Wylegiwałem się na kanapie i spokojnie odpowiadałem na wszystkie pytania i może nie koniecznie pytania nowo poznanego chłopaka. Wstał gwałtownie i wyraźnie zatoczył się, pijany jest? Nie śmierdział alkoholem ale to mogło by wyjaśnić te omdlenia.. Albo nie. Nie jestem pewien tak czy siak wydawał się być zagubiony w swojej osobie. Patrzyłem jak kuca na podłodze nieopodal i zasłania twarz rękoma. Podniósł się nagle i.. Leżał na mnie, no nie dokładnie ale prawię. Jego dłonie oparły się na moim brzuchu a twarz zamarła w okolicy kolan. Przechyliłem głowę patrząc jak wyraźnie robi się czerwony, nie było powodu, wyraźnie był osłabiony to słowo którego szukałem. Niestety odpychając się od mojej osoby ponownie pchnął mnie w tył co oznaczało ruch plecami. Jęknąłem cicho i nie zwróciłem uwagi na to co on robi. Plecy jednak potrzebowały wsparcia, skoro on tu jest to nie będę musiał się może tak męczyć z zakładaniem gorsetu? Podniosłem się z stęknięciem.
-Czekaj, zaraz wracam -Ruszyłem do sypialni w której całe szczęście z głową w szufladzie na wysokości bioder miałem moje pomocne ubiory, jakiś stabilizator na kostkę, na kark, no i gorset. Zwinięty w rulonik i zawiązany na kokardkę. Podniosłem go i wróciłem, stał trochę bliżej kanapy i spojrzał na mnie ponownie spanikowany. Przeniósł wzrok na zawiniątko w mojej dłoni które aktualnie wystawiłem w jego kierunku. Zrobił wielkie oczy i ponownie się zaczerwienił, wiem czemu tak mdleje, tyle krwi mu znika z ciała i napływa w policzki..
-Co? Nie dam ci się związać? Jakiś BDSM? CZEGO JESZCZE? Oprowadziłeś mnie z parku i teraz to? -Wyraźnie się wystraszył. Poczekałem aż skończy swoją przemowę i pokręciłem głową.
-Nie, chciałem cię poprosić być pomógł mi założyć t na mnie, to pomaga w plecach, Będą miały jakąś stabilność większą -Oddechnąłęm patrząc jak robi się .. mniejszy?
-Pomóc?
-Uhu, to gorset ortopedyczny czy jakiś tam, no pomocny -Rozwiązałem kokardę i rozwinąłem pas gorsetu. Przyłożyłem do brzucha czarny materiał i trzymając go z tyłu odwróciłem się do Stasa.
-Musisz poprzekładać sznurowadło przez dziurki o po dociągać, nie trudne prawda? -Zapytałem i odwróciłem w jego kierunku twarz. Był raczej zaskoczony. Ale uniósł ręce i powoli zaczął robić to co powinien. Muskał niepewnie moje gołe plecy raz po raz swoimi rękoma. Kiedy zawiązał go i dociągnął usłyszałem głośne pyknięcie w plecach. Zamarł i wydał z siebie ciche pchniecie w przestrachu.
-Układa się tam wszystko, ciągnij spokojnie, powiem ci jak będzie okay -Wciągnąłem powietrze przeponą i czekałem aż ponownie zacznie sznurować. No i to zrobił. Wydawał się o wiele wolniejszy w tym co robi ale w końcu do sznurował odpowiednio. Odwróciłem się kiedy zawiązał mnie na kokardkę i uśmiechnąłem.
-Nie wiem jak ci dziękować, musiał bym to sam o klamkę robić a to jest okropnie męczące.
-Słucham?
-O klamkę, zakładam sznurowadło na nią i odsuwam się, tak się sznuruję jak nie mam kogo prosić o pomoc -Wyjaśniłem. I Poklepałem się po brzuchu który otulony był aktualnie ciemnym materiałem.
-To ja pójdę.. -Wymamrotał szybko i zrobił parę kroków w tył.
-No okay, poczekaj odprowadzę cię -Spojrzałem na koszulkę która nadal leżała obok krzesła.
-MACHI -krzyknąłem na psa a osobnik stojący obok mnie drgnął.
-Przepraszam, okay dobra psina.. podaj -Wskazałem na materiał i czekałem. Pies leniwie wziął materiał w pysk i oparł się o mnie podając mi go.
-Okay, kochana psina -Założyłem koszulkę i odwróciłem się aby oznajmić nowemu koledze ,że możemy iść. Niestety powiedziałem to w otwarte drzwi. Wyszedł i to cicho..
<Stasiu? Nie ogarniam tego imienia wiec jesteś stasio>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viktor Gerwazy Machia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Viktor Gerwazy Machia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 kwietnia 2018
niedziela, 1 kwietnia 2018
Od Stasa CD Viktora
Zerwałem się do pionu, tym samym powodując upadek na podłogę. Co się stało?! Po krótkiej "wymianie zdań" Victor usiadł na kanapie, przez co jego kolano było tuż przy mojej głowie. Spłonąłem rumieńcem, kaszląc. Próbowałem zignorować to co powiedział.
- Ja ci zaraz księżniczka - wymamrotałem, nadal siedząc na podłodze i bawiąc się rękawami.
- Mówiłeś coś? - mogłem przysiąc, że nie był zadowolony.
- Nie, nic nic - odparłem pośpiesznie. - Po co mnie przyniosłeś do siebie? Równie dobrze mogłeś mnie przez chwilkę tylko popilnować i sobie pójść, nie zwracając na mnie większej uwagi. Bym ci ładnie podziękował, ty byłbyś szczęśliwy bo byś pomógł takiej biednej istocie jak ja, ale nie! - wstałem szybko, ignorując kręcący się świat, mroczki przed oczami i ból głowy. Cóż. Często miewałem takie "rzeczy", gdy moja dieta stawała się rzadka i uboga, tak samo sen stawał się niestabilny. Swój stan zdrowia mogłem określić jako kręcący się wokół chory, a idź do szpitala bo za chwilę zemdlejesz i uderzysz głową o coś twardego. Odchrząknąłem.
