Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 września 2017

Od Judy CD Kaname

Ja przez przypadek wychodziłam ze stołówki razem z Chloe i Kazu u boku. Nawet nie spodziewałam się, że Kaname spyta się, czy pójdę z nimi. Tylko zamrugałam oczami kilka razy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Jutro jest czwartek, a ja nie mam jeszcze odrobionych zaległych lekcji… Choć sama w sumie nie wiem, czy w ogóle coś było. Przy okazji moglibyśmy wyjść na dwór, a mojemu pudlowi jak najbardziej przydałby się wieczorny spacerek. Więc…
- Jasne, nie ma sprawy – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem, patrząc się na dwójkę stojącą trochę dalej ode mnie. Chłopak odwzajemnił go, jednak trochę mniej, a sama Chloe nie wydawała się tak do końca zadowolona. Blondynka od razu ruszyła, nawet nie czekając na reakcję naszej dwójki… trójki licząc pudla. Pobiegłam za nią, nie chcąc zostać z tyłu. Samiec ruszył za mną, trzymając się obok mojej prawej nogi. Jak tak teraz sobie pomyślę… To czy kapitan cheerleaderek nie ma przypadkiem uczulenia na psy…? No ale niby nigdy nie marudziła na obecność Kazu przy mnie… Może to na nią nie działa? Czy coś…
- We wschodnim skrzydle znajduje się główny budynek. Aktualnie znajdujemy się tutaj na piętrze, gdzie mieści się stołówka, sala muzyczna oraz sala komputerowa – niebieskooka zaczęła opowiadać, dłońmi zaznaczając niektóre drzwi… Potem zaczęliśmy schodzić po schodach. - Na parterze są za to inne sale lekcyjne, gabinet pielęgniarki, gabinet dyrektora z pokojem nauczycielskim. Za to dalej jest pokój samorządu szkolnego – kontynuowała. Ciekawiło mnie to, że nie widzieliśmy aż tylu uczniów, jednak tłumaczyć to mogła pora po kolacji. Przecież większość mogła już chcieć odpocząć w swoich pokojach i poodrabiać zadania domowe.
- Zachodnie skrzydło ma zakaz wstępu dla uczniów. Nikt do końca nie wie, co tam się mieści, lecz także nikt nie ma tyle odwagi, by tam pójść i pozwiedzać… Przynajmniej ja tak mam – znowu mówiła. Mniej więcej szłam obok ciemnowłosego i co jakiś czas przyglądałam się wyrazowi jego twarzy. Jednak ona… praktycznie nic nie wyrażała oprócz tego lekkiego, delikatnego uśmiechu. Potem skierowaliśmy się do wyjścia ze szkoły. Jak już znajdowaliśmy się na dworze, mój pies od razu potruchtał w stronę najbliższego drzewka, które zaraz podlał. Wrócił potem do mnie, energicznie machając tym swoim ogonem. Poklepałam go po głowie, na co przymykał oczy. Potem ruszyliśmy tam w stronę akademików.
- Akademik dzieli się na żeński i damski. Jest tam też biblioteka oraz kawiarenka… Mieszkasz w pokoju? - Chloe zadała ciemnookiemu pytanie, częściowo się do nas odwracając.
- Tak. Jeśli będziesz chciała, to później podam ci numer – odpowiedział. Uśmiechnęła się, zaraz znowu powracając do drogi.
- Dalej są hale sportowe, gdzie kluby mają swoje zajęcia, w tym i cheerleaderki oraz duży basen z torami do wyścigów, jak i trampolinami do skakania. Zdarza się, że niektóre z nas chodzą tam poćwiczyć skoki… Judy, jesteś jedną z nich? - ponownie się spytała. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie potrzebuję. Tata uczył mnie już robić kilka salt z rzędu z dużej wysokości – odpowiedziałam, ponownie głaszcząc mojego towarzysza. Przy okazji sam próbował oblizać moją rękę.
- No to w takim razie to już chyba wszystko tutaj… Z czasem jeszcze poznasz okolicę za terenem szkoły. A może masz jakieś pytania? - zakończyła wszystko, na końcu mrugając tylko energicznie swoimi oczami. Ja sama stałam niedaleko Chole i Kaname, dając porcję pieszczot brązowemu pudlowi.

Kaname?

środa, 13 września 2017

Od Kaname Cd Judy

Dziewczyny bacznie mi się przyglądały,cóż nie dało się tego nie dostrzec. Wydawały się całkiem miłe i w sumie dużo się uśmiechały. Starałem również odwzajemniać pewne gesty aby już na początku nie zostać wrzucony na listę gburowatych gości. W sumie to kogo ja oszukuje mam to gdzieś co ktoś sobie pomyśli o mojej osobie. Gdy dowiedziałem się,że usiadłem z Cheerleaderkami automatycznie mnie to rozśmieszyło.
-Co Cię tak bawi ? -spytała Judy
-Cóż kiedy byłem w Liceum to najczęściej jadałem też z dziewczynami z drużyny
-A grasz w siatkówkę albo kosza ?
-Nie raczej wolę muzykę mix rap i rock miałem nawet zespół który się rozpadł
-Niech zgadnę byleś wokalistą ? - uśmiechnęła się Chloe
- Wszyscy tam śpiewali w sumie to grałem na czym się da na gitarze elektrycznej,basie,perkusji .. ale fakt byłem tym od gitary i wokalu.
-Może kiedyś na jakimś apelu się ujawnisz- odezwała się Britta
-Kto wie ..
Zapadłą chwila ciszy i każdy zajął się jedzeniem. Gdy skończyłem odniosłem tackę po czym na chwilę podszedłem do dziewczyn.
-Poczekam przed stołówką.
Wszedłem szybko do łazienki i umyłem ręce po czym czekałem chwilę na nie. Spojrzałem w telefon i odpisałem na sms'a. Nie ma to jak kochająca mama troszcząca się o dorosłego syna
-To co idziemy ? -spytała Chloe
-Spoko Judy idziesz z nami ?

