Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w swoją stronę, coraz bardziej
go lubiłam, nie wiem czemu, ale z każdą groźbą, chciałam być bliżej.
Może po prostu aż tak desperacko chcę zginąć? Przemyśle to.....A tym
czasem muszę dokończyć swoje sprawy....
Na następny dzień, z rana wyszłam do akademii. Miałam jeszcze pół
godziny, nie śpieszyło mi się. Wskoczyłam na murek, szłam tyłem, patrząc
w niebo, nie zwracając uwagi na szczekających i śmiejących się ze mnie
ludzi, już dawno przywykłam, obłoki leniwie przesuwały się po błękicie, a
ptaki równie powolnie leciały w swoją stronę. Czasem chciałam tak jak
one po prostu odlecieć, być wolna....Ale to niemożliwe...Zrobiłam
zgrabny piruet i ruszyłam tym razem przodem do kierunku trasy. Po paru
metrach zeskoczyłam z murka i szłam już normalnie chodnikiem,
przysłuchując się rozmową ludzi. Każdy na coś narzekał, to takie słabe,
zawsze narzekają i użalają się, ale nic z tym nie zrobią, żałosne.
Weszłam na teren szkoły i ku mojej uciesze na placu głównym zauważyłam
Toshiro. Hmmm....? Morze pokrzywa za kaptur? A może wylać na niego sok
porzeczkowy? Nie....banał. Po chwili oświeciło mnie, wyszczerzyłam się
wrednie i podbiegłam od tyłu po czym zgrabnie wskoczyłam mu na barana i
zasłoniłam mu oczy moją bluzą, tuląc jego głowę do siebie.
-Ohayo~~! Toshi-chan! -zawołałam i zeskoczyłam z niego, stając przed
nim, chamsko wyszczerzona od ucha do ucha, lekko pochyliłam się do
przodu i spojrzałam mu odważnie w oczy. -Wyspałeś się? -Spytałam czując
że zaraz pobawimy się w berka po szkole. Spięłam wszystkie mięśnie w
gotowości do biegu. Nie mam zamiaru dać mu się poturbować....
Toshiro?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toshiro. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 sierpnia 2017
poniedziałek, 10 lipca 2017
Od Kaito CD Toshiro
„To nie ma sensu… to nie ma sensu… to nie ma sensu…” – powtarzałem w myślach.
Od dobrej godziny wpatrywałem się pusto w książkę przed sobą, a gdzieś w tyle głowy słyszałem głos Toshiro, mówiący o rzeczach, które teoretycznie wiedziałem, a w praktyce, kiedy tylko trzeba o nich mówić - wypadały z głowy. Czyli cała powtórka polegała na tym, że informacje jednym uchem wpadały, a drugim wylatywały. Jednak najbardziej skupiałem się na błaganiu swojego umysłu, by nagle nie odstawił szopki i postanowił wyrzucić blondyna z pamięci. Byłoby trochę… no cóż, niezręcznie. Dodatkowo musiałem walczyć ze zmęczeniem. Nic nie sprzyjało nauce… po prostu nic. Ale on tłumaczył dalej. Zamilkł dopiero, kiedy ziewnąłem.
– Zdaję sobie sprawę, że to, co mówię nie interesuje cię tak jak mnie, ale mógłbyś się chociaż postarać – odbił się od ławki i splótł ręce na piersi, obdarowując mnie pretensjonalnym spojrzeniem. – Marnuję tu przez ciebie czas.
Zerknąłem na niego dyskretnie.
– Oboje marnujemy. Nie moja wina… – mruknąłem. Oparłem łokcie o ławkę i podparłem głowę na dłoni. – Wolałbym się uczuć w domu – powiedziałem, choć całkiem niepotrzebnie, bo były to tylko jedne z tych głupich myśli.
Toshiro zaczął bełkotać pod nosem coś po japońsku. Szkoda że nie rozumiałem wszystkiego, jednak sądząc po jego nie za przyjemnym tonie, nie były to miłe słówka, a kiedy zaczął grzebać po plecaku coś mówiło mi, że czas na przerwę. I nie myliłem się. Po chwili szukania wyciągnął paczkę papierosów.
– Idziesz?
Nie odezwałem się ani słowem. Jedynie Przytaknąłem krótko i wyciągnąłem swoją paczkę.
Całą drogę na tyły szkoły szedłem tuż za chłopakiem. Po korytarzu niosły się dźwięki tylko naszych kroków, co sprawiało, że czułem się nieco przytłoczony.
– Do kiedy musisz poprawić oceny? – spytał, jednak w taki sposób, jakby w ogóle go to nie interesowało, a chciał jedynie przerwać ciszę.
– Do konferencji. Jeśli sobie nie poradzę, czeka mnie poprawka i… - urwałem w porę. Przecież nie będę mówić o domowych awanturach z ojcem.
Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Nie miałem pojęcia jakim cudem staruszek jeszcze nie wiedział o mojej sytuacji. I nawet nie chce wiedzieć co mi zrobi, jak się dowie.
– Yhym. – Toshiro mruknął pod nosem i wyciągnął zapalniczkę. Nawet nie zauważyłem kiedy podpieraliśmy ścianę na tyłach.
Oboje odpaliliśmy papierosy. Po tym żadne z nas nie odzywało się do siebie i żadne z nas nie szukało jakiegokolwiek tematu do przegadania. Nic dziwnego, skoro w ogóle się nie znaliśmy. Po prostu siedzieliśmy w ciszy, którą co jakiś czas przerywały czyjeś śmiechy. Odwróciłem głowę, starając się zlokalizować skąd dochodziły. Oczywiście od razu rozpoznałem ich właścicieli. Zacząłem zastanawiać się, co trzecioklasiści robią robią tej porze w szkole. Może dopiero teraz skończyli lekcje?
„Dlaczego ja o tym w ogóle myślę?” – spytałem sam siebie i nabrałem haust powietrza w płuca. Zaczynało kręcić mi się w głowie.
– Mam problemy z pamięcią – odezwałem się nagle i z sekundy na sekundy coraz bardziej zdawało mi się, że niepotrzebnie. Jak zwykle po fajce zaczynałem gadać głupoty. Mimo sprzecznych myśli ciągnąłem dalej. – Więc nie przestrasz się, jak nagle nie będę wiedzieć kim jesteś.
Zaciągałem się, na dłużej zostawiając dym w płucach i zgasiłem końcówkę papierosa. Kątem oka Zerknąłem na Toshiro. Patrzył na mnie zdziwiony. Nie… nie zdziwiony. Nie wiedział o czym mówię. Był zdezorientowany. Zaśmiałem się krótko na ten widok. No cóż… Postąpiłem zupełnie jakby zależało mi na jego opinii o mni, a przecież dopiero co się sobie przedstawiliśmy. Głupota…
Spojrzałem na godzinę w telefonie.
– O, siedemnasta – mruknąłem pod nosem. – Kończymy na dziś? – spytałem się Toshiro, zerkając na niego z ukosa.
– Zdecydowanie – powiedział.
Toshiro? ;_;
Od dobrej godziny wpatrywałem się pusto w książkę przed sobą, a gdzieś w tyle głowy słyszałem głos Toshiro, mówiący o rzeczach, które teoretycznie wiedziałem, a w praktyce, kiedy tylko trzeba o nich mówić - wypadały z głowy. Czyli cała powtórka polegała na tym, że informacje jednym uchem wpadały, a drugim wylatywały. Jednak najbardziej skupiałem się na błaganiu swojego umysłu, by nagle nie odstawił szopki i postanowił wyrzucić blondyna z pamięci. Byłoby trochę… no cóż, niezręcznie. Dodatkowo musiałem walczyć ze zmęczeniem. Nic nie sprzyjało nauce… po prostu nic. Ale on tłumaczył dalej. Zamilkł dopiero, kiedy ziewnąłem.
– Zdaję sobie sprawę, że to, co mówię nie interesuje cię tak jak mnie, ale mógłbyś się chociaż postarać – odbił się od ławki i splótł ręce na piersi, obdarowując mnie pretensjonalnym spojrzeniem. – Marnuję tu przez ciebie czas.
Zerknąłem na niego dyskretnie.
– Oboje marnujemy. Nie moja wina… – mruknąłem. Oparłem łokcie o ławkę i podparłem głowę na dłoni. – Wolałbym się uczuć w domu – powiedziałem, choć całkiem niepotrzebnie, bo były to tylko jedne z tych głupich myśli.
Toshiro zaczął bełkotać pod nosem coś po japońsku. Szkoda że nie rozumiałem wszystkiego, jednak sądząc po jego nie za przyjemnym tonie, nie były to miłe słówka, a kiedy zaczął grzebać po plecaku coś mówiło mi, że czas na przerwę. I nie myliłem się. Po chwili szukania wyciągnął paczkę papierosów.
– Idziesz?
Nie odezwałem się ani słowem. Jedynie Przytaknąłem krótko i wyciągnąłem swoją paczkę.
Całą drogę na tyły szkoły szedłem tuż za chłopakiem. Po korytarzu niosły się dźwięki tylko naszych kroków, co sprawiało, że czułem się nieco przytłoczony.
– Do kiedy musisz poprawić oceny? – spytał, jednak w taki sposób, jakby w ogóle go to nie interesowało, a chciał jedynie przerwać ciszę.
– Do konferencji. Jeśli sobie nie poradzę, czeka mnie poprawka i… - urwałem w porę. Przecież nie będę mówić o domowych awanturach z ojcem.
Na samą myśl przeszły mnie ciarki. Nie miałem pojęcia jakim cudem staruszek jeszcze nie wiedział o mojej sytuacji. I nawet nie chce wiedzieć co mi zrobi, jak się dowie.
– Yhym. – Toshiro mruknął pod nosem i wyciągnął zapalniczkę. Nawet nie zauważyłem kiedy podpieraliśmy ścianę na tyłach.
Oboje odpaliliśmy papierosy. Po tym żadne z nas nie odzywało się do siebie i żadne z nas nie szukało jakiegokolwiek tematu do przegadania. Nic dziwnego, skoro w ogóle się nie znaliśmy. Po prostu siedzieliśmy w ciszy, którą co jakiś czas przerywały czyjeś śmiechy. Odwróciłem głowę, starając się zlokalizować skąd dochodziły. Oczywiście od razu rozpoznałem ich właścicieli. Zacząłem zastanawiać się, co trzecioklasiści robią robią tej porze w szkole. Może dopiero teraz skończyli lekcje?
„Dlaczego ja o tym w ogóle myślę?” – spytałem sam siebie i nabrałem haust powietrza w płuca. Zaczynało kręcić mi się w głowie.
– Mam problemy z pamięcią – odezwałem się nagle i z sekundy na sekundy coraz bardziej zdawało mi się, że niepotrzebnie. Jak zwykle po fajce zaczynałem gadać głupoty. Mimo sprzecznych myśli ciągnąłem dalej. – Więc nie przestrasz się, jak nagle nie będę wiedzieć kim jesteś.
Zaciągałem się, na dłużej zostawiając dym w płucach i zgasiłem końcówkę papierosa. Kątem oka Zerknąłem na Toshiro. Patrzył na mnie zdziwiony. Nie… nie zdziwiony. Nie wiedział o czym mówię. Był zdezorientowany. Zaśmiałem się krótko na ten widok. No cóż… Postąpiłem zupełnie jakby zależało mi na jego opinii o mni, a przecież dopiero co się sobie przedstawiliśmy. Głupota…
Spojrzałem na godzinę w telefonie.
– O, siedemnasta – mruknąłem pod nosem. – Kończymy na dziś? – spytałem się Toshiro, zerkając na niego z ukosa.
– Zdecydowanie – powiedział.
Toshiro? ;_;
środa, 28 czerwca 2017
Od Toshiro CD Kaito
Po skończonych lekcjach, nawet nie pomyślałem, żeby iść do pokoju się ogarnąć. Zakładając torbę na ramię ruszyłem w kierunku sali chemicznej, gdzie miały się dzisiaj odbyć dodatkowe zajęcia. Nienawidzę matmy, zabiłbym wszystkich naukowców, którzy wymyślili prawa dotyczące fizyki, nie wiem jakim cudem polubiłem chemię. Może świadomość produkcji własnych prochów tak mnie nakręca? Lub też świadomość, że nikt mi nie wciśnie lipnego oleju do motoru, gdyż znam wszystkie podstawowe związki chemiczne? Sam nie wiem, a odpowiedź ciężko w tych czasach. Zająłem miejsce przy swym stanowisku rozkładając wszystko. Miałem na sobie standardowy strój, a więc biały fartuch i okulary. Zanim zacząłem mieszać składniki, poczekałem na wejście nauczyciela, który przywitał się z nami miło i zaczął swój monolog. Usiadłem i oparłem głowę o rękę, to niewiarygodne, jak często można powtarzać jedne i te same reguły. Pomimo iż skład klubowiczów nie zmienił się od poprzednich zajęć to i tak nie można przejść do rzeczy bez przedstawienia wszelakich zasad.
Zapisywałem swoje spostrzeżenia w specjalnym zeszycie, gdzie miałem rysunki, oraz swoje własne przemyślenia odnośnie chemii, czy też pomysły na dalsze eksperymenty. Pan Matthew stanął obok mnie przyglądając się dokładnie zapiską. W jednej chwili wyrwał mi zeszyt unosząc go ku górze. Uśmiechnął się pod nosem i oddał mi go, zapewne widząc moje niezadowolenie z ruchu jaki wykonał. Oparł się o pustą ławkę, nie odwracając ode mnie wzroku. Zmarszczyłem brwi odkładając wszystko i czekając na jakiś wykład, na temat tego, jaki to jestem niekoleżeński, że nie pracuje z innymi i takie tam pierdolenie.
- Widzę, że rozumiesz chemię - Przyłożył dłoń do swojego podbródka gładząc się po nim
- Tak wyszło - Wzruszyłem obojętnie ramionami
- Byłbyś dobrym korepetytorem, jeden uczeń z 2 klasy ma spore problemy z moim przedmiotem byłoby miło jakbyś mu pomógł. Dla Ciebie również będzie to dobra powtórka.
- Nie, nie jestem nauczycielem, to Pana broszka, nie moja - Wróciłem do wlewania kwasu do swojego roztworu.
- Słyszałem, że masz złe zachowanie - Pomimo iż byłem wpatrzony w zlewkę to wiedziałem, że się uśmiecha. Każdy uważał go za nauczyciela sierotę, ale na zajęciach i lekcjach, gdzie wiedział, że ma nad nami przewagę zmieniał się nawet nie do poznania
- Bywa - Burknąłem
- Bójki, papierosy, uciekanie na motorze, bardzo źle, jak tak dalej pójdzie to dostaniesz naganne zachowanie, no chyba że jakiś nauczyciel się za Ciebie wstawi, chyba chcesz ukończyć tę szkołę, czyż nie? - Spojrzałem z ukosa na jego rozbawioną twarz i westchnąłem cicho. Skubany miał rację. Po kolejnych zdaniach zgodziłem się. Może jednak warto uratować resztki tego co zdołałem już zepsuć. Poza tym Taiga łeb by mi urwała jakbym skończył z takim zachowaniem.
Korepetycję miały się zacząć jeszcze w ten sam dzień, aby nie tracić czasu. Usiadłem przy jednej ławce ze stertą książek.
- A więc jednak - Cichy głos wyrwał mnie z czytania następnego autora podręcznika. Spojrzałem na białowłosego chłopaka, z którym jadłem dzisiaj lunch. Wypuściłem z ust powietrze, tęskniąc za smakiem papierosa. Przynajmniej przerwy na fajkę, będzie można robić.
- Dlaczego się nie domyśliłem? - Uniosłem wzrok ku niebu - Dobra siadaj i powiedz z czym miałeś problem na kartkówce, nie chce mi się tutaj spędzać całego dnia, albo najlepiej ją pokaż
- To nie jest konieczne - Mruknął siadając naprzeciwko mnie, przez to prawie cały ukrył się za książkami
- Owszem jest, nie będę się bawić w jakieś podchody, już Ci mówiłem, nie mam całego dnia - Warknąłem, a przede mną pojawiła się kartka, gdzie przeważał kolor czerwony. Wziąłem ją do rąk przeglądając wszystko dokładnie. - No nieźle, prawie jak mój sprawdzian z matmy - prychnąłem. Wziąłem wszystkie książki na bok, aby móc na niego spojrzeć.
