Chłopak przez chwilę zatonął w swoim świecie. Zupełnie nie przejmował
się tym, czy jakiś nauczyciel za chwilkę nie wparuje tutaj i nie wydali
nas ze szkoły. Podeszłam bliżej, chcąc się upewnić, czy chłopak dalej
żyje.
- Niesamowicie tu, prawda?- Rzekł szeptem.- Nawet jeśli nie jest to jakieś legowisko smoka ani wieża śpiącej królewny.
Rozejrzałam się. Miejsce faktycznie było niesamowite. Przez chwilę
zapomniałam, iż u mojego boku stoi obcy mi mężczyzna, nawet jeśli znam
jego imię i jest z równoległej klasy. Moim mózgiem zaczęła władać
znajoma panika przyprawiając moje serce o szybsze bicie. Spojrzałam na
Michaela nie utrzymując kontaktu wzrokowego.
-Nie powinno nas tutaj być.- Szepnęłam swoim dziecięcym głosem.
Skinął lekko głową.
-Mimo tego, warto było.- Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech.
Poszłam przodem. Dźwięk moich kroków odbijał się echem noszonym przez
puste, betonowe przestrzenie. W mojej głowie rodziło się wiele pytań-
Dlaczego to skrzydło jest zamknięte?, Poszedł ze mną z grzeczności, czy
lubi mieć kłopoty? Czy mogą wydalić ze szkoły pierwszego dnia?
Oczywiście, że mogą. Moje nogi natychmiast stają dęba, kiedy słyszę
czyjś niski głos mamroczący niezrozumiałe słowa. Cofnęłam się kilka
stopni w górę, zapominając całkowicie o istnieniu Michaela. Oczywiście,
we znaki daje się, kiedy w akcie paniki, stąpam swoim bucikiem na jego
stopę. Z jego gardła wydobywa się delikatny krzyk który natychmiastowo
ucisza. Niemo przepraszam blondyna stojącego za mną. Kiwa mi głową.
-Następnym razem nie myl mnie ze schodami.- Prosi szeptem.
Krew w moich policzkach natychmiastowo się zagotowała, barwiąc moją
twarz w kolor czystego szkarłatu. Ponownie pokiwałam głową z aprobatą.
Kiedy kroki z korytarza się nasilały, okropnie spanikowałam. Jednak
gdy czyjś cień powiadamia nas, iż osoba schodzi w dół, poczułam ogromną
ulgę. Spojrzałam więc w jasny wyświetlacz mojego telefonu, aby być
pewną, iż zdążę do klasy. Wyświetlacz pokazywał godzinę 12:58. Mieliśmy
przechlapane.
Nie patrząc czy po korytarzu kroczą jacyś nauczyciele, zbiegliśmy na
dół po schodach. Żółto-biała tasiemka pokazująca brak przejścia, nie
była dla nas przeszkodą. Przed dzwonkiem, Michael rzekł
-Masz niecodzienny sposób poznawania ludzi.- Mrugnął do mnie jednym okiem.
Posłałam chłopakowi jeden ze swoich uśmiechów i weszłam do swojej klasy. Reszta dnia przebiegła spokojnie.
Właściwie jedyny mój posiłek to była kolacja. Była to zwykła,
akademicka kolacja. Nic szałowego. Szałowe było jedynie to, że dostałam
kostki lodu, więc miałam szanse wypić moją ukochaną, mrożoną herbatkę.
Obok mnie standardowo leżała książka- Duma i Uprzedzenie. Przeczytałam
ją miliony razy ale wciąż mnie wzrusza. Podążałam wzrokiem za słowami
które tworzą zdania, myśląc, że nic mnie nie wyrwie z mojego transu. A
jednak. Z mojego transu wyrwał mnie nie kto inny jak Michael.
-No więc, jaką szaloną wycieczkę masz w planach jutro?-Zapytał z uśmiechem.
Nie ukrywam- na początku się przestraszyłam.
-P..planowałam iść sprawdzić basen i halę sportową.- Rzekłam powoli i cicho.
-Nie brzmi to jak zapas adrenaliny.-Odparł dziwnym tonem, nie jestem pewna czy żartuje, czy mówi poważnie.
-Wiesz, basen i hala sportowa z natury mają pobudzać ludzi- Kontratakuje pół żartem.- Chyba nie chcesz iść za mną.- Dopowiadam.
Przez moją głowę przecisnęła się myśl, niczym myszka biegnąca po trawie,
a co jeśli ten chłopak tylko udawał, że próbuje się ze mną zadawać i
wyśmiewał mnie za plecami z kolegami?
<Majkelu? ^ ^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz