Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lipca 2017

Od Rozalii CD Cassandry

-To kiedy się znów widzimy? - spytała czarnowłosa, kiedy wychodziłyśmy już ze stajni w stronę akademii. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Nadal myślami byłam przy momencie, kiedy dziewczyna dawała mi buziaka w policzek. Zaczęła mi odbijać palma i to dosyć ostro. Dziwne to, ale... w innych okolicznościach przywróciłabym się sama do porządku, a w tamtym momencie nie mogłam. Jakby mój umysł sam pragnął zajmować swoje myśli osobą Cassandry. Coś jednak z tyłu mojej głowy mówiło mi, że to zwykłe pożądanie, że zaraz się wypalę, że muszę się ogarnąć, bo dam się łatwo skrzywdzić. Masa obaw, które zawsze się pojawiały. Szczególnie wtedy, kiedy stawało przede mną nowe wyzwanie.
- Sama nie wiem... - odrzekłam cicho. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Coś się stało? - zapytała zatroskana dziewczyna i stanęła mi na drodze. Spojrzała mi głęboko w oczy. Wywołała tym u mnie poczucie powinności.
- Wiesz... mam obawy... troski. To nic wielkiego. Często się czymś martwię. Taka już jestem – uśmiechnęłam się na potwierdzenie moich słów. Dziewczyna jeszcze chwilę patrzyła mi w oczy, by się upewnić, czy aby na pewno mówię prawdę. Po kilku sekundach odpuściła.
- W razie czego mieszkam w pokoju 217 w sektorze żeńskim. Nie bój się do mnie przyjść, ale... zapewne nie będziesz chciała mnie martwić, więc nie przyjdziesz – stwierdziła, na co skinęłam twierdząco głową. Czarnowłosa westchnęła, ale zaraz na jej twarz wróciła radość – Może spotkamy się dziś wieczorem. Pójdziemy na spacer, co ty na to? - zaproponowała. Uśmiechnęłam się na tą propozycję i zgodziłam się. W tamtej chwili czułam dziwną euforię. Taką, jaką się czuje, kiedy jest się zakochanym. Już to kiedyś czułam... szkoda tylko, że z tego nic nie wyszło, a jedynie mnie skrzywdziło i skrzywiło...

