niej, energicznie wymachując kawałkiem materiału, by po chwili zawiązać go wokół nadgarstka kobiety.
-Co ty robisz?- zapytała, wyraźnie wybita z rytmu
-W ten sposób przynajmniej jej nie zgubimy… uważaj, potrzebujemy jej żeby w ogóle skończyć zadanie.- rzuciłem jej pełne powagi spojrzenie, ostrzegające, by lepiej nie zawieruszyła nigdzie tej niewielkiej ozdóbki
Kiedy załatwiliśmy wszystkie sprawy organizacyjne, weszliśmy do lasu, niemal od razu skręcają w oznaczone kolorami ścieżki. Już po chwili byliśmy zupełnie sami, pozbawieni towarzystwa niezbyt inteligentnych rówieśników. Wsunąłem ręce do kieszeni, rozkoszując się przyjemną ciszą, przerywaną jedynie miauczeniem kota oraz stukotem oficerek.
-Widzisz cokolwiek?- zapytałem, przerywając nieprzyjemną ciszę, która stawała się trochę uciążliwa
-Niespecjalnie, strasznie tu ciemno.- westchnęła, próbując rozświetlić drogę telefonem, jednak niewiele był w stanie zdziałać
Przechyliłem głowę, kręcąc nią z lekkim zażenowaniem, by po chwili powrócić do dalszego obserwowania trasy. Mijane drzewa wydawały się wyrastać znikąd, a krajobraz niczym nie różnił się od tego, który mieliśmy okazję zobaczyć kilka minut wcześniej.
-Nie minęliśmy jeszcze żadnej wstążki.- podsumowałem, może faktycznie lekko podenerwowany całą sytuacją- Strzelam, że się zgubiliśmy.
-Nawet tak nie mów, to nie możliwe!- zawołała, jakby przejęta możliwością zejścia z wyznaczonych szlaków- Przecież nigdzie nie skręcaliśmy…
-Sama mówiłaś, że ciemno tu w cholerę, pewnie nawet nie zauważyliśmy.- wzruszyłem ramionami, siadając na pobliskiej kłodzie
-Jak możesz być tak spokojny?- rzuciła po chwili ciszy, jakby mając mi za złe obecną sytuację
-Panikowanie nic nam nie da, powinniśmy obmyślić jakiś plan… spokój jest kluczem maluchu.- ukazałem szereg białych zębów, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów- Będziesz mieć mi za złe, jak zapalę? Spokojnie, odejdę kawałek, nie będziesz musiała tego wdychać.- dodałem, widząc brak przekonania w jej oczach
<Yeol? Uważaj na tego zboczeńca ‘-‘ >
Od Yeol CD Akashiego
Zaufanie, coś co zawsze trudno mi wychodziło, lecz cieszę się, że to nie na mnie spadł obowiązek słuchania poleceń. Chociaż z drugiej strony może nauczę się czegoś przydatnego...
- Kierujących z grupy pierwszej proszę o wystąpienie krok na przód - wszyscy posłusznie wykonali zadanie - Dobrze, a teraz reszta. Dla was mamy chusty na oczy, załóżcie je dobrze.
Po czym podszedł do każdego i pomachał prawą dłonią przed ich nosami.
- Doskonale! - zaklaskał w dłonie. Proszę więc ustawić swoich partnerów na linii startu. Pamiętajcie, że czas każdej z czterech pr jest sumowany do ogólnego wyniku. Nie przedłużając... Przygotować się... Start!
- Akashi musisz iść prosto dopóki nie powiem stop - podeszłam bliżej niego - Dobrze zaczekaj. Obróć się przez plecy o 90°.... tak doskonale.
Akashi mimo chłodnego nastawienia do ludzi, słuchał moich poleceń jak posłuszny piesek. Dobrze nam szło, tor z początku wydawał się trudny, ale z każdym kolejnym krokiem czarnowłosego, szło lepiej.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Teraz posłuchaj, dwa kroki w lewo... tak... w prawo...trzy, nie dwa kroki... dobrze, dobrze... - gestykulowałam przy tym rękoma wskazując mu drogę, chociaż jej nie widział.
- Ile jeszcze? - pokręcił głową - Ty na pewno dobrze mnie prowadzisz?
- Oczywiście! W końcu to test na zaufanie! - odparowałam - Jeszcze kilka zakrętów i prosta droga.
Akashi westchnął i wymamrotał pod nosem coś co brzmiało jak "dobrze".
W środku cieszyłam się niczym małe dziecko, że dobrze nam idzie, a ja powoli może zdobywam jego zaufanie.
- Ostatnie metry Akashi! Cztery kroki w lewo, kolejne dwa ja wprost i dwa kroki na prawo... dobra - Chłopak szedł już bardzo pewnie, gdy nagle znikąd pod jego nogi weszła mała biała istotka.
- Aka... - nie zdążyłam dokończyć, bo czarnowłosy potknął się o niego jak o olbrzymi głaz.
Strzeliłam facepalma i podbiegłam do niego.
Akashi zdjął chustę z oczu i spojrzał na przyczynę upadku. Białe futerko już zdążyło usiąść mu na udach i zasnąć.
Zgięłam się w pół ze śmiechu.
- Hej, ja myślałam, że to ja jestem twoją partnerką, a nie ten kudłacz - wskazałam na kotka.
- Co on tutaj robi? - spytał retorycznie marszcząc brwi.
- Kto wie? Ale wydaje mi się, że poszedł za swoim partnerem. Może chciał Ci pomóc wygrać, w końcu przez niego straciliśmy punkty w ostatniej konkurencji.
- Nie przez niego tylko przez Ciebie Yeol - zauważył - Zapomniałaś, że miał być pluszowy, a nie żywy.
Wzruszyłam ramionami, ale wciąż nie potrafiłam opanować głupawki.