- Musiałeś mnie przynieść, a teraz jeszcze narzekasz na to co zrobiłeś - odwróciłem się gwałtownie w jego kierunku, co było błędem. Zamrugałem kilkakrotnie gdy świat niebezpiecznie zawirował, a ja zrobiłem krok do przodu, chcąc złapać większą równowagę. Problem w tym, że się potknąłem i runąłem do przodu. Wprost na Victora. Siedziałem także teraz w nieciekawej pozycji (albo i ciekawej). No bo, na jego kolanie z dłońmi na klatce piersiowej. Wstrzymałem powietrze, nie łapiąc za bardzo co się stało i czekając aż sprawność wzrokowa mi wróci. Także po bardzo krótkiej chwili stałem się istnym buraczkiem i odskoczyłem do tyłu jak poparzony. No bo, byłem tak blisko niego no i na dodatek, jest bez koszulki... Odwróciłem się tyłem do niego i kucnąłem, zasłaniając dłońmi twarz. Mogłem tylko dziękować bogom, że nadal miałem kurtkę na sobie, przez co nasze "zbliżenie" nie było aż tak bliskie! Boże, ile ja mam lat że tak reaguję... Usłyszałem ciche stęknięcie. Spojrzałem na niego.
- Czekaj, zaraz wrócę - zamrugałem zdziwiony. Hej, ja w tym czasie mogę uciec, bez tłumaczenia się! Gdy zniknął mi z pola widzenia, wstałem z zamiarem wyjścia, ale pojawił się zbyt szybko z... czymś, w dłoniach.
<Victor?>
niedziela, 25 marca 2018
Od Viktor'a CD Stas'a
Uścisk dłoni mogłem porónać tylko i wyłącznie do martwej ryby któa wyślizgiwała się z mojej dłoni. Chłopak wyraźnie zestresowany wstał i..
-Kurwa-Jęknął i nagle na mnie leżał. Złapałem go pod pachy i zamarłem patrząc jak się robi cały wiotki, zemdlał.. No okay to.. Skrzywiłem się czując jak kręgosłup daje o sobie znać, powinienem założyć gorset ale nie lubiłem w nim chodzić, wbijał mi się w brzuch..Z głośniejszym jękiem złapałem go pod nogi i uniosłem w stylu "na pannę młodą" Nie był ciężki ale nadal był obicążeniem. Ruszyłem w kierunku domu mrucząc pod nosem o braku odpowiedzialności nad ciałami teraźniejszej młodzieży. Kiedy udało mi się doczłapać do mojej posesji miałem wrażenie ,że całe plecy usypane mam igłami, zdecydowanie muszę isć na masarz .. i to jakiś terapeutyczny bo to zaczyna być okropne. Kopnąłem drzwi i momentalnie w głowie zaśpiewałem "z buta wjerzdżam" Położyłem nowo poznaną osobę na kanapie i wróciłem zamknąć drzwi. Machi wskoczył do domu i wesoło podreptał na swoje posłanie.
-Dzięki, nie przekszadzaj tak jak teraz i będzie ideolo. -Schyliłem się ,żeby ją pogłaskać ale musiałem zrezygnować bo chyba bym się nie wyprostował. Jęknąłem ponownie i powoli złapałem pion.Przeniosłem wzrok na sprawcę tego całęgo zamieszania który dalej zgrywał trupa i pokręciłem głową. Zciągnąłem koszulkę i poszedłem do kuchni po maść na plecy. Kiedy już ją znalazłem i umarłem wewnetrznie z powodu zimnej maści na ciepłych plecach rozpocząłem ją powoli wmasowywać w swoje biedne plecy, dokładnie dolną część pleców. Nagle usłyszałem głośne jeb i
-Co do chuja?! -Najwyraźniej odzyskał przytomność. Wyszedłem z kuchni i nadal masując plecy patrzyłem jak Stasi siada na podłodze opierajac się plecami o kanapę. Przeniosł na mnie wzrok i zamarł.
-Nie licz na to ,ze ci pomogę wstać, niosąc cię tu rozwaliłem sobie plecy na dobre tygodnie.. -Skrzywiłem się na potwierdzenie swoich słów. Popatrzył na mnie i wydawał się łączyć fakty.
-Po co mnie tu przyniosłeś ?
-Bo zemdlałeś w parku? Nie zostawił bym cię tam, jeszcze by sie ktoś toba zainteresował i zgwałcił albo sprzedał na organy -Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po koszulkę któą odwieszałem na krzesło, niestety spadła. Skrzywiłem się na myśl o pochylaniu się i strzeliłem językiem.
-Co jest?-O dziwo wydawał się przytomny i jakoś nie przerażony.
-Nie podniosę jej.. Przynajmniej nie teraz -Mruknąłem i zrezygowany poszedłem i usiadłem na kanapie. Dalej tkwił u moich kolan oparty lecami a wiec i odwrócony nimi do mnie.
-Co ja tu robię ? -Zapytał po chwili .
-Przyniosłem cię księżniczko bo zasłabłeś w parku -Wyciągnąłem rękę i poklepałem miejsce obok siebie.
