Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mika Lehto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mika Lehto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 maja 2018

Od Miki'ego CD Alexandra


Po odebraniu lekcji wróciłem do domu. Rzuciłem zeszyty na stół i usiadłem na podłodze oparty o szafkę. Zagwizdałem i Risto w mgnieniu oka podbiegł do mnie. Wtuliłem twarz w jego futro, intensywnie myśląc. Alex najpierw zniknął bez żadnych oznak życia i nagle, po trzech miesiącach, pojawił się ponownie. Z jednej strony się cieszyłem, bo przecież wrócił, ale hej - nic nie powiedział, martwiłem się, za dużo myślałem o powodzie dla którego wyjechał. Dlatego nie rzuciłem mu się w ramiona i postanowiłem, że tak nie zrobię. No, póki co... Chyba. Do tego, jak ja wyglądałem? Sam zauważył, że schudłem i te wory pod oczami.
- Świetnie wyglądam, nie ma co - wymamrotałem, wstając. Usiadłem przy stole i zacząłem przepisywać notatki, co jakiś czas upijając drobny łyk wina, które gdzieś znalazłem. Był to prezent dla kogoś, ale cóż. Nie upijałem swoich smutków, ani niczego- co to, to nie. Po prostu miałem ochotę. Po pewnym czasie skończyłem. Odłożyłem wszystkie rzeczy, ukryłem alkohol i usiadłem na kanapie. Oparłem głowę o oparcie i zamknąłem oczy, próbując zmyć zmęczenie. Przerwało mi jednak delikatne pukanie do drzwi. Otworzyłem i zareagowałem tak jak wcześniej, szybciej jednak się ogarniając i zamykając drzwi. Przeszkodziła mi w tym jednak jego stopa.
- Zgubiłeś czapkę - powiedział tylko, podając mi ową rzecz. Zabierając ją, nasze dłonie się zetknęły.
- Możemy... Możemy porozmawiać? - Spojrzałem na niego.
- Wiem, że wyjechałem nagle, bez ostrzeżenia i zostawiłem cię całkiem samego. Przepraszam. Ale naprawdę chcę porozmawiać. Wyjaśnić ci to - spojrzał w moje oczy z wręcz prośbą. Przełknąłem ślinę, odwracając wzrok. Po namyśle otworzyłem gwałtownie drzwi i wciągnąłem go do środka. Zamknąłem drzwi z trzaskiem i usiadłem tam gdzie wcześniej, tylko że z poduszką na nogach.
- Siadaj i mów - mruknąłem, bacznie go obserwując. Poklepałem miejsce obok, z cichą nadzieję że usiądzie, co także zrobił. Przeszły mnie dreszcze. Chciałem go przytulić (i nie tylko) ale nie wiem jak by zareagował... Otrząsnąłem się z tych myśli.
- Mów, dalej - popędziłem go.
-Więc... - wziął głęboki wdech - Moja mama zachorowała i musiałem do niej pojechać. Nie wiedziałem na jak długo, a potem jeszcze kilka innych spraw się... nałożyło.
- Mogłeś wcześniej powiedzieć że wyjeżdżasz, albo chociaż napisać czy coś - mruknąłem niezadowolony.
- Wiem, że mogłem - powiedział, kładąc rękę na karku i odwracając wzrok. Podniosłem lekko brwi.
- Ale?
- Ukradli mi telefon.
Przez chwilę siedziałem cicho, próbując przyjąć to do wiadomości, ale cóż. Po prostu parsknąłem głośnym śmiechem, starając się uspokoić. Szczerzyłem zęby jak głupi przez dobrą minutę.
- Ojejku, aż się popłakałem - znowu parsknąłem śmiechem. Odkaszlnąłem i spojrzałem na niego. Wydawał się jakby ucieszony, ale zarazem zagubiony. Zacząłem przyglądać się jego twarzy kiedy poczułem że moje oczy robią się wilgotne. Podciągnąłem nosem, próbując się nie rozbeczeć. Wstałem i zrobiłem kilka kroków, nie wiedząc co zrobić. Ukucnąłem i schowałem twarz. Boże, ja tak bardzo tęskniłem za nim, a teraz bałem się że za chwilę zniknie bez słowa, tak jak wcześniej. 
<joł alex przytul tego smutasa>

piątek, 25 maja 2018

Od Alexandra CD Miki'ego

Odwróciłem się i spojrzałem na niego, nieco zdziwiony.
-Miki? - Spytałem, idąc za nim. - Miki, proszę - złapałem go za nadgarstek, zatrzymując w miejscu był cieńszy niż ostatnio. Zaniepokoiło mnie to, tak samo jak jego worki pod oczami i cienie. - Ja... Przepraszam - szepnąłem, patrząc w duże tęczówki.
- Spoko. - odpowiedział i starał się wyrwać, ale ciągle go trzymałem. Po chwili przyciągnąłem do siebie, ściskając mocno. Odetchnąłem drżąco, tuląc do siebie to małe ciałko w za dużych ubraniach. - Schudłeś - zauważyłem cicho, gładząc plecy. - Mieszkasz tam,gdzie zawsze?
- Tak. Nie przychodź... proszę - powiedział tylko. Patrzyłem jak odchodzi szybko, zaciągając kaptur z powrotem na głowę. Patrzyłem za nim z bólem, który sam sobie zafundowałem. Idiota! Wyjechałem bez słowa pożegnania trzy miesiące temu a teraz wracam i co? Liczę, że będzie jak dawniej? Idiota! Nieco nerwowo wbiłem paznokcie w dłoń. Dopiero, gdy odchodziłem, zauważyłem zgubioną czapkę. Wiem, że miałem się nie pokazywać mu... Ale przecież muszę ją oddać. Powoli ruszyłem do gabinetu dyrektorki. Rozmowa trwała prawie godzinę, podczas której wyjaśniłem jej wszystko.
- Pod koniec tygodnia będziesz znał moją decyzję - zapewniła, patrząc za ogromne okno - Póki co idź i odpocznij. Umyj się. Musisz być zmęczony - mówiła, jednak w jej głosie nie brzmiało nic więcej poza obojętnością.
- Dziękuję - szepnąłem, naprawdę wdzięczny kobiecie, chociażby za wysłuchanie. Wyszedłem, zamykając za sobą drzwi, po czym zgodzie z jej radą wróciłem do siebie. Umyłem się i ubrałem w ciepłą bluzę oraz świeże jeansy. Wsunąłem jedynie tramiki na stopy. Trzymając mocno jego czapkę, powoli szedłem ciemnym korytarzem. Szkoła była taka pusta. Przynajmniej część z akademikami. Reszta pewnie jeszcze miała zajęcia. Z ulgą wyszedłem na dwór, oddychając świeżym powietrzem. Jak dobrze być w domu, przemknęło mi przez myśl. Rozglądałem się dookoła, czując wewnętrzną więź z tym miejscem, która dodawała mi nieco otuchy. Stanąłem przed brama, patrząc na ogromny budynek z radością w sercu. Powoli odwróciłem się i ruszyłem przed siebie, w stronę miasteczka, gdzie znajdowały się również mieszkania studentów. Mimo kilku miesięcy nieobecności, nic się nie zmieniło. Do tego pamiętałem drogę. W piekarni kupiłem kilka słodkich bułek i ruszyłem do znajomego budynku. Delikatnie zapukałem do pokoju chłopaka, drapiąc się nerwowo po karku. Gdy otworzył, na jego twarzy odmalowała się najpierw radość, tak jak ostatnio. Serce zabiło mi nieco mocniej, widząc jak na bladej twarzy pojawia się leciutki rumieniec. Ten znikł po chwili, podobnie jak reszta chwilowej fascynacji i nadziei. Jednak zanim ten zamknął mi drzwi przed nosem, wsunąłem stopę między nie a framugę.
- Zgubiłeś czapkę - powiedziałem tylko, podając mu ją. Nasze dłonie przez ułamek sekundy się zetknęły, gdy ją zabierał. - Możemy... Możemy porozmawiać? - Poprosiłem cicho, patrząc na niego. - Wiem, że wyjechałem nagle, bez ostrzeżenia i zostawiłem cię całkiem samego. Przepraszam. Ale naprawdę chcę porozmawiać. Wyjaśnić ci to -spojrzałem w jego oczy z prośbą. 
Miki?

