Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikiyame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikiyame. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 sierpnia 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

Rozważałem prośbę Niki nie dłużej, niż trzy sekundy, po czym z radosnym uśmiechem pokiwałem głową.. 
-Jasne, że pomogę! Może nawet więcej niż podstawy, zależnie od tego jak Ci będzie szkło. No i oczywiście, jeśli Ci się nie odwidzi. I jestem pewny, że świetnie będziesz sobie dawać radę! 
Psiak, jak gdyby wyczuwając mój entuzjazm, zaczął skakać mi wokół nóg, przez co schyliłem się, żeby go pogłaskać uspokajająco.  
-O-okey! Super, dziękuję! Będę twoją dłużniczką do końca życia - powiedziała Niki zdecydowanie bardziej ożywiona. 
-Ejże, bez takich. Nie oczekuję niczego w zamian, ani nawet nie wiem, jak się sprawdzę w roli nauczyciela, ale przecież trzeba w życiu próbować nowych rzeczy - mrugnąłem do niej, na co zaśmiała się. Musiałem przyznać, że pewnie wyglądało to wyjątkowo głupio.  
Rozmawialiśmy jeszcze jakąś godzinę, głównie o Akademii, ale też o starych szkołach. Generalnie nie było jakichś fajerwerków w opowieściach żadnego z nas, jednak mile spędziliśmy czas. Na koniec poprosiłem kelnera o rachunek, zostawiając na stole banknot, o zdecydowanie większej wartości niż rachunek, dziękując z uśmiechem za obsługę.  
-Smakowało Ci Niki? - spytałem uważnie obserwując dziewczynę.  
-Tak, ale nie powinieneś za mnie płacić... - powiedziała nieśmiało, ale na szczęście nie robiła z tego afery, jak wiele osób by postąpiło. - Dziękuję. 
-Nie ma za co! - odparłem uśmiechając się serdecznie. - Właściwie, to... podeszłabyś ze mną jeszcze do sklepu muzycznego?  
Czarnowłosa zamyśliła się na chwilę, uroczo marszcząc brwi, po chwili jednak przytaknęła.  
W parę minut doszliśmy do sklepu, którego zdążyło mi się już kilka razy mijać. Na półkach zauważałem produkty znanych, dobrych marek, a wybór był naprawdę duży. Od razu skierowałem nas w kierunku działu ze skrzypcami, szukając modeli firmy 'Ever Play'. Po chwili pochwyciłem jedną sztukę, która rzuciła mi się w oczy, wciskając je do rąk Niki. Pasowały jak ulał, więc bez słowa ruszyłem w kierunku kas, a Niki musiała podbiec, żeby mnie dogonić.  
-Po co Ci nowe skrzypce? - spytała niepewnie, na co jedynie posłałem jej niewinny uśmiech. 
Gdy kasjer sprawdził produkt, podał mi cenę 150 funtów, które od razu wręczyłem, mając je już wcześniej przygotowane. Po chwili zastanowienia, chwyciłem jeszcze jeden futerał, dokładając do zapłaty pieniądze za niego. Kasjer z uśmiechem policzył drugi produkt, pakując skrzypce do futerału i przygotowując na blacie. Wziąłem nowy zakup w rękę, chwytając drugą, rękę Niki i ciągnąc ją za sobą. Zauważyłem, że lekko się zarumieniła, jednak nie zwróciłem na to uwagi, kontynuując swój marsz.  
Zatrzymałem się dopiero przy wolnej ławce w parku Green Heels. Siadłem wygodnie, ciągnąc Niki za sobą.  
-Skoro mam cię uczyć, to nie będziemy cię zdawać na łaskę klubu, tylko będziesz miała własne skrzypce - powiedziałem kładąc jej na kolanach futerał z instrumentem.  
Dziewczyna wpatrywała się chwilę zszokowana w przedmiot na jej nogach, by po chwili wbić we mnie spojrzenie mówiące 'czy ty sobie żartujesz?'. 
-Nie mogę tego przyjąć! To nie kosztuje dwa funty! - prawie krzyknęła próbując wcisnąć mi to z powrotem, oczywiście bezskutecznie.  
-Pieniądze tutaj roli nie grają. Chcę Ci je dać, więc je daję i nie toleruję sprzeciwu - mój ton był całkowicie poważny. - Pamiętaj czyim synem jestem - powiedziałem, aby ją upewnić, że taka kwota to dla mnie tak właściwie nic specjalnego.  
-Dziękuję - szepnęła dalej niepewna, jednak wiedziała, że dalsza dyskusja nie zmieni rezultatu.  
  Przez następne kilka minut dziewczyna przyglądała się w instrument, jak zaczarowana i aż przykro mi było jej przerywać. 
-Wiesz... Robi się późno, więc powinniśmy już wracać - powiedziałem cicho, jednak to wystarczyło, żeby dziewczyna szybko zebrała swój dobytek i wstała z ławki.  
  Do akademika wracaliśmy w ciszy, aczkolwiek zdawało mi się, że nikomu ona nie przeszkadzała. Ja obserwowałem dziewczynę, która natomiast obserwowała wszystko dookoła, wracając co rusz wzrokiem do czarnego futerału. Pierwsze słowa padły z moich ust, w momencie w którym przekroczyliśmy próg akademiku.  
-Dziękuję Ci za mile spędzony dzień. 
-J-ja również. Właściwie... Dziękuję Ci za wszystko - powiedziała bardzo nieśmiało, przez co przypomniała mi się dziewczyna, którą spotkałem po raz pierwszy w stajni, z uszami zatkanymi słuchawkami.  
-Nie ma za co Niki - mówiąc to przytuliłem ją do siebie. - A teraz... Dobranoc, bo zrobiło się naprawdę późno.  
Po dwóch minutach znalazłem się w swoim pokoju, będąc już w przejściu prześcigniętym przez psiaka, który wdrapał się na łóżko wyczerpany, tuż po chwili zasypiając na mojej poduszce. Sam po szybkim prysznicu, dołączyłem do niego, zasypiając niemal natychmiast.  

Niiki? :>

środa, 28 czerwca 2017

OD Nathaniela CD Nikiyame

Leżałem na łóżku dość długo, nawet nie wiem kiedy zasnąłem, ponieważ rozmyślałem o tym, co powiedziała dziewczyna oraz co się dzieje u mnie w rodzinie. Moim przemyśleniom towarzyszył spokojny odgłos oddychania dziewczyny. Źle się czułem z tym, że uparła się o tą podłogę, ale nie chciałem się wykłócać o taką głupotę, jednak przestałem się tym przejmować z momentem, gdy Morfeusz zabrał mnie w swe objęcia.
Obudziłem się o czwartej rano, o mało nie zapominając o tym, że tuż przy moim łóżku leży dziewczyna. Ostrożnie ją ominąłem schodząc, aby otworzyć okno. Po nocy ledwo było czym oddychać, bo byłem na tyle leniwy, że wczoraj nie przewietrzyłem pokoju. Niechętnie odszedłem od okna, z którego miałem widok na wschód słońca, w celu ogarnięcia się, czyli porannej toalety i ubrania na siebie czegoś, co nie jest starą czerwoną koszulką i czarnymi bokserkami. Moim strojem okazała się być rutynowa biała koszula i czarne spodnie. Po zapięciu czarnego paska, wróciłem do pokoju, gdzie dziewczyna jeszcze słodko spała. Nie chciałem jej budzić, więc ufając, że nic nie zbroi, wziąłem ze sobą nowego szczeniaka, zostawiając ją wraz z wciąż śpiącą Kirą.
Idąc z psiakiem, który plątał mi się pod nogami dotarłem do stajni, którą podświadomie obrałem za cel spaceru. Na miejscu nakarmiłem Mysti, Hauru oraz młodziaka, na którym zdarzało mi się jeździć. Moją uwagę przykuł jednak srokaty ogier, podobny do Hauru, jednak o zdecydowanie bardziej zdziczałym spojrzeniu. Gdy dokładniej się mu przyglądnąłem, rozpoznałem w nim Saurona, ogiera mojego brata, a zarazem brata mojej Mysti.
-Ohh… Czyli już tu jesteś braciszku. -Powiedziałem pod nosem, ale w życiu bym się nie spodziewał odpowiedzi, która o dziwo nadeszła.
-Ano jestem, kochany starszy bracie. – Rozbrzmiał sarkastyczny ton, tuż za moimi plecami.
Odwróciłem się, napotykając przed sobą blondyna o szkarłatnych oczach. Z tej chwili na moją twarz wyszedł szczęśliwy uśmiech. Może nie byłem zadowolony z tego, że brat tak szybko za mną podążył, ale to wciąż mój brat. Wziąłem go w objęcia, jak kilkuletnie dziecko, w odpowiedzi dostając kopniaka w udo oraz zmierzwienie mojego ubrania. Po kilku sekundach odstawiłem Neara.
-Cześć złośniku. Co tam u ciebie?-Powiedziałem z twarzą rozświetloną uśmiechem, a i nawet mój rozmówca wydawał się być bardziej wesoły niż zwykle przy innych.
~~~~
Po dwudziestu minutach ruszyliśmy z bratem w kierunku akademika, otoczeni przez dwa psiaki, które chyba odnalazły wspólny język, natomiast Near był bardzo zdziwiony moim nowym towarzyszem. W domu rodzice przyzwolili nam na dwa zwierzaki, jednym z nich był koń oraz jedno wybrane zwierzę dla każdego z nas. Jednak tutaj, w Akademii Green Heels to nie obowiązywało, więc nie było problemu z przygarnięciem kolejnego. Nagle przypomniało mi się, że powinienem zawitać z nim do weterynarza, niestety było zbyt wcześnie, więc będę musiał pamiętać o tym później.