Odprowadziłam Cassandrę pod jej pokój. Po drodze opowiedziałam jej trochę więcej o ludziach i niektórych nauczycielach pracujących w akademii. Pomyślałam, że to będzie dobry pomysł by bardziej ją zapoznać z tak ważnym aspektem placówki. Czarnowłosa zadawała dużo pytań, więc na nie odpowiadałam. Często mam problem z ogólnym opowiadaniem. Lepiej mi było odpowiadać na konkretne pytania. Nie byłam typem gaduły.
Kiedy moja towarzyszka zniknęła za drzwiami, odeszłam kawałek i pobiegłam do pokoju. Miałam przecież jeszceę masę nauki, a do późnego wieczoru nie było wiele czasu. Wiedziałam jednak, że absolutnie nic nie będzie chciało wejść mi do głowy, tak jak wtedy, kiedy pierwszy raz się zakochałam. Musiałam jednak odrobić chociaż lekcje. Na szczęście nigdy nie miałam w takimi rzeczami problemu... nawet jeśli moje myśli zajmowało co innego.
Wybiła 21:00. Ja już kończyłam wypracowanie z polskiego i myślałam o tym, co włożyć na nasze spotkanie. Już wiedziałam, że w grę wchodzą jeansy, moja ulubiona luźna bokserka z nadrukiem pseudonimu mojego ulubionego rapera, czarny fullcap z nadrukiem SWAG i zdarte już nieźle trampki. Napisałam ostatnie zdanie, odrzuciłam długopis na bok i podniosłam się szybko z krzesła. Podeszłam do szafy i zaczęłam się jak najszybciej ubierać. Jak zwykle moje włosy nie chciały mi się dobrze układać wtedy, kiedy potrzebowałam dobrze wyglądać, a konkretniej chodziło mi o grzywkę bez której wyglądam w fullcapie jak jakiś niedorobiony gimbus. Gonił mnie jednak czas, więc porzuciłam próby ułożenia niesfornych kosmyków. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do pokoju Cassandry. Spokojnym równomiernym krokiem pokonywałam kolejne metry, aż w końcu stanęłam przed drzwiami. Zapukałam nieśmiało, stałam chwilę, aż w końcu ktoś otworzył mi drzwi, jednak nie była to Cassandra, lecz przedstawiciel płci męskiej. Zmieszałam się, lecz szybko przywróciłam pokerowy wyraz twarzy.
- Zastałam może Cassandrę? - spytałam poważnym tonem.
- Nie, a co? - mruknął patrząc na mnie dziwnie flircianym wyrazem twarzy – Zbuntowana widzę – mruknął.
- Louis! Zamknij się! - ktoś krzyknął z głębi pokoju. Nagle w drzwiach stanęła czarnowłosa. Było widać troszkę złości na jej twarzy – Odczep się od niej – warknęła.
- Dobrze, dobrze. Bez agresji – zaśmiał się szyderczo, jakby chciał pokazać jak bardzo nie wierzy w jej możliwości.
- Słuchaj... nie igraj ze mną, bo popamiętasz! - warknęła – Mówię Ci! Jak nie ze mną to z kim innym będziesz miał do czynienia – wycedziła przez zęby, przeszła przez próg drzwi i zatrzasnęła je mężczyźnie przed twarzą. Byłam jeszcze bardziej zmieszana niż wcześniej. Zupełnie nie spodziewałabym się takiej złości po czarnowłosej. Odetchnęła ciężko po chwili. Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Chłopak współlokatorki – wyjaśniła – Jest nie do zniesienia. Tak samo jako ona zresztą... - ostatnie zdanie powiedziała o wiele ciszej. Nie wiem czemu, ale kiedy wytłumaczyła, że nie ma z tym fagasem nic wspólnego poza tym, że nawiedza jej mieszkanie z powodu powiązania ze współlokatorką, ulżyło mi. Chyba się zauroczyłam... i naprawdę mnie to przeraża, ale z drugiej strony... wa.lić to. Niech się dzieje, co chce. Nie będę się tym przejmować.
Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, chcąc tym uśmiechem jakoś podnieść dziewczynę na duchu.
- Myślę, że w każdej chwili możesz ubiegać się o przeniesienie – powiedziałam spokojnym głosem.
- Myślisz, że się tym zainteresują? - spytała wypompowana z radości.
- Tak. Szczególnie jeśli ja się stawię za tą sprawą – rzuciłam jej uśmiech cwaniaka, na co ona jedynie się roześmiała. Jej twarz na nowo nabrała rumieńców, a oczy odzyskały błysk.
- Nie wiedziałam, że znajomość z Tobą będzie taka obfitująca we wszelakie ulgi – rzuciła mi żartobliwe uwodzicielskie spojrzenie, na co ja tylko się zaśmiałam.
- Cudów nie czynię, ale... lepszy rydz niż nic.
- Zgadza się! - potwierdziła z uśmiechem na twarzy od ucha do ucha – To jak? Gdzie idziemy? - spytała.
- Przed siebie.

Razem z Cassandrą opuściłyśmy budynek akademii i udałyśmy się do parku. Dziewczyna szła moim śladem, gdyż jeszcze nie znała tak dobrze terenów ogromnego parku wokół placówki. Słońce już schowało się za horyzontem rzucając ostatnie promienie słońca na niebo, dając nocnej ciemności pole do popisu. Można było już zobaczyć kilka najjaśniejszych gwiazd.
Gdzie nas kierowałam? Kierowałam nas do starej, jeszcze nie odrestaurowanej altany na jednym z najbardziej zapomnianych krańców parku. Dlaczego tam? O tej porze jeszcze sporo uczniów kręciło się wokół akademii. Najczęściej pary. Wkurzało mnie ich mizdrzenie. Jakby nie mogli sobie znaleźć jednego zacisznego miejsca i tam sobie robić, co tam chcą. Po drodze narzucały nam się różne tematy, na które dyskutowałyśmy przyciszonymi głosami. Nie było jeszcze ciszy nocnej, ale był już wieczór, więc należało zachowywać się nieco ciszej niż normalnie. W końcu udało nam się dotrzeć do mojego ulubionego miejsca. Altana była porośnięta od ziemi, aż po dach bluszczem. Wkoło gęsto rosły drzewa i panowała cisza. Idealnie.
- To moje ulubione miejsce w parku. Podoba Ci się? - spytałam.