wtorek, 22 maja 2018

Od Mikiego CD Alexandra

Zasłoniłem twarz dłońmi, ziewając szeroko. Spojrzałem na zegarek i jęknąłem głośno, uderzając poduszkę obok kilkakrotnie. Znowu nie mogłem spać, a jak już zasnąłem, to dość szybko się budziłem przez koszmary. Przez to od kilku tygodni chodziłem jak jakiś zombie, z wielkimi, sinymi plamami pod oczami. Na dodatek, brak snu źle wpływa na organizm, a ja przez to straciłem chęci do wszystkiego.
- Jeszcze trochę to wyląduję w szpitalu z przemęczenia - zaśmiałem się gorzko, wstając na równe nogi. Ubrałem się w koszulkę, a na to ogromną bluzę. Do tego dresowe spodnie i czapkę z daszkiem, bo nie chciałem ogarniać włosów. Szurając stopami po panelach podłogi, dotarłem do kuchni. Usiadłem na krześle i podparłem głowę o dłoń. Nie było mnie wczoraj w szkole bo wymiotowałem, a dzisiaj miałem pójść po lekcje.
- Naprawdę mi się nie chce - mruknąłem, spoglądając na godzinę w telefonie. Był wczesny ranek, a miałem być u gościa koło dwunastej. Ziewnąłem i zamrugałem kilkakrotnie, żeby przepędzić zmęczenie. Zrobiłem sobie śniadanie, które ledwo tknąłem, a resztę oddałem Risto który także zdążył się już obudzić. Mruknąłem niezadowolony wstając, żeby po chwili zrobić krótką serię ćwiczeń. Nakarmiłem i dałem wody każdemu zwierzakowi. Zawołałem psa i wyszedłem z nim na spacer. Po chwili się jednak wróciłem i wyszedłem również z kotem. Tak więc, szedłem powoli chodnikiem, dając zwierzątkom trochę wolności, żeby mogły się wszystkim zainteresować. I także dlatego, bo najzwyczajniej w świecie po prostu mi się nie chciało i byłem zbyt zmęczony na normalne tempo. Gdy dotarłem do parku, spuściłem je ze smyczy, a sam usiadłem na ławce, głaszcząc kota który usiadł mi na kolanach. Kotka głośno mruczała, jednocześnie sprawiając że nie zasypiałem, ale byłem śpiący. Po pewnym czasie usłyszałem szczeknięcie tuż obok mojej nogi. Spojrzałem na - jak się okazało - Risto.
- To się zbieramy do domku - szepnąłem, zapinając smycz i tym razem dość szybko wracając, zdając sobie z godziny która była. Zamknąłem mieszkanie i z telefonem w dłoni pobiegłem do akademika. Patrząc pod nogi, żeby przypadkiem nie potknąć się o coś, wpadłem na kogoś. Momentalnie straciłem całą równowagę, a czapka spadła, cicho uderzając o podłogę. Zamknąłem oczy, gotowy na upadek, ale poczułem jak ktoś mnie łapie.
- Przepraszam. Nie chciałem.
Momentalnie zamarłem.
Spojrzałem lekko w górę, nie mogąc uwierzyć własnym uszom, a po chwili oczom. To był Alex. Kąciki moich ust podniosły się do góry, policzki lekko zaczerwieniły się, a oczy zabłyszczały, jakbym miał zaraz się popłakać. Odrzuciłem jednak te wszystkie rzeczy i odsunąłem się od niego.
A na koniec po prostu uciekłem, rzucając ciche "Spoko".
<welp, zgubił czapkę>

wtorek, 27 lutego 2018

Od Mikiego CD Alexandra

- Późno już... Pójdę. Przepraszam - wyszedł szybko, ocierając poliki. Obserwowałem jak wychodzi, będąc w lekkim... Cóż, szoku. I tak przez chwilę, aż do momentu w którym usłyszałem skrzeczenie papugi. Spojrzałem za okno i się przestraszyłem. Mocno padał deszcz i było zimno. Wyszedłem z mieszkania w bluzie, a widząc chłopaka, zacząłem delikatnie go ciągnąć.
- Przeziębisz się - powiedział i uśmiechnął się, tak jakby... smutno. Serce mi się krajało na ten widok.
- Alexander, to ty się przeziębisz - powiedziałem i wykorzystałem swoją siłę i mięśnie, żeby wciągnąć go do środka. Z lekkim trudem, bo był większy, ale udało mi się.
Był przybity. Nie wiedziałem dlaczego, ale na pewno nie przez film.
- Alex - powiedziałem cicho, niepewnie chwytając go za dłonie, które były trochę większe od moich. I w ten krótki moment stały się lodowate. Westchnąłem i przytuliłem go, stojąc na palcach. Niezbyt wiedząc, co mogłem zrobić, gładziłem go po plecach jedną ręką, a drugą włożyłem w jego włosy, gładząc je delikatnie.
- Masz gniazdo na głowie - powiedziałem, śmiejąc się pod nosem. Jego reakcja? Pomacał włosy i poszedł w stronę łazienki (nawet nie wiem, skąd wiedział gdzie jest). Słysząc jak przeklina, zaśmiałem się głośno. W tym samym momencie papuga usiadła mi na ramieniu.
- Kłopoty, kłopoty! - pomachała skrzydłami. Pokręciłem głową, idąc do Alexa. Obserwowałem jak ogląda z lekkim strachem swoje włosy, co jeszcze bardziej mnie rozbawiało. W pewnym momencie miałem wrażenie że spojrzał na mnie (albo raczej na Viivi) wściekły.
- Jak zostaniesz, to może ci ogarnę... to gniazdo - uśmiechnąłem się, zerkając na wszystkie przedmioty w łazience - na umywalce, szafce i krawędzi wanny. Dużo rzeczy, odpowiedzialnych za pielęgnację, dzięki którym byłem śliczniutki.
- I tak nie masz wyboru, sam sobie nie dasz rady - westchnąłem, po chwili jednak znowu parskając na widok grymasu na jego twarzy. Przewrócił oczami, a ja podszedłem do niego, klepiąc dzieło kakadu. Podleciał i szarpnął swoimi niebieskimi nogami jego włosy.
- Sio Viivi, dość już. Wracaj do klatki - odgoniłem ptaka, który odleciał. Spojrzałem na odbicie Alexa w lustrze, który mi się przyglądał. Uśmiechnąłem się, zarumieniłem lekko i nagle zdałem sobie z czegoś sprawę.
- Viivi nie byłby widoczny w twoich włosach - zaśmiałem się głośno. Białe pióra w białych włosach. Spryciarz.
<twoja kolej>

środa, 7 lutego 2018

Od Alexandra CD Miki

Patrzyłem na niego w lekkim szoku. On? Popychadłem? Co? W tym momencie naprawdę zapragnąłem umieć okazywać uczucia. Po chwili zauważyłem, jak łzy spływają mu po twarzy. Wstałem i nieco niezdarnie przytuliłem go do siebie. Wtulił się mocno jak dziecko i przez chwilę łkał w moje ramię. Ścisnąłem go nieco mocniej, gładząc powoli po plecach.
- Już dobrze - szepnąłem. Lekko ująłem jego podbródek i kciukiem otarłem jego policzki. - Nie płacz. Nie jesteś słaby. Jesteś bardzo silny, bo sam przestałeś. I dałeś sobie radę. A teraz już nie będziesz musiał - zauważyłem i lekko się uśmiechnąłem, patrząc w jego mokre oczy. - No już - ścisnąłem ramiona chłopka. - Nie płacz, proszę. Jesteś silny, wesoły i radosny. I pieczesz zajebiste babki - puściłem mu oczko. Naprawdę zrobiło mi się go żal. Po chwili potaknął lekko, ocierając poliki.
- Prze...
- Nie przepraszaj - poprosiłem i chwyciłem kartkę, po czym zapisałem na niej mój numer. - W razie czego po prostu zadzwoń - poprosiłem. Wziąłem jego bluzę i naciągnąłem na niego. Wyglądał jak kupka nieszczęścia. Westchnąłem, zrezygnowany. - Ten hiszpański ssie. Idę wyciągnąć te twoje babeczki a ty przygotuj film - poprosiłem, przytuliłem go lekko znowu i ruszyłem do kuchni. Minutnik zadzwonił idealnie w momencie, gdy otwierałem drzwi. Wyciągnąłem jagodowe babeczki, aż mi całe okulary zaparowałem. Zdjąłem je z siebie i przetarłem dwoma ruchami. Po chwili zauważyłem,że Miki mnie obserwuje. - Tak? - uniosłem jedną brew. - Wybrałeś film? W takim stanie nie możesz pracować - znowu się do niego uśmiechnąłem. Potaknął jedynie i wrócił na sofę, dalej lekko przybity. Popatrzyłem za nim z troską. Przygotowałem cały talerz ciastek, babeczek oraz dwie butelki picia. Zaniosłem wszystko przed telewizor, po czym usiadłem obok Miki i owinąłem go w kocyk niczym małe burrito. Otarłem znowu jego poliki.
- Co wybrałeś? - spytałem.
- Filadelfię... - odpowiedział powoli. Spiąłem się jedynie, chociaż we wnętrzu jęknąłem głośno. Zawsze na tym płaczę. Zawsze.
- Eeee... Ok. Puszczaj - rzuciłem i zacząłem jeść ciastka. Po godzinie poczułem jak moje oczy zrobiły się mokre.
- Ty... Czy ty płaczesz? - Miki spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
- Nieprawda! - zawołałem, tuląc do siebie poduszkę. - Mam alergię - burknąłem niczym urażony pięciolatek i wtuliłem twarz w mięciutki materiał. Po chwili podciągnąłem mocno nosem. - Może troszeczkę... To jest wzruszające - zauważyłem, zatrzymując film. Ogarnij się Alex. "Prawdziwi mężczyźni nie płaczą". Słowa ojcem odbiły mi się w głowie echem, niemal tak, jak jego siarczysty policzek. Wstałem gwałtownie, odkładając poduszkę. Mika zastygł w nagłym geście. Chciał dotknąć mojego ramienia, ale się zerwałem. - Przepraszam... Nie chciałem - lekko ścisnąłem jego dłoń. - Późno już... Pójdę. Przepraszam - gadałem bez sensu. wyszedłem szybko, ocierając poliki. Wpadłem w lekką panikę na myśl o siostrze. Jej pogrzebie. Mimo pięknego poranka, pod wieczór zaczął padać deszcz. Było zbyt ciepło na śnieg. Gdy spadł na mnie zimny deszcz, przyjąłem go z ulgą. Stałem tak przez kilka minut, nie czując nic. Dopiero po chwili zorientowałem się, że ktoś mnie ciągnie. Otworzyłem powoli oczy, by zobaczyć Mikiego, który lekko ciągnął mnie w stronę mieszkania.
- Przeziębisz się - powiedziałem tylko. Nie zabrałem dłoni z jego uścisku. Nie miałem już siły. Uśmiechnąłem się jedynie smutno.
Miki?