<stasi?>
-Kurwa-Jęknął i nagle na mnie leżał. Złapałem go pod pachy i zamarłem patrząc jak się robi cały wiotki, zemdlał.. No okay to.. Skrzywiłem się czując jak kręgosłup daje o sobie znać, powinienem założyć gorset ale nie lubiłem w nim chodzić, wbijał mi się w brzuch..Z głośniejszym jękiem złapałem go pod nogi i uniosłem w stylu "na pannę młodą" Nie był ciężki ale nadal był obicążeniem. Ruszyłem w kierunku domu mrucząc pod nosem o braku odpowiedzialności nad ciałami teraźniejszej młodzieży. Kiedy udało mi się doczłapać do mojej posesji miałem wrażenie ,że całe plecy usypane mam igłami, zdecydowanie muszę isć na masarz .. i to jakiś terapeutyczny bo to zaczyna być okropne. Kopnąłem drzwi i momentalnie w głowie zaśpiewałem "z buta wjerzdżam" Położyłem nowo poznaną osobę na kanapie i wróciłem zamknąć drzwi. Machi wskoczył do domu i wesoło podreptał na swoje posłanie.
-Dzięki, nie przekszadzaj tak jak teraz i będzie ideolo. -Schyliłem się ,żeby ją pogłaskać ale musiałem zrezygnować bo chyba bym się nie wyprostował. Jęknąłem ponownie i powoli złapałem pion.Przeniosłem wzrok na sprawcę tego całęgo zamieszania który dalej zgrywał trupa i pokręciłem głową. Zciągnąłem koszulkę i poszedłem do kuchni po maść na plecy. Kiedy już ją znalazłem i umarłem wewnetrznie z powodu zimnej maści na ciepłych plecach rozpocząłem ją powoli wmasowywać w swoje biedne plecy, dokładnie dolną część pleców. Nagle usłyszałem głośne jeb i
-Co do chuja?! -Najwyraźniej odzyskał przytomność. Wyszedłem z kuchni i nadal masując plecy patrzyłem jak Stasi siada na podłodze opierajac się plecami o kanapę. Przeniosł na mnie wzrok i zamarł.
-Nie licz na to ,ze ci pomogę wstać, niosąc cię tu rozwaliłem sobie plecy na dobre tygodnie.. -Skrzywiłem się na potwierdzenie swoich słów. Popatrzył na mnie i wydawał się łączyć fakty.
-Po co mnie tu przyniosłeś ?
-Bo zemdlałeś w parku? Nie zostawił bym cię tam, jeszcze by sie ktoś toba zainteresował i zgwałcił albo sprzedał na organy -Wzruszyłem ramionami i sięgnąłem po koszulkę któą odwieszałem na krzesło, niestety spadła. Skrzywiłem się na myśl o pochylaniu się i strzeliłem językiem.
-Co jest?-O dziwo wydawał się przytomny i jakoś nie przerażony.
-Nie podniosę jej.. Przynajmniej nie teraz -Mruknąłem i zrezygowany poszedłem i usiadłem na kanapie. Dalej tkwił u moich kolan oparty lecami a wiec i odwrócony nimi do mnie.
-Co ja tu robię ? -Zapytał po chwili .
-Przyniosłem cię księżniczko bo zasłabłeś w parku -Wyciągnąłem rękę i poklepałem miejsce obok siebie.
<stasi?>
Od Stas'a CD Viktor'a
- Czemu? Nie planuję cię zabić ani nic, chcę tylko żebyś nie chodził jak ofiara ataku mocno niestabilnego wampira.. - Koleś aż nadto naciskał.
-Spasuję, i tak zaraz znowu się ubrudzę
-Okay to nie ruszaj się zaraz wracam - Ruszył gdzieś biegiem. Przewróciłem oczami, wgapiając się w psa, który tylko obejrzał się... za swoim panem? Dlaczego miałbym czekać? To tylko krew, dżizas. Nic się nie stało, a też się przejmuje i naciska... Westchnąłem i wstałem. Zamrugałem, próbując odpędzić mroczki, które się nagle pojawiły. Ruszyłem, gdy w pewnym momencie poczułem szarpnięcie za ramię.
-Chyba nie umiesz słuchać co? Chodź, przemyję ci to
-Zostaw mnie.
-Zrobię to jak tylko upewnię się, że nic ci nie jest okay? Serio - ponownie mnie pociągnął. Zachwiałem się lekko. Uległem jednak i usiadłem na wolnej ławce. Chłopake, facet? Odkręcił butelkę, zamoczył pierwszy wacik i zaczął coś tam robić. Przyglądałem się w międzyczasie jego twarzy, jakby się uspokajając.
-Już? - Spytałem się, tym razem spokojnie.
-Uhu.. Posmaruje ci to i szybko zmaleje opuchlizna ale.. - Przyłożył palec z chyba maścią do rany. Syknąłem. Strasznie szczypało.
-Będzie szczypało -Dodał, odsuwając się.
-Uhu... Czuję - mruknąłem.
-Nie ma za co... - Potarł kark dłonią. Zorientowałem się nagle, że mnie trzyma.
-Już możesz puścić moją twarz - Wziął dłoń, a ja poczułem mrowienie pod brodą. Odchrząknąłem.
-Wybacz... Jestem Viktor - Uśmiechnął się i wystawił przed siebie rękę. Spojrzałem na niego oceniającym wzrokiem.
- Stas - mruknąłem po dłuższej chwili milczenia. Z wahaniem złapałem go za dłoń, którą z chyba radością uścisnął? Czemu on taki radosny i pomocny? Ale przynajmniej miał miłą w dotyku dłoń. Puściłem go i wstałem, ale znowu zrobiło mi się słabo.
- Kur*wa - warknąłem, potykając się o własne nogi i wpadając na... jak mu było... Victora? Przez chwilę byłem pewny, że moja głowa była oparta o jego klatkę piersiową, ale skąd mogłem to wiedzieć skoro zemdlałem?!
