Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czeslav. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czeslav. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

Od Czeslava CD Nory

Dlaczego zakrywam te oczy? Są beznadziejne! Takie pospolite, bez żadnego polotu, nudne, bez wyrazu, przeciętne, mętne, totalnie i całkowicie DO DUPY! I jak tu się czymś takim zachwycać? Codziennie rano jak na nie patrzę, to mam ochotę je wydrapać... tak bardzo do mnie nie pasują... Nic, zero! Zdałem sobie sprawę, że Nora czeka na odpowiedź
- Bo... ja... ich nie lubię. - wydukałem i uciąłem szybko
Spuściłem lekko głowę i wbiłem wzrok w podłogę. Nie mogę na nie patrzeć, jedynym, co mnie pociesza, to to, że ktoś mądry wynalazł soczewki koloryzujące, dzięki czemu mogę sobie dowolnie zmieniać kolor jak tylko chcę. Heh, najbardziej lubię te miodowe transparentne, gdzie pod każdym kątem oczy mają inny kolor. O tak, te są zdecydowanie moimi ulubionymi. I dzięki nim, mogę trochę sobie ułatwić te marne życie....
Nagle przez całe moje ciało przeszedł dreszcz. Zesztywniałem zaskoczony tą nagłą reakcją. Ona znowu to zrobiła. Wsadziła swoje palce w moje włosy... Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, gdy od czubka głowy zaczęło rozchodzić się przyjemne ciepełko. Byłem w siódmym niebie. Jak ona to robi, że jednym jedynym dotknięciem potrafi rozłożyć mnie na łopatki? Misiek tylko raz jeden i to przez przypadek trafił w mój czuły punkt, a ona? Dotknęła mnie dwa razy w życiu i dwa razy od razu trafiła... Jakim cudem?!
- Na twoim miejscu bym się nimi chwaliła - dotarł do mnie cichy szept Nory
Ściągnąłem wargi i zanim zdążyłem cokolwiek pomyśleć wypaliłem
-  Nie wiem, czy mówiłabyś tak, gdybyś nie lubiła czegoś w sobie
Od razu ugryzłem się w język i ponownie wbiłem wzrok w podłogę. Jak ty nieraz coś palniesz Ches to klękajcie narody! Ej! Dlaczego to zrobiłaś? Nie zabieraj tej ręki.... wróć.... Podniosłem lekko głowę i spojrzałem na nią. Dziewczyno....
– Dlatego mówię "na twoim miejscu" - w jej głosie dało się wyczuć smutek
Sakra idioto! Zawsze coś palniesz! ZAWSZE! Tak ciężko czasem pomyśleć, przed wypowiedzeniem kilku słów?! Debil. A teraz, co tak stoisz jak kołek?! JUŻ! Chyba wiesz, co masz robić? Czy może jednak Cię uświadomić? ,,Nie, nie trzeba..''
- Prominte - powiedziałem i jeszcze bardziej wbiłem wzrok w podłogę... A co jeśli ona nie rozumie tego słowa? Ches idioto, ona nie zna czeskiego, ani nie zna Ciebie na tyle, żeby rozumieć co ty nieraz pierdzielisz. Dodałem szybko - przepraszam
- Och, za co? - zapytała
- Za wszystko - mruknąłem wbijając paznokieć w kciuk
Podniosłem lekko głowę i spojrzałem jej prosto w oczy. Trochę odwagi Ches, przecież ona Cię nie zje... znaczy, heh. Poznałeś już moc, wściekłej kobiety, więc raczej przeżyjesz, a jak nie.... to się ulotnisz i tyle. Nie pierwsza i nie ostatnia na Ciebie fuknęła. Nagle Nora zaczęła się podśmiechiwać pod nosem. Spojrzałem na nią zaskoczony. Z czego ty się śmiejesz?
- Strasznie dużo przepraszasz - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy
Że co? Ja? Eeeeeee, o czym ty teraz mówisz? A może.... curak wie, jak muszę to przepraszam... heh widocznie, popełniam dużo błędów. Wzruszyłem ramionami i powiedziałem
- No tak... prominte
- Nie masz za co, głupku - dziewczyna przewróciła oczami
Głupku? Och... okej... mogę być głupkiem... Chociaż w sumie to nim jestem, jeden wielki głupek, dupek i idiota. O tak, to zdecydowanie pasuje.
- Przepraszam, że przepraszam - mruknąłem i wróciłem na łóżko
Chciałem tylko zadać jedno pytanie, a wyszło jak wyszło. Nie ma sensu dalej sterczeć tam przy niej. Usiadłem trochę głębiej i wbiłem wzrok w kolana. Może to pora, wracać już do siebie? Ches nic tu po tobie, cała twoja odwaga już zgasła przyjacielu. Nic z siebie porządnego nie wykrzesasz. Lekko podniosłem głowę, gdy dziewczyna minęła mnie i usiadła na drugim końcu ze szklanką wody w dłoni. Ech, to teraz sobie posiedzicie w ciszy. Chłopie o chłopie, co z Ciebie za chłop, że nawet nie potrafisz się odezwać? Baba z Ciebie nie chłop! ,,A o czym mam niby z nią rozmawiać?'' Jak to, o czym? Jakoś nigdy nie masz problemu z rozpoczęciem, albo kontynuacją rozmowy, to wykaż się teraz i powiedz, zrób coś. Ruch należy do Ciebie. ,,Ale co ja mam zrobić? Poszedłbym już, bo serio nie wiem, co mam mówić...'' I chcesz tak wyjść bez słowa? I tak będziesz musiał się odezwać, cioto. ,,Ej! Nie nazywaj mnie tak'' Idioto, sam siebie tak nazywasz. Pokręciłem głową. Jezu dlaczego, ja kłócę się sam ze sobą? Spojrzałem na Norę, która mieszała łyżeczką płyn w szklance. I co ja mam z tobą zrobić dziewczyno? Ty milczysz, ja milczę... Ty się raczej nie odezwiesz.... A ja? Ja też się nie odezwę. Bo i co miałbym powiedzieć? Jezu jak ja tego nienawidzę! Tego uczucia, gdy na początku znajomości, zapadnie cisza... i ta wielka niezręczność. Nie wiesz, co ze sobą począć, nie wiesz, czy siedzieć dlaej, czy coś powiedzieć. Czujesz się tak niekomfortowo jak nigdy w życiu, a druga strona prawdopodobnie przeżywa to samo. Dlaczego, to zawsze jest takie trudne?  Dlaczego, od razu nie można przejść do tego, etapu, gdzie cisza jest swobodą i ukojeniem? Heh? No dlaczego? Pokręciłem głową. Serio, dlaczego? To co? Powiesz coś w końcu chłopie? Może... może coś zrób? Nie wiem... zaproponuj jej coś do picia? A nie... IDIOTA, przecież jesteś u niej! Sakraaaaaaaa.... A, co jakby tak... mmmm, głupi pomysł... Ale w sumie, ja jestem głupi, to nic nadzwyczajnego. Westchnąłem cicho i podniosłem dłoń do twarzy. Nora wlepiła we mnie swój wzrok. Szybkim ruchem ręki wyciągnąłem jedną soczewkę, a potem drugą i odłożyłem na stół. Sięgnąłem ręką do kieszeni i wyciągnąłem okulary. Miałem je założyć już na nos, ale położyłem je obok soczewek. Odwróciłem głowę w stronę Nory i uśmiechnąłem się lekko. Dziewczyna pochyliła się do przodu i odstawiła szklankę z wodą. Szybkim ruchem znalazła się tuż obok mnie. Przełknąłem ślinę i lekko zesztywniałem, bacznie ją obserwując. Dziewczyna lekko zmrużyła oczy, przypatrując się moim. Poczułem się lekko niezręcznie z takiego bliskiego kontaktu... jeszcze, gdy tak się wpatrywała w moje oczy. Dłonią wymacałem okulary i szybko wcisnąłem je na nos. Wszystko co bylo rozmazane momentalnie wyostrzyło się tysiąckrotnie. Kilka razy mrugnąłem i spojrzałem na dziewczynę, która dalej była blisko mnie.
- I co powiesz? - uśmiechnąłem się lekko
- Faktycznie ładnie - na jej twarzy zagościł uśmiech
Zamrugałem szybko. Faktycznie... ładne?! Coooooooooo? Przecież... CO?! Ale... nikt przecież nie mówił, że są ładne.... chyba, że to Nora z kimś rozmawiała i coś, ktoś... Nieeee, bzdura. Kto niby miał to powiedzieć? Bez soczewek tutaj to chyba widziały mnie tylko dwie osoby, Nath i Misiek. Z Nahtem wątpię, aby miała kontakt.... Misiek. O ja, go kiedyś udupię normalnie! O czym ten idiota z nią rozmawiał?! A może to nie był Misiek?... Nieee na milion procent to on! Podniosłem wzrok na Norę i ujrzałem przed sobą pięknego buraczka. Jezu ona się zarumieniła! Zamrugałem ponownie i nie wiedziałem co zrobić. Dlaczego ona się rumieni? ,,A dlaczego ty sie rumienisz?'' Oj... no dobra, ja to ja! A dziewczyny w głowie mają co innego. Odwróciłem wzrok, żeby dać jej trochę więcej komfortu i mruknąłem
- Mimo wszystko, dalej ich nie lubię
- Czemu? - zapytała szybko
Jeszcze bardziej odwróciłem wzrok... I co? Mam jej teraz powiedzieć? Wyśmieje mnie, jak nic. Takie głupoty...
- Ches? - zapytała delikatnie
- Bo są przeciętne - wydusiłem szybko - beznadziejne i brzydkie
- Brednie - powiedziała poważnie
- Ty masz za to ładne oczy... - ugryzłem się szybko w język
SAKRA! Dlaczego ja to powiedziałem?! To miało zostać w głowie idioto! Debil nad debile! Kretyn nad kretynami! Skretyniały idiota! Czułem jak cała krew spływa mi do twarzy i powoli zamieniam się w buraka. Jezu jak nagle zrobiło się gorąco...
- Dziękuję - powiedziała dziewczyna i chrząknęła - Też je lubię
Uśmiechnąłem się i zanim zdążyłem się powstrzymać wypaliłem
- Bo masz co lubić...
AAAAAAAAA IDIOTA! Ches zamknij ty się kiedyś i zacznij myśleć! Nooo to teraz to już kompletnie zaliczysz buraka roku. Gratuluję! Przy tym, co masz aktualnie na twarzy to włosy, są wyblakłe jak wióry. Chrząknąłem cicho i powiedziałem
- Ja już nic nie mówię - wydusiłem z siebie
Dziewczyna lekko się uśmiechnęła, a ja podrapałem się po głowie. Może, by tak....
- Głupek - powiedziała
Spojrzałem na nią. Mmmm nadzwyczaj często używasz tego słowa... Ja już nie wiem, czy chcesz mnie obrazić, czy co? Jakie wy jesteście skomplikowane, ech... No pewnie! Ja tu mam rozkminę, a ty się przeciągasz.... W ogóle, dlaczego siedzisz w szlafroku? Przecież masz tutaj tak gorąco.... Kobiety, nigdy was nie pojmę. Nora pochyliła się do przodu i zgarnęła szklankę powoli ją opróżniając. A może jednak to dobry moment? W końcu atmosfera jest luźniejsza.... iiiiii no co mi w sumie szkodzi? Jedno głupie pytanie... Usiadłem trochę głębiej i nabrałem powietrza w płuca. Wypuściłem je powoli i powiedziałem spokojnie
- Chociaż może jednak coś powiem...
Dziewczyna podniosła jedną brew dalej pijąc. Uznałem to za znak, aby ciągnąć dalej.
- Chciałbym z tym skończyć... - wydusiłem
To co zadziało się na jej twarzy, nie zapomnę chyba nigdy... Nagle tak jakby życie z niej uciekło, lekko pobladła i zrzedła jej mina. To... emmm był zdecydowanie dziwna reakcja. Nie spodziewałem się takiej... Żeby nie przedłużać dodałem
- ... żeby móc zacząć od nowa
Ściągnąłem wargi i zacząłem bawić się palcami. Echhhh najgorsze za mną, teraz... teraz tylko czekać na odpowiedź. Czułem jak serce wali mi w klatce.
- Czyli...? Jeśli dobrze rozumiem - powiedziała wolno - Mamy o wszystkim zapomnieć?
Podniosłem lekko głowę i spojrzałem na nią. Dalej była całkowicie poważna. Delikatnie skinąłem głową. Siedzieliśmy tak wpatrzeni w siebie. Błagam... wykrztuś coś z siebie Nori.... Nagle lekko uniósł jej się jeden kącik ust. Zamrugałem zaskoczony. Cóż, spodziewałem się, że jednak zareaguje inaczej.... bardziej hmmm, wyśmieje mnie? Albo wyrzuci? Albo jedno i drugie? A tu nagle oczy jej się zaszkliły! Jezu, co się dzieje?! Czułem, że zaczynam panikować. Najgorzej, najgorzej, najgorzej! Odwzajemniłem uśmiech i dalej patrzyłem
- okay
Jedna krótka odpowiedź. Jedno słowo. Cztery litery.... cztery litery, które sprawiły, że momentalnie zeszło ze mnie całe powietrze. Heh, aż mi się przypomniał taki jeden żarcik ,,Skąd się biorą kamienie w nerkach? Spadają z serca'' A w mych nerkach zagościł właśnie kamień gigant! Jezu jakaż ulga. Miałem ochotę ją wyściskać. Ale... eeee może lepiej nie. Uśmiechnąłem się szeroko. Nie wiedziałem, co mam teraz począć z tymi przeklętymi dłońmi... i nogami! Jakoś nie mogłem znaleźć dla nich miejsca. Szybko wyciągnąłem dłoń w jej stronę
- Tooo Czeslav Nesladek - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej
Dziewczyna zaśmiała się i odwzajemniła uśmiech
- Nora Paresky - uścisnęła moją rękę
- Miło Panią poznać - zaśmiałem się - Liczę na owocną znajomość
- I nawzajem!
Siedziałem uśmiechnięty nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Cały się radowałem z takiego obrotu spraw. A więc, wszystko wraca do normy!
- Idzie Pani jutro na lekcje? - zapytałem
- Jutro? - zdziwiła się
- Yhym - wyszczerzyłem się - Długo nas w szkole nie było, pewnie się już stęsknili
- Jest sobot Czes...
Spojrzałem na nią. Coooo? Jak to sobota? Zamrugałem i zacząłem liczyć w głowie
- Przed chwilą był wtorek - mruknąłem
- Taaaa - westchnęła - W przeciwieństwie do Ciebie, mnie się dłużyło niesamowicie.
Nora podciągnęła nogi pod siebie i położyła się na łóżku dalej na mnie patrząc.
- Ja tam to w sumie cały czas spałem, więc teeeeeen - zaśmiałem się lekko drapiąc w tył głowy
- Nie ty jeden - mruknęła
Spojrzałem na nią i podniosłem brew. Przecież mówiła, że strasznie jej się dłużyło... A jak się śpi... to czas szybko mija... no bynajmniej u mnie. Eeeeeeeech kobiety! Spojrzałem na nią, ale ta miała wzrok wbity w dłonie. Nagle się podniosła i podeszła do szafki. Szlafrok powiewał za nią niczym peleryna maga.... Serioooo, dlaczego ty go masz na sobie? Ja siedzę w samych bokserkach i krótkim rękawku i jest mi gorąco to, co dopiero tobie pod takim grubym materiałem? Jeszcze, żeby okno było otwarte czy coś... Ale tu serio jest z jakieś osiemnaście - dwadzieścia stopni. Ech, ja serio nie pojmę chyba nigdy dziewczyn.  Nagle Nora pochyliła się. Wytrzeszczyłem oczy i patrzyłem. Ona... wypina się na mnie... Hehehehe. Uśmiechnąłem się pod nosem i obserwowałem, co tam wyczynia. Szybko wyprostowała się i odwróciła w moją stronę. Podniosłem wzrok i spojrzałem na nią uśmiechnięty. W dłoniach trzymała jakieś pudełeczko. Wróciła szybko na łóżko i usiadła po turecku. Zaczęła siłować się z opakowaniem, a ja idąc za jej przykładem również zmieniłem pozycję. Zrzuciłem z siebie te przeklęte różowe klapki i usiadłem naprzeciwko dziewczyny. W końcu opakowanie poddało się i Nora wyciągnęła je w moją stronę, lekko potrząsając.
- Częstuj się - powiedziała
Lekko rozchyliłem wieczko i wyciągnąłem jedno ciastko pełne ziaren i ze znaczkiem, bodajże kłosu na górze. Uniosłem lekko brwi patrząc na nie.
- Ciasteczko owsiane - powiedziała zjadając swoje - Niestety nie mam nic innego...
- Nie szkodzi, dziękuję - powiedziałem - Po prostu nie widziałem jeszcze takich.
- Te są z Norwegi - rzekła - Gwarantuję, że nie są zatrute...
Zaśmiałem się lekko i wgryzłem w ciastko. Było nawet nie najgorsze. Osobiście wolałbym, coś bardziej mięsnego, ale ciacho też może być. W końcu nawet nie przychodziłem tutaj z taką wizją... Siedziałem uchachany i uśmiechałem się pod nosem... Mmmm, ciekawe, co się kryje pod tym szlafrokiem... zacząłem się rozmarzać, gdy nagle wyrwało mnie z zamysłu pukanie do drzwi.
- O nie - mruknąłem - Jak coś to mnie tu nie ma!
Zerwałem się i schowałem w łazience. Dobry Boże... jeśli to, któryś z opiekunów to już po mnie. Gdzie ja się teraz schowam?! Na tysiąc procent sprawdzą łazienkę... Emmmmm. Nagle dojrzałem pralkę. Nie no... nie ma opcji... Ale, tak to Cię dopadną... ugh, dobra raz Czechowi śmierć. Otworzyłem cicho drzwiczki i powoli wlazłem do bębna. Całe szczęście, że jestem mały. O sakra dzięki Bogu! Skuliłem się i wcisnąłem cały. Momentalnie do mego nosa dotarł ostry zapach proszku, a tyłek i plecy, spotkały się z zimną wodą. Przeszły mnie ciarki stulecia. Łapiąc za pokrywkę zamknąłem pralkę i modliłem się, żeby nikt tutaj nie zajrzał. Hah... chyba nikomu nie wpadnie do głowy taki pomysł. Wstrzymałem oddech, gdy doszły do mnie słowa Nory.
- Tak proszę - i dźwięk zamykanych drzwi
Czyli jednak... ktoś tutaj wszedł. I nagle drzwi od łazienki rozchyliły się szeroko. Do środka weszła Nora i ktoś jeszcze. Miałem dosyć mocno ograniczone pole widzenia, więc widziałem postać tylko od pasa w dół.
- Dam rękę sobie uciąć, że jeszcze przed chwilą tutaj był - powiedziała dziewczyna
Coooo? Wydałaś mnie? Ale... Dlaczego? Poczułem lekkie ukłucie żalu i skuliłem się jeszcze bardziej.
- Ches, gdzie jesteś? - usłyszałem znajomy głos
Misior? Co on tutaj robi? Pchnąłem lekko drzwiczki pralki, ale te nie ustąpiły. Pchnąłem zdecydowanie mocniej, ale znowu zero reakcji. Sakra... chyba mają blokadę. Zapukałem w okienko i czekałem na zbawienie.

<Nora?>

poniedziałek, 25 września 2017

Od Astrid DO Czeslava

Czy ja jestem jakąś książką, z której można wszystko wyczytać? Znudziła mnie rozmowa przez drzwi. Wciągnęłam bagaże do środka, nie zamykając drzwi. Nie zapraszałam go, ale tak sobie myślałam, że nie odpuści. Tak też się stało. Niskiego wzrostu blondyn rozejrzał się po korytarzu i wszedł, zamykając pokój.
- Tak, pierwsza B. Jest coś jeszcze, co chcesz wiedzieć, a ja i tak ci powiem w niechciany sposób? – zapytałam, będąc lekko zrezygnowana.
Dzisiejszy dzień był męczący, prawie od samego rana w podróży i pakowanie się, a przede mną rozpakowywanie. Złapałam się za jedną torbę i zaczęłam w niej grzebać.
-Hym, musiałbym chwilę nad tym pomyśleć, ale na pewno coś się znajdzie… Właśnie, skąd do nas przybywasz? Raczej ciężko jest tu o kogoś stąd.
-W moich stronach wita się tak…
Wyciągnęłam z dna torby przeszmuglowane wino z winnicy matki i pokazałam chłopakowi.
- Reflektujesz? – zapytałam z przyzwoitości, której dostałam od zmęczenia.
Chciałam się napić po całym dniu. Skoro on pije, to mnie nie wyda, prawda? A zresztą, mam tylko jedną butelkę. To się ewentualnie szybko wypije i wywali za okno.
-No pewnie, to znaczy… Poproszę.
Rozejrzałam się po pokoju za jakimś kieliszkiem, ewentualnie szklanką, ale czego można było się spodziewać po jednogwiazdkowym akademiku. No nic, mam nadzieję, że mój koleżka nie brzydzi się śliny. Otworzyłam butelkę otwieraczem z torby i podałam butelkę chłopakowi.
- Domowej roboty.
- W takim razie trzeba spróbować.
Czeslav najpierw powąchał, a później wziął głębokiego łyka. Potrzymał chwilę w buzi i połknął.
- Jakiś smakosz z ciebie win?
- Nie. Sprawdzam, czy niezatrute.
- Daj mi już tę butelkę, też chce się napić. Zmęczona dzisiaj jestem.
Usiedliśmy na rozkładanej kanapie i kończyliśmy butelkę na zmianę. Czeslav nie umiał długo siedzieć cicho. Ciągle o coś pytał, a ja mu odpowiadałam. Przestałam myśleć nad tym, co mówię i w pewnym momencie chłopak zapytał:
- Kolor bielizny?
- Czarny…
Zaraz co? W jednej chwili całe zmęczenie mi przeszło. Spojrzałam na niego i podniosłam głos.
- CO?!
Czeslav się tylko uśmiechał, a ja wewnętrznie się gotowałam ze złości. Z tego wszystkiego rumieńców dostałam. Chciałam go pobić, ale się uspokoiłam. Straszny z niego naciągacz. Nie będę się do niego więcej odzywała. Spojrzałam tylko na prawie pustą butelkę wina. Więcej mu nie dam! Wypiłam resztę jednym duszkiem. Ale mi się zaczęło wszystko odbijać.
-Pora na mnie, jutro się rozpakuję i przebiorę, a ty jak iść nie chcesz, to tam jest podłoga. – wskazałam na przeciwległą ścianę, lecąc na bok.
- Ty już pijana?
- Wcale nie! Tylko głowa mnie boli. To zmiana ciśnienia.
- Ktoś tu słabą głowę ma.
- Chyba ty.
Brak sufitu źle mi wróżył. Chyba jednak przesadziłam. Wyciągnęłam rękę do przodu, leżąc plecami na kanapie. Było mi teraz wszystko jedno, jaki ten pokój by nie był, bo było mi po prostu dobrze.
- Co robisz? – zapytał.
-Rozciągam się… w sumie to nie wiem. Co ja tu robię?

Czeslav? Bo mi się pomysły kończą. Ty to dobry jesteś w rozmowach XD

sobota, 23 września 2017

Od Nory CD. Czeslava

Patrzyłam chwilę na chłopaka stojącego na chłodnym korytarzu w samych klapkach Hello Kitty i z szerokim uśmiechem na ustach lekko zmieszana, przetwarzając w myślach pytanie. Źle usłyszałam czy tylko mi się wydawało? Bogowie, naprawdę o to zapytał? Naprawdę chciał wejść do środka? Ale po co? Po co? Po co..? I skąd te klapki??
Kiwnęłam szybko głową. Otworzyłam drzwi szerzej, by bez słów powiedzieć proste, bezmyślne „tak”, które wtedy utknęło mi w gardle i nie mogło wyjść z ust. Chłopak nie pozostał dłużej na korytarzu, chociaż coś wewnątrz mnie, bardzo chciało, żeby mimo wszystko tam został. Na litość boską, gdybym była zwykłą szmatą, albo chociaż trochę potrafiła postawić na swoim, to zamknęłabym mu drzwi przed nosem zanim odezwałby się słowem. Ba! Zanim zdążyłby nabrać powietrza w płuca.
Zaproponowałam Czeslavowi coś do picia i powiedziałam, by usiadł, bo w końcu jest moim gościem, a ja przykładną gospodynią (bez urazy Czes, ale dalej za tobą nie przepadam). Jak przeczuwałam, spytał o colę, której stety, niestety nie miałam, więc jedyne co, to usiadł na skraju łóżka jak zawstydzone dziecko na kazaniu.
„Dziewczyno, co ty wyprawiasz?! CO TY NAJLEPSZEGO ROBISZ?” – zaczęła wrzeszczeć moja podświadomość. Zaczęłam na szybko sprzątać niedogodne rzeczy (smarkatki, więcej smarkatek, paczkę papierosów i kolejne smarkatki), by tylko na chwilę zająć czymś umysł. Jednak podświadomośc dalej krzyczała. – „Zapomniałaś jak cię zranił? Zapomniałaś, że to przez niego siedzisz od trzech dni w łóżku i ryczysz jak małe dziecko? Och, tak baaardzo użalałaś się nad tym, jaka to jesteś beznadziejna, jak to niiigdyyy, ale to nigdy nie znajdziesz przyjaciela lub kogoś więcej, bo zawsze powiesz coś za dużo, a teraz co? Pierwszy lepszy chłopak cię przytulił…”
„ Nie jest pierwszym lepszym…” – zaprzeczyłam od razu.
„...a ty od razu dostajesz jakiegoś pierdolca i wszystko mu wybaczasz?! Kim ty jesteś, by tak łatwo się poddawać pierdolonym hormonom?!” – poczułam jak panna Wielka-Podświadomość uderza mnie z całej siły w głowę. Skuliłam się w sobie i przełknęłam ślinę. Wyrzuciłam wszystkie chusteczki do kosza, a kiedy się odwróciłam, i spojrzałam na rudzielca, wystarczyło kilka kroków, by znaleźć się na łóżku niedaleko jego.
„Nie… kim ON jest, że te „pierdolone hormony” zaczynają buzować?” – spytałam spokojnie, patrząc na niego.
„Płcią przeciwną, mężczyzną, kimś, kto na widok ładnej laski od razu traci głowę… nic wielkiego, ale pewnie, śmiało! Rzuć się na niego, pocałuj i powiedz, że go kochasz, a ja będę przyglądać się tej głupiej scence rodem z tureckiej telenoweli… Tylko nie rycz później jak cię zostawi dla innej.”
„Co?”
Chłopak, o którego w mojej głowie toczył się istny armagedon, krótkim ruchem głowy wskazał na moje łóżko i odezwał się z niepewnym uśmiechem na ustach:
– To było kilka dni temu, a czuję jakby minęło kilka miesięcy.
Spojrzałam na niego z ukosa i zacisnęłam usta w wąską linię. Kilka miesięcy? Ja czułam każdą najmniejszą mijającą sekundę; czas dłużył mi się i nie chciał przyśpieszyć ani trochę, próbowałam to przespać, ale jak na złość i to nie było w stanie pomóc. Mój niezawodny sposób poszedł się jeba.ć tylko i wyłącznie przez jednego pewnego rudzielca. Dobrze, że Podświadomość-Wielka wykrzyczała się zawczasu, bo, oj, udusiłaby Czeslava gołymi rękoma.
– Przepraszam raz jeszcze, że zachowałem się jak totalny dupek… W końcu przenocowałaś mnie... i gdyby nie ty, mogłoby się to źle skończyć... Także przepraszam i dziękuję bardzo – powiedział, patrząc mi w oczy, dalej z wielką niepewnością.
Chrząknęłam cicho:
– To nic wielkiego...
– Nic wielkiego? Dziewczyno uratowałaś moją marną dupę!
– Uratowałam? – spytałam lekko zaskoczona. To słowo, według mnie, nie za bardzo pasowało. W końcu nie byłam zbyt przekonana co do wciągnięcia go do środka. Zrobiłam to głównie po to, by sobie i przytomnemu Michaelowi nie przyswoić problemów. Nie wspomnę o wielkich pretensjach następnego dnia.
– Wieeeesz... jestem trochę na celowniku przez kilka głupich czynów i to mogło się skończyć wywaleniem mnie ze szkoły, a! I Miśkowi też by się porządnie oberwało...
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
– Poważnie?
– Najpoważniej w świecie. Nigdy nie byłem bardziej poważny.
– No proszę...
– Tak jakoś wyszło, hehe… Jestem ci dozgonnie wdzięczny. – uśmiechnął się lekko, gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się.
A Więc jednak naprawdę był wdzięczny, jeśli wierzyć mu na słowo... Oh! Idiotka ze mnie! Naprawdę w takiej chwili dopadają mnie zwątpienia? Dopiero teraz? Ale z drugiej strony czy to dobrze? Czy po tej sytuacji powinnam mu zaufać? Uh! Co powinnam zrobić? No ale przecież przyszedł, przeprosił… i fakt, że jest na celowniku, pierwszy do odstrzału. W takim wypadku dobrze, że nie przyswoiłam mu więcej kłopotów. Bogowie, pomyśleć, że gdybym wtedy nie otworzyła tych drzwi… albo je zatrzasnęła przed pijanymi chłopakami to mogłoby go tu nie być, i to z mojej winy…
Chłopak podrapał się po głowie, co przyciągnęło moją uwagę i spytał ostrożnie:
– Czy mogę zadać ci jedno pytanko?
– Pewnie.
– Tooo… – zaczął kręcić palcami młynki – powiesz mi o czym rozmawiałaś z Michaelem?
Oczym? O wszystkim.
Podciągnęłam nogi do piersi i usiadłam po turecku. A Więc w końcu zadał to pytanie, bo głównie po to tu przyszedł, prawda? Kiedy Michael zapukał do pokoju, otworzyłam niemal natychmiastowo. Nie wiem dlaczego, bo leżałam zakopana pod kołdrą, nie chcąc wystawić żadnej części ciała poza obszar łóżka. Może moja podświadomość miała dosyć tego lamentowania i użalania się nad sobą? Może tak bardzo potrzebowałam otworzyć do kogoś gębę? Ah! I ta rozmowa…
„– Śpi przytulony do kota.
– No i?
– Nie rozumiesz.. Przytulony do KOTA.”
I nie rozumiałam, dopóki dziewiętnastolatek nie wytłumaczył mi, jak bardzo źle z nim jest. No i dawno nie czułam tego przyjemnego ciepła na sercu, kiedy ktoś pomimo interesów spytał o mnie. I może pytanie o samopoczucie należało do tylko klasycznych pytań grzecznościowych - bo czemu Michael miałby się mną przejmować? - to i tak było mi niezmiernie miło, że ktoś się jednak mną zainteresował.. nawet w tym najmniejszym stopniu.
– O tobie – powiedziałam bez namysłu.
Czeslav otworzył szeroko oczy i uniósł wysoko brwi. Zamrugał szybko.
– O... o mnie? – zapytał z niedowierzaniem. – Idiota - dodał szybko.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
– Owszem, o tobie. Podobno od czwartku leżysz w łóżku i ogólnie czujesz się – westchnęłam nerwowo – słabiej. Przepraszam – powiedziałam ciszej – jeśli to przeze mnie – spuściłam wzrok; zaczęłam bawić się paznokciami i drapać skórki, ale od razu zostałam zmuszona do ponownego spojrzenia na Czeslava.
– Nie, nie spokojnie... nie masz za co przepraszać.
Zerknęłam na niego ostrożnie, by nie spojrzeć mu w oczy. Na szczęście nie musiadłam być aż tak ostrożna. Chłopak siedział z lekko opuszczoną głową i wpatrywał się pusto w jeden punkt na pościeli. Zmarszczył lekko czoło, czyżby o czymś myślał? Jeśli tak, to czy powinnam go wyciągać z tego zamyślenia? Może powinna dać mu chwilę…?
Tak też zrobiłam. Trwaliśmy w ciszy przez niecałe pięć minut. Może to nie było sporo czasu na głębokie przemyślenia egzystencjalne… ale...
– Powiedz mi – odezwałam się po chwili. – Co przeraża cię w kotach?
Rudowłosy podniósł wzrok przerażony. Mogłam wtedy spojrzeć mu w oczy z zaciekawieniem.
– Skąd… Powiedział ci?
– Taa... powiedział mi to i owo...
– Heh, mogłem się domyśleć. Nooooo koty są straszne – powiedział, drapiąc się po karku.
– Straszne?
– One... one są straszne, w każdym calu. Nigdy nie wiesz kiedy taki pojawi ci się na drodze, albo kiedy wyskoczy z jakiejś dziury. To tacy cisi zabójcy. Podejdzie do ciebie, nawet nie wiesz kiedy i zatopi w tobie kły i pazury... a te ich oczy... cały czas cię obserwują. Najgorsza jest ich skrytość, bo nigdy nie wiesz co taki kot zrobi, on nie okazuje uczuć... jest jak kamień – na chwilę nasze spojrzenia skrzyżowały się, ale ten szybko odwrócił wzrok – są nieobliczalne.
Uśmiechnęłam się słabo.
– Rozumiem – powiedziałam, czując jak na twarzy ponownie zagaszcza beznamiętność. I oby tylko, bo wewnątrz poczułam to słynne ukłucie w sercu. Usta zaczęły układać się w smutku - to była dosłownie chwila. Dobrze więc, że nie zauważył.
– A co ci konkretnie powiedział o tych kotach?
– Podobno było z tobą tak źle, że z jednym spałeś. Musiał więc wytłumaczyć, dlaczego jest to dość nietypowe.
Chłopak zaczerwienił się lekko i ponownie odwrócił wzrok, przenosząc go na coś w pokoju.
– Nie mnie oceniać... ale z bólem serca przyznaję, że spędziłam ten czas z tą kotką – mruknął i wrócił swoimi oczkami na nie. – Od miśka tego nie wyciągnę, więc zapytam wprost, dlaczego do ciebie przyszedł?
Spojrzałam mu prosto w oczy, jednak ten uporczywie unikał kontaktu. Sama więc przeniosłam go gdzieś na bok. Przygryzłam policzek, układając sobie słowa w głowie.
– Głównie – zaczęłam niechętnie – chciał znać moje podejście do całej tej sytuacji iii...
Przygryzłam się z język, by nie powiedzieć za dużo. Co moje, to moje.
– Idiota – mruknął.
– Martwi się o ciebie.
Czeslav objął się ramionami i pochylił lekko do przodu.
– Wiem... wiem, wiem… Zdenerwowałem się po prostu. Rozmawiałem z nim dość poważnie, a on po całej rozmowie poleciał do ciebie i… – urwał nagle. – ...ten… – zamilkł, a ja jedynie zerkałam na niego co chwilę. – Zastanawiało mnie czy czegoś nie palnął – dokończył.
Spojrzałam w sufit i mruknęłam, zastanawiając się nad tym. W ciągu kilku sekund cała rozmowa z Michaelaem odtworzyła się w mojej głowie po raz drugi. Czy coś palnął…?
– Niee – powiedziałam na głos. – Zdecydowanie nie. Nie musisz się przejmować tą rozmową.
– W porządku, kochana. 
Otworzyłam szerzej oczy na te słowa, czując jak twarz oblewa rumieniec. Uśmiechnęłam się nerwowo, przeczesując włosy dłonią. Chrząknęłam cicho i podniosłam się z łóżka by ukryć czerwieniejącą twarz. Dopiero, kiedy miałam ruszyć się z miejsca, dotarło do mnie, jak głupie to było. Szybko więc wybrnęłam, pytając gościa, czy nie chce nic do picia. Oczywiście miałam do zaoferowania samą wodę, więc podziękował. No i po fakcie zorientowałam się, że zadałam mu to pytanie już drugi raz.
„Bogowie, ogarnij się. Co się stało z twoją znieczulicą?” – spytałam sama siebie. – „To tylko wyższa forma grzecznościowa, uspokój się na litość boską…”
Podeszłam do lodówki, wyciągnęłam z niej butelkę i odkręciłam ją szybko. Miałam nieprzyjemne wrażenie, że jeśli nie zajmę czymś rąk i myśli, to wydrapię sobie dziurę w skórze. Mając prawie pełną szklankę w dłoni, obróciłam się do Czeslava, od razu zachwycając jego spojrzenie. Uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam gest. Po chwili uniósł rękę i podrapał się po tyle głowy, po czym wstał i zwinnie znalazł się przede mną w nie więcej niż pół metrowym odstępie. Gdybym nie miała tuż za sobą blatu, możliwe, że bym się odsunęła na większą odległość, zwłaszcza, że dodatkowo Czes spojrzał mi prosto w oczy. Nabrał powietrza, by coś powiedzieć, ale wypuścił je przez nos i zmarszczył brwi, jakby zapomniał, co chciał przekazać. Koniec końców po raz kolejny między nami zapadła cisza. 
Nie żebym narzekała. Nie jestem na tyle rozmowna, by rozpaczać nad pierwszą lepszą ciszą. Nie przeszkadzała i ani trochę. Mogłam w spokoju patrzeć się w oczy Czeslava. Oczy, które zwróciły moją uwagę już wcześniej, ale jakoś wypadły mi z pamięci. 
– Nosisz soczewki? – spytałam nagle, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Ten otrząsnął się, jakby wybudzony z hipnozy i odpowiedział niepewnie:
– Chyba... tak. Znaczy… TAK – zaśmiał się i chwycił dłonią za kark.
– Koloryzujące? – Naprawdę nie potrafiłam sprecyzować ich koloru. 
– Eee, t-tak.
– Jakie są naturalne?
Odwrócił wzrok.
– Niebieskie – powiedział niewyraźnie. 
Uśmiechnęłam się lekko, nawet nad tym nie panując. No proszę, pierwszy raz spotykam osobę o rudym kolorze włosów i błękitnych oczach. Od razu do głowy wpadł mi cudowny fakt, który od razu zaczęłam układać w głowie, by się nim podzielić. 
– Przy rudym kolorze włosów zielone oczy to najczęstsze połączenie – upiłam łyk wody. – Niebieskie to zaś rzadkość. Czemu je zakrywasz, skoro są wyjątkowe?
Czes spojrzał na mnie zaskoczony. Jego policzki zaczerwieniły się lekko.
– Bo... ja… ich nie lubię.
Przechyliłam głowę na bok i spojrzałam na niego zdziwiona. Już miałam podnieść rękę, jednak szybko ją wycofałam tam, gdzie spokojnie się znajdowała, czyli za plecy. 
Jak można nie lubić takiego połączenia? Taka rzadkość, niczym biały kruk. Kruk… ptak… o ironio… 
Wyciągnęłam w końcu dłoń do przodu i poczochrałam gęste, rude włosy. 
– Na twoim miejscu bym się nimi chwaliła – powiedziałam ciszej.
– Nie wiem, czy mówiłabyś tak, gdybyś nie lubiła czegoś w sobie – odwrócił wzrok.
Przygryzłam policzk mocniej niż zwykle i wyciągnęłam łapkę z tego przyjemnie gęstego gniazda włosów. 
„Masz rację, Czes” – powiedziałam w myślach. – „Nie mówiłabym tak”.
Kompleksy… Jak to jest możliwe, że komuś coś się w nas podoba,ale sami tego nie akceptujemy? Gdyby to wszystko było prostsze. 
– Dlatego mówię "na twoim miejscu". – mruknęłam smutniejszym tonem. 

Bełt?

Od Czeslava CD Nory

- BRO JA CIĘ ZABIJĘ! COŚ TY ZNOWU WYMYŚLIŁ CURAKU JEDEN! PO CHOLERĘ TO ZROBIŁEŚ?!?! - Rzuciłem się na Michaela z autentyczną rządzą mordu. Jak on śmiał w ogóle coś takiego wymyśleć?!
- Brat... o co ci znowu chodzi?
- NIE UDAWAJ IDIOTY! - krzyknąłem - DLACZEGO TU MNIE SPROWADZIŁEŚ?! DLACZEGO DO NIEJ?! SAKRA AKURAT DO NIEJ!!!!!!!!!!
- Idioty?! Brat, na litość, sam tu przylazłeś, więc teraz nie próbuj zwalać na mnie!
- Po kiego miałbym tutaj przychodzi?! A tym bardziej DO NIEJ?! - Trzymając Miśka za połacie koszulki wskazałem palcem na Norę
- A po co ja miałbym cę tu sprowadzać, co?! Może cię jeszcze sam upiłem i tu przytargałem?!

- Skoro Czeslav czuje się na siłach żeby tak skakać, to niech lepiej już wyjdzie - Doszły do mnie nagle wypowiedziane słowa dziewczyny.
Odwróciłem głowę w jej stronę i wbiłem wzrok w te zielone oczy. Momentalnie całego mnie zmroziło. Jej spojrzenie było tak lodowate i wyrażało tyle wściekłości, że na jego widok Titanic sam postanowiłby zatonąć. Po plecach przeszły mnie ciarki... to zadziałało jak kubeł zimnej wody. Lekko się cofnąłem, ale po sekundzie doszedłem do siebie. Przecież to tylko ona...
-Świetnie - wykrztusiłem w końcu z pogardą i prychnięciem
Puściłem Miśka, minąłem obydwoje i wyszedłem. Ruszyłem korytarzem wprost w kierunku schodów. Krew ponownie się we mnie zagotowała... CO ONI DWOJE RAZEM SOBIE MYŚLELI?! Pięknie tak ingerować w nieswoje sprawy?! Tak ciężko wsadzić nos w sos? Nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
- Huh... brat?
- A daj mi spokój! - zrzuciłem jego rękę. Byłem tak zdenerwowany, że aż się cały trzęsłem.
- Nie, nie dam ci. Możesz ze mną pogadać jak człowiek?!
Na te słowa zatrzymałem się. Po sekundzie odwróciłem się do Miśka z wielkim uśmiechem na twarzy i spojrzeniem pełnym pogardy.
- I co chcesz? No słucham?
- Czemu właściwie jesteś taki wkurzony, co? Pokłóciliście się z Norą?
Stałem i patrzyłem mu prosto w oczy. Były... jakieś obce... albo i nie... Sakra! Dlaczego ja nie umiem odczytywać, ekspresji ludzi?!
- Wal się - rzuciłem krótko i poszedłem w stronę schodów. Zrobiłem dwa kroki, gdy znowu ten niemiec złapał mnie za ramię.
- Nie, dopóki mi nie wyjaśnisz kilku spraw, brat...
Westchnąłem i przymknąłem oczy. Czyli nie odpuści tak łatwo...
- Bro słuchaj - powiedziałem trochę ciszej - Nie mam ochoty teraz patrzeć, ani na Ciebie, ani na Norę, ani na nikogo innego. A tym bardziej rozmawiać. Proszę Cię... daj mi spokój....
Misiek zmarszczył brwi i czoło. Przechylił głowę na bok i po kilku sekundach wpatrywania się we mnie wydusił :
- Rozumiem... - zapadła dłuższa chwila ciszy - Jak coś, brat, będę u nas. A jak będziesz chciał pogadać czy coś, to , no...
- Ta. Dzięki - skinąłem głową i odszedłem.
~~~

Od razu po rozstaniu z Miśkiem poszedłem nad rzekę. Przysiadłem tuż nad samym brzegiem i wpatrywałem się w płynącą wodę... To zawsze działało uspokajająco. Za każdym razem, pozwalało umysłowi odpocząć, pozwalało na przemyślenia... i w sumie dalej pozwala. Mój wzrok przykuło stado płynących kaczuszek. Jak te małe istotki są w stanie walczyć z prądem? I dzielnie płyną razem, jedna za drugą... Ale... dlaczego płyną same? Gdzie jest Pani Kaczka, albo Pan Kaczor? Przecież... przecież zawsze płyną, z którymś z rodziców. Kaczuszki nigdy nie pływają same... Ale te płyną... Dlaczego? Czyżby nie miały już za kim płynąć? Dlaczego ktoś zostawił te kaczuszki? A może... może ich rodzice zginęli? Co jeśli to prawda? One nie przeżyją! Zostaną łatwym łupem dla drapieżników... biedne, małe bezbronne kaczuszki... Nagle spośród tataraku wypłynęła dorosła kaczka. Uważnie patrzyłem jak zareaguje na te maluchy. Może to ich matka... ale, gdy zdecydowanie ruszyła na maluchy, a one się rozpierzchły, już wiedziałem, że to nie to...  Ale nagle z drugiego brzegu, wyleciała inna kaczka. Szybko przepędziła tę, która atakowała maluchy. Na sam koniec zrobiła rundę honorową przepływając wzdłuż zarośli i szybko podpłynęła do maluchów, a następnie ,,zgarnęła'' je w bezpieczne miejsce... Przynajmniej teraz nic im nie zagraża i są pod właściwą opieką. Pewnie maluchy wyrwały się na samotne zwiedzanie świata... A to... to mogło się bardzo źle skończyć... Co ja właściwie robię ze swoim życiem? Dlaczego rozmyślam o jakiś głupich kaczkach?! Te kaczki powinny mnie gówno obchodzić! Przecież nie przyjechałem tutaj, aby rozmyślać nad sensem istnienia kaczek! Miałem się zmienić, miałem zacząć wszystko od nowa... a co robię? Robię dokładnie to samo... Ches! Po jaką cholerę się tutaj pchałeś? Mogłeś dalej siedzieć w Czechach i żyć tak jak wcześniej i myśleć nad losem zasranych kaczek! Co sobie obiecałeś, gdy zobaczyłeś ogłoszenie, o stypendiach? Po co przez te trzy lata kułeś po nocach? Po co przez rok załatwiałeś wszystkie dokumenty? Po co? Po to, żeby rozmyślać nad jakimiś kaczkami?! Idioto, przez cztery bite lata robiłeś wszystko, żeby wyrwać się ze szponów poprzedniego życia i móc zacząć wszystko od nowa! To było twoim zasranym marzeniem! A teraz co robisz? Nie tylko przejmujesz się jakimiś głupimi kaczkami, ale też niszczysz sobie nowe życie. Chłopie... coś ty do jasnej cholery zrobił?! Miałeś tylko jedno proste zadanie - nie zepsuć tego. A zrobiłeś to już dosłownie pięciu sekundach. Musisz się wreszcie odciąć od przeszłości... pomyśleć o teraźniejszości, o przyszłości! Nowe życie, jest całkowicie nowe prawda? ,,Tabula rasa''! Czysta tablica! Do wypełnienia od nowa! Udało Ci się wywalczyć gąbkę, mogłeś zmazać całą i stworzyć nową, pięną historię! Ale nieeeee, nie starczyło jak zwykle odwagi. Ale teraz gąbka przepadła. Jesteś w kropce? I co zrobisz? No co zrobisz?
- Nie wiem... - powiedziałem cicho do siebie - Naprawdę nie wiem...
Idiota. Totalny idiota. Totalny, skretyniały idiota. Wygrałeś nowe życie, a przegrałeś je już na starcie...
Oparłem się łokciami o kolana i dłońmi objąłem głowę. Zwiesiłem ją w dół i wbiłem wzrok w ziemię... Dlaczego? Dlaczego znowu sobie to zrobiłem? Dlaczego znowu zniszczyłem sobie życie? Najpierw szkolne... oceny, zachowanie, bycie pod ciągłą obserwacją... potem życie towarzyskie... Najpierw Anja... tak bardzo ją zraniłem... a teraz Nora... chciałem... chciałem tylko uniknąć powtórki... a wyszło, jak wyszło... Sakra, dlaczego ja się tak przejmuję? Chciałbym, tak bardzo chciałbym nie być dla nikogo żadnym problemem... ale nie! wszyscy, których spotykam cierpią przeze mnie... Caroline, co chwile ma do słuchania na temat swojego ucznia.... Tak samo znajomi... tamta impreza... tyle osób zostało ukaranych.... biedny chrupek, aż wylądował u pielęgniarki... Oph... po dziesięciu minutach znajomości, była zmuszona do wyskoczenia przez okno i uszkodzenia sobie nogi, o Anji nie wspominając... a teraz do tego grona dołączyła Nora i Misiek... Misiek..... Jedyny, który od samego początku potraktował mnie tak dobrze... A ja mu kazałem się walić... Jakim ja jestem człowiekiem... Przesunąłem dłonią wzdłuż przedramienia i wyczułem zgrubienie. Podniosłem wzrok i przyjrzałem się. Heh... Już dawno wygojona, teraz całkowicie blada, ale nadal obecna... Wspaniała pamiątka z gimnazjum. Jeździłem po niej palcem, przypomniałem sobie te uczucie, jak jeszcze były na niej szwy. Te małe czarne wypustki łączące dwa fragmenty skóry... a potem zniknęły. Pozostała tylko wielka czerwona krecha... tak bardzo przyciągająca wzrok innych... Przez ponad rok musiałem nosić sportową opaskę, żeby mieć względny spokój. A teraz, po prostu wtopiła się i zlała z resztą ciała... ale nadal tutaj jest. Nadal przypomina o swojej obecności... nadal przypomina o pewnych możliwościach... Czy może, by tak to powtórzyć? Ale tym bardziej lepiej, skuteczniej... Nagle z zamyślenia wyrwał mnie krzyk łabędzia. Rozejrzałem się wokół. Kiedy zaczęło robić się tak ciemno? Sakra, ile ja już tu siedzę? Wstałem z ziemi i otrzepałem spodnie. Rzuciłem wzrokiem jeszcze raz w stronę tataraku, ale nic nie dojrzałem. Wsadziłem dłonie w kieszenie bluzy i powoli ruszyłem do pokoju...
~~~
Stałem pod drzwiami i wpatrywałem się w klamkę. No dalej Ches, zrób to! Wyciągnij tę przeklętą dłoń, naciśnij ją i wejdź do środka. Przecież i tak prędzej, czy później staniesz z nim twarzą w twarz... w końcu mieszkacie razem, chodzicie do jednej klasy, jesteście przyjaciółmi... Tak idioto jesteście przyjaciółmi! Zyskałeś w końcu kogoś na dobre i na złe, więc nie psuj tego jeszcze bardziej! Ciesz się, że on chce z Tobą być, że Cię nie opuścił... ale wiedz, że nie będzie wiecznie, więc z łaski swej rusz te cztery litery i idź powiedz mu, co czujesz! On na to czeka! Sam Ci to powiedział! ,,Wal się''... jak ja mam mu spojrzeć po tych słowach w twarz?
Przełknąłem ślinę i powoli wyciągnąłem dłoń z kieszeni. Położyłem ją na klamce. Kontakt rozgrzanej skóry z zimnym metalem, przypomniał, że to jest jawa, nie sen. Przygryzłem wargę, nacisnąłem klamkę i wszedłem powoli do środka. W środku panował półmrok. Mój wzrok od razu padł na chłopaka leżącego na łóżku. Trzymał w jednej dłoni książkę, a drugą głaskał Immi, która leżała mu na klatce. Gdy wszedłem do środka, podniósł wzrok, by po chwili powrócić do czytania... Oblizałem suche jak pieprz wargi, i bez słowa ściągnąłem buty. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że cały dzień nic nie jadłem i nie piłem... Ale to nie było teraz ważne... Stałem przez chwilę, bijąc się z myślami, aż w końcu zdecydowałem się i podszedłem do chłopaka. Ten nawet, ani na chwilę nie oderwał wzroku od książki... Westchnąłem bezgłośnie i usiadłem na krawędzi łóżka. Chciałem coś powiedzieć... tak bardzo chciałem. Ale nie wiedziałem co. Patrzyłem otępiały na swoje palce, szukając odpowiednich słów, ale żadne, które przychodziły mi do głowy nie nadawały się do wypowiedzenia na głos. W końcu zrezygnowany padłem obok niego i wcisnąłem twarz w poduszkę. Po chwili poczułem na moim ramieniu tak dobrze znaną mi dłoń.