sobota, 3 lutego 2018

Od Miki'ego CD Alexandra

Odkąd Alex wyszedł, siedziałem czerwony, niczym jakiś burak. Tak totalnie. Miałem wrażenie, że serce mi zaraz wyskoczy z piersi, a ja zacznę skakać i turlać się bez niego. Zaśmiałem się na tą myśl i położyłem się, przytulając poduszkę najmocniej, jak mogłem.
Zachowuję się jak zakochana nastolatka... A w sumie, ja jestem taką nastolatką. Poturlałem się przez chwilę, dając upust moim emocjom, całkowicie zapominając o wcześniejszym stresie spowodowanym moją "przemową". W momencie w którym spadłem z kanapy, syknąłem cicho z bólu i wstałem, lekko kuśtykając idąc w stronę sypialni. Przebrałem się, uważając na kostkę i przez chwilę leżałem na wielkim łóżku, całkowicie nic nie robiąc. Przymknąłem oczy i głęboko westchnąłem, ale szybko wstałem. Nie mogłem siedzieć bezczynnie. Wziąłem laptopa i znowu - jak jakaś kaleka - doszedłem do kuchni. Położyłem laptopa na blacie i usiadłem na taborecie. Włączyłem serwis szkolny tak w razie w (nawet nie wiem po co...) i YouTube. Po chwili oglądałem różne wypieki, desery, słodkości, poradniki i inne tego typu rzeczy. Ledwo zauważyłem, że ktoś do mnie napisał. Szybko wszedłem na stronę, a widząc, że to Alexander, wstrzymałem oddech. Widząc, że potrzebuje pomocy z hiszpańskim, zaśmiałem się cicho. Ogarniałem w sumie tylko podstawy, które jednak ochraniały mnie przed ocenami negatywnymi. Odpisałem mu i wpadłem na pomysł. Może upiekę babeczki? Klasnąłem w dłonie i wyjąłem wszystkie potrzebne mi produkty, dopiero po pewnym czasie przypominając o Alexie. Odpisałem mu i zamknąłem urządzenie, odkładając je gdzieś na stolik w salonie. I zacząłem wszystko szykować, ze szczerze szerokim uśmiechem na ustach. Mąka oczywiście musiała być wszędzie, tak więc gdy już wszystko zrobiłem i wsadziłem formę do piekarnika, zająłem się za sprzątanie. Zapominając oczywiście posprzątać samego siebie, heh. Nagle usłyszałem skrzeczenie papugi, co mnie nie zdziwiło. Powinna trochę polatać. Podszedłem do niej i ją wypuściłem, chwilę potem słysząc pukanie do drzwi. Otworzyłem je z delikatnym uśmiechem.
- No hej. Naprawdę nic nie umiem – westchnął, a po chwili zgarnął mąkę z mojego policzka. Czułem jak serce mi przyśpieszyło.
- Pieczesz coś? - Spytał, wchodząc do środka. Zamknąłem za nim drzwi.
- Tylko babeczki – odpowiedziałem, otrzepując mąkę z włosów. Jak zawsze, twarz i włosy w mące. Nagle usłyszałem trzepot skrzydeł, a kakadu usiadła na ramieniu chłopaka.
- Mikiii – zacząłem. - Twoja papuga na mnie dziwnie patrzy. Ma śmieszne oczy – pomiział jej łepek. Uroczo przymknęła powieki. Aww, to takie rozczulające.
- To Viivi – uśmiechnąłem się nieco, po czym usiadłem przy stole - Też nie jestem orłem, ale coś tam umiem – zapewniłem. Chłopak odsunął krzesło i dosiadł się, a papużka grzebała mu we włosach. Żeby potem się nie zdziwił jak zobaczy gniazdo - parsknąłem w myślach. Próbowałem nauczyć go podstaw, mówiąc głośno i wyraźnie, ale nie przynudzająco. W pewnym momencie, gdy na niego spojrzałem, zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak. Mówiłem coraz ciszej i wolniej. Widziałem jak powoli sięga do mojego nadgarstka, a ja poczułem jak serce przyśpiesza swoją pracę. Tym razem było to spowodowane czymś innym. Podsunął rękawy do góry, a ja zamknąłem oczy. Byłem przyzwyczajony do moich kilku blizn tak bardzo, że przestałem na nie zwracać większą uwagę. Chyba, że szedłem na trening pływacki - zawsze je czymś zasłaniałem. Wstydziłem się ich. Patrzyłem na niego, lekko przestraszony, kiedy on spojrzał się na mnie z... troską.
-Chcesz porozmawiać? - Spytał cicho, a ja poczułem napływające łzy do oczu. - Nie jestem dobrym mówca, ale naprawdę wysłucham, jeśli masz problem – dodał, gładząc kciukiem moje rany. Spuściłem wzrok, czując jak napływają mi łzy do oczu. Z nikim nie rozmawiałem na temat moich problemów, które mnie totalnie zmieniły... Nie miałem takiej osoby. Wszyscy "przyjaciele" odwrócili się, gdy zacząłem być popychadłem. Nie chcieli być przyjacielem popychadła, pedała, świni. Przymknąłem powieki, próbując unormować mój oddech. Miki, nic się nie dzieje, to wszystko się skończyło... Przecież przestałeś się okaleczać...
Przestałem, ale niedawno.
- Po prostu byłem popychadłem i nie miałem nikogo, kto by mnie wsparł - szepnąłem. Mówienie przychodziło mi z trudem, przez tą gulę w gardle. Czułem jak się trząsłem.
- Nie dość, że nauka i rodzina, to jeszcze rówieśnicy... Byłem słaby... - mówiłem drżącym głosem. - Ja jestem słaby - dodałem ciszej, czując spływające łzy, patrząc na te blizny i na dłoń chłopaka.
W tym momencie miałem wielką ochotę się przytulić i wypłakać, ale wiedziałem że to jest pewnie niemożliwe

Alex?

piątek, 2 lutego 2018

Od Alexandra CD Miki

Popatrzyłem na niego, nieco zdziwiony tym wyznaniem.
- Oo.. - W pierwszym momencie tylko tyle miałem w głowie. Patrzyłem na niego przez chwilę i westchnąłem. - No już... Nie płacz. Idź usiąść, bo bardziej ci noga napuchnie – zacząłem delikatnie, odkładając łyżwy. Pomogłem mu dokuśtykać do sofy, po czym znowu ułożyłem jego nogę na stołku. - Tak jest lepiej – zapewniłem cicho, po czym popatrzyłem na Miki. Cały drżał ze stresu, związanego z rozmową. Kilka zdań i tak reaguje... Oh boy. Wstałem i przytuliłem go lekko do piersi. - No już. Nie jestem zły – zapewniłem cicho, po czym go puściłem, bo przecież tulenie jest niemęskie. Chrząknąłem, drapiąc się po karku. - Pójdę powoli. Mam jeszcze naukę i tak dalej – mój głos stawał się coraz bardziej niewyraźny, po czym ziewnąłem szeroko. - Też wypocznij – tym razem nie zapomniałem zabrać łyżw ze sobą. Idąc przed miasto, myślałem nad słowami chłopaka. Był aż tak nieśmiały..? Zamyślony dotarłem do pokoju, gdzie z ulgą padłem na materac. Sięgnąłem po podręczniki do hiszpańskiego i powoli zacząłem się uczyć, ponieważ języki nie były moją dobrą stroną. Zrezygnowany, po godzinie, włączyłem komputer. Na serwisie szkolnym udało mi się znaleźć Miki. Akurat był aktywny.
- „Hej” - Zacząłem i czekałem na jego odpowiedź, która jednak nie nadeszła. Zagryzłem lekko wargi i po chwili znowu napisałem. - „Ogarniasz hiszpański i mógłbyś mi pomóc?” - poprosiłem. - „Jestem tak zdesperowany, że mogę nawet przyjść teraz. Obojętne mi to” - zapewniłem, nieco zdesperowany. Gdy dalej nie odpisywał, opadłem na poduszki i przymknąłem oczy. Myślami cofnąłem się do tej lekko dziwacznej rozmowy. Uśmiechnąłem się na wspomnienie drżącego głosu i uroczych rumieńców. To jest zakłopotanie było na swój sposób urocze. Uniosłem głowę, słysząc dźwięk komunikatora.
- „Bywało gorzej. Coś tam umiem. A co?”
- „Nie umiem nic. Mogę przyjść znowu?” - Spytałem, lekko bawiąc się skrawkiem koszulki. Odpowiedź uzyskałem dopiero po dłuższym czasie
-”Jasne.” - napisał, po czym zniknął z czatu. Uniosłem brwi, lekko zdziwiony. Ubrałem bluzę oraz duża kurtkę. Tym razem się pomalowałem, nie pomijając tez paznokci. Dmuchałem na nie całą drogę, by szybciej wyschły. Delikatnie zapukałem do drzwi chłopaka i uśmiechnąłem się, ściskając podręcznik.
- No hej. Naprawdę nic nie umiem – westchnąłem i zgarnąłem mąkę z jego policzka. Pieczesz coś? - Spytałem, wchodząc do środka.
- Tylko babeczki – odpowiedział, po czym otrzepał włosy z mąki. Podskoczyłem, gdy na moim ramieniu usiadł ptak.
- Mikiii – zacząłem. - Twoja papuga na mnie dziwnie patrzy. - Zauważyłem, przełykając ślinę – Ma śmieszne oczy – zauważyłem, po czym pomiziałem jej łepek. Uroczo przymknęła powieki.
- To Viivi – Miko uśmiechnął się nieco, po czym usiadł przy stole. - Też nie jestem orłem, ale coś tam umiem – zapewnił. Odsunąłem krzesło, dalej mając papugę na ramieniu. Ptak zaczął grzebać mi dziobem we włosach. Ignorowałem ja, po czym zacząłem słuchać jak chłopak wyjaśnia im najważniejsze podstawy. Nagle zauważyłem coś, co bardzo mnie zaniepokoiło. Zmarszczyłem brwi, co chłopak musiał zauważyć, bo mówił coraz wolniej i ciszej. Powoli sięgnąłem do jego nadgarstka i przyciągnąłem do siebie. Podsunąłem rękaw. Serce zabiło mi mocniej, gdy zauważyłem aksamitną skórę przecięta bliznami. Westchnąłem, wypuszczając drżący oddech i popatrzyłem na Mikiego z troską.
-Chcesz porozmawiać? - Spytałem cicho. - Nie jestem dobrym mówca, ale naprawdę wysłucham, jeśli masz problem – zapewniłem, gładząc kciukiem blizny.

