Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nitzan Regenbogen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nitzan Regenbogen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 marca 2018

Od Nitzana CD Nikiyame

"Kiedyś ktoś mi powiedział "Nitzuś, ty tak dobrze rysujesz. Nie chciałbyś może zostać artystą?" Denerwowało mnie to. "Nikt mi nie będzie mówił, kim mam zostać!" myślałem. Jednak z każdym kolejnym rokiem coś się we mnie zmieniało. Wizja osoby, która poświęca swoje życie sztuce przestała być odpychająca. Stała się moim marzeniem, moim celem, obsesją. Mijały lata. Poszedłem do liceum plastycznego, później celowałem do jakiegoś dobrego uniwersytetu... jednak jakimś cudem wylądowałem tutaj; w Green Heels. Poznałem wielu, niesamowitych ludzi, przeżyłem kilka przygód. Przynajmniej do czasu. Któregoś wieczora przyszła do mnie wiadomość. Wywróciła ona moje życie do góry nogami. Otóż osoba, która znaczyła dla mnie najwięcej, która najbardziej mnie wspierała, która mnie do rysowania zachęciła... miała umrzeć. Zwykła, niegroźna choroba okazała się być czymś o wiele, wiele gorszym. Kilka tygodni później moja babcia zmarła na AIDS. W tej sytuacji, jedyną rzeczą, która mogłaby być nazwana "szczęśliwą", było to, że ani moi rodzice, ani rodzeństwo nie wykazało najmniejszych oznak wirusa HIV. Zresztą ja też. W tamtym momencie nie wiedziałem co robić. Moja babcia zniknęła, część mojego życia wywróciła się do góry nogami... jednak nie poddałem się. Przezwyciężyłem ten smutek i wróciłem do formy. Teraz, ta historia nie przeszkadza mi w codziennym funkcjonowaniu, nie płaczę na myśl o zmarłej. Czasami jednak, wieczorami, gdy większość ludzi śpi, lubię myśleć. Myśleć nad sensem życia, nad jego istotą i jego celem. Potrafię przesiedzieć całą noc wpatrując się w gwiazdy. Wiecie, że to wtedy do głowy przychodzą najlepsze pomysły? Połowa moich postaci powstała w okolicach 3-4 rano. Nie spodziewam się wtedy żadnych nowości i łatwiej mi się uspokoić. Czasami jednak, coś wyrwie mnie z moich rozmyślań. Może to być nagły huk, jakieś jasne światło, czy po prostu wiadomość. Taka jak dzisiejsza. Wołanie o pomoc jednej, przerażonej dziewczyny. Dlaczego postanowiłem na nie odpowiedzieć? Nie wiem. Może ty mi odpowiesz, Niki?" pomyślałem, patrząc na śpiącą dziewczynę. Wyglądała tak spokojnie, niewinnie. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją delikatnie. Wysunąłem się spod kołdry i przeciągnąłem się. Podszedłem do okna i otworzyłem je. Wziąłem głęboki wdech i jeszcze raz spojrzałem na Nikiyame. Na policzkach wciąż lśniły ślady jej łez. Westchnąłem i usiadłem na parapecie. Lubię takie miejsca. Parapety, biurka, stoły... Nigdy nie domyśliłem się dlaczego. Mój wzrok skierowałem na widok za oknem. "Tak wysoko.." pomyślałem. "Wystarczyłby jeden skok i już nigdy bym się nie obudził. Niczym nie kończący się lot..." Odwróciłem się od okna i przyjrzałem się śpiącej dziewczynie. "A jakby ona wpadła na taki pomysł? Co jeśli zeskoczyłaby z tego parapetu i nigdy nie wylądowała?" Zamknąłem okno i podszedłem do Niki. Poprawiłem jej kołdrę i odsunąłem włosy z czoła.
-Nigdy... Nigdy nie myśl o czymś takim, dobrze? Ja... Ja nie chciałbym stracić kogoś takiego jak ty. - wyszeptałem i pocałowałem ją w głowę. Ciemnowłosa kichnęła cicho i przewróciła się na brzuch. Uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją raz jeszcze. Nagle usłyszałem cichy, znajomy szept.
- Nitzan... - mrugnąłem zaskoczony, ale poczułem w sercu jakieś dziwne ciepło. Mimo, że wiedziałem, że tego nie usłyszy odpowiedziałem:
- Jestem tu... Zawsze tu będę. - w końcu kto wie? Moża ona zna odpowiedź na moje pytanie?
<Niki?>

sobota, 10 marca 2018

Od Nikiyame CD Nitzana

- Kasztan! Jak ty go znalazłaś?! - zapytał Nii, wyraźnie zaskoczony moim znaleziskiem. Poczułam, jak na moje policzki wypływają czerwone plamy rumieńców, i wskazałam na drzewka rosnące niedaleko.
- Hehe...Troszku mi się zapomniało... - mruknął, chyba trochę się zawstydził.
- To nic takiego, mi też tak się zdarza. - Uśmiechnęłam się, na co Rodzynek odpowiedział tym samym i spojrzał na bałwanka.
- Chcesz przyczepić mu nos? - zaproponował. Kiwnęłam głową i ostrożnie doprawiłam mu nosek.
Oboje odeszliśmy troszkę od trzech kul śniegu, które razem tworzyły cudownego, przeuroczego śnieżnego stworka.
- Czegoś mu brakuje... - powiedziałam cicho. Nitzi kiwnął głową i zamyślił się. Po chwili pstryknął palcami i sięgnął ręką do góry, aby zdjąć z głowy swoją czapkę. Zaraz potem misiowe nakrycie głowy widniało na bałwanku. Chłopak spojrzał na niego dość krytycznym wzrokiem i roześmiał się.
- Jest perfekcyjny!
Uśmiechnęłam się i powiedziałam cicho:
- Wygląda trochę jak ty. - Na moje słowa Nitzan przyjrzał się naszemu bałwankowi i zaczął chichotać. Brzmiało to nad wyraz uroczo.
Nagle znalazłam się w mocnym uścisku ramion chłopaka.
- Dziękuję za zabawę! - Zarumieniłam się i odwzajemniłam uścisk, korzystając z chwili ciepła, jakie biło od Rodzynka.
Wzdrygnęłam się, kiedy za kołnierz wpadł mi płatek śniegu. Chłopak zesztywniał, zaniepokojony moim ruchem, ale po chwili spojrzał w górę i westchnął z podziwem. Otworzył buzię, próbując złapać kilka płateczków na język. Nagle ogólnie obecną ciszę przerwała dobrze znana mi melodia pochodząca z filmu Mój Sąsiad Totoro. Rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Zobaczyłam, jak Nii w pośpiechu wyjmuje telefon i wyłącza go.
- Wybacz, zapomniałem wyłączyć alarm obiadowy! - wytłumaczył zarumieniony i zerknął na mnie. Ledwo dałam radę powstrzymać się od śmiechu i wtedy chłopak dźgnął mnie palcem w brzuch, na co wybuchłam głośnym śmiechem. Zaraz się uduszę!
- Przestań, mam łaskotki! - Zdołałam wymamrotać w przerwie między salwami śmiechu. Nitzan wyszczerzył się tylko i powiedział, że zachowa tą informację dla siebie. Pokazałam mu język i odsunęłam się trochę. Nagle z mojego brzucha dobiegł długi, głośny dźwięk. Oho... jak zwykle świetne wyczucie dla burczenia. Nii spojrzał w moją stronę, a ja szybko odwróciłam wzrok, zawstydzona nieco. Chłopak zachichotał tylko.
- Czy chciałaby pani, żebym zaprowadził ją na obiad? - zapytał poważnym tonem.
- Poproszę... - wymamrotałam i ruszyłam za Nitzanem. Odwróciłam się jeszcze, aby spojrzeć na nasze dzieło. Bałwanek wyszedł naprawdę świetnie.
Weszliśmy na stołówkę, przepychając się przez tłumy ludzi, którzy równie głodni jak my przybyli tu, aby napełnić swoje burczące brzuchy. Poszliśmy po jedzenie; okazało się być nim spaghetti, co mnie bardzo ucieszyło, bo co jak co, ale to danie w tej szkole było przyrządzane świetnie. Rozejrzałam się za wolny stolikiem, to samo zrobił Nii, po chwili wskazując wolne miejsca. Stolik stał przy ścianie, w kącie, co akurat było dla mnie dużą zaletą. Czułam się mniej otoczona i jakoś bezpieczniej.
Usiadłam na krześle ustawionym najbliżej ściany, naprzeciwko usadowił się chłopak. Wolałabym raczej, żeby siedział obok mnie, wtedy nikt obcy nie mógłby usiąść przy mnie. Przemilczałam to jednak, nie chcąc sprawiać kłopotu, i zaczęłam jeść, ciesząc się smakiem makaronu z sosem. Nitzan najwyraźniej też był głodny, bo pochłonął swoją porcję, która była swoją drogą trochę większa od mojej, szybciej ode mnie. Gdy zobaczyłam, że chłopak skończył jeść, pospieszyłam się jak najbardziej, aby nie musiał czekać, przez co trochę sosu wylądowało na moim policzku, a parę nitek makaronu na stole. Rodzynek widząc to zachichotał, a ja szybko sięgnęłam po serwetkę. Szczęście mi jednak nie dopisało - dała o sobie znać złośliwość rzeczy martwych - zamiast jednej wyciągnęłam połowę, przewracając przy okazji stojaczek z cieniutkimi chusteczkami. Westchnęłam cicho z irytacją, przeklinając w myślach swoją ciotowatość.
- Oj Niki, Niki - roześmiał się serdecznie Nitzan i pomógł mi z ogarnięciem powstałego na stoliku bałaganu. Uznałam, że dalsze jedzenie mogłoby skończyć się katastrofą, więc po prostu oddaliśmy talerze i wyszliśmy z jadalni.
- Wiesz... ja chyba będę szła do siebie - powiedziałam cicho. - Muszę zrobić jeszcze parę rzeczy i...
- Okej, okej, nie musisz się tłumaczyć - odparł z uśmiechem Nii. - Też w sumie muszę coś tam pozałatwiać. Do zobaczenia!
- Pa! - Uśmiechnęłam się lekko i skierowałam do akademika. Gdy dotarłam do swojego pokoju, opadłam na łóżko i westchnęłam. Lubiłam spędzać czas z Nitzanem, ale mimo wszystko potrzebowałam też chwili dla siebie, trochę czasu w samotności. Włączyłam sobie moją playlistę i, z zadowoleniem wsłuchując się w dźwięki ulubionej piosenki, usiadłam przy biurku, wyciągnąwszy wcześniej kartkę i ołówek. Chciałam narysować mnie i Rodzynka budujących bałwanka. Zaczęłam od ogólnych kształtów - kartka zawierała wiele kółek i linii - dopiero później zajęłam się szczegółami, na końcu obdarowując rysunek kolorami przy pomocy różnych markerów. Po kilku godzinach pracy w końcu uznałam, że już nic tu poprawić nie można, i powiesiłam swoje dzieło na ścianie za pomocą jakże stylowej żółtej taśmy malarskiej. Zapaliłam światło, bo zaczynało się już ściemniać (uroki zimy), po czym poszłam do kuchni w celu zrobienia sobie kakałka. Podgrzałam mleko, wlałam je do mojego ulubionego foczego kubka i wsypałam do niego odpowiednią ilość magicznego, czekoladowego proszku, po chwili mieszając. Z kubkiem pełnym ciepłego napoju usiadłam na łóżku i ostrożnie, aby nie wylać na siebie kakałka, okryłam się kocem. Zacisnęłam obie dłonie na kubku, ogrzewając je trochę jego ciepłem. Upiłam troszkę, uśmiechając się lekko na jakże dobrze znany mi, a jednak za każdym razem tak samo dobry, smak. Po skończeniu kakałka usiadłam wygodniej, opierając się o poduszki, i sięgnęłam po książkę. Do przeczytania została mi połowa, a że historia była niesamowicie wciągająca, uznałam, że jeszcze dziś ją skończę. Jak się okazało, miałam rację. Gdy zamknęłam książkę, wściekła na autora za perfidne i nikczemne zakończenie, ze łzami w oczach i na policzkach spowodowanymi śmiercią jednego z bohaterów, było dobrze po 22. Westchnęłam głośno i poszłam ogarnąć się przed snem. Po kilkunastu minutach wróciłam z łazienki drżąc z zimna i marząc jedynie o ciepełku. Wkopałam się pod kołdrę oraz koc i skuliłam się, starając się jakoś ogrzać. Na szczęście niedługo potem udało mi się ułożyć wygodnie i zasnąć, wcześniej rozmyślając o wielu rzeczach.
~ Szłam chodnikiem wzdłuż nieznanej mi ulicy, wokół panowała ciemność, którą nieudolnie usiłowały rozpędzić słabe światła latarni. Miałam bardzo niemiłe wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, lub, co gorsza, idzie za mną. Nagle w świetle najbliższej latarni, oddalonej ode mnie o kilkadziesiąt metrów, zauważyłam nienaturalnie wygiętą sylwetkę. Strach mnie opanował. Odwróciłam się w przeciwną stronę i chciałam biec, ale nie mogłam. Moje ruchy były spowalniane przez wszystko. Nagle usłyszałam za sobą kroki, które z każdą chwilą były szybsze i głośniejsze. Odwróciłam się i z paniką zobaczyłam, że postać zaczęła biec. Wyglądało to tak przeokropnie i przerażająco, że zaczęłam płakać. Chciałam krzyczeć, ale z moich ust wydostał się jedynie ledwie szept. Szłam więc przed siebie, co chwila potykając się o wszystko co możliwe. Strach związany ze świadomością, że to coś jest coraz bliżej, był coraz większy, wręcz mnie dławił. W pewnym momencie, gdy kroki były tak głośne, że odbijały się echem w mojej głowie, a ja miałam wrażenie, że zaraz zostanę złapana, wszystko ucichło. Zatrzymałam się, dalej przerażona, i ostrożnie, powoli obróciłam się. Tylko po to, żeby trafić na jego twarz. Okropną, przerażającą, wykrzywioną twarz. ~
Obudziłam się w środku nocy oblana zimnym potem. Nie pamiętałam już dokładnie, co mi się śniło - pozostały tylko urywki i uczucie panicznego strachu, który omotał moje ciało i umysł. Szybko wyciągnęłam rękę i zapaliłam lampkę, kontrolując pokój. Przed oczami dalej miałam straszną twarz, jaka wystąpiła w moim koszmarze. Po kilku minutach usiłowania uspokoić się, zgasiłam lampkę i położyłam głowę na poduszce. Jednak jak tylko zamknęłam oczy, w mojej głowy zaczęły się tworzyć przerażające scenki. Znów zapaliłam lampkę i poczułam łzy spływające po moich policzkach. Cała się trzęsłam i tak bardzo chciałam, aby ktoś teraz był przy mnie. Cały czas kontrolowałam wzrokiem pokój, a po moich policzkach spływały kolejne łzy. Po kilkunastu minutach wzięłam do ręki telefon. Trzecia czterdzieści osiem. Do wschodu słońca tak długo... nie dam rady wytrzymać do rana. Drżącymi rękami odblokowałam telefon i weszłam w kontakt zapisany jako Rodzynek. Pisać czy nie...? W końcu jest czwarta w nocy, na pewno śpi... ale z drugiej strony spróbować nie zaszkodzi... potrzebuję go teraz. Wreszcie wystukałam wiadomość:
< Rodzynku...? 
Po chwili zastanawiania się wysłałam ją. Wielkie było moje zdziwienie i ulga, kiedy otrzymałam odpowiedź.
> Tak?
< Nie śpisz?
W sumie jakby się zastanowić było to dość głupie pytanie, ale w tym momencie niezbyt o tym myślałam.
> Najwyraźniej nie
< A przyjdziesz do mnie?
Zacisnęłam rękę na kołdrze i odłożyłam na chwilę telefon, aby choć trochę wytrzeć twarz z łez, których ciągle przybywało.
> Ok
Zgodził się, naprawdę się zgodził! Poczułam się odrobinkę lepiej. Czekałam prawie całą wieczność, kiedy wreszcie usłyszałam delikatne, cichutkie pukanie do drzwi. W pierwszej chwili nieźle się przestraszyłam, ale szybko przypomniałam sobie, że to Nii. Wstałam i chwiejnym krokiem podeszłam do drzwi, po czym je otworzyłam. Stał w nich Nitzan trzymający pod pachą kocyk. Uśmiechnął się lekko i wszedł do środka, od razu kierując się w stronę łóżka. Szybko zamknęłam drzwi i pospieszyłam za nim. Usiadłam na łóżku, powstrzymując płacz. Obok mnie usiadł Rodzynek, patrząc na mnie swoimi jasnymi oczyma.
- Co się stało, Nikiś? - zapytał ze zmartwieniem, a to przelało czarę.
Powoli straciłam kontrolę nad płaczem, czując, jak spod moich powiek ucieka coraz więcej łez, a ciałem raz po raz wstrząsa szloch. - Heeeej... - Rodzynek widząc to objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego, trzymając kurczowo za materiał jego bluzy. Rozpłakałam się na dobre, a on przytulił mnie mocniej i mówił coś, jednak nie byłam w stanie rozróżnić słów. Nie chciałam, żeby odchodził, żeby mnie zostawiał. Za nic nie mogłam się uspokoić, więc po prostu płakałam dalej, wtulając się w niego. Po paru minutach mój szloch zaczął słabnąć, a łzy płynęły rzadziej i w mniejszych ilościach. W końcu przestałam płakać, ale dalej trochę się trzęsłam.
- M-miałam z-zły sen... - wyjąkałam wśród szlochów i mocniej wtuliłam się w chłopaka.
- Już dobrze, spokojnie, jestem tu, tak? - mówił ciepło Rodzynek, ale te słowa sprawiły, że jeszcze bardziej się rozkleiłam. - Hej, no już, spokojnie...
- P-przepraszam... - wychrypiałam w jego bluzę, starając się opanować oddech.
- No już, nie mów nic. Oddychaj głęboko, jesteś bezpieczna, tak?
Pokiwałam głową, dalej męczona przez szloch.
- Chodź, przekonamy się, że nic tu nie ma. - Zaproponował spokojnie chłopak, a ja znów przytaknęłam i podniosłam się. Nii wstał pierwszy i podał mi rękę, którą od razu mocno ścisnęłam.
Udaliśmy się do kuchni.
- Widzisz? Zupełnie nic tu nie ma. - Uśmiechnął się i przytulił mnie na chwilę.
W ten sam sposób obeszliśmy całe mieszkanko, nie zapominając nawet o szafie ani szafkach w łazience. Wróciliśmy do łóżka, gdzie Rodzynek wziął mnie też za drugą rękę i spojrzał na mnie.
- Słuchaj, Niki, wiem, że czasem może ci się wydawać inaczej, ale naprawdę nic ani nikt nie może tu wejść bez twojej zgody, wiesz? To ty tu rządzisz, nikt inny! Możesz w każdej chwili wyrzucić mnie za drzwi - zachichotał - jeśli tylko chcesz. Pamiętaj też, że nigdy nie jesteś sama. Nigdy, rozumiesz? Przenigdy przenigdy. Nie bój się też ciemności, bo bez niej nie byłoby widać gwiazd. Lubisz gwiazdy, prawda? - Pokiwałam lekko głową. - No właśnie. Po prostu pamiętaj, że zawsze ktoś jest. I że możesz do mnie pisać w nocy o północy, czy tam o trzeciej nad ranem, jak wolisz.
- Dziękuję... - szepnęłam i wbiłam wzrok w podłogę. Chciałam powiedzieć coś więcej, ale nie potrafiłam. Jednocześnie wiedziałam, że to jedno słowo to za mało...
- No, już chyba ci lepiej troszkę - uśmiechnął się. - Ale teraz chodźmy spać, bo widzę, że zasypiasz na siedząco.
Pokiwałam twierdząco głową, zdecydowanie popierając ten pomysł. Położyłam się i przykryłam kocem, a Rodzynek tuż za mną. Chwilę trwało, zanim oboje się dobrze okryliśmy, ale w końcu się udało.
- Zostawić lampkę? - zapytał, a ja potrząsnęłam głową. Czułam się już bezpiecznie. - Oki.
Zgasił lampkę i ułożył się wygodnie. Uśmiechnęłam się leciutko, gdy poczułam, jak przekłada przeze mnie jedną rękę, przytulając mnie w ten sposób. Chwyciłam go za rękę i poprawiłam się jeszcze raz, po czym w końcu zamknęłam oczy.
- Dobranoc - wymamrotałam.
Nii? ^^

