Po cichu wycofałam się z pomieszczenia i ostrożnie ruszyłam dalej.
Słyszałam jeszcze, jak Chris mnie wołał, jednak nie zamierzałam z tego
powodu rezygnować z mojego misternie ułożonego planu. Skoro już tu
jesteśmy, należy zajrzeć w każdy najciemniejszy kąt, zbadać każdą
najmniejszą dziurę i upewnić się, że nie ma tu nic na tyle
interesującego, by mogło się nam w przyszłości przydać. Jak to wiadomo, w
opuszczonych miejscach kryje się wiele skarbów. Nie mówiąc już o
duchach czy innych zmorach, które tylko czyhają na takich zbłąkanych i
ciekawskich wędrowców jak my.
Przemierzając puste pomieszczenia, rozglądałam się uważnie, żeby czasem
niczego atrakcyjnego nie przegapić. Będąc tu, mam zamiar jak najwięcej
korzyści nałapać. Dodatkowo być może uda mi się nastraszyć jakoś
towarzyszącego mi chłopka. Byłby to taki malutki bonusik od losu.
A więc tak wygląda Zachodnie Skrzydło. Prawdę mówiąc, lekko się
zawiodłam. Korytarz jak korytarz, klasy jak klasy. Tylko nieco
zakurzone, nic porywającego i ekscytującego tu nie ma, nie mówiąc już o
mrożącym krew w żyłach. Po prostu najzwyczajniejsza szkoła, tylko że
opuszczona. I z czego tu robić takie wielkie halo, że trzeba od razu
zabraniać wejścia?
Kolejna, wręcz identyczna sala. Właściwie nie było sensu, żebym do niej
wchodziła, bo zapewne i tak nic tam nie znajdę. Jednak moja kobieca
intuicja ciągnęła mnie wołami i wręcz biła na alarm. Charlie, tam z
pewnością jest skarb! Musisz tam wejść! Takim właśnie sposobem, pełna
determinacji zaczęłam przegrzebywać kolejne pomieszczenie.
Początkowo totalnie zignorowałam niepozorny karton stojący wysoko na
półce. W końcu i na niego przyszedł czas. Podeszłam do regału i zadarłam
głowę, jeśli stanę na palcach, to może mi się uda ściągnąć przedmiot
mojego zainteresowania na dół. Jedną ręką chwyciłam się szafki, a drugą
zaczęłam sięgać jak najwyżej. Końcami palców smyrnęłam po kartonie,
jednak nadal było to za mało. Stanęłam na najniższej półce i spróbowałam
jeszcze raz, tym razem chwytając się przytwierdzonego do ściany
wieszaka. Otoczyłam ramieniem pudełko i przesunęłam bliżej siebie. I
wtedy nastąpiło wielkie bum. Haczyk nie wytrzymał mojego ciężaru i urwał
się, a ja nie utrzymałam równowagi i runęłam razem ze swą zdobyczą
wprost na podłogę. Przez moment zamarło mi serce, ale wszystko
wskazywało na to, że bardziej najadłam się strachu niż wyrządziłam sobie
krzywdę. A jak nawet, to później będę się tym martwić, mam ciekawsze
rzeczy do roboty. Rozłożyłam się wygodnie na podłodze i zaczęłam grzebać
w pudełku. Okazało się, że jest ono po brzegi wypełnione przeróżnymi
zdjęciami. Przedstawiały one dorosłych, dzieci, młodzież. Wszyscy
znajdowali się albo na tle szkoły, albo w jakiś szkolnych salach. Niby
nic dziwnego. W końcu każda szkoła ma pełno pamiątek tego typu. Jednak
pod skórą czułam, że coś jest z nimi nie tak, część postaci na
fotografiach została otoczona kółkiem narysowanym czerwonym markerem. Na
innych obrazkach z kolei były podopisywane ciągi cyfr lub liter,
zupełnie jak jakieś szyfry czy oznaczenia. Uważnie przyglądając się
każdej, zaczęłam segregować i grupować poszczególne fotografie. Tak się
zaangażowałam w to zadanie, że całkowicie zapomniałam o bożym świecie.
