Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Kichi CD Anji

Patrzyłam na dziewczynę gdy odchodziła jak na idiotkę, że niby Vitya żałował? Mam w to uwierzyć? Po tym wszystkim? Nie....teraz było już za późno....Prychnęłam pod nosem klnąc soczyście, wzięłam tackę z prawie nie tkniętym jedzeniem i odniosłam je do okienka. Jakoś mi zbrzydło.... Poprawiłam bluzę i przeczesałam włosy palcami po czym wyszłam z lokalu. Zimne, wieczorne powietrze owiało moją twarz oraz wdarło się pod nie zapiętą bluzę. Bez zastanowienia wyjęłam paczkę papierosów i zapaliłam jednego idąc w stronę akademika, nie miałam ochoty rozmawiać o tym co się tam działo, bo po co rozdzierać stare rany? Mój krok z coraz większą dawką nikotyny stawał się spokojniejszy, podobnie jak i oddech. Zanim się zorientowałam stałam pod wejściem do pokoi akademickich. Wyrzuciłam niedokończonego peta do kosza i weszłam do środka. Następnie po schodach na górę i do pokoju. Cudem udało mi się zdobyć tą jedynkę i w sumie bardzo dobrze. Jestem za bardzo aspołeczna by z kimś mieszkać, a mimo to uwielbiam obserwować ludzi....paradoksalne co? Od kluczyłam drzwi i weszłam do środka .Na wycieraczce były listy....znowu to samo. Podniosłam pocztę i spojrzałam tylko na nadawce i sposób zaklejenia. Viktor...Yuu....i Yuri? Zaciekawiona listem od Yuriego zamknęłam za sobą drzwi i wyjmując mój nożyk szybko otworzyłam list i wyjęłam kartkę, usiadłam na łóżku i zamarłam. Nawet on? Jedyna osoba której ufałam? Treść listu była krótka, a jednak zabiła mnie do końca. "Viktor miał racje....nie wiem po co cię broniłem" Yuri? Czemu jeszcze ty? Wrzuciłam wszystkie listy do kartonu nad łóżkiem i wyjełam zdjęcie z ramki obok. Przedstawiało ono mnie i Katsukiego. Miałam 7 lat i jeździliśmy na nim razem na łyżwach. Wspomnienia uderzyły we mnie, a w oczach znów pojawiły się łzy. Wyjęłam zapalniczkę i podpaliłam je. Patrząc jak zdjęcie znika pochłonięte w ognistych językach. Kiedy ogień dosięgał moich palców wyrzuciłam skrawek za okno.
Bez sił usiadłam na ziemi. Czemu nie mogą mnie po prostu zostawić tylko gnębią dalej?
Wzięłam wcześniej odstawiony nożyk z łóżka zdjęłam bluzę i lekko nacięłam skórę. Ręce cięłam aż do łokci i teraz trudno było znaleźć wolne miejsce. Moje ręce znów krwawiły....ale przynajmniej pozwoliło mi na chwile zapomnieć, owinęłam ręce bandażami i naciągnęłam czarne za łokieć rękawiczki bez palców. Wygrzebałam z szafki obok mnie leki nasenne i wodę. Wzięłam dwie, na efekt nie czekałam długo....zasnęłam.
~*~
Następnego dnia po zajęciach udałam sie do stołówki, wzięłam tackę i nałożyłam sobie jedzenia na talerz, po czym zaczęłam szukać wolnego miejsca. Trafiłam na wolny stolik, ale długo nie zostałam sama. Dosiadła się do mnie Anji. Uśmiechnęłam się wrednawo.
-Oh? Nie ma nigdzie indziej miejsca? Jaka szkoda nacierpisz się oddychając tym samym tlenem co ja....-Podparłam głowę na ręce i zaśmiałam się cicho.
-Wyjaśnij mi to....-Warknęła na mnie.
-Ale, że co? -Uśmiechnęłam się uroczo i bardzo sztucznie. -Jak się oddycha? To proste....-Zaczęłam ale przerwała mi.
-Nie udawaj głupiej....wiesz o co mi chodzi....
-.....-Naburmuszyłam policzki co najmniej jak Viktor gdy był zły, oraz zmrużyłam oczy. -Nie mam obowiązku spowiadać ci się z mojego życia....-Wzruszyłam ramionami. -Po za tym im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Kochana, lepiej się tym nie interesuj...-Dodałam i spokojnie popijałam mój soczek dalej, patrząc na reakcje dziewczyny ze spokojem.

Anji? Z nią ni ma łatwo default smiley xd

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Anji CD Kichi

Westchnęłam i odłożyłam widelec. Chciałam tego tematu uniknąć, jakoś sprawić żeby to sama zrozumiała, ale widać, że nie tylko ja potrzebuję soldnego kopniaka w dupę. Tylko czy ja jestem odpowiednią osobą? Sama... Nie jestem przekonana, czy dobrze robię. Z drugiej strony tylko mój ojciec widział to, co ja...
- Niech będzie. Skoro chcesz wiedzieć... Tylko ostrzegam, to nie będzie przyjemne. - mruknęłam i spojrzałam Kichi głęboko w oczy.
- Kiedy zaczęłyśmy dorastać, twój ojciec przyszedł do nas. Nie wiedział co robić żeby zapewnić ci bezpieczne wejście w dorosłość... Żebyś miała mniej problem ze znaleziem pracy... Więc mój tata doradził to co zadziałało u mnie. Postawić wszystko na jazdę figurową. Na początku wszystko szło dobrze, ale później... - zadrżałam, przypominając sobie zdarzenia z minionych lat - Później przyszedł do nas ponownie. Ale wyglądał inaczej. Ojciec, rzecz jasna mnie wygonił, ale szybko wróciłam i zaczęłam podglądać. - zaśmiałam się gorzko - Gdyby nie to, to nadal żyłabym w nieświadomości kim naprawdę jesteś. Wiesz co się stało? Twój ojciec płakał. Opowiadał o tym, że coraz bardziej się od siebie oddalacie, że coraz rzadziej widzi cię szczęśliwą. -wstałam i zaczęłam się pakować, po czym chwyciłam tackę z niedokończonym obiadem i wyszeptałam:
- Wtedy nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Moja ukochana, dobra Kichi miałaby doprowadzić własnego ojca do łez? Ale później... Usłyszałam waszą rozmowę. Usłyszałam jak czynisz mu wyrzuty, jak zarzucasz mu potworne rzeczy... Nie tylko jego serce złamałaś tego dnia. - wzięłam głęboki wdech, by skończyć to co zaczęłam - Owszem, nie wiem dlaczego to zrobiłaś. Swoje powody pewnie miałaś. I owszem, może nie jestem dobrą osobą. Ale nawet ja wiem, że rodziny się tak nie traktuje. - dokończyłam i odeszłam od stołu, nie dając jej szansy na odpowiedź. Odłożyłam tackę i wyszłam z jadalni. Oparłam się o ścianę i przymknęłam oczy. Nikogo nie było w pobliżu, panowała więc niezwykła jak na to mniejsce cisza. Westchnęłam i zagarnęłam za ucho jakiś niesforny kosmyk włosów. Poczułam przy tym jakąś wilgoć na policzkach. Zaskoczona potarłam je rękoma. Ja... Kichi... Dlaczego to wszystko musiał się skończyć? Pokręciłam głową i przykucnęłam. Wspomnienia z minionych dni wypełniły mi głowę. Schowałam twarz w dłoniach i pozwoliłam łzom płynąć.Tak bardzo chciałabym zrozumieć dlaczego Kichi tak postąpiła. Bo przecież musiał istnieć jakiś powód, prawda?
<Kichi? Takie trochę poważniejsze, nie chciało mi się dłużej tego ukrywać >

wtorek, 15 sierpnia 2017

Od Michaela CD Anji

Hm...
Głowiąc się nad najlepszym możliwym rozwiązaniem - najlepszą opcją jednak najwyraźniej było czekanie do jutra z odbiorem kociaka, trzeba będzie powiedzieć o tym Niki. Tym i lepiej może, będzie miała więcej czasu, by przygotować pokój na przybycie nowego lokatora.
- Nie chciałbyś się wybrać razem z nami? Znaczy, jeśli masz ochotę. Będzie tam mój kuzyn z siostrą i czułabym się raźniej... Nie być sama - zapytała w pewnym momencie Anja, najwyraźniej nieco zakłopotana.
Zaskoczony nagłą propozycją dziewczyny, przez dłuższą chwilę nie odpowiadałem. Na dobrą sprawę, jak stwierdziłem, naprawdę długo nie pływałem - ostatnio byłem na basenie kilka bitych miesięcy temu, gdy razem z Mariś i wujkiem pojechaliśmy do miasta, bo trzeba było coś kupić dla dziadzia - podczas gdy wujek robił zakupy, my z Mariś poszliśmy na miasto i tak trafiliśmy właśnie też na basen.
Teraz zaś nic raczej nie stało na przeszkodzie, żebym odmówił. Na dnie szafy powinien gdzieś leżeć strój - zwykłe, czarne spodenki kupione kiedyś na szybko - a jak dopisze mi szczęście, to znajdę gdzieś też czepek i okulary. Wzdrygnąłem się na samą wizję przekopywania się przez tą stertę rzeczy, która w większości leżała tak nieuporządkowana od mojego przyjazdu, ruszana tylko wtedy, gdy musiałem akurat coś wyciągnąć - czasem znajdywałem, czasem nie. Od dawna zabierałem się do zrobienia porządków, ale zawsze akurat coś wypadało. A to leń, a to szkoła czy coś.
- Chętnie - uśmiechnąłem się szeroko. - Dzięki, jeśli chcesz, to z przyjemnością się wybiorę. A twój kuzyn nie będzie miał nic przeciwko, że ktoś do was dołączy, tak ogółem?
- Będzie dobrze - stwierdziła. - To skoro tak, przed szesnastą zajdź pod mój pokój i pójdziemy.
- Okey, dzięki, zapamiętam. To ja lecę, bo zaraz przerwa się kończy - rzuciłem, spoglądając na zegar. - Niech ci w słodyczach za propozycję zapłacą, do zobaczenia!
- Cześć - pomachała i skierowała się w stronę sali, gdzie miała mieć następną lekcję. Ja natomiast wytężyłem się, by przypomnieć sobie, co mamy teraz w planie. Historia? Matematyka? Badałem wzrokiem tłum uczniów, by znaleźć kogoś znajomego z klasy, aż w końcu mój wzrok padł na Anastazję. Podbiegłem do dziewczyny.
- Hej, hej, Ana! - przywitałem się. - Orientujesz się, co mamy teraz?
- Hej, Misiu - odparła z lekkim uśmiechem. - Gdzie Czesia zgubiłeś?
- Hm... musiałem przekazać wiadomość, więc się minęliśmy po lekcji. idziesz teraz pod salę?
- Tak, do biologicznej.
- A, no przecież - stuknąłem się lekko w czoło. - A za nic nie mogłem sobie przypomnieć, co teraz tak właściwie mamy.
Koleżanka z rozbawieniem pokręciła głową, po czym skierowaliśmy się pod klasę. Gdy tam byliśmy, wypatrzyłem Niki, która skierowała w moją stronę pytające spojrzenie.
- Kociaka dostarczymy jutro - wytłumaczyłem jej, gdy już usiadłem obok Chesa w ławce, a szatynka przed nami. - Dzisiaj Anja ma plany, ja jakoś też, więc jutro w sam raz, pasuje ci?
- Jasne, w sam raz - uśmiechnęła się.
- No to jesteśmy umówieni.
- Ale nie sprowadzisz kolejnego kota do nas, co? - zainteresował się przyjaciel, zerkając na mnie czujnie.
- No niestety nie - wzruszyłem ramionami ,tarmosząc lekko rudą czuprynę chłopaka. - Może kiedyś.
W tej samej chwili do klasy weszła pani Brooks. Po dłuższej chwili, wypełnionej w głównej mierze sprawdzaniem obecności i ukrócaniem ostatnich, przyciszonych rozmów, nauczycielka zaczęła prowadzić lekcję.
***
Po zajęciach i małej przekąsce ruszyłem szybko w stronę pokoju, by znaleźć potrzebne rzeczy - była piętnasta, więc na spokojnie powinienem się wyrobić. Z tą optymistyczną myślą, zacząłem przeszukiwać swoje rzeczy, z każdą minutą jednak coraz bardziej zniechęcony. Złośliwość rzeczy martwych jak nic, utwierdzałem się w przekonaniu, śledzony rozespanym wzrokiem przez Immi, która z dezaprobatą obserwowała rosnący stos rzeczy na podłodze. W pewnej chwili wrócił i Ches, na wejściu ziewając szeroko.
- Co tak cię przytrzymali? - zapytałem, nie wyjmując wciąż głowy z szafy.
- A takie tam, że gadanie na lekcjach nie zrobi mi dobrze - odparł, idąc na swoje łóżko. Usłyszałem głośny protest sprężyn w materacu, gdy najwyraźniej skoczył na pościel. - A ty co robisz, szykujesz się na jakąś wyprawę?
- Yhym - potwierdziłem. - Na basen idę.
- O, a z kim? - zainteresował się. - Też bym poszedł, ale coś obiecałem.
- Rozchwytywany jesteś, brat - zaśmiałem się. - Z Anją, jej kuzynem i chyba jego siostrą.
- Kuzynem Anji? - powtórzył Ches, nagle dużo bardziej markotnym głosem.
- No, znasz go?
- Jeśli to Suibne, to tak - mruknął. - Jesteśmy razem z drużynie.
- Cheerleaderskiej, tak? - zapytałem. - Cóż, nie wymieniała z imienia, ale możliwe.
- Ano...
- TAK! - krzyknąłem, wyciągając niemal z dna okulary i czepek. - Znalazłem!
Triumfalnie, niemal z czcią, wyciągnąłem znaleziska i położyłem je obok ręcznika i spodenek, a następnie zająłem się wrzucaniem reszty do szafy. Potem się to jakoś uporządkuje.
- O, gratki - zaśmiał się Ches.
- Która godzina tak w ogóle?
- Hm... - chłopak zerknął na wyświetlacz swojego telefonu. - Za dziesięć czwarta, a co? Sakra, muszę podładować. Gdzie ta ładowarka?
- Zostawiłeś ostatnio na lodówce - poinformowałem go, zarzucając plecak na ramię. - Dobra, ja lecę, cześć.
- Do wieczora!
Ruszyłem szybko korytarzem, usiłując przypomnieć sobie, gdzie konkretniej był pokój Anji. Kiedy w końcu sobie to przypomniałem i stanąłem pod - mam nadzieję - właściwymi drzwiami, nieco zziajany, zapukałem.