< Cassi? :3 >

wtorek, 27 czerwca 2017

Od Cassandry CD Rozalii

Spojrzałam na dziewczynę z ukosa. Zdecydowanie brakowało jej pewności siebie. Było to widać. Kuliła się, uciekała wzrokiem. Rozumiałam ją w pewnym sensie. Była inna, a inność zawsze w pewien sposób bolała. Co z tego jeżeli dla mnie była zwyczajnie interesująca!
- Haj, hej… - zagadnęła, podchodząc do niej i chwytając jej dłoń, żeby dodać jej nieco otuchy. – Wszystko dobrze. Nie musisz się z niczym spieszyć. Czasami zapominam , że nie każdy ma od urodzenia niewyparzony jęzor, jak ja.
- Nie uważam, że masz niewyparzony jęzor – rzuciła szybko, jakby bojąc się, że coś źle odbiorę.
- Ale ja już tak – uśmiechnęłam się. – Tak, wiem, ciężko się spodziewać samokrytyki po kimś, kto tyle gada, ale ją posiadam. Każdy ma jakieś wady. Tak działa świat i ludzie. Wiem jedno. Nie daj się zwariować. Czasami trzeba po prostu łapać chwile.
Dziewczyna wlepiała we mnie swoje oczka, widocznie się wahając. Była spięta. Myślała o czymś intensywnie. Chciałabym wiedzieć o czym, ale nie wypada pytać o takie rzeczy tak od razu.
- Jak będziesz chciała to wyjdziemy, ok? – zarządziłam.
- Nie trzeba…
- Po prostu jak coś to mów. A do tego czasu… pościgaj się ze mną nieco! Wyglądasz na taką, której zdecydowanie nie brakuje kondycji –zachęcałam.
W końcu, małymi kroczkami, udało się nam dojść do tego, że Rozalia poczuła się chyba odrobinę swobodniej, bo po czasie dołączyła do moich wygłupów i nawet zarobiłam niezła porcją wody. Ostatecznie zabawa nieco nas zamączyła… Dobra, mnie, bo mojej towarzyszce zdecydowanie nie brakowało kondycji. Mnie już chyba odrobinkę owszem, szczególnie przy niej. W rezultacie wyszłyśmy znów na brzeg i przysiadłyśmy na trawie. Słonko grzało nas wesoło, choć lekki wietrzyk wydawał mi się czasami nieco zbyt chłodny.
- Zimno ci… - zauważyła moja towarzyszka.
Widziałam, że czasami an mnie zerkała. Nieśmiało, ale… rumieniła się przy tym. Miałam kolejną sprawę, nad którą przyszło mi się zastanawiać. Ten wzrok był wynikiem zwykłej zazdrości, jaką kobiety często wzajemnie odczuwały, czy może zainteresowania? Jakoś tak… wolałabym to drugie. Szczególnie, że dziewczyna naprawdę była o wiele bardziej interesująca i pociągająca niż sama o sobie myślała.
- Odrobinkę – odpowiedziałam i już chciałam sięgać po swoje ubrania, kiedy Rozalia zarzuciła mi na ramiona swoją koszulę. Zaskoczyło mnie to, tak samo fakt, że odrobinę się do mnie przy tym przysunęła i nasze uda zetknęły się.
Uniosłam wzrok i napotkałam jej lekko wystraszone oczka. Ten widok, w połączeniu ze sporym rumieńcem jaki wykwitł an jej policzkach dziwnie mnie rozczulił.
- Słodziutka jesteś – wypaliłam i zanim pomyślałam, musnęłam ustami jej policzek.
- D-dziękuję… - wymamrotała, speszona.
Nie zostałyśmy tam długo. Trzeba było wracać do akademii. Ubrałyśmy się, choć musiałam przyznać, ze niechętnie oddałam Rozalii jej własność. Niby prosta, biała koszula, ale było mi w niej dziwnie wygodnie i ciepło, do tego pachniała delikatnymi, świeżymi perfumami o kwiatowych nutach. Niby nic wyszukanego, ale jakoś tak… idealnie do niej pasowały.
- To kiedy się znów widzimy? – spytałam gdy odprowadziłyśmy już konie do stajni. Jednocześnie miałam ochotę jak najszybciej schować się w swoim pokoju. Makijaż mi spłynął… A przynajmniej miałam nadzieję, że spłynął cały, bo jeżeli miałam wokół oczu klasyczną pandę, to aż niezwykłe jest, to, że moja towarzyszka nie zmarłą jeszcze ze śmiechu…

 Rozalia?

