Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 października 2017

Od Michaela CD Astrid

Wciąż nieco zaniepokojony, wróciłem do pokoju - akurat na minutę przed wybiciem dwudziestej pierwszej. Na dźwięk otwieranych drzwi, rozwalony wygodnie na łóżku Ches uniósł wzrok znad ekranu komórki. Muszę mu chyba zacząć zabierać ten telefon, pewnie nawet nie pamięta o jutrzejszym sprawdzianie z angielskiego.
- Hej - przywitałem się, rzucając plecak na krzesło. - Byliście z Immi grzeczni? Nie szaleliście ani nic?
- Na swoje szczęście, kocica trzymała się z dala ode mnie - wyburczał.
- No tak, nie dziwię się po waszych ostatnich szaleństwach w łóżku - wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu.
- Sakraaa - mruknął w odpowiedzi, chowając twarz w poduszkę. - Mogłeś ją zdjąć!
-Ale wyglądaliście razem przeuroczo! - pomachałem mu przed twarzą zdjęciem, na którym to rudzielec smacznie sobie spał, a Immi leżała tuż obok niego, zwinięta w kłębek. Chociaż kiedy przyjaciel się obudził, sporo wcześniej, nim myślałem, narobił naprawdę niezłego rabanu.
- Ten kot mnie wykończy...
- Dobra, dobra, i tak wiem, że nas kochasz - stwierdziłem, wzruszając ramionami. - A tak przy okazji, drogi bracie, uczyłeś się może czy cały wieczór tak wisisz na telefonie?
- Piłem też colę.
- Równie dobrze możesz mi powiedzieć, że oddychałeś. A mnie interesuje, czy powtarzałeś coś przed jutrzejszym sprawdzianem.
- A to my coś jutro piszemy?
- Zabierzcie mi siłę, bo cierpliwości już poszło dość - jęknąłem, opadając na krzesło, które zatrzeszczało złowieszczo. - Cześku mój ty drogi i kochany, test z angielskiego! Nie masz tego zapisanego?
- Hmmm - mruknął, po czym wstał i poczłapał do biurka, szukając najwyraźniej zeszytu. No tak, jeszcze mi powiedzcie, że dziś tam nie zaglądał! - A ty wiesz, że na marginesie coś mam tak jakby zapisane?
- Chwała za to, że w ogóle masz ten zeszyt - westchnąłem, po czym zacząłem drapać Immi za uszami. Kotka wskoczyła na moje łóżko i zaraz wygodnie ulokowała się na moich kolanach, mrucząc z zadowoleniem pod wpływem pieszczot. - A teraz do nauki, bo zabiorę telefon?
- Powiedział Misiek, który włóczył się cały wieczór za pannami!
- Kij ci w ucho i twojej coli też - mruknąłem, sięgając po notatki. Zaraz jednak przypomniałem sobie, że obiecałem przynieść jutro Astrid materiał, który mogli przerabiać. W mojej starej szkole mieliśmy niemal identyczny materiał, więc miałem szczerą nadzieję, że da radę wyłuskać odpowiedni temat. Mam też numer do Anthony'ego, więc, w razie czego, po prostu do niego zadzwonię i zapytam. A, no i wypadałoby kupić jakieś proszki dla Astrid, bo pewnie nic nie ma. I może wezmę ze sobą coś do jedzenia, bo jeśli naprawdę się rozłożyła, to raczej nie będzie mieć sił na spacer do stołówki. Wpadnę do niej jeszcze szybko przed lekcjami i zaniosę coś na śniadanie, a potem, jak skończą się lekcje, zajrzę na dłużej. W jakiś dziwny sposób przypominała mi Mariś, choć obie dziewczyny były jak ogień i woda z tego, co zdążyłem zaobserwować.
Delikatnie zdjąłem kotkę z kolan i wstałem, ignorując pełne niezadowolenia miauczenia. O właśnie, może gdybym zaniósł ją do Astrid, w jakiś sposób poprawiłoby jej to samopoczucie? Koty to przecież najlepsi towarzysze na świecie. Z drugiej strony...znajomość z Chesem uświadomiła mi, że naprawdę nie wszyscy pałają miłością do wspaniałych ósmych cudów świata. No i mogła mieć alergię. Ale zapytać trzeba będzie.
- Eureka! - krzyknąłem z zadowoleniem, wyciągając z pudła stojącego na szafie swoje stare zeszyty, które przywiozłem ze sobą na wszelki wypadek.
- Znalazłeś ściągi? Albo bony na colę? - zaskoczony moją nagła reakcją brat uniósł wzrok spod zeszytu, choć przeczuwałem, że nadal większość czasu poświęca na telefon.
- Niestety, ale muszę cię rozczarować - pomachałem swoim znaleziskiem i wpakowałem je zaraz do plecaka, by nie zapomnieć. - Dobra, ja lecę prędko pod prysznic i potem jeszcze się trochę pouczymy, co?
- Sakra, wystarczyłoby pięć minut przed sprawdzianem... - mruknął, a ja w odpowiedzi tylko przewróciłem oczami.
- Bo zabiorę colę - ostrzegłem.
***
Rano wstałem wyjątkowo wyspany i zadowolony - aż dziwne jak na środek tygodnia. Względnie szybko ogarnąłem się i zdjąłem przy okazji Immi z łóżka Chesa, by nie zaliczać kolejnego "cichego dnia" między przyjacielem, a kotką, które były jeszcze gorsze od ich ustawicznych utarczek, po czym dołożyłem wiele starań, by obudzić przyjaciela. Pojękując i narzekając na potęgę, wstał.
- Co, gdzie, jak, kiedy... - mamrotał nieprzytomnie, szukając czegoś na oślep.
- Immi śpi u mnie - powiedziałem mu.
- Pff, i bardzo dobrze - wymruczał.
- No już, już, zazdrośniku - szturchnąłem go. - Budzimy się i idziemy. Jedzenie. Stołówka. Śniadanie.
O dziwo, podniósł się zaskakująco szybko i obaj zeszliśmy na dół. Kiedy wróciliśmy do pokoju, zabrałem jeszcze swój plecak z pudełkiem, gdzie było coś do jedzenia dla Astrid i leki, które wygrzebałem z apteczki. Po lekcjach pójdę i kupię coś lepszego.
- Możesz już iść pod matematyczną, zaraz będę - obiecałem, rozstając się z nim przy wyjściu. Brat skinął głową i skręcił w lewo, ja natomiast skierowałem swoje kroki w stronę damskiego skrzydła akademika, usiłując jak najdokładniej otworzyć wczorajszą trasę. No, ciekawe, czy ją zastanę. Może jednak poczuła się lepiej i poszła już jeść? Albo wciąż śpi? Zapukałem lekko.
- Astrid? - mruknąłem, gdy drzwi powoli zaczęły się otwierać. - Jak tak?