- Czemu mnie nie ostrzegłaś przed nim? To była konkurencja na zaufanie - skarcił mnie patrząc mi prosto w oczy.
- To nie tak, że nie ostrzegłam. Chciałam, ale ty już się potknąłeś - zauważyłam i zmarszczyłam brwi - Wstawaj.
Akashi złapał w jedną rękę kota (który o dziwo nie obudził się), a drugą chwycił moją wyciągniętą.
- Dobra to jaki mamy czas? - spytał mnie rozglądając się za czymś co dałoby mu odpowiedź.
Jak na rozkaz, podeszła do nas sekundnika o krótkich blond włosach.
- Jeszcze nie przeszliście liny mety - pokazała na czerwoną wstęgę, która powiewała lekko na wietrze.
Popchnęłam go lekko i przeszliśmy wspólnie przez nią, rozrywając ją przy tym.
- A teraz jaki czas mamy? - spytałam z nutką nadziei w głosie, że nie wypadniemy jakoś nadzwyczaj okropnie.
- Dwie minuty i dwadzieścia osiem sekund, pierwsze od końca w waszej grupie - odparła, zanotowała to na białej kartce i odeszła.
- No to nieźle wypadliśmy zaśmiałam się głośno.
Trafiłam na wzrok Akashiego, który świadczył, że z miłą chęcią mnie zabije.
<Akashi? Wpadłam jak śliwa w kompot :c>
Od Akashiego CD Yeol
Zgodnie z poleceniem owego mężczyzny zajęliśmy miejsca gdzieś z boku
auli. Usadowiłem się wygodnie w miękkim fotelu, opierając głowę o tak
niezwykle wygodne oparcie. Prawdopodobnie ponownie pogrążyłbym się we
śnie, gdyby nie biały diablik, który postanowił przemienić moją rękę w
drapaczkę dla jego, tak cholernie długich, pazurów. Syknąłem przeciągle,
kiedy przebił mi skórę, a z kilku drobnych ranek pociekła krew.
Zmierzyłem go wzrokiem tak niezwykle oschłym i zirytowanym, że
mimowolnie zakończył swą brutalną zabawę.
-Nic ci nie jest? Może wypadałoby to opatrzyć?- głos Yeol wybił mnie z rytmu, a jej wzrok spoczął na krwawych zadrapaniach
-Przecież to nic takiego, nie wykrwawię się na śmierć przez głupiego kota.- nadąłem policzki, zakrywając szramy- Nadal nie rozumiem, jak mogłaś niedosłyszeć wyrazu "pluszak".- pokręciłem głową, może lekko rozbawiony, a zarazem zażenowany wcześniejszym zajściem
-Każdy może się pomylić, ważne że dostaliśmy punkty.- skrzyżowała ręce na piersiach, odwracając głowę
-Powiedzmy, że tym razem ci odpuszczę, ale następnym razem nie licz na łaskę.- puściłem jej oczko, a na mą twarz wpełzł cwaniacki uśmieszek
Nie odpowiedziała na ową zaczepkę, uznając rozglądanie się po sali za dużo ciekawsze zajęcie. Nie naciskałem, ani zbędnie nie poruszałem rozmowy, również próbując znaleźć sobie zajęcie, w końcu prawdopodobnie jeszcze trochę tu posiedzimy. Wtem przypomniałem sobie o niewielkiej istotce, która wystraszona wciąż spoczywała na moich kolanach. Spojrzałem w jej kierunku, ostrożnie wyciągając przed siebie dłoń. Początkowy brak reakcji nie wydawał się niczym niezwykłym, nie zrobiłem na nim zbyt dobrego wrażenia.
-No dalej, mały...nie jestem taki straszny.- przechyliłem głowę, mrucząc pod nosem, jednak po chwili spuściłem wzrok, mając nadzieję, że moja towarzyszka nic nie słyszała
Kotek po chwili podszedł bliżej, a jego miękkie futerko pieściło moje palce. Podrapałem zwierzę za uchem, by po chwili wygłaskać go niemal całego. Uwielbiałem te drobne stworzonka bardziej, niż cokolwiek innego. Były moją największą słabością, a zarazem czymś, co niezwykle poruszało me oziębłe serduszko. Gdybym tylko mógł, zaadoptowałbym ich tysiące, jednak rozmiary akademickich pokoi niespecjalnie na to pozwalały.
Po raz kolejny przejechałem opuszkami po brzuchu tej, jakże uroczej, istotki, nim przypadkiem napotkałem wzrok Yeol. Przyglądała mi się z lekkim rozbawieniem, wciąż krzyżując ramiona.
-To nie tak jak myślisz.- prychnąłem, zadzierając głowę- Dzięki temu przynajmniej nikogo nie drapie.
Wciąż rozbawiona skinęła głową, by ponownie przenieść wzrok na frontowe drzwi, przez które wchodziło coraz więcej uczniów. Kilkanaście par, które widziałem po raz pierwszy w życiu bezcelowo snuły się po wnętrzu auli.