- Wedle mnie możemy to już zakończyć - Skrzyżował ręce na piersi
- Nie możemy, oboje mamy w tym swój interes. Ty musisz poprawić oceny, a ja zachowanie. Zaczniemy od podstaw - Podałem mu podręcznik, który był otwarty na pierwszej stronie
Kaito? Tak troszku bez pomysłu, dalej będzie lepiej xD
Zapisywałem swoje spostrzeżenia w specjalnym zeszycie, gdzie miałem rysunki, oraz swoje własne przemyślenia odnośnie chemii, czy też pomysły na dalsze eksperymenty. Pan Matthew stanął obok mnie przyglądając się dokładnie zapiską. W jednej chwili wyrwał mi zeszyt unosząc go ku górze. Uśmiechnął się pod nosem i oddał mi go, zapewne widząc moje niezadowolenie z ruchu jaki wykonał. Oparł się o pustą ławkę, nie odwracając ode mnie wzroku. Zmarszczyłem brwi odkładając wszystko i czekając na jakiś wykład, na temat tego, jaki to jestem niekoleżeński, że nie pracuje z innymi i takie tam pierdolenie.
- Widzę, że rozumiesz chemię - Przyłożył dłoń do swojego podbródka gładząc się po nim
- Tak wyszło - Wzruszyłem obojętnie ramionami
- Byłbyś dobrym korepetytorem, jeden uczeń z 2 klasy ma spore problemy z moim przedmiotem byłoby miło jakbyś mu pomógł. Dla Ciebie również będzie to dobra powtórka.
- Nie, nie jestem nauczycielem, to Pana broszka, nie moja - Wróciłem do wlewania kwasu do swojego roztworu.
- Słyszałem, że masz złe zachowanie - Pomimo iż byłem wpatrzony w zlewkę to wiedziałem, że się uśmiecha. Każdy uważał go za nauczyciela sierotę, ale na zajęciach i lekcjach, gdzie wiedział, że ma nad nami przewagę zmieniał się nawet nie do poznania
- Bywa - Burknąłem
- Bójki, papierosy, uciekanie na motorze, bardzo źle, jak tak dalej pójdzie to dostaniesz naganne zachowanie, no chyba że jakiś nauczyciel się za Ciebie wstawi, chyba chcesz ukończyć tę szkołę, czyż nie? - Spojrzałem z ukosa na jego rozbawioną twarz i westchnąłem cicho. Skubany miał rację. Po kolejnych zdaniach zgodziłem się. Może jednak warto uratować resztki tego co zdołałem już zepsuć. Poza tym Taiga łeb by mi urwała jakbym skończył z takim zachowaniem.
Korepetycję miały się zacząć jeszcze w ten sam dzień, aby nie tracić czasu. Usiadłem przy jednej ławce ze stertą książek.
- A więc jednak - Cichy głos wyrwał mnie z czytania następnego autora podręcznika. Spojrzałem na białowłosego chłopaka, z którym jadłem dzisiaj lunch. Wypuściłem z ust powietrze, tęskniąc za smakiem papierosa. Przynajmniej przerwy na fajkę, będzie można robić.
- Dlaczego się nie domyśliłem? - Uniosłem wzrok ku niebu - Dobra siadaj i powiedz z czym miałeś problem na kartkówce, nie chce mi się tutaj spędzać całego dnia, albo najlepiej ją pokaż
- To nie jest konieczne - Mruknął siadając naprzeciwko mnie, przez to prawie cały ukrył się za książkami
- Owszem jest, nie będę się bawić w jakieś podchody, już Ci mówiłem, nie mam całego dnia - Warknąłem, a przede mną pojawiła się kartka, gdzie przeważał kolor czerwony. Wziąłem ją do rąk przeglądając wszystko dokładnie. - No nieźle, prawie jak mój sprawdzian z matmy - prychnąłem. Wziąłem wszystkie książki na bok, aby móc na niego spojrzeć.
- Wedle mnie możemy to już zakończyć - Skrzyżował ręce na piersi
- Nie możemy, oboje mamy w tym swój interes. Ty musisz poprawić oceny, a ja zachowanie. Zaczniemy od podstaw - Podałem mu podręcznik, który był otwarty na pierwszej stronie
Kaito? Tak troszku bez pomysłu, dalej będzie lepiej xD
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Od Ophelii CD Toshiro
Dzień mi minął szybko, choć raczej nudno. Tak nudno, że aż zostałam na w-fie żeby przyglądać się grającym i przynajmniej z tego mieć jakąś rozrywkę. Poza tym, myślami ciągle odbiegałam w kierunku soboty i przyjazdu taty. Kiedy ostatni raz miałam przyjemność zobaczyć go przed sobą..? Rok, dwa lata temu? Nawet nie raczył się zjawić (ani on, ani mama) w moje osiemnaste urodziny. Ja rozumiem, że mają dużo pracy i wychowywanie córki nie jest im na rękę, ale mogli by mimo wszystko zachować jakieś pozory.
Myśl o przyjeździe taty tak mnie męczyła, że nawet nie poszłam na spotkanie kółka szachowego, co mi się nigdy nie zdarza, chyba że jestem chora. Ale nawet wtedy staram się znaleźć kogoś chętnego do rozgrywki szachowej, bo lepsze to niż nuda.
Dzisiaj jednak ryzykowałabym przegraną nawet z amatorem, a do tego mi nie spieszno.
Dlatego od razu po lekcjach zaszyłam się w swoim pokoju, odrobiłam lekcje w czasie znacznie dłuższym niż zwykle, a potem rozłożyłam się na łóżku i patrzyłam w sufit aż nagle przypomniało mi się, że nie jadłam jeszcze kolacji.
Po spojrzeniu na zegar, wiedziałam, że spóźniłam się na posiłek w stołówce. Ale jako że ostatnio trochę się zaniedbałam, jeśli chodzi o wieczorne posiłki i do tego było jeszcze wystarczająco dużo czasu, żebym wybrała się gdzieś poza mury szkoły, z westchnieniem zwlokłam się z łóżka i zarzuciwszy na siebie bluzę, wyszłam z pokoju.
Zamiast jednak od razu ruszyć w kierunku wyjścia z akademika, udałam się do męskiego skrzydła w nadziei, że mój kuzyn zechce mi potowarzyszyć. A to dlatego, że chciałam udobruchać go jakoś po porannych wydarzeniach.
Niestety nie miałam szczęścia i nie zastałam go w pokoju ani na korytarzach, które były puste i który to fakt spowodował, że serce prawie podskoczyło mi do gardła gdy usłyszałam za sobą głos dzisiaj poznanego kuzyna Taigi.
- Nie powinnaś być w swoim pokoju?
Odwróciłam się, przechylając na bok głowę. Nie powinien raczej spytać co robię w męskiej części akademika?
- To ja powinnam zadać to pytanie tobie - po co go uświadamiać..?
Kiedy odpowiedział, że wybiera się na obiad na kolację, jak mogłam nie skorzystać i nie dołączyć, kiedy to zaproponował? Gdybym była Chloe stwierdziłabym że to jakieś przeznaczenie. Zdecydowanie mam największego farta na świecie.
Niemniej trzeba przyznać, że ta przejażdżka niemal przyprawiła mnie o zawał serca. Chociaż bardziej była ekscytująca niż przerażająca. Motory to takie poręczne maszyny - mniejsze to to od samochodu, szybkie i wszędzie wjedzie. Nawet się nie obejrzałam, a staliśmy już przed odnowionym w zeszłym tygodniu barem.
- Kebab może być? - Toshiro odwrócił się do mnie, kiedy oboje zdjęliśmy kaski, na co ja skinęłam głową i ruszyłam za nim.
Kiedy złożyliśmy zamówienia i usiedliśmy niedaleko lady, chłopak oparł łokcie na blacie stolika i brodę na pięściach.
- Gdzie się wybierałaś, zanim wybyliśmy z akademii? - zagadnął od niechcenia.
- Na kolację.
- A stołówki czasem nie zamykają o siódmej?
- Zamykają. Miałam zamiar wybrać się do miasta. - po wyrazie jego twarzy stwierdziłam, że chyba właśnie odpowiedziałam na więcej niż jedno pytanie.
- Z męskiej części?
Uniosłam brwi. Jednak to zauważył...
- Miałam zamiar zmusić Xaviera żeby mi towarzyszył, ale go nie zastałam.
Toshiro?
nwm co dalej pisać, oddaję pałeczkę :'>
Zamiast jednak od razu ruszyć w kierunku wyjścia z akademika, udałam się do męskiego skrzydła w nadziei, że mój kuzyn zechce mi potowarzyszyć. A to dlatego, że chciałam udobruchać go jakoś po porannych wydarzeniach.
Niestety nie miałam szczęścia i nie zastałam go w pokoju ani na korytarzach, które były puste i który to fakt spowodował, że serce prawie podskoczyło mi do gardła gdy usłyszałam za sobą głos dzisiaj poznanego kuzyna Taigi.
- Nie powinnaś być w swoim pokoju?
Odwróciłam się, przechylając na bok głowę. Nie powinien raczej spytać co robię w męskiej części akademika?
- To ja powinnam zadać to pytanie tobie - po co go uświadamiać..?
Kiedy odpowiedział, że wybiera się na obiad na kolację, jak mogłam nie skorzystać i nie dołączyć, kiedy to zaproponował? Gdybym była Chloe stwierdziłabym że to jakieś przeznaczenie. Zdecydowanie mam największego farta na świecie.
Niemniej trzeba przyznać, że ta przejażdżka niemal przyprawiła mnie o zawał serca. Chociaż bardziej była ekscytująca niż przerażająca. Motory to takie poręczne maszyny - mniejsze to to od samochodu, szybkie i wszędzie wjedzie. Nawet się nie obejrzałam, a staliśmy już przed odnowionym w zeszłym tygodniu barem.
- Kebab może być? - Toshiro odwrócił się do mnie, kiedy oboje zdjęliśmy kaski, na co ja skinęłam głową i ruszyłam za nim.
Kiedy złożyliśmy zamówienia i usiedliśmy niedaleko lady, chłopak oparł łokcie na blacie stolika i brodę na pięściach.
- Gdzie się wybierałaś, zanim wybyliśmy z akademii? - zagadnął od niechcenia.
- Na kolację.
- A stołówki czasem nie zamykają o siódmej?
- Zamykają. Miałam zamiar wybrać się do miasta. - po wyrazie jego twarzy stwierdziłam, że chyba właśnie odpowiedziałam na więcej niż jedno pytanie.
- Z męskiej części?
Uniosłam brwi. Jednak to zauważył...
- Miałam zamiar zmusić Xaviera żeby mi towarzyszył, ale go nie zastałam.
Toshiro?
nwm co dalej pisać, oddaję pałeczkę :'>
czwartek, 15 czerwca 2017
Od Kaito CD Toshiro
Podniosłem wzrok znad papki warzyw, mięsa i makaronu. Wszystko wyglądało
jak wyjęte psu z gardła, co zauważyłem dopiero teraz. Zniesmaczony
przekręciłem głowę tak, by spojrzeć na jedzącego ze smakiem Toshiro.
Widok ten sprawił, że coś ścisnęło mój żołądek jeszcze bardziej, więc
odstawiłem widelec jak najszybciej i odsunąłem tacę prawie na koniec
stolika. Szczęście, że przed tym udało mi się zjeść chociaż jeden marny
kęs, bo nie zapowiadało się, bym wcisnął cokolwiek do wieczora.
Powstrzymując chęć zwrócenia tego, co przed chwilą zdołałem przełknąć, ledwo udało mi się odtworzyć w pamięci pytanie, które zadał mi chłopak. Pytanie, które musiało kiedyś paść.
– A jakie jest prawdopodobieństwo, że uwierzysz? – wydusiłem pod nosem, podpierając głowę na dłoniach. – Chodzę do drugiej klasy. – powiedziałem wystarczająco głośno, by usłyszał tą cenną informację wśród rozmów innych uczniów. Blondyn prychnął natychmiast, niemal dławiąc się kawałkiem lazanii. Przed oczami przemknęła mi tylko wizja, jak faktycznie bezwładnie pada na stolik i dusi się we własnej ślinie.

Zerknąłem na niego beznamiętnie, zastanawiając się, czy nie powiedziałem coś zabawnego, o czym - jak miałem w zwyczaju - zdążyłem już zapomnieć. Jeśli tak, to moje poczucie humoru musiało w sekundę wyjebać poza skalę, bo jak inaczej wyjaśnić zduszony śmiech blondyna?
– Nie, ale poważnie, bo nie mam ochoty na żarty.
– Jestem poważny – fuknąłem, nie spuszczając oczu z rozbawionej twarzy Toshiro.
– Niemożliwe – uspokoił się i ponownie zajął się zlepkiem makaronu i mięsa. – Czyżbym siedział z piętnastoletnim geniuszem?
Złapałem jasną tacę ze zmiażdżonym jedzeniem i wstałem od stolika bez słowa. Z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk, podobnie jak z ust Toshiro. Spodziewałem się, że coś w środku każe mi się odezwać lub zareagować w jakikolwiek sposób, jednak nie poczułem żadnego impulsu, żadnej iskry, napędzającej do działania. Zupełnie nic, jakby słowa dwudziestoletniej masy mięśni z manią wyższości nic nie znaczyły.
– Hej, młody, ale chyba nie masz zamiaru się fochać za coś takiego? – usłyszałem za sobą.
Przystanąłem, pusto wpatrując się przed siebie i dopiero po kilku sekundach stania bezczynnie obróciłem się w stronę stolika przy którym przed chwilą siedziałem. Blondyn lustrował mnie z pewnym siebie uśmieszkiem. Zbyt pewnym. Oj, Toshiro, powiedz mi, jak bardzo się co do ciebie mylę?
– Oczywiście, że nie, przecież nie jestem dzieckiem – uśmiechnąłem się, powstrzymując parsknięcie śmiechem. I ignorując wszystko i wszystkich, odniosłem tacę na miejsce, szybko znikając z tego okropnego miejsca.
Naprawdę nie wiedziałem, dlaczego, ale uśmiech na ustach trzymał mi się do końca przerwy, mimo iż siedziałem smętnie gdzieś gdzieś pobliżu sali i obserwowałem z bezpiecznej odległości dziwne wyczyny kolegów z klasy.
Podczas podziwiania ile energii mają, w polu widzenia wraz z dzwonkiem na lekcje pojawił się nauczyciel chemii. Pędził przed siebie, gubiąc po drodze kilka kartek.
– Moi drodzy, sprawdziłem wasze kartkówki – powiedział pośpiesznie, kiedy wszyscy zajęli miejsca przy ławkach. – Większość poradziła sobie bardzo dobrze, tylko nieliczni muszą poprawić. Oczywiście oddam je wam pod koniec lekcji, a teraz...
Spojrzałem ukradkiem na nauczyciela, z którego ust wylewał się wodospad słów. Z zapałem przeszedł do tematu dzisiejszych zajęć, w której nawet nie chciałem uczestniczyć. Nie chciałem również odzyskać kartkówki, gdyż doskonale wiedziałem, jaka ocena widnieje na tym świstku. Choćbym nie wiem jak bardzo uważał, nigdy nie byłem w stanie pojąć przerabianego materiału. Dlatego też całą godzinę spędziłem na udawaniu, że słucham, a jej koniec był niczym zbawienie. Kiedy dzwonek w końcu postanowił zadzwonić, wszyscy ochoczo podchodzili po swoje dobrze napisane kartkówki i znikali za drzwiami, napawając się chwilą wolności. Ja natomiast chciałem zniknąć w tłumie i wyjść z klasy niepostrzeżenie, niestety tuż przy progu drzwi zatrzymał mnie głos nauczyciela:
– Kaito.
Poczekałem aż wszyscy znikną z sali i podszedłem do nauczyciela nieco zgarbiony i z zaciśniętymi ustami. Ten od razu podsunął mi kartkę przed nos.
– Wiesz, że musisz to poprawić?
– Tak.
– Ostatnio coraz gorzej ci idzie. Jeśli potrzebujesz pomocy, zawsze jestem ja lub uczniowie z innych klas – powiedział, sprzątając swoje rzeczy z biurka.
– Zapamiętam – chrząknąłem i czym prędzej zniknąłem z zasięgu wzroku profesora.
