Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolay Vincent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolay Vincent. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lutego 2018

Od Sayuri CD Nicolay'a +18

Czując, że wreszcie zostaliśmy połączeni ciałem, nie mogłam powstrzymać mojego szybkiego oddechu. Z płuc czasami też wydobywały się cichsze, raz głośniejsze jęki. Byłam zachwycona. Moje policzki obrały kolor delikatnej czerwieni, a ciało? Ciało było tak rozgrzane, że dziwne, że cała nie zaczęłam wyglądać jak piwonia. Objęłam mocniej Nicolaya, abym miała go bliżej siebie. Pragnęłam tak bardzo jego ciepła. Chłopak nadal poruszał się we mnie, wprowadzając mnie w szaleństwo. Jęczałam mu prosto do ucha. Rozum mówił, żebym nie pragnęła więcej, ale moje ciało? Ono chciało wyłącznie więcej, więcej, więcej. Po chwili pokój wypełniły nasze jęki oraz mówienie naszych imion. To było niesamowite uczucie. Kiedy biała ciecz znalazła się we mnie, Nico spojrzał mi w oczy, zabierając niesforne kosmyki z mojego czoła. Kiedy tak cichutko dyszał z lekkimi rumieńcami na twarzy, był przeuroczy.
-K-Kocham cię N-Nicolay...
-Ja ciebie też Sayuu...
Po tych słowach, chłopak opadł obok mnie, obejmując mnie jak tylko najlepiej potrafił. Nadal miałam wrażenie, że to tylko sen, ale to pewne, że teraz już go nikomu nie oddam.
---
Obudziłam się rano, czując tak bardzo znane mi ciepło. Dotknęłam jego nagiego torsu, całując najdelikatniej jak umiałam jego szyję. Uśmiechnęłam się. Byłam taka szczęśliwa. Żadne prezenty ojca nigdy nie wywołały we mnie takiego uczucia. Nagle spojrzenie chłopaka pokierowało się na mnie. Poczułam ogromny rumieniec na policzkach. Niby nadal wyglądał na chłodnego, ale ja wiedziałam, że darzy mnie silnym uczuciem.
-Dzień dobry Nico...-szepnęłam, muskając jego usta.
-Witaj Sajgonko...
Zachichotałam, mocno wtulając się w chłopaka. Byłam prze szczęśliwa. Nie wiedziałam, jak mogę mu się odwdzięczyć. Czułam dotyk mojego ukochanego, co bardzo mnie satysfakcjonowało. Po naszej nocy, nie myślę o niczym innym, niż tylko o tym abym już zawsze mogła być obok niego. To chyba było dla mnie najważniejsze. Nie... To pewne. Ja już na wieki. Od dzisiaj, mogę spokojnie mówić, że moje serce należy wyłącznie do niego. Do mojego księcia, który tym swoim chłodnym spojrzeniem skradł moje serce. Złapałam dłoń Nicolaya i położyłam ją na swoim serduszku.
-Moje serce należy do ciebie....-szepnęłam.
Teraz z pewnością mógł usłyszeć te głośne łomotanie mojego serca. Zamknęłam na moment oczy, jednak po chwili ponownie złączyłam spojrzenie z Nico. Był taki uroczy, kiedy był od razu po pobudce. Mój książę, który ocalił mnie od melancholii.
<Nicolay? ^^>

środa, 31 stycznia 2018

Od Alexandra CD Nicolay'a

Powoli szedłem korytarzem na najnudniejszą lekcję w całym tygodniu, myśląc nad projektem. "Projektem", bo tak naprawdę to są dwa albo trzy doświadczenia, ich opis i sprawozdanie z teorią. Pestka. Może nawet gdzieś mam to gotowe, to oddam. Po co się męczyć? I ja i ten chłopak będziemy mieli spokój. Reszta dnia minęła całkiem szybko. Nic specjalnego. Jestem tutaj już miesiąc i jakoś niespecjalnie znam moją klasę, więc z trudem starałem przypomnieć sobie jak owy chłopak się nazywał. Widziałem go już wcześniej? ChoIera... Może. Nigdy jednak jakoś specjalnie nie zapadł mi w pamięć. Po lekcjach poszedłem do siebie, dalej zamyślony. Przebrałem się, zrobiłem skromny obiad i wysłałem wiadomość do Mikiego, że dzisiaj odpuszczę sobie trening i nie musi przychodzić na lodowisko. Zawody coraz bliżej, olimpiada coraz bliżej a mi z każdym dniem chce się coraz mniej. Wiem, z czym to się łączy, ale chciałem myślec o tym jak najmniej. Z cichym westchnieniem opadłem na łóżko i pozwoliłem myślom odpłynąć. Nawet nie zauważyłem jak zasnąłem. Znowu byłem w Rosji. Wracałem razem z siostrą z zajęć w szkole. Jak zawsze. Codziennie ta sama trasa. Kilkaset metrów. Trzy zakręty i dom. Tym razem jednak moja siostra nie dotarła tam. Obudziłem się z krzykiem, kiedy starałem się ją ostrzec. Po chwili usłyszałem nieśmiałe pukanie do drzwi. Narzuciłem na siebie bluzę, poprawiłem włosy i okulary, po czym otworzyłem.
- Hej - uśmiechnąłem się lekko do chłopaka. - Wejdź. Kawy? Herbaty?
- Herbaty - odpowiedział po chwili i ściągnął kaptur. Poszedłem do kuchni i wstawiłem wodę. - Przy okazji jestem Alexander! - Zawołałem, by usłyszał.
- Nicolay - odpowiedział tuż koło mnie. Odwróciłem się ze spokojem. - To ty? - Spytał, trzymając w dłoni moje zdjęcie z zawodów. Byłem tam razem z przyjaciółką, trzymając złote medale. Spojrzałem na chłopaka i potaknąłem jedynie.
- Ta. I przepraszam, że krzyczałem.Myślałem, że jesteś przy stole - mruknąłem. - Jesteś z Rosji? - Spytałem ostrożnie. Pokręci głową.
- Szwecja.
- Okej - wzruszyłem ramionami i wróciłem do patrzenia, jak gotuje się woda. Przy okazji mam gotowy cały projekt. Więc jeśli chcesz, to możemy go zrobić, a jak nie, to po prostu dodam twoje imię - zaproponowałem, patrząc na niego. - Będzie nam trochę prościej. I jest mniejsza szansa, że Jenkins postanowi nam pomóc i wszystko wybuchnie. Wiem, że to tylko proste reakcje, ale mu nie ufam. Już dwa razy ratowałem salę.

Nicolay?