-Kim oni są?- zagadnąłem, wskazując na nowo przybyłych
-Skąd mam wiedzieć...przyjechałam tu dzisiaj.- odparła, również uważnie obserwując mijane sylwetki- Czekaj...czy ty przypadkiem nie jesteś na 3 roku?- dodała po chwili, jakby zszokowana moim brakiem wiedzy
-Jestem, jednak niespecjalnie lubię ludzi. Nikogo nie znam.- wyszczerzyłem się w głupim uśmiechu, który najwidoczniej pozytywnie wpłynął na fioletowowłosą
Kiedy ostatnia z par wkroczyła do sali, a emocje nieco opadły, prowadzący ponownie wkroczył na mównicę, a jego donośny głos skutecznie stłamsił wszelkie szepty. Powoli wyjaśniał następną konkurencję, a ja wyjątkowo postanowiłem go posłuchać, by uniknąć ponownych nieporozumień, czy niedopowiedzeń. Z tego co udało mi się zrozumieć wynikało, że czeka nas konkurencja, mająca na celu pogłębienie zaufania. Nie wprowadzono nas w szczegóły, twierdząc, że wszystkiego dowiemy się na miejscu. Powoli podniosłem się z miejsca, odkładając kota na pobliskie siedzenie, chcąc, nie chcąc nie mógł pójść z nami. Ruszyliśmy więc za prowadzącym, który za nic w świecie nie chciał uchylić rąbka tajemnicy. Wśród uczniów rozlegały się szepty podniecenia i przerażenia, które łączyły się w jeden, nieznośny harmider. Prychnąłem znacząco, mając dość wiecznie wrzeszczących małolatów, w szczególności dwójki bliźniaczek, których piskliwe głosy wykrwawiały mi uszy. Na przemian wymieniały się uwagami, niekoniecznie cenzuralnymi, czy właściwymi dla obecnej sytuacji. Czułem, jak wzrasta mój poziom agresji. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś tak niezwykle mnie irytował.
-O choIera, ale to niesprawiedliwe, jak on tak może.- w końcu nie wytrzymałem, ironicznie naśladując owe nastolatki, licząc że wreszcie się uciszą, jednak na próżno, jedynie rzuciły mi beznamiętne spojrzenie, by po chwili zacząć chichotać między sobą- Serio mogłybyście się przymknąć, nie każdego interesuje co macie do powiedzenia.- dodałem po chwili, chowając ręce do kieszeni
Nie zdążyłem zaobserwować ich reakcji, bowiem w tym samym momencie tłum się zatrzymał, a głos prowadzącego ponownie rozbrzmiał, tym razem wzbogacony o, nieco stłumione, echo.
-Przed wami tor przeszkód! Brzmi wspaniale, jednak przejdą go jedynie trzecioklasiści i to z zawiązanymi oczami!- zawołał radośnie, wymachując czarnymi wstęgami, mającymi zapewne pełnić funkcję przepasek- Pierwszaki muszą natomiast pokierować swych partnerów, by jak najszybciej dotarli do celu! Startujecie grupowo, po cztery pary. Przygotować się!
Westchnąłem, przechylając głowę. Więc czeka nas kolejne zadanie, w którym będę musiał polegać na nieco roztargnionej Yeol, zapowiada się ciekawie.
-Więc powierzam się w twoje ręce.- rozłożyłem ramiona, nie ukazując po sobie najmniejszych emocji- Ale przysięgam, że jeśli wpadnę po drodze na jakieś drzewo to inaczej porozmawiamy.- chytry uśmiech i dziwny ruch brwiami nie nadały owej wypowiedzi poważnego tonu, jednak miałem nadzieję, że i tak nie postanowi rozbić mnie gdzieś po drodze
<Yeol? I jak to będzie z Akashim? :v >
-Nic ci nie jest? Może wypadałoby to opatrzyć?- głos Yeol wybił mnie z rytmu, a jej wzrok spoczął na krwawych zadrapaniach
-Przecież to nic takiego, nie wykrwawię się na śmierć przez głupiego kota.- nadąłem policzki, zakrywając szramy- Nadal nie rozumiem, jak mogłaś niedosłyszeć wyrazu "pluszak".- pokręciłem głową, może lekko rozbawiony, a zarazem zażenowany wcześniejszym zajściem
-Każdy może się pomylić, ważne że dostaliśmy punkty.- skrzyżowała ręce na piersiach, odwracając głowę
-Powiedzmy, że tym razem ci odpuszczę, ale następnym razem nie licz na łaskę.- puściłem jej oczko, a na mą twarz wpełzł cwaniacki uśmieszek
Nie odpowiedziała na ową zaczepkę, uznając rozglądanie się po sali za dużo ciekawsze zajęcie. Nie naciskałem, ani zbędnie nie poruszałem rozmowy, również próbując znaleźć sobie zajęcie, w końcu prawdopodobnie jeszcze trochę tu posiedzimy. Wtem przypomniałem sobie o niewielkiej istotce, która wystraszona wciąż spoczywała na moich kolanach. Spojrzałem w jej kierunku, ostrożnie wyciągając przed siebie dłoń. Początkowy brak reakcji nie wydawał się niczym niezwykłym, nie zrobiłem na nim zbyt dobrego wrażenia.
-No dalej, mały...nie jestem taki straszny.- przechyliłem głowę, mrucząc pod nosem, jednak po chwili spuściłem wzrok, mając nadzieję, że moja towarzyszka nic nie słyszała
Kotek po chwili podszedł bliżej, a jego miękkie futerko pieściło moje palce. Podrapałem zwierzę za uchem, by po chwili wygłaskać go niemal całego. Uwielbiałem te drobne stworzonka bardziej, niż cokolwiek innego. Były moją największą słabością, a zarazem czymś, co niezwykle poruszało me oziębłe serduszko. Gdybym tylko mógł, zaadoptowałbym ich tysiące, jednak rozmiary akademickich pokoi niespecjalnie na to pozwalały.
Po raz kolejny przejechałem opuszkami po brzuchu tej, jakże uroczej, istotki, nim przypadkiem napotkałem wzrok Yeol. Przyglądała mi się z lekkim rozbawieniem, wciąż krzyżując ramiona.
-To nie tak jak myślisz.- prychnąłem, zadzierając głowę- Dzięki temu przynajmniej nikogo nie drapie.
Wciąż rozbawiona skinęła głową, by ponownie przenieść wzrok na frontowe drzwi, przez które wchodziło coraz więcej uczniów. Kilkanaście par, które widziałem po raz pierwszy w życiu bezcelowo snuły się po wnętrzu auli.