< Anja? >

Od Anji Cd Michael

Otworzyłam oczy. Zdezorientowana, rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła mojej nagłej pobudki. Na moich nogach dostrzegłam małe kuleczki futra. Zamrugałam kilka razy. Kiedy one tu wlazły? Podrapałam Kawę za uszami. Jest jeszcze ten drugi... Pierwsze maluchy szybko znalazły domy, więc spodziewam się, że i ten w ciągu tygodnia znajdzie nowy dom. Uśmiechnęłam się. Muszę przyznać - mocno mi ulżyło, wiedząc, że kocięta nie będą skazane na mnie do końca swoich żywotów. Sięgnęłam po telefon. Było wpół do ósmej. Odetchnęłam z ulgą. Czyli mam jeszcze sporo czasu. Jednak po chwili coś przykuło moją uwagę. Miałam sześć nowych wiadomości i siedem nieodebranych telefonów. Otworzyłam szerzej oczy. Kto mógł mi zrobić taki spam o takiej godzinie?! Otworzyłam szybko pierwszą z wiadomości wysłaną z nieznanego mi numeru.

6:30, dzisiaj
Hej, tutaj Suga. To mój nowy numer i pomyślałem, że dobrze by było gdybyś go miała. Zwłaszcza, że chodzimy razem do Green Heels. Jak tam w szkole? Wielu masz przyjaciół? Nikt ci nie dokucza?

Suga?! Ale on... Skąd on ma mój numer? W sumie on zawsze tak zaskakiwał, ale o co może chodzić? Zmieszana zaczęłam czytać kolejnego smsa.

6:35, dzisiaj
Wiesz, pomyślałem sobie, że fajnie byłoby dziś razem wyjść. Kilka dni temu byłem na basenie i myślę, że ci się spodoba. Jest tam siłownia, kilka basenów sportowych, skocznie... Masz czas?

6:40, dzisiaj
Jak nie chcesz, to możemy pójść odwiedzić moją mamę w lodziarni. Albo obejrzeć jakiś film w kinie. Albo pochodzić po parku. Albo pojeździć na łyżwach. Co wolisz?

7:00, dzisiaj
Anja... Jesteś tam?

7:10, dzisiaj
Anja??? Wszystko w porządku?! Odpowiedz, proszę!

Następnie była spora przerwa pomiędzy wiadomościami. Kiedy przejrzałam nieodebrane telefony, okazało się, że Suibne spędził ten czas na wydzwanianiu do mnie.

7:24, dzisiaj
Anjo Nataszo Plisetsky. Jeśli zaraz mi nie odpowiesz albo do mnie nie zadzwonisz powiadomię twojego ojca.

Złapałam się za głowę. Co za chłopak! Jak on mógł się spodziewać odpowiedzi o SZÓSTEJ TRZYDZIEŚCI?! Szybko wystukałam wiadomość i wysłałam ją. Mimo wszystko lepiej żeby nie dzwonił do mojego taty z protestami i pytaniami jak matka na obozie siedmioletniego dziecka.
7:32, dzisiaj
... Spokój tam...

7:32, dzisiaj
Anja! Wszystko w porządku?! Dlaczego nie odbierałaś?!

7:32, dzisiaj
Spałam.

7:33, dzisiaj
Och... To co z tym basenem? Możesz iść? Nie masz jakiejś kontuzji?!

7:34, dzisiaj
Czy ciebie da się jakkolwiek uspokoić? I skąd w ogóle ten pomysł z kontuzją?

7:34,dzisiaj
Nie waż się uciekać od odpowiedzi, młoda damo. Martwiłem się o ciebie!
To idziesz ze mną na basen czy nie?


Zdmuchnęłam grzywkę z oka i zamyśliłam się. W sumie fajnie by było wyjść z Suibne. Nie widzieliśmy się parę dobrych lat, a słyszałam, że ten basen jest naprawdę dobry. Poza tym nie wychodziłam ze znajomymi od... Hmm... Będzie z sześć lat...
7:36, dzisiaj
Niech będzie. Pasuje ci szesnasta?

7:37, dzisiaj
Oczywiście. Przyprowadzę ze sobą Ciarę.

Wyłączyłam telefon i odłożyłam go na półkę. Potarłam czoło. Trzeba wyciągnąć kostium... Spojrzałam na kociaki. Nadal spały i nie wyglądały jakby miały ochotę sobie pójść. Westchnęłam i podrapałam je pod brodą. Niestety, zajęcia są obowiązkowe. Uniosłam je delikatnie i położyłam na poduszce. Pogłaskałam je jeszcze kilka razy na uspokojenie, po czym wstałam i otworzyłam szafę. Pochyliłam się i zaczęłam grzebać w ubraniach. Po chwili wyciągnęłam kostium i parę klapek. Położyłam go na biurku i zaczęłam się ubierać do szkoły.
*****
Rozległ się dzwonek. Westchnęłam i zaczęłam się pakować. Wstałam i ruszyłam na stołówkę. Nagle usłyszałam głos Michaela.
-Hej. - rozejrzałam się i zobaczyłam go zbliżającego się w moim kierunku.
-I jak z kociakiem? Zagadała do mnie ogółem Niki, koleżanka z klasy, mówiła, że może przygarnąć jednego, obiecałem dać znać, jak z tobą pogadam. - uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
- Świetnie. W sumie to niesamowite, jak szybko znalazły się im domy. - Misiek odwzajemnił uśmiech.
- To co może być dzisiaj? - spytał, wyciągając telefon i wybierając jakiś numer. Otworzyłam usta, żeby potwierdzić, ale nagle przypomniałam sobie sytuację z poranka. No tak.
-Yhmmm... Właściwie to nie. - powiedziałam, pocierając kark. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- O, coś się stało? - odwróciłam wzrok.
- Nie nic, po prostu... Umówiłam się z kuzynem... Idziemy na basen....- wynaśniłam zmieszana.
- To może zabiorę malucha do siebie i sam załatwię sprawę z Niki? - zaproponował. Potarłam czoło w zamyśleniu i odparłam:
-A co z Cześkiem? I Immi? - przypomniałam cicho i spytałam - Może Niki zabrałaby malucha teraz?- Misiek pokręcił głową i odpowiedział:
- Nie może, ma coś do załatwienia.- Żadne z nas nie wpadło na lepszy pomysł. Co prawda było kilka innych propozycji, jak przekazanie moich kluczy Michaelowi, ale stwierdził, że nie byłoby to zbyt dobrym pomysłem, zwłaszcza, że prawdopodobnie by je zgubił. W końcu spytałam:
- To kociak musi poczekać do jutra, co? - chłopak smętnie pokiwał głową.
- Powiadomię Niki o zaistniałej sytuacji. - powiedział. Ciszę, która zapadła po tych słowach można było kroić masłem. W końcu, lekko zmieszana spytałam:
- Nie chciałbyś się wybrać razem z nami? Znaczy, jeśli masz ochotę. Będzie tam mój kuzyn z siostrą i czułabym się raźniej... Nie być samą.
<Misiek?>