Od Nicolay'a do Alexandra

Czwartek. Jeszcze jeden dzień do weekendu. Tymczasem lekcja chemii płynęła swoim tempem. Nie wsłuchiwałem się jakoś szczególnie w to, co mówi nauczyciel. Był tak roztargniony jak zawsze, ale lekcje jakoś poprowadzić umiał. Ta, jakoś… Nie licząc nieudanych eksperymentów, które miały na celu nas czegoś nauczyć. Obejrzałem się na to co się działo za oknem. To jest bardziej interesujące niż to co mówi Jenkins. Liście latały wokół łysych drzew, tak jakby chciały się do nich doczepić, a gałęzie i trawa kołysała dzięki podmuchom wiatru. Zobaczyłem jak wiewiórka wychodzi z dziupli i zaczyna węszyć. Aż mną wzdrygnęło. Wiewiórki to… dosyć straszne stworzenia, nie potrafię ich rozgryźć. Jednak, mimo wszystko, najlepszym miejscem w klasie, jest ostatnia ławka obok okna. Można chwilami uciec od nudnego bełkotu nauczyciela i pooglądać to co dzieje się za oknem.
- Panie Nicolay!
Z rozmyślań wyrwał mnie poddenerwowany głos nauczyciela z końca sali. Obróciłem głowę spokojnie w jego stronę, opierając policzek na dłoni.
- Tak?
- Czy słyszał Pan właśnie, co powiedziałem? – skrzyżował ramiona na klatce piersiowej.
- Nie, przepraszam.
- Więc, niech Pan słucha. Zadaję Wam do domu projekt, który macie wykonać w parach. Tematem jest dzisiejsza lekcja, w podręczniku na stronie 67 macie wszystko wyjaśnione. Nie będę jeszcze raz wszystkiego tłumaczył, bo zaraz będzie dzwonek. Dobierzcie się teraz szybko w pary.
Jako, że jestem indywidualistą, wolałbym robić projekt sam. Ale nie chcę podchodzić do i tak już poddenerwowanego nauczyciela, żeby prosić o robienie projektu samodzielnie. Obejrzałem się na ludzi. Wszyscy mieli już kogoś do projektu. Zostałem sam? Nie, uwagę moją zwrócił śnieżnowłosy chłopak, siedzący samotnie w ławce. Zapewne czeka na dzwonek. Postanowiłem przełamać się i do niego podejść. Chłopak widząc moją postać, odezwał się pierwszy.
- Wygląda na to, że projekt robimy razem.
- Na to wygląda. – odparłem ze stoickim spokojem.
- Spotkajmy się po lekcjach u mnie. Pokój 124. Przedyskutujemy co i jak. Umowa stoi? – schylił się i założył plecak na plecy, wstając z krzesła.
Kiwnąłem głową.
- To super. Do zobaczenia.
Odprowadziłem go spojrzeniem na szkolny korytarz. Tymczasem ja złapałem za swoją torbę i zakładając ją niedbale na jedno ramię, wyszedłem z klasy.

Alex?

Od Sayuri CD Nicolay'a

Uśmiechnęłam się delikatnie do chłopaka, rzucając mu ubrania, jakie moim zdaniem do niego pasowały. W sumie to wszystkie były czarne! Rozumiem, że lubi ten kolor, ale istnieją inne, choć trochę podobne do niego. Wzięłam swoje ciuchy, narzucając je na siebie. Włosy związałam w kucyk, a potem piąte przez dziesiąte ułożyłam swoją grzywkę. Wzięłam swoją torbę, a potem poczekałam, aż chłopak się wyszykuje. Pochwyciłam potem jego dłoń i poleciałam jak strzała na swoją lekcję. Kiedy już chciałam go puścić, a potem pożegnać, zauważyłam, że moja klasa oraz jego ma łączoną! Uśmiechnęłam się do niego.
-Mamy razem lekcję!-pisnęłam, a potem skocznym krokiem weszłam do sali.
Zasiadłam wraz z moim chłopakiem na końcu. Nauczyciel jaki miał z nami zastępstwo zawiadomił, że test mojej klasy został przełożony na kolejny tydzień i nie wiadomo też, czy odbędzie się w następnym terminie. Nie znałam szczegółów, ale chyba nasz profesor od chemii się rozchorował. Ups, jak przykro. Zadowolona złapałam rękę Nico pod ławką, a potem położyłam głowę na blacie, słuchając co mówi nauczyciel. Buu... ~ Nudzę się. Dlaczego te lekcje się tak dłużą. Przegryzłam wargę i przesunęłam się bliżej Nico.
-W sumie po tej lekcji możemy się urwać... -szepnęłam. -Obiecuję, że dzisiejszy dzień i może jutrzejszy spędzimy we dwoje.
Chłopak popatrzył na mnie, a potem wrócił spojrzeniem do tablicy. Ah ten mój kujonek. Ziewnęłam, próbując się skupić, ale moje myśli jak zawsze odleciały w całkiem innym kierunku.
---
Wraz z dzwonkiem wyciągnęłam Nicolaya z klasy, ciągnąc go do wyjścia. Wiem, że może mężczyźni nie lubią zakupów, ale robię to dla jego dobra. Zatrzymałam się nagle, kładąc dłoń na jego torsie. Uśmiechnęłam się do niego zadziornie.
-Obiecuję ci, że zakupów nie pożałujesz, a ja mam na celowniku tylko z dwa sklepy. Reszta moim zdaniem nie będzie w twoim guście. -stanęłam na paluszkach i pocałowałam go delikatnie w usta.
Wraz z moim ukochanym ruszyłam ku Tombstown, trzymając jego dłoń. Ja zwarioowałam na jego punkcie. Jest cudowny. Położyłam głowę na jego ramieniu, uśmiechając się.  Po dobrych kilkunastu minutach przekroczyliśmy próg jednego ze sklepów. Od razu weszłam z Nicolayem na dział męski i szukałam rzeczy w ciemych kolorach. Nie nastawiałam się, że ubierze coś innego i nie chciałam tergo w nim zmieniać. Z niewielką kupka ubrań na ręce, wepchnęłam ciemnowłosego do przymierzalni.
-Tylko tam szybciutko i mi się pokazuj. -powiedziałam.
W pierwszej koszuli w odcieniu granatowym wyglądał cudnie, podobnie jak w kilku innych. Jednak jedna zawrociła mi w głowie. Może koszula była jasna, ale była do tego piękna, szkarłatna marynarka.
-To! Nie chcę słyszeć sprzeciwu!-pisnęłam, wpychając chłopaka do przymierzalni.
Kiedy się przebrał, wzięłam koszulę i marynarkę do ręki, idąc do kasy. Tam mimo burczenia Nico pod nosem, zapłaciłam za zakupy, a potem wsadziłam chłopakowi reklamówkę w dłonie.
-Nie ma za co Nicoś...-szepnęłam, ucałowywując policzek chłopaka.
<Nico?^^>

Klub Biologiczny - Przewodniczący

Ciepła dłoń ukochanej trzymała moją. Oparła swoją głowa o moje ramię. Zatrzymaliśmy się przy klasie Sonii.
- Czyli znowu musimy się rozstać? – popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami.
- Najwyraźniej. – przeczesałem jej włosy i ucałowałem ją w czoło. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia za 45 minut! – pomachała mi.
Pomaszerowałem szybkim krokiem w stronę swojej klasy. W sumie już i tak przez spędzanie czasu z Sajgonką, opuściłem parę lekcji i spóźniałem się, więc wolę tym razem wolałbym zrobić wyjątek. Tymczasem drogę zagrodziła mi znajoma z klubu biologicznego – Noora. Zmierzyła mnie od stóp do głów. Byłem od niej o wiele, wiele wyższy, co możliwe, że wprawiało ją w lekki dyskomfort. Mimo wszystko wyglądała na dość obojętną.
- Słuchaj Nicolay, dziś od razu po lekcjach jest spotkanie Klubu Biologicznego. Będzie głosowanie kto ma być przewodniczącym klubu. Twoja obecność jest obowiązkowa.
Kiwnąłem głową na znak zrozumienia. Jeszcze półtorej minuty do końca przerwy, a moja klasa jest jakieś dwadzieścia metrów dalej, więc musze się spieszyć. Ruszyłem dalej omijając Noorę.
- Dzięki za informację. – powiedziałem na odchodne.
Dotarłem do klasy. Właśnie rozpoczynała się historia na którą na moje nieszczęście się spóźniłem. Znowu. Usiadłem w ostatniej ławce, czyli tam gdzie zawsze siedzę na historii i począłem grzebać w plecaku.
- Panie Vincent, jest pan spóźniony. – Pan Mitchell uniósł głowę znad podręcznika poprawiając okulary. – To już ponoć już któryś raz z rzędu, kiedy spóźnia się pan na lekcje. Proszę się pilnować.
- Przepraszam. – odparłem.
Reszta lekcji minęła tak jak zawsze.
~***~
- Okej, zebraliśmy się tutaj, aby wybrać nowego przewodniczącego Klubu Biologicznego.
Ręka Kim trzasnęła o stół przy, którym całe stowarzyszenie siedziało i oglądało przemowę naszej blondwłosej koleżanki.
- Przewodniczący musi mieć charyzmę, zamiłowanie do przyrody, być ciekawy i inteligentny! Jako była przewodnicząca oświadczam, że bycie przewodniczącym nie jest takie trudne ale trzeba nosić ze sobą ten ciężar polegania na Tobie. Czy ktokolwiek z tej trójki, chciałby w ogóle zostać przewodniczącym?
Zastanowiłem się chwilę. To chyba nie takie zły pomysł, by się zgłosić. Wzrok Kim powędrował na mnie.
- Nikt się nie zgłasza? No proszę Was, chcecie, żebym znowu ja objęła tą posadę?
Nagle moja ręka tak jakby sama wystrzeliła do góry. Tak jakby jakaś tajemnicza siła chciała, abym to zrobił.
- Nico? Co jak co ale nie spodziewałabym się po Tobie chęci przewodnictwa. – zaśmiała się. – No dobrze, jakieś sprzeciwy?
Odpowiedziała jej cisza. Po chwili jednak głos zawarła Castina.
- Myślę, że Nicolay będzie dobrym przewodniczącym. – stwierdziła krzyżując ręce.
- Zgadzam się. – odpowiedziała Noora nieobecnie.
Na twarzy Kim pojawił się uśmiech.
- W takim razie, ogłaszam Nicolay’a Vincenta, naszym nowym przewodniczącym!
Najkrótsze głosowanie w jakim miałem okazję uczestniczyć.

