Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayato. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 października 2017
niedziela, 10 września 2017
Od Ophelii CD Ayato
Westchnęłam.
Dupek.
- Super. Powodzenia na WFie - mruknęłam tylko, zanim ruszyłam w kierunku drzwi prowadzących na zewnątrz budynku, wyjmując z kieszeni komórkę.
- A co, nie idziesz na niego? - zapytał z rozbawieniem, dotrzymując mi kroku.
- Nie. Nie mam po co. I tak nic ciekawego się tam ostatnio nie dzieje - stwierdziłam, otwierając konwersację z Taigą.
<Nie będzie mnie, jak coś.
- Uuu ktoś tu się zrywa z lekcji. - Chyba dobrze się bawił. Gratulacje dla niego.
- Nie bardzo. Mam całoroczne zwolnienie - moja komórka zawibrowała wydając cichy ding oznajmiający pojawienie się wiadomości w otwartej konwersacji
>Okay, a gdzie będzie cię można znaleźć?
Szybko odpisałam, zanim schowałam telefon z powrotem do kieszeni
<W biblio.
- A teraz skup się, bo to ostatnie miejsce, do którego pokażę ci drogę, potem radź sobie sam, niewdzięczniku - powiedziałam, podnosząc wzrok na chłopaka, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.
- Mała Hala sportowa jest za tym drzewiastym żywopłotem. Mamy tam większość WFów. - to powiedziawszy, okręciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku nowej biblioteki - Nara.
***
Po jakże upojnym czasie spędzonym na wertowaniu książek psychologicznych w małym (w porównaniu do starej biblioteki) zbiorze, z niechęcią ruszyłam na lekcje chemii. Nie to, żebym nie była fanką tego przedmiotu, ale przez hałas, jaki zawsze robiła moja klasa na tych lekcjach, zwykle potem głowa bolała mnie do końca dnia.
Chociaż czasem było warto, gdyż można było zaobserwować jak Jenkins po raz enty wysadza szkołę.
Jako, że udało mi się nakłonić bibliotekarkę, żebym mogła wypożyczyć jedną z czytelnianych pozycji, czytałam tę książkę idąc, przez co w pewnym momencie zapomniałam, że zaczęła się już przerwa i wpadłam na kogoś chwilę po wejściu do głównego budynku.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach (niczym z anime shoujo - bleh), książka z furkotem wystrzeliła do góry, a ja wylądowałam na parkiecie.
Co lepsze, akurat w pobliżu znajdował się mój "arcywróg", Chloe, o czym dowiedziałam się, kiedy usłyszałam jej jakże dźwięczny rechot i komentarz o tym jaką to ja mam grację.
Miło.
Ayato? Albo ktoś inny, jeśli nie chcesz ty :'>?
Dupek.
- Super. Powodzenia na WFie - mruknęłam tylko, zanim ruszyłam w kierunku drzwi prowadzących na zewnątrz budynku, wyjmując z kieszeni komórkę.
- A co, nie idziesz na niego? - zapytał z rozbawieniem, dotrzymując mi kroku.
- Nie. Nie mam po co. I tak nic ciekawego się tam ostatnio nie dzieje - stwierdziłam, otwierając konwersację z Taigą.
<Nie będzie mnie, jak coś.
- Uuu ktoś tu się zrywa z lekcji. - Chyba dobrze się bawił. Gratulacje dla niego.
- Nie bardzo. Mam całoroczne zwolnienie - moja komórka zawibrowała wydając cichy ding oznajmiający pojawienie się wiadomości w otwartej konwersacji
>Okay, a gdzie będzie cię można znaleźć?
Szybko odpisałam, zanim schowałam telefon z powrotem do kieszeni
<W biblio.
- A teraz skup się, bo to ostatnie miejsce, do którego pokażę ci drogę, potem radź sobie sam, niewdzięczniku - powiedziałam, podnosząc wzrok na chłopaka, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.
- Mała Hala sportowa jest za tym drzewiastym żywopłotem. Mamy tam większość WFów. - to powiedziawszy, okręciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku nowej biblioteki - Nara.
***
Po jakże upojnym czasie spędzonym na wertowaniu książek psychologicznych w małym (w porównaniu do starej biblioteki) zbiorze, z niechęcią ruszyłam na lekcje chemii. Nie to, żebym nie była fanką tego przedmiotu, ale przez hałas, jaki zawsze robiła moja klasa na tych lekcjach, zwykle potem głowa bolała mnie do końca dnia.
Chociaż czasem było warto, gdyż można było zaobserwować jak Jenkins po raz enty wysadza szkołę.
Jako, że udało mi się nakłonić bibliotekarkę, żebym mogła wypożyczyć jedną z czytelnianych pozycji, czytałam tę książkę idąc, przez co w pewnym momencie zapomniałam, że zaczęła się już przerwa i wpadłam na kogoś chwilę po wejściu do głównego budynku.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach (niczym z anime shoujo - bleh), książka z furkotem wystrzeliła do góry, a ja wylądowałam na parkiecie.
Co lepsze, akurat w pobliżu znajdował się mój "arcywróg", Chloe, o czym dowiedziałam się, kiedy usłyszałam jej jakże dźwięczny rechot i komentarz o tym jaką to ja mam grację.
Miło.
Ayato? Albo ktoś inny, jeśli nie chcesz ty :'>?
piątek, 11 sierpnia 2017
Od Finnicka CD Ayato
Rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Dźwignąłem się z łóżka i wolnym
krokiem ruszyłem w kierunku wyjścia. Pociągnąłem za klamkę i zobaczyłem
Kiyoko, która w ręku trzymała teczkę wypchaną papierami. Powitała mnie
uśmiechem, pytając, czy mam jakieś plany na dziś. Pokręciłem głową, a
ona kogoś zawołała. Nie była sama? Obok niej stanął już dobrze mi znany
chłopak. Przetarłem mocniej oczy, próbując wymyślić, co może tę dwójkę
sprowadzać o tak wczesnej porze. Czarnowłosa pomachała mi przedmiotem
przed twarzą, widząc, że jeszcze nie wybudziłem się do końca i obecność
Atosi zszokowała mnie jeszcze bardziej, niż można by sobie pomyśleć.
Zapytała się, czy mógłbym pojechać razem z nim zamiast niej. Nie
potrafiłem zrozumieć, dlaczego ja mam z nim udać się w podróż.
Dziewczyna podeszła do mnie i stając na palcach, starała mi się
wyszeptać, że nie bardzo mu ufa i potrzebuje kogoś, kto by go sprawdził,
ponieważ to dla niej ważne. Wytłumaczyła mi, gdzie jest to miejsce i
komu mamy wręczyć dokumentację. Myślałem nad tym, jak zręcznie odmówić, w
sumie nie miałem ochoty mordować się cały dzień z osobą, za którą nie
przepadam. Nie czułem się również zbytnio na siłach, żeby gdziekolwiek
podróżować. "Finnek, mógłbyś to dla mnie zrobić? No wiesz... Jesteś
jedyną osobą, do której mogę się z tym zwrócić" – powiedziała. Próba się
nie udała i chwilę później czekałem z Ayato na przystanku. Mogłem
spróbować się jakoś go pozbyć, ale cóż... Kiedy proponowałem mu, żeby
oddał mi papiery, oburzony odwrócił się na pięcie i podreptał parę
kroków ode mnie. Jestem zmuszony z nim wytrzymać, gorzej, jeśli tego nie
dożyję albo zaciupie mnie gdzieś w ciemnej uliczce. Pewnie o tym marzy
przez tę kanapkę! Podszedłem do krawężnika, widząc, jak wejście autobusu
się otwiera. Spojrzałem za kolegą, który szedł tuż za mną. Wszedłszy do
pojazdu, rozejrzałem się za wolnym miejscem. Ku mojemu zdziwieniu, była
tylko garstka ludzi. Zająłem najbliższe sobie siedzenie, a obok mnie
usiadł mój towarzysz drogi, mój kompan w tej dzikiej, a jakże
wymagającej misji. Oparłem głowę na dłoni, wspomagając się łokciem
ułożonym na podbudowie okna. Po chwili zupełnie niespodziewanie poczułem
ból w kostce. Domyśliłem się, że koledze nie pasowała cisza, więc
spojrzałem na niego kątem oka.
– Wiesz... Ona jest naprawdę kochana, a za to jaka ładna! Wiadomo jednak, kto jest tą śliczną osóbką w naszym związku!
– Ach, no tak.
Prawie bym zapomniał, że są parą. Ciągle zastanawiam się, jakim sposobem to się stało, a zapytać wprost, nie zapytam. Nie chciałem z nim rozmawiać, a już na pewno nie o tej blondynie. Jak na złość, mówił o niej i mówił, buźka mu się nie zamykała, a raczej nie posłucha, kiedy powiem mu, żeby w końcu zamilknął. Ba, zacznie gadać jeszcze więcej! Chcąc nie chcąc, słuchałem tego, co ma do powiedzenia i wyczułem w tym nutkę fałszu. Uczucie, które opisywał jako szczere i wielkie, było nieprawdą. Ich relacja była jedynie na pokaz, nie powinna mieć prawa bytu. Nie wiedziałem, czy moje przypuszczenia są prawdziwe i nie potrafiłem określić celu Ayato, kiedy mi mówił o swojej "wspaniałej miłości". Nie jest typem, który ma wielu przyjaciół, a korzystając z okazji, dzieli się ze mną swoimi przeżyciami jak ze starym druhem? Nie, wyraz jego twarzy, słowa jakich używa, zachowanie w stosunku do mnie, z pewnością stara się mi jakoś dopiec. Chce, żebym poczuł się gorszy? "Farciarz z ciebie" – rzuciłem, na krótko sprawiając, że ucichł. Zauważyłem w szybie jego chytry uśmieszek, a po chwili jego dłoń zaczęła miziać mnie po policzku, szczypiąc przy tym bardzo nieprzyjemnie. Odgoniłem go ręką i odwróciłem się do niego.
– Z-A-Z-D-R-O-S-N-Y... – przeliterował, po czym powtarzał po kilkakroć. Mówił to takim głosem, jakby miał zaraz zacząć śpiewać wspaniałą pieśń. On jest naprawdę irytujący.
– Jasne, jasne. Skończyłeś już?
Dopiero zaczął... Jadaczka znów mu się nie zamykała, a kiedy chciałem coś powiedzieć, natychmiast mnie uciszał bądź zagłuszał. Powoli, naprawdę powoli, wytrącał mnie z równowagi i doprowadzał do skraju cierpliwości, co skończyłoby się zdenerwowaniem. Jak go tu uciszyć? Słowa nie działają. Jak go uderzę, to z pewnością zacznie nawijać jeszcze więcej. Zacząłem szukać w głowie różnych pomysłów i myśli, dotarłem w końcu do wspomnienia z pamiętnego dnia, gdzie moja kanapka spotkała się z chodnikiem. Właściwie nie było, aż tak źle.
– Atosia? – Przybliżyłem się odrobinkę w jego stronę.
– Co chcesz Śli...
Otworzył szeroko oczy, wwiercając się w moje. Nie był do końca świadomy tego, co się właśnie wydarzyło, jednak mogłem stwierdzić, że nie był, aż tak bardzo zdezorientowany, żeby nie móc cokolwiek zrobić. Zza jego głowy dostrzegłem postać dziewczynki, która dłonią zasłoniła swoje usta i kiedy zorientowała się, że ją widzę, zaczęła nerwowo rozglądać się po autobusie, by następnie zmienić miejsce. Po krótszej chwili odsunąłem twarz od jego twarzy i uniosłem kąciki ust delikatnie do góry. Trudno to nazwać uśmiechem, raczej jego upośledzenie, ale z pewnością ten "grymas" miał tryumfalny charakterek.
– I-I-I-IDIOTO!
Strzelam, że miał ochotę mnie rozerwać, jednak widząc, że już mnie nie interesuje to, co ma do powiedzenia i niezbyt przejmuje się jego groźną miną, postanowił schować czerwone rumieńce za swoimi dłońmi. Sukces, udało mi się go "zamknąć", więc będę mógł się zdrzemnąć... Tsa, właśnie dojechaliśmy na miejsce. Autobus ledwo się zatrzymał, a mój towarzysz drogi wypalił z miejsca i natychmiast znalazł się na zewnątrz. Odwrócony do mnie plecami, czekał, aż do niego dołączę.
Przyjrzałem się adresowi zapisanemu na kartce, po czym rozejrzałem się po okolicy. Panowały tutaj cisza i spokój. Była to stara dzielnica, mogłem to stwierdzić po drewnianych budynkach, a w niektórych oknach brakowało szyb. Spojrzałem przez ramię, żeby sprawdzić, czy przypadkiem mnie nie zostawił. Niby ciągle szedł za mną, jednak wydawał się nieobecny i czułem się samotny. Po chwili zauważyłem domek z upragnionym numerem. Pchnąłem już odrobinę zardzewiałą furtkę i szybkim krokiem podszedłem do drzwi. Zapukałem parę razy, upewniając się, że Atosia ma już wyciągnięte dokumenty. Z wnętrza rozbrzmiało skrzypienie spowodowane czyimiś krokami, a z ciemności wyjrzała zmarnowana sylwetka starszego mężczyzny. Zmarszczki świadczyły o doświadczeniu w życiu, posępny wyraz twarzy o nieprzyjemnym charakterku, a kule i proteza lewej nogi o ciężkim wypadku. Obrzucił nas złowrogim spojrzeniem, a następnie rozejrzał się po ogródku.
