Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finnick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Finnick. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Odchodzi

Finnick Hanari-Delvaille
 Ksywka: Finn, chociaż niektórzy mogą wysilić się na wymyślanie innych udziwnień, przykładowo Finniczek czy tam Finnuś.
Wiek: 19 lat
Klasa: III A
Powód: Decyzja właściciela 

poniedziałek, 11 września 2017

Od Octavii

Śpieszyłam się na lekcje gry na fortepianie. Jestem z lepszych uczennic. Wszystko niemal jest idealnie, ale po lekcjach mam od razu niemal lekcje gry na skrzypcach, potem trening cheerleaderek następnie grę na fortepianie. Jeszcze muszę mieć chwilę spokoju na pływanie. Miałam nuty, jeszcze chwila i się spóźnię. Nigdy się nie spóźniam. Nie spojrzałam przed siebie, byłam zajęta myśleniem nad czasem. Nim się spostrzegłam upadłam na tyłek. Szybko pozbierałam papiery, a ktoś mi podał resztę. - Przepraszam spieszę się. - powiedziałam i szybko poszłam do sali muzycznej.
- Przepraszam za spóźnienie. - usiadłam, napiłam się wody. Niemal od razu zaczęłam grać.
***
Gdy w końcu udało mi się, w końcu położyć na łóżku. Mogłam odpocząć chwilę. Łóżko cudowna rzecz. Nie spodziewałam się tego, ale zasnęłam. Gdy zadzwonił telefon, był następny dzień akurat weekend. Plus mogę odpocząć. Przyszła wiadomość o imprezie. Nie mogę. Muszę się pouczyć, iść na trening. Jejku umrę. Dobra uda się powoli. Wstałam i poszłam do łazienki, nalałam sobie wody. - W końcu. - powiedziałam do siebie. W wannie przesiedziałam do momentu, aż poczułam, że czas wyjść. Zrobiłam porządek w łazience, gdy usłyszałam dzwonek. Może jutro pójdę na basen. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam otworzyć. Jakiś chłopak. Chyba na niego dziś wpadłam.
- Octavia?
- Tak, o co chodzi?
- Jak na mnie wpadłaś upuściłaś portfel. Chciałem Ci go oddać, ale zniknęłaś szybko. Tu masz zgubę, to ja pójdę. - powiedział.
- Dziękuję. Poczekaj, wejdź. Pójdę się ubrać zaraz wrócę, czuj się jak u siebie. - poszłam do pokoju się ubrać. Po kilku minutach przyszłam. Nie ruszył się z miejsca, nalałam mam napoju i położyłam przed nim.
- A właśnie, jeśli znasz moje imię, jakie masz swoje? - spytałam, się delikatnie uśmiechając.
- Finnick. - jest cichy. Jest przystojny.
- Miło mi Finn. To miałeś dziś jakieś plany? - spytałam się.
- Żadnych planów. - powiedział, spokojnie. - Gdzie się tak spieszyłaś? - spytał
- Ma lekcje gry na fortepianie, choć umiem grać to i tak mnie uczą nie wiem czemu. - uśmiechnęłam się.
- Słyszałem o tobie, jesteś tą dziewczyną, która praktycznie ma wszystko uczestniczy. - kiwnęłam głową.
Zaprosiłam go do salonu. - Nie będziesz mieć nic przeciwko jak się położę? - spytałam.
Wzięłam poduszkę i położyłam na jego kolanach, po czym położyłam głowę na niej. - Masz piękne oczy. - powiedziałam.
- D-dzięki.. - Może za szybko.
Usiadłam i coś pchało mnie, abym wplotła dłoń w jego włosy, tak też zrobiłam. Chciał się podnieść, nie czekaj. Objęłam go. - Ja muszę już iść, przepraszam. - puściłam go, poszedł.
Siedziałam w tym samym miejscu. - O coś ty zrobiła. Co za wstyd. Trzeba będzie go omijać, unikać. - posprzątałam i poszłam się położyć na łóżku. Włączyłam radio i zamknęłam oczy.
Tym razem obudziłam się w niedzielę po południu. Podniosłam się i poszłam zrobić sobie śniadanie. Po zjedzeniu zagrałam ma skrzypcach. Potem basen, obiad, siłownia oraz dom w końcu.
Szybko minął weekend.
Na następny dzień. Miałam słuchawki, byłam obecna, ale unikałam wszystkich. Skierowałam się na stołówki po obiad. Gdy wzięłam obiad, poszłam usiąść gdzieś na uboczu. Zjadłam w miarę szybko, aby na niego nie trafić, lecz los chciał inaczej.
- To moje miejsce. - wstałam i chciałam go minąć, zatrzymał mnie. - Nie unikaj mnie O. - powiedział, a ja poszłam. Skierowałam się na basen. Poszłam się przebrać do przebieralni, w strój kąpielowy. Podeszłam do basenu, trener powiedział, że będziemy się ściągać. Byłam ja jakąś dziewczyną z klasy drugiej oraz Finn. Z trzeciej. Po gwiazdki wystartowaliśmy. Dopłynęłam pierwsza, a za mną ta dwójka. Pływaliśmy tyle razy, dopóki trener nie powiedział stop.
Dla mnie było stop, gdy uderzyłam głową o murek. Chciałam wypłynąć, ale straciłam przytomność.

Obudziłam się u pielęgniarki, z bólem głowy. Złapałam się za głowę, bolała. Jak się okazało, miałam bandaż? Co się stało, za szybko się podniosłam.
- Obudziła się. - Ktoś mówił, ale słyszałam, ich jak przez mgłę.
- Weź tabletkę i się połóż. - powiedziała pielęgniarka. Wzięłam ja i się położyłam. Obok mnie siadł Finn.
- Co tu robię? - spytałam.
- Uderzyłaś się w głowę, straciłaś przytomność, wyciągnąłem cię z wody i przyniosłem tu. - powiedział.
- Przepraszam za wcześniej. - powiedziałam, patrząc na sufit. Momentalnie było niezręcznie.
- Nie przepraszaj O, nie unikaj mnie. - poczułam dłoń ma brzuchu. Czułam tam ciepło. Przyciągnęłam go i przytuliłam go.

Finnick?

Cynthia CD Finnick

Siłował się z tym oknem... Klamka się chyba poddała, okno jednak nie. Mimo to, nie przestał kombinować.
Eh, faceci.
Byłam już zmęczona. Chętnie poszłabym już spać, albo chociażby bym się zdrzemnęła...
Na razie jednak nie mogłam.
Obserwowałam go dalej. Ciekawiło mnie, kiedy odpuści.
Pogrążyłam się w myślach. Coraz częściej miałam przeczucie, że jeśli coś może się komuś przytrafić, to będę to ja. Może to przez to, że bycie takim dzikiem bez przyjaciół miało zły wpływ, a może to po prostu karma. Trudno.
Nie zauważyłam, kiedy skończył, z jakimś tam małym postępem. Dopiero gdy poczułam na sobie intensywny, pytający wzrok "ocknęłam" się z zamyślenia. Szybko ogarnęłam, co udało mu się zrobić i wstałam, trochę zmieszana.
Szybko podziękowałam za pomoc, bo mimo wszystko przez szparę w oknie dostawało się do środka świeże powietrze. Tyle dobrze.
Pożegnałam go grzecznie, jeszcze raz dziękując.
Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, padłam płasko na łóżko. Nareszcie...!

< Finnick? Pomysłu brak xd Nie zmuszam cię do kontynuowania, jeśli nie chcesz >

piątek, 18 sierpnia 2017

Od Finnicka CD Cynthii

– W ogóle się nie otwiera?
– Nie...
– A uchyla się chociaż odrobinkę?
Pokręciła głową i podeszła nieco bliżej, pytając, co ma z tym zrobić. Fachowa pomoc nie jest taka zła, ale zanim oni się tym zajmą... Czekać będzie dość długo i prędzej się tutaj udusi, biorąc pod uwagę fakt, że w nocy jest naprawdę duszno. Po kilku mocniejszych szarpnięciach klamka okna odmówiła posłuszeństwa i zadeklarowała, że dłużej nie pociągnie. Przekrzywiła się i teraz wystarczyło delikatnie palcem ją dotknąć, by się ruszyła z miejsca.
– Myślałam, że pomożesz... – szepnęła.
Też tak myślałem, ale kto przewidział, że okno jest takim chytruskiem... Najwidoczniej wina leży po stronie źle przymocowanego uchwytu. Musiał już wcześniej zostać źle wmontowany, przez blokował możliwości wpuszczenia do środka świeżego powietrza. Spojrzałem na nią, powiedziała, bym dał sobie z tym spokój. Później pójdzie i zgłosi zaistniałą sytuację w sekretariacie.
– Jeszcze raz spróbuję i znikam.
Po chwili namysłu zgodziła się i usiadła na łóżku, bacznie obserwując każdy mój ruch. Skoro ustaliłem, że to przez klamkę, powinienem się nią zająć. Może jest za słabo "wgnieciona" czy coś. Powinienem dać radę coś z tym zrobić, nawet bez użycia jakichkolwiek narzędzi. Przycisnąłem ją bardziej, po czym kilka razy uderzyłem, żeby przypadkiem "nie wyskoczyła". Wróciła do stanu, w którym ją zastałem. Nie szło już tak gładko przekręcać, więc odrobinę mi ulżyło.
– Idź już do siebie...
– Klamka naprawiona, zobaczmy czy teraz się otworzy – powiedziałem, ignorując jej słowa.
Przekręciłem ją, okno nawet nie drgnęło do tego, by otworzyć się na oścież. Przekręciłem raz jeszcze. Po krótkim siłowaniu uchyliło się nieznacznie. Sukces. Mały, ale to wciąż sukces. Odwróciłem się do niej, dzieląc się z nią dobrą nowiną.
– Jeśli nie huknie, będę z siebie dumny.
Mam nadzieję, że nic tam w środku i na zewnątrz nie puści, inaczej jeszcze będę zobowiązany dołączyć się do rachunku, kiedy przyjdzie kupić nowe okno. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby pójść zgłosić zaistniałą sytuację. Jakby na to spojrzeć raz jeszcze, wciąż się nie otwiera, więc nie osiągnąłem swojego celu i jeszcze nie pomogłem Cynthii. Hm... Przestała się odzywać. Może coś się stało?