-Kim oni są?- zagadnąłem, wskazując na nowo przybyłych
-Skąd mam wiedzieć...przyjechałam tu dzisiaj.- odparła, również uważnie obserwując mijane sylwetki- Czekaj...czy ty przypadkiem nie jesteś na 3 roku?- dodała po chwili, jakby zszokowana moim brakiem wiedzy
-Jestem, jednak niespecjalnie lubię ludzi. Nikogo nie znam.- wyszczerzyłem się w głupim uśmiechu, który najwidoczniej pozytywnie wpłynął na fioletowowłosą
Kiedy ostatnia z par wkroczyła do sali, a emocje nieco opadły, prowadzący ponownie wkroczył na mównicę, a jego donośny głos skutecznie stłamsił wszelkie szepty. Powoli wyjaśniał następną konkurencję, a ja wyjątkowo postanowiłem go posłuchać, by uniknąć ponownych nieporozumień, czy niedopowiedzeń. Z tego co udało mi się zrozumieć wynikało, że czeka nas konkurencja, mająca na celu pogłębienie zaufania. Nie wprowadzono nas w szczegóły, twierdząc, że wszystkiego dowiemy się na miejscu. Powoli podniosłem się z miejsca, odkładając kota na pobliskie siedzenie, chcąc, nie chcąc nie mógł pójść z nami. Ruszyliśmy więc za prowadzącym, który za nic w świecie nie chciał uchylić rąbka tajemnicy. Wśród uczniów rozlegały się szepty podniecenia i przerażenia, które łączyły się w jeden, nieznośny harmider. Prychnąłem znacząco, mając dość wiecznie wrzeszczących małolatów, w szczególności dwójki bliźniaczek, których piskliwe głosy wykrwawiały mi uszy. Na przemian wymieniały się uwagami, niekoniecznie cenzuralnymi, czy właściwymi dla obecnej sytuacji. Czułem, jak wzrasta mój poziom agresji. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś tak niezwykle mnie irytował.
-O choIera, ale to niesprawiedliwe, jak on tak może.- w końcu nie wytrzymałem, ironicznie naśladując owe nastolatki, licząc że wreszcie się uciszą, jednak na próżno, jedynie rzuciły mi beznamiętne spojrzenie, by po chwili zacząć chichotać między sobą- Serio mogłybyście się przymknąć, nie każdego interesuje co macie do powiedzenia.- dodałem po chwili, chowając ręce do kieszeni
Nie zdążyłem zaobserwować ich reakcji, bowiem w tym samym momencie tłum się zatrzymał, a głos prowadzącego ponownie rozbrzmiał, tym razem wzbogacony o, nieco stłumione, echo.
-Przed wami tor przeszkód! Brzmi wspaniale, jednak przejdą go jedynie trzecioklasiści i to z zawiązanymi oczami!- zawołał radośnie, wymachując czarnymi wstęgami, mającymi zapewne pełnić funkcję przepasek- Pierwszaki muszą natomiast pokierować swych partnerów, by jak najszybciej dotarli do celu! Startujecie grupowo, po cztery pary. Przygotować się!
Westchnąłem, przechylając głowę. Więc czeka nas kolejne zadanie, w którym będę musiał polegać na nieco roztargnionej Yeol, zapowiada się ciekawie.
-Więc powierzam się w twoje ręce.- rozłożyłem ramiona, nie ukazując po sobie najmniejszych emocji- Ale przysięgam, że jeśli wpadnę po drodze na jakieś drzewo to inaczej porozmawiamy.- chytry uśmiech i dziwny ruch brwiami nie nadały owej wypowiedzi poważnego tonu, jednak miałem nadzieję, że i tak nie postanowi rozbić mnie gdzieś po drodze
<Yeol? I jak to będzie z Akashim? :v >
sobota, 15 kwietnia 2017
Od Yeol CD Akashi
- Waszym pierwszym zadaniem jest znalezienie białego pluszowego kota
ukrytego w naszym lesie na północy akademii - zapowiedział prowadzący -
Musicie je wykonać z osobą, która została wylosowana wcześniej w
systemie uczeń klasy 1 i uczeń klasy 2. Po wykonaniu zadania udajecie
się znowu do auli, gdzie czekamy na resztę. Powodzenia!
Po tych słowach prowadzący odetchnął i usiadł na krześle znajdującym się na podwyższeniu.
Super - krzyknęłam w myślach uradowana - będzie niezła zabawa!
Odwróciłam się z bananem na twarzy w stronę Akashiego. Natknęłam się na jego chłodne jak zima spojrzenie. Widząc mnie wzruszył tylko ramionami.
- No więc, skoro trzeba... co mamy zrobić jako pierwsze? - zapytał z trochę sztucznym uśmiechem.
- Musimy znaleźć białego kota, którego znajdziemy gdzieś w lesie na północy terenu akademii - poruszyłam brwiami cała nabuzowana.
- Dobra, tylko... - nie dokończył, gdyż chwyciłam go za większą od mojej dłoń i pociągnęłam w kierunku wyjścia.
- Ej puszczaj mnie - zawołał lecz ja nie posłuchałam i tylko nadałam szybszego tempa.
Wydaje mi się, że jesteśmy na prowadzeniu, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do rywalizacji.
Po chwili lekkiego truchtu, ujrzałam te same drzwi przez, które pierwszy raz wchodziłam. Automatycznie otworzyłam je i mocniej ścisnęłam jego rękę, by nie uciekł przypadkiem. Pod naszymi butami żwir buntował się wydając charakterystyczne odgłosy.
Spojrzałam w niebo. Było już grubo po 14:00, więc słońce chyliło się ku zachodowi. Automatycznie ustawiłam się na północ. Klasa przyrodnicza wymiata!
- W tamtą stronę - wskazałam swoim bladym palcem w kierunku naszego celu.
Akashi nic nie zdołał powiedzieć, a ja już go znowu prowadziłam.
- Ej opanuj się dziewczyno, nie jesteś koniem - i przyhamował mnie mocno swoją siłą.
Odwróciłam twarz w jego stronę. Czułam jak w moim ciele rozchodziła się energia.
