Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathaniel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 sierpnia 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

Rozważałem prośbę Niki nie dłużej, niż trzy sekundy, po czym z radosnym uśmiechem pokiwałem głową.. 
-Jasne, że pomogę! Może nawet więcej niż podstawy, zależnie od tego jak Ci będzie szkło. No i oczywiście, jeśli Ci się nie odwidzi. I jestem pewny, że świetnie będziesz sobie dawać radę! 
Psiak, jak gdyby wyczuwając mój entuzjazm, zaczął skakać mi wokół nóg, przez co schyliłem się, żeby go pogłaskać uspokajająco.  
-O-okey! Super, dziękuję! Będę twoją dłużniczką do końca życia - powiedziała Niki zdecydowanie bardziej ożywiona. 
-Ejże, bez takich. Nie oczekuję niczego w zamian, ani nawet nie wiem, jak się sprawdzę w roli nauczyciela, ale przecież trzeba w życiu próbować nowych rzeczy - mrugnąłem do niej, na co zaśmiała się. Musiałem przyznać, że pewnie wyglądało to wyjątkowo głupio.  
Rozmawialiśmy jeszcze jakąś godzinę, głównie o Akademii, ale też o starych szkołach. Generalnie nie było jakichś fajerwerków w opowieściach żadnego z nas, jednak mile spędziliśmy czas. Na koniec poprosiłem kelnera o rachunek, zostawiając na stole banknot, o zdecydowanie większej wartości niż rachunek, dziękując z uśmiechem za obsługę.  
-Smakowało Ci Niki? - spytałem uważnie obserwując dziewczynę.  
-Tak, ale nie powinieneś za mnie płacić... - powiedziała nieśmiało, ale na szczęście nie robiła z tego afery, jak wiele osób by postąpiło. - Dziękuję. 
-Nie ma za co! - odparłem uśmiechając się serdecznie. - Właściwie, to... podeszłabyś ze mną jeszcze do sklepu muzycznego?  
Czarnowłosa zamyśliła się na chwilę, uroczo marszcząc brwi, po chwili jednak przytaknęła.  
W parę minut doszliśmy do sklepu, którego zdążyło mi się już kilka razy mijać. Na półkach zauważałem produkty znanych, dobrych marek, a wybór był naprawdę duży. Od razu skierowałem nas w kierunku działu ze skrzypcami, szukając modeli firmy 'Ever Play'. Po chwili pochwyciłem jedną sztukę, która rzuciła mi się w oczy, wciskając je do rąk Niki. Pasowały jak ulał, więc bez słowa ruszyłem w kierunku kas, a Niki musiała podbiec, żeby mnie dogonić.  
-Po co Ci nowe skrzypce? - spytała niepewnie, na co jedynie posłałem jej niewinny uśmiech. 
Gdy kasjer sprawdził produkt, podał mi cenę 150 funtów, które od razu wręczyłem, mając je już wcześniej przygotowane. Po chwili zastanowienia, chwyciłem jeszcze jeden futerał, dokładając do zapłaty pieniądze za niego. Kasjer z uśmiechem policzył drugi produkt, pakując skrzypce do futerału i przygotowując na blacie. Wziąłem nowy zakup w rękę, chwytając drugą, rękę Niki i ciągnąc ją za sobą. Zauważyłem, że lekko się zarumieniła, jednak nie zwróciłem na to uwagi, kontynuując swój marsz.  
Zatrzymałem się dopiero przy wolnej ławce w parku Green Heels. Siadłem wygodnie, ciągnąc Niki za sobą.  
-Skoro mam cię uczyć, to nie będziemy cię zdawać na łaskę klubu, tylko będziesz miała własne skrzypce - powiedziałem kładąc jej na kolanach futerał z instrumentem.  
Dziewczyna wpatrywała się chwilę zszokowana w przedmiot na jej nogach, by po chwili wbić we mnie spojrzenie mówiące 'czy ty sobie żartujesz?'. 
-Nie mogę tego przyjąć! To nie kosztuje dwa funty! - prawie krzyknęła próbując wcisnąć mi to z powrotem, oczywiście bezskutecznie.  
-Pieniądze tutaj roli nie grają. Chcę Ci je dać, więc je daję i nie toleruję sprzeciwu - mój ton był całkowicie poważny. - Pamiętaj czyim synem jestem - powiedziałem, aby ją upewnić, że taka kwota to dla mnie tak właściwie nic specjalnego.  
-Dziękuję - szepnęła dalej niepewna, jednak wiedziała, że dalsza dyskusja nie zmieni rezultatu.  
  Przez następne kilka minut dziewczyna przyglądała się w instrument, jak zaczarowana i aż przykro mi było jej przerywać. 
-Wiesz... Robi się późno, więc powinniśmy już wracać - powiedziałem cicho, jednak to wystarczyło, żeby dziewczyna szybko zebrała swój dobytek i wstała z ławki.  
  Do akademika wracaliśmy w ciszy, aczkolwiek zdawało mi się, że nikomu ona nie przeszkadzała. Ja obserwowałem dziewczynę, która natomiast obserwowała wszystko dookoła, wracając co rusz wzrokiem do czarnego futerału. Pierwsze słowa padły z moich ust, w momencie w którym przekroczyliśmy próg akademiku.  
-Dziękuję Ci za mile spędzony dzień. 
-J-ja również. Właściwie... Dziękuję Ci za wszystko - powiedziała bardzo nieśmiało, przez co przypomniała mi się dziewczyna, którą spotkałem po raz pierwszy w stajni, z uszami zatkanymi słuchawkami.  
-Nie ma za co Niki - mówiąc to przytuliłem ją do siebie. - A teraz... Dobranoc, bo zrobiło się naprawdę późno.  
Po dwóch minutach znalazłem się w swoim pokoju, będąc już w przejściu prześcigniętym przez psiaka, który wdrapał się na łóżko wyczerpany, tuż po chwili zasypiając na mojej poduszce. Sam po szybkim prysznicu, dołączyłem do niego, zasypiając niemal natychmiast.  

Niiki? :>

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Od Nathaniela CD Czeslava

-No niechaj Ci będzie kurduplu - powiedziałem wesoło, rzucając mu wodze jego wierzchowca, które wcześniej przechwyciłem. 
Poszliśmy do stajni, jednak droga się dłużyła, bo Chesiek chyba podpadł sobie u konika, który cały czas starał się mu podeptać pięty. 
W stajni Chesiek zbuntował się i ograniczył swoją pomoc do podawania mi szczotek. Specjalnie mi to nie przeszkadzało, a w gruncie rzeczy i tak szybciej wyszłoby, żebym ja to zrobił. 
-No dobra, praca zrobiona, to teraz kierunek: Mój pokój! - wykrzyknął Chesiek rozradowany, a jeszcze przed chwilą mi tu rozpaczał. Ahh, te huśtawki nastrojów.
Na miejscu, Chesiek polecił mi wyciągnięcie jedzonka i Coli, która walała się w butelkach i puszkach po całym pokoju, a sam zajął się uruchamianiem gry.
-Ty uzależniony jesteś od tego, czy co?- spytałem zaskoczony, ale i rozbawiony.
-Nie bez powodu nazywają mnie coloholikiem - powiedział szczerząc się bardziej, niż wydawało  mi się to możliwe. - Dobra, rusz tu te cztery litery i gramy, tylko nie zapomnij o amciu!
Rozbawiony wziąłem miskę z przekąckami i dwie butelki gazowanego napoju, który upadł mi w momencie, w którym miałem usiąść. Przez chwilę zastanawiałem się, czy rudowłosy nie zabije mnie wzrokiem, ale najwyraźniej mi się upiekło, po wziąl rzeczy ode mnie i położył je tak, żeby były pod ręką.
-Dobra niezdaro, patrz - wskazał na ekran, który wyświetlał kasztanowego konia z boku, który co chwila przytupywał, machał łbem i generalnie się wiercił. Po lewej i po prawej były strzałki, zapewne od dopasowania konia, a na dole zielony przycisk 'Save'. -Tutaj możesz sobie wybrać konia, powiedział klikając kursorem strzałki i przeskakując pomiędzy różnymi maściami koni.
-Stop - zatrzymalem go na siwym wierzchowcu, na co on się lekko skrzywił, prawdopodobnie przez to, że sam jeździł na podobnym koniu, ale oficjalnie, to dużo się od siebie różnią.
-No dobra, to teraz siadaj - powiedział, robiąc mi miejsce obok siebie i dając mi kontrolę nad grą. Przede mną rozciągała się stajnia z kilkoma wyborami. - Wybierz trening - zastosowałem się do polecenia, klikając na trening ujeżdżeniowy. 
Gra miała średnie animacje, ale dało się przeżyć, a sama mechanika była w porządku. Powygrywałem parę konkursów, aż w końcu zaciąłem się na jednym, gdzie cały czas kończyłem drugi. Chesiek rozbawiony wpatrywał się w monitor. 
-Ale ty wiesz, że tutaj można kupować ekwipunek? 
-Co?! Gdzie?! - spytałem zdezorientowany, uderzając się w czoło, gdy Chesiek wskazał mi ikonkę podkowy w prawym górnym rogu. Gdy kliknąłem w to, faktycznie rozsunęła się liczba z masą przedmiotów, podnoszących statystyki. -Naprawdę? NIe mogłeś mi wcześniej tego powiedzieć? - spytałem rozżalony, na co Chesiek się roześmiał, ale najwyraźniej nie mógł przestać. Patrzyłem przez chwilę na niego z politowaniem, ale w końcu sam wybuchłem śmiechem. 
Po napadzie śmiechu sprawdziłem zegarek, który wskazywał 21:20. 
-O cholera, stary! Ja muszę się jeszcze odrobić z zadaniami na jutro, a już tak późno. Będę się zbierać! - Powiedziałem w biegu zgarniając swoje rzeczy i szybko ogarniając pokój. - Dobra rudzielcze, do zobaczenia jutro, mam nadzieje! 
-Siema, tylko postaraj się nie rzucać więcej colą, bo cię spale żywcem - powiedział głosem niczym rasowy morderca, na co zmierzwiłem mu włosy.
-Dobrze, dobrze, dobranoc! - posłałem mu całusa i wybiegłem w stronę swojego pokoju, zatrzaskując mu drzwi.

