Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kichi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kichi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 sierpnia 2017

Od Kichi CD Anji

Patrzyłam na dziewczynę gdy odchodziła jak na idiotkę, że niby Vitya żałował? Mam w to uwierzyć? Po tym wszystkim? Nie....teraz było już za późno....Prychnęłam pod nosem klnąc soczyście, wzięłam tackę z prawie nie tkniętym jedzeniem i odniosłam je do okienka. Jakoś mi zbrzydło.... Poprawiłam bluzę i przeczesałam włosy palcami po czym wyszłam z lokalu. Zimne, wieczorne powietrze owiało moją twarz oraz wdarło się pod nie zapiętą bluzę. Bez zastanowienia wyjęłam paczkę papierosów i zapaliłam jednego idąc w stronę akademika, nie miałam ochoty rozmawiać o tym co się tam działo, bo po co rozdzierać stare rany? Mój krok z coraz większą dawką nikotyny stawał się spokojniejszy, podobnie jak i oddech. Zanim się zorientowałam stałam pod wejściem do pokoi akademickich. Wyrzuciłam niedokończonego peta do kosza i weszłam do środka. Następnie po schodach na górę i do pokoju. Cudem udało mi się zdobyć tą jedynkę i w sumie bardzo dobrze. Jestem za bardzo aspołeczna by z kimś mieszkać, a mimo to uwielbiam obserwować ludzi....paradoksalne co? Od kluczyłam drzwi i weszłam do środka .Na wycieraczce były listy....znowu to samo. Podniosłam pocztę i spojrzałam tylko na nadawce i sposób zaklejenia. Viktor...Yuu....i Yuri? Zaciekawiona listem od Yuriego zamknęłam za sobą drzwi i wyjmując mój nożyk szybko otworzyłam list i wyjęłam kartkę, usiadłam na łóżku i zamarłam. Nawet on? Jedyna osoba której ufałam? Treść listu była krótka, a jednak zabiła mnie do końca. "Viktor miał racje....nie wiem po co cię broniłem" Yuri? Czemu jeszcze ty? Wrzuciłam wszystkie listy do kartonu nad łóżkiem i wyjełam zdjęcie z ramki obok. Przedstawiało ono mnie i Katsukiego. Miałam 7 lat i jeździliśmy na nim razem na łyżwach. Wspomnienia uderzyły we mnie, a w oczach znów pojawiły się łzy. Wyjęłam zapalniczkę i podpaliłam je. Patrząc jak zdjęcie znika pochłonięte w ognistych językach. Kiedy ogień dosięgał moich palców wyrzuciłam skrawek za okno.
Bez sił usiadłam na ziemi. Czemu nie mogą mnie po prostu zostawić tylko gnębią dalej?
Wzięłam wcześniej odstawiony nożyk z łóżka zdjęłam bluzę i lekko nacięłam skórę. Ręce cięłam aż do łokci i teraz trudno było znaleźć wolne miejsce. Moje ręce znów krwawiły....ale przynajmniej pozwoliło mi na chwile zapomnieć, owinęłam ręce bandażami i naciągnęłam czarne za łokieć rękawiczki bez palców. Wygrzebałam z szafki obok mnie leki nasenne i wodę. Wzięłam dwie, na efekt nie czekałam długo....zasnęłam.
~*~
Następnego dnia po zajęciach udałam sie do stołówki, wzięłam tackę i nałożyłam sobie jedzenia na talerz, po czym zaczęłam szukać wolnego miejsca. Trafiłam na wolny stolik, ale długo nie zostałam sama. Dosiadła się do mnie Anji. Uśmiechnęłam się wrednawo.
-Oh? Nie ma nigdzie indziej miejsca? Jaka szkoda nacierpisz się oddychając tym samym tlenem co ja....-Podparłam głowę na ręce i zaśmiałam się cicho.
-Wyjaśnij mi to....-Warknęła na mnie.
-Ale, że co? -Uśmiechnęłam się uroczo i bardzo sztucznie. -Jak się oddycha? To proste....-Zaczęłam ale przerwała mi.
-Nie udawaj głupiej....wiesz o co mi chodzi....
-.....-Naburmuszyłam policzki co najmniej jak Viktor gdy był zły, oraz zmrużyłam oczy. -Nie mam obowiązku spowiadać ci się z mojego życia....-Wzruszyłam ramionami. -Po za tym im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Kochana, lepiej się tym nie interesuj...-Dodałam i spokojnie popijałam mój soczek dalej, patrząc na reakcje dziewczyny ze spokojem.

Anji? Z nią ni ma łatwo default smiley xd

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Od Anji CD Kichi

Westchnęłam i odłożyłam widelec. Chciałam tego tematu uniknąć, jakoś sprawić żeby to sama zrozumiała, ale widać, że nie tylko ja potrzebuję soldnego kopniaka w dupę. Tylko czy ja jestem odpowiednią osobą? Sama... Nie jestem przekonana, czy dobrze robię. Z drugiej strony tylko mój ojciec widział to, co ja...
- Niech będzie. Skoro chcesz wiedzieć... Tylko ostrzegam, to nie będzie przyjemne. - mruknęłam i spojrzałam Kichi głęboko w oczy.
- Kiedy zaczęłyśmy dorastać, twój ojciec przyszedł do nas. Nie wiedział co robić żeby zapewnić ci bezpieczne wejście w dorosłość... Żebyś miała mniej problem ze znaleziem pracy... Więc mój tata doradził to co zadziałało u mnie. Postawić wszystko na jazdę figurową. Na początku wszystko szło dobrze, ale później... - zadrżałam, przypominając sobie zdarzenia z minionych lat - Później przyszedł do nas ponownie. Ale wyglądał inaczej. Ojciec, rzecz jasna mnie wygonił, ale szybko wróciłam i zaczęłam podglądać. - zaśmiałam się gorzko - Gdyby nie to, to nadal żyłabym w nieświadomości kim naprawdę jesteś. Wiesz co się stało? Twój ojciec płakał. Opowiadał o tym, że coraz bardziej się od siebie oddalacie, że coraz rzadziej widzi cię szczęśliwą. -wstałam i zaczęłam się pakować, po czym chwyciłam tackę z niedokończonym obiadem i wyszeptałam:
- Wtedy nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Moja ukochana, dobra Kichi miałaby doprowadzić własnego ojca do łez? Ale później... Usłyszałam waszą rozmowę. Usłyszałam jak czynisz mu wyrzuty, jak zarzucasz mu potworne rzeczy... Nie tylko jego serce złamałaś tego dnia. - wzięłam głęboki wdech, by skończyć to co zaczęłam - Owszem, nie wiem dlaczego to zrobiłaś. Swoje powody pewnie miałaś. I owszem, może nie jestem dobrą osobą. Ale nawet ja wiem, że rodziny się tak nie traktuje. - dokończyłam i odeszłam od stołu, nie dając jej szansy na odpowiedź. Odłożyłam tackę i wyszłam z jadalni. Oparłam się o ścianę i przymknęłam oczy. Nikogo nie było w pobliżu, panowała więc niezwykła jak na to mniejsce cisza. Westchnęłam i zagarnęłam za ucho jakiś niesforny kosmyk włosów. Poczułam przy tym jakąś wilgoć na policzkach. Zaskoczona potarłam je rękoma. Ja... Kichi... Dlaczego to wszystko musiał się skończyć? Pokręciłam głową i przykucnęłam. Wspomnienia z minionych dni wypełniły mi głowę. Schowałam twarz w dłoniach i pozwoliłam łzom płynąć.Tak bardzo chciałabym zrozumieć dlaczego Kichi tak postąpiła. Bo przecież musiał istnieć jakiś powód, prawda?
<Kichi? Takie trochę poważniejsze, nie chciało mi się dłużej tego ukrywać >