– Wy wandale! – zakrzyknął. – Tym razem dzwonię na policję!
Krasnale ogrodowe leżały na ziemi, grządki rozkopane, czarna ziemia mieszała się z zielenią łodyg i wielobarwnymi płatkami kwiatów. Wyglądało na to, że przed nami przeszło tędy jakie tornado. Mężczyzna warknął jeszcze parę razy, a kiedy to nie zadziałało, uniósł swą kulę do góry i zaczął nią wymachiwać.
– Staruszek się uspokoi! – Podszedł do niego Ayato. – Widzi pan, my tu przed chwilą przyszliśmy i nie mielibyśmy zysku, rozwalając tutaj wszystko co popadnie.
– Kolega ma rację... – powiedziałem niechętnie, ale cóż... Nie widziało mi się ponosić konsekwencji za nieswoje czyny.
Atosiu?
– Wiesz... Ona jest naprawdę kochana, a za to jaka ładna! Wiadomo jednak, kto jest tą śliczną osóbką w naszym związku!
– Ach, no tak.
Prawie bym zapomniał, że są parą. Ciągle zastanawiam się, jakim sposobem to się stało, a zapytać wprost, nie zapytam. Nie chciałem z nim rozmawiać, a już na pewno nie o tej blondynie. Jak na złość, mówił o niej i mówił, buźka mu się nie zamykała, a raczej nie posłucha, kiedy powiem mu, żeby w końcu zamilknął. Ba, zacznie gadać jeszcze więcej! Chcąc nie chcąc, słuchałem tego, co ma do powiedzenia i wyczułem w tym nutkę fałszu. Uczucie, które opisywał jako szczere i wielkie, było nieprawdą. Ich relacja była jedynie na pokaz, nie powinna mieć prawa bytu. Nie wiedziałem, czy moje przypuszczenia są prawdziwe i nie potrafiłem określić celu Ayato, kiedy mi mówił o swojej "wspaniałej miłości". Nie jest typem, który ma wielu przyjaciół, a korzystając z okazji, dzieli się ze mną swoimi przeżyciami jak ze starym druhem? Nie, wyraz jego twarzy, słowa jakich używa, zachowanie w stosunku do mnie, z pewnością stara się mi jakoś dopiec. Chce, żebym poczuł się gorszy? "Farciarz z ciebie" – rzuciłem, na krótko sprawiając, że ucichł. Zauważyłem w szybie jego chytry uśmieszek, a po chwili jego dłoń zaczęła miziać mnie po policzku, szczypiąc przy tym bardzo nieprzyjemnie. Odgoniłem go ręką i odwróciłem się do niego.
– Z-A-Z-D-R-O-S-N-Y... – przeliterował, po czym powtarzał po kilkakroć. Mówił to takim głosem, jakby miał zaraz zacząć śpiewać wspaniałą pieśń. On jest naprawdę irytujący.
– Jasne, jasne. Skończyłeś już?
Dopiero zaczął... Jadaczka znów mu się nie zamykała, a kiedy chciałem coś powiedzieć, natychmiast mnie uciszał bądź zagłuszał. Powoli, naprawdę powoli, wytrącał mnie z równowagi i doprowadzał do skraju cierpliwości, co skończyłoby się zdenerwowaniem. Jak go tu uciszyć? Słowa nie działają. Jak go uderzę, to z pewnością zacznie nawijać jeszcze więcej. Zacząłem szukać w głowie różnych pomysłów i myśli, dotarłem w końcu do wspomnienia z pamiętnego dnia, gdzie moja kanapka spotkała się z chodnikiem. Właściwie nie było, aż tak źle.
– Atosia? – Przybliżyłem się odrobinkę w jego stronę.
– Co chcesz Śli...
Otworzył szeroko oczy, wwiercając się w moje. Nie był do końca świadomy tego, co się właśnie wydarzyło, jednak mogłem stwierdzić, że nie był, aż tak bardzo zdezorientowany, żeby nie móc cokolwiek zrobić. Zza jego głowy dostrzegłem postać dziewczynki, która dłonią zasłoniła swoje usta i kiedy zorientowała się, że ją widzę, zaczęła nerwowo rozglądać się po autobusie, by następnie zmienić miejsce. Po krótszej chwili odsunąłem twarz od jego twarzy i uniosłem kąciki ust delikatnie do góry. Trudno to nazwać uśmiechem, raczej jego upośledzenie, ale z pewnością ten "grymas" miał tryumfalny charakterek.
– I-I-I-IDIOTO!
Strzelam, że miał ochotę mnie rozerwać, jednak widząc, że już mnie nie interesuje to, co ma do powiedzenia i niezbyt przejmuje się jego groźną miną, postanowił schować czerwone rumieńce za swoimi dłońmi. Sukces, udało mi się go "zamknąć", więc będę mógł się zdrzemnąć... Tsa, właśnie dojechaliśmy na miejsce. Autobus ledwo się zatrzymał, a mój towarzysz drogi wypalił z miejsca i natychmiast znalazł się na zewnątrz. Odwrócony do mnie plecami, czekał, aż do niego dołączę.
Przyjrzałem się adresowi zapisanemu na kartce, po czym rozejrzałem się po okolicy. Panowały tutaj cisza i spokój. Była to stara dzielnica, mogłem to stwierdzić po drewnianych budynkach, a w niektórych oknach brakowało szyb. Spojrzałem przez ramię, żeby sprawdzić, czy przypadkiem mnie nie zostawił. Niby ciągle szedł za mną, jednak wydawał się nieobecny i czułem się samotny. Po chwili zauważyłem domek z upragnionym numerem. Pchnąłem już odrobinę zardzewiałą furtkę i szybkim krokiem podszedłem do drzwi. Zapukałem parę razy, upewniając się, że Atosia ma już wyciągnięte dokumenty. Z wnętrza rozbrzmiało skrzypienie spowodowane czyimiś krokami, a z ciemności wyjrzała zmarnowana sylwetka starszego mężczyzny. Zmarszczki świadczyły o doświadczeniu w życiu, posępny wyraz twarzy o nieprzyjemnym charakterku, a kule i proteza lewej nogi o ciężkim wypadku. Obrzucił nas złowrogim spojrzeniem, a następnie rozejrzał się po ogródku.
– Wy wandale! – zakrzyknął. – Tym razem dzwonię na policję!
Krasnale ogrodowe leżały na ziemi, grządki rozkopane, czarna ziemia mieszała się z zielenią łodyg i wielobarwnymi płatkami kwiatów. Wyglądało na to, że przed nami przeszło tędy jakie tornado. Mężczyzna warknął jeszcze parę razy, a kiedy to nie zadziałało, uniósł swą kulę do góry i zaczął nią wymachiwać.
– Staruszek się uspokoi! – Podszedł do niego Ayato. – Widzi pan, my tu przed chwilą przyszliśmy i nie mielibyśmy zysku, rozwalając tutaj wszystko co popadnie.
– Kolega ma rację... – powiedziałem niechętnie, ale cóż... Nie widziało mi się ponosić konsekwencji za nieswoje czyny.
Atosiu?
środa, 2 sierpnia 2017
Od Finnicka CD Ayato
"Spotkanie z ukochaną"? No to niezła ukochana. Jeszcze do niedawna
skakaliby sobie do gardeł, jeśli mogę to tak określić. Swój do swego
ciągnie, co? Odprowadziłem zadowolonego Ayato wzrokiem do drzwi. No
trudno, jak to określił, to jego sprawa z kim się umawia i nic mi do
tego. Tu rację musiałem niestety mu przyznać. Ech, ciekaw jestem, jak
zareaguje na to Kiyoko. Wyglądało na to, że nie miała o nim złego zdania
i zdawała się go lubić jak prawdziwego kolegę. Wytarłem dokładnie ręce i
wyszedłem z toalety. Prawie wpadłem na drugą osobę, jak później okazała
się czarnowłosą, o której przed chwileczką myślałem. Ułożyłem dłonie na
wąskich ramionkach, uniosła czubek nosa w górę. Patrzyła na mnie, a
następnie zapytała się:
– Wiedziałeś o tym? – zapytała z delikatnym uśmieszkiem.
– Właściwie to przez przypadek mi powiedział przed chwilą w łazience.
– Chodzicie razem do toalety? – Posłała pytające spojrzenie, a zaraz pokręciła szybciutko głową. – J-Jak to się stało? Myślałam, że jej nie lubi.
Pogłaskałem ją po główce, mierzwiąc przy okazji jej włosy. Yhym, przyjęła do całkiem dobrze, tak jak na Kiyo przystało. Westchnąłem pod nosem, widząc szopkę Atosi. Zapytałem, czy chciałaby się przejść na zewnątrz, skoro mamy ładną pogodę. Pokiwała głową, mówiąc, że chciałaby wcześniej coś zrobić, jednak szybko się rozmyśliła i rzuciła cichutkie: "Chodźmy". Zrobiłem krok w tył, by móc się obrócić, ale znów się z kimś stuknąłem. Odwróciłem się natychmiast, po usłyszeniu huku. Na ziemi zauważyłem chłopaka, a w powietrzu jeszcze fruwały jakieś karteczki. Razem z Kiyoko przykucnęliśmy przy nim, żeby pomóc w zbieraniu papierzyska. Kiedy skończyliśmy, próbował nas oślepić swoim szerokim uśmiechem. Ma zamiar nas jakoś wyciulać czy co? Ach, jest rudy, bez krzyża lepiej nie podchodzić...
– Przepraszam – mruknąłem.
– Powinieneś uważać, jak chodzisz! – zaśmiał się, przez co jego wypowiedź brzmiała dość miło i sympatycznie, bez wrednego wydźwięku.
– Nic ci nie jest? – Pokręcił głową, biorąc od Kiyo swoje notatki. – Całe szczęście.
Podałem im dłoń, chcąc pomóc im wstać. Powinienem dostać order podnoszacza ludzi, bo to już kolejny raz. Oboje otrzepali się z brudu, który przyczepił się po kontakcie z podłogą i spojrzeli, a to na siebie, a to na mnie.
– Skoro mnie przewróciliście, moglibyście mi pomóc to zanieść?
Nie chciało mi się tego robić, miałem ochotę przesiedzieć w spokoju resztę przerwy i dotrwać do końca lekcji. Moja dobra przyjaciółka zaplanowała to sobie zupełnie inaczej. Nieśmiało uniosła kąciki ust i się zgodziła. Zamrugałem parę razy, nie rozumiejąc tej sytuacji. Nawet nie zapytała mnie o zdanie. No nic, w takim razie nie będę nic mówił i zachowam się tak, jakby przystało na dobrego kolegę. Wyciągnąłem ręce do rudzielca, który obdarował mnie połową swojego "towaru" i poinstruował, gdzie mam to zanieść.
– Z tego całego zamieszania, nie zdążyłem się przedstawić!
– My w sumie też... – odparła cichutko.
Kiyoko/Czeslav? Coś nie wyszło, ale cii...
– Wiedziałeś o tym? – zapytała z delikatnym uśmieszkiem.
– Właściwie to przez przypadek mi powiedział przed chwilą w łazience.
– Chodzicie razem do toalety? – Posłała pytające spojrzenie, a zaraz pokręciła szybciutko głową. – J-Jak to się stało? Myślałam, że jej nie lubi.
Pogłaskałem ją po główce, mierzwiąc przy okazji jej włosy. Yhym, przyjęła do całkiem dobrze, tak jak na Kiyo przystało. Westchnąłem pod nosem, widząc szopkę Atosi. Zapytałem, czy chciałaby się przejść na zewnątrz, skoro mamy ładną pogodę. Pokiwała głową, mówiąc, że chciałaby wcześniej coś zrobić, jednak szybko się rozmyśliła i rzuciła cichutkie: "Chodźmy". Zrobiłem krok w tył, by móc się obrócić, ale znów się z kimś stuknąłem. Odwróciłem się natychmiast, po usłyszeniu huku. Na ziemi zauważyłem chłopaka, a w powietrzu jeszcze fruwały jakieś karteczki. Razem z Kiyoko przykucnęliśmy przy nim, żeby pomóc w zbieraniu papierzyska. Kiedy skończyliśmy, próbował nas oślepić swoim szerokim uśmiechem. Ma zamiar nas jakoś wyciulać czy co? Ach, jest rudy, bez krzyża lepiej nie podchodzić...
– Przepraszam – mruknąłem.
– Powinieneś uważać, jak chodzisz! – zaśmiał się, przez co jego wypowiedź brzmiała dość miło i sympatycznie, bez wrednego wydźwięku.
– Nic ci nie jest? – Pokręcił głową, biorąc od Kiyo swoje notatki. – Całe szczęście.
Podałem im dłoń, chcąc pomóc im wstać. Powinienem dostać order podnoszacza ludzi, bo to już kolejny raz. Oboje otrzepali się z brudu, który przyczepił się po kontakcie z podłogą i spojrzeli, a to na siebie, a to na mnie.
– Skoro mnie przewróciliście, moglibyście mi pomóc to zanieść?