Od Nicolay'a CD Sayuri

Posłałem jej pytające spojrzenie.
- Dom?
Sayuu pokiwała głową.
- Mój własny! Jest niedaleko, możemy w nim mieszkać razem!
Blondynka cała rozpromieniona uczepiła się kurczowo mojej ręki. Mieszkać razem? Tak od razu? Nie myślałem o tym jeszcze… Chociaż, może warto byłoby zacząć… W końcu jesteśmy pełnoletni i możemy zacząć myśleć o tym, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Zwróciłem się do Sonii, wpatrywała się we mnie z uśmiechem przepełnionym nadzieją. Uśmiechnąłem się lekko przeczesując jej włosy.
- Chodźmy więc.
Prowadziła mnie przez urokliwe, ciche i podmokłe od deszczu uliczki. Słońce już zachodziło za horyzontem, a zarys księżyca widoczny był już na niebie. Gdzieś niedaleko grała spokojna i poruszająca serce muzyka, która towarzyszyła nam przy przechodzeniu przez jedną z uliczek. Wszystko zdawało się zatrzymać w miejscu. Wiatr niosący kolorowe liście przeczesywał nasze włosy. W końcu dotarliśmy. Mieszkanie było dosyć duże. Wchodząc do środka poczułem ciepło. Mieszkanie było ogrzewane, nie to co akademik.
- Rozgość się. – powiedziała Sonia zdejmując z siebie kurtkę. – Swoje rzeczy powieś tutaj. – wskazała wieszak.
Zrobiłem tak jak mi poleciła. Później zaprowadziła mnie na górne piętro domu do swojego pokoju. Oznajmiła, że będziemy spać właśnie tu i że ma plany na wieczór. Gdy spytałem jakie konkretnie, odpowiedziała, że to niespodzianka. Pierwsze co zrobiliśmy, rozpakowaliśmy moje nowe ubrania do jednej z szafek.
- Sonia, ty naprawdę chcesz, żebym z Tobą mieszał?
- Oczywiście. A… ty nie? – przekrzywiła głowę smutno.
Było to tak urocze, że odruchowo obróciłem głowę w bok, przez co moje włosy opadły mi na oczy, pod którymi wpełzł solidny rumieniec.
- N-nie no, wydaje mi się, że chcę…
Dziewczyna zachichotała, po czym stanęła na palcach i ucałowała mnie w usta. Szepnęła mi na ucho słowa, które tak często słyszę. Słowa przepełnione szczerą miłością. Za każdym razem kiedy je słyszę, czuję, że przechodzi mnie dreszcz. Przyjemny dreszcz. Gdybym tylko potrafił wyrazić jak bardzo ja ją kocham…
- Chodź kochanie. – złapała mnie za rękę i poprowadziła do kuchni. – Zjemy coś szybkiego, pójdziemy się umyć i urządzimy nasz wieczór. Tylko nasz… - położyła mi palec na wargach.
Znowu przeszedł mnie przyjemny dreszcz. O co może jej chodzić? Jeśli chodzi o nią, podejrzewałbym oglądanie filmu, popcorn i tym podobne, ale mówi o tej niespodziance w taki sposób, że…. Za dużo myślę… Muszę się ogarnąć.
Po zjedzeniu kilku tostów, tak jak zaplanowaliśmy, poszliśmy się umyć. A raczej czekałem na Sonię, aż się umyje. Powiedziała, że chce iść pierwsza, żeby mogła szybko przygotować niespodziankę. No i tak więc w końcu wyszła księżniczka spod prysznica, w samym ręczniku owijającym jej wilgotne ciało.
- Twoja kolej. – rzuciła odchodząc w stronę pokoju, rozczesując swoje długie, blond włosy.
Siedząc pod prysznicem i myjąc głowę, rozmyślałem o całej niespodziance. Tak jakoś zaprzątała mi głowę. Zwłaszcza, że do głowy przychodziły mi dosyć brudne myśli, które sprawiały, że znowu przechodził mnie przyjemny dreszcz. Zarąbiście, teraz wychodzę na większego zboczeńca niż jestem. Po dokładnym wyszorowaniu swojego bladego ciała, wyszedłem spod prysznica wycierając się ręcznikiem. Chwyciłem w rękę suszarkę. Ciepły podmuch zaczął suszyć moje mokre, ciemne włosy. Spojrzałem w lustro. Zacząłem się sobie przyglądać. Jak można pokochać kogoś takiego. Jak można zakochać się w tych zimnych, bezdusznych oczach. W tym bladym, depresyjnym, obojętnym chłopaku, którego mało obchodzi, co się dzieje wokół. Spróbowałem się do siebie uśmiechnąć. Nie… ten uśmiech nie jest nawet szczery. Mówiła, że podoba jej się mój uśmiech. Nie wiem co w nim takiego niesamowitego. Jednak w głębi czuję, że nawet jeśli to co mówi nie jest do końca szczere, nie chcę zepsuć relacji jaką razem zapoczątkowaliśmy. To byłoby bardzo bolesne. Dla mnie i podejrzewam, że dla Sonii również.
Moje włosy w końcu się wysuszyły. Były miękkie i pachnące. Ubrałem swoją szarą, długą piżamę i wyszedłem z łazienki. Drzwi pokoju Sayuu były zamknięte. Postanowiłem zapukać ale… gdy już moja piąstka miała uderzyć delikatnie w drzwi, coś mnie zatrzymało. Czułem jakiś ciężar, który nie pozwalał mi tego zrobić. Rusz się Nicoaly, to dla Sonii ważne! W końcu się przemogłem i zapukałem. Wydobył się głuchy głos mojej ukochanej mówiący, bym wszedł. Otworzyłem drzwi i zastałem moją ukochaną, w dosyć skąpym ubraniu. Miała czarną, koronkową bieliznę z kokardką między piesiami, oraz kokardkami na jej biodrach. Włosy miała rozpuszczone. Poczułem jak ponownie przechodzi mnie dreszcz. Jednak ten był jeszcze mocniejszy niż poprzednio.
- S-Sayuu… - wyjąkałem.
- Nico… ostatnio nie mogliśmy dokończyć, bo byliśmy w szkole… ale teraz mamy na to całą noc. – uśmiechnęła się przez swoje rumieńce.
Wyglądała na bardzo zawstydzoną ale szczęśliwą. Podszedłem do niej. Podejrzewam, że moja twarz również jest cała czerwona. W końcu, moja rozgrzana, pachnąca ukochana siedziała na łóżku i czekała, aż swoim ciałem zastąpię kołdrę i zapewnię jej ciepło.
- N-nie patrz tak na mnie…! – zarumieniła się jeszcze bardziej.
- Sayuri… nie mogę uwierzyć… ja… - naprawdę, pierwszy raz nie wiedziałem jak mam zareagować.
- Po prostu tu chodź…
Wszedłem kolanami na starannie wyścielone łóżko. Zbliżyliśmy do siebie swoje usta, które po chwili złączyły się w namiętnym i czułym pocałunku. Chwyciłem jej biodra i przysunąłem ją do siebie jeszcze bardziej. Sonia zdjęła ze mnie górną część piżamy. Moje rozpalone dłonie wędrowały po jej bladej, miękkiej i pachnącej skórze. Błądziły po udach, brzuchu, plecach, ramionach, policzkach… Były wszędzie. Jej dłonie delikatnie dotykały mojej klatki i policzków. Sonia ugryzła mnie delikatnie w wargę. Po chwili nasze języki również złączyły się w akcie miłosnym, poznając się nawzajem. W końcu przyszpiliłem dziewczynę do łóżka tak, że leżała pode mną na plecach. Włożyłem ręce pod jej plecy i rozpiąłem jej stanik, obcałowywując jej szyję. Blondynka jęknęła z zalewającej jej fali rozkoszy. Rzuciłem jej stanik na podłogę, odkrywając jej nagi biust. Zacząłem schodzić pocałunkami z szyi do brzucha. W końcu dotarłem do dolnej części jej bielizny. Pocałowałem ją w udo, po czym zrobiłem jej malinkę na brzuchu. Dziewczyna zwijała się w przyjemności. Jej ciało błagało o więcej. W końcu zdjęła ze mnie dolną część piżamy, zostawiając mnie zupełnie nagiego. Spojrzałem jej w oczy. Mówiły: ‘’Zrób to’’. Tak więc zdjąłem z niej dolną część bielizny. Objęła mnie nogami w biodrach. Zbliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Sonia wydawała się błagać o to połączenie. Pocałowałem ją w usta, po czym delikatnie w nią wszedłem i zacząłem powoli się poruszać. Starałem się być jak najdelikatniejszy. Nasze jęki łączyły się we wspólnej rozkoszy płynącej z połączenia, którego tak bardzo razem pragnęliśmy.