niedziela, 6 sierpnia 2017

Od Kichi CD Toshiro

Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w swoją stronę, coraz bardziej go lubiłam, nie wiem czemu, ale z każdą groźbą, chciałam być bliżej. Może po prostu aż tak desperacko chcę zginąć? Przemyśle to.....A tym czasem muszę dokończyć swoje sprawy....
Na następny dzień, z rana wyszłam do akademii. Miałam jeszcze pół godziny, nie śpieszyło mi się. Wskoczyłam na murek, szłam tyłem, patrząc w niebo, nie zwracając uwagi na szczekających i śmiejących się ze mnie ludzi, już dawno przywykłam, obłoki leniwie przesuwały się po błękicie, a ptaki równie powolnie leciały w swoją stronę. Czasem chciałam tak jak one po prostu odlecieć, być wolna....Ale to niemożliwe...Zrobiłam zgrabny piruet i ruszyłam tym razem przodem do kierunku trasy. Po paru metrach zeskoczyłam z murka i szłam już normalnie chodnikiem, przysłuchując się rozmową ludzi. Każdy na coś narzekał, to takie słabe, zawsze narzekają i użalają się, ale nic z tym nie zrobią, żałosne. Weszłam na teren szkoły i ku mojej uciesze na placu głównym zauważyłam Toshiro. Hmmm....? Morze pokrzywa za kaptur? A może wylać na niego sok porzeczkowy? Nie....banał. Po chwili oświeciło mnie, wyszczerzyłam się wrednie i podbiegłam od tyłu po czym zgrabnie wskoczyłam mu na barana i zasłoniłam mu oczy moją bluzą, tuląc jego głowę do siebie.
-Ohayo~~! Toshi-chan! -zawołałam i zeskoczyłam z niego, stając przed nim, chamsko wyszczerzona od ucha do ucha, lekko pochyliłam się do przodu i spojrzałam mu odważnie w oczy. -Wyspałeś się? -Spytałam czując że zaraz pobawimy się w berka po szkole. Spięłam wszystkie mięśnie w gotowości do biegu. Nie mam zamiaru dać mu się poturbować....


Toshiro?

Od Kichi CD Anji

Spojrzałam na nią z pod byka, ta mała działała mi na nerwy coraz bardziej. Człowiek próbuje podejść, być miłym, a tu? Proszę, jak zawsze.
-Siedzę.....Nie widać? -Mruknęłam zaczynając jeść mój obiad. Dziewczyna trochę się zagotowała, ale ostatecznie gdy miała coś powiedzieć zrezygnowała. Westchnęłam cicho i spojrzałam na nią lekko przygnębiona, co szybko zasłoniłam obojętnością.
-Masz gorączkę? Powinnaś już dawno się na mnie wydrzeć ~ -Westchnęłam teatralnie i uśmiechnęłam się lekko. -A może coś się stało? -Spytałam z błyskiem w oku.
-To nie twój interes Nikiforov.... -Syknęła, a ja westchnęłam cicho. Nie lubię nie wiedzieć o czymkolwiek, a tym bardziej o osobie na której mi zależało, a ta z nieznanego mi powodu wypięła się do mnie i zostawiła....
-Za co ty mnie tak nie lubisz co? Z tego co wiem nasze rodziny nie miały złych relacji, a ty jednak mnie nienawidzisz, chyba mam prawo wiedzieć czemu, skoro tyczy się to mnie? -Uniosłam lekko ręce, wzruszając ramionami i wzdychając cicho.
-No chyba, że wystarczy ci moje pochodzenie, w co szczerze wątpię.....-Założyłam nogę na nogę i wyszczerzyłam się w firmowym, wrednym uśmieszku. -Bo przecież nie jesteś taka....prawda?


Anji?

Od Kichi CD Czeslava

Spojrzałam lekko zaskoczona i jednocześnie zmieszana na chłopaka. Nie wiedziałam co powiedzieć, co w tej sytuacji byłoby najodpowiedniejsze? Zlustrowałam chłopaka wzrokiem. Wydawał się być miłą osobą i pozytywnie nastawioną do życia. Był trochę niższy ode mnie więc propozycja z koszulką zdała mi się trochę śmieszna. Ostatecznie wykrzywiłam wargi w lekkim uśmiechu i wstałam z nagrzanej płyty chodnikowej.
-Nic się nie stało, jeżeli chodzi o pobrudzenie colą, gdzie masz puszkę po niej?! Trzeba urządzić pogrzeb puszki i biedronki i w sumie zrobiłabym go ale jestem zbyt leniwa.....-Wzruszyłam teatralnie ramionami. -I dziękuję bardzo, nie obraź się ale twoja bluzka będzie sięgać mi nad pępek, a tak po za tym jestem Kichi ale mów mi "Kicia". -Uśmiechnęłam się szczerząc rząd równych, białych ząbków.-Tak nagle na mnie wpadłeś....Nie masz czegoś ważnego do załatwienia? -Spytałam wpatrując się w niego.
-W sumie muszę iść do akademika.....-Chłopak podrapał się po karku.
-Ja też.....muszę się przebrać....Uczysz się w Green Heels, prawda? - W sumie nie potrzebnie pytałam, często go widywałam na korytarzu.
-Tak, a ty? -Ciągle się uśmiechał trochę mnie to przerażało, no ale cóż.....
-W takim razie.....-Klepnęłam go w ramie i odskoczyłam.
-Berek! -Zaśmiałam się i puściłam się biegiem do akademika. Spojrzałam za siebie, jednak mnie gonił co zdało mi się bardzo zabawne. Zaśmiałam się i przyspieszyłam trochę. Czesiek jednak mimo swoich krótkich nóżek szybko nadrobił dystans i gdy już miał mnie złapać, chamsko skręciłam w bok i wbiegłam w park. Mimo to chłopak nie odpuszczał i ostatecznie złapał mnie przed samą bramą akademika.
-AAAAA! -Zaśmiałam się rozbawiona i ciężko dysząc śmiałam się z nas jeszcze chwilę....Kiedy ja ostatnie raz śmiałam się szczerze? To było dziwne, wcale nie znany mi chłopak potrafił wywołać uśmiech na mojej od dawna smętnej twarzy, czego nie potrafili zrobić nawet moi najbliżsi.
-Wygrałeś! -Uśmiechnęłam się lekko. -I spaliłeś trochę kalorii, widzisz same korzyści! -Uśmiechnęłam się z wrednym cieniem na twarzy, po czym wskoczyłam na murek robiąc zgrabny piruet. Tak jestem nienormalna i nie, nie przeszkadza mi to, a męczcie się ludzie ze mną!
-Musimy kiedyś to powtórzyć...Nie uważasz? -Puściłam mu oczko.

Czeslav?

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Od Toshiro CD Kichi

Spojrzałem na nią jak na idiotkę, starając się zachować ostatnie resztki człowieczeństwa i najzwyczajniej w świecie nie zaciągnąć jej w jeden zaułek i nie zabić, zostawiając jej ciało, które znaleźliby dopiero za kilka dni. Patrzyłem na nią, widząc już jak wykrwawia się na śmierć, prosząc o wezwanie karetki, ach cóż za piękny widok. Powstrzymuje mnie tylko fakt, że studio zostałoby bez szefa, gdyby nie to... Potrząsnąłem głową, nawet nie słuchając jej ostatnich słów. Złapałem za jej bluzę ciskając nią o ścianę z taką siłą, że się skrzywiła. Miałem dość tej małej pchły, która wchodzi mi w paradę.
- Słuchaj w dupie mam to co robisz i z kim, wedle mnie możesz być nawet tanią dziwką co stoi cały dzień pod latarnią. J-E-B-I-E M-N-I-E T-O - Przeliterowałem jej ostatnie zdanie, puszczając jej ubrania - Ale mi w paradę nie właź i nie kręć mi się tutaj, bo jeszcze klienci pomyślą, że do dziwek chodzę - Prychnąłem
- Słucham?! - Warknęła, ponownie wyjmując swój mały nożyk - Chcesz, żebym Ci gardło podcięła? - Uśmiechnęła się niby strasznie
- Tym nożykiem do grzybów? - Zaśmiałem się łapiąc jego ostrze otwartą dłonią, ściskając ją, poczułem jak płynie mi po ręce gorąca ciesz. Wyrwałem jej broń i odrzuciłem na bok, a sam przejechałem językiem po ranie uśmiechając się przy tym
Patrzyła na mnie wielkimi oczami, chyba zastanawiając się co powinna zrobić, bądź też powiedzieć. Wpatrywała się we mnie, a jej odwaga chyba powoli zaczynała umykać.
- I co może mnie jeszcze uderzyć? - Zaśmiała się, ukazując swoje ząbki
- Nie głupi pomysł - Pomysł nie znikał mi z twarzy i za nim się obejrzała moja ręka znalazła się tuż obok jej głowy. Słysząc uderzenie, zamknęła oczy, odwracając twarz. Ręką przywaliłem w mur, z którego spadł tynk - Nie bije dziewczyn, ale jeszcze raz wejdziesz mi pod nogi, a złamie tą zasadę - Odsunąłem się od niej i złapałem za kask, który upuściłem, gdy mnie popchnęła do tej dziury. Nieopodal stał motor, na którego od razu wsiadłem i odjechałem w kierunku Akademii