< Astrid? >

poniedziałek, 16 października 2017

Od Astrid CD Michaela

- Kogo jeszcze dzisiaj niesie? – powiedziałam sama do siebie.
Byłam już w koszuli nocnej gotowa położyć się spać, a raczej leżeć w łóżku, przeglądając wszelakie strony w Internecie. Ściągnęłam ręcznik z ramion i jeszcze raz przetarłam nim włosy. Pukanie powtórzyło się. Rzuciłam ręcznik na łóżko, to znaczy rozkładany tapczan i ruszyłam w kierunki drzwi.
https://i.pinimg.com/originals/2d/ba/2c/2dba2c96f378b23b10b2ca17f6c03841.jpg
- Już idę! – otworzyłam drzwi i zanim zobaczyłam, że w drzwiach stoi Michael, warknęłam. – Czego?
Zrobiło mi się głupio, a chłopak zaniemówił z wrażenia. Widocznie chciał coś powiedzieć, ale teraz nie wiedział, czy może się odezwać. Sama nie wiedziałam, co w tym momencie mam zrobić. Wiedziałam, że nie będziemy gadać na korytarzu. Wciągnęłam go do środka za rękę i zamknęłam drzwi. Zbliżała się dziewiętnasta, wiec mógł u mnie jeszcze posiedzieć w pokoju. Odchrząknęłam delikatnie i zaczęłam jeszcze raz. Zdecydowanie łagodniej niż ostatnio.
- Nie spodziewałam się ciebie o tej porze i w dodatku w moim pokoju. Proszę wybaczyć bałagan. Co cię tu tak właściwie sprowadza? – strasznie sztucznie to zabrzmiało.
Co ja mogłam poradzić? Co Michael tu robi?! Zachowywałam się podejrzanie. Postarałam się ogarnąć i trochę uporządkować pokój. Mianowicie zgarnęłam ręcznik, bluzkę i… Nogą szybko zamiotłam bieliznę pod biurko, która niechlujnie leżała na podłodze.
- Wiesz, chciałem sprawdzić, jak się czujesz. Zaniepokoiło mnie twoje nagłe wyparowanie z sali. – rozglądał się po pokoju.
Na wpół słuchałam, co mówi, bo moje myśli były zajęte tym, co powinnam jeszcze była sprzątnąć sprzed jego wzroku. Kolejna była butelka opróżniona zeszłej nocy. Wylądowała do kosza obok biurka.
- Dobrze, już mi lepiej. Cieszę się, że się martwisz… To znaczy, że myślisz o mnie… Co ja mówię? Wiesz, o co mi chodzi. – zamknęłam szybko drzwi od łazienki.
W końcu ustałam w miejscu. Nie trwało to długo. Michael ciągle się mi przypatrywał. Nie umiałam ustać w bezruchu. Jak nie chodziłam, to ręce same mi się trzęsły.
- Bez urazy, ale nie wyglądasz. Spadła ci gorączka.
- Tak jakby… -znowu zaczęłam łazić.
Chłopak złapał mnie za głowę, przykładając swoją chłodną dłoń do mojego czoła. Aż tak jestem ciepła, czy to on jest taki zimny?
- Powinnaś leżeć w łóżku, a nie łazić.
- Nic mi nie jest i tak mam zaległości w szkole.
- Jak jutro zostaniesz w łóżku, to ci mogę pożyczyć moje stare notatki z pierwszej klasy. Też jestem z lingwistycznej klasy.
W sumie, czemu nie. Może powinnam sobie zrobić przerwę. Nie wiem, czy to przez niego, ale nie czułam się w pełni zdrowa.
- Zgoda.
- Świetnie. W takim razie jutro do ciebie wpadnę z zeszytami, jak będziesz grzeczna i odpoczniesz.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez pewien czas o naszych zainteresowaniach i życiu szkolnym aż nie zrobiło się późno. Dochodziła prawie dwudziesta pierwsza. To ja musiałam być strażniczką zasad i powiedziałam mu o godzinie.
- Michael, miło mi się z tobą rozmawia i nie chcę, żeby to brzmiało, jakbym cię wyganiała, ale późno już się zrobiło.
- No tak, ty masz odpoczywać. – chłopak wstał i zaczął się zbierać do wyjścia. – Ja już będę uciekać. Uważaj na siebie.
- Jasne. – odprowadziłam go za drzwi i kiedy miał już iść, dodałam. – Michael…
- Tak? – spojrzał przez ramię.
- Wpadaj do mnie częściej, nawet jak byś nie miał ważnego powodu. Do jutra. – zamknęłam drzwi, nie czekając na odpowiedź.
Westchnęłam, czułam jednocześnie ulgę i niedosyt tej wizyty. Cieszyłam się, że już po wszystkim, moje ciało się rozluźniło, ale dusza chciała zatrzymać go na dłużej by z nim jeszcze pogadać.
- Zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek wyznania. Nie znam tego chłopaka. – myślałam na głos.
Powinnam zmierzyć sobie temperaturę, czy nie dostałam tej temperatury, łapiąc jakiegoś choróbska. Z każdą chwilą robiło się coraz zimniej. Zrobiłam tak, jak powiedział. Położyłam się odpocząć i od razu zasnęła.

