Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Kobuto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrid Kobuto. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 stycznia 2018

Od Michaela CD Astrid

Spanie na podłodze przypominało mi noce pod chmurką.

Technicznie rzecz biorąc, bardzo się od siebie różniły, ale kiedy próbowałem zasnąć, wpatrzony w jakiś punkt na suficie, a przed oczami stawały mi właśnie czasy, gdy regularnie wyprawialiśmy się z wujkiem i dziadziem na parę dni w różne miejsca - a to okoliczne lasy, a to trochę dalej, na przykład w góry. Odkąd skończyłem szósty rok życia, zabierali mnie regularnie na te wyprawy - wtedy towarzyszył nam nawet ojciec. Dziadzio, jako zawołany włóczykij i niespokojny duch, miał naprawdę niesamowitą wiedzę i umiał zrobić szałas dosłownie ze wszystkiego - swoim zamiłowaniem do takich "męskich"wypraw, jak je określał,zaraził najpierw synów, a potem i wnuka - czyli mnie. Jak na swoje siedemdziesiąt pięć wiosen, trzymał się naprawdę nieźle się trzymał. Co prawda, od dwóch lat zdrowie już mu nie pozwalało na dłuższe, piesze wycieczki, ale wciąż lubił chadzać sobie na spacery do lasu. Ciągle doglądał gospodarstwa, cokolwiek, byleby tylko nie siedzieć w miejscu - jak zresztą większość Rosenthalów. Uśmiechnąłem się krzywo - ta cecha nie zawsze przynosiła wiele dobrego. Ba, nawet wręcz przeciwnie. Zacisnąłem dłonie w pięści, naciągając koc pod samą brodę. Och, teraz było dużo cieplej, wręcz za gorąco. Nim jednak zdążyłem pomyśleć nad zmianą pozycji, odpłynąłem do krainy snów...
***
Przeciągnąłem się, ziewając szeroko niczym niedźwiedź po śnie zimowym - przetarłem dłońmi oczy, usiłując powrócić do rzeczywistości, po czym spróbowałem wymacać telefon, który powinien leżeć gdzieś pod łóżkiem.

Cholera, coś było bardzo nie tak...

Pacnąłem ręką drugą stronę legowiska, mając nadzieję, że w jakiś dziwny sposób po prostu przekręciłem się na bok czy kie licho wie, na jaką pozycję... ale trafiłem na coś ciepłego i miękkiego. Wykluczyłem od razu Immi - kocica już dawno by mnie podrapała, gdzie zresztą jej futerko? Mariś... nie, mała jest w Niemczech...

- Czesiek - mruknąłem, otwierając jedno oko. - Też bardzo cię lubię, ale możesz mi łaskawie wytłumaczyć,co robisz w moim łóżku?

Problem leżał tylko w tym, że ten kurdupel nie miał długich, czarnych włosów. I w ogóle... mieliśmy trochę inny pokój.

Zmusiłem się do zebrania myśli. Telefon wreszcie znalazłem - środa, godzina ósma... och, jak dobrze, przynajmniej nie jestem spóźniony. Nic nie piłem, a miałem wrażenie, jakbym był po paru piwach. Tak, zdecydowanie nie można określić mnie jako gościa z mocnym łbem. Ale to nie zmienia faktu, że ostatnio namówili mnie z tydzień temu.

- Michael? - usłyszałem zaspany, dziewczęcy głos. A mi wreszcie zaświtało coś w tym zakutym łbie!

- Astrid - ziewnąłem. - No tak, to twój pokój...

Wylazłem spod koców - nie przyszło mi nawet do głowy, by zapytać, co właściwie robiła na moim posłaniu, skoro ma własne łóżko...

- Zaczynasz lekcje za niecałą godzinę, tak - zapytałem, ogarniając powoli swoje rzeczy. - Poskładam tu koce i uciekam, mogę ci je wyprać albo coś, jeśli chcesz... wstań już może lepiej ogółem, za niedługo zaczynacie, ja już też uciekam. Lepiej się czujesz? Dziękuję za przenocowanie.

Miałem szczerą nadzieję, że niczego nie zapomniałem.

- Ogółem, jak coś, mogę wstąpić jeszcze po lekcjach, zobaczę, jak się będziesz czuć. Co tu jeszcze... a, pamiętaj o lekach i wszystkim. Zamierzasz ogółem iść na lekcje dziś czy jeszcze wolisz poleżeć? - gadałem dużo, usiłując ukryć lekkie poddenerwowanie. Miałem szczerą nadzieję, że nie oberwie się nam za tę noc ani nic... chociaż, po tych wszystkich ochrzanach, jakie zgarnęliśmy z Cześkiem... ale z drugiej strony... ech, popisałem się, niema co!
<Astrid? >