 No, nie za długo, ale końcówka cała poszła do kosza :<

sobota, 1 lipca 2017

Od Judy CD Nathaniela

Otworzyłam drzwi od pokoju, ciągnąc do środka Nathaniela, który już miał zamiar ode mnie odejść. O nie! Nie ma tak dobrze! Kątem oka zobaczyłam, jak Kazu podnosi się z pościeli mojego łóżka, zeskakuje z niego i drepcze w moją stronę. Zaraz jednak przeszedł za blondyna, pchając go od tyłu w moją stronę. Kochany piesek! Nawet on jest po mojej stronie. Gdy już cała nasza trójka znalazła się w pokoju, pudel grzecznie zamknął drzwi, a ja klepnęłam sobie na łóżku, zachęcając chłopaka do zajęcia miejsca obok mnie. Ciężko westchnął, patrząc na mnie trochę… dziwnym wzrokiem. Ja się tylko szeroko uśmiechałam, machając nogami w przód i w tył, choć uderzyłam nimi głównie o drewniane łóżko.
- To po co mnie tu zaciągnęłaś? - spytał jasnooki. Zaśmiałam się, przywołując do siebie samca. Grzecznie do mnie podreptał, opierając się przednimi łapkami o moje nogi. Pewnie zaraz mnie podrapie pazurami, ale to nieważne.
- Mam ochotę obejrzeć Shreka – wyznałam, zaraz wstając z materaca i kierując się w stronę biurka, gdzie trzymałam różne rzeczy, jednak w szczególności laptopa.
- Shreka? Tę bajkę o zielonym ogrze? - zapytał z wyraźną ciekawością w głosie. Skinęłam potwierdzająco głową.
- Mam straszną ochotę to obejrzeć, wieesz? A piosenki z niego są zarąbiste – wyznałam, chwytając w dłonie różowego laptopa i idąc z nim w stronę łóżka. Położyłam go na kołdrze, wdrapując się na materac pod ścianę. Wlazłam pod nią i ustawiłam urządzenie trochę dalej od naszej dwójki. Poklikałam w nim trochę, w końcu znajdując pierwszą część filmu i włączyłam go, czekając, aż odtwarzacz go załaduje.
- Natku, po twojej lewej jest stolik nocny, a w szufladzie znajdziesz żelki. Podasz mi paczkę? - zagadałam do Nathaniela. Ten spojrzał na mnie znowu tym samym dziwnym wzrokiem.
- „Natku”? - spytał. Zaśmiałam się.
- Natka pietruszki – wystawiłam mu tym razem język. - No weź żelki mi daj – poprosiłam go. Zaraz już miałam owocowe Akuku obok siebie, a Shrek właśnie się zaczynał.
- Lubisz Shreka? - zapytałam blondyna. Ciekawe, czy tak jak mnie urzekły go te piosenki. Uwielbiam je. Mam je nawet w telefonie, a na dzwonek ustawiłam sobie „I’m A Believer”.

