Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

Od Neara CD Leo

Pędem pokonałem odległość dzielącą mnie od pokoju Leo do mojego i z trzaskiem zamknąłem drzwi, osuwając się po nich. Pomimo, że moje serce wydawało się wyskoczyć mi z piersi, to byłem strasznie szczęśliwy. Dawno nie spędziłem dnia z kimś innym, niż z Nathem bez przymusu, a w dodatku jutro ma się to powtórzyć.  
Postanowiłem ochłonąć, biorąc zimny prysznic, co okazało się wspaniałym pomysłem. Chłodny strumień zajął moje myśli i siedziałbym tak jeszcze jakiś czas, gdyby nie to, że zacząłem bezustannie kichać. Zmuszony do ogrzania organizmu, zamknąłem przepływ wody i opatuliłem się białym, puszystym ręcznikiem, jednocześnie siadając na wannie, która znajdowała się tuż obok. Powoli wycierałem kropelki wody ze swojego ciała, aż w końcu ubrałem na siebie czarne bokserki, które wcześniej przygotowałem i odwiesiłem wilgotny ręcznik. Dalej będąc zmarznięty, szybko wymknąłem się z łazienki i wpełzłem pod cieplutką kołdrę.  
Zanim się zorientowałem, już obudził mnie denerwujący dźwięk budzika, który zmusił mnie do ruszenia swoich czterech liter. Nieprzytomny wrzuciłem kilka zeszytów do torby, nie zwracając nawet uwagi na to, do czego są przeznaczone. Ubrania dobrałem nie lepiej, biorąc to, co jest pod rękom.  
Otrzeźwiałem dopiero po umyciu twarzy, zauważając, że nie mam już zbyt wiele czasu. Żwawo ruszyłem w kierunku klasy, w której miałem lekcje. Okazało się, że była zmiana sal, więc teraz będziemy mieć klasę z podwójnymi ławkami. Gdy dotarłem na miejsce, wszystkie krzesła były zajęte, oprócz jednego, obok Leo, które było zajęte przez jego rzeczy. Podszedłem do niego od razu i uśmiechnąłem się na przywitanie. W odpowiedzi dostałem przyjazny uśmiech mojego nowego przyjaciela, który szybkim ruchem zwolnił siedzenie. Usiadłem prawie od razu, wyjmując książki na wierzch. Nagle zbladłem, zauważając, że nie mam praktycznie żadnego podręcznika, który by mi się dzisiaj przydał.
-Emm... Mam pytanie, mogę z tobą używać podręcznika? Całkowicie zapomniałem sprawdzić plan lekcji na dzisiaj - powiedziałem zażenowany, przypominając sobie obraz mojej twarzy z rana.
-Nie ma sprawy - mówiąc to popchał książkę od chemii na środek ławki.
 
Jak się okazało, nie wziąłem żadnego podręcznika, który mógłby mi się dzisiaj przydać, więc musiałem siedzieć blisko Leo, żeby jednak nadrobić nasze wczorajsze zaległości.
Na ostatnich dwóch lekcjach mieliśmy W-F, jednak w szatni ustawiliśmy się z Leo z dala od reszty chłopaków, którzy i tak zajęci byli swoimi typowymi żartami.
-Wiesz, że cały dzień masz koszulkę na lewej stronie? - poczułem oddech Leo na swojej szyi, kiedy powiedział mi to pochylony.
Przeszedł mnie dreszcz, jednak rzuciłem okiem na swoją bluzkę, która faktycznie ukazywała wszystkie szwy. Szybko zrzuciłem z siebie bluzkę, kodując w głowie, żeby później ubrać ją na dobrą stronę.
-Dzięki, że dopiero teraz mi to mówisz, kiedy wszyscy zdążyli pewnie się pośmiać - powiedziałem ubierając na siebie czarną koszulkę do sportów.
-A co byś zrobił, ściągnął ją na forum klasy? - powiedział rozbawiony, zapewne przez moją czerwoną ze wstydu twarz.
Wysiłek fizyczny dobrze mi zrobił, a i Leo nie narzekał, jednak nie zmęczył się tak jak ja. Można było to ocenić na pierwszy rzut oka, widząc nas, spacerujących w kierunku akademika. Ledwo przebierałem nogami, co rusz narzekając na to, że jest gorąco jak w jakimś piekle. Leo miał z tego niezły ubaw i wydawał się kompletnie niewzruszony temperaturą, jednak co mu się dziwić, skoro nie kisił się w długich, ciemnych spodniach, w przeciwieństwie do mnie.
W końcu udało nam się dotrzeć do pokoju Leo, jednak pierwsza rzecz jaką zrobił Leo, to próba wepchania mnie do łazienki.
-Co ty robisz?! - spytałem zapierając się rękami i nogami o framugę.
-Idźże się umyć. Będzie ci chłodniej, a i nie będziesz mi śmierdzieć pod nosem.
-Nie śmierdzę! - prychnąłem nadąsany.
-Ależ śmierdzisz - mówiąc to zmarszczył nos.
Po paru minutach stałem pod prysznicem w łazience Leo, z ulgą tolerując zimne strumienie spływające po moim ciele. Przyniosły mi jeszcze większą ulgę, niż mogłem przypuszczać, jednak szybko wyszedłem, nie chcąc kazać czekać Leo zbyt długo. Ubrany w zbyt duże ubrania, które Leo mi przygotował, usiadłem na łóżku obok niego, gdzie już była uruchomiona gra ze wczoraj. Szybko zgarnąłem swoje włosy, zaczesując do tyłu, żeby kropelki wody nie spływały wszędzie naokoło.
-Tak właściwie, to masz ochotę grać w tę grę? Bo wczoraj właściwie grałem bez opamiętania, nie zważając na to, czy tobie to odpowiada - powiedziałem niepewnie, wiedząc, że wczoraj zachowałem się strasznie dziecinnie.
 
Leo? Sorki, że tak długo, ale byłem na istnym zadupiu. 