<Victor?>
-Spasuję, i tak zaraz znowu się ubrudzę
-Okay to nie ruszaj się zaraz wracam - Ruszył gdzieś biegiem. Przewróciłem oczami, wgapiając się w psa, który tylko obejrzał się... za swoim panem? Dlaczego miałbym czekać? To tylko krew, dżizas. Nic się nie stało, a też się przejmuje i naciska... Westchnąłem i wstałem. Zamrugałem, próbując odpędzić mroczki, które się nagle pojawiły. Ruszyłem, gdy w pewnym momencie poczułem szarpnięcie za ramię.
-Chyba nie umiesz słuchać co? Chodź, przemyję ci to
-Zostaw mnie.
-Zrobię to jak tylko upewnię się, że nic ci nie jest okay? Serio - ponownie mnie pociągnął. Zachwiałem się lekko. Uległem jednak i usiadłem na wolnej ławce. Chłopake, facet? Odkręcił butelkę, zamoczył pierwszy wacik i zaczął coś tam robić. Przyglądałem się w międzyczasie jego twarzy, jakby się uspokajając.
-Już? - Spytałem się, tym razem spokojnie.
-Uhu.. Posmaruje ci to i szybko zmaleje opuchlizna ale.. - Przyłożył palec z chyba maścią do rany. Syknąłem. Strasznie szczypało.
-Będzie szczypało -Dodał, odsuwając się.
-Uhu... Czuję - mruknąłem.
-Nie ma za co... - Potarł kark dłonią. Zorientowałem się nagle, że mnie trzyma.
-Już możesz puścić moją twarz - Wziął dłoń, a ja poczułem mrowienie pod brodą. Odchrząknąłem.
-Wybacz... Jestem Viktor - Uśmiechnął się i wystawił przed siebie rękę. Spojrzałem na niego oceniającym wzrokiem.
- Stas - mruknąłem po dłuższej chwili milczenia. Z wahaniem złapałem go za dłoń, którą z chyba radością uścisnął? Czemu on taki radosny i pomocny? Ale przynajmniej miał miłą w dotyku dłoń. Puściłem go i wstałem, ale znowu zrobiło mi się słabo.
- Kur*wa - warknąłem, potykając się o własne nogi i wpadając na... jak mu było... Victora? Przez chwilę byłem pewny, że moja głowa była oparta o jego klatkę piersiową, ale skąd mogłem to wiedzieć skoro zemdlałem?!
<Victor?>
piątek, 23 marca 2018
Od Viktor'a CD Stasa
Odnalazłem jakiś tam park, Machi momentalnie rozpoczęła swoją serenadę o spuszczenie ze smyczy.
-Nie..
-AUHUAHUAHUHAUUU -jęknął pies i ponownie wydobył z siebie dźwięki jak mordowany jeleń.
-Okay ale jak zginiesz to ty płacisz za schronisko -Rozmowy z psem były bardzo rozwijające i zdecydowanie miałem pewność ,że mnie rozumie, no bo jak by inaczej huh? Przecież to oczywiste ,że pies zapłaci za schronisko ze swoich zarobków.. Psich.. Pokręciłem głową i patrzyłem jak momentalnie rozpoczyna poszukiwania czegoś. Ja sam oddałem się przyjemności napawania się naturą. Piękna pogoda , wiał leciutki wiatr ale świeciło słońce przez co nie było zimno. Uśmiechnięty mogłem kroczyć alejkami i przyglądać się ludziom. Głośne szczekanie mojego psa niestety sprowadziło mnie na ziemię. Czemu ona szczeka? Okazało się ,że znalazła sobie jakąś ofiarę na ławce która najwyraźniej nie chciała jej głaskać. Szybo skoczyłem w tamtym kierunku i złapałem psa za obrożę. Osoba z którą miałem do czynienia złapała kontakt wzrokowy i bardzo szybko go zerwała rozsmarowując krew po całej twarzy, zaraz.. Skąd tam była krew?
-Uh? Wszytko okay?-Nie byłem pewien co robić, urazy były czymś częstym w tańcu ale sam sobie bardziej potrafię pomóc .. Czemu ? Bo wiem co boli i ludzie zwykle mają trudności z określeniem miejsca bólu.
-Tak -Mruknięcie zza rąk wydawało się zbawienne.
-Nie wydaje mi się.. Chcesz iść przemyć twarz? Mieszkam blisko
-Nie..
-Czemu? Nie planuję cię zabić ani nic, chcę tylko żebyś nie chodził jak ofiara ataku mocno niestabilnego wampira.. -Ponownie naciskałem, No użyj swojego uroku Viktor.
-Spasuję, i tak zaraz znowu się ubrudzę -Kolejne mruknięcie.
-Okay to nie ruszaj się zaraz wracam -Ruszyłem biegiem w kierunku mieszkania, wygrzebałem butelkę wody, waciki i trochę maści na opuchliznę, nie wiem co mu jest skoro nie widziałem jego twarzy całkowicie tak? Okazało się ,ze się ruszył szedł alejką.
-Chyba nie umiesz słuchać co? Choć przemyję ci to -Pociągnąłem go lekko za ramię.
-Zostaw mnie.
-Zrobię to jak tylko upewnię się ,że nic ci nie jest okay? Serio -Ponownie pociągnąłem, zachwiał się lekko, no siłacz nie a co. Uległ i usiadł na wolnej ławce, odkręciłem butelkę i zamoczyłem pierwszy wacik , najdelikatniej jak potrafiłem jeździłem po twarzy nowo poznanego i zmywałem krew, miał obity nos ale lekko, tyle z obrażeń.
-Już? -Głos był teraz spokojniejszy.
-Uhu.. Posmaruje ci to i szybko zmaleje opuchlizna ale.. -Przyłożyłem palec z maścią do rany i usłyszałem syknięcie.