Miki?

czwartek, 1 lutego 2018

Od Mikiego CD Aleksandra

- Jest tylko lekko napuchnięte. Musiałeś źle stanąć jak biegałeś – powiedział, patrząc mi w oczy. - Na pewno nie masz gorączki...? - głupie rumieńce, przekleństwo mojego życia.
- Nie mam. I naprawdę nie musisz...
- Muszę – uśmiechnął się i wstał, idąc zapewne w stronę kuchni. Westchnąłem cicho.
- Gdzie kupiłeś te babeczki? - Spytał, kładąc mrożonkę na mojej kostce. Drgnąłem, przez nagłe zimno. - Wyglądają bosko. - Wymamrotałem coś pod nosem, w duchu jednak ciesząc się, że mu się podobają.
- Co tam mamroczesz?
- Sam upiekłem – powiedziałem nieco głośniej, odwracając wzrok. Co z moim postanowieniem, że będę z nim normalnie rozmawiać? I tak pewnie nie mam szans...
- Wyglądają ślicznie – Zapewnił, lekko ściskając dłonie w pieści. - Jeśli nie chcesz, bym tu był, to powiedz.
- O co ci chodzi? - Spytałem cicho, patrząc na niego nieco wystraszony. Chodzi o..,
- Nigdy na mnie nie patrzysz – czułem, jak moje oczy się powiększają. Źle. - Unikasz mojego spojrzenia. Wiem, że jestem dziwny, więc jeśli nie chcesz mnie widzieć, to po prostu to powiedz – dokończył, mówiąc coraz ciszej. Byłem w szoku. Serio tak myślał? Widziałem jak zaciska wargi, a potem wstaje i wychodzi. Wołałem za nim, ale mnie zignorował.
Zrobiło mi się przykro i czułem się tak, jakbym miał się zaraz rozpłakać. Wiedziałem że coś się stanie. To znowu moja wina.
- Jestem głupi czy głupi? - szepnąłem, wtulając twarz w wcześniej zabraną z siedzenia obok poduszkę.
Naprawdę uważał się za dziwnego? Dlaczego? Przecież jest przystojny, a to, że jest trochę bardziej cichy i to, że wygląda tak jak wygląda, sprawiało, że był... No, lepszy, w swoim sensie... Zganiłem się w myślach. Nie myśl za dużo, bo znowu przesadzisz, Mika. Po pewnym czasie spróbowałem wstać, a gdy to zrobiłem, ujrzałem na podłodze łyżwy, oparte o kanapę. Podniosłem brew.
- Alexandra? - szepnąłem cicho. Czyli za chwilę wróci. Po łyżwy, ale wróci.
Ponownie usiadłem, próbując obmyślić plan, jak mu wyjaśnić, dlaczego na niego nie patrzę.
Nie powiem mu, że się wstydzę, że mnie onieśmiela, bo się wyda i mnie wyśmieje... A może powiedzieć mu po prostu, że nie jest dziwny? Nie, to za mało. Ugryzłem się lekko w rękę, próbując coś wymyślić, ale musiałem przerwać moje myślenie, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko wstałem i wziąłem łyżwy w ręce, lekko kuśtykając docierając do drzwi. Otworzyłem je i poczułem lekki ból w klatce piersiowej, widząc jego wyraz twarzy. Zagryzłem dolną wargę.
- Zapomniałem łyżew - powiedział tylko. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy.
- Może... Możemy porozmawiać? W sumie... Nawet nie chcę słyszeć odmowy bo... - poczułem gulę w gardle - bo ja chciałbym ci coś wyjaśnić... - zerknąłem na niego, a widząc podniesioną brew, przestraszyłem się. To nie tak że się go bałem; bałem się, że schrzaniłem nową znajomość...
- A-alexander - czułem, jak głos mi drży - ja na ciebie nie patrzę, bo po prostu... mam taki charakter i... Nie wiem, dlaczego uważasz się za dziwnego, skoro taki nie jesteś... - nerwowo zerkałem na prawo i lewo, aż w końcu z mocno bijącym sercem spojrzałem w jego oczy, rumieniąc się.
- Mówię prawdę - dokończyłem, zagryzając ponownie wargę, czując jak drży.
Alex?

Os Alexandra CD Miki

Powstrzymałem go, ponieważ zapewne chciał podziękować i zamknąć mi drzwi przed nosem.
- Czekaj. Pomogę ci – powiedziałem, otwierając jego mieszkanie. Było ładne i przytulne, aczkolwiek trochę małe. W środku panował delikatny chaos i wszędzie była psia ślina. - Fajny kociak – mruknąłem z uśmiechem, zauważając futrzaka. Usadziłem Mikę na sofie, po czym uniosłem lekko stopę na stołek, który przysunąłem nogą. -Pokaż mi to... - Mruknąłem i poprawiłem okulary, kucając obok. Delikatnie podsunąłem nogawkę i skrzywiłem się. - Jest tylko lekko napuchnięte. Musiałeś źle stanąć jak biegałeś – powiedziałem, patrząc mu w oczy. - Na pewno nie masz gorączki...?
- Nie mam. I naprawdę nie musisz...
- Muszę – zapewniłem go i uśmiechnąłem się nieco, ale za to prawdziwie. Wstałem, po czym poszedłem do kuchni. Z zamrażarki wyciągnąłem paczkę mrożonego groszku. Wychodząc, odprowadziłem tęsknym wzrokiem słodkie wypieki. - Gdzie kupiłeś te babeczki? - Spytałem, kładąc mrożonkę na kostce chłopaka. - Wyglądają bosko. - Wymamrotał coś pod nosem. Unosiłem brew, siadając obok niego. - Co tam mamroczesz?
- Sam upiekłem – mówi nieco głośniej, odwracając wzrok. Zacisnąłem wargi, patrząc przed siebie.
- Wyglądają ślicznie – Zapewniłem, lekko ściskając dłonie w pięści. - Jesli nie chcesz, bym tu był, to powiedz.
- O co ci chodzi? - Spytał cicho, patrząc na mnie nieco wystraszony. Westchnąłem i potarłem twarz. Dzisiaj darowałem sobie jakiekolwiek cienie przez trening.
- Nigdy na mnie nie patrzysz – czułem jak trochę mnie nosi, co normalnie się nie dzieje. - Unikasz mojego spojrzenia. Wiem, że jestem dziwny, więc jeśli nie chcesz mnie widzieć, to po prostu to powiedz – dokończyłem, mówiąc coraz ciszej. Zacisnąłem nieco wargi, gdy ten nic nie odpowiedział, pewnie będąc w lekkim szoku. Spoważniałem, chociaż w środku coś mnie zabolało. Wstałem i wyszedłem bez słowa, nie zwracając uwagi na jego wołania. Szedłem szybko, pamiętając drogę do akademika. Po drodze udało mi się zahaczyć o księgarnię. Potrzebowałem nowych zeszytów. Wybrałem pierwsze lepsze, po czym zapłaciłem, wydrapując ostatnie drobne z portfela. Wyszedłem, dalej przygnębiony, nie do końca wiedząc, co czuję. Gdy byłem już prawie przy akademii, warknąłem, zły na samego siebie.
- Kurw.. - syknąłem. Zapomniałem łyżew. Jasna choIera.. YGH. Zawróciłem gwałtownie, po czym zacząłem iść w stronę Tombstown. Zapukałem do jego drzwi, przyjmując najbardziej obojętny wyraz twarzy, na jaki mnie stać. Gdy Miki otworzył, nawet nie zwróciłem na niego uwagi. - Zapomniałem łyżew – powiedziałem tyko.
Mika? :O