- Brat?.... - Jęknąłem na te słowa. No tak... on chce rozmawiać... A ja? Ja nie potrafię sformułować zwykłego ,,dziękuję, że jesteś'', w tym momencie poklepał mnie po głowie, wyzwalając kolejną dawkę jęków- No już, już, brat, dobrze będzie...
- Nic nie będzie dobrze! - jeszcze bardziej wcisnąłem głowę w poduszkę.
- Ches, coś wymyślimy, pomogę ci przecież, nie jesteś tu sam i nie będziesz, pamiętaj! Co się w ogóle stało? Widzę, że coś z Norą, coś cię dręczy, a pamiętaj, ja tu będę przecież i postaram się zrobić wszystko, co tylko mogę...
Podniosłem głowę i spojrzałem prosto w te jasnobrązowe oczy, które były pełne troski... troski o takie małe gówno jak ja...
- Jak zwykle wszystko spieprzyłem... - z powrotem opadłem na poduszkę
- Brat, nic nie spieprzyłeś, nawet jeśli, to każdy przecież czasem powie coś za dużo albo za mało, zrobi coś dobrze lub nie... grunt to później wszystko ewentualnie naprawić, wyjaśnić, a to "wszystko" nie jest przecież jeszcze zaprzepaszczone!
- Staryyyyy - jęknąłem - ale tak wszystko skopałem, że nie widzę z tego wyjścia! Ciekawe jak ty byś się czuł, gdyby ktoś powiedział, że jesteś jak kamień, że nie masz uczuć, a potem ta sama osoba, zaprosiła Cię na rozmowę w cztery oczy i powiedziała O WIELE za dużo, a na sam koniec wyrzuciła na zbity pysk?
- Już ja ci jakieś znajdę jakieś wyjście, brat. Cóż... z tym kamieniem wyszło może i nie najlepiej, ale możesz przecież znowu spróbować, prawda? Nie zostawi się przecież ot tak tego wszystkiego, a Nora na pewno zrozumie. Jeśli nie dasz rady jej tego powiedzieć, może napisz, jak chcesz, ja też z nią pogadam... czy coś.
- O NIE! JA NIC DO NIEJ JUŻ NIE PISZĘ! To właśnie od pisania się zaczęło! - zacisnąłem dłonie w pięści i wbiłem mocno paznokcie w skórę.
- Dobrze, brat, przyjąłem... obstawiam, że rozmawiać z nią też, póki co, nie chcesz?
- nie chcę z nią rozmawiać, nie chcę jej widzieć, nie chcę jej słyszeć..... - jęknąłem i podnosłem się lekko - Mamy jeszcze piwo?
Niemiec głośno westchnął i pokręcił głowę.
- Nawet jeśli, to tobie na dziś starczy. Mogę ci dać co najwyżej colę. Albo mleko.
- daj mnie te colę.... Bro sakra... ja chyba jednak wolę chłopaków! Z nimi to nie ma takich problemów! - znowu stałem się jednością z poduszką.
Przymknąłem oczy i leżałem wsłuchując się w ciszę... właśnie... ciszę. Otworzyłem oczy i od razu spojrzałem na Miśka. Przygryzłem wargę i powiedziałem
- Co Ci tam chodzi po tej niemieckiej zmiennowłosej głowie?
- Ches... ja Ci nie powiem kogo ty wolisz, ale wiedz, że akceptuję Cię całego.
-Cooo? - zmrużyłem brwi i zacząłem analizować ostatnie słowa - Aaaaaa, nie nie spokojnie.... ja tam jestem na 2000% hetero. Chodzi mi tylko o to, że z chłopakami łatwiej sie rozmawia, nie trzeba się nad wszystkim zastanawiać, nie trzeba analizować... Kobiety to skomplikowane stworzenia...
- Tutaj się z Tobą zgodzę... - powiedział i wstał z łóżka. Immi lekko zeskoczyła na poduszkę i ułożyła się na niej wygodnie.
Obróciłem się na bok i skuliłem, podkurczając nogi do góry. Wbiłem wzrok w śnieżnobiałą kotkę, która leżała tuż przy mojej twarzy. Powoli wyciągnąłem dłoń i pogłaskałem ją za uchem. Kotka przechyliła głowę i wtuliła się w rękę. Bardzo walczyłem ze sobą, żeby nie zabrać tej ręki... ale Immi zaczęła mruczeć. Jej wibracje przechodziły przez moje palce.  Zwierzę otworzyło oczy i spojrzało na mnie. Wpatrywałem się w te wąskie szparki przez kilka sekund. W końcu... sam nie wiem, czy to ja, czy ona, ale któreś z nas mruknęło. Kotka podniosła się na cztery łapy. ,,Nie'' powiedziałem w myślach. Delikatnie złapałem ją w dłonie i przyciągnąłem do siebie. Kotka wyglądała na zdziwioną, ale nie protestowała. Położyła się przy ramieniu i zwinęła w kulkę. Wtuliłem twarz w jej sierść, a drugą ręką głaskałem... I jakoś tak... zasnąłem.
~~~
Obudziłem się następnego dnia. Pierwsze, co poczułem po przebudzeniu, to to, że leżę pod stertą kołder, koców i nie wiadomo, czego jeszcze. Powoli zacząłem się wygrzebywać z tego zbiegowiska materiału. Rozejrzałem się po pokoju mrużąc oczy, od nadmiaru padającego światła. Sakra, cudownie! Jaki my mamy w ogóle za dzień? Wysunąłem nogi spod kołdry i postawiłem stopy na zimnej podłodze. Powoli się podniosłem i podszedłem do stolika, gdzie leżał mój wymęczony życiem telefon.
ŚRODA - 14:38
Wpatrywałem się w ekran jak zaczarowany. Środa? W pół do piętnastej? Powinienem być w szkole... znaczy... chyba już skończyliśmy lekcje, albo zaraz się skończą... o sakra! Aż podskoczyłem na dźwięk wydany przez mój brzuch. No tak... biedak domaga się jedzenia, bo nie jadł nic od poniedziałkowego poranka... Skierowałem się w stronę lodówki, zgarnąłem pierwszy lepszy serek, butelkę coli i powróciłem do bezpiecznego i ciepłego łóżka. Nie dane było mi długo posiedzieć samemu, bo zaraz przypałętała się Immi
- Jeśli myślisz sobie - powiedziałem do kotki wkładając łyżeczkę do ust - Że po wczorajszej nocy masz jakieś ulgi, albo nie daj boże zostałem twoim fanem... to jesteś w dużym błędzie! Więc lepiej zmykaj, póki jestem dobry!
Kotka stała i wpatrywała się we mnie tymi oczami z przeraźliwie wąskimi ślepiami, jednocześnie machając nerwowo ogonem na boki. W końcu chyba zrezygnowała i zeskoczyła na podłogę. Z powrotem wszystkie moje myśli skupiły się na serku. Bez żadnego wyrazu i emocji machałem łyżką tak długo, aż zniknął. Zapiłem colą, położyłem wszystko na ziemi i zawinąłem się w tę stertę materiału. W sumie... mógłbym wrócić na swoje łóżko... Ale nie. Tutaj jest lepiej... Położyłem się na boku i zwinąłem w kulkę. Mimowolnym ruchem dłoni wziąłem jakąś poduszkę i mocno przytuliłem, a już po chwili zacząłem odpływać...
- Braciak jak się czujesz? - wyrwały mnie ze snu nagłe słowa Michaela
Podniosłem lekko głowę i odwróciłem się. Misiek siedział na krawędzi łóżka i patrzył na mnie.
- Jak gówno - mruknąłem z powrotem padając na poduszkę.
- Och Czesiu...
- Jak największe gówno świata - zacisnąłem dłonie w pięść - Spać mi się chce...
- Dobrze bro, prześpij się - westchnął głośno - Czy... czy obudzić Cię jutro do szkoły?
Na chwilę zapanowała cisza. Zastanawiałem się, czy jest sens pojawiania się na lekcjach? W końcu i tak nie nadaję się do życia... nie mam siły normalnie funkcjonować... Chcę tylko spać... Gdzieś, kiedyś w którejś książce przeczytałem taki piękny cytat ,,Sen jest jak samobójstwo, tylko gorszy. Po chwili spokoju, znowu powracasz do koszmaru dnia codziennego''. Coś w tym było... Ale mniejsza z tym, nie miałem ochoty brać udziału w lekcjach i od razu słuchać ,,Coś się stało? Jak się czujesz? Wyglądasz jakoś inaczej..'' Sakra dziękuję bardzo! Wiem o tym! Nie musicie mi przypominać! Podkuliłem nogi jeszcze bardziej. Ludzie... zdecydowanie nie pomagają. Ach... i w klasie będzie ONA.
- Nie - powiedziałem krótko - Możesz powiedzieć Caroline, że nie będzie mnie do  końca tygodnia, bo bardzo źle się czuję.
- W porządku... Jak coś to...
- Dobranoc - przerwałem mu i zakryłem głowę kołdrą. Wstrzymałem oddech i słuchałem. Po chwili Misiek cicho westchnął i wstał z łóżka, by zająć się Immi... A ja znowu poczułem te nieprzyjemne ukłucie w sercu... Tylko... skąd ono się wzięło? Pokręciłem głową i odpłynąłem.
~~~
Następne trzy dni nie różniły się niczym nadzwyczajnym. Cały czas spałem, jak nie spałem to leżałem w łóżku, ewentualnie czasem wstałem coś zjeść lub się napić... Wyjątkiem była toaleta, do której szedłem, gdy już naprawdę musiałem. Nie miałem nawet już siły, co chwilę wyganiać kotki, która lgnęła do mnie jak mucha do lepu. Zdecydowanie łatwiej po prostu było ją zgarnąć i przytulić... Taka miękka i cieplutka, a jeszcze jak zaczynała mruczeć... Swój żywot zaczynałem, gdy Misiek znikał w szkole, a kończyłem tuż przed tym jak się pojawiał... Codziennie po powrocie witał mnie i pytał jak się czuję... Tak bardzo chciałabym mu powiedzieć, że dobrze, że jest w porządku, że jestem szczęśliwy... Ale nie... Cały czas bolało, bolało tak bardzo... Tylko dlaczego? Znaczy, już wcześniej bolało i to nie raz... Ale nigdy tak mocno jak teraz! I ten ból, był inny od poprzednich. Nie mam pojecia, czym i dlaczego się różnił, ale był inny... Bardziej bolesny...
Przez te trzy dni miałem spokój, mogłem robić co chciałem, aż nadeszła sobota. Spałem (cóż za odmiana!) Gdy nagle, ktoś ściągnął ze mnie wszystkie koce i kołdry. Leżałem wystawiony na kontakt z lodowatym powietrzem i przerażony patrzyłem na chłopaka, który stał pochylony nade mną. Co tu się właśnie wydarzyło? Dlaczego to zrobił? Bracie... Dlaczego mi to robisz?
- Już! koniec tego wylegiwania i gnicia - powiedział rzucając wszystko na moje łóżko - Pora wrócić do żywych Czeslavie!
Patrzyłem na niego osłupiały. To był mój spokojny Misiek? Gdzie on się podział? Nagle Michael złapał mnie za kostkę i zaczął ściągać z łóżka. Kurczowo złapałem się poduszki i po chwili razem z nią wylądowałem na zimnej... Przeraźliwie zimnej podłodze.
- Broooo - jeknalem - błagam..
- żadne błagam! Koniec tego dobrego! - Michael rzucił we mnie jakimiś szmatami - Tu masz ciuchy. Idź się ogarnij, czekam na Ciebie. Masz dosłownie pięć minut!
Stęknąłem głośno na co ten spojrzał zlowrogo. Pozbieralem ciuchy i podniosłem się z podłogi ,by po chwili zamknąć się w łazience.
- Spróbuj mi się tylko tam utopić, to osobiście przyjdę i Cię uduszę! - usłyszałem stłumiony głos Michaela zza drzwi.
- Dobrze dobrze - mruknąłem walcząc z guzikami przy koszulce
~~~
- Miło ponownie widzieć Cię wyglądającego - Misiek zrobił krótką pauzę - normalnie.
Podniosłem wzrok i uśmiechnąłem się słabo. Od razu skierowałem się na łóżko, ale chłopak mocno złapał mnie za ramię. Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Jeśli myślisz, że pozwolę Ci znowu wrócić do łóżka to się grubo mylisz - Michael wyglądał niezwykle poważnie - Zakładaj buty i idziemy.
- Gdzie ty mnie znowu ciągniesz? - jęknąłem - Nigdzie nie chcę iść...
- Chcesz, nie chcesz - przerwał - Ale musisz! Nawet nie próbuj dyskutować. Mam Ci je na siłę wcisnąć?
- Dobrze dobrze - podniosłem ręce w obronnym geście i założyłem buty.
- Grzeczny chłopiec - Misiek szeroko się uśmiechnął
Spojrzałem na niego niepewnie, co ten curak znowu wymyślił?
~~~
- Dalej Ches! Ruszaj się! - Misiek podbiegł kilka kroków do przodu i gorąco zachęcał mnie, abym zrobił dokładnie to samo. Co to to nie, nie ma szans. Niech już mnie ciąga, gdzie chce, ale nie mam zamiaru ... robić cokolwiek. Założyłem kaptur i wbiłem dłonie w kieszenie bluzy. Co ja tutaj właściwie robię? Gdzie my idziemy? Czy on nie rozumie, że nie mam namniejszej ochoty do życia? Spuściłem wzrok i wbiłem go w drogę . Dlaczego dałem się wyciągnąć? Mogłem w spokoju leżeć...
- Nie marudź tam! - do mych uszu dotarł głos niemca.
Podniosłem głowę i spojrzałem zdziwony. Czyżbym powiedział coś na głos? Przecież to jest niemożliwe.
- Nie musisz nic mówić, żebym wiedział, co chodzi Ci po głowie - dopowiedział
Ach, no tak. Ta magiczna zdolność, którą posiada ten curak i... pani Nora. Możesz słowem się nie odezwać, możesz robić, co innego, a oni w jakis sposób wiedzą. Po prostu wiedzą. Westchnąłem i lekko przyspieszyłem.
- Gdzie idziemy? - zapytałem zrównując się z Michaelem
- Na halę - powiedział krótko
Podniosłem wysoko głowę i spojrzałem na niego. Czy on kompletnie oszalał?!
- Bro - powiedziałem - Jeśli pojawię się na sali, to zostanę zjedzony przez drużynę, że się nie pojawiam na treningach, a nie daj boże... będą cheerleaderki.... i Chloe. Nie pojawiłem się na treningu od poniedziałku. A mamy niedługo ważne zawody! Słuchaj ona mnie zabije!!!
- Spokojnie bro - uśmiechnął się lekko - Chloe już Cię szukała, cóż użyła kilku dosadnych słów. Bardzo dosadnych. Tak dosadnych, że nawet Caroline wytłumaczyła jej, że ma Cię nie tykać dopóki nie wyzdrowiejesz. Więc jesteś jako tako bezpieczny.
- Nie pocieszyłeś... absolutnie...
- Nie miałem zamiaru. Stwierdziłem tylko fakt.
Zaczęliśmy wchodzić po schodach. Już w połowie drogi byłem strasznie zmęczony... moja kondycja bardzo ucierpiała, nie miałem siły pokonać schodów, które jeszcze kilka dni temu nie były najmniejszym wyzwaniem. Podniosłem głowę do góry i ujrzałem Miśka trzymającego otwarte drzwi i bez słowa czekającego na mnie. Co on w ogóle chce robić na tej hali?
- Brawo! Dałeś radę - uśmiechnął się szeroko - Chodź klapniemy sobie na trybunach.
Bez słowa skinąłem głową i poszedłem za nim.  Jeszcze jedne schody do pokonania i będzie spokój. A w sumie... jestem z Misiek. To nie będzie spokoju, ale przynajmniej sobie usiądę.
Z wnętrza budynku dochodziły do nas odgłosy odbywającego się treningu. Z tego co wywnioskowałem to byli to koszykarze. Uff, całe szczęście. Nikt raczej nie podleci i nie będzie męczył. Poczułem dłoń Miśka na ramieniu. Spojrzałem prosto w te jasnobrązowe oczy.
- Spokojnie Ches, nie masz się czego bać - powiedział
- Ja się nie boję - powiedziałem zgodnie z prawdą
Michael poklepał mnie po ramieniu i wyminął. No tak... pewnie mi nie uwierzył. Pokręciłem głową, nie uwierzył mi. Oczywiście, że mi nie uwierzył. Sam sobie nie uwierzyłeś Ches. Więc nie oczekuj, że on Ci uwierzy. Westchnąłem i zacząłem wdrapywać się na górę. Gdy już zbliżałem się do ostatnich schodów, do mego nosa dotarł ten zapach. Ten piękny zapach. Przystanąłem i głeboko wciągnąłem powietrze. Achhh połączenie potu, skóry, zapachu piłek, maści przeciwbólowych, spreju chłodzącego i tego zacięcia sportowego, tych wszystkich emocji - radość, ból, zacięcie, by wygrać i żal po przegranej. Tęskniłem za tym. To było tak uzależniające... Zrobiłem kilka kroków i wyszedłem na trybuny. Rozejrzałem się w poszukiwaniu niemca. Gdzie go wywiało? Przecież nie mógł zniknąć od tak...
- Ches! - usłyszałem głos z góry
Odwróciłem się i zobaczyłem go siedzącego na samej górze... SAMEJ GÓRZE. Boooże on chce chyba mnie wykończyć. Westchnąłem i ponownie wbiłem dłonie w kieszenie. Kolejne zdobywanie Mount Everestu. Naprawdę nie wiem co ten chłopak sobie wymyślił. Nie mógł tego załatwić na samym dole? Przecież i tak nikogo tu nie ma. A na pewno nie przyszedł podziwiać graczy, ooooo nie zdecydowanie nie. Zatrzymałem się, o sakra. Podstępny dupek!
- Dalej Ches, już tylko... sześćdziesiąt schodów! - uśmiechnął się szeroko
- Jak coś ode mnie chcesz - powiedziałem - To musisz do mnie zejść, bo ja już nigdzie nie idę.
Aby zaakcentować te słowa usiadłem na najbliższym siedzeniu. Nie musiałem długo czekać na odzew. Poczułem cios centralnie w tył głowy. Złapałem się za nią i odwróciłem w jego stronę. Zobaczyłem, co mnie trafiło... puszka po PEPSI! JAK ON ŚMIAŁ?!
- Rusz dupę Ches, nie chcesz żebym do Ciebie zszedł - znowu ten groźny i poważny ton. Aż ciarki przeszły mnie po plecach. - Nie będę się powtarzać - wyszczerzył się