wtorek, 11 lipca 2017

Od Leo CD Neara

Wzruszyłem ramionami. Wizja dnia spędzonego w budzie z moim nowym przyjacielem nie brzmiała atrakcyjnie. Tak samo jak wysłuchiwanie plotek na mój temat.
-Pewnie, mogę się zwolnić. Ale co będzie z Tobą?-Zapytałem niepewnie. Near rozejrzał się zdezorientowany. Zaczesał palcami włosy.
-Udam, że się źle czuje...-Powiedział cicho.
Przytaknąłem. Umówiłem się z moim najświeższym kolegą pod akademikiem. W głowie układałem plan co możemy robić. Dzika impreza raczej nie wchodzi w grę, tak samo jak grupowe sprzątanie. Pulsujący ból narastał napierając na moją skroń. Szybkim krokiem wszedłem do pokoju z planem gruntownego wysprzątania tego chlewu. Większość rzeczy wylądowała w szafie albo została szczelnie schowana pod łóżkiem. Cóż, pokój dalej nie wyglądał jak pałac w którym dzieciak się wychował, ale starałem się. Przed frontowym wejściem do akademika stał, dość cierpliwie czekający dzieciak. Głową wskazałem na głąb korytarza, dając mu znak, że zaraz mogą nas przyłapać. Skinął głową, żwawym krokiem podchodząc do mnie. W ręce wcisnął mi paczkę chipsów i ciasteczek. Od niechcenia podziękowałem i poprowadziłem blondyna do swojego pokoju. Był, delikatnie mówiąc, zniesmaczony wyglądem mojego pokoju. Szlag by to, a tak się starałem. Dzieciak usiadł na łóżku, a ja zająłem krzesło stojące przy biurku. Przez kilka minut pokój ogarniała głucha cisza. Słychać było tylko wskazówki zegara przesuwające się po tarczy. Pusto patrzyłem w swoje buty, szukając dobrego zabijaka czasu. Near od czasu do czasu cicho chrząkał albo kaszlał. Gdy zegar zatrzymał się hukiem, doznałem olśnienia. Zróbmy to co każdy nastolatek. W tym wypadku chodziło o gry video.
-Młody, lubisz grać w gry na konsoli?-Zapytałem otwarcie. Chłopiec popatrzył na mnie zdziwiony.
-Nigdy mnie to nie interesowało, ale jeśli nie mamy nic innego do roboty to możemy spróbować.-Rzekł cicho. Wzdychnąłem i usiadłem obok chłopaka. Lekko zląkł się kiedy siadłem obok, lecz jego ekspresja twarzy uległa zmianie gdy posłałem mu serdeczne "Wyluzuj". Podałem blondasowi kontroler, sam uruchamiając grę. Z początku wydawał się niezainteresowany, ale w późniejszą fazę rozgrywki wciągnął się bardziej ode mnie. Chwilami potrafił na mnie krzyknąć bo zrobiłem coś źle. Nie ukrywam, cieszyło mnie to. Gra pochłonęła nas tak bardzo, iż nim się obejrzeliśmy słońce powoli znikało za horyzontem. Oczy dzieciaka powoli zamykały się, jednak nie chciał odstawić gry. Wszelkie próby odebrania mu kontrolera kończyły się soczystą porażką. Był zdesperowany by dokończyć level, więc kiedy był całkowicie pochłonięty grą wymknąłem się cicho, ponieważ nasze zapasy się skończyły. W pobliskim sklepiku wykupiłem ostatnią parę drożdżówek z wiśniami. Gdy wróciłem, rzuciłem w Neara słodką bułeczką.
-Żartujesz sobie?!-Krzyknął łapiąc jedzenie. -Już tak późno?!
Wzruszyłem ramionami. Blondas pędem wstał by zaraz stanąć tuż przede mną.
-Dokończymy jutro?-Zapytał. Pokiwałem głową. Widząc moją odpowiedź pędem wybiegł z mojego pokoju zostawiając mnie samego. Usiadłem na podłodze. Jutro...jedno słowo a wywoływało we mnie tyle dziwnych uczuć.

(Near?? Przepraszam, że tak długo mi to zajęło ;-;

środa, 5 lipca 2017

Od Neara CD Leo

-Near, zostańmy przyjaciółmi- powiedział Leo wyciągając rękę w moją stronę i patrząc mi w oczy.
Zmarszczyłem brwi na chwilę zdzwiony jego słowami. W sumie nigdy nie znalazłem się w podobnej sytuacji, a jedyną bliską osobą był mi Nath. Widząc, że patrzy mi w oczy poczułem się dość nieswojo, więc odwróciłem lekko wzrok, jednak gdy, jak mi się wydawało dostrzegłem samotność w jego oczach i dotarło to do mnie, to ponownie na niego spojrzałem. Zdecydowanie lepiej będzie mieć w tej osobie przyjaciela niż wroga, chociaż kto wie, jak to wyjdzie. Nie sądziłem, żebym był dobrym materiałem na przyjaciela.
-W porządku… Tak sądzę. – Powiedziałem podając mu dłoń. Wbrew pozorom dość szybko się zgodziłem, tyle że w mojej głowie powstaje tysiąc myśli na minutę.
Już chciałem o coś zapytać, aczkolwiek skapnąłem się, że nie mam pojęcia jak to ubrać w słowa, więc sobie odpuściłem.
-W takim razie, czym się interesujesz? -Spytałem, uważając, że dobrze by było znaleźć jakieś wspólne zainteresowania.
Chłopak westchnął, jakby był zmuszony właśnie do jakiejś tortury, jednak odpowiedział mi.
-Fizykę i chemię, ale to cię raczej nie zadowoli. -Idealnie odgadł mój wyraz twarzy. - Poza tym…- zamyślił się na chwilę, jakby zastanawiał się ile może powiedzieć. – Lubię pająki oraz zgniatanie mrówek. Uwielbiam swoją gitarę, co za tym idzie muzykę.
Wzdrygnąłem się na wzmiankę o tych dziadostwach. Nienawidziłem owadów i pajęczaków, jednak to, że interesuje się muzyką mnie zaintrygowało.
-Faktycznie! Mogłem się domyślić. – Powiedziałem uderzając się w czoło. Przecież nie raz widziałem go z gitarą. – Musisz mi kiedyś pokazać, jak grasz.
Leo przytaknął tylko i spojrzał na mnie ciekawie.
-A jak z tobą? – Powiedział przeszywając mnie wzrokiem.
-Hm… Coś tam gram na fortepianie, ale raczej wolę inne zajęcia. Najczęściej chyba jeżdżę konno.
Leo najwyraźniej przypomniał sobie nasze pierwsze spotkanie przy stajni, bo na jego twarzy pojawiło się skwaszenie, a chwilę później prychnął rozbawiony. Sam się zaśmiałem, po czym przeciągnąłem się, dalej czując ból w ramionach.
-Pytanko, chce Ci się iść na pozostałe lekcje? Myślę, że ty możesz się zawsze usprawiedliwić bólem głowy albo złym samopoczuciem.