<Michael?>

Od Michaela CD Astrid

Nieco skonsternowany, patrzyłem przez kilka dłuższych chwil na zamknięte drzwi, z których dosłownie sekundę temu wypadła jak burza Astrid. Z której strony by na to nie spojrzeć, miała oryginalne i wejście, i wyjście. Miałem też szczerą nadzieję, że naprawdę nie złapie jej żadna poważniejsza choroba. Może po lekcjach wypadałoby zajrzeć do jej pokoju i upewnić się, że wszystko gra? Z drugiej strony, nawet nie wiem, pod jakim numerem mieszka. Ba, nawet nie wiedziałem, z której klasy tak właściwie jest, tylko tyle, że zapewne z jednej z pierwszych, no i że przeniosła się tu niedawno. Powinienem zatem złapać ją w razie czego na kolacji, kiedy większość uczniów przychodziła do stołówki, by nie kłaść się spać z pustymi żołądkami. Tym bardziej, że szkolne żarcie było naprawdę w porządku.
Moje rozmyślania przerwał jednak dzwonek wzywający na lekcje. Strzeliłem jeszcze szybko kośćmi palców i spojrzałem pobieżnie na strój - nieco poplamiony, ale powinno jakoś przejść, tym bardziej, że teraz planowo mieliśmy lekcję z wychowawczynią, panią Sparks. Była naprawdę wyrozumiała i ciepłą osobą, acz nie przepadała za spóźnialskimi, tym bardziej, że mieliśmy zapowiedziany mały test ze z zakresu zakwaterowania - czyli między innymi słówka takie jak rodzaje budowli, a także trochę o tym, jak zarezerwować pokój w hotelu i inne tego rodzaju mniejsze lub większe pierdółki. Westchnąłem z rezygnacją. Powinienem był nad tym trochę dłużej posiedzieć. Po raz ostatni spojrzałem na zostawiony na sztaludze obraz i wyszedłem z pomieszczenia, ostrożnie zamykając za sobą drzwi. Dziarskim krokiem zacząłem iść w stronę sali, mijając po drodze uczniów śpieszących się na lekcje - w tym tłumie nie dostrzegłem jednak Astrid. Może rzeczywiście poczuła się gorzej i wróciła do siebie?
Pod swoją klasą złapałem jednak przyjaciela - Ches rozmawiał o czymś z Niki i Aną, obie dziewczyny trzymały też w dłoniach podręczniki z hiszpańskiego otwarte na słowniczku z działu, z którego zaraz mieliśmy pisać test.
- Hej - przywitałem się, podchodząc do grupki. - Ty brat nic nie powtarzasz? Umiesz już wszystko.
- Sakra, oby - mruknął z krzywym uśmiechem. Poczochrałem go lekko po rudej czuprynie.
- Jak zaliczysz, postawię ci colę - obiecałem.
- A musi to być test, drogi Walterze? - uniósł brwi w charakterystyczny sposób, który sprawiał, że nagle cała poprzednia treść mojego zdania, obojętnie jak bardzo dotycząca nauki hiszpańskiego, teraz stała się wręcz podejrzanie dwuznaczna.
- Tak, ty zboczony kurduplu - potaknąłem, przewracając oczami. Miałem tylko nadzieję, że dziewczyny niczego nie usłyszały.
- Pfff - mruknął, zwieszając głowę.
- No hej, brat, dobrze będzie! - zawołałem, klepiąc go po plecach.
Zanim chłopak zdążył odpowiedzieć, tuż obok nas rozległ się sympatyczny głos nauczycielki:
- Mam nadzieję, moi drodzy!
- O, dzień dobry! - odwróciłem się i cofnąłem o krok ,by przepuścić kobietę. Ta zaś wyjęła odpowiedni klucz i otworzyła klasę, gestem zapraszając nas do środka.
Kiedy wszyscy się już usadzili, pani Sparks rozdała testy, zerkając też na zegarek.
- Dwadzieścia minut powinno wystarczyć, jeśli będzie potrzeba, przedłużymy. Powodzenia!
Po klasie przebiegł zgodny pomruk, oznaczający w założeniu "Dziękujemy". Zapadła cisza, przerywana tylko szuraniem długopisu po kartkach i rzadkich, przyciszonych szeptach, a także odgłosem dmuchania w chusteczkę - Nagisa i Collin byli ostatnimi czasy trochę podziębieni.
Sam również zabrałem się za czytanie i wypełnianie poleceń, usiłując jako tako przestawić się na "tryb hiszpański", chociaż ten język akurat nigdy nie był moją najmocniejszą stroną.
***
Po lekcjach, nieco zmęczony, wróciłem razem z Chesem do pokoju, dając Immi jeść i przebierając się w czyste ubrania - miałem nadzieję, że farba da się w miarę łatwo sprać. Usiadłem też do lekcji, zerkając też co chwila na zegarek, odliczając minuty do kolacji. Nie tyle tylko, co głody byłem, o tyle co zastanawiałem się, jak czy u Astrid już wszystko dobrze.
- Tak w ogóle, brat - zagadnąłem, stwierdzając, że szczęście się może do mnie uśmiechnie. - Kojarzysz może taką jedną nową z młodszych klas?
- Huh? - uniósł głowę znad ekranu telefonu, na którym stukał coś w szybkim tempie. - Którą? Czemu pytasz?
