wtorek, 19 września 2017
Odchodzą
sobota, 10 czerwca 2017
Od Collina CD Isil
- Dzień dobry - przywitałem się niepewnie. - Czy... Czy coś się stało, proszę pani?
Pani Sparks wzięła głęboki wdech, unosząc lekko głowę, żeby móc spojrzeć mi w oczy. Tak, bycie wyższym od swoich nauczycieli to zdecydowanie kiepska sprawa. Szybko odtrąciłem od siebie niepotrzebne myśli, chcąc w pełnym skupieniu wysłuchać wypowiedzi kobiety.
- Widzisz Collinie... Chodzi o twoją koleżankę, Isil... Widziałam, że siedzicie razem w ławce, więc pewnie dobrze się dogadujecie. Ale do rzeczy. Parę dni temu wydarzyła się okropna tragedia... Matka tej biednej dziewczyny zmarła - powiedziała w końcu, z trudem wypowiadając owe zdanie. - Co gorsza, wiąże się z tym wiele innych problemów - kontynuowała po krótkiej przerwie. - Isil nie ma ojca, ani żadnego innego opiekuna. Jest co prawda już pełnoletnia, ale w obecnej sytuacji nie ma kto opłacić jej pobytu w Akademii... To tylko jedna ze spraw... Nie chcę zawracać ci głowy tego typu rzeczami, a proszę jedynie, abyś... No wiesz, spróbował pomóc jej jakoś przez to przejść...
Stałem w osłupieniu jak przysłowiowy słup soli. Kompletnie nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Westchnąłem głęboko, masując się dłonią po karku.
- Porozmawiam z nią... Zrobię co w mojej mocy, żeby pomóc - zapewniłem wreszcie.
Moja wychowawczyni skinęła głową z wyraźną ulgą wymalowaną na twarzy. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu znajomej szatynki. Po chwili ujrzałem ją nieco dalej, stojącą z twarzą ukrytą w drżących dłoniach. Podszedłem do dziewczyny, kładąc jej rękę na ramieniu. Isil gwałtownie odwróciła głowę, unosząc spojrzenie. Uśmiechnąłem się słabo, nie wiedząc, jak powinienem postąpić w obecnej sytuacji. Zapewnienie, że "wszystko będzie dobrze" nie wydawało się odpowiednią wypowiedzią. Bez dłuższego namysłu objąłem szatynkę ramieniem i bez słowa przytuliłem ją do siebie. Nie protestowała. Najpewniej nie miała na do ani ochoty, ani siły. Potrzebowała wsparcia, a ja nie byłem na chwilę obecną w stanie zrobić nic innego. Taki najprostszy gest współczucia.
- Chcesz o tym porozmawiać? - zapytałem, odsuwając się wreszcie od dziewczyny. - Mogę pomóc...
[ Isil? Kiepskie takie to... Nie wyszło T^T ]
Od Michaela CD Isil, Czeslava
Chwyciłem chłopaka za ramiona i odsunąłem od siebie na długość wyprostowanych rąk, przyglądając się jego uśmiechniętej twarzy ze zmarszczonymi brwiami, a następnie potrząsnąłem nim jak gruszą.
- Powiem-to-bardzo-powoli- wycedziłem, dobitnie podkreślając każdy wyraz.- Jeszcze-raz-odwalisz-coś-takiego, a-coli-więcej-na-oczy-nie-zobaczysz. Rozumiesz?
Po czym parsknąłem śmiechem, a po krótkiej chwili dołączył do mnie przyjaciel.
- Cieszę się, że wszystko już jest w porządku- mruknęła cichutko Isil, oddychając z wyraźną ulgą.
- No jasne- przyznała Taiga. Przyjrzałem się uważnie dziewczynie. Dotąd miałem okazję tylko mijać ją na korytarzach i widzieć podczas apeli szkolnych, więc nie mogłem powiedzieć, że jakoś świetnie znałem jej charakter. Niemniej, musiała mieć jakiś udział w całej tej akcji, skoro teraz była tutaj. Zapewne gdyby nie ona, Ches miałby dużo większe problemy, podczas gdy ja co zrobiłem? Boczyłem się gdzieś w kącie, nawet nie próbując dociekać źródła tego całego zamieszania.
- O co tak właściwie chodziło?- zapytałem, kiedy wreszcie puściłem chłopaka.
- Głupia sprawa, wiesz...
- Wiem. W jakie niby zazwyczaj się wpakowujesz?- wyszczerzyłem się szeroko. Jeszcze parę minut temu byłem niesamowicie wściekły i zdołowany przez tą całą akcję, ale teraz, kiedy Braciszek siedział beztrosko między nami, złe emocje opadły ze nie jak ciężki kubrak nasiąknięty wodą. Niesamowite uczucie ulgi.
- Narkotyki- wyjaśniła cicho i spokojnie Taiga, siadając na wolnym krześle.- Ktoś oskarżył go o posiadanie narkotyków i nieszczęśliwie wybrali akurat puszkę coli oryginalnej receptury, w której pierwotnie były śladowe ilości kokainy.
- Ale obstawiam, że i tak nie będziesz miał dość tej coli?
- No coś ty! To miłość!
Isil pokręciła z niedowierzaniem głową, ale również się uśmiechnęła. Uczucia, jakie Ches żywił do owego gazowanego napoju były nierozerwalnie związane z jego osobą i bez nich nie byłby już tym samym starym, dobrym frisbo-colo maniakiem.
- Słowo daję, odstawię ci kiedyś wszystkie te puszki na najwyższą półkę- zażartowałem.
- Taiga, on mi autentycznie grozi!- chłopak wskazał na mnie palcem.- Ostatnio mi nie uwierzyłaś! Pamiętaj, ja wiem, gdzie jest Immi!
- Chcesz ją zabrać?- przechyliłem lekko głowę.- Masochista się znalazł.
- Kto to mówi- parsknął Ches, ale zaraz sam się uśmiechnął.
- Tak w ogóle, Taiga- spojrzałem na dziewczynę, nieco zakłopotany.- Dzięki. Wiesz, gdyby nie ty...
- Jasne, żaden problem. Po części odpowiedzialność ponoszę w końcu ja, sama mu kupiłam tę colę.
- Winna jest tu jego miłość.
- Gadacie, jakbyście mnie od śmierci uratowali- przewrócił oczami.
- Oj tam, oj tam- machnąłem ręką.- Marudzi, nie, Isil?
< Ches, Tai, Isiś? Wybaczcie, że dopiero odpisuję >
Od Isil
-Dyrektorka poprosiła mnie, żebym cię poinformowała, że masz do niej przyjść.
Zamurowało mnie. Dyrektorka!? Po co!? Coś się stało!? Coś zrobiłam!? Przypomniało mi się jak nie dawno Czeslava prawie wyrzucili ze szkoły. Takie wezwanie raczej nic dobrego nie zwiastuje...