niedziela, 4 marca 2018

Od Michaela CD Nitzana

Z zaciekawieniem spojrzałem na chłopaka. Miska rosołu istotnie pomogła już chwilę po wypiciu - babcia zwykła powtarzać, że to najlepsze lekarstwo na wszystko i gdy tylko któregokolwiek z domowników zaczynało łapać przeziębienie, zaczynała biednego chorego poić swoim "magicznym wywarem" w ilościach wręcz hurtowych - podobnie jak i wszystkich przy okazji, nikt jednak zbytnio nie narzekał - babciny rosół zasługiwał wręcz na balladę. Nawet teraz, po tych kilku latach, dobrze pamiętałem jego smak mocny, zawsze gorący i z domowymi kluskami, które często jadło się i ze śmietaną. Z kolei dziadzio preferował rosół z niczym innym, jak ziemniakami - chociaż, jak zaraz pomyślałem z lekkim uśmiechem, on jadł je dosłownie ze wszystkim, nawet mlekiem. Chociaż i kluski lubił, zwłaszcza te lane - mama i babcia robiły je dziadziowi i wujkowi zwłaszcza, gdy obaj wracali też z pola - mi też, jeśli akurat się zabrałem. Będę musiał poprosić mamę, by w następnym liście wysłała mi trochę kopii babcinych przepisów - zawsze można sobie poeksperymentować.
- A więc... - Nitz uważnie rozglądał się po pokoju - mieszkasz z Cześkiem?
Spojrzałem na bałagan w okolicach łóżka rudzielca - przez krzesło przewieszona była jego zielona bluza. i przy okazji stos innych rzeczy, od podręczników, przez ubrania, aż po jakieś śmietki. Na dobrą sprawę, cały pokój tak wyglądał. Musimy tu kiedyś ogarnąć, bo wstyd dziewczyny jakiekolwiek zapraszać. Jak to kiedyś stwierdziła mama, kobieta uwielbiająca porządek i ład, żeby udowodnić dziewczynie, że jest się godnym zaufania, dojrzałym mężczyzną, trzeba udowodnić wpierw, iż potrafi się sprostać podstawowym, domowym obowiązkom, w które wlicza się chociażby ogarnianie pokoju. Och, już widzę jej minę, gdyby zobaczyła teraz to miejsce. Bez dwóch zdań kazałaby mi zakasać rękawy i brać się do roboty, a sama, nie umiejąc bezczynnie czekać, zaczęłaby również porządkować. Zupełnie jak Mariś, urodzona perfekcjonistka.
- Tak, tak - westchnąłem, podciągając wyżej kołdrę. - Chociaż ten rudzielec jak zwykle wybywa wtedy, kiedy jest akurat potrzebny. Dzięki wielkie ogółem, zginąłbym tu bez ciebie chyba...
- Oj tam - Nitz machnął ręką, najwyraźniej nieco skonfundowany. - Wyglądałeś, jakbyś zaraz miał paść, to normalne.
- O tym mówię - zaśmiałem się. - Już mi lepiej, rosół zawsze czynił mi cuda. Potem się zdrzemnę, może coś łyknę i będę jak nowy.
Istotnie, choć nadal łupało mi w głowie, ból ograniczył się do dość słabego, acz dość irytującego pulsowania z tyłu głowy.
- Miło słyszeć.
- Mam tylko nadzieję, że ta kocica nie będzie dalej mnie próbowała zabić wzrokiem. Poznałeś się już z Immi, nie? No tak, ciężko się z nią nie poznać. Księżna serdecznie nienawidzi alkoholu. Żebyś ty widział, panie, jaką awanturę mi urządziła, jak mieliśmy tamtą imprezę...
- Czesiek mi coś kiedyś opowiadał.
- Ach, ten to w ogóle szalał - pokręciłem głową. - Dobra, poszukam ci zaraz tego kleju, co?
- O nie, nie, nie, musisz leżeć - Nitz poprawił mi kołdrę. - Żebyś wyzdrowiał jak należy.
- Spoko, mi wszystko szybko przechodzi, nie ma się o co bać, pośpię i będzie dobrze. Widzisz, już jest jest dużo lepiej! A jak zasnę, to mnie do nocy nie będzie szło dobudzić. Plus jak ten Czech przywlecze swoje cztery litery i znowu bałagan zrobi, to już na pewno tego kleju nie znajdę. A przysiągłbym, że gdzieś widziałem skurczybyka...
- Jak coś, możesz powiedzieć, to wezmę.
- Rozgość się, dobrze będzie - wstałem i zarzuciłem na siebie ciepły, wełniany sweter. Zacząłem myszkować między szafkami w poszukiwaniu tubki. Trzymałem się przy okazji cały czas blatu - choć czułem się nawet znośnie, wolałem nie ryzykować.
- Skąd masz ogółem Pana Misia? Też mam swój ulubiony kubek, siostra mi kiedyś na urodziny dała. Te wszystkie drobiazgi jednak sporo znaczą, jak jest się daleko od domu, nie? Skąd jesteś, tak przy okazji?
< Nitz? >