- Astrid. Zaszła dzisiaj do pokoju klubowego, jak malowałem obraz na konkurs...
- O właśnie, jak ci idzie?
- A skończyłem - uśmiechnąłem się szeroko. -Mam nawet zdjęcie, jutro mogę ci oryginał pokazać.
Chłopak podszedł, gdy włączyłem telefon, odszukując w galerii odpowiednie zdjęcie. Przypatrzył się też namalowanej dziewczynie.
- No nieźle, nieźle - uśmiechnął się. - A dziewczynę kojarzę. Ale nadal żądam pikantnych szczegółów, cóż takiego zaszło w pokoju klubowym, że się dopytujesz.
- Pff - westchnąłem. - Trochę gorzej się chyba czuła, więc jestem ciekaw, czy już lepiej.
- A czemu ją namalowałeś?
- Troszkę mnie wystraszyła - uśmiechnąłem się z zakłopotaniem. -I walnąłem na prawie gotowym obrazie taką grubą, czarną krechę...
- Och, sakra - skrzywił się.
- No, ale że akurat i ona ma ciemne włosy, to ją postanowiłem tam umieścić. Zatem ostatecznie wyszło lepiej, niż miało być. To jak? Podasz mi teraz, do jakiej klasy chodzi?
- Hm... - zastanowił się dłuższą chwilę. - Do Ib.
- Okey, dzięki. Tak w ogóle, może już byśmy poszli na stołówkę?
- Jestem za - wyszczerzył się.
- Zdziwiłbym się, gdybyś odpowiedział inaczej, głodomorze.
***
Gdy zaszliśmy na stołówkę - akurat tego dnia na kolację podawali jajecznicę - wypatrywałem uważnie znajomej sylwetki dziewczyny, nigdzie jej jednak nie dostrzegłem. Może rzeczywiście słabo się czuje? Chyba że przyjdzie później. Ale mimo wszystko...
Wypatrzyłem jednak w tłumie Akane, którą znałem z widzenia - była dziewczyną Anthony'ego, z którym jednak chodziłem do tego samego klubu. No i oboje chodzili do Ib.
- Zaraz wracam, Ches - mruknąłem, podnosząc się. Podszedłem do stolika zajmowanego przez dziewczynę.
- Hej, wybacz, że przeszkadzam... kojarzysz mnie może ogółem?
- Hm? - spojrzała na mnie, wyraźnie nieco zaskoczona. - Michael z IIb, tak?
- Zgadza się - przyznałem. - Gdzie zgubiłaś Anthony'ego ogółem?
- Zjadł już i wyszedł wcześniej, żeby powtórzyć na jutro. Mamy test z biologii - wyjaśniła.
- O, powodzenia. Układ krwionośny, dobrze kojarzę. Coś chyba ostatnio wspomniał.
- Tak. O co chodzi ogółem, coś z nim?
- Aaa... nie, nie. Chciałem tylko zapytać, chodzisz może do klasy z taką Astrid?
- Tak, niedawno się przeniosła tu.
- O, dobrze słyszeć. Wiesz może ogółem,co u niej? W porządku się czuje i tak dalej? W sensie, tak od przerwy obiadowej?
- Cały dzień było dobrze, ale dzisiaj akurat mały misz-masz z lekcjami mieliśmy i dużo wcześniej skończyliśmy, więc od tamtego czasu jej nie widziałam... czemu pytasz?
- A, tak jakoś - mruknąłem. - Dobra, jeszcze jedno. Wiesz może, w którym pokoju mieszka?
- Och... - zastanowiła się chwilkę. - Czekaj, chyba nawet sobie zapisałam, żeby mieć w razie czego...
- Jasne, jasne - uśmiechnąłem się. - Przepraszam za kłopot ogółem.
- Daj spokój - machnęła ręką. W końcu wyjęła kartkę i wybrała spośród całkiem pokaźnej listy pokój, w którym mieszkać miała właśnie Astrid. Troszkę zdziwił mnie fakt, że takową posiada, ale... może nauczyciel jej niedawno dał, żeby coś tam zrobiła? Albo cokolwiek?
- Okey, dzięki wielkie. To ja uciekam, cześć. O właśnie, pozdrów Anthony'ego.
- Jasne, do zobaczenia - skinęła głową, po czym wróciła do swojej porcji.
Wróciłem do stolika.
- No, wszystko mam - uśmiechnąłem się.
- Misiek jako profesjonalny stalker? - zapytał Ches.
- Tak, tak - przewróciłem oczami, po czym odsunąłem krzesło, kończąc szybko swoją porcję. - Brat, ja się trochę wcześniej dzisiaj będę zmywał, wrócę za niedługo do pokoju, dzwoń jak coś.
- Jasne! Jakby ten kot zaczął coś odwalać, będę się dobijał.
- Chyba zacznę tracić nadzieję, że się dogadacie - westchnąłem, wstając z tacką z naczyniami, gdy skończyłem porcję. Odniosłem wszystko we wskazane miejsce, po czym szybkim krokiem ruszyłem w stronę damskiej części akademika, mając nadzieję, że szybko znajdę odpowiedni pokój, co zresztą po chwili się udało.
- No, mam tylko nadzieję, że to dobry numer - mruknąłem jeszcze tylko do siebie.
Zastukałem lekko, czekając na odpowiedź. Zaraz ogarnęły mnie wątpliwości - w sumie, bez żadnego uprzedzenia, wieczorem wręcz wpraszałem się do pokoju dopiero co poznanej dziewczyny. Miałem jednak nadzieję, że Astrid nie będzie zła ani nic. No i że w ogóle zaszedłem pod dobry pokój...