~~~
Okazało się, że Near ma pokój tuż obok mojego, więc nie będzie problemu ze spotkaniem się lub znajdywaniem zajęcia na nudę. Co jak co, ale nasza dwójka nigdy się nie nudziła. Tak rozmyślając, wszedłem do pokoju, żegnając się z bratem. Stanąłem jak wryty, zastanawiając się chwilę dlaczego widzę jakiś kokon na środku pokoju, ale po chwili przypomniałem sobie o Niki, która musiała być w tej zwitce materiału. Widząc na zegarku godzinę 6:02, położyłem się na łóżku, razem z całym zwierzyńcem i po założeniu słuchawek, pogrążyłem się w delikatnym śnie.
Skrzypienie podłogi sprawiło, że gwałtownie się zerwałem, rozglądając po pokoju, dzięki czemu dostrzegłem dziewczynę skradającą się do drzwi.
-Hey Niki!-Słysząc mnie, dziewczyna prawie podskoczyła. – Przepraszam, że cię przestraszyłem. Chciałem Ci powiedzieć, że twój koń jest już nakarmiony, a no i… Masz plany na dzisiaj?
-Em… Dzięki. A planów w sumie nie mam… A co?- Głos dziewczyny znowu był cichy i niepewny, ale nie bała się już tak ze mną rozmawiać.
-Wiesz, rano wyszedłem z tym psiakiem, zdając sobie sprawę, że muszę go wziąć do weterynarza. Nie chciałabyś wyjść ze mną na miasto, tak przy okazji?- Na mojej twarzy pojawił się wesoły uśmiech.
-Czemu nie? – Lekki uśmiech rozświetlił twarz Niki. – To ja pójdę się ogarnąć. Spotkajmy się o południu na dziedzińcu.
-Będę czekać. -Powiedziałem za dziewczyną, która opuszczała mój pokój.
Niki?

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

Po ogarnięciu Hauru i pożegnaniu się z Nathem, poszłam do swojego pokoju i przebrałam się, po czym poszłam do kuchni, włączając cicho muzykę. Zrobiłam sobie kakao i sięgnęłam po książkę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać, zamierzając spędzić w ten sposób resztę dnia. Moje niecne plany przerwało jednak pukanie do drzwi. Niechętnie wstałam i poszłam w celu otworzeniu przybyszowi. Pociągnęłam za klamkę, a moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna trzymający w rękach dwa pudełka pizzy. Miał bardzo ponury wyraz twarzy, oparł się o framugę.
-Pizza dla pana Nathaniela Niinisto. – oznajmił bezbarwnym tonem głosu.
-Pomylił się pan, on tu nie mieszka. – odpowiedziałam, starając się mówić głośno.
-Nie obchodzi mnie to, nie mam czasu. W takim razie proszę mu to dostarczyć, muszę dowieźć innym pizzę. – zniecierpliwił się dostawca, wciskając mi dwa pudełka do rąk i zatrzaskując mi drzwi przed nosem.
Stałam przez chwilę w miejscu, przetwarzając to, co właśnie się stało. Muszę iść do Natha~pomyślałam, z żalem spoglądając na łóżko. No trudno. Wyszłam z pokoju, zamknęłam drzwi i skierowałam się do dormitoriów chłopców. Szłam szybko, żeby pizza nie wystygła. Jej zapach roznosił się teraz w całym korytarzu, a ja aż zgłodniałam od niego. Niedługo potem wchodziłam już po schodach dormitorium chłopców, próbując przypomnieć sobie, w którym pokoju mieszkał Nath… to było chyba 207? Stanęłam niezdecydowana przed drzwiami, po chwili pukając cicho. Otworzył mi wysoki, fioletowowłosy chłopak, za którym zobaczyłam dużo niższego, śmiejącego się blondyna. Rozpoznałam ich, byli chyba w mojej klasie. Przypomniałam sobie nawet imię blondyna.
-Cześć, pomóc jakoś? – zaczął wysoki, ale ten mniej więcej mojego wzrostu szybko mu przerwał.
-Niki? Co ty tu robisz? – zdziwił się Czeslav, wyglądając zza wyższego.
-Ja… nie tutaj miałam trafić. – odparłam cicho.
-Kogo szukasz? – uśmiechnął się radośnie Czesio, nie pozostało nic innego, niż odpowiedzieć.
-Natha.
-Mieszka gdzieś niedaleko… - chłopak podrapał się po głowie i wytłumaczył mi, jak dotrzeć do pokoju.
Szybko podziękowałam i poszłam we wskazanym kierunku.
-Stój! Pizzę konfiskujemy! Colę też!– głośny śmiech, a potem kroki na korytarzu zmusiły mnie do przyspieszenia.
Biegłam do pokoju Natha, słysząc za sobą chichrającego się wciąż Czeslava. Był dość daleko za mną, więc zapukałam pospiesznie do drzwi Nathaniela. Po chwili otworzył mi ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy, a ja wepchnęłam się do środka.
-Zamykaj! – poradziłam chłopakowi, co ten wykonał.
W pokoju mały piesek bawił się piłką do kosza, był to ten, którego znalazł w terenie. Uśmiechnęłam się lekko. Z korytarza doszedł do nas złowieszczy śmiech Czesia i jego słowa „Nath, zemszczę się!”. Stanęłam naprzeciwko Nathaniela i wręczyłam mu pudełka pizzy, tracąc trochę pewność siebie.
-Czemu mi ją dajesz? – zapytał zdziwiony trochę chłopak.
-Dostawca się pomylił i przyniósł ją mnie. – wyjaśniłam, bawiąc się swoimi palcami.
Nath pokiwał ze zrozumieniem głową i poszedł w głąb pokoju.
-To ja… pójdę już? – bardziej spytałam, niż stwierdziłam, po czym chwyciłam klamkę.
-Zostań jeszcze chwilę, sam tego nie zjem. Myślałem, że będą mniejsze – zaśmiał się cicho.
Położył pizze na talerzach, które z kolei postawił na ławie otoczonej przez kanapę. Uznając, że i tak już mnie stąd nie wypuści, a na biegającego po korytarzu Czesia narażać się nie chcę, usiadłam na kanapie. Po chwili dołączył do mnie Nath i sięgnął po kawałek pizzy. Była tam hawajska i salami, od razu wzięłam kawałek hawajskiej. Na szczęście była jeszcze ciepła.
-Czemu właściwie Czesiek cię gonił? – zwrócił się do mnie jasnowłosy.
-Pizza… to przez pizzę. Pomyślał też pewnie, że mam colę. – przypomniałam sobie, że niski blondyn zawsze ma przy sobie choć trochę tego napoju.
-To całkiem prawdopodobne. – uśmiechnął się.
Wtedy przypomniało mi się to, co mówił w terenie o skrzypcach. Rozejrzałam się po pokoju, ale nie zauważyłam instrumentu. Spojrzałam na Natha pytającym wzrokiem, chłopak odpowiedział mi tym samym.
-Szukasz czegoś?
-Nie, znaczy… masz tu skrzypce? – zapytałam trochę niepewnie i odłożyłam resztkę kawałka pizzy na talerz. Zostań ~ rozkazałam mu w myślach.
-Jasne. – lekko zdziwiony wstał z kanapy i zaczął grzebać w dużej, czarnej szafie, aby po chwili wyciągnąć z niej ciemnobrązowy instrument.
Usiadł obok mi i delikatnie podał mi skrzypce, wstrzymałam oddech i wzięłam od niego instrument. Skrzypce były lekkie, co mnie trochę zdziwiło. Pokiwałam głową i oddałam mu piękny instrument. Nathan wziął do ręki smyczek i zaczął grać, a ja siedziałam wpatrzona w niego, grającego w skupieniu na instrumencie, którego brzmienie rozeszło się po całym pokoju. Przez okno przebijały się ostatnie promienie słońca, padając na chłopaka.
http://pa1.narvii.com/5719/6cb59f61593d003b67f2ffb4f257a0b12c9721a9_hq.gif
Grał przez jakieś 10 minut, które wydawały się być znacznie dłuższe, a mimo tego, gdy przestał, miałam wrażenie, że jego gra trwała najwyżej minutę. Chłopak odłożył skrzypce z powrotem i usiadł obok mnie, po czym uśmiechnął się lekko.
-Wow… - wykrztusiłam. – Naprawdę dobrze grasz.
-Dzięki, wciąż się uczę. – odparł krótko.
Wstał i poszedł do kuchenki, żeby nalać sobie coś do picia. Ciekawe, czy ma kakao…
-Masz może kakao? – zapytałam z nadzieją w głosie.
Nath kiwnął głową. Podeszłam do niego i nasypałam sobie proszku do brązowego kubka stojącego na blacie, po czym nalałam mleka do środka i wróciłam na kanapę. Po chwili dołączył do mnie Nathaniel.
-Interesujesz się czymś oprócz koni? – zaczął rozmowę, opierając głowę o kanapę.
-Znaczy… czasem coś narysuję, dużo czytam. No i muzyka. – odparłam i spojrzałam na niego. – A ty?