Kichi?

niedziela, 4 czerwca 2017

Od Kichi CD Toshiro

Oj Toshiro, Toshiro, jak ty świetnie coraz lepiej wyrabiasz sobie o mnie zdanie rozwydrzonej pięciolatki. Spojrzałam na papierosa w jego palcach i zabrałam mu go zwinnie, po czym zwinnie odsunęłam się i zaciągnęłam się. Chłopak podszedł do mnie chcąc mi go zabrać, ale w tym momencie wypuściłam dym z ust mu prosto w twarz.
-Nawet bez gadania mnie denerwujesz pchło....-Mruknął, a ja uśmiechnęłam się chamsko jak to miałam w zwyczaju.
-Ależ nie wiem o co ci chłodzi....-Uniosłam teatralnie ręce, wzdychając i udając bezradną. Następnie podniosłam na niego wzrok moich zielono-złotych oczu, wpatrując się w jego.....Głęboko niebieskie źrenice. Znów zaciągnęłam się papierosem, chłopak znów oparł się o barierkę i spojrzał w dal. Oddałam mu to świństwo i wypuściłam obłoczek gdzieś w bok, następnie wskoczyłam na barierkę i balansując na niej szłam sobie lekko rozbawiona wizją spadnięcia.
-Mam ochotę cię zepchnąć....-Na jego głos odwróciłam się przodem.
-Byłoby zabawnie Toshi-chan~ -Uśmiechnęłam się podpierając głowę na ręce. -I mogłabym trajkotać, bo byłabym na dole....-Zauważyłam usiadłam na barierce, spuszczając nogi w przepaść.
-Dziwna jesteś pchło.....-Prychnął.
-A ty jesteś całkowicie nudny.....-Wzruszyłam ramionami. -Myślałam, że będzie ciekawiej z tobą. -Wzruszyłam ramionami, wstałam i weszłam na bezpieczny dach. Widziałam, że zaszczycił mnie swoim spojrzeniem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam odejść w stronę wyjścia, ale poczułam jak ciągnie mnie za kaptur mojej bluzy, a za chwilę widziałam przepaść, nad którą jeszcze przed chwilą siedziałam.
-Nadal ci nudno? -Spytał.
-Tak, myślisz, że ile razy tak wisiałam? -Zaśmiałam się zażenowana sytuacją. Nic nie odpowiedział, po prostu postawił mnie z powrotem na dachu. Tylko na niego spojrzałam. Co zrobisz Toshiro? Dopiero teraz widzisz, że twoja pchła się nie boi? Poprawiłam bluzę na rękach i skierowałam się do wyjścia.
-A teraz się nie obraź Toshi-chan~! Ale nie mam czasu na zabawę z tobą, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. -Nie patrząc na niego pożegnałam się ciągle idąc w stronę wyjścia, tylko mu pomachałam. -Papa! Czy tam do widzenia! -Zaśmiałam się na odchodnym.

~*~

Nikiforov! Jesteś genialna! Gratuluje pomysłu rozwścieczenia tego gangu! - Krzyczałam na samą siebie w myślach, zwinnie przeciskając się przez gęsty tłum ludzi w centrum miasta. Musiałam ich zgubić! Nie zastanawiając się długo wbiegłam w mniejszą uliczkę i na moje szczęście wpadłam na kogoś, prawie wywracając go na ziemię. A na moje jeszcze większe szczęście, był to Toshiro. Wychodził właśnie ze swojego studio. Warknęłam pod nosem i zwinnie go wyminęłam, kiedy ten złapał mnie za nadgarstek.
-Przeprosiłabyś pchło....-Mruknął.
-Hai, hai, później zabiorę cie na herbatkę, a teraz puszczaj....-Uśmiechnęłam się niewinnie.
-GDZIE ONA JEST?! TAM POBIEGŁA! -Słyszałam głosy tych facetów. Szybko się rozejrzałam za kryjówką i wepchnęłam go w ciasny zakamarek między dwoma budynkami, sama też zam się wciskając.
-Co ty.....! -Zaczął ale zatkałam mu usta ręka i przyłożyłam nożyk do gardła, lekko przyciskając mu go do skóry, jeden jego ruch, a przetnę mu tętnicę. Po chwili ci faceci przebiegli, a gdy głosy ucichły wzięłam rękę z jego ust i schowałam nożyk do kieszeni. Wyszłam z zakamarka i rozejrzałam się po ulicy po czym wyjęłam mój telefon i napisałam krótkiego sms'a, a następnie spojrzałam na chłopaka, który wygrzebywał się z zakamarka.
-Co to było? -Spytał zirytowany.
-To? Chowałam się przed gangiem, a ty mnie zatrzymywałeś....No ale jak wolisz możemy przyjąć, ze to próba gwałtu....-Wzruszyłam ramionami. -To co idziemy na herbatkę~? -Spytałam najbardziej irytującym głosem na jaki mogłam się zdobyć, patrząc mu zadziornie w oczy. Co jak co, ale obietnic dotrzymywałam.

Toshi ? XD

Od Toshiro CD Kichi

Obudził mnie dźwięk budzika, który od razu wyłączyłem. Czy to rozsądne katować się w sobotę biegami tuż z samego rana? Odsłoniłem kołdrę przyglądając się sobie uważnie. Rozważając plusy i minusy, w końcu postanowiłem się podnieść. W łazience jedynie obmyłem twarz i zakładając dresy oraz koszulkę pobiegłem w stronę parku. Wygmerałem z kieszeni czarne słuchawki i włączyłem jeden ze swoich ulubionych kawałków, zaczynając poranny bieg. Po 30 minutach ciągłego biegania, praktycznie sprintem, wziąłem głęboki oddech. Ściągnąłem koszulkę, która była już cała mokra i ponownie poszedłem do pokoju, tylko po to, aby zabrać świeże ubrania, ręcznik i jakiś płyn pod prysznic. Idąc przez prawie pusty korytarz, nie mogło się obejść bez kolizji. Spojrzałem w dół na mokre brązowe włosy, dopiero po chwili rozpoznałem twarz dziewczyny. Zaczynam twierdzić, że wyczerpałem limit swojego szczęścia, przez ostatnie tygodnie, na które nie mogłem narzekać... Może by tak rzucić to wszystko w cholerę i ponownie zawitać w salonie, przecież miałem wszystko co najważniejsze, to zachciało mi się zdobyć lepsze wykształcenie. Teraz mam, wkurzających nauczycieli, którzy stękają na każdym kroku i małą cholerną dziewczynę, która zachowuje się jak pchła, a na dodatek zna moje imię. Pamięć mam raczej dobrą i pamiętałabym, jak mówię jej swoje imię, a że zna mnie tutaj niewiele osób to musiała odszukać mnie w necie, innej opcji nie ma. W takiej chwili dziękuje sobie, że jestem na tyle mądry, aby nie udostępniać wszystkiego na swój temat.
- Hej - Mruknąłem - Teraz będziesz mnie śledzić na forach? - Podniosłem jedną brew. Stała przede mną w ręczniku, praktycznie naga. Może jakbym był w pierwszej, czy też drugiej klasie to coś bym sobie z tego zrobił, ale jako singiel, z własnym mieszkaniem, miałem takie widoki na co dzień. Brunetki, blondynki, rude... oj tak rude były dobre
- Nie mam takiego zamiaru, co się tak kielczysz?! - Zmarszczyła brwi z wyrazem twarzy, jakbym co najmniej pozabijał jej całą rodziną, i kota.
- Na pewno nie z powodu Twojego widoku - Skrzyżowałem ręce na piersi - Ja tak bardzo się mną interesujesz to trzeba było przyjść od razu do mnie - Zaśmiałem się krótko
- Chciałbyś - Prychnęła
- No w nocy nie, bałbym się że buka z muminków mnie nawiedza - Uśmiechnąłem się złośliwie, chcąc ją wyminąć, jednak podłożyła mi nogę w taki sposób, że nie brakowało wiele, abym leżał na środku korytarza. - Irytująca, jak pchła - Mruknąłem pod nosem. Będąc jeszcze blisko, złapałem za jej ręcznik, który sprawnie odwinął się od jej ciała. Nie oglądając się za siebie, szedłem z nim w stronę łazienki. Za sobą słyszałem ciche przekleństwa i szybki chód małych stópek. Teoretycznie mógłbym się odwrócić... Nie, chyba wolałabym już własną kuzynkę podglądać. Po szybkim prysznicu i ubraniu się w świeże ubrania, wymknąłem się na dach. To tutaj najlepiej patrzy się na to całe miasto i pali. Odpaliłem jednego papierosa i ledwo co wypuściłem dym z ust, kiedy zza moich pleców rozległ się głos zirytowanej dziewczyny.
- Co Ty sobie myślisz?! - Szła, a raczej biegła do mnie, ponownie zaciągnąłem się papierosem, wypuszczając powoli dym z ust
- Weź się trochę uspokój, usiądź, zapal, czy co tam chcesz i zacznij trajkotać, jak zejdziemy tam na dół

