Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lipca 2017

Rozstrzygnięcie konkursu!

Po kilku naradach i trudach związanych z wybraniem najlepszej pracy, możemy w końcu ogłosić zwycięzców naszego konkursu na pracę związaną z blogiem!

A oto werdykt:

Pierwsza nagroda wędruje do Michaela za cudowny wierszyk o akademii:























































































Akademia

Green Heels - cudaków siedlisko
Pisarzy, colarzy i malarzy
Jest też jeden od studia tatuaży
Mamy mordy przekochane
Wszystko, o czym tylko można marzyć.
Ches "że smyczy" po 22 spuszczany
Trzy po trzy plecie jak narwany
Wszyscy go za to kochamy
Nocni Wartownicy chatu przed złem pilnują
Śpiących adminów-wojowników zastępując
Za harówkę odznaczamy ich dziś pucharami
A ja?
Proszę Państwa, oto Miś
Do AF Was zapraszam dziś.


Druga nagroda wędruje za to do...!

Czeslava za pełną energii pracę plastyczną!



Natomiast trzecie miejsce zajęła Sayuri, Gratulacje!



A dla wszystkich pozostałych uczestników gratulacje i pochwała za udział i za wspaniałe pomysły. Dziękujemy wam wszystkim ^^ !
Oto pozostałe prace:

 Hakiyuu~ Nico, Chris...








Sabrina ~ sassigra@gmail.com


Akane (fopa12)


Po nagrody prosimy zgłaszać się do Taiga na hw
Pozdrawiamy, Administracja

środa, 22 marca 2017

Od Anny

Stałam przez lodowiskiem zastanawiając się, czy wejść do środka. Spojrzałam na łyżwy, które trzymałam w dłoni rozmyślając nad tym, czy jeszcze umiem jeździć. Ostatni raz robiłam to dwa lata temu. Teraz bynajmniej przekonam się, czy można zapomnieć czegoś takiego, jak jazdy na łyżwach. W końcu zdecydowałam, że wejdę do środka.

-Dwie godziny wcześniej-

Obudziłam się dosyć późno i dopiero wtedy, kiedy ktoś walił w moje drzwi. Był to jakiś mężczyzna z paczką w dłoni. Nie znałam go, wyglądał mi na jakiegoś kuriera. Podpisałam jakąś kartkę i odebrałam przesyłkę. Położyłam ją na stole i otworzyłam ją wtedy, gdy się ogarnęłam; ubrałam, zjadłam i pomalował się. Wpierw przeczytałam karteczkę na samej górze. Była to mama, która chciała o sobie dać znać i jako spóźniony prezent na urodziny przysłała mi łyżwy. Ona przynajmniej coś mi kupiła, tata nawet nie dął o sobie znać. Świetnie, zawsze mi okazują, że mnie kochają.
Rozpakowałam prezent i je przymierzyłam. Były idealne, ale od razu musiała je zdjąć ze względu na podłogę. Miałam się nie pakować w kłopoty, prawda? Moja współlokatorka już dawno wstała i postanowiła najwidoczniej mnie opuścić. Ja także postanowiłam wyjść z pokoju, w celu przetestowania łyżew. Ale zrobiłam to o wiele później, ponieważ chciałam pospać jeszcze tą godzinkę.