-Jak już wiesz, gram na skrzypcach – uśmiechnął się delikatnie – a poza tym trenuję szermierkę. Lubię też samochody, głównie te szybsze. Jest tego trochę więcej, ale… - wzruszył ramionami, dając mi do zrozumienia, że nie bardzo chce o tym mówić.
Sięgnęłam po ostatni kawałek pizzy hawajskiej, która swoją drogą dawno zdążyła już wystygnąć, i pokiwałam głową.
-Od zawsze chodzisz wszędzie ze słuchawkami? – zapytał. Czyli aż tak rzuca się to w oczy?
-Właściwie to odkąd pamiętam… - po wzroku chłopaka wywnioskowałam, że oczekiwał nieco innej odpowiedzi – muzyka po prostu pozwala mi oderwać się od świata. Tak samo, jak książki. Poza tym nie lubię ciszy, a dźwięki często przezwyciężają… - zawahałam się, ale cichutko dokończyłam zdanie – strach. A jak z twoją rodziną? – chciałam po prostu zmienić temat, nie myśląc, co mówię.
-Cóż… ojciec jest prezydentem Finlandii, poza tym mam matkę, adoptowaną siostrę – skrzywił się trochę na wspomnienie o tym członku rodziny – i rodzonego brata. A ty?
-Mam matkę – westchnęłam cichutko – a babcia niedawno… - odwróciłam wzrok od Natha, czując pod powiekami piekące łzy.
Nathaniel chyba zrozumiał, bo siedział cicho. Kątem oka zauważyłam, jak „budzi” telefon, i zrywa się z miejsca.
-Niki, mamy problem… - powiedział, po chwili dodając – jest już po dwudziestej drugiej.
-Co? To ja muszę już iść. – szybko wstałam i podeszłam do drzwi, nieco zawstydzona tym, że się tak u niego zasiedziałam.
Już miałam chwycić za klamkę, kiedy chłopak zatrzymał mnie.
-Czekaj – szepnął – słyszysz?
Stanęłam i wsłuchałam się w ciszę. Z korytarza doszły do mnie głos pana Gustava Odella, nauczyciela francuskiego. Słyszałam, jak podnosi na kogoś głos, krzycząc coś o ciszy nocnej. Nie miałam najmniejszego zamiaru podpaść akurat jemu, bo wiedziałam, że i bez tego jest aż zbyt wymagający. Stanęłam bezradnie przy drzwiach, spoglądając na Natha.
-I co teraz? – zapytałam cicho.
-Wygląda na to, że musisz zostać. – poszedł w głąb pokoju i powyjmował z szafy koce, które rozłożył na podłodze przy kanapie. – Mogę spać na podłodze.
-Ja chcę spać na podłodze – przerwałam mu szybko – naprawdę, lubię podłogę. Jest wygodna i zawsze przy mnie, gdy upadam.
Chłopak zaśmiał się cicho i skończył układanie koców na podłodze.
-Obejrzymy coś? Jeszcze trochę czasu mamy.
-No to może „Tonari no Totoro”? – zaproponowałam, ożywiona wizją oglądania bajki z dzieciństwa.
-Może być, w sumie nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.
Włączył laptopa i film, a ja z uśmiechem wpatrzyłam się w ekran, przypominając sobie, jak kiedyś go oglądałam. Zawsze uwielbiałam Totoro, był taki… uroczy.
http://i.imgur.com/H8Qh5oo.gif
Westchnęłam cicho, dlatego właśnie lubiłam oglądać bajki z dzieciństwa. Nawoływały zawsze falę pozytywnych wspomnień.
-Chyba lubisz oglądać stare bajki, co? – uśmiechnął się Nath, a ja entuzjastycznie pokiwałam głową.
-Uspokajają mnie. Poza tym te wspomnienia… - szepnęłam, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
-A właśnie… jak jutro z lekcjami? Przecież nie masz tu rzeczy, a do szóstej rano jest cisza nocna. – przypomniał sobie chłopak.
-Jutro jest sobota. – zaśmiałam się cicho. Zauważyłam, że czuję się przy nim coraz pewniej, i cieszyło mnie to. Może w końcu przed kimś się otworzę, może ktoś okaże się być godny zaufania.
~~~~~~
Po obejrzeniu Tonari no Totoro poczułam senność. W pokoju panował półmrok, ciemność rozświetlała tylko mała lampa i światło z laptopa.
-Ja idę spać. – mruknęłam i spadłam z kanapy na podłogę, gdzie leżały koce.
Owinęłam się jednym i położyłam głowę na poduszce. Nath chyba też się kładł, bo zgasił lampkę. Czując, że niedługo odpłynę, postanowiłam jakoś się pożegnać.
-Dobranoc, Nathku. – wymamrotałam nieśmiało.

Nathku? ^^

wtorek, 13 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

Cmoknąłem tylko na Mysti, a ta nabuzowana strzeliła z zada, o mały włos nie trafiając Hauru. Po chwili już pędziliśmy łeb w łeb, ale Mysti ze swoim charakterkiem musiała być o ten krok do przodu. Mijaliśmy drzewa, niektóre na milimetry od naszych kolan i schylaliśmy się, żeby nie trafić w którąś z licznych gałęzi.
Czułem się nieziemsko, świetnie jest czuć ten pęd, chociaż zwykle trudno się wyciąga mnie z placu. Uwielbiam się doskonalić i podświadomie zawsze wybieram plac i dość niechętnie patrzę na tereny, ale nie tym razem. Satysfakcję dodatkowo czerpałem z tego, że Niki wydawała się być równie zadowolona. Odetchnąłem, rozluźniając się, co było dziwne, bo nie zauważyłem do tej pory, żebym był spięty. Jednocześnie oddałem Mysti wodze, a ta wyciągnęła się tak, jak było jej wygodnie. Z tego co widziałem kątem oka, moja towarzyszka poszła w moje ślady. W pewnym momencie dziki galop przerodził się w płynne, spokojne takty galopu, które u mojej klaczki były aż zbyt wygodne. Dało się czuć pracę każdego mięśnia, obserwować jak łopatki się ścigają oraz jak miarowo koń oddycha.
Po kilku chwilach, konie same przeszły do kłusa, a później do stępa. Obserwowałem otaczającą nas przyrodę, aż w końcu moim oczom ukazało się coś nienaturalnie białego, wśród tej wszechobecnej zieleni.
-Tam jest coś dziwnego, podejdę sprawdzić – powiedziałem schodząc z klaczy i kładąc wodze na ziemi.
Teraz byłem pewny, że nie zwieje, bo jest to już u niej wyuczone. Konie w moim domu są uczone według tresury wziętej z Dzikiego Zachodu, co jest bardzo wygodne i przyjemne dla obu stron.
Dziewczyna skinęła głową, a ja podszedłem do, jak się okazało, futrzastego szczeniaka, który nie mógł mieć więcej, jak parę miesięcy. Westchnąłem, próbując zrozumieć, skąd wziął się tutaj ten uroczy maluch, ale bez zastanowienia wziąłem go ze sobą, wskakując na konia i przytrzymując go jedną ręką, a drugą kierując Mysti do stajni, która była już niedaleko.
-Mamy nowego kolegę. -Powiedziałem wskazując na wiercącego się psiaka.
Dziewczyna popatrzyła zdziwiona, ale nie odezwała się. Najwyraźniej oboje woleliśmy się napawać ciszą wśród tych wszystkich drzew, krzewów, kwiatów i zwierząt.

Pod stajnią ogarnęliśmy konie, a gdy oba już objadały się pysznym owsem i marchewkami, to wziąłem psiaka, którego wcześniej zostawiłem w szatni, i przyglądnąłem mu się.


Wyglądał tak uroczo, że aż go przytuliłem. Zdecydowałem się go wziąć do siebie. Obroży nie miał, ani innego oznaczenia, więc nie sądziłem, aby był to pies kogoś, komu by na nim zależało.
Wymieniłem parę zdań z dziewczyną i pożegnałem się z uśmiechem, obiecując, że kiedyś to powtórzymy.
W pokoju zamówiłem pizze i zacząłem przygotowywać posłanie małemu rozrabiace, który zdążył w przeciągu dwóch minut dobrać się do poduszki i przerazić moją Kirę 5 razy.
W końcu zajął się piłką do kosza, która najwyraźniej stanie się jego najlepszą zabawką.


Niki?

czwartek, 8 czerwca 2017

Od Czeslava CD Lucasa i Nikiyame

Stałem na korytarzu przebierając z nogi na nogę. Nie ubieranie kapci, było jednak wielkim błędem. Zapukałem jeszcze raz
- Lucas?! - zawołałem cicho
Czyżbym się pomylił? Według Natha tutaj mieszkał ten chłopak. Miałem już iść, gdy drzwi nagle sie otworzyły. Stanął w nich wyższy ode mnie chłopak, o bardzo jasnych włosach. Stał bez słowa i patrzył na mnie.
- Hej! - przywitałem się z uśmiechem - Jesteś Lucas?
- Zależy kto pyta - powiedział mierząc mnie od stóp po głowę
- Czeslav jestem - uśmiechnąłem się - Podałbym Ci dłoń, ale jak widzisz nie ma szans. Mogę wejść?
Nie czekając na odpowiedź wszedłem do środka i rzuciłem trzymane przeze mnie butelki i paczki, na łóżko. Wyprostowałem się, aż strzyknęło mi w plecach. Odwróciłem się do chłopaka i wyciągnąłem dłoń.