piątek, 5 stycznia 2018

Od Astrid Do Michael'a

- Nie ma sprawy. – uśmiechnęłam się.
Kiedy drzwi od łazienki się zamknęły, a w pokoju znowu nastał mrok, mój uśmiech zniknął, jak szkic pod bardzo dobrą gumką. Zostać został, ale sobie wykombinował spanie na podłodze. Usiadłam na łóżku, patrząc na legowisko Michaela. Zaczęłam powątpiewać w to, że za dziewczynami może się oglądać. Sięgnęłam do szafki po grube skarpety, nie schodząc z łóżka. Ubrałam jedną, potem drugą i… I czekałam. Nie chciało mi się ani trochę spać. Chora też już się nie czułam. Przynajmniej nie tak źle, jak w środku dnia. Może lekarstwa, które mi przyniósł, pomogły?
Siedząc po turecku na środku wyrka i gdybając o przyziemnych rzeczach, woda w łazience przestała lecieć. W sumie nie wiedziałam co dalej. Pomysły mi się skończyły, a nie chciałam być też upierdliwa. Kiedy chłopak wyszedł z łazienki, objęłam go mocno rękami.
- Dziękuję za dziś. O wiele lepiej się już czuję. Twoja siostra musi mieć ogromne szczęście, że ma takiego braciszka. – czekałam, aż coś powie.
- To nic takiego, heh. – złapał się za głowę.
Po czasie jednak też przytulił i zrobił się lekko czerwony na policzkach. Myślisz, że nie widzę? Ja na wszystko uwagę zwracam. Trzeba było drzwi od kibla za sobą zamknąć i zgasić światło. Uśmiechnęłam się i powiedziałam sobie w myślach:
~Jeszcze jest nadzieja.~
Wskoczyłam pod kołderkę, przykrywając się po sam nosek. Powiedziałam dobranoc i zamknęłam oczy. Chłopak jeszcze się kręcił, sprzątając po sobie.
- Ty już śpisz?
- A masz jeszcze na coś ochotę? – zaśmiałam się.
- Dobranoc. – powiedział, pokasłując.
Po minucie i on leżał już na swej pościeli. Patrzyłam się w sufit. Zdałam sobie sprawę, że nie zasnę w jego obecności. Co tu robić? Czas leciał wolno jak krew z nosa. Kiedy upłynęło kilkadziesiąt minut, odezwałam się:
- Michael śpisz? – cisza.
Wlazłam pod kołdrę i wystawiłam głowę z drugiej strony. Chłopak spał w najlepsze. Nawet miał otwartą buzię. Widocznie było mu u mnie na podłodze wygodne. Byłam lekko zasmucona, że tylko ja mam problem ze spaniem. Dźgnęłam go raz, drugi… Chyba już nie wstanie. Zwinęłam swoją kołdrę i zeszłam do niego. Położyłam się obok na jego kocu. Ledwo zmieściłam głowę na poduszce, ale nie przeszkadzało mi to, bo z jednego z rogów mojej pościeli zrobiłam sobie podpórkę pod głowę. Kiedy się zagrzałam pod kocykiem, momentalnie odpłynęłam do krainy marzeń.