niedziela, 11 lutego 2018

Od Nitzana CD Michaela

- Bardzo ci dziękuję, ale... Czy ty się dobrze czujesz? - spytałem zatroskany. Misiek pokiwał energicznie głową.
- Poczek. Znajdę ci kropelkę wód- to znaczy kleju... - zatoczył się i otworzył drzwiczki... lodówki. Zamrugałem parę razy i delikatnie położyłem biednego Miśkubka na najbliżej półce. Podszedłem powoli do Michaela i położyłem mu lewą dłoń na czole, zaś prawą przybliżyłem do swojego.
- Misiek, ty masz gorączkę. - młodzieniec spojrzał na mnie i uniósł brwi jakby chciał powiedzieć "Co ty nie powiesz?" Westchnąłem. Wtedy usłyszałem pewien hałas. Było to donośne, niezadowolone miauczenie. Obejrzałem się za siebie, by ujrzeć bardzo puchatą kotkę skarżącą się na swój los. Kucnąłem przy niej i wyszeptałem spokojnie:
- Dzieńdobry śliczności. Czy obraziłabyś się gdybym poprosił cię o chwileczkę ciszy? Obawiam się, że twojego właściciela bardzo boli głowa. - kocica spojrzała na mnie zaciekawiona. Dziwne uczucie, czułem się jakbym był oceniany przez jakąś szlachciankę. Zacmokałem cicho i uśmiechnąłem się. W końcu księżna machnęła ogonem i oddaliła się. Wtedy ja wstałem i spojrzałem na Miśka. Miał lekko zaskoczoną minę. Uśmiechnąłem się i złapałem jego dłoń. Zaprowadziłem go na najbliższe krzesło i powiedziałem:
- Za sekundkę wracam. - wyszedłem na korytarz i otworzyłem drzwi do mojego pokoju. Wyjąłem odpowiednie rzeczy i szybko wróciłem do pokoju Michaela. Siedział tam dalej, lekko mamrocząc pod nosem. Wyciągnąłem tabletki przeciwbólowe i podałem mu je razem z szklanką wody. Przyjął je i powiedział:
- Jezzzz, tak bardzo ci dziękuję. - połknął je szybko i oddał mi pustą szklankę. Odłożyłem ją obok i spytałem:
- Które to twoje łóżko? - Misiek wskazał na to bardziej oddalone. Zaprowadziłem do do niego i przykryłem go kołdrą.
- Poczekaj kilka minut, dobrze? - uśmiechnąłem się i podszedłem do mikrofalówki. Wsadziłem do środka małą miseczkę z rosołem, czyli resztki mojej kolacji i włączyłem. Przez ten cały czas chłopak przyglądał mi się cicho. W końcu otworzyłem drzwiczki i podałem mu parujący napój. Przysunąłem sobie krzesło i powiedziałem:
- Pij do dna. Pomaga na ból głowy, na gorączkę... Rosół jest świetny. - wyszczerzyłem zęby i patrzyłem na spożywającego chłopaka.
- Dziękuję. I w ogóle wybacz za kłopot, miałem wczoraj naprawdę intensywny wieczór.... - wymamrotał i spróbował się uśmiechnąć. Zachichotałem i odpowiedziałem:
- To żaden kłopot. Jak znajdziesz mi kropelkę będziemy kwita. - zapadła cisza. Trwała sobie ona przez pewien moment, aż w końcu Misiek spytał
- Jak tu wbiegłeś to wyglądałeś na przerażonego. Jakim cudem się tak szybko uspokoiłeś?
- Ja? Hmmm... W sumie to nie wiem. Po prostu wydawało mi się, że ty jesteś w większej potrzebie.
- Ach tak... - kiwnął głową i odłożył pustą miseczkę. Po raz kolejny słychać było tylko ciszę.
- A więc... - zacząłem, rozglądając się po pokoju - Mieszkasz z Cześkiem?
<Misiek? Wybacz za opóźnienie i jakość, tak jakoś nie wiedziałam co napisać t~t>

wtorek, 23 stycznia 2018

Od Michaela CD Nitzana

Och, ten dzień zdecydowanie nie zaczął się dobrze...
Zacznijmy od tego,że mam słabą głowę do picia. Zdecydowanie za słabą, powtarzał mi to wujek, teraz z kolei Czesiek wypominał mi to przy każdej możliwej okazji - cóż, ale byłem pewien, że parę piw różnicy dużej nie zrobi... och, ja głupi. Wybrałem się z paroma znajomymi z klubu Miłośników Sztuki na wieczór, wyszliśmy na miasto, celowo się pilnowałem, a  i tak ledwo doczłapałem się do pokoju, powitany od progu nieprzychylnym spojrzeniem Immi, która serdecznie nienawidziła zapachu alkoholu - dobitnie zresztą dała mi znać o swojej irytacji, strosząc swoją białą sierść i dumnym, sztywnym krokiem odchodząc w stronę swojego legowiska, na którym to umościła się wygodnie - na dokładkę, odwróciła się do mnie tyłem. Niewdzięczna kocica, ale wtedy przepraszanie jej było ostatnim, o czym myślałem - sporo czasu spędziłem za to sam na sam z kiblem.
Rano, na całe szczęście, czułem się całkiem dobrze - organizm najwyraźniej stwierdził, że absurd nie może aż tak gonić absurdu, a kac po zaledwie dwóch czy trzech... może czterech słabych piwach i paru innych takich to zdecydowanie zbyt dużo. Co nie zmieniało faktu, że gdy dodałem do tego swoje przeziębienie - kie licho wie, czy to już nie grypa - mój poranny nastrój był daleki od szampańskiego. Czesiek wybył na trening cheerleaderek, więc podejrzewałem, że zanim on tam skończy wszystkie podglądać te wszystkie laski, jeszcze sporo czasu się zejdzie, zanim łaskawie postanowi wrócić do biednego, cierpiącego mnie. Na Immi już zupełnie nie mogłem liczyć, kocica wypięła się na mnie i wątpiłem, by miało jej przyjść do końca weekendu. Po imprezie ze sławetnym rozwalaniem ściany, ostentacyjnie pokazywała mi, co sobie myśli przez dobry miesiąc. Pierwszy tydzień czarno zapisał się w mojej pamięci... kobiecy foch to straszna rzecz, ale gdy dochodzi jeszcze do tego koci gatunek, mamy istny Armagedon.
Przejechałem dłonią po twarzy, waląc nosem z powrotem w poduszkę. gdybym tylko mógł, najchętniej zostałbym dzisiaj w łóżku, zwinięty tak w pozycji embrionalnej, ale żołądek coraz żwawiej przypominał mi o swoim istnieniu, domagając się czegoś do zapchania swych czeluści.
- Nie ma mowy, gówniaku - wymruczałem z twarzą wciąż wciśniętą w miękką pościel.
~ Brrr ~ zaprotestował ~ brbrgdmipswwww...
- Dokładnie tak. A  teraz się zamknij, bardzo proszę...
~ Brrrr...tswarduuuuuh ~ nie ustępował.
- Tak, stary, wygadaj się. Tylko nie bądź tak wylewny, jak wczoraj, bardzo proszę...
~ Mfrgh... krkhaaaal...
- Kimże ja jestem, by się z tobą kłócić? Ja, zależny od ciebie...
~ BRGHHH!
- Jesteś bardzo przekonywujący, mój drogi... pogadamy wieczorem, co?
~ SCHEISSE!
- Na przyszłość, lepsza siła argumentu, niż argument siły - warknąłem, zaciskając szczęki i zwieracze. - Pierwsza zasada kulturalnej dyskusji.
I pognałem do kibla. Cóż, przynajmniej wstałem. I pobiłem swój osobisty rekord sprintu...
***
Pół godziny później, odświeżony i dużo bardziej wypoczęty, choć nadal z tępym pulsowaniem we łbie, wylazłem z kibla, mocno postanawiając sobie, że nigdy, nigdy więcej... pół biedy, że mieliśmy już weekend, bo nawet nie wyobrażałem sobie siebie teraz na jakiejkolwiek lekcji.
W tym momencie, moje rozważania przerwało coś pod nogami... nim zdążyłem zareagować, głośno miaucząca z oburzeniem przeszkoda wbiła się pazurami w moje nogi i zwiała, a ja, utraciwszy punkt równowagi, runąłem jak długi na podłogę, przy okazji obijając brzuch o kant szafy. Leżałem tak zwinięty w kłębek kilkanaście sekund, głośno wyklinając świat we wszystkich językach, jakie znałem - nie ma to jak uczyć się od wujka, pobyt tutaj też nauczył mnie tego i owego,chociaż w tamtej chwili byłem raczej zbyt zajęty, by poczuć wdzięczność.
I, oczywiście, nagle moje postękiwania przerwało pukanie do drzwi. Ktoś przyszedł się poskarżyć na hałas? Jęcząc i próbując zachować równowagę, chwiejnie wstałem i od razu złapałem za klamkę, by mieć o co się oprzeć. Otworzyłem krótko później, lustrując wzrokiem przybysza - niskiego, długowłosego bruneta, którego skądś kojarzyłem... a, nasz sąsiad, Nitzan. Chyba nawet Czesiek coś o nim mówił.
- Przepraszam jeśli byłem za głośno, uderzyłem się w brzuch i... - zacząłem, zaciskając zęby, chłopak jednak zaraz mi przerwał, pod nos podtykając mi... coś. Byłem zbyt rozkojarzony, by skupić wzrok i ustalić, co to za dziwadło.
- Misiek rozerwał się na pół! Błagam, pomóż! - krzyknął rozpaczliwie, niemal wpychając się do mojego pokoju.Zaskoczony, odsunąłem się w bok, gestem dając mu znać, by rzeczywiście wszedł, a potem zamknąłem drzwi, ciężko opierając się o tę cholerną szufladę.
- Misiek - powtórzyłem tępo. Podejrzewałem, że raczej nie chodzi o mnie. Aż tak źle ze mną nie było, chociaż było blisko. Kocica musiała być w zmowie z szufladą. Jeszcze trochę i rzeczywiście weźmiemy zamiast niej psa, a ją się wyśle do domu. Och, już widzę radość Cześka...
- Tak! - potwierdził, patrząc na mnie z rozpaczą. Teraz dopiero rozpoznałem, co tam trzymał: kubek. Rozbity kubek, ściślej rzecz ujmując.
- Ech - potarłem czoło, usiłując zebrać myśli. I co ja mam, do cholery, zrobić? Pocałować go w czółko? Naprawdę nie kontaktowałem. - Chcesz... ten... jakiś zapasowy?
- Chcę uratować misia!
Milczałem długą chwilę, usiłując przetrawić informacje. Za dużo danych, za dużo, jeszcze to obrażone miauczenie Immi, jak skowyt...
- Daj mi coś na kaca i zabierz tego kota, a będę uratowany - mruknąłem. - I najlepiej zawołaj tego sznycla...
- Słucham? - zmarszczył brwi.
- Aaa... bo ty kubek. Dobra. Kubek. Kubek to misiek, rozumiem. Też jestem Misiek. Misiek, miło poznać. Miśki pomagają sobie w potrzebie, nie? Ty też Misiek? Niee, dobra, Nitzan, pamiętam. Chcesz uratować kolegę? Klej, taśma? Powinno się coś znaleźć...
< Nitzan~? >