Nathaniel?
*śpiewa/wyje(niepotrzebne skreślić)* I’m a beleeeeevieeeer

środa, 28 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Judy

Co u mnie pytasz? – Spytałem lekko naburmuszony. – Powiem Ci, że zmazywanie takiego markera jest bolesne. Następnym razem nie rób chociaż ze mnie starego pryka, bo już jakieś kocie wąsy byłyby lepsze.
Narzekając chwyciłem policzki dziewczyny naciągając je.
-Ej! Dobrze, dobrze, nie będę już! – Powiedziała, a właściwie wyskomlała piskliwym głosem.
Zadowolony puściłem ją, jednak ta pozostała wtulona we mnie. Zmierzyłem ją wzrokiem, starając się zachować dobry humor. Co, jak co… Jestem wesoły na co dzień, ale jak dopada mnie zmęczenie, to staję się markotny. Przeczesałem moje niesforne włosy, próbując coś zrobić z wpadającymi mi do oczu kosmykami. Skończyło się na tym, że dalej miałem świat przysłonięty blond pasmami, a dziewczyna patrzyła na mnie rozbawiona. Westchnąłem niechętnie, łapiąc dziewczynę za ramiona i odsuwając ją delikatnie od siebie.
-Widzisz, jesteś za blisko trochę. – Powiedziałem lekko się uśmiechając. – Ale wiem, że mocno uderzyłaś się w głowę, co może to tłumaczyć, oraz jestem Ci coś winny. Może w ramach pokuty, pójdziesz ze mną na coś słodkiego. Oczywiście ja stawiam. – Dodałem z łobuzerskim uśmiechem.
Dziewczyna przytaknęła głową zadowolona, po czym odbiegła, podskakując jak jakaś łania, jakby bojąc się, że się rozmyślę. Sięgnąłem ręką do kieszeni spodni i w celu wyjęcia telefonu, jednak znalazłem tam jeszcze zwitek papieru. Podniosłem go, aby się przyjrzeć literom na karteczce, które głosiły „Judy, tel. +44 567 845 749” Na odwrocie narysowane były dwa nachodzące na siebie serduszka.
https://igglamour.files.wordpress.com/2011/02/serca.jpg
Westchnąłem rozbawiony, zastanawiając się, co ta dziewczynka ma w głowie. No nic… Słowo dane, więc nie mam odwrotu. Po szkole zabiorę tę panienkę na spacerek, deser i odstawię ją grzecznie do pokoju.
~~~
Jak powiedziałem, tak się stało. Wczorajszego wieczoru wysłałem Judy SMS’a, dając jej znać, że będę czekać na dziedzińcu, tuż po lekcjach. W odpowiedzi dostałem spam serduszek i pand, ale nie miałem pojęcia, co to drugie miało oznaczać.
A teraz stałem w cieniu budynku, obserwując dziedziniec w poszukiwaniu karmelowowłosej dziewczyny, która pojawiła się parę minut po mnie.
-Cześć. – Przywitałem się z uśmiechem na ustach.
-Hey! – Pisnęła dziewczyna, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w kierunku bramy akademii. Ruszyłem tuż za nią, zrównując się z nią po dwóch krokach.
Spacerowaliśmy jakiś czas wzdłuż Głównej Alei, aż w końcu dotarliśmy do miasta. Tam dziewczyna stwierdziła, że wie doskonale, gdzie chce pójść i przejęła sterowanie. Jak się okazało, przyprowadziła nas do Cafe Salvatore, renomowanej kawiarni w centrum Starego Miasta. Ceny dorównywały tutaj jakości, a była ona wysoka. Wzruszyłem ramionami, uśmiechając się jednak do niej, po czym weszliśmy do środka, gdzie moją uwagę przyciągnął ekstrawagancki wystrój. Nie mogłem się jednak przyjrzeć, bo Judy pociągnęła mnie do stolika dla dwóch osób, zabierając przy okazji kartę Menu.
Jakoś nie zdziwił mnie fakt, że zamówiła gorącą czekoladę i chyba najsłodszy deser, z pośród wszystkich podanych w karcie.
Ja zamówiłem jedynie szklankę coli, wspominając sobie ostatnie spotkanie z urwisem o imieniu Chester. Poszło to szybko w niepamięć, gdy dziewczynka, ze złością piorunowała mnie wzrokiem, mówiąc, że jej nie słucham. No cóż, miała rację, ale przecież nie mogłem jej tego powiedzieć.
Zdziwiłem się, że tyle zabrał nam ten wypad, bo do szkoły wróciliśmy, gdy słońce zaczynało chować się za horyzontem. Judy przez cały ten czas, nie przestała paplać, dzięki czemu, prawie nie musiałem się odzywać. Momentami tylko zbierałem baty, gdy nie wiedziałem, jak odpowiedzieć na pytania, które mi zadawała.
W końcu stanęliśmy przed drzwiami jej pokoju, już chciałem się pożegnać, gdy drobna istotka złapała mnie mocno za nadgarstek.
-A ty gdzie? Jeszcze dzień się nie skończył. – Powiedziała zadowolona, uśmiechając się, niczym niewinna pięciolatka.

Judy? Masz jakieś złe plany?

OD Nathaniela CD Nikiyame

Leżałem na łóżku dość długo, nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ponieważ rozmyślałem o tym, co powiedziała dziewczyna oraz co się dzieje u mnie w rodzinie. Moim przemyśleniom towarzyszył spokojny odgłos oddychania dziewczyny. Źle się czułem z tym, że uparła się o tą podłogę, ale nie chciałem się wykłócać o taką głupotę, jednak przestałem się tym przejmować z momentem, gdy Morfeusz zabrał mnie w swe objęcia.
Obudziłem się o czwartej rano, o mało nie zapominając o tym, że tuż przy moim łóżku leży dziewczyna. Ostrożnie ją ominąłem schodząc, aby otworzyć okno. Po nocy ledwo było czym oddychać, bo byłem na tyle leniwy, że wczoraj nie przewietrzyłem pokoju. Niechętnie odszedłem od okna, z którego miałem widok na wschód słońca, w celu ogarnięcia się, czyli porannej toalety i ubrania na siebie czegoś, co nie jest starą czerwoną koszulką i czarnymi bokserkami. Moim strojem okazała się być rutynowa biała koszula i czarne spodnie. Po zapięciu czarnego paska, wróciłem do pokoju, gdzie dziewczyna jeszcze słodko spała. Nie chciałem jej budzić, więc ufając, że nic nie zbroi, wziąłem ze sobą nowego szczeniaka, zostawiając ją wraz z wciąż śpiącą Kirą.
Idąc z psiakiem, który plątał mi się pod nogami dotarłem do stajni, którą podświadomie obrałem za cel spaceru. Na miejscu nakarmiłem Mysti, Hauru oraz młodziaka, na którym zdarzało mi się jeździć. Moją uwagę przykuł jednak srokaty ogier, podobny do Hauru, jednak o zdecydowanie bardziej zdziczałym spojrzeniu. Gdy dokładniej się mu przyglądnąłem, rozpoznałem w nim Saurona, ogiera mojego brata, a zarazem brata mojej Mysti.
-Ohh… Czyli już tu jesteś braciszku. -Powiedziałem pod nosem, ale w życiu bym się nie spodziewał odpowiedzi, która o dziwo nadeszła.
-Ano jestem, kochany starszy bracie. – Rozbrzmiał sarkastyczny ton, tuż za moimi plecami.
Odwróciłem się, napotykając przed sobą blondyna o szkarłatnych oczach. Z tej chwili na moją twarz wyszedł szczęśliwy uśmiech. Może nie byłem zadowolony z tego, że brat tak szybko za mną podążył, ale to wciąż mój brat. Wziąłem go w objęcia, jak kilkuletnie dziecko, w odpowiedzi dostając kopniaka w udo oraz zmierzwienie mojego ubrania. Po kilku sekundach odstawiłem Neara.
-Cześć złośniku. Co tam u ciebie?-Powiedziałem z twarzą rozświetloną uśmiechem, a i nawet mój rozmówca wydawał się być bardziej wesoły niż zwykle przy innych.
~~~~
Po dwudziestu minutach ruszyliśmy z bratem w kierunku akademika, otoczeni przez dwa psiaki, które chyba odnalazły wspólny język, natomiast Near był bardzo zdziwiony moim nowym towarzyszem. W domu rodzice przyzwolili nam na dwa zwierzaki, jednym z nich był koń oraz jedno wybrane zwierzę dla każdego z nas. Jednak tutaj, w Akademii Green Heels to nie obowiązywało, więc nie było problemu z przygarnięciem kolejnego. Nagle przypomniało mi się, że powinienem zawitać z nim do weterynarza, niestety było zbyt wcześnie, więc będę musiał pamiętać o tym później.
~~~
Okazało się, że Near ma pokój tuż obok mojego, więc nie będzie problemu ze spotkaniem się lub znajdywaniem zajęcia na nudę. Co jak co, ale nasza dwójka nigdy się nie nudziła. Tak rozmyślając, wszedłem do pokoju, żegnając się z bratem. Stanąłem jak wryty, zastanawiając się chwilę dlaczego widzę jakiś kokon na środku pokoju, ale po chwili przypomniałem sobie o Niki, która musiała być w tej zwitce materiału. Widząc na zegarku godzinę 6:02, położyłem się na łóżku, razem z całym zwierzyńcem i po założeniu słuchawek, pogrążyłem się w delikatnym śnie.
Skrzypienie podłogi sprawiło, że gwałtownie się zerwałem, rozglądając po pokoju, dzięki czemu dostrzegłem dziewczynę skradającą się do drzwi.
-Hey Niki!-Słysząc mnie, dziewczyna prawie podskoczyła. – Przepraszam, że cię przestraszyłem. Chciałem Ci powiedzieć, że twój koń jest już nakarmiony, a no i… Masz plany na dzisiaj?
-Em… Dzięki. A planów w sumie nie mam… A co?- Głos dziewczyny znowu był cichy i niepewny, ale nie bała się już tak ze mną rozmawiać.
-Wiesz, rano wyszedłem z tym psiakiem, zdając sobie sprawę, że muszę go wziąć do weterynarza. Nie chciałabyś wyjść ze mną na miasto, tak przy okazji?- Na mojej twarzy pojawił się wesoły uśmiech.
-Czemu nie? – Lekki uśmiech rozświetlił twarz Niki. – To ja pójdę się ogarnąć. Spotkajmy się o południu na dziedzińcu.
-Będę czekać. -Powiedziałem za dziewczyną, która opuszczała mój pokój.
Niki?

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

Po ogarnięciu Hauru i pożegnaniu się z Nathem, poszłam do swojego pokoju i przebrałam się, po czym poszłam do kuchni, włączając cicho muzykę. Zrobiłam sobie kakao i sięgnęłam po książkę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać, zamierzając spędzić w ten sposób resztę dnia. Moje niecne plany przerwało jednak pukanie do drzwi. Niechętnie wstałam i poszłam w celu otworzeniu przybyszowi. Pociągnęłam za klamkę, a moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna trzymający w rękach dwa pudełka pizzy. Miał bardzo ponury wyraz twarzy, oparł się o framugę.