<Michael?> 

piątek, 29 grudnia 2017

Od Michael'a CD Astrid

Przejechałem dłonią po twarzy, dusząc w zarodku chęć do siarczystego przeklęcia samego siebie - jak tępym trzeba być, żeby zasnąć w trakcie oglądania filmu? W POKOJU DZIEWCZYNY? Michaelu Walterze Rosenthal - brawo, wspiąłeś się na nowy poziom głupoty!
- Astrid - jęknąłem, mając nadzieję, że mnie wypuści.
- Ściągaj buciki i choć, chyba że masz zamiar całą noc spędzić pod tymi drzwiami. Nie powiem ci, gdzie trzymam klucze, więc nawet nie proś, bym ci powiedziała - odparła z uśmieszkiem, zakładając nogę na nogę.
- Nikt mnie nie zobaczy - argumentowałem dalej. - Nie o tej porze, jakoś się prześlizgnę. Rano będzie tylko gorzej, a będę musiał się ogarnąć do szkoły...
- Zaczynacie jutro o siódmej?
- Nie, przed dziesiątą - mruknąłem. - Ale to fizyka, więc chciałbym nad nią trochę posiedzieć...
- O tej porze byś się uczył? - zapytała z uśmiechem.
Westchnąłem ciężko, pocierając dłonią kark.
- No... nie - przyznałem niechętnie.
- Wstałbyś bladym świtem, żeby powtarzać? - drążyła.
- Też nie - wymamrotałem. - Ale nie podoba mi się, w którym kierunku zmierza ta dyskusja...
- Trudno - wzruszyła beztrosko ramionami. - Ale możesz zatem równie dobrze pospać u mnie i w trakcie którejś lekcji czmychnąć do pokoju.
- Nie mam piżamy - spróbowałem. - Ani niczego.
- Możesz skorzystać z mojego mydła - zaoferowała. - Mam czysty ręcznik. I jakieś...hm, może znajdę coś z luźniejszych spodni.
- Na pewno nie w moim rozmiarze - stwierdziłem, patrząc na drobną dziewczynę.
- Śpij nago, jak ci to tak przeszkadza!
- Może zostanę w tym ubraniu...
Dziewczyna spłoniła się i wbiła wzrok w przeciwległą ścianę.
- Tak też można... - przyznała.
Wziąłem głęboki wdech i wyciągnąłem telefon, pisząc do Chesa krótką wiadomość. Och, już widzę, jak ten sznycel mnie jutro wymęczy...
- Zostanę - obiecałem jej w końcu, ściągając buty. - Ale jutro z samego rana będę uciekał, dobrze?
- Jasne - uśmiechnęła się.
- To... - spojrzałem dookoła - masz może jakieś koce?
- Hm? - zmarszczyła brwi.
- No... wiesz, jakbym mógł, żeby sobie podłożyć pod podłogę. Są?
- Zamierzasz spać na podłodze?
- Dokładnie - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - I teraz ja nie zamierzam przyjmować innej możliwości!
- Jesteś gościem!
- I w związku z tym? - poklepałem Astrid po ramieniu. - Spoko, to podobno dobrze robi na kręgosłup.
Dziewczyna podparła boki pod ręce, ale w końcu westchnęła, kapitulując.
- Coś się znajdzie - uznała. - W tamtej szafie podajże.
- Okey, dzięki wielkie - uśmiechnąłem się szeroko.- Wiszę ci obiad. To jak, może pójdź się szybko umyj, a ja sobie ogarnę te koce? Musisz się wysypiać jak należy!
- Tak, tak - westchnęła, zgarniając ręcznik, po czym ruszyła w stronę łazienki. Gdy za dziewczyną szczęknął zamek, wstałem, raz jeszcze próbując otworzyć drzwi na korytarz - bez skutku, czego się zresztą spodziewałem? Jak sam sobie też uświadomiłem, teraz byłoby to średnio grzeczne. Nie jestem więźniem, tylko...hm, przymusowym gościem? Poza tym, polubiłem Astrid.
Podszedłem do szafy, ostrożnie uchylając drzwiczki - nauczony doświadczeniem, wiedziałem, że zaraz mogą spaść na mnie jakieś przedmioty, szczególnie te cięższe, które dotąd znajdowały oparcie tylko w niezbyt pewnych, cienkich płytach. Astrid jednak, jak przystało na dziewczynę, miała w szafie dużo większy porządek, niż ja z Chesem - na górnej półce znalazłem stertę wełnianych koców, z której to wziąłem dwa - w szkocką kratę i zielone kropki. Po namyśle, zabrałem też trzeci.
Ułożyłem sobie całkiem wygodne legowisko niedaleko okna - lubiłem spać przy ścianach, gdy byłem w pomieszczeniach, dawało mi to swoiste poczucie bezpieczeństwa. Nawet nocując na otwartej przestrzeni, szukałem miejsc przy jakichś drzewach czy skałach.
Martwiłem się jeszcze o Immi - czy brat aby na pewno pamiętał, żeby ją nakarmić? Zaraz jednak pomyślałem, że, nawet pomimo dzielącej ich antypatii, Ches na pewno nie dałby jej głodować. Zawsze przecież, gdy go prosiłem, kupował jej karmę, dawał mleko, raz nawet zmienił kuwetę, choć marudził resztę tygodnia, mamrocząc pod nosem o niemieckiej okupacji.
- Możesz teraz ty wejść - usłyszałem nagle sekundę po tym, jak drzwi do łazienki się otworzyły.
- Teraz się opłuczę - stwierdziłem. - Wyjdę wcześniej, żeby wszystko ogarnąć potem u siebie. Dzięki raz jeszcze.