-Dzięki. Już idę -powiedziałam.
Zakluczyłam pokój i ruszyłam do dyrektorki. Chwilę później byłam na miejscu. Odetchnęłam głęboko i weszłam.
Pani Potts spojrzała na mnie znad jakiejś książki.
-Poprosiłam cię tu, aby ci powiedzieć, że... -zaczęła, lecz przerwały jej otwierające się drzwi. Do pokoju wmaszerowała moja wychowawczyni.
-Pani dyrektor, dowiedziałam się o wszystkim -powiedziała pani Sparks. -Chciałabym sama powiadomić o to pannę Einardóttir.
Dyrektorka przez chwilę się zastanawiała, po czym się zgodziła.
-Choć -moja wychowawczyni wyszła z gabinetu.
Ruszyłam za nią. Nogi okropnie bolały, chyba już mam zakwasy. Cały czas nie mogłam nic zrozumieć. O co w tym wszystkim chodziło? Co się stało? Dlaczego nie mogą mi po prostu powiedzieć?
Wyszłyśmy na dwór. Chwilę temu skończyły się lekcje, więc wszędzie było widać uczniów. Dostrzegłam nawet Michaela i Czeslava z frisbee. Powinnam się przywitać, ale najpierw chcę się wreszcie dowiedzieć co zrobiłam.
-Dobrze -powiedziała nauczycielka stając. -Zanim Ci jednak powiem, mam pytanie. Z kim w szkole najlepiej się dogadujesz?
Zastanowiłam się. Nie byłam tu długo, a do tego nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół.
-Nie znam tu wielu osób -odpowiedziałam. -Co najwyżej Collina, Czeslava i Michaela...
Pani podniosła brwi, jednak nic nie powiedziała. Zdałam sobie sprawę, z tego, że to sami chłopacy. Zaczerwieniłam się.
-Dobrze -odezwała się znów moja wychowawczyni. -Wróćmy do tematu. Miałam ci powiedzieć, że... -zawahała się. -Twoja matka nie żyje.
Zatrzymałam się. To niemożliwe! Mama... To musiał być jakiś głupi żart! Nie wierzyłam własnym uszom.
-Prawdopodobnie będziesz też musiała odejść ze szkoły... -dodała spoglądając na mnie. -Naprawdę bardzo mi przykro. Pójdę po któregoś z tych twoich przyjaciół.
Oddaliła się. Wciąż nie mogłam uwierzyć. Cały mój świat, cała ja, moje życie właśnie legło w gruzach. Poczułam jak po moich policzkach ciekną łzy. Mama... Była dla mnie wszystkim co miałam... A teraz... Nie potrafiłam nawet przełknąć tego słowa. Ona odeszła...
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się. Nade mną stał...
<Collin, Michael, Czeslav, albo Kaido? Od tego kto odpisze dużo zależy. ^^ Ale jak odpisze kilka osób (albo nikt) to się nie obrażę.
>
piątek, 9 czerwca 2017
Od Brook CD Isil
- Tędy.- wzlatałam jej odpowiedni kierunek palcem.- A potem w lewo i już.- dodałam cicho gdy ta otworzyła usta, by za pewne się mnie o coś dopytać. Skinęła głową, na znak zrozumienia i wdzięczności.
- Dzięki i do zobaczenia.- odpowiedziała, a ja również skinęłam jej głową. Dziewczyna oddaliła się w odpowiednim kierunku, świńskim truchtem. Ja za to z powrotem włożyłam słuchawki i na nowo odtworzyłam kawałek, spoglądając równocześnie na zegar. Nie było masakrycznie późno, ale jednak wolałam spędzić wczesny wieczór w swoim pokoju i z tego powodu też się tam udałam. Dotarłam tam bez najmniejszego problemu i zasiadłam za biurkiem. Wyciągnęłam zeszyt od matematyki i zaczęłam powtarzać ostatnią lekcje. Na wszeli wypadek i z nudów. Jednak i ta czynność szybko mi się przejadła. Odłożyłam zeszyt i zaczęłam oglądać swoje, lekko wystające żebra, podwijając koszulkę w górę. Było je widać w miarę dobrze, ale w końcu od nie tak dawna jestem na diecie, która ma sprawić, że przytyję... Nagle ktoś wparował do mojego pokoju. Bez najmniejszego ostrzeżenia, zapukania. Czegokolwiek. Ja z uniesioną lekko koszulką i jakiś osobnik płci męskiej... Dziwna sytuacja.
Jakiś PAN Ktoś? Sorry Isill, skoro nie masz weny nie będę cię męczyć
czwartek, 8 czerwca 2017
Od Isil CD Collina
-Na pewno nie chcesz tych żelków? -spytał.
Zawahałam się. Wiedziałam, że nie powinnam, ale... Chłopak musiał zobaczyć coś po mojej minie, bo z uśmiechem podał pod stołem paczkę. Poczęstowałam się jednym i oddałam.
-Dzięki... -szepnęłam tylko.
Pani w tym czasie skończyła lekcję i poinformowała nas o pracy w grupach. Pracy w grupach... Jak ja nienawidziłam pracy w grupach. I wycieczek szkolnych. No bo... Po co to komu? Odciąga od nauki, rozprasza, stresuje... Okropnie stresuje...
-Chodźmy zobaczyć ten projekt -uśmiechnął się do mnie Collin. To było dziwne. On się cały czas uśmiechał. Może jest na coś chory? Wstałam. Siedzący w ławce przed nami Michael odwrócił się akurat i zagwizdał.
-Naprawdę pracujecie razem? Zróbcie sobie zdjęcie, wyglądacie genialnie! -zaśmiał się i odszedł gdzieś z Czeslavem.
Westchnęłam i zdałam sobie sprawę, że mój ,,towarzysz’’ jest już pod tablicą. Przecisnęłam się do niego i spytałam:
-To jaki mamy temat?
<Collin? >
wtorek, 6 czerwca 2017
Od Czeslava CD Michaela, Isil
- Dzień dobry panie Profesorze - uśmiechnąłem się
- Mogę Ci prosić na słówko? - powiedział z zimną twarzą
- Emm pewnie - zastanawiałem się, co może ode mnie chcieć Vice dyrek. Nie czekając dłużej ruszyliśmy w stronę gabinetu dyrektora. Pan Elev otworzył drzwi i ruchem ręki zaprosił mnie do środka. Wszedłem w progu poprawiając plecak. W gabinecie po za Panią Potts, była jeszcze moja wychowawczyni Pani Sparks. Ich miny były bardzo nie tęgi. Stanąłem przy stoliku i czekałem na rozwinięcie akcji.