<Judy?>

Od Judy cd Kaname

Siedziałam przy tym stoliku na stołówce podczas kolacji już dobre kilkanaście minut, wcinając sobie w spokoju dwie kanapki z dżemem truskawkowym. Pode mną na brzegu Kazu jadł swoją karmę dla psów w metalowej misce. Większość osób z klubu cheerleaderek właśnie tu siedziało, jednak Czeslav musiał wcześniej wyjść, by odrobić jakieś zadanie domowe, więc zostałam tu sama z resztą dziewczyn. Chloe opowiadała nam o jej nowym pomyśle na układ na zbliżający się mecz siatkówki w naszej szkole, póki przy nas nie znalazł się jakiś chłopak. Był dosyć wysoki oraz posiadał ciemne, prawie czarne włosy i brązowawe oczy. Trzeba było przyznać, że należał do tych przystojnych chłopaków… Jak większość ludzi z naszej szkoły.
- Jest tu jakieś wolne miejsce? - spytał z lekkim uśmiechem na ustach.
- Tak, proszę – Britta wskazała na miejsce obok siebie. Chloe, która siedziała naprzeciwko mnie, uważnie mu się przyglądała. Ja w sumie robiłam to samo, swobodnie machając nogami. Usiadł na krześle wcześniej zajętym przez Ceslava i zaczął jeść chyba… coś chińskiego. W sumie nie wiem, średnio się znam. Chociaż sama gotuje!
- Nowy jesteś? - głos przejęła nasza kapitanka, kompletnie zostawiając temat naszego układu. A szkoda, bardzo mnie to ciekawiło. Może będę mogła zrobić kilka salt zupełnie sama!
- Tak… dopiero przyjechałem – odpowiedział. Ooo… Aż Kazu podniósł swój pysk w górę, choć miał jeszcze trochę jedzenia. I jak przypuszczałam, zaraz do niego powrócił.
- Może oprowadzić cię po kolacji? - znowu zapytała, słodko się do niego uśmiechając. I jest! Nasza kapitan na chłopaków! Zaśmiałam się w myślach ze swoich słów.
- Jeśli masz czas, to nie odmówię – ponownie odpowiedział, przyjemnie się uśmiechając. Coś mi w nim nie pasowało, jednak jeszcze nie wiedziałam co… Zmrużyłam lekko swoje oczy, przestając na chwilę żuć swoją kolację.
- Jak ci na imię? - spytała Britta, zarzucając swoimi włosami na dziewczynę za sobą w postaci Natashy.
- Kaname… a wy? - dodał. Chloe zwycięsko się uśmiechnęła, odchylając nieznacznie na swoim krześle. Zaczęła nas przedstawiać.
- Ja jestem Chloe – oczywiście zaczęła od siebie. - Dalej jest Britta, Natasha, Akane, Kim, Octavia i… - mówiła, po kolei na nas wskazując, jednak zatrzymała się na mnie. Nie wiem, czy celowo, czy nie, jednak to zrobiła. Połknęłam moją kanapkę z dżemem, uśmiechając się szeroko i robiąc dłonią znak pokoju.
- Judy – odpowiedziałam. Na dźwięk mojego głosu Kazu poderwał się z podłogi i oparł swoje łapy o blat stolika. - A to Kazu – zaśmiałam się, czochrając mojego pudla po głowie.
- Grupa cheerleaderek wita cię w nowej szkole – zaśmiała się nasza kapitan. A ja znowu zabrałam się za moją kolację, gryząc drugą kanapkę.

Kaname?

sobota, 1 lipca 2017

Od Judy CD Nathaniela

Otworzyłam drzwi od pokoju, ciągnąc do środka Nathaniela, który już miał zamiar ode mnie odejść. O nie! Nie ma tak dobrze! Kątem oka zobaczyłam, jak Kazu podnosi się z pościeli mojego łóżka, zeskakuje z niego i drepcze w moją stronę. Zaraz jednak przeszedł za blondyna, pchając go od tyłu w moją stronę. Kochany piesek! Nawet on jest po mojej stronie. Gdy już cała nasza trójka znalazła się w pokoju, pudel grzecznie zamknął drzwi, a ja klepnęłam sobie na łóżku, zachęcając chłopaka do zajęcia miejsca obok mnie. Ciężko westchnął, patrząc na mnie trochę… dziwnym wzrokiem. Ja się tylko szeroko uśmiechałam, machając nogami w przód i w tył, choć uderzyłam nimi głównie o drewniane łóżko.
- To po co mnie tu zaciągnęłaś? - spytał jasnooki. Zaśmiałam się, przywołując do siebie samca. Grzecznie do mnie podreptał, opierając się przednimi łapkami o moje nogi. Pewnie zaraz mnie podrapie pazurami, ale to nieważne.
- Mam ochotę obejrzeć Shreka – wyznałam, zaraz wstając z materaca i kierując się w stronę biurka, gdzie trzymałam różne rzeczy, jednak w szczególności laptopa.
- Shreka? Tę bajkę o zielonym ogrze? - zapytał z wyraźną ciekawością w głosie. Skinęłam potwierdzająco głową.
- Mam straszną ochotę to obejrzeć, wieesz? A piosenki z niego są zarąbiste – wyznałam, chwytając w dłonie różowego laptopa i idąc z nim w stronę łóżka. Położyłam go na kołdrze, wdrapując się na materac pod ścianę. Wlazłam pod nią i ustawiłam urządzenie trochę dalej od naszej dwójki. Poklikałam w nim trochę, w końcu znajdując pierwszą część filmu i włączyłam go, czekając, aż odtwarzacz go załaduje.
- Natku, po twojej lewej jest stolik nocny, a w szufladzie znajdziesz żelki. Podasz mi paczkę? - zagadałam do Nathaniela. Ten spojrzał na mnie znowu tym samym dziwnym wzrokiem.
- „Natku”? - spytał. Zaśmiałam się.
- Natka pietruszki – wystawiłam mu tym razem język. - No weź żelki mi daj – poprosiłam go. Zaraz już miałam owocowe Akuku obok siebie, a Shrek właśnie się zaczynał.
- Lubisz Shreka? - zapytałam blondyna. Ciekawe, czy tak jak mnie urzekły go te piosenki. Uwielbiam je. Mam je nawet w telefonie, a na dzwonek ustawiłam sobie „I’m A Believer”.