< Astrid? Przepraszam, że dopiero odpisuję >

piątek, 8 grudnia 2017

Od Astrid Do Michael'a

Niespodziewanie poczułam czyjąś obecność na swoim ramieniu. Obruszyłam się, mając nadzieję, że to nie duch. Przekręciłam głowę o kilka stopni i zobaczyłam, jak głowa chłopaka powoli osuwa się po ścianie. Przysunęłam się do niego, by podeprzeć ją na swoim ramieniu.
- Michael, śpisz? – szepnęłam do niego.
Nie uzyskałam jednak odpowiedzi. Nie mogąc się zbytnio ruszać, machnęłam mu przed twarzą ręką. W dalszym ciągu brak reakcji. Zatrzymałam film i sprawdziłam godzinę na komputerze. Dopiero dwudziesta druga dochodzi, a on już padł? Myślałam, że to ja tu jestem ta zmęczona. Musiał się widocznie biedaczek wynudzić ze mną, przy tym filmie. Do kitu z taką intuicją.
- Michael. – spróbowałam jeszcze raz, ale tym razem trochę głośniej.
Efekt w dalszym ciągu był ten sam. Ten to ma głęboki sen… O nie, właśnie sobie przypomniałam o ciszy nocnej. Będzie niedobrze, gdy ktoś do pokoju teraz wejdzie. Zamknęłam po cichu laptopa i odłożyłam na bok. Wzięłam jeden głębszy wdech i zabrałam się do misi „Śpiąca Księżniczka”. Wyciągnęłam spod pleców poduszkę i zastąpiłam nią swoje ramie. Z chirurgiczną precyzją wysunęłam się na brzeg łóżka, robiąc tym samym miejsce, by położyć chłopaka. Dwa susy w stronę drzwi i już były zamknięte na klucz. Nikt tu przecież nie wejdzie, kiedy będę spała.
Wróciłam na palcach do łóżko-kanapy i zastanawiałam się teraz, co mam z min począć. Nie miałam wiele czasu do namysłu, bo poza kołdrą było w tym pokoju lodowato. Najchętniej bym się napiła, ale jestem nafaszerowana lekami i wiem, że to ma później długie skutki siedzenia w kiblu. Wsunęłam się pod kołderkę, przytulając się do niego od tyłu. Od razu zrobiło mi się cieplej, ale spać to mi się nawet nie śniło, mimo tak monotonnego filmu. Nie chciałam go budzić, siedzieć w ciszy też nie. Niewygodnie było leżeć plecami do zimnej ściany. Pytanie tylko, jak go ruszyć, nie budząc go? Może siłą? Zaczęłam go przepychać, ale natychmiast zabrałam swoje ręce, gdy chłopak sam się zaczął kręcić, szukając wygodnej pozycji. Nie wiedziałam, że tak łatwo pójdzie. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Wygodnie ci? – zapytałam.
Nie przeszkadzało mi jego brak zaangażowania w nasz dialog. Leżąc na łokciu, przyglądałam się jego włosom. Przeczesałam je swoją ręką ze dwa razy, układając je na poduszce. Jarałam się tym, jakbym własnych włosów nie miała. Znowu przykleiłam się do jego pleców. Przyjemnie pachniał, poczułam się jak ćpunka zażywająca swój narkotyk. A gdyby tak… Złe myśli opętały moją głowę.
- Nie mogę, choć z drugiej strony Michael się zgrzeje w tej koszuli…
Zawisłam nad nim, jak agent na linie, by sięgnąć nad czujnikami celu swojej misji. Jeden po drugim rozpinałam guziki jego koszuli. Okazało się, że pod spodem miał jeszcze bluzkę na krótki rękawek. Usiadłam obok niepocieszona. A miało być tak cudownie. Ciekawe, czy ma kaloryfer?
- Michael?
Chłopak tylko mruknął coś pod nosem. Oparłam się rękoma o jego plecy, po czym delikatnie zjechałam nimi na dół, obejmując go jedną ręką. Zaczęłam zwijać jego bluzkę do góry. Miał ją jednak w ciasno zapiętych spodniach i nie chciała iść wyżej. Schodziłam paluszkami powoli, po jego brzuszku. Nie był wcale taki miękki. Sięgnęłam w końcu jego guzika od rozporka. Przełknęłam ślinę i jednym ruchem uwolniłam jego bluzkę. W tym momencie Michael się obudził, bo widziałam jego półotwarte oczy patrzące w moją stronę. Spanikowana naciągnęłam mu jego bluzkę na twarz.
- Astrid? Co ty robisz? – zaczął się szarpać.
Usiadłam po turecku, patrząc się w ciemności pokoju. Nie wiedziałam, co miałam odpowiedzieć.
- Przysnąłeś. – odpowiedziałam niewinnie.
Chciałam tylko sprawdzić jego stan fizyczny, a prawie wyszło, jakbym go chciała rozebrać do naga.
- Która jest godzina? – Michael wstał, poprawiając swoje ubranie.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo chłopak chwycił swój telefon i się przeraził.
- Scheisse…
- Co się stało?
- Przepraszam. Jest już strasznie późno. Nie powinno mnie tu dawno być.
Michael zaczął nerwowo zakładać buty. Natychmiast wstałam, by go zatrzymać.
- Poczekaj, gdzie ci się tak śpiesz, co? Nie możesz podczas ciszy nocnej być po tej części akademika.
- Wiem i właśnie dla tego muszę szybko znikać.
- Nie możesz zostać? Jeszcze ktoś cię zobaczy. Rano sobie wrócisz, nastawisz sobie alarm.
Chłopak na chwilę się zatrzymał, ale tylko przeprosił i dalej wiązał buty. Zrezygnowana wróciłam do łóżka. Miś wziął wszystkie swoje rzeczy i powiedział, że jutro wpadnie. Kiedy jednak pociągnął za klamkę, drzwi ani drgnęły.
- Uparty jesteś. Jak nie dla siebie, to dla mnie zostań. Nie tylko tobie się oberwie. Jutro drzwi otworzę.
- Astrid! – szepnął błagalnym tonem.
- Ściągaj buciki i choć, chyba że masz zamiar całą noc spędzić pod tymi drzwiami. Nie powiem ci, gdzie trzymam klucze, więc nawet nie proś, bym ci powiedziała.