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Czeslava CD Anji

Gdy tylko wyszedłem z pokoju Anji, jasność na korytarzu sprawiła, że na chwilę zostałem oślepiony. Zamknąłem drzwi i ciężko oparłem się o nie... Tyle... tyle się porobiło. I to wszystko z mojej winy. Potarłem otwartą dłonią czoło i zamknąłem oczy. Chciałem... chciałem z nią jeszcze na spokojnie porozmawiać, ale nie! Musiał pojawić się ten sierściuch. Uch... miałem już zaczynać moją wypowiedź nad którą tyle myślałem... ale nie. Kot. K-O-T. Sam nie wiem kiedy osunąłem się po drzwiach na podłogę. Cały drżałem. Co te stworzenia ze mną robią... Spojrzałem na dłonie, na których odbijały się ślady po paznokciach. Czyżbym nieświadomie zacisnął je w pięści? Pokiwałem głową, westchnąłem i podniosłem się. Było tak pięknie...
~~~
Przerwa. Rozejrzałem się po korytarzu. Ludzi było niewiele, większość wylegiwała się na zewnątrz, korzystając z ciepłego słonecznego dnia. Ja wolałem zatopić się w chłodnych murach szkoły. Rozsiadłem się na jednym z parapetów i zacząłem przeglądać powiadomienia. Wyskakiwały różne nic nie wnoszące do mojego życia reklamy. Zerknąłem na wiadomości. Nikt nic ode mnie nie chciał. Ech... westchnałem i przymknąłem oczy. Jak ja uwielbiam takie dni. Dni kiedy zdaje się, że Twoja obecność na tym świecie jest zbędna i nic nie znacząca. Oparłem głowę o szybę i spojrzałem na sufit. Widniały na nim ślady podeszw butów. Zapewne ktoś wpadł na genialną zabawę. Uśmiechnałem się pod nosem. W sumie też bym tak zrobił. Zeskoczyłem z parapetu i trzymając nos w telefonie ruszyłem pod salę. Nagle wyskoczyła mi reklama z jakiegoś parku rozrywki, czy innego cuda. Przebiegłem wzrokiem po ekranie w poszukiwaniu krzyżyka do zamknięcia. Jednakże pokazało mi się, że reklama zniknie za 30 sekund. No nic, trzeba to przeboleć. Przygryzając wargę wpatrywałem się w rollercoastery, karuzele, mechaniczne samochodziki i inne cuda nie widy. Pokazały się nawet jakieś pokazy jazdy na lodzie? Rewia? Meh nie mam głowy do takich rzeczy. Podniosłem wzrok i spojrzałem na grupkę uczniów stojącą pod jedną z klas. Głowili się nad jakimiś zadaniami. Heh... pierwszaki. Jeszcze takie małe przerażone istotki. Ukradkiem ponownie spojrzałem na telefon. Pojawił się magiczny X umożliwiający wyłaczenie reklamy. Jednak wzrok mój przykuło co innego. Ten cały park rozrywki miał przyjechać do naszego miasta. Znaczy się... jest u nas już od dwóch dni. Hmmm może warto byłoby się przejść? Otworzyłem okienko chatu z Miśkiem i wystukałem.
< Bro
< Ty + Ja, dzisiaj wieczór, park rozrywki, co ty na to?
> Zapraszasz mnie na randkę?
Zaśmiałem się pod nosem
< Oczywiście, trzeba pielęgnować brolove :D
> Uuuuuu, to zamiast kwiatów przyniosę colę
< Jak ty mnie znasz <3
> Mój ty mały rudzielcu, muszę Cię niestety zawieść
< ....
> Nie kropkuj mi tutaj Ches! Umówiłem się już dzisiaj...
< Zdradzasz mnie?! *foch*
> Czesiu... ty wiesz, że w mym sercu tylko ty
< Pffff
> Oj no młody, obiecałem już jednej takiej ślicznotce, że spędzę z nią wieczór
< -_______-
< Udanego wieczoru bro
> Ches...
< Pfff lepiej, żebyś mi się dzisiaj na oczy nie pokazywał zdrajco jeden!
> Ches, ale ty wiesz, że mamy jeszcze lekcje dzisiaj? Po za tym mieszkamy razem...
< Och sakra skończ już z tym! Wyprowadzam się!
> Taaaaa? :P A do kogo?
< Już ty się o to nie martw ^^
Schowałem telefon do kieszeni i usiadłem na podłodze. Przymknąłem oczy i oparłem głowę o ścianę. Nic dzisiaj nie idzie po mojej myśli. Nagle poczułem jak ktoś puka mnie w stopę. Otworzyłem oczy i spojrzałem, że ktoś przy mnie kuca.
- Hej Oph - uśmiechnąłem się
- No hej rudzielcu - powiedziała - Chory jesteś?
- Co? Czemu? - zmarszczyłem brwi i czoło
- Jesteś wyjątkowo cicho - uśmiechnęła się
- Taaa dzięki... zostałem zdradzony, z pewnością będę skakał z radości.
- Och, a któż to Cię zdradził?
- Misiek! Woli iść, gdzieś z jakąś panienką niż ze mną!
- Toż to straszne! - powiedział Oph
- Niewyobrażalnie! - przytaknąłem
- To był sarkazm - uśmiechnęła się - Nadal nie ogarniasz, czyli jesteś zdrowy - poklepała mnie w nogę - To ja idę, do zobaczenia później.
Wstała jakby nigdy nic i podeszła do jakiegoś chłopaka. Zobaczyłem też Taigę i Lucasa, czyżby mieli, gdzieś tutaj lekcje? Rozejrzałem się i dojrzałem inne osoby z drugiej C. Czyli zdecydowanie mają, gdzieś tutaj zajęcia.  A z mojej klasy jak nikogo nie było tak nie ma. Podniosłem się i podszedłem do ,,klasy z którą mam niemiłe doświadczenia''.
- Ahoj - przywitałem się podchodząc do Lu
- Hej hej - odrzekł - Ches ogarniasz coś z francuskiego?
Zamrugałem szybko i uśmiechnąłem się. Lu pokiwał głową
- Dobra nie było tematu - zwrócił się znowu do Tai
Odwróciłem się i ujrzałem Anję siedzącą pod ścianą ze słuchawkami w uszach. Przykucnąłem przy niej i dotknąłem jej kolana. Dziewczyna podniosła na mnie wzrok i wyciągnęła jedną słuchawkę z ucha.
- Hej Anjeczko, jak się czujesz? - uśmiechnąłem się - Przepraszam, że wczoraj tak zwiałem... ale kot... no nie ważne, po prostu przepraszam...
- Um spoko.
- Robisz coś ciekawego dzisiaj po południu?
Dziewczyna podniosła jedną brew
- A o co chodzi?
- Wiesz, przyjechał park rozrywki i z chęcią bym się przeszedł, ale samemu to tak głupio... A Misiek jest już dzisiaj zajęty...
- Nie masz innych znajomych? - spojrzała na mnie uważnie
- Wiesz co... - obruszyłem się - Oczywiście, że mam. Jak nie chesz iść to nie.




<Anja?>

niedziela, 6 sierpnia 2017

Od Kichi CD Anji

Spojrzałam na nią z pod byka, ta mała działała mi na nerwy coraz bardziej. Człowiek próbuje podejść, być miłym, a tu? Proszę, jak zawsze.
-Siedzę.....Nie widać? -Mruknęłam zaczynając jeść mój obiad. Dziewczyna trochę się zagotowała, ale ostatecznie gdy miała coś powiedzieć zrezygnowała. Westchnęłam cicho i spojrzałam na nią lekko przygnębiona, co szybko zasłoniłam obojętnością.
-Masz gorączkę? Powinnaś już dawno się na mnie wydrzeć ~ -Westchnęłam teatralnie i uśmiechnęłam się lekko. -A może coś się stało? -Spytałam z błyskiem w oku.
-To nie twój interes Nikiforov.... -Syknęła, a ja westchnęłam cicho. Nie lubię nie wiedzieć o czymkolwiek, a tym bardziej o osobie na której mi zależało, a ta z nieznanego mi powodu wypięła się do mnie i zostawiła....
-Za co ty mnie tak nie lubisz co? Z tego co wiem nasze rodziny nie miały złych relacji, a ty jednak mnie nienawidzisz, chyba mam prawo wiedzieć czemu, skoro tyczy się to mnie? -Uniosłam lekko ręce, wzruszając ramionami i wzdychając cicho.
-No chyba, że wystarczy ci moje pochodzenie, w co szczerze wątpię.....-Założyłam nogę na nogę i wyszczerzyłam się w firmowym, wrednym uśmieszku. -Bo przecież nie jesteś taka....prawda?


Anji?

sobota, 22 lipca 2017

Od Michaela CD Anji

Narastająca pomiędzy nami cisza z każdą sekundą dokładała cegiełkę do barykady, przez którą to coraz trudniej było się przebić. Szedłem więc krok w krok obok Anji, co chwilę otwierając i zamykając usta jak jakaś ryba, walcząca o każdy haust powietrza poza życiodajnym środowiskiem wodnym. Czułem się w sumie nie w porządku wobec dziewczyny - nie było żadnego powodu, aby pomiędzy nami zagościło takie milczenie. Może niedawne spięcia pomiędzy nią a Czesieim, których pośrednio byłem winny, sprawiły, że ciężko było mi zagaić rozmowę, ale równocześnie, chciałem nawiązać z nią nić porozumienia. Równocześnie, obawiałem się, że powiem coś niewłaściwego i dołożę istną ciężarówkę cegieł do i tak wciąż rosnącej barykady. Z chwilą jednak ,gdy uznałem, że tak czy siak zaraz będzie zbyt wielka i chciałem jakoś zagadać, uprzedziła mnie:
- Intensywny dzień, co?- mruknęła, odwracając wzrok w przeciwną stronę. Ja natomiast skupiłem wzrok na Anji. Rzeczywiście, widać było po niej, że jest zmęczona, a krople potu szkliły się na jej czole i spływały co jakiś czas po policzki, niknąc gdzieś we włosach. Musiała być rzeczywiście wyczerpana, co zresztą nie wprawiło mnie w zdziwienie. Sam byłem już senny, a przecież nie ćwiczyłem dzisiejszego wieczoru jazdy na łyżwach.
- Tak- potwierdziłem zatem, posyłając towarzyszce pokrzepiający uśmiech.- Ale możemy być z siebie dumni, prawda? Szukamy jeszcze domu dla jednego kociaka, a pewny jestem, że jutro już ktoś da znać, popytam też ludzi w szkole. Też miej oczy szeroko otwarte!
- Ano, postaram się- kiwnęła głową.
- Właściwie, to chętnie bym wziął jednego- stwierdziłem, opierając się o ścianę przy drzwiach do pokoju dziewczyny.- Ale moja Immi nie za bardzo lubi inne koty, zazdrosna bestia.
- Koty czasem tak mają- stwierdziła.- Broni terenu.
- I niewolników- zaśmiałem się.- Tym bardziej, że Ches drugiego kota w pokoju by chyba nie przeżył!
Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Zaraz potem oderwałem się od ściany.
- No dobra, bo godzina późna, chyba powoli będę uciekał do siebie. Odezwę się, gdyby ktoś dzwonił. Ty też daj znać w razie co, zgoda? I pisz jak z kociakiem koniecznie!
- Obiecuję- potaknęła, po czym otworzyła pokój.- No to... dobranoc.
- Tak- chwilę staliśmy nieruchomo, bez słowa.- Miłych snów, do zobaczenia!
Wolnym krokiem zacząłem oddalać się w stronę swojego pokoju, uprzednio zerkając przez ramię, czy Anja zamknęła już drzwi. Gdy upewniłem się, że zdążyła to zrobić, skręciłem w następny korytarz i dwie minuty później byłem już pod właściwymi drzwiami. Nacisnąłem na klamkę, która ustąpiła bez problemu - czyli Ches już wrócił i jeszcze nie spał.
- Hej, Młody- przywitałem się, lądując ciężko na łóżku.
- Coś taki zmordowany?- zapytał, rzucając mi puszkę coli. Otworzyłem i wziąłem długi łyk zimnego napoju.
- Koty- mruknąłem, ziewając szeroko.- Obstawiam, że drugiego nie chcesz wziąć.
- Pod żadnym pozorem!- niemal krzyknął, a Immi zamiauczała potakująco.
- Przegłosowany- mruknąłem.- No, w sumie może i macie racje.
Zabrałem piżamę, ręcznik, kilka innych rzeczy i poszedłem szybko pod prysznic. Kiedy tylko wyszedłem, prawie wskoczyłem na łóżko i zagrzebałem się w pościeli.
- Dobranoc- mruknąłem.
