Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolay. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 października 2017
poniedziałek, 31 lipca 2017
Od Sayuri CD Nicolay’a
Tak się ucieszyłam, gdy ujrzałam Nico. Drżałam, a w moich dłoniach tkwił
pluszowy, biały królik. Był to pluszak z mojego dzieciństwa i z nim
zawsze czułam się lepiej.
- Sonia? – spytał mnie Nico. – Coś się stało?
- Ugh. – jęknęłam wtulając się mocniej w przytulankę.
Rozległy się czyjeś kroki na korytarzu. Przerażona wepchnęłam chłopaka do środka i zamknęłam za nami drzwi. A co jak to ci bandyci!?
- Uspokój się. To zapewne tylko dyżurujący.
Ukryłam przerażona moją bladą twarz w głowie pluszaka.
- Co się stało? Sonia. – spytał cierpliwie Nicolay.
Nadal drżąc, rzuciłam się na niego i mocno mnie przytuliłam. Mój chłopak ostrożnie pogładził moje plecy. Było mi trochę lepiej, jednak nadal się bardzo bałam.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Boję się. – wyszeptałam drżącym głosem.
- Czego?
- Wilka złego! Nie zadawaj głupich pytań Nico! Co jeśli gang po nas przyjdzie? Co jeśli przyjdzie się zemścić? – spojrzałam na Nicolay’a wystraszonymi oczami.
- Zemścić? Kimają teraz w kiciu. Poza tym to my mamy większy pretekst do zemsty.
- Ale… jednak…
Chłopak pogłaskał mnie po głowie, przez co poczułam się trochę lepiej. Zawsze przy nim czułam się lepiej.
- Skoro tak bardzo Cię to męczy, możesz spać ze mną.
- Hah! Dziękuję Nico! – zabłyszczały mi oczy ze szczęścia.
- Tak przy okazji, nie jesteś za stara na pluszaki? – przytknął mi swój palec do jej czoła.
- Jest ze mną od dzieciństwa! Zawsze znajduję w nim pocieszenie. – spojrzałam na niego z wyrzutem odsuwając jego palec.
Nico prychnął pod nosem, a ja pokazałam mu język.
- No już dobrze. Chodź spać.
Położyliśmy się wspólnie do łóżka. Chłopak nie był w stanie mnie objąć, bo miał złamaną rękę, ale dla mnie to żaden problem! Sama się do niego przytuliłam, czując jego zapach. Od razu mi się zrobiło cieplej wewnątrz.
- Ładnie pachniesz. – stwierdziłam po chwili.
- Cóż, dziękuję. Chyba.
Zasnęliśmy, choć dla mnie było to ciężkie. Nadal drżałam, bojąc się, że drzwi zaraz się otworzą z hukiem, a do pokoju Nico wejdą ci bandyci. W nocy, obudziłam się zlana potem oraz łzami. Zaczęłam cicho płakać. Chłopak nadal spał. Wymknęłam się z jego objęć i stanęłam przy oknie, nadal ocierając kolejne porcje łez. Czemu się tak boję?! Przecież oni siedzą w więzieniu! A może uciekli!? Opadłam cicho na kolana, siadając w miejscu, gdzie promienie księżyca tworzyły ładny okrąg. Nie mogłam jednak się tym cieszyć. Wariowałam? Nie wiem. Może to strach przejął nade mną kontrolę? Naprawdę, byłam tak bardzo zagubiona. Nie miałam do czego się przytulić, bo królik został na łóżku, a nie chciałam obudzić Nico. Zaczęłam mocniej drżeć, oraz po moich policzkach płynęło coraz więcej łez. Błagam, nie chcę już się bać… Do moich policzków przyczepiło się parę kosmyków włosów, więc je zabrałam. Drżałam już nie tylko z powodu strachu, ale też i zimna.
<Nico?>
- Sonia? – spytał mnie Nico. – Coś się stało?
- Ugh. – jęknęłam wtulając się mocniej w przytulankę.
Rozległy się czyjeś kroki na korytarzu. Przerażona wepchnęłam chłopaka do środka i zamknęłam za nami drzwi. A co jak to ci bandyci!?
- Uspokój się. To zapewne tylko dyżurujący.
Ukryłam przerażona moją bladą twarz w głowie pluszaka.
- Co się stało? Sonia. – spytał cierpliwie Nicolay.
Nadal drżąc, rzuciłam się na niego i mocno mnie przytuliłam. Mój chłopak ostrożnie pogładził moje plecy. Było mi trochę lepiej, jednak nadal się bardzo bałam.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Boję się. – wyszeptałam drżącym głosem.
- Czego?
- Wilka złego! Nie zadawaj głupich pytań Nico! Co jeśli gang po nas przyjdzie? Co jeśli przyjdzie się zemścić? – spojrzałam na Nicolay’a wystraszonymi oczami.
- Zemścić? Kimają teraz w kiciu. Poza tym to my mamy większy pretekst do zemsty.
- Ale… jednak…
Chłopak pogłaskał mnie po głowie, przez co poczułam się trochę lepiej. Zawsze przy nim czułam się lepiej.
- Skoro tak bardzo Cię to męczy, możesz spać ze mną.
- Hah! Dziękuję Nico! – zabłyszczały mi oczy ze szczęścia.
- Tak przy okazji, nie jesteś za stara na pluszaki? – przytknął mi swój palec do jej czoła.
- Jest ze mną od dzieciństwa! Zawsze znajduję w nim pocieszenie. – spojrzałam na niego z wyrzutem odsuwając jego palec.
Nico prychnął pod nosem, a ja pokazałam mu język.
- No już dobrze. Chodź spać.
Położyliśmy się wspólnie do łóżka. Chłopak nie był w stanie mnie objąć, bo miał złamaną rękę, ale dla mnie to żaden problem! Sama się do niego przytuliłam, czując jego zapach. Od razu mi się zrobiło cieplej wewnątrz.
- Ładnie pachniesz. – stwierdziłam po chwili.
- Cóż, dziękuję. Chyba.
Zasnęliśmy, choć dla mnie było to ciężkie. Nadal drżałam, bojąc się, że drzwi zaraz się otworzą z hukiem, a do pokoju Nico wejdą ci bandyci. W nocy, obudziłam się zlana potem oraz łzami. Zaczęłam cicho płakać. Chłopak nadal spał. Wymknęłam się z jego objęć i stanęłam przy oknie, nadal ocierając kolejne porcje łez. Czemu się tak boję?! Przecież oni siedzą w więzieniu! A może uciekli!? Opadłam cicho na kolana, siadając w miejscu, gdzie promienie księżyca tworzyły ładny okrąg. Nie mogłam jednak się tym cieszyć. Wariowałam? Nie wiem. Może to strach przejął nade mną kontrolę? Naprawdę, byłam tak bardzo zagubiona. Nie miałam do czego się przytulić, bo królik został na łóżku, a nie chciałam obudzić Nico. Zaczęłam mocniej drżeć, oraz po moich policzkach płynęło coraz więcej łez. Błagam, nie chcę już się bać… Do moich policzków przyczepiło się parę kosmyków włosów, więc je zabrałam. Drżałam już nie tylko z powodu strachu, ale też i zimna.
<Nico?>
piątek, 28 lipca 2017
Od Nicolay'a CD Sayuri
Gdy rozdzieliliśmy się do swoich pokoi, rozpakowałem swoje rzeczy,
umyłem się, przebrałem w piżamę i wpakowałem się do łóżka. Aż dziwne, że
tak szybko wyszliśmy ze szpitala. Zwykle po czymś takim rany potrzebują
goić się dłużej niż tylko tydzień. Cóż, cuda się zdarzają. Jednym z
takich cudów w moim życiu, jest właśnie Sonia. Pokochałem ją. Bardzo.
Zawróciła mi w głowie. Myślę o niej nawet kiedy zasypiam.
W tym samym momencie, rozległo się pukanie do drzwi.
- Huh? – obróciłem się.
Rozległo się kolejna seria pukań. Wstałem powoli i otworzyłem drzwi. Ukazała mi się drżąca Sajgonka, wtulająca się w pluszowego króliczka.
- Sonia? – spytałem. – Coś się stało?
- Ugh. – jęknęła wtulając się mocniej w przytulankę.
Rozległy się czyjeś kroki na korytarzu. Dziewczyna wystraszona wepchnęła mnie do środka i zamknęła za nami drzwi.
- Uspokój się. To zapewne tylko dyżurujący.
Ukryła twarz w futerku pluszanki.
- Co się stało? Sonia. – spytałem cierpliwie.
Dziewczyna rzuciła się na mnie i mocno mnie przytuliła. Ostrożnie pogładziłem jej plecy. Nie rozumiem, przyśniło jej się coś?
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Boję się. – wyszeptała.
- Czego?
- Wilka złego! Nie zadawaj głupich pytań Nico! Co jeśli gang po nas przyjdzie? Co jeśli przyjdzie się zemścić? – spojrzała na mnie wystraszonymi oczami.
- Zemścić? Kimają teraz w kiciu. Poza tym to my mamy większy pretekst do zemsty.
- Ale… jednak…
Pogłaskałem ją po głowie.
- Skoro tak bardzo Cię to męczy, możesz spać ze mną.
- Hah! Dziękuję Nico! – zabłyszczały jej oczy.
- Tak przy okazji, nie jesteś za stara na pluszaki? – przytknąłem swój palec do jej czoła.
- Jest ze mną od dzieciństwa! Zawsze znajduję w nim pocieszenie. – spojrzała na mnie z wyrzutem odsuwając mój palec.
Prychnąłem pod nosem.
- No już dobrze. Chodź spać.
Położyliśmy się wspólnie do łóżka. Nie byłem w stanie jej objąć ze względu na złamaną rękę, więc dziewczyna postanowiła sama się we mnie wtulić.
- Ładnie pachniesz. – stwierdziła.
- Cóż, dziękuję. Chyba.
Zasnęliśmy.
Sayuu? ;3
W tym samym momencie, rozległo się pukanie do drzwi.
- Huh? – obróciłem się.
Rozległo się kolejna seria pukań. Wstałem powoli i otworzyłem drzwi. Ukazała mi się drżąca Sajgonka, wtulająca się w pluszowego króliczka.
- Sonia? – spytałem. – Coś się stało?
- Ugh. – jęknęła wtulając się mocniej w przytulankę.
Rozległy się czyjeś kroki na korytarzu. Dziewczyna wystraszona wepchnęła mnie do środka i zamknęła za nami drzwi.
- Uspokój się. To zapewne tylko dyżurujący.
Ukryła twarz w futerku pluszanki.
- Co się stało? Sonia. – spytałem cierpliwie.
Dziewczyna rzuciła się na mnie i mocno mnie przytuliła. Ostrożnie pogładziłem jej plecy. Nie rozumiem, przyśniło jej się coś?
- Powiesz mi w końcu o co chodzi?
- Boję się. – wyszeptała.
- Czego?
- Wilka złego! Nie zadawaj głupich pytań Nico! Co jeśli gang po nas przyjdzie? Co jeśli przyjdzie się zemścić? – spojrzała na mnie wystraszonymi oczami.
- Zemścić? Kimają teraz w kiciu. Poza tym to my mamy większy pretekst do zemsty.
- Ale… jednak…
Pogłaskałem ją po głowie.
- Skoro tak bardzo Cię to męczy, możesz spać ze mną.
- Hah! Dziękuję Nico! – zabłyszczały jej oczy.
- Tak przy okazji, nie jesteś za stara na pluszaki? – przytknąłem swój palec do jej czoła.
- Jest ze mną od dzieciństwa! Zawsze znajduję w nim pocieszenie. – spojrzała na mnie z wyrzutem odsuwając mój palec.
Prychnąłem pod nosem.
- No już dobrze. Chodź spać.
Położyliśmy się wspólnie do łóżka. Nie byłem w stanie jej objąć ze względu na złamaną rękę, więc dziewczyna postanowiła sama się we mnie wtulić.
- Ładnie pachniesz. – stwierdziła.
- Cóż, dziękuję. Chyba.
Zasnęliśmy.
Sayuu? ;3
Od Sayuri CD Nicolay’a
Nadal przepraszałam chłopaka. Wina drążyła mnie do reszty. Co ja mogłam
zrobić? Nic… Byłam bezbronna, a przez to, chłopak został tak mocno
poturbowany. Ściągam na siebie same nieszczęście… Co mnie pokusiło,
żeby iść nad jezioro wtedy, gdy był tam ten cholerny gang! Nagle, Nico
podniósł się z wózka i objął mnie. Delikatnie głaskał mnie po plecach i
głowie. Ja za to, zacisnęłam pięści na jego plecach i płakałam w jego
tors.
-Nie obwiniaj się. To nie twoja wina Sayuri.-szepnął do mnie.
-Ale gdybym…-nie dokończyłam, bo chłopak przytknął swoje dwa palce do moich warg. Lekko zaskoczona na niego spojrzałam.
-Przestań. To nie była wina żadnego z nas.
Ponownie wtuliłam się w tors chłopaka. Nie mogłam się jednak tym nacieszyć, bo pielęgniarka powiedziała dla chłopaka, że czas odwiedzin dobiegł końca. Spojrzałam na niego z widocznym smutkiem.
-Wybacz Sonia. Do zobaczenia.-powiedział ciemnowłosy i pocałował mnie w czoło, przez co po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
-Kocham cię Nicolay.-szepnęłam z dalszym smutkiem.
-Ja ciebie też.
Kobieta odwiozła Nico z powrotem do jego pokoju. Ja za to znowu się położyłam na łóżku, trzymając dłoń na obolałym brzuchu, obwiniętym bandażami. Lekarz wszedł do Sali, sprawdził moje czynności życiowe i popytał jak się czuję. Odpowiadałam mu, że dobrze, a jedyne co mnie boli to brzuch. Jednak nie spodziewałam się, że nie będzie mnie bolało. Po operacjach zawsze pozostaje jakiś ból. Odwróciłam się z trudem na bok i otuliłam się jak tylko mogę pościelą. Ciężko było mi zasnąć, chociaż podano mi delikatne tabletki nasenne. Nie mogli dać mi mocniejszych. Jednak kiedy już słońce powoli wychodziło zza horyzontu, ja wreszcie zasnęłam.
---
Po tygodniu spędzonym na oddziale, opuściliśmy szpital w jednym kawałku. Miałam na ramieniu torbę, podobnie z resztą jak Nico. Po chwili jednak zabrałam od niego torbę. Miał złamaną rękę i nie mogłam pozwolić, aby targał swoje pakunki. Spojrzał na mnie widocznie zdziwiony.
-Nie musisz. Poradzę sobie.-powiedział.
Pokręciłam głową i pokazałam mu język.
-Baaka~ Nie pozwolę ci tak targać tej torby, skoro masz złamaną rękę.-powiedziałam i złapałam go za zdrową dłoń.
Nico się do mnie uśmiechnął i ruszyliśmy ku Akademikom.
---
Kiedy dotarliśmy na miejsce, robiło się już ciemno. W Akademikach rozdzieliliśmy się, jak tylko oddałam dla Nicolay’a torbę. Z uśmiechem skierowałam się do siebie. Lekko kulałam, bo brzuch nadal dawał mi się we znaki. Kiedy weszłam do pokoju, położyłam torbę niedaleko szafy. Potem się przebrałam w moją trochę przykusą koszulę nocną, na nogi nałożyłam moje kapcie króliczki, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Po chwili rozejrzałam się po pokoju. Pusto… Bałam się. Szybko usiadłam na łóżko i przytuliłam do siebie mojego dużego, białego króliczka. Lekko drżałam i rozglądałam się z kąta w kąt. Moja warga zaczęła drżeć i wtuliłam się w głowę białego królika. Po chwili zadecydowałam, że idę do Nico. Za bardzo się boję. Do szkolnej torby włożyłam książki potrzebne na jutro i ubrania. Przełożyłam ją przez ramię i pobiegłam do pokoju Nicolay’a.