<Michael?> 

niedziela, 3 grudnia 2017

Od Michaela CD Astrid

Przeciągnąłem się, podczas gdy film powoli zaczął się rozkręcać - pierwsze minuty horrorów zazwyczaj były sielankowe i z reguły dotyczyły spokojnego życia przyjaciół lub rodziny, zazwyczaj na wyjeździe wakacyjnym lub po przeprowadzce do tajemniczego domu. Tu twórcy postawili na profesora, którego syn zaginął w Halloween. Jeśli mam być szczery, niespecjalnie przepadam za tym świętem. W domu nigdy go nie obchodziliśmy - raz czy dwa tylko zrobiliśmy kostium dla Mariś, która miała w szkole bal przebierańców z tej okazji. Pierwszy raz, gdy miała pięć lat i wcieliła się w rolę księżniczki i dwa lata później, gdy oglądała niemal bez przerwy "Piotrusia Pana", co zaowocowało uszyciem przez mamę kostiumu dla Dzwoneczka. Żadnych mumii czy zombie, chociaż padła taka propozycja ze strony wujka - siostrzyczka miała wówczas fazę na lalki i różowy kolor, jak większość dziewczynek w jej wieku, co drogą selekcji od razu wykluczało wszelkie straszydła. Teraz, co prawda, zmieniła się niemal zupełnie, ale nadal miała w sobie dużo z tej uroczej maluszki z dwoma warkoczykami i brakującą jedynką, wodzącą z radością wzrokiem po ekranie telewizora, śledząc losy swoich ulubionych bohaterek.
- Michael? - usłyszałem nagle. Ocknąłem się z zadumy i spojrzałem na Astrid, która patrzyła na mnie z lekkim zażenowaniem.
- Tak? - zapytałem, odrywając wzrok od ekranu, gdzie właśnie rozpoczynała się parada z okazji Halloween.
- Mogę zdjąć spodnie? Jest mi strasznie gorąco. Obiecuję siedzieć pod kołderką! - mruknęła, przeczesując palcami włosy.
- Och... - przez moment miałem wrażenie, jakby to mi samemu udzieliła się gorączka: na policzkach momentalnie poczułem uderzenie gorąca. - No jasne.
- Dzięki. To... mógłbyś? - sugestywnie spojrzała na ekran.
- Jasne - odwróciłem wzrok w drugą stronę, z upartością maniaka śledząc losy bohaterów filmu, byleby tylko nie zwrócić choć krótkiego spojrzenia na Astrid. Kołdra zaszurała cicho, a już po kilku sekundach poczułem, że dziewczyna znowu bezpiecznie schowała się pod pierzynę. Ja natomiast zająłem się obserwowaniem, jak przez ekran przesuwają się kolejne przebierańce wszelkiej maści, od mumii, przez kościotrupy, aż po czarownice czy jakieś inne, wymyślne stwory, których nawet nie umiałem nazwać. Gdzieś w tłumie mignęła mi nawet bardzo realistyczna Banshee.
- Mogę już?
- Tak, tak, dzięki.
- Jasne - wygodniej oparłem się o poduszkę, nadal jednak starannie unikając patrzenia na Astrid. Choć zazwyczaj towarzystwo dziewczyn mnie nie peszyło, teraz poczułem się dziwnie... hm, zakłopotany?
Film tymczasem toczył się dalej - nie powiem, akcja w pewnym momencie zaczęła mnie nieco nużyć. Nie oglądałem za wiele horrorów, ale ten raczej mnie nie zachwycił - akcja była dość przewidywalna. A może to po prostu przez to, że zaczynałem robić się senny? Potarłem oczy, usiłując zmusić się do ponownego skupienia uwagi na tym, co się dzieje. Hm, jak to leciało... tak, ogólny sens znam, ojciec szuka syna, którego porwano podczas parady Halloween. Zaczynałem jednak gubić się w innych wątkach. Zmarszczyłem czoło, usiłując ustalić tożsamość gościa, który pojawiał się od jakiegoś czasu coraz częściej.
- A ten to kto? - zapytałem, wskazując na tajemniczy cień.
- Zaraz ma się właśnie okazać - odparła cicho, podkulając nogi.
- Aa, dzięki.
Przeciągnąłem się, opierając wygodnie głowę o zimną ścianę. Przy okazji zobaczyłem, jak mój telefon na biurku wibruje cicho, skacząc po drewnianym blacie. Hm, czyżby Czesiek? Chwilę mocowałem się z myślami, czy zajrzeć w czasie filmu - uznałem ,że to może być jednak coś ważnego, więc sięgnąłem szybko, zerkając też szybko na godzinę.
- Scheisse - mruknąłem. Godzina po ciszy nocnej. Przyjaciel dopytywał, gdzie jestem. Odpisałem, że wrócę za niedługo. Miałem nadzieję, że żaden z nauczycieli mnie nie przyłapie.
- Co jest? - zapytała.
- Trochę się zasiedziałem - odparłem. - Ale już dokończmy film, zgoda?
- Okey - skinęła głową.
Ziewnąłem szeroko, ponownie skupiając wzrok na ekranie. Głowa zaczynała mi coraz bardziej opadać na bok.Przymknąłem lekko oczy i...
Zasnąłem. Brawo ja!