sobota, 17 czerwca 2017

Od Rozalii CD Cassandry

Z natury jestem osobą, które nie lubi, kiedy kieruje się jej życiem. Sama chcę decydować o sobie i o tym, co chcę robić. Do tego potrzeba wiedzy, umiejętności i czasami również znajomości. Ciężej jest jednak, kiedy takowe masz, ale nie sprzyjają one Twojemu rozwojowi. Wzbudza się wtedy we mnie bunt, ale to narodowa cecha Polaków – bunt za każdym razem, kiedy ktoś chce czynić wbrew naszej woli. Przez co jesteśmy czasami zamknięci na kompromisy, ale cóż... każda cecha ma dwie strony medalu. Tej akcji z mamą naprawdę współczułam dziewczynie. Moi rodzice raczej nic o mnie nie wiedzą. Mają swoje życia na głowach... znaczy się... ja ich do siebie raczej nie dopuszczam, a oni mnie do siebie. Między nami jest przepaść tak ogromna, że jakiekolwiek rozmowy i kompromisy są mało prawdopodobne. Cóż... w końcu zrozumieli, że dzieci to nie tylko finansowe zabezpieczenie na przyszłość. To także człowiek, o dziwo! Nikt by się tego przecież nie spodziewał, że taki bachor jak ja będzie miał własne zdanie, ale cóż... jestem już dorosła. Nie pozwolę im już manewrować moim życiem.
Ten mój wewnętrzny bunt spowodował, że często pomagałam innym się zbuntować. Można powiedzieć, że gdyby na świecie wybuchła III wojna światowa, byłabym jedną z założycielek ruchu oporu. Wtedy również, kiedy Cassandra wspomniała trochę o tym, co chce uczynić, zapragnęłam jej pomóc. Tym bardziej, jeśli rzeczywiście miała talent, w co nie wątpiłam widząc jej oczy. Czułam to... po prostu, ale i tak pragnęła ją również usłyszeć.
Zostałam całkowicie wybita z zadumy, kiedy dziewczyna wstając z ziemi powiedziała coś o pływaniu. Otrząsnęłam się i spojrzałam na nią. Od razu źrenice mi się skurczyły, kiedyś zobaczyłam, jak czarnowłosa rozpina bluzkę. Na moje policzki wpłynęło tsunami czerwieni. Boże... nigdy jeszcze nie byłam w takiej sytuacji i powiem szczerze, przytłoczyła mnie. Cassandra rozebrała się w mgnieniu oka i w koronkowej bieliźnie wbiegła do wody. Przeżyłam w sumie dwa ogromne szoki życia. Po pierwsze: zobaczyłam kobiece bóstwo w koronkowej, mega podniecającej bieliźnie, na dodatek w wodzie. Po drugie: poczułam tak ogromny cios od życia, że mogłam tak bezkarnie oceniać dziewczynę po pozorach podczas gdy... tak naprawdę mogła być z goła kimś innym, niż myślałam, że jest. Wstyd mi było, że tak łatwo byłam w stanie ją ocenić. Jednak po kilku sekundach rozum mi wrócił i pogroził palcem, że już miałam takich, co ich " znałam ", a mimo to bardzo mnie zawiedli. Miałam mieszane uczucia.
- No chodź! Nie zostawiaj mnie samej. Nie chcę wygłupiać się bez towarzystwa... - powiedziała z naburmuszoną minką. Nie za bardzo chciałam wchodzić do wody. Powiedzmy sobie, że... nie uważałam się za miss, dlatego... wstydziłam się po prostu – Nie wstydź się, proszę – powiedziała czarnowłosa, patrząc mi głęboko w oczy życzliwym wzrokiem. Westchnęłam lekko, podniosłam się i zaczęłam się mozolnie rozbierać. Dziewczyna co jakiś czas spoglądała na mnie, co mnie peszyło i przerywałam ściąganie kolejnych części garderoby, ale zaraz po tym odwracała się, udając obrażoną. Po pewnym czasie jednak stałam już w pełnej okazałości. Oczywiście, jak przystało na chłopczycę, bieliznę miałam sportową, czarną, przylegającą mocno, żeby nie powiedzieć ściskającą, która choć po części maskowała wszelakie krągłości. Starłam się spokojnie wejść do wody, ale jak byłam już po kolana, Cassandra ochlapała mnie nagle wodą. Była zimniejsza niż mi się zdawało i pisnęłam nie chcący. Zaraz zasłoniłam usta, totalnie zażenowana. Czarnowłosa jednak śmiała się, nie zwracając zupełnie uwagi na ten szczegół. Po części się z tego cieszyłam, ale po części karciłam się w myślach za taką reakcję.
- No rozluźnij się... - jęknęła – Nie musisz się hamować. Nikomu przecież nic nie powiem – zapewniła. Nie w tym leżał problem. Ja... po prostu tak miałam.
- Ja... tak mam po prostu. Otwieram się... dopiero po jakimś czasie – oznajmiam i szukam wzrokiem jakiegoś ciekawego punktu. Nie chcę patrzeć na dziewczynę, bo... włączył się mój tryb " może jednak miłość istnieje " , " może jednak ktoś mnie będzie chciał " , " może jednak jestem atrakcyjna " i " może warto jeszcze próbować " . To myślenie zawsze prowadziło mnie donikąd i nie mogłam się go pozbyć, a ciało czarnowłosej wcale nie pomagało. Gorsze samopoczucie wywierał także mój wygląd. Co z tego, że miałam wyrzeźbiony brzuch, ogólnie posiadałam mięśnie i byłam wysportowana skoro całe moje blade ciało pokryte było mnóstwem pieprzyków, jakiś kropek na kształt piegów i oczywiście krótkimi włoskami, które powinny stopniowo znikać kilka lat temu. Moja, powiedzmy sobie, ex powiedziała kiedyś, że to słodkie, urocze i milusie mieć takie włoseczki, jak kotek, ale później stwierdziła, że jestem zdzirą, która wszystkich obgaduje, więc... to zdanie raczej się nie liczy.