---
Zapukałam do pokoju mojego chłopaka. Nadal tuliłam do siebie królika, ciągle rozglądając się po korytarzu. Znowu zaczęłam drżeć. Zapukałam drugi raz, tuląc do siebie pluszaka. Nico… Błagam, otwórz jak najszybciej…
<Nicoo? ^^>
-Nie obwiniaj się. To nie twoja wina Sayuri.-szepnął do mnie.
-Ale gdybym…-nie dokończyłam, bo chłopak przytknął swoje dwa palce do moich warg. Lekko zaskoczona na niego spojrzałam.
-Przestań. To nie była wina żadnego z nas.
Ponownie wtuliłam się w tors chłopaka. Nie mogłam się jednak tym nacieszyć, bo pielęgniarka powiedziała dla chłopaka, że czas odwiedzin dobiegł końca. Spojrzałam na niego z widocznym smutkiem.
-Wybacz Sonia. Do zobaczenia.-powiedział ciemnowłosy i pocałował mnie w czoło, przez co po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
-Kocham cię Nicolay.-szepnęłam z dalszym smutkiem.
-Ja ciebie też.
Kobieta odwiozła Nico z powrotem do jego pokoju. Ja za to znowu się położyłam na łóżku, trzymając dłoń na obolałym brzuchu, obwiniętym bandażami. Lekarz wszedł do Sali, sprawdził moje czynności życiowe i popytał jak się czuję. Odpowiadałam mu, że dobrze, a jedyne co mnie boli to brzuch. Jednak nie spodziewałam się, że nie będzie mnie bolało. Po operacjach zawsze pozostaje jakiś ból. Odwróciłam się z trudem na bok i otuliłam się jak tylko mogę pościelą. Ciężko było mi zasnąć, chociaż podano mi delikatne tabletki nasenne. Nie mogli dać mi mocniejszych. Jednak kiedy już słońce powoli wychodziło zza horyzontu, ja wreszcie zasnęłam.
---
Po tygodniu spędzonym na oddziale, opuściliśmy szpital w jednym kawałku. Miałam na ramieniu torbę, podobnie z resztą jak Nico. Po chwili jednak zabrałam od niego torbę. Miał złamaną rękę i nie mogłam pozwolić, aby targał swoje pakunki. Spojrzał na mnie widocznie zdziwiony.
-Nie musisz. Poradzę sobie.-powiedział.
Pokręciłam głową i pokazałam mu język.
-Baaka~ Nie pozwolę ci tak targać tej torby, skoro masz złamaną rękę.-powiedziałam i złapałam go za zdrową dłoń.
Nico się do mnie uśmiechnął i ruszyliśmy ku Akademikom.
---
Kiedy dotarliśmy na miejsce, robiło się już ciemno. W Akademikach rozdzieliliśmy się, jak tylko oddałam dla Nicolay’a torbę. Z uśmiechem skierowałam się do siebie. Lekko kulałam, bo brzuch nadal dawał mi się we znaki. Kiedy weszłam do pokoju, położyłam torbę niedaleko szafy. Potem się przebrałam w moją trochę przykusą koszulę nocną, na nogi nałożyłam moje kapcie króliczki, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Po chwili rozejrzałam się po pokoju. Pusto… Bałam się. Szybko usiadłam na łóżko i przytuliłam do siebie mojego dużego, białego króliczka. Lekko drżałam i rozglądałam się z kąta w kąt. Moja warga zaczęła drżeć i wtuliłam się w głowę białego królika. Po chwili zadecydowałam, że idę do Nico. Za bardzo się boję. Do szkolnej torby włożyłam książki potrzebne na jutro i ubrania. Przełożyłam ją przez ramię i pobiegłam do pokoju Nicolay’a.
---
Zapukałam do pokoju mojego chłopaka. Nadal tuliłam do siebie królika, ciągle rozglądając się po korytarzu. Znowu zaczęłam drżeć. Zapukałam drugi raz, tuląc do siebie pluszaka. Nico… Błagam, otwórz jak najszybciej…
<Nicoo? ^^>
Od Nicolay'a CD Sayuri
- N-Nico?
Usłyszałem słodki głos dziewczyny. Nawet nie dam rady opisać jak wielką ulgę przyniósł mi widok jej otwierających się, zaspanych oczu. Tak bardzo się o nią bałem. Robiłem co mogłem, żeby tylko uszła z życiem. Żeby tylko nic jej się nie stało. Oboje ucierpieliśmy ale oboje żyjemy. To się liczy. Złapałem jej dłoń w obie ręce, po czym ją ucałowałem. Posłała mi swój obolały uśmiech. Po chwili złapała się drugą ręką w miejsce postrzelenia. Moje biedactwo.
- P-Przepraszam Nico… To moja wina. Gdybym wtedy ich zobaczyła, udałoby się nam wcześniej stamtąd pójść, a wtedy obeszłoby się bez tej tragedii. Nie byłbyś tak okropnie pobity…- w jej oczach zabłyszczały łzy.
‘’Nie przepraszaj. Nawet się nie waż przepraszać. To nie Twoja wina.’’ – tak chciałem powiedzieć ale byłem za bardzo zaskoczony i zachrypiały, aby cokolwiek z siebie wykrztusić.
Zaczęła płakać. Przykryła drżącą dłonią usta. Po jej policzkach spływały potoki łez. Ten widok napawał mnie smutkiem. Dlaczego tak bardzo obwinia siebie? Bezsensu. Z czasem zacząłem żałować, że zgodziłem się pójść nad jezioro, czy też w ogóle je jej pokazać. Ale to nie nasza wina, że akurat tam przesiadywał gang. Nie chcę, żeby brała na klatę to co się nam stało.
- Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! – krzyczała.
Podniosłem się z wózka i objąłem łkającą. Głaskałem ją po plecach i po głowie. Zacisnęła pięści na moich plecach i wypłakiwała swoje łzy w moją szpitalną piżamę.
- Nie obwiniaj się. To nie Twoja wina Sayuri. – szepnąłem.
- Ale gdybym-
Przytknąłem swoje dwa palce do jej warg.
- Przestań. To nie była wina żadnego z nas.
Dziewczyna ponownie wtuliła się w mój tors.
- Panie Nicolay, czas odwiedzin się skończył. – powiedziała pielęgniarka wchodząc do pomieszczenia.
- Wybacz Sonia. Do zobaczenia. – ucałowałem jej czoło.
- Kocham Cię Nicolay. – szepnęła smutno.
- Ja Ciebie też.
Kobieta zawiozła mnie z powrotem do pokoju i pomogła wejść na łóżko. Podała mi leki i miała zbierać się do wyjścia, ale ją zatrzymałem.
- Czy Sayuri po wyjściu stąd będzie w pełni zdrowa?
- Zobaczymy jak potoczy się leczenie ale są duże szanse, że będzie zdrów jak ryba. Także nie ma się pan czym przejmować. – uśmiechnęła się i wyszła.
Zostałem znowu sam na sam z moim śpiącym, czterdziestoletnim współlokatorem. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze potoczy.
Zasnąłem.
Sonia?
Usłyszałem słodki głos dziewczyny. Nawet nie dam rady opisać jak wielką ulgę przyniósł mi widok jej otwierających się, zaspanych oczu. Tak bardzo się o nią bałem. Robiłem co mogłem, żeby tylko uszła z życiem. Żeby tylko nic jej się nie stało. Oboje ucierpieliśmy ale oboje żyjemy. To się liczy. Złapałem jej dłoń w obie ręce, po czym ją ucałowałem. Posłała mi swój obolały uśmiech. Po chwili złapała się drugą ręką w miejsce postrzelenia. Moje biedactwo.
- P-Przepraszam Nico… To moja wina. Gdybym wtedy ich zobaczyła, udałoby się nam wcześniej stamtąd pójść, a wtedy obeszłoby się bez tej tragedii. Nie byłbyś tak okropnie pobity…- w jej oczach zabłyszczały łzy.
‘’Nie przepraszaj. Nawet się nie waż przepraszać. To nie Twoja wina.’’ – tak chciałem powiedzieć ale byłem za bardzo zaskoczony i zachrypiały, aby cokolwiek z siebie wykrztusić.
Zaczęła płakać. Przykryła drżącą dłonią usta. Po jej policzkach spływały potoki łez. Ten widok napawał mnie smutkiem. Dlaczego tak bardzo obwinia siebie? Bezsensu. Z czasem zacząłem żałować, że zgodziłem się pójść nad jezioro, czy też w ogóle je jej pokazać. Ale to nie nasza wina, że akurat tam przesiadywał gang. Nie chcę, żeby brała na klatę to co się nam stało.
- Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! – krzyczała.
Podniosłem się z wózka i objąłem łkającą. Głaskałem ją po plecach i po głowie. Zacisnęła pięści na moich plecach i wypłakiwała swoje łzy w moją szpitalną piżamę.
- Nie obwiniaj się. To nie Twoja wina Sayuri. – szepnąłem.
- Ale gdybym-
Przytknąłem swoje dwa palce do jej warg.
- Przestań. To nie była wina żadnego z nas.
Dziewczyna ponownie wtuliła się w mój tors.
- Panie Nicolay, czas odwiedzin się skończył. – powiedziała pielęgniarka wchodząc do pomieszczenia.
- Wybacz Sonia. Do zobaczenia. – ucałowałem jej czoło.
- Kocham Cię Nicolay. – szepnęła smutno.
- Ja Ciebie też.
Kobieta zawiozła mnie z powrotem do pokoju i pomogła wejść na łóżko. Podała mi leki i miała zbierać się do wyjścia, ale ją zatrzymałem.
- Czy Sayuri po wyjściu stąd będzie w pełni zdrowa?
- Zobaczymy jak potoczy się leczenie ale są duże szanse, że będzie zdrów jak ryba. Także nie ma się pan czym przejmować. – uśmiechnęła się i wyszła.
Zostałem znowu sam na sam z moim śpiącym, czterdziestoletnim współlokatorem. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze potoczy.
Zasnąłem.
Sonia?
Od Sayuri CD Nicolay
Nadal nieprzytomna, leżałam i rozmyślałam. Co z Nico? Czy on żyje? Czy
wszystko z nim dobrze? Nie wiedziałam, bo narkoza nadal działała. Ta
cała sytuacja to moja wina… Gdyby nie to, że mam 18 lat, to ojciec już
by panikował i leciał do mnie na złamanie karku. A tak przynajmniej
oszczędziłam sobie jego zbędnych, moim zdaniem odwiedzin. Jednak to, jak
się czuje Nico nie dawało mi spokoju. Miałam nadzieję, że narkoza już
słabnie i zaraz się ocknę. Coraz bardziej odczuwałam czynniki
zewnętrzne. Słyszałam doktorów, czułam, jak ktoś łapie mnie za dłoń i
szepcze do mnie, abym się obudziła. Tak! Powoli się budzę. Znam ten
głos, ten dotyk. Otworzyłam lekko oczy. Wszystko było takie jasne, ale
po chwili oczy przyzwyczaiły się do tego światła. Zauważyłam Nico.
Zacisnęłam lekko jego dłoń.
-N-Nico?-szepnęłam, na co temu, aż iskierki się zapaliły w oczkach.
Uśmiechnęłam się lekko, a potem skrzywiłam z bólu i drugą wolną dłonią, chwyciłam się za brzuch w który zostałam postrzelona.
-P-Przepraszam Nico… To moja wina. Gdybym wtedy ich zobaczyła, udałoby się nam wcześniej stamtąd pójść, a wtedy obeszłoby się bez tej tragedii. Nie byłbyś tak okropnie pobity…-w moich oczach zabłyszczały łzy.
Zaczęłam płakać i obwiniać się w myślach. Jak mogłam poczynić coś tak okropnego. Zakryłam usta dłonią, która od strachu zaczęła drżeć. Mój biedny Nico. Potem drżącym głosem wymawiałam wyłącznie słowo przepraszam, które było skierowane wyłącznie do niego. Mojego rycerza, który postawił swoje życie na szali, abym ja nie była aż tak okropnie pobita. Dlaczego tak musiało być… Miałam chęć tylko ciągle go przepraszać. Jego dłoń ledwo co zaciskałam, bo nie miałam siły. Po moich policzkach płynęły potoki łez wyrażające wszystko co czułam. Ból, frustrację, winę, cierpienie…
<Nicolay?? T-T>
-N-Nico?-szepnęłam, na co temu, aż iskierki się zapaliły w oczkach.
Uśmiechnęłam się lekko, a potem skrzywiłam z bólu i drugą wolną dłonią, chwyciłam się za brzuch w który zostałam postrzelona.
-P-Przepraszam Nico… To moja wina. Gdybym wtedy ich zobaczyła, udałoby się nam wcześniej stamtąd pójść, a wtedy obeszłoby się bez tej tragedii. Nie byłbyś tak okropnie pobity…-w moich oczach zabłyszczały łzy.
Zaczęłam płakać i obwiniać się w myślach. Jak mogłam poczynić coś tak okropnego. Zakryłam usta dłonią, która od strachu zaczęła drżeć. Mój biedny Nico. Potem drżącym głosem wymawiałam wyłącznie słowo przepraszam, które było skierowane wyłącznie do niego. Mojego rycerza, który postawił swoje życie na szali, abym ja nie była aż tak okropnie pobita. Dlaczego tak musiało być… Miałam chęć tylko ciągle go przepraszać. Jego dłoń ledwo co zaciskałam, bo nie miałam siły. Po moich policzkach płynęły potoki łez wyrażające wszystko co czułam. Ból, frustrację, winę, cierpienie…
<Nicolay?? T-T>
czwartek, 27 lipca 2017
Od Nicolay'a CD Sayuri
Ciemność. Sąd ostateczny? Nie, to głupie. Sen…? Śpiączka…? A może upadłe
niebo? Czyściec? Zbaw mnie Boże. Oddaję swoje życie w Twoje ręce pełne
łaski i miłości jaką mnie obdarzasz. Wybaw mnie od zła wszelkiego. Wybaw
mnie od potępienia wiecznego, które dane mi jest na wieki. Spraw bym
znowu w Ciebie uwierzył. Pomóż.
Ha ha ha. Bóg…
***
Światło. Rażące światło. Rażące światło otworzyło mi oczy. Gdzie się znalazłem? Jeszcze przed chwilą stałem cały zakrwawiony i poobijany w parku. Teraz… leżę w szpitalnym, miękkim łóżku cały w bandażach. Usłyszałem kobiece głosy. Zobaczyłem dwie pielęgniarki uśmiechające się w moja stronę. Jedna z nich wyszła szczęśliwa z pomieszczenia.
- W końcu się pan obudził. Jak się pan czuje?
- Głowa. Boli mnie. – powiedziałem chrapliwym półgłosem. – Mówić chyba też nie mogę.
- To normalne. Ma pan lekki wstrząs mózgu jak i gorączkę.
- Ah tak…
- Spokojnie, niedługo wszystkie statystyki się unormują. Nie możemy jednak wykluczyć pobytu w szpitalu, aż wszystko się na tyle dobrze nie zagoi, żeby mógł pan normalnie funkcjonować. Ma pan złamaną rękę, dwa żebra i małe pęknięcie na czaszce. No i bardzo poobijane ciało, włącza się w to uszkodzona wątroba. Czeka pana długa kuracja. Spokojnie, już skontaktowaliśmy się ze szkołą i usprawiedliwili Ci nieobecność. Jak poczuje się pan lepiej, dostanie pan materiały z lekcji i w miarę możliwość będzie mógł pan je przerabiać z pomocą szpitalnej szkółki.
- Gdzie Sayuri?
Póki co tylko to siedziało mi w głowie. Miałem nadzieję, że nic jej się nie stało.
- Chodzi panu o pańską partnerkę?
Przytaknąłem.
