wtorek, 27 czerwca 2017
sobota, 22 kwietnia 2017
Od Akashiego CD Kozume, Yeol, Michael, Akari, Chris
Błogą ciszę przerwało pytanie białowłosej dziewczyny, o której kilkukrotnie słyszałem od Alexandra. Jej ledwo słyszalny szept z trudem dotarł do moich uszu, jednak gdy ponowiła pytanie, postanowiłam zadziałać natychmiastowo, nie dając innym dojść do słowa.
-Uważam, że powinniśmy rozdzielić obowiązki.- mruknąłem, wprawiając innych w niemałe zaskoczenie- Nie myślcie sobie, że zamierzam żyć w syfie.
Reszta, najwidoczniej wciąż oszołomiona faktem, że potrafię mówić, jedynie pokiwała głowami, jednak żadne nie wyszło z inicjatywą, czy jakąkolwiek chęcią pomocy. Przewróciłem oczami, przykładając dłoń do czoła. Co w ogóle strzeliło mi do głowy, żeby wybierać się na klasową wycieczkę?
-Skoro tak stawiacie sprawę...- zbliżyłem się do reszty grupy, wbijając w nich, może aż nazbyt oziębły, wzrok- Tak swoją drogą mam na imię Akashi, nie miałem jeszcze okazji się przedstawić.- odsłoniłem zęby w cwaniackim uśmiechu, wsuwając dłonie do kieszeni czarnych dresów- Nie mam pojęcie ile umiecie, ale z posprzątaniem po sobie i pościeleniem łóżka powinniście sobie poradzić.- przejechałem wzrokiem po każdym z osobna- Pasuje?
W odpowiedzi otrzymałem jedynie skinienie głową i cichy pomruk, który okazał się jedynym dźwiękiem, jaki byli w stanie z siebie wydać. Nienaganna znajomość savoir-vivre, czy może strach, wywołany przez widok mej, mało przyjaznej, osoby? Odkaszlnąłem, przechadzając się po pokoju. Czy to aby na pewno wystarczy? Czy nie pominąłem przypadkiem niczego ważnego, przez co później moglibyśmy się rozczarować? Przekrzywiłem głowę, przygryzając wargę- to swojego rodzaju odruch, objawiający się za każdym razem, kiedy gorliwie nad czymś myślałem. Z zadumy wyrwał mnie głos nadpobudliwego blondyna, prawdopodobnie Michaela, który aż nazbyt tryskał energią.
-Co z wyżywieniem? Ośrodek nam go nie zapewnia.- zapytał przejęty, przerzucając wzrok między mną, a resztą gromady
Mimowolnie uderzyłem się w czoło, przeklinając swój brak organizacji. Nie wierzyłem, że niemal zapomniałem o najważniejszym aspekcie, przez który moglibyśmy mieć poważne kłopoty. Po raz kolejny odgarnąłem włosy, ukradkiem spoglądając w kierunku przesuwanych drzwi, prowadzących do kuchni.
-O ile nie będziecie mi przeszkadzać i nazbyt denerwować, myślę że będę w stanie was wszystkich wyżywić.- wzruszyłem ramionami, siląc się na uśmiech- Mam nadzieję, że się rozumiemy.
- Potrafisz gotować?- białowłosa istotka niepewnie podniosła głos, uważnie mi się przyglądając, jakby nie wierząc we wszystko, co powiedziałem
-Oczywiście...powiedzmy, że miałem okazję się nauczyć.- starałem się zabrzmieć najspokojniej, jak tylko umiałem, jednak nawracające wspomnienia sprawiały, że byłem bliski wybuchu- Idę się przejść, choIera wie kiedy wrócę- warknąłem, próbując jak najszybciej oddalić się do reszty grupy
Wyszedłem spokoju, nie dając im nawet szansy na jakąkolwiek reakcję. Miałem sobie za złe, że uciekłem, jak zwykły tchórz, nie potrafiąc opanować własnych emocji, ulegając słabością, nawet nie stając do walki. Nietrzeźwo myśląc, uderzyłem w ścianę, pozostawiając po sobie lekkie wgłębienie. Swoją wędrówkę zakończyłem dopiero na tarasie, bez namysłu zagłębiając się w odmęty ciemności. Oparłem się o drewnianą barierkę, rozkoszując się przyjemnie chłodnym wiatrem, pomagającym w ukojeniu zszarpanych nerwów. Spuściłem głowę, oddychając głęboko. Mimo wszystko czułem cholerną ulgę, że nieumyślnie nie skrzywdziłem żadnego z towarzyszy, wbrew pozorom nie szukałem zbędnych kłopotów, a nawet, w pewnym stopniu, czułem się odpowiedzialny za tą bandę dzieciaków, której brakowało zdrowego rozsądku.