Cynthia? Opowiadanie... Cóż, poprzednie były lepsze ;/

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Od Finnicka CD Avery

Wpatrywała się w ekran telefonu, po którym czasem przejeżdżała palcem od dołu w górę. Wszystko inne jest lepsze niż próba rozmowy ze mną. Zacząłem kręcić już prawie pustym kubkiem, od czasu do czasu przyglądając się swojej towarzyszce. Z początku myślałem, że jest najzwyczajniej nieśmiała, ale później doszedłem do wniosku, że tak jest tylko dlatego, ponieważ się nie znamy. Może kojarzyliśmy się z widzenia, w końcu chodzimy do tej samej szkoły... Mruknąłem, spoglądając na swoją koszulę. Najchętniej zapomniałbym o tym incydencie i dał jej spokój, ale potrzebuje jakiejś nowej relacji. Co prawda wylała na mnie kawę, ale równie dobrze to ja mogłem się podłożyć (podejść) pod gorącą ciecz. Zaproponowałem jej, że odkupię napój, jeśli zgodzi się ze mną wyjść. Całe szczęście pozwoliła mi wrócić na szybcika do akademika, a następnie się przebrać i nie uciekła.
– Zawsze taka jesteś? – zapytałem, co poskutkowało, iż uniosła głowę i na mnie spojrzała. – Wygląda na to, że bardziej od towarzystwa realnej osoby, wolisz przeglądać jakieś strony. Co prawda to nie moja sprawa, ale jednak zgodziłaś się ze mną wyjść, więc... Jakby to powiedzieć? Spróbuj choć na chwilę się od tego odkleić.
– Przepraszam... – zaczęła ciuchusieńko, – ale ty również mógłbyś się bardziej postarać...
Postarać się bardziej? Zawsze "staram się bardziej", ale to na nic. Westchnąłem, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Powinienem się czuć winny za tę niezręczną ciszę między nami? Chciała, bym się tak czuł? Z jednej strony byłem zadowolony, że jest spokojnie i nie muszę wysilać się, żeby powiedzieć cokolwiek, ale z drugiej... Źle mi z tym.
– Wiesz, co byś chciała robić w przyszłości?

Ave? Wybacz, że tak długo pisane, a tak krótko wyszło, w dodatku jeszcze nie ma sensu ;/

piątek, 11 sierpnia 2017

Od Finnicka CD Ayato

Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Dźwignąłem się z łóżka i wolnym krokiem ruszyłem w kierunku wyjścia. Pociągnąłem za klamkę i zobaczyłem Kiyoko, która w ręku trzymała teczkę wypchaną papierami. Powitała mnie uśmiechem, pytając, czy mam jakieś plany na dziś. Pokręciłem głową, a ona kogoś zawołała. Nie była sama? Obok niej stanął już dobrze mi znany chłopak. Przetarłem mocniej oczy, próbując wymyślić, co może tę dwójkę sprowadzać o tak wczesnej porze. Czarnowłosa pomachała mi przedmiotem przed twarzą, widząc, że jeszcze nie wybudziłem się do końca i obecność Atosi zszokowała mnie jeszcze bardziej, niż można by sobie pomyśleć. Zapytała się, czy mógłbym pojechać razem z nim zamiast niej. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ja mam z nim udać się w podróż. Dziewczyna podeszła do mnie i stając na palcach, starała mi się wyszeptać, że nie bardzo mu ufa i potrzebuje kogoś, kto by go sprawdził, ponieważ to dla niej ważne. Wytłumaczyła mi, gdzie jest to miejsce i komu mamy wręczyć dokumentację. Myślałem nad tym, jak zręcznie odmówić, w sumie nie miałem ochoty mordować się cały dzień z osobą, za którą nie przepadam. Nie czułem się również zbytnio na siłach, żeby gdziekolwiek podróżować. "Finnek, mógłbyś to dla mnie zrobić? No wiesz... Jesteś jedyną osobą, do której mogę się z tym zwrócić" – powiedziała. Próba się nie udała i chwilę później czekałem z Ayato na przystanku. Mogłem spróbować się jakoś go pozbyć, ale cóż... Kiedy proponowałem mu, żeby oddał mi papiery, oburzony odwrócił się na pięcie i podreptał parę kroków ode mnie. Jestem zmuszony z nim wytrzymać, gorzej, jeśli tego nie dożyję albo zaciupie mnie gdzieś w ciemnej uliczce. Pewnie o tym marzy przez tę kanapkę! Podszedłem do krawężnika, widząc, jak wejście autobusu się otwiera. Spojrzałem za kolegą, który szedł tuż za mną. Wszedłszy do pojazdu, rozejrzałem się za wolnym miejscem. Ku mojemu zdziwieniu, była tylko garstka ludzi. Zająłem najbliższe sobie siedzenie, a obok mnie usiadł mój towarzysz drogi, mój kompan w tej dzikiej, a jakże wymagającej misji. Oparłem głowę na dłoni, wspomagając się łokciem ułożonym na podbudowie okna. Po chwili zupełnie niespodziewanie poczułem ból w kostce. Domyśliłem się, że koledze nie pasowała cisza, więc spojrzałem na niego kątem oka.
– Wiesz... Ona jest naprawdę kochana, a za to jaka ładna! Wiadomo jednak, kto jest tą śliczną osóbką w naszym związku!
– Ach, no tak.
Prawie bym zapomniał, że są parą. Ciągle zastanawiam się, jakim sposobem to się stało, a zapytać wprost, nie zapytam. Nie chciałem z nim rozmawiać, a już na pewno nie o tej blondynie. Jak na złość, mówił o niej i mówił, buźka mu się nie zamykała, a raczej nie posłucha, kiedy powiem mu, żeby w końcu zamilknął. Ba, zacznie gadać jeszcze więcej! Chcąc nie chcąc, słuchałem tego, co ma do powiedzenia i wyczułem w tym nutkę fałszu. Uczucie, które opisywał jako szczere i wielkie, było nieprawdą. Ich relacja była jedynie na pokaz, nie powinna mieć prawa bytu. Nie wiedziałem, czy moje przypuszczenia są prawdziwe i nie potrafiłem określić celu Ayato, kiedy mi mówił o swojej "wspaniałej miłości". Nie jest typem, który ma wielu przyjaciół, a korzystając z okazji, dzieli się ze mną swoimi przeżyciami jak ze starym druhem? Nie, wyraz jego twarzy, słowa jakich używa, zachowanie w stosunku do mnie, z pewnością stara się mi jakoś dopiec. Chce, żebym poczuł się gorszy? "Farciarz z ciebie" – rzuciłem, na krótko sprawiając, że ucichł. Zauważyłem w szybie jego chytry uśmieszek, a po chwili jego dłoń zaczęła miziać mnie po policzku, szczypiąc przy tym bardzo nieprzyjemnie. Odgoniłem go ręką i odwróciłem się do niego.
– Z-A-Z-D-R-O-S-N-Y... – przeliterował, po czym powtarzał po kilkakroć. Mówił to takim głosem, jakby miał zaraz zacząć śpiewać wspaniałą pieśń. On jest naprawdę irytujący.
– Jasne, jasne. Skończyłeś już?
Dopiero zaczął... Jadaczka znów mu się nie zamykała, a kiedy chciałem coś powiedzieć, natychmiast mnie uciszał bądź zagłuszał. Powoli, naprawdę powoli, wytrącał mnie z równowagi i doprowadzał do skraju cierpliwości, co skończyłoby się zdenerwowaniem. Jak go tu uciszyć? Słowa nie działają. Jak go uderzę, to z pewnością zacznie nawijać jeszcze więcej. Zacząłem szukać w głowie różnych pomysłów i myśli, dotarłem w końcu do wspomnienia z pamiętnego dnia, gdzie moja kanapka spotkała się z chodnikiem. Właściwie nie było, aż tak źle.
– Atosia? – Przybliżyłem się odrobinkę w jego stronę.
– Co chcesz Śli...
Otworzył szeroko oczy, wwiercając się w moje. Nie był do końca świadomy tego, co się właśnie wydarzyło, jednak mogłem stwierdzić, że nie był, aż tak bardzo zdezorientowany, żeby nie móc cokolwiek zrobić. Zza jego głowy dostrzegłem postać dziewczynki, która dłonią zasłoniła swoje usta i kiedy zorientowała się, że ją widzę, zaczęła nerwowo rozglądać się po autobusie, by następnie zmienić miejsce. Po krótszej chwili odsunąłem twarz od jego twarzy i uniosłem kąciki ust delikatnie do góry. Trudno to nazwać uśmiechem, raczej jego upośledzenie, ale z pewnością ten "grymas" miał tryumfalny charakterek.
– I-I-I-IDIOTO!
Strzelam, że miał ochotę mnie rozerwać, jednak widząc, że już mnie nie interesuje to, co ma do powiedzenia i niezbyt przejmuje się jego groźną miną, postanowił schować czerwone rumieńce za swoimi dłońmi. Sukces, udało mi się go "zamknąć", więc będę mógł się zdrzemnąć... Tsa, właśnie dojechaliśmy na miejsce. Autobus ledwo się zatrzymał, a mój towarzysz drogi wypalił z miejsca i natychmiast znalazł się na zewnątrz. Odwrócony do mnie plecami, czekał, aż do niego dołączę.
Przyjrzałem się adresowi zapisanemu na kartce, po czym rozejrzałem się po okolicy. Panowały tutaj cisza i spokój. Była to stara dzielnica, mogłem to stwierdzić po drewnianych budynkach, a w niektórych oknach brakowało szyb. Spojrzałem przez ramię, żeby sprawdzić, czy przypadkiem mnie nie zostawił. Niby ciągle szedł za mną, jednak wydawał się nieobecny i czułem się samotny. Po chwili zauważyłem domek z upragnionym numerem. Pchnąłem już odrobinę zardzewiałą furtkę i szybkim krokiem podszedłem do drzwi. Zapukałem parę razy, upewniając się, że Atosia ma już wyciągnięte dokumenty. Z wnętrza rozbrzmiało skrzypienie spowodowane czyimiś krokami, a z ciemności wyjrzała zmarnowana sylwetka starszego mężczyzny. Zmarszczki świadczyły o doświadczeniu w życiu, posępny wyraz twarzy o nieprzyjemnym charakterku, a kule i proteza lewej nogi o ciężkim wypadku. Obrzucił nas złowrogim spojrzeniem, a następnie rozejrzał się po ogródku.
– Wy wandale! – zakrzyknął. – Tym razem dzwonię na policję!
Krasnale ogrodowe leżały na ziemi, grządki rozkopane, czarna ziemia mieszała się z zielenią łodyg i wielobarwnymi płatkami kwiatów. Wyglądało na to, że przed nami przeszło tędy jakie tornado. Mężczyzna warknął jeszcze parę razy, a kiedy to nie zadziałało, uniósł swą kulę do góry i zaczął nią wymachiwać.
– Staruszek się uspokoi! – Podszedł do niego Ayato. – Widzi pan, my tu przed chwilą przyszliśmy i nie mielibyśmy zysku, rozwalając tutaj wszystko co popadnie.
– Kolega ma rację... – powiedziałem niechętnie, ale cóż... Nie widziało mi się ponosić konsekwencji za nieswoje czyny.