Leeo? :3 Wybacz, że tak krótko

niedziela, 2 lipca 2017

Od Leo CD Neara

Obudziłem się w nieznanym mi pokoju. Był wyblakły, koszmarnie wyblakły. Podpierając się na rękach podciągnąłem się do góry, aby być w pozycji siedzącej. Czułem narastający ból w czaszce, więc odruchowo oparłem głowę o ścianę za mną. Wbiłem wzrok w okno. Zasłony pchane przez wiatr wyglądały jakby tańczyły w jego rytmie. Za oknem słońce powoli zanika za horyzontem pozostawiając niebo w kolorze pomarańczy. Obserwowałem ten urzekający widok przez dłuższą chwilę. Z transu wyrwał mnie delikatny jęk niezadowolenia obok mnie. Obróciłem głowę, szukając źródła dźwięku. Przy moim łóżku z głową położoną między rękami leżała postać. Był to Near. Wpatrywałem się w chłopaka, spokojnie śpiącego, rozwodząc się nad tym czemu on jest tutaj, jak ja się tutaj znalazłem. Blondyn podniósł głowę i natychmiastowo spojrzał na mnie. Pierwszym jego pytaniem było czy długo już nie śpię. Następnie chicho wspomniał, że miał panować nad sytuacją.
-Nie szkodzi, powinieneś wrócić do pokoju. Wyglądasz jakbyś był wyczerpany.-Powiedziałem łagodniejszym tonem niż zwykle. Dzieciak w odpowiedzi pokręcił głową przecząco. Przez chwilę patrzy na moją głowę.
-Dobrze się czujesz?-Pyta.
Przytakuję. Chłopak wstaje z podłogi informując mnie, że pójdzie ''zapolować na jedzenie''. Raz jeszcze wracam do obrazu za oknem. Słońce prawie całkowicie schowało się za horyzontem. Działało na mnie kojąco, bardzo kojąco. Słyszę skrzeczenie drzwi, co prawdopodobnie oznacza, iż Near wrócił. Odwróciłem wzrok od okna aby sprawdzić czy miałem rację. Jednakże, obok mnie stała brunetka w białym stroju. Usiadła na krześle.
-Jak się czujesz?-Zapytała słodko.
Odwróciłem wzrok w stronę okna i wymamrotałem zwykłe "dobrze". Dziewczyna zadała jeszcze kilka pytań na które odpowiadałem smętnym "tak" lub "nie". Słońce całkowicie zaszło, a na nocnym niebie było coraz więcej białych kropek. Ułożyłem się wygodnie na łóżku w gabinecie pielęgniarskim. Zamknąłem oczy, udawałem, że śpię ponieważ ktoś dreptał po gabinecie. Byłem pewien, iż pielęgniarka wróciła mnie terroryzować pytaniami. Leżałem bez ruchu, usłyszałem cichy wydech. W jednej chwili ktoś niedbale przykrył mnie kołdrą. Nie odwróciłem się sprawdzić kto to, poprawiłem tylko kołdrę i zapadłem w głęboki sen. Rano przeprowadziłem rozmowę z pielęgniarką i dyrektorką. Nieszczerze przeprosiłem kilka razy i zostałem wysłany do pokoju. Przebrałem się w pierwszą koszulkę z brzegu, była w kotki. Wyglądałem w niej okropnie męsko. Jeansy, trampki i czarno-biała koszulka w kotki. Idealnie. Pod moim prawym okiem widniał ciemno fioletowy okrąg. Kotki mają złagodzić mój wygląd łobuza. Szybkim krokiem wyszedłem z pomieszczenia i w pół biegu zmierzałem do klasy. Usiadłem w swojej ławce. Nie zwracałem uwagi na uczniów spoglądających na mnie jak na wariata który uciekł z psychiatryka. Wróciłem więc do okna. Gdy nauczycielka weszła do klasy uderzając swoimi szpilkami o podłogę zrobiło mi się niedobrze. Spojrzałem w leżącą przed sobą kartkę. Blondynka na środku sali wyglądała dziwnie spokojnie. Mówiła wiele rzeczy, ale ja zwyczajnie jej nie słyszałem. Obserwowałem tylko jak wykonywała gesty, jak rozglądała się po sali. Gdy prawie cała sala odwróciła się i zastygła wzrokiem na mnie, zrozumiałem jaki był temat rozmowy. Nie odwróciłem się, pozwoliłem im oceniać mnie, wyrabiać swoje zdanie. Nauczycielka odwróciła się w stronę tablicy, a większość klasy, tak jak małpki powtórzyły jej ruch. Wszyscy byli teraz skupieni. Nienawidzę ich. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść. Pora obiadowa stała się moim zbawieniem. Wybiegłem z klasy jako jeden z pierwszych uczniów. Nie chciałem jeść, nie chciałem pić. Chciałem samotności. Na dziedzińcu nie było prawie nikogo, więc znalezienie miejsca daleko od nich wszystkich było łatwe. Usiadłem na brukowym murku i wpatrywałem się w błękitne niebo. Było bezchmurnie i ciepło. Nienawidzę ciepła.
-Więc, o co Ci teraz chodzi?-Spytał znajomy głos. Opuściłem wzrok. Near stał przede mną skąpany w słonecznym blasku. Jego blond włosy w blasku słońca przybrały dziwny, złoty kolor.
-Nienawidzę ich.-Powiedziałem szczerze. Chłopak przytaknął tylko głową. Nagle odczułem samotność, nigdy nie miałem żadnego przyjaciela, poza siostrą. Ściskało mnie od tego serce. W jednej chwili uniosłem się z murku i w tym momencie stałem przed dzieciakiem. Instynktownie się odsunął.
-Near, zostańmy przyjaciółmi.-Wyciągnąłem rękę w stronę chłopaka. Rzadko nawiązuje kontakt wzrokowy, lecz teraz patrzę prosto w szkarłatne oczy Neara, szukając w nich jakiejś reakcji.

(Near??)

sobota, 1 lipca 2017

Od Neara CD Leo

Po tym jak zobaczyłem tą akcję z prymitywnymi szczeniakami z marginesu społeczeństwa, które przyprawiły mnie o mdłości, chciałem podejść do Leo. Właściwie, nawet nie wiem czemu nie zareagowałem wcześniej, ale widok chłopaka dziwnie mnie hipnotyzował. Chwilę później jakiś starszy chłopak odciągnął go od pobitego gówniarza, a ja ruszyłem w ich stronę. W ostatnim momencie zobaczyłem, jak jeden z tych śmieci wymierza cios mojemu rówieśnikowi, przez co pękło coś we mnie. Doskoczyłem do niego, chwytając go za kołnierz i wymierzając mu szybki i silny cios w skroń. Ciało głucho huknęło o ziemię, a ofiara pozostała nieprzytomna. Zostanie tak jeszcze przez dobre dwadzieścia minut. Na szczęście, nikt się tym nie zainteresował, bo tłum rozproszył się na widok nauczyciela. Nie zwróciłem na mężczyznę uwagi, tylko kucnąłem przy nieprzytomnym koledze. Z głowy chłopaka sączyła się krew, ale nie wyglądało na to, żeby miał poważniejsze obrażenia. Nauczyciel wezwał karetkę po poturbowanego przez Leo chłopaka, a później podszedł do mnie, prosząc o pomoc w przeniesieniu go do pielęgniarki. Oczywiście zgodziłem się, ale byłem w stanie podobnym do jakiegoś chorego transu. Wszystko, co słyszałem wydawało się przytłumione, a w głowie mi szumiało. W końcu stwierdziłem, że to wpływ adrenaliny i złości, a nie miałem ochoty teraz o tym rozmyślać.
W gabinecie już czekała pielęgniarka, najwyraźniej poinformowana o zaistniałej sytuacji przez nauczyciela. Obserwowałem z boku poczynania brązowowłosej kobiety. Najpierw zajęła się oczyszczeniem i odkażeniem ledwo widocznej rany, przez gęste włosy chłopaka, a następnie owinęła jego głowę gazą.
-Zostaniesz z nim? Zwolnię cię z lekcji złotko, tylko podaj wasze nazwiska. – Powiedziała melodyjnym głosem.
-Near Niisto i Leo… -Zamyśliłem się na chwilę, podczas gdy kobieta notowała. –Koizumi, klasa IIB.
Pielęgniarka sprawdziła jeszcze raz opatrunek, po czym wyszła. W sumie powiedziałem Leo, że byłem u pielęgniarki, ale to brat zajął się mną, więc nie było większej różnicy.
Siadłem na łóżku obok łóżka Leo i obserwowałem go, całkowicie wyprany z emocji. Ten chłopak miał w sobie coś, przez co nie mogłem silić się na sarkazm. Zarazem byłem sfrustrowany tym, bo była to moja, swego rodzaju bariera, jednak dobrze było czasem się od niej uwolnić. Na tych rozmyślaniach się skończyło, ponieważ przez spadek adrenaliny, szybko zapadłem w niespokojny sen.
Obudziłem się po paru godzinach i spojrzałem przed siebie, napotykając się na nieodgadniony wyraz twarzy Leo. Podskoczyłem jak oparzony, niezręcznie drapiąc się po głowie.
-Oo… Długo już nie śpisz? – Spytałem zawstydzony tym, że miałem go pilnować, a uciąłem sobie drzemkę.
-Jakiś czas. – Powiedział… miłym tonem? Może nie miłym, ale nie czuć w nim było żadnego negatywnego brzmienia.
-Oh… Wybacz… Miałem kontrolować czy nic się nie dzieje, a ja…- Nie dokończyłem, obwiniając się coraz bardziej.
Leoś, działamy coś, czy wciąż mnie nie lubi?;-;