Od Mikiego CD Alexandra

Więc tak. Byłem super szczęśliwy, aż do momentu w którym wróciłem do domu. Ledwo otworzyłem drzwi, a już mi humor opadł z hukiem.
Kot otworzył klatkę ptaku, ptak zaczął latać, kot zaczął gonić, pies szczekał i powywracał parę rzeczy. Jęknąłem, wchodząc do mieszkania i siadając ze zrezygnowaniem na kanapie. Tak długo nic takiego się nie działo... Przetarłem twarz dłońmi i szybko się przebrałem, jeszcze szybciej łapiąc zwierzaki i zamykając je - kakadu w klatce, kota w transporterze, a psa w małym pokoju, gdzie kazałem mu czekać. Zakasałem rękawy i rozpocząłem wielkie sprzątanie, a gdy je skończyłem, Kari i Risto uwolniłem. Zbyt zmęczony żeby je nakarmić lub się umyć, padłem na kanapę i po prostu na niej zasnąłem.
A następnego ranka obudziłem się mokry na twarzy, bo głodny samoyed zawsze mnie lizał. Niezbyt to lubiłem, więc wstałem, jęcząc z niezadowolenia. A gdy się wyprostowałem i skierowałem się do kuchni, syknąłem z bólu pleców i kostki(chociaż nie wiedziałem czemu bolała).
- Kanapa robi swoje - chlipnąłem, przypominając sobie, że dzisiaj jest sobota, a w sobotę biegam z psem najdłużej jak mogę. Jak na skazanie nakarmiłem małe szatany i poszedłem się odświeżyć. Ubrałem jakieś sportowe ubrania i rozciągnąłem się w miarę możliwości. Przywołałem psa i wyszedłem z domu, modląc się żeby znowu nie było tutaj burdelu (to było jedyne poprawne określenie na to, co się wczoraj stało).
Zaczęło się niewinnie, zwykły spacerek. Potem truchcik, a następnie bieg.
Słońce fajnie świeciło, więc nie wziąłem kurtki. Tak, biegałem w samej koszulce, bluzie i dresach w zimie. Cieplutko, prawda?
Nagle jednak zauważyłem że Risto wbiegł wprost na kogoś, a przynajmniej tak mi się wydawało...
- UWAGA! - krzyknąłem, gdy zdałem sobie sprawę, że to ja wpadnę na - o matko... Alexandra. Czerwony z wysiłku jak i zawstydzenia (no bo to w końcu Alex jest osobą na którą poleciałem) czułem jak mnie kostka boli.
- Co do chu... - widziałem że się na mnie spojrzał. - Jesteś cały?
- Co? Ja? - spytałem się zdezorientowany.
- Tak. Jest okej. Przepraszam. - Zacząłem wstawać i syknąłem, kiedy stojąc na tej nieszczęsnej kostce poczułem silny ból. Prawie znowu upadłem. Chłopak też wstał.
- To tylko kostka... Boli - zagryzłem wargi i unikałem spojrzenia białowłosego. Gdy poczułem jak zarzuca moją rękę na jego ramię i chwyta mnie w pasie, znowu zacząłem płonąć rumieńcem. Głupie, głupie, głupie...
- Może zwichnąłeś czy coś? Lepiej cię odprowadzę... Bo jeszcze bardziej to sobie nadwyrężysz – Zanim zdążyłem coś powiedzieć, dodał - To twój pies?
- R-Risto? A, tak, mój - wymamrotałem, w duszy cicho dziękując i klnąc na niego. I tak cię kocham piesku...
- W którą stronę? - zapytał, a ja przez chwilę się zastanawiałem, o co mu chodzi.
- Osiedle Tombstown - powiedziałem, ale szybko dodałem - W tą stronę - przypominając sobie, że dopiero co przyjechał.
Tak więc szliśmy w ciszy do mojego mieszkania, z białym futrzakiem obok. Co jakiś czas cmokałem, gdy zauważałem że interesował się czymś, czym nie powinien. Słysząc to, całą uwagę skupiał na mnie, oczekując na pojedynczy rozkaz - Do nogi. Mówiłem to pewnie i stanowczo, ale tym razem głos mi lekko drżał przez to, że KTOŚ był obok. Gdy spytał się ponownie w którą stronę, cicho mu odpowiedziałem, pokazując odpowiednie mieszkanie. Znajdując się przy nim chciałem mu podziękować i po prostu wejść do środka, ale mnie powstrzymał.
Alex

środa, 31 stycznia 2018

Od Alexadra CD Miki

Uniosłem nieco brwi, zaskoczony bezpośrednim pytaniem.
- Tak. Tylko goni mnie termin – odpowiedziałem, mierząc go powolnym wzrokiem. Spojrzałem na urocze, aczkolwiek nieco niepokojące rumieńce. Lekko dotknąłem dłonią jego czoła. - A u ciebie? Może masz gorączkę? - Spytałem. - Jesteś ciągle czerwony. Zostań jutro w domu – zaproponowałem.
- Jest okej – pokręcił głową, a rumieniec na jego twarzy się powiększył. No proszę... Zaśmiałem się cicho w duchu. - Tylko jestem. Eeee.... yyyy.... Zmęczony. Tak tak – potaknął kilka razy. Przez chwilę na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- W takim razie też idź się prześpij – zaproponowałem. Poprawiłem torbę na ramieniu, po czym go minąłem, wracając do zwyczajnej obojętności. Nagle zapaliła mi się lampka w głowie i szybko się odwróciłem. - Czekaj! - Zawołałem, goniąc go. Lekko złapałem go za ramiona, odwracając w swoją stronę. Ściskał nerwowo telefon, patrząc na mnie niby wystraszona myszka. Nawet tak śmiesznie ruszał nosem. - Jest tutaj jakieś lodowisko? - Miki zamyślił się i powoli potaknął, szybko chowając telefon.
- Niedaleko centrum miasta. Na pewno trafisz – zapewnił mnie, a jego policzki przybrały różowy kolor. Urocze. Potaknąłem, po czym zamyśliłem się.
- Pewnie trafię. Dzięki – rzuciłem, puszczając go. Szybkim krokiem ruszyłem przed siebie, podekscytowany następnym porankiem. Już od rana wykupiłem trzy godziny jazdy na miejscowym lodowisku. Na moje szczęście nikt nie był na tyle szalony, aby przyjść tam od 7 rano. Z ulgą wszedłem na lodowisko, odpychając się ze spokojem od gładkiej, chłodnej tafli lodu. Przez okna wpadały pierwsze promienie słońca. Wykonywałem wszystko według ustalonego układu sprzed kilku tygodni, podczas ostatniego treningu. W głowie niemal słyszałem surowy głos trenera, gdy krzywo wylądowałem lub zawahałem się przy skoku. Sam siebie karciłem, wyłapując większość błędów. Po przejechaniu wszystkiego, wyskoczeniu wszystkich możliwych skoków, wykręceniu piruetów oraz spokojnej jeździe tyłem dyszałem cicho, siadając na ławce. Po kolejnym sygnale weszła jakaś rodzina uroczych rudzielców. Dziewczynka kiepsko radziła sobie na lodzie. Jej długie, chude nogi trzęsły się przy każdym ruchu, podczas gdy reszta członków jeździła bez problemu. Po chwili do niej podjechałem, uśmiechając się lekko.
- Pomogę ci – Zaproponowałem, po czym lekko ująłem jej dłonie. Jechałem tyłem, patrząc cały czas na jej wystraszoną twarzyczkę. Mówiłem do niej spokojnie, powoli przyśpieszając. Po kilkunastu minutach śmigała obok rodziców, goniąc się z bratem. Obserwowałem to z lekkim uśmiechem i dalej trenowałem jednak tak, by nikomu nie przeszkadzać. Po układzie nagrodzono mnie oklaskami. Skłoniłem się lekko i podjechałem do barierek. Przebrałem się w szatni a uśmiech sam wszedł na moją twarz. Szedłem tak przez słoneczne, spokojne miasteczko. Odetchnąłem głęboko, po czym przymknąłem powieki.
- UWAGA! - Usłyszałem znajomy głos a po chwili zostałem zwalony z nóg. Upadłem z cichym stęknięciem na twardy chodnik.
- Co do chu... - zacząłem, po czym otworzyłem oczy. Leżał na mnie Mika z grymasem bólu na twarzy. Znowu był cały czerwony. To chyba jakaś choroba... Popatrzyłem na puchata kuleczkę, siedzącą tuz koło mojej głowy, z wywalonym jęzorem. - Jesteś cały? - Spytałem.
- Co? Ja? - Spytał chłopak, zdezorientowany. Dalej na mnie leżał. - Tak. Jest okej. Przepraszam – zaczął wstawać, gdy wydał z siebie syk i prawie znowu upadł. Wstałem, marszcząc brwi. - To tylko kostka... Boli – Zagryzł wargi, unikając mojego spojrzenia. Poprawiłem okulary, po czym zarzuciłem jego rękę na swoje ramię i objąłem w pasie.
- Może zwichnąłeś czy coś? Lepiej cię odprowadzę... Bo jeszcze bardziej to sobie nadwyrężysz – Zauważyłem. - To twój pies?