-Będzie szczypało -Dodałem odsuwając się.
-Uhu..czuję
-Nie ma za co.. -Potarłem kark dłonią , co teraz? Zwykle ...
-Już możesz pościć moją twarz -No tak, zapomniałem ,ze ciągle obejmowałem go pod brodą.
-Wybacz..Jestem Viktor -Uśmiechnąłem się i wystawiłem przed siebie rękę.
<Stasi?>
-Nie..
-AUHUAHUAHUHAUUU -jęknął pies i ponownie wydobył z siebie dźwięki jak mordowany jeleń.
-Okay ale jak zginiesz to ty płacisz za schronisko -Rozmowy z psem były bardzo rozwijające i zdecydowanie miałem pewność ,że mnie rozumie, no bo jak by inaczej huh? Przecież to oczywiste ,że pies zapłaci za schronisko ze swoich zarobków.. Psich.. Pokręciłem głową i patrzyłem jak momentalnie rozpoczyna poszukiwania czegoś. Ja sam oddałem się przyjemności napawania się naturą. Piękna pogoda , wiał leciutki wiatr ale świeciło słońce przez co nie było zimno. Uśmiechnięty mogłem kroczyć alejkami i przyglądać się ludziom. Głośne szczekanie mojego psa niestety sprowadziło mnie na ziemię. Czemu ona szczeka? Okazało się ,że znalazła sobie jakąś ofiarę na ławce która najwyraźniej nie chciała jej głaskać. Szybo skoczyłem w tamtym kierunku i złapałem psa za obrożę. Osoba z którą miałem do czynienia złapała kontakt wzrokowy i bardzo szybko go zerwała rozsmarowując krew po całej twarzy, zaraz.. Skąd tam była krew?
-Uh? Wszytko okay?-Nie byłem pewien co robić, urazy były czymś częstym w tańcu ale sam sobie bardziej potrafię pomóc .. Czemu ? Bo wiem co boli i ludzie zwykle mają trudności z określeniem miejsca bólu.
-Tak -Mruknięcie zza rąk wydawało się zbawienne.
-Nie wydaje mi się.. Chcesz iść przemyć twarz? Mieszkam blisko
-Nie..
-Czemu? Nie planuję cię zabić ani nic, chcę tylko żebyś nie chodził jak ofiara ataku mocno niestabilnego wampira.. -Ponownie naciskałem, No użyj swojego uroku Viktor.
-Spasuję, i tak zaraz znowu się ubrudzę -Kolejne mruknięcie.
-Okay to nie ruszaj się zaraz wracam -Ruszyłem biegiem w kierunku mieszkania, wygrzebałem butelkę wody, waciki i trochę maści na opuchliznę, nie wiem co mu jest skoro nie widziałem jego twarzy całkowicie tak? Okazało się ,ze się ruszył szedł alejką.
-Chyba nie umiesz słuchać co? Choć przemyję ci to -Pociągnąłem go lekko za ramię.
-Zostaw mnie.
-Zrobię to jak tylko upewnię się ,że nic ci nie jest okay? Serio -Ponownie pociągnąłem, zachwiał się lekko, no siłacz nie a co. Uległ i usiadł na wolnej ławce, odkręciłem butelkę i zamoczyłem pierwszy wacik , najdelikatniej jak potrafiłem jeździłem po twarzy nowo poznanego i zmywałem krew, miał obity nos ale lekko, tyle z obrażeń.
-Już? -Głos był teraz spokojniejszy.
-Uhu.. Posmaruje ci to i szybko zmaleje opuchlizna ale.. -Przyłożyłem palec z maścią do rany i usłyszałem syknięcie.
-Będzie szczypało -Dodałem odsuwając się.
-Uhu..czuję
-Nie ma za co.. -Potarłem kark dłonią , co teraz? Zwykle ...
-Już możesz pościć moją twarz -No tak, zapomniałem ,ze ciągle obejmowałem go pod brodą.
-Wybacz..Jestem Viktor -Uśmiechnąłem się i wystawiłem przed siebie rękę.
<Stasi?>
środa, 21 marca 2018
Od Stasa CD Viktor'a
Siedziałem przy książkach, niezbyt jednak zmotywowany. Ostatnio czułem się jak chodząca depresja - chociaż możliwe że się nie wyleczyłem w pełni? Westchnąłem cicho, drapiąc szczurka za uszkiem. Siedział na biurku, patrząc się na to, co robiłem. Patrzył się na mnie swoimi malutkimi oczami. Uśmiechnąłem się, sięgając do kieszeni do malutkiego woreczka ze smakołykami dla niego i... Kurde, nie było. Przeklnąłem pod nosem. Wstałem i skrzywiłem się gdy usłyszałem trzeszczenie krzesła. Ugh, nienawidzę takich dźwięków. Jakim w ogóle prawem one jeszcze istnieją? Wciąż mamrocząc pod nosem założyłem na ramiona tylko lekką kurtkę. Miałem ubraną fioletową koszulkę i zwykłe spodnie, które nawet dość dobrze wyglądały. Włosy trochę roztrzepane, sińce pod oczami. Ziewnąłem, ręką próbując ogarnąć kłaki. Niezbyt się udawało, więc się poddałem. Do kieszeni kurtki wrzuciłem trochę pieniędzy. Zakładałem już wygodne, sportowe ale i dobrze wyglądające buty kiedy przypomniałem sobie o Merlinie. Nie mógł siedzieć sam w pokoju, nie zamknięty w klatce. Westchnąłem.