Po raz kolejny wyrwano mnie z zadumy, jednak tym razem, nieco zdezorientowany, nawet nie zareagowałem, jedynie spoglądając w kierunku, z którego dochodził, dziwnie regularny, odgłos męskich kroków. Wtem z ciemności wyłonił się całkiem wysoki, ubrany w kruczą czerń mężczyzna, dzierżący w dłoniach mały zwitek papieru. Zmierzyłem go wzrokiem, nie będąc pewnym jego zamiarów. Nie musiałem długo czekać, bowiem już po chwili podszedł do mnie, delikatnie szturchając palcem.
-Cześć...szukam grupy ósmej, wiesz może gdzie ich znajdę?- zapytał, wskazując palcem na ową karteczkę
-Jestem w grupie ósmej, czego chcesz?- odparłem, prostując się i wbijając wzrok w czarnowłosego
-Mam do was dołączyć...moja grupa została rozwiązana i przydzielono mnie właśnie do was.- pomimo przenikliwej ciemności mogę przysiąc, że na jego twarzy pojawił się blady uśmiech- Mów mi Chris.- dodał, wyciągając rękę
-Akashi...- odwróciłem się, kompletnie ignorując owy gest- W takim razie chodź za mną.- wzruszyłem ramionami, znikając w plątaninie korytarzy
Nieznajomy zrównał się ze mną, nie odzywając się nawet słowem. To dobrze, nawet nie wiedziałbym o czym z nim rozmawiać. Wędrówka nie trwała długo, bowiem już po kilku minutach naszym oczom ukazały się drzwi, na których dumnie widniała nazwa naszego zgrupowania.
-Harem?- zapytał, śmiejąc się pod nosem
-Owszem, to całkiem normalna nazwa...tak myślę.- wyminąłem Chrisa, wchodząc do środka
Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku, jednak kompletna cisza i brak żywej duszy nie wydawały się dobrym omenem. Kaszlnąłem znacząco, próbując w ten sposób oznajmić, że w końcu wróciłem. Drużyna najwidoczniej zrozumiała sygnał, bowiem już po chwili, jakby spod ziemi, wyrósł przede mną jasnowłosy Michael, a tuż za nim, równie niespodziewanie, pojawiła się reszta kompanów.
-Kto to?- zapytał Kozume, wskazując palcem czarnowłosego przybysza
-Jego grupa się rozpadła, od dzisiaj należy do nas.- wyjaśniłem, wycofując się w cień- Przedstawcie się...cokolwiek- machnąłem ręką, narzucając na ramiona jedną z leżących pod ręką bluz
<Chris, Kozume, Michael, Yeol, Akari?>
środa, 19 kwietnia 2017
Od Kozume CD Akari, Michael, Akashi, Yeol
Spodobały mi się też duże okna, które również dało się zasłonić przesuwnymi ściankami, bądź jak kto woli - drzwiami.
-W Japonii śpi się na takich materacach, futonach, czy jakoś tak, co nie?-Zapytał Michael, jasnowłosy chłopak.
-Tak-przytaknąłem krótko-wbrew pozorom są bardzo wygodne.
Zerknąłem jeszcze tylko za ściankę, ale nie chciałem tak wchodzić. W drugim pokoju co prawda nie było kotatsu, a pokój był mniejszy, ale znajdowały się w nim łóżka, których w większym pokoju nie było.
-Pokój jest podzielony w pewnym sensie na dwie części, może niech dziewczyny śpią w tej bez tego stolika z kołdrą?-Zaproponowała Yeol, a ja kiwnąłem głową, pochwalając w pełni jej pomysł. Uznałem, że "stolik z kołdrą" to kotatsu, co było wyjątkowo trafnym opisem.
-Popieram-mruknął ktoś z tyłu, a zawtórowało tym słowom kilka kolejnych przytaknięć. Ostatni odezwał się ten wysoki czarnowłosy chłopak, który burknął tylko krótkie "niech będzie".
-No to... Co dalej?-Zapytała białowłosa dziewczyna, która wcześniej nie odzywała się zbytnio.
<Akari? Michael? Yeol? Akashi?>
Od Toshiro CD Akari
- No stary rusz się! - Jeden chłopak z mojej klasy dźgnął mnie łokciem. Spojrzałem na niego piorunującym spojrzeniem.