sobota, 20 stycznia 2018

Od Nitzana DO Michaela

Stałem jak słup przez dobre dwie minuty. Zamknąłem ją i otworzyłem ponownie. I jeszcze raz. I znowu. Chrup, trzask, bum Czy to moje ryby? Może jakiś ptak wali w okno? Nie.. to moje serce. Pęka na kawałeczki, umierając na widok pustej szafki i włączonej zmywarki. Jak mogłem do tego dopuścić? Gdzie podziały się moje zapasy?
- Nie martw się zaraz coś znajdziemy...-Poklepałem mój brzuszek i kucnąłem by przeszukać szufladę z talerzami. A może...? W końcu kiedyś znalazłem tam buty... Skubane, szukałem ich przez dwa tygodnie. Musiałem chodzić w zimowcach....Zacząłem błądzić wzrokiem po szklanych krawędziach. Płasko, płasko... Jest! Okrągło! Rozradowany podniosłem wymarzony kubek i podskoczyłem z radością. Za nim zdałem sobie sprawę z głupoty mojego czynu, walnąłem głową w otwartą szafkę. Syknąłem i potarłem ręką bolące miejsce. Minęło dobre pięć sekund zanim zorientowałem się, że coś było nie tak. Moja dłoń była pusta. O nie... Przełknąłem głośno ślinę i powoli spuściłem wzrok. Był tam. Żółty... I pęknięty idealnie w połowie. Poczułem łzy napływające mi do oczu.
- Misiek! -zawołałem przerażony patrząc na pękniętą niedźwiedzią mordkę. Niemal słyszałem jego krzyk bólu i ciche "Sakra!" padające z jego ust. Brzmiało to tak realnie jak nigdy...
- Misiu, przyjacielu nie rób mi tego... Błagam!- wyszeptałem patrząc na mój ukochany kubek. W końcu otrząsnąłem się i wstalem. Jest tylko jedno wyjście..
Klej, klej, klej.. O BŁOGOSŁAWIONA MAKRELO CZĘSTOCHOWSKA! Gdzie jest mój klej?! Dlaczego jak go potrzebuję to go nie ma?! Zacząłem grzebać po okolicznych półkach szukając kropelki. Niestety... Półki były puste. Jedyne co znalazłem to marne resztki leżące sobie przy makiecie, którą sklejałem dzień wcześniej.
-Nie, nie, nie NIE! - jęknąłem zrozpaczony. Dlaczego?! Po co uparłem się na tego głupiego, papierowego mamuta? Myśl, Nitzan, myśl! W końcu do głowy przyszedl mi pewien pomysł. Przecież nie mogę być jedyną osobą w ośrodku, która ma zapasy kleju... Właśnie! Mogę pobiec do Niki! Albo lepiej! Odwiedzę któregoś z sąsiadów! To może być początek pięknej kolorowej przyjaźni! Trzymając, resztki kubka wybiegłem na korytarz i zapukałem do pierwszych drzwi jakie zobaczyłem. Raz kozie śmierć! Kiedy się otworzyły usłyszałem obolały głos:
- Przepraszam jeśli byłem za głośno, uderzyłem się w brzuch i- pokręciłem głową i przez łzy zawołałem pokazując ofiarę wyżej:
- Misiek rozerwał się na pół! Blagam, pomóż!
<Misiu, kubeczku ty mój?>

wtorek, 9 stycznia 2018

Od Nitzana CD Czeslava

- Nie. Stanowczo nie. - powiedziałem - W każdym razie nie teraz. - chwyciłem Czesia za łokieć i skierowałem się do swojego pokoju.
- Jeśli szybko czegoś nie zrobimy zostanie ci siniak. - kiedy doszliśmy na miejsce, otworzyłem szeroko drzwi i wepchnąłem rudzielca do środka. Następnie podszedłem do lodówki i wyjąłem zimne okłady.
- Przyłóż i nie puszczaj. No chyba, że chcesz mieć siniaka. - wymamrotałem i usiadłem na łóżku, podkulając nogi. Zapdała nerwowa, pełna napięcia cisza. Zawstydzony odwróciłem wzrok i spojrzałem na bałwana, którego zbudowaliśmy razem z Niki. Minuty mijały, napięcie narastało. W końcu Czesiek odsunął na chwilę kompres i powiedział cicho:
- Nie tak wyobrażałem sobie nasze ponowne spotkanie. - zwróciłem na niego wzrok i wyjąkałem cicho:
- J- Ja przepraszam. To przeze mnie. - poczułem ciążące na mnie poczucie winy. To ja sprawiłem, że Czesiek został zwyzywany od gejów, jakby to było coś złego, narobiłem niepotrzebnego szumu i spotkałem osobę, która może mnie znienawidzić. I w dodatku wdałem się w bójkę. Kurczę, a już tyle wytrzymałem! Jeszcze kilka tygodni i byłoby ponad pół roku. A przecież obiecałem sobie, że będę panował nad sobą, że nie będę już bił. Dlaczego akurat teraz? Nie odpowiadając chłopak wstał i podszedł do moich rybek. Postukał kilka razy w szybkę i spytał:
- Co on tak właściwie powiedział? - O nie. Przełknąłem ślinę i przykryłem się pod kocykiem, tak by Czesiek nie widział moich głębokich, soczyście czerwonych rumieńców. Dlaczego akurst to jedno pytanie?
- Wpadliśmy na siebie i zaczęliśmy rozmawiać. I wtedy... On... Eeeee
... Powiedział, że ja... ja... jestem uroczy. Wtedy ja powiedziałem, że nie tak uroczy jak... eeee... pewna osoba i się wkurzył. - Broń. Mnie. Panie. Boże. Niemal powiedziałem, że tą "pewną osobą" jest pewien zafascynowany rybkami rudzielec. Taa... Byłby zachwycony. No co moja wina? On jest niski (prawo by to mówić mam równe zero, ale ciii) radosny i ruchliwy. Jest też lubiany i miły. Czesiek westchnął, walnął malowniczego facepalma i natychmiast się skrzywił. Szybko przyłożył kompres do twarzy i zaczął tłumaczyć:
- Sakra...Nitz, ten pajac... Suibne to kompletny wariat. Nie wiem o kim powiedziałeś, ale jeśli choćby wspomniałeś o znajomości z osobą, której nie lubi masz przerąbane. Niedługo po tym jak wyjechałeś doszła tu taka jedna dziewczyna - Anja. Była lekko mówiąc brutalna i eeee...
Trochę rąbnięta? Cóż... W każdym razie po pewnym... Zbiegu okoliczości wygarnąłem jej co o niej myślę i teraz wpadła w dołek. Z tego co kojarzę, aktualnie ma depresję i chodzi do psychologa. W każdym razie stara się poprawić. Wracając, dowiedział się o tym Suibne - to jej kuzyn i ummm... Wpadł w szał. Na początku był miły, uroczy i w ogóle, ale kiedy dowiedział się kim jestem... Stał się gorszy od Anji. Ona przynjamniej jak kopnęła to dawała spokój, ale on jest jak rzep. Wątpię żeby miał ochotę na zostawienie nas w spokoju. - Czesiek warknął cicho - Nie lubię takich jak oni. Udają milutkich i uroczych, a naprawdę są zepsuci od środka. - nawet spod kocyka widziałem, jak emocje Cześka buzują się w środku. Uśmiechnąłem się ponuro. Jak często tak rozmawialiśmy?
- Chcesz iść do pokoju się wyszaleć? - spytałem, po czym podszedłem do chłopaka, po czym wymieniłem mu kompres na nowy. Ku mojemu zdziwieniu młody pokręcił głową i powiedział:
- Obraziłem się na tego niemieckiego curaka... Głupi usunął mi projekt. - zaskoczony przekrzywiłem głowę i spytałem:
- Chodzi o Miśka? Co on robi w twoim pokoju? - Czesiek spojrzał na mnie.
- Hę? Przecież on tam mieszka... - wyjaśnił zmieszany. Teraz to ja się zmieszałem. Dlaczego Misiek i czech mieszkają razem? Coś przegapiłem? Jednak po chwili przypomniałem sobie jedną sytuację, tuż sprzed moejgo wyjazdu.
- Wy chyba nie wyważyliście tej ściany, co? - spytałem nieco przerażony. Czesiek uśmiechnął się i spojrzał na mnie znacząco. Parsknąłem nerwowym śmiechem i potarłem tył głowy.
- Nie macie zamiaru zrobić powtórki z rozrywki, prawda? Znaczy... Do pokoju obok ma się ktoś wprowadzić... - czech zachichotał i westchnął.
- Raczej nie... Ostatnim razem mieliśmy nieźle przerąbane... Sakra, do dziś to pamiętam. - pokręciłem głową i stwierdziłem:
- Wy to kiedyś zostaniecie wywaleni z tej szkoły... - wybuchnęliśmy godnie śmiechem. Zapadła cisza.
- Wiesz... Jak nie chcesz wracać do pokoju możesz zostać tutaj. Mam gdzieś stertę koców, jako materac wystarczą...
- Dzięki Nitz
- Nie ma za co Czes. To przecież nie pierwszy raz. Pamiętasz jak próbowałeś ugotować mentosy w...
- Nie przypominaj mi! Mój pokój przez tydzień był odkażany i czyszczony!- zachichotałem, a Czesiek dźgnął mnie w brzuch.
- Mogę wziąć prysznic? - spytał.
- Jasne, rozgość się. - podałem mu ręcznik i czyste ubrania, po czym otworzyłem szafę i zacząłem wyciągać wszystkie koce, jakie miałem. Po jakiś piętnastu minutach uzbierałem ich tyle, że mogłem z nich ułożyć całkiem wygodne legowisko. Wyjąłem zapasową pościel i ułożyłem całkiem miłe łóżko z widokiem na rybki i okno. Przebrałem się w pidżamę i wyjąłem dwa kubki. Do jednego nalałem kakałka, a do drugiego całą tonę coli. W pobliżu tego rudzielca zawsze trzeba było mieć mały zapasik. Po tych czynnościach usiadłem przy biurku i włączyłem komputer. Kiedy Czesiek wyszedł z łazienki zastał mnie piszącego i popijającego kakałko. Nie patrząc na chłopaka powiedziałem:
- Na biurku masz colę. - rudzielec sięgnął i kubek i usiadł obok mnie.
- Co tam piszesz? - odwróciłem głowę i zamyśliłem się.
- Najnowszy rozdział mojej książki na temat psychologii intro-, ambi- i ekstra- wertyków w tłumie. Są to różne opowiadania wykorzystujące wyobraźnię i szare komórki, których rzadko kiedy się używa. Zacząłem ją pisać kiedy... Wiesz... No moja babcia... - westchnąłem i oparłem się o krzesło - W tym tutaj wykorzystałem dzisiejszą sytuację by wskazać... - przerwałem i spojrzałem na Cześka, który miał lekko zdezorientowaną minę. Westchnąłem.
- Wybacz. Zapomniałem, że ty jesteś raczej matematycznym umysłem. - uśmiechnąłem się. Czesiek spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.
- Słuchaj... Mógłbym usiąść do niego na chwilę? - spytał odkładając pusty kubek na stół.
- Jasne. - odpowiedziałem i wstałem by zwolnić miejsce koledze. Rudzielec usiadł i włączył jakiś program, którego nie rozpoznawałem. Ciekawe... Kiedy on go zainstalował? Wzruszyłem ramionami i wrzuciłem trochę karmy do akwarium. Patrzyłem na nie przez chwilę, po czym położyłem się i zacząłem czytać. Była to historia o młodym chłopcu, który okazał się być potężnym czarodziejem i to powszechnie znanym w całym magicznym świecie. Nawet nie zauważyłem jak moje oczy zaczęły się zamykać, a książka wypadła z moich rąk.
*****
Kiedy wstałem i odzyskałem choć odrobinę przytomności zrozumiałem dwie rzeczy. Pierwszą było to, że zostawiłem moją czapkę na bałwanie, którego zbudowaliśmy z Niki, a drugą było to, że Czesiek przez całą noc pracował nad projektem. Kiedy to sobie uświadomiłem wstałem gwałtownie i zawołałem:
- Odejdź od tego komputera! I nie waż mi się przyznawać, że siedziałeś przy nim całą noc!
<Czesieeeek?>