-Pizza dla pana Nathaniela Niinisto. – oznajmił bezbarwnym tonem głosu.
-Pomylił się pan, on tu nie mieszka. – odpowiedziałam, starając się mówić głośno.
-Nie obchodzi mnie to, nie mam czasu. W takim razie proszę mu to dostarczyć, muszę dowieźć innym pizzę. – zniecierpliwił się dostawca, wciskając mi dwa pudełka do rąk i zatrzaskując mi drzwi przed nosem.
Stałam przez chwilę w miejscu, przetwarzając to, co właśnie się stało. Muszę iść do Natha~pomyślałam, z żalem spoglądając na łóżko. No trudno. Wyszłam z pokoju, zamknęłam drzwi i skierowałam się do dormitoriów chłopców. Szłam szybko, żeby pizza nie wystygła. Jej zapach roznosił się teraz w całym korytarzu, a ja aż zgłodniałam od niego. Niedługo potem wchodziłam już po schodach dormitorium chłopców, próbując przypomnieć sobie, w którym pokoju mieszkał Nath… to było chyba 207? Stanęłam niezdecydowana przed drzwiami, po chwili pukając cicho. Otworzył mi wysoki, fioletowowłosy chłopak, za którym zobaczyłam dużo niższego, śmiejącego się blondyna. Rozpoznałam ich, byli chyba w mojej klasie. Przypomniałam sobie nawet imię blondyna.
-Cześć, pomóc jakoś? – zaczął wysoki, ale ten mniej więcej mojego wzrostu szybko mu przerwał.
-Niki? Co ty tu robisz? – zdziwił się Czeslav, wyglądając zza wyższego.
-Ja… nie tutaj miałam trafić. – odparłam cicho.
-Kogo szukasz? – uśmiechnął się radośnie Czesio, nie pozostało nic innego, niż odpowiedzieć.
-Natha.
-Mieszka gdzieś niedaleko… - chłopak podrapał się po głowie i wytłumaczył mi, jak dotrzeć do pokoju.
Szybko podziękowałam i poszłam we wskazanym kierunku.
-Stój! Pizzę konfiskujemy! Colę też!– głośny śmiech, a potem kroki na korytarzu zmusiły mnie do przyspieszenia.
Biegłam do pokoju Natha, słysząc za sobą chichrającego się wciąż Czeslava. Był dość daleko za mną, więc zapukałam pospiesznie do drzwi Nathaniela. Po chwili otworzył mi ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, a ja wepchnęłam się do środka.
-Zamykaj! – poradziłam chłopakowi, co ten wykonał.
W pokoju mały piesek bawił się piłką do kosza, był to ten, którego znalazł w terenie. Uśmiechnęłam się lekko. Z korytarza doszedł do nas złowieszczy śmiech Czesia i jego słowa „Nath, zemszczę się!”. Stanęłam naprzeciwko Nathaniela i wręczyłam mu pudełka pizzy, tracąc trochę pewność siebie.
-Czemu mi ją dajesz? – zapytał zdziwiony trochę chłopak.
-Dostawca się pomylił i przyniósł ją mnie. – wyjaśniłam, bawiąc się swoimi palcami.
Nath pokiwał ze zrozumieniem głową i poszedł w głąb pokoju.
-To ja… pójdę już? – bardziej spytałam, niż stwierdziłam, po czym chwyciłam klamkę.
-Zostań jeszcze chwilę, sam tego nie zjem. Myślałem, że będą mniejsze – zaśmiał się cicho.
Położył pizze na talerzach, które z kolei postawił na ławie otoczonej przez kanapę. Uznając, że i tak już mnie stąd nie wypuści, a na biegającego po korytarzu Czesia narażać się nie chcę, usiadłam na kanapie. Po chwili dołączył do mnie Nath i sięgnął po kawałek pizzy. Była tam hawajska i salami, od razu wzięłam kawałek hawajskiej. Na szczęście była jeszcze ciepła.
-Czemu właściwie Czesiek cię gonił? – zwrócił się do mnie jasnowłosy.
-Pizza… to przez pizzę. Pomyślał też pewnie, że mam colę. – przypomniałam sobie, że niski blondyn zawsze ma przy sobie choć trochę tego napoju.
-To całkiem prawdopodobne. – uśmiechnął się.
Wtedy przypomniało mi się to, co mówił w terenie o skrzypcach. Rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam instrumentu. Spojrzałam na Natha pytającym wzrokiem, chłopak odpowiedział mi tym samym.
-Szukasz czegoś?
-Nie, znaczy… masz tu skrzypce? – zapytałam trochę niepewnie i odłożyłam resztkę kawałka pizzy na talerz. Zostań ~ rozkazałam mu w myślach.
-Jasne. – lekko zdziwiony wstał z kanapy i zaczął grzebać w dużej, czarnej szafie, aby po chwili wyciągnąć z niej ciemnobrązowy instrument.
Usiadł obok mi i delikatnie podał mi skrzypce, wstrzymałam oddech i wzięłam od niego instrument. Skrzypce były lekkie, co mnie trochę zdziwiło. Pokiwałam głową i oddałam mu piękny instrument. Nathan wziął do ręki smyczek i zaczął grać, a ja siedziałam wpatrzona w niego, grającego w skupieniu na instrumencie, którego brzmienie rozeszło się po całym pokoju. Przez okno przebijały się ostatnie promienie słońca, padając na chłopaka.
http://pa1.narvii.com/5719/6cb59f61593d003b67f2ffb4f257a0b12c9721a9_hq.gif
Grał przez jakieś 10 minut, które wydawały się być znacznie dłuższe, a mimo tego, gdy przestał, miałam wrażenie, że jego gra trwała najwyżej minutę. Chłopak odłożył skrzypce z powrotem i usiadł obok mnie, po czym uśmiechnął się lekko.
-Wow… - wykrztusiłam. – Naprawdę dobrze grasz.
-Dzięki, wciąż się uczę. – odparł krótko.
Wstał i poszedł do kuchenki, żeby nalać sobie coś do picia. Ciekawe, czy ma kakao…
-Masz może kakao? – zapytałam z nadzieją w głosie.
Nath kiwnął głową. Podeszłam do niego i nasypałam sobie proszku do brązowego kubka stojącego na blacie, po czym nalałam mleka do środka i wróciłam na kanapę. Po chwili dołączył do mnie Nathaniel.
-Interesujesz się czymś oprócz koni? – zaczął rozmowę, opierając głowę o kanapę.
-Znaczy… czasem coś narysuję, dużo czytam. No i muzyka. – odparłam i spojrzałam na niego. – A ty?
-Jak już wiesz, gram na skrzypcach – uśmiechnął się delikatnie – a poza tym trenuję szermierkę. Lubię też samochody, głównie te szybsze. Jest tego trochę więcej, ale… - wzruszył ramionami, dając mi do zrozumienia, że nie bardzo chce o tym mówić.
Sięgnęłam po ostatni kawałek pizzy hawajskiej, która swoją drogą dawno zdążyła już wystygnąć, i pokiwałam głową.
-Od zawsze chodzisz wszędzie ze słuchawkami? – zapytał. Czyli aż tak rzuca się to w oczy?
-Właściwie to odkąd pamiętam… - po wzroku chłopaka wywnioskowałam, że oczekiwał nieco innej odpowiedzi – muzyka po prostu pozwala mi oderwać się od świata. Tak samo, jak książki. Poza tym nie lubię ciszy, a dźwięki często przezwyciężają… - zawahałam się, ale cichutko dokończyłam zdanie – strach. A jak z twoją rodziną? – chciałam po prostu zmienić temat, nie myśląc, co mówię.
-Cóż… ojciec jest prezydentem Finlandii, poza tym mam matkę, adoptowaną siostrę – skrzywił się trochę na wspomnienie o tym członku rodziny – i rodzonego brata. A ty?
-Mam matkę – westchnęłam cichutko – a babcia niedawno… - odwróciłam wzrok od Natha, czując pod powiekami piekące łzy.
Nathaniel chyba zrozumiał, bo siedział cicho. Kątem oka zauważyłam, jak „budzi” telefon, i zrywa się z miejsca.
-Niki, mamy problem… - powiedział, po chwili dodając – jest już po dwudziestej drugiej.
-Co? To ja muszę już iść. – szybko wstałam i podeszłam do drzwi, nieco zawstydzona tym, że się tak u niego zasiedziałam.
Już miałam chwycić za klamkę, kiedy chłopak zatrzymał mnie.
-Czekaj – szepnął – słyszysz?
Stanęłam i wsłuchałam się w ciszę. Z korytarza doszły do mnie głos pana Gustava Odella, nauczyciela francuskiego. Słyszałam, jak podnosi na kogoś głos, krzycząc coś o ciszy nocnej. Nie miałam najmniejszego zamiaru podpaść akurat jemu, bo wiedziałam, że i bez tego jest aż zbyt wymagający. Stanęłam bezradnie przy drzwiach, spoglądając na Natha.
-I co teraz? – zapytałam cicho.
-Wygląda na to, że musisz zostać. – poszedł w głąb pokoju i powyjmował z szafy koce, które rozłożył na podłodze przy kanapie. – Mogę spać na podłodze.
-Ja chcę spać na podłodze – przerwałam mu szybko – naprawdę, lubię podłogę. Jest wygodna i zawsze przy mnie, gdy upadam.
Chłopak zaśmiał się cicho i skończył układanie koców na podłodze.
-Obejrzymy coś? Jeszcze trochę czasu mamy.
-No to może „Tonari no Totoro”? – zaproponowałam, ożywiona wizją oglądania bajki z dzieciństwa.
-Może być, w sumie nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.
Włączył laptopa i film, a ja z uśmiechem wpatrzyłam się w ekran, przypominając sobie, jak kiedyś go oglądałam. Zawsze uwielbiałam Totoro, był taki… uroczy.
http://i.imgur.com/H8Qh5oo.gif
Westchnęłam cicho, dlatego właśnie lubiłam oglądać bajki z dzieciństwa. Nawoływały zawsze falę pozytywnych wspomnień.
-Chyba lubisz oglądać stare bajki, co? – uśmiechnął się Nath, a ja entuzjastycznie pokiwałam głową.
-Uspokajają mnie. Poza tym te wspomnienia… - szepnęłam, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
-A właśnie… jak jutro z lekcjami? Przecież nie masz tu rzeczy, a do szóstej rano jest cisza nocna. – przypomniał sobie chłopak.
-Jutro jest sobota. – zaśmiałam się cicho. Zauważyłam, że czuję się przy nim coraz pewniej, i cieszyło mnie to. Może w końcu przed kimś się otworzę, może ktoś okaże się być godny zaufania.
~~~~~~
Po obejrzeniu Tonari no Totoro poczułam senność. W pokoju panował półmrok, ciemność rozświetlała tylko mała lampa i światło z laptopa.
-Ja idę spać. – mruknęłam i spadłam z kanapy na podłogę, gdzie leżały koce.
Owinęłam się jednym i położyłam głowę na poduszce. Nath chyba też się kładł, bo zgasił lampkę. Czując, że niedługo odpłynę, postanowiłam jakoś się pożegnać.
-Dobranoc, Nathku. – wymamrotałam nieśmiało.