- Czeslav - powiedziała dyrektorka - Doszły nas słuchy, że sprowadziłeś na teren naszej szkoły narkotyki.
- Narkotyki? - spytałem zdziwiony i jednocześnie przerażony
- Tak - kontynuowała - informację tę mamy z zaufanego źródła. Wszyscy jesteśmy w szoku, Pani Spark nie może sobie tego wyobrazić.
- To prawda - przerwała Caroline - Czeslav nie jest typem ucznia, którego bym posądziła o posiadanie, czy handel narkotykami.
- Droga Caroline - odezwał się vice dyrek - Nie zapominaj, że uczniom nigdy nie można bezgranicznie ufać.
- Elev spokojnie - odezwała się dyrektorka - Czeslav, czy możesz wyciągnąć wszystkie rzeczy ze swojego plecaka?
- Oczywiście - powiedziałem i szybko zacząłem rozpakowywać plecak. Serce podskoczyło mi do gardła i trwało tam jak wielka twarda gula. W dość krókim czasie cała zawartość mojego plecaka znalazła się na stoliku. Nauczyciele podeszli i uważnie przejrzeli moje rzeczy. Nagle Elev złapał za butelkę i spojrzał pod światło.
- Czeslav na co Ci tyle butelek coli? - zapytał wskazując na pozostałe pięć
- Lubię pić colę - odpowiedziałem zgodnie z prawdą
- To fakt - odezwała się Caroline - Zawsze, gdy go widzę to w dłoni ma colę.
- Dobrze wiesz o czym zostaliśmy poinformowani - przerwała dyrektorka - Gdzie ja położyłam te testy...
Kobieta podeszła do biurka i zaczęła czegoś szukać. Po chwili wróciła z małym pudełeczkiem w dłoni.
- Czeslav to są testy na obecność narkotyków - powiedziała patrząc na mnie - Zaraz sprawdzimy, czy to co usłyszeliśmy to prawda, czy fałsz.
Elev odkręcił butelkę i nalał trochę coli do szklanki. Dyrektorka zanurzyła w niej patyczek i po chwili włożyła do tego dziwnego testu. Wszyscy staliśmy w niezręcznej ciszy pełnej napięcia, oczekując wyników. Że narkotyki? W życiu... Gdyby to była prawda to od razu mnie wyrzucą i cofną mi stypendium... będę musiał wrócić do ciotki Aleny... Nie przecież to nie prawda! Dyrektorka sięgnęła dłonią po patyczek i wyciągnęła go. Był jadowicie zielony.
- Co to znaczy? - zapytała Caroline
- Zaraz się dowiemy - Pan Elev sprawdzał, coś na ulotce - Pozytywny.
Wszystkie oczy momentalnie utkwiły we mnie. Skuliłem się w sobie i nie byłem w stanie nic powiedzieć... ale skąd?
- Pierwszy raz w całej historii akademii, zdarzyła się taka rzecz - powiedziała dyrektorka prostując się - Czeslav wiesz co to oznacz? Będziemy musieli wydalić Cię ze skutkiem natychmiastowym.
- Ale... - nie byłem w stanie nic więcej z siebie wykrztusić.
- Zostańcie tutaj i czekajcie do mojego powrotu - powiedziała i wyszła razem z Caroline
Usiadłem na krześle i załamałem się. Czyżby miała się właśnie skończyć moja wielka przygoda? W głowie kołotało mi tysiąc myśli na sekundę. A najważniejszą z nich było to skąd narkotyki?! Czas dla mnie się zatrzymał. Nie wiem, czy siedziałem tam dziesięć minut, czy godzinę. Ale gdy wróciła dyrektorka, byłem masakrycznie zmęczony psychicznie.
- Teraz będziesz musiał poczekać, aż przyjadą po Ciebie opiekunowie programu.
Spuściłem głowę i się nie odzywałem. Byłem, ale nie byłem...
* jakiś czas później*
Nagle do drzwi zapukał, ktoś bardzo zniecierpliwiony, bo drzwi wypadły prawie z zawiasów.
- Proszę.
- Pani Dyrektor - do gabinetu wpadła Taiga - To jakieś nieporozumienie. Mogę poręczyć za Czeslava, że on nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
- Panno Taigo, fakty są jakie są i jednoznacznie wskazują winę Pana Nesladka.
- Tak, ale to niemożliwe! - powiedziała zdenerwowana
- Narkotyki były w coli Pana Nesladka. Sam nie wie skąd tam się wzięły, a zasady jakie są wszyscy wiedzą. Za posiadanie jakichkolwiek używek grozi naatychmiastowe wydalenie.
- Czeslav no powiedz, że coś! - Taiga zwróciła się do mnie
- Ale co mam powiedzieć? - spojrzałem na nią smutnym wzrokiem - To jest ta cola, którą wtedy kupiłaś mi w mieście. W życiu nie zbeszcześciłbym orginalnej receptury!
* flash*
Michael leżał na łóżku, na jego krawędzi siedziała Isil i próbowała go pocieszyć. Chłopak odwrócił się twarzą do sufitu i powiedział
- Czesiek i narkotyki? W życiu!
- Też nie mogę w to uwierzyć - powiedziała dziewczyna - Jestem w szoku
- Słuchaj - Michael podniósł się na łokciach - A może ktoś mu je dosypał i podkablował? Tylko, czy Czesiek miał jakiś wrogów?
- Raczej nie... chociaż niektórych mógł denerwować
- Ale to nie jest powód, aby robić coś takiego - Michael ponownie padł na łóżko.
- Nic nie zrobimy... jego już nie ma...
*flash
- Dziękuję - powiedziałem do Taigi potajemnie ocierając łzę - Gdyby nie ty, to to...
- Nic nie mów - powiedziała - Musiałam to zrobić, sumienie nie dałoby mi spokoju...
- Ale ja w życiu bym na to nie wpadł, gdyby nie ty!
- Słuchaj to wszystko przez te twoje zafascynowanie tą colą - uśmiechnęła się - Gdy wróciłam do domu trochę poczytałam o tej orginalnej recepturze i tam wyczytałam, że nazwę swoją wzięła od cocainy, bo zawierała jej śladowe ilości... wystarczająco tyle, aby test je wykrył.
- Heh - uśmiechnąłem się - Nadal nie mogę w to uwierzyć.
- W co?
- W to, że jeszcze kilka godzin temu było wszystko normalnie, potem zostałem wyrzucony ze szkoły, a teraz znowu mnie przywrócono.
Skręciliśmy na schody do męskiej części internatu.
- Nadal mam serce w gardle - powiedziałem
- Nie dziwię Ci się wcale - powiedziała
- Huh - otworzyłem drzwi do mojego pokoju - Chodź zapraszam, muszę Ci się jakoś odwdzięczyć za wszystko.