- Dobra sakra niemcu ztentegowany! - mruknąłem i podniosłem się - Za ten czyn zginiesz śmiercią tragiczną! - wskazałem na niego palcem - Rozumiesz?! ZABIJĘ CIĘ!
- To najpierw musisz do mnie przyjść - uśmiechnął się i rozciągnął na siedzeniu
- UCH WKURZASZ MNIE! - warknąłem i zacząłem dalej wspinać się po schodach. Jak on może taką wredotą być? No jakim cudem?! Wściekle kładłem stopy na stopniach i wchodziłem coraz wyżej. Jak... on.. tak... może! Z każdym krokiem czułem się coraz gorzej, tak jakbym zaraz miał wypluć płuca. Nie wierzę! Po prostu nie mogę w to uwierzyć! Ufasz takiemu! Dzielisz się informacjami, a ten takie coś ! Spojrzałem do góry. Minąłem już połowę schodów. A ten curak dalej siedział rozwalony na krzesełkach i się uśmiechał! Znowu wstąpiła we mnie nowa energia. Zacząłem pokonywać schody po dwa naraz i po kilkunastu sekundach w końcu go dopadłem! Ale... zamiast rzucić się na niego i wydłubać mu oczy, albo udusić własnym rękoma, to po prostu padłem na siedzenie. Siedziałem i walczyłem o każdy oddech. Rozpiąłem bluzę i odkleiłem od ciała mokrą koszulkę.
- Za ... - wykrztusiłem - Zabiję cię...
- No proszę - uśmiechnął się Misiek - Przyszedłeś mnie zabić, a sam zaraz zginiesz. Już Braciok uspokój się, ochłoń, odpocznij... W końcu nie chcę, abyś mi tutaj zdechł.
Spojrzałem na niego złowrogo i już miałem wygarnąć, że trzeba było dać mi spokój, ale ugryzłem się w język. Co za dużo, to nie zdrowo, lepiej przemilczeć... Starałem się uspokoić oddech, ale szło mi to niezwykle mizernie. Moja kondycja jest absolutnie godna pożałowania... Żeby nie mieć siły wejść po schodach... wstyd! Potarłem ręką czoło i odchyliłem głowę do tyłu. Heh.. lepiej mieć to już chyba z głowy.
- Wiem po co mnie tu przytargałeś - powiedziałem dalej ciężko oddychając
- Po co? - zapytał misiek wpatrując się we mnie
- Chciałeś porozmawiać...
- Bardzo dobrze - uśmiechnął się szeroko
- To... - westchnąłem - To co chcesz wiedzieć?
- Wszystko Ches - powiedział - Wszystko
- Ale co konkretnie? Nie będę Ci przecież opowiadał wszystkiego od momentu moich narodzin!
- Mógłbyś - uśmiechnął się - Nie miałbym nic przeciwko. Ale teraz bardziej zależy mi na tym, by dowiedzieć się, co się z tobą stało? Gdzie się podział Ches, który był jeszcze kilka dni temu? Coś się musiało stać, że tak nagle cię wzięło...
- Wiesz... - podrapałem się po głowie - Wiesz, że przyjechałem tutaj, aby rozpocząć całkowicie nowe życie. I tak jakby trochę je... zepsułem i nabroiłem. (piękna opowieść o kilku ostatnich dniach, która pominiemy ^^)... Więc schowałem się na zapleczu, żeby w spokoju oddychnąć. Mieć chwilę dla siebie, spałać oddech... I wiesz, co wtedy się stało? Ona weszła na zaplecze! Rozumiesz? Weszła do środka! Więc zgodnie z zasadami wyprosiłem ją, żeby nie mieć problemów - przełknąłem ślinę - I niestety znowu powiedziałem o dwa słowa za dużo...
- Jakie słowa? - spytał Michael
- Idź, wyjdź stąd - powiedziałem - Byłem zły i wściekły i nie zdążyłem się odpowiednio szybko ugryźć w język, więc jak zwykle skończyło się na tym, że zraniłem kogoś...
- Ches, ja wiem, że ty nieraz masz problemy z trzymaniem języka za zębami - powiedział - A zwłaszcza, gdy górę biorą emocje... I fakt nieraz słowa mogą bardzo zranić, ale po to są też słowa, żeby przeprosić i wszystko sobie wyjaśnić.
- Bro, ale jak ja mam spojrzeć komukolwiek, a zwłaszcza tej dziewczynie w twarz? - poczułem jak do oczu nabiegają mi łzy
- Ches, a co ty się tak niej uczepiłeś? - zapytał delikatnie Misiek
- Uczepiłem jej się? - spytałem zdziwiony -Zdaje ci się....
- Bro, siedzisz jej jak rzep na psim ogonie, a mówię Ci to JA!
Podrapałem się po głowie. Ja sie jej uczepiłem? Mmmm no może trochę, w sumie jakby nie patrzeć, przez ostatnie kilka dni głównie ona była mi w głowie.  Sakra... głównie ona! Co ta laska robiła w mojej głowie? A no tak... Cały czas myślałem jak się z nią pogodzić. A raczej... jak...
- Braciak - przerwał mi - Ja widzę co się dzieje, i naprawdę nie masz czym się przejmować. Wiedz, że...
- Nie - przerwałem mu ostro - Zwaliłem wszystko, wszystko popsułem. To już nie ma najmniejszego sensu. Chyba... chyba wrócę do Czech, bo to naprawdę nie ma sensu...
- Ches... po pierwsze, musisz przestać tak się denerwować, rozumiesz? Nakręcasz się tylko w ten sposób i tak robisz błędne koło, kręcisz nim i kręcisz... ale nie jest jeszcze tak źle, by mówić, że zwaliłeś wszystko. Nora to w końcu dobra dziewczyna i dobrze by było, gdybyście odzyskali ten dobry kontakt, ale też nie musi być przecież wszystko na już, na siłę. Brat, nie da się zrobić tak, że dla wszystkich jest się codziennie miłym, uśmiechniętym i tak dalej. Mieć zły humor, kiepski dzień to naprawdę żadna hańba, od tego masz przyjaciół przecież, żeby i w taki czas byli przy tobie. To nie jest tak, że będziemy tu tylko wtedy, gdy się szeroko uśmiechniesz i powiesz "Wszystko cacy!", jeśli coś cię gnębi, mów, a postaramy się pomóc na tyle, na ile tylko możemy. Wiesz dlaczego? Bo wszyscy tu kochamy Cześka i chcemy, żeby jak najwięcej uśmiechał się prawdziwie i sam z siebie, a nie dlatego, bo nie chce kogoś martwić. Nora na pewno cię zrozumie, jeśli tylko z nią szczerze porozmawiasz i wyjaśnicie sobie wszystko na spokojnie. Każdy czasem przecież popełnia błąd, powie coś za dużo, trochę za mało... ale grunt to umieć potem przeprosić i spróbować choć wszystko naprawić, co nie? Oboje powinniście usiąść gdzieś i się nie ruszać, dopóki wszystko nie będzie załatwione, a jak się będziecie od tego ciągle wymigiwać, to w końcu oboje was gdzieś zamknę i nie wypuszczę, dopóki sprawa nie będzie załatwiona. Także, Ches... nie bierz tak ciągle wszystkiego na siebie, co? Od tego są też przyjaciele, żeby jakoś tam jednak próbować pomagać, wysłuchiwać, podpowiadać... a myślę, że z Norą naprawdę znajdziecie wspólny język już za niedługo. No bo nawet jeśli ma coś wspólnego z tym nieszczęsnym kamieniem, ty też masz tendencję do duszenia w sobie wszystkiego... już ja to z ciebie wyplewię! Także, mówię... rozmowa, rozmowa, rozmowa, czas i Immi, zgoda? No a jak się uprzesz, to i kwiaty! Więc, Ches.... damy radę!
Patrzyłem na niego bez słowa. On.. on miał rację... Przede wszystkim byłem w szoku, że ten oto tutaj zmiennowłosy niemiec, był w stanie wycisnąć z siebie tyle słów na raz i to jeszcze z sensem. Zatkało mnie... po prostu mnie zatkało... W gardle znowu stanęła gula. Sakra Ches nie rycz!