Od Sayuri CD Nicolay'a

Kiedy czekaliśmy na pizzę, patrzyłam na chłopaka jak w obrazek. Nie mogłam uwierzyć, że trafiłam na tak niesamowitą osobę. Zamrugałam, gdy nagle ciemnowłosy zaczął pstrykać mi przed twarzą palcami. Otrząsnęłam się, patrząc na niego.
-Hę? Co?-zapytałam.
-Sajgonko, wiem, że może nie jesteś wyspana, ale chyba możesz się odzywać, prawda?-zapytał.
-Przepraszam. Tak długo ciebie nie widziałam, że się nie mogę napatrzeć.-zachichotałam.
Właśnie w tej chwili podali nam posiłek, dlatego bez zbędnego gadania zabrałam się za jedzenie. Powstrzymywałam swoje głodowe zapędy do tego stopnia, aby nie rozpylać pizzy wszędzie dookoła. Kiedy jedliśmy, nie odezwaliśmy się do siebie. Bo po co? Przecież to pizza~. Gdy nasze żołądki były pełne, złapałam dłoń chłopaka i wstałam.
-Pójdziemy do parku?-zapytałam.
Nicolay wzruszył ramionami, podniósł się, a potem wyszliśmy z pizzerii, wcześniej płacąc nasz rachunek. Trzymając się za ręce, obraliśmy kierunek parku. Uśmiech nie mógł zniknąć z mojej twarzy. W końcu miałam swojego ukochanego obok. Moją miłość, na której mi tak bardzo mocno zależało. Czułam jak serce bijące wewnątrz mojej piersi przyśpiesza na samą myśl, że jestem obok tej najważniejszej dla mnie osoby. Usiedliśmy na jednej z ławek w cieniu. Oparłam głowę na ramieniu chłopaka, nie puszczając jego ręki.
-Kocham cię...-szepnęłam tak nagle, a Nico ucałował moją skroń.
Zachichotałam pod nosem, aż nagle ktoś stanął przed nami. Jakiś facet w bereciku, z wąsikiem i jakoś dziwnie ubrany. Uśmiechał się do nas, umieszczając nas w ramce swoich palców. Powiedział, że narysuje nasz portret, gdyż wyglądamy tak ładnie razem. Zaśmiałam się, a potem pociągnęłam ciemnowłosego w stronę miejsca, gdzie stała sztaluga malarza. Usiedliśmy na ławeczce, a mężczyzna usadowił się na swoim miejscu. Ustawił nas tak, że siedziałam z opartą głową o ramię Nicolaya, a ten mnie obejmował w pasie. Wbrew pozorom szybko mu to zajęło. Może i nie należała ta pozycja do najwygodniejszych do siedzenia, ale cieszyłam się myślą, że mam obok ciepłe ramię mojego ukochanego. Po chwili mężczyzna uniósł swoje dzieło. Było przepiękne. Podskoczyłam i wzięłam płótno w palce. Zapłaciłam za obrazek, podziękowałam, a potem trzymając dłoń Nico ruszyliśmy do wyjścia z parku.
-Chodźmy do mnie. Mam teraz swój dom.-powiedziałam, uśmiechając się
<Nicolay? ^^>

Od Nicolay'a CD Sayuri

Wcisnąłem na siebie wszystkie ciuchy jakie mi przytargała. Już nawet nie chciałem wdawać się z nią w dyskusję, bo i tak postawiłaby na swoim. W tym aspekcie przypomina mi moich staruszków. Ale plusy są tego takie, że mam nowe ubrania. Jednak jakoś mi tak głupio, że za wszystko ona zapłaciła.
- Dobra, ile za to zapłaciłaś? Wiesz, że nie mam tyle kasy przy sobie, żeby Ci oddać. – powiedziałem z lekką pretensją.
- Nicolay’u Vincencie. Jako, że mam bogatą rodzinę, takie zakupy to lizaki. Więc, nie musisz mi oddawać ani grosza z tego, ile wydałam dla Ciebie, mój ukochany.
- Sayuu. Nie mów tak. Czuję się zobowiązany.
- A mam Cię palnąć w tą łepetynę, żeby dotarło? – stuknęła mnie palcem w czoło.
- Grozisz mi? – stanąłem przed nią i zatrzymałem się.
Byłem od niej o wiele wyższy, co ją lekko speszyło. Jednak dalej grała twardzielkę.
- A co jeśli tak? – wyszczerzyła się.
- Skoro tak…
W ułamku sekundy, dziewczyna znalazła się na moim ramieniu. Przełożyłem ją jak worek ziemniaków.
- Nico! – uderzyła mnie tymi chudymi pięściami w plecy. – Postaw mnie z powrotem na podłogę!
Zacząłem iść przed siebie z Blondynką na ramieniu. Dalej uderzała mnie piąstkami.
- Wiesz, nie umiesz się bić.
W końcu zmęczyła się i zawisnęła bezwładnie. Ludzie gapili się na nas i śmiali się pod nosem. Niektórzy nawet cykali fotki. Niedziwne, wyglądaliśmy jakby była to dla nas normalka.
- Niicoo… - ryknęła pod nosem.
- Słucham.
- Głoooodnaaa.
Gdy to powiedziała, poczułem jak mój brzuch zaczyna burczeć. Wygląda na to, że nawet mój organizm dostosowuje się do Sajgonki.
- To pójdziemy na sajgonki. – odpowiedziałem.
- Nie chceee, chodźmy na coś pysznego. – sposób w jakim się wypowiadała przypominał zombie.
- Pysznego? To znaczy co?
- Pizza? Ładnie proszę…
Dalej zwisała bezwładnie, jak trup.
- W sumie dawno nie jadłem. – stwierdziłem.
Wziąłem Sayuu za biodra i postawiłem na podłodze. Chwilę się chwiała łapiąc równowagę. Po chwili wzięła mnie za rękę i poprowadziła do najbliższej pizzerii. Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliku i zamówiliśmy po pizzy.