< Astrid? Wybacz, że dopiero odpisuję >

niedziela, 19 listopada 2017

Od Astrid CD Michaela

- Nie wypadałoby cię przeganiać ani trzymać na siłę. Z pewnością masz co robić i nie musisz ze mną siedzieć, jak nie chcesz. Obiecuję, że dam sobie radę. Już i tak bardzo mi pomogłeś.
Czułam się bezsilnie i nieswojo, kiedy to chłopak, którego lubiłam, skakał na jednej nodze, by mi zrobić dobrze. Chciałam, by ze mną został. Może nawet uda mi się go zatrzymana noc. Z drugiej strony, nie czułam się na siłach i nie chciałam by i on się źle czuł.
- Sama będziesz film oglądała?
- Idź po ten popcorn, a ja wezmę lekarstwa, jak zjem. – uśmiechnęłam się do niego.
Otworzyłam styropianowy pojemnik ze stołówkowym jedzeniem. Dzisiaj podali standardowe jedzenie, czyli kluski leniwe w jakimś mięsnym sosie. Super, zaczęłam wygrzebywać kluski z sosu. Lubię mięso, ale nie takie… Za sosami nie przepadam.
- Astrid musisz jeść.
- Ja wiem, ale nie mam ochoty.
-Bo cię nakarmię.
Spojrzałam się na niego i pomyślałam sobie, że to dobra myśl.
-Już jem. – ślamazarnie jadłam kluski.
Michael tylko westchnął i wyszedł z pokoju ogarnąć popcorn.
Czemu jedzenie nie ma smaku? Popcorn też tak będzie smakował? Jak tak, to podziękuję. Michael będzie mógł go zjeść sam. Włączyłam swojego laptopa, by zobaczyć, jakie to filmy przyniósł chłopak na pen drive.
- No działaj złomie, masz dopiero rok. – powiedziałam, gdy nie chciał się szybko włączyć.
Mam tendencje do szybkiego niszczenia sprzętu AGD, poprzez ściąganie różnych wirusów i niewłaściwego użytkowania go. Ten laptop potrzebował natychmiastowego serwisu, gdy w nerwach „przez przypadek” wylałam na niego kubek kawy.
- Jestem. – otworzył drzwi Michael.
- Masz swojego laptopa? Już nie ważne, włączył się! – podpięłam pamięć do komputera i czekałam, aż się wczyta. – Wyciągniesz głośnik z przedniej kieszeni torby?
- Jasne.
Michael postawił popcorn na kanapie i schylił się do torby. Przeglądając listę filmów, poczułam zapach popcornu. Pachniał dobrze. Wyjrzałam zza ekranu. Najpierw spojrzałam na papierową torebkę z miękkimi słono masłowym produktem pochodzenia kukurydzy. Michael dalej grzebał w torbie. Sięgnęłam po torebkę.
- Mam. – wstał i zerknął w moją stronę. – Co ty robisz?
- Popcorn? – zrobiłam wielkie oczy, ledwo sięgając krawędzi opakowania swoim paznokciem.
- Najpierw to ty lekarstwo weźmiesz. – Zabrał popcorn i w zamian dał mi głośnik.
Michael zaczął wyciągać różne tabletki z opakowań. Ja miałam trudniejsze zadanie. Po samych tytułach ciężko było wybrać „dobry” film. Najłatwiej będzie zdać się na intuicję. Przejrzałam listę ze dwa razy i ani razu moja intuicja się nie odezwała. Sama nie wiedziałam, na co mam ochotę.
- Oglądałeś już jakieś filmy stąd?
- Nie, to jest moja lista, którą mi polecili inni do oglądania. Znam tylko niektóre.
Zdana sama na siebie. To może „Wrota zaświatów”? Zgaduje, że to horror.
- Może wrota? – zapytałam.
- A nie będziesz się bała? Wiesz, że to horror?
- Phi, nie będę.
Michael podał mi talerzyk z tabletkami i kubek z wodą. Miałam co do tej płaskiej porcelanowej rzeczy wrogie nastawienie.
- Dużo tego.
- Jak chcesz wyzdrowieć, to musisz łykać.
- Mówisz, że będzie lepiej?
- Tak.
Wzięłam talerzyk i kubeczek, przyglądając się dokładnie.
- Nie otrujesz się.
- Może nie, ale szukam tabletki gwałtu.
Michael zamilkł. Wyglądał bardzo nieswojo.
- Żartuję tylko. – zaczęłam łykać wszystko jedno po drugim.
Chłopak zaśmiał się sztucznie. Chyba mu nie pod pasował żart. Ze wszystkim podchodzę jak pies do jeża, kiedy nie mam na coś ochoty. Taki już mam charakter.
Po lekarstwach w końcu mogliśmy włączyć film. Zaprosiłam Michaela pod kołderkę i dorwałam się do popcornu. Dłużej bym nie wytrzymała. Tak smacznie pachniał i wyglądał. Po pierwszych minutach filmu zrobiło się naprawdę gorąco. Mimo iż to ja miałam gorączkę, to wydawało mi się, że całe ciepło biło od chłopaka. Musiałam trochę się rozebrać. Normalnie pewnie też bym tak zrobiła, ale tym razem wymagała tego sytuacja. Ściągnęłam bluzkę, zostając w krótkim rękawku. Zastanawiałam się, czy dresy też mogę ściągnąć. Wypadałoby zapytać, prawda?
- Michael?
- Tak?
- Mogę zdjąć spodnie? Jest mi strasznie gorąco. Obiecuję siedzieć pod kołderką.