Całą drogę do następnej klasy, w której mieliśmy mieć teraz zajęcia wpatrywałem się w moje obliczenia, które na pierwszy rzut oka wyglądają na rozbudowane i poprawne. Szkoda, że ilość nie zawsze równa się z poprawnością. Przy każdym przykładzie nie obyło się bez korekty nauczyciela. Nie powiem, trochę mnie to przybiło, a co gorsza, z każdą kolejną oceną traciłem chęci na jakiekolwiek działanie w tym kierunku.
Toshiro? D:
Powstrzymując chęć zwrócenia tego, co przed chwilą zdołałem przełknąć, ledwo udało mi się odtworzyć w pamięci pytanie, które zadał mi chłopak. Pytanie, które musiało kiedyś paść.
– A jakie jest prawdopodobieństwo, że uwierzysz? – wydusiłem pod nosem, podpierając głowę na dłoniach. – Chodzę do drugiej klasy. – powiedziałem wystarczająco głośno, by usłyszał tą cenną informację wśród rozmów innych uczniów. Blondyn prychnął natychmiast, niemal dławiąc się kawałkiem lazanii. Przed oczami przemknęła mi tylko wizja, jak faktycznie bezwładnie pada na stolik i dusi się we własnej ślinie.
Zerknąłem na niego beznamiętnie, zastanawiając się, czy nie powiedziałem coś zabawnego, o czym - jak miałem w zwyczaju - zdążyłem już zapomnieć. Jeśli tak, to moje poczucie humoru musiało w sekundę wyjebać poza skalę, bo jak inaczej wyjaśnić zduszony śmiech blondyna?
– Nie, ale poważnie, bo nie mam ochoty na żarty.
– Jestem poważny – fuknąłem, nie spuszczając oczu z rozbawionej twarzy Toshiro.
– Niemożliwe – uspokoił się i ponownie zajął się zlepkiem makaronu i mięsa. – Czyżbym siedział z piętnastoletnim geniuszem?
Złapałem jasną tacę ze zmiażdżonym jedzeniem i wstałem od stolika bez słowa. Z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk, podobnie jak z ust Toshiro. Spodziewałem się, że coś w środku każe mi się odezwać lub zareagować w jakikolwiek sposób, jednak nie poczułem żadnego impulsu, żadnej iskry, napędzającej do działania. Zupełnie nic, jakby słowa dwudziestoletniej masy mięśni z manią wyższości nic nie znaczyły.
– Hej, młody, ale chyba nie masz zamiaru się fochać za coś takiego? – usłyszałem za sobą.
Przystanąłem, pusto wpatrując się przed siebie i dopiero po kilku sekundach stania bezczynnie obróciłem się w stronę stolika przy którym przed chwilą siedziałem. Blondyn lustrował mnie z pewnym siebie uśmieszkiem. Zbyt pewnym. Oj, Toshiro, powiedz mi, jak bardzo się co do ciebie mylę?
– Oczywiście, że nie, przecież nie jestem dzieckiem – uśmiechnąłem się, powstrzymując parsknięcie śmiechem. I ignorując wszystko i wszystkich, odniosłem tacę na miejsce, szybko znikając z tego okropnego miejsca.
Naprawdę nie wiedziałem, dlaczego, ale uśmiech na ustach trzymał mi się do końca przerwy, mimo iż siedziałem smętnie gdzieś gdzieś pobliżu sali i obserwowałem z bezpiecznej odległości dziwne wyczyny kolegów z klasy.
Podczas podziwiania ile energii mają, w polu widzenia wraz z dzwonkiem na lekcje pojawił się nauczyciel chemii. Pędził przed siebie, gubiąc po drodze kilka kartek.
– Moi drodzy, sprawdziłem wasze kartkówki – powiedział pośpiesznie, kiedy wszyscy zajęli miejsca przy ławkach. – Większość poradziła sobie bardzo dobrze, tylko nieliczni muszą poprawić. Oczywiście oddam je wam pod koniec lekcji, a teraz...
Spojrzałem ukradkiem na nauczyciela, z którego ust wylewał się wodospad słów. Z zapałem przeszedł do tematu dzisiejszych zajęć, w której nawet nie chciałem uczestniczyć. Nie chciałem również odzyskać kartkówki, gdyż doskonale wiedziałem, jaka ocena widnieje na tym świstku. Choćbym nie wiem jak bardzo uważał, nigdy nie byłem w stanie pojąć przerabianego materiału. Dlatego też całą godzinę spędziłem na udawaniu, że słucham, a jej koniec był niczym zbawienie. Kiedy dzwonek w końcu postanowił zadzwonić, wszyscy ochoczo podchodzili po swoje dobrze napisane kartkówki i znikali za drzwiami, napawając się chwilą wolności. Ja natomiast chciałem zniknąć w tłumie i wyjść z klasy niepostrzeżenie, niestety tuż przy progu drzwi zatrzymał mnie głos nauczyciela:
– Kaito.
Poczekałem aż wszyscy znikną z sali i podszedłem do nauczyciela nieco zgarbiony i z zaciśniętymi ustami. Ten od razu podsunął mi kartkę przed nos.
– Wiesz, że musisz to poprawić?
– Tak.
– Ostatnio coraz gorzej ci idzie. Jeśli potrzebujesz pomocy, zawsze jestem ja lub uczniowie z innych klas – powiedział, sprzątając swoje rzeczy z biurka.
– Zapamiętam – chrząknąłem i czym prędzej zniknąłem z zasięgu wzroku profesora.
Całą drogę do następnej klasy, w której mieliśmy mieć teraz zajęcia wpatrywałem się w moje obliczenia, które na pierwszy rzut oka wyglądają na rozbudowane i poprawne. Szkoda, że ilość nie zawsze równa się z poprawnością. Przy każdym przykładzie nie obyło się bez korekty nauczyciela. Nie powiem, trochę mnie to przybiło, a co gorsza, z każdą kolejną oceną traciłem chęci na jakiekolwiek działanie w tym kierunku.
Toshiro? D:
niedziela, 11 czerwca 2017
Od Toshiro CD Ophelii
Spojrzałem na wychodząca dziewczynę i sam poprawiłem swój plecak, który widniał na moim ramieniu. Krótko po jej wyjściu, rozległ się dzwonek, oznajmiający iż pora na lekcje. Niechętnie wyszedłem z pustego już pokoju samorządu i ruszyłem w kierunku swojej klasy. Reszta lekcji ku mojemu zdziwieniu przebiegły dosyć szybko, dzięki czemu nie musiałem dużo narzekać. Taiga gdzieś mi zniknęła, dlatego dużą przerwę spędziłem z nowo poznanym chłopakiem.
Siedząc w pokoju i jedząc lizaka miałem wrażenie, że zaraz nuda wręcz zacznie mnie pożerać. Jęknąłem niechętnie nie widząc dla siebie żadnej roboty. Nawet lekcje z tego wszystkiego zrobiłem, co nie zdarza się zbyt często. Spojrzałem zza okno, gdzie zaczynało się już ściemniać. Może tak wypad na miasto i jakiś dobry kebab? Jak pomyślałem tak zrobiłem łapiąc za kask, skórzaną kurtkę i paczkę fajek, które leżały na biurku. Zadowolony wyszedł z pokoju. Zacząłem zeskakiwać ze schodów, idąc ku wyjściu, gdy zauważyłem brunetkę, którą poznałem tego ranka
- Nie powinnaś być w swoim pokoju? - Zapytałem widząc ją. Odwróciła się w moim kierunku, przechylając głowę
- To ja powinnam to pytanie zadać Tobie - Skrzyżowała ręce na swojej piersi, na co podniosłem kącik ust.
- Jadę na miasto, coś zjeść. Chcesz się przejechać?
- Teraz? - Podniosła jedną brew
- Nie za tydzień - Przewróciłem oczami - Decyduj się, czas mnie goni - Westchnąłem
- No dobra - Powiedziała nagle czym mnie zaskoczyła, byłem prawie pewny, że odmówi i odejdzie tam gdzie planowała iść wcześniej
- Spoko, potrzymaj, skoczę po kask dla Ciebie - Podałem jej swoje ciuchy i wróciłem się do pokoju, po jeszcze jeden kask. Czekała na mnie tam gdzie się spotkaliśmy. Podałem jej kask, odbierając swoje rzeczy i przodem poszedłem do wyjścia. Usiadłem na motorze i wskazałem głową, że ma wsiadać za mnie. Poczułem jak łapię się za moją kurtkę. Dodałem trochę gazu i ruszyliśmy przez miasto. Nie przejmowałem się, że jadę z kimś i wyprzedzałem, tak jak to miałem w zwyczaju.

Zatrzymałem się przed niewielkim barem ściągając kask i oglądając się za siebie, aby spojrzeć na Ophelie
- Kebab może być?
Op?
Siedząc w pokoju i jedząc lizaka miałem wrażenie, że zaraz nuda wręcz zacznie mnie pożerać. Jęknąłem niechętnie nie widząc dla siebie żadnej roboty. Nawet lekcje z tego wszystkiego zrobiłem, co nie zdarza się zbyt często. Spojrzałem zza okno, gdzie zaczynało się już ściemniać. Może tak wypad na miasto i jakiś dobry kebab? Jak pomyślałem tak zrobiłem łapiąc za kask, skórzaną kurtkę i paczkę fajek, które leżały na biurku. Zadowolony wyszedł z pokoju. Zacząłem zeskakiwać ze schodów, idąc ku wyjściu, gdy zauważyłem brunetkę, którą poznałem tego ranka
- Nie powinnaś być w swoim pokoju? - Zapytałem widząc ją. Odwróciła się w moim kierunku, przechylając głowę
- To ja powinnam to pytanie zadać Tobie - Skrzyżowała ręce na swojej piersi, na co podniosłem kącik ust.
- Jadę na miasto, coś zjeść. Chcesz się przejechać?
- Teraz? - Podniosła jedną brew
- Nie za tydzień - Przewróciłem oczami - Decyduj się, czas mnie goni - Westchnąłem
- No dobra - Powiedziała nagle czym mnie zaskoczyła, byłem prawie pewny, że odmówi i odejdzie tam gdzie planowała iść wcześniej
- Spoko, potrzymaj, skoczę po kask dla Ciebie - Podałem jej swoje ciuchy i wróciłem się do pokoju, po jeszcze jeden kask. Czekała na mnie tam gdzie się spotkaliśmy. Podałem jej kask, odbierając swoje rzeczy i przodem poszedłem do wyjścia. Usiadłem na motorze i wskazałem głową, że ma wsiadać za mnie. Poczułem jak łapię się za moją kurtkę. Dodałem trochę gazu i ruszyliśmy przez miasto. Nie przejmowałem się, że jadę z kimś i wyprzedzałem, tak jak to miałem w zwyczaju.

Zatrzymałem się przed niewielkim barem ściągając kask i oglądając się za siebie, aby spojrzeć na Ophelie
- Kebab może być?
Op?
sobota, 10 czerwca 2017
Od Toshiro CD Kaito
Rozbawiony spojrzałem na małego chłopaka, który minął mnie bez słowa, idąc w kierunku szkoły, jak widać wciąż ignorował starszych chłopaków, którzy cały czas "cisnęli
z niego bekę". Najlepsze w tym wszystkim, że dla mnie wszyscy wyglądali
jak małe wypierdki, które ledwo co oderwali się od swojej matki.
Westchnąłem, wyrzucając niedopałek i zadeptując go. Odwinąłem jednego
lizaka, którego włożyłem do ust i przeszedłem obok tej grupki.
Spojrzałem na nich spod byka, a ich wzrok od razu utkwił w ziemi, na co
prychnąłem i poszedłem w kierunku szkoły. Na korytarzu, jak zawsze
panował istny chaos, nie dało się nawet normalnie przejść obok
pozostałych uczniów, aby nie zostać popchniętym, jednak co się dziwić
była właśnie duża przerwa, na której nigdy spokoju nie ma. Sam nie wiem,
czy przez wzrost, czy też wyraz twarzy, ale szybko udało mu się przejść
pomiędzy uczniami. Zatrzymałem się, aby przeczytać jakąś informację
odnośnie do zmiany planu, kiedy poczułem delikatne uderzenie. Odwróciłem
się, aby spojrzeć na znajomego mi chłopaka. Przechyliłem głowę z
ironicznym uśmiechem, zastanawiając się, jak to jest możliwe, że pomimo
iż poszedł do szkoły kilka minut przede mną, to znalazł się w tym samym
miejscu co ja, nieco później. Zaczął marszczyć nos niczym zdenerwowany
zając. Skrzyżowałem ręce na piersi, podnosząc jedną brew, rozbawiony
całą tą sytuacją. Co jak co, ale chłopak ze swoim wzrostem i urodą
raczej gimnazjalisty wydawał się dosyć zabawy, nie chodziło mi o
wyśmiewanie się z jego postury, ale o sam fakt, że był nietypowy.
Przeczesałem włosy ręką i podniosłem go za plecak, który o dziwo
wytrzymał jego ciężar. Przeniosłem go pod ścianę i odłożyłem na ziemię.
- Nie szwendaj się tak, bo jeszcze ktoś Cię rozdepta - Poprawiłem swój plecak i chciałem już iść w kierunku swojej klasy, kiedy zatrzymał mnie jego oburzony głos.
- Umiem o siebie zadbać - Mruknął na co się jedynie zaśmiałem. Odwróciłem się do niego i zmierzyłem wzrokiem.
- No nie wiem, nawet się postawić nie umiesz, nie wróże Ci zbyt pewnej przyszłości - Zaśmiałem się pod nosem i machnąłem dłonią, aby pożegnać się z nowym osobnikiem. Poszedłem do swojej klasy, gdzie ponownie wysiedziałem całe 45, wysłuchując o historii, która całkowicie mnie nie interesowała. Na moje szczęście następna lekcja oznaczała chemię, co było chwilą wytchnienia. Nawet nie musiałem słuchać, aby cokolwiek z tego zrozumieć, ale warto dodać, że to był chyba jedyny przedmiot, który rzeczywiście mnie interesował i pomimo rozumienia go miło było posłuchać kogoś, kto wie, o czym mówi. Wszyscy w klasie siedzieli, jak za karę, a przecież dzięki chemii mogliśmy stworzyć trutki, żeby pozbyć się kogoś wnerwiającego czy wyprodukować ciekawe środki, po których jazda jest nie z tej ziemi, a co w tym wszystkim najlepsze, dobrze wiesz, co dodajesz i w jakiej ilości, dlatego, jeśli ogarniasz co z czym, to wiesz, że nie wylądujesz na oiomie. Po skończonej lekcji ruszyłem do stołówki, aby coś zjeść. Przed salą spotkałem się z napisem informującym, iż dzisiaj na obiad jest lazania i jakaś tam sałatka. Podszedłem do bufetu, gdzie zaraz dostałem jeden talerz z makaronem i już miałem dostawać drugi, kiedy się odezwałem.
- Za sałatkę podziękuje - Wziąłem sztućce i odwróciłem się w kierunku sali. Wszyscy siedzieli już po kilka osób, nawet Tai była w jakimś towarzystwie i o dziwo nie było w nim nadętego przewodniczącego. Westchnąłem i ujrzałem białowłosego, który smętnie siedział na końcu sali pod oknem. Bez zawahania się podszedłem do niego i usiadłem obok, kładąc swoją tackę na stół.
- Chyba mogę się dołączyć? - Podniosłem jedną brew i nim zdążył odpowiedzieć, siedziałem już na wolnym miejscu z widelcem w dłoni.
- Jak tam chcesz - Westchnął, wkładając sztućce w sałatkę. Najwidoczniej nie miał zbytnio ochoty na dzisiejszy obiad, gdyż tylko grzebał w niej rozdrabniając i tak już małe pomidory na jeszcze mniejsze.
- W ogóle, do której chodzisz klasy? - Zacząłem zjadać swój obiad ze smakiem. Ku mojemu zdziwieniu, dzisiaj nawet się postarali o posiłek dla nas, już nie raz była sytuacja, gdy musiałem się wymykać na jakiegoś dobrego kebsa.
Kaito? Będzie lepiej, serio .-.
- Nie szwendaj się tak, bo jeszcze ktoś Cię rozdepta - Poprawiłem swój plecak i chciałem już iść w kierunku swojej klasy, kiedy zatrzymał mnie jego oburzony głos.
- Umiem o siebie zadbać - Mruknął na co się jedynie zaśmiałem. Odwróciłem się do niego i zmierzyłem wzrokiem.