< Astrid? >

wtorek, 10 października 2017

Od Astrid CD Michaela

- Mnie? - zapytałam zdziwiona.
Spojrzałam jeszcze raz na jego obraz. Wcale tak źle to nie wyglądało, ale skoro chłopak ma koncepcje, to niech będzie. Byłam zadowolona, że będę mu pozowała. Chłopak kiwał głową.
- A o kim mowa? – zapytał.
- W sumie to tak jakby przeze mnie… Zgoda. Kidy zaczynamy?
- Teraz.
- W sensie już? W tych szmatkach? – rozciągnęłam mundurek szkolny. – Nie możemy tego przełożyć albo spotkać się za chwilkę? Zdążyłabym się ubrać w coś normalnego.
- Dobrze w nim wyglądasz. Nie wiem, o co ci chodzi. – uśmiechnął się lekko chłopak. – To na konkurs szkolny, więc mundurek jest jak najbardziej na temat.
Spojrzałam na niego surowym okiem. Mnie osobiście szkolny ubiór… łagodnie ujmując, jest drętwy. Westchnęłam, nie będąc przekonana do tego pomysłu. W szafie mam tyle ładnych ubrań, a on mówi, że mundurek jest „ok”. Jego praca, nie mam nic przeciwko. Może jednak go trochę zmienię?
- W porządku. – szłam w kierunku ławki znajdującej się przed sztalugą.
Zdjęłam z siebie marynarkę, którą rzuciłam na blat. Zakasałam rękawy od koszuli i rozpięłam kilka guzików, ściągając czerwoną wstążkę. Nosiłam ją zawsze, by choć trochę ożywić ten uniform. W końcu usiadłam koło czarnej marynarki, którą miałam zamiar wykorzystać jako poduszkę pod łokieć.
- Może być tutaj? Jestem gotowa. – czekałam na reakcję Michaela, któremu skradłam zdjęcie.
- Jest dobrze. – krząknął.
Uśmiechnęłam się do niego, a on schował głowę za sztalugę. Uroczy! Jestem ciekawa czy ma już jakąś na oku. Skoro ma takie podejście do dziewczyn jak do mnie, to raczej nie. Położyłam się na połączonych ze sobą ławkach. Podparłam się na łokciu, a drugą rękę położyłam na boku wzdłuż ciała. Michael wychylił się spojrzał, marszcząc brwi.
- Może lepiej będzie jednak, jak byś siedziała.
Usiadłam tak jak wcześniej, na co chłopak znowu mnie poprawił.
- Nogi musisz mieć na ławce.
Zawinęłam je obok siebie i podparłam się na ręce po przeciwnej stronie, co podkulone nogi.
- Długo ci się z tym zejdzie? – zapytałam z ciekawości.
- Tak z pół godzinki. – mierzył mnie końcówką pędzla.
- Nie wiem, czy dam radę tak długo się uśmiechać. Nie jestem do tego przyzwyczajona. – czułam, jak samoistnie kąciki ust unosiły się ku górze.
Dobrze spotkać tu kogoś takiego. Jest miły i przystojny. W dodatku uniknął poznania mojej drugiej strony. To już by był koniec tej krótkiej znajomości, gdyby był zły o tę czarną smugę. Przykro byłoby mieć takiego rudawego blondyna za wroga.
Cały ten czas bycia sztywnym posągiem myślałam o przeczesaniu jego grzywy palcami. Dobrze, że przyjęłam sobie wygodną pozycję, bo zegarek na ścianie pokazał upływ dopiero kwadransa, a ja już czułam, jak nogi zaczynają mi drętwieć. Mimowolnie uśmiechałam się za każdym razem, gdy młody artysta wyglądał zza płótna. Jeszcze zmarszczek od tego dostanę. Nie mogłam się jednak pozbyć tego głupawego uśmieszku. Zezłoszczona na samą siebie wytknęłam język, by się nie uśmiechnąć. Wystarczyło, że Michael spojrzał na mnie, by i ta sztuka mi nie wyszła. Ugryzłam się w język, którego nie zdążyłam schować, podczas gdy mięśnie twarzy dążyły do zrobienia pogodnego uśmiechu. Zdziwiony Michael zerknął na mnie szybciej niż zwykle, przyglądając się mojej minie. Miałam już schowany język, widocznie skupiał się na czymś innym w tym momencie i nie zauważył tego szczegółu dokładnie. Prawie wybuchłam śmiechem z tego powodu… Co się ze mną dzieje?! Na zewnątrz moje ciało zachowywało się zupełnie inaczej, niż bym tego chciała. Chyba chora jestem, bo mimo rozpiętej koszuli i podwiniętych rękawów było mi gorąco.
- Skończone. Możesz się zobaczyć Astrid. – powiedział blondyn, odkładając paletę i pędzel.
Schodząc z ławki, nogi same mi się ugięły. Nie trudno sobie wyobrazić, co się dzieje z osobą, która ma niedowład w nogach. Zwykle ląduje na ziemi, ale nie tym razem. Upadek wcale nie był bolesny. Miałam wrażenie, że skończy się to podobnie, jak ze szpilkami, które nosiłam po raz pierwszy. Otworzyłam oczy, słysząc głos Michaela.
- Nic ci nie jest?
- Wszystko gra, krew mi do nóg jeszcze nie spłynęłaaaa…
Aaa! Jaka ze mnie niezdara! Leżałam na rękach Michaela. Tak, nie! Tak być nie powinno!
- Jakaś rozpalona jesteś. Nie jesteś chora?
Oj chyba to nie choroba! Na tak bladej cerze widać każdy najmniejszy rumieniec, a ja się czułam jak pomidor. Pierwszy raz mnie coś takiego spotkało. Chciałam wstać, ale pomógł mi w tym chłopak, bo sama jeszcze własnych nóg dobrze nie czułam.
- Nie czuję się najlepiej, ale w końcu do szkoły trzeba chodzić, zwłaszcza, jak się w połowie pierwszego semestru przenosi. – skłamałam, by nie miał najmniejszych podejrzeń. – Będę się już do siebie zbierała, dzięki za dzisiaj, mam nadzieję, że mogłam pomóc bardziej niż nabroić.
Złapałam wszystkie swoje rzeczy i wybiegłam z sali, trzaskając za sobą drzwiami, o które się oparłam. Musiałam złapać myśli oraz oddech. Ukradkiem oka zobaczyłam, jak ktoś się na mnie patrzy. W mgnieniu oka na mojej twarzy zagościł spokój.
- Co się tak gapisz! – parsknęłam do przechodnia, który uciekł szybkim krokiem.
Wzięłam głęboki oddech. Nałożyłam marynarkę i poszłam przed siebie. W sumie to się nie dziwię przechodniowi. Sama bym chciała wiedzieć, co się stało dziewczynie czerwonej jak burak, o płytkim oddechu i ubiorze jak z jakiegoś aktu. Uśmiechnęłam się pod nosem i doprowadziłam do porządku, wsiąkając w moją internetową codzienność. Dosłownie tak, jak gdyby myśli sprzed chwili zostały w innym świecie i nie miałyby teraz żadnego znaczenia.
<Michael?>