Od Nory CD Czeslava

Uważnie obserwowałam każdy, najdrobniejszy ruch Czeslava. Jego stan był tak niepokojący, że ze strachu nie spuszczałam z niego oczu ani na sekundę. Starałam się niczym nie rozpraszać, być jak nadopiekuńcza matka… moja matka. Przynajmniej do czasu. Chwila nieuwagi, kilka straconych sekund. Straciłam czujność tylko na moment, rozpoczynając tym samym tragedię (tak, tragedie).
Chłopak nagle, od tak, stracił połączenie ze światem. Kątem oka dostrzegłam jak osunął się z krzesła. Zlękłam się momentalnie, zmuszając swoje mięśnie do działania.
– Kurwa, Czes! – zdołałam wykrztusić z przerażeniem, kiedy grzmotnął porządnie o posadzkę, a huk poniósł się po całym, pustym korytarzu. Ledwo zdążyłam zareagować. Dałabym sobie rękę uciąć, że w tamtym momencie serce podeszło mi do gardła, a czy o mały włos nie wyszły z orbit i, co dziwne, powoli zaczynały napływać łzami. Przykucnęłam migiem obok niego, ujmując jego głowę i kładąc ją na swoich udach. Bogowie, jak on huknął o tą podłogę! Jeszcze brakuje, żeby przeze mnie miał wstrząśnienie mózgu czy inną dysfunkcję... – Czes? – potrząsnęłam nim lekko, starając się go wybudzić.
„Skup się dziewczyno, co się robiło w przypadku omdlenia?” – pytałam siebie w myślach, jednak nic, zupełnie nic nie przychodziło mi do głowy. Cała wiedza zdobyta zaledwie rok temu, ba, nawet kilka  l a t  temu została w całości zjedzona przez stres i panikę. Kompletna pustka. Takie proste… a kiedy przychodzi co do czego, to człowieka paraliżuje strach.
Jęknęłam z coraz większą presją na sercu, rozglądając się po korytarzu w poszukiwaniu kogokolwiek do pomocy, a w szczególności pielęgniarki, która dalej się nie pojawiła.
„Nosz do kurwy nędzy! Gdzie są wszyscy, kiedy ich potrzebuję?”
– Nora…? – usłyszałam nagle. Spojrzałam szybko na Czesa, cała przerażona. Ten tylko obserwował mnie spod przymrużonych oczu. – Czemu leżę na ziemi? – mruknął cicho. – I… czemu masz taką.. minę? Zobaczyłaś  ducha?
– Prawie… – odetchnęłam z ulgą, widząc, że fizycznie nie  jest z nim najgorzej. Gorzej psychicznie, to było widać od razu w tych złotawych oczętach. – Padłeś mi jak długi… głupku...
Chłopak chwycił się za głowę i spróbował podnieść. Wzdrygnęłam sie, przypominając w myślach, czy aby na pewno to dobry pomysł by się podnosił, ale przecież nie przycisnę go do swoich ud i nie każę leżeć…
– Coś ty taka czerwona? – zaśmiał się słabo i przyłożył dłoń gdzieś w okolicach potylicy. Prawdopodobnie w miejsce, gdzie głowa pierwsza zderzyła się z podłogą.
– Boli? – wypaliłem nagle.
„Uh, bogowie! Co ja wyprawiam? Oczywiście że boli!”
– Nie… – zaczął zaprzeczać i wtedy ją zobaczyłam.
Podniosłam się szybko, że aż czarne plamy przysłoniły mi pole widzenia. Zacisnęłam powieki na chwilę.
– P-proszę pani – zawołałam, a zauważając naszą dwójkę, młoda kobieta przyśpieszyła.
– Co się stało? – zapytała przejęta widokiem półleżącego Czecha.
– Kolega bardzo źle się poczuł – wyjaśniłam, stając przy rudzielcu. – Przed chwilą… – urwałam, kiedy pklepnął mnie w kostkę. Spojrzeliśmy na siebie. On z błagalnym spojrzeniem, ja z pytającym. Eh, i tak bym nie dostała odpowiedzi. – Przed chwilą, się źle poczuł – poprawiłam niechętnie.
– Możesz sam wstać, chłopcze? – spytała, kucając przy nim i kładąc dłoń na ramieniu. Zauważyłam, że chłopak wzdrygnął się i napiął wszystkie mięśnie. Tik prawie niewidoczny.
– Umm, tak, tak – powiedział pewnie i spróbował się dźwignąć. Zachwiał się kilka razy, jednak pielęgniarka dobrze go asekurowała.
No i wraz z moją pomocą jakoś udało się nam w trójkę dojść do gabinetu. Przeszliśmy przez jedno pomieszczenie do drugiego, gdzie tam kobieta kazała Cześkowi położyć się na łóżku pod oknem, a sama usiadła na sekundę przy biurku obok. Ja stanęłam gdzieś pod ścianą, nie narzucając się. Mnie tam po prostu nie było.
– Czeslav, klasa druga B, prawda? – spytała, zapisując coś w notesie. Zerknęłam ukradkiem na chłopaka. Patrzył się pusto w sufit z zaciśniętymi ustami; widziałam jak lata mu szczęka przez ciągłe zaciskanie zębów. Tak, zdecydowanie nie chciał tu być. A może czegoś się bał? – Dobrze, przebadamy cie kontrolnie, a ty mi w między czasie odpowiesz na kilka pytań i powiesz co się stało – pielęgniarka podeszła do niego, po czym obróciła się w moim kierunku. – Zaczekaj, proszę, w pierwszym pomieszczeniu – powiedziała spokojnie, na co skinęłam szybko głową.
Usiadłam na krześle pod ścianą i podkurczyłam nogi, przyciągając je mocno do piersi. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę, w momencie, w którym zadzwonił dzwonek na lekcję.
„Wrócić czy zostać?” – spytałam sama siebie.
Oparłam brodę o kolana i odblokowałam telefon, klikając w dobrze znaną mi ikonkę oraz pierwszą z góry osobę.
Isac dalej był zły, ale opowiadając mu sytuację w której właśnie się znalazłam, oboje zapomnieliśmy o porannym zgrzycie. Znaczy on pewnie zapomniał, ja, wręcz przeciwnie. Dalej pisałam z tym klasycznym dystansem, kiedy coś zjebię. Krótko, na temat, bez większych emocji. W końcu nie wybaczę sobie takiego błędu tak szybko.
Zlękłam się, kiedy pielęgniarka wyszła z głównego pomieszczenia i wyszła z gabinetu. Odprowadziłam ją wzrokiem, zastanawiając się, po co takiego poszła, a kiedy zniknęła za drzwiami wstałam i powoli przeszłam do sali obok. Zajrzałam do środka. Czesiek leżał z przedramieniem opartym o czoło i patrzył się w okno. Jego klatka piersiowa ledwo się unosiła. Oddychał zbyt płytko jak na osobę, która powinna odpoczywać. Weszłam do środka i usiadłam obok niego, na samym skraju łóżka.
– Nienawidze tego – szepnął cicho. – Tego dotykania... sprawdzania… – mruczał dalej pod nosem.
– Hm? – przechyliłam łebek, nie do końca rozumiejąc o czym mówi.
Ten westchnął głośno i podniósł się do siadu, po czym spojrzał na mnie z grobową miną. Aż mnie zmroziło. Przełknęłam ślinę i odsunęłam się o milimetry.
– Chcą dzwonić do szpitala – powiedział i schował twarz w dłoniach, podpierając ciężar głowy na łokciach, opartych o kolana. – Sakra… gorzej już być nie może…
Westchnęłam cicho. Spuściłam głowę, zaciskając ze sobą dłonie, ale nie na długo, bo już po chwili podniosłam wzrok, rozluźniłam dłonie i położyłam mu rękę na ramieniu. Uśmiechnęłam się łagodnie, lecz widząc i czując napinające się mięśnie, cofnęłam dłoń, chowając ją gdzieś w swoich włosach, tym samym przerywając kontakt.
– Jest aż tak źle…? – spytałam ostrożnie.
– Nie no, co ty – chłopak opuścił łapki, obrócił głowę i uśmiechnął się szeroko. – Wszystko w porząsiu – pokazał białe zęby, które zlały się z trupio bladą twarzą. – Tylko wiesz, to są właśnie nauczyciele. Nie mogą sobie pozwolić na to, by ktoś im zdechł w szkole. Działają według narzuconego im wzoru – wzruszył ramionami.
Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Spuściłam głowę, pozwalając by włosy opadły mi na część twarzy i ponownie ścisnęłam ze sobą dłonie zaciśnięte w piąstki.
– Heeej. – Poczułam lekkie tyknięcie w bok. – ale co to za smutas?
Zacisnęłam usta w wąska linię i przymknęłam oczy, starając się zignorować to narastające w piersi zmartwienie. Cholera jasna, Czes, martwię się o ciebie… Nawet cie nie znam, a sie martwię… jak jasna cholera.
– Hej, hej, no Nori – zamruczał. – Zmuszasz mnie do powiedzenia żartu. Hm? Żadnych protestów?
– Czes…
– Jaki będzie magik bez magii? – spytał, a kiedy spojrzałam mu w oczy, powiedział: – Rozczarowany.
Zaśmiałam się cicho, zasłaniając usta dłonią. Chłopak zaśmiał się ze mną, co tylko spotęgowało mój chichot.
– No – mruknął, patrząc się na mnie – od razu lepiej – wyszczerzył się. I ja wysiliłam się na większy uśmiech, który i tak szybko stracił na sile. Podobnie jak jego, kiedy spojrzał na coś za mną.
Obróciłam głowę i zobaczyłam pielęgniarkę w towarzystwie Sparks. Zerknęłam z powrotem na Cześka, który zacisnął usta, a szczęka znowu zaczęła mu drgać.

<Czes?>

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Od Czeslava CD Nitzana

- Jeszcze raz szmatławcu tkniesz mojego laptopa, a obiecuję, że Cię uduszę i ucierpi nie tylko Łoże WALtera, ale i sam WALter - zamknąłem oczy próbując opanować emocje
- Oj już się tak nie gorączkuj braciszku kochany - wyszczerzył się i usiadł po turecku na łóżku
- Jak mam się nie gorączkować, jak znowu skasowałeś mi pracę, nad którą siedziałem od tygodnia?!
- A tam, ty mój speedy billy - zaśmiał się - Ty i twoja szybka rączka sobie poradzicie - wyszczerzył się perfidnie
- Ty gnomie - obdarzyłem go morderczym spojrzeniem - Czego ty tym razem szukałeś co?
- Specjalnych folderów - wytknął język
Złapałem za najbliżej stojący przedmiot. Tak trafiło, że było to jakieś pudełko plastikowe . Cisnąłem nim z całej siły w chłopaka, uchylił się lekko, ale i tak oberwał porządnie w żebro. Złapał się za nie z głośnym syknięciem i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- A to za co?
- Jeszcze się głupio pytasz - warknąłem
- Hej no przecież to tylko ...
- Nie kończ - przerwałem mu - Może i nie jestem wybitnym twórcą, ale to nie znaczy, że możesz sobie od tak usuwać moje dzieła!
- Ja bym tego dziełami nie nazwał - wyszczerzył się
- A fuck off - warknąłem i wyszedłem z impetem przez drzwi. Zatrzasnąłem je za sobą i w tym momencie usłyszałem dobrze znany mi głos.
- Cz-Czesiek?! - odwróciłem się i ujrzałem znajomą mordę
- NITZ! - powiedziałem radośnie - Kope lat stary, co ty tutaj robisz? Nie wróciłeś do siebie?
- Wróciłem, ale nudno mi było bez was - uśmiechnął się - Więc wróciłem
- Wspaniale - wyszczerzyłem się - Dalej odkładaj te torby i lecimy, gdzieś sobie klapnąć. Opowiesz mi co tam u Ciebie dobrego słychać.
- Jasne - uśmiechnął się - To idź już na dół, zaraz do Ciebie przyjdę.
Skinąłem głową i gdy zamknął za sobą drzwi ruszyłem powoli korytarzem w stronę wyjścia. Westchnąłem głośno i podrapałem się po czole. Świetnie. Po prostu świetnie. Wyszedłem przed budynek i klapnąłem na ośnieżonej ławce. Odchyliłem głowę do tyłu i w tym momencie płatek śniegu wpadł mi do oka. Potarłem je intensywnie.
- Sakra - warknąłem pod nosem
Wsadziłem dłoń do kieszeni, żeby wyciągnąć telefon i sprawdzić, co nowego w świecie. Umm... wsadziłem dłoń do drugiej kieszeni. Znowu brak. Aaaaa no tak. Przecież nie zdąrzyłem go nawet zabrać. Westchnąłem i podniosłem się ciężko kierując się w stronę internatu. Właśnie z drzwi wyszedł Nitzan z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniłem go lekko.
- Słuchaj Nitz, muszę się cofnąć po telefon. Poczekaj sekundę zaraz wrócę.
- Nie spiesz się - powiedział - Poczekam.
- Dzięki - mruknąłem cicho i ruszyłem do góry
Po niecałej minucie dopadłem do pokoju. Bez słowa wziąłem telefon i wyszedłem. Spojrzałem na ekran i zobaczyłem kilka wiadomości na twarzowej książce. Poszukałem rozmowy z pewną damą, niestety nic nie napisała... Westchnąłem głośno i wsadziłem telefon głęboko do kieszeni od bluzy. Zbiegłem szybko po schodach i wypadłem przez drzwi. Rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu chłopaka. I wtedy go dojrzałem... Sakra... świetnie! Po prostu świetnie. Podszedłem dosyć szybkim krokiem do grupki kilku gapiów i przepchnąłem się między nimi. Suibne właśnie dosyć mocno pchnął nieszczęsnego chłopaka. Boże w, co on się wplątał...
- Suibne zostaw go - warknąłem stając obok Nitzana
- Oooo przyszedł Twój kochaś? - wyszczerzył się chłopak
- Zamknij się - odwarknąłem i złapałem Nitzana za ramię wypychając przed siebie i po za krąg gapiów. Sam miałem zamiar do niego dołączyć, ale, gdy tylko usłyszałem głośny śmiech sugi, wiedziałem, że tak szybko to się nie skończy... Jestem pewien, że moje westchnięcie słyszeli po drugiej stronie globu. Suibne złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Cudownie.
- Co Czeslavie? – wysyczał – Ty też jesteś gejem?
- A co? Chcesz mnie zaprosić na randkę? - uśmiechnąłem się szelomowsko
Najwyraźniej pojedynki słowne przerastają możliwości intelektualne tego pajaca.  Naprawdę, ostatnim, czego chciałem, było załapanie kontuzji albo wylecenie ze szkoły za bójki. Gdzieś w tyle widziałem jak Nitzan skacze, żeby zobaczyć, co się dzieje. A działo się to, że dostałem w ryj. Tak. Dostałem w przestrzeń pomiędzy okiem, a ustami, tuż obok nosa. I to z wystarczającą siłą, by złożyło mnie tak, jak stałem. Zaraz sobie jednak uświadomiłem, że jeśli teraz tak po prostu padnę na ziemię, to nie będę miał życia do końca szkoły i będą mi to wypominać na każdym kroku. Oddałem Suibne tak mocno, jak tylko potrafiłem. Czułem, jak coś strzela mi w nadgarstku, ale miło było patrzeć jak ten pajac zatacza się i wpada na tłum, kiedy ja sam stałem twardo na dwóch nogach. Słodki smak zemsty.
- Chrzań się Suibne – powiedziałem  – I spadaj tam, skąd żeś się wyczołgał.
- Policzymy się na treningu - syknął chłopak
Ludzie się rozstąpili, a ja spojrzałem prosto w przerażone oczy Nitzana. Pajac za mną trzymał się za bolącą twarz i rzucał mi takie spojrzenie, że pewnie mógłbym od niego spłonąć. Złapałem chłopaka za kurtkę i wciągnąłem do akademika, gdzie żaden kretyn nie mógł nas ruszyć. Boże matrymonialny trzeba było dać się pobić i mieć święty spokój. O ile miałbym wtedy prościej. Zaciągnąłem Nitzana w boczny zaułek korytarza i prawie trzepnąłem nim o ścianę.
- Coś ty mu zrobił?! – warknąłem
Skulił się i zacisnął powieki.
- Naśmiewał się ze mnie – wymamrotał niemrawo – Więc trochę się podroczyłem z nim.  Nie wiedziałem, że aż tak się wścieknie.
Na moment ukryłem twarz w dłoniach i policzyłem w myślach do dziesięciu.
- Nitz – powiedziałem o wiele spokojniej, co i jego uspokoiło. – Tego kretyna napędza adrenalina i sterydy, a przede wszystkim to on nie ma mózgu. Trzymaj się od niego z daleka. Od jego kuzynki Anji też. To dosyć długa i nieprzyjemna historia... Caroline nas zabije, jak przyłapią nas na bójce. Obiecaj, że już więcej się do niego nie zbliżysz.
Nitzan położył rękę na piersi i powiedział z uśmiechem
- Obiecuję!
Wcale mnie to nie uspokoiło. Zamrugałem kilka razy i spuściłem ramiona.
- Okej – westchnąłem – Aaaa i jeszcze jedno... Błagam Cię nie mów nikomu, o tym zajściu. Im mniej osób wie tym lepiej. A tymczasem, idzie, gdzieś do jakiejś kawiarni, czy coś?