- Colowych snów!- usłyszałem w odpowiedzi.
- Pełne puszki pod poduchy!
Kotka natomiast po chwili wdrapała się na mnie i ułożyła wygodnie na plecach, uniemożliwiając wykonanie ruchu. Zaraz i zasnąłem...
***
Następnego dnia, wciąż nieco zaspany i z głową w poduszce, szorowałem zęby przed wyjściem na lekcje, słuchając, jak Ches marudzi coś, siedząc nad podręcznikiem, co stanowiło raczej rzadki widok. Poczekałem jeszcze chwilę, po czym razem wyszliśmy.
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek na przerwę obiadową, ruszyłem pod klasę Anji, już po chwili odnajdując dziewczynę w tłumie uczniów kierujących się w stronę stołówki.
- Hej!- pomachałem wesoło.- I jak z kociakiem? Zagadała do mnie ogółem Niki, koleżanka z klasy, mówiła, że może przygarnąć jednego, obiecałem dać znać, jak z tobą pogadam.

< Anja? >

środa, 12 lipca 2017

Od Anji CD Michael

Niepewnie kiwnęłam głową. Przybiłam z nim piątkę i ruszyłam, dźwigając wszelkie rzeczy dla małych futrzaków ( nie pozwoliłam sobie pomóc, więc Michael nosił tylko kociaki ) Po drodze zatrzymaliśmy się i odstawiliśmy rzeczy do mojego pokoju. Na umówione miejsce dotarliśmy przed czasem. Oparliśmy się o ścianę i czekaliśmy. Michael próbował zagaić jakąś rozmowę, ale nic się nie kleiło. W końcu na korytarz wbiegły dwie osoby. W jednej z nich rozpoznałam Isil, która często spędzała czas z Michaelem. Drugą był jakiś chłopak. Domyśliłam się, że to owy Alexander, który chciał zaopiekować się Karmelkiem. I tu się zaczęła zabawa. Najpierw trzeba było pójść do Alexandra i upewnić się, czy jego pokój jest w odpowiednich warunkach dla rozwijającego się kociaka. Później trzeba było upewnić się co do Isil, która o ironio! mieszkała na drugim końcu akademika. Kiedy w końcu wręczyliśmy jej kotka, zatrzymała nas na co najmniej dziesięć minut, wypytując się o rasę, pochodzenie, czy ich historię. Jakbyśmy to wiedzieli. Wreszcie, dzięki interwencji Michaela udało nam się uciec. Ruszyliśmy w stronę naszych pokoi. Wreszcie zatrzymaliśmy się przy moich drzwiach. Zapadła cisza. W końcu zebrałam się na odwagę i spytałam:
- Intensywny dzień, co?

<M-Misiek? Nie bij. Północ to niezbyt dobra pora na rozpisywanie się.A już zwłaszcza na budowanie skomplikowanych relacji międzyludzkich>

wtorek, 11 lipca 2017

Od Anji CD Czeslava

- A więc jednak... - westchnęłam, patrząc na chłopaka. Ten zaskoczony, przekrzywił głowę i zapytał:
- Jednak co? - odwróciłam wzrok i powiedziałam:
- Po prostu cieszę się, że ktoś się mną zainteresował. - przełknęłam głośno ślinę.
https://pbs.twimg.com/media/CvKZI7LWEAA06PF.jpg
Jestem zagubiona. Dlaczego nagle się tym przejmuję? Kiedyś miałabym to w nosie,a teraz... Najwyraźniej to prawda, że ludzie się zmieniają. Potarłam czoło. Nigdy się nie spodziewałam, że będę chłonęła każdą chwilę bez bólu. W sumie wielu rzeczy się nie spodziewałam, a zdarzyły się w tej szkole. Co za ironia!
- Wszystko dobrze? - usłyszałam głos chłopaka. Kiwnęłam niepewnie głową. Zapadła cisza. Hmmm... Cisza... Przynosi ukojenie, a jednak... Dzwoni w uszach, sprawia, że mamy ochotę wydrapać sobie oczy... Czy to tylko mój punkt widzenia? Czeslav rozejrzał się po pokoju i stwierdził:
- Ciemno tu u ciebie. - i faktycznie tak było. Zasłonięte okna oraz zgaszone światła dawały wrażenie, że przebywało się w piwnicy albo jakiejś ponurej jaskini. Uśmiechnęłam się smętnie. Nagle usłyszeliśmy ciche miauknięcie i poczuliśmy jak Kофе wskakuje na łóżko. Podrapałam go za uchem i westchnęłam. Wstałam, przeciągnęłam się i powiedziałam:
- Tak w ogóle, dzięki, że przyszedłeś. - Czeslav uniósł głowę i spojrzał na mnie spod przymrożonych powiek.
- Anja... Czy wszystko dobrze? - odwróciłam się do niego i spytałam z największym uśmiechem na jaki mnie było stać, czyli jakimś niemrawym grymasem:
- Tak. Dlaczego pytasz? - chłopak zmarszczył brwi i odpowiedział:
- Zachowujesz się... No wiesz... Jak nie ty. - odwróciłam wzrok. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Aż taka byłam okropna? Potarłam kark, ignorując Kофе ocierającego się o moją nogę. Poszukałam w głowie odpowiedniej odpowiedzi, aż w końcu odezwałam się:
- Po prostu ostatnio tyle się zmieniło, że sama nie wiem co robić. - spojrzałam na Czeslava. Ten, wyglądał jakby chciał mnie przejrzeć samym spojrzeniem.
- Rozumiem. - powiedział cicho. I ponownie. Ten brak dźwięku wżerający się w czaszkę, powodujący irytację związaną z nieprzyjemnym świszczeniem w uszach. Po jakiejś chwili Czeslav wstał i rzekł spokojnym, wręcz nienaturalnym głosem:
- To do zobaczenia. - przełknęłam głośno ślinę. Niemal czułam tą bijącą od niego obcość. Aż tak narozrabiałam?
- Do widzenia.- bąknęłam. Chłopak otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. I tyle go widziałam.

<Czesiek? Sorka, wena jeszcze nie włączyła trybu "aktywność". Pozostawiam pełne pole do popisu>

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Czeslava CD Anji

- Masz pij - powiedział Misiek wręczając mi szklankę
- Co to jest? - zapytałem cicho biorąc nieznany mi płyn
- Lekarstwo - odrzekł - Kac morderca nie ma serca.
- Yhym - mruknąłem przykładając szkło do ust i biorąc łyk - Weee gorzkie.
- Nikt nie powiedział, że lekarstwo ma być smaczne, ono ma działać - uśmiechnął się - Po za tym masz tam aspirynę, więc zaraz przestanie Cię boleć głowa. Tak się załatwić w środku tygodnia - pokiwał głową i cmoknął z niesmakiem.
- Dobrze, że nikt się nie zorientował - mruknąłem
- Głupi to jednak ma szczęście - poczochrał mnie po głowie - Dobra ja idę robić lekcje, jak coś byś chciał to wiesz, gdzie jestem.
- Z pewnością Cię odnajdę - uśmiechnąłem się
Wypiłem zawartość szklanki do końca i odstawiłem naczynie na stół. Odpaliłem kompa i zacząłem przeglądać, co tam w świecie nowego. Czyli tradycyjny zestawik - mail, gry, śmieszne stronki, twarzoksiążka. Nic specjalnego. Z ciekawości wszedłem na e-dziennik sprawdzić oceny i jak dzisiaj załatwili mi obecność. Zalogowałem się i od razu wszedłem w zakładkę oceny, szybkie przelecenie oczami. Mmm nic nowego... a jednak... sakra, kolejna pała z chemii. Westchnąłem i przeszedłem na frekwencję. Nieobecny usprawiedliwiony... eee to nie ma, co narzekać. Uśmiechnąłem się pod nosem i wylogowałem. Miałem już wyłączać go, gdy nagle zobaczyłem powiadomienie z GG. Kliknąłem na słoneczko i wyskoczył mi dymek z Tai.
> Hej, jak się czujesz?
< Dobrze
< Głowa jeszcze trochę boli, ale nie najgorzej.
> A co z Anją?
< Skąd mam wiedzieć?
> Podobno byłeś z Miśkiem, przy niej, gdy zemdlała.
< Przed Tobą cokolwiek się ukryje? :P
> Haha, pamiętaj, że ja wiem wszystko
> To mów
< Nie mam pojęcia
< Poszła z pielęgniarką i tyle ją widziałem
> ....
< Coo?
> Powinieneś się trochę zainteresować.
< JA?! Z jakiej racji?
> Jakby nie patrzeć to trochę przez Ciebie...
< Czy ty chcesz mnie teraz wprowadzić w poczucie winy?
> Nieee, absolutnie
> Mówię to do Ciebie, jak Twoja dobra koleżanka
< ...
< Mam teraz iść do niej i zapytać jak się czuje?
> Mądry chłopiec ^^
> Szybko się uczysz
< Dobra, już nic nie mów...
> Jak wrócisz to czekam na info! :*

Zamknąłem laptopa, westchnąłem i wstałem. Dlaczego ona zawsze musi mieć rację? Wsunąłem stopy w klapki i ruszyłem wzdłuż korytarza, następnie schodami w dół, schodami w górę, korytarzem... i już byłem przed jej drzwiami. Delikatnie zapukałem. Odpowiedziała mi cisza. Zapukałem jeszcze raz. Gdy znowu odpowiedziała mi cisza, miałem już iść, ale przed oczami stanęła mi twarz Tai i jej niezadowolona mina. Nacisnąłem na klamkę. Ustąpiła. Pchnąłem lekko drzwi.
- Anja jesteś tutaj?
Znowu cisza... Wszedłem do środka i zobaczyłem ją jak siedzi na łóżku, z podwiniętymi nogami. Nawet na mnie nie spojrzała. Przełknąłem ślinę i usiadłem obok niej. Przez chwilę razem siedzieliśmy w ciszy. Nagle dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie.

<Anja?>

Od Michaela CD Anji

- A za taksówkę to kto zapłaci?- zawołałem w stronę oddalającej się sylwetki dziewczyny. Anja gwałtownie zahamowała i odwróciła głowę, spoglądając w moją stronę. Niesforny blond kosmyk opadł na jej twarz, ale niedbale zagarnęła go dłonią za ucho. W kilku długich susach wróciła z powrotem.
- Wybacz- mruknęła, grzebiąc w kieszeni, najwyraźniej w poszukiwaniu portfela. Zaśmiałem się w odpowiedzi na nieco nerwową reakcję dziewczyny.
- Daj spokój, żartowałem- trąciłem lekko palcem jej bok.- Starczy, że będziesz zajmowała się tymi szkrabami dopóki nie znajdą domu.
Zmarszczyła brwi, przyglądając mi się spod byka. Uniosłem ręce w pojednawczym geście zanim cokolwiek powiedziała.
- Dobra, dobra, niech będzie. Po równo, zgoda?- wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu.
- Tak- wcisnęła mi drobniaki w dłoń. Ja odliczyłem natomiast swoją część i podałem taksówkarzowi. Zabraliśmy kociaki i ich sprzęty, po czym auto odjechało z piskiem opon, zostawiając po sobie smród spalin. Jeny, skąd oni wzięli tego grata? Stary samochód wujka, którym uczyłem się jeździć na polu tak nie kopcił. Powróciłem myślami do sielskich wspomnień, kiedy zjeżdżała się cała rodzinka na zbieranie ziemniaków - niby brzmiało trochę jak czasy sprzed wielu lat, ale mimo wszystko nie zamieniłbym tego na żadne nowoczesne maszyny. Pomimo bólu pleców na koniec dnia, grudek ziemi w każdym możliwym miejscu i poobcieranych knykci od ciągniętych worów z ziemniakami, wspominałem te dni bardzo dobrze - wyścigi z kuzynostwem na siedzenie traktora (jakkolwiek nieodpowiedzialne było powierzenie dzieciakom słusznych rozmiarów pojazdu, nikomu nic nigdy się nie stało, a żadnemu dorosłemu nie zaświtała myśl, by zabrać młodym taką frajdę), wspólne obiady składające się głównie na grochówkę w wielkim garze wujka Hansa, który to stawiał wszystko na koc na łące obok i rozsyłał najmłodszych z miskami i drewnianymi łychami czy też szukanie krzemieni, którymi później na wyścigi krzesaliśmy ognisko. Nie muszę chyba dodawać, że zazwyczaj kończyło się na używaniu tradycyjnych zapałek.