-Teraz-

Wejść? Nie wejść. Wejść? Nie wejść. Wejść? Weszłam.
Stanęłam w kolejce na dwie minuty, po czym kupiłam sobie jeden razowy bilet, oraz żeton do szafki, aby pochować rzeczy. Przebrałam swoje obuwie, a gdy stanęłam, nogi mi nieco drżały. Tak, te dwa lata dawały po sobie znać, ale tylko przez parę sekund. Gdy wykonywałam pierwsze ruchy, coraz łatwiej mi było złapać równowagę, a moje nosi przyzwyczaiły się do łyżew. Najwidoczniej moja matka jeszcze pamiętała, że noga przestała mi rosnąć i został mi tylko taki numer, który nie zmieniła się przez pięć lat.
Opierałam się o framugę i cierpliwie czekałam, aż będę mogła wejść. Za pięć minut poprzednia grupa wyjdzie z lodowiska i przyjdzie nasza kolej. Tylko pięć minut. Tylko chwila. A jednak mi się dłużyło i to okropnie. Chciałam natychmiast stanąć na śliskim lodzie i sprawdzić, czy tej jazdy się nie zapomina. Usiadłam na ławce i wyjęłam telefon. Włączyłam internet, a następnie wattpada, na którym zaczęłam czytać książkę pod tytułem: "Wieczna". Według mnie to świetna książka. Nawet nie przeszkadzał mi romans w niej zawarty. Była to opowieść o "innej" dziewczynie, która przeżyła próbę samobójstwa. Próbowali z niej zrobić maszynę do zabijania, udało im się, ale ona zaczynała sobie wszystko przypominać. Aktualnie byłam na wątku, w którym obmyślała z przyjacielem plan ucieczki.
- Hej, widzę, że coś czytasz - podniosłam wzrok na jakieś bruneta, który zagląda mi w telefon. Zmarszczyłam brwi.
- Nie zaglądaj mi w ekran - fuknęłam blokując telefon i go chowając do kieszeni. Usłyszałam raptownie ten charakterystyczny dźwięk, który oznaczał, że nadeszła nasza kolej. Gdy wszyscy ludzie z wcześniejszej grupy wyszli z pomieszczenia, przecisnęłam się przez ludzi i znalazłam się na początku kolejki. Nie zwracałam uwagi na jakieś pomruki czy uwagi. Dałam bilet dla mężczyzny i weszłam na lód. Automatycznie złapałam się barierki, ponieważ nogi miały chęć się rozjechać na boki.
- Może pomóc? - usłyszałam ten sam niski, a zarazem radosny głos bruneta. Pokręciłam przecząco głową odpychając się jedną nogą i próbując jechać do przodu. Dwa lata... Czy to nie za dużo?
- Poradzę sobie - mruknęłam bardziej sama do siebie i odepchnęłam się drugą nogą. Mogłam się puścić barierki i przez pierwsze sekundy płynnie jechałam, gdy na mojej drodze nie pojawiła się dziewczyna. Wyglądała na moją rówieśniczkę, jednak z tą różnicą, że była miła. Od razu mnie przeprosiła, a ja tylko mruknęłam coś nie wyraźnie pod nosem, wstałam szybko i nie zwracając na nią uwagi pojechałam dalej.
- Kulturą to ona nie grzeszy - usłyszałam, ale zignorowałam to. Parę mocniejszych i szybszych pchnięć i w końcu złapałam idealnie równowagę. Nie musiałam już trzymać się barierki, tylko swobodnie jechać. Ręce założyłam z tyłu, wyprostowałam się nieco i spokojnie jechałam do przodu, pomału się odpychając, ale bardzo płynnie. Zamknęłam oczy chcąc poczuć ten cały chłód, co było moim błędem. Wpadłam na jakąś osobę, a los znowu chciał mnie poniżyć. Był to znowu ten sam brunet, którego spotkałam wcześniej dwa razy.
- Może jednak chcesz mojej pomocy? - zapytał miło się uśmiechając. Ugh... jak można być takim radosnym człowiekiem? To jest okropne! Ale przyjęłam jego dłoń, po czym pomógł mi wstać. Stałam blisko niego. Za blisko... odepchnęłam się od niego mrucząc cicho pod nosem jakieś podziękowania i ruszyłam do przodu, a on za mną.
- Poczekaj - usłyszałam, ale ja nie zwolniłam, raczej przyspieszyłam. Czego on ode mnie chciał? - Jak się nazywasz? - zapytał, gdy był obok mnie i w pewnym momencie zagrodził mi drogę. Skubaniec, szybki i zwinny.
- Anna - powiedziałam z nadzieją, że da mi spokój, ale to się nie stało.
- Ładne imię - przyznał. - Ja nazywam się Oliver - uśmiechnął się miło. chciał złapać moją dłoń i ucałować, ale ja cofnęłam i ruszyłam przed siebie. - Ej, co taka ponura? - zapytał jadąc tyłem na przeciwko mnie. Dobra, tu akurat mi imponuję, to nie jest łatwe. Sama próbowałam i nawet jeśli umiałam, to jednak ciężko było się tego nauczyć.
- A ty czemu taki wesoły?
- Korzystam z życia - uśmiechnął się. Prychnęłam wymijając go.
Męczyłam się z nim bardzo długo. Praktycznie był obok mnie ciągle, nawet jeśli próbowałam od niego uciec, on mnie doganiał. Gdy się zatrzymywałam, robił to w tym samym momencie. Denerwował mnie, bo próbował na chama nawiązać ze mną rozmowę. Udało mu to się dopiero wtedy, kiedy dowiedziałam się, że także czytał "Wieczną". Nie sądziłam, że trawię na osobę, która także korzysta z wattpada i jeszcze czyta to samo, co ja. Byłem wręcz w stu procentach pewna, że to z powodu romansu, ale gdy powiedział, że lubi walkę, krew i morderstwa, aż przestałam go wyzywać i odpychać. Lepiej! Zaczęłam z nim rozmawiać. Był całkiem miły, co mnie nieco irytowało. Po za tym ciągle się uśmiechał, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Całe swoje skupienie skierowałam na lodowisko, kiedy się ścigaliśmy. Na szczęście nie dawał mi forów, wygrał. Stwierdził, że gdybym nie zrobiła dwuletniej przerwy, nie poradziłby sobie ze mną.