Nathaniel?
*śpiewa/wyje(niepotrzebne skreślić)* I’m a beleeeeevieeeer

środa, 28 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Judy

Co u mnie pytasz? – Spytałem lekko naburmuszony. – Powiem Ci, że zmazywanie takiego markera jest bolesne. Następnym razem nie rób chociaż ze mnie starego pryka, bo już jakieś kocie wąsy byłyby lepsze.
Narzekając chwyciłem policzki dziewczyny naciągając je.
-Ej! Dobrze, dobrze, nie będę już! – Powiedziała, a właściwie wyskomlała piskliwym głosem.
Zadowolony puściłem ją, jednak ta pozostała wtulona we mnie. Zmierzyłem ją wzrokiem, starając się zachować dobry humor. Co, jak co… Jestem wesoły na co dzień, ale jak dopada mnie zmęczenie, to staję się markotny. Przeczesałem moje niesforne włosy, próbując coś zrobić z wpadającymi mi do oczu kosmykami. Skończyło się na tym, że dalej miałem świat przysłonięty blond pasmami, a dziewczyna patrzyła na mnie rozbawiona. Westchnąłem niechętnie, łapiąc dziewczynę za ramiona i odsuwając ją delikatnie od siebie.
-Widzisz, jesteś za blisko trochę. – Powiedziałem lekko się uśmiechając. – Ale wiem, że mocno uderzyłaś się w głowę, co może to tłumaczyć, oraz jestem Ci coś winny. Może w ramach pokuty, pójdziesz ze mną na coś słodkiego. Oczywiście ja stawiam. – Dodałem z łobuzerskim uśmiechem.
Dziewczyna przytaknęła głową zadowolona, po czym odbiegła, podskakując jak jakaś łania, jakby bojąc się, że się rozmyślę. Sięgnąłem ręką do kieszeni spodni i w celu wyjęcia telefonu, jednak znalazłem tam jeszcze zwitek papieru. Podniosłem go, aby się przyjrzeć literom na karteczce, które głosiły „Judy, tel. +44 567 845 749” Na odwrocie narysowane były dwa nachodzące na siebie serduszka.
https://igglamour.files.wordpress.com/2011/02/serca.jpg
Westchnąłem rozbawiony, zastanawiając się, co ta dziewczynka ma w głowie. No nic… Słowo dane, więc nie mam odwrotu. Po szkole zabiorę tę panienkę na spacerek, deser i odstawię ją grzecznie do pokoju.
~~~
Jak powiedziałem, tak się stało. Wczorajszego wieczoru wysłałem Judy SMS’a, dając jej znać, że będę czekać na dziedzińcu, tuż po lekcjach. W odpowiedzi dostałem spam serduszek i pand, ale nie miałem pojęcia, co to drugie miało oznaczać.
A teraz stałem w cieniu budynku, obserwując dziedziniec w poszukiwaniu karmelowowłosej dziewczyny, która pojawiła się parę minut po mnie.
-Cześć. – Przywitałem się z uśmiechem na ustach.
-Hey! – Pisnęła dziewczyna, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w kierunku bramy akademii. Ruszyłem tuż za nią, zrównując się z nią po dwóch krokach.
Spacerowaliśmy jakiś czas wzdłuż Głównej Alei, aż w końcu dotarliśmy do miasta. Tam dziewczyna stwierdziła, że wie doskonale, gdzie chce pójść i przejęła sterowanie. Jak się okazało, przyprowadziła nas do Cafe Salvatore, renomowanej kawiarni w centrum Starego Miasta. Ceny dorównywały tutaj jakości, a była ona wysoka. Wzruszyłem ramionami, uśmiechając się jednak do niej, po czym weszliśmy do środka, gdzie moją uwagę przyciągnął ekstrawagancki wystrój. Nie mogłem się jednak przyjrzeć, bo Judy pociągnęła mnie do stolika dla dwóch osób, zabierając przy okazji kartę Menu.
Jakoś nie zdziwił mnie fakt, że zamówiła gorącą czekoladę i chyba najsłodszy deser, z pośród wszystkich podanych w karcie.
Ja zamówiłem jedynie szklankę coli, wspominając sobie ostatnie spotkanie z urwisem o imieniu Chester. Poszło to szybko w niepamięć, gdy dziewczynka, ze złością piorunowała mnie wzrokiem, mówiąc, że jej nie słucham. No cóż, miała rację, ale przecież nie mogłem jej tego powiedzieć.
Zdziwiłem się, że tyle zabrał nam ten wypad, bo do szkoły wróciliśmy, gdy słońce zaczynało chować się za horyzontem. Judy przez cały ten czas, nie przestała paplać, dzięki czemu, prawie nie musiałem się odzywać. Momentami tylko zbierałem baty, gdy nie wiedziałem, jak odpowiedzieć na pytania, które mi zadawała.
W końcu stanęliśmy przed drzwiami jej pokoju, już chciałem się pożegnać, gdy drobna istotka złapała mnie mocno za nadgarstek.
-A ty gdzie? Jeszcze dzień się nie skończył. – Powiedziała zadowolona, uśmiechając się, niczym niewinna pięciolatka.

Judy? Masz jakieś złe plany?

czwartek, 15 czerwca 2017

Od Lucasa CD Judy

-Macie minutę by się stąd wynieść! –powiedziała Judy dosyć spokojnym tonem.
Spojrzeliśmy obaj na siebie i wstaliśmy z podłogi. Nie za bardzo wiedzieliśmy, co powiedzieć, więc ukłoniliśmy się w podzięce i wyszliśmy, upewniając się, że korytarz jest pusty.
-Na razie Judy. -odezwał się Czeslav.
-Jutro mi w podzięce możecie opowiedzieć, co wy żeście wykombinowali. -powiedziała wychylając się zza drzwi, zakładając skrzyżowane ręce na pierś.
-Nie będziemy jedyni, których możesz o to zapytać. -dodałem i poszliśmy.
Nie skradaliśmy się zbytnio. Szliśmy środkiem korytarza starając się jedynie cicho stawiać kroki. Po chwili Czeslav zapytał szeptem.
-Lucas, skąd nauczyciel wie o rozbieranym-pingpongu? -wyglądał na zmęczonego i pół przytomnego.