piątek, 30 czerwca 2017

Od Leo CD Neara

Dzieciak skrzywił się z bólu. Na jego twarzy gościł grymas niezadowolenia połączony z cierpieniem.
-Wiesz, od dziesiątej wieczorem zaczyna się godzina dupka, więc postanowiłem terroryzować Ciebie pierwszego.- Wypowiadałem to zdanie kiedy Near wstawał z trawy. Obiema rękami wykonywał masaż bolącej kończyny.
-Słuchaj, dzisiaj serio nie mam ochoty znosić Twojego towarzystwa.- Rzekł poirytowany. Wywróciłem oczami.
-Za to Twoja noga potrzebuje towarzystwa naszej pielęgniarki.
Blondyn parsknął sarkastycznym śmiechem.
-I co jej powiem?-Zapytał.- Że zachciało mi się zabić? A może, że jakiś dupek wyrzucił mnie z okna?
Nie powiem, dzieciak mocno mnie zgasił. W odpowiedzi odwróciłem tylko wzrok.
-Tak też myślałem.-Powiedział, zmierzając w stronę budynku. Nie powiem, zabawnie było patrzeć jak skacze na jednej nodze. Jako iż dwór skąpany był w ciemności, nie widziałem całości tej komedii. Zostałem z tyłu. Odczekałem kilka sekund po tym jak dzieciak przekroczył próg akademika, a potem sam wkroczyłem do budynku. Odwróciłem się na dość głośne przekleństwo.
-Ch*lera.- Near uderzył w drewnianą oprawę drzwi. Był sfrustrowany. Wyciągnął z kieszeni drogo wyglądający telefon, który swoją drogą prawdopodobnie cudem przeżył upadek i wybrał do kogoś numer. --Hej Nat.- Rzekł do telefonu.- Zgubiłem klucze, mogę wpaść do Ciebie?-Zapytał bardzo łagodnym głosem.
Zajęło mi krótką chwilę zorientowanie się, że nie powinienem podsłuchiwać rozmów, więc odszedłem.
Jasne światło księżyca delikatnie rozświetlało moje łóżko, na którym leżało absolutnie wszystko. Szybkim ruchem ręki zrzuciłem rzeczy z mojego miejsca wypoczynku. Położyłem się na łóżku i zapadłem w błogi sen. Ze stanu śpiączki wyrwał mnie mój ulubiony budzik. Jęcząc podniosłem się z mojego osobistego raju, czyli łóżka. Szybko przebrałem się, zarzuciłem plecak na barki i wyszedłem z pokoju. Nie miałem ochoty na stołówkowe żarcie, więc zahaczyłem o miejscowy sklepik po drożdżówki. Sprzedawczyni wyglądała jakby nie spała od pięćdziesięciu lat. No i była okropnie nietowarzyska. Cóż, polubiłem ją. Do klasy przyszedłem na czas, usiadłem na swoim miejscu i wpatrywałem się w pustą ławkę dzieciaka. No ładnie.
Nauczycielka o czymś gadała, ale w sumie nie zwróciłem uwagi o czym. Moje myśli biegły w stronę nowych utworów na gitarę. Niespodziewanie kartka leżąca przede mną zmieniła się przy pomocy linijki i ołówka w dokładną pięciolinię. W głowie odgrywałem akordy i na brudno zapisywałem nuty które, miałem taką nadzieje, będą brzmieć ładnie. Niespodziewanie z mojego transu wyrywa mnie mała, zgnieciona karteczka odbijająca się od mojej głowy. Palcami odwinąłem mały skrawek papieru, ale był pusty. Podniosłem wzrok. Nawet nie zauważyłem kiedy do klasy wszedł dzieciak. Zacząłem kopać jego krzesło.
-Czego chcesz?-Zapytał poirytowany.
-Twoja noga doczekała się towarzystwa pielęgniarki?-Zapytałem zimnym głosem.
-Tak, ale nie uczyli Cię, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie?
Spojrzałem na blondyna.
-Nie wiem, a Ciebie?
Przewrócił tylko oczami i wrócił do notowania słów nauczycielki. Pierwszy raz rozejrzałem się po klasie i spostrzegłem, że jest całkiem spora. Odchyliłem się na krześle pozwalając by ono delikatnie oderwało się od ziemi. Skupiłem wzrok na obrazie za oknem. Jakieś dzieciaki wyrwały się z lekcji i poszli na randkę. Znaczy tak to wyglądało. Prawie spadłem z krzesła gdy nauczycielka położyła stertę ciężkich książek na mojej ławce.
-Leo, zechcesz nam powiedzieć o czym była ta lekcja?-Zapytała wyraźnie wkurzonym głosem. Szukałem wzrokiem pomocy ze strony moich ''kolegów'' z klasy. Wszyscy się tylko gapili. Moim zbawieniem okazał się jednak dzwonek obwieszczający tak zwany ''lunch time''. Nauczycielka piorunowała mnie wzrokiem kiedy wstałem z ławki i wyszedłem z klasy. Wziąłem głęboki wdech.Na chwilę wróciłem do pokoju aby zabrać moją gitarę i mój notes. Ustawiłem alarm tak aby powiadomił mnie o zbliżającym się końcu przerwy. Usiadłem pod drzewem na dziedzińcu i zacząłem powoli komponować piosenkę. Nie zauważyłem kiedy banda dzieciaków których tutaj nigdy nie widziałem stanęła obok mnie.
-Kolejny palant z Green Heels.-Powiedział ze śmiechem. Zignorowałem go.
-Co tutaj masz?-Zapytał wyrywają mi z rąk moje nuty. Popatrzyłem na niego wrogo.
-Nie twój interes, młocie.-Odparłem chłodno.
Cała trójka parsknęła śmiechem. Palant który wyrwał moje dzieło, podarł je na moich oczach. Krew się we mnie zagotowała. Wymierzyłem chłopakowi pierwszy cios w twarz. Złapał się za nos przeklinając. Nie poprzestałem na jednym ciosie i tym razem uderzyłem chłopaka w brzuch. Powoli padł na ziemie. Usiadłem na brzuchu chłopaka i wymierzałem mu kolejne ciosy w twarz. Czułem w ciele znajomą adrenalinę. Była jak narkotyk. Wokół sceny walki zebrał się spory tłum. Trochę mnie to rozproszyło i już miałem zostawić leżącego na chodniku, kiedy nagle poczułem jak coś uderza mnie prosto w oko. Ból przebiegł przez moją twarz. Będzie śliwa. Mocna. Już miałem wymierzyć kolejny cios, jednak ktoś zdążył mnie odciągnąć. Nie obchodziło mnie kto to był. Nie spojrzałem na twarz osoby która mnie oddaliła od tego dupka. Rozejrzałem się tylko po tłumie. Spostrzegłem stojącego w nim Neara. Na jego twarzy nie malował się strach, bardziej obrzydzenie i dziwnego rodzaju...podziw? Osoba trzymająca mnie odeszła, czyli nie był to nauczyciel. Usłyszałem za sobą kroki, a w następnej sekundzie coś uderzyło mnie w głowę. Przez ułamek sekundy słyszałem czyjś krzyk, potem ból w policzku. Następnie nic, tylko czerń.