Nie chciało mi się tego robić, miałem ochotę przesiedzieć w spokoju resztę przerwy i dotrwać do końca lekcji. Moja dobra przyjaciółka zaplanowała to sobie zupełnie inaczej. Nieśmiało uniosła kąciki ust i się zgodziła. Zamrugałem parę razy, nie rozumiejąc tej sytuacji. Nawet nie zapytała mnie o zdanie. No nic, w takim razie nie będę nic mówił i zachowam się tak, jakby przystało na dobrego kolegę. Wyciągnąłem ręce do rudzielca, który obdarował mnie połową swojego "towaru" i poinstruował, gdzie mam to zanieść.
– Z tego całego zamieszania, nie zdążyłem się przedstawić!
– My w sumie też... – odparła cichutko.
Kiyoko/Czeslav? Coś nie wyszło, ale cii...
czwartek, 27 lipca 2017
Od Ayato CD Ophelia
Same nudy. Poza tym widać, że jakoś szczególnie nie pali się do tej roboty. A zresztą, obojętnie mi.
- Ale nuda. – ziewnąłem teatralnie.
Zlustrowała mnie spojrzeniem.
- Chyba nieszczególnie Ci zależy.
- Zaprowadź mnie gdzie wolisz. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
Wzruszyła ramionami i wyprowadziła mnie na hol. Pokazała mi toaletę, kilka sal lekcyjnych obok i dziedziniec. Niespecjalnie wykazywałem zainteresowanie tym wszystkim, bo wiedziałem, że prędzej czy później sam się odnajdę. Jednak fajnie jest popatrzeć na osóbkę, która specjalnie dla mnie zabiera sobie przerwę.
- Słuchasz mnie w ogóle?
Głos dziewczyny wyrwał mnie z zamyślenia. Popatrzyłem na nią i pokiwałem głową z uśmiechem.
- Jak najbardziej!
Obróciła się całkowicie w moją stronę i skierowała swój wzrok wprost na moje oblicze.
- Kręcisz. Przyznaj, że nie interesuje Cię co mówię. – skrzyżowała ręce na piersi.
- No dobra, niezbyt. Nie musisz zadawać sobie trudu i tak prędzej czy później się tu odnajdę.
- Wiesz, mogłeś od razu powiedzieć, to bym nie marnowała na Ciebie przerwy ignorancie.
- I tak całkiem miło z Twojej strony. – potargałem jej włosy ze złośliwym uśmieszkiem.
Obruszyła się i zaczęła ponownie układać kosmyki włosów.
- Zaraz będzie dzwonek. – odparła z kamienną twarzą.
- I co w związku z tym? – oparłem się o ścianę.
- Lepiej już iść. Na następnej przerwie nie ma mowy, żebym Cię dłużej oprowadzała. Znowu mnie olejesz.
- Nie proszę o pomoc.
- Mógłbyś chociaż podziękować.
- Tak więc dziękuję.
Ophelia? Wybacz, że tak długo czekałaś T_T
- Ale nuda. – ziewnąłem teatralnie.
Zlustrowała mnie spojrzeniem.
- Chyba nieszczególnie Ci zależy.
- Zaprowadź mnie gdzie wolisz. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
Wzruszyła ramionami i wyprowadziła mnie na hol. Pokazała mi toaletę, kilka sal lekcyjnych obok i dziedziniec. Niespecjalnie wykazywałem zainteresowanie tym wszystkim, bo wiedziałem, że prędzej czy później sam się odnajdę. Jednak fajnie jest popatrzeć na osóbkę, która specjalnie dla mnie zabiera sobie przerwę.
- Słuchasz mnie w ogóle?
Głos dziewczyny wyrwał mnie z zamyślenia. Popatrzyłem na nią i pokiwałem głową z uśmiechem.
- Jak najbardziej!
Obróciła się całkowicie w moją stronę i skierowała swój wzrok wprost na moje oblicze.
- Kręcisz. Przyznaj, że nie interesuje Cię co mówię. – skrzyżowała ręce na piersi.
- No dobra, niezbyt. Nie musisz zadawać sobie trudu i tak prędzej czy później się tu odnajdę.
- Wiesz, mogłeś od razu powiedzieć, to bym nie marnowała na Ciebie przerwy ignorancie.
- I tak całkiem miło z Twojej strony. – potargałem jej włosy ze złośliwym uśmieszkiem.
Obruszyła się i zaczęła ponownie układać kosmyki włosów.
- Zaraz będzie dzwonek. – odparła z kamienną twarzą.
- I co w związku z tym? – oparłem się o ścianę.
- Lepiej już iść. Na następnej przerwie nie ma mowy, żebym Cię dłużej oprowadzała. Znowu mnie olejesz.
- Nie proszę o pomoc.
- Mógłbyś chociaż podziękować.
- Tak więc dziękuję.
Ophelia? Wybacz, że tak długo czekałaś T_T
wtorek, 25 lipca 2017
Od Ayato CD. Finnick, Kiyoko
Co za idiota. Nawet nie wie z kim pogrywa.
Przechadzałem się zapełnionym korytarzem. W głowie ciągle migotała mi sytuacja z wczorajszego wieczoru w kawiarni. Jakież było moje zaskoczenie, dowiadując się o darmowych, haniebnych kanapkach do których od niedawna żywię uraz. I jeszcze ta cała Kiyoko. Szczerze mówiąc mam na nią wylane. Jedyne co o niej wiem, to to, że przyjaźni się z Winniczkiem. Wydaje mi się, że obawia się kpin i dręczenia z mojej strony. Cóż za naiwna istotka. Po co miałbym naśmiewać się z kogoś tak słabego i nieporadnego. To strasznie tandetne i nudne, nie przyniosłoby mi to żadnych korzyści.
W tym samym czasie obok mnie przeszła czarnowłosa dziewczyna z opaską, na której przed chwilą stąpały moje myśli. Wyglądała na równie zamyśloną. Wzrok wbity w podłogę, plecak na lewym ramieniu i ten sam drobny ale powolny chód. Przypominała mi chodzącą depresję. W tym samym czasie, drogę zagrodziła jej grupka dziewczyn na której czele stała trochę wyższa ode mnie blondynka.
- Proszę, proszę.
Liderka podeszła bliżej Kiyoko z rękami złożonymi na piersi. Uśmiechała się do niej złośliwie. Dziewczynę trochę to speszyło, bo cofnęła się o krok, błądząc oczami.
- Patrz mi w oczy jak do Ciebie mówię! – pociągnęła ją za ramię zwracając całą jej uwagę na siebie. – Co to za paskudztwo?
Blondynka rozchyliła dłonią kosmyki włosów przysłaniających opaskę. Czarnowłosa speszyła się nieco i starała się ostrożnie wyrwać ze stalowego uścisku.
- Przestań się wiercić szmato! – urwał jakiś głos z tyłu.
Rozległy się gromkie śmiechy wśród dzieci, ekhm, to znaczy dojrzałych przyjaciółek blondyny. No naprawdę, coś takiego nie rozśmieszyłoby nawet pięciolatka. Widać na jak niskim poziomie intelektualnym się zatrzymały. Wokół zbierały się tłumy gapiów, chcących obejrzeć zaistniałą sytuację. Nagle rozległo się ciche jęknięcie czarnowłosej, która została powalona na ziemię. Liderka dumnie dzierżyła w dłoni opaskę jej ofiary. Dziewczyna usiadła na kolanach i zasłoniła sobie dłonią oko.
- Oj no nie wstydź się. Pokaż co tak ukrywałaś? Oko proroka? Saurona?
Schyliła się do dziewczyny łapiąc jej nadgarstki, odsłaniając przy tym jej oblicze. Oko Kiyo zabarwione było na czerwono. Wpatrywała się z przerażeniem w oprawczynię. Była bliska płaczu, jej wargi drżały.
- Wiesz co, może rzeczywiście powinnaś nosić opaskę. Wyglądasz w niej o niebo lepiej niż z tym odsłoniętym czymś.
Orzekła i rzuciła w swoją ofiarę opaską. Kiyo zerwała się na równe nogi i pobiegła przed siebie.
- Widzicie? Tak trzeba z nimi rozmawiać. – zwróciła się w stronę swoich sojuszniczek z dumą.
Właśnie pokazała na ile ją stać. Nieśmieszny, rozpuszczony dzieciak. Już Ślimak lepiej się zachowuje. Coś podkusiło mnie, aby wyjąć z plecaka butelkę wody i zrobić mały psikus oprawczyni przyjaciółeczki Ślimaka. Podszedłem do niej z wyższością.
- Twój poziom żartu dorównuje poziomowi żartów u dzieciaków z przedszkola. Zachowujesz się jak niedowartościowany bachor. Błagam, nie jesteś zabawna, jesteś żałosna. – oblałem jej skwaszoną minę wodą.
- Aggrrrh! – rozległ się pisk.
- Wiesz co, do twarzy Ci z rozmazanym makijażem i mokrymi włosami. Wyglądasz jak taki kundel po kąpieli w bagnie. – posłałem jej wesoły uśmiech.
- Pożałujesz tego!
Dziewczyna złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do sali muzycznej obok.
- Co się stało? ~ Boisz się własnych oprawców? ~ Obawiasz się, że ktoś zacznie przywoływać Cię klepaniem nogi i gwizdaniem? W sumie to by pasowało, bo do suki niewiele Ci brakuje. – zaśmiałem się.
- Kim ty myślisz, że jesteś co?
Po chwili wparowały tu przyjaciółeczki mokrego pudla stając po jej stronie.
- A Wy tu czego? Jak nie macie nic mądrego do powiedzenia to nic tu po Was. – wytknąłem język w zażenowaniu.
- Będziemy bronić naszej Chloe! – odparła jedna.
- Dokładnie, ty łajdaku! – przytaknęła druga.
- W istocie. – obruszyła się jeszcze inna.
- No, no czekam. – złożyłem ręce.
Dyskusja trwała parę chwil. Wygadywały kompletne bzdury, żadnych sensownych argumentów, ani grama skruchy. Aż szkoda strzępić ryja na takich ludzi ale zabawnie tak pobawić się z nimi w Kto jest bardziej wygadany. Po pewnym czasie, drzwi rozchyliły się lekko, a zza nich wychyliła się znajoma dla mnie twarzyczka. No proszę, Winniczek we własnej osobie. Jeszcze jego tu brakowało! Jak jeden mąż, wykrzyczeliśmy zgodnie: ‘’Co ty tutaj robisz?!’’ I powróciliśmy do dyskusji, a właściwie przekrzykiwania się. W końcu dziewczyny zmęczone moją osobą, pewnie zrozumiały, że i tak nie mają ze mną szans, bez pożegnania ulotniły się z pomieszczenia. Z królem argumentów się nie dyskutuje. W końcu moją uwagę przykuł niebieskooki, który również próbował opuścić lokal. Zatrzymałem go jednak, gdyż ciekawiło mnie, dlaczego ciągle tutaj stał.
- To po co tu przyszedłeś? – spytałem z wyższością.
- Spotkać się z Kiyo. – jego dłoń opierała się o framugę drzwi.
Spotkać z Kiyo? To po ch*lerę tu ciągle stał jak kołek? No i wyszedł z sali. Chwilę się pozbierałem i również wyszedłem. Zobaczyłem spoczywający na mnie zdziwiony wzrok pokrzywdzonej. Za sobą ponownie usłyszałem ciche chichoty. Nic do nich nie dotarło? Rzuciłem im piorunujące spojrzenie. Te jedynie wytknęły do mnie język i powędrowały urażone dalej.
- Twoje życie socjalne nie ucierpiało na tym, że stanąłeś w obronie kogoś bezradnego i słabego? – spytał mnie głaszczą czule Kiyoko.
– Pff... – prychnąłem. – A ty co zrobiłeś? No właśnie nic nie zrobiłeś!
– Nic?
- Oprócz tulasków i głasków nic.
Zupełnie mnie zignorował i ponownie wrócił do pocieszania czarnowłosej. Spojrzałem ponownie na dziewczynę. Tak jakoś w głębi serducha zrobiło mi się jej żal. Starała się opanować swój smutek ale nie za bardzo jej to wychodziło. Aż dziwne, że o tym myślę, ale cieszę się, że ma Finna. Te suki widocznie trafiły w jej słaby punkt. W tym samym momencie Kiyoko obróciła się w moją stronę z delikatnym uśmiechem i rumieńcem na policzkach.
- Chciałam Ci podziękować Ayato… jestem wdzięczna, że stanąłeś w mojej
obronie. – otarła nadgarstkiem łzę spływającą po jej policzku przy
okazji pociągając nosem. Przechadzałem się zapełnionym korytarzem. W głowie ciągle migotała mi sytuacja z wczorajszego wieczoru w kawiarni. Jakież było moje zaskoczenie, dowiadując się o darmowych, haniebnych kanapkach do których od niedawna żywię uraz. I jeszcze ta cała Kiyoko. Szczerze mówiąc mam na nią wylane. Jedyne co o niej wiem, to to, że przyjaźni się z Winniczkiem. Wydaje mi się, że obawia się kpin i dręczenia z mojej strony. Cóż za naiwna istotka. Po co miałbym naśmiewać się z kogoś tak słabego i nieporadnego. To strasznie tandetne i nudne, nie przyniosłoby mi to żadnych korzyści.