- Słuchaj mówiłam Ci, że poszłabym a ty byś odsapnął trochę, jesteś cały blady i trzęsiesz się.
- Nieee jest w porządku - otworzyłem puszkę coli i wydała cichy przyjemny syk.
Usiadłem na łózku i zacząłem pić. Ręka tak mi się trzęsła, że prawie puszka wyleciała mi z dłoni. Szybko przechyliłem ją do dna i wyrzuciłem. Nagle rozległo się pukanie. Taiga podeszła i otworzyła drzwi. Kątem oka zobaczyłem Miśka i Isil.
- CZESIEK!!!!! - wrzasnął Michael i skoczył na mnie zgniatając mi żebra i sprawiając, że straciłem dech - Coś ty tam odwalił!!! Wywali Cię?!
- Na szczęście z powrotem jest już uczniem - powiedziała Taiga
- Nawet nie wiecie jak dobrze znowu jest was widzieć...
<Michael, Isil, Taiga?>
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Od Collina CD Isil
- Byłoby mi naprawdę miło - przyznałem, zerkając na szatynkę. - Chętnie przeczytam jakąś dobrą książkę...
Naszą rozmowę przerwał donośny dźwięk szkolnego dzwonka, niosący się echem po korytarzu. Skrzywiłem się nieznacznie, gdyż bębenki w moich uszach wyraźnie nie były zadowolone z owego przeraźliwie głośnego odgłosu. Zarówno ja, jak i Isil wstaliśmy niemalże równocześnie, przez co ukazała się nasza różnica wzrostu. Dziewczyna uniosła zszokowana głowę, aby móc mi się lepiej przyjrzeć. Ja natomiast spoglądałem na nią z góry, co musiało wprawić ją w lekkie zakłopotanie. Wśród reszty uczniów stojących za nami rozległ się wesoły szmer, dotyczący zapewne naszej dwójki. ,,Widzicie to? Ale się dobrali!" czy ,,Między nimi jest chyba z pół metra różnicy!" Isil wbiła wzrok w ziemię, czerwieniąc się jak przysłowiowy burak. Wreszcie weszliśmy do sali i ponownie zajęliśmy swoje miejsca. Francuski. Na luzie, potrafię biegle posługiwać się tym językiem od dawna, więc na tych lekcjach mogę sobie spokojnie wyluzować. Dyskretnie wyciągnąłem z plecaka paczkę żelków i wziąłem jednego do ust. Ukrywając jedzenie pod ławką, zwróciłem się do mojej 'współlokatorki'.
- Chcesz? - szepnąłem, potrząsając dla zachęty opakowaniem.
Isil zrobiła wielkie oczy, patrząc na mnie z niedowierzaniem. To aż taka rzadkość tutaj?
- Będziemy mieli kłopoty... - pisnęła.
- Conner! - usłyszałem nagle głos nauczyciela. - Może zechciałbyś zdradzić nam ile nauczyłeś się z dzisiejszej lekcji, co?
Kątem oka dostrzegłem spanikowane spojrzenie ciemnowłosej. Bez dłuższego zwlekania podniosłam się z miejsca i bez trudu odpowiedziałem na wszystkie pytania nauczyciela.
- O proszę, czyli jednak źle cię oceniłem - mruknął z uśmiechem oraz nutą podziwu w głosie. - No dobrze, kontynuujemy lekcję. Na przyszły tydzień macie przygotować projekt, szczegóły są zapisane na tablicy. Radzę szybko przepisywać, żeby nie było żadnych wątpliwości. Dobierzcie się w pary, tak jak siedzicie - zarządził, po czym równo z dzwonkiem na przerwę zaczął pakować swoje graty do teczki.
< Isil? >
niedziela, 4 czerwca 2017
Od Isil CD Brook
-I co ja teraz zrobię? -powiedziałam z smutkiem do samej siebie.
Przede mną przeleciał wielki, błękitny motyl.
-,,Śliczny...’’ -oceniłam w myślach. Spojrzałam za nim i wtedy kogoś zobaczyłam. Odetchnęłam z ulgą. Jakiś kawałek ode mnie szła jakaś dziewczyna. Nie widziała mnie. Była do mnie tyłem. Podbiegłam do niej i złapałam za ramię. Zatrzymała się i odwróciła się. Miała na sobie słuchawki. Szybkim ruchem je zdjęła.
-Dzień dobry... -przywitałam się niepewnie. -Zgubiłam się... Wiesz może którędy do wejścia do szkoły?
Spojrzałam na nią z nadzieją. Oby wiedziała! Nie wyglądała na kogoś kto się zgubił...
<Brook? Wybacz, że krótkie, chciałam odpisać, a wena... Ekchm...>
Od Isil CD Collina
-Co czytasz? -usłyszałam po chwili obok siebie jakiś męski głos.
Podskoczyłam i spojrzałam w prawo, delikatnie się odsuwając. Zobaczyłam tego chłopaka... Collina chyba. Tak się zaczytałam, że nie zauważyłam, jak podchodził i usiadł.
-Dlaczego o to pytasz? -spytałam nieśmiało.
-A dlaczego miałbym nie pytać? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Silmarilion -poddałam się.
-Ciekawe? -drążył.
-Bardzo! -powiedziałam z delikatnym uśmiechem. Collin trafił w jedyny temat, który mógł mnie zmusić do mówienia. O książkach potrafiłam się rozwodzić godzinami, bez względu na to, czy ktoś mnie słuchał. -Tolkien był geniuszem. A tak okropnie wielu ludzi go krytykuje... Mówią, że to nie do końca książka, a bardziej zlepek opowiadań. A przecież te wszystkie opowieści łączą się ze sobą, tworząc jedna długą historię. Oni myślą, że bohaterem książki powinien być człowiek... Ale przecież nikt nie powiedział, że głównym bohaterem nie może być świat!
Chłopak popatrzył na mnie trochę zszokowany. Raczej nie tego się spodziewał.
-Wybacz... -speszyłam się trochę.
-Nic nie szkodzi! -uśmiechnął się szeroko. -Ta książka jest w bibliotece? Chętnie wypożyczę, skoro tak zachwalasz.
-Nie wiem. Ja mam swoją. Ale już kończę i mogę pożyczyć, jak coś...
<Collin? TEGO WYWODU SIĘ NIE CZYTA! Musiałam tam coś napisać, a nie miałam pomysłu, więc powypisywałam jakieś głupoty. Na niby rozwodzi się nad czymś mądrzejszym. :P>
sobota, 3 czerwca 2017
Od Isil CD Czeslava, Michaela
Spojrzałam na nauczycielkę i z powrotem skupiłam się na lekcji. Kolejni uczniowie prezentowali swoje prace, aż przyszła kolej Michaela. Pracował z jakąś dziewczyną, ale jej nie znałam. No tak. Ja tu nikogo nie znałam. Skończyli prezentację i pani powiedziała, że dostali... Szóstkę. Szóstkę! Człowiek się męczy, ryzykuje życie i pisze sprawozdanie do północy, a ma piątkę. Co oni zrobili, że dostali szóstkę!? To było niepojęte. Naprawdę.