- Czeslav
- Lucas - krótko uścisnął - Emm co robisz w moim pokoju, po ciszy nocnej i kim jesteś?
- Już mówiłem - uśmiechnąłem się - Jestem Czeslav. Nath mówił, że tutaj mieszkasz i mam po Ciebie przyjść.
- Jaki Nath? - chłopak spojrzał na mnie dość dziwnie
- Poznaliście się w stajni - powiedziałem - Stwierdził, że jesteś miły i porządny, dlatego tutaj jestem. Organizujemy dzisiaj nocną posiadówkę, wiesz męskie grono, trochę grania, oglądania filmów, dużo coli i chipsów. Żyć nie umierać!
- Emm nie znam nikogo z was - powiedział krzyżując ręce na piersi - Plus jest już po ciszy nocnej, a ja nie chcę mieć problemów.
- No wiesz - mruknąłem - Nath, mówił, że na pewno się zgodzisz...
- Jak widać nie - mruknął przerywając mi
- Spoko - powiedziałem - Przewidzieliśmy tę sytuację.
Zacząłem grzebać w kieszeniach spodni i po chwili wyciągnąłem telefon.
- Wystarczy jeden sygnał - powiedziałem - A wszyscy tutaj przyjdą.
- Czy ty mnie szantażujesz?
- Nie - uśmiechnąłem - Tylko informuję. Sorry, ale zostałeś już wybrany. Albo idziesz ze mną, albo cała impreza będzie u Ciebie.
Chłopak coś kalkulował w myślach i po chwili mruknął.
- Dobra na chwilę mogę iść.
- Świetnie - podskoczyłem i zacząłem zgarniać wszystko z czym przyszedłem - W takim razie chodźmy. Ale szybko, bo zaraz mi stopy odpadną.
Chłopak pokiwał głową, pochwycił klucze i wyszliśmy. Jeszcze tylko krótkie przekluczenie i już byliśmy w drodze do pokoju Chrisa.
- Dlaczego, akurat ja? - zapytał po chwili
- Mnie nie pytaj - wzruszyłem ramionami - Zostałeś wybrańcem i tyle, ale gwarantuję, że nie będziesz żałował.
Zaledwie minutę później byliśmy już pod pokojem Chrisa. Zapukałem i drzwi otworzył mi Nath. Kiedy nas zobaczył wyszczerzył się i krzyknął w głąb pokoju.
- Chłopaki udało mu się!
Ze środka dobiegł bliżej nieokreślony dźwięk radości. Nath przepuścił nas do środka. Cała czwórka siedziała na kanapie.
- A więc poznajcie Lucasa - powiedział Nath, pchając chłopaka w głąb pokoju - Cześka już znasz, lecimy od prawej - Chris, Misiek, Ayś i Akashi.
- Dlaczego, mnie tutaj ściągnęliście? - ponownie skrzyżował ręce na piersi
- Oj nie pytaj tyle - powiedziałem - Tylko baw się dobrze.
- Apropos zabawy - powiedział Chris podnosząc wzrok znad telefonu - Dziewczyny zapraszają nas do siebie. Idziemy?
W powietrzu rozniosło się jednogłośne tak.
- Czy ja mam coś do powiedzenia? - zapytał Lucas
- Niezbyt - uśmiechnął się Misiek - Do kogo wpadamy?
- Do Niki - powiedział Chrupek - Ma przyjść też Isil, Anja, Yell, Tai, Op, Kichi i Lis.
- Ulalal zacne grono - uśmiechnął się Akachi - No to idziemy.
Wszyscy podnieśli się z kanapy i ruszyliśmy w kierunku żeńskiej części. Na schodach szliśmy po cichu i na palcach. Nawet Lucas zaczął sie skradać. Już po chwili wylądowaliśmy w pokoju Niki. W środku było już kilka dziewczyn i na nasz widok, zapanowała ogólna radość. Szybko odebrano ode mnie napoje i chipsy.
- Wszyscy już są? - zapythał Nath
- Czekamy już tylko na Taigę i Anję - powiedziała Isil.

<Lucas? Niki?>

środa, 7 czerwca 2017

Od Lucasa CD Nikiyame

-Myślę, że możemy ją zostawić. Pobędę jeszcze trochę w okolicy, to znajdzie się klucz i ją odstawię. Możesz iść. -proste pytania, proste odpowiedzi.
Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, że nie chce tu zostawać. Z resztą, to ja ją w to wciągnąłem. Pewnie czasu nie ma. Ah, gdyby życie czasem dawało trudniejsze zagadki. Nie lubię się bawić etykietą i ubierać wszystkiego w ładne słówka. Szkoda, że inni tego nie rozumieją i trzeba z nimi chodzić dookoła.
-Dobrze, dziękuję. -wychodząc machnęła jeszcze ręką.
Gdybym zapytał, czy się śpieszy, czy też sam wzbudziłbym wątpliwość, co do taczki, zostałaby? Pewnie tak. Ale tylko na chwilę, by znaleźć sobie wyjście.
Nie miałem już dzisiaj niczego zaplanowanego, tylko rozgościć się w akademiku. Karta klubowa jest już wypełniona, a opiekun zawsze na strzelnicy się znajdzie. Trzeba tylko kogoś na stałe wynająć. Potrzeba jeszcze tylko podpisów rady i dyrektorki. Jestem ciekaw, czy to przejdzie, a może mój wyłam zostanie dopatrzony i natychmiastowo zażegnany odmową.
Niewiele miałem czasu na rozmyślaniu o przyszłości. Czas w stajni i na padoku szybko zleciał. Nie jaki Nataniel pojawił się z kluczami, by schować sprzęt po jeździe. Pięknie było wracać ze stajni o zachodzie. Wracałem wraz z Natem, bo był ostatni zamykając stajnię.
-Nathaniel Niinisto. -przedstawił się.
-Lucas Dellany. -podaliśmy sobie dłonie, nie przerywając chodu.
-Nowy?
-Aż tak to widać? – zrobiłem poważną minę, na co Nat wyszczerzył zęby.
-Nie, po prostu pierwszy raz cię tu widzę.
Po chwili namysłu powiedziałem.
-W sumie to nowy. Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć całego akademika.
-Chcesz, to oprowadzę.
-Po damskiej stronie też? -zażartowałem. -Bo męską już znam.
Nathaniel się roześmiał, ale nie był to do końca szczery zaciesz. Jego śmiech zaczął już na starcie gdzieś uciekać. Dosyć dziwne. Musiało być coś na rzeczy, ale nie za bardzo mnie to interesowało, więc temat szkoły zakończył się średniego gabarytu śmiechem. Reszta naszej rozmowy dotyczyła stajni i tego, czy znajdzie się dla mnie miejsce i oczywiście koń. Nie było dla mnie możliwości sprowadzenia moich z ranczo. Z resztą, ciężko by mi było wybierać.
W akademiku panowała już cisza nocna. I kiedy miałem zbierać się do spania, usłyszałem pukanie do drzwi. Z początku je zignorowałem i położyłem się do łóżka. Ktoś koniecznie chciał mnie teraz widzieć i kiedy zapukał kolejny raz dodając do tego uroczył głosem „Lucas”, zainteresowało mnie bardzo, kto to może być. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem niską osobę, która trzymała w rękach jakąś butelkę i paczkę podobną do tych sklepowych, w których są pakowane chrupki, lub chipsy.

Czester?

wtorek, 6 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Lucasa

Weszłam do stajni nie zdejmując słuchawek z uszu i skierowałam się do boksu Hauru. Moje zdziwienie było dość duże, gdy zobaczyłam tam dość drobnego blondyna. Stał przy wejściu do boksu i najwyraźniej się zamyślił. Przez chwilę stałam niezdecydowana w miejscu, próbując przemóc się, aby podejść do chłopaka. W końcu niepewnie zrobiłam kilka kroków tak, że teraz stałam przed nim.
-Emh… przepraszam… czy mógłbyś… - zaczęłam, oczywiście plącząc się.
-A, tak. Już się przesuwam.-odparł chłopak.-Należysz do klubu jeździeckiego? Jestem Lucas.
-Tak, właśnie idę na zajęcia. – niepewnie weszłam do boksu srokacza, czując na sobie wzrok nowo poznanego chłopaka.
-A twoje imię? – zapytał Lucas, w jego głosie wyczułam małą nutkę niepewności.
-Nikiyame. To jest Hauru, mój koń. – pogłaskałam wałacha po szyi i wyprowadziłam go z boksu.
Lu pokiwał głową i poszedł gdzieś, a ja szybko ogarnęłam Hauru i pospiesznie ruszyłam na zajęcia.
***
-No gdzie są te klucze?! – gorączkowo przeszukiwałam wszystkie (aż dwie) kieszenie bryczesów, aby zaraz potem chodzić z wzrokiem wbitym w podłogę stajni. Przecież ja się do pokoju nie dostanę…
Uważnie wypatrywałam na korytarzu czegoś, co chociaż przypominałoby zawieszkę przyczepioną do kluczy, ale bez skutku. Z westchnieniem wyprostowałam się i jeszcze raz rozejrzałam, a mój wzrok trafił na Lucasa.
-Szukasz może tego? – wyciągnął do mnie rękę, w której trzymał moje klucze.
-Ooo, tak. Dziękuję. – wzięłam od niego przedmiot, po czym niepewnie dodałam – Gdzie je znalazłeś?