- Nie mam zamiaru latać za piłką po całym boisku - Wycedziłem przez zęby, co na jego szczęście wystarczyło bo już po chwili stał na drugim końcu boiska. Wyczekiwany przeze mnie dźwięk gwizdka, oznaczający koniec. Bez skrępowania ściągnąłem koszulkę, która była przemoczona od potu, chcąc nie chcąc, przy pierwszej grze chciałem się trochę postarać.
Przerzuciłem koszulkę przez ramię, kierując się do szatni, gdzie znajdowały się normalne ubrania.
~*~
Leżałem już u siebie w pokoju, odpisując na meile i szukając przy okazji mieszkania. Kilka wydawało się nawet w miarę fajnych, jednak był jeden mankament. Mieszkania były w miarę duże, pieniądze nie stanowiły problemu, ale wielkość już owszem. Nie jestem zbytnim czyściochem i już widzę co się stanie z takim mieszkaniem, w którym będę mieszkać sam. Taiga, ta mała menda nie chce nawet o tym słyszeć. Chłopaków za bardzo nie znam, zresztą jak pozostałych uczniów w szkole. Wziąłem do ust różowego lizaka i zacząłem pisać ogłoszenie, na temat tego iż poszukuje współlokatora. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem niezadowolony i podszedłem. W drzwiach ujrzałem małą białowłosą dziewczynę z rana, która trzymała w rękach małą białą karteczkę. Podniosłem zaskoczony brew.
- Musisz to przeczytać i podpisać, bhp pracy na sali gimnastycznej - Podała mi kartkę, na co westchnąłem
- Dobra wejdź, zaraz Ci to oddam - Odwróciłem się i ruszyłem do biurka, gdzie zacząłem szukać długopisu
- Szukasz współlokatora? - Usłyszałem ciche pytanie za sobą
- Jesteś zbyt ciekawska - bez czytania podpisałem świstek i podszedłem do niej, aby jej to oddać - Nie mam zamiaru tutaj mieszkać za długo - Podałem jej kartkę z obojętnym wyrazem twarzy
Akari?
wtorek, 18 kwietnia 2017
Od Michaela CD Akari, Yeol, Akashi'ego i Kozume
Lubiłem tę liczbę, więc w sumie nie miałem co narzekać. Ale nie miałem nic przeciwko innym liczbom, więc gdybym miał chociażby czwórkę czy pięćdziesiątkę trójkę, byłbym zadowolony, jak zresztą miałaby się sprawa z dowolną inną wartością. Zastanawiałem się raczej, jacy będą ludzie, którzy również wyciągnęli z ręcznie plecionego, małego koszyka małą karteczkę złożoną na cztery z wykaligrafowaną eleganckim pismem ósemkę z dolnym brzuszkiem nieco większym, niż górny i małym zawijasem z boku. Rozpoznawałem w tym pismo pani Marii Clover, w identyczny, wytworny sposób zapisywała kartkówki, nieśpiesznie skrobiąc piórem po papierach. Z tego, co słyszałem, to ona zajmowała się w głównej mierze organizacją przygotowania uczniów do bieżącego wydarzenia, nie było więc w tym nic dziwnego. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić, jak spędza mnóstwo czasu na zapisywaniu kolejnych liczb swoim starannym pismem, gdzie każda litera czy cyfra wyglądała jakby wychodziła spod linijki.
Zerknąłem przez ramię dziewczyny stojącej obok - niziutkiej, o liliowych włosach pannie, która przypominała nieco lalkę. Prawdopodobieństwo, że na jej karteczce również zobaczę ósemkę była doprawdy znikoma - byliśmy podzieleni na kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, pięcioosobowych grup, ale życzliwy los się do mnie uśmiechnął.
- Yaj!- wyrwało mi się z gardła, nim zdążyłem przemyśleć sprawę. Wiedziony impulsem szczęścia, objąłem szyję dziewczyny ramieniem, machając jej przed nosem własną karteczką.- Jesteśmy w jednej drużynie!
Odsunąłem się i zacząłem się rozglądać, czy w pobliżu nie dostrzegę aby innych ósemek, ale obok zgromadziły się głównie dwunastki. Dobrze byłoby znaleźć resztę.
- Hm, rzeczywiście!- potwierdziła.- Widziałeś jeszcze kogoś od nas?
- Tylko Ciebie!- dotknąłem palcem wskazującym koniuszka nosa dziewczyny.- Oj tam, na pewno zaraz się znajdą. Z tego, co słyszałem, grupy będą się ustawiać po kolei, a tu są dwunastki, z drugiej strony mamy...- obejrzałem się w stronę wysokiego, czarnowłosego chłopaka, którego skądś kojarzyłem, a który akurat rozmawiał o czymś wesoło z niziutką blondynką- ...jedenastki! Nasi zapewne są zaraz obok, biegniemy!