Atosiu?

niedziela, 6 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Finnick

Po raz pierwszy ktoś był "u mnie".... Krępowało mnie to.
Ale chciał dla mnie dobrze. Tak przynajmniej to wyglądało, na razie...
Zajął się moimi zranieniami, i jeszcze zaoferował pomoc...
Trochę było mi głupio, a nawet bardzo..
No ale właściwie była jeszcze jedna rzecz, z którą sama bym sobie nie poradziła.
- No cóż... - zaczęłam cicho. - Nie mogę otworzyć okna. Nie wiem, czy jest czymś zaklejone, zablokowane czy tylko się zacięło... Ale mimo że klamka się obraca, samo okno się nie otwiera - wskazałam na okno. Chłopak podszedł tam, przez chwilę oglądał okno, po czym przekręcił klamkę i pewnie i mocno pociągnął za nią. Okno nie drgnęło, no cóż... Zawiesiłam się raz na nim całym ciężarem, i nic się nie stało. Chyba musiałby bardziej się wysilić....
Wstałam i stanęłam nieopodal, patrząc, czy mogę jakoś pomóc

< Finnick? Tak bardzo nieudane ;-; >

czwartek, 3 sierpnia 2017

Od Finnicka CD Cynthii

O kurcze, zaprosiła mnie do środka, bym ściągnął jej apteczkę z szafki. Westchnąłem, po czym wszedłem do środka. Od razu zaprowadziła mnie do łazienki, więc na szybcika zamknąłem za sobą drzwi. Ręką wskazała miejsce, do którego mam sięgnąć. Chwileczkę mi zajęło, zanim ją znalazłem.
– Skoro jestem, pomogę ci je opatrzyć.
Popatrzyłem na nią, a ona spojrzała na mnie. Byłem pewny, że się tego spodziewała, ale wyglądało na to, że nie wiedziała, co odpowiedzieć. Koniec końców zgodziła się i wyszliśmy do części, w której śpi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, a następnie usiadłem na łóżku, zaglądając do środka apteczki. Dobry z nią pomysł, nie trzeba biec do pielęgniarki po opatrunki czy coś, bo zawsze ma się pod ręką w pokoju. Cynthia przycupnęła przy mnie i odgarnęła kosmyki włosów, które opadały na zranione miejsce. Nie wyglądało to źle, zwykłe otarcie, ale jeśli to oczyścimy, nic złego się nie stanie. Chwyciłem za wacik i wodę utlenioną, przecież nie będę jej wylewać na twarz połowy buteleczki. Miałem wrażenie, że dziewczyna czuje się niezręcznie w tej sytuacji, tak jakbym ją zawstydził. Już miałem przyłożyć nasączony materiał do jej buzi, ale ta odwróciła się jeszcze bardziej i odrobinkę się odsunęła. Cofnąłem dłoń do siebie, nie spuszczając z niej wzroku.
– Sądzisz, że zrobię ci krzywdę czy jak?
– Nie – odparła cicho, – ale... Ta sytuacja...
Westchnąłem, głośno nabierając powietrza w płuca, tym samym dając jej znak, że nie musi kończyć swojego zdania. Mruknąłem, że im wcześniej to skończymy, tym szybciej ją zostawię w spokoju. Dałem jej moment na zaczerpnięcie "odwagi", aż w końcu przysunęła się bliżej, nadstawiając swojego policzka. Ostrożnie dotknąłem wacikiem jej skóry, na co syknęła i lekko się skrzywiła. Dobrze, że ran nie oczyszcza się sokiem z cytryn, wtedy byłby dopiero ból. Otarcie straciło swój brązowy kolor od piasku i brudu, a nabrało różowawej, czerwonawej barwy. Jeśli damy temu oddychać, zagoi się szybciej. Wciąż jednak odczuwałem, że nie czuje się zbyt dobrze w moim towarzystwie.
– Ja pochodzę z Filipin. Nie mieszkałem tam długo, w rodzinnym domu bywałem czasami na świętach, a tak to jedna wielka podróż. Wieczne przeprowadzki...
Zainteresowała się tym, co mówiłem, a zajęta słuchaniem, już bez zbędnego stresu czekała, aż skończę. Wstałem z łóżka i miałem zbierać się do wyjścia, ale Cynthia chwyciła mnie za nadgarstek. Odwróciła głowę i nieśmiało powiedziała, że boli ją jeszcze kolano... Zgodziłem się je zobaczyć, skoro zaproponowałem jej pomoc, do pomogę do końca. Powoli podwijała nogawkę od spodni. Było trochę opuchnięte i posiniaczone, ale nie wygląda to zbyt poważnie, więc powinno goić się szybciutko. Zimne okłady może pomogą.
– W czymś jeszcze ci pomóc? – zapytałem.

Cynthia?

środa, 2 sierpnia 2017

Od Finnicka CD Ayato

"Spotkanie z ukochaną"? No to niezła ukochana. Jeszcze do niedawna skakaliby sobie do gardeł, jeśli mogę to tak określić. Swój do swego ciągnie, co? Odprowadziłem zadowolonego Ayato wzrokiem do drzwi. No trudno, jak to określił, to jego sprawa z kim się umawia i nic mi do tego. Tu rację musiałem niestety mu przyznać. Ech, ciekaw jestem, jak zareaguje na to Kiyoko. Wyglądało na to, że nie miała o nim złego zdania i zdawała się go lubić jak prawdziwego kolegę. Wytarłem dokładnie ręce i wyszedłem z toalety. Prawie wpadłem na drugą osobę, jak później okazała się czarnowłosą, o której przed chwileczką myślałem. Ułożyłem dłonie na wąskich ramionkach, uniosła czubek nosa w górę. Patrzyła na mnie, a następnie zapytała się:
– Wiedziałeś o tym? – zapytała z delikatnym uśmieszkiem.
– Właściwie to przez przypadek mi powiedział przed chwilą w łazience.
– Chodzicie razem do toalety? – Posłała pytające spojrzenie, a zaraz pokręciła szybciutko głową. – J-Jak to się stało? Myślałam, że jej nie lubi.
Pogłaskałem ją po główce, mierzwiąc przy okazji jej włosy. Yhym, przyjęła do całkiem dobrze, tak jak na Kiyo przystało. Westchnąłem pod nosem, widząc szopkę Atosi. Zapytałem, czy chciałaby się przejść na zewnątrz, skoro mamy ładną pogodę. Pokiwała głową, mówiąc, że chciałaby wcześniej coś zrobić, jednak szybko się rozmyśliła i rzuciła cichutkie: "Chodźmy". Zrobiłem krok w tył, by móc się obrócić, ale znów się z kimś stuknąłem. Odwróciłem się natychmiast, po usłyszeniu huku. Na ziemi zauważyłem chłopaka, a w powietrzu jeszcze fruwały jakieś karteczki. Razem z Kiyoko przykucnęliśmy przy nim, żeby pomóc w zbieraniu papierzyska. Kiedy skończyliśmy, próbował nas oślepić swoim szerokim uśmiechem. Ma zamiar nas jakoś wyciulać czy co? Ach, jest rudy, bez krzyża lepiej nie podchodzić...
– Przepraszam – mruknąłem.
– Powinieneś uważać, jak chodzisz! – zaśmiał się, przez co jego wypowiedź brzmiała dość miło i sympatycznie, bez wrednego wydźwięku.
– Nic ci nie jest? – Pokręcił głową, biorąc od Kiyo swoje notatki. – Całe szczęście.
Podałem im dłoń, chcąc pomóc im wstać. Powinienem dostać order podnoszacza ludzi, bo to już kolejny raz. Oboje otrzepali się z brudu, który przyczepił się po kontakcie z podłogą i spojrzeli, a to na siebie, a to na mnie.
– Skoro mnie przewróciliście, moglibyście mi pomóc to zanieść?
Nie chciało mi się tego robić, miałem ochotę przesiedzieć w spokoju resztę przerwy i dotrwać do końca lekcji. Moja dobra przyjaciółka zaplanowała to sobie zupełnie inaczej. Nieśmiało uniosła kąciki ust i się zgodziła. Zamrugałem parę razy, nie rozumiejąc tej sytuacji. Nawet nie zapytała mnie o zdanie. No nic, w takim razie nie będę nic mówił i zachowam się tak, jakby przystało na dobrego kolegę. Wyciągnąłem ręce do rudzielca, który obdarował mnie połową swojego "towaru" i poinstruował, gdzie mam to zanieść.
– Z tego całego zamieszania, nie zdążyłem się przedstawić!
– My w sumie też... – odparła cichutko.

Kiyoko/Czeslav? Coś nie wyszło, ale cii...

piątek, 28 lipca 2017

Od Avery cd Finnick

Każdy dzień w tej szkole zlewał się w jedno, dosłownie. Mimo iż byłam już tu niemalże dwa tygodnie, nic nawet nie starało się odstawać od normy. Od poniedziałku do czwartku siedzenie na tych nudnych lekcjach, notowanie tych wszystkich nudnych rzeczy, a po tych męczarniach, siedzenie w pokoju i pisanie postów na bloga. W piątki natomiast tak samo lekcje, a potem wypad do Cafe salvatore na małą kawkę na wynos i siedzenie potem na ławce w parku. Weekendy... ach, moje kochane weekendy, gdzie nie musiałam nawet wychodzić z pokoju, kochałam je. W międzyczasie mój Twitter wzbogacił się o dziesiątki wpisów o szarym, złym, nudnym, głupim życiu.
Jak zwykle w piątkowy wieczór, wyszłam z Cafe salvatore z kubkiem gorącej potrójnej Americano. Polubiłam tę kafejkę. Pewnie dlatego, że jej nazwa jest też nazwiskiem moich kochanych braci z Pamiętników Wampirów. Kawę parzyli nadzwyczaj dobrą, więc czemu by nie mieć takiego piątkowego rytuału, chodzenia po kawę po lekcjach? Ścisnęłam mocniej kubek, idąc spokojnie chodnikiem. Zapomnieli o daniu tej białej pokrywki do kubka, ugh. Cóż, może nic się nie stanie. Na uszach oczywiście musiałam mieć swoje ukochane, białe słuchawki, w których tradycyjnie leciał Bach. Uśmiechnęłam się do siebie, nucąc dobrze mi znany fragment utworu. Szłam powoli, układając fabułkę do następnego rozdziału na bloga. Jakoś ten świat wokół mnie, nie interesował mojej skromnej osoby. Nagle skręcając w kolejną ulicę, moje ciało uderzyło o kogoś. Zamknęłam odruchowo oczy, gdy usłyszała głośny syk. Uchyliłam powieki, widząc dużą, brązową plamę na koszuli niebieskowłosego chłopaka. Brawo Ave! Wylałaś kawę na jakiegoś faceta, co będzie wymagało stokrotnego przepraszania, a ty nie umiesz odezwać się nawet słowem. Spojrzałam na niego, nieco przestraszona... tak, przestraszona. Najchętniej włączyłabym Gogola i sprawdziła, co się robi, gdy wylejesz na kogoś kawę.
- Przepraszam! - powiedziała, bardzo, ale to bardzo cicho. Chyba normalny człowiek by tego nie usłyszał. Nie wiedziała co zrobić. Mówić do kogoś, to było dla niej wyzwanie... a co dopiero go dotknąć! I w tym momencie muzyka się skończyła i chyba mój spokojny wieczór.