W tej samej chwili usłyszałem charakterystyczną melodyjkę - "tut tu tu~!" z mojej kieszeni telefon, mając cichą nadzieję, że to Mariś albo ktoś z rodzinki - dziadek obiecał mi w liście, że skoro wyposażył się w telefon, to "kiedy zrozumie te wszystkie znaczki", na pewno "zapiszczy". Obcy numer. Kliknąłem na płytkę z nieco wytartym już, ale wciąż widocznym, zielonym klawiszem i przyłożyłem telefon do ucha.
- Halo halo? Alexander Gìntarės z tej strony, miło mi- z głośników popłynął obcy, młody głos.
- Michael Rosenthal, mi również- zaśmiałem się.- Czyżby w sprawie kotków?
Ana spojrzała na mnie czujnie, a po chwili przytaknęła z namysłem. Wspominała, że jakiś chłopak do niej dzwonił w podobnej sprawie. Chyba nawet miał jakieś imię związane z makiem.
- Tak, dokładnie, dzwoniłem już wcześniej (Bingo!), ale na inny numer. Chciałem upewnić się, czy aby na pewno wciąż mogę jednego przygarnąć.
- Jasne!- zaśmiałem się.- Miałem brać karmelowego, nie? Kiedy moglibyśmy go dostarczyć?
- W każdej chwili, o ile to nie problem, choćby teraz!
- To rozumiem! W którym pokoju mieszkasz?
- Nie musicie aż tak podchodzić, wyjdę na korytarz na pierwszym piętrze akademika.
- E, żaden problem. Ale jak chcesz, to spoko. Zaraz tam będziemy, do zobaczenia!
Rozłączyłem się, ale zanim schowałem telefon do kieszeni, prędko jeszcze zadzwoniłem do Isil, by dowiedzieć się, czy również już może odebrać kotka. Kiedy dziewczyna cichutko potwierdziła, wykonałem gest zwycięstwa w stronę Anji.
- To jak, idziemy?

< Anja? Wybacz, że dopiero odpisuję >

sobota, 10 czerwca 2017

Od Anji CD Czeslava

Jęknęłam i otworzyłam oczy. Spróbowałam unieść się na łokciu, ale doszedł do mnie głos matematyka.
-Leż dziewczyno. Nie ruszaj się na razie. - wypełniłam polecenie. Nie rozumiałam,co się dzieje, ale w sumie mało mnie to obchodziło. W tym momencie przejmowało mnie tylko jedno: mocne, nieustające pulsowanie w mojej głowie. Jeśli za poprzednim razem ból był mocny, to teraz ktoś mi przywalił rozgrzanym żelazkiem. Po chwili dobiegła do nas pielęgniarka. Usiadła przy mnie i zaczęła mnie badać i wypytywać. Kiedy usłyszała, że strasznie mnie boli głowa, zmarszczyła brwi. Sprawdziła mi temperaturę i cmoknęła.
- No cóż, moja droga. Na lekcję dzisiaj nie ma szans. Pójdź do pokoju się położyć, a ja zaraz przyjdę ze środkiem przeciwbólowym. Chłopcy, pomożecie jej? - odwróciła się do dwóch znajomo wyglądających chłopaków. Pomimo tego, że moja głowa bolała niemiłosiernie rozpoznałam ich. Michael i Czeslav. Misiek wyglądał na przejętego, natomiast Czesiek... Cóż... Chyba TROCHĘ się martwił. Zresztą i tak nie miałam siły żeby padać na kolana i przepraszać, co bym pewnie zrobiła w moim obecnym stanie. Wstałam ciężko i ruszyłam powoli do pokoju. Chłopcy sunęli obok mnie, jak dwa duchy, nie odzywając się ani razu. Kiedy doszliśmy do pokoju, zapadła cisza. W końcu przerwałam ją, mówiąc:
- Dziękuję za pomoc. - chłopcy coś tam mruknęli. Potarłam czoło, próbując przypomnieć sobie, co się w ogóle stało. Pamiętam, że biegłam na korytarz, co chwilę na kogoś wpadając... Ach! No właśnie! Przecież jedną z tych osób był Czesiek! Odwróciłam się do Czeslava i powiedziałam:
- Przepraszam za staranowanie. No wiesz, wcześniej.
- Nic się nie stało. - usłyszałam odpowiedź chłopaka. Misiek natomiast, zaczął grzebać w plecaku, a po chwili wyciągnął zeszyt. Podał mi go i wytłumaczył:
- Twój. Upuściłaś go. - przyjęłam przedmiot i spojrzałam na okładkę. Fizyka. Kiwmęłam głową w ramach podziękowania i otworzyłam drzwi. Weszłam do pokoju. Usłyszałam ich kroki. Westchnęłam i skuliłam się w kłębek. Teraz gdy nikogo przy mnie nie było poczułam się dziwnie osamotniona. A ból, narastał i narastał,aż w końcu moje policzki zrobiły się mokre. Płakałam. Kolejny raz w ciągu dwóch dni. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otarłam łzy i otworzyłam je. Stała tam pielęgniarka z tabletkami i kubkiem wody. Uśmiechała się.
- Powiedziałam już dyrektorce o całym zdarzeniu i przyniosłam tabletki. -powiedziała. Wyciągnęłam drżącą rękę i przyjęłam leki. Wzięłam je i popiłam wodą.
- Dziękuję.-odpowiedziałam cicho.
- Gdybyś czegoś potrzebowała to marsz do mojego gabinetu,dobrze? - kiwnęłam głową i zmusiłam się do uśmiechu. Kiedy kobieta wyszła, usiadłam przy biurku. Ból, choć powoli ustępował uczuciu bezradności. Podkuliłam kolana i oparłam się na nich brodą.
http://static.zerochan.net/Yuri.Plisetsky.full.2047081.jpg
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Jeszcze dwa dni temu takie akcje byłyby nie do pomyślenia, a teraz czuję się jakbym wiedziała, że takie coś się stanie. Ale mimo wszystko... Co sprawiło, że Czeslav aż tak zmienił moje życie?
<Czeesiek?Ps Nie znam się na medycynie, więc proszę mi wybaczyć wszelkie niezgodności>

Od Czeslava CD Anji

Dlaczego ona nadal tutaj stoi?! W mojej głowie toczyła się walka między dwoma głównymi myślami. Jedną z nich było stanie i patrzenie na to co zrobi dziewczyna, drugą było modlenie się, aby ten przeklęty ręcznik nie spadł. Sakra, że też nie zdążyłem narzucić na siebie nic po za nim! Byłem tak zajęty wewnętrzną walką, że gdy Anja przemówiła, byłem w jeszcze większym szoku.
http://data.whicdn.com/images/98394474/original.gif
-Przepraszam! Ja wiem, że źle zrobiłam. Wy chcieliście się zaprzyjaźnić, a ja odsuwałam was od siebie i oskarżałam was jakby to była wasza wina - dziewczyna zbliżyła się niebezpiecznie blisko mnie. Ścisnąłem ręcznik jeszcze mocniej. I wtedy stało się. Dziewczyna rzuciła się na mnie! Przed moimi oczami przeleciało całe moje życie. Przypomniały mi się wszystkie chwile z dzieciństwa, każda akcja z podstawówki i gimbazy... i ten przeklęty ręcznik! W tej chwili nie liczyło się nic po za nim. Ścisnąłem go obiema rękoma, przez, co nie byłem w stanie osłonić się przed atakiem dziewczyny. Czekałem na cios, jednak on nie nadszedł. Anja zarzuciła mi ramiona na szyję i uwiesiła się płacząc. Z boku musiało wyglądać to przekomicznie, w końcu byłem od niej niższy... w dodatku mokry i praktycznie nagi. Nie zdołałem nic z siebie wycisnąć, jedynie bardziej zacisnąłem pięści na materiale.
- Nikt mi wcześniej nie powiedział co robię źle. Dziękuję ci za to. To ty mi właśnie uświadomiłeś, jak głupia byłam, pozwalając żeby ambicja zabrała mi przyjaciół! Dziękuję
Dziewczyna puściła mnie i wybiegła... SAKRA CO TU SIĘ WŁAŚNIE WYDARZYŁO?!?! To była Anja? To nie mogła być Anja! Ale jednak to była Anja... W tym momencie zarobiłem takiego mindfucka, że nie byłem w stanie się poruszyć. Złapałem tylko za telefon i wykręciłem numer do Miśka. Po trzech sygnałach odezwał się.
- Witam witam, czym mogę służyć?
- Jesteś jeszcze w sklepie?
- Nooo stoję właśnie w stołówkowej kolejce - powiedział - Coś jeszcze wziąć?
- Kupuj wódkę - powiedziałem - Na trzeźwo tego nie przeżyję.

~next day~

- Wstawaj z wyra! - ten dźwięk wybuchł w mojej głowie jak bomba nad Hiroshimą
- Sakra, nie krzycz tak - mruknąłem odwracając się na drugi bok
W ustach miałem papier, a w głowie szumiało i pulsował ból. O nie... najgorsze co mogło być... KAC. Jak wiadomo kac morderca nie ma serca i trzeba jak najszybciej mu zaradzić.
- Czesiek ty w ogóle żyjesz? - usłyszałem zatroskany głos Miśka - Mówiłem Ci nie pij tyle... Wstawaj, zrobię Ci herbatę...
- Colę mi daj - mruknąłem
- Księżniczka się znalazła - powiedział - Ty masz ze mną za dobrze!
- Miśku, wiesz, że cię kocham...
- Yhym - mruknął i gdzieś poszedł
Odwróciłem się i próbowałem podnieść. Po kilku próbach udało mi się w miarę prosto usiąść na krawędzi łóżka. Opatuliłem się kołdrą i siedziałem, po prostu siedziałem. Nagle w mej głowie wybuchły dźwięki jak z kałasznikowa. Stuk był tak straszny, że prawie rozsadziło mi czaszkę.
- Ach stop please!
- Och przeszkadza Ci jak mieszam dla Ciebie herbatę? - zapytał Michael - To przykre. Pij.
- Dzięki złośliwcu - wziąłem kubek i upiłem porządny łyk.
- I jak ty zamierzasz pokazać się w szkole co? - zapytał siadając na łóżku obok mnie.
- Jakoś dam radę... co dzisiaj mamy za lekcje?
- Matma, wychowawcza, fizyka... i wf.
- Przeżyję to - mruknąłem dalej pijąc herbatę
- Nie chcę nic mówić, ale masz dwadzieścia minut na ogarnięcie.
- ŻE CO?! - zerwałem się na równe nogi - DWADZIEŚCIA?!
- Jop - chłopak rozciągnął się na łóżku - Idź się zbierz, a ja tutaj poczekam.
Nie czekając, ani chwili dłużej szybko zacząłem się ogarniać. Szybki prysznic, ciuchy, włosy, zęby, plecak... Miałem już wylecieć z pokoju, gdy powstrzymał mnie głos pewnego osobnika.
- A buty?
- Misiek ja bym bez Ciebie zginął - pokręciłem głową zakładając adidasy
Chwilę później razem pędziliśmy już przez szkolny korytarz. Niespodziewanie wpadła na nas jakaś dziewczyna. W ostatnim ułamku sekundy zdałem sobie sprawę, że to była Anja. Hmm milutko, teraz udaje, że nas nie zauważa. Spostrzegłem, że na ziemi leży jakiś zeszyt. Podniosłem go i odczytałem z okładki, że należy nie do kogo innego jak do Panny Plisetsky. Świetnie. Rzuciłem go w stronę Miśka. Ten złapał i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Masz idź jej zanieść - powiedziałem - Ja mam już dosyć wszystkiego
Misiek skinął głową i bez słowa poszedł za nią. Nagle podeszła do mnie Taiga.
- Hej - uśmiechnęła się - Słyszałam o akcji z Anją
- Mmm - mruknąłem
- I słyszałam, też, że nie było Cię wczoraj na zajęciach
- Prawda - powiedziałem
- A dzisiaj oboje wyglądacie jak ledwo żywi - skrzywiła nos - Czy ty piłeś?
- Owszem - skinąłem głową
- Czy ty wiesz, co będzie jak Cię któryś z nauczycieli wyczuje? - powiedziała - Nie brakuje Ci przygód, po akcji z colą?
- Tai błagam cię - powiedziałem - Łeb mi pęka i jedyne o czym marzę to łóżko. Nawet nie mam siły, aby się uśmiechnąć.
Dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem i pogłaskała po głowie, uśmiechnęła się i odeszła. Westchnąłem i ruszyłem za Miśkiem. Spotkałem go stojącego na skrzyżowaniu korytarzy. Sprawdzał coś na komórce.