-Pewnie już tam był, jak przed chwilą u Judy. -odpowiedziałem spokojnie.
Kiedy ta informacja dotarła do chłopaka i połączył kropki, że tu mowa o jego pokoju, do którego szliśmy, nerwowo chwycił się mojej koszuli.
-Lucas! Ale ja nie mogę teraz tam wrócić! -podniósł ton, ale wciąż szeptał.
-Ciszej. Wszystko będzie dobrze. Jak już nam skórę uratowała Judy, grzechem by było to zaprzepaścić.
-A co jeśli dalej są tam wychowawcy?! -gorączkował się dalej.
-Hmmm, w tedy lepiej by było ominąć... -przerwał mi w połowie zdania.
-Przenocuj mnie!
-Co? -przetarłem oko ze zdziwienia.
-Normalnie, no. -stanął przede mną i mnie zatrzymał. – Proszę. Sam wiesz, źle się to skończy, jak tam wrócę. -odsłonił jedną stronę szlafroka, pokazując tym samym, że jest w samych gaciach.
-Dobra. -złapałem go za rękę i poszliśmy na górę, już w męskiej części akademika.
Zimno kalkulując, miał rację. Mimo iż był wstawiony bardziej jak ja, mówił z sensem. Wyobraziłem sobie, jak pod drzwiami stoi wychowawca, a on przychodzi i udaje, że nic nie wie o imprezie. Brakowałoby jeszcze tego, żeby wracał z browarami w rękach.
-Czeslav, ale nikomu ani słowa, bo będziesz trup. -powiedziałem spoglądając na niego przy otwieraniu drzwi.
Zatrzymałem się z otworzeniem ich na oścież, bo chłopak wyglądał, jakbym mu plan podboju świata przedstawił, ale po alkoholowym czasie reakcji kiwnął głową. O mało co się nie przewrócił. Westchnąłem tylko i wpuściłem go do środka.
-Fotel jest chyba rozkładany, a przynajmniej na taki wygląda. Jeszcze nie miałem potrzeby sprawdzać, czy taką funkcję posiada.
Podałem mu z szafy zapasowe prześcieradło, koc i poduszkę. Fotel okazał się być mało rozkładalny. Dopiero we dwójkę ogarnęliśmy, jak to cholerstwo działa. Kiedy fotel w pełni odbył swoją metamorfozę, Czeslav wrzucił na niego pościel i mówiąc zwięzłe „Dobranoc” położył się brzuchem do dołu. Uczyniłem podobnie. Byłem już zmęczony. Zdołałem jeszcze sprawdzić godzinę, za nim zamknąłem oczy ostatni raz przed snem.
~~~•••~~~
W rogu pokoju, przy drzwiach od balkonu, siedziała dziewczyna z długimi do pasa ciemnofioletowymi włosami. Od razu wiedziałem, że to ona. Usiadłem obok wyglądając przez balkon. Kątem oka zerknąłem na jej smutno/złą minę.
-Dee, co ci? -zapytałem.
-Piłeś, prawda? -w jej głosie słychać było oburzenie.
-Przecież wiesz, to po cholerę się pytasz. Tylko tro...
-Jak mogłeś tak beze mnie? -spojrzała na mnie.
-Ah Dee... Jak miałbym to niby zrobić?
Dziewczyna znów wyjrzała przez okno opierając swoją głowę o moje ramie.
-Nie lubisz już mnie Lu?
-Przestań głupoty opowiadać. -objąłem ją ręką.
-To mnie pocałuj.
-Czy to nie byłoby trochę dziwne?
-Czy ty zawsze musisz o wszystkim myśleć?! – oderwała się i usiadła prosto.
Odkąd pamiętam, zawsze miałem problem z kontaktami między rówieśnikami. Nawet mojej podświadomości to przeszkadza i nabija się ze mnie z tego powodu dosyć często. Nie miałem kiedy się tego nauczyć...
-Ale wiesz Lu, że to o czym myślisz, to też słyszę?
-Jesteś okropna. Mogłabyś chociaż udawać, że tak nie jest.
-Kiedy ty zrozumiesz, że tu nie ma się czego uczyć? To nie szkoła. Nie obraziłabym się nawet, jak byś kiedyś trochę zaszalał pod warunkiem, że o mnie nie zapomnisz. -Dee nachyliła się nade mną.
-Nie zapomnę, obiecuję. -odwróciłem się do niej przodem.
Poprawiła kołnierzyk mojej koszuli i oparła swoją głowę o moje czoło. Nie trudno było się domyślić, czego chciała.
-Skoro wiesz, to nie przedłużaj, nie licz na to, że dziewczyna pierwsza zacznie.
-Nienawidzę cię.
Zamknąłem oczy delikatni kładąc rękę na jej policzku i pocałowałem. Kiedy jednak otworzyłem oczy, na miejscu Dee był kurdupel.
-Dee ty pokręcona świnio!
Twarz chłopaka się uśmiechnęła od ucha do ucha i zachichotała damskim głosikiem. Miałem zamiar go uderzyć, to znaczy ją... Robiąc zamach, wyrwałem się z koszmaru. Usiadłem na łóżku i przetarłem twarz. Następnie spojrzałem na fotel. Leżał tam chłopak, który spał jak zabity. Nie ruszył się nawet na centymetr. Tak jak zasnął, tak spał. Odetchnąłem z ulgą i kiedy miałem się znów kłaść spać, ujrzałem Dee stojącą nad nim.
-Dalej śpię?
-A jak ci się wydaje? Tak szybko chciałeś mi uciec? Nie zdążyłam się zapytać o niego. -wskazała na nieprzytomnego chłopaka.
-Nasz kochany imprezowicz. Czeslav. I na tym kończymy temat... Czy ty mnie słuchasz? Zostaw ten marker!
Dee trzymała marker nad jego głową.
-Tylko kocie wąsy. -zrobiła proszącą minę.
-Nie! Przecież wiesz, że to moja wina będzie, a nie twoja.
Dee nie posłuchała i zaczęła mazać mu wąsy na jednej stronie twarzy, która była do góry. Zerwałem się i podszedłem do niej próbując zabrać jej mazak.
-Nie umiesz się bawić.
Dziewczyna pstryknęła palcami, a ja ocknąłem się trzymając marker nad głową. Chłopak przekręcił się i zapytał.
-Luca... co robisz?
-Nic, nic. Idź spać.
Zamknąłem marker i z powrotem wskoczyłem do łóżka...ja chyba dzisiaj nie zasnę.