- Sorki szczurku - pogłaskałem go krótko, po chwili wychodząc z pokoju. Minąłem hałaśliwych sąsiadów, którzy się o coś kłócili i zszedłem po schodach, przeskakując po kilka stopniach. Oczywiście na końcu musiałem się zjebać prosto na twarz. Syknąłem z bólu, podnosząc się z ziemi. Otrzepałem kolana z brudu i jak nigdy nic ruszyłem dalej. Szedłem powolnym krokiem, czując jak pulsuje mi nos. Dotarłem do parku. Było tu ładnie - zresztą, jak zawsze. Lubiłem czasami tutaj przychodzić. Usiadłem na ławce i zamknąłem oczy. Oddychałem tym rześkim powietrzem. Pory roku się zmieniały, pogoda też. Byle żeby gorąco nie było. Nagle usłyszałem szczekanie. Otworzyłem oczy i ledwo uniknąłem ataku psa. Wręcz pisnąłem i odsunąłem się na bok.
- Kur*a, głupi pies! Weź spadaj stąd! Głupia kupa kłaków która potrafi tylko szczekać - warczałem wręcz na psa, który z radością na mnie szczekał. W pewnym momencie poczułem jak kręci mi się w głowie, a ciepła ciecz wypływa z nosa. Zamrugałem zdziwiony, przystawiając dłoń do nosa. Odsunąłem i spojrzałem na palce.
- No nie - jęknąłem, patrząc na krew. Świetnie. Spojrzałem do góry, wprost na kogoś twarz. Zestresowany, czułem jak się lekko czerwienię. Nie miałem ochoty nikogo spotykać. Gdyby ten pies nie przyszedł, wszystko byłoby super! Przetarłem krew pod nosem dłonią, rozcierając ją na połowę twarzy. Boże, ale jestem głupi.
(Victor?)
- Sorki szczurku - pogłaskałem go krótko, po chwili wychodząc z pokoju. Minąłem hałaśliwych sąsiadów, którzy się o coś kłócili i zszedłem po schodach, przeskakując po kilka stopniach. Oczywiście na końcu musiałem się zjebać prosto na twarz. Syknąłem z bólu, podnosząc się z ziemi. Otrzepałem kolana z brudu i jak nigdy nic ruszyłem dalej. Szedłem powolnym krokiem, czując jak pulsuje mi nos. Dotarłem do parku. Było tu ładnie - zresztą, jak zawsze. Lubiłem czasami tutaj przychodzić. Usiadłem na ławce i zamknąłem oczy. Oddychałem tym rześkim powietrzem. Pory roku się zmieniały, pogoda też. Byle żeby gorąco nie było. Nagle usłyszałem szczekanie. Otworzyłem oczy i ledwo uniknąłem ataku psa. Wręcz pisnąłem i odsunąłem się na bok.
- Kur*a, głupi pies! Weź spadaj stąd! Głupia kupa kłaków która potrafi tylko szczekać - warczałem wręcz na psa, który z radością na mnie szczekał. W pewnym momencie poczułem jak kręci mi się w głowie, a ciepła ciecz wypływa z nosa. Zamrugałem zdziwiony, przystawiając dłoń do nosa. Odsunąłem i spojrzałem na palce.
- No nie - jęknąłem, patrząc na krew. Świetnie. Spojrzałem do góry, wprost na kogoś twarz. Zestresowany, czułem jak się lekko czerwienię. Nie miałem ochoty nikogo spotykać. Gdyby ten pies nie przyszedł, wszystko byłoby super! Przetarłem krew pod nosem dłonią, rozcierając ją na połowę twarzy. Boże, ale jestem głupi.
(Victor?)
poniedziałek, 19 marca 2018
Od Viktor'a CD Cynthi
Pierwszy dzień lekcji przyjął mnie... hmm, no powiedzmy ,ze okay, nie byłem pewien gdzie co się znajduje ale jak to mawiał trener Gerard Franz?
-Koniec języka za przewodnika i huziaj Viktor ! -No więc podążając za tymi mądrymi słowami udało mi się wszędzie dotrzeć na czas, ba! Nawet siedziałem już z ludźmi przy stoliku! Nie powiem, byłem już kochany. Jedni patrzyli na mnie ze zdziwieniem a inni się po po prostu uśmiechali.
-Więc jesteś z rosji?
-Da ! -Kiwałem głową jak zabaweczka która zawsze siedzi w samochodach starszych panów. Ukryłem głowę w dłoniach kiedy miałem kolejną matemtykę, kto wymyślił 3 matematyki pod rząd w poniedziałek rano? KTO. Nauczycielka była bardzo miła, nie to że coś ale ile można no. Kiedy odezwał się upragniony dzwonek udałem się na kolejne zajęcia.
-Ej nowy ! -Głos zabrzmiał za moją osobą. Odwróciłem się piruetem i uśmiechnąłem.
-Tak? Ja?- Rozłożyłem ręce na boki ukazując swoją osobę w całej okazałości.
-Zostawiłeś telefon w klasie -W dłoń został mi wepchnięty mój dzwoniący i osoba zniknęła. Nawet się nie zapozna, pf. Jego strata, jeszcze mnie pozna. Skocznie udałem się na kolejne zajęcia a potem kolejne i kolejne i kolejne i.. Wolnosć. Pobiegłem do domu i szybko wypuściłem Machie na spacer, biedna psina cały dzień kisiła kartofelki. Kiedy psina się załatwiła ja ponownie skierowałem kroki do szkoły, akademii czy jak to kto zwał. Udało mi się wywalczyć salę na dwie godzinki więc mogłem potańczyć. Przebrałem się w przylegające legginsy i top, do tego coś ala baletki ale nie do końca. Rozgrzewka zajęła mi około godziny co pozostawiało godzinę na taniec. Rozpocząłem wszystko moim ulubionym "amelie " i przeskakiwałem na inne utwory. Kiedy skończyłem byłem spocony, zmęczony ale szczęśliwy, ociekałem potem. Nie chciało mi się za bardzo zmieniać stroju wiec podreptałem spokojnie w kierunku wyjścia popijając wodę z bidonu. Zapalone światło w jednej z pracowni przykuło moją uwagę. Otworzyłem drzwi i.. Znajdująca się na stołku dziewczyna zachwiała się na stołku. Odwróciła głowę i spiorunowała mnie zaspanym wzrokiem.