W rzeczywistości, zrobiliśmy jakieś cztery kroki, aby obejść grupę czy dwie obok. Rzeczywiście, w pobliżu kręciły się dwie osoby, dziewczyna i chłopak. Ta pierwsza, o niespotykanym, białym kolorze włosów tupała nieco poddenerwowana w podłogę, rozglądając się dookoła, zaś nasz drugi potencjalny kompan okazał się być jeszcze wyższy, niż poprzednio chłopak o czarnych włosach opadających w grubych puklach na czoło i wyraźnie znudzonej twarzy. Mógłby grać w kinie akcji, dobrze sprawdziłby się też pewnie w roli seryjnego mordercy. Moglibyśmy dostać zadanie z kręceniem jakiegoś filmu, mielibyśmy przynajmniej obsadę.
Po chwili do grupki podszedł też drobny chłopak, zapewne z pierwszej klasy, ściskając w delikatnych palcach swoją kartkę. Szatyn spojrzał na niego z góry, taksując go wzrokiem. Zdecydowanie nadawałby się jak ulał do roli zbrodniarza, chyba że okaże się być kochanym uwielbiającym słodycze słodziakiem. Ale wtedy można by dać mu po prostu jakąś milczącą rolę.
- No, to chyba oni, brakuje im akurat dwójki- uznałem, ciągnąć dziewczynę za sobą. Rzeczywiście, okazali się być drużyną ósmą. Jeszcze trochę i zrobimy ekranizację przygód drużyny 8 z Naruto.~
- Ósemki?- upewniłem się. Reszta kiwnęła głowami.
- Skoro wszyscy już się ustawili względnie jak należy- popłynął z głośników mocny głos pana Edmunda Collinsa- to zaczniemy od nudnych formalności, zanim przejdziemy do poważnych spraw, młodziki. Na stołach, po jednym dla każdej grupy, macie brystole i mazaki, napiszcie nazwę swojej grupy, co tam chcecie, ale bez zbędnych wymysłów, bardzo proszę.
Rozległ się szmer, kiedy każdy udał się w wyznaczone miejsce - całe szczęście, numery stołów były dobrze widoczne, więc długo to nie zajęło.
- Ma ktoś jakieś pomysły?- zapytała białowłosa, miętoląc między palcami swoje długie kosmyki.
- Ja!- wystrzeliłem palcem w górę jak uczeń w klasie- Proponuję "Harem!~"! A jak z Waszymi pomysłami?
< Yeol? Akari? Kozume? Akashi? Zakładamy harem?~ >
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
Od Akari CD Alexandra
- Skoro tak to za mną! – Uśmiech rozświetlił jego twarz.
Widząc, że Alex się rozluźnił, odetchnęłam z ulgą. Niepotrzebnie się tak martwi, ale ma to swój urok.
Ruszyłam w ślad za nim, rozmawiając o błahych sprawach, ale miałam wrażenie, jakby chłopak chciał poruszyć poważniejszy temat. Postanowiłam jednak go nie poganiać, jeśli będzie chciał porozmawiać, to zawsze może zagadać.
Zanim się obejrzałam staliśmy pod kasą, wybierając lody. Sprzedawczyni była miłą panią w podeszłym wieku i wydawało mi się, że była jedyną osobą pracującą w tym miejscu. Alex poprosił o lody o smaku jakiegoś egzotycznego owocu, a ja wzięłam gałkę o smaku Straciatelli. Nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy zapłacił za mnie i dziękując ruszył w stronę drzwi. Również podziękowałam i wychodząc wyjęłam portfel z torby przewieszonej przez ramię.
- Proszę – wystawiłam mu banknot przed twarz, a on spojrzał rozbawiony na banknot, śmiesznie marszcząc nos.
- Nie przyjmę od ciebie pieniędzy – powiedział z uśmiechem niewinnego dziecka.
- Z jakiej racji miałbyś za mnie płacić? – Spojrzałam na niego z błagalnym wyrazem twarzy.
Mój towarzysz celowo zignorował pytanie i ruszył zadowolony przed siebie. Zrezygnowana wcisnęłam papierek do kieszeni i zrównałam się z Alexem, czując dziwne rumieńce na policzkach. Machnęłam głową, żeby się uspokoić i zajęłam się lodem, który swoją drogą był przepyszny.