-Następnego dnia-

Ciekawie dosyć było. Poszłam z Olivier'em do baru, aby trochę wypić. Dałam się zaciągnąć na jeden taniec i to było tyle. Wróciłam do siebie jakoś przed północą, bo nie miałam ochoty dłużej siedzieć wśród tylu ludzi. Potem już się z nim nie zobaczyłam. Dlaczego? Był z Anglii. Chyba, że kiedyś bym odwiedziła ojca, który się nie odzywa...

niedziela, 19 marca 2017

Event

Witajcie! Chciałabym was poinformować, że event, będzie się kończyć dokładnie za tydzień, a więc 26.03.2017r. Ci, którzy jeszcze nie wiedzą o co chodzi, zapraszam po więcej informacji, w poście (znajdziecie link po prawej stronie). Mam nadzieję, że ujrzymy wasze pracę i wyłonimy zwycięzców.
Zapraszamy do wzięcia udziału i pozdrawiamy!
Administracja!

poniedziałek, 6 marca 2017

Od Akane CD Anthony'ego

Osoby z cyrku, które występowały były niesamowite. Sama chciałabym potrafić robić takie sztuczki, ale po występach z aktorami przeszedł czas na te w których występują zwierzęta. Niektórym to nie przeszkadzało, ale za to większość ludzi nie mogła tego ścierpieć. Może przepiękne papugi, które latały dookoła nas i śpiewały były piękne, ale trzeba było też pomyśleć o tym, że nie są w swoim domu, a szczerze powiedziawszy w niewoli. A-chan już przy nich ścisnął moją rękę dość mocno, ale gdy na scenę wyszły tygrysy ścisnął moją dłoń tak, że poczułam ból. Nie wiedziałam co się dzieję. Wyszliśmy z namiotu i stanęliśmy na zewnątrz. Spojrzałam się na niego. Był zły i w dodatku smutny, zapewne ze względu na zwierzęta.
- Chodźmy na kawę i potem pójdziemy na festyn, który miał dzisiaj się odbyć. Co ty na to? - spojrzałam się na niego, ale on jakby chciał zostać i coś uświadomić osobom z cyrku. Po czekaliśmy przez kilkanaście minut na zewnątrz, ale miałam już dość. Tak więc musiałam wziąć sprawy w swoje ręce.
- Ty tu zostań i zostaw swoje sprawy, a ja sobie poczekam. Jak znajdziesz czas to na pewno mnie gdzieś znajdziesz - powiedziałam trochę smutna. Chłopak jak gdyby nigdy nic. Odeszłam od barwnych cyrkowych namiotów i skierowałam się ku wyjściu. Przed wyjściem poczekałam jakieś dwie minuty, ale ostatecznie odeszłam. Anthony napewno mnie znajdzie, a bynajmniej nie mogłam wątpić w niego. Nie miałam zamiaru wracać do akademika i jak zawsze czekać na niego na dachu. Czas najwyższy, aby zmienić tak więc udałam się do parku i zaszyłam się w dalszej jego części. Większość osób przechodzących przez park była szczęśliwa i można było zauważyć, że każdy z nich darzy jakieś uczucie. Nie tylko uczucie miłości, ale też i przyjaźni czy też zauroczenie chociaż oni jeszcze sobie tego nie wyznali. Patrząc na nich wszystkich przypomniało mi się jak to ja wraz z Anthony’m się poznaliśmy.