Nathku? ^^

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Czeslava CD Nathaniela

Powoli zsiadłem z konia... właściwie to się z niego zsunąłem... no dobra - Spadłem. Leżałem chwilę na plecach nie podnosząc się. Nath zeskoczył ze swojego wierzchowca i podszedł do mnie.
- W porządku? - zapytał klękając przy mnie
- Taaaak - mruknąłem - Daj mi chwilę poleżeć, zmęczyłem się.
Chłopak parsknął śmiechem i wyprostował się.
- Piękny styl zsiadania!
- Z pewnością oryginalny - wyszczerzyłem się powoli wstając.
Po wyprostowaniu, zacząłem się rozciągać, aż coś strzeliło mi w krzyżu.
- Sakra to jest niebezpieczne! - mruknąłem
- Przy Tobie wszystko jest niebezpieczeństwem - uśmiechnął się chłopak
- Mogłeś mnie wcześniej ostrzec, że po tym wszystkim tyłek będzie mnie bolał jak nie wiem co...
- A nie wspominałem? - chłopak wyszczerzył się
- A idź mi - machnąłem ręką - Moje pośladki wołają o pomstę do nieba!
- Eeee po kilku jazdach przechodzi - uśmiechnął się
- Ty myślisz, że ja kiedyś jeszcze wsiądę na konia? HAHA dobre sobie - powiedziałem rozmasowując siedzenie - Co najwyżej jako dżokej, w grze.
- Grze?
- Grze - przytaknąłem - O wyścigach, wiesz, jeździsz koniem, trenujesz go, potem się ścigasz... Takie tam.
- Brzmi ciekawie - powiedział chłopak
- Masz ochotę zagrać? - zapytałem - Możemy iść teraz do mnie.
- Czy ja wiem...
- Nie daj się prosić chłopie - uśmiechnąłem się - Mam u siebie picie, mam jedzenie, mam gry... Czego więcej do szczęścia potrzeba?
- Mmm...
- Po za tym chyba nie masz nic ciekawszego do roboty? Pomogę Ci odprowadzić, czy tam oporządzić konie i możemy iść do mnie - uśmiechnąłem się

<Naht?>

sobota, 17 czerwca 2017

OD Nathaniela CD Czeslava

-Skoro dajesz mi wolną rękę… Kierunek stajnia! – Powiedziałem wesoło idąc w kierunku, już dobrze znanego mi miejsca. – Umiesz ty coś jeździć?
-Ee, jasne. – Powiedział ze śmiechem. – Głównie na festynach po kółeczku. Pewnie nie dorastasz mi w tym do pięt.
Spojrzałem na Cześka rozbawiony, domyślając się, co zaprezentuje sobą skrzat.
-No to się przekonajmy. – Mówiąc to złapałem krasnala za łapkę i popędziłem z nim, przez co o mało z rozpędu nie spadła mu jego nowa, piękna czapeczka.
-Aaa! Nieee pędź tak, mam… krótsze… nóżki! – Zawył tuż za mną Chesiek. Spojrzałem na niego, a ten wyglądał jakby przeżył II Wojnę Światową. Ledwo dyszał i musiał brać oddechy między słowami.
-Łooj sorki, zapędziłem się. Ale… Patrz! Jesteśmy na miejscu i możesz mi udowodnić, jak to ci do pięt nie dorastam.
-Już szykuj dupę dam ci porządną lekcję. –Powiedział zacierając rączki, co mnie do głębi wzruszyło. Aż się łezka w oku kręci.
***
Stwierdziliśmy, że pojeździmy na ujeżdżalni, więc wziąłem jednego z młodziaków, który potrzebował ruchu, zamiast swojej Mysti, która dzisiaj odbyła trening, a Chesterowi przygotowałem siwego konia, który pod siodłem jest profesorkiem, ale potrafi być upierdliwy w obejściu.
https://i.ytimg.com/vi/xvfI_gLbP4g/maxresdefault.jpg
Widząc wredny pysk swojego wierzchowca, Chesiek popatrzył na mnie błagalnie.
-No nie żartuj, że chcesz, żebym jeździł na tym typie spod czarnej gwiazdy? – Przełknął niespokojnie ślinę.
-A jakiś problem? Przecież nie dorastam ci do pięt, pokaż mi to! – Parsknąłem śmiechem, wiedząc, że przynajmniej ten upiorny, biały pysk nie skoczy mu przez ogrodzenie, jak ma to w zwyczaju młodziak, na którego właśnie wsiadłem.
Chester podparł się dumnie rękami na biodrach i zaczął wdrapywać się na konia. Zacząłem śmiać się w niebogłosy, przez co mój kary towarzysz zaczął niespokojnie przystępować z nogi na nogę, widząc, że dzieciak siedział obrócony o 180 stopni. Szybko jednak się obrócił, ledwo nie zaliczając upadku.
-No to pokaż na co cię stać! – Wyśpiewałem w rytm znanej piosenki.
Chester ciapnął konia nogami i machnął wodzami. W rezultacie dalej stał w miejscu, tylko siwek położył po sobie uszy w geście złości.
-Dobrze Ci idzie – powiedziałem, puszczając mu oczko, na co warknął w moją stronę.
W końcu stępował niewiele za mną. Udało mu się nawet zakłusować, ale podskakiwał jak worek kartofli, więc skończyło się na półgodzinnych ćwiczeniach na równowagę, które mu zadawałem, opisywałem i prezentowałem. Pod koniec jazdy, jakoś już potrafił anglezować, a raczej podnosić się z siodła.
***
-No powiem Ci tyle, ucz mnie mistrzu. – Powiedziałem z przekąsem, ale oboje wybuchliśmy śmiechem. – Nie no chyba najgorzej nie było, no nie?