>Michael?

niedziela, 12 listopada 2017

Od Michaela CD Astrid

Usiadłem na rozkładanej kanapie, stawiając przed Astrid siatkę z zakupami. Uważnie przypatrzyłem się też twarzy dziewczyny - niezdrowe rumieńce na policzkach i rozpalone czoło wskazywały na to, że gorączka rzeczywiście wciąż się trzyma. W domu, jak miałem z pięć lat, gdy złapałem jakieś choróbsko, przychodziła doi nas często sąsiadka - starsza, poczciwa kobieta, z włosami zakrytymi kwiecistą chustą - i przykładała mi do pleców "bańki" - szklane, rozgrzane naczynia. Kilka lat temu z powodu pogarszającego się stanu zdrowia przestała jednak przychodzić, a wszystkich w domu zaczęli leczyć proszkami z apteki, ewentualnie "wywarami" mamy, które to lubiła robić i trzymać na wszelki wypadek. Specyfikiem, który wspominałem najlepiej, było jednak gorące mleko z miodem i masłem, które lubiłem sobie robić nawet całkowicie zdrowy. Jeśli chodzi o Astrid, nałożenie jej baniek było niemożliwe - po pierwsze, w pobliżu takowych nie było, a po drugie, nawet nie wiedziałem, jak ich konkretniej użyć,by nie zrobić jej przypadkiem krzywdy. Ja sam zawsze się ich w jakiś sposób bałem. Z niewiadomego powodu, gdy przykładali mi je do pleców, zawsze miałem wrażenie, że w środku jest ogień, który zaraz stopi moją skórę, zamiast zbić gorączkę. Chociaż, na dobrą sprawę, zawsze zastanawiało mnie, jakim cudem rozgrzane naczynia mają obniżyć temperaturę ciała.
- Michael - usłyszałem głos Astrid. - Jesteś tu?
Poderwałem głowę, otrząsając się z zamyślenia.
- Tak, tak, wybacz - przejechałem dłonią po karku, nieco zakłopotany swoim rozproszeniem. - O co się tak właściwie... a siatka, siatka, pamiętam.
- Dokładnie - potwierdziła, wzdychając cicho. Uśmiechnąłem się z zażenowaniem.
- Popatrzmy... - mruknąłem, grzebiąc w torbie i wyjmując z niego po kolei rzeczy. - Leki może na początek. Nie mogli mi dać żadnych na receptę, ale sprzedali mi jakieś na wzmocnienie odporności, typowe objawy grypy, no i na gorączkę. Ale masz po nich leżeć zakopana w kołdrze jak najdłużej.
- Dużo tego masz - stwierdziła, marszcząc lekko nos i obserwując, jak wyciągam kolejne opakowania.
- Przesadziłem chyba, nie? Ale będzie na przyszłość. No, masz też jakieś wapno... no i przyniosłem ci termos z gorącą herbatą, żebyś nie musiała wstawać. I wziąłem ze stołówki obiad w pudełku,żebyś nie brała niczego na pusty żołądek. Zjadłaś może tamte kanapki?
- No... część - przyznała niechętnie. Pokiwałem głową.
- No tak, gorączka i ten apetyt... ale trudno, chociaż część obiadu musisz w siebie wcisnąć, żeby odzyskać siły. No i mam czekoladę, jakbyś chciała. Od Akane skserowałem ci też notatki z dzisiaj, mam też swoje stare zeszyty, jakbyś chciała. Aha, no i trochę filmów.
- Filmów - powtórzyła.
- Tak - potwierdziłem. - Obstawiam, że średnio miałaś co robić, więc wziąłem parę płyt a to od przyjaciół, od siebie z zapasów... wszystkich dzisiaj nie da rady, ale może na jakiś będziesz miała ochotę. Sam też chętnie coś obejrzę, jak mi pozwolisz zostać.
- Nie zarazisz się? - zapytała.
Machnąłem beztrosko ręką.
- Spokojnie, siostra chorowała mi milion razy i zawsze siedziałem przy niej dwadzieścia cztery godziny na dobę, dopóki nie wyzdrowiała, jako taką odporność mam. No i lepiej, żeby ktoś przy tobie był, jakbyś się nagle gorzej poczuła, nie? W razie co, poinformuję szkolną pielęgniarkę.
- Nie trzeba, czuję się lepiej - odparła.
- Mimo wszystko - wzruszyłem ramionami. - To co, teraz może coś zjesz, ja w międzyczasie zacznę ogarniać jakiś popcorn i co tam jeszcze mam, potem weźmiesz leki i coś obejrzymy? Jakie filmy lubisz? Klasyka, kino obyczajowe, jakieś horrory, akcji... trochę tego jest, więc śmiało mów!