Sonia? :>

wtorek, 30 stycznia 2018

Od Nicolay'a CD Sayuri

Patrzyłem na onieśmieloną dziewczynę. Po wypowiedzianym przez nią zdaniu, dziewczynie zaszkliły się oczy z nadzieją. Nie mam zamiaru jej zostawiać. Cokolwiek by się nie działo, nie chcę i pozwolę na naszą rozłąkę. Nie ma mowy, za bardzo ją kocham. Ująłem jej rumiany policzek.
- Nigdy więcej. – przytuliłem ją.
- Ja Ciebie też nie zostawię Nico. Kochanie moje…
Leżeliśmy tak wtuleni w siebie jeszcze przez parę minut. Po tej rozłące, dobrze było czuć przy sobie swoją drugą połówkę. Brakowało mi ciepła jej ciała, delikatnych i miękkich ust, spojrzenia szklanych oczu, rumianych policzków… Brakowało mi jej małych irytacji podczas moich droczeń z nią, uroczego głosu, które często mówiło moje imię. Brakowało mi jej całej. Lecz teraz, mam ją całą dla siebie. I nie oddam jej nikomu.
- Wiesz co, Nico? – spytała, jeżdżąc palcem po mojej klatce piersiowej.
Ponownie zwróciłem swój chłodny i beznamiętny wzrok ku dziewczynie.
- Przypomniały mi się czasy, kiedy dopiero się poznawaliśmy. Byłeś taki… dosyć szorstki, nieprzyjemny i zamknięty w sobie. Próbowałam wydobyć z Ciebie jakąś cząstkę tej dobrej strony, bo wiedziałam, że ją masz. I nie pomyliłam się. Teraz jesteś bardziej otwarty, czuły i mówisz o wiele więcej. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to cieszy… - uśmiechnęła się.
- To tylko i wyłącznie Twoja zasługa. – odparłem.
- Całkiem możliwe. – prychnęła.
Wzrok Sonii powędrował nagle w stronę zegara. Oczy rozszerzyły jej się do rozmiarów spodków.
- Jezus Maria, spóźnimy się na lekcje! Już się zaczęło! – zerwała się.
Zatrzymałem ją łapiąc jej nadgarstek.
- Tak Ci zależy? – spytałem. – Nie odchodź.
- Nico, przepraszam ale niedługo będzie ważny test. Ostatnio prawie oblałam i wolałabym wynieść z tego przedmiotu jak najwięcej. Pech trafił, że musiała to być akurat ta lekcja. Przepraszam…
- Jak chcesz. – mruknąłem wstając z łóżka.
Podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło.
- Nie martw się nadrobimy to. A teraz ubieraj się.
Dziewczyna otworzyła moją walizkę. Zawiesiła się.
- Sajgonka. Dysk Ci się zawiesił? – przekrzywiłem głowę.
- Masz strasznie mało ubrań… I to na dodatek praktycznie wszystkie są w jednym kolorze…
- Czy to już przestępstwo?
- Dla Twojego wizerunku tak! Po lekcjach idziemy na zakupy, mój drogi.
- Sayuu, błagam.
- Ciii! Cała przyjemność po mojej stronie. – wytknęła język i mrugnęła do mnie.
- …

Saaayuuuu? ;p

Od Nicolay'a CD Sayuri

Tak oto stanęło przy mnie moje ukochanie praktycznie w samych gaciach. Wyglądała całkiem seksownie w mojej zwykłej, za dużej, czarnej koszulce.
- Wyglądasz jak kloszard. – odparłem.
- Jak kto? – oburzyła się.
Puknąłem ją w czoło palcem.
- Taki żarcik kosmonaucik.
- No to powiedz co naprawdę myślisz. – uśmiechnęła się zawadiacko opierając rękę na biodrze.
Podszedłem do niej i ucałowałem ją w usta podnosząc do góry tak, że jej nogi otaczały moje biodra.
- Jesteś cudowna.
Oparłem ją o ścianę i ucałowałem w szyję. Poczułem jak dłonie Sonii zaciskają się na mojej bluzie. Jej usta wyszeptały moje imię.
- Boisz się? – prychnąłem odsuwając się od jej szyi.
- Oczywiście, że nie! – zarumieniła się.
- Hmm, nawet ładnie pachnę. – stwierdziłem zatapiając nos w własnej koszulce, którą nosiła Sayuu.
- Przestań, to łaskocze! – zachichotała.
- No tak, przecież ty masz łaskotki.
Moja ręką wpełzła jej pod koszulkę i jeździła po nagiej skórze na brzuchu. Drażniłem się z nią. Patrzyłem na jej reakcje, rumieniła się czekając co się będzie dalej. Po chwili jej ręce powędrowały do zamka mojej bluzy i zaczęły ją ze mnie zdejmować. Poddając się jej zdjąłem z siebie górną część garderoby zostawiając ją nagą. Sayuri dotykała mnie swoimi rozgrzanymi dłońmi podczas całowania mnie w szyje, chwilami podgryzając płatek mojego ucha. W końcu nasze usta złączyły się w namiętnym i pasjonującym pocałunku. Położyłem swoje dłonie na policzkach Blondynkach przyciskając jej usta do swoich jeszcze mocniej. Serce biło mi mocno, pragnąłem przelać swoją miłość na jej ciało. W końcu coś mną targnęło i zdjąłem z Blondynki koszulkę odkrywając jej koronkową, pudrowo-różową bieliznę. Dziewczyna jęknęła zawstydzona krzyżując ręce na piersiach.
- P-przepraszam. – wydukałem, kiedy dotarło do mnie co właśnie zrobiłem.
Łypnęła na mnie okiem. W końcu cała zarumieniona ponownie ujęła moje policzki.
- N-nie… wszystko dobrze. – uśmiechnęła się.
Wróciliśmy do obściskiwania się. Poczułem jak mój rozporek został otwarty przez nikogo innego jak Sayuu. Ściągnęła moje spodnie stopami, które dalej owinięte były wokół moich bioder. Przycisnąłem ją mocniej do ściany.
- Kocham Cię… - wyszeptała Sonia, cała rozgrzana i pojękująca.
Przytrzymałem ją i cofnąłem się na łóżko. Usiadłem na nim, a moje kochanie na moich kolanach. Nie odrywaliśmy od siebie warg, byliśmy pochłonięci sobą. Jeździłem dłońmi z jej bioder do policzków, z policzków do ud. Pieściłem ją najczulej jak mogłem. Mam wrażenie, że to rozstanie jeszcze bardziej nas ze sobą związało.
- Ja Ciebie też, Sonia.