Przywiązywałam ze sobą daty wykonania zdjęcia, miejsce czy osoby, które
jakimś cudem udało mi się rozróżnić w tym ogromie postaci. Końcem
końców, wokół mnie było morze kolorowych, jak i czarno białych odbitek.
Wtedy do pomieszczenia wszedł, a raczej wparował Chris. Rozejrzał się
uważnie, zupełnie jakby zaraz miało coś na niego wyskoczyć.
- Czy ci zupełnie odbiło? Nigdzie więcej cię nie zaprowadzę. Same z tego
kłopoty są – ojej… czyżby ktoś tu się martwił? Jak słodko. Nie
odpowiadając mu, zaczęłam nadal przeglądać swoje znalezisko.
- Pozbierajmy to i lepiej stąd chodźmy, to nie jest dobry pomysł, żeby
tu przesiadywać – mówiąc to, zaczął wrzucać fotografie do pudełka.
Zareagowałam natychmiast. Zgarnęłam zdjęć, ile się dało, jak najbliżej
siebie, po czym położyłam się na nich.
- Ja nigdzie nie idę – oświadczyłam, chowając wystające zdjęcia i
wydęłam policzki. Jeśli będzie chciał iść, to siłą będzie musiał mnie
stąd zabrać. Bo ja się nie ruszam. Chłopak westchnął cierpiętnico,
wszystko wskazywało, że bił się sam ze sobą w myślach.
- Dobra, możemy zabrać część zdjęć, ale błagam, chodźmy już – planowałam
nieco zmodyfikować jego propozycję. A co jeśli zdjęcia, które
zostawimy, okażą się kluczowe? Nie możemy pominąć żadnej poszlaki.
Właśnie dlatego chwyciłam swoją szkolną, i tak pustą torbę i wypełniłam
ją, ile się dało. Następnie resztę fotografii upchnęłam w plecaku
Christophera, a to, co się i tak nie zmieściło, powciskałam do kieszeni.
Zadowolona porwałam swój plecak i założyłam go. Niczym się nie
przejmując, skoczyłam chłopakowi na plecy, wywołując tym ciche
stęknięcie.
- Naprzód mój dzielny wierzchowcu!
Chris? ;3
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Charlotte. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 lipca 2017
piątek, 7 lipca 2017
Od Christophera CD Charlotte
Propozycja dziewczyny nieco mnie zaniepokoiła. Ożywiła się w momencie
wspomnienia o zakazanym skrzydle. Nie dało się przeoczyć jej błysku w
oczach. Obawiam się, że jeśli się zgodzę to wynikną z tego nie lada
kłopoty ale z drugiej strony nie chce, żeby nowa uczennica zapamiętała
mnie jako niekoleżeńskiego dupka, a na dodatek niezdarnego.
- Fajne i wyjątkowo interesujące miejsca, mówisz… czy jest tu coś takiego…?
Udałem, że nie ma tutaj nic ciekawego. Zapewne wie, że próbuję się wywinąć od wspomnienia o zakazanym Zachodnim Skrzydle oraz Głównym budynku czyli pierwszym piętrze.
Dziewczyna spiorunowała mnie spojrzeniem.
- To jak będzie? – wystawiła dłoń.
Czy mały wypadek na stołówce jest warty czegoś takiego?
- Niech będzie. – podałem jej dłoń.
Czarno to widzę.
- No to prowadź! – ruszyła przed siebie.
- To nie w tą stronę. – wskazałem palcem na właściwy kierunek.
- No przecież wiem. – zawróciła i pomaszerowała we wskazanym kierunku.
***
Szczerze mówiąc nigdy tu nie byłem ale Zachodnie Skrzydło rzeczywiście przyprawia o ciarki. Zimno, ciemno, wszędzie unosił się kurz i zapach starości.
- Jesteś pewna, że chcesz tam wejść?
- Oczywiście! A coś ty myślał. Nie bądź ciota i chodź.