-Leżały na środku korytarza, więc wziąłem je, bo zobaczyłem, że czegoś szukasz, i pomyślałem, że może zgubiłaś.
-Dzięki jeszcze raz. – mimowolnie spojrzałam na chłopaka, miał zielone oczy.
-Yhym. Nie ma za co. – odpowiedział niezbyt głośno.
W pewnym momencie podszedł do nas chłopak, przerywając tym samym naszą rozmowę, która i tak nie była zbyt rozwinięta.
-Nakarmilibyście konie? Mam naprawdę mało czasu, jeśli to nie problem… - spojrzał na nas błagalnym wzrokiem.
-Nakarmimy. – zgodził się Lu.
-Świetnie – ucieszył się nieznajomy – zaprowadzę was do paszarni.
Szliśmy za chłopakiem, po chwili ten otworzył drzwi prowadzące do pomieszczenia kryjącego w sobie mnóstwo owsa i różnych mieszanek.
-Macie tu rozpiskę – podał mi kartkę z imionami różnych koni – sypcie tyle, ile jest napisane.
Kiwnęłam głową i oddałam kartkę Lucasowi. Wzięliśmy taczkę z kilkoma miarkami i ruszyliśmy dać obiad mieszkańcom stajni. Lu prowadził taczkę, a ja wsypywałam owies do żłobów koni.
-Denry, półtorej miarki… - ciągnął blondyn.
Gdy skończyliśmy karmić konie, przyszło mi coś do głowy. Taczka była pełna do połowy, a my nie mieliśmy gdzie jej schować.
-Lucas… - zaczęłam niepewnie – nie mamy kluczy do paszarni, co z taczką?

Lu? Wreszcie!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

Gdy tylko zobaczyłam Nathaniela skradającego się do mnie w wodzie, wstałam i zaczęłam przed nim uciekać. To jednak nie pomogło, ociekający wodą chłopak pobiegł za mną, po chwili przewracając nas oboje. Zaraz potem spojrzał mi w oczy i przerzucił mnie sobie przez ramię, zmierzając w stronę jeziora. Wiedząc, co zamierza zrobić, zaczęłam się szarpać i uderzać go w plecy.
-Zostaw! Woda jest zimna!-krzyknęłam, starając się uwolnić.
-No jest – odparł rozbawiony Nath – masz też na sobie ubrania, które będą mokre, ale to jest tego warte.
Świetnie~pomyślałam. Pozostało mi już tylko trzymać się chłopaka, żeby nie wylądować całkiem w wodzie. Brązowooki wziął rozpęd i wskoczył do jeziora. Woda była… chłodna. Zbyt chłodna. Po chwili stałam, tym razem na własnych nogach, cała przemoczona. Skrzyżowałam ręce na piersiach i przeszyłam wzrokiem chłopaka.
-Zadowolony?
-Bardzo. – gdy usłyszałam odpowiedź, pokręciłam głową i zaczęłam z całej siły chlapać na Natha.
-Bez takiej agresji. – zanurkował pod wodę, tym samym unikając kolejnych fal wody.
***
Po godzinie wygłupów w wodzie, która przestała być już tak zimna, jak na początku, wyszliśmy z jeziora. Nathaniel zdjął koszulkę i powiesił ją na gałęzi, a sam usiadł na skałce. Dosiadłam się do niego i wycisnęłam trochę wody z włosów, a później z koszulki. Spojrzałam na pasącego się obok Mystify Hauru.
-Cholera, nie wzięłam słuchawek. - mruknęłam do siebie cicho. Akurat teraz by się przydały.
-Właściwie to skąd pochodzisz? – spytał Nath, patrząc na mnie.
-Z Kanady. A ty? – odparłam, czując się już pewniej.
-Finlandia się kłania. Tam właśnie zacząłem jeździć, no i kupiłem Mystify. A jak z Hauru, skąd go masz? – zgiął kolana i oparł na nich głowę, wpatrując się w widok pięknego jeziora.
-Hmm… jakiś rok temu kupiłam go od osoby z mojej stajni. – do mojego głosu wkradła się nutka niepewności.
Słońce schowało się za chmury, a ja zadrżałam lekko. Byłam cała mokra, a wiatr nie polepszał sytuacji. Wstałam więc z kamienia i podeszłam do Hauru, przytulając się do niego. O wiele cieplej. Ogrzana odsunęłam się od konia i wróciłam do siedzącego na kamieniu Natha.
-Grasz na czymś? – zapytał blondyn, spoglądając na mnie przelotnie.
-Nie. – odpowiedziałam trochę za cicho, ale chyba i tak usłyszał. – Chociaż… - zawahałam się – zawsze chciałam nauczyć się grać na skrzypcach.
-Ooo, ja na nich gram. – uśmiechnął się lekko. – A teraz może jedźmy dalej, bo chyba zaraz zamarzniesz. – zaśmiał się cicho, a ja musiałam przyznać mu rację.
Wstaliśmy z kamienia i ogarnęliśmy konie, Nath założył koszulkę, która do końca jeszcze nie wyschła, ale i tak na pewno było lepiej, niż na początku. Wsiadłam na Hauru, który zastrzygł uszami.
-Prowadzisz? – zwróciłam się do Nathaniela, który kiwnął głową.
Wyjechał przede mnie i stępowaliśmy przez kilka minut. Podziwiałam piękno lasu, który przemierzaliśmy. Widząc, że Nath przyspiesza, zakłusowałam. W pewnym momencie sceneria zmieniła się, wyjechaliśmy na dużą, kwiecistą łąkę. Spojrzałam na chłopaka, na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek.
-Co powiesz na mały galop? – zmrużył lekko oczy i przestał anglezować, przechodząc do pełnego siadu.
-Cóż… czemu nie? – odparłam niezbyt głośno i zagalopowałam.

Nath? :3 sorry, że tak późno, ten komp to straszny złom ;-;

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

-I co teraz? – Niki wydawała się niepewna patrząc mi w oczy, więc uśmiechnąłem się chcąc dodać jej nieco pewności siebie.
-W sumie to za ścieżką przebija się słońce, więc może zobaczymy co tam jest. Nie oddalimy się daleko, więc raczej się nie zgubimy.
Nie słysząc sprzeciwu, szturchnąłem lekko łydką moją klaczkę, na co ona zaczęła dreptać spokojnym kłusem we wskazanym kierunku. Obróciłem się za siebie obserwując Niki, która była tuż za mną.
Po dosłownie paru metrach, znaleźliśmy się przy stromym zejściu, ale to nie to było ważne.
Całe zejście pokryte było nieregularnie rosnącymi drzewami iglastymi, a ziemia u dołu stoku, gdzieniegdzie była pokryta kamieniami i skałami, aby już po chwili ustąpić miejsca błękitnej tafli jeziora, rozciągającego się w swojego typu kotlinie. Po drugiej stronie jeziora wznosiły się stosunkowo wysokie góry, jednak brzeg wyglądał bardzo podobnie do tego po naszej stronie.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/91/1c/ad/911cad6309af6e33d19e3b7abf0f5c5b.jpg
-Woow… Ładnie tu – powiedziałem odwracając wzrok na Niki. Wydawałoby się, jakby nawet nie usłyszała moich słów, lustrując roztaczający się przed nią widok, jednak po chwili przytaknęła, dalej oszołomiona widokiem. – Może tam zjedziemy? Chyba się nie zgubimy.
-Chętnie. Ale bierzesz za nas odpowiedzialność – parsknąłem śmiechem słysząc cicho wypowiedziane zdanie.
-Dobrze, dobrze, najwyżej będą nas szukać.
Wykręciłem Mysti w lewo i ruszyłem ledwo widoczną ścieżką wzdłuż zbocza góry. Po paru minutach siedzieliśmy już w słońcu na kamieniach, a konie pasły się spokojnie na polanie. Zdecydowaliśmy się zdjąć im siodła, które leżały teraz w cieniu drzew, ogłowia zostawiając tak na wszelki wypadek, ale zawiązując je tuż za uszami, żeby konie się w nich nie poplątały.
Siedząc tak na kamieniu, zdecydowałem się zdjąć buty i zacząłem chlapać stopami taflę wody, aż w końcu z nudów zsunąłem się do jeziora, którego głębokość nie była jakaś ogromna, bo ledwo do pasa. Mimo wszystko przeszedł mnie dreszczyk zimna, dając mi do zrozumienia, że woda wcale nie jest nagrzana. Odliczyłem do dziesięciu sekund i zanurzyłem się po czubek głowy, żeby mieć już to za sobą.
Po wynurzeniu skapnąłem się, że Niki cały czas mi się przygląda, a że zrobiło mi się głupio, to uśmiechnąłem się przepraszająco.
-Wybacz, nie myślałem co robię, mózg mi się zaciął.
-W porządku – powiedziała Niki z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Dołączysz do mnie?
-A chcesz, żebym marzła razem z tobą?-parsknęła lekko rozbawiona.
-Oczywiście- moją twarz rozświetlił łobuzerski uśmiech.
-Podziękuję – prychnęła na myśl o zimnej kąpieli.
-Hmm… - Wyszedłem z wody i ruszyłem powoli do dziewczyny, niczym drapieżca czający się na swoją ofiarę.
Moja „ofiara” domyśliła się co mam na celu, szybko podnosząc się i uciekając. Puściłem się pędem w jej kierunku i skoczyłem na nią rozbawiony, tak że oboje wylądowaliśmy na ziemi. Kątem oka zauważyłem, że konie patrzyły się na nas, jak na idiotów. Wcale się im nie dziwię. Wracając myślami do mojej zdobyczy, spojrzałem jej prosto w oczy i wstając, przerzuciłem ją przez ramię, tak że nie mogła mi już uciec, pomimo starań i uderzania pięściami w moje plecy.