Finnick?

czwartek, 27 lipca 2017

Od Cynthii CD Finnick

Policzek szczypał, kolano też chyba obtłukłam, bo bolało..
Ale mnie prowadzi. Tyle dobrze. Schowam się w swoim pokoju i będę sama się na siebie wściekać.
Zaczął zadawać pytania... No, niech będzie.
- Skąd pochodzisz? - zapytał.
- ...Z Finlandii. - odparłam, wciąż strzelając palcami.
- Długo tam mieszkałaś?
- Piętnaście lat, od urodzenia... - zamyśliłam się na moment - ...Z przerwami.
Po tym nastała cisza na kilka minut. Znów odezwał się dopiero, gdy widzieliśmy już przed sobą cel naszej podróży.
- Tęsknisz za domem? - spojrzał na mnie. Widziałam, że jakoś starał się utrzymać rozmowę. I właściwie, to był nawet całkiem miły
- ...Niezbyt. Nie mam za czym tęsknić, bo domu nigdy nie miałam. - zerknęłam na niego. Chyba nie do końca zrozumiał o czym mówię - Jestem z sierocińca - wyjaśniłam. Wtedy chyba już zrozumiał.
Więcej już nie mówił. Chyba uznał, że jest to jakiś niemiły temat, czy coś... A mi było to całkiem obojętne. Przynajmniej już.

Dotarliśmy. Odprowadził mnie aż pod drzwi. Naprawdę jest miły...
W drzwiach odwróciłam się do niego
- Dzięki za pomoc... Będę musiała się jakoś odwdzięczyć. - nie patrzałam na niego. Nie byłam przyzwyczajona do dziękowania komuś. - ...Jeśli masz chwilę... Pomógłbyś mi z czymś? Apteczka stoi w łazience na najwyższej szafce, i... Niezbyt sięgam...

< Finn? I z opatrunkiem możesz pomóc x3 >

Od Finnicka CD Cynthii

Tylko patrzyłem za nią, jak wychodzi. Westchnąłem nieco z ulgą, kiedy znikła mi z widoku. Czyli nie będę musiał jej oprowadzać, a no tak, znajdzie sobie inną ofiarę. Wstałem z miejsca, wówczas dostrzegłem okulary leżące na drugiej połowie stolika. Pewnie należą do Cynthii, innego wyjścia nie ma. Złapałem przedmiot i wybiegłem z budynku, rozglądając się za dziewczyną. Niestety, wszędzie pełno ludzi, a jej nie mogę znaleźć. Kiedy ruszyłem w kierunku akademii, zauważyłem jak ta sobie leży na chodniku. Przykucnąłem przy niej, wręczając do ręki okulary. Chyba to dobrze, że ich ze sobą nie zabrała. Nie ma co do tego wątpliwości, uległyby zniszczeniu. Jest niezdarą? Może po prostu lubi ten ból, kiedy się przewraca? Nie miałem pomysłu, co powiedzieć i jak jej pomóc. Rękami odepchnęła się od ziemi, przez co znalazła się już na kolanach. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Cóż, swoje przemyślenia na temat tego, czy jest masochistką, muszę przełożyć na później.
– Um... Dzięki – rzuciła, otrzepując piasek z twarzy.
– Zastanawia mnie jedna rzecz.
– Jaka?
– Jesteś nowa, zgubiłaś się, zabrałem cię jeszcze dalej, a i tak jak gdyby nigdy nic sobie wyszłaś. Czyżbyś nagle sobie przypomniała, jak wrócić do akademika?
Speszona dziewczyna odwróciła ode mnie wzrok. Czyli zapomniała. Wzruszyłem ramionami, dokładnie przyglądając się jej twarzy. Nic poważnego jej się raczej nie stało. Miała tylko drobne otarcia i płytko rozcięty policzek, ale nie krwawiła mocno i to się liczy. Zapytałem, czy dobrze się czuje, bo na moje oko to musiała nieźle przywalić o chodnik. Pokręciła głową, kierując się przed siebie.
– W drugą stronę.
– Co? – zapytała.
– Idź lepiej w drugą stronę, szybciej dojdziesz do akademika. Powinnaś zahaczyć o pielęgniarkę, żeby ci to oczyściła. Eh... Odprowadzę cię.
Nie czekając na jej reakcję, postawiłem pierwsze kroki do przodu. Cynthia nic nie mówiąc, szła obok mnie i zabawiała się własnymi palcami. Nie chcąc iść tak w ciszy, zapytałem:
– Skąd pochodzisz?

Cynthia?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Ayato CD. Finnick, Kiyoko