Szliśmy alejką w kompletnej ciszy, jednak nie była ona w żadnym razie krępująca. Oboje się wyciszyliśmy, a przynajmniej ja tak sądziłam. W końcu znalazłam czas na przemyślenia. Obserwując drzewa otaczające mnie z obu stron, zastanawiałam się, czy podjęłam dobrą decyzję, co do wyjazdu w to miejsce, rozmyślałam o tym co w tej chwili robi mój brat i czy dzieje się coś ciekawego u moich znajomych. W końcu z tych przyziemnych, oczywistych spraw, przeszłam na rozmyślania o chłopaku , który spacerował właśnie obok mnie. Było w nim coś intrygującego, niby był radosny, uśmiech miał naprawdę ujmujący, a śmiech zaraźliwy, jednak co jakiś czas w jego oczach gasła iskierka ekscytacji.
- Może usiądziemy? - Z rozmyślań wyrwał mnie głos Alexa.
- Jasne – namierzyłam najbliższą ławeczkę po boku alejki i ruszyliśmy w jej stronę. Gdy już usiedliśmy, kątem oka zauważyłam, że Alex mnie obserwuje z zaciekawieniem, przez co znowu wprawił mnie w zakłopotanie.
- O co chodzi? Mam coś na twarzy? – Przetarłam twarz rękawem zarazem, aby sprawdzić, czy faktycznie czegoś nie mam, ale także aby ukryć zawstydzenie.
- Skądże! – Odparł ze śmiechem, jednak po chwili zamilkł i spojrzał na mnie, jakby poważniej, a ja miałam wrażenie, że atmosfera się zagęściła.
<Alex? ;^;>
niedziela, 16 kwietnia 2017
Od Alexandra CD Akari
Z ogromnym wytęsknieniem odliczałem minuty pozostałe do dzwonka, które jak na złość wydawały się nie ubywać, a wręcz zwiększać swą ilość. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem coś tak niezwykle mi się dłużyło, wręcz wywoływało przedziwny ucisk w żołądku, który nie pozwalał skupić się na niczym, poza nowopoznaną dziewczyną o ślicznych, białych włosach. Pomimo maski, którą musiałem przyjąć, miałem niesamowitą ochotę na poznanie jej bliżej, na odkrycie wnętrza tej niewielkiej istotki. Liczyłem, że jej obecność pozwoli mi się uspokoić, przywróci radość, której tak zażarcie szukałem. Kiedy w końcu, po niekończących się męczarniach, w mych uszach rozbrzmiało stłumione dzwonienie, niemal od razu pognałem w stronę głównej bramy, przy której umówiłem się z dziewczyną. Kiedy tylko opuściłem budynek, moim oczom ukazała się niezwykle żywa, zapierająca dech w piersiach sceneria. Promienie słońca rozświetlały uczniowskie sylwetki, liczne drzewa i krzewy, by pobudzić do życia wszystko to, co jeszcze nie zdążyło się obudzić. Poczułem przyjemne ciepło, rozlewające się po całym ciele, nadając owej chwili jeszcze więcej niezwykłości. Uśmiechnąłem się szeroko, czując w kościach, że dzisiejszy dzień przyniesie coś dobrego, że wyróżni się na tle pozostałych.
Napędzany niezwykłym optymizmem, przemierzałem kolejne alejki, napawając się kojącą zmysły ciszą, przerywaną jedynie przez subtelny szum wiatru. Po kilku sekundach, kiedy moja wędrówka wydawała się dobiegać końca, ujrzałem znajomą sylwetkę, stojącą samotnie, będąc pochłoniętą przez, zapewne interesującą, lekturę. W momencie, w którym zamierzałem zdradzić swą obecność, do głowy przyszedł mi pewien plan, który zamierzałem na niej przeprowadzić. Na placach zakradłem się tuż za nią, opierając się o ceglane ogrodzenie. Zajrzałem jej przez ramię, przejeżdżając wzrokiem po niewielkich literkach, która tak dobitnie pochłonęły jej umysł. Zamknęła się w swoim własnym świecie, nie zwracając uwagi na świat zewnętrzny, co swoją drogą wydawało się całkiem urocze.
-Ej! Nie zdążyłem przeczytać!- wypaliłem nagle, nieumyślnie zdradzając swą obecność
Białowłosa odskoczyła, jakby wystraszona, przyciskając książkę do klatki piersiowej. Spojrzała w moim kierunku, by po chwili wbić wzrok w ziemię, nerwowo uderzając palcami w twardą okładkę.