Chesiek, było aż tak źle?

wtorek, 13 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

Cmoknąłem tylko na Mysti, a ta nabuzowana strzeliła z zada, o mały włos nie trafiając Hauru. Po chwili już pędziliśmy łeb w łeb, ale Mysti ze swoim charakterkiem musiała być o ten krok do przodu. Mijaliśmy drzewa, niektóre na milimetry od naszych kolan i schylaliśmy się, żeby nie trafić w którąś z licznych gałęzi.
Czułem się nieziemsko, świetnie jest czuć ten pęd, chociaż zwykle trudno się wyciąga mnie z placu. Uwielbiam się doskonalić i podświadomie zawsze wybieram plac i dość niechętnie patrzę na tereny, ale nie tym razem. Satysfakcję dodatkowo czerpałem z tego, że Niki wydawała się być równie zadowolona. Odetchnąłem, rozluźniając się, co było dziwne, bo nie zauważyłem do tej pory, żebym był spięty. Jednocześnie oddałem Mysti wodze, a ta wyciągnęła się tak, jak było jej wygodnie. Z tego co widziałem kątem oka, moja towarzyszka poszła w moje ślady. W pewnym momencie dziki galop przerodził się w płynne, spokojne takty galopu, które u mojej klaczki były aż zbyt wygodne. Dało się czuć pracę każdego mięśnia, obserwować jak łopatki się ścigają oraz jak miarowo koń oddycha.
Po kilku chwilach, konie same przeszły do kłusa, a później do stępa. Obserwowałem otaczającą nas przyrodę, aż w końcu moim oczom ukazało się coś nienaturalnie białego, wśród tej wszechobecnej zieleni.
-Tam jest coś dziwnego, podejdę sprawdzić – powiedziałem schodząc z klaczy i kładąc wodze na ziemi.
Teraz byłem pewny, że nie zwieje, bo jest to już u niej wyuczone. Konie w moim domu są uczone według tresury wziętej z Dzikiego Zachodu, co jest bardzo wygodne i przyjemne dla obu stron.
Dziewczyna skinęła głową, a ja podszedłem do, jak się okazało, futrzastego szczeniaka, który nie mógł mieć więcej, jak parę miesięcy. Westchnąłem, próbując zrozumieć, skąd wziął się tutaj ten uroczy maluch, ale bez zastanowienia wziąłem go ze sobą, wskakując na konia i przytrzymując go jedną ręką, a drugą kierując Mysti do stajni, która była już niedaleko.
-Mamy nowego kolegę. -Powiedziałem wskazując na wiercącego się psiaka.
Dziewczyna popatrzyła zdziwiona, ale nie odezwała się. Najwyraźniej oboje woleliśmy się napawać ciszą wśród tych wszystkich drzew, krzewów, kwiatów i zwierząt.

Pod stajnią ogarnęliśmy konie, a gdy oba już objadały się pysznym owsem i marchewkami, to wziąłem psiaka, którego wcześniej zostawiłem w szatni, i przyglądnąłem mu się.


Wyglądał tak uroczo, że aż go przytuliłem. Zdecydowałem się go wziąć do siebie. Obroży nie miał, ani innego oznaczenia, więc nie sądziłem, aby był to pies kogoś, komu by na nim zależało.
Wymieniłem parę zdań z dziewczyną i pożegnałem się z uśmiechem, obiecując, że kiedyś to powtórzymy.
W pokoju zamówiłem pizze i zacząłem przygotowywać posłanie małemu rozrabiace, który zdążył w przeciągu dwóch minut dobrać się do poduszki i przerazić moją Kirę 5 razy.
W końcu zajął się piłką do kosza, która najwyraźniej stanie się jego najlepszą zabawką.


Niki?

sobota, 10 czerwca 2017

Od Judy CD Nathaniela

Obudziłam się dopiero gdzieś koło osiemnastej. Powoli wstałam z łóżka w pokoju pielęgniarki, stwierdzając, że Nathaniela tu nie było, jak i w ogóle nikogo. Pokój jak był wcześniej pusty, to tak samo i teraz. Chyba pielęgniarka nie przywiązywała wagi do tego, że ktoś może tu teraz leżeć. Powstałam z łóżka, rozprostowując lekko zdrętwiałe nogi. Przynajmniej głowa już mnie nie boli. Poszturchałam brązowego pudla, wymuszając na nim obudzenie się, co zwykle takie łatwe nie jest. Jak porządnie zaśnie, to przez najbliższe siedem godzin niemożliwe jest go obudzić. Wydusiłam powietrze z ulgą, gdy Kazu obrócił się w moją stronę, w końcu również podnosząc się z łóżka. Skierowałam się w stronę wyjścia z pokoju. Pora wrócić do swoich czterech kątów. Przy okazji mogłabym pójść na kolację. Jak na zawołanie usłyszałam burczenie mego brzucha. Tak, to będzie dobry pomysł. Wygładziłam swoją bluzkę z pandą, jak i różową spódniczkę. Ciekawe, czy Nathaniel się zorientował, że ma czarne wąsy i bródkę. Gdyby nie to, że już mnie rączka bolała, pewnie poprawiłabym mu jeszcze brwi i dorysowała zmarszczki na czole. Kiedyś muszę to poprawić… i użyć niezmywalnego pisaka, choć ten też mógł być taki. Chyba w piórniku mam taki sam… Tylko nie wiem, czy nie jest zielony. No cóż, ten kolor też by mu pasował. Szkoda tylko, że jeszcze nie zrobiłam mu zdjęcia. Ustawiłabym je sobie jako tapetę. Tak, to byłoby piękne. Skręciłam na korytarzu w prawo, natychmiastowo na kogoś wpadając. Gdyby nie obecność Kazu za mną, który oparł na moich plecach swoje łapy, pewnie bym się przewróciła do tyłu. Natomiast odbiłam się od nich, lądując w ramionach osoby. Podniosłam głowę w górę, szeroko się uśmiechając.
- Nathaniel! - zawołałam szczęśliwa. Nie myślałam, że tak szybko się spotkamy. Tylko coś mi nie pasowało w jego wyglądzie. Nadęłam policzki. - Zmazałeś wąski – wymamrotałam. Jak on mógł! Jeszcze przed tym, jak zrobiłam mu zdjątko! Przynajmniej wiem, że tamten marker był zmazywalny. Choć, jak się dokładniej przyjrzałam, to można było dostrzec na brodzie, jak i pod jego nosem czerwone ślady. Objęłam tors chłopaka z tyłu, tuląc go i biorąc głowę w górę, by na niego spojrzeć.
- Co u ciebie? - spytałam, lekko się uśmiechając.

Nathaniel?