Koniec wątku.

środa, 14 czerwca 2017

Od Judy CD Lucasa, Czeslava

Przewróciłam oczami, pchając chłopaków w stronę łazienki, która była zawsze otwarta. Lubiłam, gdy większość drzwi przy mnie była otwarta, wtedy miałam pewność, że nagle nikt ich nie otworzy i czułam się w pewien sposób bardziej bezpieczna. Zamknęłam cicho za nimi i natychmiastowo wyłączyłam światło w całym pokoju. Usłyszawszy kolejne pukanie nauczyciela, poczochrałam sobie jeszcze lekko włosy i wymiętoliłam bluzkę z tygryskiem, którą miałam na sobie, jednocześnie ściągając spódniczkę i rzucając ją pod szafę. Mam nadzieję, że zdołam ją stamtąd wyciągnąć. Była to moja ulubiona spódnica. Otworzyłam drzwi, przecierając oczy dłonią zwiniętą w piąstkę. Idealnie w momencie, gdy pan River ponownie chciał zapukać do mojego pokoju. Zrobił zdziwioną minę, jednak zaraz spoważniał, spoglądając w dół na moją posturę.
- Okami? - spytał, próbując zaglądnąć do środka. Skutecznie zmrużyłam oczami, mrugając nimi, by wzbudzić podejrzenie, że światło z korytarza zaczęło mnie razić po oczach.
- O, pan River. Coś się stało? - teraz się ożywiłam. Chyba jednak lekcje aktorstwa udzielane mi przez Lisę, która wtedy się tym interesowała, oprócz modelingiem, się przydały. Będę musiała jej podziękować w najbliższym czasie. Nauczyciel odsunął mnie z drzwi, wchodząc do mojej sypialni. Rozejrzał się uważnie po ciemnym pomieszczeniu, pokazując palcem na śpiącego Kazu.
- Czyj to pies? - od razu spytał oskarżycielskim tonem.
- Kazu to mój pudel. Jeśli chce pan go obudzić, to od razu odradzam. Śpi od dobrej godziny, obudzi się dopiero za jakieś sześć. Ma twardy sen – powiedziałam, wyciągając ręce w górę. Poczułam, jak jakaś kość mi przeskakuje, jednak nie dałam po sobie tego poznać. Jeśli zaraz nie wyjdzie, to się zacznę śmiać…
- No dobrze… Wybacz, Okami, że przeszkodziłem ci w spaniu. Po prostu jest już po ciszy nocnej, a uczniowie urządzili sobie tenisa stołowego z alkoholem. Dobranoc, śpij dobrze – rzekł, po czym natychmiastowo wyszedł, trzaskając drzwiami. Jednak mi uwierzył! Rozradowana podeszłam do drzwi od łazienki, wypuszczając z niej dwójkę nieproszonych gości. Gdy tylko to zrobiłam, oni zaraz zlecieli na podłogę. Spojrzałam na nich, kręcąc głową, zakładając ręce na piersiach i delikatnie się uśmiechając. Gdy tylko podnieśli swój wzrok na mnie, zamrugali zdziwieni oczami. Wtedy Czeslav, który pożyczył wcześniej ode mnie szlafrok, by zakryć swoje bokserki w pandy, chytrze się uśmiechnął, spoglądając na moje ciało.
- No, Judy… Nie wiedziałem, że też z nami grałaś w rozbieranego ping-ponga – wyznał. R-rozbieranego? Wtedy coś sobie uświadomiłam. Ściągając spódnicę i zostając w samym tygrysku, pod spodem miałam tylko majtki. I to nie byle jakie… moje ulubione w truskawki. Natychmiast pociągnęłam bluzkę bardziej w dół, by je zakryć. Jednocześnie poczułam, jak na moją twarz wpływają rumieńce.

Lucas? Ceslav? Chcieliście, macie. Zrobiłam to tylko dlatego, że miałam pomysł.

sobota, 10 czerwca 2017

Od Judy CD Nathaniela

Obudziłam się dopiero gdzieś koło osiemnastej. Powoli wstałam z łóżka w pokoju pielęgniarki, stwierdzając, że Nathaniela tu nie było, jak i w ogóle nikogo. Pokój jak był wcześniej pusty, to tak samo i teraz. Chyba pielęgniarka nie przywiązywała wagi do tego, że ktoś może tu teraz leżeć. Powstałam z łóżka, rozprostowując lekko zdrętwiałe nogi. Przynajmniej głowa już mnie nie boli. Poszturchałam brązowego pudla, wymuszając na nim obudzenie się, co zwykle takie łatwe nie jest. Jak porządnie zaśnie, to przez najbliższe siedem godzin niemożliwe jest go obudzić. Wydusiłam powietrze z ulgą, gdy Kazu obrócił się w moją stronę, w końcu również podnosząc się z łóżka. Skierowałam się w stronę wyjścia z pokoju. Pora wrócić do swoich czterech kątów. Przy okazji mogłabym pójść na kolację. Jak na zawołanie usłyszałam burczenie mego brzucha. Tak, to będzie dobry pomysł. Wygładziłam swoją bluzkę z pandą, jak i różową spódniczkę. Ciekawe, czy Nathaniel się zorientował, że ma czarne wąsy i bródkę. Gdyby nie to, że już mnie rączka bolała, pewnie poprawiłabym mu jeszcze brwi i dorysowała zmarszczki na czole. Kiedyś muszę to poprawić… i użyć niezmywalnego pisaka, choć ten też mógł być taki. Chyba w piórniku mam taki sam… Tylko nie wiem, czy nie jest zielony. No cóż, ten kolor też by mu pasował. Szkoda tylko, że jeszcze nie zrobiłam mu zdjęcia. Ustawiłabym je sobie jako tapetę. Tak, to byłoby piękne. Skręciłam na korytarzu w prawo, natychmiastowo na kogoś wpadając. Gdyby nie obecność Kazu za mną, który oparł na moich plecach swoje łapy, pewnie bym się przewróciła do tyłu. Natomiast odbiłam się od nich, lądując w ramionach osoby. Podniosłam głowę w górę, szeroko się uśmiechając.
- Nathaniel! - zawołałam szczęśliwa. Nie myślałam, że tak szybko się spotkamy. Tylko coś mi nie pasowało w jego wyglądzie. Nadęłam policzki. - Zmazałeś wąski – wymamrotałam. Jak on mógł! Jeszcze przed tym, jak zrobiłam mu zdjątko! Przynajmniej wiem, że tamten marker był zmazywalny. Choć, jak się dokładniej przyjrzałam, to można było dostrzec na brodzie, jak i pod jego nosem czerwone ślady. Objęłam tors chłopaka z tyłu, tuląc go i biorąc głowę w górę, by na niego spojrzeć.
- Co u ciebie? - spytałam, lekko się uśmiechając.