Co za idiota. Nawet nie wie z kim pogrywa.
Przechadzałem się zapełnionym korytarzem. W głowie ciągle migotała mi sytuacja z wczorajszego wieczoru w kawiarni. Jakież było moje zaskoczenie, dowiadując się o darmowych, haniebnych kanapkach do których od niedawna żywię uraz. I jeszcze ta cała Kiyoko. Szczerze mówiąc mam na nią wylane. Jedyne co o niej wiem, to to, że przyjaźni się z Winniczkiem. Wydaje mi się, że obawia się kpin i dręczenia z mojej strony. Cóż za naiwna istotka. Po co miałbym naśmiewać się z kogoś tak słabego i nieporadnego. To strasznie tandetne i nudne, nie przyniosłoby mi to żadnych korzyści.
W tym samym czasie obok mnie przeszła czarnowłosa dziewczyna z opaską, na której przed chwilą stąpały moje myśli. Wyglądała na równie zamyśloną. Wzrok wbity w podłogę, plecak na lewym ramieniu i ten sam drobny ale powolny chód. Przypominała mi chodzącą depresję. W tym samym czasie, drogę zagrodziła jej grupka dziewczyn na której czele stała trochę wyższa ode mnie blondynka.
- Proszę, proszę.
Liderka podeszła bliżej Kiyoko z rękami złożonymi na piersi. Uśmiechała się do niej złośliwie. Dziewczynę trochę to speszyło, bo cofnęła się o krok, błądząc oczami.
- Patrz mi w oczy jak do Ciebie mówię! – pociągnęła ją za ramię zwracając całą jej uwagę na siebie. – Co to za paskudztwo?
Blondynka rozchyliła dłonią kosmyki włosów przysłaniających opaskę. Czarnowłosa speszyła się nieco i starała się ostrożnie wyrwać ze stalowego uścisku.
- Przestań się wiercić szmato! – urwał jakiś głos z tyłu.
Rozległy się gromkie śmiechy wśród dzieci, ekhm, to znaczy dojrzałych przyjaciółek blondyny. No naprawdę, coś takiego nie rozśmieszyłoby nawet pięciolatka. Widać na jak niskim poziomie intelektualnym się zatrzymały. Wokół zbierały się tłumy gapiów, chcących obejrzeć zaistniałą sytuację. Nagle rozległo się ciche jęknięcie czarnowłosej, która została powalona na ziemię. Liderka dumnie dzierżyła w dłoni opaskę jej ofiary. Dziewczyna usiadła na kolanach i zasłoniła sobie dłonią oko.
- Oj no nie wstydź się. Pokaż co tak ukrywałaś? Oko proroka? Saurona?
Schyliła się do dziewczyny łapiąc jej nadgarstki, odsłaniając przy tym jej oblicze. Oko Kiyo zabarwione było na czerwono. Wpatrywała się z przerażeniem w oprawczynię. Była bliska płaczu, jej wargi drżały.
- Wiesz co, może rzeczywiście powinnaś nosić opaskę. Wyglądasz w niej o niebo lepiej niż z tym odsłoniętym czymś.
Orzekła i rzuciła w swoją ofiarę opaską. Kiyo zerwała się na równe nogi i pobiegła przed siebie.
- Widzicie? Tak trzeba z nimi rozmawiać. – zwróciła się w stronę swoich sojuszniczek z dumą.
Właśnie pokazała na ile ją stać. Nieśmieszny, rozpuszczony dzieciak. Już Ślimak lepiej się zachowuje. Coś podkusiło mnie, aby wyjąć z plecaka butelkę wody i zrobić mały psikus oprawczyni przyjaciółeczki Ślimaka. Podszedłem do niej z wyższością.
- Twój poziom żartu dorównuje poziomowi żartów u dzieciaków z przedszkola. Zachowujesz się jak niedowartościowany bachor. Błagam, nie jesteś zabawna, jesteś żałosna. – oblałem jej skwaszoną minę wodą.
- Aggrrrh! – rozległ się pisk.
- Wiesz co, do twarzy Ci z rozmazanym makijażem i mokrymi włosami. Wyglądasz jak taki kundel po kąpieli w bagnie. – posłałem jej wesoły uśmiech.
- Pożałujesz tego!
Dziewczyna złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do sali muzycznej obok.
- Co się stało? ~ Boisz się własnych oprawców? ~ Obawiasz się, że ktoś zacznie przywoływać Cię klepaniem nogi i gwizdaniem? W sumie to by pasowało, bo do suki niewiele Ci brakuje. – zaśmiałem się.
- Kim ty myślisz, że jesteś co?
Po chwili wparowały tu przyjaciółeczki mokrego pudla stając po jej stronie.
- A Wy tu czego? Jak nie macie nic mądrego do powiedzenia to nic tu po Was. – wytknąłem język w zażenowaniu.
- Będziemy bronić naszej Chloe! – odparła jedna.
- Dokładnie, ty łajdaku! – przytaknęła druga.
- W istocie. – obruszyła się jeszcze inna.
- No, no czekam. – złożyłem ręce.
Dyskusja trwała parę chwil. Wygadywały kompletne bzdury, żadnych sensownych argumentów, ani grama skruchy. Aż szkoda strzępić ryja na takich ludzi ale zabawnie tak pobawić się z nimi w Kto jest bardziej wygadany. Po pewnym czasie, drzwi rozchyliły się lekko, a zza nich wychyliła się znajoma dla mnie twarzyczka. No proszę, Winniczek we własnej osobie. Jeszcze jego tu brakowało! Jak jeden mąż, wykrzyczeliśmy zgodnie: ‘’Co ty tutaj robisz?!’’ I powróciliśmy do dyskusji, a właściwie przekrzykiwania się. W końcu dziewczyny zmęczone moją osobą, pewnie zrozumiały, że i tak nie mają ze mną szans, bez pożegnania ulotniły się z pomieszczenia. Z królem argumentów się nie dyskutuje. W końcu moją uwagę przykuł niebieskooki, który również próbował opuścić lokal. Zatrzymałem go jednak, gdyż ciekawiło mnie, dlaczego ciągle tutaj stał.
- To po co tu przyszedłeś? – spytałem z wyższością.
- Spotkać się z Kiyo. – jego dłoń opierała się o framugę drzwi.
Spotkać z Kiyo? To po ch*lerę tu ciągle stał jak kołek? No i wyszedł z sali. Chwilę się pozbierałem i również wyszedłem. Zobaczyłem spoczywający na mnie zdziwiony wzrok pokrzywdzonej. Za sobą ponownie usłyszałem ciche chichoty. Nic do nich nie dotarło? Rzuciłem im piorunujące spojrzenie. Te jedynie wytknęły do mnie język i powędrowały urażone dalej.
- Twoje życie socjalne nie ucierpiało na tym, że stanąłeś w obronie kogoś bezradnego i słabego? – spytał mnie głaszczą czule Kiyoko.
– Pff... – prychnąłem. – A ty co zrobiłeś? No właśnie nic nie zrobiłeś!
– Nic?
- Oprócz tulasków i głasków nic.
Zupełnie mnie zignorował i ponownie wrócił do pocieszania czarnowłosej. Spojrzałem ponownie na dziewczynę. Tak jakoś w głębi serducha zrobiło mi się jej żal. Starała się opanować swój smutek ale nie za bardzo jej to wychodziło. Aż dziwne, że o tym myślę, ale cieszę się, że ma Finna. Te suki widocznie trafiły w jej słaby punkt. W tym samym momencie Kiyoko obróciła się w moją stronę z delikatnym uśmiechem i rumieńcem na policzkach.
- Chciałam Ci podziękować Ayato… jestem wdzięczna, że stanąłeś w mojej obronie. – otarła nadgarstkiem łzę spływającą po jej policzku przy okazji pociągając nosem.
- Przecież to nic takiego… - wbiłem lekko poirytowany wzrok w ścianę obok.
Kolba mać! Dlaczego mnie to tak rozczuliło? Nie mogę być takim pozerem i od razu poddawać się dziewczęcej niewinności!
- Nie, nie! Naprawdę, potrafisz być kochany. – zaśmiała się.
Ślimak zmierzył Nas zdezorientowanym spojrzeniem.
- Co się tak lampisz? Pierwszy raz odkrywasz sztukę dziękowania?
- …
- Ty tez powinieneś mi podziękować, że w jakiś sposób zareagowałem. – rzuciłem na odchodne. – Przynajmniej dla Twojej drogiej przyjaciółeczki, bo w Twoim przypadku byłoby zupełnie inaczej.
***
Dzwonek wyrwał mnie w końcu z natłoku myśli. Nauczyciele to jakieś demony, tylko oni rozumieją tajemnicze znaczki na tablicy podczas gdy uczniowie wpatrują się w nie jak na pokaz czarnej magii. Wybiegłem z klasy i pomaszerowałem przed siebie. Może zostanę obrońca uciśnionych? Byłbym taki znany i lubiany w całej szkole, a te sucze będą mogły się tylko schować w moim cieniu.
Nagle czyjaś ręka złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła na bok. Zaprowadziła mnie w bardziej odludne miejsce. To ta pusta blondix! Usadowiła mnie na ławce i położyła mi ręce na ramionach.
- Ayato! Bądź moim chłopakiem! – wykrzyczała czerwona jak burak.
C-co? Chwila co?!
- Jak to? – zmierzyłem ją zdziwionym spojrzeniem.
Jeszcze przerwę wcześniej rzucała mi w twarz wyzwiskami a teraz? Poczułem uderzenie w policzek.
- Ała! A to niby za co? – pomasowałem czerwony ślad.
- Przestań się głupio pytać! Przemyślałam sobie to wszystko i chcę, abyś był mój! To znaczy… ja Twoja. – uśmiechnęła się.
- Głupia?
- Że co proszę?! – zdzieliła mnie kolejny raz.
- Ała ku*wa! Przestaniesz w końcu?!
- Zabolało? Ojoj, wybacz Ayusiu ~ - zaczęła masować moje policzki.
- Przestań! – złapałem ją za nadgarstki i odepchnąłem od siebie wstając gwałtownie. – Co Ci odbiło?!
- Posłuchaj mnie. Zaimponowałeś mi. Stwierdziłam, że jesteś w moim typie i chcę, byśmy byli razem.
Cóż, może to i nie jest wielkie pochlebstwo ze strony kogoś tak pustego jak ta laska ale myśl, że komuś się podobam napawała mnie kolejnym uczuciem euforii i dumy. Poza tym, ma te swoje przyajciółeczki, więc jeśli się zgodzę, będą wielbiły także i mnie. Taki jeden wielki harem ~
- Hmm… zgoda. – posłałem jej uśmiech.
- Hah, yaaaaay ~! – od razu uczepiła się mojego ramienia.
- Dobra, poczekaj, wyskoczę najpierw do toalety.
- Oki! Czekam pączek.
- Nie jestem gruby. – rzuciłem jej zdegustowane spojrzenie. – Jeśli już mamy być razem to wołaj na mnie Książę albo Król, zrozumiałaś?
Po chwili zastanowienia, odpowiedziała twierdząco ale z małą irytacją.
Zrobiłem co trzeba, umyłem dłonie i w tym samym czasie z kabiny obok wyszedł Ślimak. Znowu on?
- Czego tu? – odwróciłem się do niego na pięcie z piorunującym wzrokiem.
- Tego co ty. No bo co innego robi się w toalecie.
- Dobra nieważne.
- Skoro już tu jesteś, chciałbym Ci podziękować…
Podziękować? No proszę, proszę.
- Ah tak?
- Tsaa ale nie myśl sobie, że coś więcej czy coś, po prostu dziękuję i tyle okej? – powiedział szybko.
Jak mam to rozumieć?
- Bardzo przepraszam, nie słyszę, co? – ukazałem bialutkie ząbki.
Chłopak westchnął głęboko.
- Mówię, że dziękuję. – odparł z obojętnością.
- No, fajne podziękowania. Wiesz ile kosztowało mnie, żeby wygrać walkę na argumentację?
Zmierzył mnie politowanym spojrzeniem.
- No dobra, niedużo ale było ich więcej! Moje gardełko ucierpiało. – zrobiłem smutną minkę.
- Nie będę znowu przed Tobą klękać.
- Pff. Nie musisz. – odwróciłem się teatralnym impetem. – Oczekuję jedynie godnych mego dokonania podziękowań.
- Dobrze więc, dziękuję Ci o litościwy Ayato za miłosierdzie ofiarowane mej drogiej przyjaciółce Kiyoko Shinatsuki oraz długą gadkę z pustakami ze skutkami bólu gardła. – ukłonił się sztywno.
- I ładnie. – posłałem mu zwycięski uśmiech.
Nagle rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Zza nich rozbrzmiał znajomy głos.
- Ayato! Długo mam na Ciebie czekać?!
- Czy to nie... – urwał z niedowierzaniem.
- Chloe. Tak, zgadza się.
- Więc, najpierw ratujesz moją przyjaciółkę, by później umawiać się z tymi samymi ścierami co jej dokuczały?!
- Może…
- idiota. A już zacząłem mieć o Tobie lepsze zdanie.
- To moja sprawa z kim się umawiam, a z kim nie. Nic Ci do tego. A teraz wybacz, idę na spotkanie z ukochaną.
Trzasnąłem drzwiami zostawiając Finnika samego.

niedziela, 23 lipca 2017

Od Cynthii CD Finnick

- Niedocenianie go jest grzechem~ - mruknęłam, oblizując loda. Dobre, bardzo dobre...
Szybko skończyłam jeść. Zjadłabym jeszcze... Dziesięć razy tyle..
Ale nie można. Bo będę gruba.
Powoli wstałam. Widziałam, że chłopak na mnie patrzy.
Może powinnam była powiedzieć "miło poznać"? Albo coś innego, co pokazałoby, że jestem miła?
Chociaż nie, za późno. Trudno.
Aaaale, coś się znajdzie, wymyśli.
- Cóż... Zapewne jeszcze się zobaczymy w szkole... - uśmiechaj się, uśmiechaj. Kij że szczęka boli od wysiłku. - Ja będę szła...
...Wypadłam stamtąd.
I dopiero po dobrych kilkunastu metrach zorientowałam się, że zapomniałam okularów. I nie zapytałam o drogę
Szybko zawróciłam. Problemem było to, że...
Potknęłam się. I po raz kolejny wylądowałam na ziemi, tym razem na twarzy...

< Finnick? Zabij mnie, nie miałam pomysłu ;-; A zachciało mi się rozkwasić jej twarz ;-; >