- Kocham Cię Bro - przytuliłem mocno Miśka
Ściskałem go ze wszystkich sił. Tak bardzo byłem mu wdzięczny za wszystko, że żadne słowa nie były w stanie tego opisać. Nagle poczułem, że ten olbrzym odwzajemnia uścisk. Wyszczerzyłem się szeroko i wtuliłem głowę w jego ramię.
- Żeby nie było Michaelu - mruknąłem cicho - Ja nadal wolę dziewczyny, a Ciebie kocham jak brata...
- Ja tak samo Ches - powiedział Niemiec - Naprawdę damy radę!
- Ale tą Immi to mogłeś sobie darować - uśmiechnąłem się szeroko - To co? Wracamy? Zanim dojdę do pokoju to minie chyba kilka miesięcy...
- Hah o to się nie martw! Już ja Ci pomogę dojść!
~~~
Wyszedłem spod prysznica i wskoczyłem na kanapę. Pora oddać się rozrywce oglądania jakiś głupich programów, a co! Spojrzałem na zegarek - 19:21, a tego curaka nie ma już dwie godziny. ,,Wracam za pięć minut brat'' taaaa pięć minut, mijają dwie godziny, a go dalej nie ma! Zeskoczyłem z kanapy i poszedłem zrobić kilka kanapek. Po tych dniach koegzystencji, byłem masakrycznie głodny. Przygotowując jedzenie, nagle poczułem jak coś ociera się o moje nogi. Podskoczyłem przestraszony i ujrzałem kotkę pierzchającą spod moich nóg.
- Głupi kot - warknąłem - Już ci mówiłem, że nie masz co liczyć taryfę ulgową! Nadal jesteśmy wrogami jasne?!
Kotka odwróciła się z bulwersem na twarzy. Ten wzrok tak bardzo przypomniał mi wzrok jednej norweżki...
- Powracam! - powiedział radośnie Misiek
- No witam pana - uśmiechnąłem się lekko
- Zeszło trochę dłużej niż myślałem - powiedział ściągając buty i padając na kanapę - Co tam dobrego robisz? Możesz bratu też ogarnąć.
- Gdzie Cię tak wywiało? - zapytałem biorąc kolejne dwa kawałki chleba, żeby nakarmić tego wielkoluda - Z serem, czy z szynką?
- Z serem i szynką - powiedział
- Burżuazja - uśmiechnąłem się pod nosem - To, gdzie byłeś?
- A czy to ważne? - powiedział z takim tonem, że od razu przykuł moją uwagę.
- Brooooooo, gdzieś ty był? - odwróciłem się i zmierzyłem go wzrokiem. Misiek uciekał nim na bok. Co on znowu wymyślił?
-Wracam od nory - powiedział cicho i spokojnie
- Po cholerę tam byłeś? - powiedziałem szybko i jeszcze bardziej wbiłem w niego wzrok
- Pogadać po prostu - chłopak wzruszył ramionami
- o czym? - wbiłem wzrok w niemca. Błagam Cię, chociaż raz mnie nie oszukuj...
- o paru sprawach, nie gadalismy długo ches...
- jakich sprawach? - przerwałem mu i spojrzałem podejrzliwie
- O sprawie wyboru nowego prezydenta USA, Czesiek... a tak na poważnie, to o najlepszych sposobach pielęgnacji kotów. A nie jednak o montowaniu szwedzkich szuflad, a potem o niemieckich pastach do zębów - Misiek przerwał, a ja patrzyłem na niego jak na idiotę. On serio chciał robić ze mnie idiotę? - Brat... musiałem po prostu zapytać ją o coś, co mnie nurtuje. Może o to, czy woli Wodospady Wiktorii, czy jednak Niagara. Albo jednak o coś bliżej. Dużo, dużo bliżej, a jest dużo ważniejsze...
Zmierzyłem miśka wzrokiem i bacznie zlustrowałem jego twarz. O czym oni gadali? Co on takiego ukrywa?!
- To był sarkazm prawda? - spytałem stając w kontrapoście
- Może... Szczegóły pozostawiam twojej interpretacji, Ches - zmrużyłem oczy. Och... a więc tak pogrywasz? Świetnie! To ja sobie poradzę sam.
- Pffff - odepchnąłem się od szafki i ruszyłem w stronę drzwi
- Gdzie idziesz brat? - spytał szybko Michael
 - gdzieś. szczegóły pozostawiam twojej interpretacji - powiedziałem opryskliwie
- ech... wróć za niedługo, zgoda?
- zobaczymy...
Zacząłem szukać moich butów. Cholera, gdzie one są?! Nie mogę dalej tutaj stać jak idiota... I wtedy dostrzegłem je! Szybko wsadziłem stopy w klapki i wyszedłem. Może i nie był to jakiś szczyt marzeń, różowe klapki w hello kitty, za małe o jakieś dziesięć rozmiarów, w dodatku klapki młodszej siostry Michaela. Ale trzeba przyznać, że idealnie pasowały do mojej piżamki, mmmm cudownie! Klapiąc z każdym krokiem ruszyłem wprost do pokoju Nory. O nie, ja tak łatwo tego nie odpuszczę! Ja mu daję jasno do zrozumienia, że to bardzo delikatna sprawa, a ten bezpośrednio leci do niej! Nosz idiota! Dopadłem w końcu tych drzwi i zapukałem. Zero odzewu... Zapukałem raz jeszcze i jeszcze i jeszcze. Odsunąłem się na chwilę i nasłuchiwałem. Taaaa zdecydowanie musi tam być. Wziąłem głęboki wdech i powiedziałem
- Nori... - ugryzłem się w język, nie Ches, nie zwracaj się tak do niej... - Pani Noro, proszę o otworzenie drzwi, chciałbym z Panią porozmawiać. Tematyką rozmowy będzie pewien zmiennowłosy Niemiec, którzy zasłużył na kopa w tyłek.
Drzwi lekko się uchyliły i wyjrzała z nich twarz norweżki. Pierwsze na co zwróciłem uwagę, był strój dziewczyny, ubrana w spodnie w gwiazdki i jakąś wielką bluzę, była przyodziana w szlafrok z głową jelenia na kapturze... dziwne połaczenie... Spojrzałem na jej twarz i dojrzałem, ten tak dobrze znany mi wyraz oraz zaczerwienione oczy. Czyli płakała... ale żyje! Jakoś tak lżej zrobiło mi się na sercu na jej widok, ale jej odpowiedź szybko zmieniła ten stan.
- Nie mamy o czym rozmawiać, Czeslav - cios... prosto... w serce...
- Jak to nie?! - powiedziałem oburzony - Ten curak przyszedł tu do Ciebie i z Tobą rozmawiał!
Norweżka pchnęła drzwi, które otworzyły się szeroko i stała teraz na wprost mnie. Wyprostowała się i skrzyżowała ramiona na piersiach. Teraz jej oczy znajdowały się wyżej. SAKRA! Przeklęty wzrost!
- Nie unoś się tak... - powiedziała z grobowym spokojem, patrząc na mnie z pogardą - Wydaje mi sie, że Michael nie jest na smyczy i ma prawo rozmawiać z kim chce... chyba, że sie mylę...
- Mmm - Zmrużyłem oczy. A więc tak pogrywasz? Też nie chcesz nic powiedzieć? No to ja wezmę Cię pod włos z zaskoczenia! - Nie wiedziałem, że interesujesz się kotami i niemiecką pastą do zębów.
HA! Mam cię! I co teraz zrobisz? Wiem, że o tym nie rozmawialiście, więc powiedz mi, powiedz, o czym!!! Umrę zaraz z ciekawości, złości i żalu... Oboje mnie dobijacie!
- A ja - zawahała się na chwilę - nie wiedziałam ze jesteś takim dupkiem - głos jej delikatnie zadrżał
Och... I nagle cała złość, cała wściekłość, która się nazbierała uciekła wraz z tymi słowami. ,,Jesteś takim dupkiem''... kolejny cios prosto w serce... Idioto, zraniłeś ją tak samo, więc teraz cierp. Zasłużyłes sobie na to! Przygryzłem wargę i odwróciłem wzrok... ale to tak zabolało... aż przypomniały mi się piękne słowa ,,jesteś dumbass'' taaa jestem dupkiem, jestem pieprzonym dumbassem... ale, przecież... ja nie chcę nim być! Ja nie jestem cały czas dupkiem! Dziewczyno zauważ to! NIE JESTEM DUPKIEM... zazwyczaj. Podniosłem głowę i wyprostowałem się lekko zadzierając głowę do góry i patrząc jej prosto w oczy
- Nie każdy jest tym, za kogo go uważamy - powiedziałem bardzo wolno i spokojnie, ważąc każde słowo. Przechyliłem się na bok i stanąłem w kontrapoście.
- Wiem. Wiem to aż za dobrze, Czes... - na chwilę zapada cisza - Jeszcze coś?
Wbiłem wzrok prosto w te przepiękne zielone oczy, które teraz były całe zaczerwienione... Och Nori... Och czes ty idioto! Jak mogłeś doprowadzić, do tego, że kolejna dziewczyna przez Ciebie płacze ty pieprzony dupku! Jak możesz na siebie w ogóle patrzeć idioto! Bardzo dobrze wiesz, że mam rację. A teraz dupku, przypomnij sobie co powiedział Misiek. Co masz zrobić? NA KOLANA I BŁAGAJ O PRZEBACZENIE KRETYNIE!
Przełknąłem ślinę i spuściłem głowę jednocześnie odwracając wzrok i powiedziałem cicho
- Prominte... Przepraszam... Przepraszam, że jestem dupkiem - przygryzłem wargę, żeby już nic więcej nie powiedzieć... więc po prostu dokończyłem w myślach ,,i nie nadaję się, do życia''.
Dziewczyna pokiwała głową i powiedziała krótko
- W porządku - Wbiła we mnie wzrok... Sakra... co teraz?
Znowu odwróciłem wzrok i zacząłem szukać odpowiednich słów, które dobitnie wyraziłyby jak wielkim jestem dupkiem. Ale nic co przychodziło na myśl, nie nadawało się do wypowiedzenia na głos. Nori... tak bardzo nie chcę, byś była dla mnie kimś obcym, a przez moje czyny i zachowanie, czuję.... czuję jak oddalamy się coraz bardziej... SAKRA CO MAM ZROBIĆ?! Dlaczego, w szkole nie uczą, jak zachować się w takich sytuacjach? Dlaczego nigdzie nie dają jakiś jasnych instrukcji , co zrobić w takich momentach? Przecież stoję jak jakiś pieprzony słup soli i nie mogę wykrztusić z siebie, ani słowa... I nagle odzywa się ten mój najwspanialszy głos w głowie ,,zbliż się idioto'' Co?! Jak mam się niby zbliżyć?! Przecież ona mnie nienawidzi! Nawet nie jestem w stanie nic normalnie powiedzieć, a co dopiero mówić o jakimś zbliżeniu! Mózgu naoglądałeś się za dużo gówna w telewizji, co ty myślisz, że mam ją niby teraz pocałować, a ona mi powie, że mnie kocha i weźmiemy ślub? Nie dość, że ja jestem idiotą to jeszcze mój mózg jest idiotą! Jeśliś sobie ubzdurał coś takiego, to nie licz na mnie! Ja co najwyżej mogę dalej tak stać! Słyszysz?! ,,Idiota'' A pfff. Tak ze mną grasz? W porządku! W takim razie dostaniesz to co chcesz, ale na moich zasadach! Zrobiłem krok do przodu, wręcz szybko rzuciłem się i ją przytuliłem. Wbiłem twarz w jej ramię, żeby na nic nie patrzeć.


Dziewczyna momentalnie zesztywniała. Hah... czegoś się spodziewał debilu? Zaraz... taaaak, ty wiesz czego się spodziewasz! No to teraz tylko czekaj na ten cios. Hmmm ciekawe, czy zarobisz strzał z liścia, kopa w brzuch... a może coś gorszego? Wiedz jedno, zasłużyłeś sobie na wszystko idioto, i wiedz, że nie jest mi Ciebie absolutnie żal. Taaa i czego zaciskasz te powieki i pięści? Nie uciekniesz od tego dupku. Puść ją i daj juz sobie spokój. Idź do łóżka, walnij się, a w poniedziałek do sekretariatu po papierki. Własnie mistrzu zakończyłeś pewien dział w swoim życiu. Moje oklaski! ,,Ale ja nie chcę... chcę tu zostać'' mruknąłem w myślach. Nagle dziewczyna poruszyła się. Tym razem to ja zesztywniałem czekając na dalszy los wydarzeń. Błagam Nori tylko nie bij za mocno.... Dziewczyna podniosła ręce. A więc, oberwę po głowie. Bardziej wbiłem twarz w ramię i czekałem na nieuniknione... ale.... nagle Nora mnie objęła. Stałem zszokowany. Sakra... miał być cios, a tu takie coś?! I wtedy, poczułem ciepły oddech we włosach, a po chwili dziewczyna wtuliła tam swoją twarz... O SAAAAAKRAAAAAAAAAAAA RUN CZESLAV RUUUUUUUN!!!! Wiej stąd póki jeszcze możesz! SŁYSZYSZ MNIE?!?! UCIEKAJ! Uciekaj póki jeszcze jest jakaś nikła nadzieje.... Znowu poczułem kolejny ciepły oddech na skórze głowy. W sumie... to było nawet przyjemne. I na co była Ci ta panika chłopie? Chciałeś uciekać, a tutaj wcale nie jest tak źle. Jest przyjemnie... Tak bardzo przyjemnie... Tak bardzo mi tego brakowało. Ścisnąłem mocniej dziewczynę, jak ja potrzebowałem tego... Ale... to jest Nora. Ona Cię nienawidzi. Chociaż... w sumie mogła cię strzelić w łeb, a stoi teraz, przytula cię i ma twarz wciśniętą w twoje włosy! I jeszcze tam oddycha... Dobrze, że wziąłem prysznic, jak nie było Miśka... Nagle dziewczyna podniosła dłoń i lekko poklepała mnie po głowie. Och... koniec tego dobrego, bardzo jasny znak, że pora się odsunąć. Już miałem ją puszczać i się odsuwać, gdy nagle klepanie... przerodziło się w głaskanie. Spiąłem się cały i nie wiedziałem co zrobić. Sakra, ona mnie głaszcze! ONA MNIE GŁASZCZE! ONA MNIE GŁAAAAAAASZCZEEEEEEE!  Dlaczego ona mnie głaszcze?! Co ja takiego zrobiłem?! Dlaczego...
- Już dobrze Czes, spokojnie - powiedziała nagle takim cichym, spokojnym i uspokajającym głosem, ta blisko mego ucha. To... to był szok... na te słowa znowu cały zesztywniałem i zacząłem dławić niemy płacz. Ale przegrałem tę walkę, mym ciałem poczęły wstrząsać ciche spazmy szlochu. Zacisnąłem dłoń w pięść, wbiłem paznokcie z całej siły w skórę, byle tylko powstrzymać je... Ale po dosłownie sekundzie, już łzy wypływały z moich oczu i lądowały w szlafroku Nory.
- Przepraszam - szepnąłem łamiącym się głosem - byłaś dla mnie taka dobra... a ja okazałem się takim wielkim dupkiem...
Nora nagle odsunęła się ode mnie i spojrzała prosto w oczy. Przełknąłem ślinę... Tam było tak dobrze... Chciałbym móc przytulić cię raz jeszcze... Nora odwróciła wzrok i zniknęła w pokoju. Och... a więc tak po prostu? Już? Koniec? Cholera ty pieprzony idioto! Nie umiesz trzymać łap przy sobie kretynie, a tym bardziej nie umiesz zachować się jak prawdziwy mężczyzna! Znowu się przed nią rozkleiłeś! CHES TY PIEPRZONY IDIOTO! No to pięknie, teraz to możesz sobie wracać do pokoju. Już miałem się odwracać, gdy nagle znowu pojawiła się Nora, tym razem trzymała w dłoniach rolkę papieru toaletowego.
- Nie mam chusteczek, wybacz - powiedziała cicho
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się szeroko przez łzy, to był pierwszy szczery uśmiech od tak dawna... Wziąłem od niej ten papier, urwałem kawałek i wydmuchałem nos.
- Już? Lepiej? - zapytała po chwili
Bez słowa pokiwałem głową. Zwinąłem papier w kulkę i wsadziłem do kieszeni. Otarłem łzy wierzchem dłonie i powiedziałem
- przepraszam... za wszystko... naprawdę, chciałbym móc cofnąć czas...
Nora nagle wyciągnęła dłoń i poczochrała mi włosy. Ludzie często to robili, a zwłaszcza Misiek... ale teraz po raz pierwszy, poczułem coś. Gdy tylko jej dłoń mnie dotknęła po ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Jakie to było wspaniałe uczucie!
- Ale nie cofniesz. Pozostaje tylko żyć dalej... głupku - powiedziała, a ostatnie słowo wymówiła zdecydowanie ciszej niż resztę... a w dodatku lekko się uśmiechnęła! Odwzajemniłem uśmiech i stałem uchachany. Jezu chciałbym, aby ta chwila trwała wiecznie... Muszę przyznać.... że Nora zrobiła mi dobrze. Zaśmiałem się w myślach i uśmiechnałem jeszcze szerzej. W końcu Nora zabrała rękę, a w sercu znowu pozostał żal i smutek. Spojrzałem na nią ze wzrokiem mówiącym ,,Chciałbym abyś głaskała mnie tak do końca mych dni''.
Nora uśmiechnęła się szerzej, ale po chwili spuściła wzrok.
-  ja tez chciałam cie przeprosic
Spojrzałem na nią zdziwiony. Co ta dziewczyna mówi?
- Ty? Za co niby?
Dziewczyna przeniosła wzrok na dłonie i zaczęła się bawić palcami. Czy ja cokolwiek z niej wycisnę?
- musiałam coś zrobić źle - odezwała się nieśmiało
Zmarszczyłem brwi, starając poukładać sobie w głowie wszystkie myśli.
- Ale... przecież ty nic nie zrobiłaś... albo ja jak zwykle nic nie rozumiem - przestąpiłem z nogi na nogi
Nora spuściła głowę i lekko się zaśmiała. Co ją tak rozśmieszyło? Boże nigdy nie zrozumiem tych kobiet... Nagle się wyprostowała i powiedziała spokojnie.
- Skoro tak twierdzisz
Spojrzałem na nią zdezorientowany....
- dobraaaaaa teraz to już kompletnie nic nie rozumiem...
Nora ponownie odwróciła wzrok i zaczęła bawić się palcami. A ja zdałem sobie sprawę, że moje zarumienienie doczekało się apogeum. Och sakra... znowu ten niezręczny moment obecny na początku każdej znajomości, gdy obie strony milczą i żadna z nich nie wie jak się zachować, nie wie co zrobić, nie wie co powiedzieć i siedzą sobie tak razem w całkowitym niekomforcie. Heh... za każdym razem to samo uczucie. A więc pora przerwać tę ciszę. Podniosłem głowę i uśmiechnałem się szeroko
- Nori - zwróciłem się do niej, a dziewczyna podniosła wzrok. Podrapałem się po głowie - Czy mógłbym wejść?

<Nora?>

niedziela, 17 września 2017

Od Nory CD. Czeslava

„Bogowie, co robić...?” – pytałam się w myślach, patrząc jak rudy kolega znika za drzwiami z wielkim, czerwonym napisem na podwieszanej tabliczce „staff only”.
Wpatrywałam się tępo w te dwa krótkie słowa, starając się przede wszystkim zrozumieć, co się właściwie stało. Mój mózg zaczął mozolnie analizować każde wypowiedziane przeze mnie słowa i choć wymagało to większego wysiłku - bo pamięć powoli zaczynała zawodzić - to nie znalazł nic, ale to nic, co mogłabym uznać za mój błąd. Nie powiedziałam nic niestosownego, nic, co mogłoby go urazić. Więc dlaczego tak zareagował? I dlaczego udawał, że wszystko jest w porządku? Naprawdę uważał mnie za idiotkę? Wiem, że wiele dziewczyn to tylko puste lalki, niegrzeszące inteligencją, ba, sama nie mam jej za grosz, ale jeszcze nie straciłam wzroku - widzę, kiedy coś jest na rzeczy.
Zlękłam się, nabierając gwałtownie powietrza, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami za mną. Od razu obróciłam głowę za siebie, dostrzegając zza szklanych drzwi żegnającą się parkę. Wypuściłam powietrze z ulgą. Byłam sama. Nareszcie nie odczuwałam tej beznadziejnej presji, ich wzroku na swoich plecach, nieprzyjemnych słów czy plotek na mój i Czeslava temat. Cudowny spokój i wspaniałe poczucie, że mogłabym zrobić wszystko, że nikt mnie nie obserwuje… poza kamerą w rogu sali… Ale co mi po tej niewielkiej uldze, kiedy za drzwiami tuż naprzeciwko mnie siedział roztrzęsiony chłopak?
Tym razem każda moja myśl była skupiona na jego osobie. Wstałam i podeszłam do drzwi, przy których pokręciłam się jeszcze z dobre dwie minuty. Chwyciwszy za zimną klamkę zalała mnie fala wątpliwości, ostatecznie zbagatelizowałam je wszystkie; i jak się okazało chwilę później, był to wielki, wielki błąd.
– Wyjdź. Idź stąd.
Jak zwykle chciałam coś zrobić, powiedzieć, jednak zaniemówiłam. Słowa uwięzły mi w gardle momencie gdy moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Czeslava. Poczułam jeszcze większy ucisk w gardle. Zamknęłam drzwi szybciej niż sądziłam i od razu skierowałam się do wyjścia. Zatrzymałam się jeszcze obok stolika, przy którym siedzieliśmy. Grzebiąc po kieszeniach udało mi się wygrzebać kilka monet. Nie wiedziałam ile kosztował shake, dlatego dałam wszystko, co miałam przy sobie. Zostałam potraktowana jak ktoś obcy, więc jak ktoś obcy zniknęłam.
Do akademika wróciłam biegiem, jakbym chciała jak najszybciej uciec od tej chujowej sytuacji. Wieczory, chłodny wiatr wiał nieprzyjemne w zaczerwienione oczy i zdecydowanie przeszkadzał w widoczności. Co chwile musiałam przecierać ślepia, bo łzy rozmazywały wszystko przede mną. Jeszcze nigdy nie czułam takiej ulgi, przekraczając próg mojego pokoju i rzucając się bezwładnie na łóżko. Co zrobiłam nie tak…? Do kurwy nędzy, gdzie popełniłam błąd?!