Kichi?

Od Kichi CD Nathaniela

Spojrzałam w oczy blondynowi i lekko pochyliłam głowę w bok.
-Śpiewam i gram na gitarze....-Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Hmmm.....Zaśpiewasz mi coś? -Spytał, a ja zdezorientowana rozszerzyłam oczy.
-Emmmm....To nie zbyt dobry pomysł~ -Przedłużałam końcówki czując ścisk w żołądku, nigdy jeszcze nie śpiewałam przed ludźmi.
-Nie daj się prosić. -Skrzyżował wzrok z moim spojrzeniem, zarumieniłam się delikatnie na policzkach, ale nie odwróciłam wzroku.
-Nie śpiewam bez swojej gitary....-Starałam się wymigać, ale po chwili uświadomiłam sobie, że to bardzo był to głupi pomysł.
-To chodźmy po nią....-Odstawił swojego kota na ziemię i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Już było za późno. Miałam ochotę się walnąć w ten głupi łeb. Powoli skierował się w stronę mojego pokoju, a Nathaniel zrównał ze mną kroku i lekko się uśmiechnął. Odwróciłam speszony wzrok, nie wiedziałam jak się zachowywać na dłuższą metę, bo nigdy nie miałam przyjaciół czy znajomych. Więc po prostu milczałam.
-Czemu nic nie mówisz? -Spytał nagle, podniosłam niepewne spojrzzenie.
-Ja....Nie wiem za bardzo co mówić....Nigdy wcześniej nie miałam znajomych...-Podrapałam się niezręcznie po karku.
-Na prawdę? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.... - Zaśmiałam się cicho, przykładając wierzch dłoni do ust, a on trochę zdezorientowany chwile się mi przypatrywał.
-Co cie tak rozbawiło? Powiedziałem coś nie tak? -Uśmiechnęłam się tylko.
-Nie, po prostu to ty musisz być dosyć dziwny, żeby uważać, bym mogła mieć znajomych. - Chłopak spojrzał na mnie niezrozumiale. No cóż? Mało osób mnie rozumie. Przed moim pokojem otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza, a Nathaniel wszedł za mną. Mój pokój skąpany był w szarościach, na wejściu mieścił się mały korytarzyk z szafą i drzwi do toalety, a głębiej łóżko, biurko, stolik i dwa fotele oraz mały aneks kuchenny. Nad biurkiem stał karton z listami od mojej rodziny, w sumie nie chciałabym, żeby ktoś je przeczytał i wiedział jak bardzo mam napięte relacje z rodziną., a nad łóżkiem wisiały ramki, wszystkie puste, ojciec dał mi je kiedy wyjeżdżałam. Po to żeby uświadomić mi jak bardzo sama jestem, ale to nic. Weszłam w głąb pokoju i spojrzałam na mojego kota, śpiącego smacznie na fotelu.
-Rozgość się. - Podeszłam do aneksu kuchennego. -Chcesz herbaty? Może kawy? -Wstawiłam wodę.
-Herbatę, jeśli to nie kłopot. -Zwracał się tak dostojnie, chyba był z wyżej postawionej rodziny, ale nie przeszkadzało mi to w końcu sama mam sławnych rodziców, chodź nienawidzimy się....Wyjęłam dwa kubki z szafki i wyjęłam torebki z herbatą które wrzuciłam do kubków. Po chwili postawiłam już gotową herbatę na stoliku nocnym obok łóżka na którym siedział i głaskał pogrążonego w śnie kota. Usiadłam obok niego i wyjęłam gitarę z pod łóżka.
-Jak ogłuchniesz to sam tego chciałeś...-Ostrzegłam i zaczęłam nastrajać gitarę.
-Na pewno nie jest tak źle....-Zaśmiał się kiedy zaczęłam grać pierwsze nuty, wyprostowałam się i wzięłam głębszy oddech.





Nathaniel?

Od Anji CD Kichi

Wściekła zmarszczyłam brwi. Podniosłam wzrok żeby zobaczyć tego kogoś kto tak brutalnie zwalił mnie z nóg. Kiedy ją rozpoznałam zamurowało mnie. Była to dziewczyna, której nienawidziłam całym sercem. Dziewczyna, która nazywała się Kichi Nikiforov. Warknęłam i odsunęłam jej rękę. Wstałam i poprawiłam ubrania. Spojrzałam na nią spode łba.
- Nie waż się mówić mojego imienia. Nie chcę mieć nic do czynienia z kimś kto nic sobie nie robi z cudzych emocji! - zawołałam i zjechałam z lodu. Zdjęłam łyżwy i wybiegłam z budynku. Cały czas byłam wkurzona. Po chwili dotarłam do mojego pokoju w akademii i usiadłam na łóżku. Westchnęłam i wyjęłam butelkę wody. Upiłam łyk. Spojrzałam na zdjęcie taty na biurku. Był na nim z Yuurim Katsukim i... Viktorem Nikiforov. Lubiłam to zdjęcie. Wyglądali na nim jak przyjaciele, nie jak zawodnicy. Przypominało mi pewną rozmowę, którą usłyszałam tak wiele lat temu... Walnęłam głową w ścianę. Nigdy nikomu o niej nie powiedziałam, więc ludzie sądzą, że nie lubię jej ze względu na nazwiska. Nawet ona sama tak myśli. A jednak powinna wiedzieć, że pomiędzy naszymi ojcami są bliskie stosunki. Gdyby mój tato był gejem zaakceptowałabym to. Ale wiem, że naprawdę kochał mamę, bo chodziliśmy nad jej grób co kilka dni. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Nieważne jak bardzo się złoszczę wspomnienia o rodzinie zawsze mnie uspokajają. Wzięłam głęboki wdech. Chciałam poćwiczyć, a pokłóciłam się ze starą znajomą. Pamiętam, jak kiedyś bawiłyśmy się razem. W życiu bym jej nie podejrzewała o takie... Świństwo. Spojrzałam na zegarek. Za chwilę miała się rozpocząć kolacja. Westchnęłam i przebrałam się w normalne ciuchy. Skierowałam się do jadalni i usiadłam na moim klasycznym miejscu. Jak zwykle ludzie odsunęli się ode mnie. Na mojej twarzy rozkwitł złośliwy uśmiech. Ach, zła sławo trwaj! Święty spokoju, miłości ty moja, tak rzadko spotykana i niedoceniana! Zabrałam się do posiłku. Dzisiaj była zapiekanka z warzywami i mięsem. Właśnie miałam ją ugryźć kiedy usłyszałam jak ktoś siada na miejscu obok. Warknęłam i odłożyłam bagietkę.
- Można wiedzieć co ty wyprawiasz? - powiedziałam wściekła patrząc na Kichi.
<Kichi?>