Pociągnęła mnie za nadgarstek wchodząc do pierwszej lepszej sali. Klasa wyglądała jak nawiedzona. Stare, porysowane, zakurzone i wyblakłe, drewniane krzesła wsunięte w podobnie wyglądające ławki, ustawione w równym rzędzie przed równie zakurzoną tablicą. Na starych, brudnych oknach wisiały szmatki zasłaniające świat zewnętrzny. Cały widok napełniał mnie dziwnym niepokojącym uczuciem. No nieźle, pierwszy raz zdarza mi się opuścić lekcje.
- Ale ekstra!
Rozglądała się po klasie zaintrygowana. Chodziła to tu, to tam sprawdzając różne zakamarki.
- No szczerze mówiąc miałam już wątpliwości czy skłonisz się do przyprowadzenia mnie tutaj. – dodała.
- Masz jakieś plany wobec tego wypadu?
- Kto wie~ - ostatnie słowo dziwnie popłynęło.
Przełknąłem cicho ślinę. Może to był błąd?
Nawet nie zauważyłem gdy Charlotte wyszła z pomieszczenia. Tak nagle zniknęła bez ostrzeżenia.
- Charlotte? – rozejrzałem się. – Charlotte!
Wybiegłem z sali. Nie było jej na korytarzu. Gdzie ona zniknęła?
W tym samym momencie, usłyszałem jeden wielki huk. Co do ch*lery?! Dźwięk dobiegał z sali z niedaleka. Pobiegłem w tamtą stronę. Co jeśli coś się jej stało? Zacząłem przeszukiwać klasy. W końcu, gdy dotarłem do sali dydaktycznej, zobaczyłem coś co nieźle mnie zdziwiło.
Charlie? xp
- Fajne i wyjątkowo interesujące miejsca, mówisz… czy jest tu coś takiego…?
Udałem, że nie ma tutaj nic ciekawego. Zapewne wie, że próbuję się wywinąć od wspomnienia o zakazanym Zachodnim Skrzydle oraz Głównym budynku czyli pierwszym piętrze.
Dziewczyna spiorunowała mnie spojrzeniem.
- To jak będzie? – wystawiła dłoń.
Czy mały wypadek na stołówce jest warty czegoś takiego?
- Niech będzie. – podałem jej dłoń.
Czarno to widzę.
- No to prowadź! – ruszyła przed siebie.
- To nie w tą stronę. – wskazałem palcem na właściwy kierunek.
- No przecież wiem. – zawróciła i pomaszerowała we wskazanym kierunku.
***
Szczerze mówiąc nigdy tu nie byłem ale Zachodnie Skrzydło rzeczywiście przyprawia o ciarki. Zimno, ciemno, wszędzie unosił się kurz i zapach starości.
- Jesteś pewna, że chcesz tam wejść?
- Oczywiście! A coś ty myślał. Nie bądź ciota i chodź.
Pociągnęła mnie za nadgarstek wchodząc do pierwszej lepszej sali. Klasa wyglądała jak nawiedzona. Stare, porysowane, zakurzone i wyblakłe, drewniane krzesła wsunięte w podobnie wyglądające ławki, ustawione w równym rzędzie przed równie zakurzoną tablicą. Na starych, brudnych oknach wisiały szmatki zasłaniające świat zewnętrzny. Cały widok napełniał mnie dziwnym niepokojącym uczuciem. No nieźle, pierwszy raz zdarza mi się opuścić lekcje.
- Ale ekstra!
Rozglądała się po klasie zaintrygowana. Chodziła to tu, to tam sprawdzając różne zakamarki.
- No szczerze mówiąc miałam już wątpliwości czy skłonisz się do przyprowadzenia mnie tutaj. – dodała.
- Masz jakieś plany wobec tego wypadu?
- Kto wie~ - ostatnie słowo dziwnie popłynęło.
Przełknąłem cicho ślinę. Może to był błąd?
Nawet nie zauważyłem gdy Charlotte wyszła z pomieszczenia. Tak nagle zniknęła bez ostrzeżenia.