poniedziałek, 9 października 2017

Od Michaela CD Astrid

Od dawna nie wciągnął mnie do tego stopnia żaden obraz. A biorąc pod uwagę, jak nieprzytomny potrafię być podczas tworzenia moich prac, to naprawdę dziwne, że pamiętałem o czymś takim, jak obiad czy lekcje.
Zazwyczaj maluję u siebie w pokoju, jednym uchem słuchając Cześka lub Immi, kiedy wszystko wylatuje drugim - nie zliczę, ile razy już przez to kotka była na mnie obrażona. Tworzenie obrazów przenosiło mnie jednak w inny świat, do krainy kolorów, pędzli i farb, gdzie nie istniały żadne dźwięki poza śpiewami kolorów i gdzie nie dało się uświadczyć obecności jakichkolwiek widoków poza tym zawężonym do płótna i tworzonego modelu. Mimo wszystko, lubiłem, gdy przy okazji ktoś obok mnie mówił, w szczególności brat.
Dzisiaj jednak wymigałem się od wszystkiego - zadowoliłem się kanapkami zjedzonymi rano i, pomijając obiad, zaraz po dzwonku obwieszczającym koniec języka angielskiego, pognałem jak strzała w stronę pokoju klubowego, by skończyć swój obraz na konkurs - widok na Akademię Green Heels z okna. Chciałem dobrze oddać roztaczającą się wszędzie dookoła jesienną aurę, więc szczególnie dużo uwagi poświęcałem nie tyle co na najważniejsze punkty, co na szczegóły, jak zbłąkany promyk słońca, oświetlający złoto-rudy liść, ostatkiem trzymający się gałęzi wiekowego, sękatego drzewa - wystarczyłby jeden zbłąkany, nieco mocniejszy podmuch wiatru, by z wdziękiem baletnicy z "Jeziora łabędziego" dołączyć do swych braci na ziemi, którzy zdążyli wyścielić ziemię miękkim, wielobarwnym dywanem.
Wtem jednak z zadumy wytrącił mnie niespodziewany dźwięk aparatu. Drgnąłem, wykonując niezamierzony ruch pędzla po płótnie - długa, czarna krecha przebiegła przez środek liściastego kobierca.
Odwróciłem się w stronę drzwi, a mój wzrok natrafił na nieznajomą osobę, zapewne nową zarówno w szkole, jak i naszym klubie.
- Przepraszam! Nie chciałam przeszkadzać. Tylko się rozglądałam, Astrid jestem.
Westchnąłem cicho, z rozżaleniem patrząc na prawie gotowy obraz, który teraz szpeciła czarna, przebiegająca niemal przez sam środek kreska - dość krótka, to prawda, acz trudna do zmazania. Z drugiej strony jednak, wyładowanie złości na dziewczynie nic mi nie da, tym bardziej, że i tak była wyraźnie zestresowana. Nerwowym ruchem wetknęła aparat do kieszeni bluzy.
- Rozumiem, rozumiem - machnąłem ręką w której, jak sobie za późno przypomniałem, wciąż trzymałem świeżo umoczony w farbie pędzel. Kilka kropli gęstej, burej cieczy spadło na moje spodnie. - Scheisse - mruknąłem pod nosem. - Na przyszłość tylko mów coś, jak wchodzisz, dobra?
- Taa - mruknęła.
- Tak w ogóle, to miło mi - wstałem, strzykając kośćmi w palcach, po czym wyciągnąłem dłoń w stronę dziewczyny. - Michael Rosenthal z IIb, miło mi. Nowa jesteś, zgadłem?
Potwierdziła skinięciem głowy.
- Cóż, zawsze to miło, jak ktoś dołącza. Ale teraz za wielu członków nie spotkasz, jeśli chcesz porozmawiać z przewodniczącą, kończy wszystko około piętnastej, czyli w klubie pewnie będzie jakoś wpół do piątej.
- Nie trzeba, ale rozumiem.
Zdmuchnęła z czoła niesforne, czarne pasmo włosów i wtedy też zauważyłem, jak niespotykane ma oczy - lewe czerwone, prawe żółte. Jak barwy jesieni.
A gdyby tak...
- Astrid, masz czas? - wypaliłem.
Zmarszczyła brwi, wyraźnie nieco skonsternowana.
- Czemu pytasz?
- Widzisz, kiedy wystraszyłaś mnie chwilę temu - wyszczerzyłem się szeroko - to przez przypadek maznąłem po obrazie czarną krechę...
- Nie przepadam za malowaniem, wolę szkicować - uprzedziła.
- Naprawdę? Huh, to się dogadasz z Lindsey, przewodniczącą. Podpytaj ją, ma niesamowitą wiedzę o ołówku. W każdym razie, ponawiam pytanie: masz czas?
- Zależy - odparła ostrożnie.
- Bardzo dyplomatyczna odpowiedź - pochwaliłem, wywracając oczami. - W każdym razie, masz włosy w identycznym, czarnym kolorze i ciekawe barwy oczu, jak jesienne barwy. Miałabyś czas, żeby pozować do obrazu? Krechy już nie zmażę, więc pomyślałem, że namaluję postać leżącą na liściach.

< Astrid? >

poniedziałek, 25 września 2017

Od Astrid DO Michaela

Pierwszy dzień w nowej szkole. Poprzednia nie była najlepszym trafem. Mam nadzieję, że tu będzie lepiej. Patrząc na status szkoły, to ludzi dzieli się na uzdolnionych i bogatych jak ja. Raczej powinnam sobie znaleźć towarzystwo, nie takie jak ze wczorajszej nocy. Eh, głęboki oddech i głowa do góry. Otworzyłam drzwi od Sali lekcyjnej, gdzie znajdować się miała moja przyszła klasa.
- Pierwsza B? – zapytałam.
- Tak, proszę. – dostałam zaproszenie od nauczyciela.
Nie raz przedstawiałam się klasie, ale i tak byłam zdziwiona. Jej frekwencja wynosiła tylko dwóch chłopaków i dwie dziewczyny. Są jacyś nieobecni?
- Miło mi was poznać. Ja jestem Astrid i od dzisiaj będę do tej klasy przynależała.
Stara jak świat formułka niezapewniająca niczego. Nie lubię przesiadywać na lekcjach. Wyjątkiem jest poezja i dlatego wybrałam sobie taki, a nie inny profil.
- Ze wzajemnością, zajmij sobie miejsce. – nauczyciel wskazał grupkę.
Usiadłam na tyłach, czyli w trzeciej ławce. Dwie wcześniej były zajęte przez siedzące parami osoby. Miłość, nie miłość? To pierwsza klasa. Siedzą tak pewnie dla oszczędności głosu nauczyciela, prawda?
Nowe zawsze interesuje, ciekawi i przyciąga, ale nie kogoś, kto szkoły zmienia tak często, jak ja. Nie zależy mi na wynikach w nauce. Moja przyszłość od dawna jest już ułożona. Jako jedynaczka, jestem jedyną spadkobierczynią majątku rodziców. Mnie zależy na dobrej zabawie i przy dobrych wiatrach prawdziwym przyjacielu, czy też przyjaciółce. Każda poprzednia szkoła na długo zapamięta moje nazwisko.
Zajęcia minęły bez szwanku, poznałam te cztery osóbki i dowiedziałam się, że to cała nasza „liczna” klasa. Nie zapamiętałam ich imion. Nie szczególnie zapadli mi w pamięć. Po zajęciach opuściłam swoich klasowych przyjaciół i udałam się do sali „miłośników sztuki”. Była przerwa obiadowa, ale nie czułam się głodna. Ze sobą noszę własne jedzenie.
Liczyłam na to, że nikogo w pomieszczeniu nie będzie i będę mogła sama się po niej rozejrzeć i zdecydować, czy będzie mi odpowiadało spędzanie tam czasu. W środku był chłopak, rudawy przystojniak stojący przy sztaludze. Stał bokiem do mnie i chyba mnie nie zobaczył, jak weszłam. Zajęty był malowaniem. Idąc w jego stronę, oglądałam dzieła innych uczniów, które wisiały na ścianach. Zatrzymałam się obok i zerknęłam, co maluje. Ja osobiście wolę ołówek, bo nie idzie mi malowanie, ale przepadam za obrazami. Spostrzegłam się, że maluje jakiś krajobraz zza okna. Widok był warty uchwycenia. Był to szkolny park „Green Heels”. Cofnęłam się o kilka kroków i zrobiłam mu zdjęcie, jak stoi przy sztaludze. Zapomniałam, że dźwięk od aparatu mam włączony.
Chłopak maznął pędzlem po płótnie. Już wiem, że i tu przyjaciela nie będę miała.
- Przepraszam! Nie chciałam przeszkadzać. Tylko się rozglądałam, Astrid jestem. – zachowywałam spokój, chociaż moje serce nie chciało ze mną współpracować.