- Muszę zobaczyć, gdzie ma teraz lekcje - powiedział - Bo zniknęła mi gdzieś w tłumie.
Pokiwałem głową i czekałem stojąc obok. Wszechobecny gwar uczniów sprawiał, że głowa pulsowała mi jeszcze bardziej. Chciałem już jak najszybciej stąd wyjść. Misiek nagle ruszył, więc poszedłem w krok za nim. Byliśmy już w połowie korytarza, gdy dojrzałem uczniów klasy IIC... Wśród nich była też ona. W tym momencie rozbrzmiał dzwonek. Nagle Anja osunęła się na ziemię. Nie czekając ani chwili dłużej, obaj z Misiek podbiegliśmy do niej.
- Sakra chyba zemdlała - mruknąłem
- Zostań tutaj - powiedział Michael - A ja lecę po pielęgniarkę!
- Ej, ale oni nie mogą mnie zobaczyć w tym stanie! - krzyknąłem za nim i to był błąd. Nagle obok mnie pojawił się nauczyciel od matematyki.
- W jakim stanie Panie Nesladek? - zapytał stając z tyłu
- W stanie szoku - powiedziałem szybko - Anja zemdlała i jestem w szoku.
Gdy nauczyciel zobaczył zemdlałą dziewczynę, szybko się nad nią pochylił i sprawdził podstawowe funkcje życiowe. Nagle Anja otworzyła oczy i próbowała usiąść.
- Leż dziewczyno - powiedział matematyk - nie ruszaj się na razie.

<Anja?>

Od Anji CD Czeslava

Zapadła cisza. Poczułam jak coś we mnie się buzuje. Zagubiona, poczułam jak drżą mi ręce. Co robić, co robić?! Powiedzieć coś, czy może coś pokazać?! Spuściłam głowę. Dlaczego zgodziłam się na doręczenie tego głupiego dokumentu? Westchnęłam. Mimo tego, musiałam przyznać, że było jasne dlaczego. Gdzieś w środku, wiedziałam, że to idealna okazja do przeprosin. A więc postanowione. Przeproszę go tu i teraz! Wzięłam głęboki wdech i zawołałam:
- Przepraszam! - Czesiek nadal się nie odzywał. Poczułam łzy w oczach. Czego ja się spodziewałam? To nie wystarczy. Spojrzałam mu głęboko w oczy. - Ja wiem, że źle zrobiłam. Wy chcieliście się zaprzyjaźnić, a ja odsuwałam was od siebie i oskarżałam was jakby to była wasza wina.- rzuciłam mu się na szyję i wyszeptałam:
- Nikt mi wcześniej nie powiedział co robię źle. Dziękuję ci za to. To ty mi właśnie uświadomiłeś, jak głupia byłam, pozwalając żeby ambicja zabrała mi przyjaciół! - odsunęłam się i uśmiechnęłam się przez łzy.

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/57/8d/ab/578dab95601977eaa39e5e0615ae99b1.jpg
- Dziękuję - powiedziałam ostatkiem sił i uciekłam. Tak po prostu. Już nie dałam rady. Byłam wykończona, psychicznie i fizycznie. Kiedy dobiegłam do mojego pokoju, od razu położyłam się do łóżka, połykając słone łzy. Jednak to było coś zupełnie innego niż wcześniej. Teraz te łzy, płynęły z poczuciem ulgi. Czeslav, mimo, że brutalnie, pokazał mi moje prawdziwe wnętrze. To on pomógł mi to wszystko zrozumieć. Pierwszy raz poczułam się szczęśliwa z powodu tego zakładu. Gdyby nie przegrana Czesia, nadal bym wszystkich biła i kopała. Pełna takich myśli zaczęłam przysypiać. Wkrótce oczy same mi się zamknęły, a głowa opadła na poduszkę.
*****
Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy. Przeżycia ostatnich dni dały o sobie znać. Jakimś cudem doczołgałam się do apteczki i wyjęłam tabletki przeciwbólowe. Połknęłam jedną i zaczęłam rozmasowywać sobie czoło. Ugh, co za ból! Dlaczego nic nie pomaga? Ziewnęłam i spróbowałam zebrać myśli. Powinnam iść do pielęgniarki, czy może zostać w pokoju? A może iść na lekcję? Jak na zawołanie pulsowanie w mojej głowie nasiliło się. Nie dam rady! Muszę iść do gabinetu! Ubrałam się i skierowałam się do drzwi. Na korytarzu, co chwilę na kogoś wpadałam. Co prawda, zatrzymywałam się żeby przeprosić, ale twarze zlewały się jedną całość. Nic dziwnego, że nie zauważyłam, że jedną z tych osób był Czeslav. Po prostu przeprosiłam go i zaczęłam dalej iść zataczając się. W końcu oparłam się o ścianę. Co się ze mną dzieje? Usłyszałam dzwonek. Tego było już za dużo! Poczułam się jakby głowa mi zaczęła pękać. Przed oczami pojawiły się czarne plamki. Osunęłam się na ziemię. Ciemność narosła, aż w końcu całkowicie zasłoniła mi widok. Ostatnią rzeczą, którą usłyszałam, zanim zemdlałam były czyjeś kroki...
<Czesiek?>

Od Czeslava CD Anji i Michaela

Siedziałem na łóżku z laptopem i tabletem na kolanach. Piórkiem wykonywałem szybkie ruchy i kreśliłem kształt wyjącego wilka stojącego na skraju skały. Zwykły tradycyjny kicz. Potrzebowałem czegoś, aby opanować emocje i zrzucić z siebie ciężar dzisiejszego dnia. Byłem na siebie zły za moje zachowanie... Wiedziałem, że odezwałem się za ostro i trochę nieodpowiednie, ale w sumie co mnie to interesuje. Po niej pewnie spłynęło to jak po kaczce. Ludzie jej pokroju już tacy są. Pewnie po tym jak wyszedłem dalej siedziała i spokojnie jadła obiad. Czym ja się przejmuję? Jej małpy, jej cyrk. SAKRA! Dlaczego ciągle o tym myślę! Odłożyłem sprzęt na bok i rzuciłem się na poduszkę. Ręką wygrzebałem ostatnią puszkę spod łóżka. Otworzyłem ją z cichym syknięciem i pociągnąłem porządnego łyka. Wtedy mój telefon za wibrował i po chwili dał sygnał, że dostałem SMS. Spojrzałem ukradkiem na zegarek. Była trzecia w nocy. Sakra, kto mógł do mnie pisać o tej porze? Złapałem telefon i zobaczyłem mrugającą kopertę z podpisem MISIEK. Niespiesznie kliknąłem na nią i przeczytałem wiadomość.
,,Wejdź na fejsa''
Upiłem nastepny łyk coli i odpaliłem messa. Czekała tam na mnie wiadomość od Miśka. Odłożyłem puszkę i zacząłem pisać.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgP3hEK1vf9trTZzl3Qulmz90bCB5VdVLbNMhb7hJl8d__Ie_3j__qK4VEB1DP1HLvcmU1WXdO9pZILXv7eVnTot7NZbvxWo3vmK0Sz51Mjl1TGNYFX3T3jrAH_vhCnCXcLDMSgshVWCOqS/s1600/001.jpg


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiW3wIqjQBZLAViwjbhEK-9L5aVNeXucfUrEZwMTCzhdlycmU2qacKSmqwJoHFzI5tGJw5fCAuisyv8HAYhlP-HtYOh4kwLxfNrn3OGbNtn0B8ldaOMA6e4-fLr50VwDtcd1RAjzqUSTiUi/s1600/002.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEguzREgbLI8UvoLEkN-Xln72IsuPZ-PZxmDuzo6xAwPMPnK3_Qt96Wqckysd6ynP7x8Y9X_kfa8XimUbZttopde1-aD3nWmDLx8eR7DttQf818Du1cDSXT2LukZUccg9Pzir1yILM2OPpQu/s1600/003.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiUON-BFwXu-gBhWsbk1a0Fav-9xu1MalKKpeWNYH-CR2LYmC8chD-RU8RdMUfvAq76YrahbkL3LiqFHrQg9RpnMSZ0b5YuGzCvTOH_Xcm8lbkeEbA41Fk8PuhhM24VClMKV4EwN76I4vye/s1600/004.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhUpEaCq5jlnhF42e1iyIm6Obu5kLFjAOvh1ZABseRaIoZM6TceyfMZGW5TKToa7YyFvnybOyeTfzLaEPL8fthYCV4IQxAGUdQyHvrEoipo9ncVizteaVNo84nRZ6fJrbOM6HcH8flnV9G0/s1600/005.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZyS2mnsWV7wRvH03eMJSjB4FxPMNhRnIj4frlEZxgEntWLVXh_BoBTyuxyXaEX1SF6cmeZOpAH2yXrOuPY9maIgd-ml-DxYCWtYCi1wjyRD2yzp2_fF_dqIsXM1weDlaEV5AGAWoBtwdW/s1600/006.jpg


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6nb3Tv5FYAeCzbxJJZLBlGUBE6j9t0WVUS3xHvH5c7PmXFd_SNs5OB-tsFiQmk1lCydGDKnqOo3bnCM2iJZUiGQZBLjI4Ecobvzo9PC2c0JVrhpwwcXehfPoQsNQ6K2gtenYWEyz_hBTh/s1600/007.jpg
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiejJ7GqQH50lsCIr6l_H4iPM6DJD-HGT4kSYqU0JV4E8mifABygXmxVzX3d0cFM8ggTfD18kPgS1n8wTQwj91eyaDB4Vn70euOSRTskbmk2UBIInoHwY2BQUXFsIJ1znxZTF7XeTtIJPdp/s1600/008.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhJ_VHvej_CC6_tuGm85-BwJwrMmy3A4Wbss8UhBqK8N7qoByjKwshezXPJui6-DgYmGsJWao4XGs1QRsFJ2x7oRRFxZCwHfIWcxLWKG6o_tc-6Ihc7VawkWWj1UxRaKjXhh9_RpQ3LymoQ/s1600/009.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhcFt5QifQNc6JTB6oPacB_zzzC3HojKR_JiKyy-SfdsqEDeV4Oz1nkvfxNa5zOsSlgLz-6DG0IyL8VN1Hg5soicp7YRCJDnM4UIKiie-od0FrnRaAW08VIfIpqfKAOlu3vvK7E-aUF6nu5/s1600/010.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgzpohZ02I03YCYL9MEzo4CCH75qzGTZ-WLjnWspPHgqUG0k_cJucofloIKxgRgP9WykamY4nfoAfeqpJylmDT3NxCRBeY_tOCtoSx6A5450xaxnSi9FeghpuXGpDlzQyK3Z5FJ9Yh8GZub/s1600/011.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiJ5VhBpy1W6-HMW6fv9Xidl3JFrvOGFsOQZmTBOElpZT62cGW94_57Xor3s6uWjb-N4iISWs5O5RsvqT1btf_oivQ_LHq2wBAaGwA9KJSD-lmET1wct7Y5-bCUGpiCt0y_mSXXvDLEu6l9/s1600/012.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFwCnwL5w0X-fifoqwgNoZkaL6qul7TvfDvYdthuTcJVpeUTdy8OgxG4UmxoDkrYmB9C3vgpGkz1x3KWZ2kvkEo2zhkx1AT9CI4XG8R6DvdyrfVP_8p6jUCntIbL61Xeix7NR7frBXHfXp/s1600/013.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh2tqNnL26K1ydhD_z5KiqoDZ11MM3ja4u0eHhj2c8pDVXsw0T6j3pi-dBzrbLuPxbFkLbtnC67j35HK6QVaEDpdOdiB8RmdMcZpx6M4UxIQx2eslBE0DiYOfDbisXyDiZ6R2HrL4et0t3V/s1600/014.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgo7f7H0ZsojUH-eDOpce-4xjvF8XplLbEQq4d-mUjrgn9a3m2XiVUtxWTjQtx7hGxcawr6vgzopvH-FRODOILa-PEJUKDAMfTPBOJBqqhlJkvaW6OoXqdaTm717QViYmWEFjbr3cwg0ajp/s1600/015.jpg

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhR7A_Fi9YqTFlaO8nDcOjxUgsNwa-LZY2oDb0FmcMA9aXhMLCf5tgaYLEIBYjYpdNLImGuBL4xb_f6ageOMJDUrpXg-w8VGTxY6a_SjJ4cLBdNSoDojS7eUoWze-DW1EtKmz1-Jb62g1dk/s1600/016.jpg


Wyłączyłem telefon i odłożyłem na bok. Czyżby to co mówił faktycznie było prawdą? Płacząca Anja, chcąca odzyskać ,,przyjaciół''? Jakoś nie mogłem sobie tego wyobrazić... opróżniłem puszkę do końca, zgniotłem i rzuciłem do śmietnika. Puszka odbiła się rantem i upadła z brzękiem na podłogę. Coloholik... uśmiechnąłem się sam do siebie. Powoli wstałem podszedłem do puszki i ją podniosłem. Trzymając ją w dłoni zauważyłem, że jest z napisem. Przyjrzałem się i zobaczyłem napis ,,I'm sexy and I know it''. Hehe idealnie. Zgniotłem ją jeszcze bardziej i wrzuciłem do śmietnika. Wróciłem na łóżko i wziąłem się za dalsze bazgranie wilka.
~later~
*Fiest, fiesta, pluma pluma gay! Pluma pluma gay!*
Zerwałem się na równe nogi. Z nieprzytomnym jeszcze wzrokiem rozejrzałem się w celu zlokalizowania tych nieziemskich dźwięków. Po chwili zorientowałem się, że to mój telefon. Uśmiechała się do mnie z niego twarz miśka z milionem serduszek... Zostawić telefon na chwilę w czyichś rękach.
- Halo? - zapytałem próbując powstrzymać gwałtowne ziewnięcie
- Oooo w końcu wstałeś! - odezwał się Misiek
- Co to za gejowskie piosenki? - zapytałem przecierając oczy