- No nie wiem, nawet się postawić nie umiesz, nie wróże Ci zbyt pewnej przyszłości - Zaśmiałem się pod nosem i machnąłem dłonią, aby pożegnać się z nowym osobnikiem. Poszedłem do swojej klasy, gdzie ponownie wysiedziałem całe 45, wysłuchując o historii, która całkowicie mnie nie interesowała. Na moje szczęście następna lekcja oznaczała chemię, co było chwilą wytchnienia. Nawet nie musiałem słuchać, aby cokolwiek z tego zrozumieć, ale warto dodać, że to był chyba jedyny przedmiot, który rzeczywiście mnie interesował i pomimo rozumienia go miło było posłuchać kogoś, kto wie, o czym mówi. Wszyscy w klasie siedzieli, jak za karę, a przecież dzięki chemii mogliśmy stworzyć trutki, żeby pozbyć się kogoś wnerwiającego czy wyprodukować ciekawe środki, po których jazda jest nie z tej ziemi, a co w tym wszystkim najlepsze, dobrze wiesz, co dodajesz i w jakiej ilości, dlatego, jeśli ogarniasz co z czym, to wiesz, że nie wylądujesz na oiomie. Po skończonej lekcji ruszyłem do stołówki, aby coś zjeść. Przed salą spotkałem się z napisem informującym, iż dzisiaj na obiad jest lazania i jakaś tam sałatka. Podszedłem do bufetu, gdzie zaraz dostałem jeden talerz z makaronem i już miałem dostawać drugi, kiedy się odezwałem.
- Za sałatkę podziękuje - Wziąłem sztućce i odwróciłem się w kierunku sali. Wszyscy siedzieli już po kilka osób, nawet Tai była w jakimś towarzystwie i o dziwo nie było w nim nadętego przewodniczącego. Westchnąłem i ujrzałem białowłosego, który smętnie siedział na końcu sali pod oknem. Bez zawahania się podszedłem do niego i usiadłem obok, kładąc swoją tackę na stół.
- Chyba mogę się dołączyć? - Podniosłem jedną brew i nim zdążył odpowiedzieć, siedziałem już na wolnym miejscu z widelcem w dłoni.
- Jak tam chcesz - Westchnął, wkładając sztućce w sałatkę. Najwidoczniej nie miał zbytnio ochoty na dzisiejszy obiad, gdyż tylko grzebał w niej rozdrabniając i tak już małe pomidory na jeszcze mniejsze.
- W ogóle, do której chodzisz klasy? - Zacząłem zjadać swój obiad ze smakiem. Ku mojemu zdziwieniu, dzisiaj nawet się postarali o posiłek dla nas, już nie raz była sytuacja, gdy musiałem się wymykać na jakiegoś dobrego kebsa.
Kaito? Będzie lepiej, serio .-.
wtorek, 6 czerwca 2017
Od Ophelii CD Toshiro
Kiedy trzasnęły za mną drzwi, skrzywiłam się lekko. No ok, może i przesadziliśmy, ale przynajmniej teraz znam kogoś kto potrafi tak bardzo wkurzyć Xava, że ten prawie straci nad sobą opanowanie. Szacuneczek kolego.
- A myślałem że to oaza spokoju...
- To ile było tych wypadków? - uśmiechnęłam się lekko, chcąc szybko zmienić temat.
- Zero, co jak co, ale o swoją maszynę dbam. Lubię wkurzać Twojego kuzyna - zerknął na raczej niezbyt szczęśliwą Tai. Ja w tym czasie przygryzłam wargę dalej trochę bijąc się z sobą. Noż kurde Op, co ci się tak nagle włączył przycisk "potrzebuję adrenaliny"?
- A na czym jeździsz? - spytałam, żeby odpędzić karcące myśli.
- Aktualnie na kawasaki - odpowiedział, a ja prawie się uśmiechnęłam. Ścigacz. Xav mnie zamorduje, ale warto będzie.
Gdy Toshiro podał mi lizaka, przyjęłam go z uśmiechem.
- Dzięki.
Właściwie sekundę, może dwie później Tai chwyciła swoją torbę i ruszyła do wyjścia.
- W takim razie widzimy się w sobotę pod kinem. Pa! - odmachnęłam jej kiedy nas mijała i zaczekałam aż zniknęła za drzwiami, zanim ponownie odwróciłam się do Toshiro.
- Starsi, nadopiekuńczy kuzyni czasem męczą, to tak, żeby jej za bardzo nie odstraszyć - powiedziałam z lekkim uśmiechem, zanim sama chwyciłam za klamkę i pomachałam mu ręką trzymającą lizaka - Widzimy się później!
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi i szybko udałam się do klasy, bo dzwonek na lekcje był już blisko, schowałam nadal nierozpakowanego lizaka do kieszeni bluzki. Oj żeby ta dwójka wiedziała o tym podobieństwu...
Z szerokim uśmiechem na twarzy weszłam do sali sekundę przed dzwonkiem, tym samym cudem unikając wybuchu Odella.
Toshiro :v? Idk tak jakoś mi trochę wena zdechła (i nawet nie wiem po co Op to powiedziała. Jedyne co wiem to fakt że było to w charakterze xD - ona żyje własnym życiem xDD)
- A myślałem że to oaza spokoju...
- To ile było tych wypadków? - uśmiechnęłam się lekko, chcąc szybko zmienić temat.
- Zero, co jak co, ale o swoją maszynę dbam. Lubię wkurzać Twojego kuzyna - zerknął na raczej niezbyt szczęśliwą Tai. Ja w tym czasie przygryzłam wargę dalej trochę bijąc się z sobą. Noż kurde Op, co ci się tak nagle włączył przycisk "potrzebuję adrenaliny"?
- A na czym jeździsz? - spytałam, żeby odpędzić karcące myśli.
- Aktualnie na kawasaki - odpowiedział, a ja prawie się uśmiechnęłam. Ścigacz. Xav mnie zamorduje, ale warto będzie.
Gdy Toshiro podał mi lizaka, przyjęłam go z uśmiechem.
- Dzięki.
Właściwie sekundę, może dwie później Tai chwyciła swoją torbę i ruszyła do wyjścia.
- W takim razie widzimy się w sobotę pod kinem. Pa! - odmachnęłam jej kiedy nas mijała i zaczekałam aż zniknęła za drzwiami, zanim ponownie odwróciłam się do Toshiro.
- Starsi, nadopiekuńczy kuzyni czasem męczą, to tak, żeby jej za bardzo nie odstraszyć - powiedziałam z lekkim uśmiechem, zanim sama chwyciłam za klamkę i pomachałam mu ręką trzymającą lizaka - Widzimy się później!
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi i szybko udałam się do klasy, bo dzwonek na lekcje był już blisko, schowałam nadal nierozpakowanego lizaka do kieszeni bluzki. Oj żeby ta dwójka wiedziała o tym podobieństwu...
Z szerokim uśmiechem na twarzy weszłam do sali sekundę przed dzwonkiem, tym samym cudem unikając wybuchu Odella.
Toshiro :v? Idk tak jakoś mi trochę wena zdechła (i nawet nie wiem po co Op to powiedziała. Jedyne co wiem to fakt że było to w charakterze xD - ona żyje własnym życiem xDD)
Od Kaito CD Toshiro
Te dzień naprawdę nie musiał być tak zły, na jaki się zapowiadał. Odkąd
spotkałem blondyna miałem wrażenie, że szczęście się do mnie
uśmiechnęło. I choć były to naprawdę drobne rzeczy, to w jakiś sposób
stały się powodem uśmiechu na mojej twarzy. Niestety w przerwie na lunch
całą zdobytą przez pół dnia radość szlag trafił. Ale czego niby miałem
się spodziewać, skoro każde moje przejście na tyłach akademii z
papierosem w ustach często kończyło się śmiechem ze strony klas
starszych. Nic nowego.
– Może warto się czasami odezwać? – Toshiro mruknął po chwili.
Zerknąłem na chłopaka kątem oka. Stał podparty o ścianę może dwa metry dalej, w bezpiecznej dla mnie odległości, jakby zamrożony w czasie i obserwował całe to pokręcone towarzystwo z niechęcią wymalowaną na twarzy. Zacisnąłem usta w wąską linię i usiadłem na ziemi, podobnie jak starszy chłopak opierając się o mury szkoły. Podkurczyłem nogi do piersi i skrzyżowałem je w kostkach, a oba łokcie oparłem o kolana.
Nie miałem pojęcia czemu poczułem się aż tak dziwnie źle. Może to była chęć ucieczki? Może podświadomie miałem już wszystkiego dosyć i chciałem wydostać się ze świata, gdzie w oczach wszystkich jestem idealnym stereotypem? A może znowu wmówiłem sobie niestworzone historie i obwiniam o to całe otoczenie?
„Przestań” – odezwała się moja podświadomość. – „Potrafisz tylko obwiniać innych”
– To i tak nic nie zmieni – odpowiedziałem i zamiast wysłuchiwać wciąż trwających kpin trzecioklasistów, w całości oddałem się paleniu papierosa, czując jak tytoń chwilowo robi mi wodę z mózgu. Zaciągałem się dymem tak długo, aż nie poczułem nieprzyjemnego drapania w przełyku. Odkaszlnąłem lekko.
– Czyli dasz sobą tak pomiatać?
Podniosłem leniwie wzrok na znajomego, który w błyskawicznym tempie wypalił swoją fajkę. Mój wzrok skakał po całej jego postaci od dłuższej chwili, mózg analizował wygląd od stóp do głów i zachowanie, a dłoń z papierosem wędrowała do ust raz po razie. Kiedy spojrzal w moją stronę, speszony odwróciłem wzrok. Wstałem, otrzepując się przy okazji z piachu; powietrze świsnęło, kiedy nabrałem je w płuca, jakbym chciał nabrać razem z nim jak najwięcej pewności siebie.
– Nie bądź hipokrytą, Toshiro.
Starałem się, by ton mojego głosu nie był aż tak wyprany z emocji. Czy mi się udało? Sam nie byłem w stanie stwierdzić. Odbiłem się od ściany budynku i szybkim, może trochę niepewnym krokiem odszedłem do niego, przy okazji rzucając końcówkę papierosa gdzieś na bok, nieopodal grupy śmieszków. W efekcie usłyszałem kilka głupich tekstów, które od razu ulotniły się z pamięci.
„Przecież on nic nie zrobił” – pomyślałem, powoli odczuwając wyrzuty sumienia. Fakt, Toshiro również pochopnie mnie ocenił, ale nie był jak „wszyscy”, choć wygląd mówił inaczej.
„Z ciebie też jest mały hipokryta” – syknęła podświadomość.
Wszedłem do szkoły, gdzie od razu na wejściu natknąłem się na ścianę uczniów, jak na złość, nieco wyższych ode mnie. Stali w grupie i rozmawiali ze sobą, choć nie nazwałbym tego rozmową, a ryczeniem, przekrzykiwaniem siebie nawzajem i wydawaniem przeróżnych, dziwnych dźwięków. Zrozumiałem, że na mojej drodze stanęło stado, stado bydła, nie ludzi. Nie zatrzymując się, zwinnie wbiłem się w tłum, ciągle przepraszając, by ustąpił mi miejsca. Prawdziwa szkolna dżungla, w której codziennie każą mi żyć. Mogłem jednak odpuścić sobie ten dzień. Obijałem się o każdego albo każdy obijał się o mnie - nie potrafiłem rozróżnić. Ale udało się wydostać z tej gęstwiny ciał; zaraz po tym zauważyłem Toshiro, stojącego tuż przede mną i rzucającego mi uśmiech pełen rozbawienia. Żeby spojrzeć mu w oczy musiałem podnieść głowę znacznie wyżej niż zwykle. Ledwie sięgałam mu do ramienia.
Fuknąłem na niego i zmarszczyłem nos. Jeśli spróbuję w jakikolwiek sposób wyśmiać mój wzrost, to przysięgam, wydrapie mu oczy.
Toshi? Jak z dzieckiem :,>
– Może warto się czasami odezwać? – Toshiro mruknął po chwili.
Zerknąłem na chłopaka kątem oka. Stał podparty o ścianę może dwa metry dalej, w bezpiecznej dla mnie odległości, jakby zamrożony w czasie i obserwował całe to pokręcone towarzystwo z niechęcią wymalowaną na twarzy. Zacisnąłem usta w wąską linię i usiadłem na ziemi, podobnie jak starszy chłopak opierając się o mury szkoły. Podkurczyłem nogi do piersi i skrzyżowałem je w kostkach, a oba łokcie oparłem o kolana.
Nie miałem pojęcia czemu poczułem się aż tak dziwnie źle. Może to była chęć ucieczki? Może podświadomie miałem już wszystkiego dosyć i chciałem wydostać się ze świata, gdzie w oczach wszystkich jestem idealnym stereotypem? A może znowu wmówiłem sobie niestworzone historie i obwiniam o to całe otoczenie?
„Przestań” – odezwała się moja podświadomość. – „Potrafisz tylko obwiniać innych”
– To i tak nic nie zmieni – odpowiedziałem i zamiast wysłuchiwać wciąż trwających kpin trzecioklasistów, w całości oddałem się paleniu papierosa, czując jak tytoń chwilowo robi mi wodę z mózgu. Zaciągałem się dymem tak długo, aż nie poczułem nieprzyjemnego drapania w przełyku. Odkaszlnąłem lekko.
– Czyli dasz sobą tak pomiatać?
Podniosłem leniwie wzrok na znajomego, który w błyskawicznym tempie wypalił swoją fajkę. Mój wzrok skakał po całej jego postaci od dłuższej chwili, mózg analizował wygląd od stóp do głów i zachowanie, a dłoń z papierosem wędrowała do ust raz po razie. Kiedy spojrzal w moją stronę, speszony odwróciłem wzrok. Wstałem, otrzepując się przy okazji z piachu; powietrze świsnęło, kiedy nabrałem je w płuca, jakbym chciał nabrać razem z nim jak najwięcej pewności siebie.
– Nie bądź hipokrytą, Toshiro.
Starałem się, by ton mojego głosu nie był aż tak wyprany z emocji. Czy mi się udało? Sam nie byłem w stanie stwierdzić. Odbiłem się od ściany budynku i szybkim, może trochę niepewnym krokiem odszedłem do niego, przy okazji rzucając końcówkę papierosa gdzieś na bok, nieopodal grupy śmieszków. W efekcie usłyszałem kilka głupich tekstów, które od razu ulotniły się z pamięci.
„Przecież on nic nie zrobił” – pomyślałem, powoli odczuwając wyrzuty sumienia. Fakt, Toshiro również pochopnie mnie ocenił, ale nie był jak „wszyscy”, choć wygląd mówił inaczej.
„Z ciebie też jest mały hipokryta” – syknęła podświadomość.
Wszedłem do szkoły, gdzie od razu na wejściu natknąłem się na ścianę uczniów, jak na złość, nieco wyższych ode mnie. Stali w grupie i rozmawiali ze sobą, choć nie nazwałbym tego rozmową, a ryczeniem, przekrzykiwaniem siebie nawzajem i wydawaniem przeróżnych, dziwnych dźwięków. Zrozumiałem, że na mojej drodze stanęło stado, stado bydła, nie ludzi. Nie zatrzymując się, zwinnie wbiłem się w tłum, ciągle przepraszając, by ustąpił mi miejsca. Prawdziwa szkolna dżungla, w której codziennie każą mi żyć. Mogłem jednak odpuścić sobie ten dzień. Obijałem się o każdego albo każdy obijał się o mnie - nie potrafiłem rozróżnić. Ale udało się wydostać z tej gęstwiny ciał; zaraz po tym zauważyłem Toshiro, stojącego tuż przede mną i rzucającego mi uśmiech pełen rozbawienia. Żeby spojrzeć mu w oczy musiałem podnieść głowę znacznie wyżej niż zwykle. Ledwie sięgałam mu do ramienia.
Fuknąłem na niego i zmarszczyłem nos. Jeśli spróbuję w jakikolwiek sposób wyśmiać mój wzrost, to przysięgam, wydrapie mu oczy.
Toshi? Jak z dzieckiem :,>
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Od Toshiro CD Kichi
Spojrzałem na nią jak na idiotkę, starając się zachować ostatnie resztki człowieczeństwa i najzwyczajniej w świecie nie zaciągnąć jej w jeden zaułek i nie zabić, zostawiając jej ciało, które znaleźliby dopiero za kilka dni. Patrzyłem na nią, widząc już jak wykrwawia się na śmierć, prosząc o wezwanie karetki, ach cóż za piękny widok. Powstrzymuje mnie tylko fakt, że studio zostałoby bez szefa, gdyby nie to... Potrząsnąłem głową, nawet nie słuchając jej ostatnich słów. Złapałem za jej bluzę ciskając nią o ścianę z taką siłą, że się skrzywiła. Miałem dość tej małej pchły, która wchodzi mi w paradę.