Miki? XD

niedziela, 14 stycznia 2018

Od Miki CD Alexandra

Szliśmy w ciszy, a ja chamsko się w niego gapiłem. Wręcz pożerałem go wzrokiem, niezwykle ciekawy jego wyglądu. Oczywiście musiał to zauważyć, bo wydawał się... No, nie wiem jak to powiedzieć, ale chyba wiadomo o co chodzi!
- Jesteśmy - stanąłem przed drzwiami dyrektorki.
- Oo - podrapał się po karku - Dzięki. Teraz już raczej dam sobie radę - minął mnie i zapukał do drzwi, po chwili wchodząc do pokoju. Westchnąłem, kiedy zostałem sam i skierowałem się w drogę powrotną do domu, przypominając sobie, że jednak mam obowiązek wyprowadzić psa na spacer.
Tak więc przez następne kilka dni, nic ciekawego się nie działo (może oprócz tego, że we wtorek kot mi się zrzygał gdy zjadł jeden z moich wypieków, które zostawiłem na stole, kiedy zadzwonił telefon od rodziców).
Po ostatniej lekcji na ten tydzień, zamiast tak jak wszyscy uciec jak najszybciej od sal lekcyjnych, ja siedziałem w niej trochę dłużej niż powinienem, obserwując widok zza okna. Ostatnio uwielbiałem tak się przyglądać, rozglądać... Jakbym szukał inspiracji do czegoś. Kilka razy nawet odleciałem na lekcji, przez co zostałem ochrzaniony... Ta, ten śmiech klasy, ale warto było, żeby popatrzeć.
Moje podziwianie widoków przerwałem nagłym zerwaniem się z krzesła, kiedy dostałem powiadomienie, że moja ulubiona cukierniczka wstawiła nowy filmik na YouTube. Od razu zapragnąłem spróbować tego przepisu, zwłaszcza, że wściekle różowy tort ozdobiony licznymi czerwonymi i perłowymi różami był przepiękny. Szedłem więc po korytarzu, zapatrzony w filmik, aż na kogoś wpadłem. A gdy usłyszałem głos tej osoby, momentalnie spłonąłem rumieńcem.
- Sory - przez moment stałem wręcz oszołomiony tym nagłym niespodziewanym spotkaniem (a raczej wpadnięciem). I te głupie policzki, które nawet przez najmniejszą rzecz stają się różowe lub czerwone (niekiedy nawet uszy i szyja się takie stawały). Chciałem już się odwrócić i uciec.
- Przepraszam - szepnął, a ja podniosłem głowę, przez co przez chwilę nasz wzrok się skrzyżował. Szybko odwróciłem głowę i odsunąłem się na bezpieczną odległość, wsadzając telefon do kieszeni spodni.
- To ja przepraszam... Wgapiłem się w telefon i w ogóle - wymamrotałem. Jezu, zachowuję się jak jakaś zakochana dziewoja. "Co ze mnie za mężczyzna" - skarciłem się w duchu. Spojrzałem ponownie na jego twarz, trwając w postanowieniu, że zacznę z nim normalnie rozmawiać. Tak, to świetny pomysł! Widząc jednak jego, hm, zmęczoną twarz, lekko się zmartwiłem.
- Sypiasz dobrze? - palnąłem, po chwili PŁONĄC rumieńcem i przybijając sobie mentalną piątkę z czołem krzesłem. To zabrzmiało tak źle!

(Alex?

Od Alexandra CD Miki

Popatrzyłem na niego z lekkim uśmiechem. Wyciągnąłem rękę w jego stronę.
-Alexander Morozov. Można powiedzieć, że jesteśmy sąsiadami - zażartowałem. Chyba nie zrozumiał, bo patrzył na mnie dziwnie. Dopiero po chwili zauważyłem rumieńce na jego policzkach. Chyba zmarzł. W końcu miał na sobie tylko bluzę. - Jestem z Rosji-wyjaśniłem. - Mamy blisko... W sensie kraje -tłumaczyłem. Mika w tym czasie ścisnął moją dłoń. Mocno i pewnie. Musiał coś trenować, patrząc na jego ciałko.
- Wiem. Teraz zrozumiałem - powiedział nieco nieśmiało. Po chwili zaczął mnie prowadzić w stronę budynku.
- Co czytasz? - zagadałem po chwili dłuższej ciszy.
- Ptaki ciernistych krzewów - odpowiedział, patrząc na okładkę.
- Widziałem tylko serial - mruknąłem, patrząc przed siebie. - Nawet nie wiedziałem, że jest książka - dodałem po chwili.
- No widzisz - wymamrotał. Patrzyłem przed siebie, ale czułem na sobie jego spojrzenie. Super... Jeśli zacznie wyzywać mnie od pedałów, to nie wytrzymam.
- Jesteśmy -stanęliśmy przed drzwiami, które prawdopodobnie były drzwiami od pokoju dyrektorki.
- Oo -powiedziałem, nieco zdziwiony i podrapałem się po karku. - Dzięki - rzuciłem obojętnie. - Teraz już raczej dam sobie radę - minąłem go, po czym zapukałem do drzwi. Rozmowa była bardzo miła i zwięzła. Dostałem plan oraz klucze do pokoju. Kobieta zapewniła mnie też, że stypendium będzie regularnie wpłacane na konto, o ile utrzymam średnią oraz dostanę się do dalszego etapu w olimpiadzie chemicznej.
Kilka następnych dni były jak maraton. Wstaję, trening, lekcje, jakieś jedzenie i do wieczora w pracowni. Nauczyciel pierwszego dnia przywitał mnie małym, nie do końca kontrolowanym wybuchem cezu. Po tym raczej mu nie ufałem, chociaż był nieskończoną skarbnicą wiedzy. Jednego wieczoru, słuchając go, nawet nie zauważyłem jak zasnąłem.
- Alexander - mężczyzna potrząsnął moim ramieniem.
- Nie śpię mamo - mruknąłem po rosyjsku, unosząc głowę. Wyprostowałem się od razu i chrząknąłem, przyjmując pokerową twarz. -Tak?
- Jutro jest sobota. Idź na miasto i odpocznij. Bo w twoim ciele jest już tylko kofeina -śmieje się cicho. Potaknąłem, po czym wstałem.
- Ogarnę na poniedziałek to doświadczenie - zapewniłem cicho, po czym wyszedłem z klasy. Moje myśli i tak krążyły wokół doświadczenia na następny tydzień. Nagle poczułem, jak w kogoś uderzam.
- Sory -mruknąłem i spuściłem wzrok, po czym napotkałem urocze lico Miki. Przetarłem twarz dłonią, widząc znowu rumieńce. Kurczę. To takie całkiem... Urocze. - Przepraszam -szepnąłem po chwili.
Miki? :3

niedziela, 7 stycznia 2018

Od Miki CD Alexandra

Był piękny dzień, zdecydowanie. Nie było zimno, nic nie padało, a co najważniejsze - było wolne.
Rozciągnąłem się na łóżku, wtulając się bardziej w poduszkę... Która po chwili szczeknęła. Westchnąłem, powoli wstając. Zapomniałem, że muszę dokarmić zwierzaki.
- Risto, dostaniesz za chwilę żarełko, poczekaj chwilkę - potarmosiłem go po głowie, rozciągając się, a kości strzelały mi jak głupie.
Tak więc wstałem, ogarnąłem się, ubrałem, nakarmiłem zwierzaki i zastanawiałem się, co mogę robić. Nie chciałem - o dziwo - piec, wylegiwać się też nie, odpuściłem sobie poranny bieg. Usiadłem na kanapie i rozejrzałem się powoli, analizując każdy szczegół tego małego, ale przestronnego pomieszczenia. Telewizor, puszysty dywan, kanapa, fotel, szafka, bazarek, półki, książki...
Książki?
Gwałtownie wstałem, dostając olśnienia. Może pójdę na spacer po parku, pójdę do akademi i poczytam książkę? Świetny pomysł, Mika. Wiedziałem że mogę na ciebie liczyć!
Tak więc, chciałem już wychodzić, kiedy przypomniałem sobie, że mam ubrane tylko dresy (w trzy paski) i luźną koszulkę. Podrapałem się po głowie i poszedłem się przebrać w opinające rurki i grubą, ciemnoszarą bluzę z kapturem. Spojrzałem na siebie w lustrze.
- Warto było wyrobić sobie te mięśnie, śliczne nogi i poślady - zagwizdałem, dumny sam z siebie.
Zarzuciłem na ramiona kurtkę, ubrałem czarne vansy i tak wypiękniony wyszedłem z mieszkania z książką, wcześniej żegnając się ze zwierzakami.
Tak więc zacząłem iść, powoli, podziwiając okolice. Nie byłem tu może zbyt długo, ale szybko zdałem sobie sprawę z jej piękna. Ba, nawet przejezdny by sobie zdał sprawę! Słońce ślicznie świeciło sprawiając, że zima wydawała się łagodniejsza, a nieliczne chmurki na niebie dodawały uroku krajobrazowi. Było przepięknie. Przechodząc przez park widziałem parę osób, które robiły zdjęcia lub po prostu się przechadzały. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
Od kiedy takie rzeczy mnie cieszą?
Uśmiechnięty dotarłem do akademi i usiadłem na jednej z losowo wybranych ławek (dosłowniej to zrobiłem wyliczankę, ale to tajemnica). Wyciągnąłem książkę i zacząłem czytać. Oczywiście żałując, że nie wziąłem swoich okularów. Moje czytanie jednak ktoś przerwał.
- Hej - podniosłem głowę znad książki, by spojrzeć na OGROMNEGO chłopaka. To nie tak, że byłem niski, ale jak dla mnie białowłosy miał coś ok 190 centymetrów wzrostu!
- Jestem nowy. Możesz mi jakoś pomóc się tu z wszystkim ogarnąć? - moje źrenice rozszerzyły się, gdy zdałem sobie sprawę, jak przystojny jest. Na pierwszy rzut oka wydawał się normalny, ale teraz był... Pociągający. Tak. Czułem te rumieńce na policzkach. Zdradzieckie ciało, chlip.
- Znaleźć pokój i takie tam... - zamknąłem książkę i trochę niezdarnie wstałem, uśmiechając się nieśmiało.
- W sumie jestem tu od niedawna, ale chyba mogę ci pomóc - oznajmiłem, próbując uspokoić rumieńce.
- Mika Lehto, jestem z Finlandi - oznajmiłem cicho, niepewny, czy podać rękę na przywitanie czy nic nie zrobić.