Zadzwonił dzwonek. Następny był Hiszpański. Spakowałam się i poszłam pod salę. Zobaczyłam obok drzwi róg korytarza, w którym nie stała żadna ławka. Podeszłam i usiadłam (w rogu) na podłodze, kładąc plecak na kolana. Pogrążyłam się w myślach.
Nagle podbiegł do mnie ten... Jak mu tam było... Michael. Był bardzo zdenerwowany.
-Widziałaś gdzieś Czeslava!? -prawie krzyknął.
-Nie -ucięłam. -Uspokój się, coś się stało?
-Zniknął! -znowu się wydarł.
-W jedną przerwę? -w moim głosie pobrzmiewała wątpliwość. -Pewnie wypił całą colę i poszedł po nową.
-Pewnie... Ale mam złe przeczucia -powiedział i zaczął chodzić nerwowo w kółko.
Westchnęłam. Zero spokoju. W końcu donośne ,,dryń!’’ oznajmiło, że nadszedł koniec przerwy. Wciąż nigdzie nie było widać młodego Czecha. Zaczęła się lekcja.
Wtem do klasy weszła dyrektorka. Pośpiesznie wstałam razem z resztą uczniów. Stanęła na środku, powiedziała zaledwie dwa zdania i wyszła. Słowa, które wypowiedziała brzmiały:
-Myślę, że powinniście o tym wiedzieć. Wasz kolega, Czeslav, odszedł właśnie ze szkoły.
Kiedy tylko wyszła w sali zrobiło się dziwnie cicho. Rzadko ktoś odchodził z tak dobrej i prestiżowej szkoły. Praktycznie nigdy. Spojrzałam szybko na Michaela. Był śmiertelnie biały, jakby nie uwierzył w to co usłyszał. Jego przeczucie okazało się prawdziwe.
Lekcja potoczyła się jednak dalej. Pani zostawiła od razu w spokoju ,,braciszka’’ Czeslava, pozwalając mu na przemyślenie tego wszystkiego.
W końcu zadzwonił dzwonek na przerwę. Michael był tak samo nieobecny jak w momencie, kiedy za dyrektorką zamknęły się drzwi. Wygramolił się z sali i usiadł ciężko na ławce na przeciwko. Spojrzałam na niego. Ewidentnie potrzebował pomocy. Tylko że nikt raczej nie chciał jej udzielić. Westchnęłam i podeszłam do niego:
-Michael... Wiem, że traktowałeś go jak brata i był dla ciebie ważny, ale przecież nic mu nie jest. Żyje. Odszedł tylko ze szkoły. Może tak będzie dla niego lepiej... -próbowałam go pocieszyć. Cały czas wyzywałam tą część siebie, która rozkazała mi podejść. Niby dlaczego myślałam, że będę w stanie komuś pomóc? Nie potrafiłam pocieszać, wiedziałam to doskonale. Nie wierzyłam nawet w siebie. -Weź się w garść. Każdy ma chwile słabości, ale już czas wracać.
-<Michael? Jak Ci się nie podoba opko to nie odpisuj, przeżyję jakoś. XD>
wtorek, 30 maja 2017
Od Czeslava CD Michaela, Isil
- Będziecie potrzebować komputera i tablicy? - zapytała nauczycielka
- Owszem - uśmiechnąłem się
Kobieta wstała i dostojnym krokiem przeniosła się na tył sali. Odwróciła się na pięcie i oparła plecami o ścianę.
- Jaki był temat waszej pracy? - zapytała
- Wpływ mentosów na coca colę - powiedziała Isil
- Bardzo ciekawy temat - skomentowała nauczycielka - Wykonaliście doświadczenie i opisaliście wnioski?
- Tak Pani profesor - powiedziała Isil
- W takim razie czekamy.
Dziewczyna podała mi kartki, a sama podeszła do komputera.
- Zacznij już coś mówić - powiedziała - a ja w międzyczasie podłącze pendrive
Podrapałem się po głowie i spojrzałem po klasie. Uśmiechnąłem się i wyprostowałem.
- Tematem naszej pracy było wykorzystanie dwóch jakże odmiennych przedmiotów, na co dzień ze sobą nie łączonych. Dlaczego? - zrobiłem chwilę przerwy - Dlatego, że cola i mentosy, jakkolwiek mocno chciałyby ze sobą być ich związek zawsze kończy się w ten sam sposób. Piękna, mocno gazowana o idealnej barwie panna cola i mały niepozorny, chropowaty biały pan mentos. Ten związek od samego początku skazany jest na porażkę. Jak to się dzieje? - rzuciłem okiem na notatki od Isil, odłożyłem je na ławkę i ciągnąłem dalej - Po wrzuceniu mentosa do butelki coli napój silnie buzuje, po czym wybucha przybierając formę atrakcyjnej fontanny. Cząsteczki wody odziałują na siebie i tworzą wokół cząsteczki dwutlenku węgla, mocne wiązanie. Aby powstał nowy bąbelek, trzeba rozerwać powierzchniowe napięcie wody. Dzieje się to w chwili wrzucenia mentosa do butelki z colą. Całe sedno tej efektownej reakcji chemicznej leży w odrobinę porowatej strukturze miętowej pastylki. Żelatyna i guma arabska cukierka rozpuszczają się, łamią napięcie powierzchniowe wody i w wyniku tego powstaje wiele nowych bąbelków dwutlenku węgla, co zwiększa ciśnienie wewnątrz butelki. Ciecz eksploduje! - wykonałem ruch rękoma - Tak dzieje się za każdym razem, dlatego, aby nie marnować tyle cennej coli, nasze doświadczenie wykonaliśmy tylko raz. Oto efekt naszej pracy.
Wskazałem dłonią na tablicę i stanąłem z boku. Isil odpaliła plik i na ścianie ukazała się moja postać z colą i mentosami w dłoni.
- Muszę to robić? - powiedziałem ja z nagrania - Żal tylko coli...
- Już nagrywam - odezwała się Isil zza kamery - Rób!
- Tyle dobrej coli, tyle dobrej coli - kiwałem głową pochylając się nad butelką i wrzucając cukierki do środka. Wyprostowałem się jednocześnie z głosem Isil
- Uciekaj!