Nathaniel?

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Judy

Otworzyłem leniwie oczy i przetarłem ręką twarz, jak to miałem w zwyczaju. Jakież to było zdziwienie, gdy ręka zrobiła się cała czarna. Zdezorientowany przyłożyłem dłoń do twarzy, a ta również pokryła się czarnym śladem. Podniosłem wzrok, obserwując pokój i natykając się na tą niską dziewczynę, która wtulała się właśnie w swojego brązowego pudla. Zgromiłem ją wzrokiem widząc jak trzęsie się ze śmiechu.
-Musiałaś się zemścić? – spytałem zirytowany po takiej niespodziance.
Nie dostałem odpowiedzi, więc odwróciłem się na pięcie kierując w stronę akademika.
Skoro była w stanie się wygłupiać, to poradzi sobie sama. Nie przejmowałem się więc, co sobie pomyśli, bo i tak szansa, że spotkamy się ponownie była znikoma.
***
Po dłuższej chwili siedziałem już w łazience dołączonej do mojego pokoju, szorując twarz tak, że aż zrobiła się zaczerwieniona, jednak marker na szczęście schodził. Mając za sobą czyszczenie bazgrołów, postanowiłem wziąć prysznic, bo jednak na zajęciach wf-u zdążyłem się spocić. Wziąłem więc z szafy typowy dla mnie komplet ubrań i wszedłem do kabiny prysznicowej, wcześniej pozbywając się stroju sportowego.
Po jakichś 10 minutach wyszedłem z łazienki i wziąłem na ręce moją czarną kicię. Miała ze dwa miesiące, więc mieściła mi się na dłoni. Obróciłem ją na plecki, głaszcząc po brzuszku i słuchając jak mruczy zadowolona. Nagle się obróciła i złapała pyszczkiem za kciuka.
-Oho! Czyżbyś była głodna? – Spytałem rozczulony kładąc ją na ziemi i nalewając trochę kociego mleczka do miski. – Dobra uciekam, mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia Kiri. – Jak powiedziałem, tak ruszyłem do drzwi.
Judy?

Od Judy CD Nathaniela

Wtuliłam się w brązową, kręconą, ale i puszystą sierść Kazu, która dodatkowo dawała mi ciepło. Otworzyłam delikatnie oczy, rozglądając się znowu po pomieszczeniu. Dalej leżałam na łóżku w pokoju pielęgniarki. No tak, po wyjściu Nathaniela pudel od razu wbiegł do pokoju, skacząc na mnie i zaczynając lizać po twarzy. Gdy w końcu się zmęczył, ułożył się obok mnie, a ja się do niego przytuliłam i chyba nawet zasnęłam. No cóż… Przynajmniej te leki przeciwbólowe działały, choć najlepsze w smaku nie były. Odkleiłam się od ciała psa, przewracając na drugi boczek. Tam zauważyłam siedzącego na krześle nieopodal jasnowłosego, który chyba spał. Miał zamknięte oczy, głowę skierowaną w dół i można było zobaczyć, jak spokojnie oddycha. Oparłam lewy policzek na dłoni, wpatrując się z zaciekawieniem z jego twarz. Wcześniej jakoś tego nie zauważyłam, ale… Wyglądał słodko i całkiem przystojnie. Westchnęłam. I kusząco… Szeroko się uśmiechnęłam, podnosząc się powoli z pozycji leżącej na siedzącą. Ściągnęłam swoje trampki na rzepy, by chodzić ciszej. Podniosłam się, stąpając na palcach i powoli skierowałam się w stronę biurka. Co jakiś czas patrzyłam na chłopaka, czy przypadkiem się nie obudził. Na szczęście, spał jak kamień. Próbowałam cichutko otworzyć jedną z szuflad, jednak ta ogromnie skrzypiała. To cud, że to go nie obudziło. Popatrzyłam na to, co znajdowało się w środku. Uśmiechnęłam się zwycięsko, gdy dostrzegłam czarny marker. Ciekawe, czy zmywalny… Najwyżej będzie się szorował. Wzięłam flamaster między palce. Jednym ruchem go otworzyłam, biorąc zatyczkę w usta. Przesunęłam się bliżej Nathaniela, nieznacznie się do niego pochylając. Teraz jeden fałszywy ruch, a obudzi się i będę mieć przechlapane… Chyba, mam nadzieję, że jednak nie. Ogólnie chętnie bym uniknęła tego, że się obudzi. Delikatnie dotknęłam czarną końcówką markera twarzy Natha pod nosem, robiąc nim lekkie ruchy. Już po chwili miał piękne czarne i grube wąsy. Uśmiechnęłam się zwycięsko. Ale czegoś tu brakuje, hmm… Już wiem. Skierowałam flamaster trochę niżej na jego brodę. Tu zaczęłam robić zygzakowate ruchy, starając się nie wjeżdżać na jego usta. Gdy skończyłam swoje arcydzieło, wyprostowałam się, zatykając czarny marker i szeroko się uśmiechając. Pięknie wygląda. Odłożyłam przedmiot do szufladki. Kurczę, przez to wszystko mam ochotę się przytulić. Skierowałam swój wzrok w stronę łóżka, na którym leżał jeszcze Kazu, lekko machając ogonem. Dwoma krokami znalazłam się na łóżku, znowu obejmując go między tylnymi a przednimi łapami, po czym wtuliłam się w jego futro, przymykając oczy.