W tym samym czasie obok mnie przeszła czarnowłosa dziewczyna z opaską, na której przed chwilą stąpały moje myśli. Wyglądała na równie zamyśloną. Wzrok wbity w podłogę, plecak na lewym ramieniu i ten sam drobny ale powolny chód. Przypominała mi chodzącą depresję. W tym samym czasie, drogę zagrodziła jej grupka dziewczyn na której czele stała trochę wyższa ode mnie blondynka.
- Proszę, proszę.
Liderka podeszła bliżej Kiyoko z rękami złożonymi na piersi. Uśmiechała się do niej złośliwie. Dziewczynę trochę to speszyło, bo cofnęła się o krok, błądząc oczami.
- Patrz mi w oczy jak do Ciebie mówię! – pociągnęła ją za ramię zwracając całą jej uwagę na siebie. – Co to za paskudztwo?
Blondynka rozchyliła dłonią kosmyki włosów przysłaniających opaskę. Czarnowłosa speszyła się nieco i starała się ostrożnie wyrwać ze stalowego uścisku.
- Przestań się wiercić szmato! – urwał jakiś głos z tyłu.
Rozległy się gromkie śmiechy wśród dzieci, ekhm, to znaczy dojrzałych przyjaciółek blondyny. No naprawdę, coś takiego nie rozśmieszyłoby nawet pięciolatka. Widać na jak niskim poziomie intelektualnym się zatrzymały. Wokół zbierały się tłumy gapiów, chcących obejrzeć zaistniałą sytuację. Nagle rozległo się ciche jęknięcie czarnowłosej, która została powalona na ziemię. Liderka dumnie dzierżyła w dłoni opaskę jej ofiary. Dziewczyna usiadła na kolanach i zasłoniła sobie dłonią oko.
- Oj no nie wstydź się. Pokaż co tak ukrywałaś? Oko proroka? Saurona?
Schyliła się do dziewczyny łapiąc jej nadgarstki, odsłaniając przy tym jej oblicze. Oko Kiyo zabarwione było na czerwono. Wpatrywała się z przerażeniem w oprawczynię. Była bliska płaczu, jej wargi drżały.
- Wiesz co, może rzeczywiście powinnaś nosić opaskę. Wyglądasz w niej o niebo lepiej niż z tym odsłoniętym czymś.
Orzekła i rzuciła w swoją ofiarę opaską. Kiyo zerwała się na równe nogi i pobiegła przed siebie.
- Widzicie? Tak trzeba z nimi rozmawiać. – zwróciła się w stronę swoich sojuszniczek z dumą.
Właśnie pokazała na ile ją stać. Nieśmieszny, rozpuszczony dzieciak. Już Ślimak lepiej się zachowuje. Coś podkusiło mnie, aby wyjąć z plecaka butelkę wody i zrobić mały psikus oprawczyni przyjaciółeczki Ślimaka. Podszedłem do niej z wyższością.
- Twój poziom żartu dorównuje poziomowi żartów u dzieciaków z przedszkola. Zachowujesz się jak niedowartościowany bachor. Błagam, nie jesteś zabawna, jesteś żałosna. – oblałem jej skwaszoną minę wodą.
- Aggrrrh! – rozległ się pisk.
- Wiesz co, do twarzy Ci z rozmazanym makijażem i mokrymi włosami. Wyglądasz jak taki kundel po kąpieli w bagnie. – posłałem jej wesoły uśmiech.
- Pożałujesz tego!
Dziewczyna złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do sali muzycznej obok.
- Co się stało? ~ Boisz się własnych oprawców? ~ Obawiasz się, że ktoś zacznie przywoływać Cię klepaniem nogi i gwizdaniem? W sumie to by pasowało, bo do suki niewiele Ci brakuje. – zaśmiałem się.
- Kim ty myślisz, że jesteś co?
Po chwili wparowały tu przyjaciółeczki mokrego pudla stając po jej stronie.
- A Wy tu czego? Jak nie macie nic mądrego do powiedzenia to nic tu po Was. – wytknąłem język w zażenowaniu.
- Będziemy bronić naszej Chloe! – odparła jedna.
- Dokładnie, ty łajdaku! – przytaknęła druga.
- W istocie. – obruszyła się jeszcze inna.
- No, no czekam. – złożyłem ręce.
Dyskusja trwała parę chwil. Wygadywały kompletne bzdury, żadnych sensownych argumentów, ani grama skruchy. Aż szkoda strzępić ryja na takich ludzi ale zabawnie tak pobawić się z nimi w Kto jest bardziej wygadany. Po pewnym czasie, drzwi rozchyliły się lekko, a zza nich wychyliła się znajoma dla mnie twarzyczka. No proszę, Winniczek we własnej osobie. Jeszcze jego tu brakowało! Jak jeden mąż, wykrzyczeliśmy zgodnie: ‘’Co ty tutaj robisz?!’’ I powróciliśmy do dyskusji, a właściwie przekrzykiwania się. W końcu dziewczyny zmęczone moją osobą, pewnie zrozumiały, że i tak nie mają ze mną szans, bez pożegnania ulotniły się z pomieszczenia. Z królem argumentów się nie dyskutuje. W końcu moją uwagę przykuł niebieskooki, który również próbował opuścić lokal. Zatrzymałem go jednak, gdyż ciekawiło mnie, dlaczego ciągle tutaj stał.
- To po co tu przyszedłeś? – spytałem z wyższością.
- Spotkać się z Kiyo. – jego dłoń opierała się o framugę drzwi.
Spotkać z Kiyo? To po ch*lerę tu ciągle stał jak kołek? No i wyszedł z sali. Chwilę się pozbierałem i również wyszedłem. Zobaczyłem spoczywający na mnie zdziwiony wzrok pokrzywdzonej. Za sobą ponownie usłyszałem ciche chichoty. Nic do nich nie dotarło? Rzuciłem im piorunujące spojrzenie. Te jedynie wytknęły do mnie język i powędrowały urażone dalej.
- Twoje życie socjalne nie ucierpiało na tym, że stanąłeś w obronie kogoś bezradnego i słabego? – spytał mnie głaszczą czule Kiyoko.
– Pff... – prychnąłem. – A ty co zrobiłeś? No właśnie nic nie zrobiłeś!
– Nic?
- Oprócz tulasków i głasków nic.
Zupełnie mnie zignorował i ponownie wrócił do pocieszania czarnowłosej. Spojrzałem ponownie na dziewczynę. Tak jakoś w głębi serducha zrobiło mi się jej żal. Starała się opanować swój smutek ale nie za bardzo jej to wychodziło. Aż dziwne, że o tym myślę, ale cieszę się, że ma Finna. Te suki widocznie trafiły w jej słaby punkt. W tym samym momencie Kiyoko obróciła się w moją stronę z delikatnym uśmiechem i rumieńcem na policzkach.
- Przecież to nic takiego… - wbiłem lekko poirytowany wzrok w ścianę obok.
Kolba mać! Dlaczego mnie to tak rozczuliło? Nie mogę być takim pozerem i od razu poddawać się dziewczęcej niewinności!
- Nie, nie! Naprawdę, potrafisz być kochany. – zaśmiała się.
Ślimak zmierzył Nas zdezorientowanym spojrzeniem.
- Co się tak lampisz? Pierwszy raz odkrywasz sztukę dziękowania?
- …
- Ty tez powinieneś mi podziękować, że w jakiś sposób zareagowałem. – rzuciłem na odchodne. – Przynajmniej dla Twojej drogiej przyjaciółeczki, bo w Twoim przypadku byłoby zupełnie inaczej.
***
Dzwonek wyrwał mnie w końcu z natłoku myśli. Nauczyciele to jakieś demony, tylko oni rozumieją tajemnicze znaczki na tablicy podczas gdy uczniowie wpatrują się w nie jak na pokaz czarnej magii. Wybiegłem z klasy i pomaszerowałem przed siebie. Może zostanę obrońca uciśnionych? Byłbym taki znany i lubiany w całej szkole, a te sucze będą mogły się tylko schować w moim cieniu.
Nagle czyjaś ręka złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła na bok. Zaprowadziła mnie w bardziej odludne miejsce. To ta pusta blondix! Usadowiła mnie na ławce i położyła mi ręce na ramionach.
- Ayato! Bądź moim chłopakiem! – wykrzyczała czerwona jak burak.
C-co? Chwila co?!
- Jak to? – zmierzyłem ją zdziwionym spojrzeniem.
Jeszcze przerwę wcześniej rzucała mi w twarz wyzwiskami a teraz? Poczułem uderzenie w policzek.
- Ała! A to niby za co? – pomasowałem czerwony ślad.
- Przestań się głupio pytać! Przemyślałam sobie to wszystko i chcę, abyś był mój! To znaczy… ja Twoja. – uśmiechnęła się.
- Głupia?
- Że co proszę?! – zdzieliła mnie kolejny raz.
- Ała ku*wa! Przestaniesz w końcu?!
- Zabolało? Ojoj, wybacz Ayusiu ~ - zaczęła masować moje policzki.
- Przestań! – złapałem ją za nadgarstki i odepchnąłem od siebie wstając gwałtownie. – Co Ci odbiło?!
- Posłuchaj mnie. Zaimponowałeś mi. Stwierdziłam, że jesteś w moim typie i chcę, byśmy byli razem.
Cóż, może to i nie jest wielkie pochlebstwo ze strony kogoś tak pustego jak ta laska ale myśl, że komuś się podobam napawała mnie kolejnym uczuciem euforii i dumy. Poza tym, ma te swoje przyajciółeczki, więc jeśli się zgodzę, będą wielbiły także i mnie. Taki jeden wielki harem ~
- Hmm… zgoda. – posłałem jej uśmiech.
- Hah, yaaaaay ~! – od razu uczepiła się mojego ramienia.
- Dobra, poczekaj, wyskoczę najpierw do toalety.
- Oki! Czekam pączek.
- Nie jestem gruby. – rzuciłem jej zdegustowane spojrzenie. – Jeśli już mamy być razem to wołaj na mnie Książę albo Król, zrozumiałaś?
Po chwili zastanowienia, odpowiedziała twierdząco ale z małą irytacją.
Zrobiłem co trzeba, umyłem dłonie i w tym samym czasie z kabiny obok wyszedł Ślimak. Znowu on?
- Czego tu? – odwróciłem się do niego na pięcie z piorunującym wzrokiem.
- Tego co ty. No bo co innego robi się w toalecie.
- Dobra nieważne.
- Skoro już tu jesteś, chciałbym Ci podziękować…
Podziękować? No proszę, proszę.
- Ah tak?
- Tsaa ale nie myśl sobie, że coś więcej czy coś, po prostu dziękuję i tyle okej? – powiedział szybko.
Jak mam to rozumieć?
- Bardzo przepraszam, nie słyszę, co? – ukazałem bialutkie ząbki.
Chłopak westchnął głęboko.
- Mówię, że dziękuję. – odparł z obojętnością.
- No, fajne podziękowania. Wiesz ile kosztowało mnie, żeby wygrać walkę na argumentację?
Zmierzył mnie politowanym spojrzeniem.
- No dobra, niedużo ale było ich więcej! Moje gardełko ucierpiało. – zrobiłem smutną minkę.
- Nie będę znowu przed Tobą klękać.
- Pff. Nie musisz. – odwróciłem się teatralnym impetem. – Oczekuję jedynie godnych mego dokonania podziękowań.
- Dobrze więc, dziękuję Ci o litościwy Ayato za miłosierdzie ofiarowane mej drogiej przyjaciółce Kiyoko Shinatsuki oraz długą gadkę z pustakami ze skutkami bólu gardła. – ukłonił się sztywno.
- I ładnie. – posłałem mu zwycięski uśmiech.
Nagle rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Zza nich rozbrzmiał znajomy głos.
- Ayato! Długo mam na Ciebie czekać?!
- Czy to nie... – urwał z niedowierzaniem.
- Chloe. Tak, zgadza się.
- Więc, najpierw ratujesz moją przyjaciółkę, by później umawiać się z tymi samymi ścierami co jej dokuczały?!
- Może…
- idiota. A już zacząłem mieć o Tobie lepsze zdanie.
- To moja sprawa z kim się umawiam, a z kim nie. Nic Ci do tego. A teraz wybacz, idę na spotkanie z ukochaną.
Trzasnąłem drzwiami zostawiając Finnika samego.
czwartek, 6 lipca 2017
Od Finnicka CD Kiyoko, Ayato
Na szkolnych korytarzach nie roiło się jakoś szczególnie od tych
wszystkich uczniów. Większość z nich wolała pobyć w taką ładną pogodę na
zewnątrz, więc każdą możliwą przerwę wychodziło przed budynek, by
zaklepać sobie miejsce na ławeczce w cieniu. Ja jednak musiałem coś
jeszcze załatwić, więc szybkim krokiem przemierzałem szkołę, by dotrzeć
do upragnionej klasy, do poszukiwanej nauczycielki. Idąc, usłyszałem
dźwięk pianina, który po chwili został zastąpiony melodią skrzypiec.
Ktoś ładnie gra, ciekawe kto? Powinno mi się zahaczyć o tę osobę, kiedy
skończę swoje zadanie. Zapukałem grzecznie do sali. Usłyszawszy ciche
"proszę", wlazłem do środka. Przy biurku siedziała pani dyrektor,
kończyła sprawdzać kartkówki jakiejś klasy. Spojrzała na mnie z
uśmiechem i zapytała, z czym do niej przychodzę. Sama odpowiedziała
sobie na to pytanie, nie dając mi nawet wypowiedzieć ani jednego słowa.