- Słuchaj w dupie mam to co robisz i z kim, wedle mnie możesz być nawet tanią dziwką co stoi cały dzień pod latarnią. J-E-B-I-E M-N-I-E T-O - Przeliterowałem jej ostatnie zdanie, puszczając jej ubrania - Ale mi w paradę nie właź i nie kręć mi się tutaj, bo jeszcze klienci pomyślą, że do dziwek chodzę - Prychnąłem
- Słucham?! - Warknęła, ponownie wyjmując swój mały nożyk - Chcesz, żebym Ci gardło podcięła? - Uśmiechnęła się niby strasznie
- Tym nożykiem do grzybów? - Zaśmiałem się łapiąc jego ostrze otwartą dłonią, ściskając ją, poczułem jak płynie mi po ręce gorąca ciesz. Wyrwałem jej broń i odrzuciłem na bok, a sam przejechałem językiem po ranie uśmiechając się przy tym
Patrzyła na mnie wielkimi oczami, chyba zastanawiając się co powinna zrobić, bądź też powiedzieć. Wpatrywała się we mnie, a jej odwaga chyba powoli zaczynała umykać.
- I co może mnie jeszcze uderzyć? - Zaśmiała się, ukazując swoje ząbki
- Nie głupi pomysł - Pomysł nie znikał mi z twarzy i za nim się obejrzała moja ręka znalazła się tuż obok jej głowy. Słysząc uderzenie, zamknęła oczy, odwracając twarz. Ręką przywaliłem w mur, z którego spadł tynk - Nie bije dziewczyn, ale jeszcze raz wejdziesz mi pod nogi, a złamie tą zasadę - Odsunąłem się od niej i złapałem za kask, który upuściłem, gdy mnie popchnęła do tej dziury. Nieopodal stał motor, na którego od razu wsiadłem i odjechałem w kierunku Akademii
Kichi?
- Słuchaj w dupie mam to co robisz i z kim, wedle mnie możesz być nawet tanią dziwką co stoi cały dzień pod latarnią. J-E-B-I-E M-N-I-E T-O - Przeliterowałem jej ostatnie zdanie, puszczając jej ubrania - Ale mi w paradę nie właź i nie kręć mi się tutaj, bo jeszcze klienci pomyślą, że do dziwek chodzę - Prychnąłem
- Słucham?! - Warknęła, ponownie wyjmując swój mały nożyk - Chcesz, żebym Ci gardło podcięła? - Uśmiechnęła się niby strasznie
- Tym nożykiem do grzybów? - Zaśmiałem się łapiąc jego ostrze otwartą dłonią, ściskając ją, poczułem jak płynie mi po ręce gorąca ciesz. Wyrwałem jej broń i odrzuciłem na bok, a sam przejechałem językiem po ranie uśmiechając się przy tym
Patrzyła na mnie wielkimi oczami, chyba zastanawiając się co powinna zrobić, bądź też powiedzieć. Wpatrywała się we mnie, a jej odwaga chyba powoli zaczynała umykać.
- I co może mnie jeszcze uderzyć? - Zaśmiała się, ukazując swoje ząbki
- Nie głupi pomysł - Pomysł nie znikał mi z twarzy i za nim się obejrzała moja ręka znalazła się tuż obok jej głowy. Słysząc uderzenie, zamknęła oczy, odwracając twarz. Ręką przywaliłem w mur, z którego spadł tynk - Nie bije dziewczyn, ale jeszcze raz wejdziesz mi pod nogi, a złamie tą zasadę - Odsunąłem się od niej i złapałem za kask, który upuściłem, gdy mnie popchnęła do tej dziury. Nieopodal stał motor, na którego od razu wsiadłem i odjechałem w kierunku Akademii
Kichi?
Od Toshiro CD Kaito
Jak codziennie rano, obudził mnie budzik, oznajmiając, że zaczyna się nowy dzień, pełen przygód, śpiewających ptaszków... Taaa, na pewno. Znowu dzień pełen użerania się z nauczycielami, niektórymi uczniami i nie wiadomo z czym jeszcze. Złapałem za telefon, gdzie miałem już dwie wiadomości, jedną od mojej kuzynki, z groźbą zabicia, jeśli jeszcze raz wyczai, że palę w oknie, a więc nic nowego, a następna była od kumpla ze studia, informując mnie, że kolejny klient pragnie większy tatuaż, na plecach. Odtworzyłem zdjęcie, ze wzorem jaki chciał, aby zawitał na jego skórze. Westchnąłem przyglądając się temu dokładnie, nie było to żadne wyzwanie, zwykły smok. Wystarczyło go trochę przerobić, więc zapewne już w przyszłym tygodniu będziemy umówieni na tatuowanie. Nienawidziłem przerysowywać wzorów, uważałem to strasznie za nieprofesjonalne, każde moje dzieło było w pewien sposób wyjątkowe, nigdy nie kopiowałem nawet swoich dzieł. Wstałem leniwie z łóżka podchodząc do szafy, skąd wyjąłem szare dresy i jasną koszulkę. Szybkie przemycie twarzy, umycie zębów i od razu wsadziłem słuchawki w uszy, biegnąc w stronę wyjścia z Akademika, a później do parku, na codzienny trening. Mijałem ludzi, spieszących się do pracy, szkoły, każdy zagapiony w ekran telefonu, czy też w swoje buty. Zatrzymałem się przy jednym z większych drzew, które dawało sporo cienia. Wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów wraz z zapalniczką. Trzymałem już papierosa w ustach, kiedy do moich uszu dobiegły dosyć znajome dźwięki. Spojrzałem w ich stronę i ujrzałem młodego białowłosego chłopaka, który usilnie próbował wydobyć z zapalniczki, ostatnie resztki ognia. Zaśmiałem się pod nosem widząc wzrok starych bab, które zapewne najchętniej dałyby mu godzinny wykład, na temat tego, dlaczego nie wolno palić i jak to szkodzi swojego zdrowiu, nie mówiąc już o tym, że wygląda jeszcze jak dziecko. Rozbawiony podszedłem do niego, wyciągając w jego kierunku rękę wraz z zapalniczką. Najpierw spojrzał na mnie zdezorientowany po czym zabrał z mojej dłoni czarną zapalniczkę i zaciągnął się dymem. Po krótkiej wymianie dosłownie dwóch słów, usiadłem obok niego na ławce, sam zapalając swojego papierosa. Zaciągnąłem się dwa razy zaczynając rozmowę
- Do szkoły nie idziesz? - Oparłem się łokciami na kolanach i spojrzałem na niego zza włosów. Jego twarz nic nie zdradzała, można by rzec, że cały czas miał taką sama mimikę
- Mam czas - Odpowiedział oschle, rzucając niedopałek na ziemię i gasząc go butem. Wstał odgarniając włosy, które rozczochrane stały w każdym możliwym kierunku. Ruszył w kierunku Akademii, a ja nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać. Coraz młodszych ludzi tutaj widzę. Ciekawe, od ilu lat mogą się tutaj ludzie zapisywać, na pierwszy rzut oka, nie dałbym mu więcej niż 15 lat. Po skończeniu karmienia mojego małego raka, pobiegłem do budynku, gdzie wziąłem prysznic i przebrałem się gotowy na zajęcia. Pierwsze trzy lekcje zleciały nawet w miarę szybko, o dziwo nie zanudzali nas dzisiaj tak bardzo, jak zazwyczaj. Ciekawe czy to ze względu na pogodę, czy może zrozumieli, że nikt i tak ich nie słucha. Na dużej przerwie, zamiast iść od razu na lunch, wolałem wybrać się za szkołę, aby móc zapalić. Powoli staję się to moim uzależnieniem, chyba będę musiał z tym przystopować. Odpaliłem fajkę i stałem oparty o mur w cieniu, ciesząc się dymem, oraz w miarę ładną pogodą.
- Ej Ptaszynko, gdzie lecisz? Nie wiesz, że fajki dla dzieci są zakazane - Śmiechy trzecich klas były ewidentnie skierowane do białowłosego, którego spotkałem dzisiaj rano. Przechyliłem głowę przyglądając się jego osobie. Przeszedł obok nich z obojętnością stając niedaleko mnie, ponownie starając się ze wszystkich sił odpalić zapalniczkę
- Pora kupić nową - Mruknąłem podając mu moją, wziął ją bez słowa, aby po chwili znalazła się w mojej kieszeni.- Jestem Toshiro... Ptaszynko - Prychnąłem
- Kaito - Westchnął
- Może warto się czasami odezwać? - Podniosłem jedną brew, kierując wzrok na gówniarzy, którzy wciąż śmiali się na całe gardło.
Kaito? Zapomniałam jak się pisało z Kaiem O.o
- Do szkoły nie idziesz? - Oparłem się łokciami na kolanach i spojrzałem na niego zza włosów. Jego twarz nic nie zdradzała, można by rzec, że cały czas miał taką sama mimikę
- Mam czas - Odpowiedział oschle, rzucając niedopałek na ziemię i gasząc go butem. Wstał odgarniając włosy, które rozczochrane stały w każdym możliwym kierunku. Ruszył w kierunku Akademii, a ja nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać. Coraz młodszych ludzi tutaj widzę. Ciekawe, od ilu lat mogą się tutaj ludzie zapisywać, na pierwszy rzut oka, nie dałbym mu więcej niż 15 lat. Po skończeniu karmienia mojego małego raka, pobiegłem do budynku, gdzie wziąłem prysznic i przebrałem się gotowy na zajęcia. Pierwsze trzy lekcje zleciały nawet w miarę szybko, o dziwo nie zanudzali nas dzisiaj tak bardzo, jak zazwyczaj. Ciekawe czy to ze względu na pogodę, czy może zrozumieli, że nikt i tak ich nie słucha. Na dużej przerwie, zamiast iść od razu na lunch, wolałem wybrać się za szkołę, aby móc zapalić. Powoli staję się to moim uzależnieniem, chyba będę musiał z tym przystopować. Odpaliłem fajkę i stałem oparty o mur w cieniu, ciesząc się dymem, oraz w miarę ładną pogodą.
- Ej Ptaszynko, gdzie lecisz? Nie wiesz, że fajki dla dzieci są zakazane - Śmiechy trzecich klas były ewidentnie skierowane do białowłosego, którego spotkałem dzisiaj rano. Przechyliłem głowę przyglądając się jego osobie. Przeszedł obok nich z obojętnością stając niedaleko mnie, ponownie starając się ze wszystkich sił odpalić zapalniczkę
- Pora kupić nową - Mruknąłem podając mu moją, wziął ją bez słowa, aby po chwili znalazła się w mojej kieszeni.- Jestem Toshiro... Ptaszynko - Prychnąłem
- Kaito - Westchnął
- Może warto się czasami odezwać? - Podniosłem jedną brew, kierując wzrok na gówniarzy, którzy wciąż śmiali się na całe gardło.
Kaito? Zapomniałam jak się pisało z Kaiem O.o
niedziela, 4 czerwca 2017
Od Kichi CD Toshiro
Oj Toshiro, Toshiro, jak ty świetnie coraz lepiej wyrabiasz sobie o mnie
zdanie rozwydrzonej pięciolatki. Spojrzałam na papierosa w jego palcach
i zabrałam mu go zwinnie, po czym zwinnie odsunęłam się i zaciągnęłam
się. Chłopak podszedł do mnie chcąc mi go zabrać, ale w tym momencie
wypuściłam dym z ust mu prosto w twarz.
-Nawet bez gadania mnie denerwujesz pchło....-Mruknął, a ja uśmiechnęłam się chamsko jak to miałam w zwyczaju.
-Ależ nie wiem o co ci chłodzi....-Uniosłam teatralnie ręce, wzdychając i udając bezradną. Następnie podniosłam na niego wzrok moich zielono-złotych oczu, wpatrując się w jego.....Głęboko niebieskie źrenice. Znów zaciągnęłam się papierosem, chłopak znów oparł się o barierkę i spojrzał w dal. Oddałam mu to świństwo i wypuściłam obłoczek gdzieś w bok, następnie wskoczyłam na barierkę i balansując na niej szłam sobie lekko rozbawiona wizją spadnięcia.
-Mam ochotę cię zepchnąć....-Na jego głos odwróciłam się przodem.
-Byłoby zabawnie Toshi-chan~ -Uśmiechnęłam się podpierając głowę na ręce. -I mogłabym trajkotać, bo byłabym na dole....-Zauważyłam usiadłam na barierce, spuszczając nogi w przepaść.
-Dziwna jesteś pchło.....-Prychnął.
-A ty jesteś całkowicie nudny.....-Wzruszyłam ramionami. -Myślałam, że będzie ciekawiej z tobą. -Wzruszyłam ramionami, wstałam i weszłam na bezpieczny dach. Widziałam, że zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam odejść w stronę wyjścia, ale poczułam jak ciągnie mnie za kaptur mojej bluzy, a za chwilę widziałam przepaść, nad którą jeszcze przed chwilą siedziałam.
-Nadal ci nudno? -Spytał.
-Tak, myślisz, że ile razy tak wisiałam? -Zaśmiałam się zażenowana sytuacją. Nic nie odpowiedział, po prostu postawił mnie z powrotem na dachu. Tylko na niego spojrzałam. Co zrobisz Toshiro? Dopiero teraz widzisz, że twoja pchła się nie boi? Poprawiłam bluzę na rękach i skierowałam się do wyjścia.
-A teraz się nie obraź Toshi-chan~! Ale nie mam czasu na zabawę z tobą, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. -Nie patrząc na niego pożegnałam się ciągle idąc w stronę wyjścia, tylko mu pomachałam. -Papa! Czy tam do widzenia! -Zaśmiałam się na odchodnym.
~*~
Nikiforov! Jesteś genialna! Gratuluje pomysłu rozwścieczenia tego gangu! - Krzyczałam na samą siebie w myślach, zwinnie przeciskając się przez gęsty tłum ludzi w centrum miasta. Musiałam ich zgubić! Nie zastanawiając się długo wbiegłam w mniejszą uliczkę i na moje szczęście wpadłam na kogoś, prawie wywracając go na ziemię. A na moje jeszcze większe szczęście, był to Toshiro. Wychodził właśnie ze swojego studio. Warknęłam pod nosem i zwinnie go wyminęłam, kiedy ten złapał mnie za nadgarstek.
-Przeprosiłabyś pchło....-Mruknął.
-Hai, hai, później zabiorę cie na herbatkę, a teraz puszczaj....-Uśmiechnęłam się niewinnie.
-GDZIE ONA JEST?! TAM POBIEGŁA! -Słyszałam głosy tych facetów. Szybko się rozejrzałam za kryjówką i wepchnęłam go w ciasny zakamarek między dwoma budynkami, sama też zam się wciskając.
-Co ty.....! -Zaczął ale zatkałam mu usta ręka i przyłożyłam nożyk do gardła, lekko przyciskając mu go do skóry, jeden jego ruch, a przetnę mu tętnicę. Po chwili ci faceci przebiegli, a gdy głosy ucichły wzięłam rękę z jego ust i schowałam nożyk do kieszeni. Wyszłam z zakamarka i rozejrzałam się po ulicy po czym wyjęłam mój telefon i napisałam krótkiego sms'a, a następnie spojrzałam na chłopaka, który wygrzebywał się z zakamarka.
-Co to było? -Spytał zirytowany.
-To? Chowałam się przed gangiem, a ty mnie zatrzymywałeś....No ale jak wolisz możemy przyjąć, ze to próba gwałtu....-Wzruszyłam ramionami. -To co idziemy na herbatkę~? -Spytałam najbardziej irytującym głosem na jaki mogłam się zdobyć, patrząc mu zadziornie w oczy. Co jak co, ale obietnic dotrzymywałam.
Toshi ? XD
-Nawet bez gadania mnie denerwujesz pchło....-Mruknął, a ja uśmiechnęłam się chamsko jak to miałam w zwyczaju.