- Charlotte? – rozejrzałem się. – Charlotte!
Wybiegłem z sali. Nie było jej na korytarzu. Gdzie ona zniknęła?
W tym samym momencie, usłyszałem jeden wielki huk. Co do ch*lery?! Dźwięk dobiegał z sali z niedaleka. Pobiegłem w tamtą stronę. Co jeśli coś się jej stało? Zacząłem przeszukiwać klasy. W końcu, gdy dotarłem do sali dydaktycznej, zobaczyłem coś co nieźle mnie zdziwiło.
Charlie? xp
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Od Charlotte CD Christophera
Czy ja naprawdę jestem aż tak straszna? Oczywiście, że wkurzyłam się za tą akcję z obiadem, a bezczelna pomponiara
tylko podniosła mi ciśnienie. Myślałam, że krew mnie zaleje na miejscu.
No ale wracając do tematu, ile można denerwować się o jakąś pierdołę
typu rozlana zupa? Nienormalnym by trzeba być.
- Jakoś się
zrehabilitujesz za wpadkę na stołówce – skoro już się napatoczył, to
może mnie oprowadzić po tym nowym więzieniu, nazywanym potocznie szkołą.
W końcu jestem nowa, a obiekt jest ogromny, tak więc znając moje szczęście, zgubiłabym się na najbliższym zakręcie.
- T-tak, może i masz rację – taki duży z niego chłopczyk, a taki nieśmiały? Czas go rozruszać, bo nigdy nie znajdzie sobie wybranki serca. Co najwyżej będzie do niej po cichu wzdychać.
- No właśnie – uśmiechnęłam się i wcisnęłam mu do dłoni swój plecak. Nie będę go nosiła, skoro mam koło siebie bezrobotnego pachołka, któremu nie robi różnicy czy nosi parę kilogramów więcej. Pewnie nawet tego nie odczuł. – W drogę więc. Oprowadzisz mnie trochę po szkole – tak jak mówiłam, szkoła ogromna, a ja z wielkim darem do wpadania w kłopoty. Wiele interesujących rzeczy mogłoby się wydarzyć, których mimo wszystko wolałabym uniknąć. Ponagliłam chłopaka i skocznym krokiem ruszyłam za nim.
- Stołówkę i kilka klas, zakładam, że już widziałaś i pamiętasz, gdzie są – no owszem, jakoś musiałam się dotoczyć na lekcje. A później na ten nieszczęsny obiad… - We wschodnim skrzydle są sale od różnych przedmiotów, pielęgniarka i takie pomieszczenia jak gabinet dyrektorki i pokój nauczycielski czy samorządu – jak na razie nie pokazał mi nic interesującego. Co prawda, podejrzewam, że w gabinecie dyrcia będę częstym gościem, więc w sumie warto wiedzieć, gdzie jest. Zamyśliłam się i całkowicie przestałam słuchać Chrisa. Wiem, że chciałam, żeby mnie oprowadził, ale to wszystko było okropne nudne. Nawet święty by nie wytrzymał takiego słuchania o takich bzdurach. Z myśli wyrwało mnie jedno zdanie, a właściwie słowo.
- … zabronione – nie wiem, jak wiele z tego jego wykładu ominęłam, ale wszystko wskazywało na to, że najlepsze jednak przede mną.
- Czekaj, czekaj, czekaj. Co mówiłeś? – wolałam się upewnić, żeby nie okazało się, że to wszystko było po prostu bardzo pięknym, aczkolwiek tylko wymysłem mojej pokręconej wyobraźni. Chłopak westchnął cierpiąco, ale powtórzył swoją wypowiedź. Oczy natychmiast mi zabłysnęły. Zakazane miejsca, coś pięknego. Już wiem, co będziemy robić podczas najbliższych zajęć. I choćby miałaby to być właściwie pierwsza, a zarazem ostatnia rzecz w tej szkole, zamierzam zwiedzić i zbadać zabronione rejony centymetr po centymetrze. I nikt mnie nie powstrzyma.