- Wiedziałem, że Ci się spodoba - zaśmiał się - Ty serio nigdzie dzisiaj nie wyszedłem? Nauczyciele się martwią i kazali przekazać, że jak nie przejdzie to masz iść do pielęgniarki.
- Z pewnością pójdę - ziewnąłem - Która wogóle godzina?
- Emmm jest po piętnastej...
- Sakra już tak późno? - zdziwiłem się patrząc za okno
- To ładnie ty nie kontaktujesz ze światem - mruknął - Idę do sklepu, kupić ci coś...
- Colę - przerwałem
- ... po za colą - dokończył
- Hah jak ty mnie znasz - uśmiechnąłem się - Możesz ogarnąć coś do jedzenia to zrobimy sobie maraton filmowy.
- Dobra ogarnie się - powiedział - To ja kupię wszystko i zaraz wpadnę
- Spoko - powiedziałem - Do zobaczenia.
Rozłączyłem się, chwyciłem za ręcznik i poszedłem się wykąpać. Zimny prysznic dobrze na mnie zrobił i trochę odżyłem. Wiedząc, że mam jeszcze trochę czasu zanim Misiek przyjdzie, poszedłem w samym ręczniku do pokoju. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi.
- Wejdź - powiedziałem sądząc, że chłopak wczesniej się uwinął - Nooo szybki jesteś, to chyba twój rek... A ty co tu robisz?
Widząc Anją w drzwiach byłem w szoku. Faktycznie wyglądała... inaczej. Cała potargana, blada, oczy podkrążone i przekrwione.
- Co chcesz? - zapytałem ciaśniej owijając ręcznik na biodrach
- Pani Potts - wyciągnęła rękę z jakimiś kartkami - Kazała przekazać Ci te dokumenty... musisz coś wypełnić w sprawie stypendium.
- Umm dzięki - wziąłem od niej papiery
Staliśmy w kompletnej ciszy.

<Anja?>

piątek, 9 czerwca 2017

Od Anji CD Czeslava

Zamarłam. Słowa chłopaka mocno mną wstrząsnęły. Zacisnęłam palce na plastikowym kółeczku. Pewnie powinnam mieć na to wywalone, tylko... Tylko dlaczego to tak boli? Poczułam jak w moich oczach zbierają się łzy. Walnęłam się w ramię. Przecież nie mogę się rozpłakać na środku pi#przonej sali! Chwyciłam torbę i zaczęłam biec. Biegłam tak długo, że nawet nie zauważyłam kiedy dobiegłam na drugi koniec budynku. Korytarze świeciły pustkami. Przystopowałam. Spojrzałam w jedną z zepsutych lamp. Miał rację. Czeslav, ten kretyn... On we wszystkim miał rację... Spi#przyłam sprawę. Łzy, które powstrzymywałam już jakiś czas znalazły ujście.
http://68.media.tumblr.com/f3ba17b7a5b1a68219f558832f2bde8e/tumblr_oik3wyCryC1v24kzto2_500.gif
Upadłam na ziemię i skuliłam się w kłębek. Tyle lat próbowałam... Tyle lat chciałam pokazać to co we mnie dobre, bez pryzmatu słodkiej dziuni... Aż się zatraciłam... Potrafiłam tylko krzywdzić i wyzywać... Nawet Michaela, który wyciągnął do mnie pomocną dłoń skrzyczałam... A Czesiek... Pewnie mnie teraz nienawidzi... Wszystkie osoby, na których w jakiś minimalny sposób zależało... Walnęłam głową w ścianę. Głupia, głupia, głupia ja! Nazywałam ich kretynami, obrażałam... Oni próbowali się tylko do mnie zbliżyć... Aд! Podniosłam rękę, w której cały czas trzymałam plastikowe kółeczko. Poczułam rwący ból w sercu. Nawet jeśli to był zakład... Nawet jeśli on rzucił we mnie puszką... Starał się przeprosić... Okazał prawdziwą siłę... Coś na co ja byłam... Za słaba. Potrząsnęłam głową. To tylko moja wina... Gdybym po prostu powiedziała "nie", mając gdzieś pracę domową... O Boże, jestem taka głupia. Cały czas myślałam tylko o sobie. Jęknęłam i oparłam się o ścianę. Teraz mogę sobie pogratulować. Zepsułam sobie życie... A chciałam tylko mieć kilku przyjaciół, którzy przezwyciężyliby mój charakter... A kiedy doszło co do czego sama z nich zrezygnowałam. Opuściłam głowę. Sama jestem sobie winna. Nie ma szans żeby mi wybaczyli, a jednak... Spróbuję. Zrobię to. Przeproszę Czeslava. Tylko jak? Nagle uderzyła mnie pewna myśl. Jestem teraz zupełnie jak mała dziewczynka, którą byłam zanim poszłam do gimnazjum... Tak samo zagubiona... Uśmiechnęłam się ponuro. "Życie to błędne koło pomyłek. Ale sztuką jest te pomyłki naprawić." powiedziała mi kiedyś babcia. Jak to jest, że akurat w takich momentach przypominamy sobie mądrości ludowe? Zresztą, uświadomiły mi jedno. Wredna, czy nie Anja Plisetsky nie zamierza się tak łatwo poddać. Wstałam i schowałam kółeczko do kieszeni. Rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś, co pomogło mi się zorientować. Kiedy dojrzałam tabliczkę ze strzałką "Akademik" pstryknęłam palcami. Bingo. Ruszyłam korytarzem, aż dotarłam do pokoju 207. Z tego co wiedziałam był to pokój Michaela. A Michael jest przyjacielem Czeslava. A Czeslav... Cóż... On jest moim celem. Położyłam plecak na podłodze​. Michael o tej porze miał zajęcia dodatkowe i powinien przyjść za kilka minut. Zaczęłam chodzić w kółko, obmyślając plan działania. "Słuchaj, Misiek mam sprawę..." Nie... Może błagać na kolanach? Hmmm... Nie mój styl... Chociaż... Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos kroków. Co?! To już?! Spanikowana zaczęłam się cofać. Zza rogu wyjrzała twarz Michaela. Kiedy mnie zauważył, zmarszczył brwi. Był zły. I to bardzo. Spuściłam głowę i skurczyłam się w sobie. Chłopak przewrócił oczami i skierował się do pokoju. Kiedy już miał otworzyć drzwi, doskoczyłam do niego i przytrzymałam do ręką. Spojrzał na mnie i spytał:
- Czego? - aż miałam ochotę się znowu rozpłakać. To było takie nie w jego stylu... Przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam cicho:
- Ja... Potrzebuję twojej pomocy. - chłopak prychnął i zapytał:
- Jak to ty. Wydzierasz się na kumpla, a później prosisz o pomoc. - spuściłam wzrok. Wiedzieć coś, a słyszeć to, to dwie różne sprawy. Poczułam jakbym się miała rozpłakać. Zamiast tego wzięłam głęboki wdech.
- Ty jesteś jego najlepszym przyjacielem. Wiesz, co on lubi. Błagam... Pomóż mi go przeprosić... Ja... Sama nie dam rady. Wiem, że źle zrobiłam. Odpychałam was i wasze przyjazne zamiary... I teraz pewnie jest już za późno, ale ja... Ja... Się boję... Boję się... Że was stracę - wyznałam cicho.
<Czesiek?>

czwartek, 8 czerwca 2017

Od Czeslava CD Anji

Poszedłem za Anją do stołówki. Nie miałem pojęcia co dalej robić. Znalazłem się w takiej sytuacji, z której nie widziałem wyjścia. Mogłem wszystko olać lub wręcz przeciwnie, zacząć coś robić. Wizja olania wszystkiego i mania spokoju były kuszące, ale... no właśnie ale. Mój głupi mózg stwierdził, że nie! Musimy za nią iść i ją rozweselić, albo chociaż pogadać. Oj bardzo głupi ten mózg... Gdy Anja jasno dała mi do zrozumienia, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, powinienem omijać ją szerokim łukiem. W sumie... Zatrzymałem się i już zmierzałem w stronę parteru, gdy nagle coś mi się przypomniało. Przypomniała mi się pewna dziewczyna z podstawówki. Miała na imię Petra, była małą wredną dziewuchą, nikt nie chciał się z nią bawić, ani utrzymywać kontaktów. Często wszczynała bójki i kłótnie. Na początku dzieciaki jeszcze próbowały jakoś się do niej zbliżyć, bawić... ale ona skutecznie wszystkich od siebie odrzucała. Wtedy nie wiedziałem dlaczego to robi i kiedy sam kilka razy od niej oberwałem, dałem sobie spokój i trzymałem z moimi kumplami na dobre i na złe. Na Petrę nie zwracałem uwagi, zniknęła, gdzieś wśród pozostałych kilkuset uczniów. Potem trafiłem do gimnazjum i los zesłał Petrę do mojej klasy. Niezbyt ciekawa reputacja ciągnęła się za nią nadal, więc i tutaj nie miała żadnych znajomych. Nawet ja mając z nią dowiadczenie starałem się unikać ja tylko się dało. Aż w końcu pewnego razu stało się tak, że razem zostaliśmy po lekcjach, aby dokończyć projekt. Wtedy chyba po raz pierwszy w życiu, nie gadałem z osobą, która była tuż przy mnie! Nie miałem zamiaru znowu słuchać wyzwisk na swój temat, ani zostać skopanym. Ale wtedy Petra otworzyła się przede mną. Sama z siebie zaczęła o wszystkim opowiadać, o tym jaka jest samotna, jak próbowała się zmienić, ale nie potrafiła. Jakie to nieuczciwe, że w gimnazjum nic jeszcze nie zrobiła, a wszyscy gadali na nią te okropne rzeczy. I w sumie wtedy okazało się, że Petra wcale nie jest taka zła... była nawet znośna. Co prawda miała nada te swoje zapędy do bicia i kłótni, ale o wiele mniej niż wcześniej. I tak jakoś powoli ludzie zaczęli się do niej przekonywać. Petra baaaardzo się zmieniła, ale w sumie czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Coś w tym nowym życiu chyba jej się nie sodobało, bo znowu powróciła do Petry z podstawówki... Znowu wszyscy się od niej odsunęli. Petra zmieniła szkołę, słuch o niej zaginął... z kilku plotek wiem, że ponoć nie dała rady i pożegnała się z tym światem. Westchnąłem i ponownie się odwróciłem. Poszedłem wprost na stołówkę, bo tam zapewne się się skierowała. Kiedy tylko przekroczyłem próg stołówki od razu ją zobaczyłem. Siedziała sama w rogu. Pokiwałem głową i powoli klucząc między stolikami zmierzałem do niej. Siedziała tyłem do wszystkich, więc spostrzegła mnie dopiero, gdy usiadłem naprzeciwko niej. Udawała, że mnie nie widzi i jadła dalej. Uśmiechnąłem się pod nosem. Czesiek sakra, co ty robisz? Zostaw ją w spokoju, to źle się dla Ciebie skończy... Ale nie mogę... Coś w głębi mnie kazało mi przy niej trwać. Przeklinałem się za to w duchu, ale pozostałem na miejscu. Przełknąłem ślinę i powiedziałem.
- Anja?
Dziewczyna odłożyła widelec, oparła głowę na ręce, spojrzała na mnie swoim spojrzeniem pełnym pogardy i krótko rzuciła.
- Spadaj.
Spuściłem głowę. W sumie czego ja się spodziewałem? Że będzie skakać z radości, uśmiechać się i cieszyć na mój widok? Zawsze same problemy z tymi ruskami! SAKRA! Dlaczego los zawsze zsyła na mnie takich ludzi? Czy to zawsze ja muszę zbawiać świat? Chciałem już machnąć ręką, wstać i odejść, gdy nagle sie odezwała.
- Słuchaj, Czeslav. Widzę cię trzeci raz w życiu i prawie w ogóle cię nie znam! Czego ty się spodziewałeś? Że będziemy się obściskiwać po kątach?! - wstała i zbliżyła swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Odchyliłem się lekko do tyłu - Jedynym powodem, dla którego wciąż rozmawiamy jest to! - podniosła rękę z plastikiem, od którego wszystko się zaczęło - Gdyby nie to, już dawno bym cię skopała! Więc ponowię pytanie - czego ty się spodziewałeś?