Szybko obejrzała dokument, który przyniosłem i odprawiła mnie ręką. Choć
w jej zachowaniu nie było nic strasznego, jej osoba budziła we mnie
pewien lęk, może tak działa jej autorytet? Przeprosiłem za "najście", po
czym dziękując za poświęcony czas, wyszedłem. Zanim się obejrzałem,
zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję. Miałem skierować się do następnej
sali, jednakże poczułem, że ktoś nieśmiało chwyta za rękaw mojej
koszuli. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się urocza panienka.
Podniosła swój wzrok spod czarnej czupryny, od razu dostrzegłem białą
opaskę na jej twarzy. Otwarła usta, jednak nie wydobyła z siebie żadnego
odgłosu. Dokładnie się jej przyjrzałem i wydała mi się znajoma. No tak,
to jest ta mała Kiyoko, w tym momencie uśmiechnęła się do mnie
niepewnie.
– Finnek – zaczęła, a kiedy zareagowałem, to aż się rozpromieniła. – Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Trochę się zgubiłam...
Faktycznie wyglądała na lekko zagubioną, szybko jednak zorientowała się, czego szuka i gdzie dąży. Ciekawiło mnie, co tam u niej słychać, poniekąd lubiłem ją w podstawówce, tak więc może i odnowić stary kontakt? Nie chcąc jej przetrzymywać, rzuciłem szybko, że jeśli chce, to będę czekać po lekcjach przed szkołą. Lekcje kończyliśmy o tej samej, więc nie powinno być z tym problemu.
~
Dokładnie słuchałem tego, co ma mi do powiedzenia, jednak nie spodziewałem się niczego specjalnego. Choć muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony, kiedy zamiast wyjechać mi z wyrzutami "Było to takie trudne?", "Musiałeś z tym zwlekać?", pochwalił mnie. Nie miało to miłego wybrzmienia, jednak zawsze lepsze to niż nic. Jeszcze zanim rzucił, bym stąd czmychnął, próbował doprowadzić u mnie wstrząs mózgu. Wiedziałem, że czuł się z tym świetnie, że poszło po jego myśli i zdecydowałem się go poprosić o pieniądze. Klęcząc tak przed czarnowłosym, dojrzałem tuż za nim dziewczynę. Pomachałem do niej, na co chłopak się zdziwił i odwrócił. Prychnął, kiedy zauważył Kiyo i ruszył w swoim kierunku.
– Dlaczego klęczysz? – zapytała, podbiegając do mnie i łapiąc za ramię.
– Chciałem odzyskać swoje pieniądze.
Zmarszczyła brwi i obejrzała się za odchodzącą postacią. Pomasowała się po poliku, zastanawiając się nad czymś. Nie marnując dłużej czasu, wziąłem ją pod ramię i zacząłem prowadzić. Uśmiechnęła się nieśmiało do mnie i powiedziała:
– Nie mów mi, że znów masz kłopoty w szkole.
– Wcześniej były one spowodowane tobą, poza tym nie nazwałbym tego kłopotami. Miał mi oddać trzy funty za kanapkę. – Usłyszałem, jak podśmiewa się pod nosem. Umknęła mi jedna rzecz, za jedzenie w szkole się nie płaci. – Chyba go naciągnąłem... Mniejsza z tym.
Opuściliśmy teren szkoły, a wtedy dziewczyna straciła dotychczasowy humor. No tak, myślę, że jeszcze nie do końca zdążyła się zaznajomić z okolicami.
– Kawiarnia – rzuciłem krótko, ale wystarczyło, żeby odrobinkę uspokoić Kiyo.
– To chyba nie jest dobry pomysł... Słyszałam, że Ayato... Nieważne, nieważne, zapomnij, nie chciałam niczego mącić.
– Ayato?
– Mhm. – Pokiwała głową. – To ten chłopak, który cię nękał. Chodzimy razem do klasy, wydaje się wredny, a równocześnie zatroskany o opinię publiczną, tak troszku, jak typowe dziewczynki, szukające sławy... Ale nie mów mu, że tak powiedziałam! Nie szukam kolejnych dręczycieli...
– W takim razie zostanie Atosią, skoro zachowuje się jak typowa dziewczynka. – Posłałem jej delikatny uśmiech.
Och, prawie bym zapomniał jak towarzystwo małej Kiyo jest przyjemne. Nigdy bym nie powiedział, że tutaj ją spotkam. Dobrze, że wciąż jest tą samą uroczą dziewczyną, co wcześniej. Czas nam mijał bardzo miło przy przyjemnej rozmowie, do czasu, aż do lokalu wbił nasz kochany Atosia. Zauważyłem w jego oczach błysk, chyba nas zauważył i coś mu przeleciało przez ten pusty łeb. Niestety, nie był to pocisk wystrzelony przez jakiegoś randomowego gościa z bronią, a już liczyłem, że nie będę mieć z nim nic wspólnego.
Kiyo/Atosia? Tak naprawdę jeden ciul XD
– Finnek – zaczęła, a kiedy zareagowałem, to aż się rozpromieniła. – Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Trochę się zgubiłam...
Faktycznie wyglądała na lekko zagubioną, szybko jednak zorientowała się, czego szuka i gdzie dąży. Ciekawiło mnie, co tam u niej słychać, poniekąd lubiłem ją w podstawówce, tak więc może i odnowić stary kontakt? Nie chcąc jej przetrzymywać, rzuciłem szybko, że jeśli chce, to będę czekać po lekcjach przed szkołą. Lekcje kończyliśmy o tej samej, więc nie powinno być z tym problemu.
~
Dokładnie słuchałem tego, co ma mi do powiedzenia, jednak nie spodziewałem się niczego specjalnego. Choć muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony, kiedy zamiast wyjechać mi z wyrzutami "Było to takie trudne?", "Musiałeś z tym zwlekać?", pochwalił mnie. Nie miało to miłego wybrzmienia, jednak zawsze lepsze to niż nic. Jeszcze zanim rzucił, bym stąd czmychnął, próbował doprowadzić u mnie wstrząs mózgu. Wiedziałem, że czuł się z tym świetnie, że poszło po jego myśli i zdecydowałem się go poprosić o pieniądze. Klęcząc tak przed czarnowłosym, dojrzałem tuż za nim dziewczynę. Pomachałem do niej, na co chłopak się zdziwił i odwrócił. Prychnął, kiedy zauważył Kiyo i ruszył w swoim kierunku.
– Dlaczego klęczysz? – zapytała, podbiegając do mnie i łapiąc za ramię.
– Chciałem odzyskać swoje pieniądze.
Zmarszczyła brwi i obejrzała się za odchodzącą postacią. Pomasowała się po poliku, zastanawiając się nad czymś. Nie marnując dłużej czasu, wziąłem ją pod ramię i zacząłem prowadzić. Uśmiechnęła się nieśmiało do mnie i powiedziała:
– Nie mów mi, że znów masz kłopoty w szkole.
– Wcześniej były one spowodowane tobą, poza tym nie nazwałbym tego kłopotami. Miał mi oddać trzy funty za kanapkę. – Usłyszałem, jak podśmiewa się pod nosem. Umknęła mi jedna rzecz, za jedzenie w szkole się nie płaci. – Chyba go naciągnąłem... Mniejsza z tym.
Opuściliśmy teren szkoły, a wtedy dziewczyna straciła dotychczasowy humor. No tak, myślę, że jeszcze nie do końca zdążyła się zaznajomić z okolicami.
– Kawiarnia – rzuciłem krótko, ale wystarczyło, żeby odrobinkę uspokoić Kiyo.
– To chyba nie jest dobry pomysł... Słyszałam, że Ayato... Nieważne, nieważne, zapomnij, nie chciałam niczego mącić.
– Ayato?
– Mhm. – Pokiwała głową. – To ten chłopak, który cię nękał. Chodzimy razem do klasy, wydaje się wredny, a równocześnie zatroskany o opinię publiczną, tak troszku, jak typowe dziewczynki, szukające sławy... Ale nie mów mu, że tak powiedziałam! Nie szukam kolejnych dręczycieli...
– W takim razie zostanie Atosią, skoro zachowuje się jak typowa dziewczynka. – Posłałem jej delikatny uśmiech.
Och, prawie bym zapomniał jak towarzystwo małej Kiyo jest przyjemne. Nigdy bym nie powiedział, że tutaj ją spotkam. Dobrze, że wciąż jest tą samą uroczą dziewczyną, co wcześniej. Czas nam mijał bardzo miło przy przyjemnej rozmowie, do czasu, aż do lokalu wbił nasz kochany Atosia. Zauważyłem w jego oczach błysk, chyba nas zauważył i coś mu przeleciało przez ten pusty łeb. Niestety, nie był to pocisk wystrzelony przez jakiegoś randomowego gościa z bronią, a już liczyłem, że nie będę mieć z nim nic wspólnego.
Kiyo/Atosia? Tak naprawdę jeden ciul XD
środa, 5 lipca 2017
Od Ayato CD. Finnicka
C-co ten idiota wyprawia? Spragniony jakiś? Niech zabierze te swoje
zimne łapska z moich ramion. Dlaczego się tak na mnie gapi? Czyżby
chciał zmusić mnie siłą woli do oddania pieniędzy? O nie, nie ma tak
łatwo. Jeśli myśli, iż ten jego nieodparty urok w czymś pomoże, to się
myli. Chwila! Czy ja właśnie stwierdziłem, że jego wygląd jest
nieodparty? O czym ja w ogóle myślę! Przez ten ch*lernie przyjemny
pocałunek zaczyna mi odbijać. To wszystko jego wina! Przyjemny…? Ja się
chyba zabiję…
Spojrzałem z powrotem na twarz chłopaka. Wyglądał na trochę zdezorientowanego, więc wykorzystałem okazję i wyszarpałem się z jego uścisku pytając gdzie są moje przeprosiny. Dodałem, iż najlepiej gdyby były wypowiedziane błagalnym tonem i nie będę mu płacił za dotykanie czy też bicie. Tylko w jego zboczonych snach! Aż mnie korciło, aby zarzucić jakimś chamskim żartem w jego stronę, gdy zapytał czy wyglądam mu na prostytutkę. Cóż, gdyby tak spojrzeć… Jednak przerwał mi, domyślając się pewnie co łazi mi po głowie. Wtedy poczułem jak uścisk z moich ramion spuszcza, a chłopak usiadł na ławce. Stwierdził, że ‘’głupszym’’ się ustępuje, tak więc poprosił mnie pełnym zdanie czy oddam mu jego pieniądze. Nie brzmiało to przekonująco. Wypowiedział te słowa na odwal.
- Postaraj się bardziej!
Niebieskooki zerknął na mnie z uniesioną brwią. Czyżby zaskoczony? To zaraz mu wytłumaczę.
- Tyle czasu już na Ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy. – złożyłem ręce.
Ten odparł z dużym zaskoczeniem i pewnością, że to on zmarnował na mnie swój ‘’cenny’’ czas. Dodał również, że jeśli mu grzecznie te pieniążki oddam to o wszystkim zapomni i po sprawie. Ale ja mu nie dam tej satysfakcji.
- Jasne, co jak co ale Tobie nigdy nie zaufam.
- Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to co moje.
Bardzo zabawne. Baaaardzo. Ty, niebieskooki książę z bajki na białych prochach próbujesz wmówić mi taką bzdurę. Nie nabiorę się.
- To poproś ładnie. – posłałem mu swój firmowy uśmiech.
Ku mojemu zdziwieniu moje słowa podziałały. Po chwili, chłopak szybko złapał moją dłoń i uklęknął przede mną, oficjalnie wypowiadając te oto słowa:
– Proooooszęęęęę. – zaczął obojętnym tonem. – Oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.
Zamurowało mnie. Nie sądziłem, że skłoni się do czegoś takiego. Jednakże widok tego nędznego położenia całkiem mnie uszczęśliwił. No, no spisał się. Poklepałem go po tej jego niebieskiej czuprynie.
- Ślicznie, bardzo ładnie. Bardzo mi się to podoba.
Wręczyłem mu do ręki kapuchę.
- A teraz czmychaj. – rzuciłem na pożegnanie.
Ślimaczku?
Spojrzałem z powrotem na twarz chłopaka. Wyglądał na trochę zdezorientowanego, więc wykorzystałem okazję i wyszarpałem się z jego uścisku pytając gdzie są moje przeprosiny. Dodałem, iż najlepiej gdyby były wypowiedziane błagalnym tonem i nie będę mu płacił za dotykanie czy też bicie. Tylko w jego zboczonych snach! Aż mnie korciło, aby zarzucić jakimś chamskim żartem w jego stronę, gdy zapytał czy wyglądam mu na prostytutkę. Cóż, gdyby tak spojrzeć… Jednak przerwał mi, domyślając się pewnie co łazi mi po głowie. Wtedy poczułem jak uścisk z moich ramion spuszcza, a chłopak usiadł na ławce. Stwierdził, że ‘’głupszym’’ się ustępuje, tak więc poprosił mnie pełnym zdanie czy oddam mu jego pieniądze. Nie brzmiało to przekonująco. Wypowiedział te słowa na odwal.