Od Finnicka CD Cynthii

Cofnąłem się o parę kroków, a następnie spojrzałem w dół. Dziewczyna miała mniej szczęścia niż ja, gdyż wylądowała na ziemi. Chciałbym móc jej wygarnąć, że powinna uważać, jak chodzi, ale to zdarzenie wynika również z mojego niedopatrzenia. Od niechcenia zapytałem, czy wszystko w porządku i wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Delikatnie ją uścisnęła, a następnie wspomagana przez moją osobę wstała. Otrzepała spodnie i coś mruknęła. Może mnie wyklęła pod nosem lub nieśmiało podziękowała. Przyglądała się, czy aby na pewno pozbyła się wszelakiego brudu z ubrań. Kiedy już na mnie spojrzała, tak jakby się wzdrygnęła. Pomasowała sobie szyję, dając mi do zrozumienia, że jej nie będzie wygodnie rozmawiać w ten sposób.
– Tylko trochę bolą mnie plecy... Choć nie tylko one. – Pokiwałem głową. – Powiesz mi, którędy dojdę do...?
– Nie, nie powiem.
Dziewczyna stanęła jak murowana, chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Zaczekałem chwilę, aż coś zrobi. Ja nie potrzebowałem kolejnego użerania się z innymi osobami. Już i tak muszę być, gdzie indziej. Byłbym prawie pewny, że wyraziłem się jasno i da mi już spokój. Niestety, szatynka stała i stała, chyba powinienem wykonać jakiś ruch.
– Przepraszam – odezwałem się, czując, że popełniłem błąd. Jeśli nie chce, żeby mnie później nękała, nie mogę zbytnio jej do siebie zrazić, o ile już teraz tego nie zrobiłem. – Śpieszę się i już wystarczająco czasu zmarnowałem na ciebie.
– Zgubiłam się i nie wiem, gdzie teraz iść. Już w pierwszym tygodniu się zgubić... – bardziej powiedziała do siebie, niżeli do mnie. Westchnąłem. "Bądź uprzejmy dla innych, pomagaj im w potrzebie, a kiedyś się odwdzięczą!", co?
– Teraz naprawdę nie mam czasu... Jestem zajęty. Jeśli chcesz, możesz mi potowarzyszyć, a później cię oprowadzę czy coś.
Ku mojemu zdziwieniu, zgodziła się i stanęła obok mnie, zwracając się w kierunku, z którego przyszła. Nie wiedziałem, co teraz zrobić. W głębi serca liczyłem na odmowę. No nic, ruszyłem przed siebie, jak gdyby nigdy nic. O nic nie pytała, nic nie mówiła, więc po co ja miałbym się odzywać? Cisza jest całkiem w porządku.
Kilkanaście minut później stanęliśmy pod drzwiami mieszkania z numerem "trzy". Nie musieliśmy się zbytnio męczyć wędrówką po schodach, gdyż znajdowaliśmy się na parterze. Rozejrzałem się za dzwonkiem, jednak zauważywszy kartkę z napisem "Proszę pukać!", dostosowałem się do prośby. Otworzyła nam młoda kobieta z dzieckiem na rękach. "Dzień dobry", po tych słowach od razu zanurzyła się w swoim lokum. Pojawiła się dopiero po chwili, w wolnej dłoni trzymała smycz, a na smyczy był kotek ubrany w różowe szelki.
– Klatka się rozwaliła, kupiłam mu to.
Jeszcze na moment nas opuściła, by wrócić się po reklamówkę z akcesoriami. Podziękowałem jej za "trud" i przechwyciłem od niej wszystko z wyjątkiem dziecka. Dziewczyna przykucnęła przy zwierzaku i pogłaskała go parę razy. No, też bym pogłaskał taką kulkę puchu. Wyszliśmy już z klatki schodowej, na zewnątrz znów nas dopadły gorące promienia słońca. Idzie się ugotować, a moja koleżanka... Cóż, ubrana jest w bluzę. Właściwie, nie znam jej imienia i nie bardzo wiem, jak wygląda jej twarz. Ciągle patrzyłem na jej czubek głowy, przykryty kapturem.
– Chodźmy na lody – rzuciłem krótko, na co się zgodziła. – Wcześniej jednak musimy go oddać.
Czułem się dziwnie, prowadząc kota jak psa, zazwyczaj się ich nie wyprowadza. Ciekawe czy zacząłby szczekać, gdyby zauważył innego kota... Byłoby zabawnie. Kolejne minuty minęły, a nas przywitała staruszka właścicielka jednego domku gdzieś na przedmieściach. Ucieszyła się, widząc swojego pupila. Słowa "dziękuję" padły jeszcze raz, w tym wypadku, były skierowane do mnie, a nie ode mnie.
– Nie mogłam po niego iść i naprawdę ciii... wam dziękuję – przedłużyła nieco swą wypowiedź, widząc, że za moimi plecami skrywa się obca dla niej osoba. – Kim jest to urocze dziewczę? – Uśmiechnęła się szeroko, pokazując światu swoje dwa złote zęby.
– Nie wiem – odparłem, wzruszając przy tym ramionami, po czym się pożegnałem.
Zamknąłem za sobą furtkę, kiedy dziewczyna postanowiła na mnie poczekać. Z ciekawością mi się przyglądała, jakby coś próbowała sobie wyjaśnić na mój temat.
– W pobliżu sprzedają dobre lody...
– Zaprowadź mnie tam.
Teraz zrozumiałem, że jej towarzystwo jest odrobinę... straszne? Gdyby się tak jej przyjrzeć, wygląda jak zamaskowany kibol gotowy do ataku. Pomyliły się jej tylko pory dnia... Nie ma gorszego rodzaju kibola, od kibola kobiety. Jeszcze z tak pozornie spokojnym uosobieniem. Przyjrzałem się jej kątem oka. Nie, gdyby chciała, zaatakowała mnie już dawno temu, miała tyle okazji.
– To tutaj.
Towarzyszka spojrzała na slogan, widniejący tuż nad drzwiami lokalu i pokiwała głową. Weszliśmy razem do środka i ustawiliśmy się w kolejce. Całe szczęście, nie była zbyt długa. Przykleiła się do szyby, rozmyślając nad wyborem smaku zimnej słodyczy. Zmierzyła mnie wzrokiem, kiedy mówiła: "dla mnie takie same". To musi być cudowne uczucie, udajesz, że zastanawiasz się nad tym, co wziąć, a bierzesz do samo co zawsze. Zajęliśmy stolik, gdzieś pod ścianą, tuż niedaleko klimatyzatora. Poprosiła, bym przytrzymał jej rożka. Ściągnęła kaptur i poprawiła swoje długie włosy, wiążąc w wysokiego kucyka. Kiedy wprawiła je w ruch, wyglądały jak płynąca czekolada.
– Yhym, dzięki. Nawet nie wiesz, jak często potrafią utrudnić życie.
– Kim jesteś? – zapytałem, ignorując to, co mówiła wcześniej.
– Cynthia, chodzę do Green Heels do pierwszej "c". Zaczynam chodzić i nie bardzo znam tutejsze okolice, dlatego się zgubiłam. – Nie jesteś w stanie stwierdzić, jak bardzo mi ulżyło, słysząc, że nie jesteś kibolką. – Podobnie jak ty, jestem też miętożercą. – Zaśmiała się, choć jej śmiech był jakiś taki wymuszony. – A ty? Kim jesteś?
– Starszym kolegą z trzeciej "a". Nazywam się Finnick. Miło słyszeć, że ktoś jeszcze ceni sobie ten smak.

Cynthia? Kosiam za imię, a tak poza tym rozkręć akcję 8]

czwartek, 20 lipca 2017

Od Finnicka CD Kiyoko

Dzwonek zasygnalizował nauczycielowi, że czas skończyć lekcję. Uśmiechnął się do wszystkich i z rozłożonymi ramionami stwierdził, że nie zdążył dokończyć tematu, więc będziemy go kontynuować na następnych zajęciach. Machnął dłonią, dając nam znać, że teraz już możemy wyjść z sali. We własnym tempie zacząłem zbierać wszystkie swoje rzeczy z ławki, pakując je do plecaka. Cicho rzuciłem "do widzenia" na koniec. Rozejrzałem się po korytarzu, kierując się do sali muzycznej. Już miałem skręcać w odpowiednim miejscu, ale ktoś na mnie wpadł. Osoba natychmiast odepchnęła się ode mnie rączkami. Chciała szybko i sprawnie mnie wyminąć, niestety jej na to nie pozwoliłem. Była obok mnie, kiedy złapałem ją za nadgarstek. Miała na tyle siły, by pociągnąć mnie odrobinę za sobą, sama jednak nagle się zatrzymała i musiała zrobić parę kroków w tył. Kiyo? Tak, to była ona. Co tutaj robi? Poszła mnie szukać? Nie, to niemożliwe, przecież nie minęło dużo czasu od końca lekcji. Po chwili zauważyłem, jak jej ramiona zaczynają drżeć, następnie usłyszałem szloch. Dokładnie się jej przyjrzałem. Miała rozpuszczone włosy, widać było, że jej ulubiona fryzurka została zbezczeszczona dosyć niedawno i raczej nie należało to do rzeczy przyjemnych. Jednak powodem takiego smutku nie było zniszczenie kucyka, a raczej zerwana opaska, którą trzymała w ręku.
– Puść mnie... – szepnęła łamiącym głosem.
Wolno rozluźniłem uścisk, aż w końcu mi się wyrwała i pobiegła mi w bliżej nieokreślone miejsce, po prostu przed siebie. Chyba powinienem pobiec za nią, nie... To nic nie da, na początku muszę wiedzieć, co się stało. Poszedłem przed siebie, do miejsca, w którym miałem spotkać Kiyoko. Mruknąłem niezadowolony, słysząc, że w środku toczy się zawzięta równie głośna kłótnia. Pociągnąłem za klamkę, a więc drzwi się otworzyły, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Sam zachowałem ciszę, by nie zostać zauważonym. Na nic, wszyscy na mnie spojrzeli i warknęli wspólnie: "Co ty tu robisz?!". Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale na nic, ponieważ zaczęli siebie nawzajem przekrzykiwać. Trochę to nieładnie, ale cóż, zdarza się. Oparłem się o ścianę i czekałem "na swoją kolej", a w międzyczasie przysłuchiwałem się "rozmowie". Zapoznałem się z każdą obecną twarzyczką i niestety, prawie wszystkie kojarzyłem tylko z wyglądu. Prawie, ponieważ zorientowałem się, że w pomieszczeniu przebywa jeszcze Atosia. Chłopak był jedyną osobą po swojej stronie przeciwko kilku panienkom. Nie trwało długo, bym dowiedział się, czego dotyczy ta żywa dyskusja. Właściwie, przyszedłem tu w celu szukaniu informacji, co się stało Kiyo, no i dobrze trafiłem. Okazało się, że dziewczyny miały dość "Pirata", a że lubią rozpacz, żal, smutek i do tego widok cierpienia swoich rówieśników, stwierdziły "możemy się nad kimś trochę poznęcać, będzie fajnie" i ta da, musiały wyczuć, że opaska i oko, które przysłania, są słabym punktem Kiyoko. Zdziwiłem się, że Atosia wykłóca się właśnie w jej sprawie, starając się "oddać" dręczycielkom, które swoją drogą powoli wymiękały. One jedno słowo, a on ich zaraz ma tysiąc. No tak, prawie bym zapomniał. Tak bardzo się od nich nie różni i uwielbia, kiedy wszystko idzie po jego myśli, a więc nie da się go przegadać, przynajmniej nie teraz.
Dziewczyny już zmęczone awanturą postanowiły się ulotnić. Nie chcąc zostawać sam z Atosią, również postanowiłem stąd wyjść. Zatrzymał mnie jednak jego głos.
– To po co tu przyszedłeś?
– Spotkać się z Kiyoko.
Zmierzył mnie wzrokiem, tak jakbym był jakiś nierozumny. Cisza trwała przez dłuższy czas, więc wyszedłem, a na korytarzu, tuż obok drzwi, siedziała dziewczyna. Moja Kiyoko schowała głowę w ramionach, które oparła o kolana. Przykucnąłem przy niej i pogładziłem parę razy ją po głowie. Przepraszała mnie za to, co się stało, po czym uniosła na mnie swój wzrok. Posłałem jej uśmiech, że nie ma za co przepraszać, nic takiego mi się nie stało. To ja powinienem ją przeprosić, ona jednak upierała się przy swoim.
– Przepraszam, bardzo przepraszam, przeze mnie nie pograliśmy... Przepraszam. Wybacz mi Finn – mówiła.
Pokręciłem jeszcze parę razy głową, kiedy uspokoiła się do końca. Spojrzałem na nią, mówiąc, że możemy to przełożyć na następny dzień, a jeśli znów nie wyjdzie, to na kolejny i kolejny, aż do skutku. Oczywiście, nie będę się narzucał, gdyby się rozmyśliła. Podniosłem się z ziemi i wyciągnąłem w jej stronę rękę, którą chwyciła bez chwili zawahania. Otrzepała spodnie z kurzu i uśmiechnęła się, by następnie ze zdziwieniem spojrzeć na wychodzącego z sali chłopaka. Awanturniczki, które stały w pobliżu, wciąż podśmiewały się pod nosem, do czasu, kiedy Atosia rzucił na nich swoje groźne spojrzenie.
– Twoje życie socjalne nie ucierpiało na tym, że stanąłeś w obronie kogoś bezradnego i słabego? – zapytałem Atosię, głaszcząc tym razem ramię Kiyoko.
– Pff... – prychnął. – A ty co zrobiłeś? No właśnie nic nie zrobiłeś!
– Nic? – Faktycznie, z jego punktu widzenia nie zrobiłem nic. Jednak to nie do końca prawda. Gdybym ją wtedy przy sobie zatrzymał, byłoby to złe. Potrzebowała chwilki dla siebie, by to sobie wszystko przemyśleć, a tak? Jedynie bym jej przeszkadzał. Zresztą ten jeden raz, kiedy na nic się nie przydałem, można mi wybaczyć. Przez pół życia w poprzedniej szkole "opiekowałem się" Kiyo. – W takim razie teraz mogę coś zrobić. Patrz, tulę ją i pocieszam.
Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Jeszcze w trakcie mówienia, przytuliłem ją do siebie. Szeptałem jej do uszka, że wszystko będzie w porządku, że to nic takiego, że to się jakoś ułoży, że już jej nie będą dokuczać.