- Szkoda - pokazałam mu język.
Ciemnowłosy przewrócił oczami i poszedł za mną.
- Biały kot powiadasz? - upewnił się spoglądają dookoła siebie.
- Tak. Pewnie będzie średniego rozmiaru i puchaty - rzuciłam wyobrażając go już sobie.
- Skąd niby możesz to wiedzieć, wyczytałaś z roślin?
- Intuicja? - zaśmiałam się, gdy wtem obok chłopaka pojawiła się mała biała plamka.
- To chyba on! - krzyknęłam skacząc by coś dostrzec.
On odwrócił się. Biały kot leżał na jednej z wyższych gałęzi starego drzewa, leniwie liżąc łapę.
- Wejdę po niego - stwierdziłam i stanęłam bliżej drzewa. Chwyciłam jego najniższe gałęzie i podciągnęłam się.
- Tylko uważaj, bo nie mam zamiaru zbierać Ciebie z ziemi - ostrzegł Akashi.
Zasalutowałam mu.
- To przecież jasne! Wspinam się po drzewach od małego!
Czarnowłosy po raz kolejny w tym dniu przewrócił oczami.
Pokazałam mu język i wspięłam się wyżej. Gdy tylko byłam wystarczająco blisko białego przyjaciela, wyciągnęłam dłoń.
- Kici kici - zawołałam, ale kot ani drgnął.
To taki jesteś - przewinęło mi przez głowę.
Nachyliłam się bardziej i złapałam go pod brzuchem. Jemu jednak się to nie spodziewało i dostałam pazurami po rękach.
Ściągnęłam go powoli i bezpiecznie na dół i oddałam go w ręce Akashiego.
- Jest twój - odparłam otrzepując się z liści i innych drobiazgów.
- Jakiś agresywny on jest - zauważył chłopak i na jego twarzy pojawił się grymas - Ugryzł mnie!
- Dlatego właśnie wolę konie - zaśmiałam się i dodałam - Chodźmy szybko, może będziemy pierwsi!
- Tylko nie waż mi się biec! ADHD masz czy co?
Całą drogę przeszliśmy wolnym krokiem i oczywiście nawijałam na okrągło co mi ślina na język przyniosła.
Jednak chyba nie powinnam, bo coś mi się wydaje, że irytuje to chyba jego.
Gdy tylko pokazaliśmy się w auli, młody chłopak, który wcześniej prowadził uroczystość, podszedł do nas.
- Dostajecie dodatkowe dwa punkty za przybycie tutaj jako pierwsi i pięć punktów za wykonanie zadania - i gdy już chciał zabrać kota on ciachnął go pazurem - Co to kurde jest?
Zaśmiałam się cicho.
- Znaleźliśmy kota - w oczach pojawiły mi się iskierki rozbawienia.
- Ale on miał być pluszowy! - prawie krzyknął - Trudno, dostajecie minus dwa punkty za nie posłuchanie polecenia.
- I tak wyszliśmy na czysto, bo mamy pięć w sumie.
Czarnowłosy popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Usiądźcie na razie i poczekajcie na pozostałych - chłopak wskazał wolne krzesła, na których postawiliśmy odpocząć.
<Akashi? My nie damy rady?
>
Po tych słowach prowadzący odetchnął i usiadł na krześle znajdującym się na podwyższeniu.
Super - krzyknęłam w myślach uradowana - będzie niezła zabawa!
Odwróciłam się z bananem na twarzy w stronę Akashiego. Natknęłam się na jego chłodne jak zima spojrzenie. Widząc mnie wzruszył tylko ramionami.
- No więc, skoro trzeba... co mamy zrobić jako pierwsze? - zapytał z trochę sztucznym uśmiechem.
- Musimy znaleźć białego kota, którego znajdziemy gdzieś w lesie na północy terenu akademii - poruszyłam brwiami cała nabuzowana.
- Dobra, tylko... - nie dokończył, gdyż chwyciłam go za większą od mojej dłoń i pociągnęłam w kierunku wyjścia.
- Ej puszczaj mnie - zawołał lecz ja nie posłuchałam i tylko nadałam szybszego tempa.
Wydaje mi się, że jesteśmy na prowadzeniu, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do rywalizacji.
Po chwili lekkiego truchtu, ujrzałam te same drzwi przez, które pierwszy raz wchodziłam. Automatycznie otworzyłam je i mocniej ścisnęłam jego rękę, by nie uciekł przypadkiem. Pod naszymi butami żwir buntował się wydając charakterystyczne odgłosy.
Spojrzałam w niebo. Było już grubo po 14:00, więc słońce chyliło się ku zachodowi. Automatycznie ustawiłam się na północ. Klasa przyrodnicza wymiata!
- W tamtą stronę - wskazałam swoim bladym palcem w kierunku naszego celu.
Akashi nic nie zdołał powiedzieć, a ja już go znowu prowadziłam.
- Ej opanuj się dziewczyno, nie jesteś koniem - i przyhamował mnie mocno swoją siłą.
Odwróciłam twarz w jego stronę. Czułam jak w moim ciele rozchodziła się energia.
- Szkoda - pokazałam mu język.
Ciemnowłosy przewrócił oczami i poszedł za mną.
- Biały kot powiadasz? - upewnił się spoglądają dookoła siebie.
- Tak. Pewnie będzie średniego rozmiaru i puchaty - rzuciłam wyobrażając go już sobie.
- Skąd niby możesz to wiedzieć, wyczytałaś z roślin?
- Intuicja? - zaśmiałam się, gdy wtem obok chłopaka pojawiła się mała biała plamka.
- To chyba on! - krzyknęłam skacząc by coś dostrzec.
On odwrócił się. Biały kot leżał na jednej z wyższych gałęzi starego drzewa, leniwie liżąc łapę.