-Huh, przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć…- w niemałym zakłopotaniu podrapałem się po karku, a nieśmiały uśmiech wkradł się na moją, nienaturalnie wręcz oświetloną, twarz- Plan wyglądał nieco inaczej…
-Plan?- zapytała, w końcu zbierając się na odwagę- Długo tak stałeś?
-Chwilkę… zresztą to mało ważne!- podszedłem bliżej, zdecydowanie naruszając jej przestrzeń osobistą- Pokażę ci coś fajnego!
Chwyciłem jej drobny nadgarstek, by po chwili, nabierając wręcz szaleńczego tępa, puścić się w głąb ulicy. Przemieszczaliśmy się zatłoczonymi chodnikami, wymijając bardziej problematycznych ludzi. Po kilku minutach biegu nagle przystanąłem, odwracając się za siebie, Skierowałem wzrok prosto w jej heterochromiczne tęczówki, które obecnie wręcz tryskały zmęczeniem i chęcią odpoczynku.
-Trochę się zapomniałem… nie wiem, który to już raz, ale naprawdę przepraszam!- mógłbym przysiąc, że nieznacznie się zaczerwieniłem, czując niezwykłe zakłopotanie tym, do jakiego stanu ją doprowadziłem
-Tak właściwie… dokąd mnie prowadzisz?- zapytała, łapiąc się za głowę, która zatrzęsła się w niecodzienny sposób
Przygryzłem wargę, a rozległy świat ludzkiego umysłu niemal od razu mnie pochłonął, sprawiając, że najprawdopodobniej kompletnie odleciałem. Przymknąłem oczy, próbując przypomnieć sobie dokąd właściwie chciałem ją zabrać, jednak nic nie przychodziło, kompletna pustka. Gdyby tak głębiej się zastanowić, czy ja choć przez chwilę miałem plan? Czy aby na pewno całe to wyjście nie było jedynie spontaniczną próbą przezwyciężenia samotności?
Po raz kolejny uśmiechnąłem się nerwowo, przeczesując włosy.
-Bo ja emm…- udałem zamyślonego, jakbym faktycznie się nad czymś zastanawiał- Nie wiem, ale w okolicy mają świetną kawiarnię i lodziarnię, i piękny park!- zacząłem wymieniać na palcach, może aż nazbyt przy tym fantazjując, nie mając pewności, czy Akari w ogóle za mną nadąża- Jest gorąco, więc możemy pójść po coś zimnego! Zresztą chyba trochę cię wymęczyłem i potrzebujesz dawki energii..tak, to dobry pomysł!- zawołałem, wsuwając ręce do kieszeni- Jeszcze raz przepraszam za wcześniej, mogłem skrzywdzić cię drugi raz tego samego dnia… to byłoby dość niefortunne.- udałem zamyślonego, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt
<Akari? Ten dzieciak jeszcze cię nie wystraszył, prawda? >
Od Akari CD Toshiro
- Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, a poza tym nie lubię siatkówki – prychnęłam, będąc świadoma, że nie bardzo go to interesuje.
Rozmasował sobie żebra i popatrzył na mnie z politowaniem, jakbym była dzieckiem z podstawówki, albo jeszcze gorzej, jednak to spojrzenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje słowa faktycznie nie robiły na nim wrażenia.
Po chwili dopiero się skapnęłam, że zaliczono nam punkt. Jak się okazało ktoś po mojej główce, rzucił się po piłkę i ją przebił. Ciężko było w to uwierzyć, no ale narzekać nie ma co. Mecz wygraliśmy z przewagą 4 punktów, bez kolejnych głupich sytuacji. Nauczyciel odezwał się dopiero na końcu meczu, oświadczają, że drugą godzinę poświęcimy na mecz koszykówki, a ja aż podskoczyłam z radości.
Tym razem trafiłam do przeciwnej drużyny niż Toshiro, a patrząc na chłopaków w jego teamie, już zaczęłam się zastanawiać, jak poradzę sobie z nimi i czy mam jakiekolwiek szanse.
Po gwizdku jakiś chłopak z naszego teamu wybił piłkę, którą udało mi się złapać. Oceniając szybko sytuację, zdecydowałam się podbiec jedynie do łuku, ponieważ nie napotykałam się po drodze na nikogo, skąd rzuciłam za trzy punkty. Nieznacznie spudłowałam, jednak jakiś wyższy chłopak dobił piłkę. Obie drużyny szły łeb w łeb, co motywowało mnie bardziej z każdą chwilą. Po 10 minutach zauważyłam, że Toshiro do tej pory kompletnie nie rzucał się w oczy, jednak teraz patrząc na niego, przeszedł mnie dziwny dreszcz. Wydawał się w pełni wypoczęty, a to że w ogóle zwróciłam na niego uwagę, oznaczało, że wymienił się z kimś pozycją. Na gwizdek, moja drużyna natychmiast zaatakowała, ja jednak zdecydowałam się chwilowo zostać na obronie i poobserwować, czy coś się zmieniło.