<Nitz?>

Od Nitzana CD Niki

Uśmiechnąłem się i powoli odsunąłem od wielkiej, śnieżnej figury. Była nieco niższa niż ja i Niki, ale na pewno była... krąglejsza. Odwróciłem się do Niki, która trzymała w dłoniach...
- Kasztan! Jak ty go znalazłaś?! - zapytałem zaskoczony, ale i uradowany. Niki zarumieniła się i wskazała na kilka drzewek stojących parę metrów dalej. No tak. Jak mogłem o nich zapomnieć? Zrobiłem soczystego buraczka i potarłem lekko tył swojej głowy.
- Hehe...Troszku mi się zapomniało... - wymamrotałem zawstydzony. Niki uśmiechnęła się i powiedziała:
- To nic takiego, mi też tak się zdarza. - uśmiechnąłem się i spojrzałem na bałwana.
- Chcesz przyczepić mu nos? - dziewczyna przytaknęła i podniosła rękę z kasztanem i przytwierdziła go do twarzy naszego śnieżniego człowieka. Odsunęliśmy się i zaczęliśmy podziwiać nasze dzieło. Jednak...
- Czegoś mu brakuje... - stwierdziła cicho ciemnowłosa. Kiwnąłem głową i zadumałem się. Tylko czego? Patrzyłem po kolei na jego brzuch, ręce, głowę... Właśnie! Pstryknąłem palcami i zdjąłem z głowy moją ukochaną misiową czapkę, po czym założyłem ją na bałwana. Spojrzałem na niego krytycznym wzrokie i roześmiałem się.
- Jest perfekcyjny! - Niki uśmiechnęła się i rzeknęła cicho:
- Wygląda trochę jak ty. - poczułem w sercu miłe uczucie. Przyjrzałem się śniegowym kulom i zacząłem chichotać. Przytuliłem Nikiś z całej siły i zawołałem radośnie:
- Dziękuję za zabawę! - dziewczyna zarumieniła się i odwzajemniła uścisk.



Nagle ciemnowłosa wzdrygnęła się. Zesztywniałem czując nagły niepokój, ale niemal minutę później moje obawy całkowicie wyparowały. Spojrzałem w górę i westchnąłem z zachwytem. Z nieba zaczęły spadać małe białe płatki. Otworzyłem buzię i spróbowałem złapać nieco śnieżynek na język. Wtedy doszedł mnie mój ukochany, monotonny i jakże zawstydzający dźwięk.
"Tonami no Totoro, Totoro. Totoro, Totoro~"
Jak najszybciej wyjąłem telefon i wyłączyłem go.
- Wybacz, zapomniałem wyłączyć alarm obiadowy! - wyjaśniłem zarumieniony i spojrzałem na Niki, która ledwie powstrzymywała się od śmiechu. Dźgnąłem ją lekko w brzuch, co sprawiło, że dziewczyna wybuchnęła głębokim śmiechem.
- Przestań, mam łaskotki! - wymamrotała pomiędzy salwami śmiechu. Wyszczerzyłem zęby i powiedziałem:
- Zachowam tę informację dla siebie - ciemnowłosa pokazała mi język i odsunęła się nieco. Wtedy usłyszałem głośny, długi dźwięk. Spojrzałem na brzuch Niki. Niki spojrzała w bok. Zachichotałem i spytałem:
- Czy chciałaby pani żebym zaprowadził ją na obiad?

<Nikiś? Wybacz, że niezbyt urocze, ciągle brakowało mi weny ;---;>

środa, 27 grudnia 2017

Od Nikiyame CD Nitzana

Chłopak ocknął się z jakby transu, który towarzyszył mu przy oglądaniu filmu, i szybko otarł twarz z resztek łez.

- Niki... Czy... Czy ty też płakałaś? - Na to pytanie odwróciłam się, czując jak na moje policzki wypływają plamy czerwieni.

- T-to przez ten film... - wyjąkałam zapewne cała czerwona.

Nii wyglądał, jakby poczuł wyrzuty sumienia, a jego twarz wyrażała zastanowienie.

- Masz ochotę zobaczyć coś fajnego? - zapytał, co zaskoczyło mnie. Zawahałam się przez chwilę, w końcu jednak kiwnęłam głową. Brązowowłosy odetchnął głęboko i pomału wstał.

- Co robisz? - Z zaciekawieniem śledziłam chłopaka wzrokiem. Ten mrugnął i położył palec na ustach, po czym otworzył szafę i wyjął z niej coś. Trochę zdezorientowana podeszłam do niego, próbując dostrzec, co tam trzyma. Nii tymczasem podszedł do okna i otworzył je na oścież. Poczułam, jak ciepłe powietrze przepełnione zapachem kakałka i czekolady zastępuje zimne, pachnące dworem i zimą. Do pokoju wpadło dużo śniegu. Dalej jednak nie rozumiałam, co brązowowłosy chciał mi pokazać. Wyjął skądś latarkę i położył małą, białą kulkę z wbitymi w nią sznureczkami, na końcu których umiejscowione były kolorowe szkiełka, na talerzyku. Spojrzał na mnie i zaczął opowiadać:

-Kiedy byłem młodszy uwielbiałem oglądać Kubusia Puchatka. Niemal codziennie prosiłem moją babcię by włączyła mi tę bajkę. Jednak... Zawsze... Na sam koniec filmu zaczynałem płakać. Nie liczyło się to czy już znałem zakończenie czy nie. Po prostu płakałem. Wtedy moja babcia otwierała okno, brała taką kulkę i robiła tak -włączył latarkę i umieścił ją przy kulce. Szkiełka, które były do niej przyczepione, rozbłysły ślicznym światłem. Patrzyłam na to, zauroczona tym wszystkim. Nagle wstałam i podeszłam do okna, wyglądając przez nie. Widok był cudowny - ciemność rozświetlona przez pojedyncze latarnie i szalejący na zewnątrz śnieg. Biały puch dostawał się też do środka i osiadał na parapecie, który po niedługim czasie pokryty był cienką warstwą maleńkich kryształków. Na śniegu widniały wielokolorowe, piękne cienie rzucane przez szkiełka.

- U mnie w domu nigdy nie było śniegu. Moja babcia połowę życia spędziła na Grenlandii, gdzie się wychowała. W Izraelu bardzo brakowało jej śniegu. Dlatego na moim parapecie urządziła biały ogród. Wykupiła wszystkie białe rzeczy znajdujące się w najbliższym sklepie i razem ze mną wybudowała z nich coś w rodzaju makiety. Kiedy płakałem, miałem zły humor czy po prostu miałem ochotę, brała kocyk - Podniósł puchaty kocyk, który zawieruszył się gdzieś na podłodze - zawijała mnie w rulon - Mówiąc to zawinął mnie w niego - i siadała ze mną na krześle - Posadził mnie na łóżku, przytulając delikatnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Miałam ochotę mu podziękować za wszystko. Za kakałko, film, zaproszenie, jego radość i łzy, za historię, którą opowiadał. Kiedyś jeszcze mu podziękuję.

W pokoju zapadła cisza, oboje wpatrywaliśmy się w kolorowe cienie. Zapadła cisza. Oboje patrzyliśmy na kolorowe cienie. Dostrzegałam wielką wagę tej chwili i nie chciałam przeszkadzać chłopakowi w opowiadaniu, bo to, co wydobywało się z jego ust, nie było tylko słowami, a czymś dużo więcej.

- To ona sprawiła, że pokochałem śnieg. Nauczyła mnie jak rozmawiać z naturą czy jak kochać takie drobnostki jak ta kula. - Wyłączył latarkę i zamknął okno. Nie chciałam tego, nie chciałam, aby historia się kończyła. Nii podniósł kulkę i dotknął nią swojego czoła. Zauważyłam, że z jego oczu płyną łzy.

- Trzy tygodnie temu zmarła. Miała wypadek, spadła z drugiego piętra. Przez kilka miesięcy leżała w śpiączce, lekarze nie dawali jej szans. W końcu... nie wytrzymała. Zmarła. Udało mi się przyjechać dosłownie w ostatniej chwili. Jedyne co po niej zostało to wspomnienia i ta kula. - W moich oczach zebrały się łzy. Tak bardzo chciałam powiedzieć coś, cokolwiek, aby go pocieszyć

- Cóż... odniosło to odwrotny skutek do zamierzanego. Wolałbym zobaczyć jak się uśmiechasz, ale cóż...Przepraszam jeśli cię zasmuciłem. Ja... Chyba po prostu potrzebowałem kogoś z kim mógłbym tak porozmawiać. Oczywiście, miałem do wyboru rodziców, Cześka czy nawet nauczycieli, ale... Oni... Są kimś innym. Jest z nimi przyjemnie, nawet bardzo, ale... Żadne z nich nie płakałoby ze mną na Kubusiu... - Ziewnął i oparł głowę na moim ramieniu. Spięłam się, ale po chwili rozluźniłam większość mięśni i uśmiechnęłam się lekko.

- Jesteś pierwszą osobą, która mogłaby to zrozumieć.- szepnął i przymknął oczy. - Dziękuję.