< Cassandra? Gomene, że tak długo ;-; >

środa, 24 maja 2017

Od Cassandry CD Rozalii

Rozalia przytaknęła, przyjmując niejako moją propozycję, ale… wciąż mi się przyglądała, jakby miała jakieś pytanie czy też wątpliwość.
- Spokojnie, nie pogryzę cię jeżeli zadasz mi kilka pytań – uśmiechnęłam się szerzej widząc, że znów lekko się speszyła i zarumieniła. Widać nie chciał być nachalna, całkowicie niepotrzebnie, bo wolałam, kiedy ludzie otwarcie pytali i mówili co im też zalega na wątrobie, niż chowali się ze swoimi myślami i zamiarami po krzakach.
- Po prostu… wyglądasz mi raczej na bardzo przebojową osobę… Więc tak co do tremy… - zaczęła, a ja zaśmiałam się w głos.
- Tak, to już dla mnie przeszłość, ale jak mówiłam, wiem coś o tym. Kiedyś każdy zaczyna robić coś, co bywa dla niego stresujące. Ktoś rysuje, inny pisze, ty jeździsz na zawody. Chyba każdy boi się krytyki, szczególnie, kiedy nie jest pewien własnych umiejętności. Ja też to miałam – rozwinęłam swoją wcześniejsza wypowiedź.
- Więc… też uprawiasz jakiś sport? – spytała.
- Jeśli chodzi ci o jazdę konną, to nie mam jakiegoś szczególnego zacięcia czy talentu – przyznałam szczerze. – Niby na pierwszego kucyka tata wsadzał mnie ledwie skończyłam cztery lata, ale nigdy nie traktowałam tego w żadnym razie poważnie. Inne sporty także raczej wykorzystuję jako zwyczajny sposób na odstresowanie się. Wiesz… kiedy jesteś odpowiednio zmęczona nie masz czasu główkować, no i możesz bezkarnie wciąć ogromne ciacho z bita śmietaną i dalej mieścisz się w ulubione spodnie – w tym momencie zrobiłam się aż głodna, ale cóż, tak działał mój wewnętrzny łasuch.
Siedząca obok dziewczyna zmierzyła mnie uważnym wzrokiem i lekko się zaśmiała. Miałam ochotę spytać co też jej chodzi po głowie, ale postanowiłam odłożyć to na inną okazję.
- W każdym razie, tym, co swego czasu okropnie mnie stresowało był śpiew… - oznajmiłam.
- Śpiewasz? Jakiś zespół czy solowo? – dopytywała moja towarzyszka.
- Solowo… Mam za sobą nawet kilka „koncertów” – uniosłam dłonie i zgięłam palce podkreślając, że te koncerty to tak w cudzysłowie. – Konkretniej umilałam czas bywalcom pewnego klubu. Wiesz… występy na żywo, tak do kotleta. Mimo wszystko szczerze to polubiłam.
- Nie myślałaś, żeby robić coś dalej w tym kierunku?
- Myślałam, oczywiście, że myślałam – zerwałam źdźbło trawy i zaczęłam obracać je w palcach. – Problem w tym, że mam nadopiekuńczą mamę, która zna show biznes na wylot i postanowiła zrobić wszystko, żeby trzymać mnie od tego z daleka. W ogóle to, że mnie tu puściła było jednym z takich prób zrobienia wszystkiego, żeby mnie odciąć od ludzi, którzy „chcą mnie tylko wykorzystać” , tak dosłownie cytując, co od niej usłyszałam. W innym wypadku w życiu nie zgodziłaby się posłać mnie do szkoły tak daleko od domu.
- Rozumiem. To niezbyt łatwe nie móc robić tego, czego się pragnie – powiedziała z lekką zadumą.
- Owszem, ale nie narzekam. Kiedyś może coś z tym zrobię. Póki co nie jest źle – wstałam i otrzepałam spodnie. – Teraz jednak… Zastanawiam się czy umiesz pływać – rzuciłam i rozpięłam bluzkę.
Rozalia spojrzała na mnie zdezorientowana i zamrugała lekko.
- No daj spokój. Gorąco tu! Mam zamiar sprawdzić czy woda jest tak ciepła i przyjemna jak wygląda – w pośpiechu zdjęłam ubranie i ruszyłam do wody w samej tylko bieliźnie, której koronki nijak się miały do strojów kąpielowych, nawet tych wyjątkowo skąpych, ale co tam. Jak szaleć, to szaleć, a mnie wreszcie nikt nie patrzył na ręce.