Sayuu? *^*

Od Sayuri CD Nicolay'a

Czując dotyk mojego kochanego Nicolaya na sobie, miałam chęć już na wieki pozostać w tym pokoju, razem z nim. Swoje ciepłe dłonie ułożyłam po chwili na jego karku, a ust ani na moment nie oderwałam od jego warg. Cieszyłam się jego obecnością. Uznawałam to, za czas, który straciliśmy przez jego zmianę szkoły. Przysunęłam się bliżej niego, czując na swoim brzuchu dotyk jego nagiego torsu. Po chwili na moment odsunęłam od niego usta, ale nasze twarze nie oddaliły się na więcej niż kilka centymetrów. Przejechałam delikatnie dłonią po jego policzku, uśmiechając się.
-Nie mogę się doczekać, aż przedstawisz mnie swoim rodzicom. Mam nadzieję, że mnie polubią...-szepnęłam, patrząc w oczy chłopaka.
-Na pewno ciebie polubią...-mruknął chłopak, a potem znowu wpił się w moje usta.
Podsunął się ze mną do ściany, a ja wyłącznie uśmiechnęłam się, nie odrywając od niego warg. Moje serce biło tak szybko... Nie wiem, czy zaraz nie wyskoczy mi z piersi. Szczególnie wtedy, gdy siedzę na kolanach miłości swojego życia w samej bieliźnie, podobnie jak on. Modliłam się, aby tylko teraz nikt nie wleciał tutaj. Nie chciałam, aby po szkole chodziły dziwne plotki. Nie chodzi mi o fakt, że wstydzę się Nicolaya, bo tak nie jest, broń boże! Chodzi o to, że martwiłam się tym, że mogą zacząć nazywać mnie panienką lekkich obyczajów. Nico też mógł na tym ucierpieć, a tego nie chcę! Westchnęłam, ponownie ciesząc się pocałunkami, jakimi obdarzał mnie chłopak. Nie minęła chwila, a ten pozostawił mi na szyi dwie malinki, które bardzo się wyróżniały na mojej jasnej, porcelanowej cerze. Potem nasze spojrzenia się spotkały.
-Teraz jesteś tylko moja...-szepnął, delikatnie się uśmiechając.
Zachichotałam, a potem pozostawiłam na jego żuchwie oraz szyi podobny, malinowy ślad.
-A ty jesteś tylko mój, skarbuś...-wyszeptałam, przygryzając płatek jego ucha.
Położyłam dłoń na jego policzku, a chłopak się w nią wtulił. Nie wiem dlaczego, ale chyba to rozstanie bardzo nas do siebie zbliżyło. Cieszyło mnie to. Minęło troszkę czasu, nim wreszcie nacieszyliśmy się swoimi pocałunkami. Położyliśmy się obok siebie. Zsunęłam się lekko, aby mieć głowę w zagłębieniu jego szyi. Nicolay delikatnie muskał mnie swoimi dłońmi po plecach.
-Sajgonko? Masz tatuaż?-zapytał.
-Tak. To symbol mojej miłości do kultury japońskiej. Dobre kitsune są czasami pokazywane w bieli, kwiaty wiśni to symbol święta Hanami, kiedy to właśnie odbywają się obchody święta wiśni. Rozumiesz?
Chłopak pokiwał głową, a potem mnie pocałował w czoło. Ponownie pojawiły się motylki w moim brzuchu. Czułam się tak, jakbym zakochiwała się w nim jeszcze raz, ale miłość jaką go darzyłam pozostawała taka sama, ba, zwiększała się. Jednak w moim serduszku nadal też tliła się niepewność... Jakby uczucie, że mogę go znowu stracić...
-N-Nico... O-Obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz...-szepnęłam, lekko drżąc.
<Nicolay? ^^>

Od Nicolay'a CD Ursuli

Przechadzałem się właśnie korytarzem w poszukiwaniu czegoś do roboty. Pewnie jak zawsze skończy się na spotkaniu z Sajgonką. Nie żeby mi to przeszkadzało. Bardzo lubię z nią spędzać czas ale czasem trzeba mieć też chwilę dla siebie. Postanowiłem udać się na dziedziniec. Jednak plany przerwała mi nieznajoma mi osoba, która zderzyła się z moją klatką piersiową. Wydała z siebie cichy jęk zaskoczenia pomieszanego z bólem.
- Uważaj. – powiedziałem beznamiętnie.
Dziewczyna rozmasowywała właśnie czoło, po czym uniosła na mnie swoje gniewne spojrzenie.
- Nie, ty uważaj! Nie widzisz jak ludzie chodzą?
- Mógłbym zadać Ci to samo pytanie.
- A zresztą. Kogo to obchodzi. – przewróciła oczami. – Wracaj lepiej do swoich zajęć.
Pomaszerowałem więc przed siebie ze stoickim spokojem. Nie będę się wdawać w dyskusję, mam lepsze rzeczy do roboty. Szkoda marnować energii. Usłyszałem za sobą mruknięcie niezadowolenia.
- Słuchaj panie duży. – zatrzymała mnie swoim głosem.
Łypnąłem okiem w jej stronę nie odwracając się. Wpatrywała się w podłogę z niezadowoleniem.
- Zanim pójdziesz, wskażesz mi jeszcze drogę do sali muzycznej? Nie mam ochoty szukać jej na własną rękę. Może okażesz się przydatny.
Patrzyłem na nią jeszcze chwilę kątem oka. Po chwili kiwnąłem głową.
- Chodź. – rzuciłem i pomaszerowałem w przeciwna stronę wymijając dziewczynę.
Obróciła się i poszła za mną. Czułem jak jej cień szedł za mną krok w krok. Jej oddech na moich plecach ciągnął się przez całą ‘’podróż’’. Jednak mimo, że się nie obracałem, czułem jak lekko rozkojarzona rozgląda się na wszystkie strony. W sumie, biła od niej aura jakiejś istoty z nie z tego świata. Taka mroczna i zarazem tajemnicza. Zupełnie różniła się od aury jaką roznosi za sobą Sonia. To dosyć dziwne doznanie jak cały swój czas przeznaczasz na kontakt z osobą tak radosną i promienną, a później wpadasz w zupełnie przeciwstawne towarzystwo.
- Daleko jeszcze? – spytała niecierpliwie.
- Nie. – odpowiedziałem.
Kilka kroków później zatrzymałem się gwałtownie przed salą, której szukaliśmy. Dziewczyna wpadła na mnie ponownie.
- Rety, koleś znowu? – rozmasowywała nos.
- To tutaj.
Obróciłem się i począłem odchodzić.
- Czekaj! Już? Tak po prostu sobie teraz pójdziesz?
- Prosiłaś mnie tylko, żebym pokazał Ci salę muzyczną.
- Niby tak ale… zresztą, a kysz. Poradzę sobie sama. – machnęła na mnie ręką.

Ursula?