<Anthony?>

niedziela, 5 marca 2017

Od Anthony'ego cd Akane

- Dobra, zaczyna się. - uśmiechnąłem się i przeniosłem wzrok na środek namiotu.
W namiocie zrobiło się ciemno, tylko jedna lampa oświetlała jakiegoś mężczyznę w zabawnym stroju, który stał na samym środku.
- Witam panie i panów, zapraszam na występ, który zapamiętacie na zawsze. - powiedział głośno do mikrofonu, ale równie tajemniczo. - Na scenę zaprosimy jako pierwszych akrobatów. - dodał.
Przy 'dachu' namiotu były po przywieszane różne dziwne sprzęty, których nazw nie znałem. Dwójka ludzi weszła po wysokich drabinach do szczytu, po dwóch stronach namiotu. Zaczęli skacząc na drążki, wszystko działo się w powietrzy, to mnie szczerze zaskoczyło. Cały ich występ trwał jakieś pół godziny, oczywiście na dole była siatka chroniąca, ale wyglądali na takich, którzy tego nie potrzebują. Skakali, łapali się i wręcz latali. To było coś. Następnie na scenie pojawili się klauni. Chyba w żadnym cyrku nie może ich zabraknąć. Przynajmniej tak słyszałem. Po nich był występ kotów. Tak kotów. Zdziwiło mnie kiedy na scenę wjechały, dosłownie wjechały na platformach, koty. Dostaliśmy koncert całkiem dobrze zaśpiewanej piosenki przez koty. Wtedy śmialiśmy się, był to bardzo zabawny widok, ale uważam, że zwierząt nie powinno być w takich miejscach. Następnie przyszedł czas na papugi. Latały po całym namiocie i powtarzały słowa piosenki, którą recytowała jakaś kobieta stojąca na scenie. To mi się akurat nie spodobało. Niby widok piękny, kolorowych ptaków, które powtarzają słowa piosenki. Ale oni zabrali zwierzęta z ich naturalnego środowiska. Z domu... Na scenę wyszedł znów mężczyzna w zabawnym stroju.
- Teraz na scenę zaprosimy tresera i jego tygrysy. - zniknął widowni z pola widzenia. Za to na scenę wszedł jakiś młody chłopak, był może dwa lata starszy od nas. Za nim zostały wprowadzone trzy tygrysy, dwa bengalskie, jeden biały. Trzymałem Akane za rękę, była podekscytowana. Ale mi coraz mniej się to podobało. Tygrysy zaczęły robić to co chciał treser, w dłoni trzymał coś na wzór bata. To już kompletnie mi się nie podobało, siedziałem jednak i czekałem. Na scenę wniesiono trzy duże obręcze. Polano je czymś i podpalono. Oni chyba nie zamierzają...? Niestety, moje domysły się potwierdziły, przed każdą obręczą stanął jeden z tygrysów. Patrzyły z przerażeniem to na tresera, to na ogień. Ścisnąłem trochę rękę dziewczyny.
- A-chan? O co chodzi? - szepnęła. - To trochę boli. - puściłem ją i warknąłem:
- Możemy wyjść?
- Ale co się stało? - zapytała.
Więzili, tresowali, męczyli. Jako dowód swojej wyższości uwięzili.
- Po prostu chcę wyjść.
- Ale powiedz co się stało. - złapała mnie za rękę.
Zmuszali do wszystkiego. Podwyższali swoje ego.
- Proszę. - jęknąłem. - Chcę po prostu stąd iść.
Wstaliśmy już bez słowa i opuściliśmy namiot. Grali, chowali, trafiali. Przystanęliśmy niedaleko namiotu cyrkowego.
- A-chan, co się stało, że chciałeś wyjść?
- Po prostu słabo mi się zrobiło. Duszno tam było. - mruknąłem, patrząc gdzieś obok.
- Nie mówisz mi chyba prawdy.
- Kiedy skończy się spektakl, wrócimy tam. - powiedziałem nadal nie patrząc na dziewczynę.
- Ale po co? - zapytała.
Nie odpowiedziałem. Wrócę tam. Sprawdzę ich. Zobaczymy czy mają w ogóle zgodę na trzymanie tych dzikich zwierząt. "Traktują jak zabawki, męczą, bawią się. Poczują jak kogoś zabija się."