-Uh.. Sorry? Nie wiedziałem że cię tak wystraszę ! Jestem Viktor ! -podskoczyłem w jej kierunku, mój ubiór miał prawo ją odrobinę zrazić, przeponce ubranie i to do tego jedne z moich najbardziej obcisłych i prowokujących, ale uwielbiałem w tym tańczyć łączyłem się wtedy świetnie ze swoją kobiecą , uwodzicielską stroną.
-Czym ty.. Co ty robisz o tej godzinie w szkole? -Zmarszczyła brwi.
-Morduje niewinne dziewczęta, a tak serio to trenowałem na sali-Uśmiechnąłem się i ponownie pociągnąłem wodę.
<Cynthia?>
-Koniec języka za przewodnika i huziaj Viktor ! -No więc podążając za tymi mądrymi słowami udało mi się wszędzie dotrzeć na czas, ba! Nawet siedziałem już z ludźmi przy stoliku! Nie powiem, byłem już kochany. Jedni patrzyli na mnie ze zdziwieniem a inni się po po prostu uśmiechali.
-Więc jesteś z rosji?
-Da ! -Kiwałem głową jak zabaweczka która zawsze siedzi w samochodach starszych panów. Ukryłem głowę w dłoniach kiedy miałem kolejną matemtykę, kto wymyślił 3 matematyki pod rząd w poniedziałek rano? KTO. Nauczycielka była bardzo miła, nie to że coś ale ile można no. Kiedy odezwał się upragniony dzwonek udałem się na kolejne zajęcia.
-Ej nowy ! -Głos zabrzmiał za moją osobą. Odwróciłem się piruetem i uśmiechnąłem.
-Tak? Ja?- Rozłożyłem ręce na boki ukazując swoją osobę w całej okazałości.
-Zostawiłeś telefon w klasie -W dłoń został mi wepchnięty mój dzwoniący i osoba zniknęła. Nawet się nie zapozna, pf. Jego strata, jeszcze mnie pozna. Skocznie udałem się na kolejne zajęcia a potem kolejne i kolejne i kolejne i.. Wolnosć. Pobiegłem do domu i szybko wypuściłem Machie na spacer, biedna psina cały dzień kisiła kartofelki. Kiedy psina się załatwiła ja ponownie skierowałem kroki do szkoły, akademii czy jak to kto zwał. Udało mi się wywalczyć salę na dwie godzinki więc mogłem potańczyć. Przebrałem się w przylegające legginsy i top, do tego coś ala baletki ale nie do końca. Rozgrzewka zajęła mi około godziny co pozostawiało godzinę na taniec. Rozpocząłem wszystko moim ulubionym "amelie " i przeskakiwałem na inne utwory. Kiedy skończyłem byłem spocony, zmęczony ale szczęśliwy, ociekałem potem. Nie chciało mi się za bardzo zmieniać stroju wiec podreptałem spokojnie w kierunku wyjścia popijając wodę z bidonu. Zapalone światło w jednej z pracowni przykuło moją uwagę. Otworzyłem drzwi i.. Znajdująca się na stołku dziewczyna zachwiała się na stołku. Odwróciła głowę i spiorunowała mnie zaspanym wzrokiem.
-Uh.. Sorry? Nie wiedziałem że cię tak wystraszę ! Jestem Viktor ! -podskoczyłem w jej kierunku, mój ubiór miał prawo ją odrobinę zrazić, przeponce ubranie i to do tego jedne z moich najbardziej obcisłych i prowokujących, ale uwielbiałem w tym tańczyć łączyłem się wtedy świetnie ze swoją kobiecą , uwodzicielską stroną.
-Czym ty.. Co ty robisz o tej godzinie w szkole? -Zmarszczyła brwi.
-Morduje niewinne dziewczęta, a tak serio to trenowałem na sali-Uśmiechnąłem się i ponownie pociągnąłem wodę.
<Cynthia?>
niedziela, 18 marca 2018
Od Viktor'a
Kolejne pudło zostało wniesione do mojego nowego domu. Panowie z firmy przeprowadzkowej ciężko dyszeli i co chwilę robili sobie przerwy.
-To ja naszykuję wody ! -Podskoczyłem do kuchni i dopiero w środku doszło do mnie ,że nie mam szklanek.Wróciłem do salonu z butelką wody i szybko przekopałem pudła, odnajdując szklanki nalazłem do nich wody i postawiłem na małym stoliku.
-Czemu my nosimy?Jesteś pan facet więc możesz sobie wnieść !-Odezwał się jeden z nich.
-Nie mogę,przecież już wspominałem w drodze..Panowie wiecie jak bardzo doceniam waszą pomoc! Nie omieszkam coś tam wam dołożyć do zapłaty, naprawdę pragnę wam pomóc, ale moje biedne plecy -Dla potwierdzenia moich słów ułożyłem rękę na dole pleców i pomasowałem je.Tak naprawdę bolały mnie plecy i nie chciałem ryzykować urazu, szczególnie nie teraz kiedy miałem iść do nowej szkoły. Nie byłem fanem noszenia, tak dodatkowo więc kolejna wymówka miała prawo bytu. Młody uśmiechnął się i pokiwał głową.