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Czeslava CD Nathaniela


Śmiałem się widząc jak Nath cały mokry siedzi w basenie i patrzy na mnie złowrogo. Odpłynąłem kawałek i nagle poczułem cieżar na sobie przez co zanużyłem się pod wodę. To Nathaniel rzucił się na mnie i wepchnął pod wodę. Po chwili uścisk zelżał i wypłynąłem . Otrzepałem głowę jak pies i zacząłem się śmiać
- Widzę, ktoś tutaj zaczyna się dobrze bawić! - powiedziałem
- Masz szęście, że w torbie ma ciuchy na zmianę - powiedział - Bo tak było by z Tobą źle.
- Ooo widzę nie tylko ja zawsze mam ze sobą dodatkowe ciuchy - powiedziałem - Znając moje szczęście i zdolności, zawsze mam coś w plecaku.
- Emm, a gdzie masz plecak? - zapytał podnosząc jedną brew
Spojrzałem na brzeg basenu. Leżała przy nim tylko torba Natha
- Aj sakra - powiedziałem - No nic będę wracał mokry.
- Będziesz chory głupolu - zaśmiał się - Widać, czegoś nie przemyślałeś.
- Eeee dam radę! - uśmiechnąłem się - W hali jest kosz z pozostawionymi rzeczami, czekającymi na właścicieli, coś zgarnę.
Podpłynąłem do krawędzi i zgrabnym ruchem wyskoczyłem na zewnątrz. Gdy się wyprostowałem woda leciała ze mnie ciurkiem. Wiatr, który zawiał w tym momencie sprawił, że po całym ciele przeszły mnie ciarki i dreszcz. Otoczyłem się ramionami i spojrzałem na Natha, który dopiero dopływał do brzegu.
- A nie mówiłem, że będzie Ci zimno? - wyskoczył na zewnątrz i od razu podszedł do torby. Wyciągnął koszulkę i spodnie i w ekspresowym tempie je przebrał. Przemocozne ciuchy włożył do worka i wrzucił do plecaka.
- To chodźmy do tej hali - powiedział - Zgarniesz jakieś ciuchy
Przytaknąłem głową i szczękając zębami ruszyłem w stronę hali. Po minięciu recepcji od razu zmierzyłem do wielkiego kosza. Nath szedł obok mnie rozgladając się po obiekcie.
- Duże - powiedział
- To tylko mały fragment - uśmiechnąłem się - Oto i kosz zagubionych rzeczy.
Otworzyłem wieko i zacząłem szukać, czegoś w moim rozmiarze. Nath również przyłączył się do szukania. Po chwili wygarnąłem jakieś spodnie, koszulkę i bluzę. Zrzuciłem swoje rzeczy i założyłem te wyłowione. Przejrzałem się w lustrze i stwierdziłem, że w sumie nie najgorzej to wygląda.
- Patrz co mam - powiedział Nathan
Spojrzałem na niego, w dłoniach trzymał coś dziwnego. Podszedł z tym do mnie i założył na głowę.
- Idealnie do Ciebie pasuje - uśmiechnął się
Spojrzałem w lustro.
- Emmm no ciekawie - powiedziałem
- Hah wyglądasz bosko! - powiedział
- Ejejej - uśmeichnąłem się - Bo sobie pomyślę jeszcze coś złego.
- Już się tak nie złość maluszku - wyszczerzył się Nat
- Dobra dobra - mruknąłem - Ja jestem już bezpieczny i gotowy do drogi, więc dokąd teraz zmierzamy?
<Nat?>

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

Gdy tylko zobaczyłam Nathaniela skradającego się do mnie w wodzie, wstałam i zaczęłam przed nim uciekać. To jednak nie pomogło, ociekający wodą chłopak pobiegł za mną, po chwili przewracając nas oboje. Zaraz potem spojrzał mi w oczy i przerzucił mnie sobie przez ramię, zmierzając w stronę jeziora. Wiedząc, co zamierza zrobić, zaczęłam się szarpać i uderzać go w plecy.
-Zostaw! Woda jest zimna!-krzyknęłam, starając się uwolnić.
-No jest – odparł rozbawiony Nath – masz też na sobie ubrania, które będą mokre, ale to jest tego warte.
Świetnie~pomyślałam. Pozostało mi już tylko trzymać się chłopaka, żeby nie wylądować całkiem w wodzie. Brązowooki wziął rozpęd i wskoczył do jeziora. Woda była… chłodna. Zbyt chłodna. Po chwili stałam, tym razem na własnych nogach, cała przemoczona. Skrzyżowałam ręce na piersiach i przeszyłam wzrokiem chłopaka.
-Zadowolony?
-Bardzo. – gdy usłyszałam odpowiedź, pokręciłam głową i zaczęłam z całej siły chlapać na Natha.
-Bez takiej agresji. – zanurkował pod wodę, tym samym unikając kolejnych fal wody.
***
Po godzinie wygłupów w wodzie, która przestała być już tak zimna, jak na początku, wyszliśmy z jeziora. Nathaniel zdjął koszulkę i powiesił ją na gałęzi, a sam usiadł na skałce. Dosiadłam się do niego i wycisnęłam trochę wody z włosów, a później z koszulki. Spojrzałam na pasącego się obok Mystify Hauru.
-Cholera, nie wzięłam słuchawek. - mruknęłam do siebie cicho. Akurat teraz by się przydały.
-Właściwie to skąd pochodzisz? – spytał Nath, patrząc na mnie.
-Z Kanady. A ty? – odparłam, czując się już pewniej.
-Finlandia się kłania. Tam właśnie zacząłem jeździć, no i kupiłem Mystify. A jak z Hauru, skąd go masz? – zgiął kolana i oparł na nich głowę, wpatrując się w widok pięknego jeziora.
-Hmm… jakiś rok temu kupiłam go od osoby z mojej stajni. – do mojego głosu wkradła się nutka niepewności.
Słońce schowało się za chmury, a ja zadrżałam lekko. Byłam cała mokra, a wiatr nie polepszał sytuacji. Wstałam więc z kamienia i podeszłam do Hauru, przytulając się do niego. O wiele cieplej. Ogrzana odsunęłam się od konia i wróciłam do siedzącego na kamieniu Natha.
-Grasz na czymś? – zapytał blondyn, spoglądając na mnie przelotnie.
-Nie. – odpowiedziałam trochę za cicho, ale chyba i tak usłyszał. – Chociaż… - zawahałam się – zawsze chciałam nauczyć się grać na skrzypcach.
-Ooo, ja na nich gram. – uśmiechnął się lekko. – A teraz może jedźmy dalej, bo chyba zaraz zamarzniesz. – zaśmiał się cicho, a ja musiałam przyznać mu rację.
Wstaliśmy z kamienia i ogarnęliśmy konie, Nath założył koszulkę, która do końca jeszcze nie wyschła, ale i tak na pewno było lepiej, niż na początku. Wsiadłam na Hauru, który zastrzygł uszami.
-Prowadzisz? – zwróciłam się do Nathaniela, który kiwnął głową.
Wyjechał przede mnie i stępowaliśmy przez kilka minut. Podziwiałam piękno lasu, który przemierzaliśmy. Widząc, że Nath przyspiesza, zakłusowałam. W pewnym momencie sceneria zmieniła się, wyjechaliśmy na dużą, kwiecistą łąkę. Spojrzałam na chłopaka, na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek.
-Co powiesz na mały galop? – zmrużył lekko oczy i przestał anglezować, przechodząc do pełnego siadu.
-Cóż… czemu nie? – odparłam niezbyt głośno i zagalopowałam.

Nath? :3 sorry, że tak późno, ten komp to straszny złom ;-;

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Kichi CD Nathaniela

Spojrzałam w oczy blondynowi i lekko pochyliłam głowę w bok.
-Śpiewam i gram na gitarze....-Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Hmmm.....Zaśpiewasz mi coś? -Spytał, a ja zdezorientowana rozszerzyłam oczy.
-Emmmm....To nie zbyt dobry pomysł~ -Przedłużałam końcówki czując ścisk w żołądku, nigdy jeszcze nie śpiewałam przed ludźmi.
-Nie daj się prosić. -Skrzyżował wzrok z moim spojrzeniem, zarumieniłam się delikatnie na policzkach, ale nie odwróciłam wzroku.
-Nie śpiewam bez swojej gitary....-Starałam się wymigać, ale po chwili uświadomiłam sobie, że to bardzo był to głupi pomysł.
-To chodźmy po nią....-Odstawił swojego kota na ziemię i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Już było za późno. Miałam ochotę się walnąć w ten głupi łeb. Powoli skierował się w stronę mojego pokoju, a Nathaniel zrównał ze mną kroku i lekko się uśmiechnął. Odwróciłam speszony wzrok, nie wiedziałam jak się zachowywać na dłuższą metę, bo nigdy nie miałam przyjaciół czy znajomych. Więc po prostu milczałam.
-Czemu nic nie mówisz? -Spytał nagle, podniosłam niepewne spojrzzenie.
-Ja....Nie wiem za bardzo co mówić....Nigdy wcześniej nie miałam znajomych...-Podrapałam się niezręcznie po karku.
-Na prawdę? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.... - Zaśmiałam się cicho, przykładając wierzch dłoni do ust, a on trochę zdezorientowany chwile się mi przypatrywał.
-Co cie tak rozbawiło? Powiedziałem coś nie tak? -Uśmiechnęłam się tylko.
-Nie, po prostu to ty musisz być dosyć dziwny, żeby uważać, bym mogła mieć znajomych. - Chłopak spojrzał na mnie niezrozumiale. No cóż? Mało osób mnie rozumie. Przed moim pokojem otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza, a Nathaniel wszedł za mną. Mój pokój skąpany był w szarościach, na wejściu mieścił się mały korytarzyk z szafą i drzwi do toalety, a głębiej łóżko, biurko, stolik i dwa fotele oraz mały aneks kuchenny. Nad biurkiem stał karton z listami od mojej rodziny, w sumie nie chciałabym, żeby ktoś je przeczytał i wiedział jak bardzo mam napięte relacje z rodziną., a nad łóżkiem wisiały ramki, wszystkie puste, ojciec dał mi je kiedy wyjeżdżałam. Po to żeby uświadomić mi jak bardzo sama jestem, ale to nic. Weszłam w głąb pokoju i spojrzałam na mojego kota, śpiącego smacznie na fotelu.
-Rozgość się. - Podeszłam do aneksu kuchennego. -Chcesz herbaty? Może kawy? -Wstawiłam wodę.
-Herbatę, jeśli to nie kłopot. -Zwracał się tak dostojnie, chyba był z wyżej postawionej rodziny, ale nie przeszkadzało mi to w końcu sama mam sławnych rodziców, chodź nienawidzimy się....Wyjęłam dwa kubki z szafki i wyjęłam torebki z herbatą które wrzuciłam do kubków. Po chwili postawiłam już gotową herbatę na stoliku nocnym obok łóżka na którym siedział i głaskał pogrążonego w śnie kota. Usiadłam obok niego i wyjęłam gitarę z pod łóżka.
-Jak ogłuchniesz to sam tego chciałeś...-Ostrzegłam i zaczęłam nastrajać gitarę.
-Na pewno nie jest tak źle....-Zaśmiał się kiedy zaczęłam grać pierwsze nuty, wyprostowałam się i wzięłam głębszy oddech.