Wtedy to cola chlusnęła całą siłą w górę. Widziałem jak cofając się do tyłu zahaczyłem nogą o butelkę przez co się przechyliła i jeszcze więcej cieczy znalazło się na mnie. Nagle zza drzewa wyłonił się Misiek, który został wplątany w całą akcję. Sekundę później obaj wylądowaliśmy na ziemi cali mokrzy i lepcy od coli. Obraz nagle zaczął się trząść i dało się słychać śmiech Isil podczas, gdy ja kaszlałem, a Misiek walił mnie po plecach. Nagranie się skończyło. Popatrzyłem po klasie i dostrzegłem, że większość była co najmniej rozbawiona, niektórzy nawet wycierali łzy śmiechu. Spojrzałem na Miśka, ten się tylko uśmiechnął i wykonał teatralny gest niemych oklasków. Ukłoniłem się nisko.
- Mam nadzieję, że nic wam się nie stało chłopcy - powiedziała nauczycielka - Z płynami pod silnym ciśnieniem nie ma żartów. A Pan Michael chyba pomylił grupy.
- Ja Pani Profesor - powiedział Misiek - Byłem tylko dodatkowym uatrakcyjnieniem.
- Nie wątpię - uśmiechnęła się - Isil, Czeslav bardzo dobrze przygotowana praca, zaprezentowana w dosyć nietypowy sposób, ale w sposób interesujący. Wasi koledzy z klasy raczej zapamiętają to na bardzo długo, także dodatkowo gratuluję odwagi. Siadajcie, oboje dostajecie piątki.
- A ja Pani Profesor? - zapytał misiek podnosząc dłoń
- A Pan był tylko dodatkową atrakcją - powiedziała - Pan co najwyżej może otrzymać moją słowną pochwałę za pomoc koledze w chwili zagrożenia życia.
Razem z Isil wróciliśmy na swoje miejsca. Gdy usiadłem w ławce puknąłem Miśka w plecy
- Ziomuś, ale akcja! - powiedziałem - pierwsza piąteczka! Oh yea baby!
- A ile musieliśmy się nacierpieć - powiedział uśmiechając się
- Świeć Panie nad tą colą - powiedziałem spuszczając głowę w dół i składając dłonie jak do modlitwy. Misiek parsknął i odwrócił się w stronę tablicy. Wtedy poczułem trafienie w bok. Spojrzałem w tym kierunku i na ziemi spostrzegłem kulkę papieru. Rozejrzałem się po klasie, żeby zobaczyć kto to. Dojrzałem tylko spojrzenie Isil, kiwnąłem głową, a ona przytaknęła. Podniosłem kulkę i rozwinąłem ją.
<Isil? Michael?>
poniedziałek, 29 maja 2017
Od Michaela CD Isil, Czeslava
- Tak- potaknęła, odgarniając niesforne kosmyki z czoła.
- To, w którym musiałem ponieś ofiarę cało prysznicową, by dobrze wyszło.
Przyjaciel, rozwalając się wygodnie na cały blat, wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- W sumie, to tego nie było w planach - przyznał.- Ale dało ciekawy efekt!
- Kiełki se wysuszysz- pociągnąłem jego podbródek w górę, ale zaraz sam zacząłem się śmiać.
- Bitte, dajcie znać, kiedy następnym razem weźmiecie się za eksperymenty, znajdę sobie odpowiednio wcześniej schron!- poprosiłem, przecierając dłonią oczy.- Teraz będziecie to wszystko przedstawiać?
Isil wzięła głęboki wdech i otworzyła nieco szerzej oczy, ale potaknęła niemrawo.
- Troszkę się stresuję- przyznała.- Jestem ciekawa, jak to w ogóle wyjdzie.
- Na pewno będzie dobrze, Isil!- Ches szturchnął ją lekko łokciem.
- O właśnie!- pacnąłem się dłonią w czoło i wyciągnąłem prawą w stronę dziewczyny.- Ja się nie przedstawiłem jak należy jeszcze! Michael jestem, miło mi!
- Misiek w skrócie- dodał Ches.
Przewróciłem oczami, ale potaknąłem.
- Isil- odparła cichutko, niepewnie ściskając moją dłoń.- Mi również miło.
W tej samej chwili nauczycielka weszła do klasy, zamykając za sobą starannie drzwi. Przywitała się i podeszła do biurka, sprawdzając obecność i przeglądając notatki.
Rzuciłem porozumiewawcze spojrzenie Ayame, z którą robiłem projekt. Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi i wyjęła z plecaka zwitek kartek z naszym sprawozdaniem, po czym uniosła pytająco brew do góry. Uniosłem kciuk do góry i również pokazałem jej teczkę ze swoimi rysunkami, ilustrującymi przebieg naszego doświadczenia - najpiękniejsze zjawiska fizyczne. Uznałem, że lepiej zostawić dla siebie, iż przypomniałem sobie o tej nieszczęsnej pracy dosłownie w ostatniej chwili.
- Cóż, to chyba pora, żebyście przedstawili swoje projekty!- uznała po chwili.
Po klasie przebiegły szmery - niektóre wyrażały ciekawość, innym raczej prędzej było do przerażenia. Część osób podniosła wysoko ręce, jak zawsze wtedy, gdy trzeba było zgłosić nieprzygotowanie. Dyrektorka zacmokała z dezaprobatą.
- Powiedziałam, że nie będę tolerowała żadnego zapominalstwa!- przypomniała, otwierając energicznym ruchem dziennik.
Po chwili, kiedy wszyscy zostali już odznaczeni, nauczycielka dała niecierpliwy znak ręką.
- Cheslav, Isil... może zaczniemy od was?
< Ches? Isiś? >
niedziela, 28 maja 2017
Od Isil CD Czeslava, Michaela
W końcu choć trochę się ogarnęłam.
-Dobra, trzeba wrócić do internatu -powiedziałam. -Przydałaby się wam kąpiel.
-Ciekawe co sobie pomyślą inni, gdy zobaczą nas w takim stanie... -zmartwił się ten chłopak, którego też udało się przemoczyć.
-Na pewno będą żałować tego, że nie są w klasie IIb! -uśmiechnął się Czeslav i klasnął w dłonie. -Takie rzeczy mogą się przytrafić tylko nam!
Znów wszyscy się roześmiali i ruszyliśmy w stronę akademii.
-Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? -spytałam.
Popatrzyli na mnie pytająco. Pomachałam komórką.
-Mam to wszystko nagrane! Cała klasa to obejrzy. No chyba, że wolisz powtarzać doświadczenie? -spojrzałam na Czeslava.
-Nie, nie! -szybko zaprzeczył. -Wszystko byle nie więcej zmarnowanej coli!
Szliśmy dalej. Czeslav dosłownie cały czas nawijał. W końcu weszliśmy do szkoły.
-Dobra, idźcie się umyć. Ja napiszę sprawozdanie -oznajmiłam i ruszyłam schodami w lewo.
***
Następnego dnia pierwsza była fizyka. Weszłam do sali.
-Cześć! -zawołał Czeslav. -Napisałaś?