Kiyoko/Ayato?

sobota, 8 lipca 2017

Od Kiyoko CD Finnick

Czas spędzony z Finnem przywoływał moje wspomnienia z czasów podstawówki. Kolegowaliśmy się, dzięki niemu mogłam swobodniej poruszać się po szkole. W końcu przez te wszystkie drwiny i wyzwiska nie potrafiłam normalnie funkcjonować. A kiedy się zjawił, postawił sobie za cel, ochrony mnie przed złośliwościami ze strony rówieśników. Chciałam i wciąż chcę mu się odwdzięczyć za to wszystko, zwłaszcza, że wiem, iż mogło to być uciążliwe. Ja sama mogłam stanowić dla niego spore uciążliwie ale mimo to, dzielnie pomagał mi przetrwać. Mam nadzieję, że tutaj nie będzie tak samo i będę miała siłę, aby mu się zrekompensować.
Stanęło na spotkaniu w kawiarence. Aromat kawy roznosił się po pomieszczeniu. Rozmowy ludzi łączyły się z cichą muzyką lecącą z małych głośników wiszących na ścianie. Przysiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po kawie. Była przepyszna. Płucząc swoje podniebienia czarnym płynem wymienialiśmy się wspomnieniami z dzieciństwa oraz wydarzeniami z gimnazjum. W pewnym momencie do kawiarni wpadł Ayato. Czyżby naszła go ochota, aby napić się kawy? Jego spojrzenie zwróciło się na nas. Zobaczyłam błysk w jego oczach. Aż się boje myśleć co mu teraz chodzi po głowie. Wbiłam nieśmiało wzrok w napój i zaczęłam kręcić filiżanką. Finnek pewnie też go zauważył, bo patrząc na jego oblicze zmarszczył brwi.
- Czego ten typ znowu chce. – mruknął do ni to do mnie ni to do siebie.
- Nie wiem… ale źle mu z oczu patrzy… - szepnęłam.
Ayato nie odwracając od nas swojego gniewnego wzroku, pomaszerował do kasy i najprawdopodobniej zaczął składać zamówienie. Po chwili pani przy ladzie wręczyła mu wielkie czekoladowe ciastko oraz kubek kawy. Zaczął zmierzać w naszą stronę. Huh? Czego on chce? Gdy doszedł (kuwku), postawił brutalnie swoje zamówienie i wbił wzrok w Finna.
- Idiota. – rzucił mu w twarz.
Finn zdziwiony, a zarazem poirytowany zapytał:
- Czego znowu ode mnie chcesz? Myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
- Byłem na stołówce i te same kanapki z których wziąłeś jedną okazały się być darmowe! Żądam zwrotu pieniędzy.
- Nie ma mowy. Kazałeś mi się błaźnić, więc mam zapłatę.
- Co proszę?! Gdybyś był chociaż trochę rozgarnięty, to tej całej sytuacji by nie było!
Obserwowałam zaciekawiona kłótnię chłopców. Poszło o… kanapkę? Nie spodziewałabym się tego po licealistach. Postanowiłam przerwać ich zawziętą kłótnię.
- Ekhm… chłopcy? – zaczęłam cicho.
Nie usłyszeli.
- Oddaj mi w końcu te pieniądze do ch*lery!
- Tak więc teraz ty klękaj i mnie o to błagaj!
- Nienawidzę takich gości jak ty!
Nie mogę już tego słuchać…
- Chłopcy!
Wstałam z zaciśniętymi pięściami. Obejrzeli się na mnie zaskoczeniu. Ayato trzymał krawat Finna w dłoni, a Finn był w gotowości do samoobrony.
- Proszę Was przestańcie. To parcela publiczna… Chciałam miło spędzić czas z Finnem. Dlaczego to robisz Ayato… mógłbyś zostawić nas w-
- Najpierw niech ten typ odda mi moje stracone pieniążki.
Niebieskooki westchnął głęboko i wyjął z kieszeni klepaki wręczając je chłopakowi.
- Ze względu na całą sytuację, zgoda. Oddam Ci je ale daj nam już spokój Atosia.
Chciał już iść ale na słowa ‘’Atosia’’ zatrzymał się gwałtownie.
- Atosia? – spytał z uniesioną brwią.
- Zgadza się. Zachowujesz się jak niedowartościowana dziewczynka, więc nadałem Ci nowe imię.
- Pożałujesz. Finniczku Winniczku.
Odwrócił się na pięcie i opuścił lokal by po chwili znowu do niego wejść i zabrać swoją kawę i ciastko. Popatrzyłam zmartwiona w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał czarnowłosy. Westchnęłam cicho i ponownie wbiłam oczy w kawę. Dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć.
- Kiyo? Wszystko w porządku? – spytał zaniepokojony niebieskooki.
- Hm? Aa… tak, wszystko okej. – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Przepraszam za tą całą akcję ale ten idiota nie zna granic. – poprawił swój krawat.
- Nie szkodzi. – wzięłam ostatniego łyka i odstawiłam pustą filiżankę. – Nie będę się wtrącać w Wasze prywatne sprawy.
Po napojeniu się, wyszliśmy z kawiarni i skierowaliśmy się w stronę szkoły. Słońce zaczęło powoli zachodzić ale to nie przeszkodziło nam, aby jeszcze chwilę pospacerować po okolicach. Później, gdy wróciliśmy do akademika, pożegnaliśmy się ciepło i wróciliśmy do swoich pokoi. Mam nadzieję, że ten narcyz nie będzie ciągle dręczył Finnka. Nawet jeśli jestem słaba, nie pozwolę, aby ktoś taki mu dokuczał. Nie życzę, żeby miał tak samo jak ja w innych szkołach ale Finn to silny i dumny chłopak, więc wątpię, żeby nie dał rady komuś takiemu.
***
Następnego dnia spotkałam się z moim przyjacielem na dziedzińcu. Czekał na mnie siedząc na ławce. Przysiadłam obok chłopaka.
- Dzień dobry. – przywitałam go sympatycznie.
- Dzień dobry. – posłał mi delikatny uśmiech.
Zamieniliśmy kilka słów na temat wszystkiego i niczego. Przypomniało mi się, że Finn potrafi grać na różnego rodzaju instrumentach. Ja również potrafiłam, więc może moglibyśmy raz spotkać się na jakieś wspólne granie. Złożyłam mu tę propozycję. Niebieskooki z chęcią ja przyjął. Umówiliśmy się na najdłuższej przerwie w sali muzycznej.