- Christopher, Chris, Misiek... mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia – zaczęłam przymilnie, nawet wzięłam od niego swoją własność i sprawnym ruchem założyłam na ramię. Skoro mamy poruszać się sprawnie i bez przeszkód, to muszę go nieco odciążyć. W plecaku i tak nie było zbyt wiele, ale zawsze wygodniej niesie się do na plecach niż w ręce. Mój towarzysz spojrzał na mnie niezrozumiale. Czyżby nie przywykł do zdrobnień? Trudno.
- A więc sprawa wygląda tak. Ty zaprowadzisz mnie w kilka fajnych i wyjątkowo interesujących miejsc, a ja powiedzmy, że przymknę oko, na ten niemiły incydent na stołówce. Co ty na to?
Chris? Znaj łaskę Pani, wybacza
- T-tak, może i masz rację – taki duży z niego chłopczyk, a taki nieśmiały? Czas go rozruszać, bo nigdy nie znajdzie sobie wybranki serca. Co najwyżej będzie do niej po cichu wzdychać.
- No właśnie – uśmiechnęłam się i wcisnęłam mu do dłoni swój plecak. Nie będę go nosiła, skoro mam koło siebie bezrobotnego pachołka, któremu nie robi różnicy czy nosi parę kilogramów więcej. Pewnie nawet tego nie odczuł. – W drogę więc. Oprowadzisz mnie trochę po szkole – tak jak mówiłam, szkoła ogromna, a ja z wielkim darem do wpadania w kłopoty. Wiele interesujących rzeczy mogłoby się wydarzyć, których mimo wszystko wolałabym uniknąć. Ponagliłam chłopaka i skocznym krokiem ruszyłam za nim.
- Stołówkę i kilka klas, zakładam, że już widziałaś i pamiętasz, gdzie są – no owszem, jakoś musiałam się dotoczyć na lekcje. A później na ten nieszczęsny obiad… - We wschodnim skrzydle są sale od różnych przedmiotów, pielęgniarka i takie pomieszczenia jak gabinet dyrektorki i pokój nauczycielski czy samorządu – jak na razie nie pokazał mi nic interesującego. Co prawda, podejrzewam, że w gabinecie dyrcia będę częstym gościem, więc w sumie warto wiedzieć, gdzie jest. Zamyśliłam się i całkowicie przestałam słuchać Chrisa. Wiem, że chciałam, żeby mnie oprowadził, ale to wszystko było okropne nudne. Nawet święty by nie wytrzymał takiego słuchania o takich bzdurach. Z myśli wyrwało mnie jedno zdanie, a właściwie słowo.
- … zabronione – nie wiem, jak wiele z tego jego wykładu ominęłam, ale wszystko wskazywało na to, że najlepsze jednak przede mną.
- Czekaj, czekaj, czekaj. Co mówiłeś? – wolałam się upewnić, żeby nie okazało się, że to wszystko było po prostu bardzo pięknym, aczkolwiek tylko wymysłem mojej pokręconej wyobraźni. Chłopak westchnął cierpiąco, ale powtórzył swoją wypowiedź. Oczy natychmiast mi zabłysnęły. Zakazane miejsca, coś pięknego. Już wiem, co będziemy robić podczas najbliższych zajęć. I choćby miałaby to być właściwie pierwsza, a zarazem ostatnia rzecz w tej szkole, zamierzam zwiedzić i zbadać zabronione rejony centymetr po centymetrze. I nikt mnie nie powstrzyma.
- Christopher, Chris, Misiek... mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia – zaczęłam przymilnie, nawet wzięłam od niego swoją własność i sprawnym ruchem założyłam na ramię. Skoro mamy poruszać się sprawnie i bez przeszkód, to muszę go nieco odciążyć. W plecaku i tak nie było zbyt wiele, ale zawsze wygodniej niesie się do na plecach niż w ręce. Mój towarzysz spojrzał na mnie niezrozumiale. Czyżby nie przywykł do zdrobnień? Trudno.