- To ja... - zawahałam się i zobaczyłam, że Nii już zasypia - to ja dziękuję. Za... wszystko - powiedziałam cicho. - Twoja babcia była cudowną osobą - dodałam po chwili, ale chłopak spał już głęboko. Uśmiechnęłam się lekko i ostrożnie, najdelikatniej jak mogłam położyłam chłopaka na łóżku, po czym okryłam go kocykiem. Położyłam się po drugiej stronie łóżka, przytuliłam jedną z poduszek i zasnęłam.

Obudził mnie śmiech Nitzena.

- Wstawaj Niki, zobacz ile śniegu jest na dworze! - roześmiał się głośno i wskazał za okno. Otworzyłam oczy i wstałam, dalej owinięta kocykiem. Podeszłam do okna i wstrzymałam na chwilę oddech. Wszystko pokryte było grubą warstwą białego puchu, ale o dziwo było jeszcze pusto.

- Nii... która godzina? - zapytałam cicho i oparłam się o parapet.

- Dwadzieścia trzy po siódmej - oznajmił. - Idziemy na dwór!

Pokiwałam głową i wzięłam od niego kubek ciepłego kakałka, które szybko wypiłam. Nitzan wyraźnie się niecierpliwił, bo założył już kurtkę i brązową czapkę. Uśmiechnęłam się lekko i nałożyłam na siebie kurtkę i buty, po czym na głowę naciągnęłam szare, ciepłe nakrycie.

- W końcu! - ucieszył się Nii.

Wyszliśmy z pokoju i po cichu udaliśmy się do wyjścia. Gdy zamknęliśmy drzwi, chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wielkiej śnieżnej zaspy.

- Nii, nie ró... - nie zdążyłam dokończyć, bo oboje wylądowaliśmy w zaspie. Kichnęłam i wstałam, śmiejąc się cicho i słuchając radosnego śmiechu chłopaka.

- Zbudujemy bałwana? - zaproponował, na co pokiwałam głową i zaczęłam lepić jedną z kul.

Po paru minutach była odpowiednio dużo. Przyturlałam ją z powrotem do brązowowłosego i wyprostowałam plecy. Spojrzałam na niego i coś we mnie uderzyło:

- Wiesz... - zaczęłam niezbyt głośno - w tej czapce wyglądasz jak Rodzynek - stwierdziłam trochę nieśmiało.

Nitzan roześmiał się i przytulił mnie.

- To co, bałwan sam się nie zbuduje? - powiedział i zaczął lepić trzecią kulę, podczas gdy ja szukałam odpowiednich patyków na nos i łapki.

Wreszcie znalazłam dwie odpowiednio długie gałązki i wygrzebałam ze śniegu kasztana.

- E... może być? - pokazałam mu części ciała śnieżnego ludka do akceptacji.



<Rodzynku?>

wtorek, 26 grudnia 2017

Od Nitzana CD Nikiyame

-To... co teraz? - jak przez mgłę dotarło do mnie pytanie dziewczyny. Nieprzytomny spojrzałem na nią. To film już się skończył? Z tej głębokiej zawieszki wyrwał mnie widok dziewczyny. Oczy Nikiyame lśniły, a policzki jej były wilgotne. Rąbnęło mnie jak gromem. O nie... Czy... Czy to przeze mnie? Dlaczego? Czyżby czuła się ze mną niekomfortowo? Pośpiesznie otarłem resztki łez, które postanowiły zamoczyć moją całą poduszkę i spytałem cicho:
- Niki... Czy... Czy ty też płakałaś? - ciemnowłosa odwróciła się zarumieniona. Czyli tak.
- T-to przez ten film... - wyjąkała cała czerwona. Zawstydzony odwróciłem wzrok. Jak mogłem? Zaprosiłem ją do siebie i JESZCZE sprawiłem, że się rozpłakała. Czując wyrzuty sumienia próbowałem wykombinować coś co mogłoby pocieszyć dziewczynę. W końcu do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Uśmiechnąłem się i spytałem:
- Masz ochotę zobaczyć coś fajnego? - zaskoczona dziewczyna zawahała się. Może wciąż nie była do mnie przekonana? Wziąłem głęboki wdech czekając na odpowiedź Niki. Dawno nie byłem tak podekstytowany i przerażony zarazem. W końcu mój gość kiwnął głową. Oderchnąłem z ulgą i powoli wstałem.
- Co robisz? - zaciekawiona dziewczyna śledziła mnie wzrokiem. Mrugnąłem do niej i położyłem palec na ustach. Otworzyłem szafę i wyjąłem małe pudełeczko. Siegnąłem do środka i wyciągnąłem stamtąd jeden z moich najcenniejszych skarbów. Była to mała, biała kuleczka, do której wbite było mnóstwo cienkich sznureczków. Na końcu każdego z nich znajdowało się wielokątne, kolorowe szkiełko. Zdezorientowana Niki podeszła próbując do mnie by przyjrzeć się temu dziełu. Ja za to podszedłem do okna i otworzyłem. Do środka wpadło mnóstwo śniegu, a całe ciepłe powietrze uszło w mgnieniu oka. Wyjąłem latarkę i położyłem kulkę na talerzyku. Spojrzałem na dziewczynę i zacząłem tłumaczyć:
-Kiedy byłem młodszy uwielbiałem oglądać Kubusia Puchatka. Niemal codziennie prosiłem moją babcię by włączyła mi tę bajkę. Jednak... Zawsze... Na sam koniec filmu zaczynałem płakać. Nie liczyło się to czy już znałem zakończenie czy nie. Po prostu płakałem. Wtedy moja babcia otwierała okno, brała taką kulkę i robiła tak: -włączyłem latarkę i położyłem ją przy kulce. Szkiełka wokół niej rozbłysły. Tak samo jak coś w moim sercu. Nadal nie wiem co to było; wzruszenie może nostalgia? Jedyne co udało mi się zajerestrować był to, że kiedy Niki podeszła do okna i wyjrzała za nie oczy jej rozbłysły. Na śniegu, który urządził sobie mieszkanie na moim parapecie widniały kolorowe cienie rzucane przez szkiełka. Gdzieniegdzie były czerwone, gdzie indziej niebieskie. Uśmiechnąłem się na widok miny Niki i wróciłem do opowiadania:
- U mnie w domu nigdy nie było śniegu. Moja babcia połowę życia spędziła na Grenlandii, gdzie się wychowała. W Izraelu bardzo brakowało jej śniegu. Dlatego na moim parapecie urządziła biały ogród. Wykupiła wszystkie białe rzeczy znajdujące się w najbliższym sklepie i razem ze mną wybudowała z nich coś w rodzaju makiety. Kiedy płakałem, miałem zły humor czy po prostu miałem ochotę, brała kocyk - podniosłem miękki kocyk, który pomiędzy moimi wypowiedziami spadł na ziemię - zawijała mnie w rulon - mówiąc to zrobiłem z Niki puchowe buritto - i siadała ze mną na krześle - posadziłem Niki na łóżku, tuląc ją delikatnie. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało. Zapadła cisza. Oboje patrzyliśmy na kolorowe cienie. Nie miałem pojęcia co mogła myśleć. Może myślała, że jestem dziwny? Może dziecinny? A może chory, głupi lub żałosny? Miałem to gdzieś. Jedyne co mnie w tym momencie obchodziło było to kolorowe źródło światła i śnieg hulający za oknem. Oraz dziwne rosnące w moim sercu uczucie żalu i tęsknoty. W końcu spuściłem wzrok i dokończyłem opowieść:
- To ona sprawiła, że pokochałem śnieg. Nauczyła mnie jak rozmawiać z naturą czy jak kochać takie drobnostki jak ta kula. - zgasiłem latarkę i zamknąłem okno. Podniosłem kulę i przyłożyłem ją do czoła. Poczułem jak gorzkie łzy w moich oczach znajdują ujście.
- Trzy tygodnie temu zmarła. Miała wypadek, spadła z drugiego piętra. Przez kilka miesięcy leżała w śpiączce, lekarze nie dawali jej szans. W końcu... nie wytrzymała. Zmarła. Udało mi się przyjechać dosłownie w ostaniej chwili. Jedyne co po niej zostało to wspomnienia i ta kula. -spojrzałem na Niki. Miała łzy w oczach. Uśmiechnąłem się smutno i powiedziałem:
- Cóż... odniosło to odwrotny skutek do zamierzanego. Wolałbym zobaczyć jak się uśmiechasz, ale cóż...Przepraszam jeśli cię zasmuciłem. Ja... Chyba po prostu potrzebowałem kogoś z kim mógłbym tak porozmawiać. Oczywiście, miałem do wyboru rodziców, Cześka czy nawet nauczycieli, ale... Oni... Są kimś innym. Jest z nimi przyjemnie, nawet bardzo, ale... Żadne z nich nie płakałoby ze mną na Kubusiu...- ziewnąłem i usiadłem obok Niki, opierając głowę na jej ramieniu.
- Jesteś pierwszą osobą, która mogłaby to zrozumieć.- wyszeptałem przymykając oczy - Dziękuję. - zacząłem powoli zasypiać kiedy usłyszałem głos dziewczyny. Nie mając siły na rozszyfrowanie ich znaczenia ziewnąłem i odpłynąłem w krainę snów.
<Niki? Masz tu smutasa>

Od Nikiyame CD Nitzena

Po parunastu minutach zastanawiania się i parokrotnym zmienieniu decyzji, w końcu znalazłam się przed drzwiami pokoju, w którym mieszkał Nii. Wzięłam głęboki oddech i uniosłam rękę w celu zapukania, ale cofnęłam ją szybko. Co jeśli mu przeszkodzę w czymś? Albo nie ma czasu? Chociaż właściwie jest piątek, jeśli jest w pokoju, to raczej nie robi nic wielkiego... no i sam mnie zapraszał... - myślałam. Wreszcie przemogłam się i cicho zapukałam do drzwi. Nitzen prawie od razu otworzył i roześmiał się, po czym przytulił mnie.Niepewnie odwzajemniłam gest, chłopak pachniał kakałkiem i czekoladą.
- Niki! Jesteś! - zawołał z radością. Uwolnił mnie z uścisku i przepuścił w drzwiach.
- Wchodź, kakałko już czeka! Mam też kocyk i poduszkę jakbyś chciała! Masz ochotę na jakiś film? - Zasypał mnie pytaniami, rozejrzałam się nieco zdezorientowana. Wreszcie usiadłam na łóżku i wzięłam od niego kubek kakałka, którego zapach rozchodził się po całym pokoju.
- Co chciałabyś porobić? - spytał i rozsiadł się na poduszkach.
- Ymh... może obejrzymy bajkę? - odparłam pytaniem, spoglądając na niego niepewnie.
- Pewnie! - Rozpromienił się, a w jego jasnych oczach widać było iskierki radości. - Jaką?
- Lubisz może Kubusia Puchatka? - zapytałam cicho, obawiając się trochę jego reakcji. Jak się okazało - niepotrzebnie, bo brązowowłosy pokiwał głową energicznie. - To... Kubuś Puchatek i Hefalumpy?
- Jasne, poczekaj, pójdę po laptopa - uśmiechnął się szeroko i wstał z poduch. Wypiłam kakałko do końca i odstawiłam kubek po nim na podłogę przy łóżku. Niepewnie wzięłam kocyk, który leżał obok mnie i okryłam się nim, ciesząc się jego miękkością. - Jestem! Czekaj, weźmy wszystkie poduszki pod ścianę - zaproponował, więc pokiwałam głową i położyłam tam kilka z nich. Szybko powstała z nich swego rodzaju bariera, chroniąca plecy siedzących na łóżku przed zimną i niewygodną ścianą.
Nii wsunął się z laptopem na kolanach głębiej w stronę "bariery", aż plecami wygodnie oparł się o nią. Zrobiłam to samo i otuliłam się kocykiem. Chłopak położył laptop na łóżku i zaczął szukać w nim bajki, jaką mieliśmy w planach obejrzeć.Światło było przygaszone, za oknem padał śnieg, w powietrzu unosił się zapach kakałka, było miękko i ciepło, no i Nii właśnie włączał Kubusia Puchatka i Hefalumpy.
- Znalazłem! - oznajmił radośnie, na co pokiwałam lekko głową. Wciąż czułam się trochę niepewnie w jego towarzystwie. - Zobacz, co mam - dodał i wyjął spod jednej z poduszek paczkę pianek, którą szybko otworzył. Uśmiechnęłam się delikatnie i wbiłam wzrok w ekran, gdzie właśnie rozpoczynała się bajka.
Spojrzałam na Nitzena, który najwyraźniej był równie zafascynowany widokiem Kangurzycy śpiewającej Maleństwu kołysankę. Uśmiech sam wchodził mi na twarz, kiedy patrzyłam na zasypiającego kangurka.
- Ojejku, to przeurocze - szepnęłam i ścisnęłam w dłoni kocyk, kiedy zaczęła się piosenka "Jesteś do mnie podobny", a Maleństwo wraz z Lumpkiem bawili się i śmiali. Uwielbiam tą piosenkę, a oglądanie tej sceny nigdy mi się nie znudzi. Kiedy Maleństwo "uwolniło" Lumpka z liny, oczy mi się trochę zaszkliły i złapałam się na tuleniu poduszki. Nii zaciskał palce na swoim kocyku i nieprzerwanie wpatrywał się w ekran.
Zrobiło mi się przykro, kiedy Lumpek słyszał trąbienie swojej mamy, a scena, gdzie zatrzymał się przechodząc przez kłodę i zaczął płakać, przelała czarę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach, gdy mały hefalump płakał, że chce do mamy, a Maleństwo usiadło obok niego i zaśpiewało mu kołysankę, którą śpiewała mu wcześniej Kangurzyca. Usłyszałam ciche pociągnięcie nosem i spostrzegłam, że Nii też się wzruszył, co mnie troszkę ośmieliło. Z jego jasnych oczu wypływały łzy. Przytuliłam do siebie mocniej poduszkę, przy okazji trochę wycierając w nią twarz, i śledziłam dalsze wydarzenia. W pokoju pociągania nosem rozlegały się często, gdy Lumpek wystraszył się przyjaciół Maleństwa i zaczął uciekać jak najdalej; biegnąc na oślep wpadł do zastawionej wcześniej przez Królika i innych pułapki i siedział tam taki załamany, bez nadziei.
- Wypuśćcie go! - powiedziałam cicho, pałając w tym momencie nienawiścią do Królika i wszystkich innych, którzy zamknęli tą kluchę w klatce.
- Zobacz Niki, Maleństwo go uwolniło! - ucieszył się Nitzen. Pokiwałam z lekkim uśmiechem głową i sięgnęłam ostrożnie po piankę, zresztą jedną z ostatnich.
Zakończenie bajki było absolutnie przeurocze, ale jednocześnie chciałam, aby trwała ona jeszcze dłużej i dłużej. Ułożyłam się wygodniej na łóżku i zerknęłam na chłopaka.
- To... co teraz? - zapytałam niepewnie.