-Ależ nie wiem o co ci chłodzi....-Uniosłam teatralnie ręce, wzdychając i udając bezradną. Następnie podniosłam na niego wzrok moich zielono-złotych oczu, wpatrując się w jego.....Głęboko niebieskie źrenice. Znów zaciągnęłam się papierosem, chłopak znów oparł się o barierkę i spojrzał w dal. Oddałam mu to świństwo i wypuściłam obłoczek gdzieś w bok, następnie wskoczyłam na barierkę i balansując na niej szłam sobie lekko rozbawiona wizją spadnięcia.
-Mam ochotę cię zepchnąć....-Na jego głos odwróciłam się przodem.
-Byłoby zabawnie Toshi-chan~ -Uśmiechnęłam się podpierając głowę na ręce. -I mogłabym trajkotać, bo byłabym na dole....-Zauważyłam usiadłam na barierce, spuszczając nogi w przepaść.
-Dziwna jesteś pchło.....-Prychnął.
-A ty jesteś całkowicie nudny.....-Wzruszyłam ramionami. -Myślałam, że będzie ciekawiej z tobą. -Wzruszyłam ramionami, wstałam i weszłam na bezpieczny dach. Widziałam, że zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam odejść w stronę wyjścia, ale poczułam jak ciągnie mnie za kaptur mojej bluzy, a za chwilę widziałam przepaść, nad którą jeszcze przed chwilą siedziałam.
-Nadal ci nudno? -Spytał.
-Tak, myślisz, że ile razy tak wisiałam? -Zaśmiałam się zażenowana sytuacją. Nic nie odpowiedział, po prostu postawił mnie z powrotem na dachu. Tylko na niego spojrzałam. Co zrobisz Toshiro? Dopiero teraz widzisz, że twoja pchła się nie boi? Poprawiłam bluzę na rękach i skierowałam się do wyjścia.
-A teraz się nie obraź Toshi-chan~! Ale nie mam czasu na zabawę z tobą, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. -Nie patrząc na niego pożegnałam się ciągle idąc w stronę wyjścia, tylko mu pomachałam. -Papa! Czy tam do widzenia! -Zaśmiałam się na odchodnym.
~*~
Nikiforov! Jesteś genialna! Gratuluje pomysłu rozwścieczenia tego gangu! - Krzyczałam na samą siebie w myślach, zwinnie przeciskając się przez gęsty tłum ludzi w centrum miasta. Musiałam ich zgubić! Nie zastanawiając się długo wbiegłam w mniejszą uliczkę i na moje szczęście wpadłam na kogoś, prawie wywracając go na ziemię. A na moje jeszcze większe szczęście, był to Toshiro. Wychodził właśnie ze swojego studio. Warknęłam pod nosem i zwinnie go wyminęłam, kiedy ten złapał mnie za nadgarstek.
-Przeprosiłabyś pchło....-Mruknął.
-Hai, hai, później zabiorę cie na herbatkę, a teraz puszczaj....-Uśmiechnęłam się niewinnie.
-GDZIE ONA JEST?! TAM POBIEGŁA! -Słyszałam głosy tych facetów. Szybko się rozejrzałam za kryjówką i wepchnęłam go w ciasny zakamarek między dwoma budynkami, sama też zam się wciskając.
-Co ty.....! -Zaczął ale zatkałam mu usta ręka i przyłożyłam nożyk do gardła, lekko przyciskając mu go do skóry, jeden jego ruch, a przetnę mu tętnicę. Po chwili ci faceci przebiegli, a gdy głosy ucichły wzięłam rękę z jego ust i schowałam nożyk do kieszeni. Wyszłam z zakamarka i rozejrzałam się po ulicy po czym wyjęłam mój telefon i napisałam krótkiego sms'a, a następnie spojrzałam na chłopaka, który wygrzebywał się z zakamarka.
-Co to było? -Spytał zirytowany.
-To? Chowałam się przed gangiem, a ty mnie zatrzymywałeś....No ale jak wolisz możemy przyjąć, ze to próba gwałtu....-Wzruszyłam ramionami. -To co idziemy na herbatkę~? -Spytałam najbardziej irytującym głosem na jaki mogłam się zdobyć, patrząc mu zadziornie w oczy. Co jak co, ale obietnic dotrzymywałam.
Toshi ? XD
Od Toshiro CD Kichi
Obudził mnie dźwięk budzika, który od razu wyłączyłem. Czy to rozsądne katować się w sobotę biegami tuż z samego rana? Odsłoniłem kołdrę przyglądając się sobie uważnie. Rozważając plusy i minusy, w końcu postanowiłem się podnieść. W łazience jedynie obmyłem twarz i zakładając dresy oraz koszulkę pobiegłem w stronę parku. Wygmerałem z kieszeni czarne słuchawki i włączyłem jeden ze swoich ulubionych kawałków, zaczynając poranny bieg. Po 30 minutach ciągłego biegania, praktycznie sprintem, wziąłem głęboki oddech. Ściągnąłem koszulkę, która była już cała mokra i ponownie poszedłem do pokoju, tylko po to, aby zabrać świeże ubrania, ręcznik i jakiś płyn pod prysznic. Idąc przez prawie pusty korytarz, nie mogło się obejść bez kolizji. Spojrzałem w dół na mokre brązowe włosy, dopiero po chwili rozpoznałem twarz dziewczyny. Zaczynam twierdzić, że wyczerpałem limit swojego szczęścia, przez ostatnie tygodnie, na które nie mogłem narzekać... Może by tak rzucić to wszystko w cholerę i ponownie zawitać w salonie, przecież miałem wszystko co najważniejsze, to zachciało mi się zdobyć lepsze wykształcenie. Teraz mam, wkurzających nauczycieli, którzy stękają na każdym kroku i małą cholerną dziewczynę, która zachowuje się jak pchła, a na dodatek zna moje imię. Pamięć mam raczej dobrą i pamiętałabym, jak mówię jej swoje imię, a że zna mnie tutaj niewiele osób to musiała odszukać mnie w necie, innej opcji nie ma. W takiej chwili dziękuje sobie, że jestem na tyle mądry, aby nie udostępniać wszystkiego na swój temat.
- Hej - Mruknąłem - Teraz będziesz mnie śledzić na forach? - Podniosłem jedną brew. Stała przede mną w ręczniku, praktycznie naga. Może jakbym był w pierwszej, czy też drugiej klasie to coś bym sobie z tego zrobił, ale jako singiel, z własnym mieszkaniem, miałem takie widoki na co dzień. Brunetki, blondynki, rude... oj tak rude były dobre
- Nie mam takiego zamiaru, co się tak kielczysz?! - Zmarszczyła brwi z wyrazem twarzy, jakbym co najmniej pozabijał jej całą rodziną, i kota.
- Na pewno nie z powodu Twojego widoku - Skrzyżowałem ręce na piersi - Ja tak bardzo się mną interesujesz to trzeba było przyjść od razu do mnie - Zaśmiałem się krótko
- Chciałbyś - Prychnęła
- No w nocy nie, bałbym się że buka z muminków mnie nawiedza - Uśmiechnąłem się złośliwie, chcąc ją wyminąć, jednak podłożyła mi nogę w taki sposób, że nie brakowało wiele, abym leżał na środku korytarza. - Irytująca, jak pchła - Mruknąłem pod nosem. Będąc jeszcze blisko, złapałem za jej ręcznik, który sprawnie odwinął się od jej ciała. Nie oglądając się za siebie, szedłem z nim w stronę łazienki. Za sobą słyszałem ciche przekleństwa i szybki chód małych stópek. Teoretycznie mógłbym się odwrócić... Nie, chyba wolałabym już własną kuzynkę podglądać. Po szybkim prysznicu i ubraniu się w świeże ubrania, wymknąłem się na dach. To tutaj najlepiej patrzy się na to całe miasto i pali. Odpaliłem jednego papierosa i ledwo co wypuściłem dym z ust, kiedy zza moich pleców rozległ się głos zirytowanej dziewczyny.
- Co Ty sobie myślisz?! - Szła, a raczej biegła do mnie, ponownie zaciągnąłem się papierosem, wypuszczając powoli dym z ust
- Weź się trochę uspokój, usiądź, zapal, czy co tam chcesz i zacznij trajkotać, jak zejdziemy tam na dół
Kichi?
- Hej - Mruknąłem - Teraz będziesz mnie śledzić na forach? - Podniosłem jedną brew. Stała przede mną w ręczniku, praktycznie naga. Może jakbym był w pierwszej, czy też drugiej klasie to coś bym sobie z tego zrobił, ale jako singiel, z własnym mieszkaniem, miałem takie widoki na co dzień. Brunetki, blondynki, rude... oj tak rude były dobre
- Nie mam takiego zamiaru, co się tak kielczysz?! - Zmarszczyła brwi z wyrazem twarzy, jakbym co najmniej pozabijał jej całą rodziną, i kota.
- Na pewno nie z powodu Twojego widoku - Skrzyżowałem ręce na piersi - Ja tak bardzo się mną interesujesz to trzeba było przyjść od razu do mnie - Zaśmiałem się krótko
- Chciałbyś - Prychnęła
- No w nocy nie, bałbym się że buka z muminków mnie nawiedza - Uśmiechnąłem się złośliwie, chcąc ją wyminąć, jednak podłożyła mi nogę w taki sposób, że nie brakowało wiele, abym leżał na środku korytarza. - Irytująca, jak pchła - Mruknąłem pod nosem. Będąc jeszcze blisko, złapałem za jej ręcznik, który sprawnie odwinął się od jej ciała. Nie oglądając się za siebie, szedłem z nim w stronę łazienki. Za sobą słyszałem ciche przekleństwa i szybki chód małych stópek. Teoretycznie mógłbym się odwrócić... Nie, chyba wolałabym już własną kuzynkę podglądać. Po szybkim prysznicu i ubraniu się w świeże ubrania, wymknąłem się na dach. To tutaj najlepiej patrzy się na to całe miasto i pali. Odpaliłem jednego papierosa i ledwo co wypuściłem dym z ust, kiedy zza moich pleców rozległ się głos zirytowanej dziewczyny.
- Co Ty sobie myślisz?! - Szła, a raczej biegła do mnie, ponownie zaciągnąłem się papierosem, wypuszczając powoli dym z ust
- Weź się trochę uspokój, usiądź, zapal, czy co tam chcesz i zacznij trajkotać, jak zejdziemy tam na dół
Kichi?
czwartek, 1 czerwca 2017
Od Kichi CD Toshiro
Wpatrywałam się jak blondyn zamyka za sobą drzwi, a kiedy do moich uszu
dotarło charakterystyczne kliknięcie, uśmiechnęłam się pod nosem i
prychnęłam cicho w rozbawieniu i zażenowaniu. Muszę zebrać informacje na
jego temat, o tak słodki blondasku nasza gra dopiero się zaczyna....
Nie mogłam spać, usiadłam przy biurku i włączyłam mój laptop zaczynając przeszukiwać dostępne mi źródła, szukając czegoś na temat tajemniczego blondyna.... Wiedziałam już, że nazywa się "Toshiro Gurji" urodzony 23.05 -Byk, lat 20, chodzi do klubu chemicznego w naszej akademii. Ma własne studio tatuażu i lubi orzechy, a po profilach na portalach społecznościowych wywnioskowałam, że zadaje się z małym gronem osób - Nieufny. Nie siedziałam nad tym za długo, ale z internetu więcej się nie dowiem. Zamknęłam pokrywę laptopu i przeciągnęłam się, po czym pokierowałam wzrok na mojego kota.
-Kuro~ Idziemy spać.....-Uśmiechnęłam się delikatnie do futrzaka, którego wzięłam na ręce i położyłam się do łóżka już trochę zmęczona....
Wstałam wczesnym rankiem mimo iż była sobota. Przeciągnęłam zdrętwiałe mięśnie i ziewnęłam przeciągliwe, zasłaniając usta. Wzięłam ręcznik oraz kosmetyczkę, skierowałam się do łazienki gdzie nawet o tej porze lustra i zlewy okupowały plastiki. Szybko przecisnęłam się do pryszniców i zamknęłam się w jednej z kabin. Uff, udało mi się przeżyć i przetrzymać jakoś w tych strasznych oparach bomby gazowej zwanej perfumami. Zdjęłam z siebie koszulkę nocną, którą zawiesiłam na haczyku, podobnie jak ręcznik. Puściłam wodę z prysznica i zaczęłam kąpiel. Kiedy się ogarnęłam wyszłam z łazienki owinięta w sam ręcznik i z mokrymi włosami opadającymi na ramiona poczęłam wracać do pokoju. Na twarzy miałam jeszcze lekki rumieniec od gorącej wody, a nie wytarte krople wody błyszczały na mojej skórze w porannym słońcu. Po moim mokrym ciele przebiegł zimny dreszcz, w łazience było o wiele cieplej niż na korytarzu.
Mówiłam już kiedyś, że mam wielkie szczęście? Bo właśnie owinięta w skąpy ręcznik zakrywający ledwo moje cztery litery podobnie jak i biust, do tego mokra na nogach i ramionach, zaczerwieniona na policzkach od sauny w łazience musiałam wpaść na sprawce przyozdobienia mojej dłoni. Chłopak widocznie szedł do łazienki, a ja w stronę pokoju, więc szliśmy prosto na siebie. Udałam, że nic eis nie stało i to, że jestem w samym ręczniku nie jest dziwne.
-Privet* Toshi~ -Przywitałam się w moim ojczystym języku, uśmiechając się delikatnie. Ciekawe jak zareaguje w końcu nigdy mi się nie przedstawił....
*Privet - z Rosyjskiego "cześć" w pisowni fonetycznej.
Toshi?
Nie mogłam spać, usiadłam przy biurku i włączyłam mój laptop zaczynając przeszukiwać dostępne mi źródła, szukając czegoś na temat tajemniczego blondyna.... Wiedziałam już, że nazywa się "Toshiro Gurji" urodzony 23.05 -Byk, lat 20, chodzi do klubu chemicznego w naszej akademii. Ma własne studio tatuażu i lubi orzechy, a po profilach na portalach społecznościowych wywnioskowałam, że zadaje się z małym gronem osób - Nieufny. Nie siedziałam nad tym za długo, ale z internetu więcej się nie dowiem. Zamknęłam pokrywę laptopu i przeciągnęłam się, po czym pokierowałam wzrok na mojego kota.
-Kuro~ Idziemy spać.....-Uśmiechnęłam się delikatnie do futrzaka, którego wzięłam na ręce i położyłam się do łóżka już trochę zmęczona....
Wstałam wczesnym rankiem mimo iż była sobota. Przeciągnęłam zdrętwiałe mięśnie i ziewnęłam przeciągliwe, zasłaniając usta. Wzięłam ręcznik oraz kosmetyczkę, skierowałam się do łazienki gdzie nawet o tej porze lustra i zlewy okupowały plastiki. Szybko przecisnęłam się do pryszniców i zamknęłam się w jednej z kabin. Uff, udało mi się przeżyć i przetrzymać jakoś w tych strasznych oparach bomby gazowej zwanej perfumami. Zdjęłam z siebie koszulkę nocną, którą zawiesiłam na haczyku, podobnie jak ręcznik. Puściłam wodę z prysznica i zaczęłam kąpiel. Kiedy się ogarnęłam wyszłam z łazienki owinięta w sam ręcznik i z mokrymi włosami opadającymi na ramiona poczęłam wracać do pokoju. Na twarzy miałam jeszcze lekki rumieniec od gorącej wody, a nie wytarte krople wody błyszczały na mojej skórze w porannym słońcu. Po moim mokrym ciele przebiegł zimny dreszcz, w łazience było o wiele cieplej niż na korytarzu.
Mówiłam już kiedyś, że mam wielkie szczęście? Bo właśnie owinięta w skąpy ręcznik zakrywający ledwo moje cztery litery podobnie jak i biust, do tego mokra na nogach i ramionach, zaczerwieniona na policzkach od sauny w łazience musiałam wpaść na sprawce przyozdobienia mojej dłoni. Chłopak widocznie szedł do łazienki, a ja w stronę pokoju, więc szliśmy prosto na siebie. Udałam, że nic eis nie stało i to, że jestem w samym ręczniku nie jest dziwne.
-Privet* Toshi~ -Przywitałam się w moim ojczystym języku, uśmiechając się delikatnie. Ciekawe jak zareaguje w końcu nigdy mi się nie przedstawił....
*Privet - z Rosyjskiego "cześć" w pisowni fonetycznej.
Toshi?