Od Nathaniela CD Kichi

Biegłem przez cały akademik, odkąd z półpiętra zauważyłem Kirę biegnącą przez klatkę schodową.
W końcu jakaś dziewczyna złapała kota, ale jak się okazało były dwa. Zmarszczyłem brwi zdezorientowany, bo wcześniej go nie dostrzegłem. Przyglądnąłem się brązowowłosej dziewczynie, która właśnie podała mi czarną Kirę. Miała włosy właśnie brązowe, przechodzące w rudy, co wyjątkowo ładnie wyglądało z dużymi, złotymi oczami. Jednym stwierdzeniem można było określić ją ładną kobietą.
-Ummm… Masz śliczną kotkę… -Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie w nieodgadniony sposób, co mnie lekko zaintrygowało. – Tylko trochę się rozczochrała… - Puściła mi oczko, gładząc swojego kociaka.
Eee… Dziękuję – powiedziałem rozbawiony. – Twój też jest urzekający – powiedziałem zgodnie z prawdą. – Tak w ogóle, chyba dzisiaj się już spotkaliśmy. Nathaniel jestem – podałem jej rękę, będąc przyzwyczajony do oficjalnych przedstawień.
-Kichi, miło mi – uścisnęła dłoń tak naturalnie, że aż zacząłem się zastanawiać, czy nie ma wpływowych rodziców, przez co miałaby okazję do wyuczenia się tego.
Eee…- rozglądnąłem się dookoła, uświadamiając sobie, że jesteśmy blisko męskiego skrzydła. Nie wiedząc co powiedzieć, nagle głupio wypaliłem. – Chcesz może przyjść do mnie?
-Nie, dziękuję – Kichi zachichotała lekko, przez co zrobiłem się czerwony na twarzy – Może innym razem, muszę odstawić Kuro do pokoju – powiedziała odwracając się w kierunku drzwi.
Dopiero teraz się skapnąłem, że mimo iż jest blisko do męskiego skrzydła, to znajdowałem się centralnie na terenie dziewcząt.
-No tak, przepraszam – burknąłem zażenowany, nie rozumiejąc swojego zachowania.
***
Siedziałem w pokoju, grając na skrzypcach, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Ostrożnie odłożyłem instrument i doskoczyłem do drzwi, otwierając je na oścież. Moim oczom ukazał się nie kto inni, jak dziewczyna z wcześniej. Prawie poczułem rumieńce wchodzące na moją twarz.
-Hej, twoja kicia zgubiła coś – powiedziała podając mi czerwoną obróżkę.
-Oo, dziękuję. Nie zauważyłem nawet, że jej nie ma – jak gdyby czytała w myślach, kotka zaczęła łasić się przy moich nogach, więc wziąłem ją na ręce od razu zakładając zgubę na szyjkę.
- Nie ma sprawy… Grasz na skrzypcach? – Spytała niepewnie, zaglądając ukradkiem na pokój za mną.
-No… czasem coś pogrywam, ale nie jestem w tym szczególnie dobry. A ty grasz na czymś? A może śpiewasz? – Spytałem zainteresowany, jaką dostanę odpowiedź.
Kichi?

Od Kichi CD Nathaniela

Znów kolejny jakże nudny dzień. Uporczywy dźwięk elektrycznego budzika irytował mnie jak nigdy, a mój kot akompaniując żałosnym miauczeniem maszynie, dobijał mnie jeszcze bardziej. Powoli podniosłam się do siadu, wyłączyłam alarm. Przeciągnęłam się, prostując zdrętwiałe mięśnie. Wczorajszy trening dał mi się we znaki. Skupiłam wzrok na łaciatej, puchatej kulce.
-Już, już....Dam ci jeść....-Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry. Wstałam, mozolnie przeciągając każdy ruch. Udałam się do kuchni, nakarmiłam kota i zrobiłam sobie czarną kawę. Do rozpoczęcia zajęć miałam jeszcze pół godziny. Pięć minut zajmie mi dojście do akademii, czyli miałam sporo czasu. W spokoju dopiłam kawę następnie, ubrałam się w czarne leginsy oraz czerwoną koszule w czarną kratę i trampki. Umyłam jeszcze zęby, twarz i uczesałam włosy by po chwili z torbą na ramieniu wyjść z akademika. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, plotkary przed akademią plotkowały, chłopcy grali w kosza. Codzienność, po prostu szara rzeczywistość, jestem tu już miesiąc i w sumie poznałam jedną osobę, dla większości to "mało", jednak dla mnie to aż jedna osoba. Jestem aspołeczna i mimo wszystko bardzo mi to pasuje. Trochę zamyślona nawet nie zauważyłam kiedy na kogoś wpadłam. Odsunęłam się oszołomiona i wyrwana z myśli, spojrzałam na twarz chłopaka. Był trochę wyższy ode mnie, blondyn. Nie kojarzyłam go z mojego rocznika, więc chyba był trochę starszy.
-Przepraszam....-Powiedziałam dosyć cicho, spoglądając na jego twarz, zwinnie wyminęłam go i szybkim krokiem odeszłam w stronę szkoły. Nie chciałam sie mieszać w kłopoty, a jeszcze bardziej unikałam nowych kontaktów z ludźmi.
~*~
Zajęcia zleciały mi bardzo szybko, a kółko biologiczne jeszcze szybciej, mimo to po całym dniu czułam się zmęczona. Wyszłam na już opustoszały dziedziniec i odetchnęłam wilgotnym, zimnym powietrzem. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam do akademika gdzie udałam się na górne piętro. O dziwo kiedy otwierałam drzwi do swojego pokoju, nagle z końca korytarza dobyło sie miauczenie. Mały czarny kotek biegł jak poparzony w stronę klatki schodowej, na co mój Kuro, mały pięciomiesięczny Kocurek wybiegł za czarną kępką sierści, rzuciłam torbę do pokoju i pobiegłam za kotem. Na szczęście chodziłam na SKS, wiec szybko złapałam oby dwa koty i wzięłam je na ręce, a po chwili dobiegł do mnie blond włosy chłopak, ten sam na którego wpadłam rano. Podałam mu kotkę, na którą Kuro bardzo pozytywnie reagował, no w sumie taka wspólna ucieczka musiała ich zjednoczyć...
-Ummm.....Masz śliczną kotkę....-Uśmiechnęłam się do niego. -Tylko trochę się rozczochrała.....-Puściłam mu oczko i zaczęłam głaskać mojego małego uciekiniera.....

Nathaniel?