Miś?

Od Astrid DO Czeslava

Czy ja jestem jakąś książką, z której można wszystko wyczytać? Znudziła mnie rozmowa przez drzwi. Wciągnęłam bagaże do środka, nie zamykając drzwi. Nie zapraszałam go, ale tak sobie myślałam, że nie odpuści. Tak też się stało. Niskiego wzrostu blondyn rozejrzał się po korytarzu i wszedł, zamykając pokój.
- Tak, pierwsza B. Jest coś jeszcze, co chcesz wiedzieć, a ja i tak ci powiem w niechciany sposób? – zapytałam, będąc lekko zrezygnowana.
Dzisiejszy dzień był męczący, prawie od samego rana w podróży i pakowanie się, a przede mną rozpakowywanie. Złapałam się za jedną torbę i zaczęłam w niej grzebać.
-Hym, musiałbym chwilę nad tym pomyśleć, ale na pewno coś się znajdzie… Właśnie, skąd do nas przybywasz? Raczej ciężko jest tu o kogoś stąd.
-W moich stronach wita się tak…
Wyciągnęłam z dna torby przeszmuglowane wino z winnicy matki i pokazałam chłopakowi.
- Reflektujesz? – zapytałam z przyzwoitości, której dostałam od zmęczenia.
Chciałam się napić po całym dniu. Skoro on pije, to mnie nie wyda, prawda? A zresztą, mam tylko jedną butelkę. To się ewentualnie szybko wypije i wywali za okno.
-No pewnie, to znaczy… Poproszę.
Rozejrzałam się po pokoju za jakimś kieliszkiem, ewentualnie szklanką, ale czego można było się spodziewać po jednogwiazdkowym akademiku. No nic, mam nadzieję, że mój koleżka nie brzydzi się śliny. Otworzyłam butelkę otwieraczem z torby i podałam butelkę chłopakowi.
- Domowej roboty.
- W takim razie trzeba spróbować.
Czeslav najpierw powąchał, a później wziął głębokiego łyka. Potrzymał chwilę w buzi i połknął.
- Jakiś smakosz z ciebie win?
- Nie. Sprawdzam, czy niezatrute.
- Daj mi już tę butelkę, też chce się napić. Zmęczona dzisiaj jestem.
Usiedliśmy na rozkładanej kanapie i kończyliśmy butelkę na zmianę. Czeslav nie umiał długo siedzieć cicho. Ciągle o coś pytał, a ja mu odpowiadałam. Przestałam myśleć nad tym, co mówię i w pewnym momencie chłopak zapytał:
- Kolor bielizny?
- Czarny…
Zaraz co? W jednej chwili całe zmęczenie mi przeszło. Spojrzałam na niego i podniosłam głos.
- CO?!
Czeslav się tylko uśmiechał, a ja wewnętrznie się gotowałam ze złości. Z tego wszystkiego rumieńców dostałam. Chciałam go pobić, ale się uspokoiłam. Straszny z niego naciągacz. Nie będę się do niego więcej odzywała. Spojrzałam tylko na prawie pustą butelkę wina. Więcej mu nie dam! Wypiłam resztę jednym duszkiem. Ale mi się zaczęło wszystko odbijać.
-Pora na mnie, jutro się rozpakuję i przebiorę, a ty jak iść nie chcesz, to tam jest podłoga. – wskazałam na przeciwległą ścianę, lecąc na bok.
- Ty już pijana?
- Wcale nie! Tylko głowa mnie boli. To zmiana ciśnienia.
- Ktoś tu słabą głowę ma.
- Chyba ty.
Brak sufitu źle mi wróżył. Chyba jednak przesadziłam. Wyciągnęłam rękę do przodu, leżąc plecami na kanapie. Było mi teraz wszystko jedno, jaki ten pokój by nie był, bo było mi po prostu dobrze.
- Co robisz? – zapytał.
-Rozciągam się… w sumie to nie wiem. Co ja tu robię?