- Wejdę po niego - stwierdziłam i stanęłam bliżej drzewa. Chwyciłam jego najniższe gałęzie i podciągnęłam się.
- Tylko uważaj, bo nie mam zamiaru zbierać Ciebie z ziemi - ostrzegł Akashi.
Zasalutowałam mu.
- To przecież jasne! Wspinam się po drzewach od małego!
Czarnowłosy po raz kolejny w tym dniu przewrócił oczami.
Pokazałam mu język i wspięłam się wyżej. Gdy tylko byłam wystarczająco blisko białego przyjaciela, wyciągnęłam dłoń.
- Kici kici - zawołałam, ale kot ani drgnął.
To taki jesteś - przewinęło mi przez głowę.
Nachyliłam się bardziej i złapałam go pod brzuchem. Jemu jednak się to nie spodziewało i dostałam pazurami po rękach.
Ściągnęłam go powoli i bezpiecznie na dół i oddałam go w ręce Akashiego.
- Jest twój - odparłam otrzepując się z liści i innych drobiazgów.
- Jakiś agresywny on jest - zauważył chłopak i na jego twarzy pojawił się grymas - Ugryzł mnie!
- Dlatego właśnie wolę konie - zaśmiałam się i dodałam - Chodźmy szybko, może będziemy pierwsi!
- Tylko nie waż mi się biec! ADHD masz czy co?
Całą drogę przeszliśmy wolnym krokiem i oczywiście nawijałam na okrągło co mi ślina na język przyniosła.
Jednak chyba nie powinnam, bo coś mi się wydaje, że irytuje to chyba jego.
Gdy tylko pokazaliśmy się w auli, młody chłopak, który wcześniej prowadził uroczystość, podszedł do nas.
- Dostajecie dodatkowe dwa punkty za przybycie tutaj jako pierwsi i pięć punktów za wykonanie zadania - i gdy już chciał zabrać kota on ciachnął go pazurem - Co to kurde jest?
Zaśmiałam się cicho.
- Znaleźliśmy kota - w oczach pojawiły mi się iskierki rozbawienia.
- Ale on miał być pluszowy! - prawie krzyknął - Trudno, dostajecie minus dwa punkty za nie posłuchanie polecenia.
- I tak wyszliśmy na czysto, bo mamy pięć w sumie.
Czarnowłosy popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Usiądźcie na razie i poczekajcie na pozostałych - chłopak wskazał wolne krzesła, na których postawiliśmy odpocząć.
<Akashi? My nie damy rady?
>
Od Akashiego CD Yeol
Kilka czarnych kosmyków przysłoniło mi oczy, nie pozwalając skupić się
na właściwej czynności. Odgarnąłem je sprawnym ruchem ręki, przeklinając
pod nosem fakt, że wciąż nie postanowiłem ich ściąć. Westchnąłem
zrezygnowany, osuwając się na krzesło. Pomimo ogromnego zapału, fizyka
wciąż wydawała się dla mnie czarną magią, a próby odrobienia choć
jednego zadania kończyły się odpisywaniem tuż przed lekcją. Bycie w
czymś tak kiepskim jest niezwykle frustrujące i demotywujące. Nienawidzę
być gorszy od innych, nieważne w czym. Zacisnąłem pięści, podnosząc się
do pionu. Może powinienem po prostu to olać i przespać resztę dnia? To
kusząca propozycja, jednak czy opłacalna? Rozmasowałem zesztywniałą
szyję, analizując wszelkie plany i możliwości, które mógłbym dzisiaj
spełnić. Wszystkie zostały odrzucone, bowiem przy głębszej analizie nie
wydawały się już tak wspaniałe. Brak znajomych faktycznie strasznie
podcinał skrzydła.
Ponownie westchnąłem, narzucając na ramiona czarną, rozpinaną bluzę i wyszedłem z pokoju, w celu poszukania chociaż chwilowej rozrywki. Nie musiałem długo szukać, bowiem już po kilku zakrętach poczułem uderzenie, zwiastujące, że kolejny nieuważny uczeń postanowił pobiega po korytarzach. Odwróciłem głowę, szukając przyczyny całego zajścia, jednak nigdzie go nie dostrzegłem. Dopiero ciche syknięcie i stukot butów, prawdopodobnie oficerek, pozwoliły mi poznać winowajcę. Okazała się nim drobna, fioletowowłosa dziewczyna, którą, będąc szczerym, widziałem pierwszy raz w życiu. Rozmasowała obolały od zderzenia bark, szczelniej otulając się białym kocem, przewieszonym przez jej ramiona.
-Następnym razem bardziej uważaj.- podsumowałem, odwracając się w jej kierunku- Nie chce kłopotów przez czyjąś nierozwagę.
Już miałem odejść, kiedy zza zakrętu wyłoniła się kolejna kobieta, tym razem dyrektorka, której tajemniczy uśmiech nie wróżył nic dobrego. Zmierzyła nas wzrokiem, kładąc dłoń na ramieniu owej nastolatki.
-Oh szukałam cię moja droga.- odparła, uśmiechając się jeszcze szerzej- Miałam zamiar pokazać ci aulę, jednak sądzę, że pan Nishimura z chęcią cię zaprowadzi!- klasnęła w dłonie, znikając jeszcze szybciej, niż się pojawiła, nie pozwalając mi chociaż na słowo sprzeciwu
Przewróciłem oczami, jawnie ukazując swoje załamanie. Zauważyłem, że mam ogromny talent do wpadania w niepotrzebne kłopoty oraz zjawiania się w nieodpowiednich miejscach, o nieodpowiedniej porze. Gdybym poszedł okrężną drogą, najprawdopodobniej nie musiałbym teraz niańczyć nieznajomej dziewczyny, która nie potrafi poruszać się po korytarzach.
- Najwidoczniej nie mam wyboru.- westchnąłem, spoglądając w kierunku nastolatki- Więc jesteś nowa, nic dziwnego, że wcześniej Cię nie widziałem.- przekrzywiłem głowę, uważnie się jej przyglądając- Słyszałaś dyrektorkę...mam nadzieję, że nadążysz.