- Jest w sali pooperacyjnej. Jeszcze się nie wybudziła z narkozy ale operacja przeszła pomyślnie.
Co za ulga.
- Czy mogę się z nią zobaczyć?
- Cóż… w pańskim stanie może lepiej nie. Niech pan najpierw porządnie wypocznie.
- Czuję się na siłach. A nie będę mógł porządnie się wyspać dopóki jej nie zobaczę.
Pielęgniarka skwasiła się nieco.
- Jest pan pewien?
- Tak. – odparłem.
Kobieta wyszła z pomieszczenia i przyszła z wózkiem na który pomogła mi wejść, po czym zawiozła mnie do dziewczyny.
- To ja zostawię Was samych. Wrócę za pięć minut. – orzekła i wyszła.
Wpatrywałem się w śpiące oblicze ukochanej. Czułem się odpowiedzialny za to co się jej stało. Przyciskało mnie poczucie winy. Mimo starań, w końcu i tak nie udało mi się jej ocalić. Całe szczęście jednak uszła z życiem.
Złapałem ją za dłoń.
- Obudź się. – szepnąłem.
Sayuu? :3
Ha ha ha. Bóg…
***
Światło. Rażące światło. Rażące światło otworzyło mi oczy. Gdzie się znalazłem? Jeszcze przed chwilą stałem cały zakrwawiony i poobijany w parku. Teraz… leżę w szpitalnym, miękkim łóżku cały w bandażach. Usłyszałem kobiece głosy. Zobaczyłem dwie pielęgniarki uśmiechające się w moja stronę. Jedna z nich wyszła szczęśliwa z pomieszczenia.
- W końcu się pan obudził. Jak się pan czuje?
- Głowa. Boli mnie. – powiedziałem chrapliwym półgłosem. – Mówić chyba też nie mogę.
- To normalne. Ma pan lekki wstrząs mózgu jak i gorączkę.
- Ah tak…
- Spokojnie, niedługo wszystkie statystyki się unormują. Nie możemy jednak wykluczyć pobytu w szpitalu, aż wszystko się na tyle dobrze nie zagoi, żeby mógł pan normalnie funkcjonować. Ma pan złamaną rękę, dwa żebra i małe pęknięcie na czaszce. No i bardzo poobijane ciało, włącza się w to uszkodzona wątroba. Czeka pana długa kuracja. Spokojnie, już skontaktowaliśmy się ze szkołą i usprawiedliwili Ci nieobecność. Jak poczuje się pan lepiej, dostanie pan materiały z lekcji i w miarę możliwość będzie mógł pan je przerabiać z pomocą szpitalnej szkółki.
- Gdzie Sayuri?
Póki co tylko to siedziało mi w głowie. Miałem nadzieję, że nic jej się nie stało.
- Chodzi panu o pańską partnerkę?
Przytaknąłem.
- Jest w sali pooperacyjnej. Jeszcze się nie wybudziła z narkozy ale operacja przeszła pomyślnie.
Co za ulga.
- Czy mogę się z nią zobaczyć?
- Cóż… w pańskim stanie może lepiej nie. Niech pan najpierw porządnie wypocznie.
- Czuję się na siłach. A nie będę mógł porządnie się wyspać dopóki jej nie zobaczę.
Pielęgniarka skwasiła się nieco.
- Jest pan pewien?
- Tak. – odparłem.
Kobieta wyszła z pomieszczenia i przyszła z wózkiem na który pomogła mi wejść, po czym zawiozła mnie do dziewczyny.
- To ja zostawię Was samych. Wrócę za pięć minut. – orzekła i wyszła.
Wpatrywałem się w śpiące oblicze ukochanej. Czułem się odpowiedzialny za to co się jej stało. Przyciskało mnie poczucie winy. Mimo starań, w końcu i tak nie udało mi się jej ocalić. Całe szczęście jednak uszła z życiem.
Złapałem ją za dłoń.
- Obudź się. – szepnąłem.
Sayuu? :3
Od Sayuri CD Nicolay’a
Wszystko wokół było tak piękne. Słyszałam skrzypce świerszczy, rechot
żab… Tak cudnie. Cały dzień, pełen tylko mnie i Nico. Przytuliłam się do
jego ramienia.
-Czuję się przy Tobie o wiele bezpieczniej.-szepnęłam.
-To chyba dobrze.-odpowiedział i ucałował mnie w policzek.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, stwierdziłam, że dziś jest jeszcze piękniej. Nawet nikogo tam nie zauważyłam, choć było tam trzech mężczyzn, którzy urządzili sobie ognisko z piwskiem. Temu, że ich nie spostrzegłam, ruszyłam przed siebie. Jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że prawdopodobnie wplątałam nas w ogromne niebezpieczeństwo.
-Sonia. Nie idź tam.-zatrzymał mnie Nico.
-Co? Dlaczego?-zapytałam.
Chłopak wskazał na śmiejących się mężczyzn. Jeden z nich miał w dłoniach kij baseballowy, drugi miał wielką brodę i skórzaną kurtkę, a ostatni z blizną miał koszulkę bez ramiączek oraz widać było, że nie żałował sobie z czasem na siłowni. Wyglądali tak, jakby właśnie uciekli z więzienia. Cofnęłam się przerażona, a ciemnowłosy mnie do siebie przytulił.
-Odpuśćmy sobie dzisiaj.-szepnął.
-M-Masz rację.-powiedziałam drżącym głosikiem.
Cofnęłam się z Nicolay’em o krok, gdy nagle się zatrzymaliśmy. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy mężczyznę, który był wyższy od Nico o głowę. Zaczęła mi drżeć warga. Zacisnęłam dłonie na bluzie Nico. Bałam się. To moja wina.
-Gdzież to się gołąbki zapuściły?-zapytał i się uśmiechnął.
Czwarty z całej zgrai był bez większości zębów, miał bardzo dużo tatuaży, które pokrywały nawet łysinę. Byłam przerażona.
-Mieliśmy iść.-powiedział Nico.
-Tak? Oj jaka szkoda, bo w sumie to chciałbym się z Wami zabawić. Chłopaki! Chodźcie!-zawołał swoich kolegów.
Cały gang podszedł do nas, a ja już byłam na skraju płaczu. Warga drżała mi coraz to mocniej. Nico ciągle mnie do siebie przytulał. Moje dłonie zaciskały się coraz mocniej na jego bluzie. Ze strachu, zamknęłam oczy.
-Stary, co to za dzieciaki?-zapytał jeden z nich.
-Nie mam pojęcia, ale ta tutaj blondyneczka wygląda całkiem nieźle.
Wytatuowany łysol zbliżył się do nas i położył dłoń na moim ramieniu. Jakby mnie wzdrygnęło. Otworzyłam oczy, odwróciłam się do niego, odepchnęłam jego dłoń i uderzyłam go z całej siły w twarz z otwartej dłoni.
-Śmiecie!-krzyknęłam wściekła.
-Sayuri! Przestań, nie prowokuj ich.-powiedział Nicolay i schował mnie za swoimi plecami.
Ten, którego uderzyłam, obraził mnie. Po chwili odepchnął mojego chłopaka i chwycił mnie za włosy, ciągnąc w swoją stronę.
-Zostaw ją!-krzyknął Nico, który gotowy był, aby się na niego rzucić, ale reszta go przytrzymała.
- No to teraz błagaj o litość na kolanach s*ko! Inaczej przerobimy Cię na mielone, a w pierwszej kolejności zrobimy to co z prawdziwymi dz*kami robić się powinno.-powiedział łysy i rzucił mnie na ziemię.
Bolało. Bardzo bolało. Jęknęłam z bólu i spróbowałam się podnieść.
-Nawet się nie waż jej tknąć.-warknął Nico, a ja na niego spojrzałam ze łzami w oczach.
Ten co mnie rzucił o ziemię, zaczął powoli kroczyć w kierunku mojego chłopaka. Nie… Ja chcę coś zrobić. Muszę.
- Ah tak? A co mi zrobi taki gówniarz jak ty? Hę?!
Wytatuowany chwycił go za włosy i uniósł do góry, aby był na równi ze swoją twarzą. Nico na niego splunął, a on go uderzył. Z wargi mojego Nicosia zaczęła lecieć krew. Mimo bólu, który ukrywał, nadal miał ten sam wyraz twarzy, który nie podobał się dla zbira.
- Nie podoba mi się jego spojrzenie. Zróbcie z nim co chcecie. – machnął na niego ręką. – Ja się zajmę tą tutaj blondyneczką.
-Nico!-krzyknęłam nagle, wstałam z trudem i starałam się do niego podbiec.
Łysol jednak mnie zatrzymał, znowu łapiąc mnie za włosy. Spojrzałam na Nico, który uderzył faceta z wielką brodą. Miałam chęć się rozpłakać. Starałam się uderzyć tego, który mnie trzymał za włosy. Parę razy próbowałam trafić go w twarz, ale to było nie możliwe. Jednak udało mi się zahaczyć o niego paznokciami i lekko zadrapałam mu twarz. Teraz się cieszyłam, że nałożyłam buty na obcasie. Zmrużyłam oczy i uniosłam nogę do góry, uderzając go w podbródek. Dobrze, że byłam w tym momencie Cheerleaderką.
-Osz ty s*ko!-krzyknął i rzucił się na mnie.
Zaczął mnie okładać pięściami, przez to z mojego policzka zaczęła płynąć strużka krwi. Starałam się go kopnąć uderzyć, ale nie udało mi się. Zbir zaczął mnie dusić. Chwyciłam jego nadgarstki i zaczęłam się szamotać, ale to nie wiele dało. Po chwili poczułam ulgę. Nico rzucił się na tego, co przed chwilą mnie podduszał. Miałam mroczki przed oczami i masowo wdychałam powietrze do płuc. Wytatuowany po chwili stracił przytomność. Koleś z baseballem po chwili powalił mojego chłopaka, który był już bardzo mocno poobijany. Rzuciłam się na tego faceta.
- Zostaw Nicolay’a w spokoju!-krzyknęłam, ale po chwili ponownie znalazłam się na ziemi.
Nico ledwo zipał. Z resztą ja też. Obok siebie znalazłam wielką kłodę. Podbiegłam do mężczyzny z baseballem i uderzyłam go w głowę. Ten się wkurzył. Oddał mi pięścią w twarz, na co ja się zgięłam i opadłam na ziemię. Po moich policzkach popłynęły łzy.
- Hey ty! Masz tupet, żeby bić młodszą od siebie dziewczynę! Większego ch*ja spotkać chyba nie można!
- Uważaj lepiej co mówisz! – rzucił się na mojego chłopaka.
-Nico!-krzyknęłam i rzuciłam się w jego stronę.
Nagle usłyszałam huk. Stanęłam w miejscu i po chwili się osunęłam na ziemię. Powoli się nurzałam w niewielkiej kałuży swojej własnej krwi. Nie wiedziałam co się dzieje. W uszach zaczęło piszczeć, a mój wzrok został zamglony. Usłyszałam jedynie krzyk Nico i potem informację, że policja jest obok. Potem, nie pamiętam już nic. Tylko ciemność.
---
Do szpitala dowiozła nas karetka. Obaj byliśmy nie przytomni. Mój stan był krytyczny, co było spowodowane kulą w brzuchu. Trafiłam od razu na stół operacyjny. Nico z kolei został przeniesiony na tomograf i OIOM. Wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Że ujrzę chłopaka choć jeszcze raz. Czemu ja nie zauważyłam tych mężczyzn. To moja wina… Przez moją ślepotę może zginąć Nicolay albo ja. Operacja trwała kilkanaście godzin. Po niej, zostałam przewieziona na salę pooperacyjną. Byłam nieprzytomna. Lekarze nie przewidywali, że się tak szybko obudzę. Tak też się stało. Dwie godziny po operacji, a ja nadal byłam nieprzytomna. Nico… Błagam, żeby ci tylko nic nie było.
<Nicolay? ^^>
-Czuję się przy Tobie o wiele bezpieczniej.-szepnęłam.
-To chyba dobrze.-odpowiedział i ucałował mnie w policzek.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, stwierdziłam, że dziś jest jeszcze piękniej. Nawet nikogo tam nie zauważyłam, choć było tam trzech mężczyzn, którzy urządzili sobie ognisko z piwskiem. Temu, że ich nie spostrzegłam, ruszyłam przed siebie. Jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że prawdopodobnie wplątałam nas w ogromne niebezpieczeństwo.
-Sonia. Nie idź tam.-zatrzymał mnie Nico.
-Co? Dlaczego?-zapytałam.
Chłopak wskazał na śmiejących się mężczyzn. Jeden z nich miał w dłoniach kij baseballowy, drugi miał wielką brodę i skórzaną kurtkę, a ostatni z blizną miał koszulkę bez ramiączek oraz widać było, że nie żałował sobie z czasem na siłowni. Wyglądali tak, jakby właśnie uciekli z więzienia. Cofnęłam się przerażona, a ciemnowłosy mnie do siebie przytulił.
-Odpuśćmy sobie dzisiaj.-szepnął.
-M-Masz rację.-powiedziałam drżącym głosikiem.
Cofnęłam się z Nicolay’em o krok, gdy nagle się zatrzymaliśmy. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy mężczyznę, który był wyższy od Nico o głowę. Zaczęła mi drżeć warga. Zacisnęłam dłonie na bluzie Nico. Bałam się. To moja wina.
-Gdzież to się gołąbki zapuściły?-zapytał i się uśmiechnął.
Czwarty z całej zgrai był bez większości zębów, miał bardzo dużo tatuaży, które pokrywały nawet łysinę. Byłam przerażona.
-Mieliśmy iść.-powiedział Nico.
-Tak? Oj jaka szkoda, bo w sumie to chciałbym się z Wami zabawić. Chłopaki! Chodźcie!-zawołał swoich kolegów.
Cały gang podszedł do nas, a ja już byłam na skraju płaczu. Warga drżała mi coraz to mocniej. Nico ciągle mnie do siebie przytulał. Moje dłonie zaciskały się coraz mocniej na jego bluzie. Ze strachu, zamknęłam oczy.
-Stary, co to za dzieciaki?-zapytał jeden z nich.
-Nie mam pojęcia, ale ta tutaj blondyneczka wygląda całkiem nieźle.
Wytatuowany łysol zbliżył się do nas i położył dłoń na moim ramieniu. Jakby mnie wzdrygnęło. Otworzyłam oczy, odwróciłam się do niego, odepchnęłam jego dłoń i uderzyłam go z całej siły w twarz z otwartej dłoni.
-Śmiecie!-krzyknęłam wściekła.
-Sayuri! Przestań, nie prowokuj ich.-powiedział Nicolay i schował mnie za swoimi plecami.
Ten, którego uderzyłam, obraził mnie. Po chwili odepchnął mojego chłopaka i chwycił mnie za włosy, ciągnąc w swoją stronę.
-Zostaw ją!-krzyknął Nico, który gotowy był, aby się na niego rzucić, ale reszta go przytrzymała.
- No to teraz błagaj o litość na kolanach s*ko! Inaczej przerobimy Cię na mielone, a w pierwszej kolejności zrobimy to co z prawdziwymi dz*kami robić się powinno.-powiedział łysy i rzucił mnie na ziemię.
Bolało. Bardzo bolało. Jęknęłam z bólu i spróbowałam się podnieść.
-Nawet się nie waż jej tknąć.-warknął Nico, a ja na niego spojrzałam ze łzami w oczach.
Ten co mnie rzucił o ziemię, zaczął powoli kroczyć w kierunku mojego chłopaka. Nie… Ja chcę coś zrobić. Muszę.
- Ah tak? A co mi zrobi taki gówniarz jak ty? Hę?!
Wytatuowany chwycił go za włosy i uniósł do góry, aby był na równi ze swoją twarzą. Nico na niego splunął, a on go uderzył. Z wargi mojego Nicosia zaczęła lecieć krew. Mimo bólu, który ukrywał, nadal miał ten sam wyraz twarzy, który nie podobał się dla zbira.