Od Sayuri CD Nicolay'a

Widząc jego uśmiech, nareszcie mogłam powiedzieć, że znowu jestem szczęśliwa. Objęłam go znowu z myślą, że nie chcę go już wypuszczać ze swoich objęć.
-Też ciebie kocham, głupku...-szepnęłam.
Czułam czyjś wzrok na sobie. Prawdopodobnie przechodzących obok nas osób. Spojrzałam na chłopaka, pociągając noskiem. Już było mi lepiej... Przecież jestem przy moim kochanym Nico. Uśmiechnęłam się do niego przez łzy, a potem położyłam dłoń na jego policzku. Taki ciepły... Mój ukochany Nicolay.
-Chodźmy. Wszyscy się na nas patrzą, a ty powinieneś się rozpakować, czyż nie?-powiedziałam.
-A co, wstydzisz się mnie?-zapytał chłopak, miziając mnie nosem po skroni.
-Nie, głupku! Jesteś na pewno zmęczony, czyż nie?
Stanęłam na palcach, całując jego policzek. Potem go wyminęłam, chwytając jego walizkę, która upadła na ziemię chyba wtedy, gdy podbiegł do mnie. Złapałam dłoń ciemnowłosego i kładąc głowę na jego ramieniu, ruszyłam z nim do Akademików. Nareszcie, najważniejsza osoba w moim życiu była obok mnie. Teraz już go tak łatwo nikomu nie oddam. Ba! W ogóle go nikomu nie oddam. Nicolay jest mój! Zaśmiałam się cicho na tą myśl, a potem zamknęłam oczy, ciesząc się obecnością chłopaka.
---
Minęła chwila, a dotarliśmy do jego pokoju. Z początku chciałam zostawić go samego, ale jakoś nie potrafiłam. Weszłam do sypialni chłopaka, uśmiechając się do niego. Ponownie się do niego przytuliłam. Tak bardzo tęskniłam. Nie chciałam opuszczać jego ramion.
-N-Nico... Mogę zostać? Tak bardzo tęskniłam i nie chcę ciebie zostawiać...-wymruczałam cichutko w jego tors.
Po chwili poczułam, jak ten unosi mój podbródek i uśmiecha się do mnie delikatnie. Jego usta musnęły delikatnie moje wargi, a nasze spojrzenie po chwili się spotkało. Położyłam dłonie na jego policzkach.
-Możesz zostać, Sajgonko.-rzekł.
Zadowolona spojrzałam na niego i wtuliłam się ponownie w jego tors. Ciepły... Jednak po chwili się oderwałam i oznajmiłam, że pomogę mu się rozpakować. Tak też i się stało. Po około godzinie wszystko było na swoim miejscu. Ja za to wzięłam jego jedną koszulkę i radośnie pomachałam mu nią przed nosem.
-Pożyczę!-wykrzyknęłam, a potem skocznym krokiem poszłam do łazienki.
Minęło kilka chwil, a ja wyszłam w koszuli chłopaka. Sięgała mi ona do połowy ud. Uśmiechnęłam się do ciemnowłosego, rozpuszczając włosy z kucyka.
-N-No i jak?-zapytałam lekko zawstydzona.
<Nico? ^^>

Od Nicolay'a CD Sayuri

Widząc zapłakaną twarz Sayuri, poczułem, że sam zaraz zacznę płakać. Otarłem jej łzy i wpiłem się w jej usta raz jeszcze. Cudownie było znowu poczuć jej ciepłe i miękkie jak pianka usta. Już nie wypuszczę jej z uścisku. Gdy oderwaliśmy od siebie usta, położyłem rękę na tyle jej głowy i przycisnąłem ją do policzka. Już nigdy więcej…
- Przepraszam Sonia. Już nigdy więcej Cię nie zostawię. – głaskałem płaczącą po głowie.
Nagle odsunęła się ode mnie gwałtownie. Łzy leciały jej po policzkach strugami.
- Dlaczego w ogóle to zrobiłeś?! Wiesz jak bardzo się martwiłam?! Masz ty cho*era pojęcie?! Myślałam, że mnie już nie kochasz! Że znienawidziłeś mnie za coś o czym nie miałam pojęcia! Tyle myśli zaprzątało mi głowę! Masz o tym pojęcie?! – uderzyła mnie pięścią w klatkę piersiową. – Myślałam, że to wszystko moja wina… - ścisnęła moja bluzę i oparła głowę o mój tors płacząc pod nosem.
Wiedziałem… wiedziałem, że tak było. Moja biedna Sonia…
- Sonia, przepraszam. Rodzice wypisali mnie do innej szkoły. Stwierdzili, że tutejsze nauczanie nie jest dla mnie dobre, więc postanowili mnie stąd zabrać. Nie mówiłem im jeszcze o Tobie, nie wiedzieli, że mam tutaj osobę, którą darzę jakimkolwiek uczuciem, więc pomyśleli, że będzie to dla mnie bez różnicy jeśli wywiozą mnie gdzie indziej. Przepraszam, już nigdy więcej… nigdy… nie powinienem, wybacz… Ale teraz już wiedzą i chcą Cię poznać.
Dziewczyna patrzyła na mnie zaczerwienionymi od łez oczami. Uważnie słuchała co mam do powiedzenia. Wyglądała na roztrzęsioną, a zarazem zaskoczoną. Po chwili uśmiechnęła się przez łzy i ponownie mnie przytuliła.
- Wszystko Ci wybaczam Nicolay. Już nieważne co się stało, ważne, że znowu jesteśmy razem. Ale jeśli jeszcze raz mnie zostawisz, przyjdę do Ciebie gdziekolwiek byś nie był i zabije Ciebie, a potem siebie. – prychnęła i dotknęła palcem mojego nosa. – Poza tym, ja też nie powiedziałam jeszcze swoim rodzicom o Tobie. Ale wiesz… mam takich rodziców, że gdybym im o Tobie powiedziała, ukatrupiliby Cię. Przynajmniej mój ojciec. Przysięgam jednak, że im o Tobie powiem. A cokolwiek mój ojciec chciałby Ci zrobić, obronię Cię.
Przechyliłem lekko głowę na bok i uśmiechnąłem się delikatnie.
- Kocham Cię, Sayuu.

Sayuu? ;*

Od Sayuri CD Nicolay'a

Moje serce było rozdarte na kawałki. Tak, jakby ktoś je wrzucił do niszczarki, a potem jeszcze je podpalił. Czułam, że to, co się stało, bardzo odcisnęło się na mojej psychice. Mój kochany Nico, który był dla mnie najważniejszy, po prostu zniknął, tak, jakby się rozpłynął. Nie otrzymałam żadnego SMS-a, telefonu, maila, listu, telegramu... Nic... Tak, jakby nie chciał mnie już widzieć. Na każdej lekcji, siedziałam tak, jakbym chciała odejść z tego świata. Dla mnie to nie był świat... Straciłam tak okropnie ważną mi osobę. Zakochałam się i tego nie mogłam odwrócić. Nie obchodziły mnie wysypujące się z mojej szafki wiersze miłosne, zaproszenia. Dla mnie liczyło się tylko to, abym choć jeszcze raz mogła przytulić, pocałować, poczuć obecność Nico. Po lekcjach, zawsze siadałam na ławkach w pobliżu akademików, patrząc zrezygnowana przed siebie. Po raz kolejny otrzymywałam milion wiadomości od ojca, który bardzo się mną przejął. Słysząc kolejny raz dzwonek, postanowiłam wreszcie odebrać.
-Halo?-zapytałam bezsilnie.
-Sayuri Sonio Novoselic! Czyś ty powariowała, że nie odbierasz ode mnie telefonu? Co się stało? Dlaczego się nie odzywasz? Już miałem wysyłać do ciebie policję? Wiesz, jak się martwiłem?-mówił mój ojciec.
-Tato, chciałam być sama. Nie potrzebuję już twojej opieki... Kocham cię, ale nie chcę słyszeć tych głupich pytań.
-Sayuriś, skarbie, powiedz mi. Dobrze wiesz, że nie znoszę patrzeć jak moja ukochana córeczka jest taka smutna.
-Tato, nie. Chcę być sama.-warknęłam, rozłączając się.
Jednak to, że powiedziałam mu, że chcę być sama, nie dało mu nic do zrozumienia. Zostałam zalana gradem SMS-ów i emailów. Już nie chciałam ich czytać. Siedziałam z telefonem w dłoniach, na który po chwili spadły moje łzy. Dlaczego mnie zostawił... Przecież mnie kochał. Wiedziałam, że nie jest mu źle. Zawsze był szczęśliwy w mojej obecności. Zalewając się łzami, zgięłam się, kładąc głowę na swoich kolanach. Moja sukienka nasiąkała łzami, a telefon nadal wydawał dziwne dźwięki. Zdenerwowana po chwili rzuciłam nim o trawę. Nie rozbił się, muzyka nadal z niego szła. Wstałam, wzięłam go do ręki i wyłączyłam. Czemu nie pomyślałam o tym wcześniej. Nagle usłyszałam dźwięk prowadzonej po chodniku walizki. Ucichło. Tak nagle? Podniosłam głowę i zaparło mi dech w piersi. Patrzyłam oniemiała na... Nicolay. Rzuciłam się po chwili w jego kierunku, a on zrobił to samo. Kiedy mnie pochwycił w swoje ramiona, uniósł mnie lekko nad ziemię. Złapałam jego policzki w swoje dłonie i złączyłam nasze usta w pocałunku. Boże... Dziękuję... Nicolay... Nie mogłam się od niego odczepić. Nie chciałam. Był ciepły, był mój, znowu. Nareszcie. Spojrzałam po chwili mu w oczy, zakrywając usta. Po moich policzkach spływały potoki łez.
-Nico... D-Dlaczego!? Gdzie byłeś?! Tęskniłam! Kocham cię! Dlaczego?!-wydusiłam tylko to z siebie.
Chłopak się do mnie uśmiechnął i delikatnie przejechał dłonią po moim policzku, ocierając z niego łzy. Byłam taka szczęśliwa, mając go obok.
<Nico~?>