Akane? Trochę dramatycznie wiem, nostalgie mnie czasem takie nachodzą, że nic nie poradzę i coś takiego wychodzi ;-;

piątek, 3 marca 2017

OD Akane CD Anthony'ego

A-chan zgodził się pójść ze mną z czego byłam przeszczęśliwa. Dzięki dokonaniu wyboru dowiedziałam się, że Anthony jeszcze nie był w cyrku. Ja byłam kilka razy, ale zawsze jako ktoś dzięki któremu oni mieli kogoś do podziwiania ze względu na moje włosy. Rodzice zawsze się zgadzało i dużo osób dla atrakcji robiło sobie ze mną zdjęcia, a ja musiałam się przebierać w jakieś urocze stroje. Spojrzałam się na chłopaka, który jadł swój deser i wyglądał na szczęśliwego.
- Ja też chcę trochę twojego deseru spróbować - powiedziałam nachylając się do niego i biorąc z jego łyżeczki kawałek deseru. - Pyszny! - powiedziałam z ogromnym uśmiechem na twarzy tuż po spróbowaniu.
- Twój jest też pyszny! - powiedział chłopak biorąc z ręki łyżeczkę na której miałam swój deser.
- To dobrze, że ci smakuje - uśmiechnęłam patrząc się w jego oczy, które nabrały blasku tak jak kiedyś.
- Kocham ciebie! - usłyszałam że strony chłopaka słowa na które zawsze nie wiedziałam jak zareagować.
- Ja ciebie też…- powiedziałam trochę ciszej, ale chłopak tak czy siak je usłyszał.
Skończyliśmy jeść nasze desery i po zapłaceniu wyszliśmy z kawiarni.
- Pójdziemy do parku? - spytałam się.
- Jasne czemu by nie - chwyciliśmy się za ręce i idąc blisko siebie, poszliśmy w stronę parku. Gdzie nie gdzie miejscami można było zobaczyć jeszcze śnieg, ale spod śniegu wychodziły małe przebiśniegi, które uwielbiałam. Gryzłam się z myślami o tym czy powiedzieć Anthony’emu o tym, że nie będę chodzić przez najbliższy czas na zajęcia dodatkowe. Ostatecznie zdecydowałam się, że nic mu nie powiem. Powiem mu wtedy, gdy będzie ten odpowiedni czas.
- Patrz, ale słodki psiak - pobiegłam do pieska, który się chyba zgubił.
- To prawda jest uroczy, ale gdzie jego właściciel? - chłopak jak zawsze miał dobre wyczucie odnośnie co niektórych sytuacji.
- Masz rację, ale na jego obroży nic nie jest napisane. Nie ma adresu ani imienia psiaka - przyjrzałam się czerwonej obroży. Rozejrzeliśmy się po okolicy przez chwilę, aż tu nagle zmachana dziewczyna podbiegł do nas.
- Dziękuję wam za przypilnowanie mojej Miko - powiedziała zmęczonym głosem blond dziewczyna. Podałam psiaka imieniem Miko do rąk dziewczyny. Porozmawialiśmy z dziewczyną jeszcze przez chwilę, potem pożegnaliśmy się.
- Idziemy do akademiku?- spytał się A-chan, a ja przy kiwnęłam głowa, że się zgadzam. W drodze powrotnej rozmawialiśmy z Anthony'm o dużo rzeczach i na przeróżne tematy. Jak wróciliśmy do “domu” było już późno, a ja byłam nawet zmęczona. Usiadłam sobie na łóżku chłopaka i spojrzałam się za panoramę widniejącą za oknem. Było już późno i ciemno, ale niebo było czyste i gwiaździste, a księżyc zbliżał się do pełni. Na swoich barkach poczułam nagle ciepłe dłonie chłopaka za które chwyciłam.
- Piękne niebo dzisiaj jest, więc jutro na pewno będzie ładny dzień - powiedziałam półszeptem.
- Pewnie masz rację - przyznał mi rację chłopak. Oboje położyliśmy się obok siebie. Chwyciłam za rękę chłopaka, swoją głowę przyłożyłam do niego, a on ucałował mnie w czoło.
- Jak zawsze masz ciepłe dłonie, a ja zimne - powiedziałam cicho, a on mnie objął.
- Za to twój uśmiech wszystkich oczarowuje, a mój nie. Uzupełniamy siebie - uśmiechnęłam się pod nosem i nie wiedząc kiedy Anthony zasnął. Ucałowała go w czoło i sama poszłam spać.