< Astrid? >

czwartek, 2 listopada 2017

Od Astrid CD Michaela

- A jak wyglądam?
- Dobrze.
- Nie zmyślaj. – padłam na łóżko. – Co tak wcześnie mnie odwiedzasz, lekcje się już skończyły?
- Zaraz będę musiał na nie uciekać. Przyniosłem ci coś do jedzenia.
- Nie jestem głodna. Jest mi zimno.
- To wskakuj pod kołderkę.
- Zmęczona… Nie chce mi się.
- Astrid, musisz odpoczywać. Wyspałaś się, chociaż?
- Katar mnie w nocy męczył. Jestem padnięta. Idź sobie, nie patrz na mnie, jak jestem w takim stanie. – pociągnęłam nosem i kaszlnęłam.
- Zejdź z kołdry i się przykryj. – chłopak złapał za krawędź kołdry.
Nie miałam siły walczyć, wstałam tylko na chwilkę, by Michael mógł zrobić mi miejsce i przykryć pierzyną.
- Naprawdę idź już. Potrzebuję spokoju i jeszcze się na lekcje spóźnisz.
- Jasne, przyjdę jeszcze później i powiem twojemu wychowawcy, że jesteś chora.
- Dzięki.
Michael ruszył na zajęcia, zostawiając pudełko z jedzeniem i jakieś proszki. Zaczęło mi się nudzić na potęgę. Nie mogłam zasnąć, odkąd Michael mnie obudził. Wzięłam telefon i przeglądałam na nim strony internetowe. Zobaczyłam wszystko od góry do dołu i od lewej do prawej. Nigdy mi się tak w życiu jeszcze nie nudziło. Była dopiero trzynasta. Czułam się już na tyle dobrze by wyjść spod kołderki i nie czuć się jak na Alasce. Spojrzałam, co ciekawego Michael przyniósł w reklamówce. Wśród lekarstw dostrzegłam te takie śmiesznie musujące tabletki, które lubiłam. Wstawiłam wodę i kopałam dalej. Na dnie pod stertą lekarstw, które nie wiedziałam, na co są, znalazłam plastikowe pudełko z jedzeniem, o którym mówił. W środku było kilka kanapek. Z reguły powinnam je zjeść…
Wzięłam jeden gryz i przeżuwałam go z pół godziny. Postanowiłam dokończyć tę jedną kanapkę, a resztę schować do śmietnika. Położyłam się z powrotem na łóżko z kubeczkiem i kanapką. Z popitką kanapka łatwiej weszła, a zawartość ciepłego kubeczka odetkała mi nos. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.
Tak dobrze mi się spało, że obudziłam się dopiero w porze obiadowej. Nie zbierałam się z łóżka szybko. Było mi w nim dobrze, mimo iż spędziłam w nim większość dnia. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieję. W sumie to czułam się lepiej, nie wliczając w to, że gorączka utrzymywała się koło 38 stopni. Wyszłam z łóżka się załatwić i znów sobie zrobić coś ciepłego do picia. Resztę czasu na zmianę przesiedziałam w szkicowniku i telefonie. Zajęłam się rysowaniem halloweenowej kreacji. Miała wyjść wiedźma, ale wyszło ciut inaczej. Tak mi się nawet bardziej podobała ta sukienka. Z nudów dorysowałam sobie kocie uszka. Uśmiechnęłam się do siebie, patrząc na rysunek.
https://pbs.twimg.com/media/CJdFyCZUYAA4mux.jpg:large
Wyszło uroczo. Jak zwykle dałam mnóstwo falbanek i kokard. Przyglądając się szkicowi, usłyszałam pukanie do drzwi. Z pewnością Michael skończył zajęcia. Schowałam szkicownik pod poduszkę.
- Cześć Michael. Siadaj sobie. – zrobiłam mu trochę miejsca na łóżko/kanapie.
Wprost nienawidziłam takich mebli. Raz odkąd tu jestem, je rozłożyłam i służy mi jako łóżko, a nie kanapa! Czemu to musi być takie niewygodne?
- Lepiej się już czujesz? – zapytał.
- Tylko gorączka mi została.
- To dobrze, mam właśnie na nią lekarstwa.
- Co masz jeszcze w tej siatce?

>Michael... Równo 500 słów (dużo nauki ;-default smiley ;)Przepraszam<
Theme by Bełt