- Postaraj się bardziej!
Niebieskooki zerknął na mnie z uniesioną brwią. Czyżby zaskoczony? To zaraz mu wytłumaczę.
- Tyle czasu już na Ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy. – złożyłem ręce.
Ten odparł z dużym zaskoczeniem i pewnością, że to on zmarnował na mnie swój ‘’cenny’’ czas. Dodał również, że jeśli mu grzecznie te pieniążki oddam to o wszystkim zapomni i po sprawie. Ale ja mu nie dam tej satysfakcji.
- Jasne, co jak co ale Tobie nigdy nie zaufam.
- Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to co moje.
Bardzo zabawne. Baaaardzo. Ty, niebieskooki książę z bajki na białych prochach próbujesz wmówić mi taką bzdurę. Nie nabiorę się.
- To poproś ładnie. – posłałem mu swój firmowy uśmiech.
Ku mojemu zdziwieniu moje słowa podziałały. Po chwili, chłopak szybko złapał moją dłoń i uklęknął przede mną, oficjalnie wypowiadając te oto słowa:
– Proooooszęęęęę. – zaczął obojętnym tonem. – Oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.
Zamurowało mnie. Nie sądziłem, że skłoni się do czegoś takiego. Jednakże widok tego nędznego położenia całkiem mnie uszczęśliwił. No, no spisał się. Poklepałem go po tej jego niebieskiej czuprynie.
- Ślicznie, bardzo ładnie. Bardzo mi się to podoba.
Wręczyłem mu do ręki kapuchę.
- A teraz czmychaj. – rzuciłem na pożegnanie.
Ślimaczku?
wtorek, 4 lipca 2017
Od Finnicka CD Ayato
Prosić o pieniądze, które mi się należą jako zadośćuczynienie za
wytrącenie kanapki, dobre sobie. Tak naprawdę wystarczyło tylko
przeprosić, ale najwyraźniej ludzie jego pokroju nie mają w swoich
słownikach takiego słowa. Dlaczego najzwyczajniej mi ich nie odda?
Zbesztanie życia socjalnego? Na jakiego gościa się on kreuje, że takie
coś go bardzo interesuje. Moim zdaniem lepiej by wyglądał w oczach
kolegów, gdyby do ręki wręczył mi małą sumkę z jakimś tekstem typu
"Proszę, to za twoją kanapkę, przepraszam, że ci ją wywaliłem". Tak to
by było od razu lepiej i miałby mnie od razu z głowy... Chyba że on może
lubi moje towarzystwo? Podszedłem do niego bliżej, odsunął się. No to
jeszcze jeden krok do przodu, ten zrobił krok w tył. Bał się mnie czy
co? W końcu złapałem go za ramiona i spojrzałem mu prosto w oczy. W
dłoni mocniej ścisnął trzymane klepaki, a wzrokiem błądził po otoczeniu,
byleby na mnie nie spojrzeć. Zauważyłem, że na początku, kiedy go
chwyciłem, lekko się wzdrygnął i opuścił nieco głowę, czyżby się bał
mojej bliskości? Momentalnie zapomniałem, co chciałem zrobić, a chłopak
to wykorzystał. Zyskał jakby na pewności siebie i szarpnął się, głośno
pytając, gdzie są jego przeprosiny. Dodał, że interesują go słowa
wypowiadane błagalnym tonem, nie "zapłaci" mi za dotykanie, za bicie, za
nic innego.
– Czy ja ci wyglądam na prostytutkę, że sądzisz, iż można mi za takie coś zapłacić? – Chyba żałowałem, że o to zapytałem. Na twarz chłopaka wdarł się dziwny uśmiech i miał zamiar odpowiedzieć, ale znów go wyprzedziłem. – Nie było tematu.
Puściłem go, tym samym odsuwając się od niego. Widać bardzo zależało mu, żebym prosił go o te pieniądze. Przez chwilę zastanawiałem się dlaczego. Właściwie to tylko słowa, niczego tak naprawdę nie zmienią. Mruknąłem pod nosem, że to bez sensu. Usłyszałem śmiechy i nieznajome głosy, odwróciłem głowę i zauważyłem grupkę osób. Głośno rozmawiali o swoich planach na wieczór. Jedna obiecała przyjaciółce razem z nią wyjść, kolejna chciała pouczyć się na zapas, a ich koleżka planował odwiedzić rodziców, a jeszcze inni nie byli pewni co do swojego czasu wolnego. Westchnąłem, po czym usiadłem na ławce.
– Głupszemu się ustępuje, prawda? W takim wypadku, proszę, oddaj mi pieniądze za kanapkę.
– Postaraj się bardziej! – Zaskoczony uniosłem jedną brew. – Tyle czasu już na ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy.
– Co proszę? Ty zmarnowałeś czas na mnie? Raczej marnujesz mój czas. Mówiłem ci, że jak mi po prostu oddasz, to zapomnimy o sprawie i się rozejdziemy.
– Jasne, co jak co, ale tobie to nigdy nie zaufam.
– Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to, co moje.
– To poproś ładnie – powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.
Pokiwałem głową. Wstałem raz jeszcze ze swojego miejsca i szybkim ruchem złapałem jego dłoń. Następnie uklęknąłem przed nim na jedno kolano i spojrzałem na jego zdziwioną twarz.
– Proooooszęęęęę – zacząłem obojętnym tonem, jak to zresztą mam w zwyczaju, – oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.
Atosia?
– Czy ja ci wyglądam na prostytutkę, że sądzisz, iż można mi za takie coś zapłacić? – Chyba żałowałem, że o to zapytałem. Na twarz chłopaka wdarł się dziwny uśmiech i miał zamiar odpowiedzieć, ale znów go wyprzedziłem. – Nie było tematu.
Puściłem go, tym samym odsuwając się od niego. Widać bardzo zależało mu, żebym prosił go o te pieniądze. Przez chwilę zastanawiałem się dlaczego. Właściwie to tylko słowa, niczego tak naprawdę nie zmienią. Mruknąłem pod nosem, że to bez sensu. Usłyszałem śmiechy i nieznajome głosy, odwróciłem głowę i zauważyłem grupkę osób. Głośno rozmawiali o swoich planach na wieczór. Jedna obiecała przyjaciółce razem z nią wyjść, kolejna chciała pouczyć się na zapas, a ich koleżka planował odwiedzić rodziców, a jeszcze inni nie byli pewni co do swojego czasu wolnego. Westchnąłem, po czym usiadłem na ławce.
– Głupszemu się ustępuje, prawda? W takim wypadku, proszę, oddaj mi pieniądze za kanapkę.
– Postaraj się bardziej! – Zaskoczony uniosłem jedną brew. – Tyle czasu już na ciebie zmarnowałem, że takie coś mi nie wystarczy.
– Co proszę? Ty zmarnowałeś czas na mnie? Raczej marnujesz mój czas. Mówiłem ci, że jak mi po prostu oddasz, to zapomnimy o sprawie i się rozejdziemy.
– Jasne, co jak co, ale tobie to nigdy nie zaufam.
– Nie zależy mi na tym. Chcę tylko to, co moje.
– To poproś ładnie – powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.
Pokiwałem głową. Wstałem raz jeszcze ze swojego miejsca i szybkim ruchem złapałem jego dłoń. Następnie uklęknąłem przed nim na jedno kolano i spojrzałem na jego zdziwioną twarz.
– Proooooszęęęęę – zacząłem obojętnym tonem, jak to zresztą mam w zwyczaju, – oddaj mi moje pieniądze. Prooooszęęęęęę.
Atosia?
sobota, 1 lipca 2017
Od Ayato CD Finnick
Rety, czy on musi ciągle tak na mnie padać.
- Możliwe.– wstałem i złożyłem ręce w urażonym geście.
Chłopak wyciągnął do mnie rękę.
- Dobra, oddaj co moje.
- Najpierw poproś. – uśmiechnąłem się.
Zlustrował mnie zażenowanym spojrzeniem. Co on sobie myśli, że mu tak po prostu to oddam? Nigdy w życiu! To by oznaczało zaprzepaszczenie mojej reputacji.
- Czym sobie zasłużyłeś na proszenie? To ty mi bezczelnie wywaliłeś moją droga kanapkę.
- Nie rozumiesz, że gdybym Ci tak po prostu oddał kasę to to zbeształoby moje życie socjalne.
- Po pierwsze: Ty nie masz życia socjalnego. Po drugie: Nawet jeśli, w czym to przeszkadza? Po trzecie: Wydaje mi się, że to by nieco poprawiło świadectwo o Tobie.
- A co ty możesz wiedzieć? – zrobiłem urażoną minę.
Ten typ jest strasznie wkurzający. Nie dość, że zmusił mnie do pocałunku, to jeszcze namawia mnie na szatańskie układy oddania pieniędzy. Gnojek wszystko sobie rozplanował! Chce mnie zniszczyć! Nie pozwolę na to. Nie będzie tak łatwo.
- Wiem, na pewno więcej od Ciebie. Mądralo.
- Śmieszny jesteś. – wytknąłem język.
- Słuchaj, nie chcę się z Tobą bawić. Po prostu oddaj mi te pieniądze, nikomu nie powiem o całym zdarzeniu i o wszystkim zapomnimy.
Łajdak ma rację ale nie chcę żeby wyszło na jego.
- Ja już wiem co ty kombinujesz! Niebieskookim nie można wierzyć!
- A co kolor oczu ma do rzeczy?
- Poznałem się na Tobie.
Chłopak podszedł do mnie bliżej.
- Czyżby?
Zbliżył do mnie swoją twarz. Do czego ten typ zmierza?
Zrobiłem krok do tyłu. Zrobił to samo ale w moją stronę. O co mu chodzi….
Finnek? XD
- Możliwe.– wstałem i złożyłem ręce w urażonym geście.
Chłopak wyciągnął do mnie rękę.
- Dobra, oddaj co moje.
- Najpierw poproś. – uśmiechnąłem się.
Zlustrował mnie zażenowanym spojrzeniem. Co on sobie myśli, że mu tak po prostu to oddam? Nigdy w życiu! To by oznaczało zaprzepaszczenie mojej reputacji.
- Czym sobie zasłużyłeś na proszenie? To ty mi bezczelnie wywaliłeś moją droga kanapkę.
- Nie rozumiesz, że gdybym Ci tak po prostu oddał kasę to to zbeształoby moje życie socjalne.
- Po pierwsze: Ty nie masz życia socjalnego. Po drugie: Nawet jeśli, w czym to przeszkadza? Po trzecie: Wydaje mi się, że to by nieco poprawiło świadectwo o Tobie.
- A co ty możesz wiedzieć? – zrobiłem urażoną minę.
Ten typ jest strasznie wkurzający. Nie dość, że zmusił mnie do pocałunku, to jeszcze namawia mnie na szatańskie układy oddania pieniędzy. Gnojek wszystko sobie rozplanował! Chce mnie zniszczyć! Nie pozwolę na to. Nie będzie tak łatwo.
- Wiem, na pewno więcej od Ciebie. Mądralo.
- Śmieszny jesteś. – wytknąłem język.
- Słuchaj, nie chcę się z Tobą bawić. Po prostu oddaj mi te pieniądze, nikomu nie powiem o całym zdarzeniu i o wszystkim zapomnimy.
Łajdak ma rację ale nie chcę żeby wyszło na jego.
- Ja już wiem co ty kombinujesz! Niebieskookim nie można wierzyć!
- A co kolor oczu ma do rzeczy?
- Poznałem się na Tobie.
Chłopak podszedł do mnie bliżej.
- Czyżby?
Zbliżył do mnie swoją twarz. Do czego ten typ zmierza?
Zrobiłem krok do tyłu. Zrobił to samo ale w moją stronę. O co mu chodzi….
Finnek? XD
piątek, 16 czerwca 2017
Od Finnicka CD Ayato
Zdziwił się, kiedy chłopak faktycznie ruszył do boju. Tak naprawdę Finn
nie miał ochoty nawet delikatnie go szarpnąć, a co dopiero się z nim
bić. Chyba powiedział to zbyt poważnie, przez co drugi poczuł się
zagrożony, a nie chcąc stracić własnej dumy czy honoru, to rzucił się do
walki. Oboje dostali, jednakże czarnowłosy, kiedy oberwał, aż runął na
ziemię. Och, czy to mu nie wystarczyło? Co prawda, Finnick zaczął go do
tego prowokować, ale mógł sobie odpuścić i najzwyczajniej przeprosić za
kanapkę. Miałby spokój, ale nie! Ten woli wciągnąć się w tę grę jeszcze
bardziej i co się stało! Co tu się stało, co?! Chłopak upadł na tyłek i
podparł się rękami z tyłu, żeby nie polecieć na plecy, a tu ten
nieznajomy na niego upadł i mówiąc delikatnie przymusił Finna do
pocałunku, który początkowo był skłonny uwierzyć, że był to jakiś
nieprzewidywalny plan drugiego młodzieńca, żeby wygrać całą tę potyczkę.