Czeslav? Bo mi się pomysły kończą. Ty to dobry jesteś w rozmowach XD

sobota, 8 lipca 2017

Od Czeslava CD Astrid

- Auć to zabolało - powiedziałem - Od razu tak od konusów wyzywać?
- Sam się o to prosiłeś - mruknęła dziewczyna nie zmieniając pozycji
- Do czego to doszło, że będąc miłym w tych czasach, spotyka mnie tyle nieprzyjemności - uśmiechnąłem się sam do siebie
- Nikt Cię nie prosił, o to.
- Najmocniej przepraszam - przewróciłem oczami - Ale savoir vivre wymaga ode mnie powitania nowego ucznia. A tym bardziej takiego ucznia.
- Takiego? - dziewczyna lekko zmieniła ton - co masz na myśli mówiąc takiego?
- Takiego, który całuje wiatrak - zaśmiałem się
- Och zamknij się kurduplu
- A ta znowu od kurdupli...
- Dlaczego, sobie po prostu nie pójdziesz? - warknęła
- Mam kilka powodów, po pierwsze powitanie Ciebie jak należy, po drugie ciekawość kimże jest dama całująca wiatrak, po trzecie przytrzasnęłaś mi stopę na tyle skutecznie, że zaraz mi odpadnie.
- I bardzo dobrze - mruknęła, ale lekko odsunęła bagaż i udało mi się wysfobodzić stopę.
- Co za ulga - westchnąłem - To co? Do której klasy chodzisz?
- Już mówiłam nie twój interes - stanęła ze skrzyżowanymi ramionami
- To może chociaż się przedstawisz... - uśmiechnąłem się
- Astrid
- Miło mi Cię poznać Astrid - podałem jej rękę
- A mi nie miło, idź sobie.
Opuściłem dłoń i uśmiechnąłem się pod nosem. Heh uparte dziewczę. Ona jeszcze nie wie, że trafiła na prawdziwego uparciucha.
- To może zapytam inaczej - powiedziałem - Jak Ci się tutaj podoba?
- Jest dennie - powiedziała krótko
- Yhym - świetnie... niezadowolona damulka - a dlaczego jest dennie?
- Mam beznadziejny pokój, ludzie są okropni, a zwłaszcza ty kurduplu i nie można spożywać tutaj alkoholu - pokiwała głową
- Z tym ostatnim to się zgodzę - uśmiechnąłem się - Też mi się to nie podoba, ale jakoś sbie radzimy. Co jakiś czas zdarza się mała posiadówka, albo impreza... trzeba tylko umieć się hmmm ,,zachować''. A tak to nie jest najgorzej, co do pokoju to Ci nie pomogę, każdy ma swój gust, ale ludzie nie są wcale tacy źli. Ile osób już poznałaś?
- Wystarczająco dużo, żeby tak stwierdzić.
- To znaczy? - drążyłem
- Ciebie - warknęła
- Oooo to naprawdę dużo - zaśmiałem się - W twojej klasie na pewno są fantastyczne osoby, moja klasa B jest tego idealnym przykładem.
- Pierwsza B? - spytała szybko
- Druga - uśmiechnąłem się - Czyli chodzisz do pierwszej B?

<Astrid?>

piątek, 23 czerwca 2017

Od Astrid

Kto to słyszał, że nie można spożywać alkoholu na terenie szkoły. Że też akademik musi być po tej samej stronie muru, co szkoła. Już mi się tu nie podoba. Ja płacę, ja wymagam. Jeszcze mi będą mówili, co mam robić i jak się ubierać. Trzeba będzie pomyśleć nad wykupieniem jakiegoś lokum na te kilka lat. Później się je najwyżej sprzeda. Wynajem nie wchodzi w grę. Ah, to chyba tutaj. Otworzyłam drzwi od przydzielonego mi pokoju w akademiku. Nic nie przykuło mojej uwagi. Pierwszą sprawdziłam łazienkę, zostawiając torby za progiem. Prysznic...można było się tego spodziewać. Koniec z gorącymi kąpielami. Nie będę miała nawet jak użyć moich soli do mycia pod prysznicem. Przynajmniej na chwilę obecną, to dobry pomysł, by się odświeżyć. Upalne są tu dni o tej porze roku. O mój Boże, wiatrak! To jest jedyny plus, jaki na razie znalazłam w tym pokoju. Wyszłam z łazienki i włączyłam urządzenie z wirującymi skrzydełkami. Stanęłam przed wiatraczkiem pochylając się do przodu tak, by wsadzić głowę w strumień zimnego powietrza. Co za przyjemne uczucie! Zamknęłam oczy i ściągnęłam lekko przepoconą koszulę z ramion. Mmmmmm...
Usłyszałam chichot dobiegający z korytarza...nie zamknęłam drzwi? Zerknęłam otwierając jedno oko. Oczywiście, że nie! Torby blokowały wejście do pokoju, a za nimi stał chłopak o niewielkim wzroście. Czułam się jak wulkan. W środku kipiałam i miałam ochotę miotnąć w niego jakimś przedmiotem, lecz na zewnątrz starałam się powstrzymać od rozlewu krwi.
-To jest damski akademik, wiesz? -zapytałam go, delikatnie dając mu do zrozumienia, że jest nie proszonym gościem.
-To prawda, ale od godziny 21. – oparł się o futrynę drzwi.
Co? Że jak?! Poprawiłam koszulę i zapięłam kilka guzików. Podeszłam do drzwi, chcąc nimi trzasnąć, dodając od siebie „Do nie widzenia”, ale dwie szare torby pokrzyżowały mi plany. Wydłużyły tą scenę o przenoszenie ich, tworząc w swoim rodzaju komedie z dramatu. Łapiąc się za jedną i ciągnąc ją na kółkach po korytarzy. Chłopak zapytał, czy może pomóc z drugą.
-Nie! Poradzę sobie sama.
Wróciłam się po drugi pakunek i przesuwając go o kilka centymetrów, przecisnęłam torbę między ścianą a drzwiami, zamykając je do końca.
-Do widzenia. -dodałam.
A gdzie moje „nie” się podziało? Już wcześniej je zjadłam... Choler*. Pukanie przerwało moje refleksje. W korytarzu dalej tkwił ten niziołek, jakby kto go w ziemię wbił.
-Tak w ogóle Czeslav, miło mi. A ty? Jak masz na imię?
Spojrzałam na zegarek.
-Do dwudziestej pierwszej zostało pół godziny. Żegnam. -kiedy chciałam zamknąć po raz kolejny drzwi, Czeslav wsadził swoją stopę do środka. Uchyliłam je lekko wychylając głowę. -Czego?
-Pół godziny, to całkiem sporo czasu. Do której klasy będziesz chodziła? -uśmiechnął się.
-Z pewnością nie twojej, a jak nie masz zamiaru sobie odpuścić moich drzwi, to poczekam. -usiadłam na torbie, plecami opierając się o drzwi.
-Co cię tak ugryzło? Nie przepadasz za chłopakami?
-Za takimi konusami z pewnością nie. Czego chcesz?

Czeslav? Tylko się nie pogryźcie. ;-;

Nowa Uczennica!

Astrid Kobuto
Ksywka: brak
Wiek: 17
Klasa: 1B

Theme by Bełt