Jęknęłam wściekle i nakryłam się kołdrą po samą głowę. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. Dlaczego to zrobił? Dlaczego tak mnie potraktował? Dlaczego kolejna osoba musi mnie zbywać? Westchnęłam cicho, walcząc sama ze sobą, by nie uronić ani łezki.
Właśnie dlatego wolę poznawać ludzi w internecie. W sieci można być kim się chce i jakim chce, można udawać nie tylko na temat siebie jako osoby, ale i nastroju. A kiedy się z kimś pokłócić, można od razu się odizolować, zapomnieć, bo w końcu większość tych zwykłych ludzi nic nie znaczą. Z Czeslavem niestety nie będzie tak łatwo. Że też chodzimy razem do klasy… że też w ogóle zagadał! Głupek...
Zamknęłam oczy i ziewnęłam cicho. Zmęczenie jak zwykle przyszło w idealnym momencie. Nawet nie walczyłam, tylko ułożyłam się wygodniej i napawałam się tą chwilą, gdzie wszystko odchodziło. Miałam dość tego dnia; chciałam, by skończył się jak najszybciej. Pójście na lekcje było wielkim błędem.
***
– Deeespaaaciiitooo!
Zerwałam się ze cudownego snu, słysząc czyjeś wrzaski. Otworzyłam szeroko oczy, a serce stanęło mi na chwilę, kiedy nie byłam w stanie niczego dostrzec. Bogowie, oślepłam... Zamrugałam kilkukrotnie i zernęłam na boki. Na ścianach pełzały delikatne cienie drzew na żółtej poświacie latarnii. Mruknęłam, szukając po omacku telefonu. Chole.ra, kto odstawia taką szopkę o tej godzinie, w dodatku śpiewając tą chole.rną piosenkę?! Wstałam powoli, kiedy krzyki były coraz głośniejsze. Na domiar złego, jeśli słuch mnie nie mylił, na korytarzu były dwie osoby.
Już miałam chwycić za klamkę, kiedy coś przywaliło w drzwi. Podskoczyłam przerażona, a tętno automatycznie przyspieszyło. Otworzyłam wystraszona drzwi, które ledwo co nie zostały wyważone i odskoczyłam do tyłu, unikając dwóch ciał bezwładnie padających mi u stóp. No tego, to się kompletnie nie spodziewałam.
“To są chyba jakieś żarty” – jęknęłam w myślach, zaraz po tym jak Czeslav stracił kontakt ze światem. Z zakrwawioną twarzą i powyginanymi ciałem wyglądał, jakby był ofiarą jakiegoś pobicia. Powiem, że nie za przyjemny widok, zwłaszcza po kilku dzisiejszych akcjach. Po zaskoczeniu w brązowych oczach Michaela zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie powiedziałam tego na głos, co czasem się zdarza.
– Choleraaa jasna – odezwał się i wstał na równe nogi. – Idiota.
– Taaa… – patrzyłam na to martwe ciało z uniesionymi brwiami z niedowierzania. – Dobra… – otrząsnęłam się z otępienia. – Trzeba… Trzeba coś z nim zrobić… – westchnęłam i po krótkiej wymianie spojrzeń z Michaelem, wzięliśmy się do roboty, zanim zlecą się jacyś uczniowie czy co gorsza nauczyciele.
Chwyciłam rudzielca za kostki, Michael pod pachy. Podnieśliśmy go ostrożnie, chociaż jemu to i tak było wszystko jedno. Powoli i z trudem szliśmy w głąb pokoju, może gdyby nie stan drugiego pijanego, to szło by to sprawniej. Ale koniec końców Czeslav wylądował na moim łóżku.
Zerknęłam na ciemnowłosego. Patrzył się chwilę w przyjaciela, po czym spojrzał na mnie.
– Przepraszam cię najmocniej za tego kretyna.
Pokiwałam tylko głową.
– No… Nic z tym nie zrobisz – wzruszyłam ramionami i włożyłam ręce do kieszeni bluzy.
– Może u ciebie przenocować? Przyjdę po niego z rana i zabiorę jak się wybudzi.
– Okay. Idź już, żeby nikt cię nie przyłapał, zwłaszcza w takim stanie. – Zgodziłam się tylko ze względu na to, że nie było wyjścia.
Czwarta nad ranem dawała o sobie znać. Jednak głupia ja uparłam się, że nie dam spać rudzielcowi w moim łóżku, kiedy jego nos krwawił gorzej niż macica podczas okresu. Pożegnałam Michaela, upewniając się jeszcze, że dojdzie do męskiej części akademika i zajęłam się tym nieprzytomnym nieszczęściem. Właściwie to powinnam zostawić go na korytarzu. Kim ja jestem, by opiekować się człowiekiem, który kilka godzin temu potraktował mnie, jakbyśmy się nie znali? No dobra, kogo ja oszukuję? Nie znamy się, jesteśmy dla siebie nikim - ludźmi, którzy w każdej chwili mogą zniknąć bez żadnych konsekwencji czy powikłań.
Wyrzuciłam ostatni, brudny od krwi ręcznik papierowy do kosza i usiadłam, wzdychając z niesmakiem obok chłopaka. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam do Isaca, który dzięki bogom w końcu był dostępny:
< Izzy, mam pijanego chłopaka w łóżku, nie wiem co robić… ;-; – napisałam i wysłałam zdjęcie.


> …
> SŁUCHAM?!
> ZABIJ GO JAK NAJSZYBCIEJ
< nie będę mieć gdzie ukryć zwłok
> To ja się nim już zajmę
Na twarzy mimowolnie pojawił mi się uśmiech. Och, on zawsze sprawi, że się uśmiechnę, za to go niesamowicie uwielbiałam. Był jedynym człowiekiem, nie licząc ojca, który zawsze, ale to zawsze poprawi mi humor. Dlatego tak bardzo potrzebowałam go do życia, zwłaszcza na drugi dzień, kiedy Czeslav Wielki powstał ze zmarłych.
“Dlaczego w jej pokoju? Dlaczego jej?”, “po choler.ę to zrobiłeś”, “dlaczego tu mnie sprowadziłeś?! Dlaczego, sakra, akurat do niej?!”
Obserwowałam Czecha szczekającego na Michaela z niedowierzaniem. Po prostu nie mogłam uwierzyć w każde jego najmniejsze słowo, które kolejno wypowiadane trafiały w moje serce, przebijając je na wylot.
“Dlaczego… mówisz takie rzeczy?” – załkałam w duszy. – “Dlaczego…?”
“Dlaczego, sakra, akurat do niej?!”
Obserwowałam kłócących się z pustką w oczach i brakiem jakichkolwiek oznak emocji na twarzy. Choć serce tak cholernie bolało, ściskane mocno przez pierdolone słowa Czeslava, nie byłam w stanie poczuć nic więcej. Nic. Zero
– Skoro Czeslav czuje się na siłach żeby tak szczekać, to niech lepiej już wyjdzie – mruknęłam nagle i posłałam mu niekontrolowane, nieprzyjemnie chłodne spojrzenie, starając się, by odizolować najwięcej urazy ze słów jaką odczułam. Ten obserwował mnie przez chwilę, po czym odezwał się krótko:
– Świetnie.
I tak, jak go o to poprosiłam - wyszedł.
– Przepraszam za niego – usłyszałam nagle od Michaela. Podniosłam głowę, by na niego spojrzeć, jednak chłopak już wychodził za przyjacielem.
Podeszłam roztrzęsiona do drzwi i zamknęłam je na klucz. Oparłam się o nie plecami całym ciężarem i zsunęłam po nich niczym wrak człowieka. Patrzyłam się ślepo w pustkę przed sobą.
“Jesteśmy dla siebie nikim - ludźmi, którzy w każdej chwili mogą zniknąć bez żadnych konsekwencji czy powikłań.”
Żadnych…
Więc dlaczego… Dlaczego boli…?
Po policzkach zaczęły spływać mi ciepłe łzy, oddech stał się nierównomierny, momentami ciężko było mi nabrać powietrza. Zaczęło się. Ta cudowna bezradność. Zakryłam czerwoną twarz dłońmi. Zduszone jęki i płacz niosły się po pustym pokoju i zdawały się odbijać od ścian w nieskończoność, jakby zapętlone.

Bełt?

czwartek, 14 września 2017

Od Czeslava CD Nory

Stałem wpatrzony w blat... dlaczego... dlaczego to zawsze jest takie trudne... dlaczego ludzie nie potrawią odpowiedzieć krótko ,,w porządku, jest okej, nic się nie stało''. NIE. Oni zawsze... ZAWSZE muszą próbować udowadniać, że nie masz racji. Siedziałem sam ze sobą przez sześć godzin... przez sześć bitych godzin, które cały czas myślałem, analizowałem i rozmyślałem. I ten ktoś na siłę próbuje udowodnić mi, że nie mam racji... dlaczego... Podniosłem lekko głowę i spojrzałem na norweżkę. Dziewczyna siedziała i patrzyła na swoje dłonie. Na jednej z nich dojrzałem ślady po wbitych paznokciach. Westchnąłem cicho i odwróciłem się w stronę maszyny z kruszonym lodem. Wyciągnąłem wielki kufel z uchem i zacząłem przygotowywać shake. Jak zawsze to samo, te same receptury, te same proporcje, te samo zadanie... ale...
- Sakra - syknąłem łapiąc szybko ścierkę i wycierając wylane mleko, cholera... dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę jak bardzo trzęsą mi się dłonie. Wyciągnąłem je przed siebie i patrzyłem, patrzyłem jak mimowolnie drżą. Złapałem za dzbanek z mlekiem i wpatrywałem się w mleczny płyn, który wibrował. Szybko podniosłem go i uzupełniłem kufel do końca. Kruszony lód, szybkie zblendowanie, bita śmietana i wiórki czekoladowe.
- Proszę - powiedziałem stawiając napój przed Norą. Dziewczyna podniosła wzrok i spojrzała... sakra, nie umiem odczytywać jej spojrzeń... jedyne, co to poczułem, że to coś z serii niefajnych, więc dodałem szybko - Na koszt firmy.
Teraz jej wzrok powędrował jeszcze wyżej i spotkał się z moim. Jej spojrzenie było lodowate, nic... absolutnie nic nie mogłem z niego wyczytać. Po plecach przeszły mi ciarki.
- Dziękuję - powiedziała krótko. Na te słowa uśmiechnąłem się lekko. Złapałem za gąbkę i zabrałem się za mycie i wyparzanie naczyć. Kątem oka rzuciłem w stronę pary zakochańców, którzy dalej siedzieli w środku, ale wrócili już do swoich spraw. Jedli razem pałeczki bezowe... on gryzł z jednej strony, ona z drugiej... Wzdrygnąłem się i skupiłem na szorowaniu. Sakra co trzeba mieć w głowie, żeby dobrowolnie dać się tak usidlić i jeszcze tak się zachowywać. Westchnąłem i odstawiłem mokry puchar na suszarkę. Biorąc i zamaczając kolejne z naczyć podniosłem głowę i spojrzałem na Norę. Dziewczyna siedziała ze wzrokiem wbitym w shake. Łyżeczką bawiła się bitą śmietaną. Wyglądała... dosyć... niemrawo... och... taaaaaaa coś jej chodzi po głowie... cholera... ona myśli! Przełknąłem ślinę i oblizałem wargi.
- Nie lubisz mięty? - spytałem - Mogę Ci wymienić, mamy jeszcze czekoladowe, waniliowe, truskawkowe, karmelowe, malinowe, owoce leśne, mango, korzenne... mogę dać ci kartę to sobie zobaczysz resztę, bo jest tego ponad trzydzieści pozycji, wiesz na spokojnie sobie wybierzesz... Możesz też wybrać coś innego, nie ma problemu.
Dziewczyna lekko się wzdrygnęła.
- Nie, nie, lubię.. wręcz uwielbiam. Dziękuję - uśmiechnęła się życzliwie
Pokiwałem głową i się uśmiechnąłem... chciałem... chciałem coś powiedzieć, ale miałem wielką gulę w gardle, więc zamiast próbować wycisnąć cokolwiek, po prostu wróciłem do dalszego zmywania. Kątem oka widziałem, że dziewczyna zaczęła jeść deser. Heh, chociaż tyle dobrego. Nagle fartuch zawibrował. Wsadziłem rękę do kieszeni i zobaczyłem wiadomość od Michaela.
> Radzisz tam sobie bro, czy wpaść do Ciebie?
< Jest dobrze, ruch niewielki *wystukałem szybko*
< Bardzo spokojnie... ucz się tam, o nic się nie martw. Wrócę późno, więc się nie wystrasz.
Wsadziłem telefon z powrotem do kieszeni i chwyciłem za mopa. W tle grała jakaś spokojna bliżej mi nie znana piosenka. Sam nie wiem, kiedy mop zaczął sunąć w jej rytm. Trwało to dłuższą chwilę... znaczy pewnie jakieś trzy minuty... tyle trwają w końcu piosenki... ale to było niczym wieczność... gdy się skończyła, oparłem się na trzonku mopa i wyjrzałem przez okno. Kto by pomyślał, że późnym popołudniem będzie taki spokój na zewnątrz, tym bardziej, że pogoda dopisywała i byliśmy w centrum miasta. Potem szybko omiotłem wzrokiem wnętrze... zakochańcy dalej byli zajęci sobą, a Nora... sakra. Ona.. na.. mnie... patrzy... W momencie, gdy nasze spojrzenia się spotkały dziewczyna odwróciła wzrok.
- I jak? Smakuje? - spytałem jakby nigdy nic
- Uhum - mruknęła skupiając się z powrotem na deserze.
Pokiwałem głową i odstawiłem mop na swoje miejsce. Zgarnąłem hockera i usiadłem naprzeciwko norweżki. Ta lekko podniosła głowę i spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się nieśmiało.
- Dlaczego tak twierdzisz? - zapytałem po chwili
Wzrok dziewczyny wyrażał, że nie ma pojęcia, o czym mówię.
- Że nie mam, za co przepraszać - dodałem - Obraziłem... uraziłem cię...
- Nie jesteś pierwszą osobą, która mnie uraziła - Nora spuściła wzrok i zaczęła się bawić łyżeczką - Nie wzięłam tego, aż tak do siebie.
Zmrużyłem brwi... czy... czy ona się zawahała? Zdecydowanie się zawahała... ale.... o sakra. Spuściłem głowę.
- Nori... - podrapałem się po nosie - Naprawdę nie chciałem sprawić Ci przkrości... Za to chciałem Cię bardzo przeprosić, bo nieraz po prostu nie myślę i palę głupoty... słowa, których nigdy normalnie bym nie wypowiedział...
- Okey, rozumiem - przerwała szybko, uśmiechnęła się nerwowo i przeniosła wzrok w inne miejsce - w porządku.
- No właśnie nie jest w porządku - powiedziałem cicho i spuściłem głowę - Nigdy nie jest w porządku...
Usłyszałem ciche westchnięcie
- Czes, naprawdę, nie mam ci tego za złe...
SAKRA SAKRA SAKRA SAKRA! Uderzyłem się pięścią w udo i przygryzłem wargę. Dlaczego.... znowu... to samo.... Dlaczego oni nic nie rozumieją?!?!... ,,Bo nic im nie mówisz idioto'' - usłyszałem wewnętrzny głos, ten, którego tak nienawidziłem, ten, który zawsze miał rację. Ale jak mam im cokolwiek powiedzieć? Przecież to nie ich sprawa, oni nie chcą słuchać... nigdy... a jak już to robią... to zawsze ranią... zawsze... ,,Ty też ranisz idioto''. Przełknąłem ślinę i poczułem jak do oczu napływają mi łzy...
- Nienawidzę - mruknąłem cicho i oparłem dłonie o uda. Tym razem drżały nie tylko one... tym razem cały się trząsłem... CHES USPOKÓJ SIĘ! ONA NIE MOŻE CIĘ TAKIEGO WIDZIEĆ! JUŻ! SZEEEEROKI UŚMIECH! Wyszczerzyłem się szeroko... jak zawsze z resztą. To już miałem opanowane do perfekcji. Wyprostowałem się i lekko zaśmiałem. Jedna z dłoni powędrowała na kark, a drugą ścisnąłem kolano.
- Emmm... Czes? - usłyszałem niepewny głosik dziewczyny - Czes coś się dzieje?
Otworzyłem oczy i spojrzałem na nią.
- No coś ty! - uśmiechnałem się jeszcze szerzej - Wszystko w porządku!
Sakra... Patrzyłem prosto w oczy dziewczyny. A ona... ona patrzyła jak na idiotę... bo w sumie patrzyła.
- Nie jestem ślepa - powiedziała sucho i oparła głowę o dłoń - Co się dzieje?
I nagle wszystko ze mnie uszło. Całe powietrze... całe życie... Zamrugałem szybko. ,,Co się dzieje?''. Przez chwilę byłem autentycznie przerażony... czyżby... ale... jakim cudem... przecież to zawsze działało!!! Na wszystkich! Na każdego! Zawsze dawali spokój.... zawsze... ale nie ona! Ona musi drążyć temat! Przełknąłem ślinę i ponownie zamrugałem szybko. Sakra co mam jej powiedzieć?!
- Jest... jest w porządku - zadrżał mi głos - W całkowitym porządku!
-Yhym - dziewczyna mrugnęła i przetarła dłonią oczy - Jeśli tak twierdzisz... - ponownie oparła głowę o dłoń. Chwyciła za kufel i przechyliła do dna. Oblizała wargi i po chwili powiedziała - Jakbyś chciał się wygadać, to wal śmiało...
Słysząc te słowa spuściłem głowę i przygryzłem mocno wargę. Cholera... zrobiłem to tak mocno, że aż poczułem smak krwi w ustach. Momentalnie zrobiło mi się niedobrze... ten metaliczny posmak... ,,jakbyś chciał się wygadać''.... SAKRAAAA.... nie mogę, nie mogę, nie mogę... ,,idiota''. Ścisnąłem mocno kolano i wbiłem w nie paznokcie. ,,Dlaczego tego po prostu nie wydusisz z siebie idioto'' głos nie dawał spokoju ,,cały dzień myślisz nad tym jak cokolwiek powiedzieć, a gdy masz okazję to siedzisz jak idiota, idioto''. Nagle poczułem jak po nosie spływa mi łza... zawisła na samym czubku nosa i drżała, by po chwili spaść i rozbić się o blat. Po niej poleciała jeszcze jedna... i kolejna... i jeszcze jedna... łzy spływały i kapały w miarę równomiernie. Poczułem jak w środku gardła staje jeszcze większa gula... zacząłem pociągać nosem... nie... tylko nie to.... nie nie nie nie nie nie nie nieeeee
- Woooo! - podszkoczyłem na ten dźwięk - hej? Ches?
Spuściłem głowę jeszcze niżej, tak żeby Nora nic nie widziała... ale było już za późno. Sakra... za późno... Co ja mam teraz robić?! Jezu! Nie wiem co robić!!!! I wtedy poczułem... ten dotyk... ona... ona złapała mnie za ramię. Momentalnie cały zesztywniałem. Sakra, błagam daj mi już spokój. Ja już nic nie chcę... chcę zostać sam... chcę mieć spokój...
- Dlaczego płaczesz?
I pękło... Przygryzłem mocno wargę, przełknąłem ślinę i wstałem odwracając się do niej plecami. Ruszyłem w kierunku zaplecza. Zatrzymałem się tylko na chwilę w progu... chciałem się odwrócić... ale... no własnie... jak zwykle odwaga, gdzieś zwiała, przystanąłem tylko i lekko obróciłem głowę, ale tak, że jej nie widziałem.
- Dzięki, że przyszłaś - mruknąłem i po tych słowach zniknąłem na tyłach. Wszedłem do gospodarczego i padłem na najbliższe krzesło. Schowałem twarz w dłoniach i dałem płynąć łzom... po chwili dołączyły do nich jakże nieobce mi spazmy. Sakra... kiedy ja ostatni raz tak się rozkleiłem? Nie pamię... och... pamiętam. To była ta pamiętna noc, gdy pożarłem się z ciotką Aleną... no tak... Patrzyłem jak łzy, łzy bezsilności skapują na podłogę.  Nagle usłyszałem skrzypnięcie drzwi. Szybko podniosłem głowę i ujrzałem Norę stojącą w progu. Co ona sobie myśli?! Myśli, że jest jakąś księżniczką, albo inną królową? Wyprostowałem się i poprawiłem krawat. Spojrzałem na nią i powiedziałem jak najbardziej profesjonalnym głosem.
- To jest pomieszczenie przeznaczone tylko dla osób upoważnionych, proszę stąd wyjść - powiedziałem spokojnie i oschle
Nora wyglądała na zmieszaną - przepraszam - wybełkotała
- Wyjdź - powtórzyłem stanowczo - Idź stąd.
Nasz wzrok na chwilę się spotkał, ale tylko na chwilę, bo zaraz dziewczyna zniknęła. Padłem z powrotem na krzesło i potarłem ręką czoło. Sakra... trzeba sie opamiętać... klienci... Wstałem i poszedłem do łazienki obmyć twarz. Zimna woda chodź trochę pomogła... Spojrzałem na swoje odbicie, cały zarumieniony, oczy napuchnięte... o tak mister jak się patrzy! Powoli wytarłem twarz i wróciłem na salę. Zakochańców już nie było... podobnie jak Nory. Podszedłem do ich stolika i zabrałem pozostawione naczynia. Gdy odkładałem je na blat zauważyłem, że na jednej z serwetek coś napisano... Ciekawość wygrała i lekko ją rozłożyłem. POWODZENIA!... patrzyłem na te słowa... okeeeeeeeeeej... dobra to było dziwne. Odłożyłem ją i zająłem się pozostałościami po Norze. Gdy podszedłem bliżej zauważyłem pieniądze. Sakra. Przecież mówiłem jej, ze to na koszt firmy... Włożyłem pieniądze do kieszeni, cóż oddam je jej jutro w szkole.