-Napisałam -mruknęłam.
<Michael? Teraz ewidentnie twoja kolej. XD>
sobota, 27 maja 2017
Od Czeslava CD Isil
- To co mam robić? - zapytałem wierząc, że nie padną te straszne słowa
-Wrzucić mentosy do coli i zwiewać -powiedziała Isil. -Włączam!
Stałem wpatrując się w gwint butelki i ze smutkiem patrząc na znajdujący się w nim napój... już za chwilę miał zakończyć swój żywot, nie w czyimś brzuchu sprawiając radość, ale w trawie, w parku, gdzie będzie deptany przez jeszcze długi czas.
-No dalej! - wyrwała mnie z zamysłu Isil
-Tyle dobrej coli się zmarnuje... Tyle dobrej coli... - mruknąłem wrzucając szybko kilka cukierków.
-Zwiewaj! - te słowa wydawały się jakby dobiegać z daleka.
Nadal wpatrywałem się w gwint butelki. Płyn zaczął się energicznie pienić. Wtedy sobie przypomniałem co właśnie ma się wydarzyć. Było już za późno na jakikolwiek ruch. Zdążyłem tylko się wyprostować, gdy cola chlusnęła mi prosto w twarz. Wszędzie, dosłownie wszędzie czułem bąbelki pękające na mojej skórze. Zrobiłem krok do tyłu przypadkowo zahaczając o butelkę i tym samym ją wywracając. Cały strumień ponownie skierował się na mnie
- Sakra - wychrypiałem, gdy wpadłem na coś i upadłem na ziemię. Nagle to coś objęło mnie w pasie i przerzuciło na bok.
Byłem już po za zasięgiem coli, która nadal się buzowała. Podniosłem się na czworaki i zacząłem kaszleć. Część płynu wpadła mi do ust i sprawiła, że sie zakrztusiłem. Na plecach poczułem energiczne pacnięcie dłonią. Kaszlnąłem gwałtownie i było już o niebo lepiej. Zaciągnąłem się mocno powietrzem i padłem na twarz.
- Nigdy więcej tego nie zrobię - wykrztusiłem
Z oddali dobiegł do mnie chichot, podniosłem głowę i ujrzałem Isil, która prawie dusiła się ze śmiechu. Wtedy poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Michaela całego ociekającego colą.
- W porządku? - zapytał uśmiechając się
- Co ty tu? - zapytałem zdezorientowany - Ano, je ok...
- Wyobraź sobie, że przechodziłem i chciałem się przywitać - powiedział - A gdy wyszedłem zza drzewa wpadłeś na mnie wraz z fontanną coli!
- Eksperyment na fizykę... NIGDY WIĘCEJ! - powiedziałem siadając po turecku i odgarniając mokre włosy - Boże cały się lepię, ugh... powinniśmy ją wypić, a nie traktować w taki haniebny sposób! Sakra!
- Nie udusi się? - powiedział Misiek wskazując głową na Isil - Oddychaj!
Isil leżała już na ziemi tarzając się ze śmiechu. Próbowała złapać dech, ale jakoś słabo jej to szło. W sumie spojrzałem na siebie, potem na Miśka i również parsknąłem śmiechem. Ściągnąłem przemoczoną koszulkę i wytarłem nią twarz.
- Zaraz zlecą się do nas pszczółki - uśmiechnąłem się szeroko - Jesteśmy tacy słodcy jak nigdy!
Misiek zaśmiał się i podniósł z ziemi, cały był oblepiony trawą. Wyciągnął dłoń w moją stronę. Złapałem ją i podniosłem się z podskokiem.
- Pięknie wyglądacie - zaśmiała się Isil
- To jest hit ostatniego sezonu! Faszyn from Raszyn - powiedziałem stając z jedną nogą z przodu, a rękę podnosząc do głowy i odrzucając ją do tyłu
Misiek i Isil parsknęli śmiechem.
- Dobra trzeba wrócić do internatu - powiedziała Isil - Przydałaby wam się kąpiel.
- Ciekawe co sobie pomyślą inni, gdy zobaczą nas w takim stanie - powiedział Misiek
- Na pewno będą żałować tego, że nie są w klasie IIB! - powiedziałem radośnie i klasnąłem w dłonie - Takie rzeczy mogą przytrafić się tylko nam!
<Isil?>
piątek, 26 maja 2017
Od Isil CD Czeslava
Czeslav wybiegł z sali. Westchnęłam, wzięłam wszystkie materiały i ruszyłam za nim. Stał przed drzwiami.
-To co, gdzie to zrobimy? -spytał.
-Nie wiem. Gdzieś w parku. Nie będziemy bałaganu w szkole robić -zdecydowałam.
-W parku? -powtórzył wesoło. -Porzucamy potem frísbee?
Wywróciłam oczami:
-Może. Skup się na pracy.
Ruszyłam w stronę wyjścia do parku. Nie minęła chwila, a chłopak wyprzedził mnie i pobiegł pierwszy. Na szczęście znów czekał przed drzwiami. Park był ogromny j zgubienie się nie było wcale trudne. Chociaż w sumie... Miałam dziwne wrażenie, że prościej by mi było zrobić to doświadczenie samemu...
-Gdzie dokładniej? -ponownie spytał.
Rozejrzałam się. Niedaleko rósł duży dąb. Rosła pod nim trawa i było trochę cienia.
A warto wspomnieć, że dzisiaj był upał.
-Tam -wskazałam ręką drzewo.
Usiedliśmy pod drzewem i przygotowaliśmy się do doświadczenia. Ustawiliśmy otwartą colę pod drzewem. Wcisnęłam Czeslavowi do ręki paczkę mentosów. Wzięłam kamerę i ustawiłam się w bezpiecznej odległości.
-To co mam robić? -spojrzał na mnie niepewnie.
-Wrzucić mentosy do coli i zwiewać -odpowiedziałam. -Włączam!
Stał nad butelką i się nie ruszał.
-No dalej! -powiedziałam.
-Tyle dobrej coli się zmarnuje... Tyle dobrej coli... -powtarzał i wrzucił mentosy.
-Zwiewaj! -krzyknęłam tylko.
<Ches? XD>
Od Czeslava CD Isil
Doświadczenie o coli? IDEALNIE! Teraz tylko znaleźć dziewczynę, która je dostała... Isil. Nie znałem jeszcze wszystkich osób, więc tak na czuja podszedłem do dziewczyny o brązowych włosach, która stała trochę z boku.
- Masz doświadczenie z coca-colą, prawda? - zapytałem prosto z mostu
- Tak - odpowiedziała, a serce zabiło mi trochę szybciej
- Mogę być z tobą w grupie? - Zapytałem szybko
- Możesz - odpowiedziała
- Super! - powiedziałem - Nie było nam dane jak na razie bliżej się poznać, także Czesiek jestem!