♥♥♥
Rano. Oboje obudziliśmy się około dziesiątej. Wciąż nie chciało nam się wstać, więc stwierdziliśmy że poleżymy sobie.
- Co chciałbyś na śniadanie? - spytałam się, a on chwilę zastanowił się.
- Wszystko oby było smaczne - odpowiedział zaspany, a ja wygramoliłam się z łóżka.
- To ty se poleż, a ja zrobię śniadanie - ucałowała go w policzek i skierowałam się do kuchni. W mniej więcej dziesięć minut śniadanie było gotowe.
- Wstawaj śpiochu i chodź zjeść śniadanie - zaśmiałam się, a on przyszedł do kuchni.
- Więc dzisiaj proponujesz grzanki z jajkiem i boczkiem na wierzch - przytulił się do mnie od tyłu.
- Tylko tyle znalazłam u ciebie i nic innego nie przyszło mi do głowy - odwróciłam się twarzą w jego stronę.
- Będziemy musieli pójść kiedyś na zakupy - odparł z uśmiechem. Miałam nadzieję, że dzisiejszego dnia nic nam, ani nikt nie zepsuje. Obudziliśmy się z fantastycznymi honorami i tak powinno zostać, najlepiej przez resztę dni, ale to było niemożliwe, więc moje życzenie miało zadziałać chociaż w dzisiejszym dniu. Podałam kawę w kubkach i zaczęliśmy jeść nasze śniadanie.
- Posprzątać by się przydało - powiedziałam pod nosem widząc ile kurzu zebrało się na meblach.
- Chyba tak - spojrzeliśmy się na siebie. Nic nie mówiąc wiedzieliśmy, że weźmiemy się do sprzątania tuż po śniadaniu. Zrobiliśmy tak jak ustaliliśmy, ale to sprzątanie dało nam więcej zabawy niż można by było się tego spodziewać. Jak tylko zobaczyłam, że zostały tylko dwie godziny do pójścia do cyrku, zrozumiałam, że możemy się spóźnić.
- A-chan spotkamy się przy bramie za godzinę. Ja wracam do swojego pokoju się wykąpać i przebrać - wzięłam swoje rzeczy do ręki, chciałam już wyjść, ale chłopak mnie zatrzymał.
- Jasne nie ma sprawy, tylko się nie spóźnij - pocałował mnie w usta, a ja pognałam do swojego pokoju. Wzięłam szybką kąpiel, przebrałam się, a mokre włosy rozczesałam i pozdrawiam do wyschnięcia co za pewne było problemem. Godzina minęła szybciej niż by się można było wydawać. Ubrałam buty, płaszcz, szlak owinęłam, a przez ramię zarzuciłam małą torebkę. Włosy nie wyschły, ale mówi się już trudno. Przed bramą spotkałam czekającego na mnie Anthony'ego. Na szczęście nie czekał długo na mnie, co ulżyło mi. Cyrk nie znajdował się daleko od szkoły więc poszliśmy tam na pieszo. Kupiliśmy dwa bilety dla uczniów z małej w czerwono białe paski budki z biletami. Spektakl miał się rozpocząć za kilka minut, więc zdążyliśmy kupić jeszcze dwie duże waty cukrowe. Ja miałam różowo-fioletowa, a A-chan błękitno-zieloną. Zajęliśmy sobie miejsca mniej więcej po środku. Jak się okazało prawie nikt nie siedział tuż obok nas, więc mogłam uznać to za szczęście.
- Już się zaczyna - powiedziałam z wielkim podekscytowaniem na twarzy. - Oby cyrk przyjeżdżał częściej w nasze strony... - powiedziałam pod nosem, a chłopak się uśmiechnął. - Twoja wata cukrowa jest tak samo dobra jak moja - powiedziałam z uśmiechem biorąc kawałek waty cukrowej z jego patyczka.
- Wczoraj deser, a dzisiaj moja wata! - spojrzał się z uśmiechem na twarzy. - Skoro tak to i ja chcę trochę twojej - spojrzałam się na niego.
- Co to to nie. Moja wata cukrowa jest zbyt ładna, żebyś mógł ją zjeść - chłopak spojrzał na mnie, a ja wzięłam kawałek swojej waty i włożyłam mu do ust. - Niech ci już będzie, ale tylko ten jeden raz - zaśmiałam się, podobnie jak i sam Anthony.