piątek, 2 czerwca 2017

Od Kichi CD Anji

Lato tutaj było trochę zimniejsze niż w moim rodzinnym Petersburgu, jednak o wiele cieplejsze były tutejsze zimy, byłam już przyzwyczajona do -20 stopni w południe, ale nie do tak mokrego i nieprzyjemnego klimatu. przez to moje włosy do tej pory proste, kręciły się na całej długości. Mogłam rozczesywać, prostować ale to na nic i tak za chwilę się zakręcą. Zrezygnowana odłożyłam szczotkę do włosów. Spojrzałam na siebie w lustrze, w sumie nie jest tak źle... Wstałam z krzesła, wzięłam worek z łyżwami i wyszłam z akademika. Okropne zimne i wilgotne powietrze uderzyło w moją twarz. Przeszedł mnie dreszcz, zawinęłam się mocniej swetrem i poszłam w stronę krytego lodowiska. Osobiście lubiłam łyżwy, ale nie jeździłam na nich specjalnie często, tylko wtedy kiedy musiałam nad wszystkim pomyśleć. Potrafię zrobić parę skoków i piruetów, jednak nie kocham łyżwiarstwa tak bardzo jak śpiewu. Zawsze wolałam muzykę bardziej niż łyżwy które porzuciłam ze względu na ojca, zawsze mnie do nich zmuszał, a kiedy postawiłam się i powiedziałam, że nie mam zamiaru zawodowo jeździć....Wtedy zaczęło się moje piekło, nagle jakbym nie istniała dla niego i mojego brata który w przeciwieństwie do mnie chciał być łyżwiarzem. Chciałam wyjechać do Korei, do matki, ale jest jeden problem, ona mnie nie chce. Nie wiem co było między nią ,a ojcem, ale wiem ,że poszło o to że Viktorowi podoba się wujek Yuri Katsuki. Tak mój ojciec okazał się być gejem, po prostu wspaniale. W desperacji znalazłam szkołę jak najdalej, dostałam się i wyjechałam. I tak o to jestem w jakiejś szkole, na jakimś profilu na jakimś zadupiu. Przynajmniej spotykam ciekawych ludzi....Morze nawet znajdę przyjaciół? Nie nie oszukujmy się, ja nigdy ich nie znajdę.
Po chwili byłam już przed lodowiskiem i zakładałam łyżwy, związałam jeszcze włosy w wysoką kitkę i weszłam na lód. Nie było tu dużo osób, jakiś ojciec z synem, blondynka o rosyjskiej urodzie, którą skądś kojarzyłam i dwoje małych dzieci. Włożyłam słuchawki do uszu i powoli ruszyłam. Zaczęłam jeździć przy bandzie, a słysząc znajomą muzykę z mojego starego układu, zaczęłam nawet nie wiem kiedy tańczyć. Wykonałam najazd, wybiłam się rotacja była odpowiednia, a lądowanie perfekcyjne poczwórny flip, jakie to nudne.... Odwróciłam się i w tym momencie miałam bardzo bliskie spotkanie z ową blondynką. Oby dwie upadłyśmy na lód. Słuchawki wypadły mi z uszu. Spojrzałam na nią lekko zaskoczona. szybko się podniosłam i podałam jej rękę by pomóc jej wstać.
-Przepraszam....Nic ci nie jest?...-Spytałam patrząc na nią i nagle mnie olśniło. -..Anja? -Dodałam z lekkim, łagodnym uśmiechem. Trzeba chociaż utrzymywać pozory miłej, chodź przewiduje, że zaraz mnie zbluzga i wyśmieje, w końcu z jakiegoś powodu mnie nie lubi. Domyślam się, że to przez ojca....Muszę zmienić nazwisko. No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Anja? Nie bij XD

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Kichi CD Toshiro

Wpatrywałam się jak blondyn zamyka za sobą drzwi, a kiedy do moich uszu dotarło charakterystyczne kliknięcie, uśmiechnęłam się pod nosem i prychnęłam cicho w rozbawieniu i zażenowaniu. Muszę zebrać informacje na jego temat, o tak słodki blondasku nasza gra dopiero się zaczyna....
Nie mogłam spać, usiadłam przy biurku i włączyłam mój laptop zaczynając przeszukiwać dostępne mi źródła, szukając czegoś na temat tajemniczego blondyna.... Wiedziałam już, że nazywa się "Toshiro Gurji" urodzony 23.05 -Byk, lat 20, chodzi do klubu chemicznego w naszej akademii. Ma własne studio tatuażu i lubi orzechy, a po profilach na portalach społecznościowych wywnioskowałam, że zadaje się z małym gronem osób - Nieufny. Nie siedziałam nad tym za długo, ale z internetu więcej się nie dowiem. Zamknęłam pokrywę laptopu i przeciągnęłam się, po czym pokierowałam wzrok na mojego kota.
-Kuro~ Idziemy spać.....-Uśmiechnęłam się delikatnie do futrzaka, którego wzięłam na ręce i położyłam się do łóżka już trochę zmęczona....
Wstałam wczesnym rankiem mimo iż była sobota. Przeciągnęłam zdrętwiałe mięśnie i ziewnęłam przeciągliwe, zasłaniając usta. Wzięłam ręcznik oraz kosmetyczkę, skierowałam się do łazienki gdzie nawet o tej porze lustra i zlewy okupowały plastiki. Szybko przecisnęłam się do pryszniców i zamknęłam się w jednej z kabin. Uff, udało mi się przeżyć i przetrzymać jakoś w tych strasznych oparach bomby gazowej zwanej perfumami. Zdjęłam z siebie koszulkę nocną, którą zawiesiłam na haczyku, podobnie jak ręcznik. Puściłam wodę z prysznica i zaczęłam kąpiel. Kiedy się ogarnęłam wyszłam z łazienki owinięta w sam ręcznik i z mokrymi włosami opadającymi na ramiona poczęłam wracać do pokoju. Na twarzy miałam jeszcze lekki rumieniec od gorącej wody, a nie wytarte krople wody błyszczały na mojej skórze w porannym słońcu. Po moim mokrym ciele przebiegł zimny dreszcz, w łazience było o wiele cieplej niż na korytarzu.
Mówiłam już kiedyś, że mam wielkie szczęście? Bo właśnie owinięta w skąpy ręcznik zakrywający ledwo moje cztery litery podobnie jak i biust, do tego mokra na nogach i ramionach, zaczerwieniona na policzkach od sauny w łazience musiałam wpaść na sprawce przyozdobienia mojej dłoni. Chłopak widocznie szedł do łazienki, a ja w stronę pokoju, więc szliśmy prosto na siebie. Udałam, że nic eis nie stało i to, że jestem w samym ręczniku nie jest dziwne.
-Privet* Toshi~ -Przywitałam się w moim ojczystym języku, uśmiechając się delikatnie. Ciekawe jak zareaguje w końcu nigdy mi się nie przedstawił....

*Privet - z Rosyjskiego "cześć" w pisowni fonetycznej.

Toshi?

środa, 31 maja 2017

Od Czeslava CD Kichi

Znalazłem się nagle na ziemi. Jakim cudem?! Przed chwilą dostałem SMS od Miśka, że mam przyjść do pokoju zobaczyć jego nową pracę. Energicznie się odwróciłem i wylądowałem na ziemi... Ba! Żeby samemu, to jakoś to bym przeżył, ale na ziemi znalazłem się razem z moją colą, która już nigdy do mnie nie wróci... Dopiero po chwili zorientowałem się, że razem ze mną upadła jakaś dziewczyna. W sumie, gdyby się nie odezwała to nadal bym tak leżał.
-Zdeptałeś biedronkę.... - powiedziała wskazując na owada
Szybko podniosłem nogę i odsunąłem się trochę od dziewczyny. Zdeptałem biedronkę? Niemożliwe, biedronki są przecież wytrzymałe! Szybko uklęknąłem i pochyliłem się nad owadem. Delikatnie chwyciłem, go palcami i położyłem na dłoni. Lekko się wyprostowałem, dalej pozostając na klęczkach. Przybliżyłem dłoń do twarzy.
- No dalej robaczku - delikatnie popychałem ją palcem - Żyj biedroneczko, żyj!
Robaczek nieznacznie poruszył nóżką i skrzydełkiem. Przybliżyłem się jeszcze bardziej, jednak więcej już nie powtórzył tych gestów... Delikatnie odłożyłem go na trawę i usiadłem. Spojrzałem na swoją poplamioną bluzkę. Szybko złapałem za plecak i wyciągnąłem z niego nowy czysty t-shirt. Ściągnąłem z siebie bluzkę i założyłem nową, a starą włożyłem do plecaka. Usiadłem na stopach i spojrzałem na dziewczynę, która nie ruszyła się z miejsca.
- Cóż walczył dzielnie, ale został pokonany - powiedziałem - Jego żywot zakończył się razem z tą colą...
Uśmiechnąłem się do rudowłosej
- Przepraszam, że tak nagle na Ciebie wpadłem - powiedziałem drapiąc się po głowie - Nie miałem pojęcia, że jesteś tuż za mną. To było tak znienacka, że aż sam byłem w szoku, jeszcze ta cola i biedronka. Biedronki szkoda, że umarła taką tragiczną śmiercią, ale coli jeszcze bardziej żal. Była bardzo dobrą colą... Przepraszam też, że Cię ubrudziłem, tego to już kompletnie nie miałem w planach! Dałbym Ci koszulkę na przebranie jeśli chcesz - uśmiechnąłem się - Zawsze noszę kilka ze sobą, właśnie na takie przypadki. Uprzedzając pytanie, tak to zdarza mi się nadzwyczaj często, średnio tak plus minus dwa razy dziennie. Wiesz przezorny zawsze ubezpieczony i zabezpieczony. Wybacz, że tyle gadam, ale jakoś tak wyszło. Nie bierz mnie za dziwaka! Chociaż w sumie masz prawo, użalałem się nad colą, biedronką i kilkoma innymi rzeczami, a nawet nie wiesz kim jestem. I jeszcze nie daję Ci dojść do głosu - wziąłem głęboki wdech- A więc, jestem Czeslav Nesladek, a ty?