Nathaniel? ^^

sobota, 3 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Judy

Skończyłem wycierać rozlaną wodę i spojrzałem na dziewczynę, która musiała się niedawno obudzić. Teraz dopiero mogłem przyjrzeć się jej oczom. W pokoju było dość ciemno, ponieważ słońce nie oświetlało o tej porze okien ze wschodniej strony szkoły, przez co wydawało mi się, że jej oczy mają barwę piwną, zdając sobie sprawę z tego, że w innym świetle mogą przechodzić w złotawy. Nagle dziewczyna wyrwała mnie z rozmyślań uśmiechając się szeroko i przymykając oczy.
-No hey, jak się czujesz? Mocno się uderzyłaś – powiedziałem odwracając się na pięcie i podchodząc do kranu, z którego nalałem jej kolejny kubeczek wody. – Masz… Zakładam, że leki przeciwbólowe choć trochę ci pomogą.
Dziewczyna niechętnie obróciła się na bok i przyjęła leki wraz z kubeczkiem, szybko połykając jedną z tabletek.
-Dzięki – powiedziała wykrzywiając usta. Najwyraźniej tabletka nie smakowała najlepiej. No trudno, nie są po to, żeby dobrze smakować. – Tak w ogóle to jestem Judy – powiedziała entuzjastycznie dziewczyna, chichocząc przy tym lekko.
-Miło poznać, jestem Nathaniel, w skrócie Nath – uśmiechnąłem się delikatnie. – A właśnie! Miałaś jakieś papiery przy sobie. Powinienem je chyba przynieść, zaraz wracam.
Ruszyłem biegiem, nie czekając na odpowiedź. Zwalniając przy drzwiach wpuściłem jej psa i znów puściłem się biegiem przez korytarz. Byłem dziwnie zesztywniały, więc dobrze mi to zrobiło. Po paru chwilach byłem już pod halą sportową i zbierałem papiery, gdy przypadkiem zauważyłem na papierach swoje nazwisko. Strasznie mnie kusiło, żeby do nich zajrzeć, jednak udało mi się zachować silną wolę. Mając już plik kartek, ruszyłem z powrotem w kierunku wschodniego skrzydła, jednak nie szarżowałem tak, nie chcąc pognieść kartek bardziej niż już teraz były.
***
-Hey – przywitałem się wchodząc do gabinetu, jednak nie kontynuowałem widząc, że dziewczyna znowu śpi, tym razem jednak ze swoim psem u boku.
Zdecydowałem się zostać przez to, że leży tu pośrednio przez moje szarżowanie. Odłożyłem te… Można chyba powiedzieć, dokumenty na biurku, a sam usiadłem na krześle. Nawet nie zauważyłem, kiedy zmógł mnie sen.
Judy? Wake up

piątek, 2 czerwca 2017

Od Judy CD Nathaniela

Biegałam właśnie po tęczowym świecie, gdzie chmury były stworzone z różowej waty cukrowej, drzewa z lizaków a kamienie z żelków. Natychmiastowo podbiegłam do owego przedmiotu, kucając przy nim.
- Żelek… - mruknęłam, biorąc dłoń do przodu, coś strącając, przez co poczułam coś mokrego. Natychmiastowo otworzyłam oczy, cofając rękę. Spojrzałam w przód, gdzie na stoliku leżał plastikowy kubeczek, a z brzegu drewna lała się woda. Upsik… Omiotłam spojrzenie miejsce, w którym się znajdowałam. Wygląda jak gabinet pielęgniarki. Dostrzegłam na jednej ze ścian jakieś dyplomy sanitarne w rameczkach. Tak, to musi być gabinet pielęgniarki. Powoli próbowałam się podnieść, jednak przez ból w tyle czaszki, zaraz znowu opadłam na poduszkę. Zaraz, zaraz… Przecież zemdlałam w drzwiach do hali. Ktoś mnie tu przeniósł..? A gdzie Kazu? Wtedy usłyszałam jego pisk za drzwiami, które znajdywały się prawie naprzeciwko łóżka, na którym aktualnie leżałam. Okey, już wiem gdzie. Odwróciłam się całkowicie na plecy, wpatrując się w biały, lekko szarawy sufit. Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wszedł dosyć wysoki chłopak z blond włosami i tymi miodowymi oczami. Przypomina mi trochę tego gościa, którego zobaczyłam przed czernią, po której był już tylko cukierkowy świat, do którego w sumie z chęcią bym wróciła.
- Jak pokój nauczycielski mógł być zamknięty… To do niepomyślenia! - powiedział, na końcu głęboko wzdychając. Odwróciłam się bardziej w jego stronę, patrząc na to, co robi. Po swojej wypowiedzi spojrzał w moją stronę, co zauważyłam natychmiastowo i od razu się uśmiechnęłam.
- No hej – przywitałam się, machając do niego jedną ręką. Ten zamrugał zdezorientowanie oczami, na co się zaśmiałam. - Woda się wylała – rzekłam, pokazując kciukiem w stronę mokrego stoliczka. Ten jakby obudzony z transu, natychmiast podszedł w moją stronę, biorąc leżące obok chusteczki i wycierając wodną plamę. Obróciłam się na brzuszek, patrząc na to, co on wyczynia. Gdy skończył, znowu na mnie spojrzał, a ja szeroko się uśmiechnęłam, przymykając oczy.

Nathaniel? Masz za swoje!