- A więc sprawa wygląda tak. Ty zaprowadzisz mnie w kilka fajnych i wyjątkowo interesujących miejsc, a ja powiedzmy, że przymknę oko, na ten niemiły incydent na stołówce. Co ty na to?
Chris? Znaj łaskę Pani, wybacza
poniedziałek, 29 maja 2017
Od Christophera CD Charlotte
Świetnie. Bardzo dobrze Christopherze, dałeś z siebie wszystko, aby
zbesztać nową uczennicę. Możesz być z siebie dumny. Nie miałbym do niej
żalu gdyby przywaliła mi z lewego sierpowego. Należy mi się.
- Charlotte. – wystawiła z powagą otwartą dłoń. – Charlotte Aleen.
- Christopher Morgan. – ująłem ją.
Zdaje się, że nie ma do mnie żalu, jakby się wydawało na początku.
- Twoje nazwisko kojarzy mi się z rybą.
- Z rybą?
Szczerze mówiąc zatkało mnie. Pierwszy raz słyszę, aby komukolwiek moje nazwisko przypominało rybę. Ciekaw jestem skąd jej się to wzięło.
- No tak. A właściwie z wodą. Brzmi tak trochę po królewsku. Niczym Tryton. – parsknęła. – Będę Cię nazywać Makrelą.
Dziewczyna wydała mi się całkiem urocza. Nawet jeśli ochrzciła mnie mianem ryby.
- Nie przeszkadza mi to. – posłałem jej blady uśmiech.
- A czy ja pytam czy Ci to przeszkadza? – wytknęła język. – Nadałam Ci nowe imię, tak więc masz być dla mnie wdzięcznym podwładnym.
- Eh, co? – spytałem zakłopotany.
Spojrzała na mnie z uśmieszkiem wyższości.
- Jakoś się zrehabilitujesz za wpadkę na stołówce.
- T-tak, może i masz rację. – podrapałem się niezręcznie w kark.
- No właśnie. – podeszła do mnie bliżej, zawieszając swój plecak na mojej dłoni, którą wcześniej wyprostowała. – W drogę więc. Oprowadzisz mnie trochę po szkole.
Charlotte? Proszę mi wybaczyć za niezbyt zadowalającą długość opowiadania xd
- Charlotte. – wystawiła z powagą otwartą dłoń. – Charlotte Aleen.
- Christopher Morgan. – ująłem ją.
Zdaje się, że nie ma do mnie żalu, jakby się wydawało na początku.
- Twoje nazwisko kojarzy mi się z rybą.
- Z rybą?
Szczerze mówiąc zatkało mnie. Pierwszy raz słyszę, aby komukolwiek moje nazwisko przypominało rybę. Ciekaw jestem skąd jej się to wzięło.
- No tak. A właściwie z wodą. Brzmi tak trochę po królewsku. Niczym Tryton. – parsknęła. – Będę Cię nazywać Makrelą.
Dziewczyna wydała mi się całkiem urocza. Nawet jeśli ochrzciła mnie mianem ryby.
- Nie przeszkadza mi to. – posłałem jej blady uśmiech.
- A czy ja pytam czy Ci to przeszkadza? – wytknęła język. – Nadałam Ci nowe imię, tak więc masz być dla mnie wdzięcznym podwładnym.
- Eh, co? – spytałem zakłopotany.
Spojrzała na mnie z uśmieszkiem wyższości.
- Jakoś się zrehabilitujesz za wpadkę na stołówce.
- T-tak, może i masz rację. – podrapałem się niezręcznie w kark.
- No właśnie. – podeszła do mnie bliżej, zawieszając swój plecak na mojej dłoni, którą wcześniej wyprostowała. – W drogę więc. Oprowadzisz mnie trochę po szkole.