<Nii?>

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Od Nitzena CD Nikiyame

Uśmiechnąłem się promiennie i odpowiedziałem:
-Nie ma za co. To była czysta przyjemność. - siegnąłem po termos i schowałem go do plecaka. Spojrzałem na plan lekcji i zacząłem szukać odpowiedniej godziny.
- Teraz mamy hiszpański, prawda? - spytałem, spoglądając na Niki. Ciemnowłosa kiwnęła głową i założyła torbę na ramię. Poprawiłem plecak i ruszyłem za nią. Szliśmy przez chwilę w ciszy, aż Niki cicho spytała:
- Nitzan... Kiedy tu dołączyłeś? - spojrzałem na dziewczynę, która zarumieniona odwróciła wzrok.
-Hmmm... Myślę, że jakieś... Pół roku temu?- odpowiedziałem - Ale wyjechałem na kilka miesięcy do babci, wróciłem dwa dni temu. - dopowiedziałem szybko. Ciekawe co pomyślała? Może to, że wcześniej mnie nie zauważyła? A może przeraziła się myślą, że szkoła jest otwarta już przez taki kawału czasu? Do drzwi doszliśmy równo z panią Sparks. Nauczycielka uśmiechnęła się i przepuściła nas w drzwiach. Zająłem swoje miejsce i zacząłem słuchać.
~Timeskip
Na dworze było ciemno. Prószył delikatny, niemal niezauważalny śnieg. Siedziałem na łóżku i popijając kakałko patrzyłem na widok za oknem. Uwielbiałem śnieg. Mój pokój ( zarówno tu i w domu ) urządziłem na biało z dodatkami brązu i zieleni. Lubiłem budzić się w jasnych pomieszczeniach. Od kiedy tu wróciłem wieczory zawsze spędzałem na gapieniu się na śnieg. Czy to w pokoju, czy to na dworze. Uspokajało mnie to. Kiedy patrzę na te małe białe gwiazdeczki, nawet krzyki braci dochodzące z pokoju 207 i pół mi nie przeszkadzały. Ciekawe, jak głośno musiało być u nich skoro słyszałem to nawet przez drugi pokój? Nagle usłyszałem ciche pukanie. Natychmiast zerwałem się z łóżka. Przyszła! Naprawdę przyszła! Podbiegłem do drzwi i otworzyłem je. Stała tam Niki. Roześmiałem się i przytuliłem ją mocno.
-Niki! Jesteś! - zawołałem radośnie. Puściłem ją i przepuściłem w drzwiach.
- Wchodź, kakałko już czeka! Mam też kocyk i poduszkę jakbyś chciała! Masz ochotę na jakiś film? - biedna dziewczyna rozejrzała się zdezorientowana kiedy zacząłem wypytywać ją o to i owo. W końcu usiadła i przyjęła kubeczek kakałka, który jej podałem.
- Co chciałabyś porobić? - spytałem kiedy rozsiadłem się na poduszkach.
<Niki?>

Od Nikiyame CD Nitzena

Słuchałam, jak jakaś osoba z klasy czyta wypracowanie; trochę jej współczułam, ale jednocześnie cieszyłam się, że to nie ja tam stoję. Do końca lekcji pozostało jakieś parę minut, byłam więc dość spokojna i niemal całkowicie pewna, iż uda mi się uniknąć tego istnego piekła na ziemi, jakim jest czytanie przed całą klasą wypracowania. Bawiłam się pomiętym kawałkiem kartki, zwijając go i rozwijając na nowo. Zajęłam się myślami i papierkiem do tego stopnia, że nie zauważyłam, jak osoba, która jeszcze przed chwilą czytała swoje "dzieło", usiadła.
- Ostatnią osobą przed dzwonkiem będzie Nikyame. - Podniosłam wzrok na dźwięk mojego imienia wypowiedzianego przez nauczyciela i z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że chodzi mu o to, żebym przeczytała swoją pracę. - Niki, przeczytaj co napisałaś.
Przerażona wstałam i zaczęłam cicho czytać, starając się nie trząść. W duchu błagałam czas o jakieś magiczne przyspieszenie, bo tylko to mogło mnie uratować. Moje próby czytania przerwane zostały przez donośny dźwięk dzwonka. Odetchnęłam i z ulgą opadłam na krzesło, powoli zaczęłam się pakować. Nagle doszedł do mnie cudowny zapach jeszcze cudowniejszego napoju - kakałka. Po chwili podszedł do mnie chłopak, który trzymał źródło cudnej woni.
- Masz ochotę na kakałko? - spytał, podając mi kubek.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Tak, mogłabym... - Wzięłam od niego przedmiot, a brązowowłosy uśmiechnął się promiennie. Odwzajemniłam leciutko gest i przytknęłam kubeczek do ust. Ciepły napój rozgrzewał mnie od środka, topiąc stres, jaki przed chwilą towarzyszył mi przy czytaniu pracy. Po niecałej minucie oddałam kubek właścicielowi, mamrocząc ciche "dziękuję".
- Nie ma za co - Jego twarz znów rozświetlił uśmiech. - Jakbyś kiedyś jeszcze chciała kakałka, to wiesz, do kogo się zgłosić.Jestem Nitzen, ty Niki, tak? - Wyciągnął do mnie rękę w powitalnym geście. Pokiwałam głową i niepewnie chwyciłam jego dłoń. Była miękka i ciepła, zapewne w przeciwieństwie do mojej.
- Chyba musimy się już zbierać na lekcje, bo w końcu nas tu ktoś zamknie. Chciałabyś może wpaść niedługo do mnie na kakałko? Pokój 205 - zaproponował.
- Najwyraźniej... jasne, mogę wpaść - odparłam dość cicho, wychodząc za nim z sali. - I... dziękuję za kakałko. - dodałam niepewnie.

<Nitzen?>

niedziela, 24 grudnia 2017

Od Nitzena DO Nikiyame

Ziewnąłem słuchając wypracowania kolejnej osoby. "Wspaniała pierwsza lekcja po powrocie nie ma co" pomyślałem, mażąc coś w zeszycie. Był to portret osoby siedzącej rząd obok mnie. Osoba ta miała dosyć długie ciemne włosy i szarozielone oczy. Bardzo przypominała mi mojego "kochanego" braciszka. Kurczę, dlaczego już za nim tęsknię? Właśnie kończyłem rysować jej profil, kiedy nauczyciel zawołał:
- Ostatnią osobą przed dzwonkiem będzie Nikiyame. Niki, przeczytaj co napisałaś. - dziewczyna zbladła i przerażona wstała. Dopiero teraz zauważyłem, że jest jakieś dwa centymetry niższa ode mnie. Uśmiechnąłem się w duchu. Mimo, że to dziewczyna to i tak poczułem się pewniej widząc, że jestem wyższy. Usłyszałem jak cichy drżący głosik zaczyna czytać. Nauczyciel poprawił okulary i poprosił o ciszę. W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek. Niki odetchnęła z ulgą i opadła na krzesło. Większość z moich równolatków niemal od razu wybiegła z sali. Zostało tylko kilku maruderów. Ciemnowłosa zaczęła się pakować. "Raz kozie śmierć", pomyślałem i wyciągnąłem termos z plecaka. Uśmiechnąłem się na myśl o słodkim napoju bogów, który czekał na mnie w środku. Chociaż w tym momencie miałem nadzieję, że nie tylko na mnie. Wstałem i powoli podszedłem do nieśmiałej dziewczyny.
- Masz ochotę na kakałko? - spytałem podając jej kubek.
<Niki?>

sobota, 23 grudnia 2017

Od Nitzana DO Czeslava

-Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałem cicho woźnej, która podała mi klucze.
-Jakbyś czegoś jeszcze potrzebował to zwróć się do mnie, albo mojego kolegi, rozumiesz? -doradziła kobieta, wskazując na mężczyznę w podeszłym wieku, który czytał jakąś gazetę. Jeszcze raz podziękowałem i ruszyłem w stronę schodów. Idąc po nieskoczenie długich stopniach, przypomniało mi się jak szedłem tędy po raz pierwszy. Byłem wtedy zdenerwowany i bałem się, że zgubię drogę i trafię do jakiegoś 180-cio centrymetrowego olbrzyma z kalsy wyżej. Na wspomnienie o moim przerażeniu uśmiechnąłem się. Teraz zdecydowanie nie miałem czasu by o tym myśleć. Jedynym o czym marzyłem było moje stare, kochane łóżeczko, które czekało na mnie w pokoju. 14 godzin lotu... Boże czemu aż tyle? Poprawiłem plecak i zacząłem się wspinać. Niektórzy uczniowie patrzyli na mnie z zaciekawieniem, inni z rozbawieniem. Ci drudzy na stówę mieli na myśli mój wzrost. Taaa... 159cm jak na chłopaka to niezbyt dużo. W całym moim życiu spotkałem tylko 16 osobników płci męskiej, którzy tak jak ja wzrostem nie grzeszyli. Aż uśmiechnąłem się na myśł o uśmiechnętym chłopaku, który był moim sąsiadem w akademiku. Ten maniak coli zawsze potrafił rozjaśniać atmosferę. Rany, jak ja za nimi tęsknię... Uśmiechnąłem się i postawiłem walizkę na podłodze. Te przeklęte schody... A prosiłem o windę... No dobra, jeszcze tylko chwila. Złapałem walizkę i ruszyłem przed siebie, odczytując numery pokoi i szukając złotej 205. "203..204..205! To tutaj!"pomysłałem i chwyciłem za klamkę w ttm samym momencie kiedy drzwi obok otworzyły się. Mimowolnie odróciłem głowę by spojrzeć na osobę, która właśnie wychodziła. Nagle rozdziawiłem usta. Z pokoju wychodził nie kto inny jak...
-C-Czesiek?! - zawołałem upuszczając torbę.

<Czesiek, Czesiek, Czesiek... Oficjalnie mówię ci cześć : D>

Nowy uczeń!

Ksywka: Miał ich naprawdę dużo. W zależności od wymowy jego imienia został ochrzczony ksywkami jak "Nii-chan"czy "Blizt" Oczywiście zdarzały się też ksywki od jego "tęczowego" nazwiska. Ostatnio jednak z niewiadomych przyczyn został Rodzynkiem co wyjątkowo przypadło mu do gustu
Wiek: 18 lat
Klasa: IIb
Theme by Bełt