(co dalej?)

sobota, 30 grudnia 2017

Od Miki CD Czeslava

- Och... i jesteś pewien, że nie chcesz się tam ze mną wybrać? Gwarantuję profesjonalne usługi oprowadzacza z anegdotkami i historiami dołączonymi w pakiecie! - Westchnąłem cicho i odsunąłem się od rudowłosego chłopaka. Może to jednak nie był taki zły pomysł? W końcu, nie mogę cały czas być sam, z boku, ze swoimi zwierzakami... Bez przyjaciół... Wstałem i wziąłem kotkę na ręce, głaszcząc.
- Skończyłem. Co do tego co przed chwilą mówiłeś... - uśmiechnąłem się lekko.
- No...? - ponaglił mnie. Zerknąłem na niego i zastanowiłem się jeszcze przez chwilę. Wszystko to co mówił i jak się zachowywał - nie wydawał się zły, więc...
- Jeżeli masz czas, to chyba skorzystam - przez moment miałem wrażenie, że Czesław wstrzymał oddech, jakby niepewny mojej odpowiedzi.
- No i super! - wyskoczył i stanął obok mnie, szczerząc swoje ząbki.
- Oh, w ogóle, sorki że byłem tak nachalny, jeżeli chodzi o opatrzenie tej ręki, ale czułem się winny no i... No, tak wyszło - powiedziałem szybko na jednym wdechu, oczekując jego reakcji.
- Spoko luzik - klepnął mnie w ramię, a ja parsknąłem śmiechem. Chyba się otwieram. Wyszliśmy z łazienki, a ja już z daleko zobaczyłem jak mocno pada śnieg i hula wiatr.
- To, Czeslav, chcesz coś do picia? Mam wodę, jakieś soki, co-
- Colę? - wręcz widziałem te iskierki w oczach.
- No to cola dla Czesia, soczek dla Miki - podśpiewałem pod nosem, kierując się do kuchni, a chłopak za mną w podskokach powtarzał jak mantrę nazwę napoju.
- Szklankę dużą dam, czy małą? Mała by do wzrostu pasowała - zaśmiałem się w myślach. Nie, nie byłem wredny. Po prostu jego wzrost był dla mnie uroczy. Kiedy ja lałem colę do szklanki, chłopak usiadł przy blacie kuchennym. Podałem mu napój, a sam po wlaniu wody do kubka (bo wolę kubki) też zacząłem pić.
- Jak chcesz więcej, to tu masz butelkę - położyłem Colę obok jego szklanki.
- Ale w zamian za nią, pomożesz mi coś upiec... Nie wiem jak z twoimi umiejętnościami, ale najwyżej - zaśmiałem się, oczekując na odpowiedź. Cóż. Szczerze, nie spodziewałem się, że tak szybko z kimś załapię jakiś kontakt... Bariera wewnętrzna przed obcymi wszystko robiła za mnie, powodując, że zamiast się zbliżyć, ja budowałem mur. To chyba dobry start w nowym miejscu.
Czesławie, liczę że mnie wyprowadzisz na prostą, mój nowy mentorze - parsknąłem w myślach, ale przyznałem sobie rację.




(Czesiu?)

Od Czeslava CD Miki

- Nie mówiłeś, że masz kota - wydusiłem cicho
- Bo nie pytałeś - powiedział chłopak
- Myślałem, że jak masz psa to nie masz kota - odsunąłem się trochę od szatańskiego stworzenia i przełknąłem ślinę - Jak się wabi?
- Kari - powiedział spokojnie patrząc na mnie
- Ładnie - pokiwałem głową - Nie podejdzie do mnie prawda?
- Emm... - chłopak wydawał się zdezorientowany - Nie wiem, możliwe, jest dosyć przyjacielska... Boisz się kotów?
- Może troszeczkę - uśmiechnąłem się delikatnie - Ale spoko, spoko, taka reakcja po prostu.
- Okeeeeej - chłopak wydawał się speszony - Czy możesz dać rękę bliżej mnie? Jeszcze nie skończyłem.
- A tak tak - wysunąłem szybko rękę w jego stronę - Prominte.
- Pro co?
- Prominte - pokręciłem głową - prominte to po czesku przepraszam. Wybacz, czasem się plączę. Dziękuję za obwiązanie ręki - uśmiechnąłem się lekko.
- Och nie ma za co - chłopak wzruszył lekko ramionami - W końcu to przeze mnie i przez Riisto.
- Oj tam, to nic takiego - powiedziałem - Wróciłbym do siebie i sobie sam poradził, no ale heh - uśmiechnąłem się - W ogóle bardzo ładny dom. Ale powiedz mi, dlaczego mieszkasz tutaj, a nie w akademiku?
- Z bardzo prostego powodu - powiedział powoli - Mam psa, kota i papugę. Z taką ilością zwierząt ciężko mieszkać w internacie, po za tym lubię mieć większą przestrzeń i prywatność do dyspozycji...
- A jak z przyjaciółmi i ze znajomymi? - zapytałem wpatrując się jak owija mi dłoń - Nie czujesz się tutaj samotny? Wiesz, w akademiku to, gdzie nie pójdziesz tam ktoś jest, masz pełno sąsiadów, do których możesz wpaść, często też inni wpadają do Ciebie, nie rzadko są imprezy... ja to bym nie wytrzymał w takim domu w samotności.
- Mam zwierzaki - uśmiechnął się słabo - Jakoś dajemy sobie radę.
Pokiwałem powoli głową, echem zdecydowanie dajecie sobie radę...
- A co ty na to, żeby wpaść do nas? - zapytałem po chwili
- Co?
- No do akademiku, poznasz trochę innych ludzi ze szkoły. Zaaklimatyzujesz się z nowym miejscem, przedstawię Ci kilka osób z twojej klasy. Będzie dobrze, ja Ci to mówię!
Chłopak zacisnął usta w cienką linię. Chyba nie spodobał mu się za bardzo ten pomysł.
- Zastanowię się - mruknął cicho
Przygryzłem wargę i pokiwałem lekko głową. O jak ja uwielbiam tę niezręczną ciszę na początku znajomości. Te całkowitą niepewność, kiedy nie wiesz, o czym możesz rozmawiać z jakąś osobą, jak się zachować, co możesz zrobić... A jeszcze ten chłopak wciągnął mnie do swojego domu. Wydawałoby się, że będzie jednak trochę bardziej otwarty, a tu syf, dupa i kamieni kupa NIEŚMIAŁY! Czyli jak zwykle cały ciężar podtrzymywania rozmowy spoczywa na moich barkach.
- Nooo Mika, a powiedz ty mi - zacząłem - Chodzisz na jakieś kółka lub zajęcia dodatkowe w szkole? Pasowałbyś mi do klubu chemika.
- Chemika? - uniósł brwi - Dlaczego?
- A tak jakoś - wzruszyłem ramionami.
- Klub jeździecki i pływacki - powiedział
- Ooooo znasz może Natha? Znaczy Nathaniela? - zapytałem
- Mmm nie za bardzo, a powinienem?
- Nath też jest członkiem klubu jeździeckiego - uśmiechnąłem się - pewnie poznacie się niedługo, takie wysoki blondyn.
- Pewnie tak. Ja jeszcze nie byłem w szkolnej stajni, ani na zajęciach z pływania.
- Och... i jesteś pewien, że nie chcesz się tam ze mną wybrać? Gwarantuję profesjonalne usługi oprowadzacza z anegdotkami i historiami dołączonymi w pakiecie!