(Near?Chyba nie jest zbyt nudno, co?XD)

sobota, 24 czerwca 2017

OD Neara CD Leo

Szybkim krokiem przemierzałem korytarz, próbując powstrzymać kłębiące się we mnie emocje. Ruszyłem biegiem, żeby nie pozwolić się zobaczyć komukolwiek w takim stanie. W biegu jeszcze raz spojrzałem na wiadomość, którą otrzymałem. Złość rozsadzała mnie od środka, zacisnąłem szczękę, o dziwo nie krusząc przy tym zębów i będąc już na dachu budynku, po raz kolejny spojrzałem na ekran smartfona.
-O niee… Nie tym razem. – Powiedziałem sam do siebie drżącym głosem. – Kochana rodzinko, nie wpakujecie mnie kolejny raz w żaden związek z tymi pustymi laleczkami, kochanymi córeczkami swoich bogatych ojców.
Usiadłem na środku dachu, oddychając miarowo. Co jak co… Ale mojemu ojcu się nie odmawiało, aż do teraz. Zagroził mi wysłaniem do innej szkoły, ale co mu to da. Czytałem właśnie kolejnego SMS’a z szantażem od mojego ojca, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego dalej nie wyłączyłem tego przeklętego telefonu.
Nawet nie zwróciłem uwagi, że usnąłem, do momentu gdy nie ujrzałem ciemnego nieba pokrytego gwiazdami. Przetarłem je, żeby zyskać pewność, co do tego, co przed sobą ujrzałem, a będąc już świadomym tego, gdzie się znajduję, poszedłem do drzwi, którymi miałem się dostać do wnętrza szkoły. Naciskając klamkę, spotkało mnie wielkie rozczarowanie… Drzwi były zamknięte od wewnątrz, a nie było żadnej innej bezpiecznej drogi na dół.
-Chol*ra jasna! – Krzyknąłem sfrustrowany.
Po niebie dało się zobaczyć, że było już koło północy, a także nie było ani jednego ucznia, ani nikogo z personelu w pobliżu budynku szkoły. Super, pierwszy tydzień szkoły, a już mi się takie dziadostwa przytrafiają.
Niechętnie wyjrzałem za barierkę, stwierdzając, że jest raczej wysoko, ale dało się zejść po parapetach. Niechętnie przeszedłem na drugą stronę barierek, kucając i łapiąc się krawędzi dachu. Powoli się zawiesiłem na dłoniach, patrząc w dół w poszukiwaniu wystającej przestrzeni. Tuż pode mną był parapet, na który zeskoczyłem, szybko wtulając się w ścianę. Po raz kolejny się rozglądnąłem za powierzchnią, która znajdowałaby się niżej, aż dostrzegłem parę wystających cegieł poniżej. Lekko poddenerwowany skoczyłem w tamtym kierunku, w porę chwytając się ‘uchwytów’. Moje ramiona dały mi znać, że zaraz skażą mnie na śmierć, jeśli ich nie odciążę, więc spanikowany zacząłem szukać cegiełek, które wcześniej widziałem. W ostatniej chwili moje palce natknęły się na nie, przez co wciąż byłem stabilny, jeśli tak można nazwać sytuację, w której się znalazłem. Jeszcze piętro i będę mógł zwyczajnie zeskoczyć… Nie było z tym problemu, bo szybko namierzyłem parapet, który był na mojej wysokości, jakiś metr w bok, a pod nim idealnie się składało, że był kolejny. Skoczyłem szybko, łapiąc się krawędzi parapetu i prawie natychmiast zeskakując na niższy. Teraz zwiesiłem się tylko z parapetu i powoli puściłem, lecąc w dół. Nie udało mi się zachować równowagi, przy zetknięciu z ziemią, ale i tak nie było źle.
-No, no, no, niezły pokaz. – Rozległ się za mną znajomy mi głos, w akompaniamencie pojedynczych klaśnięć. – A już myślałem, że chcesz popełniać samobójstwo.
Odwróciłem się gwałtownie, zauważając blondyna.
-Co ty tutaj robisz? – spytałem z lekkim napięciem w głosie. – Jest już po ciszy nocnej, nie powinno cię tu być… - Dopowiedziałem niemrawo, dopiero teraz odczuwając rwący ból w ramionach oraz nodze, na którą chyba upadłem.

Leo? Mam nadzieję, że nie jest zbyt nudno ;__;