Zszokować przeciwnika byle jakim sposobem, by następnie odnieść
spektakularne zwycięstwo! Filipińczykowi niezbyt to odpowiadało, a więc
zaczął odpychać od siebie kolegę. Ten poczuwszy jego dotyk na swoich
barkach, odsunął się powoli, zakrywając dłońmi swoje rumieńce. Mógł w
końcu spojrzeć na kolegę z góry. Przez chwilę wpatrywał się w niego jak w
jakiś obrazek, dokładnie analizując twarz towarzysza, doszukując się
czegoś, za co mógłby się doczepić. Nic nie zauważył, jedynie dostrzegł
jego obojętne spojrzenie. Chcąc jakoś się poratować, uśmiechnął się
chytrze i przybrał pewną postawę. Stwierdził, że to było planowane i tym
o to sposobem wygrał z chłopakiem. Finnick wzruszył ramionami, zaraz po
tym, jak wstał z ziemi. Prychnął pod nosem, a następnie podzielił się
swoimi spostrzeżeniami. Na koniec pstryknął go palcami w czoło, mówiąc:
– Troszeczkę się pobrudziłeś. – Wskazał na upaćkaną nogawkę spodni. – Już nie musisz mi niczego oddawać, ale wypadałoby tylko przeprosić...
– Już lecę na kolanka, by błagać cię o wybaczenie – zaśmiał się.
– W takim razie jutro przyjdę do ciebie po pieniądze i raczej twoje wymyślne plany na nic się nie zdadzą.
Chłopak nie odezwał się więcej do Finna, zlustrował go po raz ostatni i odwrócił się na pięcie, idąc w drugą stronę. Niebieskooki został jeszcze na chwilę, żeby posprzątać pozostałości po kanapce. On już jej nie zje, ale może jakie ptaki się tym posilą.
Zadzwonił ostatni dzwonek, sygnalizujący koniec lekcji i początek czasu wolnego. Większość uczniów z pośpiechem opuściła budynek, który był dla nich niczym więzienie. Nie przepychając się z nikim w drzwiach, Finnick wyszedł na zewnątrz i skierował swoje kroki ku pobliskiej ławeczce. Nie odebrał jeszcze swojej przyszłej własności, a można powiedzieć, że obiecał się po nie zgłosić. Przez cały dzień nie widział czarnowłosego chłopaka, który mu odrobinkę podpadł, a więc nie mógł zrobić tego wcześniej. Miał nadzieję, że ten jeszcze nie opuścił terenu Green Heels. Mruknął niezadowolony, patrząc na zegarek. Czas się za nim rozejrzeć. Finn wstawał z miejsca i już miał zakręcać, aż tu nagle wpadł na kogoś, przez co znów upadł. Poczuł na czole jakby uszczypnięcie, więc odruchowo zaczął je masować. Uniósł oczy i zobaczył kolegę z wczoraj. Otwarł usta, chyba szykował się, żeby coś powiedzieć.
– Masz moje pieniądze? – wyprzedził go Finnuś.
Ayato? Coś jest c:
– Troszeczkę się pobrudziłeś. – Wskazał na upaćkaną nogawkę spodni. – Już nie musisz mi niczego oddawać, ale wypadałoby tylko przeprosić...
– Już lecę na kolanka, by błagać cię o wybaczenie – zaśmiał się.
– W takim razie jutro przyjdę do ciebie po pieniądze i raczej twoje wymyślne plany na nic się nie zdadzą.
Chłopak nie odezwał się więcej do Finna, zlustrował go po raz ostatni i odwrócił się na pięcie, idąc w drugą stronę. Niebieskooki został jeszcze na chwilę, żeby posprzątać pozostałości po kanapce. On już jej nie zje, ale może jakie ptaki się tym posilą.
Zadzwonił ostatni dzwonek, sygnalizujący koniec lekcji i początek czasu wolnego. Większość uczniów z pośpiechem opuściła budynek, który był dla nich niczym więzienie. Nie przepychając się z nikim w drzwiach, Finnick wyszedł na zewnątrz i skierował swoje kroki ku pobliskiej ławeczce. Nie odebrał jeszcze swojej przyszłej własności, a można powiedzieć, że obiecał się po nie zgłosić. Przez cały dzień nie widział czarnowłosego chłopaka, który mu odrobinkę podpadł, a więc nie mógł zrobić tego wcześniej. Miał nadzieję, że ten jeszcze nie opuścił terenu Green Heels. Mruknął niezadowolony, patrząc na zegarek. Czas się za nim rozejrzeć. Finn wstawał z miejsca i już miał zakręcać, aż tu nagle wpadł na kogoś, przez co znów upadł. Poczuł na czole jakby uszczypnięcie, więc odruchowo zaczął je masować. Uniósł oczy i zobaczył kolegę z wczoraj. Otwarł usta, chyba szykował się, żeby coś powiedzieć.
– Masz moje pieniądze? – wyprzedził go Finnuś.
Ayato? Coś jest c:
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Od Ophelii CD Ayato
No i po kiego grzyba koło mnie usiadł? To przez to że mam go oprowadzić, czy kierowało nim coś innego? Bo nie uwierzę, że to po to by widzieć i słyszeć dużo, kiedy niewiele po wejściu do klasy wbił we mnie spojrzenie.
Ale pewnie poznam jego powód później, jeśli będę wystarczająco uważna podczas oprowadzania.
Z westchnieniem skupiłam wzrok na pani Stewart, jak zwykle ignorując szmer na tyłach klasy. Niedawno zaczęliśmy omawiać Hamleta, więc tematem dzisiejszej lekcji był wątek Ofelii. A co się z tym wiązało, na swoim karku czułam spojrzenia całej klasy. Miło mieć tak wyjątkowe imię.
Czterdzieści pięć minut zleciało dość szybko i zanim ktokolwiek się obejrzał zadzwonił dzwonek na przerwę.
Trzema ruchami spakowałam rzeczy do torebki i podniosłam się z krzesła, by dołączyć do Ayato, który już na mnie czekał z uśmiechem raczej zwiastującym kłopoty.
- Pierwsza przerwa jest dość krótka, więc będę mogła pokazać ci tylko kilka rzeczy i potem mogę oprowadzić cię na obiadowej lub po lekcjach. Możemy to też przełożyć na po lekcjach jak chcesz się gdzieś zaszyć lub zaprzyjaźnić z tymi tam - wskazałam palcem na grupkę dziewczyn, które zamiast wyjść z sali zawisły w drzwiach wpatrując się w chłopaka.
To było takie przewidywalne z ich strony.
- Ale jak chcesz coś zobaczyć teraz to wybieraj: sale lekcyjne czy biblioteka - miałam książkę do oddania, więc upiekłabym dwie pieczenie na jednym ogniu - Albo coś związanego z klubami.
Ayato :v?
(trochę krótko, przepraszam :/)
Ale pewnie poznam jego powód później, jeśli będę wystarczająco uważna podczas oprowadzania.
Z westchnieniem skupiłam wzrok na pani Stewart, jak zwykle ignorując szmer na tyłach klasy. Niedawno zaczęliśmy omawiać Hamleta, więc tematem dzisiejszej lekcji był wątek Ofelii. A co się z tym wiązało, na swoim karku czułam spojrzenia całej klasy. Miło mieć tak wyjątkowe imię.
Czterdzieści pięć minut zleciało dość szybko i zanim ktokolwiek się obejrzał zadzwonił dzwonek na przerwę.
Trzema ruchami spakowałam rzeczy do torebki i podniosłam się z krzesła, by dołączyć do Ayato, który już na mnie czekał z uśmiechem raczej zwiastującym kłopoty.
- Pierwsza przerwa jest dość krótka, więc będę mogła pokazać ci tylko kilka rzeczy i potem mogę oprowadzić cię na obiadowej lub po lekcjach. Możemy to też przełożyć na po lekcjach jak chcesz się gdzieś zaszyć lub zaprzyjaźnić z tymi tam - wskazałam palcem na grupkę dziewczyn, które zamiast wyjść z sali zawisły w drzwiach wpatrując się w chłopaka.
To było takie przewidywalne z ich strony.
- Ale jak chcesz coś zobaczyć teraz to wybieraj: sale lekcyjne czy biblioteka - miałam książkę do oddania, więc upiekłabym dwie pieczenie na jednym ogniu - Albo coś związanego z klubami.
Ayato :v?
(trochę krótko, przepraszam :/)
niedziela, 11 czerwca 2017
Od Ayato CD. Finnick
Skoro tak bardzo chce walki, bardzo proszę. Teatralnie podwinąłem rękawy
tak samo jak niebieskooki. Może w końcu praca na siłowni jakoś się
przyda? Ale co ten patyczak może zrobić mi tymi patykowymi palcami? Cóż…
nawet jeśli mamy podobną posturę i kondycję. Jedynie jest ode mnie
wyższy ale to nie skreśla szans.
- No dalej, podejdziesz tu czy się boisz? – popatrzył na mnie z wyższością.
Przełknąłem cicho ślinkę. Chłopak jednak wydawał się silniejszy. Może znajdę jakiś sposób, żeby się jednak wycofać i nie upokorzyć? Nie! Będę walczyć o swoje! Pobiegłem na ślepo w stronę chłopaka z krzykiem. Zdziwiony oberwał w brzuch ale nadal stał. Spojrzałem na jego oblicze. Patrzył na mnie spokojnie wzburzonym wzrokiem. Czy w ogóle istnieje takie określenie? Wpatrywałem się w jego reakcje. Przyłożył mi z lewego sierpowego powalając mnie na ziemię. Ch**era. Momentalnie znalazłem się pod chłopakiem. Złapał mnie za nadgarstki.
- I co teraz zrobisz Panie wątłe ciałko?
Próbowałem się wyrwać. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu, więc nie mieli szansy zobaczyć mnie w tym żałosnym położeniu. Chłopak wbił we mnie swój chłodny wzrok.
- W co ty się bawisz? Możesz przestać? Czuję się niezręcznie! – krzyczałem wyrywając się. Chłopak jedynie mocniej zaciskał swoje dłonie na moich nadgarstkach.
- Oddaj mi moją kanapkę. – oznajmił spokojnie.
- Sobie ją weź! Leży tam!
- Dobrze wiesz o co mi chodzi.
W końcu udało mi się wyrwać i powstać. Cofnąłem się z ciężkim oddechem i wzrokiem zabójcy do tyłu. Niebieskooki począł do mnie podchodzić.
- Myślisz, że się Ciebie boję? – spytałem z zaciśniętymi ze złości zębami.
- Tak. Jeśli się nie boisz, podejdź tutaj. – stanął w miejscu.
A bardzo proszę. Zacząłem podchodzić. W pewnym momencie poczułem, że lecę. Co się stało? Poślizgnąłem się o cholerną kanapkę. Byłem coraz bliżej chłopaka, który zrobił krok do tyłu. Wylądowałem na nim, a nasze usta złączyły się w niespodziewanym pocałunku.
Finnisiu? XD
- No dalej, podejdziesz tu czy się boisz? – popatrzył na mnie z wyższością.
Przełknąłem cicho ślinkę. Chłopak jednak wydawał się silniejszy. Może znajdę jakiś sposób, żeby się jednak wycofać i nie upokorzyć? Nie! Będę walczyć o swoje! Pobiegłem na ślepo w stronę chłopaka z krzykiem. Zdziwiony oberwał w brzuch ale nadal stał. Spojrzałem na jego oblicze. Patrzył na mnie spokojnie wzburzonym wzrokiem. Czy w ogóle istnieje takie określenie? Wpatrywałem się w jego reakcje. Przyłożył mi z lewego sierpowego powalając mnie na ziemię. Ch**era. Momentalnie znalazłem się pod chłopakiem. Złapał mnie za nadgarstki.
- I co teraz zrobisz Panie wątłe ciałko?
Próbowałem się wyrwać. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu, więc nie mieli szansy zobaczyć mnie w tym żałosnym położeniu. Chłopak wbił we mnie swój chłodny wzrok.
- W co ty się bawisz? Możesz przestać? Czuję się niezręcznie! – krzyczałem wyrywając się. Chłopak jedynie mocniej zaciskał swoje dłonie na moich nadgarstkach.
- Oddaj mi moją kanapkę. – oznajmił spokojnie.
- Sobie ją weź! Leży tam!
- Dobrze wiesz o co mi chodzi.
W końcu udało mi się wyrwać i powstać. Cofnąłem się z ciężkim oddechem i wzrokiem zabójcy do tyłu. Niebieskooki począł do mnie podchodzić.
- Myślisz, że się Ciebie boję? – spytałem z zaciśniętymi ze złości zębami.
- Tak. Jeśli się nie boisz, podejdź tutaj. – stanął w miejscu.
A bardzo proszę. Zacząłem podchodzić. W pewnym momencie poczułem, że lecę. Co się stało? Poślizgnąłem się o cholerną kanapkę. Byłem coraz bliżej chłopaka, który zrobił krok do tyłu. Wylądowałem na nim, a nasze usta złączyły się w niespodziewanym pocałunku.
Finnisiu? XD
środa, 7 czerwca 2017
Od Ayato CD Ophelia
Siedziałem z mamą jak kołek u dyrektorki. Ponoć zaraz miał przyjść po
mnie nasz wychowawca. No, no ciekawe jakich przygłupów mam w klasie.
Dyrektorka wypełniała jakieś ‘’ważne’’ dokumenty, tak jakby zupełnie o
mnie zapomniała. Cudownie.