-Zostaw, woda jest zimna!
-No jest – odpowiedziałem rozbawiony – masz też na sobie ubrania, które będą mokre, ale to jest tego warte – stwierdziłem bez namysłu.
Będąc dwa metry od brzegu, wziąłem rozpęd i wskoczyłem do wody wraz z Niki. Po chwili stanęła na własnych nogach, cała zamoczona, a woda sięgała jej trochę wyżej niż mi. Przeszyła mnie wzrokiem, krzyżując ręce na piersi.
-Zadowolony?
-Bardzo – słysząc to, dziewczyna przestała już utrzymywać maskę złości i zaczęła chlapać wodą w moją stronę.
-Bez takiej agresji – dałem nura pod wodę, unikając fal rzucanych w moją stronę.
***
Przez jakąś godzinę siedzieliśmy w wodzie wydurniając się, jednak w końcu musieliśmy wyjść, bo serio moglibyśmy się rozchorować. Na brzegu zdjąłem koszulkę, żeby szybciej wyschła i znów usiadłem na skałce, jednak Niki siadła teraz na tym samym kamieniu, co mnie ucieszyło, bo w końcu zaczęła nabierać odwagi.

No no, to co teraz Niki?

piątek, 2 czerwca 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

-Twój koń ma na imię Hauru?-spojrzałam na chłopaka, kiwając lekko głową.-Jego boks jest obok mojego.
-Yhmm. Janse, dzięki - uśmiechnęłam się blado i wprowadziłam Hauru do boksu.
-Nie ma za co. Widzę, że jesteście zżyci.-stwierdził, spoglądając na konia trącającego mnie pyszczkiem.
-Tak sądzę, spędzam z nim wiele czasu.-pogłaskałam wałacha po grzbiecie.
-Skoro tak, to może pojedziemy kiedyś razem na przejażdżkę?-jego pytanie trochę mnie… zaskoczyło?
-Em… Czemu nie… -odparłam i wbiłam wzrok w drzwi boksu.
Chłopak pożegnał się ze mną i wyszedł. Kolejny raz brawo, Niki. Nie potrafisz nawet odpowiedzieć tak, żeby nikogo nie urazić. Ale ja naprawdę nie chciałam, żeby poczuł się urażony… nie chciałam, żeby myślał, że nie chcę z nim rozmawiać. Pożegnałam Hauru i poszłam do pokoju. Gdy tylko weszłam do środka, zamknęłam drzwi i zrobiłam sobie kakao. Dużo kakao. Przebrałam się też w piżamę, bo wiedziałam, że już nigdzie nie będę wychodzić. Włączyłam moją ulubioną składankę, przyniosłam sobie książkę i zaczęłam czytać.
Od książki oderwałam się dopiero kilka minut przed północą. Spojrzałam na telefon i po zobaczeniu późnej dość godziny, zapaliłam lampkę stojącą przy łóżku i poszłam zgasić górne światło. Zdjęłam z łóżka wszelkie niepotrzebne rzeczy i zakopałam się pod kołdrą, słuchając muzyki. Zgasiłam lampkę, ustawiłam alarm na 6.00, wyjęłam słuchawki z uszu i zamknęłam oczy, usiłując zasnąć. Już odpływałam, ale uchyliłam powieki i rozejrzałam się po pokoju, upewniając się, że nikogo… ani niczego tu nie ma. Przypomniałam sobie creepypastę, którą kiedyś czytałam. „Nie bój się, nie ma jej za tobą, obok ciebie, ani przed tobą. Nie patrz tylko na sufit, nie lubi, gdy się ją znajduje…” Otworzyłam szybko oczy i spojrzałam na sufit. Nie zauważyłam niczego, ale pospiesznie zapaliłam lampkę, rozglądając się po pokoju. Moja wyobraźnia pracowała z włączonym trybem „Uważaj, coś tam jest!”. Nikiyame, uspokój się… masz 19 lat, proszę cię. Nie masz się czego bać, noc jest jak dzień, zawsze będzie. Czego ty się o cholery boisz, tu nic nie ma i dobrze o tym wiesz! Ogarnij się wreszcie, to się robi wkurzające…
Włożyłam słuchawki do uszu, ściszyłam muzykę tak, aby było ją słychać, ale nie zagłuszała dźwięków zdradzających ewentualnego gościa, po czym, nie gasząc lampki, położyłam głowę na poduszce, co jakiś czas kontrolując pokój wzrokiem. W końcu zasnęłam.
***
Obudziłam się o piątej i wiedziałam, że już nie zasnę. Było jasno, niebo było niebieskie, piękna pogoda. Wyłączyłam lampkę i wstałam z łóżka, po czym sprawdziłam plan lekcji. Nie miałam dziś nic ważnego do napisania, więc postanowiłam zrobić sobie wolne i pojechać w teren, aby zobaczyć okolice. Ubrałam się więc w szarą bluzkę i czarne bryczesy, zakładając też sztyblety i sztylpy tego samego koloru. Wzięłam kilka rzeczy ze sprzętu ze sobą, o dziwo zostawiłam słuchawki i telefon, po czym poszłam do stajni. 5:33, no nieźle.
Weszłam do budynku stajennego, w którym nikogo oczywiście nie było, i poszłam po śniadanko dla Hauru. Wzięłam przy okazji szczotki, w celu wyczyszczenia srokacza. Weszłam do jego boksu i, witając się z wałachem, wsypałam mu zawartość wiaderka do żłobu. Uśmiechnęłam się i poklepałam konia, po czym wyszłam z jego boksu, dając mu czas na spokojne zjedzenie śniadania. Sama wyszłam na kilkanaście minut ze stajni, aby poszwendać się przy padokach i ogólnie po terenie Akademii. Po upływie tego czasu wróciłam do stajni i wyprowadziłam wałacha z boksu widząc, że już zjadł.
-Wyczyścimy się i pojedziemy w teren, co?-powiedziałam głaszcząc konia po szyi.
Zaczęłam to robić, w sumie czyszczenie nie zajęło mi długo, bo oprócz kilku sklejek i tony kurzu w sobie wałach był dość czysty. Wpuściłam go znowu do boksu, żeby zjadł trochę siana, a sama poszłam po sprzęt i złożyłam go na wieszaku. Stanęłam przy drzwiach jakiegoś boksu i zamyśliłam się, nie zdążyłam nawet zauważyć, że doszła już szósta rano.

-Hey, a ty nie na zajęciach?-odwróciłam szybko głowę w stronę, z której dochodził męski głos, a mój wzrok spotkał się z brązowymi oczami wysokiego blondyna. Przeproś go teraz~pomyślałam.
-W sumie to… postanowiłam zrobić sobie wolne.-odparłam, starając się nie odwrócić wzroku od Nathaniela.
Chłopak zaśmiał się cicho i oparł się o boks swojej klaczy, Mystify. Chciał chyba po coś iść, bo odwrócił się i powoli odchodził. Musisz zrobić to teraz, szybciej, bo zaraz pójdzie!
-Czekaj!-powiedziałam szybko, patrząc, jak Nath odwraca się do mnie. Zarumieniłam się lekko, ale już nie mogłam się wycofać.-Czy chciałbyś… pojechać ze mną w teren?
-Pewnie, ale teraz?-zapytał i spojrzał na mnie.
-No… tak, chyba, że masz jakieś plany, nie chcę przeszkadzać.-dodałam szybko, bawiąc się palcami.
Chłopak uśmiechnął się i pokręcił przecząco głową.
-Nie mam żadnych planów, przynajmniej na razie… to znaczy teraz już mam.-zaśmiał się i poszedł po sprzęt swojej klaczy, a ja odetchnęłam z ulgą.
Weszłam do boksu Hauru i wtuliłam się w niego. Wyprowadziłam go z boksu i zaczęłam powoli siodłać, w tym czasie Nathaniel zdążył wrócić i wyczyścić Mystify. Gdy byłam gotowa Nath kończył dopinać popręg.
-To… wychodź pierwszy.-powiedziałam, gładząc Hauru po szyi.
Blondyn kiwnął głową i wyprowadził siwą klacz ze stajni, zrobiłam to samo, po czym szybko podciągnęłam się na grzbiet srokacza. Po chwili oboje siedzieliśmy na koniach, więc postanowiłam ruszyć stępem. Do wyjechania z terenu Akademii jechaliśmy w ciszy, dopiero kiedy wjechaliśmy do lasu Nath odezwał się.
-Do jakiej klasy chodzisz? Ja do trzeciej b, nie widziałem cię na lekcjach z moją klasą, więc nie chodzisz raczej ze mną…?-rozluźnił trochę wodze, dając siwej wyciągnąć głowę jeszcze dalej.
-Ja do drugiej b. Tam jest tyle pewnych siebie osób…-drugie zdanie powiedziałam tak cicho, że na szczęście nie usłyszał.
-Lingwistyczna, tak?-upewnił się, kiwnęłam głową, udzielając mu odpowiedzi.
Po kilkunastu minutach luźnego stępa uznałam, że możemy za kłusować. Zebrałam wodze i przyłożyłam mocniej łydki do boków konia, dając mu znak do przyspieszenia. Ten ruszył do przodu szybkim kłusem i zarzucił głową.