<Anthony?>

czwartek, 2 marca 2017

Od Anthony'ego cd Akane

Propozycja mi się spodobała, w prawdzie i tak oznajmiłem w klubie, do którego należę, że czasami nie będę mógł przychodzić. Chciałem więcej czasu spędzać z Akane.
- Jestem za, i to bardzo. A na coś szczególnie chciałabyś iść? - zapytałem z uśmiechem.
- No nie wiem. - spojrzał na ulotkę, którą trzymała.
Szybko zgarnąłem ulotkę i uśmiechnąłem się, przejrzałem dokładnie różne atrakcje.
- Proponowałbym cyrk. Nigdy tam nie byłem szczerze mówiąc. - powiedziałem.
- Nigdy nie byłeś w cyrku? - zapytała zdziwiona.
Zorientowałem się, że przyniesiono nam zamówienia, zacząłem jeść deser.
- Nigdy. - uśmiechnąłem się znów.
Nigdy wcześniej bym nie pomyślał, że będę uśmiechać się szczerze do dziewczyny, i to mojej, w kawiarni i jeść jakiś deser, rozmawiając z nią o wyjściu na jakieś atrakcje. Bawiło mnie to trochę. To jak bardzo się zmieniłem. A jeszcze kilka godzin temu chciałem wrócić do "dawnego Anthony'ego", który nigdy nie dałby się nazwać zdrobniale. Dobrze, że mój głupi plan nie doszedł do skutku, żałowałbym tego pewnie bardziej niż czegokolwiek innego.

Akane? Co ty na to? Cyrk xdd cyrk jest u mnie codziennie w szkole wiec zapraszam (moja klasa - klauny wszech czasów. xd) No i wybacz te zwlekanie i tę długość ;-; bezwen mnie dopadł. 

piątek, 24 lutego 2017

Event

Witamy wszystkich bardzo serdecznie!
Ach jaki oficjalny wstęp :D Hejo! Z tej strony administratorki z nowym wydarzeniem, o którym wspominałyśmy już jakiś czas temu. Nadszedł czas, aby przekazać go w wasze łapki i czekać na efekty :>
Przejdźmy do meritum naszego eventu:
Do Irlandii przybyły różnego rodzaju rozrywki, które rozbiły się w okolicach naszej Akademii Green Heels. Po całotygodniowym wysiadywaniu na lekcjach, pisaniu kartkówek, sprawdzianów, oraz przesiadywaniu w bibliotece, aby zrobić ważny projekt, czas na chwilę relaksu. Każdy ma prawo do odpoczynku, chwili relaksu, zabawy.Właśnie to chcemy dać teraz waszym postaciom. Event, tak jak cały blog, będzie opierać się na pisaniu. Opowiadanie proszę przesłać do jednej z administratorek, wszystkie dane znajdziecie w tabeli po prawej stronie"Kronika i informacje". Waszym zadaniem jest wybranie jednego miejsca (UWAGA! Jedno miejsce może wybrać maksymalnie 2 osoby, więc radzę się pospieszyć - kto pierwszy ten lepszy) i napisanie historii związanej właśnie z tym miejscem. Wasza postać może iść tam sama, poświęcając czas jedynie sobie, poznać kogoś na miejscu, lub też zaprosić kogoś z Akademika, wszystko zależy od waszej woli. Miejsca, do których można się wybrać:
- Wesołe miasteczko
- Mini zoo
- Cyrk
- Lodowisko
- Park rozrywki ( znajduje się tam ścianka wspinaczkowa, różnego rodzaju tory przeszkód)
Pracę należy wysyłać do 4.03 do godziny 24
Zasady oceniania, a więc co będzie brane pod uwagę, gdy będziemy czytać wasze prace:
- Pomysłowość
- Ortografia, interpunkcja, stylistyka
- Opisy (reakcji, przyrody)
- Długość (tutaj prosimy, aby opowiadanie miało więcej niż 200 słów)

Na koniec to co chyba najciekawsze, a więc nagrody:
Pierwsze miejsce: Złote jabłko
Drugie miejsce: Krew Meduzy
Trzecie Miejsce: Promień Heliosa

Pozdrawiamy i zachęcamy do brania udziału w evencie, wasze kochane administratorki. Liczymy na waszą kreatywność! Powodzenia!


Theme by Bełt