środa, 21 czerwca 2017

Od Leo CD Neara

Późnym popołudniem, moja wspaniała wychowawczyni przekazała mi cudowne wieści. Mianowicie, razem z dzieciakiem miałem robić coś na godzinie wychowawczej. Kiedy delikatny kobiecy głos przekazał mi wieści, przez dobrych trzydzieści minut siedziałem na łóżku obmyślając plan jak uciec z lekcji. Oczywiście, żaden plan nie wydawał się atrakcyjny, więc moim ostatecznym postanowieniem było dać sobie za wygraną i spróbować współpracować z dzieciakiem. Ten plan wcale mi się nie uśmiechał, zwłaszcza po tym jak otwarcie zapytał o moje knykcie. W pewnym momencie chciałem złożyć podanie o przeniesienie, ale uznałem to za najbardziej dziecinny pomysł na jaki wpadłem. Więc tak, postanowiłem męczyć się z dzieciakiem.
Następnego ranka rutynowo wszedłem do stołówki. Oczywiście, poza kilkoma uczennicami rano nakładającymi make-up przy stolikach i kilku chłopców siedzących przy stoliku, omawiających strategię na mecz, nie było nikogo. Wsunąłem dłonie do czarnych jeansów w poszukiwaniu telefonu. Szlag by to- oczywiście, zostawiłem mojego najlepszego przyjaciela w pokoju. Przeklinając pod nosem wziąłem kanapkę do ręki. Wypełniona była jakąś mazią- która chyba miała być majonezem i sałatą. Na pięć porcji rano bym nie liczył. Odwróciłem się w poszukiwaniu wolnego stolika. Było ich sporo, ale przy jednym siedział mój ''współpracownik'', więc obróciłem się na pięcie i dosiadłem do bachora.
-Więc, masz jakiś plan na temat?-Zapytałem delikatniejszym tonem. Którym próbowałem go udobruchać. Ponieważ nie miałem zamiaru z nim walczyć. Nie teraz.
Przez chwilę prześwietlał mnie wzrokiem, jakbym nie był tym samym dupkiem który rozwalał ścianę bo był wkurzony, że nie może zmienić ławki. W rzeczywistości, nie zmieniłem się, ale nie chciałem zwalić tego zdania.
-Ziemia do dzieciaka.-Pomachałem mu dłonią przed twarzą.-Żyjesz?-Zapytałem.
Chłopak pokręcił kilkakrotnie głową wskazując na przeczenie.
-Homoseksualizm, nikt o tym nie pisze.-Rzekł stanowczo.-Leo, czy ty nie chcesz mnie przypadkiem zabić?
Popatrzyłem na niego kamienną twarzą.
Popatrzyłem na niego kamienną twarzą.
-Chciałem.- Rzekłem chłodno.-Ale sam sobie nie poradzę
-Więc, chyba musimy iść do biblioteki żeby czegoś się o tym dowiedzieć.- Spojrzał na mnie pytająco- Chyba, że wiesz coś z własnych doświadczeń.
Spojrzałem na niego chłodnym spojrzeniem i rzuciłem resztką bardzo zdrowej kanapki. Nie żebym był przeciwny takim związkom.
Podniosłem swoje leniwe cztery litery i poszedłem w stronę biblioteki. Dzieciak szedł za mną jakby bał się, że go zjem. Czasem żałuje, że nie jestem kanibalem.
Biblioteka jest stara, znaczy na taką wygląda. Mnóstwo starych rzeczy. Szukanie tutaj jednej nie wiedząc nawet czy istnieje to istny koszmar. Spodziewałem się, że okładka będzie tęczowa. Jednak zawiodłem się. Była brązowa.
-Mamy całe rano żeby to skończyć.-Prychnął dzieciak.
Także tak, całe rano studiowaliśmy i robiliśmy notatki. Wszystko tak jak normalni kumple. Tyle że nie byliśmy kumplami. Rzuciłem w blondasa kulką zrobioną z papieru przeznaczonego do notatek. Rzucił mi tylko ostrzegawcze spojrzenie.
Po obfitym studiowaniu o homoseksualistach zaprezentowaliśmy się klasie. Większość była zniesmaczona tym jak inni traktują osoby inne od nich, inni zaś mieli swój wrogi uśmieszek na twarzach. Tak, wszystko zapowiadało się fantastycznie.
Na domiar złego, lunch zjadłem razem z moją siostrą. Większość dupków ze szkoły nie wiedziała, że mam siostrę, więc myśleli, że to moja dziewczyna. Szczerze to nie miałem zamiaru się im tłumaczyć.
Pod koniec przerwy na lunch wróciłem do klasy, był w niej tylko dzieciak zajęty czymś pod ławką. Nie zwróciłem na to uwagi, nie obchodziło mnie to.
Nie obchodziło do czasu aż chłopak nie zesztywniał. Popatrzyłem na niego.
-Dzieciaku, wszystko dobrze?-Zapytałem.
Nie odwrócił się. Wstał tylko i rzucił chłodno.
-Co Cię to obchodzi?- Po czym wyszedł z klasy.
Czułem się dziwnie, wyszedł a potem nie wrócił. Podła część mnie wiwatowała ''TAK, W KOŃCU NIE MA BACHORA'', ale ta druga, której się w sumie nie spodziewałem zaczęła się martwić. Naturalnie, szybko odstawiłem ''martwienie'' się na bok i wróciłem do swoich spraw.

(Near?)

wtorek, 20 czerwca 2017

Od Neara CD Leo

Oparłem dłonie na kolanach łapiąc oddech. Biegłem przez cały akademik, aż tutaj, do Parku Green Heels za Setem, któremu nagle zachciało się uciekania. W końcu się zatrzymał tuż przy białej altance, a ja odzyskałem oddech po dobrych kilku sekundach.
-No i co to miało być? -Spytałem czworonoga z wyrzutem. W odpowiedzi dostałem radosne szczeknięcie i pokaz kręcenia się za własnym ogonem. Parsknąłem rozbawiony i pogłaskałem głuptasa, który w podziękowaniu wylizał mi całą rękę.
Rozejrzałem się po okolicy, szybko wycofując się do cienia, który dawała altanka. W końcu mój wzrok napotkał kogoś siedzącego pod drzewem, które rosło tuż przy altanie. Wychylony, przyglądnąłem się postaci, która parzyła w moją stronę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Rozpoznałem go w mgnieniu oka. Właściwie… Po tym jak wrócił z łazienki z obitymi pięściami chciałem się spytać, co się stało, co było całkiem nie w moim stylu, ale i tak nie dane mi było dojść do głosu.
Wskoczyłem na murkową barierkę altanki siadając tak, że miałem idealną perspektywę na Leo, który wydawał się być bardzo niezadowolony z mojej obecności. Przybrałem obojętny wyraz twarzy, ale miałem ochotę zamienić z nim kilka słów.
-Grasz na gitarze? -Spytałem spokojnie, zauważając, że Leo zaczął się pakować. Nie dostając żadnej odpowiedzi zadałem kolejne pytanie. – Co sobie zrobiłeś z knykciami?
Słysząc to, chłopak zesztywniał na moment, ale już po chwili wrócił do chowania rzeczy. W końcu wstał i poszedł w przeciwnym kierunku. Zeskoczyłem z murka i pobiegłem w jego stronę, łapiąc go za ramię. Błyskawicznie odwrócił się chwytając mocno moją rękę.
-Nie dotykaj mnie. – Prawie wysyczał te dwa słowa, a w jego oczach działa się istna burza emocji. Wydawało mi się, że jest to mieszanka, wściekłości, bezradności i… strachu?
Cofnąłem się niepewnie o krok, potem dwa, a robiąc kolejny potknąłem się o Seta, który najwyraźniej pobiegł za mną, przez co wylądowałem na czterech literach.
Leo korzystając z okazji, ruszył szybkim krokiem w nieznanym mi kierunku. Położyłem się na ziemi zrezygnowany i gdyby nie Set, który skomlał i lizał mnie po twarzy, to bym tak został na dłuższy czas.
~~~
Późnym popołudniem, kiedy nie miałem już nic do roboty, mój telefon postanowił wyrwać mnie z otępienia głośnymi dźwiękami piosenki ‘White Rabbit’. Niechętnie podniosłem smartfona, z którego doszedł mnie głos mojej wychowawczyni. Nie owijając w bawełnę, powiedziała, że nasza klasa jest podzielona na grupy, które mają wykonać jakiś temat na godzinie wychowawczej, a że ja i Leo nie jesteśmy w żadnej, to dobrze by było, gdybyśmy razem coś przygotowali. Niepewnie starałem się odciągnąć ją od tego pomysłu, ale była niezłomna i szybko rozłączyła się, mówiąc mi, że z miejsca powiadomi o tym Leo. Wyczerpany tą dyskusją, jak i całym dniem, rzuciłem się na łóżko, nie czekając długo na sen.
~~~
Obudziłem się dopiero, kiedy alarm telefonu rozbrzmiał irytującymi dźwiękami. Jasne stało się, że przegapiłem kolację, a mój żołądek dobitnie mi to uświadomił, wydając dziwne, burczące dźwięki. Zebrałem się szybko, robiąc wszystkie poranne czynności i poszedłem do jadalni. Tak jak myślałem, o tej porze nie zastałem tu nikogo, oprócz kucharek, które raz na jakiś czas dało się usłyszeć z drugiego końca jadalni. Wziąłem kanapkę z tacy, która była już przygotowana, na przybycie uczniów. Po paru kęsach byłem już najedzony, ale obiecałem sobie, że zjem ją całą. Trochę tego pożałowałem, gdy zauważyłem chłopaka, który nieśpiesznie wszedł do jadalni, rozglądając się za jedzeniem.
(Leo?)