<Kichi?>

Od Toshiro CD Kichi

Spojrzałam zmieszanym wzrokiem na dziewczynę i zacząłem się zastanawiać, co w sumie jest z nią nie tak. Teoretycznie mógłbym ją teraz zabić, ale czy to jest wartę odsiadki w więzieniu? W sumie dostałbym jakieś 10 lat, bo wytłumaczyłbym się, że mnie zaatakowała pierwsza, miałbym codziennie ciepły posiłek, siłownie w zasięgu ręki, ale znowu pewnie studio by upadło, musiałbym nie znać tych debili. Mech, tylko sam byłbym wtedy martwy, Taiga rozwaliłaby mi głowę, jakby się dowiedziała, co zrobiłem... A trzeba było się wyprowadzić i zapomnieć o tej małej idiotce i po co żem tutaj właził, no po co Ci to było chłopie? Teraz patrz i płacz, bo krzywdy małej pindzie nie zrobisz. Przetarłem twarz otwartą dłonią, łkając w duchu
- Więc? Zastanawiasz się już z dobre pięć minut - Zmarszczyła brwi
- Wystarczy woda - Oparłem się o fotel, patrząc na kota, który właśnie lizał sobie łapkę, w ogóle nie zwracając uwagi na moją postać, która teoretycznie jest intruzem w tym pokoju. Dziwne tylko, że nie zauważyłem go od razu, jak tutaj wszedłem.
- Od dawna to robisz?
- Pierwszy raz zakradłem się do dziewczyny niegrzeszącej urodą w środku nocy, jeśli o to chodzi - Wziąłem od niej kubek z zimną gazowaną wodą
- Pfff, chodzi mi o to - Wskazała na swoją dłoń, gdzie znajdował się mały tatuaż
- Trochę, ale jeśli chcesz większą wersję to musisz się zapisać - Obojętnie opróżniłem kubek, odstawiając go na małe biurko, które stało nieopodal
- Pracujesz w jakimś studio? - Podniosła brew z dziwnym uśmiechem, mam wrażenie, że powiedzenie jej prawdy będzie bardzo bolesne w przyszłości
- Mam swoje własne, a teraz koniec tego przesłuchania. Lepiej idź spać młoda - Burknąłem, biorąc swoje rzeczy i kierując się w stronę wyjścia
- A Ty co mój opiekun?! - Wręcz na mnie warknęła, na co się zaśmiałem.
- Na szczęście nie, bo jakbym nim był, to dostałabyś ode mnie wpierdol - Puściłem jej oczko opuszczając pokój i idąc do swojego. Nikt mnie nie przyłapał więc spokojnie usiadłem na parapecie uchylając okno. Wyciągnąłem paczkę fajek i odpaliłem jednego, patrząc na księżyc.
Kichi?

wtorek, 30 maja 2017

Od Kichi CD Toshiro

Zasiadłam przed biurkiem i zapaliłam małą lampkę stojącą na meblu. Parę razy przewróciłam w rękach list od matki wzdychając ciężko. "Co tym razem?" Pytałam w myśli jakby ktoś mógłby mi na to odpowiedzieć. Sięgnęłam do bluzy i wyjęłam mój nożyk sprężynowy, którym szybko otworzyłam list. Schowałam ostrze w rękojeść, a następnie odłożyłam broń na burko. Nie wiedziałam czy aby na pewno chcę to czytać, bałam się, bałam się jak niczego innego, a boję się niewielu rzeczy. Mój kotek Kuro nagle wskoczył mi na kolana i cicho mrucząc usiadł na moich nogach. Wyjęłam list z koperty którą odłożyłam obok noża. Rozłożyłam papier i przytrzymując go w jednej ręce, drugą gładziłam miękką sierść kota czytając dwa wielkie słowa na jednej kartce. "Nienawidzę cię ~ mama" Nic więcej....Tylko tyle? Bez wyzwisk, bluzgania, referatów na temat jak bardzo nic nie potrafię? Schowałam list do rozerwanej koperty i opadłam plecami na krzesło. Spojrzałam na ścianę na której było pełno pustych ramek. Rodzice dali mi je na wyjazd do akademika....Żeby uświadomić mi jak bardzo jestem sama i jak bardzo jestem beznadziejna. Mimo ich dręczenia nie uważam tak, znam swoją wartość, tak szybko mnie nie złamią, nie dam im satysfakcji z oglądania mojego martwego ciała. Podniosłam się z krzesła, a Kuro zeskoczył z moich kolan, sięgnęłam po karton na półce nad biurkiem. Duże, ciężkie pudło wypełnione listami. Podobnymi listami jak ten który przed chwilą dostałam... Tylko od mojego brata, ojca, matki....Wrzuciłam tam i ten list i schowałam karton na miejsce. Następnie zgasiłam światło i zmęczona wgramoliłam się do łóżka....
~*~
Do moich oczu nagle dotarło okropne, żółte światło mojej lampy. Podniosłam się gwałtownie, rozglądając się bacznie po pokoju i wtedy zobaczyłam jego. Zmrużyła oczy z lekkim lagiem mózgu.....Czekaj? Po kij on to światło zapalił?
-C-Co ty tu robisz? -Spytałam przybierając zdziwioną maskę na mojej twarzy. Nie miałam zamiaru mu pokazywać moich prawdziwych uczuć....Niech myśli, że tu dominuje....
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? -Spytał niby to groźnie chłopak, wziął swoją kurtkę i skierował się do wyjścia. Spojrzałam po sobie i zobaczyłam, że mam króliczka na ręce....Aha? I to jest takie złe....W sumie, ładnie rysuje....Wstałam szybko z łóżka i podeszłam do niego kiedy już miał otworzyć drzwi, chwyciłam do za kurtkę i pociągnęłam w głąb pokoju, przy okazji zamykając drzwi, usadziłam go na krześle i podeszłam do małego aneksu kuchennego z czajnikiem i mikrofalówką. Chyba był trochę zdezorientowany.
-Chcesz kawy czy herbaty? -Spojrzałam na niego znudzona, lekko poprawiając spadające ramiączko od koszuli nocnej. Chłopak milczał, patrząc na mnie, nie mogłam określić co czai się w jego oczach, znowu mnie zaskoczył....
-Zaciąłeś się? Przed chwilą byłeś bardziej rozmowny.....-Prychnęłam rozbawiona, tak bawiło mnie to, nie bałam się go, co by mi nie zrobił, przeżyłam trochę za dużo by już się tego bać....Oj ile razy ja to słyszałam....Za pierwszym razem trochę się bałam czy za drugim, ale później to zaczęło się robić nudne...A skoro on już tu wbił to przydałoby się być miłym dla niezapowiedzianego gościa z ciekawym stylem wejścia i zrobić mu herbatkę co z tego, że jest.....Pierwsza? Skoro mnie odwiedził~! Nawet ładny mi prezent dał! Czekałam na jego odpowiedź, kiedy na blat wskoczył mój zaspany kotek i uznał, że skoro wszyscy wstali, to on też z nami posiedzi.....Mądry kot~!

Toshiro?