-Poza tym, jesteście silni, nie widuje się często takich mięśni u byle kogo -Podszedłem do niego powoli i ułożyłem dłoń na bicepsie. Był naprawdę nieźle zbudowany, miał do tego ładny uśmiech. Niepewnie podniosłem wzrok i nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, był raczej zadowolony, zero speszenia, a to fajna bestia !
-Naprawdę nie wiem jak mogę się odpłacić -Posłałem mu zaczepny uśmiech i cofnąłem sie ponownie. Głośne szczekniecie sprowadziło mnie na ziemię. Macha skoczyła na mnie i ponownie szczeknęła.
-Pies głodny czy pies znudzony? Jakieś pół godzinki i idziemy na spacer zgoda?-Poklepałem brązową głowę i patrzyłem jak odchodzi na kanapę. Grzeczny piesek. Sam padłem na kolana obok jednego pudła i powoli wyciągałem niezbędne do życia składniki, czyli zdjęcia miejsc i ludzi. Ponownie pojawili się robotnicy, ten najmłodszy spojrzał na mnie z uśmiechem i postawił karton obok mnie. Podniosłem wzrok dalej klęcząc i jeden z kącików moich ust uniósł się.
-Mogę ci jakoś pomóc?- Zapytałem i przygryzłem wargę. Zamarł i przeniósł rękę na kark.
-Nie, chyba nie, może ja tobie mogę? Nie przedstawiłem się, jestem
-TEO ! KOŃCZYMY CHOĆ -Chyba jego ojciec wydarł się z pod samochodu.
-Jestem Viktor -Posłałem mu kolejny uśmiech kiedy wychodził. Podniosłem się i poszedłem po portfel, wyciągnąłem obiecaną sumę i parę dodatkowych banknotów. Wyszedłem przed dom i oparłem się o białego vana na którym wielki czarny napis głosił : Przeprowadzki 555555052.
Szef tego wszystkiego podszedł do mnie i odetchnął.
-Wszystko wniesione, robot wykonana -Kiwnął głową.
-Dziękuję.. To zapłata i dodatek, nie jest wielki ale mam nadzieję ,że satysfakcjonujący -Uścisnąłem jego szorstką od pracy dłoń i wróciłem do siebie, Machi skoczył i głośno zaskomlał.
-Tak tak, pamiętam ! -Zapiąłem go szybko w szelki i ruszyłem na spacer.
<spotkam kogoś?>
-To ja naszykuję wody ! -Podskoczyłem do kuchni i dopiero w środku doszło do mnie ,że nie mam szklanek.Wróciłem do salonu z butelką wody i szybko przekopałem pudła, odnajdując szklanki nalazłem do nich wody i postawiłem na małym stoliku.
-Czemu my nosimy?Jesteś pan facet więc możesz sobie wnieść !-Odezwał się jeden z nich.
-Nie mogę,przecież już wspominałem w drodze..Panowie wiecie jak bardzo doceniam waszą pomoc! Nie omieszkam coś tam wam dołożyć do zapłaty, naprawdę pragnę wam pomóc, ale moje biedne plecy -Dla potwierdzenia moich słów ułożyłem rękę na dole pleców i pomasowałem je.Tak naprawdę bolały mnie plecy i nie chciałem ryzykować urazu, szczególnie nie teraz kiedy miałem iść do nowej szkoły. Nie byłem fanem noszenia, tak dodatkowo więc kolejna wymówka miała prawo bytu. Młody uśmiechnął się i pokiwał głową.
-Poza tym, jesteście silni, nie widuje się często takich mięśni u byle kogo -Podszedłem do niego powoli i ułożyłem dłoń na bicepsie. Był naprawdę nieźle zbudowany, miał do tego ładny uśmiech. Niepewnie podniosłem wzrok i nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, był raczej zadowolony, zero speszenia, a to fajna bestia !
-Naprawdę nie wiem jak mogę się odpłacić -Posłałem mu zaczepny uśmiech i cofnąłem sie ponownie. Głośne szczekniecie sprowadziło mnie na ziemię. Macha skoczyła na mnie i ponownie szczeknęła.
-Pies głodny czy pies znudzony? Jakieś pół godzinki i idziemy na spacer zgoda?-Poklepałem brązową głowę i patrzyłem jak odchodzi na kanapę. Grzeczny piesek. Sam padłem na kolana obok jednego pudła i powoli wyciągałem niezbędne do życia składniki, czyli zdjęcia miejsc i ludzi. Ponownie pojawili się robotnicy, ten najmłodszy spojrzał na mnie z uśmiechem i postawił karton obok mnie. Podniosłem wzrok dalej klęcząc i jeden z kącików moich ust uniósł się.
-Mogę ci jakoś pomóc?- Zapytałem i przygryzłem wargę. Zamarł i przeniósł rękę na kark.
-Nie, chyba nie, może ja tobie mogę? Nie przedstawiłem się, jestem
-TEO ! KOŃCZYMY CHOĆ -Chyba jego ojciec wydarł się z pod samochodu.
-Jestem Viktor -Posłałem mu kolejny uśmiech kiedy wychodził. Podniosłem się i poszedłem po portfel, wyciągnąłem obiecaną sumę i parę dodatkowych banknotów. Wyszedłem przed dom i oparłem się o białego vana na którym wielki czarny napis głosił : Przeprowadzki 555555052.
Szef tego wszystkiego podszedł do mnie i odetchnął.
-Wszystko wniesione, robot wykonana -Kiwnął głową.
-Dziękuję.. To zapłata i dodatek, nie jest wielki ale mam nadzieję ,że satysfakcjonujący -Uścisnąłem jego szorstką od pracy dłoń i wróciłem do siebie, Machi skoczył i głośno zaskomlał.
-Tak tak, pamiętam ! -Zapiąłem go szybko w szelki i ruszyłem na spacer.
<spotkam kogoś?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