-Eeej, prr…-zrobiłam woltę, w czasie której wałach zwolnił.
-Wszystko ok.? Może chcesz wracać…?-zaproponował lekko zaniepokojony zaszłą sytuacją Nath.
-Nie, on czasem tak ma.-odpowiedziałam cicho i za kłusowałam jeszcze raz, tym razem uzyskując odpowiadające mi tempo.
Kłusowaliśmy wśród zielonych drzew, skręcając co jakiś czas w różne ścieżki. Wokół nas panowała cisza, którą przerywał jedynie stukot kopyt o ścieżkę i świergot ptaków. Promienie słoneczne przebijały się przez korony drzew, oświetlając pasmami leśną ściółkę. W pewnym momencie Nathaniel jadący przede mną zwolnił i zatrzymał się. Zrobiłam to samo i spojrzałam przed siebie. Koniec ścieżki.
-I co teraz?-zapytałam niepewnie, nieśmiało spoglądając w orzechowe oczy chłopaka.

Nath? ^^

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Nikiyame

Wszedłem właśnie do stajni, chcąc odstawić Mysti do boksu, jednak nie było mi to dane, ponieważ jakiś, nieznany mi do tej pory, srokaty wałach zajmował boks, do którego miałem wprowadzić siwą klaczkę.
-To jest boks Mystify - powiedziałem podchodząc bliżej.
-Przepraszam, już go biorę, myślałam, że… pomyliło mi się…- Dziewczyna zaczęła się plątać, w końcu wychodząc i stając ze srokaczem na korytarzu, gładząc go i dając mu dostęp do beli siana.
Zacząłem prowadzić Mysti, zauważając napis na tabliczce wcześniejszego boksu, która została opisana imieniem Hauru. Zgadywałem, że to jej koń, bo do tej pory ten boks stał pusty.
-Twój koń ma na imię Hauru? - Widząc, że dziewczyna zareagowała na to imię, domyśliłem się, że tak właśnie jest - jego boks jest obok mojego - wskazałem tabliczkę wolną ręką.
-Yhmm. Janse, dzięki - uśmiechnęła się blado i gdy wszedłem z Mysti do boksu, ona wprowadziła swojego wierzchowca.
-Nie ma za co - powiedziałem wychodząc z boksu i oparłem się o drzwi nowo zajętego boksu, obserwując jej zmagania z wałachem. - Widzę, że jesteście zżyci - stwierdziłem, widząc jak wałach trąca pyskiem jej ramię.
-Tak sądzę, spędzam z nim wiele czasu.
-Skoro tak, to może pojedziemy kiedyś razem na przejażdżkę?
-Em… Czemu nie… - Niki wydawała się zawstydzona i pomimo tego, że się zgodziła, miałem wrażenie, jakby starała się stworzyć jakiś mur między nami.
Nie chcąc jej dłużej krępować, pożegnałem się z Mysti i Niki, po czym ruszyłem swobodnym krokiem w kierunku akademika.
***
Leżałem w swoich czterech ścianach, które zostały umeblowane według moich planów, które wysyłałem jakiś czas przed wyjazdem. Dobrze się czułem, gdy otaczały mnie ciemne barwy, kontrastujące z jasnymi meblami. Może nie każdemu się to podoba, ale potrzebowałem trochę odetchnąć od, jak się niektórym wydawało, mojego "kolorowego" życia towarzyskiego.
Nagle z mojego telefonu zaczęły płynąć głośne dźwięki jednej z moich ulubionych piosenek.


 Idealnie oddawała ona moje uczucia, gdy pozostawałem całkiem sam. Niechętnie przerwałem melodię, przesuwając w lewo zieloną słuchawkę.
-Siema, co tam brat…?
***
Po skończonej rozmowie wziąłem się za odrobienie matematyki. Nie sprawiło mi to problemu, ponieważ była to zwykła powtórka logiki. Uśmiechnąłem się na wspomnienie tego, jak klasa chciała rozłożyć każdy przykład na czynniki pierwsze, bulwersując przy tym nauczyciela.
Po 30 minutach, zdecydowałem się wziąć prysznic. Ciepła woda koiła moje mięśnie, które cierpiały po treningu szermierki. W końcu wyszedłem, ubrany w same bokserki i siadłem przy laptopie, chcąc połączyć się z grą i rozegrać mecz z bratem. Nagle w okienku wyskoczyła mi wiadomość.
Seth: Przyjeżdżam do Akademii.
Siedzę w ciszy i patrzę na wiadomość, chcąc zebrać myśli. Prawdą było, że brat był ze mną nierozłączny, ale wyjazd tutaj miał to zmienić. Zresztą do tej pory nauczany był w domu, ze względu na swoje problemy. W końcu jednak ogarnąłem się i odpisałem mu.
Nath: To super :d
***
Alarm obudził mnie o 6:00, więc niechętnie przeciągnąłem się i ubrałem na siebie strój sportowy. Był dzisiaj dzień, na swój sposób specjalny dla mnie, więc zdecydowałem się zerwać z zajęć i pójść na kilkugodzinny trening szermierki, a później cały dzień ze swoją kochaną Mysti. Mój plan uległ jednak zmianie, gdy w stajni, dając śniadanie klaczce napotkałem się na Niki.
-Hey, to ty nie na zajęciach?

<Niki?>

środa, 31 maja 2017

Od Nikiyame CD Nathaniela

Przez sen dobijała się do mnie wkurzająca melodyjka alarmu ustawionego poprzedniego dnia na godzinę piątą. Uchyliłam niechętnie powieki i nie minęła chwila, jak zdałam sobie sprawę, że to dziś. Dzisiaj wyjeżdżam do Akademii. Całkiem już rozbudzona wstałam, po czym wzięłam ubrania i poszłam do łazienki w celu ogólnego ogarnięcia się. Po zrobieniu tego poszłam do kuchni i nasypałam sobie do miski trochę musli, które następnie zalałam mlekiem. Delikatnie odsunęłam krzesło, aby na nim usiąść, i zaczęłam powoli jeść. Czeka mnie ciężki dzień.
Westchnęłam cicho i zmyłam naczynie. Narzuciłam na siebie ciemnoszarą bluzę, po czym wzięłam dużą walizkę z całym mnóstwem potrzebnych rzeczy, oraz drugą, zawierającą tą część sprzętu jeździeckiego, którą trzymałam w domu. Większość rzeczy polegiwała jednak jeszcze w stajni..
Chwyciłam obie walizki za rączki i rzuciłam ostatnie spojrzenie na mieszkanie. Mój wzrok zatrzymał się na ciemnych drzwiach, prowadzących do sypialni mojej rodzicielki. Nie żegnałam się z nią, zrobiłam to wczoraj. I tak nie wyglądała na specjalnie zainteresowaną moim wyjazdem. Bolało mnie to, ale cóż… nie wszystko może być idealne.
Przeczesałam dłonią włosy, w mojej głowie kłębiło się mnóstwo pytań, wątpliwości. Cały czas rozważałam wyjazd do Akademii, było to moje marzenie, ale perspektywa znalezienia się nagle w nowym miejscu z całkiem obcymi ludźmi…
-Dobra, dość rozmyślania. Podjęłaś już decyzję.-szepnęłam do siebie. Tak. Dobrą decyzję.
Włożyłam słuchawki do uszu, a mój telefon wylądował w kieszeni. Z muzyką rozbrzmiewającą w uszach zabrałam wszystko, otworzyłam drzwi i wyszłam. Kierowałam się do stajni, w której stał Hauru. To tam za półtorej godziny miał przyjechać koniowóz, który zabierze mnie i mojego towarzysza do nowego rozdziału w życiu. Do Akademii Greek Heels.
Stajnia nie była daleko-już po kilkunastu minutach marszu byłam na miejscu. Odłożyłam walizki na niewielki parking mieszczący się przed budynkiem, po czym weszłam do stajni. Na początku zabrałam wszystkie moje rzeczy, zostawiając sobie tylko kantar, uwiąz i szczotki. Gdy cały sprzęt leżał już obok walizek, wyjęłam z uszu słuchawki i ruszyłam do boksu Hauru. Korytarze stajni były puste, w sumie nie dziwiłam się-była dopiero 6:31. miałam pół godziny na ogarnięcie mojego konia, czekając, aż przyjedzie koniowóz. Otworzyłam jasne drzwi boksu karosrokatego „kucyka”.
-Hej, mały. Dzisiaj wyjeżdżamy.-pogładziłam wałacha po różowych chrapach i założyłam mu kantar, do którego przypięłam uwiąz.
Wyprowadziłam konia z boksu i wyczyściłam go. Gdy skończyłam czyszczenie ośmiolatka schowałam szczotki do skrzynki, którą wzięłam do ręki, i wyszłam ze stajni. Odłożyłam skrzynkę i, prowadząc Hauru, weszłam na zieloną trawę. Podczas, gdy ośmiolatek pasł się, ja wypatrywałam koniowozu. Przez moją głowę przebiegały spłoszone myśli. Czułam stres związany ze zmianą… właściwie wszystkiego! Sama, w całkiem nieznanym mi miejscu, wśród obcych osób… otuchy dodawał mi jedynie widok srokacza pasącego się spokojnie tuż przy mnie. Przynajmniej ty będziesz ze mną~pomyślałam i pogłaskałam konia po silnej szyi.