Odwróciłem się, podążając w stronę auli, w której co rok witano pierwszoklasistów oraz nowych uczniów. Będąc szczerym nigdy specjalnie nie przepadałem za oficjalnymi wydarzeniami, więc niespecjalnie spieszyłem się, by ponownie zawitać na owym przedsięwzięciu. Przydzielanie do klas, wychwalanie klubów oraz całej tej placówki sprawiała, że wszystko przewracało mi się w żołądku. Poznawanie tysiąca nowych osób, z którymi i tak nigdy nie będę miał styczności.
Co jakiś czas rozglądałem się, by sprawdzić, czy owa istotka nie zgubiła się gdzieś po drodze oraz czy w ogóle nadąża. Zwolniłem nieco, by mogła zrównać ze mną kroku. Uśmiechnęła się blado, jednak nie odwzajemniłem gestu, nie słynąłem ze szczerych grymasów i okazywania uczuć.
-Akashi...mam na imię Akashi.- zagadnąłem wreszcie, kiedy cisza wydawała się być aż nazbyt krępująca- Nic ci nie jest? Mocno przywaliłaś...
-Yeol...i nie...chyba nic mi nie jest.- ponowny uśmiech i radosny głosik były najwidoczniej jej wizytówką
-Długo już tutaj jesteś?- kolejne suche pytanie, które choć na chwilę przerwało milczenie
- Niedawno przyjechałam...jeszcze nie bardzo się orientuję.- nerwowo podrapała się po karku, uważnie obserwując każdy mijany zakręt
Ponowna cisza, jednak nietrwająca długo, bowiem już stąd słychać było gwar i poruszenie w auli.
-To tutaj...mam nadzieję, że sobie poradzisz.- pożegnałem fioletowowłosą i już miałem zamiar odchodzić, kiedy donośne chrząknięcie zatrzymało mnie przy głównym wejściu
Ponownie przewróciłem oczami, odwracając się za siebie. Vice dyrektor najwidoczniej nie był w dobrym nastroju, a skrzyżowane na klatce piersiowej ramiona oznaczały, że nie pozwoli mi tak szybko odejść.
- Panie Nishimura...Z tego co mi wiadomo trzecioklasiści mają w zwyczaju pomóc pierwszakom.- pouczył mnie, wskazując palcem wnętrze pomieszczenia- Bądź dobrym kolegą i choć raz zaangażuj się w życie szkoły.
Przetarłem skronie, czując wzrastający poziom zażenowania. Po co ja w ogóle wychodziłem z pokoju. Nie mając większego wyboru wszedłem do środka, zaszywając się gdzieś na tyłach sali. Byłem tu jedynie z przymusu i niespecjalnie interesowała mnie cała ta szopka.
~~~~
Przemowa ciągnęła się w nieskończoność, a kolejni uczniowie stawali się oficjalnymi członkami akademii. Poczułem, jak moja głowa staje się niezwykle ciężka, by po chwili opaść na oparcie fotela. Zasnąłem, pogrążając się w świecie własnych marzeń i przekonań.
Obudziło mnie szturchnięcie, z początku delikatne, po chwili nieco bardziej agresywne. Otworzyłem oczy, szukając szkodnika, który przeszkodził mi odpoczynek. Okazała się nim Lucinda, pełniąca rolę mojej wychowawczyni.
-Akashi...pewnie nic nie słyszałeś?- zapytała, z pobłażaniem w głosie
-Nie, a powinienem?- usadowiłem się nieco wygodniej, rozmasowując obolałe kończyny
-Nie uczestniczysz w takich wydarzeniach, więc muszę wszystko wytłumaczyć Ci od nowa..to problematyczne mój drogi.- westchnęła, przecierając skronie- Co roku organizujemy integracyjną zabawę w terenie, w której pary, złożone z pierwszo i trzecioklasisty rywalizują ze sobą w kilku konkurencjach...ma to pomóc w nawiązaniu relacji między naszymi nowymi uczniami.- uśmiechnęła się promiennie- Ciebie również do jednej wylosowano...twoją partnerką będzie Yeol z IA- dopiero teraz zauważyłem ową fioletowowłosą istotkę, którą miałem okazję już poznać- Proszę cię...postaraj się być uprzejmy.- dodała szeptem, odchodząc w swoją własną stronę
Odprowadziłem ją wzrokiem, by po chwili przenieść go na nastolatkę, z którą zapewne miałem spędzić resztę dnia.
-No więc, skoro trzeba...co mamy zrobić jako pierwsze?- zapytałem, siląc się na uśmiech
<Yeol? Jak sobie poradzimy :v ?>
Ponownie westchnąłem, narzucając na ramiona czarną, rozpinaną bluzę i wyszedłem z pokoju, w celu poszukania chociaż chwilowej rozrywki. Nie musiałem długo szukać, bowiem już po kilku zakrętach poczułem uderzenie, zwiastujące, że kolejny nieuważny uczeń postanowił pobiega po korytarzach. Odwróciłem głowę, szukając przyczyny całego zajścia, jednak nigdzie go nie dostrzegłem. Dopiero ciche syknięcie i stukot butów, prawdopodobnie oficerek, pozwoliły mi poznać winowajcę. Okazała się nim drobna, fioletowowłosa dziewczyna, którą, będąc szczerym, widziałem pierwszy raz w życiu. Rozmasowała obolały od zderzenia bark, szczelniej otulając się białym kocem, przewieszonym przez jej ramiona.
-Następnym razem bardziej uważaj.- podsumowałem, odwracając się w jej kierunku- Nie chce kłopotów przez czyjąś nierozwagę.