poniedziałek, 15 maja 2017

Od Rozalii CD Cassandry

No, zdziwiłam się, kiedy wspomniała o nudzie lub zacisznym miejscu. O wiele łatwiej byłoby mi przypisać jej właśnie miejsca pełne ludzi, ale cóż... stwierdziłam, że nie będę już taką szmatą i nie będę jej oceniać jak reszty pustych panienek. Każdemu trzeba dać szansę, nieprawdaż?
- Nie wiem, co lubisz... jakie miejsce mogłoby Ci się spodobać, bo pięknych miejsc mamy tu sporo.
- A macie jakieś z wodą? Jakaś rzeka? Jezioro? - zaproponowała.
- Hmm... - udałam zamyślenie – Coś się chyba znajdzie – popędziłam klacz – Nie zostawaj w tyle – rzuciłam przez ramię i pogalopowałam na wierzchowcu. Dziewczyna ruszyła zaraz za mną. Z radością pokonywałam kolejne metry. Minęłam całą polaną i wjechałam do lasu. Zgrabnie omijałam drzewa i przeskakiwałam powalone na ziemię przeszkody. Oglądałam się co jakiś czas na dziewczynę, by sprawdzić czy nadąża. Za każdym razem siedziała mi na ogonie. Nie martwiło mnie to jakoś. Nie chciałam przecież, żeby się zgubiła. W końcu dotarłyśmy na polanę na skraju lasu, nad którą znajdowało się jezioro.
https://pbs.twimg.com/media/CdgflRUVAAEzBno.jpg
Zatrzymałam klacz i przystanęłam bliżej brzegu, czekając na czarnowłosą. Ta zaraz stanęła obok mnie.
- Wow! Naprawdę macie tu piękne tereny – zachwyciła się – Można by zapomnieć tutaj o wszystkich śmiercionośnych zanieczyszczeniach i katastrofach ekologicznych, jak się jest w takim zielonym raju – stwierdziła.
- Potwierdzam – odpowiedziałam. Zsiadłam z konia i opuściłam jej wodzę na ziemie na znak, że ma zostać i poczekać. Usiadłam na brzegu wpatrując się w piękną taflę wody. Cassandra również zeskoczyła ze swojego wierzchowca. Ściągnęła z głowy toczek i usiadła obok mnie.
- Spuściłaś mu wodze? - zapytałam. Dziewczyna pokręciła przecząco głową. Wstałam cierpliwie, podeszłam do siwka i ściągnęłam wodze do ziemi.
- Kiedy zsiadasz z konia z naszej stajni na dłużej, spuszczaj mu wodze. Wtedy będzie wiedział, że może dobrze wypocząć i zająć się czymś innym.
- Wasze konie mają jakieś specjalne tresury? - spytała z zaciekawieniem i zaskoczeniem dziewczyna.
- Tak. Dodatkowe. Nie każda stajnia je stosuje. Możliwe, że dzisiaj dostaniesz listę komend. Jedną już znasz – spojrzałam na dwa konie skubiące spokojnie trawę i ponownie wróciłam wzrokiem do wody.
- Jak długo jesteś już w akademii? - spytała, żeby jakoś zagaić rozmowę.
- Już kilka miesięcy – odpowiedziałam beznamiętnie.
- Widzę, że jesteś rozgadana – skwitowała czarnowłosa.
- Prawda – westchnęłam – Nic na to nie poradzę. Tak mam po prostu – spojrzałam jej w twarz i wzruszyłam ramionami – Zresztą... jak się wygląda tak... dosyć nietypowo to nie ma się wielu okazji do rozmowy z kimkolwiek.
- Tak się wygląda...? - dopytała zdziwiona.
- Nie udawaj, że tego nie zauważyłaś.
- Czego? Tego, że figurą przypominasz chłopaka, masz męskie ubrania i chłopięcą urodę? Owszem, zauważyłam. I co z tego? To mnie zobowiązuje do tego, aby z Tobą nie rozmawiać? - roześmiała się, jakby opowiedziała dobry żart. Zaskoczyła mnie i to mocno.
- No... nie, nie zobowiązuje – odpowiedziałam speszona.
- No właśnie! - uśmiechnęła się od ucha do ucha – I jak Ci się tu podoba?
- No... bardzo ładnie tutaj. Woda, drzewka, ptaszki...
- Nie, nie, nie. Jak Ci się tu podoba w sensie w akademii – poprawiła mnie dziewczyna, a ja spaliłam buraka.
- Kurde... sorry – zrobiłam facepalma załamana moim niedociumaniem umysłowym.
- Nic się nie stało – powiedziała roześmiana czarnowłosa – Nie przejmuj się. Możliwe, że tak Cię zaskoczyłam, że aż nie zdołałaś załapać sensu pytania – zaśmiała się szczerze. Poczułam się troszkę bardziej rozluźniona. Wyszłam trochę na głupią.
- No... fajnie. O wiele lepiej niż w poprzednich szkołach. Wszystko jest pod ręką, mam spoko osobę w pokoju, nauczyciele są wobec mnie w porządku... jak na razie rajsko – uśmiechnęłam się lekko. Zapewne to wyglądało strasznie, ale... starałam się być miła, jak tylko mogę. Dziewczyna patrzyła się na mnie życzliwym spojrzeniem i nie wiem czemu, ale... bardzo szybko zaczęłam czuć do niej zaufanie. Czasami tak miałam, że po prostu... niektóre osoby samym swoim bytem dawały takie odczucie, że są godne zaufania.
- O to super! Mam nadzieję, że mi też się tak uda – powiedziała z lekką nutką rozmarzenia – Długo jeździsz konno?
- Nie, nie długo. Od jakiegoś roku może...
- Niemożliwe! Tak dobrze trzymasz się w siodle, że dawałabym Tobie co najmniej 10 lat praktyki – uśmiechnęła się i speszyła jednocześnie, jakby to ona teraz myślała, że się wygłupiła.
- Dużo osób się tutaj zawiodło. Trener mi powiedział, że po prostu musiałam się w siodle urodzić. Szczerze Ci powiem, że to niekoniecznie fajne. Często mam wyczerpujące treningi, bo ma aspiracje na to, aby mnie wysyłać na jakieś prestiżowe zawody – westchnęłam. Wystąpienia publiczne wciąż były dla mnie problem, dlatego wiedziałam, że na zawodach mogę się wiecznie mylić, odpływać, a nawet mdleć.
- Nie cieszysz się? Ja bym się ogromnie cieszyła. To ogromny zaszczyt.
- Nie wtedy, kiedy ktoś Cię zapowiada, że jesteś taki świetny, a ty strącasz wszystkie poprzeczki, bo srasz się, że wszyscy na Ciebie patrzą – skwitowałam.
- Naprawdę? Masz takie ostre tremy? - spytała ze smutkiem. Ja tylko pokiwałam głową.
- Wiesz... wiem coś o tym. Może... umówimy się kiedyś to pomogę Ci się uporać z tym wstrętnym uczuciem. Co ty na to? - zaproponowała chętnie. Zastanowiłam się chwilkę i pokiwałam twierdząco głową.