W tym momencie na parking wjechał koniowóz. Zatrzymał się i po chwili wysiadła z niego starsza już kobieta.
-Pani Hideyoshi, tak?-zapytała beznamiętnym tonem.-Proszę zapakować rzeczy do bagażnika, drogie drzwi.
-Tak. Dobrze.-odparłam cicho i chwilę stałam w miejscu niezdecydowana.-To… potrzyma pani Hauru?-zapytałam niepewnie.
Kobieta pokiwała głową i wzięła ode mnie uwiąz, a ja schowałam szybko walizki i nawał sprzętu do bagażnika. Odebrałam Hauru i wprowadziłam go do przyczepy, przynajmniej przydało się długie oswajanie go z tymi jakże strasznymi potworami. Usiadłam do tyłu i włożyłam słuchawki do uszu, już po chwili zatonęłam w słowach piosenki.
***
Pojazd zatrzymał się delikatnie, a ja oprzytomniałam i wyjęłam słuchawki uszu. Czyli jesteśmy na miejscu. Wysiadłam i rozejrzałam się-teren był ogromny. Widać było stajnie, padoki, kilka budynków, a wszystko usłane było zielenią. O Boże. To już zaraz.
-Niech pani weźmie rzeczy i konia, ja jadę.-burknęła kobieta.
Spłoszona w pośpiechu wyciągnęłam graty z bagażnika, zaraz potem weszłam do Hauru.
-Cześć, mały, jak minęła podróż? Jesteśmy na miejscu, wiesz?-szepnęłam i pogłaskałam go po pyszczku.
Odwiązałam go i wyprowadziłam z przyczepy, od razu rozejrzał się, ciekawsko strzygąc uszami. Kobieta upewniwszy się, że wszystko wzięłam, odjechała. Westchnęłam cicho i nagle poczułam się taka… zagubiona.
-No dobra… to teraz odprowadzę cię do stajni, chociaż nie… na padok. Wybiegasz się po podróży. Później pójdę do dyrektorki, zaniosę rzeczy do pokoju, wrócę do stajni, a potem na obiad.-powiedziałam, wciąż nie czując się pewnie.
Zostawiłam rzeczy i poprowadziłam konia w kierunku stajni, po kilku minutach byliśmy przy budynku, naprzeciw którego były padoki. Wpuściłam go na pusty, a sama poszłam po rzeczy. Niedługo potem targałam prawie wysypujące mi się z rąk graty w stronę gabinetu dyrektorki. Jeden z kantarów trzymałam jednym palcem, miałam wrażenie, że ta część ciała zaraz mi odpadnie.
-Nie…-jęknęłam cicho, kiedy kantar i skrzynka ze szczotkami wypadły mi na ziemię. Podniosłam rzeczy i jakimś cudem dotarłam pod drzwi. Z westchnięciem odłożyłam rzeczy przed nie i zapukałam niepewnie. Po usłyszeniu głosu przyzwalającego mi na wejście do pokoju, nacisnęłam na klamkę. Zobaczyłam starszą, miło wyglądającą kobietę o krótkich włosach. Uśmiechnęła się promiennie i gestem zaprosiła mnie bliżej.
-Dzień dobry.-powiedziałam z nieśmiałym uśmiechem.-Nazywam się…
-Nikiyame Hideyoshi?-przerwała mi ciepło kobieta.-Spodziewałam się ciebie. Twój koń ma swój boks w stajni, widziałaś, prawda? Będziesz chodziła do klasy 2b, zresztą to sama wybrałaś. W stajni masz też przydzieloną szafkę. Będziesz mieszkać w pokoju numer 223, oto klucz. -podała mi srebrny przedmiot.-To chyba wszystko. A, żeby dojść do pokoju idziesz po schodach na górę, a potem w lewo.
-Dziękuję.-odwróciłam się w stronę drzwi.-Do widzenia.
-Do widzenia.-odparła dyrektorka.
Wyszłam z pokoju i od razu skierowałam się w stronę schodów. Spojrzałam na górę rzeczy.
-Trzeba będzie wnieść na dwa razy.-westchnęłam i zaczęłam taszczenie walizek i sprzętu na górę.
Po kilkunastu minutach stałam naprzeciw drzwi, na których napisany był ich numer. 223. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka. Zastały mnie tam ściany pomalowane na miętowo-szaro, biurko, komoda, szafa, no i łóżko wyglądające na wygodne. Łazienka była raczej przeciętna. Zostawiłam rzeczy w kącie, wzięłam ze sobą siodło, czaprak i ogłowie, książkę, telefon i słuchawki, po czym wyszłam z pokoju. Kierowałam się do stajni. Od razu włożyłam czarne słuchawki do uszu. Muzyka zawsze mnie uspokajała.
Weszłam do stajni, odłożyłam sprzęt do szafki i usiadłam na beli siana. Otworzyłam książkę i… zatonęłam w tekście. Po około godzinie z żalem zamknęłam lekturę i zajrzałam do Hauru. Wałach tarzał się radośnie, uśmiechnęłam się na ten widok, wyglądał uroczo. Odłożyłam książkę do szafki, po czym poszłam na obiad, nie rozstając się ze słuchawkami.
Weszłam na stołówce, tyle ludzi… rozmawiali wesoło, śmiejąc się. Wzięłam sobie zupę pomidorową i usiadłam przy pustym stole. Z zamyślenia wyrwał mnie głos.
-Hey, mogę się dosiąść?-uśmiechnął się blondyn.
Skinęłam lekko głową, a chłopak usiadł naprzeciw mnie. Kiedy zauważyłam, że mi się przygląda, uciekłam pospiesznie wzrokiem.
-Nathaniel jestem, a tobie jak na imię?-chłopak uśmiechnął się promiennie, a ja ściągnęłam szybko słuchawki.
-Nikiyame.-odparłam cicho starając się być uprzejma.
-A więc… jeździsz konno?-zapytał.
-Tak. Mam konia.-powiedziałam niepewnie, zerkając na Nathaniela. Właśnie, Hauru… przydałoby się ściągnąć go z padoku~pomyślałam.
Chłopak pokiwał głową.
-Ja też. Stoi w akademickiej stajni, tak? Długo jeździsz?-zasypał mnie pytaniami, wpatrując się we mnie z zainteresowaniem.
-Tak. Jeżdżę 10 lat.-moja odpowiedź nie należała ani do najpewniejszych, ani do najdłuższych.
-To pewnie jeszcze kiedyś się spotkamy.-na twarzy blondyna znów pojawił się lekki uśmiech.-Ale teraz muszę iść, pa.
W momencie, gdy Nathaniel wstawał od stołu, przebiegł obok niego jakiś chłopak, zahaczając o jego ramię.
-Uważa…-zaczął Nath, ale nie dane było mu skończyć.
Zachwiał się pod wpływem siły, z jaką wbiegł w niego chłopak, a talerz z resztką sałatki owocowej przekręcił się niebezpiecznie, aby po chwili z bezceremonialnym hukiem upaść na podłogę.
Na stołówce ucichły rozmowy, wzrok wszystkich zwrócony był na nasz stolik. Odwróciłam wzrok, nagle interesując się ścianą. Wszystko, tylko nie bycie w centrum uwagi.
Po chwili wszystko wróciło do normy, rozmowy znów rozbrzmiewały w najlepsze. Nathaniel poszedł gdzieś, zaraz potem wrócił ze szczotką, śmietniczką i ręcznikami papierowymi. Spojrzałam na chłopaka. Chyba wypadałoby pomóc…
-Emh… pomóc ci?-wyszeptałam. No brawo, Niki. Miałaś powiedzieć to głośno.
-Co? A, nie. Nie trzeba.-dopiero teraz zauważyłam, jaki był wysoki.
-Ok., to ja… ja już pójdę.-wahałam się chwilę, w końcu wyminęłam chłopaka i pospiesznie oddałam naczynia.
Wyszłam ze stołówki i w towarzystwie muzyki płynącej ze słuchawek, udałam się w kierunku padoków. Szłam powoli, pochłaniając wzrokiem teren Akademii, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Gdy w końcu dotarłam przed stajnię, wzięłam uwiąż i podeszłam do ogrodzenia padoku, na którym stał Hauru. No może „stał” to złe określenie… Koń po prostu szalał. Galopował od barierki do barierki, brykając i zarzucając łbem. Kochane dziecko. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie.




http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/82/20/51/822051e729acfe5c62c3104cfbd25cce.jpg
-Hauru…!-powiedziałam, na co wałach zwolnił i pokłusował do barierki.-No co, podoba ci się tu?
Pogłaskałam konia po pyszczku i przypięłam uwiąż do kantara. Chwilę później prowadziłam go do stajni. Były tam dwa wolne boksy, ten po lewej był chyba jego… wpuściłam go do boksu, poklepałam i wyszłam. Zamykając drzwi wpadłam na wysokiego chłopaka. Rozpoznałam w nim Nathaniela, który prowadził siwego konia.
-To jest boks Mystify.-zauważył, a ja szybko przeczytałam tabliczkę na boksie, do którego przed chwilą wprowadziłam Hauru. Rzeczywiście, zdecydowanie nie było tam jego imienia.
-Przepraszam, już go biorę, myślałam, że… pomyliło mi się…-plątałam się, w końcu po prostu weszłam i wyprowadziłam srokacza, który zaczął jeść siano z beli stojącej obok. Gładziłam nerwowo jego sierść, czekając na reakcję chłopaka.

Nath?
Theme by Bełt