- Nie podoba mi się jego spojrzenie. Zróbcie z nim co chcecie. – machnął na niego ręką. – Ja się zajmę tą tutaj blondyneczką.
-Nico!-krzyknęłam nagle, wstałam z trudem i starałam się do niego podbiec.
Łysol jednak mnie zatrzymał, znowu łapiąc mnie za włosy. Spojrzałam na Nico, który uderzył faceta z wielką brodą. Miałam chęć się rozpłakać. Starałam się uderzyć tego, który mnie trzymał za włosy. Parę razy próbowałam trafić go w twarz, ale to było nie możliwe. Jednak udało mi się zahaczyć o niego paznokciami i lekko zadrapałam mu twarz. Teraz się cieszyłam, że nałożyłam buty na obcasie. Zmrużyłam oczy i uniosłam nogę do góry, uderzając go w podbródek. Dobrze, że byłam w tym momencie Cheerleaderką.
-Osz ty s*ko!-krzyknął i rzucił się na mnie.
Zaczął mnie okładać pięściami, przez to z mojego policzka zaczęła płynąć strużka krwi. Starałam się go kopnąć uderzyć, ale nie udało mi się. Zbir zaczął mnie dusić. Chwyciłam jego nadgarstki i zaczęłam się szamotać, ale to nie wiele dało. Po chwili poczułam ulgę. Nico rzucił się na tego, co przed chwilą mnie podduszał. Miałam mroczki przed oczami i masowo wdychałam powietrze do płuc. Wytatuowany po chwili stracił przytomność. Koleś z baseballem po chwili powalił mojego chłopaka, który był już bardzo mocno poobijany. Rzuciłam się na tego faceta.
- Zostaw Nicolay’a w spokoju!-krzyknęłam, ale po chwili ponownie znalazłam się na ziemi.
Nico ledwo zipał. Z resztą ja też. Obok siebie znalazłam wielką kłodę. Podbiegłam do mężczyzny z baseballem i uderzyłam go w głowę. Ten się wkurzył. Oddał mi pięścią w twarz, na co ja się zgięłam i opadłam na ziemię. Po moich policzkach popłynęły łzy.
- Hey ty! Masz tupet, żeby bić młodszą od siebie dziewczynę! Większego ch*ja spotkać chyba nie można!
- Uważaj lepiej co mówisz! – rzucił się na mojego chłopaka.
-Nico!-krzyknęłam i rzuciłam się w jego stronę.
Nagle usłyszałam huk. Stanęłam w miejscu i po chwili się osunęłam na ziemię. Powoli się nurzałam w niewielkiej kałuży swojej własnej krwi. Nie wiedziałam co się dzieje. W uszach zaczęło piszczeć, a mój wzrok został zamglony. Usłyszałam jedynie krzyk Nico i potem informację, że policja jest obok. Potem, nie pamiętam już nic. Tylko ciemność.
---
Do szpitala dowiozła nas karetka. Obaj byliśmy nie przytomni. Mój stan był krytyczny, co było spowodowane kulą w brzuchu. Trafiłam od razu na stół operacyjny. Nico z kolei został przeniesiony na tomograf i OIOM. Wierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Że ujrzę chłopaka choć jeszcze raz. Czemu ja nie zauważyłam tych mężczyzn. To moja wina… Przez moją ślepotę może zginąć Nicolay albo ja. Operacja trwała kilkanaście godzin. Po niej, zostałam przewieziona na salę pooperacyjną. Byłam nieprzytomna. Lekarze nie przewidywali, że się tak szybko obudzę. Tak też się stało. Dwie godziny po operacji, a ja nadal byłam nieprzytomna. Nico… Błagam, żeby ci tylko nic nie było.
<Nicolay? ^^>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Popatrzyłem na dziewczynę. Widać bardzo pali się, żeby ponownie zawitać
do ‘’Magicznej krainy’’. Stwierdziłem jednak, że teraz może być tam
multum ludzi dlatego najlepiej by było gdybyśmy zrobili jakiś spacer po
mieście, a park zostawili na koniec. Dziewczyna zgodziła się, więc
wyruszyliśmy na przechadzkę po mieście. Zwiedziliśmy muzeum historii, do
którego Sajgonka planowała iść już dawno. Przyznam, że było ciekawie.
Obejrzeliśmy krótki happening, zjedliśmy lody, zmroziłem wzrokiem
facetów oglądających się za Sayuri, Sajgonka o mało nie wybuchła gdy
laska od ulotek zaczęła mnie stalkować i prawić komplementy, dorwała nas
krótka ulewa, przez co musieliśmy schować się w pobliskim pubie ale po
chwili przestało padać i słońce przegoniło ciemne chmury. Ogółem, bardzo
miło spędziliśmy czas.
W końcu pod wieczór postanowiliśmy wybrać się nad upragnione jezioro. Prowadziliśmy się za ręce, podziwiając zachodzące słońce. Park zdawał się zasypiać do kołysanki wygrywanej przez skrzypce świerszczy oraz rechot żab płynącej zgodnie w jednej, pięknej kompozycji. Dziewczyna wtuliła się w moje ramie.
- Czuję się przy Tobie o wiele bezpieczniej. – szepnęła.
- To chyba dobrze. – odparłem i ucałowałem ją w policzek.
W końcu dotarliśmy na miejsce ostatniego spotkania.
- Dzisiaj jest chyba jeszcze piękniej. – złączyła swoje ręce.
Koło drzewa nad jeziorem dostrzegłem męską sylwetkę. Jeszcze z dwie osoby siedziały na ławce z puszką w ręce. Miałem złe przeczucia. Dziewczyna ruszyła przed siebie.
- Sonia. – zatrzymałem ją. – Nie idź tam. – zmarszczyłem brwi.
- Co? Dlaczego? – była zdezorientowana.
Wskazałem na śmiejących się przy rozpalonym ognisku mężczyzn. Jeden z nich trzymał wielki kij baseballowy, drugi miał wielką brodę i skórzaną kurtkę, a trzeciemu z blizną na twarzy, zdawało się, że rozpruje się koszulka na ramiączkach którą nosił przez nakoksowane na maxa mięśnie. Sayuri cofnęła się przestraszona. Przytuliłem ją do piersi z wrogim spojrzeniem na mężczyzn. Wyglądali na zbiegów z więzienia.
- Odpuśćmy sobie dzisiaj. – szepnąłem.
- M-masz rację. – zadrżał jej głos.
Cofnęliśmy się o krok, gdy nagle poczułem jak moje plecy zderzają się z czymś miękkim. Obróciliśmy się i zobaczyliśmy faceta o głowę wyższego ode mnie.
- Gdzież to się gołąbki zapuściły? – spytał z zawadiackim i szczerbatym uśmiechem.
Był cały wytatuowany. Nawet jego łysą głowę pokrywały tony tatuaży. Wyglądało to imponująco.
- Mieliśmy już iść. – odpowiedziałem beznamiętnie.
- Tak? Oj jaka szkoda, bo w sumie to chciałbym się z Wami zabawić. Chłopaki! Chodźcie! – zawołał.
Obrócili się i pomaszerowali w niezgrabnym chodzie w naszą stronę.
- Stary, co to za dzieciaki? – spytał jeden niedbale.
Cały czas tuliłem do siebie Sayuri. Choćby nie wiem co, nie dam jej skrzywdzić. Dziewczyna kurczowo trzymała się mojej bluzy.
- Nie mam pojęcia ale ta tutaj blondyneczka wygląda całkiem nieźle.
Zbliżył się do nas i położył swoją wielką, spoconą łapę na ramieniu Soni. Dziewczyna obróciła się gwałtownie odpychając jego dłoń i uderzając go z otwartej ręki w twarz.
- Śmiecie! – krzyknęła.
- Sayuri! – schowałem ją za swoimi plecami. – Przestań, nie prowokuj ich.
Mężczyzna uniósł głowę śmiejąc się.
- Co za s*cz!
Popchnął mnie i dorwał się do Sayuri. Złapał ją za włosy przyciągając do siebie.
- Zostaw ją! - krzyknąłem.
Chciałem się na niego rzucić ale przytrzymali mnie jego koledzy.
- No to teraz błagaj o litość na kolanach s*ko! Inaczej przerobimy Cię na mielone, a w pierwszej kolejności zrobimy to co z prawdziwymi dz*kami robić się powinno. – rzucił ją na ziemię.
- Agh! – jęknęła z bólu.
- Nawet się nie waż jej tknąć. – warknąłem.
Odwrócił się w moja stronę i począł powoli kroczyć w moim kierunku.
- Ah tak? A co mi zrobi taki gówniarz jak ty? Hę?!
Złapał mnie za włosy i sprowadził na wysokość swojej twarzy. Splunąłem na niego. Poczułem twarde uderzenie pięści na swoim policzku. Z mojej wargi zaczęła lecieć krew. Wciąż zachowywałem ten sam wyraz twarzy – zmarszczone brwi i chłodne spojrzenie. Oprawca najwidoczniej zwrócił na to uwagę.
- Nie podoba mi się jego spojrzenie. Zróbcie z nim co chcecie. – machnął na mnie ręką. – Ja się zajmę tą tutaj blondyneczką.
- Nico! – wstała z ziemi i rzuciła się w moją stronę.
Zatrzymał ją wytatuowany.
- A ty gdzie się wybierasz?
Walnąłem z pięści gościa z brodą co powaliło go na ziemię. To pierwszy raz kiedy się z kimś biję. Pierwszy raz kiedy życie stawia mnie w sytuacji w której zagrożone jest życie moje i osoby którą kocham. Jednak dam z siebie wszystko! Dam z siebie wszystko aby ochronić Sonię! Koleś z blizną na szyi walnął mnie z pięści prosto w splot słoneczny. Zgiąłem się w pół i wylądowałem na ziemi. Chciałem wstać i pobiec pomóc Sayuri, która siłowała się z kolesiem od tatuaży, ale brodaty znalazł się nade mną i począł okładać mnie pięściami. Teraz czułem jak całe moje ciało przemywa zimny pot, a po mojej twarzy zaczyna lecieć krew. Czułem wyczerpanie ale nie mogłem się poddać. W końcu zebrałem w sobie siły i kopnąłem kolanem kolesia nade mną w jądra. Ten przewalił się obok mnie kuląc się z bólu.
- Sk*rwielu! – wysyczał z bólu.
Otarłem rękawem bluzy twarz. Wszędzie czułem ból. Myślałem, że zaraz padnę ale nadal trzymałem się na nogach. Obejrzałem się szybko co z Sayuri. Miała potargane włosy i leciała jej krew z otwartej rany na policzku. Ten ch*j! Jak śmiał w ogóle ją dotykać! Rzuciłem się na kolesia duszącego blondynkę i sam zacząłem go dusić. Dziewczyna padła zdyszana na ziemię trzymając się za szyję. Miałem ochotę skręcić jej oprawcy kark ale przystanąłem na duszeniu go moim przedramieniem, bo i tak nie dałbym rady mu go skręcić. Mężczyzna zaczął wierzgać próbując mnie zrzucić. W końcu pod wpływem adrenaliny, trzymając go za szyję, udało mi się przeskoczyć nad jego głową i powalić na ziemię. Na chwilę stracił przytomność. W tym samym czasie powalił mnie na ziemię koleś z baseballem.
- Zostaw Nicolay’a w spokoju! – rzuciła się na niego ale została pchnięta z powrotem na ziemię.
Obrywałem jak nie w twarz to w brzuch, jak nie z lewego sierpowego to z prawego. Już naprawdę nie miałem sił aby dalej walczyć. Widziałem jak Sayuri podbiega zbierając się w sobie do mężczyzny i uderza go wielką kłodą w głowę. Facet wkurzony, odstawił mnie i zajął się Sayuri. Oddał jej pięścią w twarz, przez co zgięła się z bólu. Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy.
- Hey ty! Masz tupet, żeby bić młodszą od siebie dziewczynę! Większego ch*ja spotkać chyba nie można!
- Uważaj lepiej co mówisz! – rzucił się na mnie.
- Nico! – podniosła się i pobiegła w moją stronę.
Nagle na moich oczach, dziewczyna została postrzelona w brzuch przez wytatuowanego, po czym osunęła się na ziemię tracąc przytomność.
- Sayuri! – wydarłem się tak, że mój głos odbił się echem.
- Stać policja! – usłyszałem czyjś krzyk.
W tym samym czasie, wykorzystując chwile mojej nieuwagi, mężczyzna zdzielił mnie kijem baseballowym w głowę po którym straciłem przytomność. .
Sayuri?
W końcu pod wieczór postanowiliśmy wybrać się nad upragnione jezioro. Prowadziliśmy się za ręce, podziwiając zachodzące słońce. Park zdawał się zasypiać do kołysanki wygrywanej przez skrzypce świerszczy oraz rechot żab płynącej zgodnie w jednej, pięknej kompozycji. Dziewczyna wtuliła się w moje ramie.
- Czuję się przy Tobie o wiele bezpieczniej. – szepnęła.
- To chyba dobrze. – odparłem i ucałowałem ją w policzek.
W końcu dotarliśmy na miejsce ostatniego spotkania.
- Dzisiaj jest chyba jeszcze piękniej. – złączyła swoje ręce.
Koło drzewa nad jeziorem dostrzegłem męską sylwetkę. Jeszcze z dwie osoby siedziały na ławce z puszką w ręce. Miałem złe przeczucia. Dziewczyna ruszyła przed siebie.
- Sonia. – zatrzymałem ją. – Nie idź tam. – zmarszczyłem brwi.
- Co? Dlaczego? – była zdezorientowana.
Wskazałem na śmiejących się przy rozpalonym ognisku mężczyzn. Jeden z nich trzymał wielki kij baseballowy, drugi miał wielką brodę i skórzaną kurtkę, a trzeciemu z blizną na twarzy, zdawało się, że rozpruje się koszulka na ramiączkach którą nosił przez nakoksowane na maxa mięśnie. Sayuri cofnęła się przestraszona. Przytuliłem ją do piersi z wrogim spojrzeniem na mężczyzn. Wyglądali na zbiegów z więzienia.
- Odpuśćmy sobie dzisiaj. – szepnąłem.
- M-masz rację. – zadrżał jej głos.
Cofnęliśmy się o krok, gdy nagle poczułem jak moje plecy zderzają się z czymś miękkim. Obróciliśmy się i zobaczyliśmy faceta o głowę wyższego ode mnie.
- Gdzież to się gołąbki zapuściły? – spytał z zawadiackim i szczerbatym uśmiechem.
Był cały wytatuowany. Nawet jego łysą głowę pokrywały tony tatuaży. Wyglądało to imponująco.
- Mieliśmy już iść. – odpowiedziałem beznamiętnie.
- Tak? Oj jaka szkoda, bo w sumie to chciałbym się z Wami zabawić. Chłopaki! Chodźcie! – zawołał.
Obrócili się i pomaszerowali w niezgrabnym chodzie w naszą stronę.
- Stary, co to za dzieciaki? – spytał jeden niedbale.
Cały czas tuliłem do siebie Sayuri. Choćby nie wiem co, nie dam jej skrzywdzić. Dziewczyna kurczowo trzymała się mojej bluzy.
- Nie mam pojęcia ale ta tutaj blondyneczka wygląda całkiem nieźle.
Zbliżył się do nas i położył swoją wielką, spoconą łapę na ramieniu Soni. Dziewczyna obróciła się gwałtownie odpychając jego dłoń i uderzając go z otwartej ręki w twarz.
- Śmiecie! – krzyknęła.
- Sayuri! – schowałem ją za swoimi plecami. – Przestań, nie prowokuj ich.
Mężczyzna uniósł głowę śmiejąc się.
- Co za s*cz!
Popchnął mnie i dorwał się do Sayuri. Złapał ją za włosy przyciągając do siebie.