<Toshiro?>
Od Akari CD Alexander
-Wszystko w porządku – powiedziałam uśmiechając się delikatnie. – Zastanawiałam się właśnie, jak dotrzeć na lekcję biologii.
Przyjrzałam się chłopakowi, z którym się zderzyłam. Z pewnością był wyższy ode mnie, ale wyglądał wyjątkowo przyjaźnie, przez co natychmiast zapomniałam o zderzeniu. Patrzył na mnie z szerokim uśmiechem, którego nie potrafiłam nie odwzajemnić.
- Mogę cię zaprowadzić - powiedział radośnie, a mi udzielił się jego humor. – Tak w ogóle Alexander jestem.
-Akari, miło mi – podnieśliśmy się z ziemi i oboje wybuchliśmy śmiechem, z niewiadomych powodów.
-Przepraszam – powiedziałam wciąż rozbawiona mając na myśli nagły napad śmiechu. – A w sumie przewodnikiem nie pogardzę.
Alex uśmiechnął się jeszcze szerzej, jeśli to możliwe i zaczął iść w kierunku wschodniego skrzydła. W czasie wędrówki opowiadał wiele żartów, ale też poinformował mnie o paru istotnych sprawach i ostrzegł na kogo warto uważać. Słuchałam wszystkiego z uśmiechem, co jakiś czas wtrącając uwagę lub zadając pytanie.
Po kilku minutach staliśmy już pod salą z numerem 7.
-Jesteśmy na miejscu – poinformował mnie Alex, robiąc ukłon tuż przed drzwiami Sali, w której miałam mieć lekcję.
-Dziękuję – odparłam, odpowiadając delikatnym ukłonem, na który chłopak zareagował zaraźliwym śmiechem.
Miło mi się z nim rozmawiało i nie specjalnie uśmiechało mi się kończenie rozmowy, jednak ucieszyłam się, gdy Alex zaproponował spotkanie po lekcjach. Na moment przed dzwonkiem zdążyliśmy jeszcze wymienić się numerami. Przez moment jeszcze patrzyłam, jak chłopak biegnie w kierunku swojej Sali, po czym zajęłam wolne miejsce pod oknem, na końcu sali.
Nauczyciel przyszedł minutę po dzwonku, więc zdążyłam się jeszcze na spokojnie przygotować do lekcji. Pani Brooks okazała się być bardzo sympatyczną osobą, a jej lekcja zdecydowanie ciekawsza od tych, na które do tej pory miałam sposobność uczęszczać.
Po lekcji biologii odbyło się jeszcze parę spokojnych lekcji, a dzień minął bezproblemowo, więc parę minut po dzwonku stałam już na placu, przed wyjściem z budynku szkoły, oparta o jeden z filarów, kończąc książkę „Ember in the Ashes” w oczekiwaniu na towarzystwo.
<Alex, dżentelmenie? :D>
Od Toshiro CD Akari
- Wiesz gdzie jest sala 14? - Podniosłem jedną brew patrząc na nią obojętnym wzrokiem. Najpierw zauważyłem, że wręcz podskoczyła na tym krześle, po czym powoli i niepewnie podniosła wzrok, patrząc na mnie dwukolorowymi oczami.
- Nie- Pokiwała głową - Sama jestem tu od niedawna... Ale wydaje mi się, że to sale językowe - Ścisnęła usta, przez co stanowiły one jedną krótką kreseczkę. Spojrzała na swoje ręce, które trzymała pod stołem i albo czekała na moją odpowiedź, albo była taką niemową, że wolała siedzieć już cicho. Westchnąłem jedynie, wstając
- Nara - Wziąłem swoją tackę ruszając w kierunku sali.
Na moje szczęście bądź też nieszczęście, w miarę szybko odnalazłem salę, w której miałem mieć dwie lekcje pod rząd. Rzuciłem torbę pod ścianę dołączając się do niewielkiej grupki chłopaków, którzy byli przejęci jakimś meczem, który ostatnio leciał w telewizji, jako iż go widziałem to mogłem wydać swoją opinię, lepiej mieć jakiś znajomych w klasie, niż nie mieć nikogo.