Od Nicolay'a Do Sayuri

Sayuri… Sayuri… kochanie… dlaczego Ci to zrobiłem? Dlaczego sobie to zrobiłem? Dlaczego Cię zostawiłem… Nie powinienem był się na to zgadzać, jestem pełnoletni, powinienem sam decydować do jakiego liceum chodzić. Nie sądziłem, że bez Sayuri rzeczy, które sprawiały mi przyjemność będą wydawać się zwykłe, proste i nużące w swej istocie. Krajobrazom na, których ostatnio szczyciłem swój wzrok zdawało się czegoś brakować. Stały się po prostu nudne i bez życia. Jakby brakowało im tej jednej rzeczy, która sprawia, że cały majestat widoków cieszy serce, oczy i duszę swoim pięknem i bijącym szczęściem. Czy można to porównać do tego czym moje życie staje się bez Sonii? Wcześniej przysiągłbym, że to tylko przejściowe i wkrótce o tym zapomnę. Jednak pomyliłem się niechybnie. Wydawało mi się, że ten niedobór snu przeminie po kilku dniach ale dni mijają, a ja nadal muszę brać tabletki nasenne, przez co moje worki pod oczami powiększyły się znacznie bardziej. Jak samolubny i arogancki jeszcze mogę być? Zapomnieć o osobie, która tyle w zmieniła w moim życiu. Tyle wspólnych wspomnień… To była jedyna osoba z którą mogłem szczerze porozmawiać, przytulić, dzielić zainteresowania. Taka drobna, niby zwyczajna blondynka, a tak potrafi namieszać w głowie… To wydawałoby się proste i logiczne dla każdego, ale ja musiałem ją opuścić, żeby to zrozumieć – pokochałem ją nieodwracalnie. I bądźmy szczerzy, nie pokochałem jej za jej tytuł, nie pokochałem Sayuri Sonii Novoselic – córki bogatego biznesmena. Pokochałem Sayuu, moją blondwłosą Sajgonkę, która rumieni się za każdym razem gdy uszczypnę ją w policzek. Nawet boje się sobie wyobrazić jak musi się teraz czuć. Ale może sama o mnie zapomniała? Bolałoby mnie to ale jeśli będzie jej lepiej jeśli o mnie zapomni, nie będę mieć do niej żalu.
I tak właśnie mijała mi kolejna noc. Bez zmrużenia oka, bez spokojnego oddechu, bez Sonii.
~***~
Wstałem z łóżka po kolejnej nieprzespanej nocy. Dzięki Bogu jest weekend i nie musze się szykować do szkoły, bo chyba zasnąłbym na lekcji. Zszedłem na dół i usiadłem przy rodzinnym stole na którym czekało na mnie śniadanie. Ciepło matczynej dłoni przeczesało moje kosmyki włosów.
- Nico, ciągle się nie wysypiasz? Jak tak dalej pójdzie, zabraknie Ci energii.
- Wydaje mi się, że to już się stało. – odparł mój ojciec oglądając poranne wiadomości.
Milczałem. Pogrzebałem łyżką w owsiance.
- Nie mam ochoty jeść. – odłożyłem ją gwałtownie.
Wstałem od stołu krocząc w stronę mojego pokoju.
- Nico. – zatrzymał mnie głos mojej mamy. – Martwimy się… Powiesz nam w końcu co się dzieje? Odkąd przepisaliśmy Cię do innej szkoły, zachowujesz się jakbyś popadł w depresję.
Ojciec wyłączył telewizor i zwrócił się ku nam. Odwróciłem głowę.
- Mam dziewczynę. A raczej miałem.
Rodzice zamarli.
- Jak to…? Dlaczego nam nic nie powiedziałeś? – spytał ojciec z oczami jak spodki.
- Nie było okazji. Gdybyście nie przepisali mnie do innej szkoły, może bym Wam ją przedstawił. Poza tym dobrze wiem jaka byłaby Wasza reakcja, przecież wiecie, że od dziecka nie miałem żadnego przyjaciela, a gdybym wyjechał Wam, że mam dziewczynę…
- Nico, kochanie… Przecież wiesz, że gdybyś nam powiedział, że nie chcesz odejść, rozważylibyśmy to.
- Możliwe, ale małe byłyby tego szanse. Jak się o coś uprzecie, nie odpuścicie, czyż nie?
Moje stopy były już w połowie schodów.
- Synu, przedyskutujmy to na spokojnie. Może i nie do końca podoba nam się system nauczania w Green Heels ale jeśli jest tam ktoś kogo lubisz to może-
- Tato, proszę. – przerwałem mu. – Przyznaj, że sam nie wierzysz w to co mówisz.
Poszedłem do pokoju i zamknąłem drzwi. Ułożyłem się w łóżku i starałem się zasnąć. Kołysanką była dla mnie dyskusja rodziców, która towarzyszyła mi dopóki nie udało mi się zasnąć. Obudziłem się pod wieczór. Drzemka okazała się być długa i dosyć przyjemna. Pierwszy raz udało mi się zasnąć i nie obudzić w trakcie. Zszedłem do rodziców, którzy siedzieli razem przy stole. Wyglądali na bardzo zamyślonych. Pierwszy zauważył mnie mój ojciec.
- Nicolay. Złożyliśmy papiery i przenosisz się ponownie do Green Heels.
Słysząc te słowa poczułem jak fala ciepła i czegoś przyjemnego dotyka moje serce.
- Tak szybko…? Dlaczego…
- Wszystko dla Twojego dobra. Poza tym stwierdziliśmy z Twoim ojcem, że nauczyciele i system w GH nie jest w sumie taki zły.
- Nie wiem co powiedzieć. – podrapałem się w głowę, a na usta wpełzł delikatny uśmiech.
- Od przyszłego tygodnia, jedziesz z powrotem do Green Heels. – odrzekł mój tata, po czym rodzice wspólnie podeszli do mnie objęli mnie czule. – Ale musisz nam obiecać, że przedstawisz mnie swojej dziewczynie.
- Obiecuję.
Powiem szczerze, chciało mi się płakać. Ale tym razem łzami radości.
<Sayuu?>

niedziela, 7 stycznia 2018

POWRACAJĄ!

Sayuri Sonia Novoselic
 Ksywka: Mas, Sa, Yuriś, Księżniczka
Wiek: 18 lat
Klasa: II B

______________________________

 Nicolay Vincent
 Ksywka: Wołają na niego po prostu Nico ale jest otwarty na nowe przydomki.
Wiek: 18 lat
Klasa: II A
Theme by Bełt