- Zostaw ją! - krzyknąłem.
Chciałem się na niego rzucić ale przytrzymali mnie jego koledzy.
- No to teraz błagaj o litość na kolanach s*ko! Inaczej przerobimy Cię na mielone, a w pierwszej kolejności zrobimy to co z prawdziwymi dz*kami robić się powinno. – rzucił ją na ziemię.
- Agh! – jęknęła z bólu.
- Nawet się nie waż jej tknąć. – warknąłem.
Odwrócił się w moja stronę i począł powoli kroczyć w moim kierunku.
- Ah tak? A co mi zrobi taki gówniarz jak ty? Hę?!
Złapał mnie za włosy i sprowadził na wysokość swojej twarzy. Splunąłem na niego. Poczułem twarde uderzenie pięści na swoim policzku. Z mojej wargi zaczęła lecieć krew. Wciąż zachowywałem ten sam wyraz twarzy – zmarszczone brwi i chłodne spojrzenie. Oprawca najwidoczniej zwrócił na to uwagę.
- Nie podoba mi się jego spojrzenie. Zróbcie z nim co chcecie. – machnął na mnie ręką. – Ja się zajmę tą tutaj blondyneczką.
- Nico! – wstała z ziemi i rzuciła się w moją stronę.
Zatrzymał ją wytatuowany.
- A ty gdzie się wybierasz?
Walnąłem z pięści gościa z brodą co powaliło go na ziemię. To pierwszy raz kiedy się z kimś biję. Pierwszy raz kiedy życie stawia mnie w sytuacji w której zagrożone jest życie moje i osoby którą kocham. Jednak dam z siebie wszystko! Dam z siebie wszystko aby ochronić Sonię! Koleś z blizną na szyi walnął mnie z pięści prosto w splot słoneczny. Zgiąłem się w pół i wylądowałem na ziemi. Chciałem wstać i pobiec pomóc Sayuri, która siłowała się z kolesiem od tatuaży, ale brodaty znalazł się nade mną i począł okładać mnie pięściami. Teraz czułem jak całe moje ciało przemywa zimny pot, a po mojej twarzy zaczyna lecieć krew. Czułem wyczerpanie ale nie mogłem się poddać. W końcu zebrałem w sobie siły i kopnąłem kolanem kolesia nade mną w jądra. Ten przewalił się obok mnie kuląc się z bólu.
- Sk*rwielu! – wysyczał z bólu.
Otarłem rękawem bluzy twarz. Wszędzie czułem ból. Myślałem, że zaraz padnę ale nadal trzymałem się na nogach. Obejrzałem się szybko co z Sayuri. Miała potargane włosy i leciała jej krew z otwartej rany na policzku. Ten ch*j! Jak śmiał w ogóle ją dotykać! Rzuciłem się na kolesia duszącego blondynkę i sam zacząłem go dusić. Dziewczyna padła zdyszana na ziemię trzymając się za szyję. Miałem ochotę skręcić jej oprawcy kark ale przystanąłem na duszeniu go moim przedramieniem, bo i tak nie dałbym rady mu go skręcić. Mężczyzna zaczął wierzgać próbując mnie zrzucić. W końcu pod wpływem adrenaliny, trzymając go za szyję, udało mi się przeskoczyć nad jego głową i powalić na ziemię. Na chwilę stracił przytomność. W tym samym czasie powalił mnie na ziemię koleś z baseballem.
- Zostaw Nicolay’a w spokoju! – rzuciła się na niego ale została pchnięta z powrotem na ziemię.
Obrywałem jak nie w twarz to w brzuch, jak nie z lewego sierpowego to z prawego. Już naprawdę nie miałem sił aby dalej walczyć. Widziałem jak Sayuri podbiega zbierając się w sobie do mężczyzny i uderza go wielką kłodą w głowę. Facet wkurzony, odstawił mnie i zajął się Sayuri. Oddał jej pięścią w twarz, przez co zgięła się z bólu. Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy.
- Hey ty! Masz tupet, żeby bić młodszą od siebie dziewczynę! Większego ch*ja spotkać chyba nie można!
- Uważaj lepiej co mówisz! – rzucił się na mnie.
- Nico! – podniosła się i pobiegła w moją stronę.
Nagle na moich oczach, dziewczyna została postrzelona w brzuch przez wytatuowanego, po czym osunęła się na ziemię tracąc przytomność.
- Sayuri! – wydarłem się tak, że mój głos odbił się echem.
- Stać policja! – usłyszałem czyjś krzyk.
W tym samym czasie, wykorzystując chwile mojej nieuwagi, mężczyzna zdzielił mnie kijem baseballowym w głowę po którym straciłem przytomność. .
Sayuri?
Od Sayuri CD Nicolay’a
Gdy nadeszło popołudnie, udało nam się wreszcie opuścić park. Czas
obiadu, więc postanowiliśmy wybrać się do parku. Jednak przed tym
wybraliśmy się do akademika, aby się umyć i przebrać w czyste ubrania.
Następnie wybraliśmy się do niedrogiej małej restauracji. Tam, czekając
na nasze posiłki, rozmawialiśmy. Zaproponowałam dla Nicolaya, abyśmy
dzisiaj ponownie wybrali się nad jezioro. Strasznie mi się podobało i
było to bardzo magiczne miejsce. Ucieszyłam się, gdy ciemnowłosy się
zgodził ze mną iść. Jeszcze chwilę pobyliśmy w restauracji, popijając
kawę, a potem ruszyliśmy ponownie w stronę parku. Byłam zadowolona, że
ten jeden dzień spędzę razem z chłopakiem. Cały dzień, który możemy
poświęcić sobie nawzajem. Kiedy tylko oddaliliśmy się kawałek od
restauracji, złapałam Nicolay’a za dłoń i zaczęliśmy kroczyć ku bramie
parku, w którym byliśmy wczoraj i w sumie dzisiaj. Spokojnie sobie
szliśmy ścieżkami, bez większego pośpiechu. Po co mamy się spieszyć!
Uśmiechałam się z lekkim rumieńcem na twarzy, który za nic nie chciał
zniknąć z mojej twarzy. Spojrzałam na ciemnowłosego.
-To jak? Idziemy od razu tam do magicznej krainy, czy może wpierw pospacerujemy tutaj po ścieżkach? Chyba, że masz jakiś inny pomysł.
Powiedziałam do niego i stanęłam naprzeciwko. Położyłam dłonie na jego ramionach, bawiąc się opadającymi na jego twarz kosmykami. Moje oczka nie mogły się oderwać od jego wzroku. Wcześniej jego spojrzenie było zimne, a teraz? Jest ciepłe i tak miłe… A on nie chciał robić mi krzywdy i nie chciał być ze mną. Głuptasek. Nie dałabym się tak łatwo nigdy. Zawsze, obdarzałabym go tym samym uczuciem… Miłością.
<Nicoo? ^^>
-To jak? Idziemy od razu tam do magicznej krainy, czy może wpierw pospacerujemy tutaj po ścieżkach? Chyba, że masz jakiś inny pomysł.
Powiedziałam do niego i stanęłam naprzeciwko. Położyłam dłonie na jego ramionach, bawiąc się opadającymi na jego twarz kosmykami. Moje oczka nie mogły się oderwać od jego wzroku. Wcześniej jego spojrzenie było zimne, a teraz? Jest ciepłe i tak miłe… A on nie chciał robić mi krzywdy i nie chciał być ze mną. Głuptasek. Nie dałabym się tak łatwo nigdy. Zawsze, obdarzałabym go tym samym uczuciem… Miłością.
<Nicoo? ^^>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Ja Ciebie też Sayuu.
Objąłem dziewczynę kładąc swój podbródek na jej głowie. Wpatrywaliśmy się we wschód słońca nad taflą wody otuleni kocem. Wspólnie obserwowaliśmy jak przyroda ponownie budzi się do życia. Siedzieliśmy w milczeniu, wsłuchani w bicie swoich serc. Cieszyliśmy się sobą nawzajem.
- Dobrze mi tu z Tobą. – szepnąłem.
- Mi z Tobą też. – pogłaskała mnie po policzku.
Musnąłem ją płatkami ust w głowę. Nie przypuszczałem, że będę taki szczęśliwy mogąc być z nią tu i teraz. Szczerze mówiąc, myślałem, że nasza znajomość długo nie potrwa ale teraz… myślę, że naprawdę ją kocham. To uczucie jest nieopisywalne. Nawet gdybym chciał się od niej oderwać, odizolować czy też pozbyć się jej dla jej dobra, nie potrafiłbym. Wkurza mnie to, a zarazem sprawia, że jeszcze bardziej się w niej zakochuję.
Popatrzyłem na blondynkę. Zdołała ponownie zatonąć w objęciach Morfeusza. A raczej moich. Wyglądała jak taki mały kotek. Pogładziłem ją po głowie przez co wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Cieszę się, że ją spotkałem. Nawet nie zorientowałem się, kiedy odleciałem.
***
Popołudnie. Zdążyliśmy już się ogarnąć i zebrać do kupy. Postanowiliśmy wybrać się do jakiejś małej restauracji na śniadanie ale w pierwszej kolejności zawitaliśmy do akademika, aby się wykąpać i przebrać w świeże ciuchy.
W przytulnej i niedrogiej, małej restauracji zamówiliśmy co trzeba i czekając na zamówienie, rozmawialiśmy.
- Nico, może wieczorem ponownie wybierzemy się nad jezioro? – spytała podekscytowana.
- Jeśli chcesz, to jak najbardziej.
- To miejsce rzeczywiście było magiczne, bardzo mi się tam podobało. – posłała mi swój sympatyczny uśmiech.
- Cieszę się.
Chwilę posiedzieliśmy w restauracji popijając kawę i wyruszyliśmy dalej. Nie chcieliśmy zmarnować tego dnia, kiedy możemy skupić się tylko na sobie.
Sayuu? ^^
Objąłem dziewczynę kładąc swój podbródek na jej głowie. Wpatrywaliśmy się we wschód słońca nad taflą wody otuleni kocem. Wspólnie obserwowaliśmy jak przyroda ponownie budzi się do życia. Siedzieliśmy w milczeniu, wsłuchani w bicie swoich serc. Cieszyliśmy się sobą nawzajem.
- Dobrze mi tu z Tobą. – szepnąłem.
- Mi z Tobą też. – pogłaskała mnie po policzku.
Musnąłem ją płatkami ust w głowę. Nie przypuszczałem, że będę taki szczęśliwy mogąc być z nią tu i teraz. Szczerze mówiąc, myślałem, że nasza znajomość długo nie potrwa ale teraz… myślę, że naprawdę ją kocham. To uczucie jest nieopisywalne. Nawet gdybym chciał się od niej oderwać, odizolować czy też pozbyć się jej dla jej dobra, nie potrafiłbym. Wkurza mnie to, a zarazem sprawia, że jeszcze bardziej się w niej zakochuję.
Popatrzyłem na blondynkę. Zdołała ponownie zatonąć w objęciach Morfeusza. A raczej moich. Wyglądała jak taki mały kotek. Pogładziłem ją po głowie przez co wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. Cieszę się, że ją spotkałem. Nawet nie zorientowałem się, kiedy odleciałem.
***
Popołudnie. Zdążyliśmy już się ogarnąć i zebrać do kupy. Postanowiliśmy wybrać się do jakiejś małej restauracji na śniadanie ale w pierwszej kolejności zawitaliśmy do akademika, aby się wykąpać i przebrać w świeże ciuchy.
W przytulnej i niedrogiej, małej restauracji zamówiliśmy co trzeba i czekając na zamówienie, rozmawialiśmy.
- Nico, może wieczorem ponownie wybierzemy się nad jezioro? – spytała podekscytowana.
- Jeśli chcesz, to jak najbardziej.
- To miejsce rzeczywiście było magiczne, bardzo mi się tam podobało. – posłała mi swój sympatyczny uśmiech.
- Cieszę się.
Chwilę posiedzieliśmy w restauracji popijając kawę i wyruszyliśmy dalej. Nie chcieliśmy zmarnować tego dnia, kiedy możemy skupić się tylko na sobie.
Sayuu? ^^
Od Sayuri CD Nicolay
Że też zapomniałam, że mamy dzisiaj wolne. Byłam bardzo szczęśliwa, bo
chciałam choć jeden, calutki dzień spędzić tylko z moim kochanym Nico.
Kiedy znalazłam się pod moją miłością, poczułam, jak ten całuje mnie w
nos. Po chwili, przyciągnęłam jego głowę do siebie i złączyłam z nim
swoje usta w pocałunku.
- Nico, nie zdążyłam wczoraj ale myślę, że teraz też jest dobry moment na to.
Powiedziałam i wstałam, wcześniej lekko odsuwając od siebie Nicolay’a. Z futerału wyciągnęłam swoją gitarę, którą wzięłam z sobą. Chłopak był wyraźnie zaskoczony. Zaczęłam jeździć palcami po strunach, a po chwili dodałam również swój głos.
https://www.youtube.com/watch?v=-lLvtydTM78
Widziałam, że chłopakowi podobało się to, co zagrałam. Mi również bardzo podobała się jego reakcja. Moje palce nadal spokojnie latały ze struny na strunę, wytwarzając cudowne dźwięki, łączące się w piosenkę. Kiedy zakończyłam, gitarę wsadziłam z powrotem do futerału, a sama spojrzałam na Nico. Uśmiechnęłam się i w niego wtuliłam. Objął mnie, a ja czułam się z tego powodu taka szczęśliwa. Słyszałam jak serce chłopaka wybija tak piękny rytm. Spojrzałam mu w oczy.
-Kocham cię Nicoś…
Szepnęłam bardzo cicho i znowu wtuliłam się w tors chłopaka.
<Nico? <3>
- Nico, nie zdążyłam wczoraj ale myślę, że teraz też jest dobry moment na to.
Powiedziałam i wstałam, wcześniej lekko odsuwając od siebie Nicolay’a. Z futerału wyciągnęłam swoją gitarę, którą wzięłam z sobą. Chłopak był wyraźnie zaskoczony. Zaczęłam jeździć palcami po strunach, a po chwili dodałam również swój głos.
https://www.youtube.com/watch?v=-lLvtydTM78
Widziałam, że chłopakowi podobało się to, co zagrałam. Mi również bardzo podobała się jego reakcja. Moje palce nadal spokojnie latały ze struny na strunę, wytwarzając cudowne dźwięki, łączące się w piosenkę. Kiedy zakończyłam, gitarę wsadziłam z powrotem do futerału, a sama spojrzałam na Nico. Uśmiechnęłam się i w niego wtuliłam. Objął mnie, a ja czułam się z tego powodu taka szczęśliwa. Słyszałam jak serce chłopaka wybija tak piękny rytm. Spojrzałam mu w oczy.
-Kocham cię Nicoś…
Szepnęłam bardzo cicho i znowu wtuliłam się w tors chłopaka.
<Nico? <3>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Ciepło…
Delikatny dotyk wybudził mnie ze snu. Koło mnie leżała moja miłość. Najwidoczniej już się obudziła, bo nasze zaspane spojrzenia się spotkały. Zabrałem palcem kosmyk jej włosów, który opadł jej na twarz.
- Jak się spało śpiąca królewno? – spytała z uśmieszkiem.
Parsknąłem pod nosem.
- Tym razem nie chrapałaś jak niedźwiedź, ani nie oberwałem w nos, więc całkiem dobrze. – wytknąłem język.
Poczułem drobne uszczypnięcie, gdy dała mi pstryczka w czoło niezadowolona.
- Która godzina? – spytała po chwili.
- Czy to teraz ważne?
- Tak, musimy wiedzieć ile mamy czasu na ogarnięcie się, aby zdążyć na zajęcia.
Tym razem to ja dałem jej pstryczka w czoło.
- Ah! Za co? – pomasowała miejsce pstryknięcia.