< Cassi :3 Przepraszam, że tak długo ;-; >

niedziela, 7 maja 2017

Od Cassandry CD Rozalii

A więc to dziewczyna? Nie powiem, nieco mnie to zaskoczyło, ale i zainteresowało. W końcu niektórzy ludzie tak już mieli, że lubili to, co było nietypowe, wyróżniało się w jakiś sposób. Ja nie byłam w tym wyjątkiem. Od zawsze pociągało mnie to, czego nie mogli mieć inni lub wręcz to, co innym wydawało się zbyt nietypowe, żeby się tym interesować. Tak objawiała się moja indywidualność. Kiedy cała moja szkoła chodziła w długich tunikach w geometryczne wzory, które były ostatnim krzykiem mody, ja wybierałam krótkie bluzeczki i jeszcze krótsze spódniczki. Tak było niemalże ze wszystkim.
Popędziłam siwka i popuściłam mu wodzy aby dogonić dziewczynę. To jak zgrabnie wskoczyła na koński grzbiet i trzymała się w siodle przykuło mój wzrok równie mocno, jak jej nietypowa uroda. Gracja była czymś, co od zawsze podziwiałam. Tak było i tym razem.
- Witam ponownie – posłałam dziewczynie uśmiech, zrównując swojego wierzchowca z jej. – Samotna przejażdżka to nic fajnego.
- Samotna? Czemu samotna? A koń to nie najodpowiedniejsze towarzystwo? – spytała zadziornie. Robiło się coraz ciekawiej.
- Oczywiście, że najodpowiedniejsze – zaśmiałam się krótko. – Jestem tu nowa... nie chcę jechać sama. Może zechcesz mi towarzyszyć? Jestem pewna, że znasz tutejsze tereny o wiele lepiej niż ja.
To było stwierdzenie faktu. Nie chciałam się zamyślić i zgubić. Mimo to miałam i malutki ukryty cel. Chciałam zaspokoić moją ciekawość względem tej dziewczyny i zobaczyć dokąd mnie ona zaprowadzi. 
- No, spoko – zgodziła się nieco beznamiętnie, ale nie odstraszało mnie to. Byłam uparta.
- Dziękuję – rzuciłam radośnie, a moja wargi wygięły się w kolejny uśmiech. – Jestem Cassandra – przedstawiłam się.
- Rozalia – odpowiedziała.
- Jeszcze raz dziękuję, ze zgodziłaś się mi towarzyszyć. Pewnie ten kawaler wie, jak wrócić do domu – poklepałam mocny kark konia. – Nie uśmiecha mi się jednak czekać aż zgłodnieje.
- Nie ma sprawy – rzuciła przyglądając mi się.
- To… Jest tu coś ciekawego? Chciałabym wiedzieć dokąd mogłabym się wybrać w chwilach nudy lub kiedy zapragnę zniknąć nieco ludziom z oczu. – Tak. Zdecydowanie poznałabym jakieś zaciszne miejscówki, w które czasami mogłabym uciec, zaszyć się i mieć chwilkę spokoju. Nie zdarzały mi się często takie potrzeby, bo raczej należałam do bardzo towarzyskich osób, ale jak każdy potrzebowałam oddechu. Ot, tak, aby naładować akumulatory. Niby mogłabym siedzieć w pokoju, ale… Nie lubiłam tego. Zdecydowanie wolałam spokój w formie słonka nade mną i lekkiego wiaterku szumiącego wokoło niż zamknięte cztery ściany.