środa, 31 maja 2017
Od Toshiro CD Kichi
Spojrzałam zmieszanym wzrokiem na dziewczynę i zacząłem się zastanawiać, co w sumie jest z nią nie tak. Teoretycznie mógłbym ją teraz zabić, ale czy to jest wartę odsiadki w więzieniu? W sumie dostałbym jakieś 10 lat, bo wytłumaczyłbym się, że mnie zaatakowała pierwsza, miałbym codziennie ciepły posiłek, siłownie w zasięgu ręki, ale znowu pewnie studio by upadło, musiałbym nie znać tych debili. Mech, tylko sam byłbym wtedy martwy, Taiga rozwaliłaby mi głowę, jakby się dowiedziała, co zrobiłem... A trzeba było się wyprowadzić i zapomnieć o tej małej idiotce i po co żem tutaj właził, no po co Ci to było chłopie? Teraz patrz i płacz, bo krzywdy małej pindzie nie zrobisz. Przetarłem twarz otwartą dłonią, łkając w duchu
- Więc? Zastanawiasz się już z dobre pięć minut - Zmarszczyła brwi
- Wystarczy woda - Oparłem się o fotel, patrząc na kota, który właśnie lizał sobie łapkę, w ogóle nie zwracając uwagi na moją postać, która teoretycznie jest intruzem w tym pokoju. Dziwne tylko, że nie zauważyłem go od razu, jak tutaj wszedłem.
- Od dawna to robisz?
- Pierwszy raz zakradłem się do dziewczyny niegrzeszącej urodą w środku nocy, jeśli o to chodzi - Wziąłem od niej kubek z zimną gazowaną wodą
- Pfff, chodzi mi o to - Wskazała na swoją dłoń, gdzie znajdował się mały tatuaż
- Trochę, ale jeśli chcesz większą wersję to musisz się zapisać - Obojętnie opróżniłem kubek, odstawiając go na małe biurko, które stało nieopodal
- Pracujesz w jakimś studio? - Podniosła brew z dziwnym uśmiechem, mam wrażenie, że powiedzenie jej prawdy będzie bardzo bolesne w przyszłości
- Mam swoje własne, a teraz koniec tego przesłuchania. Lepiej idź spać młoda - Burknąłem, biorąc swoje rzeczy i kierując się w stronę wyjścia
- A Ty co mój opiekun?! - Wręcz na mnie warknęła, na co się zaśmiałem.
- Na szczęście nie, bo jakbym nim był, to dostałabyś ode mnie wpierdol - Puściłem jej oczko opuszczając pokój i idąc do swojego. Nikt mnie nie przyłapał więc spokojnie usiadłem na parapecie uchylając okno. Wyciągnąłem paczkę fajek i odpaliłem jednego, patrząc na księżyc.
Kichi?
- Więc? Zastanawiasz się już z dobre pięć minut - Zmarszczyła brwi
- Wystarczy woda - Oparłem się o fotel, patrząc na kota, który właśnie lizał sobie łapkę, w ogóle nie zwracając uwagi na moją postać, która teoretycznie jest intruzem w tym pokoju. Dziwne tylko, że nie zauważyłem go od razu, jak tutaj wszedłem.
- Od dawna to robisz?
- Pierwszy raz zakradłem się do dziewczyny niegrzeszącej urodą w środku nocy, jeśli o to chodzi - Wziąłem od niej kubek z zimną gazowaną wodą
- Pfff, chodzi mi o to - Wskazała na swoją dłoń, gdzie znajdował się mały tatuaż
- Trochę, ale jeśli chcesz większą wersję to musisz się zapisać - Obojętnie opróżniłem kubek, odstawiając go na małe biurko, które stało nieopodal
- Pracujesz w jakimś studio? - Podniosła brew z dziwnym uśmiechem, mam wrażenie, że powiedzenie jej prawdy będzie bardzo bolesne w przyszłości
- Mam swoje własne, a teraz koniec tego przesłuchania. Lepiej idź spać młoda - Burknąłem, biorąc swoje rzeczy i kierując się w stronę wyjścia
- A Ty co mój opiekun?! - Wręcz na mnie warknęła, na co się zaśmiałem.
- Na szczęście nie, bo jakbym nim był, to dostałabyś ode mnie wpierdol - Puściłem jej oczko opuszczając pokój i idąc do swojego. Nikt mnie nie przyłapał więc spokojnie usiadłem na parapecie uchylając okno. Wyciągnąłem paczkę fajek i odpaliłem jednego, patrząc na księżyc.
Kichi?
wtorek, 30 maja 2017
Od Kichi CD Toshiro
Zasiadłam przed biurkiem i zapaliłam małą lampkę stojącą na meblu. Parę
razy przewróciłam w rękach list od matki wzdychając ciężko. "Co tym
razem?" Pytałam w myśli jakby ktoś mógłby mi na to odpowiedzieć.
Sięgnęłam do bluzy i wyjęłam mój nożyk sprężynowy, którym szybko
otworzyłam list. Schowałam ostrze w rękojeść, a następnie odłożyłam broń
na burko. Nie wiedziałam czy aby na pewno chcę to czytać, bałam się,
bałam się jak niczego innego, a boję się niewielu rzeczy. Mój kotek Kuro
nagle wskoczył mi na kolana i cicho mrucząc usiadł na moich nogach.
Wyjęłam list z koperty którą odłożyłam obok noża. Rozłożyłam papier i
przytrzymując go w jednej ręce, drugą gładziłam miękką sierść kota
czytając dwa wielkie słowa na jednej kartce. "Nienawidzę cię ~ mama" Nic
więcej....Tylko tyle? Bez wyzwisk, bluzgania, referatów na temat jak
bardzo nic nie potrafię? Schowałam list do rozerwanej koperty i opadłam
plecami na krzesło. Spojrzałam na ścianę na której było pełno pustych
ramek. Rodzice dali mi je na wyjazd do akademika....Żeby uświadomić mi
jak bardzo jestem sama i jak bardzo jestem beznadziejna. Mimo ich
dręczenia nie uważam tak, znam swoją wartość, tak szybko mnie nie
złamią, nie dam im satysfakcji z oglądania mojego martwego ciała.
Podniosłam się z krzesła, a Kuro zeskoczył z moich kolan, sięgnęłam po
karton na półce nad biurkiem. Duże, ciężkie pudło wypełnione listami.
Podobnymi listami jak ten który przed chwilą dostałam... Tylko od mojego
brata, ojca, matki....Wrzuciłam tam i ten list i schowałam karton na
miejsce. Następnie zgasiłam światło i zmęczona wgramoliłam się do
łóżka....
~*~
Do moich oczu nagle dotarło okropne, żółte światło mojej lampy. Podniosłam się gwałtownie, rozglądając się bacznie po pokoju i wtedy zobaczyłam jego. Zmrużyła oczy z lekkim lagiem mózgu.....Czekaj? Po kij on to światło zapalił?
-C-Co ty tu robisz? -Spytałam przybierając zdziwioną maskę na mojej twarzy. Nie miałam zamiaru mu pokazywać moich prawdziwych uczuć....Niech myśli, że tu dominuje....
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? -Spytał niby to groźnie chłopak, wziął swoją kurtkę i skierował się do wyjścia. Spojrzałam po sobie i zobaczyłam, że mam króliczka na ręce....Aha? I to jest takie złe....W sumie, ładnie rysuje....Wstałam szybko z łóżka i podeszłam do niego kiedy już miał otworzyć drzwi, chwyciłam do za kurtkę i pociągnęłam w głąb pokoju, przy okazji zamykając drzwi, usadziłam go na krześle i podeszłam do małego aneksu kuchennego z czajnikiem i mikrofalówką. Chyba był trochę zdezorientowany.
-Chcesz kawy czy herbaty? -Spojrzałam na niego znudzona, lekko poprawiając spadające ramiączko od koszuli nocnej. Chłopak milczał, patrząc na mnie, nie mogłam określić co czai się w jego oczach, znowu mnie zaskoczył....
-Zaciąłeś się? Przed chwilą byłeś bardziej rozmowny.....-Prychnęłam rozbawiona, tak bawiło mnie to, nie bałam się go, co by mi nie zrobił, przeżyłam trochę za dużo by już się tego bać....Oj ile razy ja to słyszałam....Za pierwszym razem trochę się bałam czy za drugim, ale później to zaczęło się robić nudne...A skoro on już tu wbił to przydałoby się być miłym dla niezapowiedzianego gościa z ciekawym stylem wejścia i zrobić mu herbatkę co z tego, że jest.....Pierwsza? Skoro mnie odwiedził~! Nawet ładny mi prezent dał! Czekałam na jego odpowiedź, kiedy na blat wskoczył mój zaspany kotek i uznał, że skoro wszyscy wstali, to on też z nami posiedzi.....Mądry kot~!
Toshiro?
~*~
Do moich oczu nagle dotarło okropne, żółte światło mojej lampy. Podniosłam się gwałtownie, rozglądając się bacznie po pokoju i wtedy zobaczyłam jego. Zmrużyła oczy z lekkim lagiem mózgu.....Czekaj? Po kij on to światło zapalił?
-C-Co ty tu robisz? -Spytałam przybierając zdziwioną maskę na mojej twarzy. Nie miałam zamiaru mu pokazywać moich prawdziwych uczuć....Niech myśli, że tu dominuje....
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? -Spytał niby to groźnie chłopak, wziął swoją kurtkę i skierował się do wyjścia. Spojrzałam po sobie i zobaczyłam, że mam króliczka na ręce....Aha? I to jest takie złe....W sumie, ładnie rysuje....Wstałam szybko z łóżka i podeszłam do niego kiedy już miał otworzyć drzwi, chwyciłam do za kurtkę i pociągnęłam w głąb pokoju, przy okazji zamykając drzwi, usadziłam go na krześle i podeszłam do małego aneksu kuchennego z czajnikiem i mikrofalówką. Chyba był trochę zdezorientowany.
-Chcesz kawy czy herbaty? -Spojrzałam na niego znudzona, lekko poprawiając spadające ramiączko od koszuli nocnej. Chłopak milczał, patrząc na mnie, nie mogłam określić co czai się w jego oczach, znowu mnie zaskoczył....
-Zaciąłeś się? Przed chwilą byłeś bardziej rozmowny.....-Prychnęłam rozbawiona, tak bawiło mnie to, nie bałam się go, co by mi nie zrobił, przeżyłam trochę za dużo by już się tego bać....Oj ile razy ja to słyszałam....Za pierwszym razem trochę się bałam czy za drugim, ale później to zaczęło się robić nudne...A skoro on już tu wbił to przydałoby się być miłym dla niezapowiedzianego gościa z ciekawym stylem wejścia i zrobić mu herbatkę co z tego, że jest.....Pierwsza? Skoro mnie odwiedził~! Nawet ładny mi prezent dał! Czekałam na jego odpowiedź, kiedy na blat wskoczył mój zaspany kotek i uznał, że skoro wszyscy wstali, to on też z nami posiedzi.....Mądry kot~!
Toshiro?
poniedziałek, 29 maja 2017
Od Toshiro CD Kichi
Kończyłem właśnie rozmowę odnośnie nowego klienta, który zażyczył sobie tatuaż praktycznie na całe plecy. Będzie trzeba zwolnić się z kilku lekcji, taka robota zajmie mi cały dzień, jak nie dłużej, oczywiście w zależności od ilości detali. Umówiliśmy się na termin, na jutro z rana. Odłożyłem telefon do kieszeni, gdy poczułem drapanie za koszulką. Od razu zacząłem się szamotać. Ostatecznie ściągnąłem koszulkę, spod której wyleciał mały biały królik. Spojrzałem jak z prędkością światła ode mnie ucieka, oraz zacząłem szukać wzrokiem sprawcy tego wydarzenia. Daleko szukać nie musiałem, gdyż brunetka szła ze zwycięskim uśmiechem, dziarskim krokiem, śmiejąc się pod nosem. Zdecydowanie muszę się przeprowadzić, na dłuższą metę, nie wytrzymam tutaj, nie zabijając przynajmniej połowy szkoły. Dotknąłem swoich pleców, z których powoli sączyła się czerwona ciecz. Westchnąłem, kierując się w stronę akademika. W pokoju zapakowałem do plecaka najważniejsze rzeczy, sam na siebie zarzuciłem skórzaną kurtkę i wziąłem kask idąc do motoru, aby dotrzeć do studia tatuaży, które jest zupełnie w innym mieście.
Na szczęście mieszkanie, które opuściłem nie było jeszcze sprzedane, więc mogłem spokojnie się tam przekimać. Zadowolony rzuciłem się na swoje łóżko "Wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej".
Od rana siedziałem w studio. Trochę mnie tutaj nie było, więc w czasie, kiedy robiliśmy sobie przerwy w tatuowaniu to zajmowałem się papierkami. Patrząc na stary sprzęt, który trzeba było wyrzucić wpadł mi do głowy pewien pomysł. Był to sprzęt dla "Świeżaków", czyli osób, które się uczą, nie będę mieć już więcej uczniów, no bo powiedzmy sobie szczerze, nie mam czasu na to, a tym bardziej ochoty. Tatuaże takie znikają po tygodniu, czasami dwóch. Uśmiechnąłem się pod nosem wracając do pracy.
Do Akademika, wróciłem wieczorem, było po 23. Przytachałem ze sobą sprzęt i szybko namierzyłam pokój brunetki, która dzień wcześniej zaszła mi za skórę. Skoro tak bardzo kocha króliki... Przygotowałem wcześniej jeden wzór, ze słodkim różowym króliczkiem, obok którego latają gwiazdki i serduszka. Jako iż to nie była prawdziwa igła, to nie było nic czuć, dźwięków też nie wydawał, a ona spała, jak zabita. Tatuaż był gotowy po kilku minutach i pięknie się prezentował na jej dłoni. Usiadłem zadowolony we fotelu i zapaliłem światło. Brunetka, od razu podniosła się jak oparzona, na co ja się uśmiechnąłem
- C...Co Ty tutaj robisz?!
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? - Narzuciłem na siebie skórzaną kurtkę, wychodząc z jej pokoju
Kichi?
Na szczęście mieszkanie, które opuściłem nie było jeszcze sprzedane, więc mogłem spokojnie się tam przekimać. Zadowolony rzuciłem się na swoje łóżko "Wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej".
Od rana siedziałem w studio. Trochę mnie tutaj nie było, więc w czasie, kiedy robiliśmy sobie przerwy w tatuowaniu to zajmowałem się papierkami. Patrząc na stary sprzęt, który trzeba było wyrzucić wpadł mi do głowy pewien pomysł. Był to sprzęt dla "Świeżaków", czyli osób, które się uczą, nie będę mieć już więcej uczniów, no bo powiedzmy sobie szczerze, nie mam czasu na to, a tym bardziej ochoty. Tatuaże takie znikają po tygodniu, czasami dwóch. Uśmiechnąłem się pod nosem wracając do pracy.
Do Akademika, wróciłem wieczorem, było po 23. Przytachałem ze sobą sprzęt i szybko namierzyłam pokój brunetki, która dzień wcześniej zaszła mi za skórę. Skoro tak bardzo kocha króliki... Przygotowałem wcześniej jeden wzór, ze słodkim różowym króliczkiem, obok którego latają gwiazdki i serduszka. Jako iż to nie była prawdziwa igła, to nie było nic czuć, dźwięków też nie wydawał, a ona spała, jak zabita. Tatuaż był gotowy po kilku minutach i pięknie się prezentował na jej dłoni. Usiadłem zadowolony we fotelu i zapaliłem światło. Brunetka, od razu podniosła się jak oparzona, na co ja się uśmiechnąłem
- C...Co Ty tutaj robisz?!
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? - Narzuciłem na siebie skórzaną kurtkę, wychodząc z jej pokoju
Kichi?
niedziela, 28 maja 2017
Od Kichi CD Toshiro
W sumie to dałam mu trochę fory, bo byłam już zmęczona po całym dniu i
długim treningu. Jednak wygrał, czego nie spodziewałabym się po
chemicznym kujonku. No ale cóż świat jest pełen niespodzianek, a on jest
nawet interesujący, każdy człowiek którego do tej pory spotkałam był
bardzo przewidywalny, a on? Nie koniecznie, nie potrafię przewidzieć
jego reakcji.... Co trochę mnie irytowało...
Po chwili wyjęłam telefon z kieszeni i podałam mu go.