Od Kichi CD Czeslava

Szkolny dzwonek oznajmił uczynią koniec piątkowych zajęć, wszyscy powoli zbierali się do wyjścia, czy też jako pierwsi wybiegali z sali. Jednak ja siedziałam jeszcze chwilę i dopiero gdy korytarze opustoszały, spakowałam rzeczy i ruszyłam w kierunku wyjścia. Po chwili byłam już u celu, pchnęłam masywne drzwi i wyszłam na szkolny dziedziniec. W sumie to nie miałam już konkretnych planów na dzień, ale na pewno nie miałam zamiaru siedzieć całą resztę dnia w pokoju. Co to to nie! Poszłam więc tylko na chwilę do akademika się przebrać i zostawić niepotrzebne rzeczy, oraz przy okazji nakarmiłam też kota...
Wyszłam na dwór. Włożyłam słuchawki do uszu i pobiegłam w stronę parku. O tej porze nie było tam wielu osób. Głównie młodzieży i starsi ludzie chodzący w tą i z powrotem, narzekający na innych, na ich choroby czy też jak to oni mają ciężko. A prawda jest taka, że nie znają smaku wiecznej samotności i nie rozumieją depresji czy też patologii rodzinnej. Kocham ludzi i smuci mnie jak bardzo są oni ślepi, nie widzą problemów innych widzą tylko to co w około nich, a co najgorsze często nawet nie próbują zrozumieć....
Biegłam przy okazji obserwując parę osób, zawsze tylko stoję i patrzę, nikt nie zna mnie ale ja znam wszystkich. To trochę smutne, a jednak.... Tak bardzo prawdziwe. Dzisiaj znowu dostałam list od matki. Czasem nie rozumiem za co ona mnie tak nienawidzi? Nigdy nie zrobiłam jej nic złego, nie szkodziłam, a ona? Obwinia o wszystko mnie, tak samo jak ojciec i kochany brat. Rodzina Idealna, no ale cóż, nie zmienię ich i nie mam zamiaru. Mogę tylko ich olać, chodź i to jest bardzo ciężkie...Bo bez nich jestem sama...
Tak bardzo zamyślona chciałam przebiec za plecami jakiegoś chłopaka, ale kiedy tylko się tam znalazłam, on odskoczył w tył z niewiadomego mi powodu i wywrócił nas na ziemię. Zamrugałam parę razy zaskoczona i spojrzałam na blondyna, po chwili zdając sobie sprawę że moje i jego ciuchy są całe w coli którą trzymał. Skrzywiłam się lekko i spojrzałam mu w oczy, a następnie po naszych ubraniach i ziemi. Wyjęłam słuchawki z uszu i wróciłam wzrokiem do jego oczu.
-Zdeptałeś biedronkę.... -Spojrzałam na martwego robaka pod jego butami, a następnie znów na niego... Zabił biedronkę! Co z tego że byłam cała w lepkim napoju, a jakiś nieznajomy na mnie leżał.... Biedronka była ważniejsza...

Czeslav?

poniedziałek, 29 maja 2017

Od Toshiro CD Kichi

Kończyłem właśnie rozmowę odnośnie nowego klienta, który zażyczył sobie tatuaż praktycznie na całe plecy. Będzie trzeba zwolnić się z kilku lekcji, taka robota zajmie mi cały dzień, jak nie dłużej, oczywiście w zależności od ilości detali. Umówiliśmy się na termin, na jutro z rana. Odłożyłem telefon do kieszeni, gdy poczułem drapanie za koszulką. Od razu zacząłem się szamotać. Ostatecznie ściągnąłem koszulkę, spod której wyleciał mały biały królik. Spojrzałem jak z prędkością światła ode mnie ucieka, oraz zacząłem szukać wzrokiem sprawcy tego wydarzenia. Daleko szukać nie musiałem, gdyż brunetka szła ze zwycięskim uśmiechem, dziarskim krokiem, śmiejąc się pod nosem. Zdecydowanie muszę się przeprowadzić, na dłuższą metę, nie wytrzymam tutaj, nie zabijając przynajmniej połowy szkoły. Dotknąłem swoich pleców, z których powoli sączyła się czerwona ciecz. Westchnąłem, kierując się w stronę akademika. W pokoju zapakowałem do plecaka najważniejsze rzeczy, sam na siebie zarzuciłem skórzaną kurtkę i wziąłem kask idąc do motoru, aby dotrzeć do studia tatuaży, które jest zupełnie w innym mieście.
Na szczęście mieszkanie, które opuściłem nie było jeszcze sprzedane, więc mogłem spokojnie się tam przekimać. Zadowolony rzuciłem się na swoje łóżko "Wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej".
Od rana siedziałem w studio. Trochę mnie tutaj nie było, więc w czasie, kiedy robiliśmy sobie przerwy w tatuowaniu to zajmowałem się papierkami. Patrząc na stary sprzęt, który trzeba było wyrzucić wpadł mi do głowy pewien pomysł. Był to sprzęt dla "Świeżaków", czyli osób, które się uczą, nie będę mieć już więcej uczniów, no bo powiedzmy sobie szczerze, nie mam czasu na to, a tym bardziej ochoty. Tatuaże takie znikają po tygodniu, czasami dwóch. Uśmiechnąłem się pod nosem wracając do pracy.
Do Akademika, wróciłem wieczorem, było po 23. Przytachałem ze sobą sprzęt i szybko namierzyłam pokój brunetki, która dzień wcześniej zaszła mi za skórę. Skoro tak bardzo kocha króliki... Przygotowałem wcześniej jeden wzór, ze słodkim różowym króliczkiem, obok którego  latają gwiazdki i serduszka. Jako iż to nie była prawdziwa igła, to nie było nic czuć, dźwięków też nie wydawał, a ona spała, jak zabita. Tatuaż był gotowy po kilku minutach i pięknie się prezentował na jej dłoni. Usiadłem zadowolony we fotelu i zapaliłem światło. Brunetka, od razu podniosła się jak oparzona, na co ja się uśmiechnąłem
- C...Co Ty tutaj robisz?!
- Jestem mściwy, nie mam skrupułów, a to co zrobiłem teraz to tylko przedsmak tego co Cię może czekać, jeśli jeszcze raz wejdziesz mi w drogę jasne? - Narzuciłem na siebie skórzaną kurtkę, wychodząc z jej pokoju

Kichi?


niedziela, 28 maja 2017

Od Kichi CD Toshiro

W sumie to dałam mu trochę fory, bo byłam już zmęczona po całym dniu i długim treningu. Jednak wygrał, czego nie spodziewałabym się po chemicznym kujonku. No ale cóż świat jest pełen niespodzianek, a on jest nawet interesujący, każdy człowiek którego do tej pory spotkałam był bardzo przewidywalny, a on? Nie koniecznie, nie potrafię przewidzieć jego reakcji.... Co trochę mnie irytowało...
Po chwili wyjęłam telefon z kieszeni i podałam mu go.
-Proszę, zgodnie z obietnicą....-Uśmiechnęłam się i wrzuciłam piłkę do kosza na sprzęt po czym wzięłam z barierek mój ręcznik i bidon z wodą, następnie udając się do szatni. W sumie, nie za bardzo mnie obchodziło jak miał na imię, czy kim był, mimo jego nieprzewidywalności nie wydał się mi być interesującą osobą, chodź nie powiem, miło się podrażnić z takim wielkoludem, którego reakcji nie znam. Otworzyłam drzwi szatni, przebrałam się szybko ówcześnie wycierając pot ręcznikiem, brudne rzeczy włożyłam do plecaka, razem z już pustym bidonem i poszłam w stronę akademika trochę zmęczona. Gdy wychodziłam z budynku zauważyłam tego samego blondyna z którym wcześniej grałam w kosza. A gdyby mu tak trochę podokuczać? Rozejrzałam się dookoła i niestety zauważyłam tylko małego białego królika z czerwonymi oczami.... Od biedy....Wolałabym pokrzywę, albo oset, czy mech z rojowiskiem kleszczy....Ale niech będzie...Chłopak widocznie mnie nie widząc rozmawiał przez telefon, wzięłam gryzonia na ręce i podeszłam do niego od tyłu, a kiedy tylko się rozłączył....Wrzuciłam mu królika za bluzę. Szybko odskoczyłam i zaśmiałam się cicho widząc jak szamocze się próbując wydostać z pod bluzy gryzącego go i drapiącego jego ciało gryzonia. Tak to było zabawne, a on się nie podzielił lizakiem, więc ma za swoje....Wsadziłam ręce do kieszeni mojej białej bluzy przewracając niewidocznie małym nożykiem sprężynowy, który nosiłam w wypadku gdybym musiała się bronić. I przyznać mi trzeba, że nożem posługuje się lepiej niż rzucam do kosza. Blondyn po chwili pozbył się gryzonia i spojrzał na mnie marszcząc brwi. Uśmiechnęłam się tylko niby to niewinnie i zeskoczyłam ze schodów na chodnik olewając go i idąc w swoją stronę. Czemu to zrobiłam? Chyba nie mam towarzystwa, a inaczej nie potrafię na siebie zwrócić uwagi....

(?)
Theme by Bełt