Po dwóch męczących godzinach, przyszedł czas na w-f. Jedyna lekcja, gdzie można chociaż trochę się wyżyć. Z zaskoczeniem odkryłem, że mamy ćwiczyć z jakąś pierwszą klasą... Przecież nasze postury straszliwie się różnią, a co za tym idzie i umiejętności... Zaraz kogoś skrzywdzę i znowu wylecę...
- Czemu w 4 klasie, mamy lekcje z pierwszoklasistami? - Zapytałem, przebierając się
- Jakaś zmiana planu jest, nam też to nie jest na rękę
Przewróciłem oczami widząc młodszą klasę i poszedłem na salę, gdzie zacząłem już rozgrzewkę. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy weszły również i dziewczyny, a w tym ta sama, która na mnie wpadła. W krótkich spodenkach i koszulce wyglądała na jeszcze mniejszą.
Słowa trenera, jeszcze bardziej mnie rozśmieszyły
- Jako iż jest was mało to podzielimy się na dwie drużyny i będziemy grać w siatkówkę, a więc tak... Ty tutaj, a wy tutaj, dalej!
Rozejrzałem się po swojej stronie boiska, chciałem już podejść bliżej do siatki, gdyż nikogo tam nie było, kiedy wpadłem na kogoś. Spojrzałem nieco w dół i ujrzałem Aki
- Serio jesteś mała... - Cofnąłem się, podnosząc rękę w gotowości do odebrania piłki. Po 10 minutach gry, wygrywaliśmy jednym punktem, kiedy piłka ponownie leciała w naszą stronę, mogłem wyciągnąć tylko rękę, dzięki czemu białowłosa nie musiałaby się wyginać i mocować z przebiciem, ale szczerze? Nie miałem na to ochoty. Sądziłem, że odbije piłkę w przeciwnym kierunku, albo ją puści, a tu proszę, tak niefortunnie ułożyła ręce, że dostała piłką w głowę! Chciałem się powstrztmać, ale zamiast tego parsknąłem śmiechem.
Akari?
sobota, 15 kwietnia 2017
Od Akari CD Toshiro
-Chyba masz rację – powiedziałam speszona. – Wybacz.
Po chwili zdecydowałam się przyglądnąć chłopakowi. Był prawie pół metra ode mnie wyższy co wbiło mnie w ziemię. Nie powinno mnie to dziwić, bo nietrudno jest być wyższym ode mnie, jednak moja reakcja była, jaka była. Nie zdążyłam przypatrzeć się twarzy, ponieważ większość zasłaniały niesforne złociste włosy, ale udało mi się dostrzec kątem oka niebieskie oczy.
-Idziesz na stołówkę? – Zapytałam cicho, na co odpowiedział mi zdawkowym skinieniem głowy. –Mogę się przyłączyć?
Nie dostając odpowiedzi, poszłam tuż za nim, skacząc wzrokiem od ścian do jego pleców i z powrotem. Zastanawiałam się, czy idąc tak nie jestem czymś w stylu pasożyta, ale co innego mogłabym zrobić.
Stołówka okazała się dość spora, ale pomimo wielu okien, nie była specjalnie jasna. Wielu uczniów już spożywało swój posiłek i rozmawiało ze znajomymi. Jak się spodziewałam był „szwedzki stół”, tak więc po chwili namysłu, wzięłam talerz, nakładając na niego kawałek chleba i ser. Z automatu obok wzięłam sok pomarańczowy i z gotowym śniadaniem poszłam do najbardziej oddalonego od okien, a co za tym idzie najbardziej zacienionego stolika. Biorąc pierwszy kęs, rzucił mi się w oczy charakterystyczny cień, którym okazał się być nieznajomym sprzed chwili. Uśmiechnęłam się blado i obserwowałam jak siada naprzeciw mnie.
-Hej, wybacz, że wcześniej nie zapytałam, ale jak masz na imię?
Nie wiedziałam czego się spodziewać, więc zapytałam o najprostszą rzecz na świecie.
-Toshiro – odpowiedział beznamiętnie.
-Akari, miło mi.
Przeszedł mnie dreszcz i zdawało mi się, że w jego oczach przez chwilę można było zauważyć rozbawienie, jednak nie skomentowałam tego w żaden sposób, nie mając nawet pewności, czy faktycznie tak było.
-Smacznego – powiedziałam cicho, kończąc, jak mi się wydawało wymianę zdań.
Chwilę jeszcze zastanawiałam się, jak wielkiego głupka z siebie zrobiłam, aczkolwiek przestałam o tym myśleć, póki co obserwując kolejno wchodzących, coraz to nowych uczniów.
<Toshiro, nie zjesz mnie? ;_;>