~~~ po pracy

Zamknąłem drzwi od lodziarni i wyszedłem tylnym wejściem. Po upewnieniu się, ze wszystko jest prawidłowo zamknięte wyciągnąłem telefon. Od razu wykręciłem numer do pewnego zmiennowłosego chłopaka. Heh jak zawsze odebrał po trzech sygnałach
> Hej braciok co chcesz?  - usłyszałem na powitanie
< No dzień dobry wieczór panu - uśmiechnąłem się mimowolnie - Mamy w domu jakies zapasy?
> Cola jak zawsze jest - mruknął - jedzenie też nienajgorzej... możesz kupić mleko dla Immi
< Nie o takie zapasy mi chodzi.
> A o co? - zapytał
< Mamy jakieś procenty?
> Niezbyt... a co? Dzisiaj wieczorek przy piwerku?
< Bardzo dobrze Panie Walterze - zaśmiałem się - Chcesz jasne, czy ciemne?
> Ja też mam pić? - zdziwił się
< To pytanie retoryczne mam rozumieć...
> Jasne
< Dobra widzimy się za dziesięć minut!
Rozłączyłem się i biegiem ruszyłem w stronę akademii. Po drodze wstąpiłem do sklepu i zgarnąłem czteropak... no dobra, dwa czteropaki i mleko. Potem krótka piłka i już po chwili, byłem w pokoju.
- No witam! - zawołałem radośnie od progu
- ILEŚ TY TEGO KUPIŁ?! - Misiek zeskoczył z kanapy i zabrał ode mnie zakupy - Ty chcesz to wszystko wypić?!
- Taki mam zamiar - mruknąłem - Trzeba w czymś utopić smutki.
- A tobie co teraz? - spojrzał na mnie z ukosa
- Nie ważne bro - powiedziałem ściągając folię i wyciągając jedną z puszek - Po prostu trzeba to zapić!
Otworzyłem ją z głośnym syknięciem i spiłem wypływającą pianę. Ach! Dobre gorzkie piwerko. Tego było mi trzeba. Rzuciłem plecak w kąt i padłem na kanapę. Zrzuciłem na podłogę buty i rozłożyłem się.
- Tego potrzebowałem - powiedziałęm odchylając głowę do tyłu
- Za co pijemy? - zapytał padając obok
- Za błędy bro... za błędy - nie czekając dłużej wychyliłem puszkę do dna. Głośno westchnąłem i zgniotłem ją.
- Braciok... widzę jakieś gigantyczne te błędy...
- I to jeszcze jak - mruknąłem biorąc następną puszkę

~~~

- I słuchaj - śmiałem się głośno ściskając swoją stopę - I wtedy oni wleźli na te barierki na tym molo. I zaczęli odwalać sakra TITANICA!!! Rozumiesz?! TIIITAAAANIIIIICAAAAA
- Noooooo - misiek kiwał głową dopijając trzecią puszkę
- I słuchaj - zacząłem się dusić ze śmiechu - I wtedy ten chłopak, co był na dole krzyknął ,,ZWRÓĆMY WOLNOŚĆ PTAKOM'' i ściągnął tamtemu spodenki! - padłem na oparcie próbując złapać oddech - A tamten nie miał gaci! Sakra! Mówiłem, że był łysy? WTEDY PIERWSZY RAZ POCZUŁ WIATR WE WŁOSACH!
Misiek parsknął i oblał się piwem, a ja starałem się jako tako utrzymać na kanapie.
- Braciok co wy tam odwalaliście?! - powiedział ścierając piwo jakąś skarpetką
- Oj dużo się działo - zachichotałem i czknąłem - Albo też raz jak byliśmy w takim pensjonacie. To chodziliśmy po korytarzach i śpiewaliśmy dedykacje dla pięknych pań! I ta która się wychyliła dostawała kwiatka! Wiesz, najpierw z ryjem na nas, a potem wielka radość. Ochy i achy!
W tym momencie grawitacja wygrała i zjechałem z kanapy. Nie miałem nawet zamiaru wstawać. Spojrzałem na sufit i zmrużyłem oczy....
- Bro - spytałem blednąc - Czy ty widzisz to co ja?!
- Co? - zapytał patrząc do góry
- KOT!
- CO?! IDIOTO - parsknął śmiechem - Gdzie ty masz kota? To jest lampa!! LA AM PAA AAA....
- Jezu już miałem zawał - złapałem się za serce ciężko oddychając
- Taaaaa oj taaaaa
- Ej Bro! - zerwałem się i usiadłem skrzyżnie - Co ty na to, żeby iść komuś pośpiewać? Tak mnie roooooznooooosi, ze aż nie wytrzymiem!
- EEEEEE komu ty chcesz śpiewać?
- Nahty? - spojrzałem pytająco
- Lepiej nie... ma jakiś egzamin... A może pójdziemy panią pośpiewać?
- A co masz jakąś na oku? - uśmiechnałem się
- HAHAHAHA - Misiek poczochrał mnie po głowie - Tobie zawsze same głupoty w głowie!
- Oj nooooo przyznałbyś się w końcu, która to moją teściową będzie!
Misiek spojrzał na mnie pytająco
- Teściową? Bro... ile ty wypiłeś?
- Eeeee pięeeeć? - spojrzałem na puszki - Ta pięc.
- Nie pij już więcej - zabrał mi puszkę z dłoni - To źle Ci robi na mózg
- Odezwał się zmiennowłosy pffff
- Bro ja to z miłości! Dbam o Ciebie!
- Ta ta - podniosłem się - To chodź idziemy!
Złapałem go za przedramię i pociągnąłem. Kotka na ten widok prychnęła i zaczęła syczeć
- Cicho siedź szczurze! Dzisiaj to ja jestem Bogiem, a ty psem!
- Bro... co ty brałeś w te pracy?! Jaki bóg? jaki pies? Broooooo?
- LECIMYYYYY!!!! - wybiegłem na korytarz z radosnym okrzykiem
- CHES!!!! - usłyszałem krzyk Miśka
Nie oglądając się za siebie zacząłem biec do przodu. Słyszałem za sobą jego kroki i sapanie. HA! ARTYSTA OD SIEDMIU BOLEŚCI! ZEEEEEEEEEROOOOOOOOOO WYTRZYYYYMAAAAŁOŚCI! Dopadłem do schodów i zbiegłem na sam dół.
- Braciok błagam cię zatrzymaj się! - wołał Misiek - Chcesz znowu mieć problemy?!
- Najpierw to ty mnie złap! - zaśmiałem się głośno i zacząłem wspinać drugimi schodami do góry. Byłem już na samej górze, gdy poczułem jak coś złapało mnie za nogę. W sumie... nie poczułem. Dopiero, gdy wylądowałem twarzą na kafelkach zdałem sobie sprawę, ze leżę i coś mnie trzyma...
-MAm... MAM CIĘ! - wykrztusił z siebie Misiek - A teraz wracamy do pokoju
- NIEEEEEEEE MAAAA MOWY! - zawołałem i jednym ruchem się wyrwałem - słaby z ciebie zawodnik Misiaelu WAAAAL terze Niemcu jeden!
Ruszyłem pędem przed siebie. Jezu biegłem tak szybko, że zdobyłbym z pewnością złoty medal na igrzyskach olimpijskich! Cóż prawdopodobnie w rzeczywistości, obijałem się od ściany i posuwałem o jakiś metr na sekundę, ale co tam! BYŁEM MIIISTRZEEEEM!
- CHES DO JASNEJ ZATRZYMAJ SIĘ!
I tak jak stałem tak się zatrzymałem. Sakra... dlaczego? Miałem przecież uciekać... Ale zanim ciało zaskoczyło, że dalej ma biec, skoczył na mnie ten olbrzym i przygniótł do ziemi.
- Teraz to mi się nie wyrwiesz - warknął
- DEEEEEE SPAAAAAA CITOOOOOO - zacząłem śpiewać - Powolutku kochaniutki nie spieszmy się
- Ches zamknij się - próbował zakryć mi usta dłonią
- DEEEEEEESPAAAAAAACITOOOOO!!!! - śpiewałem jeszcze głośniej do tego śmiejąc się
- CHES JA CIĘ ZABIJĘ!
Misiek usilnie próbował coś zrobić, a ja usilnie próbowałem mu przeszkodzić. Zaczęliśmy się szamotać na podłodze. W pewnym momencie przygniótł mnie do podłogi... Boże jaka ona jest cudownie chłodna!
- DEEEESPAAAACITO NA NA NANAAAA NA JEBANYM CITO NA NA NAAANNAAAA DEEEEESPAAAACIIIITOOOO ALE DZISIAJ JEST MOKRITO DEEEESPAAAACITO CZY TY DOBRZE MI ZROBITO? DEEEEEEEESPAAAAAACITOOOO!!!!! BRROOOOO JA CIEBIE TAK KOCHITOOOOOOO BO DEEEESPAAAACITOOOO NA JEBANYM CITOOOO!
Wtedy Misiek szarpnąłe mną i razem polecieliśmy na jakieś drzwi. Przywaliłem z całej siły twarzą i poczułem jak po twarzy spływa mi ciepła krew.
- NO I TERAZ JEST BARDZO KRWIIIITTOOOOO - zanuciłem dalej przyciśniety do drzwi.
Nagle one otworzyły się i wpadliśmy do środka.
- SAKRAAAA CO TU SIĘ WYROBITOOOOOOOO?!
- Michael? Czeslav? - usłyszałem znajomy głos
- AHOOOJ NORIIIIII - czknąłem głośno - HEJ PIĘKNA NORWEŻKO! CO TY TUTAJ ROBITOOOO???
- Ches zamknij się!!! Idiota!
- A CZEMU TU JEST TAK KRWITOOO? - zapytałem łapiąc się za nos


- Przepraszam brat, no... ale się nie dało inaczej.
- Krew... - spojrzałem przerażony
I film się urwał...
~~~
Obudziłem się z wielkim bólem głowy, zwłaszcza nosa... w gardle suszyło, no typowy kac... tylko dlaczego nos? Lekko się po nim pomacałem i wyczułem jakiś bandaż... sakra... przypomniałem sobie, co się wczoraj działo i zaraz się zerwałem. W głowie mi sę zakręciło i z powrotem padłem na poduszkę.
- O SAKRAAAAAA - wydarłem się łapiąc się za głowę
Przywaliłem z całej siły w coś twardego. Skuliłem się próbując przetrzymać ból. Po chwili zdałem sobie sprawę, że leżę na podłodze. Przed chwilą leżałem na czymś innym... co ja robię na podłodze?! Spadłem na podłogę? Dlaczego ta podłoga jest czysta?! Sakra... gdzie ja znowu jestem?!
- Brat, boże uszkodzisz się jeszcze bardziej - Misiek złapał mnie za ramię - W porządku chłopie?
- Ummm... dlaczego ta podłoga jest taka czysta? - zapytałem przecierając oczy - Posprzątałeś?
- Nie do końca...
Otworzyłem szeroko oczy i rozejrzałem sie wokół. To był pokój kogoś innego... zdecydowanie.... ale kogo? I wtedy...
- O NIE NIE NIE NIEEEEE - zerwałem się na równe nogi - CO ONA TUTAJ ROBI?!
- To mój pokój - powiedziałą Nora - Mam prawo tutaj być
- Dlaczego ja tutaj jestem? DLACZEGO W JEJ POKOJU?! DLACZEGO JEJ!!!!! - spojrzałem na Miśka z wyrzutem

<Nora?>
Theme by Bełt