Charlotte? Proszę mi wybaczyć za niezbyt zadowalającą długość opowiadania xd
środa, 24 maja 2017
Od Charlotte
Nowa szkoła.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Stałam właśnie przed głównym wejściem z
plecakiem przerzuconym przez jedno ramię. No ciekawe jak to będzie tym
razem. Właściwie, to zostałam tu przyjęta tylko ze względu na znajomości
rodziców, jak i ich dość sporą zawartość kieszeni. Nigdy nie mogłam
pochwalić się wysokimi wynikami w nauce. Można powiedzieć, że są one
ledwo zadowalające. No ale nie o tym. Przywdziałam pewny siebie uśmiech i
wkroczyłam do tak wychwalanej pod niebiosa placówki edukacyjnej.
Klasa,
jak klasa, żadnych fajerwerków. Ponieważ dołączyłam w środku semestru,
zostałam przedstawiona przez nauczycielkę na środku, po czym usiadłam w
ławce. Po tym zaczęła się normalna lekcja, jednak jakoś nie mogłam się
skupić. Obróciłam więc głowę w stronę okna i podparłam ją o dłoń.
***
***
Gdy
już nałożyłam sobie jedzenie na tackę, ruszyłam szukać jakiegoś wolnego
miejsca. Było to wyjątkowo utrudnione, przez straszny tłum na stołówce.
Poprawiłam tylko wpadające mi do oczu włosy i dziarsko sunęłam naprzód.
Z uśmiechem wypatrzyłam puste krzesło przy jednym stoliku i gdy już
prawie do niego doszłam, poczułam, jak coś we mnie uderza, bardziej
ktoś. Jednocześnie coś ciepłego zaczęło spływać mi po policzku i moczyć
koszulkę. Rozgorączkowana gwałtownie odwróciłam się. Zobaczyłam przed sobą ciemny t-shirt, poprawka, ciemny i brudny t-shirt, więc zadarłam głowę do góry. Ściągnęłam brwi.
- Chodzisz jak łajza - warknęłam zła. Cała zawartość jego talerza znajdowała się na moich włosach, za to mój posiłek wylądował na chłopaku. Westchnęłam cicho, wspominając niedoszły obiad, ja naprawdę byłam głodna. Wcisnęłam zaskoczonemu chłopakowi swoją tackę z resztą lunchu, bym mogła się wytrzeć zgarniętą z pobliskiego stolika serwetką. Mocno tarłam plamę z sosu pomidorowego na ramieniu, przy okazji rzucając zirytowane spojrzenia. Efekty były marne, gdyż zamiast pozbywać się brudu, rozcierałam go tylko. Chłopak z resztą też próbował się wyczyścić. Z obrzydzeniem strzepywał jedzenie z koszulki.
- Widzisz? To wszystko przez ciebie! Gdybyś nie był taką ofermą, nie wyglądałabym teraz jak ofiara losu! - w tej chwili byliśmy w centrum zainteresowania. Wokół nas utworzyło się kółeczko gapiów. Niepotrzebnych gapiów.
- Hola, dziewczyno. Uspokój się. To przecież nie moja wina, nie zrobiłem tego celowo - niby spokojnie, jednak brew mu drgnęła. Czyli że nie jest taki opanowany, jakby się na początku wydawało.
- Po pierwsze - wystawiłam wskazujący palec i stuknęłam nim w klatkę piersiową - nie uspokoję się, a po drugie - kolejne stuknięcie - to jest tylko i wyłącznie twoja wina. I po trzecie. Nie ma na co się gapić. Zmiatać mi stąd. A ty pójdziesz ze mną - jednak zanim się ruszyliśmy, z tłumu wyszła blondyna. Już z daleka było widać, że uważa się za księżniczkę. Cóż… wątpię, żebyśmy się polubiły. Jakby tego wszystkiego było mało, to było bardziej niż pewne, że zaraz będziemy mieć szansę odbyć z nią „przyjemną” pogawędkę. A właściwie ja odbędę, bo patrząc na sylwetkę mojego towarzysza, jakoś wątpiłam, że się jakkolwiek odezwie.
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Życiowy nieudacznik i nowa, bo nie kojarzę cię jakoś - świetnie. Napuszona panienka, która myśli, że jest pępkiem świata. Zachowanie plus dwie przyboczne wskazują na jedno.