<Rozalio, pokażesz mi jakąś fajną miejscówkę? Najlepiej z wodą>

środa, 3 maja 2017

Od Cassandry

Pierwsze dni w nowym miejscy to nigdy nic specjalnie przyjemnego. Człowiek się mota, zastanawia i gubi. W końcu nie zna się miejsca, nie zna się ludzie, więc ciężko kogoś podpytać. Nie, żeby otworzenie ust w obecności innych stanowiło dla mnie jakiekolwiek wyzwanie. Oj, nie! Ale ludzie mają to do siebie, że muszę się oswoić z moją osobą, żeby był z nich większy pożytek niż stanie i gapienie się, mamrotanie monosylabami lub zastanawianie się co też mają mi powiedzieć. A może myśleli, że zwyczajnie ich zjem tak na wstępie? Musiałam kiedyś spróbować komuś kłapnąć przed nosem. Byłoby zabawnie.
Wyjęłam z niedużej torebki telefon komórkowy i wpatrzona w jego ekran przeczytałam wiadomość od mocno zmartwionej matki. No tak, nie odebrałam całych dwóch połączeń. Zbrodnia! Nie po to wyrwałam się z domu i przyjechałam aż tutaj, żeby teraz mama wydzwaniał do mnie co piętnaście minut z kolejnymi zmartwieniami. Napisałam więc, że wszystko u mnie dobrze i tylko jestem nieco zajęta. Musiałam pamiętać, żeby zadzwonić do niej wieczorem bo mnie z ojcem zamęczą. Bycie jedynaczką to naprawdę nic fajnego. Szczególnie kiedy rodzice przypomną sobie, że pasuje być rodzicami i zaczynają za bardzo się starać.
Wstałam z ławeczki i ruszyłam w stronę akademika. Jakiś idący z naprzeciwka chłopaczek potknął się, bo zapatrzył się w moją stronę, zamiast rejestrować to, co ma pod nogami i gdzie idzie. Odwróciłem się w jego stronę, posyłając mu uśmiech, ale zaraz ruszyłam dalej. Wpadłam na pomysł jak sobie nieco zając czas. W swoim pokoju przebrałam się w strój do jazdy konnej. Ubranie było idealnie dopasowane, a długie buty miały odrobinę za wysoki obcas, ale wątpiłam, żeby ktoś się do tego przyczepił. Splotłam włosy w luźny warkocz, tak, żeby schludnie wyglądały pod toczkiem i ruszyłam do stajni. Szybka rozmowa z instruktorem i mogłam ruszyć do jednego z boksów. Problem był taki, że ktoś mnie ubiegł.
- Witam – uśmiechnęłam się do stojącego w boksie młodego chłopaka. – Chyba zaszła mała pomyłka, bo to ja miałam wziąć tego ogierka na małą przejażdżkę – wskazałam siwego konia, którego wodze ściskał mój rozmówca.
Chłopak był jakiś…. Dziwny? Delikatny, szczupły i niezbyt wysoki. Mimo to zdecydowanie niebrzydki.
??

Nowa uczennica

Cassandra Mamoon-Bruni
 Ksywka: Cassi
Wiek: 18
Klasa: IA
Theme by Bełt