- Dzisiaj jest wolne głuptasku.
Wyglądała na zaskoczoną. Po chwili uśmiechnęła się szczęśliwa.
- Czyli mamy cały dzień tylko dla siebie. – na jej twarz wpełzł rumieniec.
Skinąłem głową, po czym Sajgonka znalazła się pode mną. Ucałowałem ją czule w nos. Przyciągnęła moją głowę do swojej i nasze wargi złączyły się w pocałunku.
- Nico, nie zdążyłam wczoraj ale myślę, że teraz też jest dobry moment na to.
Odsunęła mnie od siebie siadając. Wyciągnęła z futerału swoją gitarę. Wcześniej nawet nie zwróciłem na nią uwagi, bo byłem zajęty samą Sajgonką.
- Chciałabym Ci coś zagrać…
Po strunach instrumentu zaczęły jeździć palce blondynki wygrywając melodię. Po chwili dołączył również jej głos.
To co usłyszałem, poruszyło mnie. Nikt nigdy nie zrobił czegoś specjalnie dla mnie. Nikt nigdy dla mnie nie zaśpiewał. Tak jakoś zrobiło mi się cieplej na sercu. Zwłaszcza, że jej śpiew był zaskakująco piękny. ‘’Co ta dziewczyna ze mną robi…’’ - zaśmiałem się w duchu.
Sayuu? ><
Delikatny dotyk wybudził mnie ze snu. Koło mnie leżała moja miłość. Najwidoczniej już się obudziła, bo nasze zaspane spojrzenia się spotkały. Zabrałem palcem kosmyk jej włosów, który opadł jej na twarz.
- Jak się spało śpiąca królewno? – spytała z uśmieszkiem.
Parsknąłem pod nosem.
- Tym razem nie chrapałaś jak niedźwiedź, ani nie oberwałem w nos, więc całkiem dobrze. – wytknąłem język.
Poczułem drobne uszczypnięcie, gdy dała mi pstryczka w czoło niezadowolona.
- Która godzina? – spytała po chwili.
- Czy to teraz ważne?
- Tak, musimy wiedzieć ile mamy czasu na ogarnięcie się, aby zdążyć na zajęcia.
Tym razem to ja dałem jej pstryczka w czoło.
- Ah! Za co? – pomasowała miejsce pstryknięcia.
- Dzisiaj jest wolne głuptasku.
Wyglądała na zaskoczoną. Po chwili uśmiechnęła się szczęśliwa.
- Czyli mamy cały dzień tylko dla siebie. – na jej twarz wpełzł rumieniec.
Skinąłem głową, po czym Sajgonka znalazła się pode mną. Ucałowałem ją czule w nos. Przyciągnęła moją głowę do swojej i nasze wargi złączyły się w pocałunku.
- Nico, nie zdążyłam wczoraj ale myślę, że teraz też jest dobry moment na to.
Odsunęła mnie od siebie siadając. Wyciągnęła z futerału swoją gitarę. Wcześniej nawet nie zwróciłem na nią uwagi, bo byłem zajęty samą Sajgonką.
- Chciałabym Ci coś zagrać…
Po strunach instrumentu zaczęły jeździć palce blondynki wygrywając melodię. Po chwili dołączył również jej głos.
To co usłyszałem, poruszyło mnie. Nikt nigdy nie zrobił czegoś specjalnie dla mnie. Nikt nigdy dla mnie nie zaśpiewał. Tak jakoś zrobiło mi się cieplej na sercu. Zwłaszcza, że jej śpiew był zaskakująco piękny. ‘’Co ta dziewczyna ze mną robi…’’ - zaśmiałem się w duchu.
Sayuu? ><
sobota, 8 lipca 2017
Od Sayuri CD Nicolay
Byłam zachwycona pomysłem z wypadem nad jezioro. Uwielbiałam morze,
jeziora i rzeki. Nie wiedziałam czemu… Może to dlatego, że dwór w którym
mieszkałam był przy jeziorze… W każdym razie, gdy spotkałam się z
chłopakiem przy bramie wyjściowej z Akademii, czułam, że zapamiętam ten
wypad na bardzo długo. Nico chwycił moją dłoń i skierował się ze mną w
stronę jeziora. Gdy zakrył mi oczy, a po chwili je odkrył, nie
wiedziałam co mam powiedzieć. Było tutaj tak ślicznie.
-Nico… Tu jest naprawdę pięknie…
Szepnęłam, a on objął mnie w talii i wtedy razem patrzyliśmy na ten nieziemski widok. Czułam wreszcie, że możemy być tutaj sam na sam i teraz nikt na nas nie patrzy. Chłopak wtulił nos w moje włosy.
-Cieszę się, że ci się spodobało.
-Spodobało to mało powiedziane. Tu jest jak w raju.
Powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę, patrząc prosto w jego oczy. Pogłaskałam go też po policzku, a on ucałował moje czoło. Zaskoczona jego gestem, wtuliłam się w jego ramiona i złapałam się jego swetra. Cicho krzyknęłam. Byłam naprawdę zdziwiona… Nigdy tak nie robił…
-Co robisz?
Zapytałam, ale on mi nie odpowiedział. Usadowił mnie jedynie na ławce, a potem gdy sam się dosiadł, okrył nas kocem. Byłam szczęśliwa, mając go przy sobie.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Powiedziałam i usiadłam mu na kolana. Poczułam, jak lekko zadrżał, więc położyłam dłonie na jego policzkach i czule go ucałowałam. Chłopak odwzajemnił pocałunek, który po chwili stał się bardziej namiętny. Czułam, chłodne dłonie Nico na mojej talii, a potem w pewnym momencie znalazłam się pod chłopakiem. Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało, a z resztą nie dociekałam. Czułam pocałunki ciemnowłosego na mojej szyi. Zarzuciłam nogi na jego plecy i skrzyżowałam je tam. Dłonie za to skierowałam do jego głowy. Zdjęłam mu kaptur i zaczęłam mierzwić jego włosy. Było… Bardzo przyjemnie. Po chwili, gdy chłopak zostawił mi na szyi jedną, może dwie malinki, znowu wpił się w moje usta, a ja? Ja to odwzajemniłam z przyjemnością. Kochałam go… Czułam, że on odwzajemniał moje uczucie. Sama po chwili zostawiłam mu na szyi malinkę. To taki znaczek, że on jest mój… Tylko mój. Po jeszcze kilku namiętnych pocałunkach, zamknęłam oczy, wtulona w mojego księcia. Nawet nie zauważyłam, że powoli przysypiałam.
-Kocham cię…
Mruknęłam jeszcze cicho, nim całkowicie odpłynęłam w krainę snu.
---
Obudziłam się wraz z tym, gdy słońce już powoli wyłaniało się zza horyzontu. Obok mnie, leżał ciemnowłosy i jeszcze słodko pochrapywał. Noga chłopaka lekko spadała z ławki. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Otuliłam się kocem i zbliżyłam jak się tylko da do Nico. Było wcześnie i na dodatek dość chłodno. Cicho kichnęłam. Na szczęście, był weekend i nie trzeba było iść dzisiaj na żadne zajęcia. Czułam jak nadal kręci mi się w nosie. Wtuliłam się w koc oraz w chłopaka, mając nadzieję, że ogrzeję się choć odrobinę. Było lepiej, ale nadal odczuwałam chłód. Znowu cichutko kichnęłam. Mam nadzieję, że nie obudziłam Nico… Tak uroczo śpi…
<Nico? ^^>
-Nico… Tu jest naprawdę pięknie…
Szepnęłam, a on objął mnie w talii i wtedy razem patrzyliśmy na ten nieziemski widok. Czułam wreszcie, że możemy być tutaj sam na sam i teraz nikt na nas nie patrzy. Chłopak wtulił nos w moje włosy.
-Cieszę się, że ci się spodobało.
-Spodobało to mało powiedziane. Tu jest jak w raju.
Powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę, patrząc prosto w jego oczy. Pogłaskałam go też po policzku, a on ucałował moje czoło. Zaskoczona jego gestem, wtuliłam się w jego ramiona i złapałam się jego swetra. Cicho krzyknęłam. Byłam naprawdę zdziwiona… Nigdy tak nie robił…
-Co robisz?
Zapytałam, ale on mi nie odpowiedział. Usadowił mnie jedynie na ławce, a potem gdy sam się dosiadł, okrył nas kocem. Byłam szczęśliwa, mając go przy sobie.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Powiedziałam i usiadłam mu na kolana. Poczułam, jak lekko zadrżał, więc położyłam dłonie na jego policzkach i czule go ucałowałam. Chłopak odwzajemnił pocałunek, który po chwili stał się bardziej namiętny. Czułam, chłodne dłonie Nico na mojej talii, a potem w pewnym momencie znalazłam się pod chłopakiem. Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało, a z resztą nie dociekałam. Czułam pocałunki ciemnowłosego na mojej szyi. Zarzuciłam nogi na jego plecy i skrzyżowałam je tam. Dłonie za to skierowałam do jego głowy. Zdjęłam mu kaptur i zaczęłam mierzwić jego włosy. Było… Bardzo przyjemnie. Po chwili, gdy chłopak zostawił mi na szyi jedną, może dwie malinki, znowu wpił się w moje usta, a ja? Ja to odwzajemniłam z przyjemnością. Kochałam go… Czułam, że on odwzajemniał moje uczucie. Sama po chwili zostawiłam mu na szyi malinkę. To taki znaczek, że on jest mój… Tylko mój. Po jeszcze kilku namiętnych pocałunkach, zamknęłam oczy, wtulona w mojego księcia. Nawet nie zauważyłam, że powoli przysypiałam.
-Kocham cię…
Mruknęłam jeszcze cicho, nim całkowicie odpłynęłam w krainę snu.
---
Obudziłam się wraz z tym, gdy słońce już powoli wyłaniało się zza horyzontu. Obok mnie, leżał ciemnowłosy i jeszcze słodko pochrapywał. Noga chłopaka lekko spadała z ławki. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło. Otuliłam się kocem i zbliżyłam jak się tylko da do Nico. Było wcześnie i na dodatek dość chłodno. Cicho kichnęłam. Na szczęście, był weekend i nie trzeba było iść dzisiaj na żadne zajęcia. Czułam jak nadal kręci mi się w nosie. Wtuliłam się w koc oraz w chłopaka, mając nadzieję, że ogrzeję się choć odrobinę. Było lepiej, ale nadal odczuwałam chłód. Znowu cichutko kichnęłam. Mam nadzieję, że nie obudziłam Nico… Tak uroczo śpi…
<Nico? ^^>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Znowu nic tu do roboty. Jeśli całe nasze życie będzie obracać się wokół
jednej ławki to umrzemy z nudów. Do głowy przyszła mi jednak myśl, że
znam urokliwe jezioro, które w nocy odbija blask księżyca od tafli wody.
Otoczone lasem, zero zbędnych hałasów… chciałbym ją tam zabrać.
- Sajgonka.
- Hm? – spytała rozmarzonym głosem opierając się o moje ramię.
- Chciałbym zabrać Cię o północy w pewne miejsce, które myślę, że może Ci się spodobać.
Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dlaczego tak późno?
- Ponieważ wtedy jest tam najpiękniej. Nic nie słychać oprócz skrzypiec świerszczy, rechotania żab i pluskania ryb, które co chwila wynurzają swoje pyszczki z wody, aby capnąć komary latające nad wodą. Czasem można spotkać tam świetliki.
- Chodzi o jezioro? – spytała z lekkim uśmiechem.
- Tak.
- Pewnie, możemy się tam wybrać. A gdzie się spotkamy?
- Spotkajmy się przy bramie wyjściowej.
- Oki. – zarumieniła się.
Położyłem jej tajemniczo palec na wargach.
- Tylko nikomu nie mów.
- Nie powiem. – udała, że zapina na zamek swoje usta.
***
Tak jak się umawialiśmy, spotkaliśmy się przy bramie wyjściowej z Akademii. Złapałem ją za rękę i poprowadziłem w stronę jeziora. Po ok. piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Na początku wkraczając na teren o którym jej opowiadałem, zakryłem jej oczy. Podprowadziłem ją na pomost, po czym odkryłem jej oczy. Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Odebrało jej mowę.
- Nico… tu jest naprawę pięknie…
Objąłem ją w tali i razem przypatrywaliśmy się widokom. Teraz możemy pobyć sam na sam. Nikt nas nie obserwuje, nie hałasuje i nie przeszkadza żaden dzwonek na lekcje.
- Cieszę się, że Ci się spodobało. – wtuliłem nos w jej pachnące włosy.
- Spodobało to mało powiedziane. – odwróciła się w moją stronę i spojrzała mi w oczy. – Tu jest jak w raju. – pogłaskała mnie po policzku.
Ucałowałem jej czoło i po chwili dziewczyna znalazła się na moich ramionach. Zaskoczona wydała z siebie cichy krzyk. Szybko złapała się mojego swetra.
- Co robisz?
Nic nie powiedziałem. Usadowiłem ją jedynie ławce obok. Przysiadłem obok i okryliśmy się kocem.
- Kocham Cię. – szepnąłem.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. – usadowiła się na moich kolanach.
Zaskoczony lekko zadrżałem. Wzięła moje policzki w dłonie i ucałowała czule moje wargi. Po chwili oddałem pocałunek, który zaczął zmieniać się w coraz bardziej namiętny. Moje dłonie zaczęły błądzić po jej tali. W pewnym momencie dziewczyna znalazła się pode mną ale nie odrywaliśmy od siebie ust, które znalazły się na jej szyi. Skrzyżowała swoje nogi na moich plecach. Jej dłonie zdjęły mój kaptur i wpełzły w moje włosy. Chyba trochę nas poniosło…
Sayuu? *^*
- Sajgonka.
- Hm? – spytała rozmarzonym głosem opierając się o moje ramię.
- Chciałbym zabrać Cię o północy w pewne miejsce, które myślę, że może Ci się spodobać.
Spojrzała na mnie zaciekawiona.
- Dlaczego tak późno?
- Ponieważ wtedy jest tam najpiękniej. Nic nie słychać oprócz skrzypiec świerszczy, rechotania żab i pluskania ryb, które co chwila wynurzają swoje pyszczki z wody, aby capnąć komary latające nad wodą. Czasem można spotkać tam świetliki.
- Chodzi o jezioro? – spytała z lekkim uśmiechem.
- Tak.
- Pewnie, możemy się tam wybrać. A gdzie się spotkamy?
- Spotkajmy się przy bramie wyjściowej.
- Oki. – zarumieniła się.
Położyłem jej tajemniczo palec na wargach.
- Tylko nikomu nie mów.
- Nie powiem. – udała, że zapina na zamek swoje usta.
***
Tak jak się umawialiśmy, spotkaliśmy się przy bramie wyjściowej z Akademii. Złapałem ją za rękę i poprowadziłem w stronę jeziora. Po ok. piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Na początku wkraczając na teren o którym jej opowiadałem, zakryłem jej oczy. Podprowadziłem ją na pomost, po czym odkryłem jej oczy. Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Odebrało jej mowę.
- Nico… tu jest naprawę pięknie…
Objąłem ją w tali i razem przypatrywaliśmy się widokom. Teraz możemy pobyć sam na sam. Nikt nas nie obserwuje, nie hałasuje i nie przeszkadza żaden dzwonek na lekcje.
- Cieszę się, że Ci się spodobało. – wtuliłem nos w jej pachnące włosy.
- Spodobało to mało powiedziane. – odwróciła się w moją stronę i spojrzała mi w oczy. – Tu jest jak w raju. – pogłaskała mnie po policzku.
Ucałowałem jej czoło i po chwili dziewczyna znalazła się na moich ramionach. Zaskoczona wydała z siebie cichy krzyk. Szybko złapała się mojego swetra.
- Co robisz?
Nic nie powiedziałem. Usadowiłem ją jedynie ławce obok. Przysiadłem obok i okryliśmy się kocem.