- Uśmiechnij się Ayato. – mama uszczypnęła mój policzek z delikatnym uśmiechem.
Od razu odpędziłem jej rękę.
- Daj mi spokój. – spiorunowałem ją wzrokiem na co tylko się odwróciła.
W tym samym momencie, weszła do pokoju zgrabna kobieta o czarnych włosach. Jej wzrok spoczął na mnie. Przyjrzała mi się po czym spytała:
- Ayato Tatsuya tak?
- We własnej osobie. – wytknąłem język i przyciągnąłem do czoła dwa palce przymykając jedno oko.
Nauczycielka skinęła głową.
- Ja jestem Maryenne Stewart i jestem wychowawcą twojej klasy. – posłała mi życzliwy uśmiech.
Odwzajemniłem zawadiacko uśmiech.
- Chodź zaprowadzę Cię do Twojej klasy. – wykonała ręką gest przywoływania.
Na te słowa postałem z krzesła i podszedłem do drzwi. Zatrzymała mnie moja mama.
- Ayato, wierzę w Ciebie. Będzie dobrze, zobaczysz. – spojrzała na mnie zmartwiona.
Przewróciłem oczami. Taa, jakbym się martwił. Wyszliśmy z gabinetu i ruszyliśmy przed siebie. Pani Stewart po drodze opowiadała mi to i owo o szkole. Wspomniała coś o oprowadzeniu mnie po szkole. Ciekaw jestem komu powierzy tą nędzną robotę.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Kobieta otworzyła drzwi i weszła do sali. Ja oczywiście za nią, bo po co miałbym stać i czekać na zaproszenie. Rozejrzałem się po uczniach. Nikt się szczególnie nie wyróżniał. Moje myśli przerwał głos wychowawczyni.
- Poznajcie Ayato Tatsuyę, od dzisiaj będzie chodził z wami do klasy... – klepnęła moje ramie.
Nauczycielka wskazała kilka wolnych miejsc gdzie mógłbym usiąść. Moją uwagę przykuło miejsce obok pewnej brązowowłosej dziewczyny. Może usiądę po jej prawicy?
- Poprosiłabym, żebyś powiedział coś o sobie klasie, ale mamy trochę napięty grafik jeśli chodzi o materiał... A, Ophelia - wzrok kobiety zatrzymał się na dziewczynie o której przed chwilą myślałem. Tak więc ma na imię Ophelia. Brzmi dosyć dziwnie. - Na długiej przerwie oprowadzisz Ayato po szkole? - Haha. Nie brzmiało to jak pytanie.
- Jasne, prze pani. – odpowiedziała.
Nasze spojrzenia się spotkały. Przysiadłem koło niej i wyjąłem swoje rzeczy z plecaka.
- Tak więc, Tobie przypada rola mojego prywatnego, szkolnego przewodnika? – uśmiechnąłem się kpiąco.
Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi.
- Owszem. Jestem Ophelia Murphy. – wystawiła dłoń, którą uścisnąłem.
Odwróciliśmy się w stronę tablicy.
Ophelia? ;p
- Uśmiechnij się Ayato. – mama uszczypnęła mój policzek z delikatnym uśmiechem.
Od razu odpędziłem jej rękę.
- Daj mi spokój. – spiorunowałem ją wzrokiem na co tylko się odwróciła.
W tym samym momencie, weszła do pokoju zgrabna kobieta o czarnych włosach. Jej wzrok spoczął na mnie. Przyjrzała mi się po czym spytała:
- Ayato Tatsuya tak?
- We własnej osobie. – wytknąłem język i przyciągnąłem do czoła dwa palce przymykając jedno oko.
Nauczycielka skinęła głową.
- Ja jestem Maryenne Stewart i jestem wychowawcą twojej klasy. – posłała mi życzliwy uśmiech.
Odwzajemniłem zawadiacko uśmiech.
- Chodź zaprowadzę Cię do Twojej klasy. – wykonała ręką gest przywoływania.
Na te słowa postałem z krzesła i podszedłem do drzwi. Zatrzymała mnie moja mama.
- Ayato, wierzę w Ciebie. Będzie dobrze, zobaczysz. – spojrzała na mnie zmartwiona.
Przewróciłem oczami. Taa, jakbym się martwił. Wyszliśmy z gabinetu i ruszyliśmy przed siebie. Pani Stewart po drodze opowiadała mi to i owo o szkole. Wspomniała coś o oprowadzeniu mnie po szkole. Ciekaw jestem komu powierzy tą nędzną robotę.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Kobieta otworzyła drzwi i weszła do sali. Ja oczywiście za nią, bo po co miałbym stać i czekać na zaproszenie. Rozejrzałem się po uczniach. Nikt się szczególnie nie wyróżniał. Moje myśli przerwał głos wychowawczyni.
- Poznajcie Ayato Tatsuyę, od dzisiaj będzie chodził z wami do klasy... – klepnęła moje ramie.
Nauczycielka wskazała kilka wolnych miejsc gdzie mógłbym usiąść. Moją uwagę przykuło miejsce obok pewnej brązowowłosej dziewczyny. Może usiądę po jej prawicy?
- Poprosiłabym, żebyś powiedział coś o sobie klasie, ale mamy trochę napięty grafik jeśli chodzi o materiał... A, Ophelia - wzrok kobiety zatrzymał się na dziewczynie o której przed chwilą myślałem. Tak więc ma na imię Ophelia. Brzmi dosyć dziwnie. - Na długiej przerwie oprowadzisz Ayato po szkole? - Haha. Nie brzmiało to jak pytanie.
- Jasne, prze pani. – odpowiedziała.
Nasze spojrzenia się spotkały. Przysiadłem koło niej i wyjąłem swoje rzeczy z plecaka.
- Tak więc, Tobie przypada rola mojego prywatnego, szkolnego przewodnika? – uśmiechnąłem się kpiąco.
Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi.
- Owszem. Jestem Ophelia Murphy. – wystawiła dłoń, którą uścisnąłem.
Odwróciliśmy się w stronę tablicy.
Ophelia? ;p
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Od Ophelii Do Ayato
Dzisiaj po czterech dniach niezbyt chętnego leżenia w łóżku w końcu dostałam pozwolenie by uczęszczać w lekcjach z zaleceniem by się więcej nie przemęczać. Nie moja wina, że się zaczytałam tamtej nocy, przez co następnego dnia moje serce się na mnie zemściło. Ok, może i moja, ale ta książka o mordercach XVIII wieku była tego warta.
Po złożeniu rutynowej wizyty u szkolnej pielęgniarki, a potem zameldowaniu się ze świstkiem od niej u dyrektorki mogłam w końcu ruszyć na pierwszą lekcję dnia, którą był angielski z naszą kochaną wychowawczynią. Bardzo kochaną... chociaż trochę szkoda mi zastępstwa z Elevem przez te dwa dni kiedy mnie nie było. Fajnie zjeżdża całą klasę.
Wzdychając ze smutkiem dołączyłam do tłumku wchodzącego do sali i usadowiłam się na swoim zwyczajowym miejscu na samym początku rzędu. Może nie daje ono najlepszego widoku na osoby w klasie, ale przynajmniej coś stamtąd widzę z tablicy.
Co ciekawe, pani Stewart nie pojawiła się w klasie od razu, ale jakieś dwie minuty po dzwonku (co jej się właściwie nie zdarzało, chyba że zatrzymała ją przed lekcją dyrektorka, i rzeczywiście...) zaś tuż za nią do sali wkroczył chłopak, którego jeszcze nie miałam okazji spotkać na korytarzach.
- Poznajcie Ayato Tatsuyę, od dzisiaj będzie chodził z wami do klasy... - kobieta z uśmiechem klepnęła go po ramieniu i wskazała kilka wolnych miejsc w sali, w tym dwa po moich obu stronach (bo tylko ja muszę siedzieć w pierwszym rzędzie jak na ślepotę przystało) żeby sobie wybrał, gdzie od tej pory będzie siedział na angielskim.
- Poprosiłabym, żebyś powiedział coś o sobie klasie, ale mamy trochę napięty grafik jeśli chodzi o materiał... A, Ophelia - wzrok kobiety zatrzymał się na mnie, na co ja powstrzymałam westchnięcie. Jak zwykle - Na długiej przerwie oprowadzisz Ayato po szkole? - nie bardzo brzmiało to jak pytanie, ale i tak skinęłam głową.
- Jasne, prze pani.
Ayato :v?
Po złożeniu rutynowej wizyty u szkolnej pielęgniarki, a potem zameldowaniu się ze świstkiem od niej u dyrektorki mogłam w końcu ruszyć na pierwszą lekcję dnia, którą był angielski z naszą kochaną wychowawczynią. Bardzo kochaną... chociaż trochę szkoda mi zastępstwa z Elevem przez te dwa dni kiedy mnie nie było. Fajnie zjeżdża całą klasę.
Wzdychając ze smutkiem dołączyłam do tłumku wchodzącego do sali i usadowiłam się na swoim zwyczajowym miejscu na samym początku rzędu. Może nie daje ono najlepszego widoku na osoby w klasie, ale przynajmniej coś stamtąd widzę z tablicy.
Co ciekawe, pani Stewart nie pojawiła się w klasie od razu, ale jakieś dwie minuty po dzwonku (co jej się właściwie nie zdarzało, chyba że zatrzymała ją przed lekcją dyrektorka, i rzeczywiście...) zaś tuż za nią do sali wkroczył chłopak, którego jeszcze nie miałam okazji spotkać na korytarzach.
- Poznajcie Ayato Tatsuyę, od dzisiaj będzie chodził z wami do klasy... - kobieta z uśmiechem klepnęła go po ramieniu i wskazała kilka wolnych miejsc w sali, w tym dwa po moich obu stronach (bo tylko ja muszę siedzieć w pierwszym rzędzie jak na ślepotę przystało) żeby sobie wybrał, gdzie od tej pory będzie siedział na angielskim.
- Poprosiłabym, żebyś powiedział coś o sobie klasie, ale mamy trochę napięty grafik jeśli chodzi o materiał... A, Ophelia - wzrok kobiety zatrzymał się na mnie, na co ja powstrzymałam westchnięcie. Jak zwykle - Na długiej przerwie oprowadzisz Ayato po szkole? - nie bardzo brzmiało to jak pytanie, ale i tak skinęłam głową.
- Jasne, prze pani.
Ayato :v?
niedziela, 4 czerwca 2017
Od Ayato
Proszę, proszę. Co prawda jest to wielka szkoła ale, żeby mieściło się
tu, aż tylu uczniów? Przechadzałem się dumnie po korytarzu, a mój wzrok
wędrował po kolei z ucznia na ucznia. Wszyscy tak samo brzydcy i głupi.
Wyszczerzyłem się do siebie. Będzie komu podokuczać. Rozwinąłem zwitek
papieru, który trzymałem w palcach.
- Mhm. – skinąłem głową.
Moja szafka ma numer 113. Podobno numerek 13 jest liczbą pechową. Ale przecież w przesądy wierzyć nie można. To tylko jakaś durna propaganda czyhająca na naiwniaków.
Podszedłem do szafki, wykręciłem numerek na przekrętle(?) i ją otworzyłem. Zacząłem wkładać mniej potrzebne rzeczy do szafki. Jestem ciekawy, czy rzeczywiście tak jak mówią, dobrze tu uczą. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Już i tak nieźle się upokorzyłem, błagając starych, żeby mnie tutaj zapisali. Dmuchnąłem na włosy opadające mi na oczy. Poprawiłem krawat oraz marynarkę zwisającą mi na ramieniu. Oczywiście obowiązkowo trzeba było zdjąć buty i zamienić je na szkolne. Większych brzydactw nie widziałem. Odstawiłem swoje trampki na miejsce.
- Papa moje piękne. – pożegnałem je z bólem zamykając szafkę.
Wyczułem czyjąś obecność zza pleców. Wrogą obecność. Obróciłem się powoli. Stała przede mną niższa o parę centymetrów dziewczyna. Zmierzyłem ją wzrokiem.
- Jakiś problem? – uniosłem jedną brew w górę.
Ktoś?
- Mhm. – skinąłem głową.
Moja szafka ma numer 113. Podobno numerek 13 jest liczbą pechową. Ale przecież w przesądy wierzyć nie można. To tylko jakaś durna propaganda czyhająca na naiwniaków.
Podszedłem do szafki, wykręciłem numerek na przekrętle(?) i ją otworzyłem. Zacząłem wkładać mniej potrzebne rzeczy do szafki. Jestem ciekawy, czy rzeczywiście tak jak mówią, dobrze tu uczą. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Już i tak nieźle się upokorzyłem, błagając starych, żeby mnie tutaj zapisali. Dmuchnąłem na włosy opadające mi na oczy. Poprawiłem krawat oraz marynarkę zwisającą mi na ramieniu. Oczywiście obowiązkowo trzeba było zdjąć buty i zamienić je na szkolne. Większych brzydactw nie widziałem. Odstawiłem swoje trampki na miejsce.
- Papa moje piękne. – pożegnałem je z bólem zamykając szafkę.
Wyczułem czyjąś obecność zza pleców. Wrogą obecność. Obróciłem się powoli. Stała przede mną niższa o parę centymetrów dziewczyna. Zmierzyłem ją wzrokiem.
- Jakiś problem? – uniosłem jedną brew w górę.
Ktoś?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