- Słuchaj pomponiaro. Nie wiem, kim jesteś, ale szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi. Nie mam ochoty dyskutować z tobą o czymkolwiek. A teraz wybacz, ale śpieszy się nam - mówiąc to, zabrałam od chłopaka naczynia, wcisnęłam je oniemiałej dziewczynie i szarpiąc towarzysza za bluzę, wyszliśmy ze stołówki odprowadzani zaciekawionymi spojrzeniami.
- Serio nie chciałem, przepraszam - mruknął w końcu chłopak. Zatrzymałam się i westchnęłam.
- Zapomnij już o tym, nic się w sumie takiego nie stało - spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba myślał, że znowu zacznę po nim krzyczeć. No, w najgorszym wypadku rzucę się na niego z pięściami. Przykro mi, że zawiodłam, ale nie tym razem.
- Chodzisz jak łajza - warknęłam zła. Cała zawartość jego talerza znajdowała się na moich włosach, za to mój posiłek wylądował na chłopaku. Westchnęłam cicho, wspominając niedoszły obiad, ja naprawdę byłam głodna. Wcisnęłam zaskoczonemu chłopakowi swoją tackę z resztą lunchu, bym mogła się wytrzeć zgarniętą z pobliskiego stolika serwetką. Mocno tarłam plamę z sosu pomidorowego na ramieniu, przy okazji rzucając zirytowane spojrzenia. Efekty były marne, gdyż zamiast pozbywać się brudu, rozcierałam go tylko. Chłopak z resztą też próbował się wyczyścić. Z obrzydzeniem strzepywał jedzenie z koszulki.
- Widzisz? To wszystko przez ciebie! Gdybyś nie był taką ofermą, nie wyglądałabym teraz jak ofiara losu! - w tej chwili byliśmy w centrum zainteresowania. Wokół nas utworzyło się kółeczko gapiów. Niepotrzebnych gapiów.
- Hola, dziewczyno. Uspokój się. To przecież nie moja wina, nie zrobiłem tego celowo - niby spokojnie, jednak brew mu drgnęła. Czyli że nie jest taki opanowany, jakby się na początku wydawało.
- Po pierwsze - wystawiłam wskazujący palec i stuknęłam nim w klatkę piersiową - nie uspokoję się, a po drugie - kolejne stuknięcie - to jest tylko i wyłącznie twoja wina. I po trzecie. Nie ma na co się gapić. Zmiatać mi stąd. A ty pójdziesz ze mną - jednak zanim się ruszyliśmy, z tłumu wyszła blondyna. Już z daleka było widać, że uważa się za księżniczkę. Cóż… wątpię, żebyśmy się polubiły. Jakby tego wszystkiego było mało, to było bardziej niż pewne, że zaraz będziemy mieć szansę odbyć z nią „przyjemną” pogawędkę. A właściwie ja odbędę, bo patrząc na sylwetkę mojego towarzysza, jakoś wątpiłam, że się jakkolwiek odezwie.
- Proszę, proszę, proszę. Kogo my tu mamy. Życiowy nieudacznik i nowa, bo nie kojarzę cię jakoś - świetnie. Napuszona panienka, która myśli, że jest pępkiem świata. Zachowanie plus dwie przyboczne wskazują na jedno.
- Słuchaj pomponiaro. Nie wiem, kim jesteś, ale szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi. Nie mam ochoty dyskutować z tobą o czymkolwiek. A teraz wybacz, ale śpieszy się nam - mówiąc to, zabrałam od chłopaka naczynia, wcisnęłam je oniemiałej dziewczynie i szarpiąc towarzysza za bluzę, wyszliśmy ze stołówki odprowadzani zaciekawionymi spojrzeniami.
- Serio nie chciałem, przepraszam - mruknął w końcu chłopak. Zatrzymałam się i westchnęłam.
- Zapomnij już o tym, nic się w sumie takiego nie stało - spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba myślał, że znowu zacznę po nim krzyczeć. No, w najgorszym wypadku rzucę się na niego z pięściami. Przykro mi, że zawiodłam, ale nie tym razem.
Christopher?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