<Mika?>

czwartek, 28 grudnia 2017

Od Miki CD Czeslava

Super. Wpadłem na jakiegoś małego chłopaka, który miał rude włosy (nie żebym coś miał do tego połączenia), a mój Risto jeszcze się w niego chamsko wgapiał. Psie, nie wierzę w ciebie!
- Emmm twoja dłoń... - powiedziałem, zmartwiony widokiem czerwonej cieczy na jego dłoni. Przeze mnie nie dość że się przewrócił, to jeszcze rozciął dłoń. Zrobiło mi się trochę przykro z tego powodu.
- Eh to nic takiego. Pójdę zaraz do akademika i sobie zabandażuję.
- Nie - powiedziałem twardo - To moja wina, ja mieszkam tutaj niedaleko. Chodź opatrzę Ci ją.
- Naprawdę nie trzeba...
- Nalegam - odparłem stanowczo. Kurde, to ja taki potrafię być?
- No dobrze - schylił się po swoją torbę - a więc prowadź.
Uśmiechnąłem się i poklepałem udo na znak, że pies ma być przy nodze. Szedłem dość szybkim tempem, dopiero po chwili orientując się, że Czeslav prawie co biegł. Nie byłem aż tak wysoki, bez przesady, ale on natomiast... No, był trochę malutki. Zaśmiałem się i automatycznie zwolniłem kroku, a rudzielec coś powiedział, ale nie dosłyszałem i udawałem tylko że jednak usłyszałem. Zacząłem przyglądać się jego twarzy i w ogóle jego osobie. Mały, młodo wygląda, jak jakiś dzieciak... Uroczy. Uśmiechnąłem się pod nosem, a na dźwięk charakterystyczny dla psa - czyli szczekanie - wróciłem do rzeczywistości. Spojrzałem na dom i przez chwilę stałem w miejscu, nie wiedząc dlaczego tu jestem.
- Mika? Halo ziema do Miki - momentalnie się ożywiłem.
- Sorki, zamyśliłem się chyba - potarłem się nerwowo po karku, szybko szukając kluczy i otwierając nimi zamek od drzwi, a wraz z tym same drzwi.
- Zapraszam. Jeżeli możesz, ściągnij buty - powiedziałem cicho, obserwując jego ruchy. I dopiero teraz zorientowałem się, że właśnie ktoś, kogo nie znam, jest w moim domu. W jednym momencie poczułem jak serducho mi wali. Wziąłem głęboki oddech i sam zdjąłem buty, zdjąłem obrożę Risto, zamknąłem drzwi (bo oczywiście musiałem zapomnieć zrobić to od razu). Zatracony w swoich myślach, powoli poszurałem do łazienki, a Czesiu.. Chyba mogę tak na niego mówić? A Czesiu poszedł za mną.
- Usiądź, opatrzę ci - wskazałem na niskie krzesełko, na którym usiadł. Szybko zabrałem się za zabandażowanie jego dłoni, bardzo uważając i robiąc to delikatnie. W pewnym momencie poczułem jak wokół mojej łydki łasi się Kari. I usłyszałem dość... dziwny dźwięk. Spojrzałem na Czeslava zdziwiony, który chyba, patrzył się na kota jakby, przestraszony?


[Czesiu?]

Od Czeslava CD Miki

Przebierałem powoli nogami idąc po chodniku pokrytym lodem. Boże matrymonialny, jak ja za to nienawidzę zimy! Śnieg - bosko, zimno - bosko, ciemno - mniej bosko, ale nadal bosko... lód - NIE BOSKO. Ile ja bym oddał, żeby istniała zima bez lodu. Z moim szczęściem, to zaraz, gdzieś się poślizgnę, wywalę i jeszcze coś połamię. NIENAWIDZĘ LODU! Jak na zawołanie zaliczyłem mały ślizg i walcząc całym ciałem z trudnością utrzymałem równowagę. Oblał mnie zimny pot, a serce zaczęło szybciej bić. Ja tu umrę. Tak zginę. Na chodniku pełnym lodu. Pokręciłem głową i westchnąłem. Poprawiłem chwyt na torbie i powolutku ruszyłem dalej do przodu. Misiek to mnie normalnie wykorzystuje... Żebym to ja musiał kupować karmę, dla tej zasranej Immi! ,,Przecież i tak idziesz do zoologicznego rudzielcu, to możesz kupić''. I co z tego, że idę? Sam mógłbyś się ruszyć niemcu zafajdany, a nie mnie, biednego czecha zmuszać do pracy. OCHO to brzmi znajomo... czyżbym miał własną okupację niemiecką? Nie może tak być... To oznacza III WŚ. Tak. Koniec kropka. Skończyły się rządy Niemców. Skręciłem w boczną uliczkę i znalazłem się na obrzeżach Tombstown. Rozejrzałem się po okolicy i westchnąłem. Biedne dzieciaki, nie wiedzą, co tracą nie mieszkając w akademiku. Tyle imprez, tyle odpałów, tyle akcji, tyle integracji... Naprawdę biedni...
SAKRA
...
SAKRA
SAKRA CO TO BYŁO?!
Zamrugałem kilka razy i wyplułem śniegowe błoto z ust. A więc... gleba zaliczona. Sakra, nawet nie wiem, kiedy... Podniosłem się lekko opierając się na wyprostowanych rękach. Wtedy zauważyłem przed sobą jakieś łapy. Zmarszczyłem brwi i podniosłem lekko wzrok do góry. Samoyed. Zamrugałem kilka razy. Pies stał z wywieszonym jęzorem na bok i patrzył się na mnie.
- Eeeee hej? - powiedziałem zmieszany
- Przepraszam, nic Ci się nie stało?
Odwróciłem szybko głowę w drugą stronę. Mój wzrok spotkał się ze wzrokiem wysokiego czarnowłosego chłopaka.
- Chyba nic - uśmiechnąłem się lekko - Niezdara ze mnie i się wywróciłem...
Chłopak zmarszczył nos i wydawał się być z lekka skonsternowany.
- Wpadłem na Ciebie - powiedział po chwili - Jesteś pewien, że wszystko w porządku?
Zamrugałem. Wpadł? Serio? Doooooooobra.... to było dziwne. Podkurczyłem nogi i podniosłem się otrzepując ubrania. Ponownie uśmiechnąłem się do chłopaka. Był wyższy ode mnie... hmmm dlaczego mnie to nie dziwi?
- Raczej na pewno nic - wyszczerzyłem się - Serio na mnie wpadłeś?
- Taaaak - chłopak był lekko zmieszany - Biegłem z Risto, moim psem - skinął głową na zwierzaka - I po prostu... przepraszam.
- Heh, neni zac - odpowiedziałem uśmiechem, wspominając ile razy to sam na kogoś wleciałem - Bardzo ładny Samoyed. Nie widziałem was wcześniej, wprowadziłeś się tutaj niedawno?
- Owszem.
- Skąd jesteś? - zapytałem kucając i głaszcząc psa za uchem
- Przyjechałem z Finlandii
- Ooooo - wyszczerzyłem się jeszcze bardziej - Czyżbyś chodził do Akademii Green Hills?
- Tak. Też tam chodzisz?
- A jakże! - wyprostowałem się i podałem chłopakowi dłoń - Czeslav Nesladek. Do której klasy?
- Mika Lehto - odwzajemnił uścisk - Druga C
Mina lekko mi zrzedła na wypowiedziane słowa... druga ce... oh no.... Przełknąłem ślinę i powiedziałem
- Miło poznać, ja chodzę do drugiej B.
- Emmm twoja dłoń...
Spojrzałem na rękę i przeklnąłem cicho. Ręka była całe we krwi. Musiałem sobie rozciąć podczas upadku.
- Ech to nic takiego - machnąłem ręką - Pójdę zaraz do akademiku i sobie zabandażuję.
- Nie - spojrzałem zdziwiony na chłopaka - To moja wina, ja mieszkam tutaj niedaleko. Chodź opatrzę Ci ją.
- Naprawdę nie trzeba...
- Nalegam - chłopak był zdecydowanie stanowczy
- No dobrze - westchnąłem i schyliłem się po swoją torbę - A więc prowadź.

<Mika?>

Od Miki

- Risto, nie ruszaj się - mruknąłem, lekko zdenerwowany. Już od pół godziny próbowałem wyszczotkować tego białego futrzaka, ale jak na złość, akurat musiał być teraz aż nadto ruchliwy. Na szczęście, już kończyłem.
- Ostatnie pociągnięcia, a potem spacerek - powiedziałem sam do siebie. Cóż, często prowadzę monologi, przez co niekiedy jestem uważany za dziwaka. No ale nie będę siedzieć cicho, kiedy obok mam zwierzaki. Mój śliczny, puchaty samoyed którego mam już pięć lat, kotkę syjamską Kari od trzech lat i od niedawna kakadu salomońską Viivi. Chyba zacznę prowadzić sklep zoologiczny lub małe zoo dla dzieci. Wstałem i jęknąłem, kiedy poczułem jak strzelają mi kości. No cóż. Zaśmiałem się, widząc jak pies zabawnie i uroczo przekręca łebkiem. Skierowałem się w stronę kuchni, gdzie wyjąłem z szafki karmę i nasypałem do miski. To samo zrobiłem z kocim jedzeniem - otworzyłem puszkę i jej zawartość po chwili również była w misce. Zawołałem kotkę, które wraz z psem od razu zaczęli jeść, a sam skierowałem się do klatki gdzie siedziała papuga. Pobawiłem się z nią chwilę, a potem wymieniłem jej jedzonko i wodę.
- Risto! - zawołałem i zagwizdałem. Samoyed przybiegnął, szczeknął i usiadł. Uśmiechnąłem się na ten widok. Uwielbiałem tego psa. Pomógł mi już wiele razy i sprawiał mi tyle radości. Założyłem mu obrożę, przypiąłem smycz i ubrałem buty, a kurtkę tylko założyłem, bez zapinania się.
- Chodźmy więc psiaku - podrapałem go za uszami i wyszedłem, zakluczając dom. Spacer zaczął się powoli, ale po chwili zacząłem biec truchtem, a pies razem ze mną. Gdy dotarliśmy do głównej alei, rozpoczął się szaleńczy bieg, który... No cóż, skończył się na tym, że Risto mi się wyrwał, a ja wpadłem na kogoś.
Przypał.


(ktoś?)

Nowy Uczeń!

Mika Lehto
Ksywka: Miki
Wiek: 18 lat
Klasa: 2C
Theme by Bełt