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Nathaniela CD Judy

"Szlag! Nie leć na aut!" W myślach wołałem piłkę, jakby miała mnie jeszcze posłuchać, nie chcąc oddawać jej przeciwnikom. Mieliśmy dużą przewagę, ale parę koszy z ich strony i mogliśmy jeszcze przegrać.
Skoczyłem za piłką poświęcając się, aby wróciła na boisko i poleciałem na drzwi, które w ostatniej chwili uchyliły się, a ja wleciałem prosto w jakąś niską osóbkę.
Udało mi się oprzeć na rękach, nie przygniatając, jak się okazało niziutkiej dziewczyny, o włosach brązowych, przechodzących w rudy odcień, jednak siła popchnięcia sprawiła, że dziewczyna mocno uderzyła głową w płytki.
-Jezu, przepraszam! - krzyknąłem przerażony, jednak nie dotarły do niej moje słowa, bo straciła przytomność. Po chwili otoczyli mnie wszyscy, którzy jeszcze przed chwilą biegali po boisku za piłką, a tuż przy jej głowie przysiadł duży, brązowy pudel, a z drugiej strony przyglądał się jej nauczyciel wf-u.
-Nathaniel… Co ja z tobą tutaj mam, jesteś zaledwie parę dni w tej szkole, a już stratowałeś dziewczynę. Zabierz ją do pielęgniarki - powiedział pan Collins głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Delikatnie wstałem i podniosłem dziewczynę, zauważając, że jej pies, jak na zawołanie wstał i podszedł najbliżej jak się da. Kątem oka zdążyłem zobaczyć jakieś papiery, ale nie miałem jak podnosić ich, więc po prostu ruszyłem w kierunku wschodniego skrzydła, starając się nieść poszkodowaną tak, żeby jej nie przytulać, bo byłem lekko spocony. W międzyczasie zdążyłem przyglądnąć się dziewczynie. Wyglądała, jakby była co najmniej 5 lat młodsza ode mnie, ale byłoby to niemożliwe, bo nie mogłaby uczęszczać do tej szkoły. Po chwili namysłu stwierdziłem, że jej włosy mają kolor karmelu, co uroczo komponowało się z jej delikatnymi rysami twarzy. Dało się też zauważyć, że dziewczyna dokłada wszelkich starań, żeby wyglądać jeszcze bardziej słodko, biorąc pod uwagę różową wstążkę, którą miała wplecioną we włosy, oraz ubrania w dziewczęcych kolorach.
Po chwili dopiero się ogarnąłem, że jestem we wschodnim skrzydle i zacząłem błądzić wzrokiem po drzwiach, starając się przypomnieć, jaki numer miał gabinet pielęgniarki.
W końcu olśniło mnie, gdy stałem przy drzwiach z numerem 9. Niepewnie zapukałem, ale nie uzyskując odpowiedzi, otworzyłem łokciem drzwi i wszedłem do pustego pomieszczenia. W rogu znajdowało się łóżko, do którego podszedłem i spokojnie ułożyłem dalej nieprzytomną dziewczynę. Podszedłem do biurka i wyrwałem karteczkę z notatnika, szybko pisząc na niej wiadomość, w razie gdyby dziewczyna miała się obudzić podczas mojej nieobecności. "Przepraszam, że na Ciebie wpadłem. Idę po kogoś, kto będzie wiedział co zrobić. Obok daję jakieś leki przeciwbólowe i wodę. Najlepiej by było gdybyś została w łóżku, do przyjścia nauczyciela lub pielęgniarki."
Zostawiłem karteczkę na widoku, dając obok dwie tabletki na ból wszelkiego rodzaju, które znajdowały się w szafeczce obok i plastikowy kubeczek z wodą. Gdy nie przychodziło mi do głowy, co więcej mógłbym zrobić, wyszedłem z sali kierując się do sekretariatu.

Judy?

środa, 31 maja 2017

Od Judy

Mam dosyć! Już od jakiś trzydziestu minut błądzę po tych szkolnych korytarzach z jakimiś papierami w dłoni. Od rana przebywam w tej szkole i w placówce, jednak te kilkanaście minut temu podczas zwiedzania, zaczepił mnie jakiś nauczyciel, prosząc, bym dała te kartki uczniowi o nazwisku Niinisto, który powinien być w klasie IIIB. Jednakże mężczyzna nie powiedział mi, gdzie znajduje się tablica z rozporządzeniem planu lekcji poszczególnych klas i… Chyba się zgubiłam. Ścisnęłam smycz Kazu w dłoni, znowu rozglądając się wkoło. Ściany wyglądały normalnie, co jakiś czas okno lub drzwi, zero uczniów jak na chwilę obecną… No szlag by to!
- Kazu, niuchaj ludzi – szepnęłam w stronę pudla, znowu skręcając w prawą stronę na korytarzu. Podobny, gdy znajdujesz się w labiryncie, to najlepszym wyjściem będzie skręcać ciągle w prawo, bo tam podobno jest wyjście. Nie wiem, czy to prawda, nigdy nie byłam w takim miejscu. Chyba że można zaliczyć do tego tę szkołę. Za jeszcze jednym zakrętem w końcu znalazłam to, czego potrzebowałam. Głęboko westchnęłam, podbiegając w stronę korkowej tablicy. Wzięłam głowę do góry, uważnie patrząc na przyczepioną kartkę.
- Wychowanie fizyczne… - przeczytałam, na końcu znowu wzdychając. A kilkanaście minut temu byłam na dworze. No cóż… W podskokach odwróciłam się przodem do wyjścia ze szkoły, które powinno znajdować się za najbliższym skrętem, oczywiście w prawo. Chyba ta teoria jest jednak prawdziwa. Po chwili już uderzyło we mnie gorąco, którego się nie spodziewałam. Przecież dopiero co wiało… Dobra, pora się pospieszyć, bo chyba niedługo dzwonek na lekcje. Dosyć szybkim krokiem ruszyłam w stronę hal sportowych, które znajdowały się za pokaźną liczbą schodów. Znajdując się przy ich podnóżu, spojrzałam w górę, po czym szeroko się uśmiechnęłam.
- Potraktuję to jako trening – powiedziałam, ruszając na nie. Szybkim krokiem je pokonywałam, raz za razem podnosząc nogi w górę. Obok siebie słyszałam miarowe ciężkie oddechy Kazu. Musi być mu gorąco, biedaczek. Jak wrócimy do pokoju, to naleje mu wody do miski. Zasłużył sobie mój piesek. Gdy znalazłam się na szczycie schodów, spojrzałam za siebie na to, jak wysoko jestem. Chyba całkiem nisko… No cóż, to nie jest ważne. Odwróciłam się, zaczynając iść w stronę pierwszej ogromnej hali sportowej. Wątpię, że tam będzie, ale… Lepszy rydz niż nic! Stanęłam przed jednym z bocznych wejść do pomieszczenia. Mam nadzieję, że jest otwarte. Chwyciłam za tą taką dłuższą klamkę, naciskając na nią i tym samym otwierając drzwi. Jednakże, za długo przez to nie postałam. Natychmiastowo coś we mnie uderzyło z dosyć dużą siłą, jak i zapewne niemałą prędkością. Upadłam na ziemię, czując ogromny ból z tyłu głowy. Ostatnie, co zobaczyłam przed ciemnością, była męska twarz z blond włosami i takimi miodowymi oczami.

<Nathaniel? ^^>

Nowa uczennica!

 Judy Okami
Ksywka: W swoim życiu miała tylko jedną, którym było Sweetie.
Wiek: 17 lat
Klasa: IC
Theme by Bełt