Od Leo CD Neara

Dzieciak wyglądał jakby miał mnie atakować, ale niewidzialna siła go powstrzymywała. W jego szkarłatnych oczach znalazłem błysk niepewności. Podniosłem się z krzesła, które niosło szurając o podłogę brzmiało jakby ją raniło.
-I tak skończyłem już posiłek, dzieciaku.- Po tych słowach wyszedłem ze stołówki.
Obróciłem się na sekundę aby sprawdzić co robił chłopak, z tego co się dowiedziałem nazywa się Near. Jego blond czupryna była lekko spuszczona w dół a oczy wpatrywały się w drewniany stolik. Odwróciłem się gdy blond włosy zaczęły odsłaniać w pełni jego twarz a źrenice biegły w moją stronę. Tego było już za dużo. Od dzisiaj ustawiam sobie rutynę tak aby omijać rozpieszczonego bachora szerokim łukiem. Gdy wkroczyłem do swojego syfiastego królestwa, niemalże natychmiastowo wyłożyłem na biurku mój notatnik(który miał służyć mi do notowania lekcji) i sporządziłem listę sposobów ''JAK UNIKAĆ BACHORA''. Nie wyszło tego za wiele. Na środku klasy wymamrotał, że lubi jazdę konną, co oznaczało, że zapewne jest w klubie jeździeckim. Omijać stajnie- To był punkt numer jeden. Nie wymamrotał nic więcej, więc moim punktem numer dwa było zmienienie siedziska.
Co jak się okazało na drugi dzień było niemożliwe bo nasza wychowawczyni ''woli nas trzymać w jednym miejscu.''. W środku, gotowałem się ze złości, ale przecież nie uderzę nauczycielki. Zamiast tego skierowałem wzrok na złotowłosą nauczycielkę i pytam, w miarę grzecznie, zapytałem czy mogę skorzystać z ubikacji. Oczywiście kobieta była miła, nie miała nic przeciwko, zresztą, miałem całe 5 minut na załatwienie interesów. Naturalnie, nie załatwiałem spraw fizycznych. Właściwie to wymierzałem ciosy ścianie pokrytej płytkami aby ulotnić swój gniew. Dlaczego byłem taki zły? Otóż, nie miałem problemu z ignorowaniem całej rasy ludzkiej, ale miałem wielki problem z ignorowaniem tego chłoptasia. Głównie pytanie to ''czemu''? Uderzam ścianę jak największego wroga, czując w knykciach znajome ukucie bólu. Obijanie twarzy kapucynom(dupkom) jest znacznie zabawniejsze.
Gdy mój gniew prawie całkowicie się ulotnił, postanowiłem zawrócić i pędzić do klasy. Przechodzę obok blondyna, który wygląda jakby chciał coś powiedzieć kompletnie go ignorując. Siadając w ławce robię to samo co wczoraj. Podziwiam świat za oknem. Ptaki lecące po wyjątkowo czystym niebie. Wiatr delikatnie łaskoczący liście na drzewach. Natura potrafi być piękna.
Przez te parę godzin robienia notatek, patrzenia w okno odezwał się brak energii. Chciałem już wrócić do łóżka a przede mną były jeszcze zajęcia klubowe i relaks z gitarą. Cudownie.
Cóż, zajęcia klubowe były naprawdę ciekawe. Nie mogę powiedzieć, że się znudziłem bo tak nie było. Cóż, jako miejsce relaksu z gitarą wybrałem Park Green Heels. Był idealny. Zegar wbił 18:00, o tej porze roku niebo o tej godzinie było jasne, a ptaki śpiewały rześko swoje piosenki. Rozłożyłem swoją czarną bluzę na zacienionej przez potężne drzewo trafie. Północna Irlandii- trawa tutaj zawsze bywała mokra. Wyciągnąłem mój instrument marzeń ze skórzanego materiału chroniącego mojego synka przed wszelkimi zniszczeniami. Wraz z moją gitarą wyciągnąłem wszystkie nuty. A było ich dużo. Cała tona. Wybrałem delikatną, można powiedzieć, że nawet kobiecą piosenkę jaką była ''Give me love''. Mam słabość do tego typu piosenek granych na gitarze. Jedna po drugiej, struny szarpane przez moje palce wydawały z siebie magiczne dźwięki. Całość przebrzmiewała nie tylko przez moje uszy, ale także i duszę. Delektowałem się każdą sekundą smętnego grania. Jednak bańka mydlana prysła kiedy obok mnie przebiegł biały pies, a za nim głos który wołał imię szczeniaka.
Skierowałem głowę w bok. Przed malowniczą, białą altanką stał nie kto inny niż dzieciak.

(Near?)