Nathaniel?

Od Nathaniela CD Kichi

Biegłem przez cały akademik, odkąd z półpiętra zauważyłem Kirę biegnącą przez klatkę schodową.
W końcu jakaś dziewczyna złapała kota, ale jak się okazało były dwa. Zmarszczyłem brwi zdezorientowany, bo wcześniej go nie dostrzegłem. Przyglądnąłem się brązowowłosej dziewczynie, która właśnie podała mi czarną Kirę. Miała włosy właśnie brązowe, przechodzące w rudy, co wyjątkowo ładnie wyglądało z dużymi, złotymi oczami. Jednym stwierdzeniem można było określić ją ładną kobietą.
-Ummm… Masz śliczną kotkę… -Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie w nieodgadniony sposób, co mnie lekko zaintrygowało. – Tylko trochę się rozczochrała… - Puściła mi oczko, gładząc swojego kociaka.
Eee… Dziękuję – powiedziałem rozbawiony. – Twój też jest urzekający – powiedziałem zgodnie z prawdą. – Tak w ogóle, chyba dzisiaj się już spotkaliśmy. Nathaniel jestem – podałem jej rękę, będąc przyzwyczajony do oficjalnych przedstawień.
-Kichi, miło mi – uścisnęła dłoń tak naturalnie, że aż zacząłem się zastanawiać, czy nie ma wpływowych rodziców, przez co miałaby okazję do wyuczenia się tego.
Eee…- rozglądnąłem się dookoła, uświadamiając sobie, że jesteśmy blisko męskiego skrzydła. Nie wiedząc co powiedzieć, nagle głupio wypaliłem. – Chcesz może przyjść do mnie?
-Nie, dziękuję – Kichi zachichotała lekko, przez co zrobiłem się czerwony na twarzy – Może innym razem, muszę odstawić Kuro do pokoju – powiedziała odwracając się w kierunku drzwi.
Dopiero teraz się skapnąłem, że mimo iż jest blisko do męskiego skrzydła, to znajdowałem się centralnie na terenie dziewcząt.
-No tak, przepraszam – burknąłem zażenowany, nie rozumiejąc swojego zachowania.
***
Siedziałem w pokoju, grając na skrzypcach, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Ostrożnie odłożyłem instrument i doskoczyłem do drzwi, otwierając je na oścież. Moim oczom ukazał się nie kto inni, jak dziewczyna z wcześniej. Prawie poczułem rumieńce wchodzące na moją twarz.
-Hej, twoja kicia zgubiła coś – powiedziała podając mi czerwoną obróżkę.
-Oo, dziękuję. Nie zauważyłem nawet, że jej nie ma – jak gdyby czytała w myślach, kotka zaczęła łasić się przy moich nogach, więc wziąłem ją na ręce od razu zakładając zgubę na szyjkę.
- Nie ma sprawy… Grasz na skrzypcach? – Spytała niepewnie, zaglądając ukradkiem na pokój za mną.
-No… czasem coś pogrywam, ale nie jestem w tym szczególnie dobry. A ty grasz na czymś? A może śpiewasz? – Spytałem zainteresowany, jaką dostanę odpowiedź.
Kichi?

Od Kichi CD Nathaniela

Znów kolejny jakże nudny dzień. Uporczywy dźwięk elektrycznego budzika irytował mnie jak nigdy, a mój kot akompaniując żałosnym miauczeniem maszynie, dobijał mnie jeszcze bardziej. Powoli podniosłam się do siadu, wyłączyłam alarm. Przeciągnęłam się, prostując zdrętwiałe mięśnie. Wczorajszy trening dał mi się we znaki. Skupiłam wzrok na łaciatej, puchatej kulce.
-Już, już....Dam ci jeść....-Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry. Wstałam, mozolnie przeciągając każdy ruch. Udałam się do kuchni, nakarmiłam kota i zrobiłam sobie czarną kawę. Do rozpoczęcia zajęć miałam jeszcze pół godziny. Pięć minut zajmie mi dojście do akademii, czyli miałam sporo czasu. W spokoju dopiłam kawę następnie, ubrałam się w czarne leginsy oraz czerwoną koszule w czarną kratę i trampki. Umyłam jeszcze zęby, twarz i uczesałam włosy by po chwili z torbą na ramieniu wyjść z akademika. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, plotkary przed akademią plotkowały, chłopcy grali w kosza. Codzienność, po prostu szara rzeczywistość, jestem tu już miesiąc i w sumie poznałam jedną osobę, dla większości to "mało", jednak dla mnie to aż jedna osoba. Jestem aspołeczna i mimo wszystko bardzo mi to pasuje. Trochę zamyślona nawet nie zauważyłam kiedy na kogoś wpadłam. Odsunęłam się oszołomiona i wyrwana z myśli, spojrzałam na twarz chłopaka. Był trochę wyższy ode mnie, blondyn. Nie kojarzyłam go z mojego rocznika, więc chyba był trochę starszy.
-Przepraszam....-Powiedziałam dosyć cicho, spoglądając na jego twarz, zwinnie wyminęłam go i szybkim krokiem odeszłam w stronę szkoły. Nie chciałam sie mieszać w kłopoty, a jeszcze bardziej unikałam nowych kontaktów z ludźmi.
~*~
Zajęcia zleciały mi bardzo szybko, a kółko biologiczne jeszcze szybciej, mimo to po całym dniu czułam się zmęczona. Wyszłam na już opustoszały dziedziniec i odetchnęłam wilgotnym, zimnym powietrzem. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do akademika gdzie udałam się na górne piętro. O dziwo kiedy otwierałam drzwi do swojego pokoju, nagle z końca korytarza dobyło sie miauczenie. Mały czarny kotek biegł jak poparzony w stronę klatki schodowej, na co mój Kuro, mały pięciomiesięczny Kocurek wybiegł za czarną kępką sierści, rzuciłam torbę do pokoju i pobiegłam za kotem. Na szczęście chodziłam na SKS, wiec szybko złapałam oby dwa koty i wzięłam je na ręce, a po chwili dobiegł do mnie blond włosy chłopak, ten sam na którego wpadłam rano. Podałam mu kotkę, na którą Kuro bardzo pozytywnie reagował, no w sumie taka wspólna ucieczka musiała ich zjednoczyć...
-Ummm.....Masz śliczną kotkę....-Uśmiechnęłam się do niego. -Tylko trochę się rozczochrała.....-Puściłam mu oczko i zaczęłam głaskać mojego małego uciekiniera.....

Nathaniel?
Theme by Bełt