- Kocham Cię. – szepnąłem.
- Ja Ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. – usadowiła się na moich kolanach.
Zaskoczony lekko zadrżałem. Wzięła moje policzki w dłonie i ucałowała czule moje wargi. Po chwili oddałem pocałunek, który zaczął zmieniać się w coraz bardziej namiętny. Moje dłonie zaczęły błądzić po jej tali. W pewnym momencie dziewczyna znalazła się pode mną ale nie odrywaliśmy od siebie ust, które znalazły się na jej szyi. Skrzyżowała swoje nogi na moich plecach. Jej dłonie zdjęły mój kaptur i wpełzły w moje włosy. Chyba trochę nas poniosło…
Sayuu? *^*
wtorek, 4 lipca 2017
Od Sayuri CD Nicolay
Że też nie usłyszałam dzwonka. Wbiegłam do klasy i przeprosiłam
nauczycielkę za spóźnienie. Lekcja mi się tym razem nie wydłużała i
mogłam się na niej stuprocentowo skupić. Teraz byłam pewna swoich uczuć i
nie musiałam sobie zaprzątać głowy tym, że chłopak może mnie zostawić. Z
uśmiechem na twarzy odpowiadałam na pytania zadawane przez panią
profesor. Była lekko zaskoczona, ale dzięki aktywności na lekcji,
zarobiłam plusa u niej. Po dzwonku wyszłam na korytarz, z myślą o
spotkaniu Nico. Jednak kolega z mojej klasy zatrzymał mnie, prosząc o
notatki. Z uśmiechem podałam mu notatki, a potem poczułam, jak ktoś mnie
obejmuje.
-Ona jest moja.
Nico? Zazdrosny? No tego jeszcze nie widziałam. Zaskoczony kolega z mojej klasy powiedział, że wyłącznie chciał pożyczyć notatki z lekcji, potem się ukłonił i ewakuował z napiętej atmosfery. Odwróciłam się do mojego chłopaka.
-Nico, co ty wyprawiasz? Przecież nic mi nie zrobił, a dopiero co rozmawialiśmy, że cię nigdy nie zostawię.
Powiedziałam, ale chłopak nadal nie rozluźnił uścisku. Zaczerwieniłam się lekko i uśmiechnęłam do niego.
-Po prostu pogłaszcz mnie po głowie.
Ojej… Jak się zaczerwienił. Uśmiechnęłam się lekko i pogłaskałam go po głowie. Jak taki słodki kotek. Potem pocałowałam go w czubek nosa i wtuliłam w jego tors. Pierwszy raz widziałam, jak się tak zachował. To było takie urocze z jego strony. Ułożyłam dłonie na jego karku, a potem zaczęłam lekko go po nim miziać.
-Nie wiedziałam, że będziesz taki zazdrosny…
Powiedziałam z uroczym uśmiechem i cicho zachichotałam. Pocałowałam go w policzek i pociągnęłam go do najbliższej wolnej ławki. Nogi bolą, od ciągłego stania w miejscu. Usiadłam obok niego i znowu zaczęłam się bawić jego dłonią. Tą ciepłą dłonią, która zawsze mnie obejmuje. Posłałam mu uśmiech i położyłam głowę na ramieniu Nico. Dobrze, że teraz była jedna z dłuższych przerw, a nie tych krótkich. Spojrzałam na ciemnowłosego i miałam nadzieję, że zaraz znajdziemy coś do roboty…
<Nico? ^^>
-Ona jest moja.
Nico? Zazdrosny? No tego jeszcze nie widziałam. Zaskoczony kolega z mojej klasy powiedział, że wyłącznie chciał pożyczyć notatki z lekcji, potem się ukłonił i ewakuował z napiętej atmosfery. Odwróciłam się do mojego chłopaka.
-Nico, co ty wyprawiasz? Przecież nic mi nie zrobił, a dopiero co rozmawialiśmy, że cię nigdy nie zostawię.
Powiedziałam, ale chłopak nadal nie rozluźnił uścisku. Zaczerwieniłam się lekko i uśmiechnęłam do niego.
-Po prostu pogłaszcz mnie po głowie.
Ojej… Jak się zaczerwienił. Uśmiechnęłam się lekko i pogłaskałam go po głowie. Jak taki słodki kotek. Potem pocałowałam go w czubek nosa i wtuliłam w jego tors. Pierwszy raz widziałam, jak się tak zachował. To było takie urocze z jego strony. Ułożyłam dłonie na jego karku, a potem zaczęłam lekko go po nim miziać.
-Nie wiedziałam, że będziesz taki zazdrosny…
Powiedziałam z uroczym uśmiechem i cicho zachichotałam. Pocałowałam go w policzek i pociągnęłam go do najbliższej wolnej ławki. Nogi bolą, od ciągłego stania w miejscu. Usiadłam obok niego i znowu zaczęłam się bawić jego dłonią. Tą ciepłą dłonią, która zawsze mnie obejmuje. Posłałam mu uśmiech i położyłam głowę na ramieniu Nico. Dobrze, że teraz była jedna z dłuższych przerw, a nie tych krótkich. Spojrzałam na ciemnowłosego i miałam nadzieję, że zaraz znajdziemy coś do roboty…
<Nico? ^^>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Słysząc jej słowa, widząc jej zapłakane oczy uśmiechnąłem się do siebie. Znowu płacze małe beksiątko…

Objąłem ją kładąc na jej głowie swój podbródek. Teraz nie obchodziło mnie czy uczniowie na nas patrzą, czy zaraz zadzwoni dzwonek, czy Sonia już trzeci raz moczy mi bluzę swoimi łzami. Teraz liczyliśmy się tylko my i nasze uczucia. Szczerze mówiąc, swoją pierwszą miłość wyobrażałem sobie jako zwykłe zauroczenie i eksperyment ale okazuje się, że jest rzeczywiście prawdziwa. Aż dziwne ile taka drobna, niezdarna dziewczyna potrafi zmienić w moim życiu.
Ująłem jej policzki i ucałowałem ją w jeden.
- Czas się chyba zbierać. Uczniowie już pobiegli do swoich klas.
Blondynka otrząsnęła się.
- N-naprawdę? – spojrzała na zegarek. – Ch*lera!
Złapała mnie za rękę i pobiegliśmy do szkoły by po chwili rozejść się do swoich klas. Nie obyło się bez spóźnienia w dzienniku. Nie żałuję, warto było poświęcić te pięć minut lekcji tylko dla siebie nawzajem.
***
Po lekcji ruszyłem w stronę klasy Sajgonki. Może chociaż raz to ja będę na nią czekał. Nagle zatrzymałem się w bezruchu. Rozmawiał z nią jakiś chłopak. Nie znałem gościa ale rumieńce na jego twarzy mówiły za siebie. Postanowiłem zareagować. Podszedłem od tyłu do dziewczyny i objąłem ją w pasie opierając swój podbródek na jej ramieniu.
- Ona jest moja. – zmroziłem chłopaka spojrzeniem.
Posłał mi zdezorientowane spojrzenie. Sajgonka obejrzała się na mnie równie zdziwiona.
- Nico…?
- S-spokojnie! Ja tylko chciałem pożyczyć od niej notatki, bo nie było mnie w szkole.
Ukłonił się w przepraszającym geście i odszedł.
- Nico, co ty wyprawiasz?
Odwróciła się do mnie, a ja nie spuściłem uścisku.
- Przecież nic mi nie zrobił, a dopiero co rozmawialiśmy, że nigdy Cię nie zostawię.
Odwróciłem od niej wzrok.
- Po prostu pogłaszcz mnie po głowie. – odparłem zarumieniony.

Objąłem ją kładąc na jej głowie swój podbródek. Teraz nie obchodziło mnie czy uczniowie na nas patrzą, czy zaraz zadzwoni dzwonek, czy Sonia już trzeci raz moczy mi bluzę swoimi łzami. Teraz liczyliśmy się tylko my i nasze uczucia. Szczerze mówiąc, swoją pierwszą miłość wyobrażałem sobie jako zwykłe zauroczenie i eksperyment ale okazuje się, że jest rzeczywiście prawdziwa. Aż dziwne ile taka drobna, niezdarna dziewczyna potrafi zmienić w moim życiu.
Ująłem jej policzki i ucałowałem ją w jeden.
- Czas się chyba zbierać. Uczniowie już pobiegli do swoich klas.
Blondynka otrząsnęła się.
- N-naprawdę? – spojrzała na zegarek. – Ch*lera!
Złapała mnie za rękę i pobiegliśmy do szkoły by po chwili rozejść się do swoich klas. Nie obyło się bez spóźnienia w dzienniku. Nie żałuję, warto było poświęcić te pięć minut lekcji tylko dla siebie nawzajem.
***
Po lekcji ruszyłem w stronę klasy Sajgonki. Może chociaż raz to ja będę na nią czekał. Nagle zatrzymałem się w bezruchu. Rozmawiał z nią jakiś chłopak. Nie znałem gościa ale rumieńce na jego twarzy mówiły za siebie. Postanowiłem zareagować. Podszedłem od tyłu do dziewczyny i objąłem ją w pasie opierając swój podbródek na jej ramieniu.
- Ona jest moja. – zmroziłem chłopaka spojrzeniem.
Posłał mi zdezorientowane spojrzenie. Sajgonka obejrzała się na mnie równie zdziwiona.
- Nico…?
- S-spokojnie! Ja tylko chciałem pożyczyć od niej notatki, bo nie było mnie w szkole.
Ukłonił się w przepraszającym geście i odszedł.
- Nico, co ty wyprawiasz?
Odwróciła się do mnie, a ja nie spuściłem uścisku.
- Przecież nic mi nie zrobił, a dopiero co rozmawialiśmy, że nigdy Cię nie zostawię.
Odwróciłem od niej wzrok.
- Po prostu pogłaszcz mnie po głowie. – odparłem zarumieniony.
poniedziałek, 3 lipca 2017
Od Sayuri CD Nicolay
Zeszłam z kolan chłopaka, gdy ten powiedział o tym, że ludzie na nas
patrzą. Byłam cała czerwona. Całkowicie zapomniałam o tym, że to park, a
nie miejsce, gdzie nie chodzą ludzie.
-A nie mówiłem?
-Mógłbyś chociaż raz być szczery, tak jak możesz… postarałbyś się…
Powiedziałam i zaczęłam bawić się palcami.
- Sonia, jestem szczery. Boję się po prostu, że mogę sam ze sobą nie być szczery, boję się, że mogę nie spełnić tego czego oczekujesz w odpowiedzi.
-Oczekuję twojej szczerości…
Powiedziałam ze smutkiem i spuściłam głowę. Tak zależało mi na jego odpowiedzi. Kocham go i… Naprawdę chciałabym wiedzieć, czy on czuje do mnie coś więcej, niż głupkowate miłostki. Nagle złapał mnie za ramiona i uniósł mój podbródek ku górze. Spojrzałam prosto w te zimne oczy…
-W takim razie powiem ci. Powiem ci to co przychodzi mi do głowy kiedy na ciebie patrzę lub o tobie myślę. Jesteś osobą dzięki której na mojej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech od bardzo dawna. Kiedy Cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej, było to dla mnie co najmniej dziwne ale teraz to rozumiem. Jesteś osobą której pierwszy raz zwierzam się w ten sposób i wobec której jestem tak otwarty. Osobą, która nawet jak przewali na mnie cały swój ciężar ciała na krawężnik, będzie to dla mnie przyjemnością i sytuacją z której będę mógł się wspólnie z Tobą śmiać. Nie miałbym Ci za złe gdybyś pchnęła mnie nożem czy też zostawiła na śmierć w rowie. Jestem ludzkim wybrykiem natury, który nie potrafi się cieszyć z niczego, ale ty powoli tę radość we mnie rozbudowujesz. Sprawiasz, że każdy dzień spędzony z Tobą staje się coraz jaśniejszy i weselszy. Uwierz mi, że kiedy nie ma nie Cię w pobliżu, coś w mojej głowie alarmuje i woła, abym jak najszybciej znowu się z Tobą zobaczył, bo zależy mi na Tobie. Kocham Cię.
Jego słowa były piękne. Wyraziły jego całe uczucia. W moich oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziałam skąd się one wzięły. Może to dlatego, że jego słowa były pełne uczucia. Moja warga zaczęła drżeć. TO teraz już wiem, że to nie jest szczeniackie zakochanie… On mnie naprawdę kocha… Tak całym sercem. Moje serduszko zaczęło wybijać tak cholernie szybki rytm.
-Też ciebie kocham… Nie wyobrażam sobie teraz świata bez ciebie…
Wspomniałam sobie wszystkie słowa chłopaka.
-Jesteś kimś, komu mogę dawać uśmiech. Jesteś osobą, która u mnie wywołuje szybsze bicie serca. Jesteś osobą, która może mi powiedzieć wszystko. Jesteś kimś, na kogo mogę się wiecznie wywalać, aby móc z tobą się z tego śmiać. Nie mogłabym ciebie ugodzić nożem i pozostawić na śmierć. Jesteś kimś, w kim buduję radość. Jesteś dla mnie kimś, kto daje mi szczęście na co dzień i chęć wiecznego uśmiechu. Wiecznie chcę być obok ciebie i czuć twoje ciepło, którym mnie ciągle obdarzasz. Nie chcę ciebie nigdy stracić… Kocham cię. Kocham cię tak mocno…
Brzmiało to może tak, jakbyśmy mieli zaraz poumierać. Ja jednak… Dla mnie było to wyznanie tego co do mnie czuje i co ja do niego. Teraz jestem pewna, że Nico jest kimś z kim nie chcę pod żadnym pozorem się rozdzielić. Jest kimś, dla kogo żyję i będę podążać z nim do końca, jak sobie tego zażyczy. W jego oczach widzę sens mojego bytu na tym świecie. Z płaczem wtuliłam się w niego i zacisnęłam dłonie na jego swetrze. Ciemnowłosy mnie objął. Moje serce jest teraz tylko jego… Kocham go… Popatrzyłam mu w oczy i położyłam dłonie na jego policzkach. Moja warga drżała. Nie chcę od niego odchodzić… Mogłabym być z nim do samego końca…
<Nico? T^T>
-A nie mówiłem?
-Mógłbyś chociaż raz być szczery, tak jak możesz… postarałbyś się…
Powiedziałam i zaczęłam bawić się palcami.
- Sonia, jestem szczery. Boję się po prostu, że mogę sam ze sobą nie być szczery, boję się, że mogę nie spełnić tego czego oczekujesz w odpowiedzi.
-Oczekuję twojej szczerości…
Powiedziałam ze smutkiem i spuściłam głowę. Tak zależało mi na jego odpowiedzi. Kocham go i… Naprawdę chciałabym wiedzieć, czy on czuje do mnie coś więcej, niż głupkowate miłostki. Nagle złapał mnie za ramiona i uniósł mój podbródek ku górze. Spojrzałam prosto w te zimne oczy…
-W takim razie powiem ci. Powiem ci to co przychodzi mi do głowy kiedy na ciebie patrzę lub o tobie myślę. Jesteś osobą dzięki której na mojej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech od bardzo dawna. Kiedy Cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej, było to dla mnie co najmniej dziwne ale teraz to rozumiem. Jesteś osobą której pierwszy raz zwierzam się w ten sposób i wobec której jestem tak otwarty. Osobą, która nawet jak przewali na mnie cały swój ciężar ciała na krawężnik, będzie to dla mnie przyjemnością i sytuacją z której będę mógł się wspólnie z Tobą śmiać. Nie miałbym Ci za złe gdybyś pchnęła mnie nożem czy też zostawiła na śmierć w rowie. Jestem ludzkim wybrykiem natury, który nie potrafi się cieszyć z niczego, ale ty powoli tę radość we mnie rozbudowujesz. Sprawiasz, że każdy dzień spędzony z Tobą staje się coraz jaśniejszy i weselszy. Uwierz mi, że kiedy nie ma nie Cię w pobliżu, coś w mojej głowie alarmuje i woła, abym jak najszybciej znowu się z Tobą zobaczył, bo zależy mi na Tobie. Kocham Cię.