Finn? ^^

czwartek, 6 lipca 2017

Od Finnicka CD Kiyoko, Ayato

Na szkolnych korytarzach nie roiło się jakoś szczególnie od tych wszystkich uczniów. Większość z nich wolała pobyć w taką ładną pogodę na zewnątrz, więc każdą możliwą przerwę wychodziło przed budynek, by zaklepać sobie miejsce na ławeczce w cieniu. Ja jednak musiałem coś jeszcze załatwić, więc szybkim krokiem przemierzałem szkołę, by dotrzeć do upragnionej klasy, do poszukiwanej nauczycielki. Idąc, usłyszałem dźwięk pianina, który po chwili został zastąpiony melodią skrzypiec. Ktoś ładnie gra, ciekawe kto? Powinno mi się zahaczyć o tę osobę, kiedy skończę swoje zadanie. Zapukałem grzecznie do sali. Usłyszawszy ciche "proszę", wlazłem do środka. Przy biurku siedziała pani dyrektor, kończyła sprawdzać kartkówki jakiejś klasy. Spojrzała na mnie z uśmiechem i zapytała, z czym do niej przychodzę. Sama odpowiedziała sobie na to pytanie, nie dając mi nawet wypowiedzieć ani jednego słowa. Szybko obejrzała dokument, który przyniosłem i odprawiła mnie ręką. Choć w jej zachowaniu nie było nic strasznego, jej osoba budziła we mnie pewien lęk, może tak działa jej autorytet? Przeprosiłem za "najście", po czym dziękując za poświęcony czas, wyszedłem. Zanim się obejrzałem, zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Miałem skierować się do następnej sali, jednakże poczułem, że ktoś nieśmiało chwyta za rękaw mojej koszuli. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się urocza panienka. Podniosła swój wzrok spod czarnej czupryny, od razu dostrzegłem białą opaskę na jej twarzy. Otwarła usta, jednak nie wydobyła z siebie żadnego odgłosu. Dokładnie się jej przyjrzałem i wydała mi się znajoma. No tak, to jest ta mała Kiyoko, w tym momencie uśmiechnęła się do mnie niepewnie.
– Finnek – zaczęła, a kiedy zareagowałem, to aż się rozpromieniła. – Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Trochę się zgubiłam...
Faktycznie wyglądała na lekko zagubioną, szybko jednak zorientowała się, czego szuka i gdzie dąży. Ciekawiło mnie, co tam u niej słychać, poniekąd lubiłem ją w podstawówce, tak więc może i odnowić stary kontakt? Nie chcąc jej przetrzymywać, rzuciłem szybko, że jeśli chce, to będę czekać po lekcjach przed szkołą. Lekcje kończyliśmy o tej samej, więc nie powinno być z tym problemu.
~
Dokładnie słuchałem tego, co ma mi do powiedzenia, jednak nie spodziewałem się niczego specjalnego. Choć muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony, kiedy zamiast wyjechać mi z wyrzutami "Było to takie trudne?", "Musiałeś z tym zwlekać?", pochwalił mnie. Nie miało to miłego wybrzmienia, jednak zawsze lepsze to niż nic. Jeszcze zanim rzucił, bym stąd czmychnął, próbował doprowadzić u mnie wstrząs mózgu. Wiedziałem, że czuł się z tym świetnie, że poszło po jego myśli i zdecydowałem się go poprosić o pieniądze. Klęcząc tak przed czarnowłosym, dojrzałem tuż za nim dziewczynę. Pomachałem do niej, na co chłopak się zdziwił i odwrócił. Prychnął, kiedy zauważył Kiyo i ruszył w swoim kierunku.
– Dlaczego klęczysz? – zapytała, podbiegając do mnie i łapiąc za ramię.
– Chciałem odzyskać swoje pieniądze.
Zmarszczyła brwi i obejrzała się za odchodzącą postacią. Pomasowała się po poliku, zastanawiając się nad czymś. Nie marnując dłużej czasu, wziąłem ją pod ramię i zacząłem prowadzić. Uśmiechnęła się nieśmiało do mnie i powiedziała:
– Nie mów mi, że znów masz kłopoty w szkole.
– Wcześniej były one spowodowane tobą, poza tym nie nazwałbym tego kłopotami. Miał mi oddać trzy funty za kanapkę. – Usłyszałem, jak podśmiewa się pod nosem. Umknęła mi jedna rzecz, za jedzenie w szkole się nie płaci. – Chyba go naciągnąłem... Mniejsza z tym.
Opuściliśmy teren szkoły, a wtedy dziewczyna straciła dotychczasowy humor. No tak, myślę, że jeszcze nie do końca zdążyła się zaznajomić z okolicami.
– Kawiarnia – rzuciłem krótko, ale wystarczyło, żeby odrobinkę uspokoić Kiyo.
– To chyba nie jest dobry pomysł... Słyszałam, że Ayato... Nieważne, nieważne, zapomnij, nie chciałam niczego mącić.
– Ayato?
– Mhm. – Pokiwała głową. – To ten chłopak, który cię nękał. Chodzimy razem do klasy, wydaje się wredny, a równocześnie zatroskany o opinię publiczną, tak troszku, jak typowe dziewczynki, szukające sławy... Ale nie mów mu, że tak powiedziałam! Nie szukam kolejnych dręczycieli...
– W takim razie zostanie Atosią, skoro zachowuje się jak typowa dziewczynka. – Posłałem jej delikatny uśmiech.
Och, prawie bym zapomniał jak towarzystwo małej Kiyo jest przyjemne. Nigdy bym nie powiedział, że tutaj ją spotkam. Dobrze, że wciąż jest tą samą uroczą dziewczyną, co wcześniej. Czas nam mijał bardzo miło przy przyjemnej rozmowie, do czasu, aż do lokalu wbił nasz kochany Atosia. Zauważyłem w jego oczach błysk, chyba nas zauważył i coś mu przeleciało przez ten pusty łeb. Niestety, nie był to pocisk wystrzelony przez jakiegoś randomowego gościa z bronią, a już liczyłem, że nie będę mieć z nim nic wspólnego.

Kiyo/Atosia? Tak naprawdę jeden ciul XD

środa, 5 lipca 2017

Od Ayato CD. Finnicka

C-co ten idiota wyprawia? Spragniony jakiś? Niech zabierze te swoje zimne łapska z moich ramion. Dlaczego się tak na mnie gapi? Czyżby chciał zmusić mnie siłą woli do oddania pieniędzy? O nie, nie ma tak łatwo. Jeśli myśli, iż ten jego nieodparty urok w czymś pomoże, to się myli. Chwila! Czy ja właśnie stwierdziłem, że jego wygląd jest nieodparty? O czym ja w ogóle myślę! Przez ten ch*lernie przyjemny pocałunek zaczyna mi odbijać. To wszystko jego wina! Przyjemny…? Ja się chyba zabiję…
Spojrzałem z powrotem na twarz chłopaka. Wyglądał na trochę zdezorientowanego, więc wykorzystałem okazję i wyszarpałem się z jego uścisku pytając gdzie są moje przeprosiny. Dodałem, iż najlepiej gdyby były wypowiedziane błagalnym tonem i nie będę mu płacił za dotykanie czy też bicie. Tylko w jego zboczonych snach! Aż mnie korciło, aby zarzucić jakimś chamskim żartem w jego stronę, gdy zapytał czy wyglądam mu na prostytutkę. Cóż, gdyby tak spojrzeć… Jednak przerwał mi, domyślając się pewnie co łazi mi po głowie. Wtedy poczułem jak uścisk z moich ramion spuszcza, a chłopak usiadł na ławce. Stwierdził, że ‘’głupszym’’ się ustępuje, tak więc poprosił mnie pełnym zdanie czy oddam mu jego pieniądze. Nie brzmiało to przekonująco. Wypowiedział te słowa na odwal.
- Postaraj się bardziej!
Niebieskooki zerknął na mnie z uniesioną brwią. Czyżby zaskoczony? To zaraz mu wytłumaczę.
- Tyle czasu już na Ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy. – złożyłem ręce.
Ten odparł z dużym zaskoczeniem i pewnością, że to on zmarnował na mnie swój ‘’cenny’’ czas. Dodał również, że jeśli mu grzecznie te pieniążki oddam to o wszystkim zapomni i po sprawie. Ale ja mu nie dam tej satysfakcji.
- Jasne, co jak co ale Tobie nigdy nie zaufam.
- Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to co moje.
Bardzo zabawne. Baaaardzo. Ty, niebieskooki książę z bajki na białych prochach próbujesz wmówić mi taką bzdurę. Nie nabiorę się.
- To poproś ładnie. – posłałem mu swój firmowy uśmiech.
Ku mojemu zdziwieniu moje słowa podziałały. Po chwili, chłopak szybko złapał moją dłoń i uklęknął przede mną, oficjalnie wypowiadając te oto słowa:
– Proooooszęęęęę. – zaczął obojętnym tonem. – Oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.
Zamurowało mnie. Nie sądziłem, że skłoni się do czegoś takiego. Jednakże widok tego nędznego położenia całkiem mnie uszczęśliwił. No, no spisał się. Poklepałem go po tej jego niebieskiej czuprynie.
- Ślicznie, bardzo ładnie. Bardzo mi się to podoba.
Wręczyłem mu do ręki kapuchę.
- A teraz czmychaj. – rzuciłem na pożegnanie.

Ślimaczku?

wtorek, 4 lipca 2017

Od Finnicka CD Ayato

Prosić o pieniądze, które mi się należą jako zadośćuczynienie za wytrącenie kanapki, dobre sobie. Tak naprawdę wystarczyło tylko przeprosić, ale najwyraźniej ludzie jego pokroju nie mają w swoich słownikach takiego słowa. Dlaczego najzwyczajniej mi ich nie odda? Zbesztanie życia socjalnego? Na jakiego gościa się on kreuje, że takie coś go bardzo interesuje. Moim zdaniem lepiej by wyglądał w oczach kolegów, gdyby do ręki wręczył mi małą sumkę z jakimś tekstem typu "Proszę, to za twoją kanapkę, przepraszam, że ci ją wywaliłem". Tak to by było od razu lepiej i miałby mnie od razu z głowy... Chyba że on może lubi moje towarzystwo? Podszedłem do niego bliżej, odsunął się. No to jeszcze jeden krok do przodu, ten zrobił krok w tył. Bał się mnie czy co? W końcu złapałem go za ramiona i spojrzałem mu prosto w oczy. W dłoni mocniej ścisnął trzymane klepaki, a wzrokiem błądził po otoczeniu, byleby na mnie nie spojrzeć. Zauważyłem, że na początku, kiedy go chwyciłem, lekko się wzdrygnął i opuścił nieco głowę, czyżby się bał mojej bliskości? Momentalnie zapomniałem, co chciałem zrobić, a chłopak to wykorzystał. Zyskał jakby na pewności siebie i szarpnął się, głośno pytając, gdzie są jego przeprosiny. Dodał, że interesują go słowa wypowiadane błagalnym tonem, nie "zapłaci" mi za dotykanie, za bicie, za nic innego.
– Czy ja ci wyglądam na prostytutkę, że sądzisz, iż można mi za takie coś zapłacić? – Chyba żałowałem, że o to zapytałem. Na twarz chłopaka wdarł się dziwny uśmiech i miał zamiar odpowiedzieć, ale znów go wyprzedziłem. – Nie było tematu.
Puściłem go, tym samym odsuwając się od niego. Widać bardzo zależało mu, żebym prosił go o te pieniądze. Przez chwilę zastanawiałem się dlaczego. Właściwie to tylko słowa, niczego tak naprawdę nie zmienią. Mruknąłem pod nosem, że to bez sensu. Usłyszałem śmiechy i nieznajome głosy, odwróciłem głowę i zauważyłem grupkę osób. Głośno rozmawiali o swoich planach na wieczór. Jedna obiecała przyjaciółce razem z nią wyjść, kolejna chciała pouczyć się na zapas, a ich koleżka planował odwiedzić rodziców, a jeszcze inni nie byli pewni co do swojego czasu wolnego. Westchnąłem, po czym usiadłem na ławce.
– Głupszemu się ustępuje, prawda? W takim wypadku, proszę, oddaj mi pieniądze za kanapkę.
– Postaraj się bardziej! – Zaskoczony uniosłem jedną brew. – Tyle czasu już na ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy.
– Co proszę? Ty zmarnowałeś czas na mnie? Raczej marnujesz mój czas. Mówiłem ci, że jak mi po prostu oddasz, to zapomnimy o sprawie i się rozejdziemy.
– Jasne, co jak co, ale tobie to nigdy nie zaufam.
– Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to, co moje.
– To poproś ładnie – powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.
Pokiwałem głową. Wstałem raz jeszcze ze swojego miejsca i szybkim ruchem złapałem jego dłoń. Następnie uklęknąłem przed nim na jedno kolano i spojrzałem na jego zdziwioną twarz.
– Proooooszęęęęę – zacząłem obojętnym tonem, jak to zresztą mam w zwyczaju, – oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.

Atosia?
Theme by Bełt