Siedziałem i patrzyłem na nią z niedowierzaniem. Chyba właśnie w tym momencie skończyło się bycie miłym. Cóż, bardzo nie lubię tej drugiej strony swojej natury, ale czasami trzeba jej użyć. A moment taki jak ten jest idealny.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiYzklTA1TR-0DmA6ZFb9M4cVDSWZg04kflj0c-lWWQ66DcCdcttXamUPFbintjFP4G4eiKmue9D3pxfofoCFGwbCm1cmzvOFC5ZZYheDerqRN8WcQUc7JYlO7Xkcr7pbkyJIpEeVXSECJv/s1600/aaa.jpg
- Dziewczyno, czy ty się słyszysz? - powiedziałem spokojnie i poważnie - O jakim obściskiwaniu mowa? Powaliło Cię? Czy ja kiedykolwiek dałem Ci do zrozumienia, że chciałbym się z Tobą obściskiwać? Masochistą nie jestem, a przebywanie tutaj z Tobą, wcale nie jest moim marzeniem. Jestem tutaj tylko przez ten durny zakład. Naprawdę chciałem być dla Ciebie miły, przyjazny, ale z typkami takimi jak ty się nie da! - zacząłem podnosić głos i zaostrzać ton - Gdyby nie to, nasze drogi już nigdy by się nie spotkały. W życiu nie podszedłbym do osoby takiej ja ty! Potrafisz tylko kopać i krzywdzić! Chcesz być sama? Nie chcesz mieć nikogo bliskiego? Świetnie! Ale kiedyś tego pożałujesz! Wspomnisz moje słowa ruska dziewczyno! A teraz wybacz - wstałem - Ale idę do przyjaciół, którzy zachowują się normalnie i doceniają to co mają. A to - złapałem ją za rękę i ściągnąłem plastikowe kółeczko - Raczej już Ci się nie przyda. Nie chcę mieć z Tobą już nic wspólnego!
Wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia, dopiero wtedy zrozumiałem, że jednak trochę zbyt ostro i głośno mówiłem, bo cała stołówka siedziała cicho i wszyscy patrzyli na mnie. W sumie nie interesowało mnie już to. Poszedłem pod salę, gdzie miałem zajęcia i zobaczyłem Miśka z książką.
- Ooo witam Pana - uśmiechnął się - I jak tam spotkanie z Anjunią?
- Nie denerwuj mnie - mruknąłem i złapałem za plecak - Idę do pokoju, bo źle się czuję. Poinformuj nauczycielkę.
Nie czekając na jego reakcję odszedłem i udałem się wprost do mojego pokoju z numerem 207. Pokoju, gdzie mogłem w spokoju posiedzieć i nikt mi nie przeszkadzał.

<Anja?>

środa, 7 czerwca 2017

Od Anji CD Czeslava

Przekrzywiłam głowę. Milczałam. Zaniepokojony Czeslav odsunął się trochę i wyciągnął ręce w geście samoobrony. Spojrzałam ponownie na puszkę. Po chwili otworzyłam ją i upiłam łyk coli. Towarzystwo zamilkło zaskoczone. Zrezygnowana pokręciłam głową.
- Nie lubię kwiatów. - stwierdziłam. Zapadła cisza. Ta dziewczyna, która przez ostatnie kilka minut próbowała przekonać mnie do Czeslava gdzieś zniknęła i za tą sprawą cudem uniknęła moich kopniaków. Zresztą i tak nie miałabym na to siły. Cały wczorajszy wieczór ćwiczyłam karate. Nagle mój brzuch zaburczał. Zmierzałam właśnie na lunch i szczerze mówiąc byłam głodna. Wyminęłam chłopaków i skierowałam się do jadalni, rzucając krótkie "pa". Zajęłam moje klasyczne miejsce i zaczęłam jeść. Już po chwili brzuch uspokoił się, a mnie wróciła jasność umysłu. W tym momencie ktoś do mnie dosiadł. Nie trzeba było być geniuszem żeby wiedzieć kto to jest. Przede mną widniała jasna strzecha gęstych, krótkich włosów i nieco wymuszony uśmiech. Pokręciłam zrezygnowana głową​ i wróciłam do posiłku. Po chwili chłopak odezwał się:
- Anja? - znudzona oparłam głowę na dłoni i powiedziałam:
- Spadaj.
https://em.wattpad.com/1918bf227a146d0075c21d2cd6d686166659d358/68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e6177732e636f6d2f776174747061642d6d656469612d736572766963652f53746f7279496d6167652f4d486f3579764e756130725a39513d3d2d3334313837383036362e313438643330353439353432363334303432353331363338373331392e676966?s=fit&w=1280&h=1280
Chłopak opuścił wzrok. Westchnęłam. Co za tępak!
- Słuchaj, Czeslav. Widzę cię trzeci raz w życiu i prawie w ogóle cię nie znam! Czego ty się spodziewałeś? Że będziemy się obściskiwać po kątach?! - wstałam i spojrzałam mu głęboko w oczy. - Jedynym powodem, dla którego wciąż rozmawiamy jest to! - uniosłam lewą dłoń, na której widniała "obrączka" - Gdyby nie to, już dawno bym cię skopała! Więc ponowię pytanie - czego ty się spodziewałeś?
<Czesiek? Sorka, za jakość coś dzisiaj nie w sosie jestem>

Od Czeslava CD Anji

Czekajcie... co to się właśnie wydarzyło? Nadal do mnie nie dotarło. Powiedziała tak. Odpowiedziała TAK na moje pytanie. Na te durne pytanie, wymyślone przez Miśka.
- Sakra mam narzeczoną - wydusiłem z siebie
- I to nie byle jaką - powiedział Misiek otwierając colę i pociągając z niej dużego łyka - Zazdroszczę Ci jak nikt.
- Aj sakra cicho już siedź! - krzyknąłem - To przez Ciebie!
- Przeze mnie? - chłopak zakrztusił się - Gdybyś się nie wywalił, to nie było by o niczym mowy. A żeś ciapa to masz!
- Misiek, przestań dobrze ci radzę - powiedziałem siadając na krześle - I co ja teraz mam zrobić?
- Mmm na początek jakieś kwiatki, czekoladki, potem upojna noc w akademiku... - nie dokończył, bo rzuciłem w niego gąbką
- Ja serio pytam! - powiedziałem - Nie chwaląc się, nigdy nie miałem narzeczonej. W dodatku TAKIEJ narzeczonej!
- Gratuluję Ci - wyszczerzył się - To kiedy ślub?
- Sakra zaraz Ci strzelę - warknąłem
- Ejejej młody nie szalej, pamiętaj, że nie doskoczysz do mnie - zaśmiał się - Co ja Ci mam powiedzieć, bierz się do roboty i wiśta wio!
Zerwałem się z krzesła i ruszyłem na Miśka. Ten się zerwał i stanął za ławką.
- Dopadnę Cię wiesz! -powiedziałem
- Najpierw musisz mnie złapać! - zaśmiał się i wybiegł przez drzwi. Od razu ruszyłem w krok za nim. Jego dłuższe nogi dawały mu przewagę na schodach, które pokonał niewyobrażalnie szybko. Zbiegłem na dół i miałem już wybiec przez drzwi, gdy nagle coś mocno szarpnęło mnie w okolicy brzucha i prawie poleciałem do tyłu. To Michael złapał mnie i trzymał.
- Sakra! - warknąłem
- Już już spokojnie - powiedział i jednym ruchem podniósł mnie tak, że znalazłem się w powietrzu. Zacząłem machać nogami, aby się wyrwać, ale trzymał bardzo mocno. W końcu zrezygnowany przestałem się wiercić.
- Czy jak Cię puszczę to będziesz grzeczny braciszku? - zapytał
- I tak Cię dorwę - powiedziałem
- Ja mogę Cię tak długo trzymać - powiedział
- No dobra, dobra będę grzeczny.
Po tych słowach puścił mnie. Stanąłem na własnych nogach i otrzepałem koszulkę.
- Też Cię kocham młody - uśmiechnął się od ucha do ucha
- Z miłości do nienawiści jeden krok - powiedziałem - Ty mi lepiej powiedz, co ja mam teraz zrobić?
- A nie mam pojęcia - pokręcił głową - Zależy, czy Anja potraktowała to na poważnie, czy nie. Jak na poważnie to radzę Ci się zainteresować jej osobą.
- Jak na razie te interesowanie, bardzo źle mi wychodzi - przewróciłem oczami
- Na początek możesz jej jutro na przerwie dać jakiś prezencik.
- Prezencik?
- No wiesz - puścił oko - Panienki lubią takie duperele.
- Tiaaa - pokręciłem głową
- Dobra chodźmy do pokoju, pomogę Ci coś wykombinować - powiedział otaczając mnie swoim ramieniem.
~następnego dnia~
Stałem oparty o ścianę na korytarzu i wypatrywałem Anji wśród tłumu uczniów. Miała mieć lekcje w sali pod którą stałem, więc nie ma opcji, żebym jej nie zauważył. I wtedy ją zobaczyłem jak szła po schodach. Gadała z jakąś dziewczyną. Kiedy mnie zauważyła, koleżanka szturchnęła Anję i się zaśmiała. Ta spojrzała na mnie. Pokiwałem jej uśmiechając się i podchodząc do niej.
- Cześć żoneczko - wyszczerzyłem się
- Daruj sobie - powiedziała - Czego chcesz?
- Przyniosłem Ci prezent - zacząłem grzebać w plecaku - Proszę to dla Ciebie.
Podałem jej puszkę coli. Wzięła ją i obejrzała.
- Cola? Fantastyczny prezent - powiedziała ironicznie
- Dałem ci colę z wielkim love - rzekłem - no bo kwiaty szybko schną.
http://49.media.tumblr.com/e7e3ec4ec859b3e4f11d0fe647aed940/tumblr_nxc0amlLlJ1sfqz8qo2_500.gif


<Anja?>

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Anji CD Michaela

Siedzieliśmy właśnie w taksówce, która zmierzała do przychodni. Plan był taki - ja biorę kociaki do siebie, w końcu i tak muszę kupić rzeczy dla Kофе, a Michael załatwia wszystkie formalności. Wiadomo już było, że czarny kocurek idzie do mnie, a biały Puchacz ( tak łatwiej się połapać ) idzie do Isil. Podobno też jakiś Alexander bierze Karmelka. Spojrzałam na zeszyt z najpotrzebniejszymi rzeczami. Miski, kuweta, drapak... Klasyka. Już dwa razy to przechodziłam. Po tej chwili milczenia odezwałam się do chłopaka:
- Skąd wiedziałeś, że tam będę?- Michael odwrócił głowę i odpowiedział:
- Wspominałaś, że jeździsz. A łyżew nigdzie nie było. Dodałem to do siebie, a tamto lodowisko było najbliżej. - przekrzywiłam głowę. Tego się po nim nie spodziewałam.
- Jesteś sprytniejszy niż na to wyglądasz. - stwierdziłam.
- No wiesz? Że ja niby nie wyglądam na sprytnego?! - oburzył się chłopak. Uśmiechnęłam się z politowaniem i wzruszyłam ramionami.
- Nie... Bardziej powiedziałabym, że wyglądasz na niezbyt inteligentnego. - powiedziałam. Michael uniósł brew i otworzył usta żeby coś dopowiedzieć, ale przerwał mu taksówkarz.
- 23,50 poproszę. - zapłaciliśmy i skierowaliśmy się do przychodni.
*****
Załatwienie formalności zajęło dosłownie moment. Zanim się obejrzeliśmy wracaliśmy do domu wraz z kociakami, nową kuwetą i miseczkami oraz z poduszką do spania o wyglądzie makaronika. Po dłuższej chwili milczenia Michael spytał:
- Jak twój tata zareaguje na kociaka? - wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam:
- Zaakceptuje to. Zadzwonię do niego po powrocie. - chłopak pokiwał głową ze zrozumieniem. W końcu odezwał się:
- Skąd wiedziałaś co robić? - uśmiechnęłam się kpiąco i odrzekłam:
- Zaadoptowałam już dwa koty, w tym jeden cudem przeżył. Tak poza tym twoja kotka jest naprawdę elegancka. W życiu nie widziałam tak czystej przestrzeni przy miseczkach. - Michael wzruszył ramionami. Zapadła cisza. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Pożegnałam się i ruszyłam do mojego pokoju. Tuż przy drzwiach usłyszałam głos chłopaka:
- A za taksówkę to kto zapłaci?
<Misiek? Aniś ma u ciebie dług, możesz sobie kupić colę>
Theme by Bełt