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Od Neara CD Leo

Zirytowany patrzyłem z góry na siedzącego w ławce, którą sobie wcześniej upatrzyłem, chłopaka o blond włosach i błękitnych, hipnotyzujących oczach. Oczywiście był to nikt inny, jak człowiek, który wczoraj przeszkodził mi w rozpieszczaniu Seta i nie podziękował za moją, chociaż nie do końca życzliwą, pomoc.
Stałem w milczeniu, piorunując go wzrokiem, jednak nie doczekałem się reakcji z jego strony, poza wrogim spojrzeniem, więc parsknąłem zirytowany, ruszając do ławki przed nim. Nie dane nam było długo siedzieć na naszych miejscach, ponieważ, była to lekcja wychowawcza, a pani Caroline Sparks, młoda blondyna, wyglądająca na pozytywnie nastawioną do życia, poleciła naszej dwójce wyjść przed klasę i się przedstawić. Na pierwszy ogień poszedłem ja. Powiedziałem parę niemrawych słów i zająłem swoje miejsce, tęsknie patrząc za ostatnią ławką.
Następny był Leo, jak się przedstawił, który także na odczep się poprowadził prezentację swojej osoby. Wracając do ławki, przypadkowo, czy nie, szturchnął mnie ramieniem, przez co odwróciłem się do niego, posyłając mu kolejne rozwścieczone spojrzenie. Ten jedynie wzruszył ramionami i wbił wzrok w ławkę.
-Szlag by cię…-Prychnąłem cicho i skupiłem całą swoją uwagę na swoich dłoniach, które nagle wydały mi się niezmiernie ciekawe.
Nie dane jednak było mi zagłębić się w analizę linii papilarnych, bo ‘kolega’ z ławki za mną zaczął trącać rytmicznie moje krzesło i już miałem mu coś powiedzieć, gdy po obróceniu się, zauważyłem, że ten był w innym świecie, wpatrzony w świat za oknem. Obserwowałem go dłuższą chwilę w zamyśleniu i prawie podskoczyłem, gdy odwrócił twarz w moją stronę i wbił we mnie swoje chłodne spojrzenie. Speszyłem się, jednak nie dałem tego po sobie poznać, wracając do pozycji sprzed dwóch minut, aczkolwiek ręce nie były już tak fascynujące. Ciekawiej działo się w mojej głowie, gdzie karciłem się za takie lamerskie zachowanie. Nigdy więcej ściągania maski z twarzy w miejscach publicznych, nigdy!
Po wszystkich lekcjach zebrałem się jak najszybciej, praktycznie biegiem opuszczając klasę, czego nie zwracając najmniejszej uwagi na chłopaka, przez którego straciłem gardę. Moim celem była stołówka, która znajdowała piętro wyżej. Schody minąłem skacząc po dwa schodki, o mało nie klnąc na ślimaczących się uczniów. Po przedarciu się przez tłumy stałem w drzwiach stołówki, rozglądając się dookoła. W końcu podszedłem do bufetu, nabierając sobie trochę ryżu z warzywami oraz szklankę soku. Z pełną tacą udałem się do kąta jadalni, gdzie usiadłem przy prawie pustym stole. Pech chciał, że ‘prawie’ robiło tu ogromną różnicę, bo przy stole siedział dokładnie ten, którego zdecydowałem się unikać.
Bez słowa wstałem i już miałem pójść do innego stolika, gdy zatrzymał mnie głos.
-Jesteś na tyle dziecinny, żeby teraz stąd odejść, bo ktoś kto tu siedzi zakosił Ci ławkę? Wiedziałem, że jesteś rozpieszczonym szczylem, ale nie sądziłem, że aż tak. – Słysząc te słowa, przeszedł mnie niewidoczny dreszcz. Wściekły odwróciłem się w jego stronę i już miałem mu coś wygarnąć, ale widząc jego wyraz twarzy, wiedziałem, że na starcie byłem stracony, po raz pierwszy w swoim siedemnastoletnim życiu.

Leo?

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Leo CD Neara

Wmawiałem sobie, iż jednym powodem dla którego tutaj jestem jest moja siostra. Wmawiałem sobie, że wcale nie jestem tutaj aby pogłębiać swoją pasje i zbudować sobie lepszą przyszłość. Wmawiałem sobie, że ludzie tutaj są jak wszędzie. Wmawiałem sobie, że żaden człowiek nigdy nie będzie wyjątkowy. Część mnie nawet w to wierzyła. Jednak na dnie mojego czarnego serca, wiem, że kłamałem. Nie miałem zamiaru uczestniczyć w pierwszych zajęciach. Pewnie u tak były do dupy. W tej szkole jest pełno bogatych imprezowiczów, zbuntowanych chłopców i dziewczynek, grzecznych chłopców i dziewczynek, byłem pewny, że jeden świr więcej nie zrobi im różnicy. Leżałem na łóżku wysyłając co chwile motywacyjne esemesy mojej młodszej siostrze- ma ''ludziofobie'', jak to się mówi. Jej nieśmiałość ją dobija. Kiedy odpowiedź na esemesy nie przychodzi, postanowiłem zapaść w śpiączkę. Obudziło mnie głośne burczenie telefonu. Zamglonymi oczami próbowałem dosięgnąć elektronicznego urządzenia. Jasne światło ekranu szczypie moje zaspane oczy. Zegar wskazuje na 12:05. Na ekranie widnieje długie imię pani Dyrektor.
-Cho*era!- Zrywam się z łóżka. W akcie pośpiechu potknąłem się o przedmioty rozrzucone na podłodze- byłem w tym pokoju ledwo jeden dzień i narobiłem strasznego syfu.
W pośpiechu przesunąłem zieloną słuchawkę na telefonie, aby następnie wsłuchać się w głos dyrektorki.
-Leo Koizumi jak mniemam?-Rzekła spokojnym, miękkim głosem.-Nie możesz ignorować swoich obowiązków szkolnych pierwszego dnia. Proszę abyś natychmiastowo stawił się w moim gabinecie.-Rzekła stanowczo.
Odpowiedziałem dyrektorce, iż stawię się najszybciej jak będzie to tylko możliwe. Szybkim ruchem założyłem na siebie parę jeansów i wybiegłem z pokoju. Po chwili zorientowałem się, iż nie mam pojęcia gdzie znajduje się jej gabinet. Nie miałem zamiaru pytać kogokolwiek. Postanowiłem poradzić sobie sam.
W sumie nie byłem zdziwiony kiedy okazało się, że jestem całkowicie zgubiony. Miejsce w którym się znajdowałem przypominało bardziej stajnie, a nie sekretariat. Wzdychnąłem głęboko. Po chwili zorientowałem się, że w stajni ktoś jest. Moja twarz pozostała kamienna. Dzieciak głaszczący psa też nie wyglądał na zadowolonego z mojej wizyty. Przewróciłem oczami.
-Nie będę owijać w bawełnę. Bardzo nie chcę tego robić, ale czy łaskawie powiesz mi gdzie jest sekretariat?-Pytam oschle.
Dzieciak prychnął.
-Jasne, pójdziesz prosto i na lewo.-Odparł sarkastycznym tonem.
Ponownie wywróciłem oczami.
-Przezabawne, pytam poważnie.-Rzucam lodowatym tonem.
-Widać, że ta szkoła ma samych najmilszych uczniów.-To kolejny sarkazm.
-Słuchaj, dowiem się gdzie ten sekretariat czy nie?- Czułem jak krew się we mnie gotuje.
Chłopak rzucił we mnie mapą szkoły. Na mapie czerwonym mazakiem zaznaczony był sekretariat. Ani mi się śni dziękować temu dzieciakowi, więc odchodzę w stronę sekretariatu.
Dyrektorka przedstawiła mi jeszcze raz wszystkie zasady. Przyznaje, nie słuchałem siostry kiedy ona mi je czytała. Załatwiła za nas wszystko. Szczerze mówiąc, mało obchodziło mnie co mówiła dyrka, ale słuchałem żeby nie być chociaż dla niej niemiłym. Moje myśli powędrowały do dzieciaka. Wyglądał jak kolejny bogaty dupek.
Wieczorem siostra przyniosła mi coś do jedzenia trzymając ze sobą książkę. Potem wyszła. Po posiłku odpłynąłem w dziki sen.
Rano udałem się na zajęcia- III B. Wszystkich zamorduje wzrokiem. Byłem pierwszy w klasie więc zająłem miejsce z tyłu. Pewnie i tak nikt tutaj nie siedział.
-Jeśli zabieranie siedzeń jest karalne, to dzwonie na policje- Słyszę znajomy, sarkastyczny głos.
Podnoszę głowę i nawiązuje kontakt z osobnikiem stojącym nade mną. To nie kto inny niż dzieciak.

(Near? XD)

Nowy uczeń!

 Leo Koizumi
 Wiek: 17 lat
Klasa: IIB
Theme by Bełt