Już miałem odejść, kiedy zza zakrętu wyłoniła się kolejna kobieta, tym razem dyrektorka, której tajemniczy uśmiech nie wróżył nic dobrego. Zmierzyła nas wzrokiem, kładąc dłoń na ramieniu owej nastolatki.
-Oh szukałam cię moja droga.- odparła, uśmiechając się jeszcze szerzej- Miałam zamiar pokazać ci aulę, jednak sądzę, że pan Nishimura z chęcią cię zaprowadzi!- klasnęła w dłonie, znikając jeszcze szybciej, niż się pojawiła, nie pozwalając mi chociaż na słowo sprzeciwu
Przewróciłem oczami, jawnie ukazując swoje załamanie. Zauważyłem, że mam ogromny talent do wpadania w niepotrzebne kłopoty oraz zjawiania się w nieodpowiednich miejscach, o nieodpowiedniej porze. Gdybym poszedł okrężną drogą, najprawdopodobniej nie musiałbym teraz niańczyć nieznajomej dziewczyny, która nie potrafi poruszać się po korytarzach.
- Najwidoczniej nie mam wyboru.- westchnąłem, spoglądając w kierunku nastolatki- Więc jesteś nowa, nic dziwnego, że wcześniej Cię nie widziałem.- przekrzywiłem głowę, uważnie się jej przyglądając- Słyszałaś dyrektorkę...mam nadzieję, że nadążysz.
Odwróciłem się, podążając w stronę auli, w której co rok witano pierwszoklasistów oraz nowych uczniów. Będąc szczerym nigdy specjalnie nie przepadałem za oficjalnymi wydarzeniami, więc niespecjalnie spieszyłem się, by ponownie zawitać na owym przedsięwzięciu. Przydzielanie do klas, wychwalanie klubów oraz całej tej placówki sprawiała, że wszystko przewracało mi się w żołądku. Poznawanie tysiąca nowych osób, z którymi i tak nigdy nie będę miał styczności.
Co jakiś czas rozglądałem się, by sprawdzić, czy owa istotka nie zgubiła się gdzieś po drodze oraz czy w ogóle nadąża. Zwolniłem nieco, by mogła zrównać ze mną kroku. Uśmiechnęła się blado, jednak nie odwzajemniłem gestu, nie słynąłem ze szczerych grymasów i okazywania uczuć.
-Akashi...mam na imię Akashi.- zagadnąłem wreszcie, kiedy cisza wydawała się być aż nazbyt krępująca- Nic ci nie jest? Mocno przywaliłaś...
-Yeol...i nie...chyba nic mi nie jest.- ponowny uśmiech i radosny głosik były najwidoczniej jej wizytówką
-Długo już tutaj jesteś?- kolejne suche pytanie, które choć na chwilę przerwało milczenie
- Niedawno przyjechałam...jeszcze nie bardzo się orientuję.- nerwowo podrapała się po karku, uważnie obserwując każdy mijany zakręt
Ponowna cisza, jednak nietrwająca długo, bowiem już stąd słychać było gwar i poruszenie w auli.
-To tutaj...mam nadzieję, że sobie poradzisz.- pożegnałem fioletowowłosą i już miałem zamiar odchodzić, kiedy donośne chrząknięcie zatrzymało mnie przy głównym wejściu
Ponownie przewróciłem oczami, odwracając się za siebie. Vice dyrektor najwidoczniej nie był w dobrym nastroju, a skrzyżowane na klatce piersiowej ramiona oznaczały, że nie pozwoli mi tak szybko odejść.
- Panie Nishimura...Z tego co mi wiadomo trzecioklasiści mają w zwyczaju pomóc pierwszakom.- pouczył mnie, wskazując palcem wnętrze pomieszczenia- Bądź dobrym kolegą i choć raz zaangażuj się w życie szkoły.
Przetarłem skronie, czując wzrastający poziom zażenowania. Po co ja w ogóle wychodziłem z pokoju. Nie mając większego wyboru wszedłem do środka, zaszywając się gdzieś na tyłach sali. Byłem tu jedynie z przymusu i niespecjalnie interesowała mnie cała ta szopka.
~~~~
Przemowa ciągnęła się w nieskończoność, a kolejni uczniowie stawali się oficjalnymi członkami akademii. Poczułem, jak moja głowa staje się niezwykle ciężka, by po chwili opaść na oparcie fotela. Zasnąłem, pogrążając się w świecie własnych marzeń i przekonań.
Obudziło mnie szturchnięcie, z początku delikatne, po chwili nieco bardziej agresywne. Otworzyłem oczy, szukając szkodnika, który przeszkodził mi odpoczynek. Okazała się nim Lucinda, pełniąca rolę mojej wychowawczyni.
-Akashi...pewnie nic nie słyszałeś?- zapytała, z pobłażaniem w głosie
-Nie, a powinienem?- usadowiłem się nieco wygodniej, rozmasowując obolałe kończyny
-Nie uczestniczysz w takich wydarzeniach, więc muszę wszystko wytłumaczyć Ci od nowa..to problematyczne mój drogi.- westchnęła, przecierając skronie- Co roku organizujemy integracyjną zabawę w terenie, w której pary, złożone z pierwszo i trzecioklasisty rywalizują ze sobą w kilku konkurencjach...ma to pomóc w nawiązaniu relacji między naszymi nowymi uczniami.- uśmiechnęła się promiennie- Ciebie również do jednej wylosowano...twoją partnerką będzie Yeol z IA- dopiero teraz zauważyłem ową fioletowowłosą istotkę, którą miałem okazję już poznać- Proszę cię...postaraj się być uprzejmy.- dodała szeptem, odchodząc w swoją własną stronę
Odprowadziłem ją wzrokiem, by po chwili przenieść go na nastolatkę, z którą zapewne miałem spędzić resztę dnia.
-No więc, skoro trzeba...co mamy zrobić jako pierwsze?- zapytałem, siląc się na uśmiech
<Yeol? Jak sobie poradzimy :v ?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