-Proszę, zgodnie z obietnicą....-Uśmiechnęłam się i wrzuciłam piłkę do kosza na sprzęt po czym wzięłam z barierek mój ręcznik i bidon z wodą, następnie udając się do szatni. W sumie, nie za bardzo mnie obchodziło jak miał na imię, czy kim był, mimo jego nieprzewidywalności nie wydał się mi być interesującą osobą, chodź nie powiem, miło się podrażnić z takim wielkoludem, którego reakcji nie znam. Otworzyłam drzwi szatni, przebrałam się szybko ówcześnie wycierając pot ręcznikiem, brudne rzeczy włożyłam do plecaka, razem z już pustym bidonem i poszłam w stronę akademika trochę zmęczona. Gdy wychodziłam z budynku zauważyłam tego samego blondyna z którym wcześniej grałam w kosza. A gdyby mu tak trochę podokuczać? Rozejrzałam się dookoła i niestety zauważyłam tylko małego białego królika z czerwonymi oczami.... Od biedy....Wolałabym pokrzywę, albo oset, czy mech z rojowiskiem kleszczy....Ale niech będzie...Chłopak widocznie mnie nie widząc rozmawiał przez telefon, wzięłam gryzonia na ręce i podeszłam do niego od tyłu, a kiedy tylko się rozłączył....Wrzuciłam mu królika za bluzę. Szybko odskoczyłam i zaśmiałam się cicho widząc jak szamocze się próbując wydostać z pod bluzy gryzącego go i drapiącego jego ciało gryzonia. Tak to było zabawne, a on się nie podzielił lizakiem, więc ma za swoje....Wsadziłam ręce do kieszeni mojej białej bluzy przewracając niewidocznie małym nożykiem sprężynowy, który nosiłam w wypadku gdybym musiała się bronić. I przyznać mi trzeba, że nożem posługuje się lepiej niż rzucam do kosza. Blondyn po chwili pozbył się gryzonia i spojrzał na mnie marszcząc brwi. Uśmiechnęłam się tylko niby to niewinnie i zeskoczyłam ze schodów na chodnik olewając go i idąc w swoją stronę. Czemu to zrobiłam? Chyba nie mam towarzystwa, a inaczej nie potrafię na siebie zwrócić uwagi....
(?)
Po chwili wyjęłam telefon z kieszeni i podałam mu go.
-Proszę, zgodnie z obietnicą....-Uśmiechnęłam się i wrzuciłam piłkę do kosza na sprzęt po czym wzięłam z barierek mój ręcznik i bidon z wodą, następnie udając się do szatni. W sumie, nie za bardzo mnie obchodziło jak miał na imię, czy kim był, mimo jego nieprzewidywalności nie wydał się mi być interesującą osobą, chodź nie powiem, miło się podrażnić z takim wielkoludem, którego reakcji nie znam. Otworzyłam drzwi szatni, przebrałam się szybko ówcześnie wycierając pot ręcznikiem, brudne rzeczy włożyłam do plecaka, razem z już pustym bidonem i poszłam w stronę akademika trochę zmęczona. Gdy wychodziłam z budynku zauważyłam tego samego blondyna z którym wcześniej grałam w kosza. A gdyby mu tak trochę podokuczać? Rozejrzałam się dookoła i niestety zauważyłam tylko małego białego królika z czerwonymi oczami.... Od biedy....Wolałabym pokrzywę, albo oset, czy mech z rojowiskiem kleszczy....Ale niech będzie...Chłopak widocznie mnie nie widząc rozmawiał przez telefon, wzięłam gryzonia na ręce i podeszłam do niego od tyłu, a kiedy tylko się rozłączył....Wrzuciłam mu królika za bluzę. Szybko odskoczyłam i zaśmiałam się cicho widząc jak szamocze się próbując wydostać z pod bluzy gryzącego go i drapiącego jego ciało gryzonia. Tak to było zabawne, a on się nie podzielił lizakiem, więc ma za swoje....Wsadziłam ręce do kieszeni mojej białej bluzy przewracając niewidocznie małym nożykiem sprężynowy, który nosiłam w wypadku gdybym musiała się bronić. I przyznać mi trzeba, że nożem posługuje się lepiej niż rzucam do kosza. Blondyn po chwili pozbył się gryzonia i spojrzał na mnie marszcząc brwi. Uśmiechnęłam się tylko niby to niewinnie i zeskoczyłam ze schodów na chodnik olewając go i idąc w swoją stronę. Czemu to zrobiłam? Chyba nie mam towarzystwa, a inaczej nie potrafię na siebie zwrócić uwagi....
(?)
piątek, 26 maja 2017
Od Toshiro CD Kichi
Spojrzałem rozgoryczony na dziewczynę, która rzucała w moją stronę piłką. Nie rozumiem, jak można nie zauważyć chłopa, który ma prawie dwa metry... Westchnąłem trzymając w rękach pomarańczową piłkę i przyglądając się brunetce, która po chwili do mnie podeszła. Zmierzyłem ją wzrokiem, po czym podniosłem jedną brew.
- To tylko piłka, krzywdy wielkiej mi nie zrobi - Mruknąłem, przeczesując blond włosy - Musisz przestać żyć w swoim świecie, zaraz zrobisz krzywdę sobie i wszystkim dookoła - Włożyłem ręce do czerwonej bluzy skąd wyciągnąłem lizaka, z którego ściągnąłem opakowanie i włożyłem do ust.
- Jesteś nowy? - Zapytała nagle, obracając już w palcach piłkę, którą rzucała wcześniej do kosza
- Można tak powiedzieć - Wymamrotałem, chciałem już odejść, ale zatrzymał mnie jej głos. W normalnych warunkach, nawet nie zwracałbym na niego uwagi, jednak nie powiem po dzisiejszej akcji w łazience... No cóż nie codziennie można widzieć przy myciu zębów dziewczynę. Mam tylko nadzieję, że w nowym mieszkaniu nie będę mieć takich problemów... Chociaż jakby znalazła się jakaś ładna współlokatorka, to chyba bym aż tak mocno nie narzekał.
Niechętnie odwróciłem się w jej stronę, z pytającym wzrokiem
- Wypadło Ci? - Pomachała moim telefon, na co jedynie zmarszczyłem brwi. Pewnie znów odruchowo włożyłem go do kieszeni bluzy, zamiast spodni. Uniosłem głowę do góry, jakby w geście modlitwy i podszedłem do dziewczyny wyciągając rękę po swoją własność
- Należysz do klubu sportowego? - Zapytała z delikatnym uśmiechem, na co jedynie pokiwałem przecząco głową
- Chemicznego
- To jeśli chcesz swój telefon musisz ze mną wygrać w kosza - Uśmiechnęła się diabelsko, chowając go do swojej kieszeni, która była na mały zameczek. Odbiła dwa razy piłką o parkiet i złapała ją w dłonie.
- Nie mam ochoty na wygłupy - Warknąłem, na co rzuciła piłką do kosza. Trafiła idealnie.
- W takim razie, stój, pójdzie gładko - Z uśmiechem mnie minęła i złapała za piłkę, ponownie wsadzając ją do kosza. Nie chciałem dać się sprowokować, ale czekałam na dosyć ważny telefon... W końcu nie tylko klient, ale także jakaś osoba zainteresowana moim ogłoszeniem, mogła się odezwać w każdej chwili. Dodatkowo mój instynkt zwycięscy, nie pozwolił na to, abym długo stał w miejscu. Szybko znalazłem się obok dziewczyny, wykorzystując swój wzrost, wybiłem jej piłkę z ręki i sam podskoczyłem praktycznie wkładając ją do kosza. Ściągnąłem bluzę rzucając ją na barierki. Na szczęście miałem pod spodem biały t-shirt. Reszta naszego małego meczu przebiegła w akompaniamencie odbijającej się piłki oraz dźwięku piszczącego obuwia.
- Wygrałem. 20-16 dla mnie, telefon - Przerzuciłem czerwoną bluzę przez ramię i wyciągnąłem dłoń w stronę brązowowłosej dziewczyny. Teoretycznie powinien zapytać o jej imię, ale praktycznie... Co mnie to do cholery interesuje?
Kichi?
- To tylko piłka, krzywdy wielkiej mi nie zrobi - Mruknąłem, przeczesując blond włosy - Musisz przestać żyć w swoim świecie, zaraz zrobisz krzywdę sobie i wszystkim dookoła - Włożyłem ręce do czerwonej bluzy skąd wyciągnąłem lizaka, z którego ściągnąłem opakowanie i włożyłem do ust.
- Jesteś nowy? - Zapytała nagle, obracając już w palcach piłkę, którą rzucała wcześniej do kosza
- Można tak powiedzieć - Wymamrotałem, chciałem już odejść, ale zatrzymał mnie jej głos. W normalnych warunkach, nawet nie zwracałbym na niego uwagi, jednak nie powiem po dzisiejszej akcji w łazience... No cóż nie codziennie można widzieć przy myciu zębów dziewczynę. Mam tylko nadzieję, że w nowym mieszkaniu nie będę mieć takich problemów... Chociaż jakby znalazła się jakaś ładna współlokatorka, to chyba bym aż tak mocno nie narzekał.
Niechętnie odwróciłem się w jej stronę, z pytającym wzrokiem
- Wypadło Ci? - Pomachała moim telefon, na co jedynie zmarszczyłem brwi. Pewnie znów odruchowo włożyłem go do kieszeni bluzy, zamiast spodni. Uniosłem głowę do góry, jakby w geście modlitwy i podszedłem do dziewczyny wyciągając rękę po swoją własność
- Należysz do klubu sportowego? - Zapytała z delikatnym uśmiechem, na co jedynie pokiwałem przecząco głową
- Chemicznego
- To jeśli chcesz swój telefon musisz ze mną wygrać w kosza - Uśmiechnęła się diabelsko, chowając go do swojej kieszeni, która była na mały zameczek. Odbiła dwa razy piłką o parkiet i złapała ją w dłonie.
- Nie mam ochoty na wygłupy - Warknąłem, na co rzuciła piłką do kosza. Trafiła idealnie.
- W takim razie, stój, pójdzie gładko - Z uśmiechem mnie minęła i złapała za piłkę, ponownie wsadzając ją do kosza. Nie chciałem dać się sprowokować, ale czekałam na dosyć ważny telefon... W końcu nie tylko klient, ale także jakaś osoba zainteresowana moim ogłoszeniem, mogła się odezwać w każdej chwili. Dodatkowo mój instynkt zwycięscy, nie pozwolił na to, abym długo stał w miejscu. Szybko znalazłem się obok dziewczyny, wykorzystując swój wzrost, wybiłem jej piłkę z ręki i sam podskoczyłem praktycznie wkładając ją do kosza. Ściągnąłem bluzę rzucając ją na barierki. Na szczęście miałem pod spodem biały t-shirt. Reszta naszego małego meczu przebiegła w akompaniamencie odbijającej się piłki oraz dźwięku piszczącego obuwia.
- Wygrałem. 20-16 dla mnie, telefon - Przerzuciłem czerwoną bluzę przez ramię i wyciągnąłem dłoń w stronę brązowowłosej dziewczyny. Teoretycznie powinien zapytać o jej imię, ale praktycznie... Co mnie to do cholery interesuje?
Kichi?
środa, 19 kwietnia 2017
Od Toshiro CD Akari
Nienawidziłem koszykówki, pomimo wzrostu i tego, że mógłbym się do tego nadawać, to nie był mój sport. Zdecydowanie wolałem grę w siatkówkę, nawet ręczna była lepsza od tego. Wszystkie zasady nie trzymały się siebie, oderwane od całości. Zamiast grać stałem przy koszu, żeby czasem pomachać rękoma, gdy piłka leciała w kierunku naszego kosza. Nawet nie robiłem dwóch kroków, gdyż cały czas odrzucałem od siebie piłkę, podając ją pozostałym. Nie zależało mi. Nie rozumiałem trenera i jego logiki, graliśmy w siatkę, było świetnie to musiał to zmienić. Zauważyłem jak mała białowłosa dziewczyna stoi przy swoim koszu i rozgląda się dookoła. Zaskoczyło mnie to, wcześniej była dosłownie wszędzie, a teraz stała niczym słup soli.
- No stary rusz się! - Jeden chłopak z mojej klasy dźgnął mnie łokciem. Spojrzałem na niego piorunującym spojrzeniem.
- Nie mam zamiaru latać za piłką po całym boisku - Wycedziłem przez zęby, co na jego szczęście wystarczyło bo już po chwili stał na drugim końcu boiska. Wyczekiwany przeze mnie dźwięk gwizdka, oznaczający koniec. Bez skrępowania ściągnąłem koszulkę, która była przemoczona od potu, chcąc nie chcąc, przy pierwszej grze chciałem się trochę postarać.

Przerzuciłem koszulkę przez ramię, kierując się do szatni, gdzie znajdowały się normalne ubrania.
~*~
Leżałem już u siebie w pokoju, odpisując na meile i szukając przy okazji mieszkania. Kilka wydawało się nawet w miarę fajnych, jednak był jeden mankament. Mieszkania były w miarę duże, pieniądze nie stanowiły problemu, ale wielkość już owszem. Nie jestem zbytnim czyściochem i już widzę co się stanie z takim mieszkaniem, w którym będę mieszkać sam. Taiga, ta mała menda nie chce nawet o tym słyszeć. Chłopaków za bardzo nie znam, zresztą jak pozostałych uczniów w szkole. Wziąłem do ust różowego lizaka i zacząłem pisać ogłoszenie, na temat tego iż poszukuje współlokatora. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem niezadowolony i podszedłem. W drzwiach ujrzałem małą białowłosą dziewczynę z rana, która trzymała w rękach małą białą karteczkę. Podniosłem zaskoczony brew.
- Musisz to przeczytać i podpisać, bhp pracy na sali gimnastycznej - Podała mi kartkę, na co westchnąłem
- Dobra wejdź, zaraz Ci to oddam - Odwróciłem się i ruszyłem do biurka, gdzie zacząłem szukać długopisu
- Szukasz współlokatora? - Usłyszałem ciche pytanie za sobą
- Jesteś zbyt ciekawska - bez czytania podpisałem świstek i podszedłem do niej, aby jej to oddać - Nie mam zamiaru tutaj mieszkać za długo - Podałem jej kartkę z obojętnym wyrazem twarzy
Akari?
- No stary rusz się! - Jeden chłopak z mojej klasy dźgnął mnie łokciem. Spojrzałem na niego piorunującym spojrzeniem.
- Nie mam zamiaru latać za piłką po całym boisku - Wycedziłem przez zęby, co na jego szczęście wystarczyło bo już po chwili stał na drugim końcu boiska. Wyczekiwany przeze mnie dźwięk gwizdka, oznaczający koniec. Bez skrępowania ściągnąłem koszulkę, która była przemoczona od potu, chcąc nie chcąc, przy pierwszej grze chciałem się trochę postarać.
Przerzuciłem koszulkę przez ramię, kierując się do szatni, gdzie znajdowały się normalne ubrania.
~*~
Leżałem już u siebie w pokoju, odpisując na meile i szukając przy okazji mieszkania. Kilka wydawało się nawet w miarę fajnych, jednak był jeden mankament. Mieszkania były w miarę duże, pieniądze nie stanowiły problemu, ale wielkość już owszem. Nie jestem zbytnim czyściochem i już widzę co się stanie z takim mieszkaniem, w którym będę mieszkać sam. Taiga, ta mała menda nie chce nawet o tym słyszeć. Chłopaków za bardzo nie znam, zresztą jak pozostałych uczniów w szkole. Wziąłem do ust różowego lizaka i zacząłem pisać ogłoszenie, na temat tego iż poszukuje współlokatora. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem niezadowolony i podszedłem. W drzwiach ujrzałem małą białowłosą dziewczynę z rana, która trzymała w rękach małą białą karteczkę. Podniosłem zaskoczony brew.
- Musisz to przeczytać i podpisać, bhp pracy na sali gimnastycznej - Podała mi kartkę, na co westchnąłem
- Dobra wejdź, zaraz Ci to oddam - Odwróciłem się i ruszyłem do biurka, gdzie zacząłem szukać długopisu
- Szukasz współlokatora? - Usłyszałem ciche pytanie za sobą
- Jesteś zbyt ciekawska - bez czytania podpisałem świstek i podszedłem do niej, aby jej to oddać - Nie mam zamiaru tutaj mieszkać za długo - Podałem jej kartkę z obojętnym wyrazem twarzy
Akari?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