Jego słowa były piękne. Wyraziły jego całe uczucia. W moich oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziałam skąd się one wzięły. Może to dlatego, że jego słowa były pełne uczucia. Moja warga zaczęła drżeć. TO teraz już wiem, że to nie jest szczeniackie zakochanie… On mnie naprawdę kocha… Tak całym sercem. Moje serduszko zaczęło wybijać tak cholernie szybki rytm.
-Też ciebie kocham… Nie wyobrażam sobie teraz świata bez ciebie…
Wspomniałam sobie wszystkie słowa chłopaka.
-Jesteś kimś, komu mogę dawać uśmiech. Jesteś osobą, która u mnie wywołuje szybsze bicie serca. Jesteś osobą, która może mi powiedzieć wszystko. Jesteś kimś, na kogo mogę się wiecznie wywalać, aby móc z tobą się z tego śmiać. Nie mogłabym ciebie ugodzić nożem i pozostawić na śmierć. Jesteś kimś, w kim buduję radość. Jesteś dla mnie kimś, kto daje mi szczęście na co dzień i chęć wiecznego uśmiechu. Wiecznie chcę być obok ciebie i czuć twoje ciepło, którym mnie ciągle obdarzasz. Nie chcę ciebie nigdy stracić… Kocham cię. Kocham cię tak mocno…
Brzmiało to może tak, jakbyśmy mieli zaraz poumierać. Ja jednak… Dla mnie było to wyznanie tego co do mnie czuje i co ja do niego. Teraz jestem pewna, że Nico jest kimś z kim nie chcę pod żadnym pozorem się rozdzielić. Jest kimś, dla kogo żyję i będę podążać z nim do końca, jak sobie tego zażyczy. W jego oczach widzę sens mojego bytu na tym świecie. Z płaczem wtuliłam się w niego i zacisnęłam dłonie na jego swetrze. Ciemnowłosy mnie objął. Moje serce jest teraz tylko jego… Kocham go… Popatrzyłam mu w oczy i położyłam dłonie na jego policzkach. Moja warga drżała. Nie chcę od niego odchodzić… Mogłabym być z nim do samego końca…
<Nico? T^T>
Od Nicolay'a CD Sayuri
Pytanie trochę mnie zaskoczyło. Zastanowiłem się chwilę. Sam na początku
miałem wątpliwości, czy mogę ufać tym wielkim błękitnym oczom w których
tak bardzo się rozkochałem. Te piękne oczy patrzyły na mnie teraz z
niepewnością i lekkim strachem. Widziałem, że obawia się odpowiedzi. Ja
sam się jej bałem. Obawiałem się, że mogę powiedzieć coś niejasno albo
nieświadomie obraźliwego. W końcu to ja.
- Właściwie, sam nie wiem. Nie potrafię tego wyjaśnić tak romantycznie jak w typowym romansie. Zaraz pewnie znowu zarzucę jakimś sarkazmem i wszystko zepsuję. Cały romantyzm zniknie. W końcu siedzisz mi teraz na kolanach, patrzymy sobie w oczy, uczniowie się na nas oglądają…
Blondynka obejrzała się za siebie. Co chwila jakiś uczeń lustrował nas spojrzeniem. Zrobiła się czerwona jak burak i zeszła z moich kolan.
- A nie mówiłem?
- Mógłbyś chociaż raz być szczery, tak jak możesz… postarałbyś się…
- Sonia, jestem szczery. Boję się po prostu, że mogę sam ze sobą nie być szczery, boję się, że mogę nie spełnić tego czego oczekujesz w odpowiedzi.
- Oczekuję Twojej szczerości. – patrzyła smutno w dół.
Skoro tak bardzo tego chce...
Złapałem dziewczynę za ramiona i uniosłem jej podbródek.
- W takim razie powiem Ci. Powiem Ci to co przychodzi mi do głowy kiedy na Ciebie patrzę lub o Tobie myślę.
Zebrałem myśli.
- Jesteś osobą dzięki której na mojej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech od bardzo dawna. Kiedy Cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej, było to dla mnie co najmniej dziwne ale teraz to rozumiem. Jesteś osobą której pierwszy raz zwierzam się w ten sposób i wobec której jestem tak otwarty. Osobą, która nawet jak przewali na mnie cały swój ciężar ciała na krawężnik, będzie to dla mnie przyjemnością i sytuacją z której będę mógł się wspólnie z Tobą śmiać. Nie miałbym Ci za złe gdybyś pchnęła mnie nożem czy też zostawiła na śmierć w rowie. Jestem ludzkim wybrykiem natury, który nie potrafi się cieszyć z niczego, ale ty powoli tę radość we mnie rozbudowujesz. Sprawiasz, że każdy dzień spędzony z Tobą staje się coraz jaśniejszy i weselszy. Uwierz mi, że kiedy nie ma nie Cię w pobliżu, coś w mojej głowie alarmuje i woła, abym jak najszybciej znowu się z Tobą zobaczył, bo zależy mi na Tobie. Kocham Cię.
- Właściwie, sam nie wiem. Nie potrafię tego wyjaśnić tak romantycznie jak w typowym romansie. Zaraz pewnie znowu zarzucę jakimś sarkazmem i wszystko zepsuję. Cały romantyzm zniknie. W końcu siedzisz mi teraz na kolanach, patrzymy sobie w oczy, uczniowie się na nas oglądają…
Blondynka obejrzała się za siebie. Co chwila jakiś uczeń lustrował nas spojrzeniem. Zrobiła się czerwona jak burak i zeszła z moich kolan.
- A nie mówiłem?
- Mógłbyś chociaż raz być szczery, tak jak możesz… postarałbyś się…
- Sonia, jestem szczery. Boję się po prostu, że mogę sam ze sobą nie być szczery, boję się, że mogę nie spełnić tego czego oczekujesz w odpowiedzi.
- Oczekuję Twojej szczerości. – patrzyła smutno w dół.
Skoro tak bardzo tego chce...
Złapałem dziewczynę za ramiona i uniosłem jej podbródek.
- W takim razie powiem Ci. Powiem Ci to co przychodzi mi do głowy kiedy na Ciebie patrzę lub o Tobie myślę.
Zebrałem myśli.
- Jesteś osobą dzięki której na mojej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech od bardzo dawna. Kiedy Cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej, było to dla mnie co najmniej dziwne ale teraz to rozumiem. Jesteś osobą której pierwszy raz zwierzam się w ten sposób i wobec której jestem tak otwarty. Osobą, która nawet jak przewali na mnie cały swój ciężar ciała na krawężnik, będzie to dla mnie przyjemnością i sytuacją z której będę mógł się wspólnie z Tobą śmiać. Nie miałbym Ci za złe gdybyś pchnęła mnie nożem czy też zostawiła na śmierć w rowie. Jestem ludzkim wybrykiem natury, który nie potrafi się cieszyć z niczego, ale ty powoli tę radość we mnie rozbudowujesz. Sprawiasz, że każdy dzień spędzony z Tobą staje się coraz jaśniejszy i weselszy. Uwierz mi, że kiedy nie ma nie Cię w pobliżu, coś w mojej głowie alarmuje i woła, abym jak najszybciej znowu się z Tobą zobaczył, bo zależy mi na Tobie. Kocham Cię.
Od Sayuri CD Nicolay
-Eeh, Nico co robisz?
Zapytałam, czując jak odprawia na mnie jakieś dziwne egzorcyzmy. Myślałam, że nie jest fanem okultyzmu. Poruszał palcem na moim czole, więc zabrałam jego palec.
-Sprawdzam czy jesteś sobą.
Powiedział, a ja zapytałam, dlaczego niby miałabym nie być. Chyba nic nie zrobiłam. Źle wyglądam? Nie wiedziałam.
- Nie wiem co Ciebie opętało ale walnęłaś mnie w twarz podczas snu. Jednak póki co Twoje reakcje są poprawne, gdybyś była demonem od razu byś się na mnie rzuciła.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem i lekkim zmieszaniem. Przeprosiłam go i zapytałam dlaczego wyjechał mi z demonem. Aż tak źle? Nie wiedziałam, że uderzyłam go tak mocno. Nagle chłopak złapał mnie za nos i lekko ścisnął.
- Bezduszna istoto, nawet nie okazałaś skruchy robiąc coś tak podłego.
- Nie przyszło Ci na myśl, że spałam? Nie zrobiłabym tego naumyślnie.
Ujrzałam, jak chłopak się uśmiecha. Oj, jaki słodki. Nadal trzymał palce na moim nosie. Zapytałam go, dlaczego tak się cieszy. Lekko strzepałam jego palce z mojego nosa, gdy powiedział, że brzmię jak kaczka. Teraz trzymałam jego dłoń, aby znowu mnie nie chwycił za nos. Pocałowałam go w policzek i przypomniałam mu o lekcjach. Kiedy próbowałam wstać, on mnie przycisnął do siebie.
-Co ty robisz? Czas goni, a Ty jeszcze nie zdołałeś ruszyć tyłka spod pościeli. Poza tym, przez ciebie muszę znowu ogarnąć włosy.
-Więc spróbuj się uwolnić potworze.
Starałam się od niego wyrwać. Że też byłam słabsza. Krzyknęłam, aby mnie puścił, a ten tylko powiedział, że nie ma tak łatwo. Po jeszcze chwili szarpaniny, udało mi się.
-Naprawdę, zaczynam się ciebie bać. Ale i tak cię kocham. Wstawaj już leniu.
-To chociaż pomóż mi wstać.
Chłopak wystawił do mnie dłoń. Z dobrego serca chwyciłam jego dłoń, a on znowu mnie przyciągnął. Zaczęłam się szamotać.
-Nico!
Uderzyłam go lekko pięścią w tors. Ten powiedział, że słucha, więc pocałowałam go w policzek.
-To słuchaj. Nie chcę się przez ciebie spóźnić na lekcje. Chodź.
Wstałam wreszcie i podeszłam do lustra, aby ułożyć moje włosy. Nico skierował się do łazienki, a potem do swojego pokoju. W tym czasie, szybko wzięłam torbę, przejrzałam się w lustrze i poszłam pod drzwi jego pokoju. Gdy wreszcie wyszedł, pocałowaliśmy się i poszliśmy na lekcje.
---
Po lekcjach, spotkaliśmy się na dziedzińcu i poszliśmy do parku Green Heels. Trzymałam dłoń mojego chłopaka i z uśmiechem kroczyłam przed siebie. Byłam taka szczęśliwa, mając go obok siebie. Pod żadnym pozorem nie chciałam go wypuścić.
---
W parku, zasiedliśmy na jednej z ławek. Położyłam głowę na jego ramieniu i bawiłam się palcami jego dłoni. Czułam bijące od niego ciepło, którym darzył tylko mnie… Po chwili ciszy spojrzałam na niego i usiadłam mu na kolana, przodem do niego. Zawiesiłam ręce na jego ramionach, a dłonie ułożyłam na jego karku, bawiąc się czasami kosmykami jego włosów. Pocałowałam go w czoło i lekko się uśmiechnęłam.
-Nico? Dlaczego odwzajemniłeś moje uczucie? Znaczy, wiem, a raczej tak myślę, że mnie kochasz, ale… Skąd mogę wiedzieć, że jest prawdziwe?
Zapytałam go, patrząc mu prosto w oczy. Moje policzki były lekko czerwone. Miałam nadzieję, że nie zawiodę się na jego odpowiedzi…
<Nicoś? <3 >
Zapytałam, czując jak odprawia na mnie jakieś dziwne egzorcyzmy. Myślałam, że nie jest fanem okultyzmu. Poruszał palcem na moim czole, więc zabrałam jego palec.
-Sprawdzam czy jesteś sobą.
Powiedział, a ja zapytałam, dlaczego niby miałabym nie być. Chyba nic nie zrobiłam. Źle wyglądam? Nie wiedziałam.
- Nie wiem co Ciebie opętało ale walnęłaś mnie w twarz podczas snu. Jednak póki co Twoje reakcje są poprawne, gdybyś była demonem od razu byś się na mnie rzuciła.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem i lekkim zmieszaniem. Przeprosiłam go i zapytałam dlaczego wyjechał mi z demonem. Aż tak źle? Nie wiedziałam, że uderzyłam go tak mocno. Nagle chłopak złapał mnie za nos i lekko ścisnął.
- Bezduszna istoto, nawet nie okazałaś skruchy robiąc coś tak podłego.
- Nie przyszło Ci na myśl, że spałam? Nie zrobiłabym tego naumyślnie.
Ujrzałam, jak chłopak się uśmiecha. Oj, jaki słodki. Nadal trzymał palce na moim nosie. Zapytałam go, dlaczego tak się cieszy. Lekko strzepałam jego palce z mojego nosa, gdy powiedział, że brzmię jak kaczka. Teraz trzymałam jego dłoń, aby znowu mnie nie chwycił za nos. Pocałowałam go w policzek i przypomniałam mu o lekcjach. Kiedy próbowałam wstać, on mnie przycisnął do siebie.
-Co ty robisz? Czas goni, a Ty jeszcze nie zdołałeś ruszyć tyłka spod pościeli. Poza tym, przez ciebie muszę znowu ogarnąć włosy.
-Więc spróbuj się uwolnić potworze.
Starałam się od niego wyrwać. Że też byłam słabsza. Krzyknęłam, aby mnie puścił, a ten tylko powiedział, że nie ma tak łatwo. Po jeszcze chwili szarpaniny, udało mi się.
-Naprawdę, zaczynam się ciebie bać. Ale i tak cię kocham. Wstawaj już leniu.
-To chociaż pomóż mi wstać.
Chłopak wystawił do mnie dłoń. Z dobrego serca chwyciłam jego dłoń, a on znowu mnie przyciągnął. Zaczęłam się szamotać.
-Nico!
Uderzyłam go lekko pięścią w tors. Ten powiedział, że słucha, więc pocałowałam go w policzek.
-To słuchaj. Nie chcę się przez ciebie spóźnić na lekcje. Chodź.
Wstałam wreszcie i podeszłam do lustra, aby ułożyć moje włosy. Nico skierował się do łazienki, a potem do swojego pokoju. W tym czasie, szybko wzięłam torbę, przejrzałam się w lustrze i poszłam pod drzwi jego pokoju. Gdy wreszcie wyszedł, pocałowaliśmy się i poszliśmy na lekcje.
---
Po lekcjach, spotkaliśmy się na dziedzińcu i poszliśmy do parku Green Heels. Trzymałam dłoń mojego chłopaka i z uśmiechem kroczyłam przed siebie. Byłam taka szczęśliwa, mając go obok siebie. Pod żadnym pozorem nie chciałam go wypuścić.
---
W parku, zasiedliśmy na jednej z ławek. Położyłam głowę na jego ramieniu i bawiłam się palcami jego dłoni. Czułam bijące od niego ciepło, którym darzył tylko mnie… Po chwili ciszy spojrzałam na niego i usiadłam mu na kolana, przodem do niego. Zawiesiłam ręce na jego ramionach, a dłonie ułożyłam na jego karku, bawiąc się czasami kosmykami jego włosów. Pocałowałam go w czoło i lekko się uśmiechnęłam.
-Nico? Dlaczego odwzajemniłeś moje uczucie? Znaczy, wiem, a raczej tak myślę, że mnie kochasz, ale… Skąd mogę wiedzieć, że jest prawdziwe?
Zapytałam go, patrząc mu prosto w oczy. Moje policzki były lekko czerwone. Miałam nadzieję, że nie zawiodę się na jego odpowiedzi…
<Nicoś? <3 >
Subskrybuj:
Posty (Atom)