- Isil - mruknęła
- O czym dokładnie jest to doświadczenie? - zapytałem zarkając na kartkę
- Wpływ mentosów na coca colę - przeczytała - Trzeba będzie się trochę ubrudzić.
- Ummm czy ja dobrze myślę? - zapytałem zerkając jej w oczy, było mojego wzrostu, no może z centymetr, czy dwa wyższa, więc nasze oczy były mniej więcej na tym samym poziomie.
- Skąd mam wiedzieć, o czym myślisz? - przewróciła oczyma
- Będziemy musieli wrzucić mentosy do coli... i to do dużej butelki...
- Tiaaa i co z tego? - zapytała
- Taka dobra cola się zmarnuje! - powiedziałem zmartwiony
- Boże, nie dramatyzuj tak - powiedziała - Możemy zacząć zaraz po lekcjach, trzeba tylko zorganizować potrzebne materiały, czyli dużą colę w butelce, kilka mentosów i coś do nagrywania
Isil zaczęła grzebać w plecaku, po chwili wyprostowała się dzierżąc w dłoni drobny rulonik z miętowymi cukierkami
- Dobra mentosy mamy, możemy nagrywać telefonem - spojrzała na mnie - Ty masz colę prawda?
- Oczywiście, że nie - powiedziałem szybko i schowałem Juniora za siebie
- Nie bądź dziecinny - powiedziała sięgając po mój plecak
- Hej!
Było już za późno... Wyciągnęła moją MOJĄ colę z plecaka i postawiła na ławce.
- W takim razie mamy wszystko. Teraz trzeba tylko czekać na dzwonek - uśmiechnęła się lekko - Na pocieszenie będziesz mógł wrzucić mentosy do butelki.
- Co za pocieszenie - mruknąłem - To tak jakby samemu wbić sobie nóż. Zero przyjemności.
Wtedy rozbrzmiał dzwonek. Szybko poderwałem się w stronę drzwi, zapominając o Isil. Zatrzymałem się tuż za nimi. Po chwili dołączyła do mnie.
- To co, gdzie to zrobimy? - zapytałem i uśmiechnąłem się od ucha do ucha
Isil?
czwartek, 25 maja 2017
Od Isil CD Czeslava
Fizyka. Nigdy jakoś specjalnie jej nie lubiłam. I oceny też nie były zbyt piękne... Nauczycielką fizyki była dyrektorka szkoły. Do tego zażyczyła sobie pracy w grupach... I miała dziwny sposób dzielenia na te grupy.
-Ta połowa klasy idzie pod tą ścianę, a druga pod tamtą.
Kiedy już odpowiednio wszystkich ustawiła podeszła do tej połowy, w której między innymi byłam ja i przeczytała każdemu po kolei temat pracy w dwuosobowych grupach. Moim tematem był: wpływ mentosów na coca-colę. Genialnie. Mało fizyczny temat przynajmniej...
-No dobrze... -ciągnęła nauczycielka. -To teraz dobierzcie się w dwuosobowe grupki. Niech każda grupa ma jeden temat i... Żadnych wymian!
Jeszcze lepiej. Sami się mamy dobrać. Stanęłam w koncie. W końcu ktoś zostanie sam.
Nagle jednak podbiegł do mnie jakiś chłopak. Wyglądał jak... Dziecko.
-Masz doświadczenie z coca-colą, prawda? -spytał.
-Tak -odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Mogę być z tobą w grupie?
Nie... Wszystko byle nie chłopak, który wygląda na dużo młodszego, cały czas się śmieje i jest taki... Za bardzo pewny siebie. Kiedy się rozejrzałam, okazało się jednak, że nie mam wyjścia. Wszyscy inni już się dobrali.
-Możesz... -westchnęłam, domyślając się już jaka okropna będzie dla mnie najbliższa godzina.
<Czeslav? Rozwiniesz jakoś? Moja wena wciąż na niezbyt dużym poziomie.>
Od Isil
***
Usiadłam na łóżku w swoim nowym pokoju. Zaczęłam wypakowywać zawartość walizki. Ubrania, książki, kilka ważnych drobiazgów, książki, więcej ubrań, książki, zakupione wcześniej podręczniki, książki... I wiele innych rzeczy.
Kiedy nareszcie skończyłam, był już późny wieczór. Niedzielny wieczór. Umyłam się i poszłam spać.
***
Ranek. Nienawidzę ranków. Najchętniej to bym spała do dwunastej, a nie... Jest 6:00. A ja jestem śpiochem. No, ale trudno wiem, że powinnam się cieszyć z takiej dobrej szkoły, a nie...
Ogarnęłam się jako tako i wyszłam ze stołówki. Strumień uczennic przelewał się już przez korytarz w stronę jadalni. Ruszyłam więc za nimi. Po chwili byłam w środku. Znalazłam wolne miejsce gdzieś z boku. Jak na pierwszy dzień w szkole radziłam sobie zaskakująco dobrze. Jadłam słuchając od niechcenia o czym rozmawiała grupka dziewczyn kawałek dalej.
-Angelika! Nie zgadniesz kogo dzisiaj spotkałam! -krzyczała jedna.
-No kogo, kogo!? -pytała podekscytowana Angelika.
-Johna! I nie uwierzysz! -mówiła pierwsza. -Zaprosił mnie na randkę!
Poczułam się co najmniej dziwnie. Czy to był tu typowy temat do śniadania? W mojej poprzedniej szkole to uczniom po głowie chodziło raczej to jaki mamy i kiedy sprawdzian. No, ale różnie to bywa...
Zjadłam całe śniadanie. Odniosłam talerz i tu zaczął się problem. Nie byłam pewna, gdzie mamy lekcje. Popatrzyłam na zegar. Miałam cztery minuty. Musiałam zdążyć! Poleciałam prędko do swojego pokoju i sprawdziłam. Dobiegłam z powrotem dwie minuty po dzwonku. Zapukałam i weszłam do sali. Poczułam wlepione we mnie kilkanaście par oczu.
-A! Jednak jesteś! -uśmiechnęła się pani wychowawczyni. Mieliśmy w poniedziałek pierwszy Hiszpański z naszą wychowawczynią.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie -powiedziałam.
Pani odwróciła się do mojej klasy.
-To jest Isil Einar... Einard...
-Einardóttir -podpowiedziałam.
-Isil Einardóttir. Isil, usiądziesz... -omiotła wzrokiem całe pomieszczenie. -Tam.
Spojrzałam tam gdzie wskazała.
<Ktoś z klasy II b? Nie wierzę, że ktoś potrafi napisać ładnie pierwsze opowiadanie... To moje jest okropne. :c >
Nowa uczennica!
Wiek: 18 lat (urodzinki ma 6 czerwca)

